BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cisowe Tchnienie x Syczkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cisowe Tchnienie x Syczkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

06 października 2024

Od Cisowego Tchnienia CD. Syczkowej Łapy

Spała sobie smacznie w legowisku medyka, gdy ktoś wszedł. Otworzyła powoli oczy i ukazał jej się Syczkowa Łapa.
- Ah... Tak... przydałoby się pójść pozbierać zioła.
Kocur wyglądał, jakby już wychodził, gdy go zatrzymała:
- Pójdę z tobą. Masz za małe wyszkolenie.
- Jesteś zmęczona, nie...
Przerwała mu:
- Idę z tobą - powiedziała i wyszła z lecznicy cicho, by nie zbudzić kociąt. Znalazła swoją matkę jedzącą wiewiórkę. Olszowa Kora była coraz starsza. Widać to było przez kilka siwiejących włosków na pysku. Cis cieszyła się, że jej matka zdążyła zobaczyć wnuki. Co prawda starsza nie była na tyle stara, żeby dołączyć do starszyzny, tak jak na przykład Gwiazdnicowe Niebo czy Płonąca Dusza, które według medyczki już dawno powinny przejść na emeryturę, ale Cis i tak bardzo troszczyła się o rodzicielkę.
- Mamo, możesz popatrzeć na kociaki? Muszę wyjść pozbierać zioła.
- Oczywiście, kochanie - matka Kultu uśmiechnęła się lekko i poszła razem z Cis do lecznicy. Kiedy wchodziły do legowiska, wszystkie kociaki już piszczały, nie wiedząc, gdzie podziała się ich mama. Syczek wyglądał na przerażonego, zupełnie tak jak Szeleszczący Wiąz za każdym razem, kiedy uznawał, że zrobił coś nie tak. Na szczęście mogli szybko wyjść, bo gdy tylko Olsza wykrzyknęła "babcia tu jest!", to wszystkie kociaki skupiły się na niej, wchodząc na jej grzbiet czy pytając, dlaczego ma srebrne włosy.

***

Chodzili po terenach Klanu Wilka w ciszy. Czyli w sumie standard. Kiedy doszli do kępy floksu wiechowatego Cis postanowiła zacząć rozmowę.
-Jak tam u ciebie?

<Syczek?>

05 października 2024

Od Syczkowej Łapy CD. Cisowego Tchnienia

niedługo po spaleniu Wierzbowej Zatoczki
Patrzenie w toń, tę samą, która księżyce temu ukazała mu dziwne, dotąd niezrozumiałe znaki, sprawiało uczniowi pewien problem. Poczuł raz jeszcze tę niepewność i lęk, przypomniał sobie siłę obezwładniającego wichru, który zepchnął go w głąb jeziora, a następnie migoczącą, pieniącą się wodę, w której widział twarze... Nie! Znów zaczynał o tym rozmyślać, a to nie kończyło się dobrze. Zawsze tylko sprawiało, że zaczynał się bać tego, czego nie potrafił zrozumieć, pomimo starań. A także wzmagało próby interpretacji tajemniczego omenu – a one nigdy nie okazywały się optymistyczne.
— Idziesz? — zapytała stojąca po łokcie w wodzie Cisowe Tchnienie, delikatnie bujając końcówką ogona, muskając kilkoma włoskami powierzchnię zalewiska. Znów bujał w obłokach...
— Tak, tak — odparł cicho, podążając śladem medyczki przez chłodną, lecz przyjemną wodę.
Gdy wyszli na brzeg, kocur po raz pierwszy postawił łapę na terenie Wierzbowej Zatoczki od dnia, w którym cisnął w nią grom. Patrząc z daleka, nie można było tak dobrze poczuć jej klimatu, który w tej chwili napawał Syczkową Łapę grozą. Przyjemne miejsce, w którym wylegiwali się wojownicy, chowając od gorących promieni słońca, zdawało się teraz martwe. Kiedy Cis wysunęła się na prowadzenie, robiąc oględziny strat w ziołach, uczeń zatrzymał się na chwilę, rozglądając po scenie wyjętej z koszmaru. Zielona, lśniąca w kropelkach rosy trawa zmieniła się w suche, kaleczące opuszki łap kolce. Ziemia, zamiast kwitnącymi kwiatami, była pokryta warstwą popiołu. Pył wzbijał się w powietrze z każdym krokiem Syczkowej Łapy, osiadając na jego sierści i pozostałościami roślin, jak rozdmuchany kurz. Na wcześniej gładkiej powierzchni pokrytej prochem, odciskały się jego ślady. Musieli być pierwszymi kotami od długiego czasu, które postawiły tu łapę. Kocur stanął, próbując wsłuchać się w odgłosy przyrody, lecz na marne. Jedynym towarzyszącym im na wyspie dźwiękiem był świst wiatru i szelest wywoływany przez Cisowe Tchnienie w oddali. Nie wiedział, jak wygląda Bezgwiezdna Ziemia – lecz gdyby musiał zgadywać, powiedziałby, że właśnie tak. Przeszły go ciarki.
— Strasznie tu — wymruczał pod nosem Syczek, nie spodziewając się, że medyczka usłyszy z oddali jego mamrot. Ta jednak odwróciła głowę, trzymając w pysku kilka małych listków, którym udało się przetrwać pożar. Patrzyła na niego pytająco. — Nic... — wymruczał, nieco speszony. — Czyli coś udało się uratować? — zmienił temat i podbiegł do kocicy. Wskazał ogonem zebraną przez nią kępkę roślin.
— Niewiele — odparła krótko, obserwując bacznie spalone zarośla, jak gdyby zdawało się jej, że coś w nich widzi. Potrząsnęła jednak głową. — Prawie wszystko zostało strawione przez ogień — ściszyła głos, mówiąc bardziej do siebie niż do Syczkowej Łapy, który i tak jej przytaknął. — Ale można zebrać resztki. Zresztą, rośliny i zwierzęta jeszcze kiedyś wrócą na tę wyspę. Tylko wątpię, że jeszcze tego dożyjemy — wymruczała, odchodząc na odległość kilku zajęczych skoków.
— Pomóc ci z szukaniem? — zapytał, próbując ją dogonić.
— Jak coś znajdziesz, możesz zebrać. Ale w innej części wyspy — dodała Cis, odwracając do ucznia, jaki chciał za nią podążyć, łeb. — Dużo tego nie ma. A gdy się rozdzielimy, pójdzie nam szybciej — prędko wyjaśniła, znikając za wysoką kępą uschniętej turzycy.
Syczkowa Łapa nic nie odpowiedział, ale zrozumiał zadanie. Szczerze wątpił, że uda im się znaleźć cokolwiek poza tym, co trzymała już w pysku Cisowe Tchnienie, ale postanowił poszukać pozostałości po gromadnie obrastających Wierzbową (a bardziej Spaloną) Zatoczkę ziołach.
Szybko udało mu się zauważyć oberwaną, grubą łodygę rośliny. A no przecież! Korzenie roślin pozostały nienaruszone, więc można było je zebrać. Że też nie pomyślał o tym wcześniej... Syczek podszedł do obumarłego pędu, rozkopując łapami wokół niego ziemię. Gdy zobaczył zaczątki korzenia, nachylił się nad nim, złapał tylnymi zębami ziele i pociągnął. Wyciągnięcie kłącza z sypkiej, spopielonej ziemi nie było problemem. Po chwili już trzymał korzonek, złudnie mogący przypominać nieco przypalony odłamek drewna. Łopian. Trzeba znaleźć tego więcej... — pomyślał Syczek i prędko odstawił kłącze na ziemię, po czym poszedł w głąb wysepki.

***

Nie spodziewał się, że Cisowe Tchnienie zajdzie w ciążę. Nie wydawało mu się to dobrym pomysłem. W końcu mieli wyłącznie jedną medyczkę, która oprócz zajmowania się klanem i ziołami, teraz miała na głowie dodatkowe wychowywanie kociąt. Syczek podziwiał jednak kocicę za jej wyjątkowy upór – jej legowisko wyglądało pusto, tak, jak gdyby nic się nie zmieniło. To nie znaczyło jednak, że przestał jej pomagać w pracy. W końcu opieka nad czwórką kociąt, na domiar całego klanu, nie była łatwym zadaniem...
— Cześć? — wymamrotał, gdy postawił łapę w lecznicy. Zrobiwszy o kilka kroków więcej, zobaczył leżącą spokojnie na posłaniu Cis, a przy jej brzuchu cztery śpiące maleństwa. Szylkretowa sprawiała wrażenie śpiącej, więc Syczkowa Łapa obrócił się na pięcie, próbując szybko wyjść. Kiedy tylko jednak zwrócił się w stronę wyjścia, usłyszał łagodny, zaspany głos medyczki:
— Tak? Czegoś potrzeba? — zapytała, otwierając sklejone oczy. Och! Chyba ją obudził... Uczeń odwrócił głowę, lekko zawstydzony.
— T-to tylko ja. Przepraszam, nie chciałem cię zbudzić — wymruczał, podchodząc bliżej do uzdrowicielki. — Chciałem tylko zapytać, czy nie potrzebujesz w czymś pomocy. Jest pora nowych liści, wyrasta wiele ziół. Nie zauważyłem, że akurat spałaś... — miauknął cicho, nie chcąc dodatkowo wyrwać ze snu i kociaków.

<Cisowe Tchnienie?>

[802 słów; trening medyka]

[przyznano 16%]

31 lipca 2024

Od Cisowego Tchnienia CD. Syczkowej Łapy

Stali przed dwoma kępami żółtych kwiatów. Ona wyprostowana, dumnie z oczami utkwionymi w glistniku, a uczeń niepewnie rozglądając się i porównując obie rośliny.
- Nie wiesz które to? - zapytała. Na to Syczkowa Łapa zwiesił lekko uszy i pokręcił głową.
- Spokojnie. I tak wiesz więcej niż większość uczniów. To ten po prawej. Ma cztery płatki - wskazała pazurem na jeden z kwiatów. Zaczęli zrywać zioła. Po zerwaniu glistnika mieli już tak dużo ziół, że musieli wracać do obozu.
Kiedy wchodzili do obozowiska kotka zauważyła Zabielone Spojrzenie, którą zmroziła wzrokiem. Nienawidziła glisty. Kiedy weszli do legowiska medyków poleciła uczniowi zostawić zioła przed magazynkiem mówiąc, że sama się nimi zajmie.
- Na treningu powiedz Mrocznej Wizji, że jeżeli kiedykolwiek będzie cię miała dość może cię wysłać do mnie - powiedziała najwyraźniej ciesząc ucznia, który chwilę później wyszedł.

***

Właśnie sprawdzała, czy ma tyle trucizn w magazynku, ile pamiętała i czy nikt jej niczego nie zwinął. Musiała niedługo się za to wziąć. Nagle wtedy usłyszała kroki i niedługo później zobaczyła niebieskiego kocurka.
- Co? Mroczna Wizja kazała ci do mnie przyjść? - zapytała myśląc, że ten naprawdę potrafi szybko wpieniać innych.
- Nie, po prostu chciałem - odpowiedział złoty.
- Dobra to idziemy - mruknęła szylkretka. Jak powiedziała, tak też zrobili. Wyszli z obozu. Lecz zamiast udania się gdzieś, gdzie jest dużo ziół, skierowali się w stronę Wierzbowej Zatoczki… a raczej tam, gdzie kiedyś była. Teraz wysepka była wypalonym terenem. Z drzewa za to nie pozostało nic oprócz zwęglonego pnia.
- Chodź, chcę zobaczyć, jak bardzo wysepka jest zniszczona - powiedziała, wchodząc do płytkiej wody.

<Syczek?>

Od Syczkowej Łapy CD. Cisowego Tchnienia

Kocurek zadowalał się swoim miejscem, jakim był skromny kąt medycznego legowiska. Nawet jeśli Syczkowa Łapa nie był uczniem uzdrowiciela, to miejsce napawało go przyjemnym poczuciem bezpieczeństwa. Zerkał tu i ówdzie, przypominając sobie na wpół zapomniane norki, w których grał z siostrami w chowanego; zwisające z ziemistych ścian korzonki, którymi się bawił; nawet miejsce, w którym jeszcze nie tak dawno spał wtulony w futro Zarannej Zjawy. Od momentu, w którym zmienił legowisko, a jego matka przestała być medyczką, trochę się w lecznicy pozmieniało, ale nadal przypominało mu ono o kocięcych harcach.
Od maleńkości lubił się przyglądać pracy medyczek. Potrafił patrzeć w ciszy przez długie, długie minuty, obserwując uważnie nawet monotonne sortowanie ziół, jak gdyby był to najbardziej fascynujący seans świata. Pomimo że Jutrzenka była już zwykłą wojowniczką, Syczkowa Łapa nadal czuł do lecznicy sentyment, a swoją kociarnię odwiedzał, gdy miał wolną chwilę. Nawet mimo tego, że nowa medyczka Klanu Wilka zdawała się za nim nie przepadać.
— Jak już masz tu siedzieć, to może na coś się przydasz? — burknęła Cisowe Tchnienie, przerywając przyjemną ciszę. — Zapytaj Mrocznej Wizji, czy możesz ze mną iść na zbieranie ziół. Jakby co, to z mojego rozkazu — dodała, przysłaniając ogonem łapy. Nie przeszkadzało mu to. Skinął głową szylkretce, podchodząc do niej nieco bliżej.
— Czego mamy szukać? — zapytał niepewnie po kilku uderzeniach serca ciszy.
— Hm. — Kotka obracała głową, patrząc po swoim nowo ułożonym składziku ziół, wypatrując tych, które były jej potrzebne najbardziej. — Nagietek, rumianek, krwawnik — wymieniała, wyliczając na palcach. — Jaskółcze ziele, może nawet wrotycz, akurat na nie sezon. Wiesz, jak one wyglądają, prawda? — spytała, w czym Syczek wyczuł odrobinę pogardy.
— Tak, tak — odparł cicho, choć nie był pewien, czy powinien był ufać swojej pamięci. Tak, wiedział o ziołach co nieco, lecz czy na pewno nie zrobi jakiejś głupiej gafy? Nie chciał przynieść w pysku toksycznego, niebezpiecznego zioła – ale bardziej nie chciał się przyznać do niewiedzy. Cóż, przecież miał mieć towarzystwo świeżo wyszkolonej medyczki.
— Świetnie — odmruknęła jedynie Cis, pozwalając, by kocur nareszcie opuścił jej przestrzeń oraz, nareszcie, zostawił ją na chwilę w samotności i powrócił po chwili ze zgodą od mentorki.

***

Ilość potrzebnych ziół była pokaźna, ale Syczkową Łapę nawet to ekscytowało. Mógł się w jakiś sposób przydać, a przy tym przypomnieć sobie rzecz czy dwie. Choć nie czuł się zbyt komfortowo w towarzystwie Cisowego Tchnienia, wiedział, że mógł dowiedzieć się kilku cennych rzeczy.
— Tam jest skrzyp — miauknęła do niego medyczka, wskazując puszystą końcówką ogona na wilgotną kępę zarośli, spomiędzy których wyrastały młode pędy, któż by się mógł tego spodziewać, skrzypu. Uczeń czym prędzej zanurkował w nich pyskiem, by odgryźć od podłoża mięsistą łodygę. Korzystając z okazji, znalazł także kilka mniejszych łodyżek, które zaraz oddał Cisowemu Tchnieniu, szukając dalej wspomnianych uprzednio przez niebieską w legowisku medyka ziół.
Prawie przeszedł obok niego obojętnie, jednak jego uwagę przykuł kwiat o jaskrawej, żółtej barwie. Zatrzymał się na moment, próbując delikatnie zerwać ziele tak, by nie uszkodzić jego liści i okrągłych płatków – pamiętał bowiem, że to właśnie te części nagietka były wykorzystywane do leczenia infekcji i im zapobiegania. Syczek wszedł na niewielką łąkę, szukając reszty ziół, które coś mu podpowiadało, że znajdzie tutaj. W jego nozdrza uderzył ostry, drapiący po nozdrzach zapach. Widocznie się skrzywił, co uzdrowicielka szybko zauważyła.
— To krwawnik — mruknęła tylko Cis, również kręcąc nosem. — To on tak pachnie.
Uczeń przytaknął kotce, podążając za pikantną wonią w stronę jednej z wielu porastających polankę roślin. Nie potrafił nawet zliczyć ilości drobnych, białych kwiatków, które wyrastały przy każdej kępce trawy. Sączący się z cienkich łodyżek zioła sok nieprzyjemnie rozpłynął się po języku Syczkowej Łapy, lecz jedynie wygiął pysk w grymasie, kontynuując zbieranie.
Gdy chciał podać medyczce wiązankę uzbieranych kwiatów krwawnika, ta zrywała z ziemi młode rumianki. Milczeli, zrywając
— Widzę, że jesteś tym całkiem zainteresowany — mruknęła Cisowe Tchnienie, co zdezorientowało nieco Syczka – dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że mówiła o ziołach i ogólnej medycynie.
— Może trochę — uśmiechnął się do niej nerwowo. Gromadzenie medycznej wiedzy było dla niego miłą odskocznią od walk, skoków i polowań; treningów, w których musiał korzystać głównie ze szlifowanych umiejętności i własnej krzepy. Zresztą, lubił dużo wiedzieć. Dodatkowa dawka informacji nigdy nie mogła zaszkodzić, nawet jeśli rzadko kiedy z niej korzystał, o ile w ogóle.
— Pewnie genetycznie — wymruczała cicho medyczka, tak, że brzmiało to jak mamrotanie pod nosem. Nie był pewien, co powinien odpowiedzieć. Pomógł szylkretce znaleźć więcej rumianków, lecz kiedy zaczęli poszukiwania glistnika, Syczkowa Łapa wcale nie mógł przypomnieć sobie szczegółów. Na jego nieszczęście, wiele polnych kwiatów przybierało żółty kolor, różniąc się od siebie tylko nieznacznie.
— Uhh… — jęknął, wahając się pomiędzy dwoma kępami, licząc na pomoc Cis.

<Cisowe Tchnienie?>

[747 słów; trening medyka]
[przyznano 15%]

29 lipca 2024

Od Cisowego Tchnienia do Syczkowej Łapy

Wierzbowa Zatoczka spłonęła. Gwiezdni postanowili ich nastraszyć, zabierając im bardzo urodziwe miejsce na terenach. Cisowe Tchnienie była w złym nastroju. Ciągle coś się działo. A to nie ma zatoczki, a to Ognista Łapa uciekła z klanu. Była podminowana i chodziła z pazurami wbijającymi się w ziemię. Dużo kotów pewnie to wyczuło, bo kiedy do niej przychodzili, nawet się nie skarżyli, tylko dawali jej robić swoje. Będzie musiała sprawdzić, ile terenu naprawdę stracili i w związku z tym - ile kęp ziół już nie odzyska.

***

Siedziała w magazynku ziół, poprawiając kupki medykamentów, by nie przewalały się na siebie. Przy okazji przeorganizowała go trochę. Jeszcze kiedy pracowały tu Zaranna Zjawa i Naparstnicowa Kołysanka to one decydowały, co gdzie miało leżeć. Cis niestety uważała, że powinno być inaczej i przestawiała zioła według zastosowań. Po lewej te na choroby, po prawej te na rany a po środku medykamenty o innych zastosowaniach. Do tego te ze skutkami ubocznymi za wszystkimi innymi by bezpieczniejsze lekarstwa były na wierzchu. Jako że niebieska niedawno została medyczką, mogła też podjąć decyzję, której jej mentorki nie popierały i wrzucić więcej trucizn do składziku. Te medyczka trzymała na dole w samej głębi magazynku. Planowała eksperymentować z nimi i z jadami zwierząt. Niestety chwilowo niezbyt miała na to czas. Kiedy tak sobie przekładała liście i inne części roślin ktoś wszedł do legowiska medyka. Odłożyła trybulę na miejsce i wyszła z magazynku. W wejściu stał Syczkowa Łapa z wiewiórką w pysku. Tak, ten Syczkowa Łapa, który mieszkał tu jako kociak i nie dawał jej w nocy spać, popiskując o mleko. Uczeń odłożył rude zwierzę na ziemię.
- Przyniosłem ci zwierzynę - powiedział. Ta podziękowała skinieniem głowy i zaczęła jeść. Kiedy skończyła, uczeń zapytał:
- Mogę popatrzyć co robisz?
- Niech ci będzie - powiedziała z nutką irytacji. Tak więc złoty usiadł w rogu legowiska i przypatrywał się jej. Wtedy do legowiska weszła Puszcza, która najwyraźniej zostawiła swoje kociaki pod opieką innej karmicielki.
“Właśnie, kociaki” pomyślała sobie tortie przypominając sobie, że musi jeszcze obejrzeć te znajdki czy przypadkiem czegoś nie złapały. Wtedy znowu spojrzała na Puszczę, którą najwyraźniej bolał ząb. Jej irytacja właśnie się podniosła do takiego stopnia, że jeszcze chwila a wyrzuciłaby ich wszystkich z legowiska. Do tego wszystkiego, co się wydarzyło, jeszcze jakiś uczniak siedział bez powodu w jej legowisku, do którego właśnie weszła kotka przyprowadzona przez Topielcowy Lament. Szybko podała byłej samotniczce korę olchy i jak najuprzejmiej wyprosiła z legowiska. Potem znowu wróciła do przeglądania ziół. Przy okazji uspokoiła się. Wtedy przypomniała sobie, że Syczkowa Łapa dalej siedzi w tym samym miejscu. Popatrzyła na niego.
- Jak już masz tu siedzieć, to może na coś się przydasz? Zapytaj Mrocznej Wizji czy możesz ze mną iść na zbieranie ziół. Jakby co to z mojego rozkazu.

Wyleczeni: Puszcza

<Syczku?>