BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krwawnik x Agrest. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krwawnik x Agrest. Pokaż wszystkie posty

20 lipca 2024

Od Agresta cd. Krwawnika

*Opowiadanie z dalekiej przeszłości – opis wydarzeń fabularnych i przebytej drogi do stania się przywódcą*

— Ale gdy zdałem sobie sprawę, że oboje straciliśmy kogoś z rodziny, zrozumiałem, że nie powinienem widzieć w tobie wroga.
Agrest przytaknął mu, z przejęciem przełykając ślinę.
Jego wytłumaczenie było wystarczające. W Owocowym Lesie grasowało ogromne niebezpieczeństwo i jego ofiary nie powinny oskarżać siebie nawzajem. Zamiast tego należało się wspierać. W końcu jedynie osoba, która sama straciła kogoś bliskiego w wyniku morderstwa, była w stanie zrozumieć kogoś, kto znalazł się w takich samych okolicznościach. Tego potwornego bólu nie dało się tak po prostu opisać. 
— Cieszę się, że udało ci się to zrozumieć — odpowiedział cicho. — To dla mnie ogromna ulga. 

***

Nie mógł w to uwierzyć. Osoba, która niegdyś oskarżała go o morderstwo i sama straciła swoich bliskich w jego wyniku, okazała się teraz najprawdopodobniej stać za nimi wszystkimi. Krzemień od początku miał rację. Jak Agrest mógł być tak głupi, żeby ponownie mu zaufać?
Wstrząs przeszedł przez ciało zastępcy, gdy lodowate spojrzenie niebieskich ślepi przeniosło się wprost na niego, podczas wymienienia imienia zmarłego brata. Nie. To przecież nie mogło być możliwe! To Janowiec zabił Gronostaja, sam Komar zresztą tak mu powiedział. Jakkolwiek jednak nie chciałby temu zaprzeczyć, w głębi duszy już znał prawdę. Błyskała ona z błękitnych oczu oskarżonego. To Krwawnik pozbawił życia jego brata. 
A naiwny Agrest ponownie dał się oszukać. 
Z kompletnym sparaliżowaniem obserwował rozlew krwi, plamiący każdą roślinę na środku obozu. Niegdyś idea bliska jego sercu o karaniu potworów, tym samym, co oni uczynili swoim ofiarom – właśnie teraz w całości rozpadała się na jego oczach. A końcowo zupełnie rozprysła się w powietrzu, jakby od samego początku nie miała najmniejszego sensu. Nie miała, bo na jej skutek najbardziej cierpiały niewinne osoby, a nie sam oprawca. Zwyrodnialec pozostawał na to wszystko obojętny, gdyż nie posiadał sumienia, na życiu mu nie zależało. Był nietykalny. 
Śledził wzrokiem, jak Miodunka rzuca się na mordercę jego brata, doszczętnie rozszarpując mu gardło. Pragnienie sprawiedliwości młodszego Agresta nareszcie zostało spełnione. 
Mimo to nie czuł żadnej satysfakcji. 

***

Absolutnie zdziczałe koty, obłąkane spojrzenia, pyski pełne piany, dziury izolacyjne i zapłakane oczy całych rodzin. Tak właśnie można było podsumować ostatnie księżyce w Owocowym Lesie. 
Niezadowolenie z rządów Komara rosło. Oddzielnie od bliskich, coraz więcej śmierci i stale rozprzestrzeniająca się choroba, nie stawiały go w dobrym świetle. Wszystko wydawało się pozbawione nadziei. 
Sam Agrest był przerażony całą sprawą. Błagał Wszechmatkę, żeby jeszcze nie odbierała mu Kuklika, Jaskółki, czy Krecik. Nie przeżyłby takiego rozwoju wydarzeń. Nie mógł ich stracić. Nie w taki sposób. 
Jedyne, na co nadal liczył, to pomysłowość obecnego lidera. Musiał przecież coś w końcu wymyślić… Jednak jak na ironię, tym, co przelało czarę goryczy, był rozkaz przywódcy. Rozkaz o zgładzeniu wszystkich zarażonych. 
Komar ogłosił, że ustalił to razem z zastępcami, ale z nim nikt nic nie omawiał. Ogarnięty szokiem udał się więc do legowiska lidera, domagając się wyjaśnień. 
— Komar? — zawołał niepewnie do kocura, odwróconego tyłem. — Ja rozumiem powody i całą logikę, ale czy to na pewno jest konieczność? 
— Kwestionujesz moją decyzję? — odpowiedziało mu znajome prychnięcie. 
Przełknął ślinę, zaraz jednak wbijając pazury w ziemię. Nie. Nie mógł się wycofywać po raz kolejny, kiedy już znalazł się tak blisko. Powinien w końcu zacząć zachowywać się jak prawdziwy zastępca. Walczyć za sprawy swoich pobratymców, zamiast siedzieć z podkulonym ogonem i ograniczać się do roli biernego obserwatora. 
— Kwestionuję czas jej podjęcia — zaczął, spoglądając na niego ostrożnie. — Wiem, że znaleźliśmy się w niezwykle trudnym położeniu, ale skazywać ich na śmieć tak szybko? To nie jest w porządku. 
— Szybko? — parsknął z drwiną, odwracając się do niego. — Minęła ponad pełna pora roku, odkąd Cyprys została ugryziona. Gdybyśmy zwlekali drugie tyle, to zamiast kilku dziur na chorych, mielibyśmy całą dolinę. — Strzepnął ogonem. — Jedyne co robimy, to ukrócanie im cierpienia. Przestań panikować. 
Czekoladowy westchnął ciężko. Argument z cierpieniem był jedynym, który do niego przemawiał w tej sprawie. Nie oznaczało to natomiast, że mu się podobał. 
— Czyli Witka jest pewna, że nie ma dla nich żadnego ratunku…? — zapytał cicho, nadal mając w sobie krztę nadziei. 
Przywódca aż zjeżył się z frustracji. 
— Tak, czy wy wszyscy jesteście głusi? — syknął. — Ile razy mamy to jeszcze powtarzać? 
Bicolor zamilkł, nie wiedząc, co powiedzieć. Nie dało się walczyć o coś, nie mając lepszej propozycji na rozwiązanie problemu. Mimo to tak bardzo chciał w jakikolwiek, nawet najmniejszy sposób ulżyć osobom zmagającym się z niedługą utratą swoich najbliższych. Tylko jak…? I wtedy wpadł na pomysł. Pomocny w minimalnym stopniu, lecz zawsze lepsze to, niż nic. 
— To może przynajmniej dajmy rodzinom trochę więcej czasu na pożegnanie? — podsunął. — Bo zakładam, że chcesz rozpocząć tę akcję jutro, prawda? Więc może dajmy im jeszcze parę wchodów słońca. Tak będzie wszystkim łatwiej, można nawet zrobić jakieś święto na cześć żegnanych kotów. I wtedy każdemu ułatwimy oswojenie się ze stratą. 
Komar skrzywił się wyraźnie, po części wydając się widzieć w Agreście swojego przeciwnika, po części zwykłego głupca. 
— Nie bądź śmieszny. To wywoła jeszcze więcej emocji, których nadmiaru aktualnie nie potrzebujemy. — Położył po sobie uszy. — A teraz wyjdź, skończyłem już z tobą rozmawiać. 
Uniósł brwi, aby za chwilę je zmarszczyć. Dlaczego do niego nic nigdy nie dochodziło? Miał już dość tego, że każdą propozycję wychodzącą od kogoś innego, kocur traktował jako jakiś personalny atak. 
— Nie — wykrztusił, napinając swoje mięśnie.
Lider gwałtownie obrócił głowę w stronę zastępcy, wyglądając, jakby miał ochotę wyrwać mu język. Zamiast tego, stało się coś zupełnie nieoczekiwanego. Nie przerywając kontaktu wzrokowego, niebieski zaczął powoli zbliżać się do swojego rozmówcy. W jego ślepiach płonął gniew. 
Każdy włosek sierści czekoladowego stanął dęba. Co on zamierzał zrobić?! 
W pewnym momencie znalazł się na tyle niebezpiecznie blisko, że Agrest z przestrachu aż cofnął się o krok, omal nie spadając z topoli. 
— Jak ci mówię, że masz mi zaufać, to masz mi zaufać, a nie nagle zachowywać się jak twój tchórzliwy ojciec — splunął z pogardą. — Zrozumiano? Powinieneś być mi wdzięczny, że mam do ciebie jeszcze cierpliwość. 
Bicolor mocno zacisnął szczękę, przypominając sobie, czym jeszcze niebieski mógł mu zagrozić. Walka z nim w jego przypadku nigdy nie oznaczała wygranej – jedynie brutalne rozgrzebywanie starych ran. 
Pokiwał głową pokonany. 
— Doskonale — zamruczał Komar, wtem uśmiechając się szeroko. — Widzimy się jutro. — Wyminął zastępcę, końcówką ogona przejeżdżając po jego boku. 
Agrest spuścił wzrok na swoje łapy, pozostawiony samotnie w legowisku. 
Był bezsilny.

***

Bezradnie opadł obok Krecik, aktualnie spożywającej wychudzoną nornicę. 
— Przepraszam mamo — wyszeptał — nie udało mi się go przekonać. Tak mi przykro z powodu Żurawinka i Maczek. 
— Nie winię cię — odpowiedziała mu ledwo słyszalnie, wpatrując się w ziemię. — Nazajutrz się z nimi pożegnam. Dzisiaj… jeszcze nie jestem w stanie. 
Serce Agresta boleśnie się ścisnęło. Obserwowanie jej w takiej sytuacji było okropne. 
— Rozumiem — wydusił z siebie, niepewnie kładąc ogon na plecach mentorki. Miał nadzieję, że to da jej chociaż odrobinę otuchy. 
Od tego momentu pozostali w przygnębiającej ciszy, rozmyślając o przyszłości Owocowego Lasu. Przyszłości, która nie malowała się dobrze. 
— Czasy rządów Komara zbliżają się ku końcowi — przerwała milczenie czarna, podczas gdy jej syn uniósł głowę, zaskoczony. — Będziesz wolny.
Czekoladowy mimowolnie skrzywił się na tę myśl. Nie chciał jeszcze zastanawiać się nad tym w… taki sposób. 
— Tak…? — Spojrzał na nią pytająco. Miał dziwne wrażenie, że do czegoś dąży. 
— Nikt już nie może cię uwięzić na wysokim stanowisku — stwierdziła, rozglądając się na boki. — Więc po prostu zastanawiam się… czy wtedy zamierzasz zrezygnować? Bo chcę, abyś pamiętał, że jak najbardziej masz taką możliwość i to nie jest żaden powód do wstydu. — Widząc, jak zupełnie oniemiał na jej słowa, Krecik zamyśliła się na chwilę. — To może inaczej. Czy władza jest naprawdę tym, czego pragniesz? 
Zastępca poruszył się nerwowo. Zadawała zbyt trudne pytania, żeby tak zwyczajnie… znał odpowiedź od razu. To wszystko było skomplikowane. 
— Nie wiem — przyznał szczerze, o włos unikając zakrztuszenia się. — Myślę, że chciałabym móc zmienić parę rzeczy, będąc z boku. A może bardziej dopilnować, aby nie dopuszczono do kolejnych masakr. — Przełknął ślinę. Przez to wszystko, co działo się podczas rządów Komara, czuł się brudny. Ledwo miał cokolwiek do powiedzenia, ale i tak uznawał się za współwinnego. — Nie muszę przecież być od razu przywódcą, prawda? 
Mama przytaknęła mu skinieniem. 
— Lecz to tylko jeśli skład byłby normalny! — sprostował szybko. — Przynajmniej jedna osoba miła. Nie wytrzymałbym kolejnego Komara — zarzekł się, mimo wszystko czując gorzki posmak w ustach. 
— To się jeszcze zastanów, dobrze? — Mentorka przeniosła na niego zatroskany wzrok. — Widzę, że się wahasz. 
— Dobrze — obiecał, przyznając jej rację. W jego umyśle zaczęły pojawiać się mroczniejsze wizje noszenia takiej odpowiedzialności. Zaraz jednak gwałtownie pokręcił głową. Miał jeszcze czas, żeby nad tym wszystkim pomyśleć. Obecnie powinien przejść do innego tematu. — Hej, Krecik? 
W oczach zwiadowczyni pojawiła się iskra ciekawości. 
— Tak? 
Spod swojego futra wyciągnął okrągły, biały kamyczek, który zabrał z myślą o niej. Niby nic wielkiego, ale chciał nareszcie jakoś inaczej wyrazić swoją wdzięczność, niż samymi słowami. 
— To dla ciebie. — Nieśmiało przysunął otoczaka w kierunku kotki. — Nie wiem, czy ci się podoba, ale zobaczyłem go potoku, zaraz rytuale oczyszczania, i jakoś skojarzył mi się z tobą. Ja… po prostu chciałbym wyrazić, jak bardzo jestem ci wdzięczny. Za wszystko. — Uniósł na nią łagodny wzrok. — I pomyślałem, że może to byłby dobry pomysł, żebyś o tym nie zapominała? Ale oczywiście mógłbym spróbować znaleźć też coś znacznie lepszego! — Zakłopotał się, bo jego prezent nie był najbardziej niespotykanym przedmiotem na ziemi. Jeju, mógł z tym jeszcze poczekać! 
— Jest śliczny — westchnęła z rozmarzeniem, przerywając każdy, natrętny szept w jego głowie. Łapą przetarła swoje oczy, błyszczące ze wzruszenia. Wyglądała na szczęśliwą. — Dziękuję ci Agreście, naprawdę ci dziękuję. 
Ciało bicolora otuliło przyjemne ciepło. 

***

Nie mógł w to uwierzyć. Nie mógł uwierzyć, że Komar pod osłoną nocy wykonał swój okrutny wyrok na zarażonych. Zrobił to bez wiedzy praktycznie nikogo. Łącznie z samym Agrestem oraz Fretką. I to wszystko nim rodziny zdążyły pożegnać się ze swoimi bliskimi, nim cały Owocowy Las dał radę przyzwyczaić się do myśli o stracie współbratymców. Niebieski oszukał ich wszystkich. 
Niemal zachwiał się na własnych łapach, widząc martwe ciało przywódcy. Okazało się, że on także poniósł śmierć podczas tej straszliwej nocy, zapewne walcząc z którymś skazanym. Futro miał posklejane z krwi, pysk pozbawiony charakterystycznego grymasu. 
Zastępca czuł się całkowicie choro, spoglądając na jego zwłoki. Nienawidził siebie za to, że główną emocją, jaka aktualnie w nim wrzała, było… zranienie. W końcu to lider odkrył przed wojownikiem prawdę o Janowcu, uwolnił go spod szponów ojca i czasowo rozmowy z nim stały się dla niego jedyną ucieczką od brutalnej przeszłości. Później współpracowali przez wiele księżyców i mimo że w tych dalszych bicolor zdecydowanie miał niebieskiego coraz bardziej dość, to… nadal był do niego w dziwny sposób przywiązany. Dopiero teraz zdawał sobie z tego sprawę. I przeklinał się za to, że kiedykolwiek mu ufał oraz w niego wierzył. 
Komar tyle razy deklarował, że jest inny od Janowca. Lepszy, jako jedyny mogący uratować Agresta od pójścia w jego ślady. Ciekawe jednak, czy nadal pamiętał o swojej nienawiści do zbrodniarza, kiedy wyśmiewał się z wojownika, szantażował go i zlecał innym zabójstwa. Albo kiedy zdradzał ich wszystkich, stając się masowym mordercą? Cóż za zaskoczenie, że wszystkie działania niebieskiego okazały się charakteryzować także jego własny antyautorytet. Najwidoczniej nie różnili się od siebie aż tak bardzo. 
Agrest prychnął, kopiąc na zwłoki opadły przy nich pył. 
Oboje byli siebie warci.

***

— Pozostała jeszcze jedna kwestia. — Jaskółka przeleciała po obu z nich wzrokiem. — Kto teraz zostanie nowym przywódcą?
Fretka odezwała się natychmiastowo. 
— Ja nie dam rady — wychrypiała z bólem — nie teraz.
W jednej chwili cała uwaga przeniosła się na wojownika, który zupełnie nie spodziewał się takiego obrotu zdarzeń. Przecież… to zawsze zwiadowczyni bardziej zależało na tym wszystkim. A teraz, skoro nawet ona nie chciała… czy to oznaczało, że on nim musi zostać? Poczuł, jak na barki opada mu ciężar. 
Zdezorientowany zamrugał na czarną.
— Będę cię wspierać na każdym kroku, Agreście. Obiecuję. — Schyliła przed nim głowę. — Ale ostateczna decyzja należy do ciebie.
Czekoladowy spoglądał to na liliową, to na czarną. Widział tę nadzieję błyszczącą w ich oczach. Czy był jednak gotowy, żeby wziąć na siebie taką odpowiedzialność? Nie miał pojęcia. Wiedział natomiast, iż chciałby pomóc. Jaskółce, Fretce i całemu Owocowemu Lasowi. Obecnie chyba każdy miał już dość liderów, którzy albo ignorowali tragedie, albo sami do nich dopuszczali. Gdyby to on rządził, mógłby osobiście dopilnować, żeby już nigdy więcej coś takiego nie miało miejsca. 
Z drugiej strony, co jeśli doprowadziłby do nich przez własną niekompetencję? 
— Myślisz, że naprawdę mogę być w tym dobry? — Zatrzymał wzrok na przybranej mamie. 
— Szczerze uważam, że tak. Miałeś trudne zarówno dzieciństwo, jak i dorosłość, Agreście. A mimo tego, zawsze udało ci się podnieść. Podnieść i nie zabłądzić na dobre w mroku, który nieraz cię otaczał. — Położyła mu łapę na ramieniu. Jej dotyk dodał mu odwagi. — Widzę także, jak bardzo się starasz, aby stać się najlepszą wersją siebie i to doceniam. Naprawdę to robię. — Przeniosła spojrzenie na Fretkę. — A jeśli się zdecydujesz, my pozostaniemy u twojego boku, kiedy będziesz się wszystkiego uczył. Nikt nie jest od razu mędrcem. 
Uśmiechnął się do Jaskółki z wdzięcznością. Powiedziała mu wszystko, czego potrzebował usłyszeć. Przywództwo może i nigdy nie było jego przeznaczeniem, ale póki miał przy sobie wsparcie oraz pomoc ze strony bliskich – mógł na siebie wziąć tę rolę. A przynajmniej spróbować. Owocowy Las potrzebował kotów, które nareszcie prawdziwie się o niego zatroszczą. 

***

Jaskółka ogłosiła go nowym liderem społeczności, a jej członkowie zaczęli skanować jego imię. 
Z determinacją uniósł głowę w stronę nieba. 
Nie był Janowcem. Nie był Komarem. Nie był Brzoskwinką ani Błysk. Nie zamierzał w najmniejszym stopniu podążać ich ścieżkami. 
Teraz nastały jego czasy.

25 lipca 2022

Od Krwawnika CD. Agresta

To pytanie było zbyt bezpośrednie. Nie spodobało mu się, że w środku dnia, gdy liczył na spokojnie spędzony czas, czekoladowy wpraszał mu się z takim sprawami. Pomijając to, jak bardzo bezużyteczny okazał się jego uczeń, a treningi z nim były wręcz uciążliwe, na głowę wchodził mu kolejny problem.
Wrzucił na pysk nieśmiały uśmiech, taki lekki i delikatny, niewskazujący na jakiekolwiek złe zamiary.
— Wiele — przyznał. — Głównie chyba twoja determinacja, żeby odnaleźć mordercę. Wiesz, jak Stokrotka... — zawahał się, wypowiadając jej imię. W końcu zmarła, powinien choć trochę udawać przejętego — powiedziała mi, że ją zaatakowałeś, to przeraziło mnie, że ktoś byłby zdolny ot tak skoczyć do gardła swojemu rówieśnikowi. Może w ogóle sama myśl ataku na kogoś z klanu, komu powinno się w teorii ufać, mnie z lekka przerosła? — gdybał. — Emocje mnie poniosły, to wszystko łączyło się w spójność i nie myślałem rozsądnie. Miałem naiwne nadzieje, że rzucenie ci tym prosto w pysk sprawi, że tak po prostu się przyznasz i wszyscy będziemy bezpieczni — westchnął, grzebiąc łapą w ziemi. Chciał tym ruchem pokazać swoje lekkie zestresowanie i wstyd, jaki miałby rzekomo odczuwać po tych fałszywych oskarżeniach. — Oh, przepraszam, zboczyłem trochę z głównego tematu — wymamrotał, uśmiechając się przepraszająco. — Tak jak mówiłem, twoje nastawienie. Z każdym razem, kiedy natykałem się na ciebie, sprawiałeś wrażenie kogoś… normalnego. Stałeś się w moich oczach zwykłym, niczemu winnym wojownikiem, który także nie może znieść tych wszystkich okrucieństw. Zacząłem dostrzegać w nas podobieństwo, wiesz? — spytał. — Z tym że nie dzierżę taką odwagą jak ty. Chciałbym znaleźć zabójcę mojej siostry, ale gdybym miał stanąć naprzeciw niego bądź niej, spanikowałbym — stwierdził, próbując zabrzmieć na pełnego żalu. — Nie cierpię siebie za te wszystkie słabości. Powinienem pilnować jej bardziej, ona zawsze mi tak ufała, a teraz wciąż czuję się, jakbym zdradził ją tym, że nie siedziałem przy niej przez cały czas — dodał, patrząc niemrawo na kocura. — Nie wiem, czy twojego brata zabił ten sam kot, co moją siostrę, ale gdy zdałem sobie sprawę, że oboje straciliśmy kogoś z rodziny, zrozumiałem, że nie powinienem widzieć w tobie wroga.

<Agrest?>

21 lipca 2022

Od Agresta cd. Krwawnika

Zamrugał zaskoczony, wciąż przetwarzając słowa czarnego. Wzmianka o tym, że i tak uznał go za mordercę dwóch kotek go zabolała, ale... kurcze, Krwawnik cofnął swoje oskarżenia! Przyniosło mu to ulgę, która jednak zaraz zmieszała się z poczuciem winy. Może jednak nie powinien był obserwować młodszego? Będzie musiał opowiedzieć o tym Krzemieniowi.
— Jasne. Fajnie, że mi to mówisz.
— Ogromnie ci dziękuję. — Czarny schylił przed nim głowę.
— Nie, nie musisz. — Zaszurał łapą w ziemi, zmieszany tak pokornym zachowaniem kolegi.

***


Podekscytowany słuchał, w jaki sposób współklanowicze odpłacili się Klanu Nocy. Czuł satysfakcję, iż wreszcie na kimś została wymierzona sprawiedliwość. Na wieść o oślepieniu gwałciciela, dopiero się ożywił. To świetny pomysł! Ten potwór nie skrzywdzi już nikogo więcej i nawet nie trzeba było go zabijać, żeby to osiągnąć. Że też sam nie wpadł na takie rozwiązanie.

***


Wcześniej zareagował bardzo pozytywnie na przeprosiny Krwawnika, jednak gdy ochłonął z wrażenia, znów ogarnęły go mieszane uczucia. Naprawdę chciał wierzyć, że czarny jest niewinny, ale również ufał Krzemieniowi. A Krzemień nie ufał Krwawnikowi. No i to, o czym mu opowiedział było niepokojące. Też, dlaczego niebieskooki nagle przestał myśleć, że Agrest jest winny? Skoro wcześniej był o tym przekonany?
Postanowił zagadać w tej sprawie do kocura.
— Hej, chciałabyś może przejść się na wspólny trening, jak teraz oboje mamy uczniów? — zaproponował przy okazji, bo pomyślał, że to miłe i może dowie się więcej na temat wojownika. — I ten, chciałem się zapytać, bo skoro i tak wtedy uznałeś mnie mordercę, to co, jakby, zmieniło twoje myślenie?

<Krwawnik?>

27 czerwca 2022

Od Krwawnika CD. Agresta

Skrył uśmiech pod sztucznie przerażonym wyrazem pyska. Wypowiedź Agrestu zabrzmiała całkiem dramatycznie, szczególnie ta wstawka, w której napomniał o tym, że morderca byłby w stanie wybić cały Owocowy Las. Co w tym złego? Brzmiało to jak najlepsze zakończenie dla tej całej zgrai miernot.
Krwawnik pokręcił głową. Chciał pokazać tym swoje załamanie i to, jak bardzo go ta cała sytuacja przerastała. W rzeczywistości był po prostu znużony jego logiką. Wciąż wydawał się ciekawym osobnikiem, jednak czy był tym prawdziwym zabójcą? Tego nie wiedział, ale coraz mocniej w to wątpił. Ot, zwykły uczniak, co za bardzo podskoczył do jego siostry. Bójki na treningach zdarzają się, może akurat ten tutaj miał większe ambicje i bardziej się wczuł w walkę? W końcu, podczas prawdziwej wojny nikt nikomu ulg nie daje.
— Mam nadzieję, że u władzy zasiądzie kiedyś ktoś, kto się nadaje na to stanowisko — przyznał, tym razem nie kłamiąc. Rzeczywiście, Błysk była słabą liderką, a Brzoskwinka, jej aktualna zastępczyni, wcale nie wyglądała na kogoś, kto mógłby nadać temu klanowi potęgę. Nie znał za bardzo wojowników Owocowego Lasu, ale nikt z nich nie był dobrym materiałem na przywódcę.
— Ja po prostu chciałbym, aby nikt nie musiał martwić się o to, że zaraz umrze — odparł. — Albo, że straci kogoś bliskiego — dodał ciszej.
— Dlatego właśnie wystraszyłem się, gdy usłyszałem, co zrobiłeś mojej siostrze — mruknął Krwawnik, starając się brzmieć tak żałośnie, jak tylko mógł. — Zależy mi na niej, wiesz... Matka nie poświęcała mi za dużo uwagi, ojca nie znam, a z Winogronem nie mam tak dobrych relacji. Bałem się, że... że stracę jedynego kota, który mnie lubi — westchnął.
Był obrzydzony słabością, jaką musiał przejawić, byleby by nie brzmieć zbyt podejrzanie. To oczywiste, że byłby wdzięczny Agrestowi, gdyby tylko zabił Stokrotkę. Była wrzodem na tyłku, przeszkadzała mu na każdym kroku i miał jej serdecznie dosyć. Pozbycie się jej byłoby zbawieniem.
— Przyrzekam, że nigdy bym nikogo nie skrzywdził — zapewnił czekoladowy. — Po prostu... Za wiele się dzieje i nie byłem w stanie skupić się na tamtym treningu.
— Rozumiem — odparł Krwawnik, znużony już tym przedstawieniem.
Albo Agrest doskonale udaje, albo czarny szukał swego tajemniczego idola nie tam, gdzie powinien.

***

Teraz mógł w spokoju kulić się w kącie obozu i odpychać od siebie każdego, kto tylko próbował do niego zagadać. Zgrywał poszkodowanego, jakoby strata siostry była najokropniejszą rzeczą, jaka mogła mu się przydarzyć. Głupio wyszło, że Poziomka napatoczyła mu się pod łapy, ale i ona również nie stanowiła już dla niego zagrożenia.
W jakiś sposób czuł się spełniony. Trzy morderstwa w tak krótkim czasie, brzmiały jak niezłe osiągnięcie. Przynajmniej dla niego, był tylko ledwo co mianowanym wojownikiem, a dał radę o wiele starszej kotce. Co prawda z przypadku i z wykorzystania jej naiwności, a nie własnej siły, ale kto by się skupiał na szczegółach?
Zmierzył wzrokiem wędrujących po obozie wojowników. Tu Brzoskwinka, tu Komar, a tam Zimoziół. Nietypowe zestawienie jak na władzę, ale najważniejsze, że nie było wśród nich Błysk.
Powoli podniósł się, rozkoszując się ciepłem tego dnia. Może było nawet zbyt upalnie, ale w stosunku do ostatnich, wietrznych pór, nie było na co narzekać. Swe łapy skierował w stronę legowiska, by zaznać na dłuższą chwilę chłodu.
Po wejściu do środka jego wzrok skupił się na Agreście, tkwiącym nieopodal. Czekoladowy z początku nawet nie zwrócił na niego uwagi, to też Krwawnik uznał, że zagra dobrego kolegę i sama zagada.
— Cześć — miauknął, uśmiechając się z przyjaznym nastawieniem, a jednocześnie starając się brzmieć na słabego i wycieńczonego po stracie bliskich. — Chciałem cię przeprosić za tamte dawne oskarżenia. Wiesz, wtedy, gdy jeszcze oboje byliśmy uczniami. Teraz wiem, że nie byłbyś w stanie zabić i Stokrotki i mojej matki. Po prostu... byłem wtedy zdruzgotany, że w ogóle śmiałeś ją poważniej zaatakować. Muszę przyznać, że kiedy usłyszałem o śmierci swojej siostry i tak pomyślałem, że to ty. Czuję się źle, bo chociaż to było podświadomie, to i tak obarczyłem w myślach winą ciebie — mamrotał dalej, utrzymując zawieszoną głowę w dół. — Chciałbym cię po prostu prosić o przebaczenie — westchnął, mając nadzieję, że jego wypowiedź jest wystarczająco "wzruszająca".

<Agrest?>

06 czerwca 2022

Od Agresta cd. Krwawnika

 — Szukałem cię, Agreście — zaczął Krwawnik, gdy czekoladowy podniósł głowę. Czy nie mógł zostawić go w spokoju? Nie było widać, że jest zajęty? Rozmowa z kimkolwiek to ostatnia rzecz, na jaką miał teraz ochotę. — Słyszałem, że zaatakowałeś podczas treningu Stokrotkę. Chciałbym wiedzieć, dlaczego rzuciłeś się na moją siostrę z taką agresją. To taka niewinna istotka, czym ci zawiniła? – Agrest poczuł rosnącą gulę w gardle na wspomniane tego, co się przed chwilą stało. No tak, przecież Krwawnik był jej bratem. To oczywiste, że się zmartwił. Tylko co Agrest miał mu powiedzieć? Że sam nie wie, jak to zrobił? Że pobił jego siostrę przez przypadek? — Nie będę cię oceniał, ale wolę nie żyć w lęku, że śpię nieopodal mordercy — Nie będzie go oceniał? Zaraz. Morderca? Wiedział, kim on jest? — Swojego brata też zabiłeś? — zapytał uczeń, cofając się do wyjścia z legowiska.
Momentalnie wryło go w ziemię. Co on właśnie powiedział. W jednej chwili jakaś część Agresta pękła, uwalniając wrzącą ciecz wprost do jego żył. On go zabił? On go zabił?!
— Nie zabiłem swojego brata! — wrzasnął, pełen oburzenia. Dogłębnie urażony, iż ktokolwiek mógł tak pomyśleć. On mógł tak pomyśleć. I jak „też”?! — Ani nikogo innego!
— Przestań krzyczeć! — pisnął niebieskooki, cały się kuląc. — Boję się ciebie.
Słowa młodszego zadziałały niczym kubeł zimnej wody na bicolora. On się go… bał? Spuścił wzrok na własne łapy. Kim on się stał, że dawny kolega z czasów żłobka, teraz obawiał się nawet stać w pobliżu niego. 
— Przepraszam — wykrztusił, choć gorzki smak wciąż pozostał na jego języku. — Ja… naprawdę, czemu miałbym chcieć jakikolwiek go skrzywdzić?
— Dlaczego miałbyś chcieć skrzywdzić Stokrotkę?
Przełknął ślinę, mając wrażenie, że zaraz będzie chory. No właśnie. Dlaczego? Pragnął zostać wchłonięty przez mech, na którym leżał i już nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Po prostu zniknąć. 
— T-to… to nie było umyślnie. Ja naprawdę lubię Stokrotkę. I-i… po prostu… — Urwał, by załkać żałośnie. Tego wszystkiego było za dużo. — Wiem, że to brzmi strasznie, a-ale to był wypadek. — Krwawnik nie wyglądał, jakby mu uwierzył. Spanikowany Agrest postanowił kontynuować, nim kocur zdążył coś wtrącić. — Takie coś pierwszy raz mi się zdarzyło i nigdy więcej się nie powtórzy — obiecał zarówno swojemu rozmówcy, jak i sobie samemu. — Jakby, wtedy cały czas w głowie miałem tego mordercę. Wiesz, po prostu nie mogę przestać o nim myśleć. — Pokręcił głową, opartą na łapie. — To okropne. 
— Nawet nie jestem w stanie znaleźć słów, które wyrażałyby to okrucieństwo — westchnął Krwawnik. — I… 
— I najgorsze jest to, że nikt nic nie robi. Błysk… ona powinna działać! Ma tyle możliwości i z niczego nie korzysta! 
Krwawnik wpatrywał się w niego przez dłuższą chwilę. 
— Jakie zatem rozwiązania byś proponował? 
— Powinna obserwować. Każdego z nas. — Zmrużył oczy. — Lub wyznaczyć do tego zaufanie osoby. A jak już go znajdą – zabić. Zanim on zabije nas wszystkich. 

<Krwawniku? Starałam się, żeby nie brzmiało to sztucznie, ale już sama nie wiem>

16 maja 2022

Od Krwawnika do Agresta

Dramaty Owocowego Lasu były jedynym powodem, dla którego jeszcze nie umarł z nudów.
Od dnia, w którym pozbawił Gronostaja życia, minęło już wiele księżyców. I to wystarczająco wiele, by zaczęło mu brakować smaku krwi na języku. Tej słodkiej, o niezwykle intensywnej woni, która kojarzyła mu się tylko z przyjemnościami. Wciąż pamiętał obraz czekoladowego, kulącego się pod nim, ze ślepiami przepełnionym łzami i błagającego go o litość. Tak bardzo naiwnie wierzącego, że Krwawnik zmieni swoje plany i raczy oszczędzić go.
Tylko po co miałby to zrobić? Czarny doskonale wiedział, jakby się to skończyło. Ucieczka do klanu i wygadanie pierwszemu lepszemu kotu z tego, co się zadziało. Niepotrzebnie to przedłużał, teraz i tak było po wszystkim i niebieskooki mógł z radością przyglądać się coraz to bardziej narastającej panice. Żałował, że nie był jej głównym powodem. Kimże był ten morderca, który tak naprawdę siał postrach w tym miejscu?
Wciąż liczył na większy spektakl, ale nie miał pomysłu, za co się zabrać. Co prawda jego siostra, Stokrotka, zaczęła mu ostatnio zawadzać, ale postanowił nie działać w przypływie chwili. Szylkretka uznała go za źródło wsparcia i nieustannie zwierzała mu się ze wszystkich problemów, jakie ją trapiły. To nieudany trening, to niesmaczny posiłek, a tu znowu ktoś ją zaczepia i jej się to nie podoba. Od słuchania jej skrzekotu był bliski wdrapania się na najwyższe drzewa i zeskoczenia z niego. A że wspinaczki nie były jego mocną stroną, to musiałby być już naprawdę zdesperowany, aby decydować się na taki czyn.
Na razie miał się dobrze, ale widząc zbliżającą się do niego wspomnianą uczennicę, skrzywił się lekko. Pojawiała się jak na zawołanie. Wystarczyło, tylko by o niej pomyślał, a już pędziła do niego ze smutną mordką.
— Krwawnik! — wykrztusiła roztrzęsiona, zatrzymując się przy nim. — Ten trening był okropny…
Spojrzał na nią z zainteresowaniem. Nie wyglądała najlepiej. Drżała, ledwo co trzymając się na własnych łapach. Jej jasne futro było zmierzwione, a w okolicach pysku wydawało mu się widzieć czerwone zabarwienia. Wziął oddech, starając się rozpoznać osadzony na niej zapach. Krew.
— Co się stało? — spytał głosem przesadnie zatroskanym. Musiał grać troskliwego, bo od dawna czuł spojrzenia klanowiczów na własnym grzbiecie. I było to na jego korzyść, bo w ten sposób mieli go za wspaniałego brata, który dla swych „ukochanych” siostrzyczek zrobiłby wszystko.
— Agrest… On oszalał — wymamrotała, kuląc się przy nim.
Starał się skryć obrzydzenie, które wręcz wpychało się na jego pysk. Nie mógł pozwolić sobie na żaden błąd, mogący zaburzyć jego reputację grzecznego ucznia.
— Spokojnie, zwolnij — polecił. — Uspokój się, przy mnie nic ci nie grozi. Zaczerpnij powietrza i powiedz mi wszystko jeszcze raz — poprosił. Jego słodycz go przerastała, miał ochotę zwymiotować w pobliskich krzakach od jej nadmiaru.
— Trenowaliśmy walkę, a potem on… — wyjąkała. — On rzucił się na mnie, omal mnie nie udusił i jeszcze zrobił mi to. – Podniosła łapę i wskazała na świeżą ranę na policzku. — Plusk mówiła, że nie umrę od tego, ale ja się tak boję… — wychlipała.
Kocur nie odezwał się, tylko w skupieniu zaczął analizować słowa Stokrotki, próbując zrekonstruować w głowie wydarzenia. Brat Gronostaja, syn Janowca, a zarazem jego kolega z czasów żłóbka, mógł okazać się nie być takim słabeuszem, za jakiego go uważał. Spojrzał z uwagą na ślady na poliku siostry.
Godne podziwu.
— Potwór z niego — stwierdził. — Nie wierzę, że tak cię skrzywdził.
Szylkretka nie odpowiedziała, przełykając głośno ślinę. Zapewne wciąż była roztrzęsiona tym, co dopiero co przeżyła. Jednak im bardziej wtulała się w brata, tym bardziej go denerwowała.
Czarny niechętnie pozwolił jej potrwać w takim uścisku, upewniając się, że ci, co go mijali, patrzeli na tę scenę ze wzruszeniem. Ot, niewinne i urocze rodzeństwo. Nikt nie mógłby pomyśleć choćby przez sekundę, że oto czarny kocur dopiero co zabił innego ucznia.
— Porozmawiam z nim — rzucił nagle.
Stokrotka spojrzała na niego spanikowana, odsuwając się.
— To nie jest dobry pomysł. Na pewno nie powinieneś przebywać w jego towarzystwie sam na sam. Co jeśli znowu się odpali? To nic dobrego, martwię się o ciebie. — Schyliła głowę ze skruchą.
Krwawnik był zdziwiony taką troską. Po co ona się stara? Kiedyś i tak umrą, nie ma co się przywiązywać do innych kotów. Wszyscy udają, że cierpią, a następnie i tak radują się dalszym życiem. To według niego nie miało sensu.
— Dam sobie radę. Porozmawiam z nim, aby następnym razem pomyślał dwa razy, nim rzuci ci się do gardła — obiecał. — Poza tym, jeśli zginę, będziesz wiedziała chociaż, kto jest morde…
— Nie mów tak, proszę — przerwała mu. — Nie możesz umrzeć — dodała błagalnie.
Machnął na nią ogonem.
Nie mógł olać tej sprawy. Jeśli jego siostrze nie odbiło, to wychodzi na to, że w tym klanie może być ktoś warty jego chwilowej uwagi. Musi go lepiej poznać, aby upewnić się, czy stanowi dla niego zagrożenie. Nie może sobie pozwolić na to, by pierwszy lepszy uczeń mógł popsuć jego plany.
Odszedł, zamierzając odnaleźć czekoladowego i z nim porozmawiać. Pokojowo, bo choć miał ochotę przyznać mu się wprost do tego, co zrobił z jego bratem i opisać to jak najbardziej szczegółowo, tak zdrowy rozsądek kazał mu zamilczeć w tym temacie.
Kocura odnalazł w legowisku uczniów. Banalne miejsce do ukrycia się, wręcz chciało mu się śmiać, widząc skulonego na swoim posłaniu bicolora. Zielonooki zareagował na jego przybycie dopiero wtedy, gdy Krwawnik znalazł się tuż przed jego pyskiem.
— Szukałem cię, Agreście — zaczął, spoglądając na niego ze spokojem. Marny widok jak na kogoś, kto niby miał tak poharatać jego siostrę. Oczekiwał ujrzeć potęgę, nie coś takiego. — Słyszałem, że zaatakowałeś podczas treningu Stokrotkę. Chciałbym wiedzieć, dlaczego rzuciłeś się na moją siostrę z taką agresją. To taka niewinna istotka, czym ci zawiniła? – mruknął, choć upierdliwa jak dla niego kotka jak najbardziej zasługiwała na śmierć. — Nie będę cię oceniał, ale wolę nie żyć w lęku, że śpię nieopodal mordercy — dodał, ściszając głos i robiąc krok w tył, by pokazać mu, że się boi. — Swojego brata też zabiłeś? — spytał, cofając się niemalże do wyjścia z legowiska.
Może przesadzał z tą reakcją, ale niech i go wezmą za lękliwą kupę futra, to nigdy podejrzenia za zabicie Gronostaja nie spadną na niego. Za to ten tutaj był idealny, aby spoczęła na nim cała wina.

<Agrest?>

[przyznano 5%]