BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zwęglony Kamień x Tygrysia Smuga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zwęglony Kamień x Tygrysia Smuga. Pokaż wszystkie posty

10 kwietnia 2023

Od Tygrysiej Smugi(Tygrysiej Gwiazdy) CD. Zwęglonego Kamienia

Porą Nagich Drzew
Powolnym krokiem przedzierała się przez zaśnieżone obozowisko, gapiąc się tępo we własne łapy, które ledwo co dostrzegła w grubej warstwie białego puchu. Rozmowy klanowiczów w temacie Jeleniego Puchu ograniczały się do "Pewno zdechł", a i to słyszała coraz rzadziej. Kładła nisko uszy, spoglądała na nich markotnie, ale nic nie mówiła.
Ona nadziei nie traciła. Musiał żyć.
— Przykro mi.
Zastygła, słysząc znajomy głos. Niespiesznie podniosła głowę i skierowała wzrok na sylwetkę kocura, który ze swoim czarnym futrem idealnie kontrastował z pokrytym bielą krajobrazem. 
— Czemu ci przykro? — spytała, choć jej podświadomość sugerowała jej, jakiej kwestii dotyczyły te słowa. — Albo zapytam inaczej. Za co ci przykro?
— Za twojego syna — odparł, wahając się. — Musi ci być ciężko, skoro tyle go już nie ma. 
Cichy świst opuścił jej nozdrza.  
On też zapewne stracił już wiarę. Wiedziała, że chciał okazać jej jak najwięcej wsparcia i bardzo to doceniała, choć nie czuła potrzeby, by okłamywał ją tylko dlatego, by jej było lepiej. Miał prawo myśleć to, co myślał, ale ona nie musiała się z tym zgadzać. 
— Owszem, jest. Ale jak wróci, to mi przejdzie — mruknęła, dokładnie podkreślając fakt, że na pewno go jeszcze kiedyś ujrzy. — Dzięki Węgiel za miłe słowa — rzekła mimowolnie z czystej grzeczności. 
Skrzywiła się, słysząc głos Czarnowroniego Lotu. Nawoływał swojego partnera, jakby samo to, że ten rozmawiał z nią przez krótką chwilę, było największą zbrodnią tego świata. 
Patrzyła w ślad za przyjacielem, a potem, jakby nigdy nic, ruszyła po raz kolejny na patrol, który pod przykrywką polowania miał przysłużyć się poszukiwaniom. Chociaż śnieg prószył coraz mocniej, a widok stawał się bardziej ograniczony, ona nie zamierzała siedzieć w obozie.
 
***

Spoglądała w uklepaną ziemię na wrzosowiskach. Miejsce pochówku Zwęglonego Kamienia, jej przyjaciela, którego problemów najwyraźniej nie zauważyła w momencie, w którym swoje całe skupienie przekierowała na szukaniu syna. 
A przecież od samego początku widać było, że z rudym partnerem kocura było coś nie tak. I jak zwykle mądrzy byli dopiero po tragedii. 
— Przepraszam cię, Zwęglony Kamieniu — wymruczała, mrużąc oczy i biorąc głęboki wdech. — Przepraszam, że nie zareagowałam. 
Pozwoliła sobie posiedzieć tu do późnej nocy. Skoro rodzina zdążyła się już z nim pożegnać, było tu wyjątkowo spokojnie. Rzekłaby, że siedzi w samotności, ale było to kłamstwem. Póki oskarżycielskie myśli krążyły w jej głowie, nie czuła się sama. 
 
Żegnaj przyjacielu :c

09 lutego 2023

Od Zwęglonego Kamienia CD. Tygrysiej Smugi

 — Wiem tyle, że Klan Wilka nic nie wie. Myślę, że gdyby zaszedł do Owocowego Lasu bądź Klanu Nocy, ktoś by nam coś powiedział. Mimo wszystko nie tracę nadziei, może poszedł w zupełnie innym kierunku, niż są klany? — zasugerowała sama sobie, próbując się pocieszyć. — Może… Może kiedyś sam wróci — wymamrotała niepewnie, przełykając z trudem ślinę.
Ciężko było mu patrzeć na jej ból. Chciał bardzo pomóc, ale nie wiedział jak. Poszukiwania nie przynosiły żadnych rezultatów. Klany nic nie wiedziały o rudzielcu. Zapadnięcie się go pod ziemię, mogło oznaczać tylko jedno, że dawno już nie chodził po tym świecie. Zastępczyni jednak jak na prawdziwą matkę przystało, nie traciła nadziei. Wątpił jednak, czy Jeleni Puch wróci. Czyżby nie zrobiłby tego gdyby mógł? Jego to całe zniknięcie było naprawdę dziwne i podejrzane. Jedyna osoba, która z nim wtedy była to Płonąca Pożoga, lecz kotka nie potrafiła przypomnieć sobie co się stało. Pewna myśl chodziła mu po głowie, że młodzi się pokłócili, a ta go utopiła w rzece, ale... To nie miało sensu. Córka Rozżarzonego Płomienia, nie pozbyłaby się kogoś kto nosił podobny kolor sierści co ona. Akurat rudzielce dbały o siebie, coś o tym wiedział. 
— Może... —  Oparł o nią swój łeb, przytulając. 
Chociaż słowa, które wypowiadał, niosły nadzieję, on już dawno skreślił Jeleni Puch z życia żywych. 

***

Pora Nagich Drzew rozkręcała się. Przemierzał zaspy u boku partnera, rozglądając się po otoczeniu. Niby był to rutynowy patrol, ale go męczył. Tak samo jak rudzielca, który zaczął być już tym wszystkim znudzony oraz zmęczony. Czuł się podobnie. Powinni już sobie odpuścić. Nawet jeśli Jeleni Puch gdzieś żył, to ta pogoda go wykończy. 
Wróciwszy do obozu, dojrzał zmizerniałą sylwetkę Tygrysiej Smugi. Znów żal ścisnął go w piersi. Podszedł do zastępczyni z bólem przekazując jej te same wieści co zwykle. Żadnych śladów. Musiała już przywyknąć do myśli, że jej syn się nie odnajdzie. 
—  Przykro mi — miauknął do kotki, nie wiedząc co mógłby dodać więcej w tej sprawie. 

<Tygrys?>

15 stycznia 2023

Od Tygrysiej Smugi CD. Zwęglonego Kamienia

Od tamtego dnia jej życie zdawało się wybrakowane. Serce miała podziurawione niczym kora drzewa obstukana z każdej strony przez natrętnego dzięcioła. Nie była w stanie zasypiać spokojnie, bo nachodziła ją myśl, że jest zwyczajnie wyrodną matką, która zamiast poświęcać każdą wolną chwilę na znalezienie swojego dziecka, wolała skulić się w kłębek i odpocząć w swym legowisku. Owszem, potrzebowała zaoszczędzić siły na kolejny dzień poszukiwań, a jednak nie mogła się wyzbyć przekonania, że tylko to przedłuża. A może już było za późno? Jeśli znajdzie go ledwo żywego i okaże się, że gdyby zjawiła się o ułamek mysiego oddechu wcześniej, mogłaby uchronić go od najgorszego? Nie byłaby w stanie wybaczyć sobie takiego błędu.
Jeleń był dorosły, a zarazem nierozsądny. Nie powinna siedzieć mu ciągle na ogonie, jak to miała w zwyczaju, kiedy był kocięciem, ale może gdyby nie dała mu tyle luzu, to teraz kręciłby się po obozie, zamiast nosić status zaginionego. Nie znalazła nigdy złotego środka. Albo poświęcała mu za dużo uwagi, albo dawała jej za mało. Przez własną nieuwagę doprowadziła do pogłębienia jego relacji z Leśnym Pożarem, a samo wspomnienie imienia rudego wywoływało w niej nieprzyjemne drżenie, rozchodzące się wzdłuż grzbietu. To jego siostra była ostatnią, z którą przebywał jej syn. I zarazem była tą, która najmniej się odzywała w tym temacie, co prowadziło do tego, że ich sprawa stała w miejscu.
Spuściła wzrok na podarunek od czarnego. Martwa, drobna zwierzyna, przywołała jej na myśl kogoś nieporadnego. Takiego osobnika, który nie zwraca uwagi na swoje otoczenie i beztrosko pędzi przez życie, aż ostatecznie nie kończy martwy, w paszczy głodnego drapieżcy.
Z trudem przełknęła ślinę, delikatnie odpychając łapą posiłek w stronę kocura. Jego zmartwione spojrzenie dało jej znać, że zachowuje się zbyt podejrzanie jak na siebie. Owszem, każda matka w tej sytuacji by rozpaczała, jednak przeczuwała, że wykazuje na ten moment zbyt wiele emocji.
— Dziękuję Zwęglony Kamieniu, ale nie jestem głodna, ledwo co jadłam — skłamała wprost, kuląc lekko uszy, przytłoczona przez cały ten stres. Nawet równomierne wdechy i wydechy nie pomogły jej zebrać się w garść. — Nie wiem, czy chciałabym, aby został znaleziony przez Klan Klifu bądź Wilka. Ich liderzy są dziwni — stwierdziła, wytężając zmysły.
Istniała masa możliwości odnośnie tego, co mogło stać się z jej synem. Na pewno nie umarł, matczyny instynkt nie pozwalał jej brać takiej opcji pod uwagę. Zgubić się mógł, ale gdzie zaszedł? A porwanie… Nie znali jeszcze do końca tych terenów. Tak naprawdę nie wiedzieli, co kryją tutejsze lasy i rozległe polany, kto wie, czy nie kręcą się tu podejrzane osobniki, gotowe wybić ich co do jednego?
— To prawda, więc miejmy nadzieję, że po prostu go tam nie ma — rzucił pokrzepiająco, patrząc w skupieniu na przyniesionego przez niego zająca. — Klan Gwiazdy na pewno nad nim czuwa, gdziekolwiek nie jest. Jeszcze wróci tu cały i zdrowy — zapewnił ją, ale doza niepewności w głosie zdradzała jego prawdziwe myśli. Nie dziwiła mu się. Każdy był pewien, że ten nieporadny rudzielec padł gdzieś wśród traw.
— Tak. Niech… niech mają go w opiece — westchnęła, spuszczając głowę.

***

Zgromadzenia uznawała za nieudane, bo nie przynosiły jej żadnych nowych i pożytecznych wieści. Nie miała ochoty rozmawiać z liderami innych klanów o tym, czy nie przypałętał się do nich rudy kocur, więc wędrowała między wojownikami. Szakala Łapa okazała się mądrą i skorą do rozmowy kotką, ale z jej słów wynikało, że nie miała żadnego pojęcia o miejscu pobytu jej syna.
Owszem, mogła kłamać. Tygrys przez całą rozmowę miała to na uwadze, a mimo to starała się myśleć pozytywnie, że nie wszyscy są manipulacyjnymi potworami.
Wysunęła się z legowiska, spoglądając w sam środek górującego na niebie słońca. Czy Jelonek też je teraz widział? Czy patrząc na nie, pomyślał o niej? O Gwiezdni, dopomóżcie tej biednej i zmartwionej duszy.
— Dowiedziałaś się czegoś Tygrysia Smugo? — drgnęła na dźwięk głosu tuż przy uchu. Czarne futro połyskiwało w blasku promieni jasnej kuli, a jego właściciel uśmiechał się przyjaźnie. — Na temat twojego syna… — doprecyzował.
Zaprzeczyła ruchem głowy i odchrząknęła, przystawiając łapę do pyska, aby ukryć ziewnięcie. Całą noc nie spała, dręczona wyrzutami sumienia. Nie powinna nigdy zostawać matką, to przynosiło zbyt wiele stresu.
— Wiem tyle, że Klan Wilka nic nie wie. Myślę, że gdyby zaszedł do Owocowego Lasu bądź Klanu Nocy, ktoś by nam coś powiedział. Mimo wszystko nie tracę nadziei, może poszedł w zupełnie innym kierunku, niż są klany? — zasugerowała sama sobie, próbując się pocieszyć. — Może… Może kiedyś sam wróci — wymamrotała niepewnie, przełykając z trudem ślinę. Ciążące jej na sercu obawy tylko ją przytłaczały.


<Węgiel?>

22 grudnia 2022

Od Zwęglonego Kamienia cd Tygrysiej Smugi

— Hej, jak tam samopoczucie? — zagadnęła. — Wydaję mi się, że idziemy już kilkadziesiąt księżyców. Z pewnością musimy być bliżej niż dalej — stwierdziła, rozglądając się po otaczającym ich lesie. 
Drgnął i spojrzał na kotkę ze strachem i dość dużą niepewnością. Przyjrzał się jej dokładnie, tak jakby zaraz miała z siebie wypluć krwiożerczą, martwą liderkę, która chciała go zabić. 
— U-um... B-b-bardzo złe — przyznał szczerze. — Wciąż... R-rozpamiętuje to c-co stało się na zg-gromadzeniu. — Położył po sobie uszy, rozglądając się na boki. — B-boje się, że Piaskowa Gwiazda przyjdzie d-dokończyć co zaczęła.
Co noc mu się to śniło. Ten moment, gdy szalona, martwa liderka w ciele Leśnej Łapy wbijała kły w jego gardło. To było potworne uczucie. Mógł umrzeć. Bał się śmierci. Nie chciał jej. Zdawało mu się, że mimo tego, że to była już przeszłość, łuna w postaci zagrożenia dalej czaiła się na niego gdzieś za rogiem. 
Dlatego nie rozstawał się z Czarnowronem. Był jego światłem, jego nadzieją. Mimo tego wszystkiego co się między nimi działo, ocalił go. Ocalił przed śmiercią i był mu za to bardzo wdzięczny. 
— Jej już nie ma — Kotka położyła po sobie uszy niepewnie. Mogła mówić sobie co chciała, on wiedział swoje. Każdy krok, każdy szelest... To mogła być ona. — Wtedy na zgromadzeniu Klan Gwiazdy powiedział, że wygrali. Jesteś już bezpieczny — starała się go pocieszyć. 
Skinął łbem. To miało sens, ale strach mimo wszystko nie zamierzał go opuścić. Był jednak wdzięczny kocicy za te pokrzepiające słowa. Potrzebował ich. Zwłaszcza teraz. 

***

Słyszał co się stało. Nie wiedział jak to jest stracić dziecko, na dodatek nie wiedząc co się z nim dzieję od wielu księżyców. Możliwe, że Jeleni Puch już dawno kroczył wśród przodków. Nie chciał jednak o tym mówić kotce, która zdawała się bardzo zmartwiona tym, że dalej nikt nie natknął się na jego ślad, czy choćby ciało. 
Kiedy siedziała samotnie ze zwieszonym łbem, chwycił małego zająca i podszedł z nim do zastępczyni. Położył posiłek przed nią, mając nadzieję, że teraz mu uda się ją pocieszyć, tak jak ona niegdyś jego. 
— To dla ciebie — Wskazał na piszczkę, siadając obok. — B-bardzo... Mi przykro. Słyszałem, że P-płonąca Pożoga dalej nie przypomniała sobie, co się stało na tym patrolu... Ale... Nie trać nadziei. Może znalazł g-go jakiś inny klan? — zasugerował, chcąc dać zrozpaczonej matce, choć cień nadziei na to, że jej syn żyję. — Jak chcesz to mogę p-popytać czy ktoś go nie widział. — zaproponował.

<Tygrys?>

29 września 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Zwęglonego Kamienia

Jej opinia o Czarnowornie wciąż nie była zbyt pozytywna. O kocurze wbrew pozorom słyszała od współklanowiczów wiele dobrego, szczególnie patrząc na to, jak mocno wspierał Węgielka przez ten cały, trudny dla niego czas. Mimo to nie potrafiła wyrobić sobie o nim lepszego zdania, a nie chciała wyjść na bezpodstawnie uprzedzoną, dlatego starała się jak najmniej mówić na jego temat.
— Oh, nie martw się, na pewno da radę. W końcu wcześniej był samotnikiem, pewnie przeżywał gorsze głodówki — rzuciła pocieszająco, chociaż sama z każdym dniem martwiła się o stan wojowników, którzy nie mieli czasem co włożyć do pyska.
— Prawda... Ale i tak... I tak mi z tym ciężko. Tyle dobrego dla mnie robi. Takiego drugiego przystojniaka to ciężko byłoby znaleźć — oświadczył, na co mimowolnie się skrzywiła. Nie był według niej brzydki, ale widywała ładniejszych, a przy tym wolała zwracać uwagę na inne aspekty u kotów. — N-no i o takim złotym sercu — dodał, w co najciężej było jej uwierzyć.
— Nie znam go aż tak dobrze jak ty, ale skoro mówisz o nim same dobre słowa, to rzeczywiście musi być wspaniały — odparła niepewnie, nie chcąc psuć mu światopoglądu swoim pesymizmem.
— I jest... Widzę, że czujesz się niekomfortowo... wybacz. Pewnie nie chcesz podzielić się swoimi wspomnieniami o... o tym kocurze, który jest ojcem maluchów... Ale musisz wiedzieć, jakie to cudowne uczucie... zakochać się. To tak dodaje skrzydeł.
Zadrżała. Topaz był jedyny w swoim rodzaju, nie znał klanowego życia, nie znał ich wierzeń i był odcięty od tego całego harmidru. Był wolnym duchem, który stąpał własnymi ścieżkami i cenił w życiu spokój. Zazdrościła mu nieraz podejścia, bo choć sama chciała tak egzystować, to zbyt bardzo była przywiązana do bycia Burzakiem.
— Prawda, jest to cudowne uczucie. Ich ojciec był wspaniały i... Nigdy nie myślałam, że w życiu chodzi o coś więcej, niż przetrwanie. Takie krótkie chwile, szczere emocje i drobne gesty, one... One umacniają kota. Należy cieszyć się z tego, co dobre, a nie traktować każdy dzień jak walkę — stwierdziła.
Wydawało jej się, że Węgiel na chwilę odpłynął. Sprawiał wrażenie rozmarzonego, nim w końcu otrząsnął się i spojrzał na nią poważnie.
— Też tak sądzę. Ja najbardziej lubię tulenie. Czuję się wtedy tak bezpiecznie w jego łapach. Mimo że jest rudy... Wcale nie przypomina tych z klanu. Jest... wyjątkowy. Na dodatek zaakceptował mnie takim, jakim jestem — wyjaśnił, uśmiechając się.
Tygrys odwzajemniła ten gest, nie zamierzając zagłębiać się w ten temat. Kiedyś uczucia wydawały jej się obce, a teraz, gdy więcej ich doznawała, życie nie stawało się wcale łatwiejsze. Nie potrafiła zrozumieć siebie samej.

***

Wykorzystała moment, w którym czarny został sam. Nie rozglądała się za Czarnowronim Lotem, po prostu podeszła do kocura z nadzieją, że dane im będzie porozmawiać w spokoju przez dłuższą chwilę. Zwęglony Kamień był jej przyjacielem. Pomimo tego, że w wielu tematach wydawali się sprzeczni, czerpała radość z przebywania w jego towarzystwie.
— Hej, jak tam samopoczucie? — zagadnęła. Przez ten ostatni chaos zaniedbała sporo relacji, a teraz, gdy zmierzali na nowe tereny, odmienić swoje życie, czuła, że ma szansę wszystko naprawić. — Wydaję mi się, że idziemy już kilkadziesiąt księżyców. Z pewnością musimy być bliżej niż dalej — stwierdziła, rozglądając się po otaczającym ich lesie. 
Wiedziała, że w czasie ostatniego zgromadzenia Piaskowa Gwiazda pozwoliła sobie na zbyt wiele, a ona od tamtego dnia nawet nie podeszła go spytać, jak sobie radzi po tych traumatyzujących przeżyciach. Na pewno jego ukochany wspierał go na każdym kroku, jednak czuła, że i ona powinna szepnąć mu kilka motywacyjnych słów.

<Węgiel?>

09 września 2022

Od Zwęglonego Kamienia cd Tygrysiej Smugi

Tygrysia Smuga nie wiedziała jak bardzo było ciężko. Nie widział, aby wychodziła ze żłobka. Podziwiał jednak jej entuzjazm, który sam już dawno stracił. Starał patrzeć się na życie w realistycznych barwach. Głód był potworny, cierpiał przez to i nie miał zamiaru znów się rozryczeć, bo świadomość, że niedługo umrze, była tak bardzo okropna. Nie powinien mówić młodej matce, że nie ma już nadziei, lecz jako zastępczyni, powinna wiedzieć jak się sprawy miały. 
— Powiem ci szczerze, że nie ma co szukać... Chodzę z Czarnowronem codziennie i jeszcze nigdy nic nie udało nam się złapać. A zaglądaliśmy nawet do zasypanych nor. Tu nic już nie ma. Powinniśmy szukać poza naszymi terenami... — powiedział, zwieszając smętnie uszy.
— Poza? — Uniosła zaciekawiona wzrok. — To ryzykowne. Wszędzie są inne klany, a ich patrole nie byłyby zadowolone. A na terenach wolnych... Są samotnicy. Pewnie oczyścili tamte miejsca całkowicie ze zwierzyny, chociaż nie chcę brzmieć jak pesymistka — mruknęła.
Spodziewał się takiej odpowiedzi. Już rozmawiał na ten temat z Kamienną Gwiazdą i kotka miała podobne podejście co jej zastępczyni. Jednakże uważał, że nawet jeśli i tam nic nie było, przez ingerencje samotników, to większą i tak mieli szansę gdzieś indziej, niż trzymać się kurczowo tego co znali. 
— Nie wiadomo czy ogołocili, jak nawet tego nie sprawdziliśmy. Klan głoduje... Jak tak dalej pójdzie to... — nie chciał kończyć zdania.
— Wiem, o czym myślisz, ale spokojnie — rzuciła z lekkim uśmiechem. — Śnieg wkrótce stopnieje i zgłodniała zwierzyna wyjdzie z nor. Będzie ich tyle, że nadrobimy ten cały okres głodu — dodała pocieszająco.
— Mam taką nadzieję... — Pociągnął nosem. — Przepraszam, że się rozklejam, ale jest mi ciężko... Boję się, że nie doczekam roztopów.
No i znów czarne myśli go zalały. Był taki żałosny! Powinien przestać rozmawiać z kotami. Na pewno kotka nie chciała słuchać jego biadolenia. Ale... ale był już tak bardzo tym wszystkim przerażony! Zawsze zasypiał z myślą, że to był jego już ostatni dzień na ziemi. Że odejdzie i nie obudzi się już nigdy. Ssanie w żołądku, które kłuło go boleśnie, potwierdzało to, że nie zostało mu już zbyt wiele czasu. 
— Oh, Węgiel — zamruczała. — Dasz radę. Wszyscy damy. Teraz jest trudniej, ale nie zawsze może być pięknie. Zaufaj mi, od jutra będzie już tylko lepiej. Mogę nawet pójść z tobą na polowanie. Może razem akurat więcej znajdziemy? — mruknęła weselej.
— Pójdziemy i wrócimy z niczym. Wielu wojowników wychodzi na polowania. Nic nie przynoszą. Nie złapiemy nic. Klan Gwiazdy nas opuścił. Taka jest prawda... — brnął dalej, próbując jej przemówić do rozsądku. Nic już tu nie złapią. Smak mięsa był już tylko odległym wspomnieniem. 
— Nie opuścił, na pewno są, tylko... Może mają jakieś problemy? Wiesz, nieśli ostatnio Piaskową Gwiazdę z zaświatów, to też mogło osłabić naszą więź — zasugerowała niechętnie.
— Może racja... — westchnął. — Oby jednak szybko się pozbierali. Teraz już jej nie ma. Mogliby dać przynajmniej Wiśniowej Iskrze jakiś znak. Pamiętam opowieści o tym, jak kiedyś to robili, a liderzy dostawali dziewięć żyć... To było prawdziwe? — zapytał, zmieniając temat. 
— Oczywiście. Kiedyś liderzy naprawdę długo żyli, a teraz... Wydaję mi się, że za każdym zgromadzeniem widzę innego przywódcę na skale — westchnęła.
— Walka o władzę jest okrutna... Właśnie dzięki tym żywotom, pewnie Klan Gwiazdy chciał powstrzymać takie... coś. — podzielił się swoimi przemyśleniami.
Skinęła głową. 
— A jak tam układa się tobie z Czarnowronem? — zapytała.
Słysząc pytanie o partnera, który ostatnio wręcz go zastraszył i zmusił do okropnego upokorzenia, uśmiechnął się sztucznie.
— Dobrze. Wspiera mnie w tych ciężkich czasach. Miło jest się do kogoś przytulić, gdy na zewnątrz jest tak zimno. Kocham go i martwię się o niego. Mocno schudł... Nie chciałbym by umarł... — skłamał, bo wręcz pragnął uwolnić się spod jego wpływu. Nie chciał znów przeżywać tego bólu. Pragnął zacząć żyć na nowo, a nie z wypranym mózgiem, który coraz bardziej uzależniał się od jego osoby. Tak bardzo się go bał, ale i jednocześnie nie potrafił się od niego uwolnić. Godził się na wszystko, by tylko ten demon, który w nim tkwił, nie wyszedł z jego boskiej powłoki. Bo co jak co, ale kocur był bardzo przystojny... Jednak wnętrze... Było zepsute niczym spleśniałe jabłko.

<Tygrys?> 

02 września 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Zwęglonego Kamienia

Zastrzygła uszami, niechętnie przenosząc wzrok na wspomnianą dwójkę. Teraz pozornie niewinnie bawili się w kącie żłóbka, choć podniesiony głos szylkretki i zbulwersowane piski rudzielca były sprzeczne jej oczekiwaniom.
— A były kiedykolwiek kłopotliwe? — spytała, choć prawdę sama doskonale znała. — No dobra, Diament... Diament to Diament, w jej temacie bywa różnie — westchnęła, zastanawiając się, skąd ten mały stworek wziął pomysł nasrania liderce do legowiska.
— Nie poznałem jej, ale słyszałem plotki, jak zostawiła Kamiennej Gwieździe prezent. Jest odważna, to trzeba przyznać. Wyrośnie na silną wojowniczkę — rzekł pocieszająco.
Tygrysia Smuga pożałowała, że już wcześniej pomyślała o tym zdarzeniu. Dla odmiany wolałaby usłyszeć, że jej potomek zrobił coś dobrego.
— Ah, ten prezent. — Skrzywiła się. — Nie wiem, skąd się w niej to wzięło, ale naprawdę, ja jej nie uczyłam takich zachowań. Tak, jest uparta, w tym nie ma nic złego. Mam tylko nadzieję, że wyrośnie z tak głupich pomysłów — oznajmiła.
Czarny pokręcił głową, uśmiechając się lekko.
— Ja jako kocię wymknąłem się na zgromadzenie. Też nie byłem święty. Teraz jednak słucham się poleceń i nie robię już niczego ryzykownego. Kot uczy się na błędach, a kocięta muszą wiele rzeczy przetestować, by odkryć, kim są — pocieszył ją.
Pamiętała, jak wielkie zamieszanie wynikło z jego udziałem. Mimo wszystko w jej oczach od zawsze był spokojny i miły, na pewno nie można go było porównać przez wzgląd na wybryki do Diament.
Przełknęła ślinę. Nie chciała się godzić z tym, że zapewne popełniła w jej wychowaniu błąd, pozwalając jej na zbyt dużo.
— Niby prawda, ale większość nie sprawia aż takich problemów wychowawczych. No i teraz nie mamy liderki tyranki, to jest trochę... Łatwiej — dodała, krzywiąc się na myśl, co mogłoby być, gdyby szylkretka rozrabiała tak przy poprzedniej władzy.
— Nie martw się. Gdy zostaną uczniami, będzie ci na pewno lżej. Mentorzy przejmą obowiązki wychowawcze, a ty zajmiesz się sobą — stwierdził.
Sama już zapomniała, że była zastępcą. Pokiwała głową.
— No tak — powiedziała. — Wolę mieć jednak na nie czasem oko. Martwię się, że sobie nie poradzą — przyznała, choć brak wiary we własne dzieci nie był raczej niczym dobrym.
— A coś cię niepokoi? Jelonek jest... nieco grubiutki, ale jak zacznie rosnąć, to na pewno to zniknie. A teraz, gdy jest głód to atut — palnął, co spotkało się z jej lekko skrzywionym spojrzeniem. — Diament jest silna, też raczej nie umrze. Znaczy... ugh... Nie martw się na zapas, bo stres szkodzi zdrowiu — dodał pospiesznie.
— Nie martwię się aż tak. Ale jeśli będzie tak utrudniać wszystkim życie dalej, to nie zdziwię się, jeśli Kamień będzie chciała ją kiedyś... wygnać — wykrztusiła z trudem.
Nie wyobrażała sobie takiej straty, ale była świadoma, że jeśli szylkretka nie przystopuje ze swoimi żarcikami, to czarnej puszczą nerwy i skończy się to tragicznie.
— Wyrośnie z tego. Jesteś dobrą matką, po prostu masz wiele na głowie. Tak się zdarza... — zawahał się, jakby chciał coś więcej powiedzieć, ale w końcu uciął ten temat. — A jak się czujesz? Ta Pora Nagich Drzew jest potworna. Mało co udaje się złapać — fuknął, patrząc z lekkim oburzeniem w stronę wyjścia, które w sporej mierze przysypane było białym puchem.
— Dziwnie. Niby bywało zimniej, ale dawno stos nie lśnił takimi pustkami. Myślałam wcześniej, by być z dziećmi do ostatnich chwil ich młodości, jednak czuję się źle z tym, że nie mam jak wspomagać klanu. Wkrótce wracam do aktywnych polowań. Będę szukać uparcie, chociażby dla nich — rzuciła z westchnięciem, spoglądając po raz kolejny na swoje pociechy.

<Węgiel?>

27 sierpnia 2022

Od Zwęglonej Pszczółki (Zwęglonego Kamienia) cd Tygrysiej Smugi

Rozżarzona Łapa i normalne życie w klanie? To brzmiało tak bardzo nierealnie. Miał duży uraz do kocura, bo ten wiele razy wyżywał się na nim słownie jak i fizycznie. Dziwił się, że Kamienna Gwiazda go nie wygnała. Sam przecież słyszał, że ją bił... Po co trzymać kogoś tak zepsutego w klanie? Postawa Tygrysiej Smugi z tego względu bardzo go zaskoczyła. To, że starała się przemówić mu do rozsądku, mimo wiedzy kim był, było niesamowite, jak i głupie. Przecież nie da się zmienić dorosłego. Dla Żara było za późno. Miał nadzieję, że kiedyś kotka to zauważy. Nie chciał, by ją skrzywdził. Chociaż... była ruda, więc raczej jej to nie groziło. 
Nie chcąc rozwodzić się nad prywatnym życiem swojego wroga, postanowił już nie zabierać jej więcej czasu. Była w ciąży, musiała odpocząć. 
— To będę już wracała do obowiązków. M-mój ukochany pewnie już się za mną stęsknił. — zaczerwienił się pod sierścią, gdy to powiedział. 
Nadal głupio się czuł, podczas dzielenia się tym faktem z innymi. Mimo tego, że wszyscy przywykli do tego, że byli parą, on nadal nie widział się w tej roli. Nie po tym, co ten mu zrobił. 
— Ah, Czarnowron — westchnęła, starając się ukryć niechęć wobec rudego kocura. — Dobrze, że trafiłaś na kogoś... Takiego — dodała. 
Kiwnął łbem. 
— Tak... Klan Gwiazdy mi go zesłał. — Chociaż bardziej pasowało tu określenie Mroczna Puszcza. — To miłego dnia — pożegnał się z nią, wychodząc. 
Od razu przy jego boku pojawił się wspomniany posłaniec, który na pewno podsłuchiwał wszystko o czym rozmawiał z wojowniczką. 

***
*przed akcją z Glinianym Uchem*

Przez partnera mało kiedy mógł znaleźć czas dla przyjaciółki. Urodziła, a jej młode stały się dość popularne, bo każdy coś o nich mówił. A to, że Diament rozwaliła legowisko liderki, a to Jelonek bardzo brzydko się wysławiał o każdym nierudym. Trochę go to martwiło, bo przecież sądził, że zastępczyni będzie dobrą matką. Może sobie nie radziła? Miała na głowie przecież nie tylko potomstwo, ale też dwóch wyjętych spod prawa rudzielców, którzy kisili się z nią w żłobku. A ostatnio nawet dołączyła do nich jego siostra, co już totalnie wybiło go z rytmu. Będzie musiał z nią o tym porozmawiać. Żal mu było widzieć, jak ta układała sobie życie, a on o niczym nie wie. 
— Cześć, Tygrysia Smugo! — przywitał się z kotką, patrząc na drzemiące kocięta. Były takie urocze. Aż zaczął powątpiewać w te wszystkie plotki na ich temat. — Współczuję ci, że musisz zajmować się jeszcze dwoma nie swoimi kociętami — miał na myśli oczywiście Żara i jego syna. Ten pierwszy kopał dół, w ramach swojej kary, a ten drugi obserwował ich z drugiego końca żłobka.
Wojowniczka podniosła na niego zaintrygowane spojrzenie. Wibrysy zadrżały jej z zaciekawienia. 
— O jakiej dwójce mówisz? — spytała, a potem spostrzegła jego ruch. — Ah, no tak. Ża... Maleństwo — poprawiła się dla zasady — jest naprawdę grzeczny. I widać w jego zachowaniu zmianę na lepsze, naprawdę. Za to tamten... — ściszyła głos. — On jest stokroć gorszy.
Maleństwo się poprawił? Nadal w to wątpił. Pewnie coś knuł. Może starał się wyglądać na dobrego, by Kamienna Gwiazda zniosła mu karę? To imię musi go doprowadzać do szału. W sumie... było zabawnie nazywać tak tego potwora. Teraz dopiero zrozumiał, gdzie jest jego miejsce. Za to Pszczółka... nie wątpił, że był gorszy. Nadal pamiętał jego wzrok. Sam fakt, że przyjaźnił się z Czarnowronem wiele o nim mówił. 
— P-prawda... Chociaż ostatnio się z nim pogodziłem. Przeprosił mnie — zdradził jej to, pamiętając co miał mówić. — Mój ukochany dobrze sobie z nim radzi. Może skoro jest taki niegrzeczny, to on przemówi mu do rozsądku, jeśli sprawia ci problemy? Pszczółka go słucha na treningach, a ty powinnaś odpoczywać i zająć się dziećmi.
Wolał zdjąć jej ten ciężar z barków. On sam nie chciałby zajmować się taką wronią strawą. Namówienie partnera do pogadania z uczniem było wykonalne. Nawet wystarczyło, aby ten tylko udawał, że jest grzeczny i nie nękał rudej. Zasługiwała na odpoczynek i spokój. 
Kotka zastrzygła uszami, wahając się. 
— Sama nie wiem... — westchnęła. — To trochę też moje zadanie, aby mieć na niego oko, ale może twój Czarnowron rzeczywiście lepiej przemówi mu do rozsądku.
— A co takiego się stało, że cię zdenerwował jeśli mogę spytać? — miauknął, bo przecież Tygrysia Smuga była ruda, więc Leśna Łapa powinien ją przecież lubić. 
— Cóż, nie powinnam być do niego taka uprzedzona, to tylko dzieciak, wciąż dorasta. Nie lubię jednak, gdy ktoś za dużo gada i wciska mi w pysk nie moje słowa. Taki podły, mały manipulator — burknęła.
Zaskoczony zerknął kątem oka na Pszczółkę. Ciekawe skąd wzięła się ta manipulacja. Miał to po ojcu, czy może Czarnowron go w tym szkolił, lecz kociak zbyt nieumiejętnie do tego podchodził?
— Może wyrośnie... A jak tam twoje dzieci? Są mniej kłopotliwe? — zmienił temat na bardziej; jego zdaniem, przyjemniejszy. 

<Tygrysia Smugo?>

11 sierpnia 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Zwęglonej Pszczółki(Zwęglonego Kamienia)

— Oh. — Tylko tyle się z niej wydobyło, gdy usłyszała jej pytanie. Nie była na nie gotowa, aczkolwiek spodziewała się go. Wiedziała, że wielu wojowników będzie ciekawiło, z kim ktoś jak ona miał dorobić się potomstwa. Nie miała z nikim z klanu bliższej więzi, więc czy posadziliby ją o schadzkę z kimś spoza? W końcu sprawiała wrażenie dosyć niewinnej. — Wiesz, nie wiem, czy chcę się tym chwalić — mruknęła w końcu, starając się przyjąć jak najłagodniejszy wyraz pyska. — Jest to dla mnie dosyć drażliwy temat — dodała.
W końcu Topaz nie żył. Zniosłaby krzywe spojrzenia, gdyby przyprowadziła go do klanu i oświadczyła, że jest z nim nie ciąży. Byłaby skłonna olać teksty o puszczeniu się pierwszemu lepszemu dzikusowi, byle tylko mieć go przy sobie. Niebieskie futro, uśmiechnięty pysk i uroczy, krótki ogonek.
Wiele nie wymagała.
— P-przepraszam. Nie chciałam. Nie wiedziałam o tym. A cieszysz się z nich czy...? — miauknęła niepewnie czarna.
— Oczywiście, że tak — odparła spokojniej, spoglądając na swój wydęty brzuch. — Co prawda ta cała ciąża jest dosyć nieprzyjemna, bo czuję się, jakbym zjadła worek kamieni, a to wszystko miało zaraz ze mnie wylecieć i to nie tą stroną, co trzeba. Z dzieci się mimo wszystko cieszę. Postaram się dla nich być jak najlepszą matką — zapewniła.
Zwęglona Pszczółka uśmiechnęła się lekko.
— Na pewno będziesz. Skoro cieszysz się, że przyjdą na świat. Niektórzy niezbyt podchodzą tak entuzjastycznie jak ty. Wiśniowa Iskra mówiła ci, ile ich wyczuwa? Czy chcesz niespodziankę?
— Nie pytałam jej o to tak szczerze. Chyba zbyt bardzo skupiłam się na tym, że po prostu są — wyjaśniła. — Kiedyś wspominała o jednym, ale ostrzegała, że to z czasem okazuje się dopiero, czy nie ma ich więcej — dodała. — Nawet jeśli będzie to jedynak, to może i lepiej? Poświęcę mu więcej uwagi.
— A myślałaś nad imionami? — dopytywała zaciekawiona. — Z chęcią odwiedzę was, gdy maluchy przyjdą na świat.
Nastawiła ku górze uszu, myśląc intensywnie nad tym. Miała wiele pomysłów, ale dopiero po narodzinach kociąt wybierze coś, co będzie im najlepiej pasować.
— Chciałabym coś delikatnego i miłego. Myślałam o jakimś zwierzątku pokroju Sarenki bądź Jelonka. Albo... Jakiś kamień szlachetny. Wiesz, taki Opal, Ametyst, Diament... — wymieniała to, co usłyszała z pyska Topaza, gdy ten jeszcze żył. Kiedyś nawet nie wiedziała, że istnieją takie rodzaje głazu i jak niezwykłe one bywają. — Diamenty są podobno bardzo ładne, a zarazem twarde, wręcz nie do zniszczenia — mruknęła, wspominając słowa byłego partnera.
— Naprawdę? — zadumała się. — Pierwszy raz o takim czymś słyszę, ale brzmi naprawdę ładnie. Ale trudno uwierzyć, że coś jest niezniszczalne. Chyba że ten diament pochodzi od Klanu Gwiazdy — rzuciła.
— Bardziej podobno jest spotkany wśród dwunożnych, ale kto wie? Może to oni go nam ukradli — gdybała. — Mimo wszystko Diament brzmi bardzo ładnie, więc... Jeśli to będzie córka, to tak ją nazwę.
Kotki nieraz uważane były za słabsze i delikatne, a to słowo pasowało jej idealnie do niewinnego i pozornie kruchego piękna, które skrywa niebywałą siłę.
— Więc i oby tak było. Będziesz dobrą mamą — miauknęła, po czym dodała. — Cieszę się, że ty i Kamienna Gwiazda teraz jesteście u władzy. Miło jest na was patrzeć. Jakby nadzieja na nowo odżyła — kontynuowała.
Ruda skinęła niemrawo głową w podzięce.
— Prawda. Kamień to dobra liderka, chociaż wielu ma do niej pretensje. Też bym kiedyś miała, ale zmieniła się. Jest starsza i rozsądniejsza i zdecydowanie zasługuje na swoją pozycję. Za to ja... — zawahała się. — Nie wiem, dlaczego mnie wybrała. Czasem wydaje mi się, że to tylko dlatego, że jestem ruda — dodała. — To znaczy... Wiesz, tak dla równowagi. Że rudzi i nierudzi zasługują na to samo. Nie miałabym jej tego za złe oczywiście, gdyby to był powód. Po prostu ten wybór szokuje mnie. Myślałam, że weźmie kogoś innego.
— Ja się nie dziwie, że cię wybrała. Jesteś mądra i miła. Nie jesteś rasistką i wspierasz każdego, niezależnie od koloru futra. Pewnie to dostrzegła w tobie. Dobrego kota
Kącik pyska jej zadrżał. Przyjemnie było słyszeć takie słowa na swój temat.
— Albo to w ramach rekompensaty za to, że męczę się z Rozżarzoną Łapą — zażartowała. — Zawsze, jak zaczyna mi się wydawać, że robimy postępy, to on nagle na nowo zdaje się w sobie zamknąć. A ja naprawdę chcę, aby nauczył się żyć normalnie w klanie.

<Węgiel?>

22 lipca 2022

Od Zwęglonej Pszczółki cd Tygrysiej Smugi

Czarnowron został nareszcie wojownikiem i ku jego nieszczęściu oboje skończyli w legowisku pełnym rudych i nierudych pysków. W legowisku uczniów przynajmniej było więcej miejsca i co najważniejsze; mniej oczu. Teraz cały klan będzie o nich plotkował. W sumie i tak to już robili, ale teraz będzie tylko gorzej, zwłaszcza że jego rodzeństwo mogło zauważyć jak się do siebie kleili. A raczej rudy do niego, zmuszając go wręcz do bliskości, której nie chciał. Ale jak miał mu się postawić, gdy jego czerń oczu przeszywała mu dusze na wylot? No i ta dziwna niemoc w łapach, nie pozwalała dać mu po pysku. 
Był żałosny. Naprawdę zamienił się już całkowicie w kotkę. Nawet głos miał nieco bardziej piskliwszy niż zwykle, a ciało zrobiło się delikatniejsze. Chociaż po sytych posiłkach jakie fundował mu partner, jego wychudzenie zniknęło i nie wyglądał już jak kupka kości, a futro nabrało zdrowszego blasku. Jednak ile kosztowało go to nerwów! Mimo minionych księżyców, nadal nie czuł się z nim pewnie. Czarnowron nie przejmował się tym zbytnio, bo i tak wiedział, że mu ulegnie i zrobi co ten zechce. Dlatego go tak nienawidził. 
- Pszczółko, patrol czeka - miauknął starszy, wybudzając go ze snu. Czuł zapach jego sierści, którym sam pewnie już przesiąkł, przez bliskie przebywanie z kocurem. Była to mieszanka ziemi i wiatru połączona z wodną bryzą, do której jego nos już przywykł. 
Przekręcił łeb, wydostając go spod jego futra na piersi i unosząc go ku górze. Rudy obejmował go łapami, jak to miał w zwyczaju, lecz teraz go puścił, pozwalając mu wstać. Obserwował jak się przeciąga, a w jego kościach coś strzyka. Marzył mu się moment, w którym coś sobie złamie i będzie w stanie od niego uciec. 
Jakby słysząc jego myśli, czerń oczu spoczęła na nim, powodując że aż się skulił. Nienawidził swojego ciała, które samo reagowało na te spojrzenie. 
- Co się stało, kochanie? - Otarł się o jego bok, splątując jego ogon ze swoim. - Chodź. Nie dajmy im czekać. Później sobie porozmawiamy - dodał jeszcze, kierując kroki ku wyjściu, a on ze zwieszoną głową, zmuszony był za nim podążyć. 

*** 

Patrol nie minął mu przyjemnie. Czarnowron skupiał się na terenie, odnawiając ślady zapachowe wraz z resztą kocurów, od czasu do czasu ich zagadując. Dziwnie było obserwować jego zacieśnianie kontaktu z innymi, ale musiał mu przyznać, że był bardzo charyzmatyczny i przekonywał do siebie nawet nierudych. Jego śmiech dźwięczał mu w uszach, gdy coś go rozśmieszyło. Zdawał się... normalny. Ale taki nie był. Czarny nie odzywał się przez ten czas do nikogo. Udawał, że nie istnieję i mogłoby to się udać, gdyby nie trzymający jego ogon, ogon wojownika. Nawet zawrócić, zatrzymać się czy zmienić kierunek nie dało rady, bo gdy zwalniał, Czarnowron dostosowywał się do jego kroku, a wraz z nim reszta patrolu. To było... dziwne patrzeć jak potrafił zręcznie manipulować tłumem, by ci chcieli kroczyć tuż obok niego, nawet gdy wlekli się jak ślimaki. 
Po wygranej wojnie, terenów mieli teraz mnóstwo, przez co podróż im nieco zeszła. Wróciwszy do obozu, miał ochotę zniknąć w swoim legowisku, ale zapomniał, że nie miał już wolnej woli. Teraz należał do rudego, czy mu się to podobało czy nie. Żałował bardzo, że zgodził się na spotkanie z nim, wtedy gdy kazał mu to Pożar. Śmierć z łap Szczypiorkowej Łodygi mogła być przy tym wybawieniem. 
Partner podszedł do stosu ze zwierzyną, chwytając soczystego królika. Zawsze jedli razem posiłek na pół, jak zakochane gołąbki. Przynajmniej sprawiali takie wrażenie co u niektórych. Już chciał skierować kroki, tam gdzie zawsze jadali, ale ogon kocura zatrzymał go. Rzucił mu zdziwione spojrzenie, a ten uśmiechnął się pod nosem, nadal z piszczką w pysku i wskazał mu nowy kierunek. Nie wiedział co knuł, ale jeżeli burzył ich dzienny szyk, to nie zanosiło się na coś miłego. Musiał jednak podążyć za nim, a gdy kroki zawiodły ich aż nad rzekę, tam Czarnowroni Lot położył posiłek, przytulając go do siebie. 
- Spójrz jak tu pięknie, nieprawdaż? - miauknął.
Słońce odbijało się od tafli wody, migając ładnie, a okolica z paroma krzewami, zdawała się idealna na wspólny posiłek. Wspaniale... byli na kolejnej randce... Skrzywił pysk, a widząc to, jego partner uniósł jego podbródek łapą, by ten spojrzał mu w oczy.
- Nie podoba ci się? Jesteśmy tu sami, tak jak zawsze tego pragnęłaś, Pszczółko. 
Odwrócił wzrok, ale szarpnięcie jego głową spowodowało, że ponownie patrzył w ten jego mrok w oczach. 
- P-p-odoba - miauknął, czując powoli jak się cały napina ze stresu. 
Kocur puścił jego pysk, po czym wskazał mu na posiłek. Pochylił się nad nim i zaczął jeść. Tuż obok starszy uczynił to samo, aż oboje nie skończyli wymazani krwią królika. Widząc to, Czarnowron zaśmiał się. 
- Ależ się ubrudziłaś kochanie, chodź - Wstali i podeszli do brzegu rzeki, gdzie kocur z matczyną troską, wymył mu pysk wodą, oczyszczając również swój. 
To go zdziwiło. To dzisiaj nie miał ochoty na czułości? Może rzeczywiście zaczął się przejmować jego pragnieniami? Kolejne jego słowa jednak temu całkowicie zaprzeczyły.

*tw przemoc fizyczno-seksualna*

07 lipca 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Zwęglonego Kamienia(Zwęglonej Pszczółki)

Z każdym wymienionym zdaniem dostrzegała zmianę w jego zachowaniu. Rozluźniał się i siedział o wiele swobodniej, niczym nie przypominając zestresowanej kulki nerwów, która dopiero co przekroczyła próg legowiska. W brązowych ślepiach pobłyskiwały oznaki zrozumienia.
Ciche odgłosy kroków przerwały ich rozmowę. Szylkretowe futro mignęło tuż przed ich oczami, kiedy medyczka z kupką zielska w pysku zbliżyła się do stosu medykamentów i dołożyła nowe zapasy.
— Coś się dzieje? — spytała kotka, skupiając na nich uwagę.
Tygrys spojrzała przelotnie na czarnego, ale ten machnął łapą, dając jej pierwszeństwo do skorzystania z usług medyczki. Ruda skinęła z wdzięczności głową, przenosząc spojrzenie na Wiśniową Iskrę. Lubiła ją. Była spokojna i cicha, a przy tym dało się z nią normalnie dyskutować, bez obaw o to, że nie będzie tematów do obgadania. Pomimo rudych skrawków futra nie przyjęła zachowań sporej części kotów o takowym wyglądzie.
— Chyba tak — odparła, wpatrując się w nią wyczekująco. Na moment zapomniała, że szylkretka nie ma zdolności odczytywania jej myśli i potrzebuje więcej szczegółów, by jej pomóc. — To znaczy, tak mam już od dawna. Może nawet od zawsze — poprawiła. — Nie wiem, od czego to zależy, ale... Nic mnie nie cieszy — przyznała. — Nie umiem wykazać niczym żadnego zainteresowania. Czasem coś we mnie drgnie i przez krótką chwilę mam wrażenie, że odnalazłam coś, co mogłoby mi przynieść radość, ale to mija szybciej, niż przychodzi. Nie potrafię się uśmiechnąć, nie potrafię płakać i chociaż wewnętrznie nieraz mam w sobie burzę emocji, to nie umiem tego wyrzucić na zewnątrz — przyznała. — I to mnie dołuje. Czuje się taka... Sama nie wiem, jak to określić. Jakbym była pozbawiona najzwyklejszych odruchów, taka... wybrakowana? — ujęła z wyraźnym wahaniem w głosie. Nie znała się na tym, ale i tak wstyd było jej o tym mówić.
Wiśnia skinęła głową w zamyśle, dając jej znak, że słucha, ale musi przeanalizować tę sprawę.
— Wiesz, każdy z nas ma inną osobowość — zaczęła. — Jednych cieszy więcej, drugich mniej, innych nic i nie ma w tym nic złego. Pewnie dziwnie się z tym żyje, ale nic złego. Na pewno istnieje coś, co wywoła u ciebie uśmiech, tylko musisz lepiej poszukać. Niektórzy mają trudniej, ale najważniejsze to nie zniechęcać się — stwierdziła.
— Czyli nie wynika to z żadnych problemów zdrowotnych? — upewniała się.
— Nie. Po prostu jesteś sobą, każdy funkcjonuje inaczej i dopóki jesteś dobra i uczynna, nie masz czym się przejmować — dodała życzliwiej. — Rozglądaj się częściej, może szczęście cały czas umyka ci przed łapami? Zresztą, odpowiedzi często mamy wręcz pod nosem, ale ciężko je dostrzec.
Tygrys mimo wszystko wzięła jej słowa do serca. Traciła zbędnie czas na zamartwianie się, podczas gdy mogła zająć się korzystaniem z życia i odkrywaniem jego znaczenia. W końcu wszystko miało swój sens, a ona chciała pojąć powód swojego istnienia.
— Cieszę się, że Klan Burzy ma tak rozgarniętą medyczkę — schlebiła jej, robiąc pewniejszy obrót i kierując się w stronę wyjścia. — Dziękuje, twoja wypowiedź wiele dla mnie znaczy. Żegnaj, Wiśniowa Iskro i do zobaczenia Zwęglony Kamieniu. — Pożegnała się z dwójką obecnych w legowisku kotów i czym prędzej umknęła w stronę wyjścia. Nie przeszkadzała jej przez ten cały czas obecność czarnego, mógł słyszeć wszystko, ale nie miała powodów do zmartwień. Przez ich krótką rozmowę zdążyła obdarzyć go zaufaniem.

***

Spacery były dla niej główną nadzieją. Drepcząc bez celu po otwartych terenach Klanu Burzy, mogła szukać tego, czego najbardziej potrzebowała. Choć problem rodził się taki, że sama nie potrafiła już określić, czego chce. Za to czuła, że gdy to znajdzie, będzie wiedziała, że to jest właśnie to.
Wyjątkowo nie udała się w stronę miejsca zgromadzeń. Wychodząc z obozu, odbiła w drugą, przeciwną stronę. W okolicy nie było zbyt wielu drzew, więc musiała wytrwale znosić panujące upały. Starała się kryć co jakiś czas pod pojedynczo rosnącymi krzaczkami, ale również chciała po prostu iść. Odejść od całego, obozowego zgiełku i zasmakować czegoś nowego.
Drgnęła, czując oznakowanie granic. Dalej nie powinna się zapuszczać i nawet nie marzyła o łamaniu podstawowych zasad. W te rejony mało kto zachodził, a jako że miała dzisiaj zapotrzebowanie na całkowity spokój, dobrze było jej tu osiąść. W pełni ułożyła się w najbardziej zacienionym miejscu i zmrużyła oczy. Do jej uszu dochodziły tylko śpiewy ptaków.
Jej harmonię zaburzyło głośne westchnięcie. Uchyliła powiekę i zerwała się jak oparzona, dostrzegając naprzeciw siebie kocią sylwetkę. Nastroszyła futro, karcąc się w głowie za nieuwagę. Ułamek sekundy, a mogłaby zostać rozszarpana, a jej zwłoki przepadłyby w rzece.
– Dlaczego nachodzisz tereny Klanu Burzy? – spytała z bojowym nastawieniem. Musi nadrobić teraz swój wizerunek, bo patrząc na kocura czuła, że nie ma fizycznie szans. Był wyższy i masywniejszy. Jego jasne, niebieskie umaszczenie od razu rzuciło jej się w oczy, pokryte w wielu miejscach cętkami. Żółte ślepia nie kryły wrogości, ale Tygrysia Smuga była świadoma, że to mogły być tylko jej błędne złudzenia. W dodatku nieznajomy miał śmiesznie krótki ogonek.
– Czego? – powtórzył drętwo, przekrzywiając łebek. – O nie, tylko nie mów, że jesteś z tych sekt czczących niby zmarłych, siedzących w chmurkach nad nami – jęknął, przewracając oczami. – To znaczy, nic nie mam do waszych wymyślnych wiar, ale już nieraz mnie pogoniły wasze gromadki i mam dosyć – burknął.
– Widzę, że nie uczysz się w takim razie na błędach – odparła, robiąc lekki zamach ogonem.
– Co masz na myśli? Ja zawsze wyciągam konsekwencje ze swoich błędnych czynów – odparł hardo.
– To, czemu pchasz się znowu na śmierć? – spytała. – Nie masz prawa tu być.
– Na śmierć? – powtórzył z rozbawieniem. – Zabijesz mnie? – Mocniej przekrzywił łebek w bok.
– Nie, ale... – zawahała się. – Będę zmuszona użyć przemocy, a w przypadku braku skutków, wrócę się po resztę swojego klanu. Oni nie będą tacy łaskawi jak ja – orzekła, wysuwając pazury jako znak gotowości do ataku. Kocur spostrzegł jej ruch i parsknął, odwracając wzrok.
– Zauważyłem, że bywacie niesamowicie agresywni – stwierdził. – Nie mam jednak złych zamiarów. Chciałem cię tylko spytać, gdzie mogę napić się wody – dodał, spoglądając na nią błagalnie.
– Co? – wykrztusiła, zdumiona tak błahą sprawą.
– Nie wiem, czy zauważyłaś, ale jest gorąco. I to nawet bardzo gorąco, a jedyny strumień, z którego piłem, wysechł. Nie chciałem nachodzić waszych terenów, ale słyszałem, że gdzieś w pobliżu jest woda. I chyba jestem ślepy, bo nie potrafię jej znaleźć – mruknął, nerwowo drążąc łapą dołek w ziemi.
– Oh... – wydusiła, niepewna, jak zareagować. Nie mogła odmówić pomocy, ale skąd miała wiedzieć, czy jego zamiary nie doprowadzą jej zaraz do śmierci. – No jest tu duża rzeka...
– Gdzie konkretnie? – Oczy rozbłysnęły mu z ekscytacji. – Błagam cię, nieznajoma, poratuj mnie tą informacją, zrobię za nią wszystko! – przyrzekł.
Ruda lekko uchyliła pysk i wysunęła język, ale zaraz go skryła. Chciała coś powiedzieć, jakkolwiek go pogonić, ale nie potrafiłaby żyć z myślą, że przyczyniła się do śmierci kogoś, chociażby pozornie niewinnego.
– Powiem ci, ale ty obiecasz nie kręcić się w tych rejonach. Będę tu przychodzić częściej i to z towarzystwem, więc następnym razem nie licz na jakąkolwiek łaskę – oświadczyła, starając się brzmieć groźnie, choć z powodu dziwnego stresu głos jej się łamał.
Niebieski zaśmiał się, a potem uśmiechnął do niej życzliwie.
– Jeśli chcesz mnie stąd odpędzić, to nie możesz grozić mi czymś na tyle interesującym, że będę chciał tu wrócić – rzucił, patrząc na nią spokojniej. – Ale postaram się nie wchodzić ci w paradę, Ruda – dodał.
Skrzywiła się, czując, jak jej futro na grzbiecie staje dęba, a potem opada.
– Idź w tamtą stronę. – Podniosła łapę i wskazała konkretny kierunek. – Cały czas prosto, nie zbaczaj nigdzie, a dojdziesz do ogromnej rzeki. Na pewno poziom wody jest na tyle wysoki, byś dał radę się napić bez moczenia się – poinformowała, obserwując w skupieniu, jak natychmiast rusza. – Czekaj!
Zatrzymał się bez najmniejszych oporów. Obejrzał się na nią, a w jego żółtych ślepiach, przypominających barwę słońca, połyskiwało zainteresowani.
– Słucham?
– Powiedz mi tylko, jak masz na imię – zażądała, gryząc się natychmiastowo w język. Co ona robiła?
Samotnik tylko parsknął kolejnym, krótkim, aczkolwiek mile brzmiącym dla ucha śmiechem i powoli zaczął iść w dal.
– Topaz – krzyknął, przyśpieszając kroku. – Jeśli los ześle nas kiedyś na te samą drogę, to wtedy ja spytam o imię ciebie – dodał, nim całkowicie zniknął z pola jej widzenia.

***

Od pewnego czasu była z lekka rozproszona. Zamiast skupić się na obowiązkach, zastanawiała się, czy spotkany niedawno samotnik dotrzymał obietnicy i odszedł z ich terenu, czy też skłamał i wciąż przesiadywał w pobliżu.
Nie miała jednak ani czasu, ani chęci, aby się tam udać. Słońce dalej przypiekało jej futro i zastanawiała się, kiedy padnie z przegrzania. Chodząc nad rzekę, rozglądała się intensywnie po otoczeniu, jakby wierząc, że gdzieś spośród zielonych krzewów wychyli się niebieska sylwetka.
Odskoczyła, słysząc przed sobą pisk. Przez nadmiar myśli nie spostrzegła znajdującego się przed nią kota i niechcący nadepnęła na łapę czarnemu wojownikowi.
– Przepraszam cię najmocniej, Zwęglony Ka... – zamilkła na moment, przypominając sobie o ostatnich wydarzeniach. – Pszczółko – poprawiła się, chyląc głowę ze skruchą.
– Nic się nie stało – wymamrotała brązowooka.
– Wszystko w porządku? – spytała Tygrys, na moment zapominając o swoim tajemniczym Topazie. – Dawno z tobą nie rozmawiałam, a widzę, że wiele... – ucięła, szukając odpowiedniego słowa – się zmieniło. Cieszę się jednak, że w końcu uzyskałaś swoje szczęście i poznałaś prawdziwą siebie – przyznała, choć zmiana imienia kotki była tak nagła, że kompletnie się jej nie spodziewała.

<Zwęglona Pszczółko?>

04 lipca 2022

Od Zwęglonego Kamienia (Zwęglonej Pszczółki) do Tygrysiej Smugi

Nie mógł znieść tego co się z nim działo. Przeżywał dziwne wahania emocjonalne. Nic tylko by leżał i nic nie robił, płacząc w mech. Brało go to znienacka. Czasem nawet działo się to bez powodu. Po prostu łzy pojawiały się w jego ślepiach, a on dawał im upust. 
Czyżby zamieniał się w mamę? Wilcza Zamieć właśnie taka była. Skryta w cieniu, drżąc ze strachu na najmniejszy szelest liści. Też osiwieje? Nie chciał... Bał się, że to co powiedział o nim Pożar się spełni... 
Właśnie. Kocur powiedział, że po kastracji będzie uległy. Czyżby to miał na myśli? Ale skąd taki malec mógłby się na tym znać?
Musiał się przekonać u fachowcy... a tym kimś była Wiśniowa Iskra. 
Skierował kroki w stronę legowiska medyka, od razu rozglądając się za wspomnianą. Kotki jednak nie było, zamiast niej siedziała Tygrysia Smuga. Od razu spiął się cały. Nie znał jej dobrze, ale była ruda. Kto wie co takiej siedzi w głowie? Zamarł więc nie wiedząc co zrobić. I to starczyło, by kotka go zauważyła. 
- Wiśniowa Iskra wyszła po zioła. Też na nią czekam, chcesz dotrzymać mi towarzystwa? - zapytała miło. 
Bez komentarzy na jego temat, co go zdziwiło. Przełknął ślinę, kiwając głową i siadając naprzeciw niej. Wpatrywała się w niego. Coś zrobił nie tak? Pobije go? 
- Źle się czujesz? - kolejne pytanie. 
Zacisnął pysk, po czym wziął oddech. Może zwariował, że otwierał się przed wojowniczką, ale długo to w sobie kisił. Pokiwał głową, miaucząc.
- Coś się dzieję ze mną... i moim ciałem. Szukam rady... 
Tygrysia Smuga spojrzała na niego z zainteresowaniem. 
- Pewnie Wiśniowa Iskra zaraz przyjdzie, ale... - zawahała się. - Jeśli coś cię mocno trapi, to czasem dobrze to z siebie całkowicie wyrzucić. Możesz mi powiedzieć coś więcej o swoim problemie, obiecuję, że nikomu nie wygadam. Za to może uda mi się jakoś tobie pomóc? - mruknęła.
Zaszurał łapą po suchej ziemi. Wstydził się, ale... jak już powiedział a to trzeba było powiedzieć i b. 
- No więc... mam wahania nastrojów... nie kontroluje tego. Raz zbiera mi się na płacz, raz dopada mnie szczęście lub złość. Nic mi się nie chcę, rozleniwiłem się strasznie i jeszcze... nie potrafię się nikomu postawić. Jak ktoś coś powie, to dygocze i ulegam... Zrobiłem nawet coś głupiego... - Spuścił uszy, przypominając swoje słowa w żłobku - Ale to nieważne. Ważne jest to, że... chcę się tego pozbyć. Nie chce zamienić się w mamę. 
- A ten stan to według ciebie coś złego? - spytała. - To chyba normalne, wciąż jesteś młody i masz prawo do nadmiernego ukazywania uczuć. Niektórzy są po prostu bardziej wrażliwi, ale nie ma w tym nic złego - stwierdziła. - Wiem, że teraz jesteś w trochę słabszym okresie po tym, co ci się stało. Choć to naprawdę niesprawiedliwe, na pewno dasz radę przyzwyczaić się do takiego stanu i w przyszłości będzie jeszcze dobrze.
Przejdzie mu? Jak? Czuł, że to się bardziej nasilało. A to wszystko zaczęło się kilka dni po stracie męskości. Może zamieniał się w kotkę? Nigdy nie poznał innego kastrata. Nie wiedział jak z tego się je, co należy robić i jak się zachowywać. Był z tym problemem sam. 
W jego oczach od razu pojawiły się łzy. Szybko starł je łapą.
- Tak to złe! Kociaki śmieją się ze mnie, że zamieniam się w kotkę. A ja przecież jestem kocurem! Nie chcę być jak mama. Ona ma wszystkich pod ogonem. Nie chcę oddalić się od sióstr... i... i nie chcę być beksą. - Skulił uszy. - Ja... ja nawet nie wiem kim już jestem... 
- Jesteś tym, kim chcesz być - odparła. - Wiem, że ciężko jest zlewać uwagi innych, ale naprawdę, dla własnego dobra musisz przestać ich słuchać. Nie są ciebie warci, skoro nie potrafią cię wesprzeć i zamiast tego dogryzają ci na każdym kroku. Nie zmieniasz się w kotkę, spokojnie. Jeśli czujesz się kocurem, to niezależnie od wszystkiego, po prostu nim jesteś. Nikt inny prócz ciebie nie ma na to wpływu - stwierdziła z powagą w głosie.
Spojrzał na nią zdumiony. Pierwszy raz ktoś dał mu takie wsparcie. Był wdzięczny za to wojowniczce. Uśmiechnął się delikatnie, kiwając głową. 
- Racja. Dziękuję ci, Tygrysia Smugo. Chciałbym cieszyć się jak dawniej życiem. Spędzać ten czas z siostrami... - westchnął. - Ale... nie potrafię. - Zwiesił łeb. - Myślisz, że Wiśniowa Iskra mi pomoże?
- Na pewno - odparła, starając się brzmieć pogodnie. - To dobra medyczka, da radę ze wszystkim. Najważniejsze w tym momencie jest to, byś zrozumiał, kim jesteś i kim tak naprawdę chcesz się stać, a potem to zaakceptował - miauknęła.
To było naprawdę miłe. Może nie wszyscy rudzi są źli? Jeszcze chwilę siedzieli razem, a on miauczał do niej już z większą pewnością w głosie. Wiśniowa Iskra nie spieszyła się z powrotem, co nieco go zaczęło irytować, ale z rudą czas płynął jakby szybciej i przyjemnie. Czy właśnie tak zdobywało się przyjaciół? 

<Tygrysia Smugo?>