BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barwinkowy Podmuch x Łabędzi Plusk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barwinkowy Podmuch x Łabędzi Plusk. Pokaż wszystkie posty

10 września 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Łabędziego Plusku

 dawno dawno temu za miodowymi rzekami


Kocury ruszyły przed siebie, nawzajem się wymijając. Futro Barwinka przyjemnie mierzwił wiatr sprawiając, iż czarny dostawał zastrzyku energii. Mknął przed siebie w najlepsze,nie patrząc na nic. Czy płoszy komuś zwierzynę, albo brudzi sobie łapy. Po prostu cieszył się chwilą beztroski. Zaczynał powoli dostrzegać koniec lasu, więc przyspieszył. Jego mięśnie przyjemnie wibrowały, kiedy uderzał rytmicznie łapami o podłoże.

Do czasu gdy nie zawadził o gałąź przywracając się na zbity pysk. Jego ciało zostało odrzucone na parę długości zająca, obijając się po drodze o wystające gałązki i korzenie drzew. Łabędzi Plusk zatrzymał się gwałtownie, od razu zmieniając kierunek na ten ku czarnemu. Barwinek z kolei leżał sobie zakopany wręcz pod liśćmi oraz mchem dysząc cicho oraz narzekając na ból.

- W-wszystko w-w p-porządk-ku? - Zapytał point.

Młodszy machnął ogonem, próbując wstać. Najpierw przednimi łapami zrzucił z siebie leśną ściółkę, by po paru sekundach dźwignąć tyłek.

- Nieeeee - stęknął czując ból w żuchwie.

Nieźle zarył o ziemię, jednak nie wydawało mu się by ucierpiał poważniej niż kilka obtarć. Wstał narzekając jaki to świat jest niesprawiedliwy, próbując rozchodzić ból.

- M-może p-pójdziemy d-do medyka? - Zaproponował.

Barwinek nie był co do tego przekonany. Dokładniej mówiąc, sądził że wszystko jest okej. Był przecież ekspertem od własnego ciała, prawda?

- Nie sądzę, żeby to było potrzebne - odparł przyjacielowi.

Ruszył przed siebie, jednak po paru krokach, które point obserwował z boku, poczuł nasilający się ból. Może te otarcia były nieco poważniejsze, niż sądził?

- No dooobra - mruknął, odwracając się do kumpla. - Pójdziesz ze mną? Tylko nie mów mu, że się wywaliłem! Powiedzmy mu, iż to od walki! Tak, poprzesz mnie, prawda Łabędzi Plusku?

Kocur przewrócił oczami, kroki kierując do obozu. Ich wyścig zakończył się, o dziwo nie zgubieniem się czarnego, a jego szkodą. No cóż, gwiezdni widocznie wolą kiedy siedzi w obozie.


Sokole Skrzydło położył mu papki na obtarcia i wyciągnął kilka większych drzazg. Czarny po tym wszystkim mógł w końcu wyjść. Ściemniało się, dlatego Barwinek szukał od razu Łabąda w legowisku wojowników. Wszedł do środka, rozglądając się za jasno-ciemnym futrem starszego. Dostrzegł je, spokojnie leżące zwinięte w kłębek. Położył się więc niedaleko przyjaciela, samemu zasypiając.

*i tu czasy teraźniejsze*

Wieść o walce w Klanie Wilka rozeszła się po klanach. Byli wśród jego bandy również wojownicy z Klanu Klifu, co poruszyło niektóre koty. Barwinkowi to akurat zwisało i powiewało, bo z nikim nie miał nawet styczności. No cóż, taki los czarnej owcy klanu.

Minęło od jej czasu już parę wschodów słońca, życie klanowe wróciło do normy. Barwinkowy Podmuch jak zwykle był w swoim świecie, rozciągając się przed stosem ze zwierzyną. Dzisiejszy dzień był chłodny i deszczowy. Trawa zmoczona po nocnym deszczu kleiła się do łap, podobnie jak błoto. Obrzydlistwo, jednak o dziwo, nie przeszkadzało to zbyt czarnemu.

Ruszył przed siebie mając w planach dołączyć się na gapę do jakiegoś patrolu, kiedy dostrzegł swojego przyjaciela. Ogarnięty prawdziwym szczęściem na jego widok ruszył żwawym krokiem ku pointowi.

- Łabędzi Plusku! - Miauknął głośno i wesoło, by zwrócić na siebie uwagę niebieskich oczu.

Kocur zastrzygł uchem, odwracając ku niemu głowę. Chyba wybierał się poza obóz, ale czarny nie myślał o tym. Po prostu podbiegł i wtulił się w mięciutkie futerko byłego mentora. Lubił przytulanie, jednak nikt o tym nie wiedział.

- Cześć! - Przywitał się beztrosko, ocierając się o kocura na przywitanie. - Idziesz może na patrol? Albo na spacer? A chcesz mnie wziąć z sobą? Jestem najlepszym towarzystwem!


<Łabądku? aa wybacz, że tak krótko >

19 lipca 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Łabędziego Plusku

To było tak dawno temu >< nadrabiam dziury fabularne

Kocur zawołał jego imię, więc zwrócił ku niemu pysk.
— J-ja… t-ten k-kot… o-on… uhm. Mo-może i-inaczej. N-nie s-stra-aciłem przy-przyjaciela, s-stra-aciłem m-mi-iłość — wydukał.
C o. CO. ŁABĘDZI PLUSKU KIEDY TY-
Barwinek stał chwilę z rozdziawioną buzią i szerzej o tworzonym oczami, jednak szybko się ogarnął, by móc dać przyjacielowi profesjonalne rady. W końcu w sprawach sercowych, o których nie wiedział kompletnie nic najlepiej się wypowiadał.
Zamrugał szybko patrząc jak były mentor odwraca głowę krzywiąc się.
Zmarszczył brwi.
- Co jest? Przecież nie powinno być chyba aż tak tragicznie...? - Miauknął, nie bardzo wiedząc jak przejść do profesjonalnych rad.
Wzrok Łabąda powiedział mu jednak, iż nie ma racji.
- Dobra, zapomnij. Ten kot...to twoja miłość, więc jeśli naprawdę go kochasz to... - Zawahał się chwilę.
- T-to? - Point nadal pociągał nosem.
- Wiesz, znienawidzić jest łatwo, ale wybaczyć trudno. Właściwie przebaczenie jest prawdziwą sztuką...tak sądzę.
Nie wiedział czy kocur zrozumiał. Miał nadzieję, że tak. W końcu sam nie wiedział co wstąpiło mu na język, iż powiedział coś tak mądrego.
Oczywiście czarny jest inteligentny!! Po prostu w sprawach sercowych guzik wie.
- N-no t-tak... - Usłyszał szept, Łabąd uśmiechnął się lekko, jakby wymuszenie. - Dzięki.
Zrobiło się niezręcznie.  Czarny nie znał okoliczności tej przykrości, która spotkała jego przyjaciela. Ciężko mu więc było zrozumieć całą sprawę. Posłał mu proszące  spojrzenie.  Domyślał się, że to nie było proste opowiedzieć coś przykrego...jednak miał nadzieję.
Po długiej chwili milczenia point wziął głębszy wdech.
- P-po p-prostu U-ukrył coś w-ważnego i-i-i...t-to m-mnie z-zran-iło. - Zaczął niemrawo.
- Spróbuj może z nim czy tam z nią  porozmawiać? - Rzucił analizując te szczątkowe informacje.
Kocur pokiwał głową.
- A może powiesz mi coś więcej...? - Mruknął.
Point posłał mu nieodgadnione do końca spojrzenie. Czarny grzecznie czekał, aż przyjaciel sobie wszystko ułoży. Znaczy, liczył, że w końcu dowie się czegoś rzeczowego i będzie mógł bardziej pomóc, aniżeli rzucać jakieś rady nie do końca odpowiednie do sytuacji.
Mijały długie uderzenia serca, a Barwinek widział,  jak Łabąd zbiera się do powiedzenia czegoś. Czuł rosnące napięcie, czy to ta chwila? Kiedy jego kochany przyjaciel otworzy się i powie mu, co stracił?
Przesunął się odrobinkę bliżej jasnego, ale też nie na tyle by go speszyć.
Widział jak otwierał pyszczek. Zamknął go. Otworzył znów. Zamknął.  Rzucił mu nieco niepewne spojrzenie przebierając łapami w ziemi. Czy prawda jest tak szokująca? Otworzył ponownie pyszczek, zaciskając oczy.
- T-to A-Aroniowy P-Podmuch! - Wyrzucił z siebie.
Chwila ciszy. Naprawdę długa chwila ciszy, podczas której Barwinek podszedł do Łabędzia i otoczył go ogonem. Jednocześnie zastanawiał się czym Aronia zasłużył na miłość jego kochanego przyjaciela? Poza tym dlaczego go skrzywdził? Skoro się kochali? Albo to była jednostronna miłość?
- Łabądku - Mruknął cicho. - Wiesz, zaskoczyłeś mnie, ale nie przejmuj się.  Nadal mogę go dla ciebie pobić. Należy mu się, prawda?
Łabąd nie odpowiedział, jednak wyglądał na dużo spokojniejszego. Barwinkowi ulżyło, dlatego otarł się o bok przyjaciela, po czym wrócili do obozu.

*skip przez wszystko co się działo, atak kn, pierwsze zatrucia itd, Barwinek aktualnie jest chory bo go szczur użarł, ale opiszę to w odpisie do Szczawika xD*

Czarny leżał u medyka, myśląc ile jeszcze będzie musiał tu być. Gdyby nie ten głupi szczur, mógłby teraz wkurzać pozostałych! Robić im żarty! Cokolwiek mógłby robić byleby nie siedzieć na puchatym tyłku. I jeść tych nie smacznych ziół, znosić pieczenia przy nakładaniu opatrunków.
Westchnął głośno. Nie było już Szybującej Mewy, z którym mógłby się kłócić. Zawsze to jakieś zabicie czasu,poza tym lubił kocura.
Zaczął grzebać pazurem w ziemi, przechodząc parę kroków ku wyjściu z legowiska medyka. Dostrzegł znajome jasne futro.
- O!! Łabędzi Plusku!! - Zawołał go, wybiegając, i przytulając byłego mentora na przywitanie. - Wiesz jak mi jest nudno u medyka? Ma tyle pracy i nie mam z kim gadać! Zaraz pewnie dostanę w łeb za wychodzenie na zewnątrz...ale przynajmniej mogłem do ciebie zagadać! Jak ci życie mija?
Po tej fali słów poczekał grzecznie aż jego mentor przetrawi wszystkie informacje i da mu jakąś odpowiedź.

<Łabądku? Nie przytłoczył cię? XD>

18 czerwca 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Łabędziego Plusku

Sad story time

— Łabędzi Plusku… przecież widzę, że coś się dzieje — miauknął czarny, powoli dobierając słowa. Podszedł bliżej byłego mentora. — Coś jest nie tak, racja?
Wojownik złapał głęboki wdech, wahając się przez dłuższą chwilę.
— Wszy-wszystko j-jest n-nie t-tak! — wybuchnął w końcu, jak mały wystraszony kociak, a po policzku powoli zsunęła się pierwsza cicha, samotna łza.
Barwinek zatrząsł się przez wybuch przyjaciela. Wrzask zazwyczaj cichego i milutkiego kocura zdziwił go, ale też zmartwił.
- Łabądku... - Mruknął, podchodząc łagodnie, jednak point skulił się, robiąc krok w tył.
Czarny zmartwiony spojrzał na przyjaciela. Zaczął zastanawiać się jak poprawić mu humor, albo chociażby pomoc w trudnej chwili. Przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł.
Zrobił kilka lekkich kroków w stronę przyjaciela, który roniąc malutkie łzy kulił się do ziemi. Obszedł go, swoim puszystym ogonem oplatając drżące ciało, przysuwając się. Powoli i łagodnie położył się obok Łabędziego Plusku, pozwalając, by ciepło jego ciała ogrzało trochę starszego.
- Lepiej? - Zapytał czarny, odczekując chwilę.
Łabąd nadal ronił łezki, jednak nie drżał tak bardzo. Wtulił się lekko w bok przyjaciela, chcąc dać mu fizyczne wsparcie. Barwinek nie był zbyt dobry w pomaganiu, jednak zawsze mógł przytulić i wysłuchać.
- T-tak. - Point pociągnął nosem.
- Chcesz mi powiedzieć, co cię dręczy? - Zapytał, dobierając ostrożnie słowa.
Teraz każdy wyraz mógł spłoszyć jego przyjaciela, który i tak był zamknięty w sobie. Czarny za nic w świecie nie wybaczyłby własnej osobie, gdyby teraz zawalił. Straciłby jedynego przyjaciela.
- U-um... - Pociągnął ponownie nosem, odwracając głowę.
Spuścił wzrok, patrząc w ziemię, a czarny cierpliwie czekał. Nie spieszył się. Zimne powietrze nie przedostawało się przez jego grube futro, a dzięki temu po części grzał mniejszego.
- O-Ostatnio p-pokłóciłem s-się z w-ważn-nym d-dla m-mnie k-kotem... - Wychlipiał, przez zatkany nos nieco gorzej szło go zrozumieć, ale Barwinek dzielnie próbował.
- O-on z-zata-i-ił c-coś w-ważnego... - Płakał dalej, dając upust swoim emocjom. - J-ja s-się z-zawi-iodłem...
Zamilkł na chwilę. Widocznie to wciąż było dla niego bardzo trudne. Barwinek nawet nie chciał myśleć, jak bardzo został zraniony, bo pewnie nawet by nie odgadł. Jakim palantem musiał być tamten kot? Czy nie widział, jakie szczęście ma, mając Łabądka za przyjaciela? Albo kogoś więcej? W końcu point nie określił dokładnie kim był dla niego ten ktoś, ale czarny wnioskował, iż mógł wiele znaczyć dla jego przyjaciela.
To jeszcze bardziej go denerwowało sprawiając, że sam miał ochotę płakać. Nigdy tego nie robił, a jednak widok załamanego Łabędziego Pluska kroił mu serduszko.
Westchnął cicho, nie wiedząc co powiedzieć. Głowę przysunął do tej pointa, starając się spojrzeć w jego oczy. Nic z tego, odwracał usilnie wzrok, a młodszy postanowił nie naciskać.
- Myślę... myślę, że... on lub ona był dla ciebie ważny. Lub nadal jest. - Zaczął ostrożnie. - Naprawdę warto było go skreślać?
- T-To b-yło o-okrop-pne! T-taką w-ważn-ną rzecz z-zata-i-ił! - Jąkał dalej, a po jego pysku widać było zdenerwowanie, smutek, żal i złamane serce.
- W takim razie mogę go dla ciebie pobić. - Oznajmił, ścislej oplatając go ogonem. - Tylko, że...hm, jakbyś ty coś ważnego zataił i dowiedziałbym się przypadkiem to...chciałbym ci wybaczyć.
- C-co?
- No wiesz, jesteś moim jedynym p-przyjacielem... nie chcę cię tracić. Nigdy. - Wyrzucił z siebie, czując jak ich rozmowa zamienia się w ckliwą gadkę, ale nie dbał o to.
- Dlatego chcę być twoim wsparciem. Nawet jeśli nie mogę zbytnio pomóc... - Mówił spokojnie dalej, patrząc przed siebie na bujającą się trawę. - Chcesz powiedzieć coś jeszcze...?

<Łabądku? 💙 popłaczmy razem >

11 czerwca 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Łabędziego Plusku

Czarny kocur, gdy odnalazł się w końcu z dawnym mentorem wrócił do obozu. Po drodze zapolowali na małe wróble, które nie miały szczęścia w szukaniu jedzenia. Były i tak chude, do tego same w sobie te ptaki są tycie.
Rozeszli się, Barwinek natychmiast poleciał schować się przed Berberys, gdyż nadal bał się, że dostanie kolejny ochrzan. Wciąż był trochę obolały, a rany się goiły.

~*~ skip ~*~

Minęło trochę czasu od jego ostatniego wyjścia z byłym mentorem. Chętnie by to powtórzył, jednak ostatnio nie mógł znaleźć pointa. Kocur albo uciekał speszony, lub w ogóle nie pokazywał się w obozie. Jakby wyparował.
Barwinek zaczął się martwić, co mogło sprawić, iż jego przyjaciel unikał kontaktu z innymi? Znaczy, on zawsze go unikał...ale teraz jakoś bardziej.

Tego dnia było podobnie. Poszedł z rana na patrol, razem z kotami, których właściwie nie kojarzył. Jego stosunki z klanem nigdy nie były silne, a teraz stawały się jeszcze słabsze. Wojownik trzymał się z tyłu patrolu, rozglądając się niemrawo. Nie miał dziś do tego głowy! Na serio martwił się swoim przyjacielem, najchętniej by nie wychodził z obozu, ale wtedy naraziłby się na gniew zastępczyni, bo lidera bał się coraz mniej (lol strasznie dużo dałam tu "się").

Gdy wrócił, mijając stos ze zwierzyną zwyczajowo zajrzał do legowiska wojowników. Rozejrzał się uważnie, nie dostrzegając byłego mentora.
- Łabędzi Plusku? - Zapytał przestrzeń.
Zdawało mu się, że usłyszał cichy szelest liści. Strzyknął uchem, mijając ostrożnie inne legowiska.
Na jednym z nich, wciśnięty w kąt, zwinięty w kulkę leżał jego przyjaciel. Barwinek mógł zobaczyć, jak ten lekko drży. Może był chory? Powinien zawołać medyka? Albo go przytulić? O, właśnie! Przytulanie zawsze jest fajne, nie?
- No hej - zaczął z entuzjazmem, chcąc, by udzielił się jasnemu kocurowi.
Usiadł obok niego, bardzo blisko, ogonem oplatając delikatnie ciało mniejszego. Zauważył, iż Łabędzi Plusk podnosi głowę.
- Źle się czujesz? - Zapytał z troską.
- N-Nie. - Odparł starszy. Jego głos wydalał się drżeć, jednak Barwinek to zignorował.
- To może chcesz się przejść? Ostatnio wcale cię nie widuję! - Zaczął, machając wesoło ogonem.
- U-Uh no d-dobrze. - Miauknął.
Podniósł się powoli. Barwinek poszedł w jego ślady, czyszcząc szybko futro z mchu. Nie mógł się doczekać spaceru z Łabędzim Pluskiem. Chętnie opowie mu o ostatnich nowinkach, jakie zasłyszał w klanie.

Wyszli z legowiska w ciszy. Barwinek uznał, że nie należy naskakiwać na małomównego kumpla. Szli spokojnie, aż nie wyszli poza terenu obozu. Czarny zastanawiał się, czy point będzie chciał zapolować później, albo może się w coś pobawią?
- To jak, Łabędzi Plusku? - zaczął. - Co u ciebie? Czemu się ukrywasz? Przynajmniej ja mam takie wrażenie, prawie cię nie widać...
Jasny tego nie skomentował. Zwyczajowo szedł powoli, rozglądając się co jakiś czas.
- No to może ja zacznę. - Podjął, gdy nie otrzymał oczekiwanej odpowiedzi. - Wiesz, kazałem twojemu uczniowi dobrze cię traktować. Mały gnojek potrafi wkurzyć. Jak to jest trenować kolejnego ucznia, hm? Przecież tak niedawno sam mnie trenowałeś!
Zaśmiał się cicho, ale brak odpowiedzi czy jakiejkolwiek reakcji trochę przygasił jego entuzjazm.
- Łabędzi Plusku...coś się stało ostatnio?

<Łabądku? ❤️>


15 kwietnia 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Łabędziego Plusku

Dawno to było :<

*skip time na po wojnie i kradzieży kociąt, witaj teraźniejszość!*

Barwinkowy Podmuch miał ostatnio średni humor. Nie wiedział czemu, może to przez nieustające mrozy, albo sam fakt, że w klanie panowała dziwna atmosfera. Do tego zastępczyni urodziła piątkę (!!!) kociąt, które za parę księżyców będą włazić wszystkim na głowę. Jemu zapewne też, o ile Berberysowa Bryza dopuści je do wojownika, albo kogokolwiek.
Wracając, kwiatki rosły, śnieg topniał, a trawa cały czas była zraszana deszczem. Mimo, że Barwinek kochał być czysty, to nie lubił mieć przemoczonego futra, a ten wredny rudy lider chyba celowo wysyłał go na patrole w burzowe dni. Berberysowa Bryza jako królowa nie mogła chwilowo wykonywać swoich obowiązków, więc ta kupa futra miała więcej roboty.
Barwinkowy Podmuch jak zwykle już został wyznaczony na patrol, podczas którego pewnie po raz setny zdenerwuje klanowiczów. Nie wiedział z kim tym razem będzie szedł, ale do wieczora jeszcze kawałek czasu. Postanowił poszukać swojego przyjaciela, Łabędziego Plusku. Dłuższą chwilę ze sobą nie rozmawiali, właściwie, Barwinek ostatnimi czasy miał dużo na głowie, jak na wojownika. W międzyczasie poznał nową kumpelę, o której chciał opowiedzieć byłemu mentorowi.

Najpierw poszedł poszedł sprawdzić w legowisku wojowników, ale nie dostrzegł błękitnych ślepi. Wzruszył ramionami, a mocny wiatr zawiał mu w pysk. Następnie poszedł do uczniów, zapytać czy widzieli gdzieś tego lękliwego wojownika. Nadal nic, eh Łabędziu, gdzieś się podział? Odleciałeś?
Kociarnię sobie odpuścił na wstępie.
Wylazł poza obóz, bo może właśnie tam odnajdzie swojego przyjaciela. Żwawym, lekkim krokiem szedł między krzewami i wysokimi drzewami.
- Łabędzi Plusku! Heeej! Łabędziu! - Nawoływał, ale nadal nie znalazł kocura.
Oh, czyżby zrobił nielegalne wyjście poza granice klanu? Tak bez niego? W dodatku w biały dzień?
Barwinkowy Podmuch przyspieszył kroku, aż w końcu postanowił wleźć na drzewo. Wybrał odpowiednie, grube i wyglądające na bezpieczne. Wprawdzie nigdy nie opanował s pełni wspinaczki, ale no cóż. Lubił robić sobie w życiu pod górkę.
Takim właśnie sposobem, zaczął się wspinać, czujnymi oczami patrząc, czy gdzieś nie idzie jego drogi przyjaciel.

<Łabędzi Plusku? Ściągniesz go nim spadnie? xD>

07 marca 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Łabędziego Plusku

Barwinkowy Podmuch kiwnął chętnie głową. Czuł się pełen energii, dodatkowo słonko fajnie świeciło, wiatr nie był aż taki natarczywy. Z rozwiewanym futrem poszedł za swoim byłym mentorem, który spokojnym krokiem kierował się do wyjścia z obozu.
Barwinek od razu pobiegł schować się w krzakach, skacząc z jednych do drugich, a gałązki przyjemnie drapały jego boki. To jest świetne!
Pod futrem, które odrosło kryło się parę blizn, zadanych przez długie, ostre jak brzytwy pazury lidera.
Śmigał między krzewami, gubiąc za sobą Łabędzi Plusk. Miauknął, nawołując go, a gdy usłyszał odpowiedź pobiegł energicznie do pointa. Wyskoczył z krzaków, strasząc starszego kocura.
- M-masz strasznie d-dużo e-energii - skomentował Łabędzi Plusk.
- No pewnie! Wiesz jak długo siedziałem w obozie? A wiesz ile się nasłuchałem genialnych historii o tych lasach? Są tu lisy? A borsuki? A może wiewiórki?
- W-wiewiórki są w-wszę--
- Idę ich szukać! - Oznajmił wesoło, znowu biegnąc do przodu. - Nauczyłeś mnie wspinaczki więc to wykorzystam!
Latał od drzewa do drzewa, szukając wiewiórek, jednak żadna się nie pokazała. Co one, obrażone?
- N-nie s-sądzę, ż-że... - Łabędzi Plusk zaczął coś mówić, jednak Barwinek machnął ogonem.
- To może chodźmy na spacer? - Zaproponował, chyba ku uldze jego byłego mentora.
Spokojnym krokiem ruszyli wzdłuż lasów. Point opowiadał mu co nie co o nowych terenach. Drzewa dawały cień, jak i schronienie przed wiatrem. Brązowe liście spadały z gałęzi na ich grzbiety, zdobiąc swoją ciemną barwą czarne futro młodszego wojownika.
- Lubię porę spadających liści. - Zaczął, gdy Łabędzi Plusk przerwał swoją opowieść i terenach. - Jest trochę wilgotno, ale nadal ciepło. Przynajmniej ja mam grube futro.
Poruszył wąsami, gdy wiatr przywiódł do jego nozdrzy jakiś zapach. Z tego, co mówił Łabędzi Plusk, są niedaleko jednej z granic. Czyżby to był patrol? Może zwierzyna? Albo intruz? Mało tutaj samotników, którzy tylko czekają, aby odbyć niebezpieczną przygodę na tereny klanów?
Barwinkowy Podmuch ruszył cichym, ostrożnym krokiem w kierunku, z którego wiał wiatr. Zastanawiał się, czyj to zapach, bowiem mieszał się z innymi woniami. Las, zwierzyna, koty z klanu i spoza niego; wszystko było w jednej smudze zapachu. Nasłuchiwał, jednak jego uszy nie były tak dobre, jak te u Łabędziego Plusku. Oklapnięte uszka trochę przygłuszały dźwięki dookoła, ale był przyzwyczajony. Zwiększył swoją ostrożność, oglądając się na niepewnego towarzysza.
- Łabędzi Plusku? Wszystko w porządku? - Zapytał z troską, odwracając się tyłem do zapachu, gdy za nim rozległ się trzask łamanych gałązek.


<Łabędzi Plusku? miało być dłużej:( >

16 lutego 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Łabędziego Plusku

Dawno to było i wyszedł gniot :<< no dobra, czas odżyć

Barwinkowa Łapa był bardzo szczęśliwy, że jego mentor tak się stara, by go dobrze wyszkolić. Ostatnie wydarzenia dały im w kość, ale chociaż przeżyli jakieś fajne przygody. Wrócili do Klanu Klifu, by wznowić wędrówkę.
- Hej, mentorze wiesz co? - Zagadnął go po drodze. - Będę świetnym wojownikiem!
Dostał w odpowiedzi spokojne spojrzenie niebieskich oczu. Łabędzi Plusk na pewno w to nie wątpił. Rozejrzał się po klanie, wszyscy byli zmęczeni podróżą. Czarny miał nadzieję, że niedługo dotrą na miejsce.

Minęło kilka wschodów słońca. Po burzliwym mianowaniu czarnego, atmosfera w klanie wydawała się być napięta. Barwinek szczególnie to odczuwał, wszystkie koty patrzyły na niego dziwnymi spojrzeniami. Wykurował się nieco, jednak wciąż piekły go boki i pysk, na którym została długa szrama. Futro też powoli mu odrastało, codziennie starał się je myć, by było piękne i zadbane. Schudł przez sporą dietę, ponieważ jadł raptem raz dziennie jakąś małą mysz. Nie czuł, że zmieści więcej, jeszcze go zbyt bolało.
Któregoś razu postanowił wstać i przejść się parę kroków. Gdy już to zrobił, poczuł spore pieczenie, a po chwili Szybująca Mewa podbiegł do niego gadając, że jest głupi po rozerwał ranę. Ten tylko na niego prychnął, dając zakleić ją na nowo pajęczyną.
Obserwował życie klanu. Parę razy Nocek podbiegał do niego, żeby się ponabijać, a Lisia Gwiazda zabijał go wzrokiem kilka razy dziennie. Zastanawiał się też, co będzie robić, kiedy już wyzdrowieje.
Któregoś ładnego dnia, kiedy słońce świeciło, a wiatr przyjemnie wiał, dostrzegł swojego mentora. Znaczy, byłego mentora, ale za to drogiego mu przyjaciela.
- Mento--! Znaczy, Łabędzi Plusku! - zawołał go, podnosząc się.
Łapka mu się zawinęła, przez co upadł na pysk, a gdzieś w oddali słyszał śmiech kociaków. Posłał im mordercze spojrzenie.
- Małe gnojki. - Prychnął, wstając.
Podszedł chwiejnie do pointa, uśmiechając się dumnie, starać jednocześnie ukryć ból.
- Widzisz? Już na samym początku biłem się z liderem! - Oznajmił pogodnie, a w trakcie mówienia jego rana na pysku dawała o sobie znać.

<Łabędzi Plusk?




11 stycznia 2020

Od Barwinkowej Łapy CD Łabędziego Plusku

Zerknął na mentora.
- Nie wiesz, gdzie mamy iść? - Zapytał retorycznie.
- N-nie m-mam po-pojęcia - odparł cicho jego mentor, stojąc nieruchomo jak krzak jagód
Barwinkowa Łapa przekrzywił głowę na jego odpowiedź. Był zmęczony, nadal nieco zlękniony, a w dodatku zgubili się w tym wielkim, groźnym lesie! Co do groźnego nie był pewien, bo wychował się w lasach, ale kto wie czy jakiś wielki jastrząb na nich nie czyha!
Położył uszy po sobie, co musiało wyglądać zabawnie skoro były oklapnięte.
Rozejrzał się dookoła, po czym zaczął węszyć.
Nic z tego. Zgubili się.
- Może... może idźmy przed siebie? - Zaproponował opanowanym już głosem.
Odkąd odnalazł Łabędzi Plusk był dużo spokojniejszy, wiadomo - jego mentor, na którym w sumie polegał, ale co mu z tego skoro obydwaj byli mysimi móżdżkami? Zgubili się w obcym lesie, uczeń, bo jak głupi gonił za zającem, a jego mentor bo szukał zgubionego ucznia! Ależ zabawna sprawa.
- M-możemy.
Czarny kiwnął głową, odszukując swojego upolowanego zająca. Wziął go w pysk, po czym ruszył równym krokiem z mentorem.
Idąc cały czas byli czujni, dookoła słychać było ptaki, las, gdzieś nawet zdawało się Barwinkowi, iż słyszał strumień. Im dalej od drogi grzmotu byli, tym mniej słyszał potwory.
Ostrożnie stąpał po gałęziach i nowej trawie, która odrastała po zimie.
Słońce zaszło, cały las ogarnął mrok. Barwinek przyzwyczaił się do nocnych eskapad, dość często je robił, kiedy Księżyc po raz kolejny postanowił nie zrobić uczniowi treningu. Lubił przebywać wśród wysokich drzew, kiedy słońce spało. Może dlatego, że dzięki kolorze jego futra, był niemal niewidoczny? Pewnie tak, chociaż uczniak musiał przyznać, że wyciszał się.
Na jego pyszczek wkradł się uśmiech, lekki i szczery.
- Hej, Łabędzi Plusku? Jesteś zmęczony? - Zapytał mentora, który próbował nie zejść na zawał.
- N-nie m-ożemy sp-spać - odparł.
Barwinkowa Łapa dostrzegł, jak ziewa, on sam później to zrobił.
Krążyli już dwie godziny, wciąż zmieniając kierunek i nasłuchując innych kotów. W międzyczasie zjedli upolowanego zająca, jednak oczy same im się zamykały.
- Może ja popilnuję, a ty zaśniesz? - Zaproponował czarny. 
Barwinkowa Łapa widział, jak jego mentor patrzy na niego zmęczonymi oczami. Jednocześnie czuł, iż starszy nie chciał narażać ani jego ani siebie na potrzebę spania w obcym lesie. Niebieskooki widział jednak, że zmęczenie przezwycięża u Łabędziego Plusku chęć argumentowania się z uczniem.
Po kilku chwilach point położył się, chowając swoje jasne futro w krzakach. Opatulony w liście, zdawało się, iż zasnął.
Barwinkowa Łapa usiadł niedaleko niego, tak, by księżycowe światło oświetlało mu tereny przed oczami.
Z każdą chwilą, słysząc cichy oddech mentora, czuł jak sam się usypia. Nie mógł jednak zasnąć! Nie jest taki słaby!

Po chwili wzięło go na przemyślenia. Lepsze to od zawiedzenia swojego mentora, prawda? Pomyślał o Bodziszek, poczuł ciepło jej wiecznie trzęsącego się ciała. Uśmiechnął się do siebie. Czuł, jakby kotka siedziała obok niego. Kilka uderzeń serca, a do jego głowy wpadło wspomnienie o przygłuchym Jaśminie. Braciszka też dobrze wspominał. Ich śmierć to była pierwsza poważna tragedia w jego życiu. Nie wiedział jak to przyjąć, bowiem niedługo po tym jego matka odeszła do innego klanu. Został właściwie sam, bo Kozia Nóżka nie zajmował się synem, w końcu on nie był już kociakiem. Zresztą, po dzieciństwie pełnym obelg pod jego adresem, że jest gruby i beznadziejny, odpuścił jakiekolwiek kontakty z kotami z klanu.
Księżycowy Pył, to przez tą kupę futra tak długo jest uczniem! Czarny kłak, który ani razu go nie pochwalił, w dodatku ciągle obrażał snuł mu się po nocach, gdy dowiedział się o jego śmierci. Nie było mu przykro, ani odrobinkę.
Potrząsnął głową, zaczynały go otaczać negatywne wspomnienia. Kichnął niespodziewanie, przez co jego uszka zabawnie podskoczyły. Pamiątka po matce, pomyślał.
Na dobrą sprawę miał swojego mentora za przyjaciela, oraz Sokoła z Klanu Lisa. Nue był sam, już nie.
Uśmiechnął się, a sekundę po tym poczym na ogonie miękką łapę. Odwrócił się; Łabędzi Plusk wstał.
Już otwierał pysk, by coś powiedzieć , jednak przerwało to ruch w krzakach. Był niedaleko, wiatr zawiał w ich stronę. Poczuli zapach przybysza, jednak Barwinek nie znał takiego...ładnego zapachu? Cóż, na pewno ta woń różniła się od kotów z klanów.
Zerknął na mentora, który zrobił niepewny krok w przód.

<Łabędzi Plusku? ^^>

05 stycznia 2020

Od Barwinkowej Łapy CD Łabędziego Plusku

Łabędzi Plusk musiał być zmęczony ciągłym marszem. Dodatkowo wojownicy nieustannie patrolowali drogi, którymi będą mogli przejść. Barwinkowa Łapa sam chciał coś takiego zrobić, ale bal się gniewu Lisiej Gwiazdy przez fakt, jak długo grzeje miejsce ucznia.
- Skończy się wtedy, kiedy znajdziemy jakieś fajne miejsce na nowy obóz - powiedział czarny po chwili. - Takie duże, pełne zwierzyny terytoria!
Czarny kocur uniósł wesoło ogon, idąc obok swojego mentora, który wydawał się nieco przygaszony. Barwinkowa Łapa zastanawiał się dlaczego on taki jest. Strachliwy, nieśmiały i generalnie jak tykającą bomba czekająca na wybuch, a w tym przypadku zejście na zawał.
Nie miał jednak czasu dłużej się zastanawiać, bo wojownicy ogłosili postój na polowanie i odpoczynek.
Czarny kocurek od razu wpadł na pomysł, by trochę rozchmurzyć mentora.
- Hej, Łabędzi Plusku, idziemy na polowanie? - Zagadnął go, a tamten obdarzył go krótkim, zlęknionym wzrokiem.
Może jego mentor był niepewny? W końcu nie znali tych terenów, zawsze mogli zostać zaatakowani lub się zgubić. Barwinkowa Łapa nie tracił jednak humoru, chciał rozweselić swojego mentora.
- No nie daj się prosić - puścił mu oczko spod opadniętego ucha. - to będzie trening. W nowych, nieznanych warunkach uczeń i jego mentor pójdą na ekscytujące polowanie, ale czy z niego wrócą?
Swoim aktorskim wręcz tonem chyba tylko pogorszył sprawę. Nie zwrócił jednak na to uwagi, bo Łabędzi Plusk i tak poszedł za uczniem wgłąb nowych terenów.
Mijali zwalone pnie, ale też równiny. Po kilku minutach chodzenia do nosa Barwinkowej Łapy doszedł zapach...zająca? Co prawda bardzo rzadko jadł uszaki, bo na terenach Klanu Klifu ich nie było, ale zapach mniej znał.
- To zając, Łabędzi Plusku? - Dopytał mentora, a ten powąchał powietrze i potwierdził.
Barwinek zaczął skradać się pomiędzy wysoką trawą, gdzieś w oddali słyszał odgłosy potworów.
Odnalazł zajęczaka, którego po chwili zaczął gonić. Nabrał naprawdę dużego tempa, a dzięki ciągłym treningom wyrobił w dobie zwinność. Dopadł po kilku susach zająca, po czym spróbował wrócić do Łabędziego Plusku. Nie wyczuł jednak jego zapachu, bo smród od drogi grzmotu przyćmiewała wszystko inne.
Obejrzał się za siebie, a na asfalcie dostrzegł rozjechane zwłoki jakiegoś ptaka, jednak ten widok sprawił, że w gardę stanęła mu gula. Cofnął się za pierwsze drzewo od drogi grzmotu, słysząc w oddali nadjeżdżającego potwora.
Rozejrzał się dookoła. Nie wiedział, z której strony zaczął biec, ani gdzie powinien wrócić. Naprzeciw drogi grzmotu dostrzegał polany, ale nie obrośnięte trawa, a z mnóstwem gołej ziemi (chodzi o pole pod uprawę). Zaczął stawiać niepewne kroki, idąc wzdłuż drogi. Ściskał w zębach zająca, a gdy potwór przejechał z ogromną prędkością przed jego oczami, odskoczył metr do tyłu, wywracając się jednocześnie na plecy. Zdobycz wypadła mu z pyszczka, a on sam odskoczył w bok. Był cały w trawie i liściach. Zgarnął szybko zająca, uciekając gdzieś, jak najdalej od drogi grzmotu.
Pierwszy raz poczuł strach. Nie taki, że matka złapie go na wyjściu ze żłobka. Prawdziwe, mrożące krew uczucie odrętwienia, jakby nie mógł ruszać łapami. Zaczęło się ściemniać, a on nie umiał wrócić.

<Łabędzi Plusku?>


27 grudnia 2019

Od Barwinkowej Łapy CD Łabędziego Plusku

- C-czujesz to? - Zapytał go Łabędzi Plusk.
Kiwnął głową na jego pytanie.
Zaczęli się skradać, to znaczy, Barwinek się skradał. Kilka długich bić serca później odnalazł wiewiórkę, którą zaczął ścigać, aż zwierzątko nie zapadło się w śnieg, dając szansę drapieżnikowi. Zabił ją szybko, dzięki czemu kocury mogły wracać do obozu. Dostał słowo pochwały od nowego mentora.

Gdy byli w obozie, Barwinek mógł dostrzec kilka zbierających się kotów. Dostrzegł w nich swojego wujka(ojca, hehe), Baraniego Łba, Lisią Gwiazdę, a po chwili zobaczył jak Łabędzi Plusk kieruje swoje niepewne kroki w ich kierunku.
- Hej mentorze - zatrzymał go. - gdzie idziecie?
- D-dziś jest z-zgromadzenie - wytłumaczył mu, a on przypomniał sobie, że kiedyś tam na jakimś był.
- A, miłej bójki - życzył mu, a na jego słowa Łabędzi Plusk otworzył ze zdumienia pyszczek.
- C-co? N-ie będzie...
- Daj spokój, zawsze na zgromadzeniach ktoś się zaczyna i powstaje bójka. - Kocurek uśmiechnął się, po czym odszedł do legowiska uczniów.

Słońce poszło spać, a on zaczynał zastanawiać się nad życiem wojownika. Ileż on już ma księżyców. Dwadzieścia sześć, Czyż nie? Jednak nadal jest uczniem! Głupi Księżycowy Pył!
Po chwili usłyszał grzmot, głośny i całkiem bliski. Przeraził się, ale jednocześnie zaciekawił. Mijał pozostałe w obozie koty, wybiegając poza jego granice. Przemierzał las, gdy do jego nozdrzy nie dobiegł smród dymu. Po chwili, niedaleko zwaliło się drzewo, prosto na niego. Wziął łapy za pas, zasuwając jak najdalej od źródła pożaru. Płomień wchodził coraz głębiej w tereny Klanu Klifu, a on skakał między tlącymi się pniami. Jego futro zwęgliło się na bokach, jednak nie mógł o tym myśleć! Pobiegł prędko do obozu, przewracając się o własne łapy.
- Pożar! Pożar tam jest! Wszędzie! - Krzyknął do pozostałych wojowników, którzy pobiegli szukać uciekających ze zgromadzenia kotów.
On został w obozie, wylizując swoje futro. Smak spalenizny był okrutny.

Po chwili usłyszał spanikowane głosy, oraz szybkie kroki. Do obozu wybiegały kolejne koty, niektóre z przypalonym futrem, inne nie. Siedział z rozwartym pyskiem, nie mogąc uwierzyć w moc Klanu Gwiazdy. Nigdy specjalnie w niego nie wierzył, ale teraz czuł, iż strach przed przodkami przepełnia jego młode serce.

Dostrzegł swojego mentora, który krótkimi, niepewnymi krokami biegł między kotami. Widział w jego postawie strach, a w oczach szok. Podbiegł do niego, a ten zatrzymał się z ogromnym zdziwieniem.
- B-Barw...
- Czy to Klan Gwiazdy? - Zagadnął go. - Przerażające! Wiesz, że spłonęły tereny naszego Klanu?
Łabądź nie odpowiadał, w jego oczach tańczyły łzy. Barwinek zaczął martwić się, iż jego mentor nie wytrzyma tego psychicznie. W międzyczasie zagadnął innego kota o to, co się działo. Usłyszał skrót straszliwego gniewu Klanu Gwiazdy, przez co strach naprawdę zawładnął jego ciałem.
- Barani Łeb zginął...? - Zapytał z niedowierzaniem. Ten silny, groźny kocur? Jak straszliwy musiał być powód gniewu przodków.

Łabędzi Plusk lizał pospiesznie swoje futro, drżał na całym ciele.
- Mentorze...? - Zagadnął go, a na dźwięk jego głosu kocur cofnął się zlękniony.
Barwinek położył uszy po sobie, delikatnym, miękkim krokiem zbliżając się do Łabędziego Plusku.
- Hej... - Przycupnął obok pointa, delikatnie i powoli przysuwając do niego łebek.
Łabędzi Plusk zastygł w bezruchu. Barwinek położył na jego karku głowę, pokazując mu, że jego zamiary są bardzo mięciutkie, niegroźne. Chciał go tylko przytulić, być wsparciem, którego sam dawno nie miał.
Nie przytulał nikogo od śmierci Bodziszek.
Zamruczał cicho, chcąc uspokoić drżącego mentora.

<Łabędzi Plusku? Chodź się tulić>

17 grudnia 2019

Od Barwinkowej Łapy CD Łabędziego Plusku

Kocurek patrzył ze ściągniętą miną na swojego mentora. Ten wątły kocur wszedł bez większego problemu tak wysoko, a on dalej nie potrafił wbić poprawnie pazurów w pień.
Prychnął pod nosem, nabrał powietrza, po czym krzyknął do mentora:
- W ŻYCIU TAM NIE WEJDĘ.
Nie wiedział czy Łabędzi Plusk go usłyszał, ale sądząc po mimice starszego uznał, że tak. Strzyknął uszami, w razie gdyby mentor chciał coś odkrzyknąć. Tak się jednak nie stało.
Czarny kocur dreptał wokoło pnia, cały czas bacznie go obserwując. W międzyczasie jakiś wróbel usiadł na gałęzi, co zdenerwowało terminatora. On jeszcze nigdy nie był tak wysoko! To nie sprawiedliwe!
Zasadził się, po czym idąc za radą Łabędziego Plusku, wybił się tylnymi łapami, przednie wbijając w korę. Zaczepił się, zaczął stawiać ostrożnie łapy. Sosna była wysoka, ale też gruba, dlatego młody nie musiał bać się, iż z jakiegoś powodu zabraknie mu oparcia pod łapami.

Piął się coraz wyżej, kilka razy objechała mu łapa, a pazurki wypadły, jednak dalej próbował swoich sił. Gałąź była coraz bliżej, jeszcze kilka kroków, a dosięgnie jej. Zrobił to, kora odpadała spod jego łap, ale ten zatrzymał się przy samej gałęzi. Spojrzał do góry na mentora, który posłał mu delikatny uśmiech, co rozgrzało Barwinka od środka. Pierwszy raz mentor uśmiechnął się do niego w normalny sposób, nie zwyzywał go, nie wyśmiał.
On również odsłonił ząbki, po czym wybił się z kory, by złapać pazurami gałąź. Niemalże spadł, płosząc przy tym wróbla. Wszedł jednak, będąc teraz ponad cztery metry nad ziemią. Patrząc w dół poczuł dreszcz, a jego futro odrobinę się zjeżyło. Dokonał tego! Wszedł na drzewo!
- Mentorze, czy ty to widzisz?! - Wydarł się do niego, mimo iż point był znacznie bliżej teraz.
Tamten uśmiechnął się lekko, pokazując Barwinkowej Łapie, że dobrze się spisał.
Siedzieli jakiś czas i rozmawiali, Barwinek zasypywał mentora pytaniami, na które nie koniecznie tamten chciał odpowiadać. W pewnej chwili zaburczało mu w brzuchu.
- Um...Łabędzi Plusku? - Zwrócił na siebie uwagę mentora. - Jak stąd zejść?

<Łabędzi Plusku? To co, spadamy w dół? ^^>

04 grudnia 2019

Od Barwinkowej Łapy CD Łabędziego Plusku

Barwinek słysząc, co powiedział jego rzekomo nowy mentor, aż znieruchomiał.
- Wspinaczka? Nie cierpię jej! - Burknął. - Poza tym, czemu kazali mi z tobą pracować?
- B-bo jestem t-twoim nowym men-ntorem. - Kocur wyglądał, jakby bał się nieco Barwinka i jego ostrego tonu.
- Że co? - Strzyknął uszami. - A gdzie staruszek Księżyc?
- B-bo widzisz... - Łabędzi Plusk potarł przednie łapki o siebie. - O-on...
- No nie, najpierw tracę rodzeństwo, a teraz zmieniają mi mentora? - Żachnął się, teraz nagle czując przykrość z powodu braku swojego głuchego braciszka oraz delikatnej siostrzyczki.
Wciągnął powietrze nosem, ruszając wąsami. Cofnął się o krok, kręcąc głową.
- D-dlaczego oni musieli odejść? - Zapytał mentora. - Bodziszek...moja siostrzyczka i...i.
Barwinek zacisnął zęby, wysuwając pazury. Nie będzie łez.
- Ile ja mam księżyców?! Dobra, mentorze - zwrócił się do niemalże wychodzącego z futra kocura. - Nie będę się wspinać.
Po czym usiadł, myjąc futro. Było długie i lśniące, przywodzące na myśl Księżyca. W każdym razie, ciało Barwinka było dużo bardziej umięśnione, niż na początku treningu, za co ukłon w stronę starego zrzędy. Ale ten nowy mentor wydawał się Barwinkowej Łapie nieco...nieodpowiedni dla niego?
- J-jak nie?
- Możemy polować, ale nie się wspinać. - Oznajmił ze spokojem terminator.
Point zacisnął zęby, po czym spróbował przyjąć poważny wyraz pyska.
- Będziesz się w-wspinał. - Zarządził, po czym poszedł w kierunku, który sobie obrał.
Barwinek wzruszył na niego ramionami - nie musi wykonywać jego poleceń, on to nie Księżyc, który by go złapał za futro i wrzucił na to drzewo.

Zatrzymali się na skraju lasu, gdzie niedaleko był klif. Morska bryza docierała do nich, mierzwiąc futro Barwinkowej Łapy.
- W-wspinaj się - rzucił jego nowy mentor.
Czarny spojrzał na niego. Tak po prostu? Nie będzie mu pokazywał jakiś sztuczek z pazurami czy coś?
- Ee... - niebieskooki zerknal na drzewo, a później na mentora. - Jak wejdę na nie to mi upolujesz gołębia.
Po czym, nie czekając na słowo Łabędziego Plusku, zaczął wspinać się na drzewo. Kora była śliska, odrywała się, przez co młody kocur nie miał przyczepności. Po wejściu dwa metry w górę poczuł, jak kora zbyt szybko odrywa się od pnia. Spadł, uderzając ciężko łapami o ziemię. Splunął na drzewo,następnie lizać futerko.
- Nie w-wszedłeś... - zaczął jego mentor, tylko podjudzając Barwinka.
- Nie śmiej się! - Warknął, przerywając mycie.
Wrócił pod pień, ale zaczął wchodzić od drugiej strony. Scenariusz się powtórzył, spadł, ale po przejściu około trzech metrów, gdzie do gałęzi wciąż został kawałek.
Czuł frustrację, złość.
- Głupi Księżyc! - Warknął. - Nie nauczył mnie!
Zjeżył sierść na myśl o byłym mentorze, by później przypomnieć sobie też o Kopciuszkowej Łapie, który z nimi trenował.
Nie podobało mu się to, jednak czarny kocur zwracał większą uwagę na tamtego, niż jego. Nigdy go nie pochwalił, Barwinek był smutny z tego powodu. Naprawdę czuł się zawiedziony swoim mentorem, miał nadzieję, iż stanie się najlepszym kotem w klanie. Tymczasem Lisia Gwiazda zmienił mu mentora, który nic tylko gubi futro ze strachu.

Odwrócił się do mentora z pytającym spojrzeniem, a mianowicie mówiącym "co robić?".

<Łabędzi Plusku?