Niebiańska Poświata nie była w stanie powstrzymać tego mdłego, nieprzyjemnego uczucia, które wbiło się w jej serce z taką siłą, jakby ktoś nagle rozdarł ciszę jej wnętrza ostrym pazurem, w chwili, gdy jej spojrzenie padło na stojącej naprzeciw niej Wzorzystą Dal. Choć na pysku brązowookiej wojowniczki widniał uśmiech, to był on tak blady, tak kruchy i nienaturalnie napięty, że wystarczył zaledwie jeden, krótkotrwały rzut oka, by dostrzec jego sztuczność — by zrozumieć, że nie niesie ze sobą żadnego ciepła, a tym bardziej szczerości.
Stała nieruchomo, jakby jej łapy nagle wrosły w ziemię, która pod wpływem chłodu stwardniała i przyjęła ją w swoje objęcia niczym milczący świadek tej chwili. Nie wiedziała, co właściwie tu robiła — dlaczego los postawił ją właśnie tutaj, właśnie teraz, przed kimś zupełnie innym, niż jeszcze kilkanaście księżyców temu by sobie wyobrażała.
Wszystko w jej wnętrzu sprzeciwiało się tej chwili.
Każdy instynkt, każda cząstka jej świadomości powtarzała jej uparcie, niemal desperacko, że nie była gotowa. A jednak stała tutaj, uwięziona pomiędzy impulsem ucieczki a paraliżującą niemożnością poruszenia się, jakby sama decyzja o odejściu była czymś równie trudnym, co pozostanie.
Nie chciała ruszyć naprzód.
Nie chciała słuchać.
Jej myśli splątały się w chaotyczny, niespokojny wir, w którym każde zdanie, które próbowała ułożyć, rozpadało się, zanim zdążyło przybrać pełną formę, jakby coś w niej samej tłumiło wszelką próbę wypowiedzenia czegokolwiek. Słowa, które kiedyś przychodziły jej z łatwością, teraz zdawały się być odległe, obce, ukryte gdzieś głęboko pod warstwą narastającej paniki.
Jej oddech stał się płytszy, mniej regularny, a serce biło szybciej, uderzając o żebra z niepokojącą siłą, która zdawała się rozbrzmiewać w jej uszach niczym echo. Strach nie był gwałtowny — nie był krzykiem ani nagłym impulsem — lecz czymś znacznie gorszym, ponieważ rozlewał się powoli, cicho, wypełniając każdą wolną przestrzeń w jej wnętrzu, aż nie pozostawało nic, co mogłoby go powstrzymać.
Patrzyła na Wzorzystą Dal, a jednak miała wrażenie, że widzi coś więcej — coś, co kryło się pod powierzchnią tej chwili, coś, czego nie potrafiła nazwać, lecz co sprawiało, że jej łapy pozostawały ciężkie, a głos uwięziony w gardle.
Chciała coś powiedzieć.
Cokolwiek.
Jedno słowo, które przerwałoby tę ciszę, która zaczynała ciążyć nad nią niczym nadciągająca burza.
Przełknęła ślinę, czując, jak ten drobny gest zdaje się rozbrzmiewać w jej ciele z nieproporcjonalną siłą, po czym wzięła głęboki, nieco zbyt gwałtowny oddech, jakby próbowała w ten sposób uporządkować chaos, który rozlewał się w jej wnętrzu i nie pozwalał jej zebrać myśli w coś choć odrobinę spójnego.
Wzorzysta Dal wyglądała na jeszcze bardziej zdezorientowaną niż ona sama, co w jakiś sposób jednocześnie ją uspokajało i pogłębiało jej dyskomfort, ponieważ jej niepewność odbijała się w niej jak w krzywym zwierciadle.
— Hej. Uh… — zaczęła, a jej głos, choć cichy, zabrzmiał w tej ciszy zaskakująco wyraźnie, przez co niemal natychmiast pożałowała, że w ogóle się odezwała. Jej spojrzenie, zamiast pozostać na niej, uciekło gdzieś na bok, zatrzymując się na czymś zupełnie przypadkowym, byle tylko nie musieć mierzyć się z jego oczami. — Fajne kwiatki. To rumianki?
<Wzorzysta Dal?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz