– Przyniosłaś mi pytanie i jedzenie w jednym – miauknęła cicho, przysuwając piszczkę bliżej siebie. – To uczciwa wymiana.
Oderwała niewielki kęs, oblizała pysk i dopiero wtedy ponownie spojrzała na Kocimiętkę.
– Mówisz, że chcesz zahartować kota, który czuje zbyt dużo – zaczęła spokojnie. – Żeby to zrobić, musisz najpierw zrozumieć emocje. Kiedyś o nich rozmawiałyśmy… Pamiętasz?
Czarna kotka zastrzygła uszami. Mistrzyni skinęła głową.
– Pamiętam. Byłam wtedy uczennicą.
– Właśnie. Mówiłam ci wtedy, że emocje nie są słabością, lecz narzędziem. Problem zaczyna się wtedy, gdy to one kontrolują twojego ucznia, a nie odwrotnie – odparła Mroczna Wizja.
Na moment zamilkła, pozwalając rudej kotce przetrawić te słowa.
– Emocji nie wolno dusić. Jeśli będziesz to robić, twój podopieczny prędzej czy później pęknie. A po takim wybuchu mogą go spotkać poważne konsekwencje – Jej wibrysy lekko zadrżały. – Była kiedyś w Klanie Wilka taka kotka…
Na jej pysku przemknął cień pogardliwego uśmiechu na wspomnienie Nocnego Kwiatu.
– Dlatego moja rada brzmi tak: wystawiaj go na sytuacje, które go poruszają, ale nie zostawiaj go z tym samego. Musisz być jego ostoją – kimś, kto w razie potrzeby go powstrzyma. Dawaj mu wskazówki, kiedy lepiej milczeć, a kiedy działać. Niech nauczy się, że może czuć… i mimo to robić to, co należy.
Jej spojrzenie stwardniało odrobinę.
– Pod żadnym pozorem go nie rozpieszczaj. Świat tego nie zrobi. Ty też nie powinnaś.
Podniosła wzrok na Kocimiętkę, czekając na jej reakcję.
– A… a co, jeśli mi się nie uda? Jeżeli zawiodę wszystkich? – zapytała niepewnie.
– Pracuj nie dla innych, lecz dla Klanu Wilka. Niby to samo, ale twoje nastawienie się zmieni. Zamiast naprawiać porywczego ucznia, pomyśl, że kształtujesz przyszłego wojownika, który będzie bronił godności klanu.
Kocimiętkowy Wir pokiwała niepewnie głową.
– Mroczna Wizjo… Wcześniej wspomniałaś o pewnej kotce. Co się z nią stało?
Starsza przeciągnęła się z zadowoleniem. Zapowiadało się na długą opowieść.
<Kocimiętkowy Wirze?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz