BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psotka x Promieniste Słońce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psotka x Promieniste Słońce. Pokaż wszystkie posty

26 października 2025

Od Promienistego Słońca CD. Nietoperzej Łapy

Kocur pomyślał więc chwile. Nieco bał się, że mógł jakoś urazić uczennice, kocur nie miał przecież na celu sprawić, żeby ta poczuła się jakkolwiek urażona. Nie miał też na celu podważać tego, kim jest, była przecież może klifiaczką. Co prawda nie z krwi, ale to nie było najważniejsze… Klan Klifu powinien być dla niej niepodważalnie domem. Po chwili zastanowień odezwał się więc:
— Kotem klanu Klifu. Nietoperza Łapo, to, że nie pochodzisz stąd, nie znaczy, że nie jesteś kotem Klanu Klifu. Póki twoje serce jest lojalne klanowi to, co płynie w twoich żyłach, nie jest aż takie ważne. Twój ojciec, zostając wojownikiem, udowodnił, że nadaje się na bycie w klanie, a ty jesteś jego córką, czyż nie? Zresztą to nawet nie jest ważne, Mamrok też jest częścią Klanu Klifu, nawet jeśli jest podstarzała jak na uczennicę… — rzekł po chwili, po czym postanowił skłamać delikatnie. — Zresztą klan bardzo się cieszył, gdy zjawiłaś się z siostrami, nawet jeśli tego zbytnio nie okazywali. Każde kocie nawet… Nie do końca przychodzące z klanu koty są dobr.. Nie! Poprawka, są znakomitą wiadomość dla nas.
— Serio? — dopytała czarnobiała koteczka, delikatnie przekręcając głowę na bok.
— Jesteś jedną z nas czyż nie ty mały Psotniku?— mruknął kocur, wymyślając na poczekaniu, śmieszne według niego wyzwisko dla swojej uczennicy.
— Tak, ale nie jestem Psotnikiem! Jestem już uczennicą i jeszcze urosnę duża! –– od pisnęła koteczka, na co to tylko Promieniste Słońce się roześmiał. — Hej co w tym śmiesznego! 
— No cóż, bywa i tak Psotniku — odmruknął kocur, po czym spojrzał na morze i rzekł: — Idziemy dalej co nie? 

<Nietoperza Łapo? Do odpowiedzi proszę!>
[255 słów, trening Nietoperzej Łapy]

[przyznano 3%]

20 października 2025

Od Nietoperzej Łapy CD. Promienistego Słońca

Odkąd tylko opuścili obóz, Nietoperza Łapa wyprzedzała kocura. Ten jednak dość szybko ją prześcigał. W pewnym sensie urządzili sobie niewypowiedzianą rywalizację, kto szybciej będzie w kolejnych punktach ich wycieczki po terenach Klifiaków. Oczywiście koteczka się rozglądała. Podziwiała zmieniający się krajobraz. Niemniej dużą uwagę przykładała właśnie wyzwaniu w prowadzenie ich duetu. To wydawało się dla niej nieco ciekawsze. Chciała udowodnić Promienistemu Słońcu, że była tak samo szybka, jak jasny kocur. Chciała być przez niego podziwiana i traktowana z odpowiednim szacunkiem dla jej umiejętności. Nawet nie wiedziała, kiedy dotarli na plażę. Jej łapki zanurzyły się w piachu. Jakie to było śmieszne uczucie! Złote drobinki usuwały się spod jej łap, a do nosa dostawało się morskie powietrze i szum fal obijał się o jej uszka. Zdecydowanie to miejsce przykuło jej uwagę. Na zadane przez mentora pytanie, uśmiechnęła się. Czy wiedziała? Oczywiście! Słyszała o tym miejscu wielokrotnie i za każdym razem chciała doświadczyć tego widoku osobiście. Przystanęła, a jej błękitne ślipka zatrzymały się na migoczącej tafli. Był to widok naprawdę piękny, a zarazem tak tajemniczy. Patrzyła na horyzont i zupełnie nie widziała końca tej wielkiej kałuży. Czy w ogóle morze miało swój koniec? Czy było tak nieskończone jak Klan Gwiazdy i Srebrna Skóra? Czy było to w ogóle możliwe? Psotka westchnęła. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że raczej nigdy się tego nie dowie. Jej miejsce było tu — w Klanie Klifu. Nie zamierzała opuszczać tego miejsca. Urodziła się tu, mieszkała, żyła to i umrzeć chciała na tych terenach. Oczywiście nigdzie się jej nie śpieszyło. W końcu wciąż miała tyle kotów, którym musiała się jeszcze naprzykrzyć! Poza tym pragnęła osiągnąć o wiele więcej niż aktualnie. W końcu dopiero zaczęła tak naprawdę czerpać z życia.
— Na plaży? Mój ojciec? — przekrzywiła łebek.
— Tak — odpowiedział jej mentor. Psotka przez chwilę się zamyśliła.
— Ale skoro odnaleziono go na plaży, która znajdowała się na tym terenie, to chyba można go uznać w pełni za członka Klanu Klifu, prawda? Bo jeśli nie, to znaczy, że nie jestem…w pełni Klifiaczką. Oczywiście nie przeszkadza mi to, ale cały czas sądziłam, iż chociaż w połowie jestem kotem z krwią tego klanu. Jednak jeśli tak nie jest…to kim jestem? — spytała cicho kocura. Jednak jej głos nie był smutny, a ciekawski. W końcu bez względu na wszystko, wciąż była kotem Klanu Klifu. Czuła się nim, więc cokolwiek teraz by padło, nie zniechęciłoby jej. Chciała po prostu poznać prawdę, ale czy Promieniste Słońce był w stanie jej na to odpowiedzieć? Tego nie była pewna.
<Promieniste Słońce? Wiesz prawda?>
[410 słów]

[przyznano 8%]

11 października 2025

Od Promienistego Słońca CD. Nietoperzej Łapy

Kremowy kocur uśmiechnął się w duchu, widząc zapał swojej uczennicy. Promieniste Słońce poniekąd cieszył się z powodu tego, jaki ciekawski młodzik trafił mu się za ucznia. Choć faktycznie nieco obawiał się, że może nie do końca podołać zadaniu jak najlepszego wytrenowania jej. Myśli czemu to akurat on trafił się jej, na mentora siedziały mu gdzieś z tyłu głowy. Judaszowcowa Gwiazda przypadkiem nie miał bardziej odpowiedzialnych wojowników pod łapą? Czy on z liści losował, kogo przydzieli na mentora? Jak do tego doszło? W każdym razie po chwili postanowił się odezwać do Nietoperzej Łapy:
— Nawet nie wiesz, jak miło mi widzieć, gdy moja uczennica jest tak energiczna — mruknął cicho. Potem dodał głośniej: — W każdym razie dzisiaj pójdziemy nad morze, złote kłosy, kacze bajorko i pogorzelisko. Resztę zwiedzimy jutro, bo to dużo chodzenia, obiecuję też dużo opowiadania o tych miejs…
— To idziemy? — zapytała kotka, przerywając swojemu mentorowi.
— Nietoperza Łapo, ale nie zmuszaj mnie do zrobienia ci treningu o tym, jak nie przerywa się swojemu mentorowi — powiedział, po czym się roześmiał. Dodał też po chwili: — Tak, idziemy.
— Dobrze! — powiedziała i ruszyła.
Kocur szybkim krokiem ją wyprzedził i oboje wyszli z obozu.

***

Dwa koty szły już jakiś czas. Zapach morskiej wody wkradał im się do nosów, a szum obijających się o brzegi fal był słyszalny już od dłuższej chwili. Nic dziwnego biorąc pod uwagę fakt jak blisko morza byli. W końcu przed ich oczami ukazała się duża piaszczysta plaża. Wreszcie są u celu! Promieniste Słońce postanowił więc się odezwać się do swojej uczennicy:
— Widzisz to, Nietoperza łapo? Wiesz co to? — zapytał kocur z uśmiechem na pysku. Znakomicie pamiętał, gdy po raz pierwszy zobaczył to miejsce.
— To morze? Ale wielkie! — pisnęła koteczka. W jej oczach było widać drobne zaskoczenie.
— Wiesz, że to nie jedyna plaża na naszym terenie? — postanowił spytać. Po czym postanowił dodać w ramach ciekawostki jeden fakt. Był ciekawy czy kotka o tym wie. — Wiesz, że twój ojciec pochodzi z plaży?
— Co ma pan na myśli? — spytała koteczka, przekręcając głowę na bok.
— Wiesz, twój ojciec nie zawsze był w naszym klanie… — dodał, po chwili jednak postanowił rozwinąć zdanie. — Nie podważam tego, że jest jednym z nas, ale faktycznie znaleziono go na plaży.

<Uczennico moja, chcesz odpisać?>

[363 słów]

[przyznano 4%]

27 września 2025

Od Nietoperzej Łapy CD. Promienistego Słońca

Dzień mianowania
Niedawno skończyła sześć księżyców. Oznaczało to tyle, że jej łapy miały wejść na nową drogę. Ścieżkę uczennicy. Nie potrafiła usiedzieć w żłobku. Nie chciała już dłużej czekać, a ojciec? Cóż, kocur próbował doprowadzić jej ciemną sierść do porządku. Nie było to zadanie najłatwiejsze, bo Psotka ciągle się wierciła. W końcu Mysi Postrach się poddał, a chwilę później nadeszła ta chwila, na którą Psotka czekała już od dawna. Wyszła ze żłobka z dumnie uniesionym pyskiem. To był jej dzień. Nic nie mogło jej tego popsuć. Przystanęła i uniosła łebek. Przebierając łapkami w miejscu czekała na rozpoczęcie. Rozpierała ją dumą, ekscytacja, ale i chęć napsocenia na nieco większą skalę. W końcu w żłobku miała mniejsze pole do popisu, a teraz się ono rozszerzyło. Uśmiechnęła się chytrze, a jej dwa wysunięte kiełki rozbłysły. Lubiła ten dodatek w sobie. Czuła się z tym dobrze i niezbyt ją interesowało zdanie innych na ten temat. Jako pierwsza dostała swoje uczniowskie imię. Nietoperza Łapa. Brzmiało naprawdę super! W ogóle te stworzenia były świetne. Kto wie? Może dzięki temu imieniu nauczy się latać? Fajnie by było! Jednak idąc dalej, jej mentorem został Promieniste Słońce. Kocur, który zapadł jej w pamięci od razu po tym, gdy zabronił jej wyjść, a potem łaskawie zmienił zdanie. Do tego naopowiadał coś o jej ojcu, że niby dostał po głowie za coś tam. Kończąc na tym, że kazano jej wrócić do żłobka i na tym skończyło się jej zwiedzanie. Potem cały dzień była markotna i niezadowolona.
— Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie owocna — mruknęła cicho do starszego kocura, kiedy ten podszedł do niej się przywitać.
Dzień po mianowaniu
Kotka właśnie spała w najlepsze, po tym, jak podrzuciła pierwszej nocy robaka swojej siostrze Foczce. Z kotką nie spędzała czasu zbyt często. Zresztą z Morświn też nie. Kochała siostry, ale jak na standardy czarnej, ich obecność była nudna. Dlatego też skupiała się na swoich rozrywkach. Zresztą, poznała koleżankę. Była to koteczka o imieniu Drobna. Swoją drogą bardzo miła duszyczka. 
Krzyk Foczki wybudził ją ze snu. Podniosła się do pozycji siedzącej, a następnie zajęła się czyszczeniem. Być może nieco zbyt gwałtownie, ale tylko tak mogła ukryć swój psotny uśmieszek i chichot, chcący opuścić jej pyszczek. Chociaż podejrzewała, że niebieska i tak wiedziała, kto był sprawcą. Mogła się oczywiście mylić. Wtedy też do legowiska zajrzał jej mentor. Podniosła się i podskoczyła do kocura.
— Hej panie mentorze! — wykrzyknęła podskakując.
— Oczywiście! Jestem gotowa odkąd tylko nauczyłam się chodzić! Chodźmy, chodźmy! — to mówiąc, minęła kocura. Jednak tym razem zatrzymała się niemal natychmiast. Odwróciła pyszczek i wbiła niebieskie ślipka w starszego.
— Ach tak. Prowadź — rzuciła, orientując się, iż przecież nie wie gdzie iść. Nie jej wina, że łapy paliły się wręcz do wyjścia. Liczyła też na w miarę dobre tempo. Wierzyła w swoją szybkość. Tatuś jej mówił, że będzie szybka jak...no właśnie. Jak? Nie porównywał jej do niczego, ale młodsza doskonale wiedziała, o co chodziło.
<Promieniste Słońce?>
[471 słów]

[przyznano 9%]

23 września 2025

Od Promienistego Słońca CD. Psotki (Nietoperzej Łapy)

Gdy Nietoperza Łapa była jeszcze kociakiem

Taka chęć zwiedzania terenu przez Psotkę nie zdziwiła Promienistego Słońca. W końcu czego innego mógłby się spodziewać po kimś takim jak ona? Z jego gardła wydobył się więc pomruk:
— Tak, ale poczekaj na mnie, Psotko! Nie chcesz przecież niczego przeoczyć przez przypadek, prawda? Kto wie, może poopowiadam ci coś ciekawego — mruknął, widząc oddalającego się kociaka.
Kocur nie chcąc, by oddalała się zbyt daleko od niego, zaczął iść za nią. Szybkimi krokami udało mu się ją dogonić. Uśmiechnął się lekko. On też taki był, on też był ruchliwy. Dzieciństwo dla Promienistego Słońca było dosyć odległym, lecz w miarę szczęśliwym i spokojnym wspomnieniem. Wszystko było wtedy takie… proste. Wszystko było wtedy… takie łatwe. Sama myśl o momentach, które spędzał na zabawach z rodzeństwem i matkami, sprawiała, że czuł smutek, jak i tęsknotę za tamtymi czasami. Zachowanie Psotki przypominało mu okres, gdy sam był małym kociakiem. Uśmiechnął się delikatnie, gdy usłyszał słowa padające z jej małego, czarno-białego pyszczka:
— Jakie ciekawe rzeczy?! — zapytała, wręcz nieco rozkazująco. Uniosła głowę ku górze i spojrzała w żółte oko kremowego kocura. Zatrzymała się też w miejscu, jakby bojąc się, że oddali się zbyt daleko i nic nie usłyszy.
— Zależy, o co spytasz! — odmruknął bez większego zastanowienia.
— Hmm… — Psotka odwróciła łeb w stronę chodzących po obozie kotów. Pysk kociaka przybrał wyraz mocnego zastanowienia. Z kolei oczy wędrowały tam i z powrotem, szukając czegoś ciekawego. Dopiero po chwili ciszy wreszcie się odezwała:
— Kim jest ten biały kocur siedzący obok tego liliowego?
Wojownik nie spodziewał się, że kotka spyta się o jakiegoś pobratymca. Postanowił jednak, że odpowie jej na pytanie. Promieniste Słońce, zaciekawiony, o co jej chodzi, spojrzał tam, gdzie akurat spoglądała kotka. Dostrzegł swojego brata i Mroźnego Wichra, który przebywał obok. Siedzieli niedaleko siebie i rozmawiali. Nie zdziwiło to kremowego, wręcz przeciwnie. Widok Rozświetlonej Skóry w pobliżu Mroźnego Wichra był tak samo rzadki, jak widok niebieskiego nieba lub zwierzyny na stosie. Był to widok zwykły. Byłoby wręcz dziwnie, gdyby przez dłuższy czas te dwa koty ze sobą nie rozmawiały.
— No kto to? Opowiedz mi o nim, obiecałeś! — pisnęła Psotka, domagając się odpowiedzi.
— Mój brat, Rozświetlona Skóra i Mroźny wicher, jego… umm, nie wiem, jak określić ich relację i ci to wytłumaczyć Psot…
Nie dane było mu dokończyć ostatniego zdania, gdyż kotka odezwała się w trakcie jego wypowiedzi.
— Jego kto? — dopytała z wyraźnym zaciekawieniem w głosie.
— Wiesz co… — powiedział, przerywając sobie samemu na krótką chwilę, tylko by potem dodać:
— Wiesz, co się dzieje, gdy dwa koty baaardzo, baaardzo się lubią? Wiesz, nie jak przyjaciele.
— Co masz na myśli? — zapytała z coraz większym zaciekawieniem, przy okazji przechylając delikatnie na bok głowę.
— Wiesz, takie koty zostają partnerami, Psotko — mówił, tłumacząc dalej. Gdy znów chciał coś powiedzieć, ku jego zdziwieniu, kotka mu przerwała.
— Oni są partnerami? — odrzekła dosyć szybko zaciekawiona.
— Nie są, Psotko… Ale nie zdziwiłbym się, gdyby za niedługo nimi zostali, wiesz… — tłumaczył dalej, ale po raz trzeci zostało mu przerwane.
— A czemu? — spytała ponownie, nie zważając na to, ile razy przerwała Promienistemu Słońcu.
— Bo… Nie mam pojęcia, Psotko. Może jeszcze nie do końca się zorientowali w swoich uczuciach? A może coś innego? Któż to wie, nie pytałem ich i nie zamierzam — odpowiedział, po czym dodał, widząc, że Psotka nie chcę mu tym razem przerywać:
— Tylko nic im takiego nie mów.
— A to czemu? — postanowiła się dopytać.
— Bo Mroźny Wicher nie lubi takich pytań — powiedział, po czym pochylił głowę do ucha kociaka i szepnął:
— To się stało, gdy nie było cię jeszcze na świecie… Ale raz pobił twojego tatę za przypuszczenia, że coś pomiędzy nimi jest.
— Co!? — pisnęła głośno szokowana koteczka, jeżąc się przy okazji. Zwróciła tym uwagę paru kotów. Wojownik poczuł się głupio. W końcu, jakie dziecko nie byłoby zszokowane tym, że ktoś kiedyś pobił jego rodzica? No cóż, miejmy tylko nadzieję, że nigdy sam nie będzie mieć jakimś cudem dzieci czy ucznia, nie był zbyt rozważny w swoich wypowiedziach czy zachowaniach.
Jednym z zaciekawionych kotów był Mysi Postrach. Siedzący dotąd niebieski kocur musiał zaciekawić się tym, czemu jego córka tak zareagowała na słowa kremowego. Promieniste Słońce gdzieś z tyłu głowy czuł, że może mieć problem. Odetchnął nieco, gdy słowa Mysiego Postrachu nie były krzykiem:
— Co się dzieje? — spytał, podchodząc do córki.
— Przepraszam, Mysi Postrachu… Ale chyba musiałem nieco ją zszokować, wyb… — mówił, gdy nagle Psotka mu przerwała:
— To prawda, że Mroźny Wicher cię pobił? — spytała z ogromnym zaciekawieniem w głosie.
— O czym… — powiedział Mysi Postrach, po czym przerwał, przypominając coś sobie. — Psotko, to było już dawno, daaawno temu. Wiesz, że nie byłaś jeszcze wtedy na świecie?
— Promieniste Słońce już mi to mówił! — odpowiedziała.
— W każdym razie, przepraszam, Mysi Postrachu. Chyba muszę bardziej uważać na to, co mówię. Głupi ja — odrzekł w końcu kremowy, mówiąc ostatnie słowa nieco żartobliwym tonem, po czym dodał:
— To ja już sobie chyba pój… —
— Ale miałeś mnie oprowadzić po obozie! — przerwała mu koteczka. Mysi Postrach tylko podniósł głowę, by popatrzeć mu w oczy.
— Mysi Postrachu? Mógłbym, czy wolisz ją zgarnąć do żłobka? — zapytał karmiciela.
— Chyba uważam, że Psotka powinna posiedzieć w żłobku — odmruknął kocur.
— Ale ta… — rzekła mała koteczka, zanim zostało jej przerwane:
— No cóż, bywa i tak. Przepraszam, Psotko, ale wbrew twojemu ojcu nic nie zrobię — rzekł Promieniste Słońce, tym razem przerywając Psotce. Dodał po chwili na pożegnanie:
— Mam nadzieję, że gdy podrośniesz, twój mentor oprowadzi cię po całym naszym terenie! Obiecuję, że na pewno będziesz zachwycona naszymi terenami.
Po tych słowach kremowy oddalił się od Psotki i jej ojca. Nie zwrócił nawet uwagi na to, że Psotka się z nim nie pożegnała. Kocur czuł się nieco głupio z powodu swojej wypowiedzi. Jednak do końca dnia zaprzątało mu głowę coś innego. Cały dzień jego łeb był pełny myśli o jego dzieciństwie. A to wszystko z powodu jednej małej, niepozornej, lecz energicznej oraz ciekawskiej koteczki.

***

Obecnie, dzień po mianowaniu Nietoperzej Łapy i jej rodzeństwa na uczniów

Promienie słońca przedostające się do jaskini przez wodospad już dawno obudziły Promieniste Słońce, który teraz leżał z podwiniętymi łapkami pod ciało. Chociaż warto dodać, że kocur spał mniej, niż by sobie tego życzył. Zbyt dużo czasu spędzał na rozmyślaniu, po jakiego grzyba Judaszowcowa Gwiazda dał mu ucznia. Nie był już tak sprawny, jak kiedyś. Nie po bitwie z Klanem Wilka. Nie był cierpliwy, nie był odpowiedzialny. Promieniste Słońce wiedział, że byliby lepsi kandydaci na jego stanowisko. Mimo delikatnego zmęczenia ogarniającego jego mózg wiedział też coś innego: postara się być mimo jego wad perfekcyjnym mentorem dla Nietoperzej Łapy. Kocur obiecał sobie, że postara się nauczyć ją wszystkiego, co wie oraz nieco przytemperować jej psotny charakter. Oczywiście nie chciał być tym typem mentora, który zanudza ucznia czy go zamęcza w jakiś inny sposób. Wręcz przeciwnie, chciałby zadbać by Nietoperza Łapa swój trening zapamiętała jak najlepiej, i mogła potem wspominać jakiego wspaniałego mentora miała. Z takimi myślami wstał, rozciągnął się oraz zszedł po krótkiej chwili z półki, gdzie znajdowały się legowiska wojowników. Oczywiście uważając, by nie nadepnąć na czyjeś łapy lub uszy. Co prawda mało kto już spał lub leżał, jednak Promieniste Słońce i tak chciał zachować ostrożność. W każdym razie dosyć szybkim krokiem powędrował do legowiska uczniów. Gdy ujrzał siedzącą i myjącą swoje czarno-białe futro Nietoperzą Łapę uśmiechnął się przyjaźnie, po czym rzekł:
— Dzień dobry Nietoperza Łapo! Gotowa na trening? Czy chęci poznawania terytorium nie zniknęły ci z mianowaniem na uczennicę? — zapytał, wymawiając ostatnie słowa żartobliwym tonem.

<Droga uczennico? Czy chciałabyś zwiedzić teren ze swoim głupim mentorem?>

[1204 słów]

[przyznano 12%]

14 września 2025

Od Psotki CD. Promienistego Słońca

Psotka prychnęła, niezadowolona wizją opowieści. Opowiadanie o terenie w ogóle nie wydawało jej się niczym ciekawym. Wolałaby doświadczyć tego na własne oczy. Sucha teoria nigdy jej nie pasowała. Dość szybko traciła tym zainteresowanie. Plotki? To było kompletnie co innego! One były ciekawe i można było je nieco przeinaczyć, a co za tym szło wzbogacić o jeszcze ciekawsze szczegóły!
— Obóz brzmi o wiele lepiej niż takie nudnawe historyjki — parsknęła w odpowiedzi. Nie miała ochoty ukrywać swojej niechęci do czegoś zwanego teorią. To była jej zdaniem tylko strata cennego czasu. Nawet nie chciała myśleć o treningach gadanych. Jak można było siedzieć w jednym miejscu i słuchać tego, czy owego? To brzmiało niemal tak strasznie, jak niektóre sny nawiedzające ją czy jej siostrzyczki w nocy. — Kiedyś zostanę uczennicą i będę mogła robić, co chcę — dodała ciszej, wstając na łapki.
Uniosła dumnie łebek i się wyprostowała. Niech każdy widzi jaka duża już była!
— To jak? Idziemy, czy na obietnicy się tylko skończy? — dodała jeszcze i nie czekając na reakcję starszego kocura, po prostu skierowała się ku wyjściu. No teraz to Promieniste Słońce będzie musiał z nią iść, bo inaczej mogło być na niego, jeśli nie daj Klan Gwiazdy, by jej nie upilnował, prawda? Miała zamiar wtedy zgrywać ofiarę tak niesprawiedliwego dopatrzenia jej bezpieczeństwa przez wyższego. Ojciec na pewno by jej uwierzył. W końcu Mysi Postrach bardzo ją kochał i praktycznie wszystko wybaczał. Miała więc ten przywilej.

<Promieniste Słońce?>

31 sierpnia 2025

Od Promienistego Słońca CD. Psotki

Dzisiejszy dzień mijał mi jak zwykle. Pełen rozmyślań, sprawiających, że czułem się zmęczony. Nic niezwykłego, lecz też nic prostego. Jednak poza tym było dosyć spokojnie, można było nawet uznać, że się nudziłem. Więc po prostu postanowiłem odwiedzić żłobek. Idąc do żłobka, nie spodziewałem się, jednak znaleźć małego uciekiniera. Stanąłem więc w miejscu, gdy maluch mnie zobaczył. Spojrzałem na nią z góry, gdy zauważyłem, że podniosła główkę. Jej ślepia bardzo przypomniały mi te Mysiego Postrachu. Jednak jako odpowiedzialny dorosłym musiałem coś powiedzieć prawda?
— A gdzież to idziemy, młoda wojowniczko? — powiedziałem stanowczo, jednak nie ostro.
Psotka, bo tak chyba było jej na imię, wyprostowała się.
— Jak to gdzie? Na przygodę! Przepuść mnie! — miauknęła w moją stronę, tupiąc delikatnie łapką.
Westchnąłem tylko na to zachowanie, nachyliłem się i złapałem ją za kark. Mimo jej protestów zabrałem ją z powrotem do żłobka. Usadziłem na posłaniu, które pachniało mi jej ojcem i usiadłem obok.
— Nie wolno ci wychodzić ze żłobka. Szczególnie na tamtą ścieżkę — mruknąłem do czarno-białej.
— Dlaczego? Ty tam byłeś!
Gdy ponownie usłyszałem głos koteczki, jedynie uśmiechnąłem się w duchu, kiedyś też byłem takim małym psotnikiem. Jej zachowanie delikatnie przypominało mi moje wyczyny. Spojrzałem więc się w jej niebieskie oczka i rzekłem:
— Poczekaj maluchu, podrośniesz i sobie tam będziesz mogła chodzić — powiedziałem delikatnie. Nie chciałem brzmieć ostro, miałem wrażenie, że żadne dziecko tego nie lubi.
— Ale czemu nie teraz? — Dalej protestowała Psotka, ewidentnie trzeba było spróbować jej wytłumaczyć.
— Bo to niebezpieczne — mruknąłem.
— Ale będę uważać! — Dalej piszczała koteczka.
— Aż tak bardzo chcesz wyjść poza żłobek? — zapytałem kociaka i po chwili myślenia dodałem: — Teoretycznie można, by opowiedzieć ci o naszych terenach, bo jesteś jeszcze nieco za młoda na pełnoprawną wycieczkę… Albo bym cię, chociaż po obozie oprowadził. Co ty na to?

<Psotka? Jesteś proszona do odpowiedzi>

12 sierpnia 2025

Od Psotki do Promienistego Słońca

Kolejny dzień mijał, a mała Psotka potrafiła coraz więcej. Z jednej strony były to powody do radości, ale z drugiej jej pomysły przekraczały pojęcie co niektórych starszych kotów. Dziś jednak było w miarę spokojnie. Przynajmniej do momentu, kiedy to czarnulka nie wymknęła się ze żłobka. Oczywiście, mogła pójść bezpieczniejszą trasą, ale jak to malec, chciała pokombinować. Zresztą smuga światła ją najbardziej zaciekawiła. Widziała ją już wielokrotnie, ale za każdym razem zabraniano jej tam chodzić czy nawet bawić się w pobliżu. Stanęła nieco dalej wejścia, ale wciąż miała je w pobliżu. Właśnie miała zrobić krok do przodu, kiedy to na jej drodze pojawiło się wielkie cielsko pewnego kocura. Błękitne oczka powędrowały nieco wyżej.
— A gdzież to idziemy, młoda wojowniczko? — Rozległ się głos jasnego. Ton jego głosu nie był ostry, aczkolwiek stanowczy. Psotka zmarszczyła brewki. Dlaczego ktoś musiał jej przeszkodzić? Wyprostowała się, chcąc jakkolwiek wyglądać na większą, niż w rzeczywistości była.
— Jak to gdzie? Na przygodę! Przepuść mnie! — miaułknęła w jego stronę, tupiąc delikatnie łapką. Wyższy kocur westchnął, a następnie nachylił się. Złapał ją za kark i zabrał z powrotem do żłobka. Ciemny kociak starał się protestować, ale nic to nie dało. Jedyne, co Psotka osiągnęła, to zmęczenie. Promieniste Słońce usadził ją na posłaniu i usiadł obok niej.
— Nie wolno ci wychodzić ze żłobka. Szczególnie na tamtą ścieżkę — mruknął kremowy.
— Dlaczego? Ty tam byłeś! — obruszyła się.


<Promieniste Słońce?>