Od początku dzisiejszego treningu, muszę przyznać, mój mózg jeszcze w połowie spał. Nie chciało mi się łazić po lesie w kółko. Nie ma tam przecież nic do zobaczenia. Wszystkie drzewa wyglądają tak samo. No, może poza kolorami. I typem kory. I kształtem liści. I wysokością. I grubością.
Ale nie o to chodzi.
Nie ważne. Ważne jest to, że mimo wszystko tu jestem i raczej nie narzekam. Skoro Kurka kazał, to ja poszedłem. Trzeba słuchać mentorów. Nawet jak się chce iść spać.
Za to chwilę spędzone przy Drodze Grzmotu były pełne grozy. W jednym momencie leżałem sobie w krzakach i gapiłem się na dziwną czarną powłokę Drogi, a w drugim niemal umarłem ze strachu. Gdy to wielkie coś przeleciało mi przed oczami.
Nastroszyło mi się futerko. Nie podoba mi się to.
W okamgnieniu zniknęła ze mnie cała senność. Poczułem nagły przypływ adrenaliny, irytacji oraz…determinacji.
Nie ma wielu rzeczy, które wzbudzają we mnie determinację. Z reguły pojawia się ona u mnie w wyniku irytacji będącej skutkiem przypływu adrenaliny – tak jak teraz. By nie wybuchnąć złością czy agresją, jak wielu by zrobiło, ja przelewam to na wykonanie zadania i przestrzeganie zasad… co wbrew pozorom jest trudniejsze niż złość. I bardziej produktywne. Mogłem chodzić bez sensu po kniejach cały dzień, a informacje mogły wpadać jednym uchem, a wypadać drugim, ale teraz…teraz się wkurzyłem.
Zasady mnie uratują.
Przypomniałem sobie plan treningu. Dziś w planie była jeszcze wspinaczka na drzewa. Planu trzeba przestrzegać. Trzeba robić tak, jak się mówi. Albo nie mówić wcale.
— Nie. Nie. Nie. Mówiłeś, że dziś na drzewa się będziemy wspinać. Ja chcę na drzewo. Nie jestem zmęczony. Ani trochę. Ani trochę.
Podskoczyłem lekko i stanąłem w pozycji bojowej. Rozglądałem się dookoła, by znaleźć dogodne do wspinaczki drzewo. Nie wiem, jak rozpoznać dogodne do wspinaczki drzewo. Ale myślę, że to bez znaczenia. W gruncie rzeczy drzewa są takie same. Znaczy, nie są.
Nie ważne.
— Już dość się dzisiaj nachodziliśmy. Musisz wypocząć, by rano trenować z nowymi siłami… —
Kurka zaczął spokojnie tłumaczyć. Nawet brzmiało to, jakby miał rację, ale ja już byłem wypełniony determinacją i myślą o celu do granic możliwości.
— Ale mówiłeś, że wrócimy na kolację. — Nie odpuszczałem. — A ja przeanalizowałem naszą trasę. Jeżeli będziemy szli z nieco szybszym tempem niż wcześniej, to będziemy przed czasem. Czyli mamy jeszcze chwilę. Na drzewo. Chwilę na drzewo. Prawda? Prawda?
Wtedy je zobaczyłem.
Drzewo.
Do wspinaczki.
Nie za duże, nie za małe, lekko pochylone w przód. Cały świat dookoła przestał istnieć.
Kurka zrobił krok w moją stronę, z wyrazem pyska, który można by opisać jako zaniepokojenie. Tylko dlaczego?
— Borowiku, to nie jest dobry pomysł. Powinienem najpierw pokazać ci jak to się robi, omówić teorię…
Ale nieee, ja już nie słuchałem! Byłem całkowicie zamroczony dążeniem do celu, który był tuż przed moim pyskiem! Wszystko inne – odpoczynek, Droga Grzmotu, trening, wciąż nastroszone futerko – zbladły niemal całkowicie po zestawieniu z czymś tak gargantuicznym. Ryzyko nie demotywowało mnie w żaden sposób, wręcz przeciwnie, tylko zwiększało moją determinację, dwukrotnie! W głowie miałem tylko jedno słowo, zapętlone niczym cykl dnia i nocy – drzewo, drzewo, drzewo…
Rozpędziłem się, mój wzrok skupił się na pochylonym, sędziwym pniu, wszystko inne się rozmyło, był coraz bliżej, ledwie na długość lisiego ogona, i wtedy…
Bach.
— Au.
Wbiegłem głową w pień.
— Au. — Potrząsnąłem główką.
— Au. — Potrząsnąłem główką.
Zamrugałem.
Usiadłem.
Kurka spojrzał na mnie zaniepokojony, ale szybko zorientował się, że nic poważnego – poza lekką dezorientacją i zanikającą obsesją – mi nie dolega. Podszedł do mnie i pochylił lekko pysk, uśmiechając się nieznacznie.
— To może jednak wrócimy do obozu, co, Borowiku…? — spytał. — A jutro pokażę ci, na czym naprawdę polega wspinaczka.
Usiadłem.
Kurka spojrzał na mnie zaniepokojony, ale szybko zorientował się, że nic poważnego – poza lekką dezorientacją i zanikającą obsesją – mi nie dolega. Podszedł do mnie i pochylił lekko pysk, uśmiechając się nieznacznie.
— To może jednak wrócimy do obozu, co, Borowiku…? — spytał. — A jutro pokażę ci, na czym naprawdę polega wspinaczka.
— Ughhh…
Główka opadła mi lekko na pierś, a potem ugięły się pod mną łapki, przez co wylądowałem pyszczkiem w trawie.
No, to by było na tyle.
Jeszcze tu wrócę. I policzę się z tym pniem. Tak się policzę, że nie będzie wiedział, czy jest brzozą czy bukszpanem czy… no, nie znam innych gatunków drzew…
Główka opadła mi lekko na pierś, a potem ugięły się pod mną łapki, przez co wylądowałem pyszczkiem w trawie.
No, to by było na tyle.
Jeszcze tu wrócę. I policzę się z tym pniem. Tak się policzę, że nie będzie wiedział, czy jest brzozą czy bukszpanem czy… no, nie znam innych gatunków drzew…
<Kurko?>
[645 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz