BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aital. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aital. Pokaż wszystkie posty

12 grudnia 2023

Od Aitala

 Szczurek umarł.
Myślał, że dobrze się nim zajął, był bezpieczny i jedyne co mu groziło, to głód. Niestety przeliczył się i stracił jedynego bliskiego sobie kota. Chociaż jego relacje z innymi były często dość płytkie i nie tęsknił za większością z nich, to jego więź z niebieskim była inna. Był jak jego własny syn, chociaż chyba był szczurem. Chyba. Po tym wszystkim co się stało, nie był tego tak pewny. Czy naprawdę pomylił się w takiej kwestii? Zresztą, to i tak nie miało teraz znaczenia. Życia Szczurkowi nie przywróci. Jego ciało nie odzyska ciepła i energii, tylko dalej będzie leżeć drętwe i zimne pod ziemią z gdzie go pochował. Przychodził tam najczęściej jak mógł, po prostu by wpatrywać się ziemię. Czy czuł wyrzuty sumienia? Tak. Gdyby się postarał, to mógłby go nauczyć samoobrony i nie umarłby w taki głupi sposób. Zabił go jego własny gatunek… 
Od tamtej pory sam nie wiedział co ze sobą począć. Nie trzymał się już nikogo ani niczego, był… Wolny. Chociaż nie do końca, bo gang Bylicy dalej mógł być na niego wkurzony i chętny na zemstę za coś, co wydarzyło się szmat czasu temu, lecz oprócz nich, nie znał nikogo w mieście. Nie rozmawiał z żadnymi samotnikami bo wiedział, że najprawdopodobniej skończyłoby to się szarpaniną, a nie był na tyle dobry w walce, by stawić czoła jakimś gangsterom z podejrzanych uliczek. To był ten moment by się poddać i znaleźć sobie Dwunożnych? Tak właśnie kończył każdy słaby kot?
Nie chciał się zgodzić na taki los, dlatego walczył dalej, bo co innego mu zostało? Szukanie jedzenia w śmieciach, uciekanie wszelkiej ruszającej się istocie i zbieranie drobiazgów… To ostatnie było najciekawsze. Właśnie tego mu najbardziej brakowało, kiedy jeszcze mieszkał w stodole. Tam nie było szansy by natrafić na jakieś ciekawe przedmioty wyrzucone przez Wyprostowanych. Najśmieszniejsze były takie, które wydawały dużo dźwięków, dlatego wszelkie wytwory z metalu były przez niego szczególnie lubiane. Brzdęki puszek, dzwonienie dzwonków, szelest kapsli… To wszystko sprawiało, że szczerze się uśmiechał, wskakując w stosy śmieci. W końcu, co mu innego zostało niż cieszyć się z każdej napotkanej w życiu pierdoły? Nie mógł się zamknąć w sobie przez jeden incydent… Zresztą, dlaczego miałby to zrobić? Szczurek po prostu już nie wróci. I… Tyle.
Zasypiając w kartonie, otulony starym szalikiem, zastanawiał się nad tym czy będzie mu w ogóle dane przeżyć kolejny dzień. Czy jest w ogóle bezpieczny. Zawsze mógł tu przyjść jakiś gangster i go wygonić albo co gorsze, zaatakować. Próbowanie by się nie wykrwawić, nie wydawało się być zbyt dobrym zajęciem w wolnym czasie, dlatego wolał zostać przy dobrym, sprawdzonym egzystowaniu. Brzmiało to tak absurdalnie… Po prostu chciał żyć. Tylko, że nie zawsze miało się wybór…
***
Musiał przyznać, że pogoda była naprawdę ładna jak na Porę Opadających Liści. Było to widać nawet w zachowaniu Dwunożnych. Nosili na sobie mniej okryć, nie smarkali z zimna i spędzali dużo czasu na polu. Niestety to mu się niezbyt podobało. Młodzi Wyprostowani byli wszędzie, doprowadzając go do białej gorączki. Zamiast uciekać przed gangsterami, musiał zmykać przed wściekłymi, wręcz rozjuszonymi Dwunożnymi bądź ich dziećmi. A co, jego wina, że nie podobał mu się ich ogródek? Lekka zmiana wyglądu nigdy nikomu nie przeszkodziła, w szczególności jeśli chodzi o jakieś chwasty… Jedna baba nawet się popłakała, gdy zobaczyła, że całe jej grządki są rozkopane, kwiatki połamane… Gdyby siedzieli w domu, to by mieli to wszystko w nosie, ale zachciało im się wychodzić. 
Jednak chyba bardziej wolał ich, niż młode, które przekroczyły jakiekolwiek granicę rozsądku! Niestety nie dało się ich powstrzymać przed atakowaniem go. Nie był przecież żadnym pieszczochem, by dać im się w całości i być niewolnikiem! Był wolny, więc czemu nie mogli zaakceptować tego, że nie chce być przez nich dotykany?! Czasem gdy się zagapił, było już za późno i czuł te brudne macki na swoim futrze. Nie potrafił jednak ich zaatakować, bo on w przeciwieństwie do nich, miał jakiś szacunek do drugiej istoty! Przez jego pacyfizm niestety pojawiało się coraz więcej dzieciaków chętnych by się z nim "pobawić". Było to straszne nieznośne, ale przynajmniej miał z tego jakieś benefity. Wszelkiego rodzaju jedzenie było naprawdę dobrą zapłatą za minuty udręki. Czasem otrzymywał kawałek szynki, jakieś kruche jedzenie Dwunożnych śmierdzące chemią albo i jeszcze inne, ciekawsze przysmaki… Tym właśnie był ten dziwny brązowy przedmiot.
Z zaciekawieniem obwąchiwał jedzenie, które podsunęła mu młoda Wyprostowana. Po raz pierwszy widział coś takiego. Pachniało tak… Delikatnie. Ciężko mu było to określić, w końcu, był to jakiś wyrób Dwunożnych a one często miały w sobie jakieś dziwne rzeczy. Zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że może lepiej nie zaufać temu dzieciakowi i samemu zdobyć jedzenie, ale jego brzuch głośno domagał się pożywienia. Nie pamiętał kiedy ostatni raz coś jadł. W takiej sytuacji, nawet ten dziwny, na wpół roztopiony i rozpaćkany pokarm, wydawał się w jakiś sposób apetyczny, a on nie chciał wybrzydzać. Młoda Dwunożna tylko uśmiechnęła, gdy biały zaczął jeść czekoladę, którą mu dała i po raz ostatni pogłaskała go po głowie.


***


Od tamtego czasu czuł się coraz gorzej z dnia na dzień. Myślał na początku, że to jakieś delikatne zatrucie i przejdzie mu po jakimś czasie, ale te tortury nie miały końca. Wymiotował dalej niż patrzył, a jego serce kołotało jak szalone, chcąc wyskoczyć z klatki piersiowej. Chciał się ruszyć z miejsca, ale czasem wyczerpanie tym wszystkim doprowadzało do tego, że leżał jak nieżywy, prawie dusząc się śliną. Kiedy jednak był trochę "wypoczęty", czuł cholerny napływ energii, która wykorzystywał na szukanie cokolwiek zdatnego do jedzenia (i tak wszystko później zwracał) oraz w miarę czystej kałuży, bo od wzmożonego pragnienia suszyło go w gardle. To wszystko nie chciało się zakończyć. Drgawki, ślinotok. Próby trzymania się na łapach i odpoczęcia chociaż na chwilkę. Ale nie, dlaczego miałoby się takie coś wydarzyć? Czekolada spowodowała u niego zatrucie, które prowadziło tylko do śmierci, z czego niestety nie zdawał sobie sprawy. Dalej miał nadzieję, że któregoś ranka obudzi się bez tych wszystkich objawów.
Nie mógł się jednak łudzić zbyt długo. Chciał już, by to wszystko się skończyło. Przymykał oczy czekając na koniec męki. Ciężko dysząc na boku, z drżącym ciałem, był w stanie jedynie popatrzeć się na ścianę przed nim. Powoli obraz zaczął się zamazywać. To był koniec? Już? Mimowolnie zamknął powieki i nadeszła ciemność. Miał nadzieję, że gdziekolwiek trafi, spotka się jeszcze ze Szczurkiem i będzie go w stanie przeprosić.

09 lipca 2023

Od Aitala CD. Szczurka

Jego obecnym celem było zadbanie o Szczurka. Był jego oczkiem w głowie i robił wszystko, żeby było mu dobrze. Życie w mieście nie było łatwe, dlatego ciężko było zapewnić mu dobre warunki. Schronienie według niego nie było złe: po co oczekiwać czegoś więcej niż karton? Był… Nawet wygodny i chociaż nocami było trochę zimno, to mogli się nawzajem ogrzać. Musiał zadbać tylko o to, by nikt nie próbował się nawet zbliżyć do ich domku i zaatakować Szczurka, kiedy białego akurat nie było, ale po jakimś czasie zdał sobie sprawę, że w tych okolicach chyba nikt się nimi nie przejął. Oboje byli niegroźni Aital nawet nie próbował walczyć o jakieś zdatne do spożycia jedzenie- wiedział, że gdyby próbował coś upolować, miałby kłopot. Dlatego właśnie grzebał po jakichś śmietnikach szukając resztek, których zabranie nie będzie wiązało się z zadarciem z innym samotnikiem. Jedzenie śmieci było okropne, ale musiał się przyzwyczaić. Tutaj nie było tak dobrze jak u Bylicy. W mieście panowała bieda. Bał się, że Szczurek nie przeżyje tej zmiany i umrze od głodu, zimna albo stresu. Z czasem zaczął nawet dawać niebieskiemu lepsze jedzenie niż to, które on jadł. Gdy byli w stodole, mógł sobie pozwolić na lepsze pożywienie a takie niefajne rzeczy dawać dla Szczurka, lecz tutaj bardziej liczył się młody. Czuł się z tym dziwnie… W końcu, to był tylko szczur, ale… Nie potrafił dać mu największego świństwa. To było dziwne. Jeszcze kilka księżyców temu palnął by się w głowę i śmiał z tego, że można postawić Szczurka wyżej niż samego siebie. Teraz… Było inaczej. Zapominał o swoich potrzebach i skupiał się na swoim małym synku (nie był już taki mały, ale w jego oczach był dalej maluchem). W którymś momencie doszło nawet do tego, że gdy przegrzał się, niezbyt się tym przejął. Dopiero gdy wystąpiły omdlenia stwierdził, że musi coś z tym zrobić. Niesprawny nie mógł zadbać o Szczurka. Ciężko było znaleźć kogoś chętnego do podzielenia się ziołami i wiedzą medyczną, ale po długich poszukiwaniach zdobył pomoc.
Nie chciał, by niebieski wychodził z kartonu, dlatego skrzywił się lekko na jego propozycję. Na zewnątrz było niebezpiecznie. Szczurek był malutki i bezbronny wobec wszystkich zdzirów w okolicy. Kręcili się tu również Dwunożni bo w końcu to był ich teren, więc nie mógł pozwolić by ukradli mu synka. Pokręcił stanowczo głową
-Nie. W mieście jest niebezpiecznie. Nie mogę pozwolić, by coś ci się stało. Czułbym się później z tym źle. Jeżeli uważasz, że… Że jest za mało jedzenia, to poszukam więcej. Będę się bardziej starać- powiedział pocieszająco, kładąc ogon na jego plecach, by dodać mu otuchy.
- Ale przemęczysz się… Jak zapytam się innych szczurów, to może znajdziemy więcej jedzenia…- zaproponował jeszcze raz Szczurek. Nie rozumiał, dlaczego tak trzymał przy swoim. Był zbyt mały by gdzieś chodzić i narażać się na porwanie bądź pobicie.
- Nie. Nie zmienię zdania. Naprawdę dobrze sobie radzimy, wszystko będzie dobrze- wymusił na swoim pyszczku uśmiech i jeszcze bardziej przysunął się do niebieskiego, jakby chciał jeszcze bardziej być bliżej niego i go ochraniać.

<Szczurku?>

Wyleczony: Aital

05 czerwca 2023

Od Aitala CD. Bylicy

 Zmarszczył nosek. Już powoli tracił już pomysły na to co robić i jak przeszkadzać. Starej nie powinno się już tak męczyć bo nie chciał by dostała zawału a przecież miła była, a reszta… Wyglądała nieciekawie. Jedynie jakaś buraska się w niego wgapywała. 
- Ale nie mam co robić! Nudno jest!
Był w całkowitym kryzysie! Zadecydował jednak, że przyczepi się tej nieciekawej z boku. W końcu, co miał lepszego do roboty… Podbiegł do Krokus żwawym krokiem.
- Pobawisz się ze mną???
- A w co? - spytała kotka. Nie brzmiała na jakoś bardzo entuzjastyczną…
- Co tylko chcesz!- pisnął i na nią wskoczył. Trzeba było ją jakoś pobudzić do wysiłku no! On chciał pobiegać się bawić w berka lub coś w tym stylu! Słyszał zdziwiony pisk kotki, ale miał to gdzieś.
- Hm...może chciałbyś bym cię czegoś nauczyła? - spytała kotka. Po co miałby się czegoś uczyć?
- A czego niby?- zapytał zaciekawiony, po czym zaczął memlać jej ucho.
- Hm...może...polowania?
- Polowania? Co to?- przestał memlać jej ucho. Brzmiało nudno… Nie miał zamiaru robić czegoś dziwnego. 
- To sposób, w jaki zdobywa się jedzenie - miauknęła Krokus, strzepując uwolnionym uchem.
- To ja teraz poluję?- ugryzł ją mocno w ucho z zamiarem zjedzenia. Może taki kot byłby dobry? Była dziwna i nieśmieszna dlatego to był super pomysł. Pozbyć się jej i przy okazji mieć posiłek.
- Ała! - pisnęła.- to jest...niefachowa metoda. Ale podobna do polowania. W jakimś stopniu - rzekła kąśliwie. Co ona taka niemiła była? Zdobywał pożywienie, więc liczyło się. Co z tego, że niefachowa, ważne, że istniała. Memlał ją dalej, ale wypluł całe obślinione ucho.
- Ble... Może ogon będzie smaczniejszy!- pisnął i użarł ją w ogon. Uszy nie miały jakoś dużo dobrego mięsa i ogon niby też nie, ale trzeba było zacząć od czegoś lekkiego. Śmiał się sam w sobie, patrząc jak się złości na jego wygłupy.
- A! - warknęła, podskakując. - ale kotów się nie je! 
Zaczął udawać, że je jej ogon.
- Mniam mniam, wyborne- zamruczał. Niestety kotka zabrała z jego łap zabawkę. No nie! A już by zjadł…
- Jeśli naprawdę chcesz polować i zdobyć prawdziwe jedzenie, Bałwanku, to mogę cię tego nauczyć. Pod warunkiem, że będziesz pilnym uczniem. 
- Ja jestem bardzo pilnym uczniem!- pisnął i stanął na baczność, jednak uważając na bolącą łapkę.- Do boju!
- Dobrze. - rzekła - Więc tak. Po pierwsze, zwierzyna nie chce zostać zjedzona. Dlatego trzeba sprytnie do niej podejść, by nie zorientowała się o naszej obecności i nie zdążyła nam uciec. - zaczęła. - należy się do niej podkraść. Ale najpierw trzeba się nauczyć podkradać. - zaczęła ustawiać się w pozycji do polowania - ogon nie może szurać, łapy ugięte, uszy do tyłu, by na pewno o nic nie zahaczyły - miauknęła, a po zaprezentowaniu podstawowej pozycji zaczęła cicho skradać się po pomieszczeniu - trzeba starać się nie wydawać dźwięków, bo inaczej obiad ucieknie. 
Przekrzywił łebek. Nie rozumiał z tego nic a nic. To było strasznie nudne… Jak ktoś mógł to lubić? Dziwne.
- A nie można się z myszką zaprzyjaźnić?
- Można, ale koty mogą jeść tylko inne zwierzęta. Ewentualnie rośliny, ale to tylko w celach medycznych, ponieważ bez mięsa zwierzyny koty nie są w stanie przeżyć.
- Ale myszki są fajne! Po co je jeść? Można jeść inne koty!
Kotka otworzyła pysk zdziwiona. No co? Logiczniejsze było jedzenie kogoś tego samego gatunku. Mniejsza konkurencja.
- No co? Wolę myszki od takich ble kotów co są agresywne!
- Koty z natury są drapieżnikami, trudno jest więc je upolować.
- Ale ja cię upolowałem! GRRRR!- uczepił się jej mocno i zaczął gryźć. Chciał się bawić, a ta go zanudzała! To była zemsta!
- AAAA! - wrzasnęła - ale rodziny się nie je! - pisnęła. Nie rozumiał czemu się tak wściekała… To była tylko głupia zabawa. Nawet jeżeli już poczuł krew, dalej się jej trzymał jak rzep, mrucząc jakby jadł coś dobrego. Nagle poczuł uderzenie w głowę. Zaskomlał i upadł obok. Zaczął głośno ryczeć. Jak ona śmiała go bić! Miał nadzieję, że Bylica się tym w końcu zainteresuje bo on tu cierpiał! Gryzienie aż tak ją bolało?! Nie chciał przecież Krokus zrobić niczego złego...

***

Nie chciał wtedy zrobić niczego źle. Tak po prostu wyszło. Nie jego wina, że kotka źle upadła. Nie miałą zbytnio równowagi, ale to było zrozumiałe bo była stara. A teraz cała rodzina się go uczepiła. Jeden trup aż tak bardzo robił różnicę? Nie czuł wielkiej tęsknoty za szarą. Było, minęło. Każdy odchodzi. Przez ich uprzedzenia, musiał ukrywać się w mieście przed jakąkolwiek żywą duszą i to jeszcze ze Szczurem na utrzymaniu. Było ciężko, ledwo co udawało mu się zdobyć pożywienie dla samego siebie, a co dopiero dla dziecka. Ci wszyscy sekciarze chcieli pomścić babunię, kiedy on naprawdę nie zrobił tego celowo! Miał nadzieję, że jej duch to rozumiał i w końcu odpocznie po tym długim żywocie. Liczył jednak na nagłe objawienie. Mogłaby przecież wytłumaczyć swojej rodzinie, że nie powinni go ganiać i próbować rozszarpać za coś tak głupiego...

Od Aitala CD. Szczurka

 Karmienie Szczurka było najgorszą częścią zajmowania się zwierzęciem. Musiał się strasznie natrudzić by znaleźć cokolwiek i przy okazji nie dostać w pysk od samotników z miasta. Poza tym, ciężko było uciec z tej stodoły tak, by nikt się nie skapnął. Zazwyczaj próbował mówić, że idzie na spacer, albo w ogóle uciekał gdy nikogo nie było. Wziął kostkę do buzi i z obrzydzeniem złamał ją na pół. Jak śmierdziała... Masakra. Przynajmniej wydawała się odpowiednia dla kanałowych stworków.
- Teraz jedz... Masz chyba na to za słabe ząbki.
- Bo jestem mały - powiedział maluch po czym zaczął obgryzać kostkę i wylizywać z środka coś co tam było. Cieszył się, że zrozumiał jak się je takie rzeczy. W ogóle zauważył jak małe informacje o świecie zewnętrznym posiadał Szczur. Dwunożni przetrzymywali go poza jego naturalnym środowiskiem. Straszne… Jak można było zrobić coś tak strasznego małemu szczurkowi?
- Uhh... Nie jest zbyt dobre - przyznał niebieski, krzywiąc się. Jak to niedobre? Musiał tego szukać przez bardzo długi czas i jeszcze trzeba było uciekać przed jakimś kotem! Nawet jeżeli mu nie smakowało, mógł tego nie mówić… Był teraz trochę smutny, że jedzenie się nie sprawdziło.
- Przecież dla szczura powinno być sobre... Nie rozumiem- mruknął zdziwiony.- To jest idealne jedzenie dla gryzonia!
- Ale twarde... Tamten serek był lepszy, bo mięciutki - zauważył, że Szczurek spojrzał na ser, który pozostał.
Chciał dalej jeść? Myślał, że wystarczy mu by go karmić przez tydzień… Przecież nie da rady tak co chwilę chodzić po jedzenie! To było niemożliwe! A czym mógł karmić szczura, jak nie śmieciami?
- Możesz jeszcze kawałek, jak zrobisz sztuczkę.
Najlepszym atutem Szczura było to, jakie fajne rzeczy robił. Maluch nauczył się gdzieś jakichś super trików, co było niesamowite. Teraz stanął na tylnych łapkach i skakał wokół własnej osi. Zaczął się głośno śmiać. Szczurek był taki słodki! Dał mu duży kawałek sera za to cudo.
- Robisz świetne sztuczki!
- Dzięki! Już mi lepiej.
Popatał malucha po główce. Cieszył się, że niebieski wydawał się być szczęśliwy. To bardzo poprawiło mu humor, ponieważ chciał być jak najlepszym opiekunem dla Szczurka.
- Chcesz iść spać skarbie? Muszę o ciebie zadbać jako twój tata.
Niebieski kiwnął łebkiem. Tak właśnie myślał… Dzieci szybko się męczyły. 
- Tak - ziewnął i przytulił się do jego futerka. - Mogę spać przy tobie, póki twoja rodzina nie wróci, tato?
Pokiwał łebkiem i zaczął delikatnie czyścić malucha, chociaż śmierdział jak nie wiadomo co. Nie powinien też tak bardzo śmierdzieć. Nie chciał by inni się przy nim zagazowali. Szczurek zamruczał zadowolony, zwijając się przy nim w kłębek i od razu zasnął. Przytulił go najmocniej jak umiał, ale musiał potem malucha dać do klatki z powrotem. Wolałby mieć malucha przy sobie, bo... Ta cała opieka nad szczurkiem była nawet miła.

<Szczurek?>

27 kwietnia 2023

Od Aitala CD. Szczurka

 Nie wiedział, że szczury potrzebują tak dużo jedzenia… Nie wystarczyło dać raz na tydzień? Dziwne, ale musiał stanąć na wysokości zadania. Wzruszył ramionami.
- Najwyraźniej muszę iść do miasta. To... Poczekaj z pół dnia i coś znajdę, dobrze?- miauknął i bez zapytania poszedł na wycieczkę. Miał nadzieję, że nikt go nie złapie na próbie ucieczki z szopy… Zresztą, zdobył już wprawę, bo musiał co chwilę unikać Krokus! Był pewien, że da sobie radę.


***


Niczego nie potrafił znaleźć! Wrócił z przeterminowanym serem, ogryzkami i jakimiś kośćmi, co już i tak było dla niego sukcesem! Wsadził to wszystko do jakiegoś znalezionego mini kartonu i gdy przyszedł, od razu pokazał zdobycz Szczurkowi. Jego zwierzak z początku wydawał się być bardzo radosny, że się pojawił, ale jedzenie niezbyt mu się spodobało…
- Um... To na pewno da się zjeść?
- Oczywiście. To jedzenie dla szczurów. Ale nie możesz go tak szybko dostać, prawda?- parsknął rozbawiony.- Już, zrób jakąś sztuczkę. Coś śmiesznego. To ci dam trochę.
Miał nadzieję, że szczur zapamiętał to, jak tłumaczył mu jego nowe realia życia. Całe szczęście przypomniał sobie! Obserwował malucha zaintrygowany, kiedy ten robił fikołka.
- Ta da!
Zaczął się śmiać, patrząc na jego wyczyn. Też tak kiedyś próbował, ale Szczurek był lepszy! Podsunął mu kawałek sera. Zaadoptowanie dziecka było jego najlepszą decyzją. Teraz w końcu miał co robić!
- Świetnie sobie radzisz! Jesteś naprawdę fajnym szczurem!
Przez chwilę myślał, że Szczurek nie zje posiłku, ale schrupał ser. Przynajmniej jedno miał z głowy, nie narzekał to mniej zmartwień. Nie miał zamiaru przecież szukać czegoś bardziej zdatnego do jedzenia!
- Umiem jeszcze tak - szary złapał za swój ogonek i zaczął się kręcić w kółko. Chichotał pod nosem patrząc na jego wyczyny. Właśnie takiego szczura potrzebował by się nie nudzić. Takiego fajnego zwierzaka, który był dość zabawny. Dał mu ogryzka. Jeszcze raz go maluch zaskoczył i po raz kolejny zjadł bez większego narzekania!
- Dziwne to jedzenie szczurkowe jest. Ale brzuszek mój się cieszy!
Uśmiechnął się szeroko. Wszystko szło super! Szczurek był szczęśliwy, on też… Stanowili super zespół i z pewnością będą się dogadywać!
- Tak! To jest jedzenie dla szczurków. Moja mama dałaby ci pewnie jakieś mięso... Z twojej mamy! A ty nie chcesz jeść mamy, prawda? Nie jedz od niej niczego. Ona ci da świństwo.
Straszenie malucha przyniosło skutek. Wydawał się być przerażony i wytrzeszczył oczy. No, może w końcu dotrze do niego, że Bylica to nie jest dobry kot. Nie miał już do niej za grosz szacunku. Nie reagowała jak przychodził poobijany i racja, kochał ją, ale… Nie była dobrą mamą i zabrałaby mu szczura!
- Nie chcę jeść mamy! Nie będę nic od niej jadł. Obiecuje. Nie wie nawet, że tu jestem.
- I nie może się dowiedzieć. Jestem dla ciebie najważniejszy i skoro tak mówię, to musisz się mnie słuchać. Więc nie próbuj być nawet głośno bo skończysz jako śniadanie! Hm... Musimy poćwiczyć twoją samoobronę...- zaczął głęboko myśleć.- Szczurku, jak mnie uderzysz to dostaniesz jedzenie. Ale musi boleć.
Wiedział, że musiało to być dziwne dla Szczurka, ale trzeba było go przyzwyczaić do życia w innym środowisku. Nie mógł pozwolić na to, by ktoś zabrał mu jego zwierzątko i porwał!
- Mam cię bić? Ale... to złe... i niemiłe. A ty jesteś bardzo miły. Nie chcę byś był na mnie zły...
- Będę na ciebie zły jeśli tego nie zrobisz. Już, uderz mnie, ugryź kopnij... Musisz się nauczyć obrony. Gdyby cię dorwała taka kotka i mnie by nie było, to musisz się chronić!
Czekał zniecierpliwiony czy coś w końcu zrobi. Nie rozumiał czemu szczurka to tak przerażało. Dopiero po chwili poczuł lekkie szturchnięcie. No w końcu….
- Nic ci nie jest?! - pisnął przejęty maluch, jakby zrobił mu straszną krzywdę. Zaśmiał się cicho. Co to miało być… To było aż zabawne.
- Nic mi nie jest! Ledwo co mnie dotknąłeś! Musisz walnąć z całej siły, albo jeżeli tego nie umiesz, to mnie ugryź najmocniej jak potrafisz!

<Szczurek?>

05 marca 2023

Od Aitala CD. Szczurka

 Pokiwał głową. Musiał zadbać o swój nowy nabytek. Chciał mieć szczura, a nie skoconego szczura. Jeszcze umrze przez to bycie kotem i co? 
- Tak... Może w jedzeniu ci coś takiego dali... - mruknął po czym zbliżył się do jego ogona i zaczął go skubać, pozbywając się futra. Nie rozumiał dlaczego maluch nagle zaczął płakać i piszczeć. Niepojęte jak dla niego.
- Ja nie chcę! Już wole mieć taki ogonek kotkowy! Psze pana!
- Nie możesz mieć kotkowego, bo ci odpadnie! Twoja szczurza natura stwierdzi, że ogon nie pasuje i ci odpadnie!- kontynuował zabieg, dopóki ogonek nie stał się cały łysy.- No, od razu lepiej.
- Odpadnie?! - kociak wydawał się przerażony. Dziwne. W sumie chciałby zobaczyć odpadający ogon. To by mogło być ciekawe. Może następnym razem to zrobi?
- D-dziękuję. U-uratował pan mój ogonek! - siorbnął nosem, wycierając łapkami łezki. - Rzeczywiście jestem szczurem. Przepraszam, że ci nie wierzyłem. - Zwiesił smutno łeb.
Uśmiechnął się szeroko. Wyglądał rzeczywiście jak szczur! Nie wiedział kto go zamienił w kota, ale gdyby dorwał tego drania... Teraz tylko musiał go porwać. To będzie proste. W końcu, kto by nie chciał z nim iść na przygodę?
- Dobrze Szczurku. Wybaczam ci. A teraz musisz sobie zrobić kąpiel w śmieciach by pachnieć jak szczur. Przy okazji znajdziemy ci zabawkę i nową klatkę!
- Jaką klatkę? Ja... ja nie chcę... - cofnął się o krok. - Um... Ja... Ja nie rozumiem... - wymiauczał. - No i... Nie znam pana... Dziękuje, że pokazałeś mi, że jestem szczurkiem, ale... Muszę już wracać...
- Nie możesz uciekać! Jesteś szczurem, nie mieszkasz z Dwunożnymi! Wiesz co robią Dwunożni ze szczurami?! Dają w jedzeniu truciznę i umierasz w męczarniach!- miauknął, wlepiając w niego gały.- Skręca cię od środka, nie możesz zwymiotować... Wypala cię od środka... I umierasz! A szczury jeżeli są udomowione chociaż na chwilę, to trzymają je Dwunożni w klatkach. A jeżeli są mniej mili, to przytrzaskują takimi zabawnymi rzeczami tak, że wykręca ci nogi i kręgosłup! Ze mną będzie ci lepiej, pokaże ci jak być szczurem!
W sumie, to może trochę przesadził, ale widział szczura w pułapce jak go przytrzasnęło i jak inny szczurek zjadł takie śmieszne zatrute jedzenie, bo w jego dawnym domu trochę ich było a mu się nie chciało ich łapać. Dwunożni poradzili sobie w inny sposób i tak to działało. Czemu mordowali szczury to się nie dowie, ale przynajmniej wychowa dobrze malucha i pokaże mu bycie szczurem! Maluszek wydawał się być przejęty tym wszystkim. Zwiesił smętnie uszka i wydawał się być najsmutniejszym gryzoniem na świecie.
- Ja nie chcę mieć wykręconych łapek i kręgosłupa! - pisnął żałośnie, podchodząc do niego i przytulając się do jego sierści. - Proszę! Ja nie chcę! Nie chcę tam wracać! Ale... ale ja nie umiem żyć poza swoim domem. Nie znam świata... I... I czemu ci zależy na mnie? Na szczurze? Jesteś przecież kotem... Skąd wiesz jak żyją szczury?
Pogłaskał go po głowie. Był z niego taki biedny szczurek... Nic nie wiedział o życiu… Do czasu. Wszystko będzie wiedział o szczurowaniu! 
- Widziałem szczury wiele razy... Mieszkałem przez długi czas na ulicy, więc poznałem je dobrze. A teraz muszę cię naprowadzić na dobre tory. Będę się tobą opiekować, bo... Bo zawsze chciałem mieć zwierzątko- przyznał się.- A ty potrafisz mówić i w ogóle... To jest bardzo fajne! Szybciej nauczysz się sztuczek!
- D-dziękuję. Pewnie bym zginął gdyby nie twoja pomoc, dziękuję - dalej chował swój pyszczek w jego sierści. To było miłe… - T-tylko... Tylko co teraz? Mówiłeś, że mieszkasz bardzo daleko, a ja mam krótkie łapki... Nie wiem czy nadążę.
- Hm... Na pewno znajdziemy jakiś sposób! Mogę cię spróbować pociągnąć w klatce! Ale najpierw śmieci. Musisz się bardzo dobrze wytarzać. Nie wiadomo co ci się może stać, jeżeli dalej będziesz kotem... Może ci wyskoczą bąble na ciele? Będziesz mieć trzecie oko?- snuł swoje rozważania, patrząc na każdy skrawek futerka jego małego szczurka. W końcu się od niego odsunął i przeleciał wzrokiem po jego nóżkach. Rzeczywiście miał krótkie łapy... Jak to szczur! Nie rozumiał jak jakiś Dwunożny mógł być tak głupi i uważać go za kota! Idioci.
W sumie to nie sądził, że Szczurek się na serio wytwarza w jakiś śmieciach, ale zrobił to. Pobiegł szybko zanurzyć się w śmieciach jakby to była sprawa życia i śmierci. Mógł zostać czysty, to mógłby zauważyć, czy jego ciało się zmienia. Dodatkowy ogon byłby ciekawy.
- Już nie mam żadnych bąbli?! Zniknęły?! - wymiauczał z paniką.
Skrzywił nochal. Fuuuj, jak cuchnął! Ale to dobrze. Szczury takie były. Spotykał je co chwilę, jak przemykały przez miasto i śmieci. Zawsze były jakieś agresywne i śmierdzące, więc pewnie maluch też taki będzie.
- Tak, już ich nie masz... Oko też ci się nie pojawiło. No, już prawie przygotowany jesteś na podróż! Tylko znajdź sobie jakieś zabawki i powiedz jaki rozmiar klatki chcesz...- podreptał w stronę innego śmietnika w poszukiwaniu kartonu. Musiał przygotować dla szczurka jak najlepsze warunki do życia. Miał już w końcu całą jego resztę spędzić wraz z nim… Chciał być dla niego dobrym tatą!
- A może... pójdę do domu i stamtąd wezmę swoje zabawki? - zaproponował, podchodząc do niego, przyglądając się zaciekawiony co takiego robił. Odwrócił się do niego nagle i wzdął policzki. Wrócić?! No chyba nie! Nie mógł pozwolić, by uciekł i został zabity!
- Nie możesz wracać! Dwunożni cię złapią i zjedzą! Poza tym, tutaj masz dużo zabawek! Butelki, druty, puszki, gazety... Właśnie, muszę wziąć gazety, żebyś miał na co sikać!- złapał jakieś stare egzemplarze i wrzucił do pudła, w którym już był metalowy fragment jakiegoś czegoś dla Dwunożnych i nadawało się do tego, by pudło stało się klatką.- Zmieścisz się tu?
Maluch podszedł do kartonu, zaglądając do niego, po czym wszedł do środka. 
- Um... Chyba się zmieszczę... Ale czemu miałbym siedzieć w kartonie? - zapytał nie za bardzo rozumiejąc o co chodziło. Przecież to było takie logiczne… Naprawdę nie rozumiał głupich szczurków. Myślały jakoś inaczej chyba. Karton mógł służyć do różnych rzeczy, to fakt, ale… Najważniejszym jego zastosowaniem to wykorzystanie go jako miejsce do spania.
- To będzie twoja klatka. Będziesz tam spędzać czas. Dlatego musisz mieć zabawki, bo się zanudzisz na śmierć! Nie narzekaj, szczury nie narzekają tylko biorą! Musisz być grzecznym szczurem!
- Ale ja nie jestem takim... szczurem, szczurem. Skociłem się i ja nie rozumiem... - przypomniał mu o tym, wychodząc z kartonu i patrząc na to wszystko z niepewnością. - Uh... A jak chcesz ten karton przenieść do swojego domu?
- Przeciągnę go! Będzie dobrze. I teraz to mnie obrażasz. Skociłeś się i co? Ja ci tu pomagam się zeszczurzyć z powrotem, a ty odrzucasz moją pomoc... Nie chcę być dla ciebie niemiły!- fuknął i popchnął go do kartonu.- Właź i idziemy!
Zeszczurzy go jeszcze! Będzie świetnym szczurkiem, bo go rozumiał. Inne były głupie, a ten chociaż nauczył się kociego. Jedynie irytowało go to, jak negował jego rasę. Udawał dalej kota!
- Nie odrzucam! Jestem wdzięczny, naprawdę! - pisnął. -  Ale... ale na pewno dasz radę mnie w nim przetransportować? - miauknął sceptycznie, wpadając do kartonu, potknąwszy się o swoje łapki. Przekrzywił łeb. To nie mogło być takie ciężkie… Szczurek był maluteńki więc pewnie i leciutki.
- No... Chyba powinienem dać radę. Trochę nam to zajmie, ale cię przeciągnę...- powiedział, po czym zaczął pchać karton wraz z dzieckiem w środku. Uh, ale to było ciężkie! Nie spodziewał się tego! O zdrowie czy życie malucha który musiał sie tam w środku męczyć niezbyt się bał, bardziej o to czy nie padnie w połowie drogi. Stęknął głucho. Uh, to było za ciężkie! Nie mógł tego tak ciągnąć! Bylica dawała sobie radę, ale on nie umiał  pchać, bo był mały... Ale w sumie, mógł wykorzystać jakiegoś starszego kota do roboty... Tylko, że musiałby się wrócić do stodoły a co jeżeli Szczurek ucieknie? Nie mógł na to pozwolić.
- Musisz wyjść i iść sam. Albo... Albo na mnie wskoczyć. Jesteś malutki to może mnie nie zgnieciesz Szczurku- sapnął, przestając pchać karton. Całe szczęście maluch się nie stawiał i po chwili stanął obok niego. Już umiał wykonywać rozkazy!
- Wejde na ciebie - stwierdził. Po chwili poczuł Szczurka na swoich plecach. Dotyk jego malutkich łapek był z początku wielkim zaskoczeniem, ale chyba przywyknie do noszenia malucha. On żeby mieć jeszcze lepszą stabilność objął jego szyję. 
- Już jestem. Um... A jak się pan nazywa? Bo nie mówiłeś.
Musiał ugiąć łapki, bo jednak nowy ciężar był dla niego zbyt duży i nie potrafił ustać na wyprostowanych łapach. Przynajmniej szczur nie był aż taki duży... Podszedł do kartonu i zaczął go lekko pchać z gryzoniem na plecach. Imię? W sumie… Czy pamiętał? Chyba tak! Nie używał go bo ta stara baba nazywała go inaczej, ale Szczur mógł. Był jego, więc takimi rzeczami mógł się dzielić.
- Ja jestem Aital... Ale nie mów tego tej starej pani co ją zobaczysz. Ona nie może wiedzieć, bo tak mogą na mnie mówić tylko Dwunożni i teraz ty, skoro jesteś moim zwierzakiem.
- Nie powiem. A ta starsza pani... To kto to? Dlaczego z nią mieszkasz? To twoja babcia? - wypytywał, To było trochę nachalne, ale… Musiał się z nim wszystkim dzielić. Mieli być nierozłączni.
- Taka miła babuńka, ale za dobrze jej nie znam. Ona mnie adoptowała i jest teraz moją mamą, ale... Tak naprawdę nią nie jest. Po prostu się mną opiekuje. Ale ma tragiczne dzieci! Jest taka Krokus, która co chwilę mnie bije i zmusza do jakichś ble treningów! Straszne- parsknął na wspomnienie o burej.- A sam dom ma fajny. Taki duży, jest pełno siana, można robić różne ciekawe rzeczy... Rozwalać wszystko dookoła... Więc wolę stodołę niż miasto, bo tam jest bezpieczniej. Choć od jakiegoś czasu muszę chodzić do miasta, by Krokus nie mogła mnie uczyć- powiedział dlaczego się zjawił w mieście i dalej pchał karton. Mogło to trochę zająć, ale... Da sobie radę. Nie był taki słabiutki!
- Och... To brzmi smutno. Dlaczego cię bije? Przecież... nie jesteś zły. Pomogłeś mi i uratowałeś życie! - pisnął. - A twoja mama nie może jej coś powiedzieć? Czy będzie też moją mamą skoro będę z wami mieszkać? Myślisz, że nie będzie zła, gdy się u was pojawie? Niektórzy nie lubią niespodzianek... - wypowiedział swoje obawy. W sumie miał rację… Może ktoś będzie mu chciał go zabrać? To by była tragedia.
- Nie będzie zła, jesteś mój więc nie ma nic do gadania. Jeżeli się będzie wściekać, to cię obronię. I nie, nie będzie twoją mamą tylko... Babcią? Bo wiesz, jestem twoim opiekunem to prawie jak tata... Nawet więcej niż tata! No i wiesz, ona nic nie powie bo to jej biologiczne dziecko. Faworyzuje ją. Mam nadzieję, że Krokus się ciebie nie doczepi... A jak spróbuje, to ją spiorę! 
‐ To miłe co mówisz... - powiedział. - Och... To babcia jest bardzo be, be. I... i dziękuję, że chcesz mnie chronić. Nie każdy chciałby adoptować szczurka.
- Ja zawsze chciałem mieć szczurka... Jesteś szczęściarzem, że na ciebie wpadłem! Inaczej Dwunożni by cię otruli... A tak to cię ochronię przed tym losem! Tylko musisz być grzeczny. Nie przejmuj się babcią ani nikim tam, jesteś mój, jasne?- dreptał dalej, uśmiechając się. Miał własne zwierzątko! Ale świetnie!- Jeżeli jesteś śpiący, to możesz iść spać. Jeszcze długo będziemy chodzić, ale obudzę cię jak będziemy na miejscu.
- Jestem wdzięczny - miauknął, po czym kiwnął łebkiem. - Mhm... Prześpie się - ziewnął, zamykając oczka. - Jesteś mięciusi - dodał jeszcze, po czym poczuł, jak oddech kociaka się uspokaja. Szybko zasnął. Miał nadzieję, że uda mu się wejść do szopy niezauważonym.


***


Po długiej wyczerpującej podróży, dotarli w końcu na miejsce. Sam nie wiedział ile zajęło im dopchanie kartonu do szopy, ale z pewnością nie było go przez długi czas. Zrzucił ze swoich pleców Szczurka i zerknął do środka. Uf, nikogo nie było. Musieli pójść na polowanie albo jakiś spacer. Mógł w spokoju się zająć szczurem.
- Wstawaj!- krzyknął na niego.- Jesteśmy już! Za chwilę zrobię ci tą klatkę i dalej poduczę bycia szczurem! 
Chyba obudził go trochę… Za głośno. Maluch wydawał się być bardzo zaskoczony, ale po chwili wstał i uniósł ten swój śliczny łysy ogonek. Jego kochany szczurek…
- To tu? Wygląda... inaczej niż w mieście. Tak... dużo tu przestrzeni.
- Tak, tak, tak- mruknął i popchnął go do środka. Wziął jego karton i położył koło swojego kartonu. Obrócił na bok i sprawdził czy kratka pasowała. Całe szczęście tak. Wyścielił pudło gazetami. Świetne miejsce dla szczura! Zaopiekuje się nim idealnie. Będzie najlepszym ojcem na świecie i w ogóle… Musiał tylko przypilnować malucha, bo wydawał się być bardzo podekscytowany zmianą miejsca zamieszkania i wszędzie się wciskał.
- Szczurku!- krzyknął na niego. Jeszcze zaśmierdzi całą szopę i Bylica będzie miała pretensje...- Chodź tutaj. Mam już dla ciebie klatkę.
Będzie miał przerąbane jak go poczują, a już się szczurzył w sianie! Tragedia… 
- Ale tu fajnie! Lepiej niż w moim poprzednim domu! Tu jest tak wiele norek do ukrycia się i zabawy! 
- Tak, będziesz mógł się bawić i śmierdzieć jak przystało na szczura. Teraz musimy ustalić zasady- zrobił bardzo poważną minę.- Po pierwsze, jedzenie i picie dostajesz tylko wtedy kiedy sobie zasłużysz. Umiesz robić jakieś sztuczki?
- Um... A co masz na myśli? Nie za bardzo rozumiem... Dwunożni dawali mi zawsze miseczki i tam zawsze było jeść. Nie musiałem nic robić.
Pacnął się łapą w głowę. Jak to? Był przecież szczurem! Prawdziwe szczury dostawały jedzenie za zrobienie czegoś. Widział to! Był taki szczur, który w sumie wyglądał jak pies ale był szczurem i zawsze jak się turlał to dostawał coś do jedzenia! Sam próbował przekonać tych losowych Dwunożnych, że on też umie sztuczki, ale ten szczur prawie go zagryzł. Cóż…
- Jak ci wyprali mózg... Udawali, że jesteś kotem i jeszcze dawali jedzenie bezinteresownie? Tragedia jakaś. Szczurku, jeżeli chcesz dostać jedzenie musisz robić sztuczkę. Tak robią szczury, jeśli mają właściciela.

<Szczurku?>

22 stycznia 2023

Od Aitala Do Bylicy

 Życie było jedną wielką beztroską! Bez złych Dwunożnych mógł robić sobie co tylko chce, rozwalać rzeczy po drodze, biegać w kółko, gryźć i drapać różne przedmioty i nikt go za to nie karał! Był całkowicie wolny na ulicy, sam sobie znajdował zabawki, druty, próbował się przyjaźnić z gołębiami… Tylko jedzenie było problemem, ale miał to gdzieś. Najważniejsze było dla niego to, że miał przy sobie wygodny karton i rzeczy do zabawy. Jakby nigdy nic grzebał w puszkach z farb, które wywalił na śmietnik jakiś Dwunożny. Paplał się w tej substancji, wyglądając jak jakiś kolorowy potworek. To była jego codzienność. Niekończące się dzieciństwo i życie na czyiś koszt… Z natury był pasożytem, więc nie chciał nawet zbytnio sam się nie trudził by znaleźć potrzebne mu rzeczy. 
Nagle usłyszał z tyłu hałas. Obcy kot chrząknął mu nad uchem. Odwrócił się z lekkim uśmiechem. To była tylko jakaś starucha… Pewnie szukała jedzenia czy coś w ten deseń. Wyglądała dosyć przeciętnie bo jak szkielet, ale nie mógł jej zabronić bezowocnego grzebania w gruzie.
- A pani co tu robi? Chce pani jakieś śmieci wyciągnąć?- zapytał, wskazując łapę na stertę nieprzydatnych rzeczy. Były naprawdę fajne, ale… Śmierdziały. Dlatego pozwalał je brać innym (chociaż rzadko kto potrzebował drutów), bo inaczej przetrzymywałby je w pudle. Tam miał wszystko! Tylko śmierdzących rzeczy nie zabierał.
- Przechadzam się i zauważyłam, że coś robisz...z farbą - miauknęła, patrząc na ten cały pierdolnik zrobiony z farb. No co ona taka zdziwiona była? Zwykłe kolorowe akcenty na szarej uliczce. Trochę radośniejsza powinna być rytuna w tak nudnym miejscu!
Roześmiał się i zaczął kreślić farbą wzorki na podłożu.
- Bo to fajne jest, wie pani? Prawdziwy skarb! Można się w tym taplać, malować i mam teraz ładne, kolorowe futerko! Tylko jeszcze nie próbowałem jak smakuje...- podniósł łapkę pełną mazi do pyszczka.- Mam nadzieję, że dobrze, bo trochę głodny jestem... Pachnie fuj, ale trzeba przecież coś jeść, prawda?
Ta dziwna samica podeszła bliżej i zaczęła dotykać jego farby. Skarciłby ją gdyby nie to, że wyglądała na całkiem miłą i przyjazną. Uh, ale on by coś zjadł! Może miała coś do zjedzenia? Może by mu w końcu coś dała? Przecież potrzebował żarcia bardziej niż ktokolwiek inny!
- Zaraz, nie masz nic do jedzenia poza tą farbą? - spytała jak głupia. No teraz nie miał, czyli… Nie miał. Pokręcił łebkiem.
- Niezbyt... Bo mało znajduję śmieci, które można jeść. Zazwyczaj mają taką ble pleśń, bo której mnie brzuszek boli! A nikt nie chce się wymieniać zabawkami, bo uważają je za bezwartościowe, więc nie mam jak zdobyć żadnego am am- powiedział cicho, wlepiając wzrok w maź, po czym wepchnął w nią nosek.- Fuuuuj, po tym też mnie będzie brzuszek boleć! Ble!
Starucha na chwilę się zawiesiła, a on zastanawiał się czy będzie zmuszony jeść farbę. To pachniało w końcu tak obrzydliwie… Nie chciał się zatruć! Nigdy w życiu!
- Masz rodziców?
Przekrzywił łebek.
- A co to rodzice? Że mama i tata? A to nie wiem- zamruczał, bawiąc się farbą dalej.- Mamę trochę pamiętam, ale to jak byłem takim pyci pyci kociakiem, a tatę... Nie, nigdy go nie widziałem!
Mówił prawdę, nigdy by nie skłamał w takiej kwestii. Wspomnienia z mamą były już nieco dla niego niewyraźne i jedyne kojarzył ją jako kogoś, kto go przytulał jak był bardzo mały i dawała mu jedzenie. Nic więcej. Ojca w ogóle nie spotkał.
- Czyli...nie masz nikogo, kto by ci pomógł? - spytała, nie ukrywając w głosie lekkiej nuty współczucia.
- Nie!- odparł, jakby nic się nie stało.- Mam tylko swoje zabawki, już pani pokażę!- podbiegł do swojego pudła wysmarowanego od farb i różnych dziwnych substancji.- To jest moje pudło... A w środku mam takie coś!- pokazał stary, brudny szalik.- Dzięki temu jest mi cieplej jak jest tak brrrr zimno! I mam też takie coś do gryzienia!- pokazał zepsutą i wymemlaną gumową kość, która pewnie kiedyś należała do jakiegoś psa.- I mam jeszcze jakieś druty, patyki, kartony... Ale nikogo do pomocy!
Starsza pani uśmiechnęła się trochę. Jupi, czyli jej się podobało! To już coś o niej świadczyło. Jeżeli polubiła te rzeczy, to… Musiała być w porządku!
- Jak widzę masz tu całkiem spory arsenał - miauknęła. Następnie zamoczyła łapę w farbie po czym odcisnęła jej ślad na chodniku. Wyskoczył z pudełka do kocicy i zaczął się taplać w farbie. Ona też ją lubiła! Ale mega! Nie pobiła go ani nie okrzyczała, tylko zaczęła się bawić farbą!
- Prawda że fajna? Taka do miziania!- zachichotał, będąc już teraz cały w farbie.- Tylko szkoda, że nie do jedzenia... Wtedy bym miał co zjeść.
- Tak, fajna - miauknęła, po czym znów zamoczyła łapę w farbie a następnie odbiła kolejny ślad na chodniku. - i fajnie odbija się ślady łap przy jej pomocy. 
Zamruczał głośno. Kotka go rozumiała! Po raz pierwszy spotkał kogoś takiego. Trochę było dziwne, że tylko odbijała te dziwne ślady, ale była spoko!
- Proszę pani, a chce pani być moją mamą? Znajdę dla pani jakiś fajny karton i będziemy razem się bawić farbą!!!
- Wiesz...właściwie,  to mam swój dom - miauknęła - ale możemy zrobić tak, że wezmę cię z twoimi rzeczami do siebie...skoro tak bardzo chcesz...możemy wziąć też farbę... - miauknęła, uśmiechając się niepewnie.
Zaczął piszczeć podekscytowany. Ale super! Kocica była trochę zmieszana tym nagłym pytaniem, ale zgodziła się! Super!
- Ale fajnie!!!- wskoczył kotce na grzbiet.- Mam mamę!!! Jupii!!!- oblepił ją farbą.

<Bylica moja nowa matko której rozwalę życie? :>>