BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śpiewający Wiesiołek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śpiewający Wiesiołek. Pokaż wszystkie posty

17 marca 2020

Od Śpiewającego Wiesiołka cd. Melodyjnej Łapy

Rudy point rozmawiał właśnie z Pląsającą Sójką zaraz po patrolu. Było to coś w rodzaju refleskji o życiu, istnieniu i.. no wsumie wszystkim. Opowiadał jej o wszystkich przygodach, które ostatnio miał przyjemność lub i nie przyjemność przeżyć. W kilku słowach. Dawno temu ostatnio rozmawiał z matką. Ogólnie ostatnio najwięcej czasu spędzał z mentorką, gdyż podczas uczniowskiego życia bardzo pilnie trenował, często wychodził ćwiczyć a patrole były codziennością. Jednak opłaciło się to bardzo młodym mianowaniem na wojownika i zyskaniem dużej ilości czasu. Tak, doszło mu też ich trochę więcej, ale wymagające treningi z Chabrową Bryzą zostały zakończone a to zajmowało mu tak naprawdę najwięcej czasu.
— Pani mamo droga, pozwól jeśli miła, odejść mi już do leżą swego. — Miauknął kocur wbijając wzrok w Pląsającą. Niebieska kiwneła z uśmiechem głową, więc Śpiewający Wiesiołek szybkim krokiem doszedł do legowiska swojego. Nie mógł się przyzwyczaić że nie sypia już w legowisku uczniów! Jednak, zamiast ujrzeć swoje czyste, mięciutkie posłanko prawie na środku legowiska wojowników zobaczył je całe w strzępach. Zaraz obok stała Melodyjna Łapa. Syn Rysiego Warkotu przypomniał sobie że Czapla Gwiazda dał uczennicy Rzecznego Nurtu karę za ich przebywanie na zgromadzeniu. W głębi duszy współczuł jej i Jeżowej Ścieżce. Szczególnie czekoladowemu kocurkowi, najbardziej lubianego przez Śpiewa z dzieci Brzozowego Szeptu. Jednak widok 'umarłego' legowiska przywrócił go do rzeczywistości. Przełknął gwałtownie ślinę i otworzył pysk.
— Ojej, co się stało z moim biednym legowiskiem? — wymruczał nieco smutny. Widząc strach w oczach liliowej szylkretki uśmiechnął się podszedł do niej.
— Droga moja, nic się złego nie uczyniło. — Miauknął, zaraz po tym starając się ponownie złożyć legowisko do jego wcześniejszej formy.
— Przepraszam.. — Mrukneła koteczka z małą skruchą.
— Nic się nie uczyniło. — Powtórzył się Śpiew i już chwilę po tym legowisko było tak jak wcześniej.


<Melodyjko? Wybacz że trochę mało popchnęłam to do przodu>

14 marca 2020

Od Śpiewającej Łapy (Śpiewającego Wiesiołka) cd. Cyprysowej Szyszki

Śpiewająca Łapa u boku Chabrowej Bryzy po raz kolejny patrolował grancie. Razem z niebieską opowiadali sobie żarty, jak to zwykle bywało na ich luźnych wyprawach. Stąpał powoli po śniegu na którym się lekko zapadał, jednak nie poddawał się i lgnął do przodu. Teren pod jego łapami był nie równy, a każde minięte drzewo wyglądało jagby było uschniętym krzewem z grubym konarem. Puszysta sierść kocurka bardzo ułatwiała poruszanie się, tak samo jak jego pulchna i głównie składająca się z tkanki tłuszczowej sylwetka. Co dziwne, nie jadł jednak za dużo, poprostu taki był i za nic nie umiał tego zmienić. Pusty wzrok wbity miał w chmury, które płynęły po niebie, niczym statki po błękitnym wielkim morzu. Niebo w postrzeganiu ofutrzonego rudego, cętkowanego kocura o żółtych oczach było niczym plansza, na której chmurki grały czasem w berka, czasem w chowanego a może to tak naprawdę były chumrkowe zabawy o których nikt nie miał pojęcia? Point lubił tak rozmyślać, beztrosko wpatrując się w piękną plansze nad jego głową. Kocur wziął głęboki wdech, nie mogąc oderwać wzroku. Był wręcz jak zahipnotyzowany i prawdopodobnie byłby jescze długo czasu w takim stanie, gdyby nie gwałtowne zatrzymanie przez Chabrową Bryzę. Miał już syknąć na kotkę, jednak zaraz spojrzał że jest praktycznie już na terenach klanu Klifu i przed nim stała szylkretowa drobną kocica o brązowych oczach i poddenerwowanym wyrazie pyska. Terminator Chabrowej Bryzy szybko przypomniał sobie że nie dawno już się z nią mijali. Uświadomił sobie też, że to ta sama kotka która postanowiła od niego uciec, na próbę nawiązania kontaktu. Miał w głowie mętnik i od tamtego spotkania rozmyślał, co zrobił źle. Wkońcu jednak usłyszał jej głos, a na treść zapytania zmarszczył czoło.
- Nie zaatakujecie mnie, prawda? - Miaukneła niespokojnie wojowniczka Klanu Klifu. Uczeń otworzył w zdziwieniu pysk, czując że coraz bardziej ciekawi się tą kotką. Czuł że jest w niej coś.. tajemniczego.
- Nie, po co? - Miaukneła Chabrowa Bryza, owijając się ogonem.
- No bo wtedy kiedy ostatnio się widzieliśmy.. - Zaczęła niepewnie szylkretowa kotka.
Śpiewający strzepnął głową. Nadal nie miał pojęcia o co chodzi.
- Uciekłaś wtedy od naszych skromnych osób. Nie wiedzieć czemuż, lecz uciekłaś. - Stwierdził point, wsumie niezbyt wiedząc po co to powiedział. Zaraz po nim, znowu odezwała się Chabrowa Bryza.
- Właśnie, czemu uciekłaś? - Zapytała, starając się uśmiechem zachęcić szylkretowa-białą kotkę do mówienia. Terminator zaraz po tym usiadł, mając nadzieję że tym razem nie skończy się jak ostatnio. Miał dobry zamiar, a przyjemność sprawiało mu poznawanie nowych person. Nawet takich, których wogóle nie rozumiał.

<Cyprys? wybacz że tyle czekałaś>

12 marca 2020

Od Śpiewającej Łapy (Śpiewającego Wiesiołka)

Rudy point przemierzał właśnie wysoki śnieg z uniesionym ogonem. Czuł się obserwowany i naprawdę.. był wtedy obserwowany przez swoją mentorkę, Chabrową Bryzę. Było to jego trzecie albo już czwarte samotne polowanie i kocurek w głębi duszy miał nadzieję że jest to spowodowane tym, iż niedługo ma zostać mianowany. Wątpił jednak w to, gdyż sam uważał że jest jednak na to za młody. Strzepnął szybko po tym głową. Musi polować, nie jest to czas na rozmyślanie. Z tą myślą w głowie wyskoczył do przodu, przeskakując od śnieżnej zaspy do drugiej. Ups, chyba właśnie zapomniał o co chodzi w polowaniu, a tak przynajmniej to wyglądało. Miał się już po raz kolejny odbić na swoich dość.. puszystych łapkach jednak powstrzymał go odgłos stadka królików. Zastrzygł uszami i zatrzymał się. Zmarszczył czoło, próbując dostrzec futra konfidentów, jednak wiatr połączony ze śniegiem mocno przeszkadzał kocurkowi w tym zadaniu. Wziął wdech i przysunął się jeden krok do przodu i w tym właśnie momencie zobaczył puszyste, białe futerka królików. Przypadł do ziemi, prawie że zakopując się w śniegu, jednak i tak po praktycznie że nos, przykryty był białą, wilgotną warstwą. Ledwo ruszył łapą a zorientował się że jest w beznadziejnej sytuacji. Jednak nie zamierzał odpuścić. Napiął się, wybił tylnymi łapami, przeleciał nad śniegiem i wylądował idealne w środeczku gromady królików, która już zbierała się do ucieczki. Zdezorientowany kocurek machnął obiema przednimi łapami, starając się "nabić" na swoje pazurki dwa króliki które akurat były w zasięgu żółto okiego. Na jego szczęście, z skóry obu króliczków zaczęła wyciekać ciepła krew, prosto na jego łapy. Przybił dwa stworzenia do śniegu, łapy wciskając jak najniżej do ziemi, w celu uduszenia ofiar. Gdy schował pazury i wypuścił zwierzynę, żyjątka (a już chyba bardziej martwiątka) były już drętwe. Zostało mu tylko przysypać ich obu śniegiem i ruszyć dalej, na polowanie. Musiał się pokazać z jak najlepszej strony, bo chociaż nie było powiedziane to w prost to zauważył na pierwszym samotnym polowaniu że Chabrowa Bryza obserwuje go gdzieś zza krzaków. Machnął ogonem, czując w oddali mysz. Znów nieco zbliżył się do ziemi i zawęszył. Poszedł do przodu i okazało się że znalazł martwą już mysz, chyba zabitą przez jakiegoś psa. Po dłuższym zastanowieniu, postanowił że ją też weźmie. Włożył ją do wykopanego przez niego dołka, zasypał śniegiem po czym poszedł dalej, ponownie wciągając nosem powietrze i oczekując na oznaki tego że w pobliżu znajduję się zwierzyna którą mógłby przynieść klanowi. Uniósł pysk z małym uśmiechem mając nadzieje na jeszcze więcej łupów.

**

Śpiewająca Łapa wstrzymał oddech. Moment nadania wojowniczego imienia był jednocześnie straszny i taki fastynujący. Z uśmiechem wpatrywał się na Czaplą Gwiazdę, głowiąc się jakie imię dostanie. Kocurek niecierpliwie odpowiedział na typowe, ceremonialne pytanie przywódcy i zestresowany zaczął przebierać łapami. - Więc, mocą Klanu Gwiazdy nadaje ci imię wojownika. Śpiewająca Łapo od dziś będziesz nosił miano Śpiewającego Wiesiołka. Klan Gwiazdy uznaje twoją mężność i szczerość, witamy cię jako pełnoprawnego wojownika Klanu Burzy. - Mruknął z uśmiechem czekoladowy lider. Śpiew liznął go szybko w bark, prawie zapominając jak się oddycha. Nie umiał zrozumieć że właśnie został wojownikiem.

09 marca 2020

Od Śpiewającej Łapy cd. Cyprysowej Łapy (Cyprysowej Szyszki)

- Z klanu Burzy. - Miaukneła Chabrowa Bryza ostrożnie. Śpiew miał wątpliwości co do tego czy podawanie takiej informacji jest bezpieczne, jednak chyba sama też by się domyśliła. Rudy point przypomniał sobie o drugim pytaniu szylkretowej kocicy jak się domyślał, z klanu Klifu. 
- Me miano Śpiewająca Łapa jest, Chabrową Bryzą zaś moja mentorka jest. - Ostatnie słowa powiedział z szczególnie dużą dumą. Czuł że miał do tego powód, bardzo szczycił się tym że niebieska kotka była jego mentorką. Bardzo ją lubił i ona chyba nawet lubiła terminatora. Wiedział że miał wielkie szczęście urodzić się w Klanie Burzy, chociaż jedna rzecz bardzo mu nie pasowała. Co to może być? Tak, to właśnie piekielne istoty, które przejmą nasze duszę.. nie, nie w tą stronę. Szaro - Burawe, o puchatych białych ogonkach i długich uszach. Wiecie już? K R Ó L I K I. Skubane, były takie szybkie.. w odróżnieniu od pulchnego kocura. Szybko jednak trzepnął głową. Nie czas teraz na przemyślenia.
- Droga panno miła, uraczysz nas informacją kim ty jesteś? - Zapytał, uśmiechając się. Cofnął się kilka kroków, aby stać na równi z Chabrową Bryzą. Wbił przyjazny wzrok w terminatorke klanu Klifu, nadal się uśmiechając. Im bardziej się jej przyglądał, tym widział więcej różnic. Jedyne co ich łączyło, to podobna długość futra. No i to że w niektórych miejscach kotka też była ruda. Budową też się dużo różnili, Kotka była wyższa i dużo...chudsza.

<Cyprys¿>

08 marca 2020

Od Śpiewajającej Łapy

Śpiewająca Łapa został przydzielony na patrol łowiecki z Chabrową Bryzą i Lamparcim Skokiem. Sam nie wiedział czy będzie to jak na treningu, czy będzie traktowany jak na normalnym patrolu. Ruszył truchtem w dół z obozu, jednak został zatrzymany ogonem przez Lamparciego Skoka.  
– Hej młody, nie tak szybko! Mamy polować, a tak najwyżej spłoszysz całą zwierzyne.
Miauknął czarny van, po chwili jednak uśmiechnął się po chwili. Chabrowa Bryza zachęciła go ruchem głowy do pójścia. Rudas ruszył wesoło do przodu, szybko jednak zwalniając tempo. Szybko wyczuł zapach jaszczurki, więc zastrzygł uszami. Przypadł do ziemi i na pulchnych łapkach ruszył do przodu. Wziął głęboki wdech starając się uspokoić. Będzie dobrze, to tylko Jaszczurka.. powtarzał sobie Śpiewająca Łapa.
Da radę.
Napiął mięśnie i odbił się, lądując prosto na zielonym stworzeniu. 
– Bardzo dobrze, Śpiewająca Łapo. Teraz ją zakop, wrócimy po nią później. – Powiedziała z aprobatą Chabrowa, po czym lekko pacneła go ogonem. 

              **

Udał się do żłobka, według polecenia Chaber. Przyszedł razem z królikiem, dopiero co upolowanego przez Lamparciego Smoka. Wszedł, a wtedy dobiegło do niego mnóstwo wspomnień, a zapach mleka wydał się dziwnie znajomy. Tyle przeżył u boku swojej siostry i brata, wogóle tyle przeżył.. a nie miał nawet 10 księżyców. Przymknął oczy, ale szybko zdał sobie sprawę z tego że stoji tak z kilkadziesiąt uderzeń serca i każdy mieszkaniec żłobka wbił w niego zdezorientowane spojrzenie. Najbaczniej patrzyła na niego liliowa szylkretowa kotka o podobnych do niego uszach. Śpiew przełknął ślinę, zostawił królika i zaczął powoli się wycofywać.

<Melodyjko?> 

05 marca 2020

Od Śpiewającej Łapy cd. Cyprysowej Łapy

Razem z Chabrową Bryzą wyszli na jego ulubiony typ treningów. Patrol! Powolnym krokiem odwiedzili traktora Toma, granice z innymi klanami aż wkońcu doszli do miejsca gdzie najbliżej jest do Klanu Klifu. Odnowił szybko ślady zapachowe i żwawo ruszył dalej. Śpiew już z daleka wyczuwał że kogoś spotkają. Za mocny zapach, aby to było nic. A gdy zbliżyli się do granicy klanu Klifu, zobaczył wraz z mentorką nie za wielką szylkretową kotkę. Rudy point wzdrygnął się nieco, a kiedy Chabrowa Bryza napieła mięśnie zjeżył futro.
- Chabrowa Bryzo! Panienka zasiada na stronach swych w ciągłości nadal a walka wcale się w tym momencie nie nada. - Mruknął, dotykając Chaber lekko ogonem. Kiwnął głową, na znak że załatwi wszystko.
- Witaj droga moja, co sprowadza cię na nasze pogranicze? - Zapytał Śpiew jednak tylko z ciekawości. Nie lubił przemocy, wolał wszystko wytłumaczyć na spokojnie.
- A-am.. ja tylko polowałam, n-na swoich terenach! - Miaukneła lekko poddenerwowana szylkretka. Point zbliżył się trochę do granicy, machając ogonem. - Spokojnie droga moja, jeśli chcesz iść, twoja wola. - Mruknął. - Wolimy jednak aby szanowna dama została na krótką przyjemną konwersacje, co ty na to? - Miauknął, zachęcająco machając ogonem. Miał nadzieję że nie wypłoszy szylkretki, wolał zdobyć nową przyjaciółkę niż wroga. Wyglądała dość przyjaźnie, jednak Chabrowa Bryza była wogóle nie ostrożna.
- Cześććć! - Miaukneła niebieska z nutą radości w głosie.

<Cyprys?>

04 marca 2020

Od Śpiewającej Łapy

Rudy point wstał o świcie, więc od razu zajął się czyszczeniem sierści. Wziął wdech i wbił swój Rudy point wstał o świcie, więc od razu zajął się czyszczeniem sierści. Wziął wdech i wbił swój wzrok w niebo i słońce, wstające na niebie. Uśmiechnął się, nie wiedział czy sam do siebie, czy do tego nieba, pięknego nieba. Nic w życiu mu nie brakowało, miał rodzinę, miał przyjaciół, miał klan i bardzo przyjemną mentorke. Wymyślał fraszki, kilka wschodów temu opowiedział jedną swojemu (jak dla niego) przyjacielowi Jeżowej Łapie, jescze ten który miał powiedzieć za kociaka. Przełknął ślinę i oparł pysk na łapach. Wkońcu jednak potrząsnął głową i przypomniał sobie że został przydzielony do pójścia na patrol. Wybiegł niczym petarda, jednak zauważył że przy wyjściu stoji narazie tylko jeden kot. Nieco się skrzywił, jednak zaraz doszli Kucykowy Ogon z Cienistą Łzą.
- Idziemy? - zapytał Ośle Ucho, który przybył jako pierwszy.
- Piękny poranek już wstaje więc zostało nam tylko wyruszanie. - Mruknął łagodnie Śpiew, właściwe wychodząc już z obozu.

                           **
Już prawie.. prawie.. Nie. Nie ma.
Śpiew prychnął zezłoszczony i odwrócił się do Chabrowej Bryzy z zezłoszczony wyrazem pyska (twarzy? nie wiem) Znowu polowanie się nie udało, a gdy mentorka powtórzyła zasady, już prawie wywrócił oczami. Wybił się jednak od ziemi, w duszy coraz bardziej nie lubiąc swojej nie klanowej budowy. Przyległ jednak do ziemi i zaczął sunąć ku królikowi, a bardziej dużej gromadzie królików. Wkońcu, wyskoczył jak z procy i wylądował, prosto w grupce królików. Jescze prócz fazy lotu udało mu się zadrapać jednego z królików na tyle, że nie mógł się zbytnio ruszać. Ugryzł więc go w szyje, z triumfem wracając z nim do mentorki.

02 marca 2020

Od Śpiewającej Łapy

Wstawaj, wywłoko! - Miaukneła wesoło Chabrowa Bryza, nie myśląc nawet o obrażeniu Śpiewu. On też nie poczuł się atakowany, wiedział że to są żarty, głupie bezbronne żarty jego i mentorki. Szybko wstał, otrząsnął z siebie resztki mchu i podszedł do kotki, ocierając się o jej bok na znak szacunku.
- Iść zjeść mógłbym, droga pani? - Zapytał kocur patrząc się na stos zwierzyny.
- Leć, zanieś też dla karmicielek. - Wydała polecenie zdecydowanym głosem Chaber. Wziął więc Wróbla do pyska i zaniósł go do żłobka. Od razu przypomniało mu się dzieciństwo, na wskutek czego ciężko westchnął.
Podłożył wróbla Karmicielką i wyskoczył z żłobka, pędząc po kolejną zdobycz.
Odgryzł pół Nornicy, z drugą połówka poszedł natomiast do swojej mentorki i dał jej ją. Kotka odwdzięczyła się uśmiechem i razem ruszyli w głąb lasu.
- Chcesz powalczyć? Następnego wschodu słońca popolujemy, dzisiaj mogę powiedzieć ci praktykę. To łatwe, chociaż nawet jeśli będziesz bardzo chciał coś ci nie wyjdzie, wiesz jak jest. Dobra, ale teraz opowiem Ci o ruchach bitewnych. Najpopularniejszy to wskoczenie na grzbiet i drapanie lub gryzienie naprzykład w ucho. Musisz się odbić, wylądować na kręgosłupie przeciwnika i wbić pazury w jego barki. Najlepiej gdy straci równowagę, wtedy robisz z nim ci chcesz. Spróbuj na mnie, tylko bez pazurów. - Skończyła wywód kotka, po czym Śpiew odrazu wpakował się na jej grzbiet. Zaczął szarpać, jednak nic. Już trochę się zawiód, ale do rzeczywistości przyciagnął go uderzenie się o ziemię, na wskutek odrzucenia przez Chaber. 

29 lutego 2020

Od Śpiewającej Łapy

Nie mógł rozszyfrować Chabrowej Bryzy i nie podobało mu się to. Co prawda była to ich pierwsza lekcja, ale on już by chciał wiedzieć z kim ma do czynienia. Domyślał się już pod jako charakter może ją podpiąć, jednak to nie wystarczy. Chciał ją sprawdzić w każdej możliwej sytuacji więc wypytywał o wszystko, tak jak ona wypytywała go. Chaber przedstawiała tereny w ciekawy sposób, opowiadała mu różne historyjki związane z nimi, śmiali się też razem. Śpiew z uwagą słuchaj Chabrowej, na każde, dosłownie k a ż d e pytanie zadawając pytanie.
- O tu, jest taki fajny traktor. Nie wiem czy jest używany przez, ale jest fajny, co nie ? - Miaukneła kotka, lustrując wzrokiem owy traktor.
- Tak, piękny on jest iście, przyznać to mu wypada jednak patrz, tam idzie mysia.. strawa! - Ostatnie słowo dodał bo mu się zrymowało, typowo dla Śpiewa. Chabrowa Bryza zawęszyła, przybrała pozycje łowiecką i przytrzymała łapą Śpiewa, który chciał za nią iść.
- Cicho bądź, tam jest jedzenie, sam je zauważyłeś. Potem ekspresowa lekcja polowania teraz nie otwieraj nawet pyska. - Mrukneła mu na ucho, po czym ekspresowo rzuciła się na mysz. Wróciła nieco umorusana błotem, gdyż mysz stała za kałużą. Niebiesko białą kotka była teraz niebiesko brązowa, a gdy rudy point zaczął się lekko śmiać, ta spojrzała na niego urażona również zaczęła rechotać.
                          ***
- Psttt, Tańcząca Łapo! - Miauknął rudy. Gdy bury Kocurek się nie obudził, pacnął go łapą i ugryzł w ucho.
- No co? Jest późno! - Odparł brat Śpiewającej Łapy, Ziewając.
- Dlatego budzę cię, przecież to wiem! Chciałem zrobić zacny żart, Jeżowej Łapie! - Miauknął, wesoło Śpiew, zachęcając ogonem brata do wstania.
-Chodźmy! -


<Tańcu? jakoś randomowo do ciebie, nie musisz odpisać>


28 stycznia 2020

Od Śpiewu CD. Jeżowej Łapy.

— Mogę pomóc ci poszukać Sikorki. Pewnie jest z Rysią Łapą, albo Pląsającą Łapą. Gdzie twoi rodzice?
Zapytał Jeżowa Łapa, unosząc głowę.
— Zaiste oni...
Oh. Brak.
Siostra miała być z rodzicami (przynajmniej według Jeżowej Łapy, a jemu ufał) więc naturalnie zaczął się rozglądać, skakać, wąchać, tuptać. Ale nigdzie ich nie widział.
No wcięło ich. Rozglądając się panicznie w obie strony, nigdzie nie dostrzegał futra swoich rodziców. Po prostu ich nie było. Chciał by tu byli, chciał żeby obok stali. W tym wszystkim zapomniał, że miał szukać siostry, a nie Pląsającej Łapy i Rysiej Łapy. Nigdzie nie widział podkręconych uszek swojego taty, jego rudego puchatego futerka i przenikliwych zielonych oczu. Brak też było szylkretowego, ślicznego futerka Pląsającej. A najbardziej brak było rudo czarnego futra Sikorki, a wtedy ją najbardziej chciał zobaczyć.
— Jeżowa Łapo? Mej siostry ślicznej nie znajdziemy jeśli na miejscu stać ciągle będziemy. Może szybkim krokiem, bądź podskokiem udała się na początek grupy? — Miauknął zatroskany rudy tonijski point.
— Dobrze myślisz mały. Popatrz tam, a ja zobaczę tu. — Odparł kocur.
No to ruszył. Patrzył pod każdy wręcz kamyk, mijając masę kotów. Nawet spotkał Tańca, wymienili zdania i okazało się że bury także szuka siostry. No to poszli razem. Mieli swoich rodziców, ale ich... nie zauważyli. Możliwe, że minęli też Sikorze, jednak jej też by nie zauważyli? Możliwe.

<Jeż?>

Od Śpiewu

Dziwna ta woda!
Po raz pierwszy widziała strumyk. Klan Burzy przechodził obok niego już praktycznie przy obozie. Koty z klanu zaczęły pić, niby ostatnio był gdzie jakiś wodopój, jednak lepiej się nawodnić. Droga miała być już króciutka, jednak mało kto już wierzył temu dosłownie, bo przed wyruszeniem też ogłaszali iż będzie krótka, każdy więc wolał mieć zapas. Szczególnie że temperatura nadal doskwierała, i nie wyglądało na to że ma ochotę zelżeć. Tak, lekko kropiło ale nadal było gorąco. Śpiew już kończył siedzenie i miał już iść, jednak nagle w wodzie plusnęło, i wyłoniła się ryba.
— NA KLAN GWIAZDY, CO TO JEST?! — Wydarł się point, prawie nie dostając zawału (i przyprawiając o zawał sporo burzaków).
— Ryby nie widziałeś mysi móżdżku? I nie drzyj się jakby cię ktoś skalpował.— Usłyszała głos zdenerwowanej Pliszkowego Kroku, a po nim dźwięki poparcia, oraz śmiech Jeżowej Łapy, Pylistego Świtu, Oślego Ucha oraz Lamparciego Skoku. Śmiało się jeszcze trochę kotów, jednak w tym harmiderze wychwycił tylko te. Nie obyło się też bez drwiących, rozwścieczonych bądź poirytowanych parsknięć. Śpiew się hiperwentylował (wraz z Rysią Łapą, przyprawił tatę krzykiem o stan niemalże omdlenia). W tym samym czasie Czapla Gwiazda zarządził dalszy wymarsz, nie zważając na szepty i dalsze drwiny wśród reszty członków. Każdy chciał już dotrzeć, nie było się co dziwić. A najbardziej chyba czekoladowy lider. Śpiew powoli się uspokajał, w odróżnieniu od Rysiego, gdyż on nadal przeżywał tą sytuację.

<Można klepać>

Od Śpiewu

Sikorka i Taniec postanowili robić na Śpiewka kolejny zamach. Pierwsze co widział po przebudzeniu to ich roześmiane oczy w radosnych barwach, razem z wesołymi iskierkami. Sikorka złapała go za ogon...
Na takie rzeczy sobie nie pozwoli!
- Sikorko!!! ZOSTAW mnie! Nie chce się z tobą bawić! — Gdy ta posłusznie to zrobiła, Taniec zaczął go podgryzać.
— Halo! Wy się umówiliście...? — Miauknął smutno. Planowali to, na pewno! On przecież jest zawsze sam, nikt nigdy nie jest z nim!
Sikorka uśmiechnęła się tylko rozbawiona, czyli już wiedział że tak. Urażony, odwrócił pysk i wtulił go w futerko. Chciał też w zabawach mieć takie wsparcie któregoś z rodzeństwa.. ale uplasował się na takiej pozycji. Nic mu już nie pomoże, nie ma szans! Cóż, nie powie że jest czarną owcą, wie że siostra i brat go kochają, jednak wolą bawić się przeciwko niemu. Czy to dlatego że zawsze przegrywa? Chyba tak. Westchnął cicho, mając jednak nadzieję że to CIĄGLE tylko przypadek. Chociaż, raz czy dwa, któreś z nich pomagało mu w walce. Z reguły miał pod górkę, jednak żyjemy dla lepszych chwili, prawda? Na tej podstawie chce budować przyszłość, tak sobie wymyślił, tak jak dużo innych rzeczy. Lubił wymyślać i chyba mu to wychodziło. Nie było to trudne, trzeba było tylko troszkę kreatywności!

Od Śpiewu

Niechętnie chodził obok taty i rodzeństwa, nie wiedząc już co robić. Gdy nagle, zobaczył ciekawego liścia, takiego duuuuuuużego! Takiego wielkiego! Wyglądał jak orzeł, zielony. Miał jescze takie dziwnie żyłki i był strasznie suchy i kruchy, jednak dziwił kocurka urodą.
Ziewając poruszył liścia i bardzo się tym poruszył. Wziął go więc ząbki, aby tym razem nie poleciał, jednak wiatr wyciągnął go do przodu.
— No nie! Listkuuuu zostań prosze! —
Nieposłuszny listek jednak miał swoje zdanie i leciał dalej.
— Proszę cię, wybacz mi nie leć dalej!— Lamentował kocurek nad lecącym ciągle w dal zielonym liściem. Gorąc nie przeszkadzał, napewno nie teraz gdy ścigał huligana. Kiedy zaczął sie oddalać od grupy zrezygnował. Trzeba znaleść nowego. Ale najpierw odpocząć.. Ah. No tak, oczywiście, jasne, rozumiem, przecież to O C Z Y W I S T E. podróż, nie ma odpoczywania, nie ma! Przecież musimy iść, nie możemy zostać TU! Parsknął Śpiew i podreptał do mamy.
— Mamusiuuu pan listek opuścił mą osobliwą osobę! — Lamentował nad uchem Pląsającej Łapy. Jej futro, rudo niebieskie w cętki z białym. Była cudowna..
— Oh, kochanieńki.. poszukamy innego Pana Listka dobrze? —
Na te słowa nieco sie uraził.
— Ale tamten był moim przyjacielem..
— Smutno spuścił głowę i chrząknął.
— Kochany, inny też cię pokocha. — Miauknęła Pląsia czule.
— Na pewno..? Bo on będzie tęsknił..

Od Śpiewu

— Dobranoc, mamo.. — Miauknął i kuląc się zamknął oczy, nieświadomy że sen który przyjdzie, postanowi zrobić mu niespodziewany koszmar.

Kocur leżał gdy nagle poczuł oddech. Błyskawicznie się podniósł, jeżąc sierść. Gdzie jest? Trawa, wrzosy, drzewa.. zwierzęta.. masa martwych zwierząt. Wręcz lawina skór, mięsa i krwi? Słyszał paniczne krzyki.. widział jak jakieś duże czarno białe coś, wyło i biło w powietrze. Niewidzialne coś zadawało temu ból, widział to. Nagle wyprysneła krew.. z jego łap, i czarno białego czegoś. Była to fontanna, cała fontanna. Paniczne zaczął się szamotać, a gdy do krzyku dołączył się śmiech, upadł na ziemię. Kiedy podniósł głowę, widział to czarno białe coś ciągnięte przez coś za coś, gdzieś.. Nie znał tego miejsca. Zaczął krążyć, łazić tu i tu, bez celowo, próbował się z tąd jakoś uwolnić. Wyczuł.. Wodę? Skoczył w tamtą stronę, mieląc ślinę, patrząc na swoje zakrwawione łapy. Wpadł z hukiem nad skarpę. W przerażeniu zobaczył że czarno białe muczące stworzenie idzie. Za nim. To sen to napewno tylko sen.. Postanowił więc skoczyć na dół, przecież się obudzi. Albo nie? Wylądował na brzegu iii się nie obudził. Przeklnął w myślach na klan Gwiazdy i przerażony obserwował jak czarno białe stworzenie skacze za nim, w dół. Na szczęście, wskoczyło do wody i.. utoneło.
— Niech to już się skończy, błagam. —

I miał rację. Był to tylko sen. Gdy się wybudził czuł ugle. tylko ulgę.

Od Śpiewu CD Jeżowej łapy

Klan Burzy nie jest jedynym klanem w lesie? Dobry żart. A tak przynajmniej by pomyślał, przed rozmową z czekoladowym. Przysłuchiwał się jego słową, szykując odpowiedzieć.
— N-naprawde? Zaiście r.., rozumiem iż nie jesteśmy jedynymi kotami, jednakże myślałałem że ten, owy, wdzięczny klan Burzowy jest na tyle silny że każdy boji sie być po za NIM!
— Wymruczał, wciąż zdziwiony. Jeżyk zaśmiał się i ogonkiem smyrnął rudego.
— Wiesz, jest Klan Klifu, Nocy i Wilka. Ah, no i oczywiście Lisa ale niektórzy gorzej go traktują. —
Gorzej traktują? O nie!
— Okrutne! Czemu taki los spotkał taki zaiście cudowny klan?
Wypiszczał praktycznie z ekstytacją.

                     ***

— Jeżowa Łapo? Gdzie zmierzasz? —
Miauknął pośpiesznie do przechodzącego Jeżowej Łapy, razem z Srebrną Łapą.
— Em.. nie mam konkretnego celu idę z grupą. — Odpowiedział nieco zdziwiony pytaniem kocur.
— Ouuh.. no tak.. zaiście, idziemy w nieznane. — Miauknął zawstydzony point machając pośpiesznie głowa i ogonem w te i w tą.
— J-ja szukam mej siostry. — Powiedział niespokojnie. Zaraz..
Zauważył ogon. Ciemnawy. Taki ma Sikorka? Trzepnął głową i popędził w dół, prosto w krzaki. Nagle skoczył na kota i.. Brzozowy Szept? Zachłysnął się powietrzem i skulił.
— Ah! Przebacz mi proszę me krzywdzące i agresywne zachowanie, myślałem iż ma siostra chowa się w trawie! — Zanim Brzoza zdążyła cokolwiek zrobić, ten już wybiegł. Kiedy się wyłonił, wyrżnął orła tu przed Jeżem.

<Jeżowa Łapo?>

27 stycznia 2020

Od Śpiewu

Rudy niechętnie wpatrywał się na chmury płynące po niebie. Ciągle te chmury. Nie ma tu nic innego? Chmury i tylko chmuuuuuuuurryyyyyyy normalnie by się cieszył, kochał niebo i CHMURY jednak n i e w t y m m o m e n c i e. W tym momencie nienawidził chmur, nieba, natury i jakichkolwiek innych rzeczy. Ba, nawet był obrażony na osobistość Czaplej Gwiazdy! Za to, że nie mógł zostać tam gdzie się urodził! Um... stój. To Śpiew. On kochał chmury nawet w tym momencie, nawet wtedy kiedy przeszkadzały, nawet wtedy kiedy miał ich dość. On nie miał serca sie na coś obrazić. Dreptał więc wesoło u boku mamy i taty, co i rusz podchodząc do kwiatków, liści, drzewek i innych roślinek. Za każdym razem, każdej roślince (dosłownie KAŻDEJ) mówił jaka to ona piękna, urocza i dobra.
— Ah malutki, twe nóżki jak gałązki najmniejszego drzewka, a oczka jak niebo zapełnione gwiazdkami... — Lamentował nad żuczkiem buszującym w trawie.
Gdy na futerko leżącego kocura, wskoczył pasikonik rudy chciał już pisnąć, ale gdy zorientował się że jest bezpieczny, skupił całą swoją uwagę na nim. Z zahipnotyzowaniem słuchał jak, jego zdaniem śpiewał, owad. Mógłby tak spać, leżeć, albo po prostu istnieć..
— Chodź Słoneczko! — Zawołała Pląsającą, taranując owady wokół i biorąc Śpiewa za kark. Ukrywając lekką irytację, kiwnął głową.
— Żegnaj przyjacielu.. —  Wymruczał, a po chwili wydawało mu się, że robaczek mu odpowiedział...
Ogarnij się, robaki nie mówią... Prawda?

18 stycznia 2020

Od Śpiewu CD. Sikorki

Wysłuchiwał Tańca z uśmiechem, szczególnie mocnym podczas zakończenia jego wypowiedzi. Zamyślona Sikorka siedziała zamyślona, wypatrując się w legowisku medyczki. Rudy cętkowany point o jasno żółtych oczach strzepnął tylko ogonem, wyskakując przed siebie. Rodzeństwo szeptało coś w żłobku, podczas tego gdy Śpiew niuchał kwiatki. Fioletowe, czerwone, niebieskie i różowe.. w 'obozie' a bardziej za nim rosło ich tak wiele! Piękne były i wręcz go hipnotyzowały.. położył się koło mlecza i zaczął gorączkowo biegać koło nich, skakać i tarzać się. Podczas leżenia koło maków wciągał powietrze i zaraz je wydmuchiwał..
— Ah piękne me kwiatuszki, jesteście jak pokarm dla pszczółki, słodziutkim zapachem nas otaczacie i radością mnie otaczacie! — Wypiszczał podekscytowany kocurek, pacając je łapkami i pytając każdego jak się czuje. Nie zorientował się że od turlał się sporo długości borsuków.
Gdy sobie to uświadomił, zaczął panikować.
— Tańcu?! Sikorko? Mamo! Tato? — Obłąkany zaczął płakać, po czym w popłochu łapami uderzać płatki kwiatków, szukając obozu. Gdy przez kilkanaście uderzeń serca biegł, gdy w końcu zobaczył obóz.
Zerwał kilka kwiatuszków, aby się uspokoić i tak jak zaproponował Taniec wziął kwiatki. Jednak gdy doszedł do żłobka, rodzeństwa tam nie było. Zaczął rozglądać się czy nie ma ich za żłobkiem, przed żłobkiem, a może koło? Rudy nerwowo uskoczył i chciał udać się do legowiska medyczki. Bingo! Zauważył rodzeństwo ozdabiające dziwnymi kwiatkami właśnie je...

<Sikorko? Strasznie długo mi to zeszło :/. Jeśli chcesz możemy skończyć ten wątek bo trochę stary on już>

11 stycznia 2020

Od Śpiewu CD. Sikorki

Przywódca Klanu Wilka? Na Klan Gwiazdy, za co? Kocurek się skulił, bojąc się odmowy. Zaczął uderzać nerwowo ogonem o ziemię, zaczynając obmyślać plan ewakuacji. Co może zrobić... co może zrobić?! Chyba trzeba po prostu odmówić tej profesji. Grzecznie odmówić. Jednak to nie było takie łatwe, bo rodzeństwo może się zdenerwować. Gdy zaczął czuć na sobie wzrok owych kociaków, przymknął oczy modląc się aby obeszło się bez awantury.
— Eeemm... ja... może... — Zaczął niepewnie, starając się odmówić. ale jak zwykle nie wyszło i szylkretowa malutka siostra wyprzedziła go w mówieniu.
— Super! Będesz Spiewająca Gwiasda! — Wykrzyknęła szylkretka, podrywając się do góry i podchodząc do jak się okazało chwilę potem Tańczącej Gwiazdy.
 Szepnęła coś tajemniczo do niego, a po chwili oboje rzucili się w stronę Śpiewu. Ten naprawdę się przestraszył, więc zamiast próbować odbijać atak uciekał gdzie pieprz rośnie.
— Bois się... ? — Zapytała Sikorka, prosto do ucha Śpiewu. T
ten strzepnął główką i powiedział, że nie. Ta, jasne, na pewno, w ogóle się przecież nie boi! Na dowód tego nieśmiało stanął na ogonie Sikorki, a gdy ta syknęła od razu się skulił.
— Wybacz! — Miauknął w panice ,że się siostra się obrazi, w między czasie chowają pysk między łapy. 
Bał się ruszyć, czując już na sobie gniew. Owinął się ogonem, WCALE nie zamierzając już się bawić. Nie ma opcji, eem... no chyba, że odmowa znów nie wyjdzie.

<Sikorko? strasznie cie przepraszam że dopiero teraz>

04 stycznia 2020

Od Śpiewu CD Jeżowej Łapy

Jeżowa Łapa. No dobra, będzie dobrze. Strzepnął ogonem gdy kocur zapytał go o wierszyk. Wbił lekko wystraszony wzrok w Pląsającą Łapę, szukając pewności siebię. Nie chciał dzielić się swoją twórczością z innymi. A dlaczego? Poprostu bał się że się pomyli, powie coś źle, komuś się nie spodoba.
— Uh.. Zaiste, zrobię go. Za kilka wschodów słońca. Proszę nie gniewaj się, że dopiero wtedy! — Miauknął kocurek, swoim króciutkim ogonkiem zakrywając się nieco.
— Spokojnie, nie będę się gniewać! I bardzo Ci dziękuję. — Odparł czekoladowy, nieco zakłopotany.
Pląsającą uśmiechnęła się i zaczęła myć niezadowoloną z tego Sikorkę.
— To em.. — rudy mlasnął językiem zastanawiając się.
— Proszę, opowiedz mi o wspaniałości życia w Burzowym Klanie! — Zawiesił się na chwilę, zdając sobie sprawę że nie umie wymowić nazwy własnego klanu. — Znaczy się, Klanie Burzy. — Powiedział, siadając na tyle blisko czekoladowego terminatora, że dotykał go futerkiem.
— Taak.. no więc zacznijmy od tego że nasz klan żywi się głównie królikami. Wiesz, to takie zwierzątka z długimi uszami. — Opowiedział Jeżowa Łapa, spoglądając na młodzika.
— Trzeba oczywiście polować, w potrzebie walczyć i patrolować granice. Najpierw, gdy skończysz 6 księżyców tego wszystkiego nauczy cię twój mentor. — Miauknął ponownie, a Śpiew kiwnął głową na znak że wszyściutko rozumie. Walka, polowanie, patrolowanie granic.. wyglądało ciekawie.

<Jeżowa Łapo?>

01 stycznia 2020

Od Śpiewu

To słońce zawsze tak świeci?
Zapytał sam siebie podnosząc szanowny zadek i ruszył przed siebie dwa kroczki. Zauważył że rodzeństwo już się gania. Niestety. Na szczęście go nie zauważyli, będąc w drugiej części żłobka. Westchnął więc cicho i przypomniał sobie że wymyślił wierszyk, dla mamusi. Uśmiechnął się i starannie wylizał futerko na piersi. Przecież na tak ważną okazję musi wyglądać jak najpiękniejszy kot w lesie. Gdy skończył, zabrał się za lizanie boków i łapek. Kiedy już błyszczał, podniósł się i wymijając rodzeństwo przyszedł do mamy i z bananem na pysku oświadczył o tym, że specjalnie dla mamusi wymyślił wierszyk.
— Mamusiu, mam dla ciebie wierszyk!
Powiedział i poczekał na rekacje rodzicielki.
— Kochaniutki, to cudnie! Powiesz mi go? — Zamruczała z radością i ogonkiem smyrneła kocurka.
—Płatki kwiatków gdy widze mamusiu cię na myśl mą przychodzą, futerko twoje mięciutkie niczym trawka,  ciągle chce przytulić cię i wszędzie z tobą biec. Tak dużo dla nas robić chcesz, zawsze nas ochronić. Kochanej mamusi układam więc wiersz, by.. em.. no nie wiedziałem co tu dać więc powiem że kocham cię! — Wyrecytował Kocurek.
— Oooo! Cudny, cudny, cudny! Kochani bierzcie przykład ze swojego braciszka! —
Na ostatnie słowa się nieco zawstydził. Nie lubił, jeśli ktoś ma się na nim wzorować.. każdy jest przecież inny, więc po co kogoś udawać?
— Em.. Dziękuję? — Wyszeptał, chcąc się upewnić że rodzeństwo nie będzie się na niego za to gniewać, bo to przez niego mama powiedziała że mają brać z niego przykład.. Zanim ktoś zdążył się odezwać, przez wejście do żłobka przeciskał się chyba jeden z uczniów. Zdążył już poznać klanowe role, a on był jakiś mały w porównaniu do mamy. Zauważył że ma żółte oczka i brązowe niczym kora sosny futerko.
Od razu przybiegł się przywitać, tym razem przeganiając rodzeństwo.
— Witaj! Moje serce raduje się ogromnie iż przyszedłeś nas odwiedzić! Oh, gdzie moje maniery.. Nazywam się Śpiew, a ty? —
Powiedział entuzjastycznie rudy, siadając na tyłeczku.

<Jeżowa Łapo?>