BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kalinowa Łapa x Ognikowa Słota. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kalinowa Łapa x Ognikowa Słota. Pokaż wszystkie posty

08 marca 2026

Od Kalinowej Łapy CD. Ognikowej Słoty

Krople deszczu zaczęły intensywnie obijać się o korony drzew, spływając z sosnowych igieł bez większych oporów, zrzucone w dużych ilościach nagle. Do nosa Kalinowej Łapy doleciał charakterystyczny, wilgotny zapach deszczu, nie dało się go pomylić z żadnym innym. Brało się to najprawdopodobniej stąd, iż gleba zdążyła niezwykle wyschnąć od ostatniej ulewy. Gdy ponownie ją nawodniono, nawet w małym stopniu, zaczęła wydzielać daną woń. Podłoże niebawem zamieni się w błoto, po którym wcale nie tak łatwo się chodziło. Ciekawe, ile kałuż po tym się ostanie, gdy uderzą ponownie prażące promienie słońca? Kalinowa Łapa poczuła pierwszą chłodną kroplę na swojej głowie, szybko spłynęła jej po karku, skapując wreszcie z ramienia z głuchym dźwiękiem. Vanka wycofała się odrobinę, stając przy drzewie. Zaczęła znaczyć je pazurami. Kawałki kory oderwały się, gdy przejechała po nich. Ognikowa Słota wyszła na deszcz, spokojnym krokiem kierując się do legowiska wojowników. Żółtooka, gdy miała już podążyć za nią, nagle pojawił się przed nią kruczoczarny kocur. Zdążył już trochę zmoknąć, aczkolwiek nie wyglądał na szczególnie przejętego. Posłał jej chłodne spojrzenie.
— Idziemy — powiedział stanowczo, ruchem ogona nakazując jej podążyć za sobą.
— W taką pogodę? — zapytała, czując, jak deszcz obija jej się o głowę.
— Jeśli przyjdzie ci kiedyś walczyć za nasz klan, wrogowie nie będą sobie wybierać pogody, w jaką zaatakują! Jeśli zniechęca cię lekka mżawka, to równie dobrze możesz wrócić do żłobka albo od razu do medyka, jeśli się tak boisz — warknął, sierść sama podniosła mu się wzdłuż karku. — Idziemy.
Kalinowa Łapa położyła uszy po sobie. Nie wyglądała dużo inaczej z powodu tego, iż były oklapnięte. Spadła na nich ulewa, a nie lekka mżawka. Ale nie było co z nim dyskutować, bo to i tak nie przyniosłoby nic dobrego. Idąc tak u boku mentora, patrzyła jedynie na drogę przed sobą. Pokryła się dużych rozmiarów kałużami, sięgającymi jej do kostek, jeśli spróbowała w nie wdepnąć. Deszcz sprawnie uniemożliwiał jej rozglądanie się na boki, skapywał jej z futra na czole, nim się obejrzała, była cała przemoczona. Przynajmniej nie było Pory Nagich Drzew – oczywiście podmuchy owiewały ich wibrysy stale, aczkolwiek nie były na tyle mroźne, żeby zrobić im większą krzywdę, przynajmniej nie od razu. Szara koteczka miała wrażenie, jakby coś mignęło jej przed oczami. Niezwykle jasne, jarzące się światło rzuciło swój ostry blask na podłoże, na drzewa, całe niebo w ułamek sekundy pokryła czysta zaogniona biel, za którą po chwili wyłonił się śnieżny, rozgałęziony piorun. Wraz z nim przybył niezwykle głośny trzask oraz warkot, gorszy od tego potwora dwunożnych. Biała sierść nastroszyła jej się wzdłuż kręgosłupa, a mięśnie w łapach same napięły. Nigdy w życiu nie widziała czegoś identycznego! Niebo umilkło, zanim nie pojawił się na nim kolejny, równie donośny trzask. Czuła dudnienie własnego serca, żołądek, miała wrażenie, przewrócił jej się.
Mokra ziemia kleiła się do łap Wilczaczki. Dwójka zatrzymała się, Krucze Pióro spojrzał na nią zza przymrużonych powiek.
— Nie wrócimy, dopóki niczego nie upolujesz.
Kotka skinęła mu jedynie głową, zanim nie zanurkowała w pobliskich krzewach. Na co mogła zapolować podczas tak paskudnej pogody? Wszystko, co mogło, zdążyło już się pochować. Łapy same poniosły kotkę do jednego z pobliskich drzew. Spojrzała w górę, była tu nawet dobrze chroniona przed deszczem. Wytrzepała sierść z nadmiaru wody i chwyciwszy się kory sztywno, podciągnęła się wyżej, wreszcie lądując na jednej z gałęzi. Parę uderzeń serca później znalazła się na kolejnej, zaglądając do szerokiej dziupli. Ku jej zdziwieniu, wewnątrz siedział pręgowany ptak. Rozdziawił żółte oczy szeroko – kolorystycznie przypominały wręcz te jej, co było miłą niespodzianką. Szarej aż zrobiło się go żal, aczkolwiek nie mogła wrócić z pustymi łapami. Mogła być to jedyna zwierzyna, jaką dzisiaj znajdzie. Wepchnęła się do środka, uniemożliwiając mu wylot. Podniósłszy łapę, dostrzegła, że wysiadywał trójkę młodych. Gdyby podrosły jeszcze trochę, prawdopodobnie byłyby tak wielkie, jak on sam. Wreszcie zacisnęła szczęki na karku ptaka. Sówka przestała stawiać opór, skrzydła opadły jej marnie, a młode schowały się w kącie gniazda, spozierając na kotkę z przerażeniem. Kalinowa Łapa wyjrzała zza dziupli. Wreszcie, skupiając wystarczająco wzrok, zorientowała się, że Krucze Pióro stoi tuż pod drzewem.
— Krucze Pióro! Znalazłam gniazdo, są tu młode — zawołała do niego, niepewna czy usłyszał. Po chwili do jej uszu doleciało chrobotanie, wojownik musiał zacząć się wspinać. Nim się obejrzała, dymny znalazł się na gałęzi prowadzącej do dziupli. Zaczęła podawać mu młode, które on sprawnie uśmiercał, a potem odkładał na szerokiej gałęzi za sobą. Kalinowa Łapa chwyciła swoją pójdźkę, czekając, aż mentor zrobi miejsca, aby mogła bezpiecznie wyjść. Wilczak chwycił trójkę prędko, schodząc z drzewa ostrożnie. Szara koteczka podążyła jego śladem.
Wreszcie jej łapy dotknęły gruntu. Patrzenie na świat z takiej wysokości wydawało się dość nietypowe, szczególnie że przywykła do widoku z ziemi, a nie z prawie korony drzewa.

***

Kalinowa Łapa wróciła do obozu. Deszcz zdążył już nieco uspokoić się, chociaż nadal ciężko było powiedzieć o całkowitym jego zniknięciu. Mokre powietrze docierało do niej chętnie, utrudniając odrobinę oddychanie po wysiłku. Odłożyła zwierzynę na stertę, zadowolona z dzisiejszego dnia. Gdy ułożyła się w legowisku uczniów, do jej uszu dotarły kroki. Początkowo nie przykładała im wielkiej wagi, prawdopodobnie wrócił kolejny uczeń ze szkolenia, chociaż widziała większą część z nich wewnątrz. Niewykluczone, że mogła być jedyną uczennicą, którą wzięto w tak paskudną pogodę na trening. Przymknęła oczy, już chcąc oddać się w objęcia snu, kiedy usłyszała znany jej głos.
— Kalinowa Łapo, doszły mnie słuchy, że znalazłaś gniazdo? Ta pójdźka na stercie jest twoja? — zapytała Ognikowa Słota z uśmieszkiem, trzymając mysz polną za ogon. Położyła zwierzątko przed vanką. Żółtooka otworzyła oczka, spozierając na wojowniczkę.
— Tak… udało mi się — miauknęła oszczędnie. Chciała odpocząć, chociaż świeży posiłek przed jej nosem zachęcał ją do spożycia go. Burczało jej w brzuchu.
— Dobra robota. To dla ciebie, świetnie się spisałaś — Słota przysunęła zdobycz bliżej, żeby szara nie musiała szczególnie się wyciągać tylko po to, by jej sięgnąć.
— Dziękuję — mruknęła Kalinowa Łapa, zabierając się za dość ospałe spożywanie zdobyczy. Po paru gryzach zorientowała się, że z futerka i mięsa pozostały jedynie kości. Zatrzęsła się lekko z zimna, gdy podmuch wiatru dotarł do jej grzbietu. Napuszyła przemoczoną sierść, próbując jakoś się przed nim uchronić, jednak było to trudne. Zabrała się za wylizywanie mokrych kłosów. Oby tylko nie przesiedziała na tym zbyt długo, długie futro bywało uciążliwe. Szczególnie że cały czas jej się wydłużało. — Ognikowa Słoto, boisz się piorunów? — zapytała pomiędzy liźnięciami, przypomniawszy sobie o przerażającym widoku.

<Są naprawdę straszne, Ognikowa Słoto!>

[1030 słów]

[Przyznano 21%]

07 marca 2026

Od Ognikowej Słoty CD. Kalinowej Łapy

Wojowniczka zamiotła ogonem podłoże, wsłuchując się w słowa młodszej pobratymczyni. Ciekawe co mogło popchnąć ją w tym kierunku? Chyba nigdy wcześniej nie interesowała się takimi rzeczami. Może chciała poznać lepiej Cykoriową Łapę? W końcu obydwie dzieliły to samo legowisko. Nie byłoby to głupie. Pokręciła głową. Nie, żeby miało to jakieś większe znaczenie. Wokół dwóch kotek zaczęły tańczyć co jakiś czas przeróżne owady. Wiele z nich próbowało swoich najlepszych sił w dostaniu się do ich uszu, jednak brązowooka prędko im to uniemożliwiała. Sprawnym ruchem łapy trzepnęła jedną z much, posyłając ją na ziemię. Zgniotła ją poduszką, czując mokrą, lepką substancję pod swoją łapą.
Ognikowa Słota ostatnio doczekała się ogromnego zaszczytu – mianowicie sama Zalotna Gwiazda zrobiła z niej mistrza. Mistrzami razem z nią została także jej kochana siostrzyczka, Nadciągający Pomrok, a także Kocimiętkowy Wir, jej przyjaciółka. Zerknęła na vankę przed sobą. Szara koteczka ułożyła się wygodnie na podłożu, obserwując małe stado mrówek drpeczące tuż przed ich nosami. Ciekawe czy i z niej coś kiedyś będzie? Bardzo dużo czasu spędzała na treningach. Była dalej obiecująca. Tak naprawdę bywała na nich tyle, że szylkretce rzadko kiedy przychodziło rozmawiać z Kalinką, co nie było dobre. Chciała wierzyć, że Krucze Pióro wpaja jej właściwe wartości do głowy, nawet jeśli sama nie miała z nim aż tak wiele do czynienia. Skoro Zalotna Gwiazda wybrała jego i jego brata na zastępców, to nie mogli być tacy tragiczni, prawda? Jej matka nigdy się nie myliła.
— Oczywiście — pokiwała głową, przywracając jej uwagę z powrotem na siebie. Po chwili jej źrenice zwęziły się, a pysk przyozdobił chytry uśmiech. Końcówką ogona uderzała lekko o podłoże, podwijając ją do góry. — Już wiesz o nich bardzo dużo. Może tym razem to ty mi o nich opowiesz? Sprawdzimy, ile pamiętasz. Jak ci się uda, to ci przedstawię więcej — zamruczała, także rozkładając się wygodnie. Zajęła sporą część miejsca, końcówka jej kity wystawała poza przyjemny cień rzucany przez gęsto pokryte igłami gałęzie drzewa.
Kalinowa Łapa zamrugała parę razy, jednak prędko zgodziła się na ofertę, co bardzo ucieszyło brązowooką. Szkoda, gdyby nie pamiętała każdego tego ich spotkania, w końcu Ognikowa Słota poświęciła na nie naprawdę wiele czasu. Zależało jej na tym, żeby Kalinka wiedziała najważniejsze rzeczy. Bo w końcu była nadzieją Klanu Wilka. Jeśli nowe pokolenie nie będzie miało pojęcia o tym, co było właściwe, to co byli z nich za Wilczaki? Nie mogli przynosić wstydu swoim pobratymcom na zgromadzeniach czy ogólnie na interakcjach z innymi kotami spoza i wśród Klanu Wilka.
— Mroczni przodkowie czuwają nad nami cały czas. Nie możemy ich zobaczyć tak typowo, jak całą resztę kotów. Są oni może czymś w rodzaju duchów – nikt nie wie, gdzie dokładnie który przebywa, ja sama też nie znam ich tożsamości, aczkolwiek każdemu towarzyszy myśl i przekonanie, że oni są. Są wśród nas, obserwują każdy nasz ruch z dumą lub zawodem w zależności od tego, co robimy i jakie decyzje podejmujemy. Nie można też prosić ich o zbyt wiele, ponieważ ich cierpliwość wobec nas może kiedyś się skończyć, jeśli będziemy zbyt chciwi… — powiedziała z nutą niepewności, rozmyślając nad kontynuacją.
Ognikowa Słota uniosła jedną z brwi. — Nie brzmisz na przekonaną, Kalinowa Łapo. Dlaczego? Skąd u ciebie bierze się to zwątpienie? Nie wierzysz w to, co mówisz? A może boisz się, że błędnie pamiętasz? — zapytała, zauważając na mordce uczennicy delikatne zaniepokojenie, które próbowała maskować.
Rudaska podniosła przednią łapę, palcem nakazując ciszę, gdy szara chciała już odpowiedzieć na to wszystko. — Mroczni przodkowie chcą, żebyśmy byli najlepszą wersją siebie. Możemy od nich chcieć tyle, ile potrzebujemy. Nie będą oceniać nas negatywnie, jak te śmieszne koty z parszywego Klanu Gwiazdy. One by ci próbowały wetknąć samolubność. A bycie egoistą nie jest wcale złe. To jedyne, co pozwala ci przeżyć w takich, a nie innych warunkach. One potrafią jedynie potępiać potencjał, krytykować każdego, tylko nie siebie. Nie patrzą na nic więcej, niż na swój czubek nosa. Lisie łajna! — warknęła, uderzając łapą o podłoże raz jeszcze, ukazując kły. Nie była zła na vankę, raczej na to, że niektórzy wierzyli dalej w tych durnych gwiezdnych przodków. To były bajeczki dla kociąt! Takie, które miały je ogłupiać. Bo kto przy zdrowych zmysłach wpajałby im takie bujdy? To szkodliwe dla tak młodych, plastycznych umysłów. — Oczywiście nie wiadomo, kiedy otrzymasz to, o co prosisz i czy dostaniesz to w ogóle. Wszystko zależy od twoich decyzji. Czy dążysz do tego, żeby to otrzymać. Czy tylko na tym ci zależy? Czy trzymasz się tego kurczowo, żeby przypadkiem nic innego ci w tym nie przeszkodziło? Spójrz na Krucze Pióro czy Pustułkowy Szpon. Jestem pewna, że marzyła im się taka posada. W końcu zostać zastępcą… to zaszczyt tak ogromny, że wielu im zazdrości. Sama Zalotna Gwiazda ich wybrała! Nie wybrała byle kogo — powiedziała Słota, spoglądając na kufę młodszej. — Możesz być dumna, że masz Krucze Pióro jako mentora. Może i zachowuje się momentami nietypowo, jednak nie bez powodu taki jest. Zależy mu na twoim wyszkoleniu, dzięki niemu oraz mnie osiągniesz najlepszą wersję siebie. Musisz być silna i się nas słuchać. Nie pozwól, żeby ci ktoś wrzucał do głowy nieprawdę.
Kalinowa Łapa pokiwała głową. Ognikowa Słota strzepnęła uchem, gdy kolejny owad próbował się do niej dostać.
— Każdy z Wilczaków powinien żyć tak, żeby być dumnym ze swojego życia i żeby przynosić dumę naszym mrocznym przodkom. Jeśli umrzesz niespełniona, jeśli całe życie będziesz sobie odmawiać czegoś, co mogłoby doprowadzić do twojego polepszenia się pod każdym względem, jeśli będziesz zawodzić swoich pobratymców oraz tych, którzy nad nami czuwają, spotka cię kara i potępienie. Najszybszą drogą do tego jest wiara w Klan Gwiazdy — dopowiedziała jeszcze, drapiąc się za uchem, gdy dopadło ją niespodziewane swędzenie. To prawdopodobnie z powodu pogody. A może jakiś niechciany owad dopadł się do jej krwi?
Na niebie zaczęły zbierać się gęste, ciemne chmury, niezwiastujące niczego dobrego. Powietrze stało się jakby cięższe, bardziej gęste, duszące wręcz. Wszelkie ptaki stały się niespokojne, podrywając się przy najmniejszym ruchu. Sielankowy śpiew ucichł, a słońce zostało przykryte przez łapy prawie kruczych obłoków. Ognikowa Słota poczuła, jak nagły, chłodniejszy podmuch wiatru przeczesuje jej grzbiet nieprzyjemnie, posyłając ciarki wzdłuż kręgosłupa. Nieopodal łap dwóch kotek zaczęły skapywać pierwsze krople deszczu.

<Kalinowa Łapo, masz mi do powiedzenia coś jeszcze?>

Od Kalinowej Łapy do Ognikowej Słoty

Kalinowa Łapa szła u boku Kruczego Pióra, który dzisiaj pokazał jej nowe chwyty bitewne. Będzie musiała je w ciągu następnych dni udoskonalić i to najlepiej jak najszybciej, by sprawić, żeby dymny był z niej dumny. Może wtedy będzie chciał od niej mniej albo będzie miało to zupełnie odwrotny efekt od zamierzonego. Może zacznie chcieć od niej więcej i więcej skoro zauważy, że sobie nawet radzi. Przyda jej się to także dlatego, że nie miała pojęcia czy przykładowo jutro zastępca nie zażyczy sobie walki uczniów. I co zrobi, jeśli przydzielą jej kogoś dużo silniejszego? Tylko kto z obecnych uczniów mógłby być od niej lepszy… może Nocna Łapa? Chociaż nie wiedziała dokładnie, jakie postępy robił w nauce. Odkąd została uczennicą, największy kontakt miała z Chudą Łapą, który robił zawsze co w jego mocy, żeby podnieść jej ciśnienie. Na samą myśl zmarszczyła nos i machnąwszy ogonem gniewnie, westchnęła cicho pod nosem, wypuszczając z siebie całe to niepotrzebne poddenerwowanie. W końcu nadal była na treningu, musiała się skupić. Gdzieś daleko za nią rozległo się głośne pohukiwanie. Księżyc wisiał na niebie, rzucając zimną poświatę na ciemnozieloną trawę oraz złowrogo pnące się ku niebu drzewa. Vanka przełknęła nerwowo ślinę, czując przez parę uderzeń serca niepokój. Mięśnie bolały ją po dzisiejszej nauce, coś podpowiadało jej jednak, że nie był to jeszcze koniec. Jeszcze będzie musiała odczekać z marzeniem o odpoczynku w swoim już lekko zaniedbanym posłaniu. To kolejna rzecz do zrobienia, którą odkładała z powodu zmęczenia. Zajmie się tym jak najszybciej, ale teraz…
Do jej uszu dobiegł cichutki szelest. Postawiła je czujnie, odwracając łeb w kierunku poruszenia. Przypadła do ziemi, brzuchem, prawie że szorując po posadzce. Uważała na wszelkiego rodzaju gałązki oraz kamyczki, skradając się niczym prawdziwy łowca. Ogon miała nisko, a sama, gdyby mogła, to by chyba pełzła po tym gruncie. Wreszcie, znalazłszy się w odpowiedniej odległości, wybiła się w powietrze. Łapami przygniotła pulchnego grzywacza. Ptaszysko stawiało długo opór, trzepocząc grubymi, sporych rozmiarów skrzydłami. Parę razy uderzył kotkę po głowie z głuchym trzaskiem. Kalinowa Łapa nie dawała za wygraną, nie rezygnując z uścisku oraz wagi, jaką nagle nałożyła na jego kruche kości. Nawet jeśli sama była filigranowa, nie oznaczało to, że nie miała siły. Wgryzła się w szyję ptaszyska, próbując dogryźć do krtani, żeby przestał stawiać opór. Na jej podniebieniu rozpłynął się metaliczny posmak krwi. Zwierzyna w pewnym momencie opadła bezsilnie, godząc się ze swoim losem. Szara koteczka podniosła ją, odwracając się na pięcie, kierując z powrotem do kocura. Pokazała mu swój łup z dumą na mordce, on jednak westchnął jedynie pod nosem.
— Ja łapałem podczas jednego treningu trzy takie, gdy byłem w twoim wieku. Jeśli chcesz, żeby Zalotna Gwiazda mianowała cię niedługo, będziesz musiała bardziej się postarać. Jeden grzywacz to za mało, żeby wykarmić cały klan — podjął stanowczo, wznawiając ustalone tempo powrotu. — Wracamy — dorzucił jeszcze na koniec, na jego kufie nie było nawet cienia zmęczenia. Ciekawe czy rzeczywiście go to nie męczyło, czy tak dobrze to maskował? W sercu uczennicy narodziła się frustracja, rozprzestrzeniająca się niczym zaraza, teraz jedynie w formie podobnej do mrowienia.
Vanka przewróciła oczami wtedy, kiedy miała pewność, że dymny na nią już nie spogląda. Dlaczego Krucze Pióro nie mógł jej nigdy po prostu pochwalić? Dlaczego zawsze jej robił pod górkę w każdej możliwej sytuacji? Machnęła puszystą kitą, nie chcąc tak wcześnie się poddawać. Truchtem dogoniła mentora, nadal wysoko trzymając swoją zwierzynę. Może podzieli się nią z jednym z uczniów, żeby mieć jakieś pojęcie o ich postępach w nauce?
W ciszy dotarli do obozu Klanu Wilka. Kalinowa Łapa oddaliła się od zastępcy w momencie, w którym tamten skierował się do legowiska wojowników. Zawędrowała do nory starszych, z uśmieszkiem wpatrując się na śpiącego już wujka. Po cichutku podeszła do niego, układając się tuż obok. Ze smutkiem zauważyła, iż nie mieści mu się w łapach. Bardzo szybko rosła i ta zmiana była dla niej niezwykle dotkliwa. Położyła przed nim świeżo upolowanego grzywacza. Trzcinniczkowa Dziupla spał w najlepsze, może nie był obecnie głodny, dlatego też nowy zapach nie obudził go. Vanka zamknęła oczy, wtulając się w futro starszego. Jej bok zaczął powoli unosić się, a potem opadać, gdy oddała się w objęcia snu. Miała nadzieję, że przyśni jej się coś miłego. Może coś, dzięki czemu łatwiej byłoby jej nie zastanawiać się nad dziwnym zachowaniem swojego mentora.

***

Następnego dnia

Na grzbiet Kalinowej Łapy padły pierwsze ciepłe promyczki słońca. Uniosła łeb ku górze, z zadowoleniem spostrzegając, iż niebo czyste jest od wszelkiego rodzaju skaz w formie gołębich chmur. Uśmiechnęła się delikatnie, mrużąc oczy. Burze ostatnimi czasy bywały dość dotkliwe, deszcze tworzyły ogromne kałuże, przez które ciężko było przejść. Ziemia pochłaniała je niezwykle szybko, tym samym dostęp do wody był ograniczony. Lekkie podmuchy wiatru mierzwiły jej futro. W pewnym momencie ktoś stanął przed nią, zasłaniając cały ten przyjemny blask. Gdy wstała jakiś czas temu, przeprowadziła rozmowę z Trzcinniczkową Dziuplą, który ucieszył się, że ją widzi. Ona sama także była bardzo zadowolona z tego powodu. Wujek podziękował jej za śniadanie. Kalinka odnowiła też swoje posłanie – teraz wplotła w nie parę płatków kwiatów. Co prawda były delikatnie wysuszone ze względu na pogodę. Słońce prażyło dość intensywnie, niezwykle mocno dotykało to zarówno roślinność, jak i nawet zwierzynę. W ciągu dnia nie było co wychodzić, dopiero pod osłoną nocy i wieczora można było podziałać więcej, ponieważ zapadał zmrok i cienia było wszędzie. Temperatura spadała trochę, chociaż nadal noce nie należały do najzimniejszych. Nie powstrzymywało jej to jednak przed zapewnieniem sobie jak najlepszych warunków, żeby mogła się przynajmniej wyspać i dobrze najeść.
Otworzyła oczy z niezadowoleniem, już mając w zamiarze wytknąć temu, który przeszkadza, że nie podoba jej się to. Prędko jednak jej spojrzenie złagodniało, gdy spostrzegła, że przeszkadzaczem był nikt inny jak Ognikowa Słota. Uniosła jedną brew do góry ze skonfundowaniem. Ciekawe czego mogła chcieć od niej wojowniczka? Odkąd została uczennicą, nie rozmawiała już codziennie z szylkretką. Ich interakcje były teraz zazwyczaj krótsze i rzadsze, nie powinno być to niczym dziwnym, w końcu żółtooka miała teraz mentora i to dość surowego, który wymagał od niej wręcz ponad maksimum jej możliwości oraz zajmował większość jej dnia, jak i również część nocy, którą mogłaby poświęcić na odpoczynek. Uczył ją wiele, wymagał od niej nawet więcej.
— Chodźmy w cień, jest tak gorąco, że możesz nabawić się bólu głowy, jeśli będziesz się tak wygrzewać, szczególnie w godzinach szczytu. A nie chcesz raczej przeleżeć tak ładnej pogody u medyka — miauknęła Ognikowa Słota, ogonem wskazując młodszej jedno z drzew, które oferowało dość sporą ilość cienia. Pod nim nie odpoczywał także żaden z kotów, więc mogły porozmawiać tak naprawdę na każdy temat. Dwie kotki skierowały się pod nie wspólnie. — Za niedługo zostaniesz wojowniczką. Chcę, żebyś nawet wtedy dalej się starała. Udoskonalaj swoje umiejętności tak długo, jak tylko możesz, żeby nigdy nie zesztywnieć jak starsi — miauknęła brązowooka, patrząc na pyszczek szarej.
Kalinowa Łapa pokiwała głową.
— Wiem. Ognikowa Słoto, masz uczennicę, prawda? — zagadnęła Kalinka, chociaż dobrze wiedziała o Cykoriowej Łapie. Ciekawe, jak uczyła ją Słota? — Jak ją uczysz? Czy jesteś bardzo surowa? Czy Cykoriowa Łapa dobrze się uczy?
Ognikowa Słota strzepnęła nerwowo ogonem, marszcząc nos.
— Cykoriowa Łapa to najbardziej leniwa uczennica, jaką mogłam szkolić. Nawet jeśli próbuję przekazać jej jakieś wartości, to ona mnie zwyczajnie nie słucha. Robię co tylko w mojej mocy, jednak ona tego nie docenia. Zawsze staram się działać tak, żeby jej nie było źle i żeby cokolwiek trafiło do jej głowy. Pewnie gdyby szkoliła ją sama Zalotna Gwiazda, to nie byłoby lepiej, jest po prostu niewdzięczna. A czemu, Kalinowa Łapo? Skąd takie pytanie? — zapytała szylkretka, spozierając na młodszą. Między nimi wytworzyła się swego rodzaju chwilowa napięta atmosfera. Czy brązowa pręguska naprawdę była taka tragiczna? Była uczennicą już dłużej niż ona, tak naprawdę to Kalinowa Łapa nigdy nie przykładała większej uwagi, jak chodziło o koleżankę z legowiska. Dopiero ostatnio uświadomiła sobie, że Ognikowa Słota ma uczennicę.
— Po prostu jestem ciekawa, jak są szkoleni inni uczniowie. Ja mam Krucze Pióro za mentora — wyjaśniła, nie chcąc wspominać nic, co by mogło działać na szkodę starszego kocura. Tak naprawdę to chyba niepotrzebnie zaczęła w ogóle ten temat. Wzruszyła ramionami. — Opowiedziałabyś mi o przodkach? — prędko podjęła próbę zmienienia go, gdy zaczął być coraz bardziej niewygodny. Przecież nie powie jej, że ma wymagającego mentora. Każdy by się raczej z tego powodu cieszył – w końcu, gdyby miała takiego, co by jej niczego nie uczył, to też nie czułaby się dobrze.

<Ognikowa Słoto?>

[1365 słów]

[Przyznano 27%]