BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bursztynowy Brzask x Mandarynkowe Pióro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bursztynowy Brzask x Mandarynkowe Pióro. Pokaż wszystkie posty

26 kwietnia 2025

Od Mandarynkowego Piórka CD. Bursztynowego Brzasku

— Nie martw się. Wszystko dobrze. Ja nie potrzebuję pomocy. — Bursztyn tylko spojrzał na nią niepewnie, po czym westchnął.— Oczywiście… To ja już pójdę do medyków.

* * *

Oboje wpatrywali się niemrawo w ziemię, siedząc w obozie. Zmierzch nie żyła. Najlepsza koleżanka Mandarynki oraz siostra jej partnera zmarła. Oboje byli przygnębieni. Starali się pomóc sobie nawzajem, ale nikomu się to nie udawało.
— Pójdziemy pozbierać kwiaty na jej grób?—- zaproponowała. Kocur przytaknął i powłócząc łapami, wyszli z obozu. Uznali, że najlepsze miejsce na zbieranie kwiatów to oczywiście Kolorowa Łąka. Może i rośliny zaczęły już lekko przysychać, ale nadal tu były. Zrywali głównie maki, których środki przypominały im futro zmarłej wojowniczki. Oczywiście zrywali też inne kwiaty, ale nie myśleli za bardzo o ich nazwach. W pewnym momencie kremowy zerwał astra i wsadził jej za ucho. Od ich ślubu minął rok. Szła wtedy przystrojona astrami i daliami. Od tego czasu dużo się zmieniło. Jej babcia odeszła, została zastępczynią, jej dzieci zostały wojownikami i wydarzyła się ta cała wojna…
— Ładnie wyglądasz — mruknął. Nie miała siły, by odpowiedzieć czymś w stylu "Tylko ładnie? Jak mogłeś!" i udawać, że się obraziła. Innym problemem było to, że jej pysk był pełen kwiatów. Kiedy już kierowali się w stronę grobu Zmierzch, znaleźli jeszcze jajko pleszki pomiędzy połamanymi gałęziami. Bursztynek uznał to za świetny prezent (jak wszystko, co związane z przyrodą) i ruszyli razem ze wszystkimi darami na cmentarzysko.

* * *

Po ustawieniu jajka i ułożeniu kwiatów wokół niego usiedli obok siebie. Milczeli, po prostu tak patrząc.

<Bursztyn?>

31 marca 2025

Od Bursztynowego Brzasku CD. Mandarynkowego Pióra

Wpatrywał się w śpiącą już partnerkę z uśmiechem. Chyba tylko w takich momentach mógł jej się tak długo przyglądać. Wyglądała tak bezbronnie i niewinnie, całkowicie inaczej niż za dnia, gdy pewnym głosem i dumną postawą rozporządzała patrole, by umocnić swoją pozycję zastępcy w klanie. Wyobraził sobie jej spojrzenie, gdyby nazwał ją bezbronną i niewinną i aż lekko zatrząsły mu się wąsy z rozbawienia. Ale czy to było aż takie złe, że patrzył na nią w inny sposób niż reszta klanu? Przez te wszystkie księżyce przywiązał się do tej dumnej, zawsze najlepszej księżniczki i chciał by mogła odnajdywać w nim wsparcie. Zwłaszcza po tym ile nowych obowiązków na nią spadło, gdy Algowa Struga zniknęła w żłobku. Położył pysk na łapach, na tyle blisko futra kotki, by czuć jej zapach. Ciekawe czy komuś jeszcze się coś takiego zdarzyło. Tak w pełni nieplanowana historia miłosna, a jednak kończąca się faktycznym uczuciem, ślubem, a nawet piątką kociaków. No… Może nie do końca w tej kolejności.

***
Obudził się wypoczęty, jednak Mandarynki już nie było. Westchnął delikatnie, jednak nie był zbyt zdziwiony. W końcu kotka zwykle wstawała wcześniej, żeby osobiście sprawdzić czy pierwszy patrol wyrusza. Był ciekawy czy już jadła śniadanie. Przeciągnął się i ruszył na zewnątrz. Odszukanie kotki nie zajęło mu zbyt wiele czasu, bo rozmawiała akurat ze Spienioną Gwiazdą. Odczekał więc uprzejmie chwilę nim zaproponował posiłek.
– Tak, tak, wypadło mi to z głowy… – tłumaczyła się kotka myślami wciąż jednak będąc gdzie indziej.
Niewiele myśląc przyniósł jej jedną z ryb, które znajdowały się już na stosie. Pierwszy patrol musiał już wrócić, spał dłużej niż założył. Podsunął piszczkę partnerce i podzielili się nią.
– Jak twoje biodro? – spytała kotka, mierząc Bursztynka oceniającym spojrzeniem.
Skrzywił się. Zwichnął je poprzedniego poranka, co chwilowo uniemożliwiało mu pełne uczestniczenie w patrolach łowieckich. A dodatkowo wypadek był bardzo głupi – żadnych heroicznych walk z lisami czy przepędzania samotników, Bursztynek zwyczajnie spadł z drzewa i jedyne co mógł winić to źle obliczone przez siebie ryzyko. Tamta gałązka cały czas wyglądała, jakby mogła się złamać, trzeba było na nią nie wchodzić bez względu na to jak tłusta zdobycz znajdowała się po drugiej stronie.
– Już dużo mniej boli, ale pójdę jeszcze po nowy opatrunek do Zimorodkowego Życzenia – westchnął. – Może spotkam Piórko, zapytam co tam u niej.
Mandarynka potaknęła niemrawo, patrząc na ostatnie kęsy ryby.
– Nie przemęczasz się ostatnio…? – zaryzykował pytanie. – Wiesz, że jakbyś czegoś ten, no, potrzebowała… To zawsze możesz się odezwać, prawda?

<Mandarynkowe Pióro?>
Wyleczeni: Bursztynowy Brzask

23 grudnia 2024

Od Mandarynkowego Pióra CD. Bursztynowego Brzasku

czas ostatniego odpisu

— Spokojnie. To nie wpływa na naszą relację, jeżeli to cię martwi — uspokoiła go.
"Co ty robisz?!"
"Sama nie wiem"
Pierwszy raz miała nastoletnie zamieszanie w mózgu. Nie wiedziała co robi. Tak, była już dorosła, ale co z tego? Pierwszy raz naprawdę starała się zacząć chodzić z jakimś kocurem. Nie wiedziała, jak to robić. Zawsze to wszyscy do niej lgnęli. Było łatwiej. A Bursztynek najwyraźniej starał się coś robić, ale chyba był równie zagubiony jak ona.
— A, to fajnie...

***

jakieś dwa tygodnie przed zajściem w ciążę

Od ich pierwszego spaceru minęło dużo czasu. Chodzili na więcej takich "randek". Klan nadal myślał, że są razem. Jej to nie przeszkadzało. Taki był cel. Ale Bursztynek najwyraźniej czuł się z tym nieswojo. Od kiedy przyniósł jej kwiaty zaczęło rodzić się w niej dziwne uczucie. Czuła się dobrze przy nim. Na myśl o nim jakby mały płomyczek rozbłyskał w jej sercu. Przy nim mogła być sobą. I nikt jej nie oceniał. Zastanawiała się od dawna nad czymś, co chciała zrobić. Było wysokie słońce. Wszyscy siedzieli w obozie, opychając się zwierzyną, dzieląc języki czy męcząc medyków. Utalentowani robili wszystko naraz. Ona aktualnie jadła i była męczona przez Zmierzch.
— O, patrz, Bursztynek idzie!
Przewróciła oczami. Kremowy rzeczywiście szedł brzegiem obozu, spoglądając niepewnie na nie. Przełknęła ostatni kęs drozda i uznała, że teraz jest idealny moment na zrobienie tego, co chciała. Wzięła w zęby bursztyn, który trzymała pod ogonem podczas posiłku i potruchtała do kocura. Spojrzeli na siebie. On też miał coś w pysku, ale nie skupiała się na tym. Tylko na jego oczach. Położyła na ziemi bursztyn, a on to swoje coś i jednocześnie zaczęli mówić:
— Czy ty, Bursztynowy Brzasku, chcesz przyjąć ten dar, jako dowód mojej miłości i dzielić ze mną łowy aż do śmierci?
— Czy ty, Mandarynkowe Pióro, chcesz przyjąć ten dar, jako dowód mojej miłości i dzielić ze mną łowy aż do śmierci?

<Bursztynek?>

16 listopada 2024

Od Bursztynowego Brzasku CD. Mandarynkowego Pióra

– Hmmm… Jestem mądra, łatwo się uczę, każdy mnie lubi… Dobrze pływam, szybko biegam i świetnie się wspinam...
Odpowiedź na pytanie o swoje dobre strony nie zajęła Mandarynce zbyt wiele czasu. Bursztynek nie dziwił się, w końcu była księżniczką, a to niosło za sobą pewną popularność. No i na pewno w trakcie szkolenia wymagała od siebie więcej niż inni, wiedząc, że może być przyszłą zastępczynią w klanie. Nie tak jak on, kiedy sam do końca nie rozumiał, dlaczego Kolcolistnemu Kwieciu zależało, żeby możliwie szybko ukończył szkolenie.
Zorientował się, że kotka przystanęła dopiero po chwili. Odwrócił się do niej i widok jej pustego spojrzenia skierowanego w piasek mocno go zaskoczył. Powiedział coś nie tak, tak szybko? Przecież… Przecież zasadniczo to nic jeszcze nie powiedział!
– Um, Mandarynko…? – zaczął niepewnie. – Wszystko w porządku?
Zaraz zganił się w myślach. Nie wiedział czy może mówić do niej starym kocięcym imieniem, na pewno było to zarezerwowane dla bliskich kotki. A to nie pierwszy raz mu się to zdarzyło, przez to, że przyzwyczaił się do skracania imion swojego rodzeństwa.
– Hm? – Mandarynkowe Pióro wyrwała się z odrętwienia, jednak jej wyraz pyszczka wciąż nie przypominał tego, do którego Bursztyn był przyzwyczajony. – Tak, oczywiście. Patrzyłam czy w piasku nie ma żadnych ładnych muszelek.
Już po chwili wyglądała na tak pewną siebie jak zawsze. Mimo to sytuacja ta pozostawiła w Bursztynku dziwną wątpliwość. Przez ten moment kotka wyglądała na naprawdę przybitą. Czy to możliwe, że Mandarynka też czasem czuła się gorzej?
– A-ale jeśli powiedziałem coś złego, możesz mi powiedzieć – dodał na wszelki wypadek. – Nie chciałem cię urazi… – urwał.
Urazić? Mógł ją urazić nic nie mówiąc? Może to coś w jego mowie ciała? Syrenka zawsze wspominała, że zbyt łatwo z niego czytać. Ale przecież nawet w myślach nie miał żadnego złego zdania o Mandarynce!
– Żebyś się źle czuła – dokończył w końcu.
– Wszystko w porządku – powtórzyła kotka i strzepnęła ogonem, dając mu znak, żeby porzucić temat. – A jak tam twoje dobre strony? Poza znajomością każdego możliwego robaka, z tą już się zdążyłam zapoznać nawet zbyt wiele razy.
Kocur uspokoił się widząc, że jego kompanka chyba jednak faktycznie ma się już lepiej.
– Moje dobre strony, huh… Kolcolistne Kwiecie chwalił moje umiejętności tropienia, chyba mam dość dobrze wyczulony węch. Na polowaniu poruszam się cicho… I raczej nie odzywam się zbyt często w towarzystwie.
Mandarynka parsknęła:
– To ma być zaleta?
– Wszystko zależy od punktu widzenia! – Zaoponował, zadowolony, że wywołał u niej śmiech. – Ja bardzo lubię koty, które nie mówią przez cały czas. To duża ulga móc czasem razem pomilczeć i odpocząć.
Mandarynka rzuciła mu uprzejme, zaciekawione spojrzenie. Wątpił, żeby zgodziła się z jego tezą, wydawała się raczej rozmownym typem kota.
– Ale rozmowy też czasem lubię – przyznał po chwili. – Po prostu muszę znaleźć temat, który mnie zaciekawi.
Ostatnie fragmenty słońca powoli chowały się całkowicie za horyzontem, ale niebo wciąż robiło wrażenie, błyszcząc odcieniami ciemnego pomarańczu, różu i fioletu.
– Pająki? – Dopytała.
– No… Wszystkie małe zwierzątka. Uważam, że są bardzo interesujące. Ale są też inne fajne tematy, wierzenia, Klan Gwiazd, struktury społeczne… To się trochę wiąże ze zwierzątkami akurat, to niesamowite, że takie malutkie mrówki dobierają się we wspólnotę i na sobie polegają, podobnie jak my. No ale umh, no… To może… Istnienie przeznaczenia?
***
Wydawało mu się, że spacer był całkiem udany. Widoki na pewno, zachwycały go tak, że musiał odwracać od nich wzrok, żeby skupić się na rozmowie. Powiedział dzisiaj chyba więcej słów niż przez ostatnie pięć dni. Mandarynkowe Pióro naprawdę powinna to docenić. A Zmierzchająca Zatoka być z niego dumna. Jedna rzecz nie dawała mu jednak wciąż spokoju, dlatego na chwilę przed wejściem do obozu zatrzymał się jeszcze.
– Mogę mieć jeszcze jedno pytanie?
Mandarynka spojrzała na niego pytająco.
– Chodzi o to, że… Moja siostra, różne inne kotki w klanie… One są chyba przekonane, że jesteśmy parą – wyznał dręczące go myśli zawstydzony.
Na szczęście panujący już półmrok musiał ukrywać jego pyszczek nawet dla bystrych oczu kotki.
– A myślisz, że co miały pomyśleć, jeśli przylepiłeś się do mnie jak rzep do ogonu przynosząc mi co chwilę różne podarki?
Mandarynka znów się zaśmiała, ale tym razem bardzo dziewczęco i delikatnie, w sposób, który zawierał się chyba gdzieś w definicji bycia księżniczką.
– Oh – mruknął i zamilkł.

<Mandarynko?>

05 listopada 2024

Od Mandarynkowego Pióra CD. Bursztynowego Brzasku

Ostatnio myślała sobie o otaczających ją kotach. Co o niej sądzą, co lubią, z kim mają jakie relacje… Głównym tematem w jej głowie poza wszystkimi kocurami, za którymi szalała, była Baśniowa Stokrotka. Jej starsza koleżanka. Niedawno znalazła sobie kocura, miała ślub… Teraz siedziała w żłobku z kociakami. Taka miała być też jej przyszłość. Przed trzydziestką w żłobku, odchowując dziedziców tronu. Ale skąd ona miała wziąć kociaki? Jej kociaki. Do tego przecież potrzebowała kocura! Czarno-białego! Niestety takich w klanie było mało. A w sumie jedyny był za młody. A propos kocurów właśnie, siedziała w obozie. Chciała sobie tylko normalnie zjeść jakąś płotkę. Ale niestety ostatnio o spokój było jej trudno. Chodziło za nią "paparazzi", wypytując o potwierdzenie plotek dotyczących jej związku z Bursztynowym Brzaskiem. Zazwyczaj kiedy ktoś ją o to pytał, udawała zakochaną dla samej uwagi. Lecz teraz nie potrafiła. Czuła się jakby kocia hydra wbiegła do tego obozu i uznała, że zanim zje swoją ofiarę musi przeprowadzić jej diagnozę psychologiczną oraz dowiedzieć się o jej wszystkich znajomych. Kolorowe pyski kotów migały jej przed oczami. Czarny mieszał jej się ze srebrnym, czasem zupełnie znikając i ustępując miejsca niebiesko-białemu. Wpatrywały się w nią wszystkie kolory oczu, od błękitnego niczym bezchmurne niebo, przez bursztynowy migoczący w słońcu, aż po żywy zielony, niczym liście szumiące na drzewach. Nagle tłum się rozstąpił, ukazując dość drobną sylwetkę pająkoluba, jakim był jej rzekomy partner. Na początku dłubał łapą w ziemi nie wiedząc na kogo spojrzeć, aż nie zaczął gadać.
- Mandarynko, um… Czy nie chciałabyś może wyjść dziś ze mną wieczorem na spacer nad brzegiem morza?
Obecne kotki patrzyły po sobie. Przerzucały wzrok z niego na nią. Zmierzchająca Zatoka, najniższa z zebranych podskakiwała z tyłu, Mandarynka nie wiedziała czy to z ekscytacji czy dlatego, że przez swój wzrost nic nie widziała. Mózg księżniczki wypełniało pytanie. “W co on pogrywa?” chyba naprawdę się w niej zakochał i chciał jej dobitnie dać to do zrozumienia. Ale publiczność nadal czekała na odpowiedź. Uśmiechnęła się nieśmiało i skinęła głową, po czym chichocząc cicho odeszła z miejsca zebrania plotkar.
***
Wieczorem kiedy słońce zaczęło zachodzić, spotkała Bursztynka przy wyjściu z obozu. Futro miał ułożone. Nowość. Jednak największym zaskoczeniem dla Mandarynki było to, że na jego futrze nigdzie nie było widać tego pająka, z którym mieszkał od żłobka. Posłała mu życzliwy uśmiech. Bez słowa wyszli z obozu. Kiedy spoglądała jeszcze chwilę przez ramię zobaczyła świrującą Zmierzch, która chyba dostała kręćka z ekscytacji. Srebrna była pewna, że gdyby nie jej chwilowe ostrzejsze spojrzenie, zielonooka na pewno pobiegłaby za nimi. Jakiś czas później doszli na plażę. Chrzęszczący piasek pod ich łapami drapał ją lekko w poduszki. Fale co jakiś czas moczyły ich futra. Słońce było w połowie za horyzontem, wyglądając jak wielka pomarańczowa kula, tworząca lśniące odbicia na pomarszczonej tafli wody. To była jej ulubiona pora żeby tu przychodzić. Te piękne błyski odbijające się od tafli sprawiały, że siostra uczennicy medyczki zapominała o tym, jak tam jest głęboko i co tam może być, dzięki czemu się nie bała.
- No więc… Powiesz coś o sobie? W czym jesteś dobra? Co idzie ci słabiej? To znaczy o ile takie rzeczy w ogóle istnieją! - szybko poprawił się kremowy, krzywo się uśmiechając. Ona jednak nie wyszła z roli. Tak naprawdę zapomniała o graniu jej, ale i tak zachowywała się identycznie. Po prostu dobrze się teraz czuła.
- Hmmm… Jestem mądra, łatwo się uczę, każdy mnie lubi… Dobrze pływam, szybko biegam i świetnie się wspinam...
“Przynajmniej tak słyszałam” dodała w myślach. Wymieniała po prostu coś co kiedyś usłyszała. Sama nie potrafiła dostrzec w sobie niczego specjalnie pozytywnego. “Wiesz Mandarynko…trudno jest dostrzec coś czego nie ma~”. Stanęła jak wryta po czym usiadła na piasku wpatrując się pusto w piasek pod nią.
<Bursztynku?>

03 listopada 2024

Od Bursztynowego Brzasku CD. Mandarynkowego Pióra

Drzemał spokojnie, mimo tej dziwnej sytuacji z poranka, która wydarzyła się między nim a Mandarynkowym Piórem, gdy przyniósł jej kwiaty, a kotka postanowiła zareagować na to dziwnym okrzykiem “tak, Bursztynowy Brzasku, tak!”, zwracając na siebie uwagę całego klanu. Podejrzewał, że nikt z obecnych nie miał pojęcia o co jej chodziło; on sam uznał, że ma coś nie tak z móżdżkiem, więc wycofał się cichcem, uciekając przed zdecydowanie zbyt dużą ilością ciekawskich spojrzeń. Teraz jednak, gdy w końcu chciał trochę odpocząć, ciszę przerwał mu głośny pisk Zmierzchającej Zatoki, wybudzając go z półsnu. Otworzył ślepia, niepewny czego się spodziewać, jednak jego siostra wyglądała na szczęśliwą, nie złą, więc chyba nie powinien się martwić.
– Na Klan Gwiazd, aż ciężko mi w to uwierzyć! To znaczy, cieszę się, oczywiście, że się cieszę, ale że ty i Mandarynka…? To tak strasznie niespodziewane, to znaczy, słyszałam jakieś plotki, że dzielnie starasz się o jej serce, ale nie myślałam, że to tak poważnie i że naprawdę skończycie razem! Jestem z ciebie taka dumna, Mandarynka to taki świetny wybór, choć zresztą, komu ja to mówię, przecież sam musisz być tego świadomy będąc w niej zakochany. Nie wierzę, że udało ci się to przede mną tak długo ukrywać! No ale nic, pamiętaj, że to moja przyjaciółka, a spróbuj mi tylko ją skrzywdzić, to inaczej pogadamy… Jej też to powiem, oczywiście, jesteś w końcu moim bratem, ale tak się cieszę, ojejku!
Bursztynowy Brzask wpatrywał się w siostrę w głębokim szoku, słuchając jej monologu. Powinien ją wyprowadzić z błędu…? Powinien, prawda…?
– Życzę wam wszystkiego dobrego, ale mam nadzieję, że wymyśliłeś już gdzie ją zabrać na randkę? – Zmierzchająca Zatoka kontynuowała, nie zauważając wyrazu konsternacji na pyszczku brata. – Niech zgadnę, na wyspę świetlikową? Niee, to by było zbyt oklepane, zresztą kojarzy się ze ślubami, a wy jesteście bardzo świeżą parą, więc mogłoby to źle wyglądać… A może… Wiem! Spacer brzegiem morza, ale koniecznie o zachodzie, żeby była odpowiednio romantyczna aura! Oh, zaproś ją koniecznie, na pewno się ucieszy, mówię ci, obiecaj mi, że zabierzesz ją na romantyczny spacer, a nie żadne pokazy mrowisk – kotka zmierzyła go takim spojrzeniem, że Bursztyn poczuł się jakby się w sobie zapadał.
– O‐obiecuję…? – wyjąkał pod wpływem presji.
– No ja myślę! – kotka się cała rozpromieniła. – Mówię ci, Mandarynka będzie zachwycona, tylko nie czekaj z zaproszeniem jej zbyt długo! Oh, mam nadzieję, że na mnie też czeka gdzieś wielka miłość!
Ucichła wreszcie, pogrążona we własnych myślach i marzeniach, a Bursztynowy Brzask pozostał znieruchomiały w przerażeniu. Jak to, on i Mandarynka…? Tak, to że przegapia pewne relacje i subtelne zmiany w klanie, było normą, ale żeby zaczął chodzić z Mandarynką bez świadomości, że… To się wydarzyło? Przecież chciał się tylko zakolegować, nie być partnerami! Zaraz jednak ogarnęło go jeszcze większe przerażenie. Czy Mandarynkowe Pióro od samego początku źle rozumiała jego zamiary? Co jeśli, tak jak mówi Zmierzch, poczuła do niego coś więcej przez jego upór w próbach zaprzyjaźnienia się? Ale przecież, co w nim było atrakcyjnego? Nie miał do tej pory żadnej świadomości, że może się podobać kotkom! Ale z drugiej strony, przecież poza Zmierzch, Syrenką i Bratkowym Futrem nie rozmawiał z prawie żadną… A i przy rodzinie ciężko kontakt z nim było nazwać rozmową, raczej monologiem podobnym do tego, który odbył się właśnie między nim a Zmierzch.
Przełknął ślinę, nie mając pojęcia co robić. Przecież nie był zakochany w Mandarynce, ledwo co zdążył ją polubić! Ale jeśli pójdzie do niej i powie, że to wszystko pomyłka i nie o to mu chodziło… Co jeśli zrani uczucia tej dumnej kotki? Był pewien, że Mandarynka nie zasługiwała na odrzucenie, w końcu była księżniczką! Nie zasługiwała na niego… Z drugiej strony, miałby udawać, że to od początku była miłość…? Może mógłby się zakochać, gdyby poznali się lepiej, Mandarynka była w końcu ładna, pochodziła z najważniejszej rodziny w klanie i przez to roztaczała wokół siebie tą całą aurę bycia ważną i szanowaną, która pewnie mogła się podobać kocurom… Ale przecież on sam nie miał zielonego pojęcia na czym polegają związki, a do tego wcale nie był pewien, czy miłość i kotka z wysokiego rodu to to, o czym marzy. Gdyby… Gdyby chociaż polubiła ślimaki… Może… Może daliby radę wypracować jakiś kompromis…? On zabrałby Mandarynkę na ten wymarzony romantyczny spacer, a ona zgodziła się czasem pooglądać razem ważki, albo poszukać ciekawych żuków…? Przecież, gdyby faktycznie była w nim zakochana, nie chciałaby, żeby udawał kogoś innego, tak…? A skoro “zdobył jej serce” przynosząc jej różne owady i płazy – to znaczy, że jego zainteresowania nie mogą być dla niej takie odpychające jak twierdziła!
Z tymi myślami uspokoił się i zrelaksował dużo bardziej, rozluźniając wreszcie spięte mięśnie. Dobrze, że Zmierzch nie zauważyła jego reakcji. Nie chciał ranić ani uczuć Mandarynki, ani tym bardziej pośrednio własnej siostry, która tak się ucieszyła na możliwość ich związku.

***

Minęło kilka dni, w ciągu których Zmierzch non stop łaziła przy nim jak w skowronkach, mówiąc jak to się cieszy, jaka jest zazdrosna i narzekając, że nadal nie zaprosił Mandarynki na pierwszą randkę. Stąd też zebrał się w sobie i postanowił to zrobić tego dnia, bez względu na jakiekolwiek przeszkody. Przeszkody te pojawiły się w postaci sporej ilości kotów, które otaczały akurat Mandarynkę w obozie. W pierwszej chwili Bursztynowy Brzask chciał zmienić zdanie i odejść, bo nie chciał jej pytać o wyjście publicznie, ale z tyłu głowy pojawiła się irytująca myśl, że jeśli to odłoży miną kolejne dni i nie to obiecywał siostrze. Może poprawi Mandarynce humor i chociaż zrobi coś dobrego…? Dlatego też podszedł końcowo do kotów, patrząc tylko na czarno-białą księżniczkę, mając nadzieję, że w ten sposób zapomni o reszcie.
– Mandarynko, um… Czy nie chciałabyś może wyjść ze mną dzisiaj wieczorem na spacer brzegiem morza? – zapytał i uśmiechnął się ciut niezręcznie, mając nadzieję, że nie wygląda na tak zestresowanego, jak jest w rzeczywistości.

<Mandarynkowe Pióro? Co powiesz na randkę?>

25 października 2024

Od Mandarynkowego Pióra CD. Bursztynowego Brzasku

Układała sobie właśnie futro. Tym razem nie za legowiskiem wojowników ani nad jakąś rzeczką z koleżankami, w otoczeniu kwiatów, jak zwykła robić. Tylko w obozie. Obserwowała co robił jej klan. Z wiekiem coraz bardziej ją to interesowało. Widziała Pchli Nos, rozmawiającego z jej babcią… czy tam cokolwiek oni robili. Nie wiedziała, na ile wojownik może rozmawiać z jego pogorszonym słuchem. Gdyby mu tak domalować czarne łaty, mógłby być jej dziadkiem. Widziała też Wodnikowe Wzgórze, wpatrującego się w jakąś ważkę, która właśnie blisko niego latała. Zdawał się uśmiechać, kiedy ją obserwował… znała już jednego takiego dziwoląga. Był też jej wujek, wychodzący z legowiska medyków, najwyraźniej grzecznie wyganiany, by nie przeszkadzać w pracy. Kiedy obserwowała Kruczy Szpon, krzywiącą się na widok braku zwierzyny, poza rybami, na stosie stanął przed nią nowo mianowany wojownik. Bursztynowy Brzask. Bursztynek. Brat jej koleżanki, Zmierzchającej Zatoki oraz ten dziwoląg, który chciał ją poderwać zwierzakami. Tym razem przyniósł jej… nie salamandrę… nie ślimaka… ani nawet nie nartnika. Przyniósł jej kwiaty. Bukiet czerwonych, dużych kwiatów. Maki, goździki i malwy, razem z innymi kwiatami, których nazw nie znała (i podejrzewała, że kocur też nie),tworzyły barwną kompozycję delikatnych płatków, w różnych kształtach. Były piękne. Od razu spojrzenia gapiów poszybowały w ich stronę. Może, gdyby miała nieułożone futro, zaczęłaby teraz uciekać, lecz to było w idealnym wręcz stanie, a Mandarynka była stworzona dla sceny. Wszyscy patrzyli i szeptali. co się teraz wydarzy. Nawet przepychanki uczniów zostały przerwane. W obozie nastała cisza. Napięcie rozpierało wszystkich od środka. Księżniczka była pewna, że gdyby mieli teraz jakieś kociaki w żłobku to rozległoby się głośne “Pocałujcie się wreszcie!”. W jej głowie była jedna myśl “Co się tu na klan gwiazdy dzieje?!”. Jednak nie zamierzała się ośmieszyć, uznała, że to wykorzysta. Zakryła pysk ogonem i zatrzepotała rzęsami. Możnaby pomyśleć, że się rumieni, lecz i tak nic nie było widać przez jej kitę.
- Dziękuję. - Wyszeptała tak, żeby tylko kocur to usłyszał, co było bardzo trudne przez ciszę, po czym powiedziała głośniej:
- Tak, Bursztynowy Brzasku. Tak!
Kocur najwyraźniej był skonfundowany.
<Bursztynek?>
Event NPC: Pchli Nos, Wodnikowe Wzgórze, Kolcolistne Kwiecie, Kruczy Szpon

20 października 2024

Od Bursztynowej Łapy (Bursztynowego Brzasku) CD. Mandarynkowego Pióra

Mandarynkowe Pióro ostatecznie przekonała go, że powinien dać sobie spokój z lekcjami edukacyjnymi, prezentowaniem płazów i rozbudzaniem w niej zainteresowań insektami. Czy Bursztynowej Łapie było przykro? Szczerze mówiąc, tak, choć starał się schować to uczucie głęboko w sobie. Przynajmniej przez ostatnie kilka dni, kiedy starał się jej unikać i przyłożyć trochę do treningu. Teraz chwilowo był sam, a przez “sam” rozumiał brak i kotów i Długonogiego i żadnych ciekawszych insektów w okolicy. To znaczy mrówki były, obserwował je już dłuższą chwilę, gdy maszerowały równym rządkiem w kierunku, gdzie musiały znaleźć jakieś pożywienie. Poruszały się jednak na tyle monotonnie, że sam nie wiedział kiedy jego myśli odpłynęły do czarno-białej księżniczki. Liczył, że przekonanie do siebie kotki będzie prostsze, zwłaszcza, że przecież przyjaźniła się z jego siostrą. Nie wiedział czy to przez jego charakter, czy te nudne kwiaty, których końcowo nigdy jej nie przyniósł, ale Mandarynka nie chciała zostać jego koleżanką. Zamknął oczy, próbując ignorować upał, który osiadał mu na futerku mimo cienia. Trzeba było nigdy nie próbować. Przecież zawsze czuł się najbezpieczniej samotnie, dlaczego chciał to zmieniać? Pozostawanie w swojej własnej strefie komfortu było bardzo kuszące. Dyskusje z Długonogim, zachwycanie się naturą, a jeśli nawet zapragnąłby kontaktu z kotami – miał rodzinę, mógł czasem porozmawiać z Kolcolistnym Kwieciem… Może spróbować porozmawiać z Algową Strugą? Była do niego nastawiona dużo pozytywniej niż Mandarynka, ale chyba zbyt go onieśmielała, żeby zagadywał ją sam z siebie. Kotki po prostu były problematyczne. Albo to on nie nadawał się do takich międzypłciowych relacji. Wrócił do legowiska uczniów jakby trochę smutniejszy niż zwykle, choć sam nie rozumiał czemu przejmuje się czymś tak głupim jak odrzucenie przez innego klanowego kota. Machnął Ikrowej Łapie ogonem na powitanie, ale nie był pewien czy ten to zauważył, bo zbyt zajęty był słuchaniem opowieści Mżawkowej Łapy. No nic, trzeba było iść spać.

***

Jakby na złość, następnego dnia okazało się, że na wieczornym patrolu będzie między innymi właśnie z Mandarynkowym Piórem. Plan był prosty, nie rzucać jej się w oczy, żyć swoim życiem i upolować coś dobrego, żeby Kolcolistne Kwiecie był zadowolony. Jak więc był zdziwiony, gdy kotka sama do niego podeszła i zagadała! “Więc jak tam u ciebie?” – zapytała jak gdyby nigdy nic, a umysł Bursztynowej Łapy wypełnił się wielkimi czerwonymi napisami “co robić” i “pomocy”. Położył uszy po sobie, kompletnie nie rozumiejąc nagłej zmiany postawy kotki.
– Przecież mnie nie lubisz… Dlaczego mnie o to pytasz? – Wymsknęło mu się, zanim zdążył dobrze przemyśleć jak rozegrać tą sytuację.
Kotka chyba sama nie wiedziała, ponieważ na chwilę zamilkła.
– Nie lubię żab, żuków, owadów, traszek, ślimaków… – Wymieniała, a Bursztyna zdziwił już sam fakt, że pamięta jakie prezenty od niego dostawała. – Twoje podejście do nawiązywania relacji z kotkami jest problemem; bardziej niż ty sam.
Potrzebował chwili, żeby przeprocesować to co usłyszał. Kotki faktycznie były problematyczne. Dziwne. Wcale nie był pewien, czy będzie w stanie je zrozumieć. W końcu Syrenki też nie rozumiał tak do końca. A zwłaszcza jej opiekuńczości.
– Chyba dobrze… U mnie. Znalazłem ostatnio takiego pięknego chrząszcza – postanowił w końcu odpowiedzieć na pytanie, jednak zaraz urwał, orientując się, że właśnie tego tematu miał nie poruszać. Kwiatki, kwiatki, co można powiedzieć o kwiatkach… Znowu położył uszy po sobie, przytłoczony ciężkim spojrzeniem czarno-białej. – Um, wiem gdzie w pobliżu rosną ładne kwiaty, mogę ci urwać kilka jak już zapoluję?
Miała to być raczej oferta, ale jego głos na końcu stał się niepewny i trochę wyższy. Na szczęście Mandarynka nie zdążyła odpowiedzieć, bo koty na przodzie patrolu wyczuły wyraźny zapach zwierzyny i wszyscy przystanęli w bezruchu węsząc.

***

Polowanie mógł zaliczyć do udanych, co poznał też po zadowolonym wyrazie pyszczka Kolcolistnego Kwiecia. Mimo to nie spodziewał się, że jak tylko wrócą do obozu, Srocza Gwiazda zwoła zebranie i nakaże mu wystąpić z tłumu!
– Czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić go nawet za cenę życia? – już po chwili padło pytanie skierowane wprost do niego.
Cena życia nie brzmiała zachęcająco, ale wiedział, że jest potrzebna dla działania klanowej społeczności. Nie tylko koty działały w ten sposób, te same zachowania można było zaobserwować u… Och, powinien był odpowiedzieć liderce.
– Przysięgam – miauknął, starając się brzmieć na pewnego siebie i odważnego.
– Mocą klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Od tej pory będziesz znany jako Bursztynowy Brzask. Klan Gwiazdy ceni twoją cierpliwość i… Ciekawość świata.
Otarł się pyszczkiem o bark Kolcolistnego Kwiecia, tylko odrobinę krzywiąc się na tą wymuszoną bliskość. Zaraz później nadeszły gratulacje od całej jego rodziny. Teraz czekało go czuwanie i zorientował się, że przez to nie zdąży już poszukać kwiatów dla Mandarynki. Może to i lepiej, zdąży się namyślić jakie rodzaje i kolory faktycznie mogły się spodobać księżniczce.

***

Po wyjściu porannego patrolu, gdy jego czuwanie dobiegło końca, nie udał się do legowiska zdrzemnąć, a wyszedł z obozu, niepewny tego, co właśnie robi. Mijał kilka różnych kwiatków, ale chyba chciał znaleźć jakieś czerwone, żeby pasowały do znaku lotosu na czole księżniczki. No i może trochę większe niż te drobne, które można było przypadkiem zdeptać z nieuwagi? Szukanie chwilę mu zajęło, ale w końcu znalazł takie, które chyba mogły się spodobać Mandarynce. Chyba, bo jeśli o kotkę chodzi, niczego nie był pewien. W końcu nie spodobała jej się nawet traszka! Dlatego musiał upewnić się, że kwiaty, które wybiera są w idealnym stanie i mogą spełnić oczekiwania czarno-białej. Wrócił z czterema w pysku do obozu, starając się ignorować ciekawskie spojrzenia, posyłane mu przez różne koty mniej lub bardziej skrycie. Całą drogę starał się trzymać je delikatnie, ale do tego akurat był przyzwyczajony, bo wszystkim żuczkom przecież też nigdy nie chciał zrobić krzywdy.
Wszedł do legowiska i usiadł w niedalekiej odległości od Mandarynkowego Pióra, która najwidoczniej kończyła jeszcze układać futro. Nie chciał jej przeszkadzać w tej czynności, jeszcze znowu by mu się oberwało. W końcu kotka podniosła na niego wzrok, widocznie zadowolona ze stanu swojej sierści. Bardzo niepewnie zbliżył się troszkę i położył przed nią kwiaty.
– Czy takie są… Okay? – zapytał.

[967 słów]

[przyznano 19%]

<Mandarynko?>

19 października 2024

Od Mandarynkowego Pióra CD. Bursztynowej Łapy

Teraz już czuła się lepiej. Od kilku księżyców już nie była pod opieką medyków i czuła się świetnie. Trochę częściej zasypiała, co nie znaczyło, że Piórko się uspokoiła. Po prostu rzadziej wybudzała się z koszmaru. Kiedy Bursztynek znowu do niej przyszedł, tym razem z traszką, westchnęła głęboko i spojrzała na niego poważnie.
- Bursztynowa Łapo... Czy możesz przestać ganiać za mną z wszelkimi rodzajami zwierząt jakie tylko znajdziesz? Naprawdę nie jestem zainteresowana.
Kocurek zdawał się położyć lekko po sobie uszy, ale po chwili znowu się odezwał
- A wiedziałaś, że...
Przerwała mu.
- Nie wiem czy to do ciebie dotarło, ale nie interesują mnie żaby, pająki, biedronki czy inne motyle! Ja, tak jak większość kotek, lubię kwiaty i inne rzeczy, które ładnie pachną lub przyozdabiają futro - powiedziała już głośniej, po czym odwróciła się, dramatycznie odrzuciła głowę do tyłu i odeszła.
***
Od jakiegoś czasu coraz częściej myślała o tym co powiedziała Tuptająca Gęś. Naprawdę potrzebowali kolejnego pokolenia księżniczek. Ale to nie była decyzja, którą mogła podjąć od tak. Poza tym... Podobał jej się Skowronkowa Łapa. Ale nie mogła z nim być. Był czekoladowym medykiem i był z innego klanu. A jej dziecko musiało być czarno-białe. Eh. Była właśnie na patrolu z kilkoma kotami. Między innymi z Bursztynową Łapą. Może nie powinna była odrzucać jego zalotów. Nie był czarno-biały, to fakt, ale mógł by ją chociaż wesprzeć w tym wszystkim. Albo przynajmniej wybić jej z głowy Skowronka. Lepszy kremowy niż czekoladowy.
- Więc jak tam u Ciebie? - spróbowała zacząć rozmowę.
<Bursztynku?>

10 października 2024

Od Bursztynowej Łapy CD. Mandarynkowego Pióra

Ku wielkiemu zaskoczeniu kocurka, Mandarynkowe Pióro wcale nie była zachwycona z powodu żaby, którą przyniósł jej w prezencie. Krzyknęła na niego w pierwszej chwili, na co położył po sobie uszy. Głośne dźwięki nie należały do jego ulubionych. Mimo to zadał pytanie, które sobie przygotował. Ale księżniczka najwidoczniej nie miała ulubionej żaby. A co gorsza zaczęła mówić o kwiatach. Dlaczego wolała kwiaty od żywych stworzeń? Kwiaty tylko rosną, nie przejawiają żadnych ciekawych zachowań, gubią płatki na zimę dokładnie tak samo jak drzewa, a tak poza tym to nie robią kompletnie nic. Zmarszczył nosek, odsuwając się od kotki. Nie do końca zrozumiał tą kwestię z podrywaniem kotek, zwłaszcza w kontekście kwiatów. Ale oczywiście nie byłby sobą, gdyby się do tego przyznał. Wiedział, że musi zmienić zdanie Mandarynkowego Pióra. Przecież nie można być aż tak ślepym na piękno przyrody! Tu nie chodziło już o niego. Chodziło o niesamowite, cudowne płazy, gady i insekty, które zasługiwały na szacunek i podziw!
Z tymi myślami, postanowił wybrać kolejne żyjątko. Padło na biedronkę. Jego siostrzyczka, Zmierzch za nimi nie przepadała, a to oznaczało, że limit gardzących biedronkami kotów w klanie został wyczerpany. Czyli Mandarynka musiała je polubić!
– Co to ma być? – padł trochę sztywny ton, gdy tylko wyciągnął przed siebie łapkę z owadem.
Mandarynka wpatrywała się w niego z ciężkim do zinterpretowania wyrazem pyszczka.
– Biedronka – odpowiedział szybko z dumą. – Ta akurat ma siedem kropek, ale to nie jest wcale zasada, widziałem też wiele z dwiema. Potrafi latać, ale dopóki czuję się komfortowo zwykle się na to nie decyduje, tak jak teraz. Ah, no i trzeba uważać, żeby jej przypadkiem nie zgnieść ani nic takiego… Wtedy też się boi i wypuszcza z siebie taki żółty płyn… To bardzo delikatne stworzenie.
Ułożył biedronkę obok legowiska, wpatrując się w nią z uśmiechem.
– Wiem, że biedronki latają – powiedziała księżniczka odrobinę słabym głosem i westchnęła.
Bursztynowa Łapa aż zamachał ogonem z radości. Oto właśnie był progres!

***

Na kolejny prezent edukacyjny wybrał sporego chrząszcza, który pięknie się mienił w promieniach słońca. Mandarynkowego Pióra nie spotkał, więc zostawił go w jej legowisku, upewniając się, że jest dobrze widoczny i kotka go na pewno przypadkowo nie nadepnie. Nie wiedział więc jak zareagowała, ale był pewien, że ten niebieski blask musiał zrobić na niej wrażenie.
A teraz miał już kolejny plan, tym razem jednak ciut trudniejszy. Chciał złapać traszkę, najfajniejszą jaką kiedykolwiek widział na kolorowej łące. Płaz był jednak na tyle mały i dobry w chowaniu się, że postanowił poprosić kogoś o pomoc. Innych uczniów miał do wyboru dwóch, ale Kijankowa Łapa go trochę przerażał swoją ruchliwością, więc wybór był oczywisty. I tak skończył maszerując przez las z Ikrową Łapą i Syrenim Lamentem, która oczywiście gdy dowiedziała się, że jej przybrany brat i uczeń chcą wyjść poza obóz, musiała zabrać się z nimi. Kolcolistne Kwiecie na szczęście nie robił takich problemów i spokojnie zgodził się na tą malutką wyprawę. Zwłaszcza, że obiecali spróbować zapolować. Kiedy Syrenka się nie odzywała, szli sporą część trasy w ciszy, przez co Bursztyn poczuł pewną charakterystyczną tylko dla niego sympatię do Ikry. Kocurek wydawał się bardzo w porządku, mimo ich różnicy wieku. Na początku nie chciał dać się przekonać i mówił, że wolałby zostać w obozie i spędzić czas z mamą, ale Bursztynowa Łapa przekonał go tym, że dla niej też mogliby przynieść jakiś prezent. Tak też zrobili, chociaż Ikra zdecydował się jednak na świeże kwiaty. Bursztyn głośno wyraził swoją opinię na ten temat, jednak ten tylko mruknął, że lepiej zna swoją mamę, trochę rozbawiony pomysłem, że mógłby jej przynieść pająka. Traszkę też udało się złapać, a nawet do tego dwie myszy, tak więc wszyscy wracali zadowoleni. No może poza Syrenką, która musiała nieść obie piszczki, gdy młodsi mieli zajęte pyszczki prezentami.
Mandarynka ujrzała kremowego ucznia już gdy zbliżał się w jej stronę. Na chwilę schowała pyszczek między łapy, ale gdy podszedł bliżej rzuciła mu zmęczone spojrzenie.
– Traszka – odpowiedział na jej nieme pytanie, odkładając płaza na ziemię i przytrzymując łapą, żeby nie uciekł. – Widzisz te kropki na brzuchu? To piękny okaz samca.

[661 słów]
<Mandarynkowe Pióro?>

[przyznano 13%]

02 października 2024

Od Mandarynkowego Piórka CD. Bursztynowej Łapy

Jakiś dzień przed spacerem z Mżawką

Właśnie wracała wcześnie do obozu. Ten patrol był krótki; wystarczyło oznaczyć granicę i wrócić. Mogła wreszcie wejść do legowiska. Było puste. Podeszła do posłania, kiedy zobaczyła... Jakieś stworzenie. Konkretnie żabę, zieloną. Skrzywiła się. Co to ma być? Wtedy do legowiska zajrzał Bursztynowa Łapa.
— Podoba ci się mój prezent?
— Ty... Włożyłeś mi żabę do legowiska? — zapytała zdezorientowana.
— Tak! —  kremowy uśmiechnął się bardzo dumny z siebie —  To co podoba ci się?
— Czemu myślałeś, że spodobałoby mi się to?! —  krzyknęła. Czy on był głupi? Piorun go trzasnął czy co?
— Podobno kotki lubią żaby... Jaka jest twoja ulubiona?
Tego było za dużo. Kto mu takie rzeczy nagadał? Powoli wypuściła powietrze nosem.
— Kotki lubią kwiaty. Kwiaty. Nie żaby. Nie lubię żab. Nie wiem kto ci takie bzdury nagadał, ale jeżeli chcesz poderwać jakąś kotkę, to daj jej kwiaty! A nie żaby! Chyba że zależy ci na samotności.
Wyparowała z legowiska oburzona.


***

Teraz

Leżała w legowisku Medyka. Miała zamknięte oczy. Nie spała, ale nie chciała patrzeć na inne koty i to miejsce. To jak nisko upadła ją obrzydzało. Usłyszała kroki.
— To znowu ty Mżawko?
— Cześć Mandarynkowe Pióro...
To jednak Bursztynek. Ten dziwaczny miłośnik przyrody od którego ostatnio dostała żabę. Popatrzyła się na niego trochę zirytowana.
— Hm?
— No więc moja żaba ci się nie spodobała...
—  Masz dla mnie kwiaty? —  nie spodziewała się że długowłosy naprawdę się w niej zakochał. Myślała, że to tylko jakiś wkurzający żart.
—  Nie...kwiatów nie było...mam dla ciebie coś innego...
Westchnęła głęboko trochę bojąc się tego, co zobaczy. Kocur wyciągnął łapę na której siedziała... Biedronka.
— Co to ma być?


<Bursztynku, mój cichy adoratorze?>

30 września 2024

Od Bursztynowej Łapy do Mandarynkowego Pióra

– Twoje pływanie wciąż pozostawia trochę do życzenia – westchnął Kolcolistne Kwiecie, gdy Bursztynek po raz kolejny wynurzył się z wody. – To najważniejsza umiejętność w Klanie Nocy… Ale nie przejmuj się, już przed Porą Nagich Drzew szło ci całkiem dobrze, także teraz wystarczy, że podszlifujesz szybkie pływanie, wzmocnisz mięśnie łap i gotowe!
Bursztynowa Łapa zmarszczył lekko nos, słysząc słowa mentora. Jeżeli nie pływa jeszcze dość dobrze, nie ma potrzeby, żeby Kolcolistne Kwiecie kłamał na ten temat. Będzie ćwiczył ile trzeba, aż się nauczy, a żadne optymistyczne obietnice tego nie zmienią. Nie odezwał się więc, tylko z powrotem wszedł do wody. Przepłynął do wystającego z wody zbutwiałego konara i z powrotem.
– Może spróbujesz trochę szybciej? To nie jest trudne, a w chwili pogoni za już zranioną rybą może być kluczowe… I skup się na trzymaniu głowy wyżej nad wodą, przed chwilą trzymałeś ją tak nisko, że większa fala mogłaby wlać ci wodę do pyszczka, a to bardzo nieprzyjemne. Troszkę więcej wysiłku, trening czyni mistrza – zachęcał go mentor. – To znaczy, jeśli czujesz się na siłach, jeśli nie, to możesz chwilę odpocząć.
Bursztyn pomyślał, że Kolcolistne Kwiecie zwykle mówi tak dużo, że łapy spokojnie zdążą odpocząć w trakcie słuchania. Zastanawiał się, czy może mentor ma jakiś problem z ciszą i specjalnie mówi więcej wiedząc, że na Bursztynka jako rozmówcę nie może liczyć.
– W ciszy słychać szelest skrzydełek owadów – odezwał się trochę zmartwiony, że nieświadomy Kolcolistne Kwiecie traci tak cenne doświadczenia.
Wypowiedź ta doprowadziła do dłuższej chwili niezręcznej ciszy, kiedy to oba kocury, starszy i młodszy, patrzyły się na siebie – jeden wybity z rytmu, drugi przygnębiony świadomością, że inne koty nie myślą tak samo jak on i trzeba by było im tłumaczyć całe wątki myślowe, żeby za nim nadążyły. A miał wrażenie, że z Kolcolistnym Kwieciem było już lepiej dzięki ich treningom, w końcu nie pytał już dlaczego Bursztyn wybiera inne miejsca do ćwiczeń i nawet zerkał na pokazywane przez Bursztynka mrówki, gdy te znajdowały się w jakiejś ciekawej formacji. Ba, nawet kilka razy je skomentował i pochwalił!
Perspektywa tłumaczenia się wydawała się bardziej przerażająca niż pływanie w tę i we w tę, tak więc uczeń odwrócił się i wszedł z powrotem do wody. Niechętnie zmusił łapy do cięższej pracy i faktycznie wykrzesał z siebie lepsze tempo. Przepłynął tak spory kawałek, jednak w końcu narastające zmęczenie zaczęło dawać się we znaki i w końcu sobie odpuścił, wychodząc na mieliznę na środku rozlewiska i chwilę odpoczywając. Kolcolistne Kwiecie i tak powinien być zadowolony.
Wszedł do wody, by wrócić; jednak utrzymywał teraz spokojne tempo, rozglądając się po krajobrazie. Rzeka zawsze wydawała mu się dość piękna, zwłaszcza, że to nad wodą latało najwięcej ważek. Teraz też dwie unosiły się nad wodą, po jego prawej stronie. Promienie słońca migotały na ich trzepoczących skrzydłach, a niebieskie ciałka wyróżniały się na tle roślinnego brzegu. Przez chwilę podziwiał je, jednak jego bystry wzrok odnalazł grupę nartników, skaczących po wodzie. Zazdrościł im. Takie przemieszczanie musiało być wygodniejsze niż pływanie. Przystosowania owadów do poruszania się na różne, ciekawe sposoby były fascynujące. Długonogi na przykład zjeżdżał kiedyś z sufitu żłobka na samą ziemię bez żadnego uszczerbku na zdrowiu mimo jego malutkich – wtedy – rozmiarów.
– Jesteście trochę podobne do pająków – wymruczał cichutko.
Nartniki nie zmierzyły go dziwnym spojrzeniem, nie okazały niezrozumienia, tylko dalej spokojnie się przemieszczały. Ich cel był jasny, a świat spokojny i niezmienny. Ta chwila była dla Bursztynowej Łapy magiczna. Miał wrażenie, że nartniki rozumiały go lepiej niż koty – nawet nie wiedząc, co powiedział. Były świadome tego, że istniał, że wydał z siebie jakiś dźwięk. I to im całkowicie wystarczało. Zaakceptowały znajdującego się obok kocura i żyły dalej swoim życiem, odsuwając się jedynie poza zasięg fal, powodowanych przez jego przesuwające się ciało. Rozumiał to, oczywiście. Sam nie chciał ich przecież zalać wodą i skrzywdzić.
Gdy wrócił na brzeg Kolcolistne Kwiecie faktycznie go pochwalił, choć nie znaczyło to dla niego więcej niż ta cicha akceptacja od nartników, której doświadczył na rozlewisku. Wracali już do obozu, a on, ośmielony i pewniejszy siebie, postanowił zagadać mentora. W jakiejś zwykłej, kociej sprawie… O czym lubiły rozmawiać koty? W jego umyśle pojawiła się sylwetka Zmierzch. O przyjaźni? Ledwo co rano siostra próbowała go delikatnie przekonać, że powinien się bardziej otworzyć i znaleźć sobie przyjaciół, bo bliskie relacje są ważne, a on jest przecież dobry i koty to zrozumieją, gdy im na to pozwoli. Chyba sugerowała, że lubią go mniej niż by mogły… Ale które koty go nie lubią? Tym razem przypomniała mu się scena z jego pierwszego zgromadzenia, na którym przypadkiem wpadł na drogę Mandarynkowemu Pióru i został przez nią zwyzywany. Czyli Mandarynkowe Pióro najprawdopodobniej go nie lubiła. A przecież przyjaźniła się ze Zmierzch, o czym młodsza z kotek wielokrotnie mu wspominała. Czy to możliwe, że to o nią chodziło jego siostrze? Nie był do końca przekonany taką dedukcją, ale nic nie zaszkodzi wybadać sprawę. Właśnie, miał spróbować porozmawiać z Kolcolistnym Kwieciem…
– Myślisz, że Mandarynkowe Pióro lubi pająki? – odezwał się więc, zadając pierwsze pytanie, jakie przyszło mu do głowy.
Kolcolistne Kwiecie zmieszał się trochę:
– Oh, ja… Nie jestem pewien, ale nie sądzę… Sporo jest kotek, które się ich trochę boją…
– Mrówki? – Bursztynowa Łapa starał się nie zrazić po pierwszej próbie. Na pewno nie spędziła dość czasu obserwując pająki i to dlatego nie rozumie, że są cudownymi stworzeniami. Zresztą Długonogiego by polubiła, każdy by go polubił po bliższym poznaniu. Kolcolistne Kwiecie posłał mu jednak dość powątpiewające spojrzenie. – A chociaż ślimaki?
– Ślimaki… Nie sądzę, ale… – Mentor przez chwilę zastanawiał się intensywnie, rozglądając wkoło. – Może żaby…? Takie wiesz, zieloniutkie, jakich używa się do ceremonii ślubnej…
Bursztynowa Łapa pokiwał głową w zamyśleniu. Żaby na początek nie brzmiały źle. Mógł zagadać Mandarynkowe Pióro o jej ulubioną żabę, a następnie zachwycić ją swoją znajomością ich rodzajów i zachowań. Wiadomo, żaby nie były tak interesujące jak na przykład pająki, ale w kręgu jego zainteresowań znajdowało się miejsce dla każdego żyjątka.
Na wszelki wypadek na obserwację żab poświęcił cały swój wolny czas w ciągu najbliższych czterech dni. Żeby mieć pewność, że Mandarynkowe Pióro go nie zaskoczy i nie będzie pytać o coś, czego nie wie. A może też trochę dlatego, że żaby jednak były interesujące i gdy zaczął analizować kiedy się chowają, a kiedy odważnie wychodzą na brzeg to sam się wkręcił. W każdym razie minęły cztery dni, a on wpadł na jeszcze lepszy pomysł niż sama rozmowa o żabach – podaruje Mandarynce jedną! Złapał więc perfekcyjny okaz, zieloniutką i bardzo skoczną. Udał się do legowiska wojowników i po zapachu rozpoznał to należące do księżniczki. Położył tam żabę i postanowił czekać na przyszłą‐nową-przyjaciółkę.

[1075 słowa + nauka pływania]
[przyznano 22% + 5%]
<Mandarynkowe Pióro? Księżniczka i żaba Klanu Nocy… Zostaniesz moją żabunią?>