Jakoś zaraz po walce z agresywnymi mewami
Tawułowa Bryza nie opuszczała boku swego ojca, odkąd ten po walce z mewami trafił do legowiska medyków. Noce spędzała wtulona w bok kocura, informując medyków o każdym najmniejszym odstępstwie od normy sugerującym, że być może stan kocura się pogarsza.
— Nie możesz odejść do Klanu Gwiazdy, słyszysz? Jeszcze nie teraz... – syknęła cicho, obserwując, jak grzbiet kocura unosi się i opada. — Nie przed Jastrzębim Zewem...
Przeniosła spojrzenie na Jagnięcy Ukłon oraz jej uczennicę, Aldrowandową Łapę, które zajmowały się pozostałymi rannymi kotami w walce. Nie czuła żadnej wrogości względem starszej i młodszej medyczki, jednak brakowało jej obecności Ćmiego Księżyca. Śmierć niebieskiej była tak nagła. Tak niespodziewana.
Podobnie jak śmierć ciotki Pietruszkowej Błyskawicy oraz jej brata, jak i ojca Tawuły, Mroźnego Wichru. Dodatkowo na domiar złego podczas walki zginął Judaszowcowa Gwiazda, ku uciesze Pikującej Jaskółki, która wraz z jego śmiercią jako jego następczyni została liderką. I jeszcze śmierć babci Tawuły, Bożodrzewnego Kaprysu.
Za dużo śmierci. Za dużo.
Nikt w klanie nie stracił tylu bliskich co Tawułowa Bryza i jej rodzeństwo, Promienna Łapa i Słoneczne Oko. Jednak zamiast czuć smutek, biała kotka czuła złość na kilka kotów, jak i byt, jakim był Klan Gwiazdy. Nie potrafiła pojąć, dlaczego ten pozwolił zranić jej ojca oraz dopuścił do śmierci Judaszowcowej Gwiazdy w tamtej chwili. Brat babci był stary, jednak trzymał się na łapach! Krzywo, ale jednak miał siły, aby obserwować walkę z mewami! I miał przecież te życia... Dziewięć żyć?
Tawuła starała się na spokojnie przeanalizować przebieg bitwy. Byli na wygranej pozycji, jednak w pewnym momencie kilka ptaków odłączyło się od głównej grupy i zaatakowało stojących od wojowników kilka lisich długości dwoje kocurów, lidera i ojca Tawuły.
Ich zachowanie było dziwne. Wręcz nienaturalne zdaniem Tawuły, co poskutkowało tym, że śmierć Judaszowcowej Gwiazdy, jak i atak na ojca zaczęła spostrzegać jako formę ostatecznej kary zesłaną na jej bliskich przez Klan Gwiazdy. Nie, nie tyle, ile na jej bliskich. Na cały klan.
Poruszyła nerwowo uchem, starając się zasnąć. Jak tylko ojciec poczuje się lepiej, miała zamiar dowiedzieć się, czym naprawdę Klan Klifu naraził się Klanu Gwiazdy.
~~~
Po walce z mewami zrezygnowała całkowicie z polowania na nie. Zresztą, nie przepadała za ich mięsem, a teraz uważała je za wronią strawę. Często marszczyła pysk, gdy widziała, jak współklanowicze pożywiali się nimi. Tak było również dzisiaj, gdy zauważyła, jak nowa liderka zajadała się mewą. Starała się za dużo nad tym nie myśleć, dlatego też pochwyciła niedużego kraba i skierowała się do kociarni, do której jak prędko weszła, tak również prędko z niej wyszła. Z krabem w pysku. Prychnęła i skierowała się do lecznicy. Rozświetlona Skóra z dnia na dzień lepiej się czuł, jednak rany po ostrych dziobach mew będą jeszcze długo widoczne na białym futrze wojownika.
— Tawuło... zamiast się mną zajmować, powinnaś spędzać czas ze swoim rodzeństwem. Wiesz, że jestem w dobrych łapach, prorektorzy dbają o mnie, przynoszą mi jedzenie, a nasza nowa medyczka sprawnie przemywa mi rany.
— Mhm... — mruknęła, strosząc sierść niezadowolona, że ojciec chciał ją zbyć. — Przyniosłam ci kolację... Miała być dla Jastrząb, ale zapomniałam, że nie lubi krabów... — Rozświetlona Skóra westchnął. — Więc przyniosłam go tobie, tato. Smacznego.
Zajęła miejsce obok biało futrego, zastanawiając się, jak ojciec zareaguję na informacje, że stracił częściowo jedną ze swoich córkę, ale za to częściowo zyskał kolejnego syna.
~~~
Tawułowa Bryza mimo niechęci do rozmów z kotami próbował zorientować się, od kiedy zaczęła się ta cała dziwna sytuacja z mewami. Coś, a może i ktoś musiał być tym zapalnikiem, który pociągnął za sobą śmierć tylu członków rodziny Tawuły. Tylko co lub kto? Biały kot usiadł nieopodal Źródlanej Łuny, Rozkwitającego Astra i Pomocnego Wróbelka, próbując nieudolnie wkręcić się w rozmowę. Na szczęście na pomoc Tawule przyszła Promienna Łapa, pomagając wycofanemu wojownikowi zacząć rozmowę na temat, który go nurtował. Nie zdecydował się przedstawić jednak od razu swoich rozmyślań sugerujących, że ostatnie wydarzenia były karą od Gwiezdnych, które musiało spowodować jakieś wydarzenie lub jakiś kot. Chciał dowiedzieć się co myślą na ten temat inne koty, skoro Judaszowcowa Gwiazda był jakby nie patrzeć ukochany przez Srebrzystą Skórę.
— Był członkiem mojej rodziny, przez co mogę nie brzmieć obiektywnie, ale uważam, że to właśnie za czasów jego panowania Klan Klifu był w czasach swojej świetności... — Przeniósł spojrzenie na adoptowaną córkę zmarłego lidera. Być może przybrana ciotka myślała podobnie? Na pewno!
— Myślę, że ostatnia walka, jak i wydarzenia przed nią były ostrzeżeniem, które zebrało ogromne żniwo. I na pewno ma to związek z Klanem Gwiazdy. — Mówiąc to, ukradkiem spojrzał w kierunku legowiska lidera. Czy według nich rządy kremowej, które nastały były tym, czego klan potrzebował w tym momencie? — Musieliśmy ich czymś rozgniewać, za co przyszło nam zapłacić najwyższą cenę.
Nerwowo się poruszył. Nie lubił mówić, przemawiać, ale czasami trzeba było wyjść ze swojej strefy komfortu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz