BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Owocowym Lesie!
(Brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 12 kwietnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

14 kwietnia 2026

Od Liliowej Łapy Do Urodziwej Łapy

Liliowa Łapa wstała i rozprostowała łapy. Z dnia na dzień było coraz zimniej. Urodziwa Łapa spała obok niej, zwinięta w kłębek. Popatrzyła na przyjaciółkę ze szczęściem, by po chwili popatrzeć się w drugi kąt legowiska, gdzie było puste posłanie, które niegdyś należało do Szkwalnej Łapy. Dzień wcześniej został mianowany na wojownika i teraz był Ulewnym Szkwałem. Gratulowała mu i była naprawdę z niego dumna, ale będzie jej go brakować. Bardzo brakować. No cóż, przynajmniej Morszczyn też zostawił legowisko uczniów i nie będzie przegrzebywać jej rzeczy. Wyszła na zewnątrz na ostatnie promienie słońca i podeszła do sadzawki na środku obozu. Wychleptała trochę wody i czekała na mentorkę. Nie minęło dużo czasu, gdy spomiędzy gałęzi wysunął się biało-kremowy łepek Czosnkowej Krewetki.
— Cześć, Czosnkowa Krewetko! — miauknęła do mentorki i poleciała do niej.
— Witaj, Liliowa Łapo! Widzę, że jesteś w dobrym nastroju.
— Tak! Nie mogę się doczekać treningu, cokolwiek to będzie!
— Dzisiaj potrenujemy walkę i poćwiczymy wspinanie na drzewa, żebyś pamiętała, że nie jesteś ptakiem i nie odlecisz z niego — zaśmiała się i ruszyła do wyjścia.
Pogoda była bardzo ładna jak na Porę Opadających Liści. Wszędzie było czerwono lub żółto, nawet w rzece, a drzewa dokładały nowe liście na ziemię. Zanim się obejrzała, znalazła się na małej polance niedaleko rzeki, gdzie Czosnkowa Krewetka się zatrzymała.
— Dzisiaj będziemy trenować tutaj. Liliowa Łapo, pokaż mi, jak u ciebie wygląda atak z naskoku.
Uczennica kiwnęła głową i przeszła do pozycji. Zawiesiła wzrok w przestrzeni, by nie dać znaku mentorce, gdzie będzie celować. Obie ruszyły w tym samym czasie, szarżując na siebie nawzajem. W odpowiednim momencie Lilijka wyskoczyła w górę, celując w kark, ewentualnie w zad wojowniczki. Czosnkowa Krewetka nie zdążyła w porę zahamować i przejść do obrony, dzięki czemu idealnie wylądowała przy udzie, lekko wbijając pazury i gryząc ogon. Jednak mentorce udało się strząsnąć uczennicę, która się potoczyła, a następnie, wstając, uniknęła, posuwając się w bok, naskoku szylkretki. Wykorzystując czas, który dostała dzięki szybkiej reakcji, zatopiła kły na karku kotki. Niestety, mentorka spychnęła ją łapą na bok, dosięgając jej brzucha, ale w porę ugryzła ją w ucho i odsuwając się od niej.
— Bardzo dobrze! — miauknęła Czosnkowa Krewetka, owijając łapy ogonem. Spróbujmy jeszcze najgorszą wersję przygniecenia.
Liliowa Łapa położyła się na plecach, a mentorka z całej siły położyła łapę na krtani. Lilijka z całych sił walnęła w brzuch tylnymi łapami, a gdy "przeciwnik" chciał ją stłumić pazurami, wyrwała się, atakując w bark.
— No dobrze, widać, że umiesz wszystkie dotąd ważniejsze techniki walki.
Liliowa Łapa popatrzyła na nią z zakłopotaniem. To nie było wszystko, ale myślała, że mentorka nie potrzebuje innych sprawdzać, bo tak świetnie jej szło... albo znowu zapomniała. Nie chciała jednak upominać mentorki, więc tylko wzruszyła ramionami.
— Czas na wspinaczkę. Wtedy dość dobrze ci poszło, ale pokażę ci, jak to się robi prawidłowo. — Czosnkowa Krewetka popatrzyła na pień i naskoczyła na niego, zatapiając z chrzęstem pazury w korę dębu.
— Przy wspinaczce musisz umieścić ciężar ciała na udach i wyskoczyć, o tak. — Mentorka skoczyła wyżej, będąc blisko pierwszej gałęzi — a kiedy chcesz zejść, musisz delikatnie spuszczać się w dół, w taki sposób — rzekła, delikatnie zsuwając się z drzewa — Albo po prostu zeskoczyć. Wtedy musisz się obrócić w locie i gotowe! Cała filozofia. Twoja kolej!
Lilijka podeszła do dębu, podskoczyła i sprawnie wspięła się do góry.
— A teraz zejdź! — krzyknęła szylkretka. Liliowa kotka kawałek się zsunęła, przebierając gdzie niegdzie łapami, a następnie delikatnie zeskoczyła na ziemię. — No cóż, to chyba wszystko na dziś! Szybko robisz postępy, dlatego teraz możemy iść na polowanie.
Ach, nareszcie. Po pływaniu to było jej ulubione zajęcie. Podekscytowanie było też takie duże ze względu na fakt postanowienia złapania szczupaka. Chciała też pokazać samodzielność mentorce, więc się zapytała, czy może zapolować po drugiej stronie rzeki.
— Oczywiście, ale nie wyczyniaj nic głupiego, zrozumiano?
— Dobrze, Czosnkowa Krewetko, będę ostrożna i dziękuję!
Bez zastanowienia wskoczyła do rzeki i przepłynęła na drugi brzeg. Woda łaskotała ją w wąsy i mierzwiła futro.
"Jak przyjemnie! Szkoda, że nie jest tak zawsze" — pomyślała, patrząc na toń otaczającej ją chłodnej cieczy. Kiedy wyszła na suchy ląd, od razu przystąpiła do łowienia, myśląc przy okazji nad rozwinięciem swojego wynalazku. Po krótkiej chwili z jej pyska wisiał całkiem dorodny pstrąg. Już miała łowić następną rybę, gdy nagle nieregularny cień pojawił się na tafli. Lilia spojrzała w górę — to był sokół! A może jastrząb? Orzeł? Cokolwiek to było, było duże, bardzo duże jak na ptaka. Do tej pory polowała na mniejsze ptaki, wróble, wrony, sójki, a więc perspektywa złapania ptaka większego od trzech kociaków była dla niej obiecująca. Liliowa Łapa schowała się pod najbliższą paprocią, patrząc przez liście na polujące zwierze. Po czasie, który dla Lilijki był wiecznością, ptak zaczął pikować w dół. Przez chwilę myślała, że to na nią i miała już uciekać, ale ptak wylądował kawałek dalej, zatapiając swe szpony w biednym gołębiu, i, jak to się mówi, gdzie lisy się biją, tam borsuk korzysta, więc gdy sokół był zajęty gołębiem, kotka skoczyła na grzbiet i mocno wbiła pazury w pióra. Ptak zaskrzeczał, strząsając kotkę i wyciągając szpony w jej stronę. Zrobiła unik i zaatakowała oczy sokoła, ten przeraźliwie zaskrzeczał, uderzając skrzydłem o uczennicę i wyciągając do niej swe szpony, przerysował jej bark. Uderzenie było bolesne. Sokół chciał ugryźć, by oszołomić kota. Szybko wykorzystała sytuację i walnęła go tylnymi łapami.
"Dzięki ci, Klanie Gwiazdy i Czosnkowa Krewetko!" — pomyślała, przytrzymując ptaka do ziemi. Ale to nie wystarczyło, ptak był za silny. Sprawnie zrzucił ją, złapał ją szponami i podniósł do góry. Lila próbowała się wywiercić. To koniec! Zostanie zabita przez wielkiego ptaka bo zachciało jej się na niego zapolować, nigdy nie zostanie wojowniczką i nawet nie będzie czuwania nad jej ciałem ponieważ będzie rozszarpana na kawałki. I nagle, zza zarośli wyskoczył ciemnoczekoladowy kształt, wzbił się w górę i zaatakował nogę sokoła. Ten zaskrzeczał, puszczając lilijkę, która dzięki wysokości kilku długości lisów spadła zgrabnie na cztery łapy. Gdy się otrząsneła z zaskoczenia, zauważyła, że jej wybawicielem jest... Mrok!
Kotka była szczęśliwa, jak i zła, że tu przybył. Co on robił tak daleko od granicy? Ale nie było na to czasu. Trzeba było mu pomóc. Obecnie jej brat schował się za jeżynami, wymachując ostrzegawczo łapą na próbującego się przedrzeć ptaka. Kotka zaskoczyła go od tyłu, wbijając pazury w pióra, ptak się odwrócił w jej stronę, dzięki czemu kocur mógł uciec, a atakując w udo zmylił ptaka. Przez następną chwilę walki kołowali napastnika, raz gryząc, raz drapiąc. Sokół postanowił dać sobie spokój i odlecieć, lecz obaj złapali kłami szybko ptaka za nogi. Liliowa Łapa z przerażeniem oglądała, jak szpon ptaka próbował dosięgnąć nosa uczennicy. Pod ciężarem sokół zaczął opadać. Mrok dosięgnął spodu skrzydła i próbował zadać ptakowi jak najwięcej obrażeń. Zmęczony ptak w końcu zleciał na ziemię, rozpościerając skrzydła w ataku. Jednak Lilia postanowiła je zaatakować — ptak nie odleci z naderwanym skrzydłem, więc gdy Mrok odciągał uwagę, liliowa kotka ugryzła skrzydło. Skrzeczący z bólu sokół został przewalony przez jej czekoladowego brata, który rzucił się na niego. Drapieżnik dyszał ciężko, zmęczony atakowaniem na zmianę dwóch napastników. Kocur wbił pazury w ciało, a Liliowa Łapa nadal trzymała skrzydło. Po kilku atakach wielkie zwierzę poddało się, przestało się ruszać i powoli przestało oddychać. Liliowa uczennica złapała oddech i zeszła ze zdobyczy. Popatrzyła na Mroka i spytała:
— Co tutaj robisz tak z dala od granicy? — Kocur popatrzył na nią z zażenowaniem
— Dzięki temu, że tu byłem, żyjesz.
— Tak, dziękuję, że mnie uratowałeś — powiedziała, patrząc na niego z wdzięcznością. — Ale to i tak nie odpowiada na to, co tutaj robiłeś w głąb naszego terytorium.
— No cóż… — mruknął ciemnoczekoladowy — Tak sobie myślałem o naszym ostatnim spotkaniu i tak naprawdę nic o sobie nie wiemy i szukałem cię, bo… Chcę cię bliżej poznać.
Liliowej zrobiło się żal brata. W sumie też chciała się więcej o nim dowiedzieć.
— Rozumiem, ale proszę, jeżeli chcesz ze mną rozmawiać, nie naruszaj granicy ani nie poluj na naszym terytorium, bo jak się dowiem, że ciemnoczekoladowy kocur o błękitnych oczach był tu gdzieś widziany, to poobrywam ci uszy!
Brat się lekko zaśmiał
— Dobrze, dobrze, a gdzie będzie miejsce spotkań?
— Nie daleko Brzozowego Zagajnika, za granicą?
— Może być. Codziennie?
— Nie, raz na ćwierć księżyca — mruknęła. Nie chciała zdradzać klanu, to był jej dom, lecz bardzo chciała poznać coś więcej o samotniczej historii jej rodziny.
— Rozumiem, pewnie masz treningi?
— Tak, czuję, że niedużo zostało do mianowania, ale żeby tak było, muszę ćwiczyć! — Wtedy w jej głowie narodziło się pytanie — A kto cię szkolił? We dwoje pokonaliśmy tego ptaka, lecz chyba i tak z łudem szczęścia.
— No wiesz, jak jedynym kotem, jakiego znasz, jest twój ojciec, każdego dnia szukasz swojego miejsca w świecie, goniły cię psy, wypędzali cię dwunożni, to nabierasz formy, nie?
— Kosztem wielu urazów. — Pokazał na udo Mroka, na którym była głęboka blizna, której raczej się nie zdobywa w tak młodym wieku — Twoje ucho! Jest rozdarte! A grzbiet? — spytała zaniepokojona, oglądając obrażenia, jednocześnie przeliczając swój bark.
— E tam, pajęczyny i się zagoi.
— Cóż, w sumie dzięki tobie mamy tę zdobycz, więc chcesz kawałek?
Popatrzyła nie tylko na sokoła, ale też na gołębia, który, oddychając ciężko, leżał na ziemi. Nie miał poważnych ran, raczej wynikało to z wstrząsu jakiego doznał. Już miała go zabić, gdy coś ją tknęło. To nie byłaby dobra upolowana zwierzyna, nie ona ją uziemiła, lecz ten ptaszor, można powiedzieć, że go uratowała, więc postanowiła zostawić go w spokoju.
— Nie, dzięki, wezmę sobie tego. — Podszedł do gołębia i bez większych trudności złamał mu kark, zanim liliowa kotka zdążyła coś powiedzieć.
— Nie dobija się leżącego! — warknęła ze złością na brata.
— Hm? Że niby tego gołębia? I tak by nie przeżył, więc w sumie zrobiłem mu przysługę, że szybko zakończyłem jego żywot bez zbędnych cierpień, a na pewno będzie smakowity!
— Jesteś bez serca — miauknęła Liliowa Łapa.
— Nie powiedziałbym. Albo może jednak? I tak to mnie mało co obchodzi. -— Nagle nadstawił uszu. Kotka też słyszała szelest liści.
— To ja będę już leciał. Do następnego! — pożegnał się, łapiąc za gołębia i znikając w szuwary. Zza drzew wyłoniła się Czosnkowa Krewetka.
— Liliowa Łapo, co ty... Na Klan Gwiazdy! Na spokojnie najedzą się nim trzy koty! Jak ty niby złapała tak niebezpiecznego ptaka?
— Emm... Był już dość poharatany — odpowiedziała mentor, przecież nie mogła powiedzieć, że pomógł jej samotnik, i to jeszcze czekoladowy!
— No dobrze, zanieśmy te dobrodziejstwa do obozu — odpowiedziała starsza kotka, łapiąc za sokoła, a Liliowa Łapa za ryby i myszy upolowane przez szylkretkę

Liliowa Łapa siedziała na kamieniu, łapiąc ostatnie promienie słońca. Zrobiła głęboki wdech, patrząc na Siwą. Czaple. Trzeba było wreszcie się go zapytać, co się stało z jej matką. Wreszcie wstała i nieco przerażonym krokiem podeszła do wojownika, który odwrócił się i popatrzył na nią przyjaźnie.
— Witaj, Liliowa Łapo, o co chodzi?
— Siwa Czaplo, c-czy wiesz, co się stało… z moją mamą?
Pręgowana kotka zobaczyła w jego oczach błysk smutku.
— Chodźmy gdzieś na bok. Obok legowiska starszych.
Nie wiedziała, o co chodzi szaremu z vanem wojownikowi, ale poszła za nim. Kiedy już przysiedli, kocur zaczął:
— Liliowa Łapo, nie wiem, czy pamiętasz swoje przybycie do klanu, ale czy kojarzysz, jak znaleźliśmy coś niedaleko w trawie?
Uczennica pamiętała to wydarzenie jak przez mgłę, ale przypomniała sobie ten czas w swoim życiu i wojowników obserwujących coś niedaleko jej.
— A więc — głos wojownika stanął w gardle — To było ciało twojej mamy… Nie żyje.
Lilie przeszył szok i ból, dlaczego!
— A... A wiadomo, jak zginęła?
— Prawdopodobnie zabił ją lis.
Kotka położyła uszy. Czyli zginęła, broniąc jej.
— Liliowa Łapo, tak mi przykro. Gdybyśmy mogli coś wtedy zrobić, pomoglibyśmy jej.
— Wiem, to nie wasza wina, tylko tego lisiego łajna miauknęła z szczerością.
Siwa Czapla liznął ją w ucho na pocieszenie.
— Muszę się przespać. Dziękuję, Siwa Czaplo. — Musnęła go w bark i ruszyła w stronę legowiska.

Kotka leżała na posłaniu, myśląc o dzisiejszym dniu. Czuła, że pęka jej serce. A co jeśli Klan Gwiazdy zrobił to wszystko specjalnie? Nie, na pewno nie. To nie ich wina.
Gdyby nie patrol być może dołączyła by już dawno dołączyła by do gwiezdnych przodków. W rozmyślaniu przerwała jej Urodziwą Łapa, która weszła do legowiska z myszą w pysku.
— Hej, Liliowa Łapo. Czy coś się stało? Jesteś głodna? Mam też coś dla ciebie.
Lilijka kiwnęła głową i przyjaciółka siadła obok niej.
— Cóż, dowiedziałam się, że moja matka nie żyje i byłam nieświadomie świadkiem jej śmierci.
Miała nadzieję, że przyjaciółka da jej pomocną łapę i pomoże jej się otrząsnąć.

<Urodziwa Łapo?>
[2021 słów]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz