BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skowroni Odłamek x Firletka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skowroni Odłamek x Firletka. Pokaż wszystkie posty

14 września 2025

Od Wdzięcznej Firletki CD. Skowroniego Odłamku

*parę dni temu - nadrobimy naszą rozmowę później...)*

Nigdy nie spodziewałaby się śmierci Pajęczej Lilii. Nie w taki sposób. 
Wiedziała, że kocica nie należała do najmłodszych kotów, i pomimo tego, że nie dorównywała wiekiem rodzicom medyczki, zdążyła pogodzić się z faktem, że Skowronek lub nawet ona zajmą jej miejsce. Przestaną być jedynie asystentami i staną się głową całego legowiska... Ale nigdy nie myślała, że stanie się to tak prędko.
To ona zajęła się ceremonią pożegnalną kocicy. Starannie nałożyła ziołowa mieszankę na oczy kocicy, tak, jakby opatrywała zwykłe zadrapania... Odmówiła krótką modlitwę, zupełnie tak, jak zrobiłaby to dla pierwszego lepszego chorego kota, do którego zdrowie nie chciało wrócić. Jednak to była inna sytuacja. Ani maści, ani modlitwy nie przywróciły kocicy zdrowia. Nie przywróciły jej życia.
Widziała, jak przybity stał się jej brat. Nawet po paru księżycach do jego oczu nadal nie wróciła ta figlarna iskierka, którą pamiętała. Gdyby miała być szczera - może zniknęła wcześniej, dużo wcześniej, jeszcze gdy w ich gronie uczyła się Motylkowa Łączka? Może ukrywał coś już wtedy? Mogła przywołać zamazane wspomnienia wieczornych czy nocnych spacerów, podczas których kocur próbował jej coś powiedzieć - za każdym razem bez skutku. Później zrezygnował, zamknął się w sobie, aż w końcu nie mogła z nim dłużej porozmawiać. Leżał w legowisku, zajmując się drobnymi rzeczami, aby nikt nie zawracał mu głowy. Zupełnie tak jak teraz.
— Proszę, zajmij jedno z miejsc, o tu pod skałą. Zaraz coś przyniosę — zwróciła się do Brzęczykowego Trelu, wskazując jedno z posłań pod ścianą. Znajdowało się tuż obok tego, które kiedyś zajmowała Pajęcza Lilia - którego Skowronek nie pozwolił wynieść. Poczuła na sobie jego wzrok, gdy podniósł spojrzenie znad swoich łap, jakby pomyślał zupełnie o tym samym. Po chwili odwrócił głowę w stronę wyschniętego gniazda; z pomiędzy kłębków mchu, trawy i króliczego puchu nadal wystawały skrawki sierści Pajęczej Lilii. Nie zdziwiłaby się, gdyby zobaczyła go śpiącego w tym posłaniu, zamiast własnego...
Skierowała się w stronę składniku. Wybrała trochę kocimiętki na biały kaszel wojownika, jak i odrobinę korzenia żywokrostu i aksamitki dla Zawilcowej Korony, aby kocur mógł zabrać je do żłobka; słyszała, jak jedno z kociąt skarżyło się na swędzącą skórę. 
Już parę chwil później zioła zostały rozdane, a ona upewniła się tylko, że Zawilec dał coś Burzowym Chmurom na infekcję ucha - zanim przeszła z powrotem do części legowiska bliżej składu ziół, gdzie znajdowały się ich posłania. Usiadła na swoim, ignorując zmęczone spojrzenie brata, i zaczęła czyścić jego sierść. 
— Jak się czujesz? — spytała pomiędzy liźnięciami, nie patrząc mu w oczy. Skupiała się jedynie na zabrudzonych kosmykach czekoladowego futra. — Ja... Wiem, że to nie jest łatwe. Ale minęło już naprawdę sporo czasu. Nie widziałam cię takiego przybitego nawet... Nawet wtedy, gdy Pierwomrowka... Nie wróciła do domu. To nie jest zdrowe. 
Cisza. Wzrok kocura wbity był w kamienną podłogę przed nim, a jeden z jego pazurów wydrapywał w niej wzory, tworząc okropny dźwięk.
— Skowronku, proszę. Porozmawiaj ze mną — podniosła spojrzenie zielonych oczu, wbijając je w bok głowy kocura. — Coś innego cię trapi. Czuję to, już od dawna. 

<Skowronku? Możesz mi powiedzieć o swojej kochance i dzieciach trust>

wyleczeni; Brzeczykowy Trel, Biały, Burzowe Chmury

01 maja 2025

Od Skowroniego Odłamku CD. Wdzięcznej Firletki

Był samotny, mimo iż otaczało go tyle kotów. Czuł się zagubiony, mimo iż rzekomo wiedział, gdzie jest jego legowisko. Nie mógł spać, mimo iż jego powieki same zamykały się, znużone i zmęczone. Choć czuł, jak jego wnętrzności wykręcają się z głodu, nie był w stanie przełknąć ani kęsa suchego mięsa.
I nie wiedział czemu. Tęsknota znów sponiewierała jego duszę, co noc gnając go na granicę z Klanem Nocy. Każde źdźbło trawy, każdy kłos zboża, każdy płatek różnorakich kwiatów czy pomruk wiatru… To wszystko zdawało się naglić go, kusić i wołać, popędzać, jakby jutra miało nie być, jakby jego ukochana zaraz miała się ulotnić niczym śnieg w Porze Nowych Liści. Gałęzie drzew wyciągały ku niemu swe skostniałe palce, szarpiąc za futro i dotkliwie wbijając się w skórę; one jedyne zdawały się powstrzymywać medyka, jakby ostrzegając przed rozczarowaniem, czyhającym na niego każdej gwiezdnej nocy tuż przy granicy z terenami wybranki jego serca.
Nie potrafił tak dłużej żyć. Bez jej głosu, zapachu, dotyku… Co dzień wracał myślami do tych beztroskich chwil z kocicą, gdy jeszcze, jako zwykły młodziak, bez żadnych obaw rozmawiał z nią o nieistotnych sprawach… A potem, zupełnie jak nieprzerwany koszmar, w umyśle srebrnego pojawiał się pełen żałości pysk księżniczki, upstrzony skrzącymi, perlistymi łzami.
Kocham cię…
Te słowa, niczym okrutna mantra zapętlały się w umyśle Skowroniego Odłamku, przypominając mu o tym wszystkim, co utracił dawno temu. Gdyby tylko nie został medykiem… może dane byłoby mu być z ukochaną? A teraz? Klan Gwiazd go opuścił; nie dawał żadnego znaku, wskazówek… nie karcił go, nie chwalił, nie dawał niczego, co mogłoby przynieść medykowi choć chwilę ukojenia, zapewnienia, że wciąż gdzieś tu są. Nie potrafił dłużej wierzyć w miłosierdzie swoich przodków. Nie potrafił dłużej udawać, że wszystko było w porządku, gdy ewidentnie nie było.
Dlatego też, kiedy po raz kolejny tęsknota zmyła sen z jego powiek, mozolnie wstał z mchowego posłania, podchodząc do śpiącej Wdzięcznej Firletki. Poruszył ogonem, ostrożnie kładąc go na barku kocicy. Widząc, że powoli się rozbudza, a jej oddech nieznacznie przyspiesza, odwrócił wzrok. Medyczka zamrugała kilka razy, unosząc łeb znad łap.
— Skowronku?... Coś się stało? — spytała ospałym głosem, delikatnie uchylając powieki, spod których wyjrzały zielone, skrzące ślipka.
— Chcesz może… wyjść na chwilę na dwór? — Czuł, jak głos mu się łamie. Nie wiedział, czy dobrze robił. Może zbytnio obciążał siostrę swoimi problemami? Liliowa niepewnie podniosła się na łapy, marszcząc brwi. Zdawała się zdezorientowana, jednak nie zadawała pytań, za co był jej niezmiernie wdzięczny.
Oświetlona księżycowym blaskiem, Firletka stanęła przed nim, przestępując z łapy na łapę.
— Możesz mi już powiedzieć, dlaczego wyciągnąłeś mnie z legowiska, w środku nocy?
Skulił się.
— No więc…
Poczuł, jak głos ugrzązł mu w gardle. Zaczął rozpaczliwie błądzić wzrokiem po ciemnej przestrzeni przed nim.

<Siostro?>

17 lutego 2025

Od Firletkowej Łapy CD. Skowroniego Odłamku

Zwróciła spojrzenie na mentora, złapana z zaskoczenia.
— Tak, nic się nie stało — zdusiła w sobie chęć strzepnięcia ogonem, krzywiąc się na strzępki pulsującego tam bólu — Zamyśliłam się tylko.
Kocur skinął głową, przesuwając łapą mech posłania i kładąc się na nim.
— Coś cię martwi? — zasugerował, a jego oczy błysnęły światłem wschodzącego księżyca. Firletka wzdrygnęła się i odwróciła głowę w drugą stronę, wciskając nos w legowisko.
— Nic konkretnego — miauknęła — Nie musisz się przejmować. Jestem zmęczona.
Usłyszała jego rozbawione prychnięcie i szuranie ogona po posadzce.
— Skoro tak mówisz — westchnął, znikając ton głosu — Dobranoc.
— Dobranoc — odpowiedziała, wsuwając pysk głębiej w mech. Nawet w ciemności czuła na sobie oczy Skowronka, które błyskały, wbite w jej plecy.

*teraźniejszość*

Podniosła parę liści ogórecznika, przyglądając się im pod światło i słuchając objawów Norniczego Śladu. Dreszcze, zimne poty… Odwróciła się i kazała nachylić, przykładając na moment nos do jej rozpalonego czoła.
— Gorączka — mruknęła cicho — Proszę, ogórecznik powinien pomóc. Nie przemęczaj się, najlepiej wróć do legowiska i spróbuj się jeszcze przespać. Gdybyś czuła się jeszcze gorzej, wróć i skonsultujemy to ze Skowronkiem bądź Pajęczą Lilią.
Szylkretowa podniosła sceptycznie jedną z brwi i posłała siedzącej po drugiej stronie legowiska medyczce pytające spojrzenie, ale ta tylko skinęła głową i wróciła do pracy. W końcu wojowniczka wzruszyła barkami i podniosła podane jej lekarstwo.
— Dziękuję — miauknęła z pyskiem pełnym ziela — Będę pamiętać.
Zamruczała jeszcze pożegnanie i skierowała się do wyjścia, Firletka tuż za nią. Upewniła się, że starsza wróciła do legowiska, po czym rozejrzała się po obozie.
— Wychodzę na moment — rzuciła w stronę starszej medyczki, zyskując tylko skinienie głowy za odpowiedź. Westchnęła cichutko i wysunęła się na zewnątrz, prostując łapy w świetle porannego słońca. Nie było jakieś wielce ciepłe, ale nie chciała narzekać.
Przytruchtała do mentora, stojącego niedaleko żłobka. Przywitała się i oparła policzek o jego bark.
— Hejka! — uszy czekoladowego postawiły się i zamruczał z uśmiechem — Postanowiłaś rozprostować łapy?
Przytaknęła i stanęła prosto.
— Właściwie, to miałabym pytanie… Trochę brakuje nam pajęczyn, i zastanawiałam się, czy moglibyśmy pójść na spacer? Przy okazji pozbieralibysmy ich trochę, a muszę przyznać, że od paru dni jedynie gdzie wychodziłam, to do żłobka odwiedzić maluchy… Mam nadzieję, że to nie za duży problem.


<Skowronku?>

[357 słów]

[przyznano 7%]

wyleczona: Norniczy Ślad

18 stycznia 2025

Od Skowroniego Odłamku CD. Firletkowej Łapy

— Tak, to te. Szybko się uczysz — pochwalił kotkę, która uśmiechnęła się delikatnie na ten niespodziewany komplement.
Czekoladowy odwrócił się do Przeplatki i podał jej zioła. Kąciki ust szylkretki uniosły się delikatnie do góry, po czym zielonooka odebrała roślinę, powoli biorąc wyznaczoną przez Skowronka dawkę do pyska. Medyk odwrócił się do Firletki, posyłając jej pogodne spojrzenie.
— Możesz wrócić do segregacji ziół, chyba, że wolisz odpocząć — stwierdził cicho, poruszając wąsami.
— Nie ma takiej potrzeby, zostanę — odparła koteczka, odsuwając się w głąb legowiska i po chwili ginąc gdzieś w cieniu.
— Jak uważasz. — Czekot przeniósł wzrok na Przeplatkę, która zdążyła już zjeść zioła i teraz zbliżała się do wyjścia, uśmiechając się życzliwie oraz wypowiadając słowa pożegnania.

─── ⋆⋅☼⋅⋆ ───

Blade, stęsknione promienie zachodzącego słońca wdzierały się przez szpary do Skruszonego Drzewa, rzucając światło na pysk Skowroniego Odłamku oraz delikatne, zielone liście, trzymane przez niego w łapach. Kilka uderzeń serca temu pozwolił Firletce zakończyć dzisiejszą lekcję, aby miała jeszcze czas na posilenie się oraz odpoczynek, a Pajęcza Lilia postanowiła przejść się, zobaczyć co u kociaków, toteż pozostał zupełnie sam w legowisku. Od ścian wieży odbijał się dźwięk jego oddechu, przebijając się przez ciszę. Asystent medyka sam postanowił zająć się segregacją ziół, napełniając swoje nozdrza ich delikatnym aromatem, połączonym z tak dobrze znanym mu zapachem kurzu. Nie minęło wiele czasu, a do legowiska ktoś wszedł. W pomarańczowym blasku kocur ujrzał kremowego wojownika, wpatrującego się w niego swoimi wielkimi, zielonymi ślepiami. Zza pręgowanego klasycznie wyłonił się również Ostowy Pęd, delikatnie popychając syna.
— Coś się stało? — zapytał czekot, odkładając zioła i wstając.
— Modliszkowa Cisza chyba złapał kleszcza — poinformował starszy, uśmiechając się delikatnie do medyka. — Ciężko było go tu zaciągnąć, ale oto jest!
Skowronek skinął głową, zbliżając się do wojownika. Powoli przyłożył łapy do jego futra i poczuł, jak kremowy drgnął. Ignorując to, srebrny rozgarnął sierść kocura, w poszukiwaniu pasożyta. Chwilę później natrafił na upite krwią, grube stworzenie, przyczepione do skóry.

─── ⋆⋅☼⋅⋆ ───

Machnął ogonem na pożegnanie i już-już miał wrócić do swojego poprzedniego zajęcia, gdy w przejściu pojawiła się kolejna, znajoma mu sylwetka, należąca do Firletkowej Łapy. Na pysk uczennicy wkradł się nieśmiały uśmiech i koteczka wkroczyła do środka.
Skowroni Odłamek odwzajemnił uśmiech, z czułością patrząc na młodszą siostrę. Odczuwał dumę za każdym razem, gdy ją widział, jednak jednocześnie czuł, jak pojawia się w nim niezrozumiały strach. Bał się, że liliowa skończy niczym on. Chciał, żeby miała normalne, spokojne życie, pełne beztroski oraz szczęścia. Może też dlatego pozwalał jej na tyle odpoczynku i zabawy... Zaraz za tortie do Skruszonej Wieży weszła Pajęcza Lilia, mówiąc coś do Firletki. Dopiero po chwili dostrzegł, iż ruda medyczka zajmuje się ogonem uczennicy. Nieco zdenerwowany zbliżył się do kotki, spoglądając pytająco na dawną mentorkę.
— Nic się nie stało, Firletka tylko zraniła się w ogon. — Uspokoiła czekoladowego.
Zielonooki zmierzył wzrokiem młodszą, jednak widząc, że rzeczywiście nie dolega jej nic poważnejszego, powędrował do składziku z ziołami, odkładając posegregowane medykamenty.
Chwilę później jasne smugi lśniące na ziemi i ścianach legowiska zniknęły, pozostawiając po sobie jedynie nieprzeniknioną, atramentową czerń. Gdy Skowronek opuścił składzik, obie jego towarzyszki leżały już na swoich legowiskach; Pajęcza Lilia pogrążona była w głębokim śnie, jednak Firletkowa Łapa wpatrywała się w jakiś bliżej nieokreślony punkt.
— Wszystko w porządku? — Kocur usiadł obok niej, ściągając brwi.

Wyleczeni: Modliszkowa Cisza, Firletkowa Łapa

<Siostro?>

[526 słów]

[przyznano 5%]

21 grudnia 2024

Od Firletki (Firletkowej Łapy) CD. Skowroniego Odłamku

Spojrzała uważnie na starszego brata, poświęcając chwilę na zastanowienie się. Wiedziała, jaką drogą chce iść. Rozmawiała już o tym z mamusią, i z tatą także. Miała parę wyborów, więcej niż inne klany (a przynajmniej tak słyszała, nie była tego pewna). Nie widziała siebie w roli wojowniczki. Walka nie była czymś, od czego w przyszłości by stroniła, ale to wszystko wydawało się jej zbyt... Skupiające na rywalizacji. Nie rozumiała jeszcze do końca funkcjonowania klanu, ale parę rzeczy w głowie miała już poukładane. Bardziej przyda się społeczeństwu jako medyczka, pewnego rodzaju opiekunka. Wojowników jest wiele, i na pewno będzie więcej (jej siostra czy starsze rodzeństwo będące tego przykładem). A posiadając wiedzę medyczną będzie mogła lepiej zaopiekować się bliskimi. Zwierzynę może zapewnić im reszta klanu, ale to ona będzie mogła pomóc w chorobie. Taka pomoc i poczucie wartości była dla niej ważne.
— Mama jeszcze Ci nie mówiła, w takim razie... — zaczęła cicho, odchrząkając jednak po chwili i podnosząc spojrzenie na Skowronka — Chciałabym zostać medyczką. Jeżeli ci to nie przeszkadza, oczywiście.
Przepiórczy Puch zapewniała ją, że to jak najbardziej w porządku. Że kocur na pewno się ucieszy z okazji do wyszkolenia ucznia, tym bardziej własnej siostry. Ale to nadal jej nie uspokoiło; wyczekując reakcji towarzysza, przejechała łapką po ziemi.
— Naprawdę? — kąciki jego pyszczka uniosły się, a zielone oczy zabłysły. Koteczka skinęła głową, nadal drapiąc wzorki w podłożu — To świetnie! Oczywiście, że mi to nie przeszkadza. Uczenie ciebie było by przyjemnością!
Uniosła brwi, zaskoczona taka pozytywną reakcją. Może i mama miała rację.
— Cieszę się — miauknęła z uśmiechem.

***

Nadszedł nieunikniony od dawna dzień mianowania. Ostatnie liźnięcia języka matki na jej futerku miały za zadanie trochę ją uspokoić, ale ni była pewna, czy dawały radę. Wyglądała już schludnie, tak samo jak wyglądająca już na zewnątrz Pierwomrówka. Siostra jako pierwsza została oddana czyszczeniu futerka, piszcząc niechętnie, a pod koniec wręcz wyrywając się Przepiórczemu Puchowi z ramion. Firletka nie podzielała entuzjazmu czekoladowej w żadnym stopniu, chociaż jedna rzecz ją uspokajała - wiedziała, że jej przyszłość trafi w łapy Skowronka, a nie jakiegoś nieprzyjemnego zgreda karzącego trenować od świtu do nocy. Nie była pewna, jak siostra mogła znieść tę niewiedzę. W końcu będzie musiała z tym kimś spędzić następne parę księżycy.
Poza żłobkiem majaczyła sylwetka Obserwującej Gwiazdy, a niektóre koty jej śladem wychodziły z legowisk, zajmując miejsca na polanie. Wszyscy czekali na ceremonię, chętniej lub mniej chętnie. Nerwowo przełknęła ślinę, czując, jak łapa matki popycha ją w stronę wyjścia. Czułe słówka szeptane do jej uszu pomagały, bo w końcu podążyła za siostrzyczką i wyszła na zewnątrz. Rzuciła ostatnie spojrzenie jej dotychczasowemu legowisku. Zmiana się jej nie podobała; co chcieli jej przekazać, mówiąc, że musi opuścić miejsce, w którym spędziła z mamą tyle czasu? Już nie będzie mogła zasypiać u boku szylkretki, otulona jej puchatym ogonem i ciepłym zapachem. To było nie fair. Wiedziała, że nie wróci tam już jako mała córeczka Przepiórki. Ani jako matka, oczekując własnych pociech. Obierając drogę medyka musiała się pewnych rzeczy wyrzec. I nie przeszkadzało jej to, ale nadal było to trochę dziwne, że jej przyszłość została tak z góry nakreślona.
Zostały przepuszczone bliżej środka. Na pierwszy ogień padła Pierwomrówka, z wysoko uniesioną głową przyjmując nowe miano i nauczyciela. Czekoladowa dumnie zetknęła nosy z Czuwającą Salamandrą. Kotka zastanawiała się, jak to by było być uczennicą córki liderki. To musiał być zaszczyt, prawda? Jej siostra zatem na to na pewno zasłużyć. Jeżeli już mowa o niej, to już momenty po jej ceremonii, teraz już Pierwomrówcza Łapa zebrała swoje gratulacje od mamy i tatusia. Parę innych kotów także podeszło jej pogratulować, przykładowo Srebrzysty Nów. 
Przyszła jej kolej. Stojący naprzeciwko Skowroni Odłamek zachęcił ją do wyjścia na środek delikatnym uśmiechem. Mama delikatnie wskazała jej kierunek nosem, a dymna nieśmiało wystąpiła do przodu. Wbiła spojrzenie w pyszczek Obserwującej Gwiazdy, stojącej nieco nad nimi, na podwyższeniu prowadzącym do skruszonego drzewa. Nie za bardzo skupiła się na jej pierwszych słowach, zbyt zawzięta patrzeniem na trawę przed łapami, czując się niekomfortowo pod taką ilością spojrzeń.
— Firletko, zdecydowałaś się obrać drogę ucznia medyka. Od tego momentu, aż do chwili otrzymania imienia medyka, będziesz zwana Firletkową Łapą. Twoim mentorem zostanie Skowroni Odłamek; mam nadzieję, że przekaż ci on całą swoją wiedzę. 
Następnie liderka zwróciła się do samego medyka. Wzrok koteczki powędrował z własnych łap na starszego brata, przyglądając się wyrazowi jego pyszczka. Nim zdążyła wszystko przetrawić, było już po ceremonii, a ona prawie nieświadomie, symbolicznie musnęła się pyszczkami z mentorem. Spojrzała mu w zielone oczy, szukając odrobiny otuchy. Ogon czekoladowego owinął się wokół jej boku, a uśmiech na jego pyszczku był ciepły. 

***

Zmiotła ogonem strzępki mchu, którym udało się wypaść z jej posłania podczas nocy. Teraz miała swój własny kąt w legowisku medyków, w pobliżu brata oraz drugiej, nieco bardziej nieprzyjemnej uzdrowicielki - Pajęczej Lilii. Lubiła ruda kotkę i ją szanowała, ale wydawała się trochę straszna. Chociaż Skowronek miał z nią dobra relację... Może jeszcze się dogadają.
Przeciągnęła łapy, mrużąc oczy na ostre promienie słońca wpadające przez wejście do skruszonej wieży. Była uczennicą dopiero od paru dni, ale była zaskoczona, że jeszcze nie udało jej się przyzwyczaić do nowej lokacji. Legowisko wydawało się... obce, a widok po otworzeniu oczu z rana za każdym razem ją dziwił, choćby na sekundę. 
— Firletko? — głos Skowronka objawił się prędzej, niż jego figura w wejściu do wieży — Wstałaś? Świetnie, chciałabyś wyjść ze mną poza obóz?
Odwróciła wzrok w jego stronę, uśmiechając się nerwowo.
— Dobrze — miauknęła, a czekoladowy skinął głową i odwrócił się w drugim kierunku, witając z przechodzącym obok klanowiczem. Firletka szybko polizała łapkę i przemyła pyszczek, pozbywając się resztek zmęczenia. Strzepnęła uszami i podeszła do mentora. Chłodnawe powietrze było przyjemnie odświerzające; wzięła głęboki oddech, po czym zwróciła spojrzenie na towarzysza.
Kocur uśmiechnął się zadowolony i ruszył jako pierwszy, uczennica tuż za nim. Był to dopiero trzeci raz, gdy wychodziła z obozu. Wcześniej Skowronek dał jej dzień na zapoznanie się z nowym otoczeniem i zaaklimatyzowanie z zakątkami legowiska (co nie podziałało), zanim przeszedł do jakiejkolwiek nauki. Na razie znała tylko podstawy - gdzie znaleźć mech i pajęczyny, jakie mogą mieć zastosowania... Oraz fragmenty kodeksu, parę zasad panujących w legowisku, jak na przykład "nie próbuj niczego, czego zastosowania i efektów nie znasz" i podobne bzdety. 
— Hm... Chcesz mi przypomnieć, o czym wczoraj rozmawialiśmy? — czekoladowy przerwał ciszę, odwracając głowę w stronę siostry. W jego oczach zabłysła figlarna iskierka; wiedziała, że testuje jej pamięć.
— O zastosowaniach mchu i pajęczyn — odpowiedziała szybko, dreptając u jego boku — pajęczyny hamują krwawienie i są używane jako opatrunek, a mech... Można za jego pomocą przynosić wodę innym, oraz pomaga posługiwać się mysią żółcią? 
Kotka skrzywiła się na wspomnienie okropnej substancji, którą medyk wyciągnął wczoraj ze składziku.
— Brawo — zamruczał — Cos jeszcze?
— Rozmawialiśmy o zasadach — miauknęła po chwili — mam obowiązek pomagać kotom nie tylko z naszego klanu, nie mogę założyć rodziny, muszę zbierać zioła i o nie dbać...
— Kodeksy są bardzo ważne! — przerwał jej, poważniejąc na moment — Musisz się ich trzymać, aby nie sprowadzić na siebie gniewu Klanu Gwiazdy.
Firletka zmarszczyła brwi, oraz pokiwała głową po chwili zawahania. Jak na razie to była z pierwszych sytuacji, gdy wyglądał tak poważnie.
— Będę pamiętać — obiecała — a... Na ciebie się kiedyś pogniewali?
— Nie — odpowiedział szybko, pochmurniejąc; jednak gdy odwrócił się w jej stronę, na jego pyszczku zdążył zagościć uśmiech — i niech tak zostanie.

***

Do legowiska zawitał ktoś nowy. Wychyliła się znad kupki liści, z których miała wybrać te nienadające się już do użytku. W wejściu stała szczupła, szylkretowa kotka, podpierana jej przez już poznaną Norniczy Ślad. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, kocica zaniosła się ostrym kaszlem. Wojowniczka obok zaczęła tłumaczyć sytuację, którą Skowronek od razu zdiagnozował jako przypadek białego kaszlu. Firletka słyszała już tą nazwę, ale nie wiele więcej poza tym wiedziała. Jedyne co ją niepokoiło to fakt, że Przeplatka zachorowała tuż przed narodzinami jej kociąt. Jej brzuch był nabrzmiały, a według słów Pajęczej Lilii, kociaki miały się pojawić lada moment.
Kotka podeszła bliżej, upewniając się, że pojawi się ze strony zdrowego oka mentora. Nie miała pojęcia, co się stało i dlaczego na nie nie widzi - i bała się zapytać. Ale wystarczył tydzień w legowisku, aby zauważyła, że czekoladowy częściej obraca głowę tak, aby zdrowe oko znajdowało się na środku, bądź podskakiwał, gdy ktoś zaszedł go od tyłu. Dlatego uważała, nie chcąc go zaskoczyć, ale nadal nie pisnęła ani słów na ten temat.
— Przynieść coś? —wtrącila nieśmiało, spoglądając na mentora.
— Tak, poprosiłbym o kocimiętkę. Pamiętasz, jak wygląda?
Pokiwała głową, odwracając się i zaglądając do składziku. Poszperała chwilę między pękami ziół, szybko znajdując przyjemnie pachnącą, wcześniej poznaną roślinę. Wzięła w pyszczek parę liści, delikatnie, aby ich nie zniszczyć czy przypadkiem nie zjeść. Wróciła do grupy i położyła je Skowronkowi przed łapami, podnosząc jedną z brwi.
— To te, prawda?

<braciszku?>
[1421 słów + leczenie postaci npc]

[przyznano 28% + 5%]

wyleczona: przeplatka

15 grudnia 2024

Od Skowroniego Odłamku CD. Firletki

Zdziwiony tym niespodziewanym, ale i uroczym pytaniem, zatrzymał się, odwracając łeb ku siostrze. Leniwie machnął ogonem, a jego oczy zaiskrzyły wesoło.— Oczywiście, że możesz mieć ładne piórka — odparł.
Liliowa poruszyła się, posyłając bratu nieśmiały uśmiech.
— Naprawdę? — wyszeptała, jakby onieśmielona możliwością posiadania takiej ozdoby.
— Tak właściwie — medyk przerwał, przyglądając się reakcji młodszej. — Mógłbym przynieść ci kilka piór, jeśli jakieś znajdę. Na pewno pięknie będą się na tobie prezentować!
Firletka zamrugała kilka razy.
— Byłabym ci bardzo wdzięczna... Myślisz, że rzeczywiście wyglądałabym w nich ładnie? — spytała, przenosząc wzrok na swoje jasne łapki.
Czekoladowy pokiwał poważnie głową, marszcząc nos.
— Skąd w ogóle pomysł, że nie? Na pewno będziesz w nich jeszcze śliczniejsza. Jak księżniczka!
Zanim srebrny zdążył dokładnie przemyśleć znaczenie jego słów, poczuł, jak zalewa go fala lodowatego potu. Wzdrygnął się, bezskuteczne starając otrząsnąć z wspomnień, które zaczęły napływać do jego głowy. Jego dziwne zachowanie najwidoczniej umknęło uwadze Firletki lub przynajmniej liliowa bała się o to zapytać, gdyż po chwili milczenia poruszyła uszami i odezwała się, zagłuszając ciszę:
— Dziękuję...
Skowroni Odłamek poruszył wąsami, wyglądając przez wyjście ze żłobka. Śnieg bezwładnie leżał na ziemi, odbijając od siebie blask promieni słonecznych i skrząc się w świetle ognistej kuli. Było ciepło, ale zarazem zimno. Może to i lepiej? Choć czekot nie mógł poczuć całkowitego wytchnienia po jakże gorącej Porze Zielonych Liści, przynajmniej łatwiej było odgrzebywać zioła spod grubej warstwy śniegu, a zwierzyna częściej wychodziła na powierzchnię, zachęcana przyjaznym ciepłem. Asystent medyka po raz kolejny odwrócił się do siostry.
— Przy okazji... Jaką drogą szkolenia chciałabyś pójść? — zapytał nieśmiało, przestępując z łapy na łapy.
Jego oczy zalśniły w niemej, prawie niewidocznej prośbie.

<Siostrzyczko?>

06 grudnia 2024

Od Firletki CD. Skowroniego Odłamku

Wbiła swoje zielone ślipia w nowoprzybyłego. Brat zaskoczył ją trochę, wyrywać z zamyślenia i zaglądając do wnętrza pnia kociarni. Nawet nie zauważyła, kiedy zdążył usiąść przed nią. Kocur rozsiadł się wygodnie, odwzajemniając jej spojrzenie z uśmiechem. Zalała ją fala pytań. 
Zmarszczyła lekko swoje kocięce brewki. Co robiła? Jak się czuje? A jak mama i siostra? Obejrzała się za siebie, patrząc na dwie kotki odpoczywające w kącie. Choć odpoczywała chyba tylko Przepiórczy Puch, bo Pierwomrówka siedziała obok z dziarskim uśmiechem na pysku, pytając śpiacą kotkę o jakąś historię. Za dużo pytań na raz! Spuściła uszka do tyłu i odwrociła się spowrotem do kocura.
— Chyba dobrze? Mama śpi, wcześniej bawiła się z Pierwomrówką — miauknęła w końcu, przesuwając łapką po piaszczystej posadzce.
— Bawiłaś się razem z nimi? — medyk uśmiechnął się do niej, przekręcając głowę — W co się bawiliście?
— Trochę… W chowanego. Mama wygrała, znalazła nas obie — oznajmiła, podnosząc wzrok na starszego brata. Powoli zaczynała czuć się nieco swobodniej w jego towarzystwie; przychodził zajrzeć do młodszego rodzeństwa prawie codziennie, w przeciwieństwie na przykład do Kniei, którą widywała rzadko i najczęściej z przymusu.
— Pierwomrówce się to nie podobało — dodała jeszcze cicho — To ona chciała wygrać, czułam to. Ale nie mów jej tego.
Czekoladowy kocur parsknął nieznacznie, a kąciki jego pyszczka uniosły się.
— Dobrze — zachichotał — A ty? Też chciałaś wygrać?
Na moment zapadła cisza. Firletka wbiła spojrzenie w końcówkę ogona kocura, a chwilę później powędrowało ono wyżej, zatrzymując na parze piórek. Widziała je oczywiście już wcześniej, towarzyszyły kocurowi pewnie wiele księżyców, nawet zanim się urodziła. Nie miała okazji zapytać się, jaki ptak je wcześniej nosił. I odwagi też, do takiego zdeterminowania jeszcze nie doszła. Była tylko ciekawa.
— Chyba..? — odpowiedziała w końcu, nim zapomniałą, o co ją zapytał — Fajnie by było.
Jej wzrok ponownie powędrował w stronę noszonych przez medyka ozdób.
— To pióra skowronka — miauknął, wyrywając ją z zamyślenia. Spojrzała mu w oczy, lekko panikując, ale uspokoiła się na uśmiech zdobiący jego pyszczek — Znalazłem je kiedyś.
— Tak jak.... — zaczęła cicho — Twoje imię. To celowe?
Skowronek przechylił głowę na bok.
— Skowronkiem byłem już wcześniej, ale... Uznałem, że te piórka pasują. No i są ładne.
Zamrugała parę razy, zgadzając sie z jego słowami.
— Są ładne — przytaknęła.
Siedzieli tak jeszcze przez moment, zanim kocur obejrzał się za siebie i miauknął coś o obowiązkach. I że miło się rozmawiało. Skrzywiła pyszczek w zamyśleniu, mając kolejne pytanie na końcu języka. Coś interesującego, a przynajmniej taką miała nadzieję. 
— Myślisz, że też mogłabym mieć jakieś — przerwała na chwilę, upewniając się, że czekoladowy chociaż odrobinę jej słucha — ładne piórka..?

<braciszku?>

09 listopada 2024

Od Skowroniego Odłamku do Firletki

Położył kilka ziół przeciwwymiotnych przed Bobrzym Siekaczem. Przewodnik nachylił się nad nimi, uważnie oglądając ze wszystkich stron, po czym wziął rośliny do pyska i bez większego namysłu, spożył je.
— Dziękuję za pomoc, Skowroni Odłamku. — Miauknął chłodno, lustrując czekoladowego wzrokiem.
Asystent medyka poruszył się nieco nerwowo, uderzając ogonem o swoje tylne łapy.
— Nie musisz dziękować, jestem medykiem. To moja praca. — Odparł szybko, uśmiechając się.
W towarzystwie starszego kocura nie czuł się zbyt komfortowo... Dymny był tajemniczy, a na jego facjacie zawsze znajdował się ten sam, nieodgadniony, chłodny wyraz.
Przewodnik skinął głową.
— W każdym razie jestem ci wdzięczny. Jak radzisz sobie jako medyk? — Zapytał, unosząc delikatnie brew.
Czekoladowy umilknął na chwilę, zastanawiając się. Był pełnoprawnym medykiem bardzo krótko, więc nie mógł zbyt wiele o tym powiedzieć. I Klan Gwiazdy... Otrząsnął się, zerkając na Bobrzego Siekacza. Przewodnik spoglądał na niego wyczekująco.
— Myślę, że dobrze. Bycie medykiem jest tym, co chcę robić. — Odrzekł, starając się szybko uciąć temat.
— Cieszę się. Na mnie już pora, miłego dnia! — Kocur pożegnał się i wstał z ziemi, kierując się ku wyjściu.
Skowroni Odłamek spoglądał, jak starszy znika w przejściu i westchnął z ulgą, gdy ten całkowicie opuścił już Skruszoną Wierzę. Nie miał ochoty na żadne dłuższe pogawędki. Kocur był... Co najmniej niepokojący. Jego całe ciało poorane było licznymi bliznami, co zapewne świadczyło o ciężkiej i tragicznej przeszłości... Musiał przeżyć piekło. Srebrny miał nadzieję, że przewodnik odnalazł spokój.
Posłał Pajęczej Lilii krótkie spojrzenie. Kotka obudziła się, siadając na swoim posłaniu z mchu i rozglądając się nieobecnym wzrokiem. Ostatnimi czasy była dość... Dziwna. A nowo mianowany medyk nie miał czasu, aby się jej o to dopytać. Czekoladowy uznał to więc za odpowiedni moment.
— Wszystko w porządku, Pajęcza Lilio? Potrzebujesz czegoś? — Zapytał, podchodząc do dawnej mentorki.
Medyczka wstała chwiejnie na łapy.
— Oczywiście, że wszystko dobrze... — W tej chwili złotooka upadła na mech, wzbijając w powietrze kurz i piach.
Czekoladowy poczuł, jak serce podskakuje mu do gardła. W mgnieniu oka przypadł do medyczki, oglądając ją. Zemdlała.

── ✧《✩》✧ ──

Pajęcza Lilia otworzyła oczy, mrugając.
— Skowronku, mógłbyś mi jednak przynieść jakieś zioła? — Odezwała się słabo ruda medyczka, po chwili milczenia siadając na legowisku.
Asystent medyka z żalem stwierdził, że jego dawna mentorka wyglądała źle. Była słaba i roztrzęsiona, a on tego nie zauważył przez ten cały czas! Zdenerwowany kiwnął głową i ruszył do składziku z ziołami. Chwycił w szczęki krwiściąg i wrócił do Pajęczej Lilii, kładąc go przed nią. Ta od razu rozpoznała roślinę o wysokiej łodydze i wzięła ją do pyska, przegryzając i żując powoli.
— Przyniosę ci wody, nie ruszaj się. — Oznajmił kocur, wstając z ziemi i otrzepując się szybko.
Chwycił mech i namoczył go, po czym podał kotce, która łapczywie zaczęła spajać z rośliny kropelki chłodnej wody.
— Dziękuję, Skowronku.

── ✧《✩》✧ ──


Kocur opuścił legowisko. Chłodny powiew wiatru uderzył w jego bok, rozwiewając jasną sierść. Słońce skryte było za gęstymi, szarymi chmurami, a mleczna mgła zalegała w obozie. Asystent medyka machnął ogonem, ruszając w kierunku żłobka. Pajęcza Lilia powoli odzyskiwała siły, mógł więc pozwolić sobie na odwiedziny mamy oraz młodszych sióstr. Srebrny zbliżył się starego pnia drzewa i schylając delikatnie głowę, wślizgnął się do środka. Pierwsze, co dostrzegł po wejściu do środka, to para zielonych oczu, intensywnie wpatrująca się w niego. Skowroni Odłamek od razu rozpoznał w ślepiach swoją spokojną siostrę, Firletkę. Na jego pysku pojawił się delikatny uśmiech.
— Cześć, co porabiasz, Firletko? Dobrze się czujesz? Mama i Pierwomrówka też? — Zapytał, mierząc szylkretke wzrokiem.
Czekając na odpowiedź, usiadł, owijając swój długi ogon wokół łap.

<Firletko?>

[594 słowa]

Wyleczeni: Pajęcza Lilia, Bobrzy Siekacz
NPC: Bobrzy Siekacz