BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iskrzący Krok x Zgubiona Dusza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iskrzący Krok x Zgubiona Dusza. Pokaż wszystkie posty

18 lutego 2021

Od Zgubionej Duszy CD Iskrzącego Kroku

Wszystkie wydarzenia z tego dnia wręcz przelatywały jej przed oczami. Pamiętała, jak akurat wróciła z polowania i rzuciła jedną ze zdobytych piszczek na stos. Tylko na moment schyliła łebek, nim do jej nozdrzy doszedł smród spalenizny. Momentalnie poczuła drapanie w gardle, toteż wyprostowała się gwałtownie. Ledwo obejrzała się do tyłu, a cały obóz pochłonięty był ogniem, który sprawnie rozprzestrzeniał się po terenie. Wszędzie szalały czerwonawo-pomarańczowe płomienie, a panująca tu wysoka temperatura, była wręcz nie do zniesienia. Poczuła pieczenie na końcu ogona, ale jedynie spaliła sobie kawałek futra. Wśród kotów rozeszła się panika, a każdy starał się pomóc tym słabszym, prowadząc ich w stronę wyjścia. Stała oszołomiona i zakłopotana, dopóki nie zdała sobie sprawy, jak szybko zagrożenie wzrasta z każdą sekundą. Zareagowała dopiero na polecenie liderki, rozglądając się przelotnie po obozie i popędziła w stronę reszty. Wszyscy zebrali się w okolicy pobliskiego zbiornika wody. Kiedy zgromadzili się nad rzeką, kotka jak zwykle weszła w swój całkowity stan rozmyśleń.   Jak do tego doszło? Co bądź kto był tego przyczyną? Nadmiar pytań ją dobijał i nie skupiła się nawet na tym, gdy upewniano się, czy każdy doszedł. Drętwo szła za resztą, martwo wpatrując się we własne łapy. Zadrżała. Nie lubiła takiego nadmiaru wydarzeń, a już szczególnie tych negatywnych. Za dużo się działo, a jej mózg nie wyrabiał z analizowaniem tego wszystkiego. Czuła drapanie w gardle. Kaszlnęła kilkukrotnie, starając się wyzbyć nieprzyjemnego uczucia. Oczy miała załzawione od nadmiaru dymu, a i najwyraźniej nawdychała się zbyt wielkiej ilości niebezpiecznych oparów. Deszcz, który niespodziewanie lunął z nieba, był dla nich zbawieniem. Zgubiona uznała to za pomoc od Klanu Gwiazd. Tylko... dlaczego w takim razie pozwolili na ten pożar? Nie mogli ich ostrzec, czy coś? Nigdy nie potrafiła zrozumieć tych z góry, ale wiedziała, że tam po prostu są. Podniosła głowę. Każdy tutaj wyglądał na osłabionego. Znów popadła w swoje zamyślenia, a nim się spostrzegła – nastała noc. Widząc, jak inni wskakują na drzewa, bądź kryją się po krzakach i norach się przed wszelkimi niebezpieczeństwami, sama wdrapała się po najbliższej korze. Będąc skrytą wśród liści, znów poczuła ból, tym razem bliżej klatki piersiowej. Zakaszlała, rozglądając się po reszcie Postanowiła także zebrać siły i odpocząć przed jutrzejszym dniem, toteż starała się znaleźć najwygodniejsze miejsce na gałęzi. Od razu zatęskniła za legowiskiem pełnym innych wojowników. Miękkim podłożem również by nie pogardziła. Nie powinna jednak teraz narzekać na cokolwiek, gdyż ich sytuacja była naprawdę krytyczna.

*****************************

Następnego dnia zebrała się razem z innymi, przygotowując się do krótkiej podróży w głąb lasu. Wbiła pazury w ziemię i spojrzała na własne łapy, zastygając w bezruchu. W pewnym momencie wydawało jej się, iż ktoś coś do niej mówił. Głos ten jednak wydawał się jej bardzo oddalony. Zignorowała go, dalej uporczywie myśląc o tym wszystkim. Dopiero wilgoć czyjegoś nosa na jej futrze, przywróciła ją do świata żywych. Obróciła się gwałtownie w stronę stojącej obok niej kotki. Iskrzący Krok wydawała się zmartwiona, aczkolwiek Zguba zdawała sobie sprawę, iż to zdarzenia przytłacza każdego, więc nie ma co się dziwić zaniepokojeniem u wszystkich. 
- Mogłabyś powtórzyć? – spytała, dochodząc do wniosku, że to ona ją o coś pytała. – Wybacz, zamyśliłam się – dodała na swoje usprawiedliwienie. Dopiero teraz podniosła wzrok na resztę, zamierając na moment. O wielu kotach mogła powiedzieć, iż nie byli w najlepszym stanie, jednak u niektórych ciała wyglądały tragicznie. Sama liderka mocno oberwała, a mimo to, wciąż starała się pokierować wszystkim. Nie dało się po niej poznać jakichkolwiek oznak stresu, choć z pewnością nie była w środku taka spokojna, jak na zewnątrz. 
- Pytałam, czy wszystko w porządku – westchnęła cicho jej towarzyszka. 
- Oh… u mnie raczej tak – mruknęła tylko niepewnie, wciąż przeskakując spojrzeniem po każdym z Klifiaków. Piaskowa Wydma utraciła większość swojego futra, a okolice jej pyska mocno ucierpiały. Srebrna Grzywa najwyraźniej odgryzł sobie łapę, gdyż wciąż było widać ślady zaschniętej krwi. U Słonkowej Łapy dostrzegła brak ogona. Zaciemnienia na skórze i świeże blizny wnioskowały, iż to świeże rany. 
– Inni… to straszne - tylko tyle była w stanie dopowiedzieć, nim w pełni się w tym wszystkim pogubiła. Berberysowa Gwiazda nakazała donośnym głosem sprawniejszego marszu. I choć zdawała sobie sprawę z osłabienia wojowników, chciała jak najprędzej zapewnić im bezpieczeństwo, więc nie mogła pozwolić na takie spowolnienie. Młoda kotka miała szczęście, że poprzedniego dnia zdecydowała się na polowanie we wschodniej części, bo jak widać, każdy kto przebywał bliżej ogniska, musiał mocno oberwać. 
- Oby taka akcja się już nigdy więcej nie powtórzyła – miauknęła z nadzieją córka Lisiej Gwiazdy. Zguba lekko się ożywiła i zaczęła stawiać pewniejsze i żwawsze kroki, choć po chwili marszu znów poczuła ostre drapanie w gardle. 
- Też na to liczę – rzuciła jedynie cichym, osłabionym i lekko ochrypniętym głosem – Muszę coś sprawdzić, do zobaczenia – palnęła bez zastanowienia i odsunęła się na bok ich gromady. Wykaszlała się, nie chcąc zwracać na siebie uwagę. Zdecydowanie nawdychała się zbyt wielu oparów.  Wplotła się między koty i idąc wolniej, spoglądała znowu na każdego po kolei. Widok choćby najmniejszej ranki, powodował u niej żal i nadmiar współczucia. Machnęła ogonem, spostrzegając na końcu lekkie zaciemnienie. Nie było to jednak nic poważnego, a jedynie lekko się przypiekła. Podniosła głowę ku góry i rozejrzała się. Powoli zbliżali się ku granicy z Klanem Nocy, a co gorsze – do siedliska starego dwunożnego. Wbiła spojrzenie w idącą na czele liderce. Z pewnością zdawała sobie o tym sprawę, ale dlaczego szli aż tak daleko? Tam raczej bezpiecznie nie będzie, a byli już tak w głębokiej części lasu, iż na pewno coś się znajdzie. I chociaż wciąż będą na tych samych terenach, stary obóz był dla większości miejscem dorastania i skupiskiem wspomnień z całego dzieciństwa. Już zaczynała czuć tęsknotę, rozglądając się po terenach, na których zazwyczaj polowali. Teraz będą mieszkali w centrum tego wszystkiego. Raczej nie będzie to dla nich bezpieczne, ale mało co mogą z tym zrobić. Nie mieli innego wyboru. 
- Słuchajcie – odezwała się niespodziewanie Berberysowa Gwiazda, zwracając tym sposobem uwagę wszystkich kotów. – Myślę, że możemy zacząć szukać w tym miejsce. Potrzebujemy miejsca choć trochę ukrytego. Zaglądajcie po wszystkich krzakach, ale też uważajcie na siebie.
Każdy, choć zmęczony, pokiwał głową. Koty lekko się rozproszyły. Kociaki wraz z ich matkami, pozostały skupione w jednym miejscu, a któryś z wojowników pozostał, by ich pilnować. Zguba skierowała swój wzrok w stronę terytoriów przedstawiciela starszyzny dwunożnych. Chyba każdy zdawał sobie sprawę z tego, co tam jest, bo pokierowali się w przeciwną stronę. Ona także ruszyła, zaglądając w każde skupisko krzaków. Od tak nie znajdą idealnego miejsca na obóz, ale może znajdzie się chociażby dobre miejsce, z którego będzie można stworzyć im bezpieczny kąt. Widząc liderkę, która przystanęła przy pewnym miejscu, oraz zbierające się dookoła niej klifiaki – popędziła w ich kierunku. Już po chwili poczuła ból gardła i znowu zsunęła się na bok, kaszląc ostro. Kiedy się opanowała i zbliżyła do reszty, niektórzy zaczęli przedzierać się przez kępy krzewów i wysokich traw. Poszła za nimi, kuląc ogon. Podobno w grupie siła, a jednak ich osłabienie dawało o sobie znaki. Wystarczyła by niewielka chmara innych drapieżców, a byli by w bardzo drastycznej sytuacji. Rozejrzała po nowym miejscu, obchodzonym jeszcze przez wojowników, którzy zaglądali do każdej szczeliny aby upewnić się, że nikt tu nie mieszka. Kotka podeszła do nory pod krzakami i bezmyślnie wsadziła tam łeb. Ku jej szczęściu, miejsce okazało się puste. W dodatku wyglądało dobrze, jakby było gotowe do pełnienia funkcji nowego legowiska. Oczywiście zorganizowanie posłań, wysprzątanie tego wszystkiego z drobnych kamyków i suchych liści, może trochę zająć, a jednak to była ich jedyna opcja. 
 Berberysowa Gwiazda mruknęła coś do Lwiej Grzywy, po czym wdrapała się na najwyższe wzniesienia i usiadła obok wielkiego drzewa, pod którym także tkwiła szczelina. Z góry miała dobry widok na stojących w dole wojowników, więc było to doskonałe miejsce do jej przemówień. 
 - Zostaniemy tu - oznajmiła donośnie - Tu będzie znajdował się nowy obóz Klanu Klifu. 
 Z początku nikt się nie odezwał. Zapadła grobowa cisza, każdy wpatrywał się w liderkę z niepokojem. Wciąż tkwiło w nich przerażenie, z powodu klęski, jaka ich dotknęła. Dopiero po chwili ktoś wydał z siebie pomruk zgody, a reszta pokiwała tylko głową. Zgubiona Dusza wciąż oswajała się z myślą, iż teraz ich nowym domem jest środek lasu. Rozejrzała się, starając się zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Idąc od głównego wejścia, po prawej i lewej znajdowały się dwa miejsca, idealne na legowiska. Patrząc na to, że są najbardziej narażone na atak jakiś przybyszów, zapewne to dorośli wojownicy się w nich osiądą.  Nim zdołała się przyjrzeć całości, Berberysowa Gwiazda zaczęła przydzielać im obowiązki. Przede wszystkim skupili się na oczyszczeniu nowej siedziby medyków z drobnych kamyczków i martwych robaków. Reszta kotów poszła zbierać mech i inne niezbędne roślinki, które z pewnością się przydadzą do wykonania posłań. Musieli zadbać o zdrowie tych najbardziej osłabionych i poranionych. Szylkretka pomogła wpierw wyrzucić to, co przeszkadzało. Kiedy względnie to wszystko ogarnięto, wprowadzono do środka tych najbardziej obolałych. I choć ziół leczniczych było naprawdę mało, medycy robili wszystko, co w ich mocy. Zguba nawet nie zdołała spytać, czy może w czymś pomóc, bo została przydzielona do pomocy w nowym żłobku, który także należało przygotować dla zestresowanych kociaków. Trochę pokaleczyła sobie łapki ostrymi kamieniami, ale nie miała co lecieć z taką pierdołą do medyków, którzy i tak mieli wiele do zrobienia. 
Chodziła od jednego legowiska, do drugiego, starając się na coś przydać. Tu znowu wyrzucała jakieś drobinki, tam po raz kolejny przynosiła materiały na miejsce do spania, a na sam koniec wypadało zapolować, bo stos leżał pusty, a wszyscy byli głodni. Włączona do jednego z patrolów łowieckich, dreptała przed siebie, nie zwracając nawet uwagi na to, z kim idzie. Zwierzyna jakby wyczuła ich obecność, bo musieli przejść  naprawdę spory kawałek, nim w zasięgu ich wzroku zaczęły pojawiać się ptaszki i wiewiórki. Byli osłabieni, przez co wiele piszczek im uciekło, ale ostatecznie wrócili do obozu z obfitymi zdobyczami.
Wchodząc, czuła się, jakby właśnie włamywali się do obozowiska innego klanu. Wszystko było takie obce, pomimo tego, że to wciąż były tereny, w okolicach których zazwyczaj polowali. 
Westchnęła, i upewniwszy się, że sytuacja jest w miarę opanowana, a każdy i tak robi co może, przysiadła na boku wśród krzaków. Oczy jej się lekko załzawiły i kilkukrotnie kaszlnęła. 
Podniosła łeb ku górze, spoglądając na zabiegane koty, u których wciąż było widać rozpacz i tęsknotę za starymi legowiskami. Najgorzej mieli medycy  i ich łapy pełne roboty. Mała ilość roślin leczniczych nie sprzyjała tej sytuacji. Pomimo zmęczenia, wielu wojowników starało się im pomóc w pracy. Mruknęła cicho, próbując wyzbyć się nieprzyjemnego drapania w gardle.
Nie tak wyobrażała sobie ten dzień.

17 lutego 2021

Od Iskrzącego Kroku

Pomaganie medykom w gruncie rzeczy nie było aż takie złe. Kotka chętnie spędzała czas w towarzystwie Bursztynowej Łapy oraz Firletkowego Płatka. Sokole Skrzydło też co jakiś czas wpadał zobaczyć, jak radzą sobie jego następcy, zawsze przynosił ze sobą mysz i odrobinę kocimiętki. Iskierka nie bardzo wiedziała, czy kocur pod swoim legowiskiem w starszyźnie ma jakiś tajny składzik, czy po prostu wie, gdzie ją znaleźć i zawsze podczas porannego spaceru trochę uszczknie. 
Nie mniej jednak, czasem żartował, że powinien chodzić po klanach i oferować jakieś fajne ziółka na odurzanie. Zawsze się wtedy uśmiechała i twierdziła, że z chęcią by coś od niego wzięła w zamian za mysz czy nornicę.
— Hej, Sokole Skrzydło — miauknęła rozbawiona, kolejną ciekawą opowieścią kocura. Nie traciła jednak uwagi podczas segregowania ziół. Kocur o posiwiałym pysku zanucił spokojnie — Jak był twój mentor?
— Lśniące Słońce? — zapytał zaskoczony. Nie spodziewał się chyba takiego pytania — Cóż, był wymagający i to cholerne. Szybko też się wściekał. Raz nawet wydarł pysk na lidera — zaśmiał się pod nosem na własne słowa — No i uważał większość kotów, za ból w dupie. Jestem pewny, że gdyby jeszcze żył, zrobiłby taki rozpieprz za rządów Lisa, że raz dwa by ten rudy śmierdziel stąd uciekł. Hah — Iskrzący Krok uśmiechnęła się pod nosem. Kątem oka zerknęła jak Firletka oraz Bursztyn zajmują się Mroźnym Oddechem oraz Słonką, które niedawno przyszły do nich z problemem zdrowotnym. W tyle leżał Miodowy Obłok, który nadal oddychał niemiarowo oraz Cyprys z wyciągniętą i usztywnioną łapą.
— Hej, co tak cicho? Też czujecie ten smród? — Bursztyn skrzywił pysk, wywalając jęzor na zewnątrz. Mimo wszystko, tym razem jego słowa wzięto na poważnie. Dziwny, siarkowy zapach unosił się w powietrzu, zaś ptaki, które nie tak dawno radośnie śpiewały pośród drzew, zamilkły.
— POŻAR! WYCHODZIĆ! JUŻ SZYBKO! — do legowiska medyków wpadł rozszalały Lwia Grzywa, natychmiast zabierając się za ewakuację chorych. Firletka wraz z Bursztynem i Sokołem zebrali tyle ziół, ile zmieścili w pyskach, zaś Iskrząca pomogła zastępcy. Podtrzymywała Cyprys, która ociężale opierała się o nią, stękając z bólu — Szybko! Nie mamy czasu!
Do uszu kotów dotarł dziwny, niepokojący odgłos. Ziemia. 
— STROP SIĘ ZAWALA! — krzyknęła przerażona, obserwując, jak hałdy ziemi opadają na pozostawionego w tyle Sokoła. Natychmiast dopadła do kocura, pomagając mu się wydostać — Idźcie, dam radę — sapnęła, obserwując jak już bezpieczna reszta, podąża w stronę łąki.
— Wrócę zaraz — miauknął Lew, pomagając szylkretce i kremowemu iść dalej.
Jakiś liliowy kształt znalazł się o niej w mniej, niż uderzenie serca. Szczawiowy Liść. 
Nie miała czasu ani ochotę na wojnę z kocurem. Razem złapali byłego medyka za futro na grzbiecie i wyciągnęli. I to w ostatniej chwili. Gdy kita niebieskiego przesunęła się po piachu, w miejscu, gdzie leżał, upadła kolejna hałda piachu. Współpracując, pomogli mu dotrzeć w bezpieczne, wyznaczone przez liderkę miejsce. Iskrzącą martwiły tylko tylne łapy starszego, które ani trochę się nie poruszały.
— Wszyscy są? — Berberysowa Gwiazda gorączkowo przebierała łapami, sprawdzając obecność każdego członka klanu — Dobrze, dobierzcie się w pary i kierujcie się w stronę rzeki, jeśli trzeba - wejdźcie do niej! — miauknęła donośnie. W tym momencie granica klanu nocy jakby przestała istnieć, jeśli będzie trzeba - będą zmuszeni ją przekroczyć.
Niebo zaszło chmurami, zaś kilkanaście uderzeń serca później rozległ się okropny, głośny ryk nadchodzącej burzy. 
— Olcha? Olcha, gdzie jesteś? — dopiero teraz przypomniała sobie o kotce. Z rozszalałym, bijącym sercem odłączyła się od Barwinkowego Podmuchu, po czym ruszyła wzdłuż pochodu klifiaków — O-olcha?! — krzyknęła spanikowana, czując, jak łzy powoli spływają jej po policzku.
— Iskrzący Kroku! Tutaj! — kamień spadł jej z serca, gdy dostrzegła rudawą wojowniczkę, kroczącą obok Koperkowego Futra. Szylkretka podbiegła do niej, wtulając się w miękkie futro. Pociągnęła nosem, starając się uspokoić dławiący ją szloch — Ej, mysi bobku. Co ryczysz, nic mi nie jest — wojowniczka napuszyła futro, stykając się nosami razem z córką Rubinki, która zamruczała na ten gest. 
Iskrzący Krok położyła po sobie uszy, gdy z przerażeniem dostrzegła, że jej udawana partnerka ma wiele łysych, czarnych punktów na ciele. Ogień musiał wypalił jej futro... Zadrżała, przylegając do niej jeszcze mocniej i pociągając nosem. Bała się o nią, tak cholernie bała.
Dopiero teraz, stojąc w miejscu zrozumiała jak poważne rany są niektórych kotów. Sama ich liderka większość ciała miała pozbawioną futra, zaś górą wargę miała okropnie spaloną, aż ta się podwinęła i widać było jej kły. Sokole Skrzydło miał najpewniej zmiażdżone tylne łapy, Srebrna Grzywa zmuszony odgryźć sobie tylną, lewą nogę, gdy podczas ewakuacji spadło mu na nią drzewo, które nie tak dawno było legowiskiem ich przywódczyni. Piaskowa Wydma, który wspierał się na swojej ukochanej, całkowicie stracił wzrok przez ogień.
— Co teraz z nami będzie? — usłyszała szept Słonecznej Łapy, która z dziwnie ułożoną, przednią łapą, kicała obok brata, którego futro jeszcze się dymiło. Płat ucha ucznia zwisał smętnie doszczętnie zwęglony. 
— Nic. Damy sobie radę — miauknęła Berberys, która już kolejny raz sprawdzała, czy każdy podąża w dobrą stronę.
Kolejny grzmot, tym razem głośniejszy, rozległ się na niebie. Później kolejny, kolejny i jeszcze jeden. Chmury przybrały ciemnoszarą barwę, zaś samo niebo wydawało się niemalże czarne. 
Deszcz lunął nagle, natychmiast mocząc futra wojowników tak, jakby ci powpadali do wody. Rozległo się kilka jęknięć ulgi. Przywódczyni zarządziła zmianę kierunku, teraz zamiast do rzeki, mieli kierować się do lasu, by schronić się przed deszczem. Ogień w oddali zaczął słabnąć i tylko czarny dym dawał znać, że coś złego wydarzyło się w obozie klifiaków.
Zmęczone koty powlekły się ku drzewom, wpełzając na drzewa, pod krzewy czy stare jamy - wszędzie, gdzie tylko dało się schronić. Noc nastała szybko, zaś rankiem czekała ich potworna niespodzianka.
* * *
Każdy z klifiaków wpatrywał się ze łzami w oczach w to, co kiedyś mogli nazywać swoim obozem. Domem. Teraz wszystko było doszczętnie zniszczone. Zwały kamieni oraz piasku przykrywały legowiska, czy nawet stos ze zwierzyną. Wszyscy doskonale wiedzieli, że nie mają czego tu teraz szukać. Sytuacja nie była najlepsza, stracili właśnie dom a wraz z nim cały, ogromny zapas ziół, który medycy zbierali przez księżyce. Nadchodząca pora nagich drzew mogła okazać się zabójcza, szczególnie, że obecnie mieli masę kotów do wyleczenia. 
— W lesie założymy nowy obóz, chodźmy stąd — zarządził Lwia Grzywa, zgodnie z poprzednią decyzją szylkretowej liderki. Iskrząca ostatni raz spojrzała na zniszczony obóz, nad którym nadal unosiła się woń ognia.
— Wszystko dobrze? — miauknęła zaniepokojona w stronę Zgubionej Duszy. Trąciła ją delikatnie nosem, gdy ta nie reagowała.

< Zgubiona Duszo? >

Wyleczeni: Miodowa Chmura, Cyprysowa Szyszka, Mroźny Oddech, Słonkowa Łapa