BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czajkowe Zaćmienie x Rozżarzony Płomień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czajkowe Zaćmienie x Rozżarzony Płomień. Pokaż wszystkie posty

12 lipca 2022

Od Rozżarzonego Płomienia cd Czajkowego Zaćmienia

 — Okłamałeś mnie. — Wypluła w końcu, a jej oddech stał się nierówny, przerywany. — J-jak mogłeś? Węgiel wcale nie jest synem Kamiennej Agonii... jesteśmy rodzeństwem, Wilcza Zamieć jest naszą matką, a ojcem... Lisia Gwiazda — to imię ledwo przeszło jej przez gardło. Zacisnęła powieki, ukrywając pysk przed spojrzeniem rudzielca. — U-ufałam Ci, a ty... okłamałeś mnie. Okłamywałeś przez cały czas... jak śmiałeś?! — miauczała z trudem, ledwo powstrzymując łzy. 
Był... w szoku. Nie spodziewał się, że z pyska jego uczennicy, która w końcu została mianowana, padną te słowa. Otworzył pysk, ale go zamknął. Pokręcił jednak głową, przybierając bardziej zacięty wyraz pyska. 
- Nie okłamywałem cię Czajko. Nie wiedziałem, że twój ojciec to... Lisia Gwiazda, przysięgam. Po klanie chodziły różne plotki. Na dodatek twój brat przypominał Kamienną Agonię, więc nie dziwię się, że wszyscy w to wierzyli. A Wilcza Zamieć nie była zbyt chętna do dzielenia się tym, kto zrobił jej brzuch. - starał się jej to wyjaśnić. 
Nie chciał by sądziła, że robił to umyślnie. Owszem... może i sam wymyślił tę plotkę, jednak nie znał prawdziwego pochodzenia tych kociąt. Lisia Gwiazda... Coś takiego... A on przypadkiem nie umarł dawno temu? Słyszał jednak o nim opowieści. Każde kocię coś o nim słyszało. Czyżby opętał ciało jakiegoś biedaka, tak jak zrobiła to Piaskowa Gwiazda? W sumie... ona też miała jako Zajęcza Gwiazda młode i to z Kamienną Agonią, więc było to... bardzo prawdopodobne. 
- Lisia Gwiazda mówisz? - Pokręcił głową. - Niesamowite. Nie wiem czy wiesz, ale dużo o nim słyszałem. Masz naprawdę potężnego ojca. Dlatego widziałem w tobie to coś. Ten potencjał.
- Całe życie z Węglem spędziliśmy razem... musiałeś przecież wiedzieć, że urodziliśmy się razem. Że Kamienna Agonia nie miała własnych kocią aż do miotu z Zajęczą Gwiazdą... - Kręciła głową, podciągając raz po raz nosem. - Więc... czemu? Dlaczego w to brnąłeś? - przerwała, opuszczając łeb. Starła łapą łzy z policzków i wzięła głębszy wdech. - Wilcza Zamieć... powiedziała, że jestem pomiotem diabła... jak mogłeś widzieć coś we mnie po kimś... takim? To kolejne kłamstwo?
Nie podobały mu się słowa kotki. Wilcza Zamieć była siebie warta. Mówić takie rzeczy o swoich dzieciach? Absurd. Czajkowe Zaćmienie nie była potworem. Była kimś, w kim widział to coś, co może kiedyś im się przydać. 
- Kamienna Agonia w tamtym okresie dziwnie się zachowywała. Nie zdziwiłbym się, gdyby urodziła w ten sam dzień co twoja matka i podrzuciła młode. Nie lubiła nigdy dzieci. - Machnął łapą. - Wilcza Zamieć od zawsze była nawiedzona. Dla niej nawet ja jestem pomiotem diabła. I widzę potencjał w tobie, Czajko. Lisia Gwiazda był kimś silnym i potężnym. Powinnaś cieszyć się z takiego ojca. Ja przynajmniej z chęcią bym się z nim skontaktował. Z opowieści babci wynikało, że był rudy, więc był godny nas, a my go. Nie powinnaś się tego wstydzić.
- Myślisz, że powinnam szukać z nim... kontaktu? Opowiesz mi coś o nim? - mruknęła po dłuższym namyśle, nastawiając uszu.
Co on takiego o nim wiedział... Że budził postrach w każdym z klanów? Mimo to cechował się siłą, która była ich godna. Gdyby żył na pewno by się dogadali. On i Piaskowa Gwiazda. W skrócie więc opowiedział kotce o dawnym liderze Klanu Klifu, tak jak on go widział. Jako kogoś wielkiego. Żadnego potwora czy oprawcę. Kogoś z kogo mogła być dumna. 

<Czajka?>

27 czerwca 2022

Od Czajkowej Łapy (Czajkowego Zaćmienia) CD. Rozżarzonego Płomienia

— Nauczysz się dzisiaj, że jesteś ponad te wszystkie nierude koty. Kamienna Agonia musi dostać karę za te wszystkie krzywdy jakie nam wyrządziła. Zabrała ci brata, drwiła i miała gdzieś. Dzisiaj dokonasz swojej zemsty — powiedział wchodząc do środka. — Kamienna Agonio! Witaj! Patrz kogo przyprowadziłem! - miauknął, zachęcając Czajkową Łapę, by podeszła. — No spójrz na to żałosne stworzenie. — Przejechał wzrokiem po wymizerniałej sylwetce kotki. Czajkowa Łapa niepewnie poszła w jego ślady. Widziała już nie raz kocicę w takim stanie. Więc dlaczego teraz, gdy była tu z mentorem, w jej głowie zaczęły krążyć wątpliwości do powodu tej wizyty? — Daj jej nauczkę. To będzie twój ostatni test. 
Obruszyła się, słysząc słowa kocura. Miała... miała ją uderzyć? Zemścić się za to, co Kamień jej zrobiła? Skrzywdziła ją, to prawda. Jednak czy chciała się zemścić? Według Żara powinna. A jeśli on tak uważa... może ona też musi tak myśleć? Nie chciała stracić jego szacunku, a jeśli się sprzeciwi...
Wzrok Czajki znów spoczął na Kamiennej Agonii. Kotka nawet się nie poruszyła. Wzrok zielonych oczu zatrzymał się na Czajce, pozwalając by spotkały się ze sobą spojrzeniem. Szylkreta zaraz chciała uciec spojrzeniem, jednak coś w zielonych ślepiach ją zatrzymało.
— Rób co chcesz — powiedziała tylko ochrypniętym od milczenia, gardłowym tonem głosu. — Będziesz zupełnie taka, jaka ja byłam kiedyś. Zniżysz się do używania siły by pokazać wyższość. Bo tak on cię nauczył. — Mruknęła, wskazując ogonem na Żara i uśmiechnęła się lekko, zamykając oczy i opierając je na łapach, czekając na ból, jaki ją spotka. 
— Nie słuchaj jej, Czajkowa Łapo — prychnął rudy. — Próbuje Cię nastawić przeciwko mnie. Nigdy nie będziesz jak ona. Ona nie dorasta ci do pięt. Kłamie, niszczy wszystko, na czym ci zależy. Zasłużyła na karę — miauczał do ucha swojej uczennicy. Tak. Zasłużyła. Zasłużyła na wszystko co ją spotkało. A jednak teraz, leżała z skromnym uśmiechem na pysku, czekając na przeznaczenie. Przeznaczenie, którego szylkreta miała dokonać. Uniosła powoli łapę. Czas dłużył się i dłużył, wychodząc poza nieskończoność. W jej głowie burza myśli wiła się niczym zaskroniec. W pewnym sensie słowa Kamiennej Agonii poruszyły nią. Nie chciała się stać jak ona. Nie mogła. Nie wybaczyła by sobie tego. Więc czy powinna zemścić się za księżyce krzywdy? Czy odpowiedź była tak czarno biała, jak malował ją Rozżarzony Płomień? Musiała mu zaufać. Jeśli nie jemu, to komu? Kto ją poprowadzi do świetności?
Uderzyła więc. Raz za razem, pięściami wybiajając swoją złość na futrze kotki. Księżyce duszenia w sobie żalu, smutku i reszty negatywnych emocji nie pozwalały się jej teraz zatrzymać. Nie pozwalały przestać. Wyżycie się sprawiało wrażenie tak dobrego, tak potrzebnego. Gdy zaczęła, nie mogła się dłużej hamować. Przestała dopiero, gdy w jej piwnych oczach zaczęły zbierać się łzy. Żar uraczył ją dumnym uśmiechem. Na Kamienną Agonię nie miała już odwagi spojrzeć. Czajkowa Łapa wyszła, w ciszy, z martwym wyrazem pyska. Odprowadzona przez Rozżarzony Płomień i wątpliwości, płynące ze swojego czynu. 

***

Na sztywnych kończynach szła w kierunku Rozżarzonego Płomienia. Dopiero co skończyła rozmawiać ze Zwęglonym Kamieniem. Gonitwa myśli wciąż ją przytłaczała. Znów czuła się jak ta niewinna uczennica, która nie wiedziała co ze sobą zrobić. Więc... Węgiel mówił prawdę. Wilcza Zamieć to potwierdziła. Kotka, który nigdy się do nich nie odzywa, potwierdziła jego słowa. A to oznaczało...
— Okłamałeś mnie. — Wypluła w końcu, a jej oddech stał się nierówny, przerywany. Kłuło ją w sercu, a jej wnętrzności się przewracały się, skręcając się wzajemnie. Czuła się... zdradzona. Oszukana. Przez jedyną osobę, której ufała, po tym jak widziała jak Zając morduje tamtego kocura... — J-jak mogłeś? Węgiel wcale nie jest synem Kamiennej Agonii... jesteśmy rodzeństwem, Wilcza Zamieć jest naszą matką, a ojcem... Lisia Gwiazda — to imię ledwo przeszło jej przez gardło. Duch z Miejsca Gdzie Brak Gwiazd? Jak to w ogóle możliwe? Zacisnęła powieki, ukrywając pysk przed spojrzeniem rudzielca. — U-ufałam Ci, a ty... okłamałeś mnie. Okłamywałeś przez cały czas... jak śmiałeś?! — miauczała z trudem, ledwo powstrzymując łzy. 

< Żar? >:[ >

12 maja 2022

Od Rozżarzonego Płomienia cd Czajkowej Łapy

 – Dobrze, Rozżarzony Płomieniu. Zabijmy ją. 
Zabić... O jak bardzo chciał by to się stało. Tygrysia Smuga rozwaliła mu związek tylko tym, że się pojawiła. Zasługiwała na karę. Tylko... był jeden problem. Piaskowa Gwiazda nie pochwali tego co by zrobili. Wojowniczka jest ruda, nie szylkretowa, a ruda. Tak bardzo ruda jak jego futerko. Na pewno by się wściekła, bo mogłaby dać ich klanowi cudowne kocięta. Mimo to... zacisnął zęby, widząc minę Rudzika. To jak odszedł... 
Dlaczego go to spotkało? Czemu kotka musiała go śledzić i mieszać się w jego życie? Po co jej tak zależy, by przestał wierzyć w swoje przekonania? Przecież były święte! Tak jak Piaskowa Gwiazda, która wróciła zza grobu, wyjawiając mu, że jest jego babcią. To najbardziej go zaskoczyło, a poczucie dumy bardziej zawładnęło jego ego. Nie zastanawiał się wówczas co to oznaczało. Że jego ojciec żył tuż obok, ignorując jego istnienie. 
Pokręcił głową, wracając na właściwe tory. Czajkowa Łapa oczekiwała na jego polecenie. Wiedział, że gdyby tylko miauknął zgodę, ta bez wahania rzuciłaby się rudej do gardła. To mu w niej wyszło. Zrobił narzędzie, które poprowadzi dalej ich idee w świat. Niestety... musiał odmówić, nawet jeśli przed chwilą mówił sam, że chętnie by rozszarpał zdrajczynie na strzępy. 
- Nie możemy - wystękał. - Piaskowa Gwiazda będzie zła... Trzeba ją ukarać inaczej... Ale też by zabolało - miauknął, zaczynając knuć zemstę. 
Te słowa bardziej zainteresowały uczennicę, która nadstawiła bliżej ucho. Na razie nie miał żadnego pomysłu. Zbyt cierpiał, a smutek przelewał się przez niego niczym zamieć śnieżna. 
- Pomyślimy... o tym później - miauknął, odchodząc od kotki i kładąc się na mchu. Nadal czuł zapach Rudzika. Jednak niedługo wywietrzeje i nie pozostanie po nim ślad... 

***

Treningi szły tak jakoś... nijako. Oczywiście, Czajkowa Łapa robiła postępy, jednak każdy dzień był tak samo szary i ponury, mimo tego, że pogoda była ładna. Nic go nie bawiło; no może prócz znęcania się nad Kamienną Agonią. Dlatego też, by umilić sobie ten czas, zaprowadził uczennice pod legowisko "morderczyni kociąt".
- Co tu robimy? - zapytała zdziwiona szylkretka. 
- Nauczysz się dzisiaj, że jesteś ponad te wszystkie nierude koty. Kamienna Agonia musi dostać karę za te wszystkie krzywdy jakie nam wyrządziła. Zabrała ci brata, drwiła i miała gdzieś. Dzisiaj dokonasz swojej zemsty - powiedział wchodząc do środka. - Kamienna Agonio! Witaj! Patrz kogo przyprowadziłem! - miauknął, zachęcając Czajkową Łapę, by podeszła. - No spójrz na to żałosne stworzenie. - Przejechał wzrokiem po wymizerniałej sylwetce kotki. Dziwił się jak ona jeszcze może się poruszać. - Daj jej nauczkę. To będzie twój ostatni test. 

<Czajkowa Łapo?>

[przyznano 5%]

25 kwietnia 2022

Od Czajkowej Łapy CD. Rozżarzonego Płomienia

Siedziała nieruchoma, opatulona szokiem i płomiennym futrem mentora. Rudy kocur szlochał na jej ramieniu, a z jego pyska płynęły ledwo rozumiane przez nią słowa, ledwo sklecone zdania. Aż do ostatniego.
– Zabijmy ją… tą… zdrajczynię. Która mi go odebrała – zamiauczał, wciąż łkając na jej ramieniu. 
– Ale…  jest jedną z naszych. Jest ruda – wydukała Czajkowa Łapa w mętliku myśli. Przecież… każdy rudy mógł stać się pożyteczną częścią. Każdy mógł zasłużyć na szansę, by stać się kimś wielkim. Wystarczyło, że miałeś kolor płomieni lub rdzy i iskrę w sobie. Nic więcej. Nie musiałeś mieć rodziców, rodziny, siły czy stanowiska. Wystarczyły te dwie rzeczy… więc dlaczego Tygrysia Smuga nie mogła doświadczyć tego zaszczytu?
– Nie jest jedną z naszych. Jest jak Zając – Czajkowa Łapa zagryzła zęby. I wszystko jasne. Więc była zepsuta jak on. Była potworem jak on. Nie można było im ufać. – Współpracują. I razem zatruwają nam życie – syczał Żar pod nosem, coraz mocniej obejmując swoją uczennicę. Wściekłość i żal wylewała się z niego kaskadami, spływając na wcześniej neutralnie nastawioną do Tygrys kotkę. Jad, który sączył się z pyska Rozżarzonego Płomienia, znalazł sobie łatwą drogę do jej serca. I tak jak z początku zaskoczona trwała w bezruchu, tak nareszcie wykonała jakiś ruch. Oddała uścisk Żaru. Objęła go łapa i delikatnie pogładziła po grzbiecie, kładąc ostatecznie łepek na jego barku. Słyszała, jak usilnie próbuje powstrzymać płacz, jak wyrywają się z jego piersi żałobne jęki. Ta bezsilność, chwilowa bezbronność jej silnego, dumnego mentora… ujęła ją. Pokazała, że Kamienna Agonia się myliła. Zawsze się myliła. Kłamała, próbując przeciągnąć ich na swoją stronę. A jej głupi brat w to wierzył.
Rozżarzony Płomień nie był zły. Nie był zdrajcą, nie był bezdusznym potworem. Łzy tak prawdziwe, tak szczere nie mogły płynąć od kogoś, kto nim by był. 
Delikatnie, jednak czule przejechała językiem za uchem kocura, starając się ukoić jego nerwy. Chciała mu dać coś, co on dał jej wcześniej. 
– Dobrze, Rozżarzony Płomieniu. Zabijmy ją. 

< Rozżarzony Płomieniu? >

[5% przyznane]

17 kwietnia 2022

Od Rozżarzonego Płomienia cd Czajkowej Łapy

 Nie miał ochoty prowadzić tej lekcji. Wszystko stało się... takie nijakie. Pozbawione sensu. Ciągle myślami wracał do zgromadzenia. Wyraz ślip Rudzikowego Śpiewu, jego wycofywanie się i zniknięcie wśród tłumu kotów. Jego słowa, że potrzebuje czasu, że mu nieufa, bo nie są w jednym klanie. 
- Rozżarzony Płomieniu? Co się stało? - usłyszał głos swojej uczennicy, która przystanęła, gdy tylko się zatrzymał. Już nawet nie pamiętał co takiego mówił. Gdzieś po drodzę musiał zgubić wątek i plótł trzy po trzy, byle tylko zaliczyć ten dzień i wrócić do legowiska. 
Co się stało? Stało się dużo. Kotka widziała rudego na zgromadzeniu, wiedziała lub też domyślała się, że miał kochanka. Trudno było to przed nią ukryć. Też przyczepiła się wtedy do niego, tak jak Tygrysia Smuga. Jednak nie zrobiła takiej afery jak ta druga. 
- Nic się nie stało - miauknął niezbyt szczerze. Kotka musiała to zauważyć, bo wbiła w niego te swoje oczy. Były takie zaniepokojone, niepewne, tak jak Rudzika. 
Jego pysk od razu przybrał kształt podkowy. Zamaszystym ruchem, odwrócił się od uczennicy, wzbijając w powietrze kępy futra i ruszył dalej przed siebie. Co to miało być? Popadał w depresję czy co? 
Kotka ruszyła za nim, wołając by zaczekał. Parł jednak naprzód, aż nie natrafił na pustą kłodę. Wszedł do jej wnętrza, a zapach futra ukochanego, który nadal unosił się na mchu, sprawił że legł tam jak długi. Nie powinien ukazywać słabości przed Czajkową Łapą. Powinien się ogarnąć. Ale... nie miał sił. Nie potrafił. 
- To przez Tygrysią Smugę - miauknął, czując jak mu głos zaczyna drżeć. - Wszystko zepsuła podła wronia strawa! - krzyknął, a jego głos na chwilę nabrał dawnej mocy. - On... uciekł. Już nie wróci. Nigdy... przez nią. To się stało. A teraz zostaw mnie! Wracaj do obozu! I japa na kłódkę, bo się z tobą policzę - warknął, chowając ponownie pysk w mchu. 
Chciał już nie wstawać, nie otwierać oczu. Tylko tak mógł sobie wyobrazić, że kocur nadal tu był, nadal był z nim i wcale nie uciekł. 
Jednak gdy otworzył oczy, dojrzał tylko zaniepokojone i zmartwione spojrzenie uczennicy, która podeszła do niego bliżej. Skulił uszy, niezadowolony z tego, że się nie posłuchała. Nie chciał, by widziała go w takim stanie. Jeszcze ten zapach kochanego przez niego kota... to wszystko sprawiło, że przyciągnął do siebie to kocię i zaczął smarkać w jej sierść.
- Zabijmy ją... tą... zdrajczynię. Która mi go odebrała - zamiauczał, nadal walcząc z cieknącymi z oczu łzami.

<Czajkowa Łapo?>

15 kwietnia 2022

Od Czajkowej Łapy CD. Rozżarzonego Płomienia

- Jest więc sposób na pogodzenie twych pragnień z nie ulegnięciem. Nierudzi kiedyś nam służyli. Byli nam posłuszni. Zrób z niego sługę, niech odwróci się od rodziny, niech wybierze ciebie, a wtedy... wtedy stanie u twojego boku. Razem pokonacie nieprawość - szepnął do jej ucha, liżąc ją po łebku. Wciąż nie mogła uwierzyć, że kocur ją przytulił. Z jej ślepi wciąż płynęły łzy, jednak serce odnalazło chwilę ulgi. W tym jednym momencie poczuła się bezpiecznie. Nic złego nie mogło jej tu dosięgnąć. Kojące pociągnięcia językiem, ogon otulający jej ciało i ciepło bijące od drugiego kota. Nie czuła się tak odkąd została uczennicą. Przypomniały jej się kocięte czasy. Te pewne naiwności, kłamstw, jednak tak błogie i teraz tak odległe. Przez chwilę znów mogła poczuć, że ktoś się o nią troszczy, martwi. Mogła oprzeć głowę o pierś mentora, a ten zamiast odrzucić - wysłuchał jej i dał rady. Prawdziwe rady, nie kolejne kłamstwa.
- Nienawiść da ci siłę, Czajkowa Łapo. Przekuj ją w broń przeciwko naszym wrogom. Może nie jesteś zbyt sprawna, a trening ci się dłuży, jednak... masz potencjał, by to zakończyć. Zakończyć nasz ból.
Jego słowa były takie piękne. Sączyły się z jego pyska prosto do jej mózgu, bez problemu wijąc w nim sobie gniazdo. Mówił jej to, co potrzebowała usłyszeć. Miała potencjał. Mogła dokonać czegoś wielkiego. Czego szukała, znalazła w futrze rudego kocura. Łkała, całkowicie oddając się idei Rozżarzonego Płomienia. Chciała, by się spełniła. Chciała być tą specjalną, wybraną, docenianą, silną, wspaniałą. 
- Jak? - zapytała, pociągając nosem, nadal trzymając pysk w jego sierści. Nie chciała tracić tej chwili, mimo tego czuła, że zyskała więcej siły. Po odpowiedzi... po odpowiedzi będzie wiedziała co robić, by nie zawieść siebie i Rozżarzonego Płomienia. Co zrobić, by jej... by ich marzenia się spełniły.
- Na razie... udowodnij, że jesteś godna zostać wojownikiem. Później dowiesz się reszty - to powiedziawszy wstał. - Ruszajmy dalej. Zrobimy krótki patrol przy granicach.
Czajka starła łzy z oczu i policzków, uniosła dumnie głowę, a wiatr przebiegł przez jej rudo-czarne futro. Była gotowa, na następne zadania i przeszkody. Wiedząc, że Rozżarzony Płomień w nią wierzy, nic nie mogło jej zatrzymać.

*po zgromadzeniu, przed mianowaniem Węgla*

Niecierpliwie czekała na mentora przy wyjściu z obozu. Dzisiaj był ten dzień. Dzisiaj mu pokaże, że jest gotowa na zostanie wojowniczką. Miała już dostarczająco dużo księżyców na karku, żeby opuścić leże uczniów. Gdy Żar nareszcie się pojawił, jej zapał nieco odpadł. Jej mentor wyglądał jak wyprany z życia! Nieułożone futro, smętny wyraz pyska, smutny brak iskierki w oczach. czyżby randka z jego kolegą nie poszła dobrze? Raczej nie przez nią... przecież większość zgromadzenia spędziła na podsłuchiwaniu rozmów innych kotów, nie jego! Wyszli z obozu wolnym krokiem, po czym rudy zaczął tłumaczyć bez zapału co będą dzisiaj robić. Jego zmęczony, monotonny głos w końcu zaczął drażnić terminatorkę, przez co zaraz zastąpiła mu drogę, prostując pewnie szyję i grzbiet.
- Rozżarzony Płomieniu? Co się stało? 

< Żar? >

10 kwietnia 2022

Od Rozżarzonego Płomienia cd Czajkowej Łapy

Miał rację? Tak! Oczywiście, że ją miał! Cieszył się bardzo słysząc takie słowa uczennicy. Zajęcza Gwiazda był ich wspólnym wrogiem, zdrajcą, który śmiał pozbawić życia Piaskowej Gwieździe. Ile on by dał, by móc rozerwać mu gardło, poczuć jego krew na języku. Jak nic zasługiwał na tak okropny koniec.
Tak się rozmarzył, że nie zauważył, kiedy jego uczennica wcisnęła mu się w futro. Poczuł niesmak. W końcu byli rudzi! Nie powinni beczeć z takich powodów. Chodziło oczywiście o jej przyszywanego brata. Nierudy... aż chciał wypluć to słowo z obrzydzenia. Powinna wiedzieć, jak się nim zająć. Nie aprobował jej pragnień, by nadal z nim przebywać. Takie uzależnienie mogło źle się skończyć dla Czajkowej Łapy. Mógł ją w końcu odwrócić przeciwko niemu. No chyba, że...
Plan rozkwitł w jego głowie. Objął ogonem, płaczące kocię, przyciskając bardziej do swojego futra. Taki przytulas był u niego rzadkością, więc kotka miała zaszczyt tego doświadczyć, póki miał jeszcze trochę litości z tyłu głowy.
- Twój brat nie jest nim, dobrze o tym wiesz. Nie możesz gonić za tymi marzeniami. On cię zniszczy, jest synem Zajęczej Gwiazdy i Kamiennej Agonii, najgorszych członków naszej społeczności. Chcesz mu ulec? Podporządkować się? Zdradzić nas?
- Nie! - pisk kotki był słaby, ale pewny siebie z czego się ucieszył.
- Jest więc sposób na pogodzenie twych pragnień z nie ulegnięciem. Nierudzi kiedyś nam służyli. Byli nam posłuszni. Zrób z niego sługę, niech odwróci się od rodziny, niech wybierze ciebie, a wtedy... wtedy stanie u twojego boku. Razem pokonacie nieprawość - szepnął do jej ucha, liżąc ją po łebku.
Takim małym, naiwnym, mięciutkim, a zarazem przepełnionym żalem i smutkiem. Chciał wlać w nią swoją nienawiść, by ją ogrzała i dodała siły. Widział to... pragnął tego...
- Nienawiść da ci siłę, Czajkowa Łapo. Przekuj ją w broń przeciwko naszym wrogom. Może nie jesteś zbyt sprawna, a trening ci się dłuży, jednak... masz potencjał, by to zakończyć. Zakończyć nasz ból.
- Jak? - zapytała, pociągając nosem, nadal trzymając pysk w jego sierści.
- Na razie... udowodnij, że jesteś godna zostać wojownikiem. Później dowiesz się reszty - to powiedziawszy wstał. - Ruszajmy dalej. Zrobimy krótki patrol przy granicach. 

<Czajko?>

09 kwietnia 2022

Od Czajkowej Łapy CD. Rozżarzonego Płomienia

- Wycieraj ten syf ze mnie, już! Moje futro ma wrócić do poprzedniego stanu, zrozumiano? Tylko nie lej dużo wody, nie chcę zmoknąć. Najlepiej liż - to powiedziawszy zaszczycił dzieciaka oczekującym spojrzeniem. 
- Słucham? - pisnęła, widząc coraz bardziej wściekłego mentora. Ten uraczył ją jeszcze bardziej znaczącym spojrzeniem, wskazując przy okazji pyskiem na błotną plamę na boku.
- Ogłuchłaś? Masz się tego ze mnie pozbyć! - nakazał, pusząc brudne rude kłaki. Czajkowa Łapa niekoniecznie rozumiała, dlaczego on sam nie może się tego pozbyć, jednak posłusznie zaczęła wylizywać rdzawy bok. Błoto dotknęło jej języka, na co młoda skrzywiła się delikatnie. Było zimne, ziemiste i mokre. Obrzydliwe. Ale taka była kara za nędzne wykonywanie poleceń Rozżarzonego Płomienia. Kocur z niezbyt cierpliwym wyrazem pyska i gniewnym marszem wybijanym przez ogon co chwilę oglądał się na Czajkową Łapę. Kotka cały czas czuła na sobie presję wywoływaną przez ostre spojrzenie mentora, dlatego jak starała się jak najdokładniej naprawić swój błąd. 
- J-już. Przepraszam - miauknęła Czajka ze skruchą, odsuwając się od mentora. Żar zmierzył ją wkurzonym wzrokiem, po czym przeniósł swoje skupienie na rude futro. Już czyste, jednak jego pysk wciąż bił gniewnym pobłyskiem. 
- Przeprosiny na nic się nie zdadzą. To tylko puste słowa - prychnął rdzawy, wywracając oczami. Czajka skinęła cicho głową, kładąc po sobie smutno uszy. Skoro przeprosiny nic nie dają... to czemu miała kiedykolwiek używać tego wyrażenia? Tak nieznaczącego, niepotrzebnego... - Ale przynajmniej naprawiłaś swój błąd... dostatecznie. Idziemy. I tak zmarnowaliśmy już wystarczająco czasu przez ciebie - syknął, po czym przejrzawszy się jeszcze raz w wodnym lustrze, odszedł w stronę miejsca, gdzie mieli trenować. 
Czajka kątem oka dostrzegła swoje oblicze w tafli, w której poprzednio przeglądał się Żar. Rudą sierść na pysku zasłaniała brązowa plama brudu, prawie całkowicie przykrywając płomienną barwę. Kotka zatrzymała się na moment, przyglądając znajomej, a jednak za razem obcej mordce. Dotknęła delikatnie obłocony policzek, skupiając swój wzrok na przykrytych ziemią miejscach.
Miała świadomość, że gdyby tak wyglądała byłoby jej łatwiej w życiu. Bez rudych łat, przez które niejeden patrzył na nią jak na potwora. Gdyby nie one, może wszystko wyglądałoby inaczej. Może Kamienna Agonia patrzyłaby na nią przychylniej? Gdyby miała jej czarne futro i zielone ślepia, być może nawet i Wilcza Zamieć przestałaby traktować swoją córkę jak pomiot diabła? 
A jednak, brzydziło ją oblicze, które patrzyło na nią z wody. Chciała szacunku, nie litości od Rozżarzonego Płomienia i reszty klanowiczów. Nie chciała być traktowana jak zwykły, nierudy kot, niczym nie wyróżniając się z tłumu, nie łapiąc żadnego spojrzenia. 
Słysząc ponaglanie jej przez mentora, Czajka pośpiesznie zmyła z pyska błoto i dołączyła do podirytowanego ślimaczeniem się swojej uczennicy - Rozżarzonego Płomienia.

***

Każda noc była coraz gorsza. Róża powiedziała, że z czasem pozbędzie się koszmarów o tamtym dniu, jednak dzień w dzień przeżywała to samo, widząc lśniące białe futro i zimne, przenikające zielone oczy. Wspomnienie spędzało jej sen w powiek, a sytuacja z Zwęgloną Łapą wcale nie pomagała podnieść jej na duchu. Wciąż nie mogła uwierzyć, że czarny nie był jej bratem. Ostatnio nic nie miało sensu - jednak mieli zbyt wiele potwierdzeń, by temu zaprzeczać. Rozżarzony Płomień, Zajęcza Gwiazda... nawet Szczypiorkowa Łodyga była pewna tego faktu! Teraz spała z daleka od uspokajającego futra brata, bo ten "musiał zasłużyć na miłość ojca" i wszystko zdawało się trudniejsze. Tak bardzo chciała panować nad swoją sytuacją, w końcu czuć, że ma nad czymś kontrolę, a los cały czas rzucał jej kamienie pod łapy.
Wlokła zmęczonymi łapami po ziemi, stawiając kroki w śladach zostawionych przez Rozżarzony Płomień. Nie mogła zasnąć ostatniej nocy. Przewracała się z boku na bok, porywana przez morze własnych myśli. Jak mogła się od tego uwolnić? Był jakiś sposób? Nie minęło wiele czasu, zanim mentor zauważył nędzną postawę uczennicy i zarządził postój. 
- Co jest? Wyglądasz gorzej niż zdechła mysz - skomentował, rzucając szylkrecie podejrzliwe spojrzenie. - Szlajasz się gdzieś po nocach?
- Nie. 
- Więc? Co się stało? - jego ton wcale nie był troskliwy czy ciepły. Za nic nie przypomniał tego, którym kiedyś posługiwał się Zajęcza Gwiazda, jak przychodziła do niego z kocięcymi problemami. Rdzawy brzmiał na zirytowanego, może nieco zmieszanego marnym widokiem kotki. Ta jednak w tym momencie, same słowa wystarczyły. Jej oczy zaszkliły się, a Czajka mimowolnie podbiegła do rudego i wtuliła się w futro starszego kocura. Mocno przylgnęła do jego piersi i uderzenia serca potem łzy, któe próbowała pohamować zaczęły spływać z jej pyska. 
- Ch-chciałam się nie przejmować... chciałam go ignorować, chciałam gardzić czarnym futrem, ale... nie potrafię. Nie wiem, co mam zrobić, żeby przestać myśleć o Zwęglonej Łapie. Wiem, że jest nierudy i to powinno mi wystarczyć, ale nie wystarczy. Brakuje mi jego bliskości, jego pocieszających słów... - wyjęczała Czajka, przerywając co chwilę smutnymi podciągnięciami nosa. - Jak czuć się lepiej? Jak mam o tym wszystkim zapomnieć. I-i jeszcze... Z-zając... on... on... - ugryzła się w język. Nie mogła mu powiedzieć, co zrobił lider. Nie po tym, jak przyrzekły z Różą, że nikt inny się nie dowie. - M-miałeś rację, Rozżarzony Płomieniu. To zdrajca. Zwykły, plugawy zdrajca... - wyszeptała, zanosząc się szlochem. Po zrzuceniu z siebie pewnego ciężaru, bała się spojrzeć mentorowi w oczy. Bała się jego reakcji. Więc jedyne co zrobiła, to przytuliła się mocniej, szukając ulgi i bezpieczeństwa w objęciach Żaru. 

< Rozżarzony Płomieniu? >

28 marca 2022

Od Rozżarzonego Płomienia cd Czajkowej Łapy

 No naprawdę tak trudno było to załapać? Poprawił ją po raz kolejny, czekając na jakiś efekt. Pogoda nie rozpieszczała, ale walka z wrogiem nie odbędzie się zawsze na pięknym, słonecznym oraz równym terenie. Dlatego też to błoto było wręcz idealne do tego typu ćwiczeń. Utrudniało złapanie równowagi, ale kto mówił, że szkolenie na wojownika będzie proste? 
Kotka ponownie zaczęła prezentacje, jednakże coś poszło nie tak, bo wywróciła się, wpadając wprost na niego. Ciemne błoto zatopiło się w jego rudawej sierści, lokując się również na jego pysku, co spowodowało, że go szlak trafił. Wyglądał teraz jak jakiś brudny szylkret! Napuszył się ze złości, wbijając mordercze spojrzenie w Czajkową Łape, na której dojrzał rozbawiony uśmiech. Ten szybko jednak zniknął, kiedy tylko zorientowała się, że to wcale nie jest zabawne.
- Nie chciałam! - zawołała kuląc się, zarejestrowawszy jego złowieszcze spojrzenie.
- Nie chciałaś, ale ci się podobało! Doskonale widziałem twój wyraz pyska! A może ja zaraz niechcący przedłuże twoje szkolenie, bo nie nadajesz się na wojownika? Co to miało być?! Wleciałaś mi wprost pod łapy! Gdyby to był wróg, od razu zacisnąłby swoje zęby na twoim gardle i byłoby po tobie - warknął, ścierając z pyska błoto, co spowodowało, że tylko rozmazało się na jego sierści bardziej. Jego łapy w końcu też były w tej breji. - Idziemy - rozkazał i skierował kroki w stronę rzeki. 
Uczennica podążyła za nim, nadal ślizgając się po rozmiękłej ziemi. Nie obchodziło go jednak to, jak się jest niskim wypierdkiem, to życie jest trudniejsze. Dotarwszy na brzeg, zatopił łapy w lodowatej wodzie. Nie było to przyjemne, więc zaklął pod nosem na głupotę Czajkowej Łapy, która doprowadziła go do takiego stanu, by musiał cierpieć w zamian za usunięcie brudu. Mógł się wylizać, to nie stanowiło problemu, jednakże szkoda mu było czasu na pozbycie się posmaku ziemi z pyska. Kiedy brud z łapy odpadł, zaczął nią oczyszczać swój pysk. Trudno było jednak dosięgnąć boku, więc zawołał córkę Wilczej Zamieci do pomocy. 
- Wycieraj ten syf ze mnie, już! Moje futro ma wrócić do poprzedniego stanu, zrozumiano? Tylko nie lej dużo wody, nie chcę zmoknąć. Najlepiej liż - to powiedziawszy zaszczycił dzieciaka oczekującym spojrzeniem.

<Czajkowa Łapo?>

14 marca 2022

Od Czajkowej Łapy CD. Rozżarzonego Płomienia

 Błoto posklejało jej sierść, dostało się między palce i zęby. Szczególnie, gdy Rozżarzony Płomień przydusił ją na pobudkę. Żałowała. Żałowała swojego nieposłuszeństwa tamtego dnia. Przecież miało wyjść inaczej! Miał się chwilę pogniewać i potem pogodzić... a nie wrzucać z rana w błoto! Może za szybko odpuściła? Nie widziała innego rozwiązania. Dlaczego nie mógł być jak Glina i spokojnie wytłumaczyć, co zrobiła źle i pocieszyć? Wtedy na pewno by się poprawiła... chyba. 
- Dzisiaj poćwiczymy walkę - ogłosił, rozgrzewając swoje ciało w lekkim truchcie. Próbowała za nim nadążyć, jednak łapy grzęzły jej w zawiesinie, przez co jakikolwiek ruch inny niż ostrożny, ślamazarny krok był niemożliwy dla młodej, niewysokiej kotki. Rudy obejrzał się za siebie parę razy, żeby zobaczyć, czy na pewno za nim idzie, a za każdym razem gdy się odwracał, Czajka wymuszała na pysk uśmiech i chociaż delikatnie pewniejszą siebie pozę. Żeby być jak on! Rudy nie dawał się błotu, a jego futro było niemalże nienaruszone, może pomijając łapy które chcąc czy nie, i tak się ubrudziły od chodzenia po rozmiękłej ziemi.
- Stawiaj wyżej łapy - poinsturował ją krótko, a kotka zaraz spróbowała wdrożyć to w życie. Miała wrażenie, że wygląda jeszcze głupiej niż przed chwilą... 
- Więc, trening walki. Gdybyś spotkała jakiegoś brudnego samotnika, albo kota z innego klanu na granicy musisz wiedzieć jak się obronić...
- Będziemy ćwiczyć w taką pogodę? - przerwała mu, na co rdzawy wojownik ostro przeciął powietrze ogonem.
- Nie przerywaj mi - syknął, by zaraz dumnie się wyprostować. - Tak. Na normalnym polu walki nie ma gwarancji, że trafisz na równy, twardy teren i świecące słoneczko, więc będziemy ćwiczyć na jak najgorszym terenie, żebyś się nauczyła porządnie, a nie "na odwal się". Rozumiesz? 
Skinęła głową na potwierdzenie jego słów. Zaraz wytłumaczył jej kilka podstawowych strategii. Pokazał parę póz, uników... poruszał się tak pewnie, tak zgrabnie mimo niepewnego podłoża. Wiatr przygrywał jego naukom, a Czajka słuchała mistrza jak zaczarowana. 
- Załapałaś? - zakończył, na co odpowiedziało mu ciche "tak" z pyska szylkretowej terminatorki. Żar stanął, prostując łapy i grzbiet. - Dobrze. Teraz twoja kolej. Pokaż, co zapamiętałaś. 
- Już - rzuciła, podnosząc się z siadu. Powtórzyła tyle ile pamiętała i przeszła do ustawiania się w odpowiedniej pozycji. Ślizgała się na błocie. Widziała to. Jej łapy rozjeżdżały się w miękkiej ziemi. Nie potrafiła złapać balansu, równowagi. Czuła na sobie wzrok Rozżarzonego Płomienia. Zawiedzione spojrzenie. Jej uszy opadły nieznacznie. Starała się! Zagryzła zęby, usilnie próbując powtórzyć ruchy płomiennego wojownika. Da radę. Musi dać! Chciała, żeby Rozżarzony Płomień był z niej dumny. Musiała być idealna. Musiała robić wszystko tak, by zdobyć jego aprobatę. Potrzebowała tego. Tak bardzo potrzebowała...
- Źle - ogon mentora uderzył jej grzbiet. - Jesteś za wysoko. Znowu. Próbuj jeszcze raz.
Wzięła głębszy wdech. Tym razem da radę.  Tym razem... i z tą myślą łapa podwinęła się jej przy skoku podczas jednego z uników. Straciła równowagę i z całym ciężarem poleciała na Rozżarzony Płomień, który nawet nie zdążył zareagować na jej widowiskową wywrotkę. Błoto wyleciało w powietrze, lądując na rdzawym futrze Żaru, tworząc na nim przypominające szylkretową maść łaty. Swoją drogą, z Rozżarzonego Płomienia wyszłaby całkiem ładna tortie... Na tą myśl na pysk Czajki wpłynął rozbawiony uśmiech. Dźwignęła się na łapy i odwróciła się w stronę rudego, by ujrzeć jego mordkę, połowicznie umorusaną w ziemi. 
- Nie chciałam! - zawołała kuląc się, zarejestrowawszy jego złowieszcze spojrzenie.

< Żar? >

Od Rozżarzonego Płomienia cd Czajkowej Łapy

 - Nie. Nie chce mi się. Nie idę na trening - burknęła na początku cicho, nieśmiało, by skończyć z bardziej poważną nutą w głosie.
Ciśnienie mu podskoczyło, kiedy usłyszał odpowiedź uczennicy. Jak to jej się nie chcę? To po co wybrała drogę wojownika? Mogła siedzieć nad ziółkami jak jego kuzynka i obijać się całe dnie! 
- Coś ty powiedziała? - warknął, już szykując się do zaciągnięcia młodej, aż poza teren obozu. 
- Nie idę - miauknęła ponownie.
Miała swoją szansę. Złapał ją dość niedelikatnie za kark jak kocię i zaczął ciągnąć po ziemi. Była ciężka, ale miał w sobie dostateczną ilość siły, by tego dokonać. Widząc, że to nie działa, rzucił ją ponownie na śnieg, mordując wzrokiem. Ta jednak nie reagowała, więc ponownie ją chwycił za kark i ponownie po jakimś czasie puścił w śnieg, by ta jej zaspana mordka się obiła dostatecznie dobrze. 
- Wstawaj, już! 
Obserwował jak uczennica powoli gramoli się na łapy i wstaję z bardzo niezadowoloną miną. Czekał na jakieś słowa skruchy, lecz te nie padły. Najwidoczniej za bardzo rozpuścił szylkretke, powinien to zmienić. Machnął ogonem i ruszył w teren, obserwując kątem oka, czy kotka za nim podąża. Na szczęście ta szła, co przyjął z zadowoleniem. 
Nie oszczędzał jej przez resztę dnia. Był zły na jej wybryk z rana i mimo tego, że kotka starała się jak mogła, by wypaść idealnie, z jego pyska nie padła dzisiaj żadna pochwała. Miał nadzieję, że taka nauczka ją czegoś nauczy. Jeśli nie... będzie musiał sięgnąć po radykalniejsze metody szkoleniowe. 

***

Nastała Pora Nowych Liści, śnieg stopniał pozostawiając obrzydliwą breję. Nie byłby sobą gdyby tego nie wykorzystał przy budzeniu Czajkowej Łapy. Z ciepłego legowiska uczniów, wrzucił ją w błoto i jeszcze przydusił, tak o, by dzisiaj nie mazgaiła mu się, że nie chce wstawać. Gdy kotka wypluła z pyszczka brudną zawiesinę, mogli ruszać na trening. 
- Dzisiaj poćwiczymy walkę - ogłosił, rozgrzewając swoje ciało w lekkim truchcie. Wcale nie chciał ją dzisiaj mocno sprać, był w zbyt dobrym humorze. W końcu Kamienna Agonia zleciała ze stołka, a rudzi powoli zaczynali przejmować z powrotem władzę. Najwidoczniej obietnica Piaskowej Gwiazdy weszła w życie. 
Obejrzał się za siebie i spojrzał na tą kupkę nieszczęścia, która grzęzła w ziemi. 
- Stawiaj wyżej łapy - poinsturował ją, a następnie zaczął tłumaczyć na czym polega walka.

<Czajko?>

13 marca 2022

Od Czajkowej Łapy CD. Rozżarzonego Płomienia

Uderzanie po łbie od Rozżarzonego Płomienia chociaż niekoniecznie przyjemne, było dobrym sposobem na wrzucenie jej z powrotem do rzeczywistości. Coś jej nie pasowało w narracji Żaru. Skoro... skoro niby byli lepsi, to dlaczego Kamienna Agonia zawsze sprawiała wrażenie jakby patrzyła na nich z góry? I też jakby to było prawdą, to Czajka nie powinna dostawać więcej uwagi od czarnego brata?
- Znowu się zamyślasz. Jak coś cię gryzie to mów, a nie odlatuj - prychnął.
- Bo... Kamienna Agonia zawsze go odwiedzała w żłobku i była dla niego miła, a na nas nie chciała patrzeć - spuściła po sobie uszka.
- I to cię martwi? Uwaga jakiejś brudnej nierudej?
- Ale to zastępczyni...
- Może i być liderem, ale jest tym czym dla mrówki kamień, niczym. Nie jest warta nas, a tym bardziej nie żałuj braku uwagi z jej strony - Czajka uniosła wzrok na pysk Rozżarzonego Płomienia. Jego pomarańczowe ślepia były pełne pewności siebie. Widząc jego postawę, nie potrafiła mu nie ufać. Musiał mieć rację, skoro wyglądał dumnie i pewnie swojego zdania. Coś jeszcze zwróciło jej uwagę. "Nie jest warta nas"... nas? Wiedziała, że prawdopodobnie mówił o wszystkich rudych, a nie o ich dwójce, ale... w tym jednym momencie poczuła, że gdzieś należy. Z Rozżarzonym Płomieniem. Uczucie, którego tak jej brakowało, nareszcie roziskrzyło się w jej głowie, powoli tląc i buchając coraz większymi płomieniami. Nie chciała... nie mogła go teraz puścić. Było wspaniałe - dodawało jej siły, pewności. Nareszcie poczuła się... dobrze. Nie miała zamiaru teraz kwestionować, co mówił jej Rozżarzony Płomień. Nie mogła go zawieść, wahając się pomiędzy prawdziwością jego słów, a własnymi przekonaniami. Straciłaby go. Kotka, który był przy niej na każdym treningu. Pilnował, poświęcał czas, udzielał lekcji. Straciłaby też to piękne uczucie i uwagę mentora. Na samą tą myśl jej ciało objął paniczny strach. Wzięła jeden drżący wdech. Wierzyła. Ufała mu. Nie okłamał by jej. Odetchnęła, już delikatnie spokojniejsza. 
- Prawdopodobnie twój braciszek to jej dziecko, które podrzuciła waszej matce na wychowanie, stąd jej bliskość - rudy kocur zaraz powiedział coś, przez co rozbolała ją głowa.
- C-co? - wypluła wysokim tonem, przypominającym bardziej zduszony pisk niż normalną kocią mowę.
- To co słyszysz. Kamienna Agonia pewnie puściła się z kimś na boku, urodziła tego Węgielka, oddała temu workowi smutku który nazywasz matką i głupio jej się zrobiło, dlatego się nim zajmuje z ukrycia.
Czajka aż usiadła z wrażenia. Przecież... przecież to nie było możliwe. Znała Węgielka odkąd otworzyła oczy, nie możliwe żeby pojawił się w innym czasie niż ona. Ale... dopiero co przysięgła sobie, że będzie wierzyć mentorowi na słowo. Kątem oka zerknęła na jego mordkę. Jego postawa nie zmieniła się. Przecież... przecież to nie mogła być prawda! - Aż taka jesteś zaskoczona? Przecież sama mówiłaś, że Kamień dziwnie się nad nim pieści. Masz odpowiedź dlaczego - rudy wzruszył ramionami, prychając cicho pod nosem. Węgielek... nie był jej bratem? W to nie chciała wierzyć. Jednak... wszystkie argumenty jakie przedstawił Żar jak najbardziej pokrywały się z prawdą... 
- Muszę... muszę to przemyśleć - oznajmiła, wstając. Nawet nie próbowała ukryć szoku który spływał po jej pysku - i tak by się jej nie udało.
- Jak chcesz. Kontynuujmy trening w takim razie. 

***

To co powiedział Rozżarzony Płomień nie dawało jej spokoju do takiego stopnia, że ledwo przespała noc. Cały czas pobytu księżyca na niebie wierciła się w własnym legowisku, z nie spokojem spoglądając na pochrapującego Węgielka. Był synem Kamiennej Agonii? Mieli ten sam kolor futra. To ich łączyło. No i oczywiście wiele uwagi od Kamień. Ale przecież miał pędzelki na uszach, jak Czajka. Brązowe oczy jak Czajka. Rozważanie za i przeciw zajęło jej całą noc. Nie miała siły ani głowy na trening, więc gdy tylko kątem oka zobaczyła rudego mentora w wejściu, zamknęła ślepia, udając, że wciąż jest pogrążona we śnie. 
- Pobudka! - zakrzyknął Żar, wyrzucając ją jak co dnia w śnieg. Już miała spiąć mięśnie, wstać i otrzepać się z śniegu, gdy w jej głowie zalśnił pewien pomysł. Co gdyby... tego nie zrobić? Nie wstać, żeby zobaczyć reakcję mentora? Ile mogła sobie z nim pozwolić? Owszem, obiecała mu bezgranicznie ufać, jednak nie miała wątpliwości, że Rzęsek też traktował Gliniane Ucho. Wierzył, dostawał uwagę, a gdy coś zrobił źle dostawał burę, jednak zawsze się godzili z ciepłym przytuleniem. Chciała takiej relacji z Rozżarzonym Płomieniem. Więc... co innego mogła zrobić, niż być nieposłuszna chwilę, żeby potem ładnie się pogodzić? 
- Nie. Nie chce mi się. Nie idę na trening - burknęła na początku cicho, nie śmiało, by skończyć z bardziej poważną nutą w głosie. Łapki zamrowiły ją nieprzyjemnie. Mimo wszystko denerwowała się. Nie chciała go przecież mocno rozgniewać... tylko troszeczkę!

< Żar?> 

Od Rozżarzonego Płomienia cd Czajkowej Łapy

Obserwował jak młoda koryguje swoje ciało. Nadal nie było to coś co uznałby za nawet dobre, ale kociak uczył się tego pierwszy raz. 
- Lepiej? - zapytała, pewnie mając nadzieję na pochwałę z jego pyska. 
- Nie. Zadek niżej. - Poprawił ją ponownie. - Teraz idź przy ziemi, nie szuraj jednak brzuchem po śniegu, bo zwierzę może cię usłyszeć. 
Pewnie nie było łatwo, ponieważ nie dorównywała mu wzrostem, przez co jej łapki były znacznie krótsze, a ciało wręcz zapadało się w białym puchu. Starał się jednak nie ględzić za bardzo na to, bo wiedział, że wyrośnie. 
Kiedy podstawy skradania mieli jako tako odhaczone, przeszli do dalszej części lekcji. Musiał nauczyć ją rozpoznawać zapachy zwierząt, na które polowali. Bez tego młoda nawet nie znajdzie posiłku, na którym mogłaby poćwiczyć ściganie. 
- Powiedz mi co czujesz. Weź głęboki oddech, zamknij oczy i mów. 
Szylkretka chwilę stała, próbując zaprezentować się z najlepszej strony, węsząc.
- Coś... ostrego...
Sam aż musiał poniuchać, by upewnić się, że ma na myśli królika. 
- Tak, to zapach królika. Coś jeszcze? Potrafisz powiedzieć mi skąd dobiega ten zapach? 
Uczennica zamyśliła się, wodząc wzrokiem po terenie i łapiąc do pyszczka więcej powietrza. Raczej wątpił, że ta za pierwszym razem odpowie poprawnie, dlatego jej słowa wcale go nie zdziwiły. 
- Raczej nie... przepraszam. 
Przewrócił tylko oczami. 
- Niedługo będziesz węszyć lepiej od każdego nierudego w klanie. 
- Nierudy? - zauważył jej zaciekawienie. 
- Tak. Ktoś kto nie ma w sobie ani odrobiny rudego na sierści. Taki ktoś jak twój brat - powiedział, a następnie kontynuował. - My rudzi, jesteśmy lepsi od takich jak on. Zapamiętaj to i nie dawaj sobą pomiatać. Te koty służą tylko do jednego... do służenia nam. 
To najwidoczniej zaskoczyło kotkę, która zaczęła intensywnie nad czymś myśleć. Spojrzał na nią, a następnie dał jej po łebku. 
- Znowu się zamyślasz. Jak coś cię gryzie to mów, a nie odlatuj - prychnął. 
- Bo... Kamienna Agonia zawsze go odwiedzała w żłobku i była dla niego miła, a na nas nie chciała patrzeć - Spuściła po sobie uszka. 
- I to cię martwi? Uwaga jakiejś brudnej nierudej? 
- Ale to zastępczyni...
- Może i być liderem, ale jest tym czym dla mrówki kamień, niczym. Nie jest warta nas, a tym bardziej nie żałuj braku uwagi z jej strony. Prawdopodobnie twój braciszek to jej dziecko, które podrzuciła waszej matce na wychowanie, stąd jej bliskość. 

<Czajko?>

25 lutego 2022

Od Czajkowej Łapy CD. Rozżarzonego Płomienia

 Zaskoczona rozmasowała sobie łepek, po którym wcześniej dostała. Nie mocno, ale dziwne uczucie po uderzeniu zostało. Nie spodziewała się takiego powrotu do rzeczywistości po zamyśleniu się. Cóż, miała nauczkę, żeby następnym razem uważniej słuchać mentora. Uważnie śledziła wzrokiem ruchy Rozżarzonego Płomienia, próbując zapamiętać jak najwięcej się da. Wyglądało skomplikowanie... ale może wcale nie było takie trudne? Skoro Żar potrafił się tak poruszać, ona też nie powinna mieć większych problemów. Chyba.
Nieudolnie powtórzyła metodę skradania się, jaką pokazał jej mentor. Łapki odmarzały jej od śniegu, przez co kroki jej nie wychodziły, a podczas unoszenia kończyn mimowolnie próbowała je chociaż trochę otrzepać ze śniegu. Nie było idealnie, ale chyba nie poszło tak źle, co? 
- Tak? 
- Nie. Okropnie - skrzywił się Rozżarzony Płomień, podchodząc do uczennicy. Przyjrzał się dokładniej i zaraz zaczął wprowadzanie poprawek. - Tyłek masz za wysoko - trzasnął ją ogonem po plecach. Podziałało - Czajka zaraz obniżyła pozycję. - Nie masz robić za przynętę, żaden królik czy mysz nie będzie miał ochoty na twój zadek. Dalej. Łapy szerzej, bo jak tak stoisz to mocniejszy podmuch wiatru cię wywróci.
Czajkowa Łapa skinęła głową. Ułożyła szerzej łapy i rzeczywiście - przestała mieć wrażenie, że zaraz wyląduje z nosem w śniegu. 
- Tak. Teraz twoje skradanie. Jak to jest, że nie jadłaś śniadania, a stąpasz jak ciężarna karmicielka? Musisz delikatnie stawiać łapy, bo aktualnie straszysz zwierzynę aż na terenach Klanu Nocy. Jeszcze raz. Tym razem porządnie - dodał, wdychając głęboko. Czajka położyła po sobie uszy. Przecież się starała! Nie chciała, żeby mentor był niezadowolony z jej wysiłków... spięła mięśnie i postawiła parę cichych kroków do przodu, stosując się do rad rudego.
- Lepiej?

< Rozżarzony Płomieniu? >

24 lutego 2022

Od Rozżarzonego Płomienia cd Czajkowej Łapy

 Dzieciak go nie słuchał. Widział to po tym, jak rozgląda się po otoczeniu, mając gdzieś jego słowa. A mówił bardzo ważne rzeczy! Starał się jednak wypaść profesjonalnie i dalej brnął temat, do czasu, aż usłyszał jej piskliwy głosik. 
- Moglibyśmy zapolować? - przerwała mu, gdy tylko usłyszała słowo "polują". 
- Nie - uciął jej zapał. - Nie umiesz polować. Do tego należy się przygotować. Jeżeli myślisz, że podejdziesz sobie od tak do zwierzyny i ją zjesz, to się mylisz. Po upolowaniu masz obowiązek odnieść ją na stos zwierzyny w obozie. Nie możesz jej tknąć, chyba że chcesz dostać karę od naszego lidera za nieprzestrzeganie kodeksu wojownika. Już i tak mu podpadłaś, więc nie zdziwię się jak zakaże ci jedzenia przez cały dzień. Za mną - Machnął ogonem, wznawiając marsz. 
Czuł, że zapał uczennicy opadł. Było to z jednej strony satysfakcjonujące, bo ktoś w końcu nie przeczył jego słowom, ale mogło to być szkodliwe dla dalszej motywacji do nauki. Ale dzisiaj i tak mało co zrobią. Miał jej pokazać tereny, nauczyć kodeksu, a później zwrot w kierunku obozu. Polowaniem zajmą się na następny dzień. Oby tylko cierpliwości mu starczyło. 

***

Kolejny dzień był podobny do ostatniego. Mroźna pobudka w śniegu, zakazanie spożycia śniadania, mordowanie Kamiennej Agonii wzrokiem i podróż na wrzosowiska. Kotka drżała nieco z zimna, ale w mig ją rozgrzeje. 
- Dobrze. Słuchaj mnie teraz uważnie. Klan Burzy słynie z polowania na króliki. Te stworzenia są bardzo szybkie, a dogonienie ich w śniegu wręcz niemożliwe dla takiego chyłystka jak ty. Dlatego weźmiemy łatwiejszy cel. Mianowicie mysz. Lecz najpierw podstawy - Dał jej łapą po łbie, widząc jak ta zaczyna już rozglądać się za jedzeniem. - Słuchaj mnie! Twoja uwaga teraz jest bardzo ważna. Pokażę ci jak to robią prawdziwi wojownicy. Obserwuj moje ruchy i je powtórz - rozkazał, prezentując sposób w jaki powinna się skradać do ofiary. Następnie odwrócił się w jej stronę, dając znak ogonem, że teraz przyszła kolej na nią. Wątpił, że kotka zrobi to perfekcyjnie, więc zaczął snuć już poprawki, które zamierzał wbić jej do łba. Bądź co bądź, miała coś z rudości, należało ją przeszkolić, by Piaskowa Gwiazda była dumna. 

<Czajkowa Łapo?>

23 lutego 2022

Od Czajkowej Łapy cd. Rozżarzonego Płomienia

 Pierwszy poranek był dla niej nie małym zaskoczeniem. Najpierw pobudka - gwałtowna, zimna i niespodziewana, a potem brak śniadania. Przecież... śniadanie było ważne, prawda? Nie mogli nic wziąć z stosu zwierzyny? I to Kamienna Agonia dała taki rozkaz? Czajka przecięła gniewnie powietrze ogonem. Sądząc po zachowaniu czarnej kotki - pasowało do niej takie zachowanie. Bez problemu uwierzyła Rozżarzonemu Płomieniowi. 
Wychodząc z obozu obejrzała się jeszcze. Węgielek właśnie chwytał jakąś piszczkę, a nad nim stała Kamień z delikatny uśmiechem i jakimiś słowami na pysku. Czajka zmarszczyła brwi, w jej oczach błyszczał gniew, zazdrość i głód. To przecież niesprawiedliwe! Że rudzi nie mogli jeść rano, a nierudzi mogli? Dobre sobie. Kotka wydała z siebie niezadowolone warknięcie, po czym ruszyła za Rozżarzonym Płomieniem na oprowadzanie. 

***

Słuchała uważnie słów mentora, wodząc przy okazji wzorkiem po okrytych śnieżnym puchem wrzosowiskach. Szeroko otwarte oczy z zachwytem i zainteresowaniem wyłapywały najdrobniejsze szczegóły. Nie widziała jeszcze terenów Klanu Burzy podczas dnia! Wychodząc na zgromadzenie było ciemno, poza tym podążali tylko za śladami, nie patrząc naokoło. A teraz? Cały stał przed nią otworem! Wzięła głęboki wdech, pozwalając na to, żeby najróżniejsze zapachy podrażniły jej nos. Zapachy tutaj mieszały się jak na zgromadzeniu, jednak tym razem były dużo delikatniejsze i łatwiejsze do rozróżnienia. 
- Czemu nie można wchodzić na tereny innych Klanów?
- Bo cię zaatakują i przegonią. Masz zatkane uszy czy mnie nie słuchałaś? - syknął Żar, kładąc po sobie uszy. Czajka zaraz wyprostowała się, kiwając przecząco łebkiem.
- Słuchałam! Ale chodziło o to, dlaczego nas przegonią. Nie lubią nas?
- Tak. To ich tereny i oni nas nie lubią. Ty masz bronić naszych. Jest to spowodowane tym, by nie kradli nam jedzenia.
Miało... jakiś sens. Chociaż jakby wszyscy się dzielili, nie byłoby łatwiej dla każdego? Może wtedy mogłaby zjeść śniadanie...
- Dalej. Klan Nocy pachnie rybami, Klan Wilka górami, Klan Klifu lasem. Jak pójdziesz już legalnie na zgromadzenie na pewno rozpoznasz te zapachy - tłumaczył dalej Żar, podczas gdy Czajka próbowała wyłapać zapachy o których mówił. Nagle, do jej nozdrzy dostał się przyjemny, kuszący zapach. Przestając słuchać mentora, odwróciła łepek w kierunku Jakiś gryzoń... mysz! Ślinka zaczęła gromadzić się w jej pysku, a żołądek głośno zażądał posiłku. Rozżarzony Płomień albo to zignorował, albo po prostu nie usłyszał głodowego marszu swojej uczennicy. - Klan Nocy pachnie tak, bo pływają i polują na ryb-
- Moglibyśmy zapolować? - przerwała mu, gdy tylko usłyszała słowo "polują". To był dokonały pomysł! Przecież była teraz uczniem, mogła sama sobie coś upolować do jedzenia skoro nie mogli brać jedzenia ze stosu!

< Rozżarzony Płomieniu? >

Od Rozżarzonego Płomienia cd Czajkowej Łapy

Nie mógł w to uwierzyć. Zajęcza Gwiazda dał mu uczennice! Czyżby padło mu już na łeb? A może zrozumiał, że należy mu się dostanie ucznia? Ile on na to czekał! Szkoda tylko, że była to córka Wilczej Zamieci. Wszakże miała coś z rudego, ponieważ była szylkretką, lecz sama jego matka budziła w nim odrazę. Jak ktoś mógł przyjść na świat w takiej... kotce? 
Wiedział jednak tyle, że nie zamierzał jej odpuszczać. Zrobi z niej prawdziwą rudą, bez żadnej miłości do nierudych. A jak będzie się opierać... to cóż. Na pewno sięgnie po rozwiązania siłowe. Żadnej litości dla zdrajców! Tak brzmiało jego motto. 
– Obiecuję, że będę ciężko pracować. Nie zawiodę cię, Rozżarzony Płomieniu – miauknęła do niego szeptem, a w jej głosie słychać było całą jej nerwowość i stres. 
- Mam taką nadzieję - powiedział, obserwując jak wszyscy świętują z okazji mianowania nowych uczniów. - Liczę, że będziesz posłuszna. Nie toleruje buntowników, jasne? 
Kociak pokiwał łebkiem. No tyle dobrego. Zobaczymy jak pójdzie w praktyce. 
Na razie jednak dał tej małej istotce czas na pochwalenie się rodzinie, chociaż mógłby ją już teraz wziąć za skóre i wynieść na zwiedzanie obozu. Jednak... nie chciał, by Zajęcza Gwiazda się do niego doczepił, że źle traktuje kotkę. 

***

- Dobra idziemy - miauknął wyciągając dzieciaka z samego rana z legowiska uczniów. Koteczka była jeszcze zaspana, ale z łatwością ją obudził, unosząc za skórę na karku i kładąc w zimnym śniegu. To pozwoliło jej na rozbudzenie i ruszenie w teren. 
- A śniadanie? - zapytała. 
Ha! Śniadanie? Dobre sobie. Nie wiedziała w jakim klanie żyje! Oczywiście zamierzał jej to wszystko wytłumaczyć, póki mieli czas dla siebie. 
- Nie ma śniadania, rudzi jedzą ostatni. Jakby cię zobaczyła Kamienna Agonia, nasza cudna zastępczyni, to by ci kłaki z futra powyrywała. Więc nie biadol i chodź. 
Widział zdziwienie na pyszczku uczennicy. Najwyraźniej pierwszy raz o czymś takim słyszała. Możliwe, ale skoro on dostał burę od wojowniczki za to, że śmiał coś zjeść, to nie pozwoli na to i Czajkowej Łapie. 

***

- To są nasze tereny - Oprowadzał małą po wrzosowiskach skąpanych w bieli. - Zapamiętaj je. Polujemy tu na króliki, mają wszędzie swoje nory. Tu jest granica z bagnami, żyją tam lisy. Lepiej nie przechodź na drugą stronę, chyba że chcesz skończyć jako ich obiad. Dalej... Tu granica z Klanem Nocy, tam z Klanem Klifu, a tamten rejon należy do Klanu Wilka. Nie wolno naruszać ich terenów, bo dostaniesz po łbie od ich patrolu, jakieś pytania? - zapytał, siadając i wbijając wzrok w młodą. 

<Czajkowa Łapo?>


Od Czajki (Czajkowej Łapy) Do Rozżarzonego Płomienia

Niepewnie wyjrzała zza próg żłobka. Była już w obozie tyle razy. A to przejść, żeby odwiedzić starszyznę, a to iść zobaczyć, co nowego pojawiło się na stosie zwierzyny. Jednak tym razem, bała się postawić krok za wejście. Jeśli teraz tam stanie, już nigdy nie wróci do kociarni. Nie takiej, jaką pamiętała.

Dziś dzień mianowania. Dziś miała zostać uczniem. Dziś miał nastąpić koniec beztroskich zabaw u boku białej mamy. Obejrzała się, by zobaczyć Wilczą Zamieć, wciąż wybiegającą spojrzeniem za żłobek. Delikatnie zmarszczone brwi zniekształciły bliznę na jej oku, podczas gdy drugie pusto wpatrywało się w przestrzeń. Zawsze jej wzrok padał nad córkę. Nigdy na nią. I za każdym razem, gdy Czajka widziała taki wyraz pyska Wilczej Zamieci, chciała gnać przed siebie, by dotrzeć do miejsca, w które tak często wpatruje się jej matka. Tak bardzo pragnęła jej wzroku. Żeby chociaż na moment poczuć, że ją widzi. Że na nią patrzy. Łzy zatańczyły w jej brązowych ślepiach. Miała tyle pytań przygotowanych dla mamy. Tyle tematów do rozmów, które chciałaby z nią odbyć. W głowie miała już nawet scenariusze, jak mogłyby się potoczyć. 

Wilcza jednak nie lubiła pytań, rozmów i własnych kociąt. 

– Na co czekacie? Idziemy – wzrok Wilczej nagle wbił się w kamienną powierzchnię ściany, gdy nad głową Czajki rozległ się głos Zajęczej Gwiazdy. Gdy cień białej sylwetki opadł na szylkretę, ta zwróciła łepek w jego stronę. Zajączek nie był ostatnio sobą. Zwykle ciepły, przyjemny dla uszu głos stał się oschły i pozbawiony miłości oraz czułości jaką darzył ich kocur. Ale… przecież jego odczucia do nich nie mogły się zmienić przez noc. Prawda? Myśl ta sprawiła, że jej serce przyspieszyło. Czy mógł od tak zmienić do nich nastawienie? Znienawidzić, jak Wilcza Zamieć?

Odebrało jej oddech. Nie, to nie możliwe. Na pewno nie-

– No chodź, Czajka! – w jej uszach zabrzmiał głos Rzęska. Obok jej prawego boku przebiegła Róża, której czarno-rudo-białe futro momentalnie objęły promienie słońca. Z lewej zaraz zobaczyła Węgielka, który swoimi krokami wzniecał śnieg leżący wcześniej na ziemi. Znów z prawej wyszła Pasikonik, zaraz za nią Maczek i znowu z lewej Rzęsek. Wszyscy ją mijali, nie oglądając się za siebie. W leżu została tylko Czajka i Wilcza. Skąpane w szaro-błękitnym cieniu i ciszy przerywanej jedynie naprzemiennymi oddechami. Nie chciała iść. Nie była gotowa na taki krok. Wciąż nie powiedziała Wilczej, jak bardzo chciałaby pokazać jej, jak kochać. Wciąż nie zwiedziła całego żłobka. Specjalnie zostawiła jedno miejsce niedotknięte jej łapką, żeby w razie czego mieć wymówkę i wracać tu z nadzieją na uśmiech matki  którego tak bardzo pragnęła. Nie chciała być jeszcze uczniem. Tyle jeszcze nie zrobiła!

– Na co czekasz? 

Dreszcz przeszedł po grzbiecie młodej kotki. Wilcza Zamieć nie chciała jej tu. Siwa kotka chciała uwolnić się od tego miejsca raz na zawsze. Czajka zagryzła zęby, uniosła łeb i wyszła, zostawiając po sobie jedynie ledwo widoczne ślady na śniegu przywianym do kociarni przez wiatr.


Zajęcza Gwiazda zwołał zebranie Klanu. 

– Karą za wymknięcie się na zgromadzenie dla kociąt Wilczej Zamieci będą dodatkowe lekcje. Po skończonym treningu macie zajmować się obozem, starszymi i karmicielkami aż do zachodu słońca. Nauczy to was cierpliwości, wytrwałości i szacunku dla starszych rangą – oznajmił Zając na początku swojej przemowy. Szylkreta zrobiła niezadowoloną, rozżaloną minę. Przecież nie mieli złych intencji wybierając się na zgromadzenie. Chcieli tylko iść tam, gdzie Zajączek się pobawić! Nie wiedzieli, że to takie wielkie i ważne wydarzenie. Kotka otrzepała się szybko, wracając myślami do mianowania. Miała tylko nadzieję na dobrego mentora. Takiego, który pokaże jej jak być wojownikiem, który zwróci na siebie uwagę. Chciała być najlepsza, by nareszcie przykuć uwagę matki. Żeby pokazać Zającowi, że wciąż zasługuje na jego miłość. Biały lider kolejno wymieniał imiona, formułkę i mentorów dla kociaków.

Aż doszło do niej. Zielone ślepia spojrzały na nią, a ta dumnie uniosła łeb, udając gotową na przyjęcie nowego miana. 

– Czajko, ukończyłaś 6 księżyców i nadszedł czas, abyś została uczniem. Od tego dnia aż do otrzymania imienia wojownika będziesz znana jako Czajkowa Łapa. Twoim mentorem będzie Rozżarzony Płomień. Jestem pewien, że przekaże ci całą swoją wiedzę - wypowiedział Zajęcza Gwiazda, a Czajka gdy tylko usłyszała imię swojego nauczyciela zaraz zaczęła rozglądać się za nim. Z tłumu wyłonił się ognisto-rudy kocur o pomarańczowych ślepiach. Na jego sierści nie było nawet plamki o innym kolorze niż reszta jego ciała. – Rozżarzony Płomieniu, jesteś gotowy do szkolenia kolejnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentora, Piaskowej Gwiazdy, doskonałe szkolenie i pokazałeś swój spryt i determinację. Będziesz mentorem Czajkowej Łapy. Naucz ją wszystkiego, czego powinna wiedzieć jako wojowniczka - biały zwrócił się do Żara. Uszy Czajki wychwyciły szepty w tłumie. Dawny uczeń Piaskowej Gwiazdy miał ją nauczać? Przecież… Piaskowa Gwiazda była zła. Nie mówili o niej wiele, a jak już, to tylko o jej tyrani. Szylkretowe futerko Czajki nastroszył się delikatnie gdy zobaczyła wzrok nowego mentora na sobie. Przełknęła cicho ślinę, stykając się z Rozżarzonym Płomieniem nosem.

– Obiecuję, że będę ciężko pracować. Nie zawiodę cię, Rozżarzony Płomieniu – miauknęła do niego szeptem, a w jej głosie słychać było całą jej nerwowość i stres. 


< Rozżarzony Płomieniu? >