BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liliowa Łapa x Urodziwa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liliowa Łapa x Urodziwa Łapa. Pokaż wszystkie posty

19 czerwca 2026

Od Liliowej Pieśni CD. Urodziwej Łapy (Urodziwego Szafirka)

Przeszłość

Liliowa Pieśń uśmiechnęła się do przyjaciółki.
– Nie mogłaś poprosić lepszej osoby! Zaraz coś wymyślę, czekaj, za gałęzią powinnam mieć schowek…
Kotka odsunęła łapą gałąź, a zza niej wysypała się cała sterta kolorowych kamyczków.
– Wow, nie wiedziałam, że nazbierało się ich aż tyle – skomentowała zielonooka i zaczęła grzebać w kupce.
– Jak tam cokolwiek znajdziesz? – spytała Szafirek.
– Jakoś… znajdę… – zastękała. – O, jest! – wykrzyknęła, wyjmując okrągły, brązowy kamień.
– Co to jest? – spytała przyjaciółka.
– Krzemień! – odpowiedziała.
– Krzemień?
– Tak! To tylko powłoka, gdy to rozbijesz, ukaże ci się kolor – kotka wzięła inny kamień, użyła go do rozbicia krzemienia, a następnie pokazała połówki przyjaciółce.
– Widzisz? Piękny, pomarańczowy kolor. A dzięki temu, że jest rozbity na pół, może to być kamień przyjaźni, lub miłości.
– Och, idealnie! Dziękuję, Liliowa Pieśni!
– Szczerze, wiedziałam, że bardzo lubisz się z Kasztankiem, spędzaliście ze sobą duuużo czasu w żłobku! W czasie treningów w sumie też.
– Aż tak to było widać? – spytała
– Bardzo nie, ale mnie to nie umknęło.
– Ty też chyba się z kimś bardzo lubisz – popatrzyła na młodszą figlarnym wzrokiem Urodziwa Łapa.
– Niby w kim? – spytała się szylkretki.
– W moim bracie? – poruszyła powiekami i uśmiechnęła się znacząco.
– Co? Nie! – odskoczyła lilijka. – Szkwał to mój bliski przyjaciel i tyle – odpowiedziała. Pod spodem jednak coś czuła, zdała sobie sprawę, że może przez ten cały czas podświadomie coś do niego czuła.

***

Kotka szła przez Brzozowy Zagajnik spotkać się z bratem. Miała nadzieję, że wszystko u niego w porządku. Myśląc tak, zauważyła za zaroślami swego brata, który kuśtykał.
– Na Klan Gwiazdy, co ci się stało?
– To… nic takiego – wykrztusił z siebie Mrok.
– Pokaż mi tę nogę – kotka podniosła mu prawą tylną nogę. Na wysokości piszczela widniała zaropiała szrama, zapewne od jakieś gałęzi lub drutu.
– Jak ty to zrobiłeś? – wykrzyczała
– Eee… przechodziłem przez płot w celu łowienia myszy i… niechcący zahaczyłem o tą błyszczącą pajęczynę dwunożnych.
Liliowa Pieśń powąchała ranę, czuła infekcję.
– Masz zainfekowaną ranę! – oburzyła się. – Przykładałeś coś albo wylizywałeś?
– Nie, to tylko szrama, nie amputacja nogi.
– Jeżeli tego nie opatrzymy, to to cię czeka! – rzekła liliowa. Rozejrzała się dookoła, przypominając sobie, jakich ziół używała Gąbczasta Perła. Kątem oka zauważyła liście trybuli, których używała do ran Czosnkowej Krewetki. Podbiegła do rośliny, wyrwała ją i wzięła korzeń w pysk.
– Co ty robisz? – spytał czekoladowy.
– Ratuję cię przed gniciem kończyny! – odpowiedziała, przeżuwając trybulę.
Gdy skończyła, położyła papkę na ranę.
– Nie ruszaj się – rozkazała i poszła po pajęczynę nieopodal. Wzięła ją na patyk, wróciła do brata, przykryła szramę liściem trybuli, a na to przyklepała pajęczynę.
– Trzymaj to przez jakieś trzy dni, okład może się zsuwać, nie jestem medykiem, ale trybula wygląda tak, ma też charakterystyczny zapach – przysunęła bratu liść trybuli.
– Och, mocny – skomentował. – Dziękuję, Liliowa Pieśni.
– Nie ma za co! Uważaj na siebie! – polizała go po uszach. – A… co u ojca? Nie zdziwił się na widok rany?
– Och, wszystko u niego dobrze. Co do rany to powiedział, że i tak jestem młody i nie ma co się rozczulać, że w jego wieku miał kilka razy więcej takich ran.
– To okropne! – rzekła.
– A może miał rację? – odparł Mrok. – Nie żyjemy w klanach, tu trzeba być szybciej samodzielnym.
– Nie wiem, czy masz rację. Och, wybacz! Robi się późno, muszę wracać! – dotknęli się nosami, a następnie poszli własnymi drogami.
Gdy wracała, zobaczyła przyjaciółkę idącą wzdłuż rzeki.
– Witaj, Urodziwą Łapo! Co robisz?
– Witaj, Liliowa Pieśni! Mój mentor zastępczy i ja łowiliśmy ryby i pomyślałam, że poszukam kamienia dla Kasztanka!
– Pomóc ci? – zaproponowała lilijka.
– Chętnie!

<Urodziwa Łapo, teraz Urodziwy Szafirku?>

25 maja 2026

Od Urodziwej Łapy CD. Liliowej Łapy (Liliowej Pieśni)

Przeszłość

Szylkretka opuściła legowisko uczniów, by zaczekać na mentorkę w umówionym miejscu. Kropiatkowa Skórka miała ją tego dnia nauczyć wspinaczki na drzewa. Urodziwa Łapa nie mogła się tego doczekać. W końcu była z natury kotem ciekawskim, a to kolejna interesująca umiejętność. To prawie jak bycie ptakiem, ale bez skrzydeł i na gałęzi. Świetne urozmaicenie życia. Obserwowanie świata z góry musiało być ciekawym doświadczeniem.
— Urodziwa Łapo? — rozległ się za jej plecami głos ciemniejszej kotki. Szafirka odwróciła się do Kropiatkowej Skórki i posłała jej ciepły uśmiech.
— Witaj Kropiatkowa Skórko, wybacz, zamyśliłam się troszkę — przyznała z lekkim rozbawieniem młodsza.
— Nie szkodzi, każdemu się to zdarza — odparła pogodnie jej mentorka. Niebieskooka uwielbiała tę kotkę. Cieszyła się, że to właśnie Kropiatka ją uczyła.
— To co? Gotowa? — wymruczała starsza. Uroda entuzjastycznie pokiwała łebkiem.
— Jak nigdy! — odparła rozpromieniona. Mentorka skinęła lekko łebkiem i obie kotki ruszyły do miejsca treningu. Po jakimś czasie dotarły do celu. Było to drzewo, które specjalnie wybrała Kropiatka dla swojej uczennicy. Upewniła się, że na pewno było bezpieczne.
— Usiądźmy na chwilę — zdecydowała Kropiatkowa Skórka. Szafirka posłusznie usiadła naprzeciwko niej. Wlepiła ślepka w te należące do mentorki i z uwagą czekała na dalsze słowa kocicy.
— Przede wszystkim musisz pamiętać, by zawsze wysuwać pazury. To jest podstawa i najważniejsza część, jeśli chcesz wspinać się na drzewo — zaczęła starsza. Szafirka przytaknęła pyszczkiem, zapamiętując tę uwagę.
— Przednie łapy służą do podciągania się i nawigacji, a tylne pomagają we wspinaczce. Twoje ciało musi przylegać do pnia, by nie stracić równowagi i nie spaść. Takie upadki nie kończą się dobrze. Przy odrobinie szczęście trafia się do medyków i oni pomagają albo źle spadniesz i niestety nie ma czego ratować — miauknęła bardzo poważnie Kropiatka.
— Dobrze, zapamiętam Kropiatkowa Skórko — odparła szylkretka.
— Zawsze sprawdzaj, czy gałąź, na którą chcesz wejść, utrzyma twój ciężar. Nigdy nie skacz na pewniaka — kontynuowała Kropiatka. Urodziwa Łapa wszystko sobie powtarzała w myślach, by ugruntować sobie tę wiedzę.
— Jak chodzi o schodzenie, jest to najtrudniejsze w tej umiejętności. Zazwyczaj łatwo wejść i trudniej zejść. Schodzisz tyłem. Głowa w stronę korony drzew. Opuszczasz bardzo powoli tylne łapy i szukając oparcia, starasz się zejść — dokończyła mentorka.
— Rozumiem — wymruczała w odpowiedzi młodsza kotka.
— Dobrze, skoro była teoria pora na praktykę. Najpierw ja ci pokażę, a potem ty spróbujesz. Zgoda? — miauknęła Kropiatkowa Skórka.
— Zgoda — wymruczała córka Złocistego Widlika, co Kropiatka przyjęła z ulgą. Chwilę później szylkretka cofnęła się delikatnie, chcąc zrobić miejsce Kropiatkowej Skórce. Starsza klanowiczka płynnie wskoczyła na pień, wbijając pazury w korę drzewa. Zaczęła się precyzyjnie podciągać. Jej ruchy były przemyślane, a mięśnie wyraźnie działały pod jej skórą. Przesuwała się bezbłędnie do góry, aż dotarła do pierwszej gałęzi. Przez cały czas Urodziwa Łapa przyglądała jej się z uwagą jakiej dawno nie miała. Była pełna podziwu dla umiejętności mentorki. Bardzo chciała być kiedyś jak ona. Wiedziała, że mimo wszystko, zawsze będzie jej wdzięczna za poświęcony czas i naukę. W końcu starsza dotarła na gałąź i wpatrzyła się w niebieskie ślipka uczennicy.
— Tak to ma mniej więcej wyglądać. Wiadomo, że każdy kot i tak musi znaleźć swój własny styl wspinaczki, ale na początek to musi wystarczyć — rzuciła w stronę młodszej.
— Dobrze! — odparła szylkretka, a następnie obserwowała jak Kropiatkowa Skórka schodzi z drzewa. Rzeczywiście poruszała się głową w stronę gałęzi. Chwilę później ciemna kocica stała już koło Szafirki.
— Wow! To było niesamowite! — wymruczała zachwycona Urodziwa Łapa.
— Też będziesz tak śmigać, gdy nabędziesz doświadczenia — odparła pogodnie ciemniejsza.
— Naprawdę? — szylkretka przekrzywiła lekko łebek.
— Oczywiście, a teraz spróbuj. Będę w pogotowiu, więc postaraj się nie stresować jakoś bardzo. Pomogę ci, gdyby zaszła taka potrzeba — poinformowała ze spokojem Kropiatka. Szylkretka pokiwała łebkiem.
— Dobrze, dziękuję — odparła niebieskooka. Podeszła do drzewa i odbiła się od ziemi tak jak jej mentorka. Wysunęła pazury i wbiła je w korę. Spróbowała się podciągnąć tak jak jej mentorka, ale nie ruszyła się nawet o mysi ogon, kiedy zsunęła się z drzewa.
— Spokojnie Urodziwa Łapo, mocniej wbij pazury. Nie bój się, nie złamią ci się od mocniejszego wbicia — uspokajała ją mentorka, stojąc blisko uczennicy. Uroda skinęła lekko łebkiem.
— Dobrze — miauknęła cicho. Przeniosła spojrzenie z pyszczka kocicy na korę. Ponowiła skok i tym razem mocniej wbiła pazury. Tym razem się nie zsunęła. Starała się mieć w głowie tylko instrukcje kocicy. W końcu po kilku próbach udało jej się zbliżyć do gałęzi. Pomogła sobie ogonem i po chwili była u góry. Co prawda była to pierwsza gałąź, ale jak na pierwszy raz i tak dla kotki było zbyt wysoko. Przez jakiś dłuższy moment tak siedziała, by przyzwyczaić się do wysokości. Dopiero później spróbowała zejść.
— Głowa u góry, a tylne łapy w dół — mruczała do siebie, kiedy schodziła. W końcu dotarła na sam dół.
— Brawo Urodziwa Łapo! — pochwaliła ją mentorka. Młodsza dyszała ciężko. Próbowała uspokoić swój oddech. Pomógł jej w tym ogon mentorki muskający jej grzbiet.
— Dziękuję, chociaż przyznaję, że to trudniejsze niż myślałam — zaśmiała się cicho.
— Nabierzesz wprawy. Jesteś bardzo utalentowaną kotką — wymruczała ciepło Kropiatkowa Skórka.
— Będziesz ze mnie dumna, obiecuję! — miauknęła Uroda, lekko się rumieniąc na pochwałę mentorki.
— Spróbujesz jeszcze raz? — spytała Kropiatka.
— Pewnie! — wymruczała Szafirka. Chwilę później wbijała już pazury w korę drzewa i zaczęła się wspinać. Ćwiczyły tak jeszcze przez długi czas. W końcu Kropiatkowa Skórka zarządziła powrót do obozu.
— Świetnie ci poszło. Jak wrócimy do obozu to zjedz porządny posiłek. Zasłużyłaś na to — wymruczała Kropiatka. Szylkretce oczka zabłysły.
— Oczywiście! Mam wrażenie, że zjadłabym ławicę ryb, gdybym mogła — zażartowała. Kropiatka roześmiała się i obie kotki ruszyły w stronę domu. Droga im minęła na rozmowie i wygłupach Szafirki. W końcu dotarły do obozu, a gdy przekroczyły wejście, zatrzymały się tak, by nie przeszkadzać innym.
— Był to wyczerpujący dzień, więc jutro masz wolne od szkolenia. Odpocznij sobie i poświęć czas sobie — wymruczała Kropiatkowa Skórka.
— Dobrze, bardzo dziękuję Kropiatkowa Skórko. Dobranoc — wymruczała Szafirek.
— Ja również dziękuję za dziś Urodziwa Łapo, spokojnych snów — odparła mentorka. Kotki rozeszły się. Szylkretowa uczennica podeszła do miejsca ze zwierzyną. Wzięła dwie myszy ze sobą. Jedna dla niej, a druga dla Liliowej Łapy. Miała nadzieję ją spotkać w legowisku uczniów. Skierowała się do miejsca odpoczynkowego, chcąc odpocząć w miłym towarzystwie po ciężkim dniu. Jednak gdy tylko weszła do legowiska, zastała przyjaciółkę w złym stanie. Podeszła do niej.
— Hej, Liliowa Łapo. Czy coś się stało? Jesteś głodna? Mam też coś dla ciebie — młodsza kiwnęła głową, a Szafirek usiadła obok niej.
— Cóż, dowiedziałam się, że moja matka nie żyje i byłam nieświadomie świadkiem jej śmierci — wyjaśniła cicho Liliowa Łapa. Uroda nieco spochmurniała.
— Liliowa Łapo, tak mi przykro z tego powodu — zaczęła cicho. Raczej marna była z niej pociecha w takich sprawach, bo nigdy nie wiedziała co powiedzieć. Przytuliła się do boku przyjaciółki i owinęła ją swoim przyozdobionym ogonem. Liznęła ją delikatnie w policzek.
— Wiem, że to ciężkie, ale tam, gdzie trafiła na pewno jest jej lepiej. Wiem, że się spotkacie, gdy przyjdzie czas, a na razie będzie cię obserwować z góry i cieszyć z każdego twojego sukcesu — miauknęła Urodziwa Łapa. Podsunęła jej zwierzątko. Spędziła z nią naprawdę sporo czasu, a końcowo zasnęły wtulone w siebie.

Aktualnie

Urodziwa Łapa wróciła niedawno z ostatniego treningu z zastępczym mentorem. Morszczynowy Wąs postanowił pogadać z Kropiatkową Skórką, więc Szafirek nie miała nic do roboty. Odszukała wzrokiem jakiegoś znanego futra, by zabić czas. W pewnej chwili dostrzegła sierść Liliowej Łapy, choć teraz już Liliowej Pieśni.
— Liliowa Pieśnio! — ruszyła do niej w podskokach. Zatrzymała się przy kotce i otarła o jej bok.
— Jeszcze raz ci gratuluję awansu na wojowniczkę, zasłużyłaś na to — wymruczała wyraźnie szczęśliwa. Liliowa Pieśń zamruczała cicho.
— Jestem pewna, że niedługo do mnie dołączysz — zapewniła Szafirkę. Niebieskie oczka uczennicy zabłysły.
— Na pewno, może lada moment i znów będziemy cieszyć się wspólnym legowiskiem — miauknęła z entuzjazmem starsza. Czekała na ten moment i już snuła teorię, jakie imię dostanie. Było ono raczej oczywiste, a przez to jeszcze bardziej wyczekiwane.
— Lilio? Masz może chwilkę? Chciałabym z tobą o czymś pogadać — wymruczała szylkretka.
— Oczywiście — odparła pogodnie wojowniczka. Urodziwa Łapa poprowadziła je na bok, gdzie usiadła. Owinęła łapy ogonem i spojrzała Lilii w oczy.
— Wiesz? Podoba mi się Przypalona Łapa, no teraz już Przypalony Kasztan i ostatnio byliśmy na spacerze — zaczęła szylkretka. Jej głos tym razem był spokojniejszy.
— Naprawdę? — odezwała się młodsza, a Szafirek kiwnęła łebkiem.
— Tak, a, jak wiesz już za kociaka przebywaliśmy sporo czasu razem. Chciałabym mu coś podarować, ale zastanawiam się, co byłoby najlepsze. Musi to być coś godnego dla niego, bo wiesz Przypalony Kasztan to dla mnie prawdziwy książę, ale nie mów tego nikomu, bo mi sierść wyskubią i będę w połowie łysa — miauknęła ciszej, a następnie zaśmiała się krótko.

<Liliowa Pieśnio? Co mogę mu dać?>

[1391 słów+nauka wspinaczki na drzewa]

[28% + 5%]

14 kwietnia 2026

Od Liliowej Łapy Do Urodziwej Łapy

Liliowa Łapa wstała i rozprostowała łapy. Z dnia na dzień było coraz zimniej. Urodziwa Łapa spała obok niej, zwinięta w kłębek. Popatrzyła na przyjaciółkę ze szczęściem, by po chwili popatrzeć się w drugi kąt legowiska, gdzie było puste posłanie, które niegdyś należało do Szkwalnej Łapy. Dzień wcześniej został mianowany na wojownika i teraz był Ulewnym Szkwałem. Gratulowała mu i była naprawdę z niego dumna, ale będzie jej go brakować. Bardzo brakować. No cóż, przynajmniej Morszczyn też zostawił legowisko uczniów i nie będzie przegrzebywać jej rzeczy. Wyszła na zewnątrz na ostatnie promienie słońca i podeszła do sadzawki na środku obozu. Wychleptała trochę wody i czekała na mentorkę. Nie minęło dużo czasu, gdy spomiędzy gałęzi wysunął się biało-kremowy łepek Czosnkowej Krewetki.
— Cześć, Czosnkowa Krewetko! — miauknęła do mentorki i poleciała do niej.
— Witaj, Liliowa Łapo! Widzę, że jesteś w dobrym nastroju.
— Tak! Nie mogę się doczekać treningu, cokolwiek to będzie!
— Dzisiaj potrenujemy walkę i poćwiczymy wspinanie na drzewa, żebyś pamiętała, że nie jesteś ptakiem i nie odlecisz z niego — zaśmiała się i ruszyła do wyjścia.
Pogoda była bardzo ładna jak na Porę Opadających Liści. Wszędzie było czerwono lub żółto, nawet w rzece, a drzewa dokładały nowe liście na ziemię. Zanim się obejrzała, znalazła się na małej polance niedaleko rzeki, gdzie Czosnkowa Krewetka się zatrzymała.
— Dzisiaj będziemy trenować tutaj. Liliowa Łapo, pokaż mi, jak u ciebie wygląda atak z naskoku.
Uczennica kiwnęła głową i przeszła do pozycji. Zawiesiła wzrok w przestrzeni, by nie dać znaku mentorce, gdzie będzie celować. Obie ruszyły w tym samym czasie, szarżując na siebie nawzajem. W odpowiednim momencie Lilijka wyskoczyła w górę, celując w kark, ewentualnie w zad wojowniczki. Czosnkowa Krewetka nie zdążyła w porę zahamować i przejść do obrony, dzięki czemu idealnie wylądowała przy udzie, lekko wbijając pazury i gryząc ogon. Jednak mentorce udało się strząsnąć uczennicę, która się potoczyła, a następnie, wstając, uniknęła, posuwając się w bok, naskoku szylkretki. Wykorzystując czas, który dostała dzięki szybkiej reakcji, zatopiła kły na karku kotki. Niestety, mentorka spychnęła ją łapą na bok, dosięgając jej brzucha, ale w porę ugryzła ją w ucho i odsuwając się od niej.
— Bardzo dobrze! — miauknęła Czosnkowa Krewetka, owijając łapy ogonem. Spróbujmy jeszcze najgorszą wersję przygniecenia.
Liliowa Łapa położyła się na plecach, a mentorka z całej siły położyła łapę na krtani. Lilijka z całych sił walnęła w brzuch tylnymi łapami, a gdy "przeciwnik" chciał ją stłumić pazurami, wyrwała się, atakując w bark.
— No dobrze, widać, że umiesz wszystkie dotąd ważniejsze techniki walki.
Liliowa Łapa popatrzyła na nią z zakłopotaniem. To nie było wszystko, ale myślała, że mentorka nie potrzebuje innych sprawdzać, bo tak świetnie jej szło... albo znowu zapomniała. Nie chciała jednak upominać mentorki, więc tylko wzruszyła ramionami.
— Czas na wspinaczkę. Wtedy dość dobrze ci poszło, ale pokażę ci, jak to się robi prawidłowo. — Czosnkowa Krewetka popatrzyła na pień i naskoczyła na niego, zatapiając z chrzęstem pazury w korę dębu.
— Przy wspinaczce musisz umieścić ciężar ciała na udach i wyskoczyć, o tak. — Mentorka skoczyła wyżej, będąc blisko pierwszej gałęzi — a kiedy chcesz zejść, musisz delikatnie spuszczać się w dół, w taki sposób — rzekła, delikatnie zsuwając się z drzewa — Albo po prostu zeskoczyć. Wtedy musisz się obrócić w locie i gotowe! Cała filozofia. Twoja kolej!
Lilijka podeszła do dębu, podskoczyła i sprawnie wspięła się do góry.
— A teraz zejdź! — krzyknęła szylkretka. Liliowa kotka kawałek się zsunęła, przebierając gdzie niegdzie łapami, a następnie delikatnie zeskoczyła na ziemię. — No cóż, to chyba wszystko na dziś! Szybko robisz postępy, dlatego teraz możemy iść na polowanie.
Ach, nareszcie. Po pływaniu to było jej ulubione zajęcie. Podekscytowanie było też takie duże ze względu na fakt postanowienia złapania szczupaka. Chciała też pokazać samodzielność mentorce, więc się zapytała, czy może zapolować po drugiej stronie rzeki.
— Oczywiście, ale nie wyczyniaj nic głupiego, zrozumiano?
— Dobrze, Czosnkowa Krewetko, będę ostrożna i dziękuję!
Bez zastanowienia wskoczyła do rzeki i przepłynęła na drugi brzeg. Woda łaskotała ją w wąsy i mierzwiła futro.
"Jak przyjemnie! Szkoda, że nie jest tak zawsze" — pomyślała, patrząc na toń otaczającej ją chłodnej cieczy. Kiedy wyszła na suchy ląd, od razu przystąpiła do łowienia, myśląc przy okazji nad rozwinięciem swojego wynalazku. Po krótkiej chwili z jej pyska wisiał całkiem dorodny pstrąg. Już miała łowić następną rybę, gdy nagle nieregularny cień pojawił się na tafli. Lilia spojrzała w górę — to był sokół! A może jastrząb? Orzeł? Cokolwiek to było, było duże, bardzo duże jak na ptaka. Do tej pory polowała na mniejsze ptaki, wróble, wrony, sójki, a więc perspektywa złapania ptaka większego od trzech kociaków była dla niej obiecująca. Liliowa Łapa schowała się pod najbliższą paprocią, patrząc przez liście na polujące zwierze. Po czasie, który dla Lilijki był wiecznością, ptak zaczął pikować w dół. Przez chwilę myślała, że to na nią i miała już uciekać, ale ptak wylądował kawałek dalej, zatapiając swe szpony w biednym gołębiu, i, jak to się mówi, gdzie lisy się biją, tam borsuk korzysta, więc gdy sokół był zajęty gołębiem, kotka skoczyła na grzbiet i mocno wbiła pazury w pióra. Ptak zaskrzeczał, strząsając kotkę i wyciągając szpony w jej stronę. Zrobiła unik i zaatakowała oczy sokoła, ten przeraźliwie zaskrzeczał, uderzając skrzydłem o uczennicę i wyciągając do niej swe szpony, przerysował jej bark. Uderzenie było bolesne. Sokół chciał ugryźć, by oszołomić kota. Szybko wykorzystała sytuację i walnęła go tylnymi łapami.
"Dzięki ci, Klanie Gwiazdy i Czosnkowa Krewetko!" — pomyślała, przytrzymując ptaka do ziemi. Ale to nie wystarczyło, ptak był za silny. Sprawnie zrzucił ją, złapał ją szponami i podniósł do góry. Lila próbowała się wywiercić. To koniec! Zostanie zabita przez wielkiego ptaka bo zachciało jej się na niego zapolować, nigdy nie zostanie wojowniczką i nawet nie będzie czuwania nad jej ciałem ponieważ będzie rozszarpana na kawałki. I nagle, zza zarośli wyskoczył ciemnoczekoladowy kształt, wzbił się w górę i zaatakował nogę sokoła. Ten zaskrzeczał, puszczając lilijkę, która dzięki wysokości kilku długości lisów spadła zgrabnie na cztery łapy. Gdy się otrząsneła z zaskoczenia, zauważyła, że jej wybawicielem jest... Mrok!
Kotka była szczęśliwa, jak i zła, że tu przybył. Co on robił tak daleko od granicy? Ale nie było na to czasu. Trzeba było mu pomóc. Obecnie jej brat schował się za jeżynami, wymachując ostrzegawczo łapą na próbującego się przedrzeć ptaka. Kotka zaskoczyła go od tyłu, wbijając pazury w pióra, ptak się odwrócił w jej stronę, dzięki czemu kocur mógł uciec, a atakując w udo zmylił ptaka. Przez następną chwilę walki kołowali napastnika, raz gryząc, raz drapiąc. Sokół postanowił dać sobie spokój i odlecieć, lecz obaj złapali kłami szybko ptaka za nogi. Liliowa Łapa z przerażeniem oglądała, jak szpon ptaka próbował dosięgnąć nosa uczennicy. Pod ciężarem sokół zaczął opadać. Mrok dosięgnął spodu skrzydła i próbował zadać ptakowi jak najwięcej obrażeń. Zmęczony ptak w końcu zleciał na ziemię, rozpościerając skrzydła w ataku. Jednak Lilia postanowiła je zaatakować — ptak nie odleci z naderwanym skrzydłem, więc gdy Mrok odciągał uwagę, liliowa kotka ugryzła skrzydło. Skrzeczący z bólu sokół został przewalony przez jej czekoladowego brata, który rzucił się na niego. Drapieżnik dyszał ciężko, zmęczony atakowaniem na zmianę dwóch napastników. Kocur wbił pazury w ciało, a Liliowa Łapa nadal trzymała skrzydło. Po kilku atakach wielkie zwierzę poddało się, przestało się ruszać i powoli przestało oddychać. Liliowa uczennica złapała oddech i zeszła ze zdobyczy. Popatrzyła na Mroka i spytała:
— Co tutaj robisz tak z dala od granicy? — Kocur popatrzył na nią z zażenowaniem
— Dzięki temu, że tu byłem, żyjesz.
— Tak, dziękuję, że mnie uratowałeś — powiedziała, patrząc na niego z wdzięcznością. — Ale to i tak nie odpowiada na to, co tutaj robiłeś w głąb naszego terytorium.
— No cóż… — mruknął ciemnoczekoladowy — Tak sobie myślałem o naszym ostatnim spotkaniu i tak naprawdę nic o sobie nie wiemy i szukałem cię, bo… Chcę cię bliżej poznać.
Liliowej zrobiło się żal brata. W sumie też chciała się więcej o nim dowiedzieć.
— Rozumiem, ale proszę, jeżeli chcesz ze mną rozmawiać, nie naruszaj granicy ani nie poluj na naszym terytorium, bo jak się dowiem, że ciemnoczekoladowy kocur o błękitnych oczach był tu gdzieś widziany, to poobrywam ci uszy!
Brat się lekko zaśmiał
— Dobrze, dobrze, a gdzie będzie miejsce spotkań?
— Nie daleko Brzozowego Zagajnika, za granicą?
— Może być. Codziennie?
— Nie, raz na ćwierć księżyca — mruknęła. Nie chciała zdradzać klanu, to był jej dom, lecz bardzo chciała poznać coś więcej o samotniczej historii jej rodziny.
— Rozumiem, pewnie masz treningi?
— Tak, czuję, że niedużo zostało do mianowania, ale żeby tak było, muszę ćwiczyć! — Wtedy w jej głowie narodziło się pytanie — A kto cię szkolił? We dwoje pokonaliśmy tego ptaka, lecz chyba i tak z łudem szczęścia.
— No wiesz, jak jedynym kotem, jakiego znasz, jest twój ojciec, każdego dnia szukasz swojego miejsca w świecie, goniły cię psy, wypędzali cię dwunożni, to nabierasz formy, nie?
— Kosztem wielu urazów. — Pokazał na udo Mroka, na którym była głęboka blizna, której raczej się nie zdobywa w tak młodym wieku — Twoje ucho! Jest rozdarte! A grzbiet? — spytała zaniepokojona, oglądając obrażenia, jednocześnie przeliczając swój bark.
— E tam, pajęczyny i się zagoi.
— Cóż, w sumie dzięki tobie mamy tę zdobycz, więc chcesz kawałek?
Popatrzyła nie tylko na sokoła, ale też na gołębia, który, oddychając ciężko, leżał na ziemi. Nie miał poważnych ran, raczej wynikało to z wstrząsu jakiego doznał. Już miała go zabić, gdy coś ją tknęło. To nie byłaby dobra upolowana zwierzyna, nie ona ją uziemiła, lecz ten ptaszor, można powiedzieć, że go uratowała, więc postanowiła zostawić go w spokoju.
— Nie, dzięki, wezmę sobie tego. — Podszedł do gołębia i bez większych trudności złamał mu kark, zanim liliowa kotka zdążyła coś powiedzieć.
— Nie dobija się leżącego! — warknęła ze złością na brata.
— Hm? Że niby tego gołębia? I tak by nie przeżył, więc w sumie zrobiłem mu przysługę, że szybko zakończyłem jego żywot bez zbędnych cierpień, a na pewno będzie smakowity!
— Jesteś bez serca — miauknęła Liliowa Łapa.
— Nie powiedziałbym. Albo może jednak? I tak to mnie mało co obchodzi. -— Nagle nadstawił uszu. Kotka też słyszała szelest liści.
— To ja będę już leciał. Do następnego! — pożegnał się, łapiąc za gołębia i znikając w szuwary. Zza drzew wyłoniła się Czosnkowa Krewetka.
— Liliowa Łapo, co ty... Na Klan Gwiazdy! Na spokojnie najedzą się nim trzy koty! Jak ty niby złapała tak niebezpiecznego ptaka?
— Emm... Był już dość poharatany — odpowiedziała mentor, przecież nie mogła powiedzieć, że pomógł jej samotnik, i to jeszcze czekoladowy!
— No dobrze, zanieśmy te dobrodziejstwa do obozu — odpowiedziała starsza kotka, łapiąc za sokoła, a Liliowa Łapa za ryby i myszy upolowane przez szylkretkę

Liliowa Łapa siedziała na kamieniu, łapiąc ostatnie promienie słońca. Zrobiła głęboki wdech, patrząc na Siwą. Czaple. Trzeba było wreszcie się go zapytać, co się stało z jej matką. Wreszcie wstała i nieco przerażonym krokiem podeszła do wojownika, który odwrócił się i popatrzył na nią przyjaźnie.
— Witaj, Liliowa Łapo, o co chodzi?
— Siwa Czaplo, c-czy wiesz, co się stało… z moją mamą?
Pręgowana kotka zobaczyła w jego oczach błysk smutku.
— Chodźmy gdzieś na bok. Obok legowiska starszych.
Nie wiedziała, o co chodzi szaremu z vanem wojownikowi, ale poszła za nim. Kiedy już przysiedli, kocur zaczął:
— Liliowa Łapo, nie wiem, czy pamiętasz swoje przybycie do klanu, ale czy kojarzysz, jak znaleźliśmy coś niedaleko w trawie?
Uczennica pamiętała to wydarzenie jak przez mgłę, ale przypomniała sobie ten czas w swoim życiu i wojowników obserwujących coś niedaleko jej.
— A więc — głos wojownika stanął w gardle — To było ciało twojej mamy… Nie żyje.
Lilie przeszył szok i ból, dlaczego!
— A... A wiadomo, jak zginęła?
— Prawdopodobnie zabił ją lis.
Kotka położyła uszy. Czyli zginęła, broniąc jej.
— Liliowa Łapo, tak mi przykro. Gdybyśmy mogli coś wtedy zrobić, pomoglibyśmy jej.
— Wiem, to nie wasza wina, tylko tego lisiego łajna miauknęła z szczerością.
Siwa Czapla liznął ją w ucho na pocieszenie.
— Muszę się przespać. Dziękuję, Siwa Czaplo. — Musnęła go w bark i ruszyła w stronę legowiska.

Kotka leżała na posłaniu, myśląc o dzisiejszym dniu. Czuła, że pęka jej serce. A co jeśli Klan Gwiazdy zrobił to wszystko specjalnie? Nie, na pewno nie. To nie ich wina.
Gdyby nie patrol być może dołączyła by już dawno dołączyła by do gwiezdnych przodków. W rozmyślaniu przerwała jej Urodziwą Łapa, która weszła do legowiska z myszą w pysku.
— Hej, Liliowa Łapo. Czy coś się stało? Jesteś głodna? Mam też coś dla ciebie.
Lilijka kiwnęła głową i przyjaciółka siadła obok niej.
— Cóż, dowiedziałam się, że moja matka nie żyje i byłam nieświadomie świadkiem jej śmierci.
Miała nadzieję, że przyjaciółka da jej pomocną łapę i pomoże jej się otrząsnąć.

<Urodziwa Łapo?>
[2021 słów]

[40%]