BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wzorzysta Dal x Niebiańska Poświata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wzorzysta Dal x Niebiańska Poświata. Pokaż wszystkie posty

24 maja 2026

Od Wzorzystej Dali CD. Niebiańskiej Poświaty

Cofnęła się trochę do tyłu, a jej serce zabiło mocniej. Nie dlatego, że zamierzała wszystko odwołać i wrócić do tego, jak było dawniej. Na to i tak już było za późno. Wzorek po prostu się bała. Wszystkie lęki, które przemawiały do niej od jakiegoś czasu, właśnie się spełniały. Współczuła Niebiańskiej Poświacie, widziała, że czuje ból. Jednocześnie ten szał, w który wpadła, powodował, że miała ochotę uciec. Tylko że na dłuższą metę nie było to możliwe. Dzieliły legowisko.
– T-to nie tak… naprawdę!
Wojowniczka spojrzała na Wzorek oczami błyszczącymi od gniewu i niewypłakanych łez.
— Zaufałam ci! — wyrzuciła z siebie drżącym głosem, który z każdą chwilą stawał się coraz głośniejszy i bardziej rozpaczliwy. — Byłaś dla mnie kimś ważnym! I teraz tak po prostu chcesz to zakończyć? Bo „nie czułaś tego”?
Ostatnie słowa niemal wypluła.
— Wiesz, trzeba było MYŚLEĆ o tym wcześniej, zanim rozpoczęłaś ten cały obłęd! — syknęła, a jej głos odbił się echem od pni drzew otaczających polanę. — Nie możesz po prostu wejść do czyjegoś życia, sprawić, że zacznie ci ufać, a potem odejść, jakby to wszystko nic nie znaczyło!
Poczuła to jak fizyczny cios. ​​Położyła po sobie uszy. Czy rzeczywiście zrobiła coś tak wstrętnego? Czy naprawdę była okropną osobą? Zachciało jej się płakać, ale powstrzymała się. Nie mogła tego zrobić. Nie, teraz kiedy naprawdę skrzywdziła drugiego kota, kiedy widziała, jak cierpi. Nie chciała spłycać jej bólu. W końcu oprawca nie ma prawa płakać, z powodu tego, co zrobił. Słowa uwięzły jej w gardle i odwróciła wzrok. Tak się siebie wstydziła… Słyszała szybki i płytki oddech brązowookiej. Po chwili ta wykrzyknęła z niedowierzaniem, oburzeniem.
— Więc? TERAZ SIEDZISZ cicho?
​​Nie mogła na nią patrzeć. Nie chciała, bała się. Ta kotka, z którą spędziła tyle księżyców, teraz w takim okropnym stanie… i to przez nią. Zacisnęła mocno powieki, żeby ani jedna łza nie spadła na ziemię. Napięła się, kiedy przez jej ciało przeszedł dreszcz bólu. Nie fizycznego, tego w środku. Tego, który sprawiał, że czuła, jakby dławiła się własnym językiem. Zacisnęła mocno szczęki, skutecznie odbierając sobie szansę na jakiekolwiek wytłumaczenia.
— TAK, TAK! — krzyczała Niebo. — Nie potrafisz nic mi powiedzieć! Nie potrafisz nawet znaleźć powodu, dla którego postanowiłaś odejść. Bo nigdy go tak naprawdę nie było. Wszystko było idealne. Po prostu poczułaś znudzenie.
– Ja… nie mam innych opcji… – wykrztusiła z siebie drżącym głosem, jako formę ratunku. Nie mogła sobie pozwolić na „znudzenie się kimś”, nie miała nikogo, kto byłby nią zainteresowany. Poza tym… ona nie była taka… chociaż… Teraz już nie wiedziała jaka była naprawdę… Druga wojowniczka wzięła głęboki oddech.
— Zawsze jest jakaś opcja. Nie ma czegoś takiego jak "brak wyboru". Powinnaś to wiedzieć — chrząknęła. — Więc... Tłumacz się.
Tego było za wiele. Świat wirował, serce jej łomotało, jakby miało zaraz pęknąć, miała wrażenie, że wszystko dookoła powoli staje się coraz ciemniejsze, a pole widzenia jakby powoli się zwężało.
– Przepraszam – wyszeptała cicho i niewyraźnie i jak najszybciej wsunęła się między drzewa, próbując uciec, mając tylko nadzieję, że zdąży odbiec gdzieś daleko, zanim łapy odmówią jej posłuszeństwa.

<Niebo?>

23 maja 2026

Od Niebiańskiej Poświaty CD. Wzorzystej Dali

Niebiańska Poświata, słysząc ton Dali, spuściła wzrok ku ziemi. Coś było nie tak. Przez krótką chwilę milczała, a cisza między nimi zdawała się gęstnieć z każdym oddechem, ciężka i lepka niczym mgła sunąca o świcie nad mokradłami. W jej wnętrzu rozlewało się dziwne, palące uczucie pustki — uczucie tak głębokie, że niemal odbierało jej zdolność oddychania.
Westchnęła cicho, a dźwięk ten niemal natychmiast zniknął pośród szumu rozmów, niby tylko kolejny prosty gest, jakich wiele. Zdawało się, że pogodziła się już z losem — z tym wszystkim, co mogło czekać na nią poza granicą obozu, nawet, jeśli teraz nie była jeszcze w stanie określić, co dokładnie mogłoby to być. Kąciki jej pyska uniosły się lekko w bladym, słodkim uśmiechu, który przypominał ostatni promień słońca gasnący za linią horyzontu; piękny, lecz niosący ze sobą nieuchronną świadomość nadchodzącej nocy.
— Jasne. Chodźmy — miauknęła w końcu cicho, a jej głos, choć spokojny, drżał subtelnie niczym tafla wody poruszona kroplą deszczu.
Ruszyła przed siebie wolnym krokiem, starając się iść tuż obok swojej towarzyszki, jak gdyby sama obecność Wzorzystej Dali mogła choć odrobinę uciszyć chaos szalejący w jej sercu. Opuszczając obozowisko, poczuła na grzbiecie spojrzenia kilku wojowników, które prędko jednak zmieniły swój kierunek.
Powietrze na zewnątrz było chłodne i przesycone rześką wonią morza, której słony aromat mieszał się z ciężkim zapachem sosnowej kory oraz wilgotnej ziemi. Wiatr sunął pomiędzy drzewami z cichym świstem, poruszając gałęziami tak, że wydawały z siebie melodyjne szepty. Niebiańska Poświata przymknęła na moment oczy, pozwalając, by te wonie wdarły się głęboko do jej nozdrzy. Były niemal zbyt prawdziwe, zbyt wyraziste — tak odmienne od tej trudnej do nazwania woni, jaką zwykle czuła. Może istniejąca, lecz faktycznie zbyt słaba, by faktycznie móc związać z nią jakiekolwiek emocje. Każdy oddech przypominał jej teraz, że świat wciąż żył, oddychał i trwał niewzruszenie, nawet wtedy, gdy ona sama miała wrażenie, że stoi w jednym miejscu.
Nad ich głowami niebo przybierało barwę granatu rozlanego atramentem po sklepieniu świata, a pierwsze gwiazdy zaczynały przebłyskiwać pomiędzy strzępami chmur niczym czujne oczy przodków obserwujących ziemię. Wreszcie Niebiańska Poświata odezwała się ponownie, choć jej głos był cichszy niż wcześniej.
— Więc…? — zaczęła, unosząc spojrzenie na Wzorzystą Dal. — Co chciałabyś mi powiedzieć?
— Niebo, jesteś wspaniałą kotką. Wiesz o tym, prawda? Przyjemnie się z tobą rozmawia, wyglądasz naprawdę pięknie… Ale ja po prostu tego nie czuję.
Słowa Wzorek zawisły między nimi ciężko niczym burzowe chmury, które od wielu dni zbierały się nad lasem, lecz wciąż nie chciały pęknąć deszczem. Powietrze zdawało się gęstnieć z każdym uderzeniem serca Nieba. Przez krótką sekundę patrzyła na nią w milczeniu, niezdolna odwrócić wzroku od jej błękitnych ślepi, które jeszcze niedawno rozjaśniały się ciepłem na jej widok, a teraz wydawały się dziwnie odległe i obce.
Poczuła, jak jej serce przyśpiesza nagle, bijąc tak szybko, iż mogłaby przysiąc, że próbuje wyrwać się z jej piersi i uciec gdzieś daleko, tam, gdzie nie dosięgną go te słowa. Jej źrenice rozszerzyły się lekko, a kąciki ust drgnęły niemal niezauważalnie, jak gdyby za moment miała odpowiedzieć czymś lekkim, może nawet rozbawionym, by rozproszyć napięcie, które oplatało ich niczym cierniowe pnącza. Z jej gardła nie wydobył się jednak żaden dźwięk — jedynie milczenie, gorzkie i palące, które rozlało się po jej wnętrzu niczym jad.
Westchnęła cicho, po czym posłała Wzorzystej Dali głupi, wymuszony uśmiech, choć czuła, że każdy mięsień jej pyska drży z wysiłku. Po raz kolejny miała wrażenie, że ktoś wyślizguje się spomiędzy jej łap, że oddala się coraz bardziej, biegnąc ścieżką, której ona nie mogła już dostrzec. To uczucie znała aż za dobrze — znała chłód opuszczenia, pustkę pozostającą po tych, którzy odchodzili oraz ten okrutny moment, w którym musiała uświadomić sobie, że choćby biegła za nimi aż do granicy terytorium, nigdy ich nie dogoni.
A jednak tym razem ból nie rozdzierał jej równie gwałtownie. Był inny — cięższy, cichszy i znacznie bardziej zmęczony, jakby przez ostatnie księżyce przywykła już do tracenia wszystkiego, na czym odważyła się polegać. Być może, gdyby nie chaos emocji kotłujących się pod jej skórą, byłaby w stanie spojrzeć Wzorek w oczy ze spokojem i przyznać, że gdzieś głęboko od dawna przeczuwała ten moment. Że w głębi serca sama czuła podobnie, choć panicznie bała się nazwać to uczucie.
Lecz… nie mogła. Nie potrafiła. I przede wszystkim — nie chciała.
Jej oczy, brązowe niczym stopiony karmel skąpany w świetle zachodzącego słońca, rozbłysły nagle ostrą iskierką desperacji oraz bólu tak czystego, że niemal namacalnego. Futro na karku zjeżyło jej się lekko, kiedy zrobiła krok w jej stronę, jakby sama odległość między nimi stała się czymś nie do zniesienia.
— Naprawdę? — wyszeptała drżąco, choć po chwili jej głos nabrał siły, pękając gniewem i rozpaczą jednocześnie. — Więc tak po prostu to kończysz? A te wszystkie dobre chwile? Co z nimi? Czy to wszystko już nic dla ciebie nie znaczy? Czy była to jakaś gra? Och, dlaczego dałam się tobie nabrać!
Jej ogon uderzył gwałtownie o ziemię, wzbijając drobinki kurzu, podczas gdy ona sama próbowała złapać oddech, jakby każde kolejne słowo rozcinało jej gardło ostrymi pazurami. Przed oczami przesuwały jej się wspomnienia — wspólne polowania o świcie, kiedy rosa osiadała na ich łapach niczym srebro, rozmowy prowadzone szeptem przy granicy obozu oraz spojrzenia, które wydawały się mówić więcej niż jakiekolwiek słowa. Jak mogła teraz stać przed nią i zachowywać się tak, jakby wszystko to było jedynie snem, który rozwiewa pierwszy podmuch wiatru?

<Wzorek? Tłumacz się teraz>

05 maja 2026

Od Wzorzystej Dali CD. Niebiańskiej Poświaty

Wszystko miało pójść o wiele łatwiej. A naprawdę były tu teraz obie zestresowane i żadna nie wiedziała, co powiedzieć. Miała tak po prostu zapytać? Nie, nie mogła! Nie wiedziała jak. Słysząc pytanie, rzuciła jeszcze raz okiem w stronę bukietu.
– Właściwie to stokrotki… – Przełknęła ślinę. – … Dla ciebie – dokończyła, podnosząc wzrok. Kotka wydawała się zaskoczona i nawet postawiła krok w tył. 
“Proszę, nie mów mi, że wszystko spaprałam. Proszę, proszę, proszę, proszę…” – zacisnęła mocno oczy i zaczęła powtarzać w myślach. Po chwili usłyszała jednak kroki. Powoli rozszerzyła powieki i zobaczyła, że Niebo siedziała przed nią. Brązowooka wsunęła sobie pojedynczą stokrotkę za ucho, po chwili ponownie uciekając wzrokiem.
– Ładne – wyszeptała tylko.

* * *

Od tamtego dnia kotki były oficjalnymi partnerkami. Mimo że początki nie były najlepsze, jakoś udało im się to ogarnąć. Chodziły na spacery razem i dzieliły się posiłkami. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to dziwne uczucie u Wzorek. Nieważne, jak bardzo uważała, że Niebiańska Poświata jest ładna, nieważne, ile ze sobą rozmawiały, nieważne, że wszystko szło dobrze… Ona czuła, że coś jest nie tak. Nie z Niebo, z nią samą. Na papierze powinna być najszczęśliwszą kotką pod słońcem. Tyle że to nie było to, czego chciała. Srebrna po prostu do niej nie pasowała. Nie było między nimi tego czegoś. Cała ta relacja była trochę wymuszona, za szybka. Szylkretka starała się nie dopuszczać tej myśli do siebie. Zajmowała swoje myśli treningami z nową uczennicą. Ale czasem partnerka oferowała jej w tym pomoc… i wtedy musiała się zgodzić. Naprawdę nie chciała jej krzywdzić. Wiedziała, że Niebo była bardzo wrażliwa. Jeżeli ona rzeczywiście coś do niej czuła, byłaby zrozpaczona. To wszystko w połączeniu ze zmianą władzy wywierało na niej ogromną presję. W końcu nie wytrzymała. 
“Muszę to zrobić” – uświadomiła sobie. Ta myśl prawie wywołała u niej płacz z lęku przed tyloma błędami, które mogła popełnić. Jednak innego wyjścia nie było. Kiedy tego jednego dnia pręgowana tygrysio zaoferowała jej wspólny posiłek, Wzorek wiedziała, że to ta chwila.
– Możemy pójść poza obóz? Ja… muszę ci coś powiedzieć… – powiedziała smutno.

<Niebo?>

29 kwietnia 2026

Od Niebiańskiej Poświaty CD. Wzorzystej Dali

Niebiańska Poświata nie była w stanie powstrzymać tego mdłego, nieprzyjemnego uczucia, które wbiło się w jej serce z taką siłą, jakby ktoś nagle rozdarł ciszę jej wnętrza ostrym pazurem, w chwili, gdy jej spojrzenie padło na stojącej naprzeciw niej Wzorzystą Dal. Choć na pysku brązowookiej wojowniczki widniał uśmiech, to był on tak blady, tak kruchy i nienaturalnie napięty, że wystarczył zaledwie jeden, krótkotrwały rzut oka, by dostrzec jego sztuczność — by zrozumieć, że nie niesie ze sobą żadnego ciepła, a tym bardziej szczerości.
Stała nieruchomo, jakby jej łapy nagle wrosły w ziemię, która pod wpływem chłodu stwardniała i przyjęła ją w swoje objęcia niczym milczący świadek tej chwili. Nie wiedziała, co właściwie tu robiła — dlaczego los postawił ją właśnie tutaj, właśnie teraz, przed kimś zupełnie innym, niż jeszcze kilkanaście księżyców temu by sobie wyobrażała.
Wszystko w jej wnętrzu sprzeciwiało się tej chwili.
Każdy instynkt, każda cząstka jej świadomości powtarzała jej uparcie, niemal desperacko, że nie była gotowa. A jednak stała tutaj, uwięziona pomiędzy impulsem ucieczki a paraliżującą niemożnością poruszenia się, jakby sama decyzja o odejściu była czymś równie trudnym, co pozostanie.
Nie chciała ruszyć naprzód.
Nie chciała słuchać.
Jej myśli splątały się w chaotyczny, niespokojny wir, w którym każde zdanie, które próbowała ułożyć, rozpadało się, zanim zdążyło przybrać pełną formę, jakby coś w niej samej tłumiło wszelką próbę wypowiedzenia czegokolwiek. Słowa, które kiedyś przychodziły jej z łatwością, teraz zdawały się być odległe, obce, ukryte gdzieś głęboko pod warstwą narastającej paniki.
Jej oddech stał się płytszy, mniej regularny, a serce biło szybciej, uderzając o żebra z niepokojącą siłą, która zdawała się rozbrzmiewać w jej uszach niczym echo. Strach nie był gwałtowny — nie był krzykiem ani nagłym impulsem — lecz czymś znacznie gorszym, ponieważ rozlewał się powoli, cicho, wypełniając każdą wolną przestrzeń w jej wnętrzu, aż nie pozostawało nic, co mogłoby go powstrzymać.
Patrzyła na Wzorzystą Dal, a jednak miała wrażenie, że widzi coś więcej — coś, co kryło się pod powierzchnią tej chwili, coś, czego nie potrafiła nazwać, lecz co sprawiało, że jej łapy pozostawały ciężkie, a głos uwięziony w gardle.
Chciała coś powiedzieć.
Cokolwiek.
Jedno słowo, które przerwałoby tę ciszę, która zaczynała ciążyć nad nią niczym nadciągająca burza.
Przełknęła ślinę, czując, jak ten drobny gest zdaje się rozbrzmiewać w jej ciele z nieproporcjonalną siłą, po czym wzięła głęboki, nieco zbyt gwałtowny oddech, jakby próbowała w ten sposób uporządkować chaos, który rozlewał się w jej wnętrzu i nie pozwalał jej zebrać myśli w coś choć odrobinę spójnego.
Wzorzysta Dal wyglądała na jeszcze bardziej zdezorientowaną niż ona sama, co w jakiś sposób jednocześnie ją uspokajało i pogłębiało jej dyskomfort, ponieważ jej niepewność odbijała się w niej jak w krzywym zwierciadle.
— Hej. Uh… — zaczęła, a jej głos, choć cichy, zabrzmiał w tej ciszy zaskakująco wyraźnie, przez co niemal natychmiast pożałowała, że w ogóle się odezwała. Jej spojrzenie, zamiast pozostać na niej, uciekło gdzieś na bok, zatrzymując się na czymś zupełnie przypadkowym, byle tylko nie musieć mierzyć się z jego oczami. — Fajne kwiatki. To rumianki?


<Wzorzysta Dal?>

27 marca 2026

Od Wzorzystej Dali do Niebiańskiej Poświaty

Wszyscy dookoła znajdowali sobie miłości. Niektórzy w oficjalnych związkach jak Morświnowa Płetwa, inni ciągle rozmawiali o uroczych kocurach lub kotkach. Wzorek jak zawsze odstawała od tłumu. Od kiedy Płomienne Serce uświadomiła jej, że musi po prostu poczekać na odpowiedniego kota przestała wciskać sobie na siłę etykietki. Udało jej się nawet zdobyć się na odwagę i wyznać koleżankom, że ona wcale nie ogląda się za kocurami. Ku jej zdziwieniu zostało to przyjęte spokojnie. Bardzo dużo koleżanek powiedziało jej, że one również częściej lub rzadziej myślą o ładnych kotkach. I wszystko byłoby pięknie i spokojnie, gdyby nie jeden fakt. Teraz wszyscy myśleli, że chodziło jej o kogoś konkretnego. Tylko że ona nie miała zielonego pojęcia, z kim chciałaby zacząć chodzić. Jednak ta presja powoli powodowała, że zaczęła myśleć o tym, która z jej rówieśniczek w klanie była najładniejsza. I jak zwykle nie mogła się zdecydować. Jedna miała ładne oczy, inna piękny uśmiech, jeszcze kolejna idealne futro. Właśnie jadła wiewiórkę i zastanawiała się nad tym wszystkim. Jej oczy dziwnym trafem spoczęły na Niebiańskiej Poświacie. Zawsze podziwiała sposób, w jaki kotka potrafiła utrzymać swoje futro w takim pięknym stanie. W pewnym sensie podobało jej się to. Nagle poczuła szturchnięcie. To Psotny Nietoperz, która siedziała obok niej.
– Co tak tam patrzysz?
Roztargniona przeniosła wzrok na czarno-białą.
– Nie… nic
Psotka zmarszczyła brwi, po czym jeszcze raz popatrzyła w stronę, gdzie chwilę temu tkwił wzrok szylkretki. Uśmiechnęła się.
– Niebiańska Poświata wpadła ci w oko, co?
Wzorzysta Dal położyła po sobie uszy speszona i zarumieniła się. Nawet nie była w stanie nic powiedzieć. W sumie Niebo rzeczywiście była bardzo ładna…

***

Nie była do końca w stanie wytłumaczyć jakim cudem wszystko poszło tak szybko. W skrócie dzięki pomocy koleżanek siedziała właśnie pod Sowim Strażnikiem z wrzosami w futrze i bukietem stokrotek pod łapami. Niebiańska Poświata miała tu zaraz przyjść. Stresowała się. W końcu nigdy wcześniej nie zadawała takich ważnych pytań. Zupełnie nie wiedziała co powiedzieć…

<Niebo?>