BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mroczna Wizja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mroczna Wizja. Pokaż wszystkie posty

31 maja 2026

Od Mrocznej Wizji

Wstawające słońce rzucało promienie na obóz Klanu Wilka, oświetlając legowisko starszych. Mroczna Wizja z dumą obserwowała, jak jej syn, Pustułkowy Szpon, przydziela koty do porannych patroli. Pewnego dnia zostanie liderem Klanu Wilka. Spełni oczekiwania rodziców, w przeciwieństwie do niej, która nigdy nie potrafiła dorównać ojcu. I już nigdy tego nie dokona.
Ta myśl jednak nie napełniała jej bólem, który od zawsze jej towarzyszył. Dziś Mroczna Wizja była spokojna. Wiedziała, że Klan Wilka, z przewodniczącą mu córką Zarannej Zjawy, będzie miał się dobrze przez jeszcze wiele księżyców.
Lubiła myśleć, że po części przyczyniła się do tego sukcesu. Kult rozrastał się, a ona była jego Wielką Kapłanką. Być może jednak sprawiła, że Jadowita Żmija i Błękitna Gwiazda są z niej dumni. Wierzyła, że patrzą się na nią z góry i czuwają nad nią.
Spojrzała w niebo w zamyśleniu. Przez całe życie służyła przodkom. Poświęciła się w imię kultu Mrocznej Puszczy. Niczego nie żałowała. Zabijanie weszło jej w nawyk, stało się to dla niej tak naturalną czynnością, jak oddychanie. Gdy odbierała kolejne życia i składała je duchom w ofierze, czuła się częścią czegoś większego. Czasami miała wrażenie, że podczas rytuałów wypełnia ją nieznana dotąd energia, która dodaje jej siły i pozwala trwać.
Na tym jednak się kończyły jej relacje z przodkami. Kiedyś, kiedy była kocięciem, wierzyła, że jest wcieleniem Mrocznej Gwiazdy i że jest kimś wyjątkowym. Dziś rozumiała to w trochę inny sposób. Choć nigdy nie otrzymała żadnej wizji od Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd, to wiedziała, że jej mentorka i rodzice ją obserwują. Jej wiara była na tyle silna, że przez całe życie nigdy nie zwątpiła w słuszność swojego działania. Czuła, że pomagając innym kultystom odnaleźć swoją drogę, spełnia się w służbie. Zawsze dawała z siebie wszystko.
Koty przydzielone do patroli przez Pustułkowego Szpona właśnie opuściły obóz, kiedy ze swego legowiska wyszła Zalotna Gwiazda. Mroczna Wizja podniosła się i schyliła głowę z szacunkiem. Leniwie przeciągnęła się i zbliżyła do liderki Klanu Wilka.
— Jak się dziś miewasz, Mroczna Wizjo? — zapytała starszą. W jej oczach czarna kotka ujrzała troskę i niepokój. — Nie wyglądasz dziś najlepiej.
Mroczna Wizja przez chwile miała wrażenie, że nie stoi przed nią liderka klanu, a jej matka, Zaranna Zjawa. Ta iluzja trwała jednak zaledwie kilka uderzeń serca. Starsza zastrzygła uszami.
— Wszystko w porządku, Zalotko, dziękuję — odparła spokojnie, zgodnie z prawdą. Nie czuła się bowiem inaczej niż zwykle. Liderka wpatrywała się w nią przez jeszcze chwilę, a później pokiwała głową.
— Gdybyś czegoś potrzebowała, daj mi znać — miauknęła. Mroczna Wizja pochyliła głowę.
— Chciałabym wybrać się na spacer. Muszę rozprostować kości — wyznała starsza i już miała wychodzić z obozu, kiedy Zalotka powstrzymała ją koniuszkiem ogona.
— Pozwól, że pójdę z tobą — poprosiła.

*****

Las roztaczający się na terytorium Klanu Wilka wyglądał dziś inaczej niż zazwyczaj, jednak Mroczna Wizja nie potrafiła powiedzieć, jakie zaszły zmiany. Dwie kotki szły przez chwilę w milczeniu, a miękkie podszycie uginało się pod ich łapami.
— Zaczęła się już Pora Zielonych Liści — odezwała się w końcu Mroczna Wizja.
Zalotna Gwiazda jedynie pokiwała głową. Czarna kotka czuła, że liderkę przepełnia smutek, jednak nie potrafiła określić, co się stało.
— Na naszym terytorium jest mnóstwo zdobyczy, w którą nasz klan może się zaopatrzyć — kontynuowała.
— Mroczna Wizjo? — spytała Zalotna Gwiazda, zatrzymując się przy Spalonej Zatoczce. — Chciałam ci podziękować, za opiekę nade mną. Wiem, że moja matka bardzo cię ceniła.
Mroczna Wizja spojrzała na kotkę zaskoczona.
— Dziękuję — odparła. Zalotna Gwiazda tylko skinęła głową, jakby trudno jej było powiedzieć cokolwiek więcej.
Dziwne… Mroczna Wizja miała wrażenie, jakby świat nagle stracił kolory. Już wcześniej czuła, że las jest inny. Teraz ledwo poznawała własne terytorium, które znała tak dobrze, które było jej tak bliskie. Czuła ciepło liderki idącej obok niej i była jej wdzięczna, że wybrała się na spacer razem z nią. W przeciwnym wypadku nie wiedziała, czy dałaby radę dojść z powrotem do obozu.
— Chcesz się zatrzymać, Mroczna Wizjo? — zapytała się jej Zalotna Gwiazda smutnym głosem.
— Poproszę — odparła kotka. — Jesteśmy przecież zmęczone po pogoni Nocnego Kwiatu, która z Liściastym Futrem postanowiła spotkać się z Klanem Gwiazdy. Czy je złapałyśmy? — zapytała się liderki, bo choć zdarzyło się to przed chwilą, nie mogła sobie przypomnieć. — Ach tak, Zaranna Zjawa wydłubała Liściastemu Futru oko. Teraz medyczka nigdy nie będzie już widzieć tak, jak dawniej.
— Tak, Mroczna Wizjo — powiedziała liderka.
— Czemu twój głos tak dziwnie brzmi, Zalotna Gwiazdo? Czemu jest taki ochrypły? To pewnie przez pożar — zrozumiała starsza kotka. — Musiałaś nawdychać się dymu. Całe szczęście tu jesteśmy bezpieczne. Choć wierzbowa zatoczka spłonie, my jesteśmy przy wodzie.
— Tak, Mroczna Wizjo — powtórzyła Zalotka. — Nic nam tu nie grozi.
— Czemu jest ci smutno? Pójdę do obozu i powiem Zarannej Zjawie, nic się nie martw.
— Nie… nie idź. Niedługo się spotkacie i wszystko jej opowiesz. Chcesz usiąść, Mroczna Wizjo?
— Poproszę. Jesteśmy przecież zmęczone po polonii Nocnedo Fiatu i Liciasteto Futla. Czy je zlapalysmy? Czy nam sieł udalo?
Poczuła, jak opiera się o bok Zalotnej Gwiazdy i nagle leżała już przy wodzie, tuż obok swojej liderki, która z zamkniętymi oczami wtulała pysk w jej sierść. Nagle Mroczna Wizja zobaczyła wszystko wyraźnie, jak gdyby ktoś przetarł jej oczy.
— Umieram, prawda, Zalotko? — powiedziała Mroczna Wizja słabym wzrokiem. — Nie smuć się, będę patrzeć na ciebie z góry. Obiecuję, że cię nie zostawię.
— Żegnaj, Mroczna Wizjo — powiedziała liderka. — Byłaś wspaniałą córką, uczennicą, wojowniczką, mistrzynią, matką, partnerką, Wielką Kapłanką kultu Klanu Wilka i starszą, a także najlepszą przyjaciółką.
Wtedy dookoła Mrocznej Wizji wszystko zawirowało. Zobaczyła, jak Zalotka zamyka jej oczy i wtula się w jej ciało. Ona stała nad nimi, a obok poczuła ciepły oddech.
— Twoja służba jeszcze się nie skończyła, Mroczna Wizjo — usłyszała przy uchu. Obróciła się, jednak nikogo nie ujrzała.
— Mamo? — zapytała. — Jadowita Żmijo?
— Nie ma jej wśród nas. Chodź, czeka na ciebie ktoś inny.
Mroczna Wizja musnęła nosem Zalotną Gwiazdę, wciąż czuwającą obok jej ciała. Przeniknęła przez nią jak… duch. Obrzuciła ostatni raz terytorium Klanu Wilka, a w górze dostrzegła ciemny las. Pod drzewem, w cieniu, stała bardzo dobrze jej znana postać.

[*] Mroczna Wizja, pierwsza postać, którą doprowadziłam od samego początku, do samego końca, postać miesiąca w styczniu, spoczywaj w spokoju w Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd

18 kwietnia 2026

Od Mrocznej Wizji CD. Kocimiętkowego Wiru

Mroczna Wizja podniosła głowę znad posłania i obdarzyła kotkę ciepłym spojrzeniem. Przeciągnęła się w swoim legowisku, po czym usiadła. Przez chwilę milczała, analizując słowa Kocimiętkowego Wiru.
– Przyniosłaś mi pytanie i jedzenie w jednym – miauknęła cicho, przysuwając piszczkę bliżej siebie. – To uczciwa wymiana.
Oderwała niewielki kęs, oblizała pysk i dopiero wtedy ponownie spojrzała na Kocimiętkę.
– Mówisz, że chcesz zahartować kota, który czuje zbyt dużo – zaczęła spokojnie. – Żeby to zrobić, musisz najpierw zrozumieć emocje. Kiedyś o nich rozmawiałyśmy… Pamiętasz?
Czarna kotka zastrzygła uszami. Mistrzyni skinęła głową.
– Pamiętam. Byłam wtedy uczennicą.
– Właśnie. Mówiłam ci wtedy, że emocje nie są słabością, lecz narzędziem. Problem zaczyna się wtedy, gdy to one kontrolują twojego ucznia, a nie odwrotnie – odparła Mroczna Wizja.
Na moment zamilkła, pozwalając rudej kotce przetrawić te słowa.
– Emocji nie wolno dusić. Jeśli będziesz to robić, twój podopieczny prędzej czy później pęknie. A po takim wybuchu mogą go spotkać poważne konsekwencje – Jej wibrysy lekko zadrżały. – Była kiedyś w Klanie Wilka taka kotka…
Na jej pysku przemknął cień pogardliwego uśmiechu na wspomnienie Nocnego Kwiatu.
– Dlatego moja rada brzmi tak: wystawiaj go na sytuacje, które go poruszają, ale nie zostawiaj go z tym samego. Musisz być jego ostoją – kimś, kto w razie potrzeby go powstrzyma. Dawaj mu wskazówki, kiedy lepiej milczeć, a kiedy działać. Niech nauczy się, że może czuć… i mimo to robić to, co należy.
Jej spojrzenie stwardniało odrobinę.
– Pod żadnym pozorem go nie rozpieszczaj. Świat tego nie zrobi. Ty też nie powinnaś.
Podniosła wzrok na Kocimiętkę, czekając na jej reakcję.
– A… a co, jeśli mi się nie uda? Jeżeli zawiodę wszystkich? – zapytała niepewnie.
– Pracuj nie dla innych, lecz dla Klanu Wilka. Niby to samo, ale twoje nastawienie się zmieni. Zamiast naprawiać porywczego ucznia, pomyśl, że kształtujesz przyszłego wojownika, który będzie bronił godności klanu.
Kocimiętkowy Wir pokiwała niepewnie głową.
– Mroczna Wizjo… Wcześniej wspomniałaś o pewnej kotce. Co się z nią stało?
Starsza przeciągnęła się z zadowoleniem. Zapowiadało się na długą opowieść.

<Kocimiętkowy Wirze?>

06 lutego 2026

Od Mrocznej Wizji CD. Makowego Nowiu

Mroczna Wizja zamruczała cicho. Trzy małe kulki leżały zwinięte u jej boku, wtulone jej futro. Ich drobne boki unosiły się i opadały w równym rytmie snu.
– Za kilka wschodów słońca będzie z nimi dużo roboty – miauknęła cicho. – Pomyśl tylko, co będzie się działo w żłobku, gdy zaczną chodzić. Będą pakować się w kłopoty szybciej, niż zdążymy mrugnąć.
Makowy Nów spojrzała na kocięta z niepokojem. Czarna kotka dostrzegła w jej oczach lęk.
– Nie są takie słabe, jak się wydaje – odezwała się łagodnie Mroczna Wizja. – Medyczka powiedziała, że wszystkie są zdrowe i silne. Każde z nich.
Makowy Nów pokręciła powoli głową, a na jej pysku pojawił się blady uśmiech.
– Oczywiście, że są silne – odpowiedziała cicho. – Mają przecież wspaniałą matkę.
– Nawet dwie wspaniałe matki – uściśliła Mroczna Wizja, patrząc ciepło na partnerkę. – Wszystko będzie dobrze, Mak. Zobaczysz.
Na moment obie uwierzyły w te słowa.

* * *

Makowy Nów nie żyła.
To nie tak miało być. Miały razem się zestarzeć, przeżyć spokojne sezony, obserwować rozwijający się klan. Co prawda Mak była starsza, więc może… może jej czas rzeczywiście nadszedł? Ta myśl była jak cierń. Kłuła ją, a jednak nie mogła się jej pozbyć.
Ta śmierć nie zabolała Mrocznej Wizji tak, jak inne. A może właśnie dlatego bolała inaczej. Rodzeństwo i rodzice nie powinni byli zginąć. Nie w ten sposób. Nie tak nagle, tak brutalnie, bez pożegnania.
Zaranna Zjawa…
Czarna nie wiedziała, co stało się z kotką. Wiedziała jednak, że jej mentorka była siostrą Makowego Nowiu. To znaczy, że była w tym samym wieku. Że czas mógł upomnieć się również o nią.
A jeśli już to zrobił?
Mroczna Wizja zamknęła oczy, czując, że coraz trudniej jest jej oddychać. Jej klatka piersiowa nie chciała się podnosić. Zapragnęła, aby wkrótce duchy mrocznej puszczy przyszły też po nią. Żeby wreszcie mogła dołączyć do wszystkich, którzy ją opuścili.
Obietnica, którą kiedyś złożyła Mak, wciąż brzmiała jej w uszach. „Wszystko będzie dobrze, Mak.”
Tylko że teraz nie była już tego pewna.

09 stycznia 2026

Od Mrocznej Wizji CD. Kamiennego Pióra

Mroczna Wizja spojrzała na młodego kocura z politowaniem. Jej zielone oczy zwęziły się, ale głos pozostał opanowany.
– Obchodzi mnie – odpowiedziała cicho.
Zrobiła krok w stronę Kamiennego Pióra. Bawiło ją to, jak niedoświadczony, świeżo mianowany wojownik podważa jej lojalność.
– Widziałam gorsze rany. Widziałam koty, które traciły oczy. Widziałam takich, którzy ginęli. Sama wielokrotnie biłam się w imię Klanu Wilka. Odbierałam życia – powiedziała. – Jeśli Korowa Łapa chce przeżyć jako wojowniczka, musi nauczyć się walczyć w świecie, który jest pełen okrucieństwa i niebezpieczeństw.
Na moment zamilkła, nie odrywając spojrzenia.
– Myślisz, że nie boli mnie widok krwi pobratymca? – dodała ciszej. – Byłam mistrzynią. Trening nie polega na łagodnej zabawie kociaków. Przygotowuje on uczniów do życia w klanie i służenia mu z godnością
Uniosła głowę, patrząc Kamiennemu Pióru prosto w oczy.
– Jeśli chcesz ją kochać, rób to. Jeśli chcesz się o nią martwić, nie powstrzymuj się. Ale nie oskarżaj mnie o brak serca tylko dlatego, że potrafię myśleć dalej niż do następnego wschodu słońca. Byłam mistrzynią klanu wilka. Jestem jedną z najbardziej zasłużonych członkiń klanu. Zastanów się dwa razy, zanim posądzisz kogoś starszego o brak empatii do pobratymców.
Kamienna Łapa oblizał wargi z zawstydzeniem.
– Przepraszam Mroczna Wizjo! Ja… Ja po prostu… Tak bardzo się o nią martwię! – wykrzyknął z żalem.
– Nic jej się nawet nie stało. Blizny nie są oznaką słabości. Pokazują jedynie, przez co przeszliśmy – miauknęła cicho i odsunęła się. Miała dość młodego pokolenia jak na jeden dzień.
<Kamienne Pióro?>

11 grudnia 2025

Od Mrocznej Wizji CD. Kocimiętkowej Łapy (Kocimiętkowego Wiru)

Kiedy Kocimiętka była jeszcze uczennicą
– Witaj, Kocimiętkowa Łapo – odparła Mroczna Wizja, zaskoczona nagłym pojawieniem się koteczki. – Co dokładnie chciałabyś wiedzieć o życiu jako mistrzyni? – postanowiła odpowiedzieć najpierw na pierwsze pytanie rudej. Nie podobało jej się to, że uczennica postanowiła zakłócić jej spokój akurat podczas krótkiej przerwy między patrolami.
– Czy musicie mieć określone charaktery? Ty i Lodowy Omen zachowujecie się bardzo podobnie. Prawie w ogóle nie okazujecie emocji! – powiedziała Kocimiętka. Mroczna Wizja przechyliła głowę, zastanawiając się nad sensem tych słów. Faktycznie, mistrzowie często byli do siebie podobni. Chyba musieli. W końcu byli lepsi od innych klanowiczów i prawie zawsze czcili Mroczną Puszczę.
– Od mistrzów wymagane są pewne cechy charakteru, takie jak lojalność wobec klanu, waleczność i odwaga. Musimy też wykazywać się ponadprzeciętnymi umiejętnościami, abyśmy mogli szkolić innych wojowników – wyjaśniła ostrożnie.
– To dlaczego tak rzadko się uśmiechacie albo wyrażacie coś mimiką? Moja mentorka zawsze ma chłodny, obojętny wyraz twarzy. Zazwyczaj nie wiem, jaki ma nastrój i czego mogę się od niej spodziewać – powiedziała uczennica z żalem, przestępując z łapy na łapę. Mroczna Wizja otuliła się ogonem. Czyżby brakowało jej bliskości mentorki?
– Wiesz, Kocimiętkowa Łapo, ja na początku nie miałam najlepszej relacji z moją mentorką, Zaranną Zjawą. Nie rozumiałam jej. Jednak po długim czasie mojego szkolenia zostałyśmy najlepszymi przyjaciółkami. Czasem potrzeba czasu i cierpliwości, a wszystko się ułoży – obiecała Mroczna Wizja.
– Ale dlaczego Lodowy Omen nigdy się na mnie nie gniewa? Jest taka… pozbawiona emocji! – zaprotestowała.
– A dlaczego miałby się na ciebie gniewać? Zapewniam cię, że byłaby zła gdybyś zrobiła coś naprawdę niestosownego – mruknęła Mroczna Wizja, a jej wibrysy lekko zadrżały z rozbawienia. – Po co mamy okazywać emocje? Zachowanie spokoju to często najlepsza broń. Inni nie wytrącą cię z równowagi ani nie poznają twoich słabości – miauknęła.
<Kocimiętkowa Łapo?>

31 października 2025

Od Mrocznej Wizji do Kamiennej Łapy

Tuż po porodzie Iskrzącej Nadziei
Minęło już kilka wschodów słońca, odkąd Iskrząca Nadzieja urodziła kocięta. Mroczna Wizja była zajęta codziennymi obowiązkami, dlatego dotąd nie miała okazji poznać maluchów. Tego dnia wróciła właśnie z polowania, a do następnego patrolu granicznego zostało jej jeszcze trochę czasu, więc postanowiła wpaść do żłobka w odwiedziny.
Gdy przekroczyła próg kociarni, od razu uderzył ją mleczny zapach. W legowisku panowało przyjemne ciepło. Myśli Mrocznej Wizji powędrowały do czasów, gdy sama była kocięciem, a potem — gdy została matką. Schyliła głowę w geście powitania.
– Witaj, Mroczna Wizjo – przywitała ją Iskrząca Nadzieja. Wyglądała na zmęczoną, ale jednocześnie dumną i szczęśliwą. Obok niej leżały trzy małe kuleczki futra.
– Gratulacje. Oby wyrosły na wspaniałych wojowników – zamruczała czarna kotka. W przelocie oceniła młode. Ten pośrodku, czekoladowo-biały, wyglądał na kocurka — silnego i zdrowego. Co prawda Iskrząca Nadzieja nie należała do kultu, lecz to nie dyskwalifikowało jej dzieci.
„Przyjdę później” – pomyślała Mroczna Wizja. – „Sprawdzę, czy któreś z was się nadaje.”
****
Obecnie
Mroczna Wizja przystanęła przy wejściu do obozu. W powietrzu unosił się zapach świeżej trawy. Jej uwagę przyciągnął Kamienna Łapa, wracający właśnie z treningu. Ich spojrzenia się spotkały.
– Hej, Kamienna Łapo – przywitała się spokojnie. – Jak ci idzie szkolenie?
Kocur odwrócił się natychmiast, a jego ogon drgnął z lekką niepewnością.
– Eeem… no… ani dobrze, ani źle – miauknął nieśmiało. – Tak mi się przynajmniej wydaje.
Mroczna Wizja przekrzywiła głowę, przyglądając mu się uważnie. Czyżby jednak źle go oceniła jako kocię?
<Kamienna Łapo?>

31 sierpnia 2025

Od Mrocznej Wizji

Mroczna Wizja cicho przeciągnęła się na skraju lasu. Powietrze pachniało świeżością po nocnym deszczu. Ziemia była jeszcze wilgotna. Kotka uniosła nos, starając się wyłowić jakieś zapachy. Skrzywiła się. Jedyne, co wyczuwała to deszcz i zapach mokrej ściółki.
Wkrótce jednak poczuła mysz. Zatrzymała się, stawiając łapy ostrożnie, by nie nadepnąć na suchą gałązkę. Uszy skierowała w stronę źródła dźwięku. Nie widziała zwierzyny, ale wyczuwała, że mysz grzebała w ziemi tuż pod krzakiem. Mroczna Wizja zbliżyła się powoli, krok po kroku, aż w końcu napięła mięśnie i skoczyła. Krótki pisk i ofiara znalazła się między jej łapami. Pochyliła się i złamała jej kark błyskawicznym ruchem szczęki.
Zakopała zdobycz pod liśćmi, aby wrócić po nią później i ruszyła dalej. Jedna mysz przecież nie wystarczy. Co jakiś czas zatrzymywała się, nasłuchując. Tym razem kotka poczuła woń drozda. Zatrzymała się i przykucnęła. Ptak dziobał coś w ziemi, odwracając głowę w różne strony. Mroczna Wizja podpełzła bliżej, lecz ptak nagle zerwał się do lotu. Pazury musnęły powietrze, ale nie zdobycz.
Kotka westchnęła cicho, jednak nie zraziła się. Takie było polowanie – raz udane, raz nie. Ostatecznie jeszcze dwa razy miała szczęście i zanim słońce wspięło się wysoko, miała już dwie myszy i pulchną wiewiórkę. To wystarczyło, by wrócić do obozu.
Zadowolona z wyniku polowania, Mroczna Wizja wzięła zdobycze i skierowała się ku obozowi. Dziś klan nie będzie głodny.

19 lipca 2025

Od Mrocznej Wizji CD. Pustułkowej Łapy

– Śmiało – zamruczała Mroczna Wizja – To może wydawać się trudne, jednak wcale takie nie jest. Wszystko, co musisz zrobić to wyciągnąć pazury i wbić je w korę.
Mroczna Wizja podeszła do drzewa i stanęła na tylnych łapach opierając przednie o pień drzewa. Wysunęła pazury i zaczepiła się.
– Pierwszy krok jest prosty. A drugi to nic innego jak zrobienie tego samego tylnymi – kontynuowała i odbiła tylne łapy od ziemi, zaczepiając się o korę. Następnie powtórzyła te dwa kroki kilka razy i znalazła się na pierwszej gałęzi.
– Teraz twoja kolej – miauknęła. Pustułkowa Łapa niepewnie poruszył wąsami. Zapewnie zastanawiał się, czy to nie za szybko. Dalej kociaku. Dasz radę.
Uczeń po chwili przełamał lęk i zaczął się wspinać. Przez pierwsze sekundy szło mu opornie, jednak po chwili sprawnie zaczął wspinać się coraz wyżej i wyżej. Kiedy dotarł do gałęzi, na której siedziała Mroczna Wizja, tylna łapa osunęła mu się, a on stracił równowagę i wisiał zaczepiony jedynie przednimi łapami. Serce podeszło Mrocznej Wizji do gardła, jednak nie pomogła mu. Zamiast tego zaczęła przemawiać do niego spokojnym, lecz stanowczym głosem:
– Pustułkowa Łapo, posłuchaj mnie uważnie. Trzymaj się mocno przednimi łapami i zamiast wymachiwać tylnymi jak oszalały, znajdź oparcie. Powolutku. Po prostu przybliż tylną łapę do drzewa i wczep się ponownie.
Jeszcze zanim Mroczna Wizja skończyła mówić, Pustułka już siedział na gałęzi obok niej, całkiem dumny z siebie. Powtórzyli to ćwiczenie jeszcze kilka razy. Kiedy Mroczna Wizja uznała, że wystarczy, zaczęli wracać. W drodze powrotnej do obozu Pustułkowa Łapa złapał nornika. Czarna kotka zamruczała ciepło.
– Coraz lepiej ci idzie, Pustułkowa Łapo – miauknęła. – Przed tobą jeszcze daleka droga, ale mogę już powiedzieć, że zostaniesz świetnym wojownikiem.
Pustułkowa Łapa wytrzeszczył oczy z zaskoczenia, a po chwili jego pierś wypięła się. Prawdopodobnie nie przywykł do pochwał od matki. Dla niej, jeśli nie było idealnie, było źle. Musiała zacząć częściej doceniać swoje dzieci. Powinny czuć, że je kocha, a jednocześnie wiedzieć, czego od nich wymaga.
Odprowadziła Pustułkową Łapę do legowiska uczniów, pozwalając mu wziąć ze sobą piszczkę ze sterty, a sama udała się do leża wojowników. Wrócili późno, było już po posiłku, a większość kotów już spała. Jutro nowy dzień i kolejny trening. A Pustułkowej Łapie było coraz bliżej do miana wojownika.
[363 słów]
<Pustułkowa Łapo?>

[przyznano 4%]

22 czerwca 2025

Od Mrocznej Wizji CD. Kruczej Łapy

Mroczna Wizja spojrzała na syna z lekkim uśmiechem w oczach. Miło było patrzeć, jak chłonie każde jej słowo z takim zapałem. Delikatnie przeciągnęła językiem po jego uszku, zanim zaczęła mówić spokojnym, lekko głębokim tonem:
— Moje uczniostwo… — powtórzyła, jakby ważąc każde wspomnienie. — Nie było łatwe, Kruku. Moja mentorka była wymagająca, choć sprawiedliwa i mądra. Od samego początku uczyła mnie, że siła to nie tylko pazury i zęby. To także spokój w sercu, opanowanie, wiedza o tym, kiedy uderzyć, a kiedy odpuścić.
Jej ogon poruszył się lekko, otulając syna mocniej.
— Pamiętam, jak pierwszy raz stanęłam do walki próbnej. Walczyłam z Makowym Nowiem. Serce waliło mi jak oszalałe. Była starsza, silniejsza. Wiedziałam, że mnie pokona. Ale wtedy Zaranna Zjawa rzuciła mi krótkie spojrzenie. Wtedy zrozumiałam, że w walce liczy się nie tylko ciało, ale i umysł. Użyłam sprytu. Sypnęłam jej piachem w oczy i… — Mroczna Wizja opowiadała dalej, a z Kruka nie zostało nic z tego wcześniejszego kocięcia. Teraz był grzeczny i potulny. Może tylko jej się wydawało…
*****
Krucza Łapa był już uczniem. Wiele się zmieniło od tamtej chwili, gdy beztrosko opowiadała mu historie. Mroczna Wizja często go obserwowała. W jej oczach tliła się duma, ale i ostrożność. Jeszcze nie czas na beztroskie pochwały. Jeszcze wiele musi udowodnić.
Pewnego wieczoru, gdy wrócił z treningu, podeszła do niego.
— Coraz lepiej ci idzie, Krucza Łapo — powiedziała spokojnie, przesiadając i stykając się z nim nosem. Jednak czy to wystarczy, aby nie zostać wygnanym?
<Krucza Łapo?>

08 czerwca 2025

Od Mrocznej Wizji CD. Pustułkowej Łapy

*później, kiedy Pustułka jest już uczniem*

Mroczna Wizja przemierzała las w poszukiwaniu drzewa nadającego się do nauki wspinaczki dla jej kocięta, a jednocześnie ucznia. Wszystkie drzewa wydawały się nieodpowiednie. Jedno nie miało nisko gałęzi, inne było lekko oskubane z kory, pod jakimś nie było miękkiego mchu, a jeszcze inne było za cienkie. Pustułkowej Łapie mogłoby przecież się coś stać!
Przestań! – upomniała samą siebie. Musiała przestać myśleć jako matka i zacząć myśleć jak mentorka. Musiała się skupić. Nie bezpieczeństwo jest najważniejsze, a możliwość nauki. Z drugiej strony nie wybaczyłaby sobie, gdyby jej kocięciu coś się stało. Ale co miałoby się stać? Za bardzo się przejmowała. W końcu, ile kociąt spada z drzew i coś sobie przez to robi? Niewiele.
Wtedy to zauważyła. Wielki dąb z gałęziami tak nisko, że niemal mogła na nie wskoczyć odbijając się od podłoża. Pod drzewem znajdował się mech i inna miękka ściółka, a sam dąb pokryty był grubą warstwą stabilnej kory. Gałęzie również były grube. Mroczna Wizja na próbę wspięła się i usiadła na stabilnej gałęzi. Perfekcyjnie. Teraz pozostawało jej tylko wrócić do obozu po swojego ucznia.
Szybkim krokiem udała się w stronę powrotną zapamiętując położenie drzewa. Zaczynało świtać, a ona musiała wrócić przed wschodem słońca, żeby zdążyć na poranny patrol. Tak, starała się, mimo że nikt jej nie zauważał. Zostanie zastępcą było o wiele trudniejsze niż się spodziewała. Nie wiedziała, czy w ogóle zdoła tego dokonać.
Po chwili znalazła się w obozie.
– Pustułkowa Łapo! – zawołała. – Chodź, idziemy na trening. Przygotowałam coś dla ciebie.

[241 słów]

<Pustułkowa Łapo?>

[przyznano 2%]

16 maja 2025

Od Mrocznej Wizji

Makowy Nów została zastępczynią, a Nikły Brzask liderem. No takiego obrotu akcji to ona się nie spodziewała. Była pewna, że to jej przypadnie to stanowisko. Tak bardzo tego pragnęła, od urodzenia matka wpajała jej, że MUSI zostać liderką. Teraz Jadowita Żmija nie żyła, tak samo jak jej ojciec i rodzeństwo. Miała za to Makowy Nów i dzieci. Czemu Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd nie wybrało właśnie jej? Czy to nie tego pragnęli jej przodkowie? Czy nie o to chodziło Mrocznej Gwieździe pierwszego dnia, kiedy do niej przemówił?
— Na przejęcie władzy przyjdzie czas, Mroczna Wizjo. Na razie wybierz Kapłana — odezwał się Mroczna Gwiazda. Mroczna Wizja pokiwała głową. Tak niech będzie. Zrobi dokładnie tak, jak chcą przodkowie. Już nigdy ich nie zawiedzie.
***
Decyzja ta była ciężka, ale Mroczna Wizja podświadomie wiedziała kogo wybrać. Zalotna Krasopani, tak bardzo przypominająca Zaranną Zjawę, była idealną kandydatką na to stanowisko. Przez chwilę rozważała także i Lodowy Omen, ale po chwili skreśliła kotkę. Była ona bowiem lepsza od Mrocznej Wizji i z łatwością przejęłaby władzę. Zatem Zalotka była dobrym kotem. 
Nie pytała Mrocznej Gwiazdy o zdanie. Bała się, że może się to mu nie spodobać. Zresztą, on rzadko odpowiadał. Najczęściej komentował wtedy. kiedy nie musiał. Zawsze jednak jej pomagał. Chociażby z tym samotnikiem, którego zabiły wraz z Zaranną Zjawą, aby odkupić swoje winy. Musiała nie okazywać przodkom słabości. Mroczna Gwiazda ją wybrał, bo była silna. Kiedy tylko stanie się bezużyteczna, pozbędą się jej.
— Boję się, że coś zrobię nie tak — wyszeptała okazując słabość, czego miała pod żadnym pozorem NIE robić. — Opętaj mnie, Mroczna Gwiazdo. Ofiaruję ci moją duszę…
***
Noc, polowanie na samotnika. Mroczna Wizja stanęła przed niewinną kotką zadając jej ciosy po kolei. Zwykle nie była tak brutalna. Teraz chciała, aby kotka cierpiała przed śmiercią. Po chwili ją zabiła. Po wyrecytowaniu formułki do Mrocznej Puszczy przywołała córkę Zarannej Zjawy do siebie.
— Ja, Wielka Kapłanka Kultu Mrocznej Puszczy, przywołuję do siebie tę kotkę. Jest ona w pełni oddana naszej sprawie. Nie ma w niej strachu ani słabości. Wskazuję wam ją, jako następną Kapłankę Kultu Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd.
— To dla mnie zaszczyt — miauknęła Zalotka i skłoniła głowę przed Mroczną Wizją. Czarna kotka podeszła do niej i naznaczyła jej dwa pionowe pasy z krwi samotniczki. Niech ten znak będzie dla niej błogosławieństwem. 
Patrz, Zaranna Zjawo, to twoja córeczka, została kapłanką. Tylko, że ciebie tu nie ma...

26 kwietnia 2025

Od Mrocznej Wizji

Mistrzowie dostali zadanie — przesłuchać każdego. Wreszcie robiła coś przydatnego. Mogła się zemścić za śmierć matki. Zdała sobie sprawę, że teraz pozostała jej tylko Makowy Nów i kocięta i nie może ich stracić. Czy ona też miała takie obawy związane z nią? Życie jest takie kruche i ulotne, tak łatwo je stracić, zniszczyć, stłamsić. Mroczna Wizja właśnie to robiła. Jej zadaniem było raz na księżyc zabić niewinne koty, które miały rodziny, tak jak ktoś zabił jej matkę… “Mroczna Wizjo, przestań!” upomniała samą siebie. Nie dopuszczała do siebie tych momentów słabości, poczucia winy za to co robi. “To dla kultu. Zabijam innych dla mojej rodziny. Dla mojej matki”. Nagle poczuła, że robi jej się słabo. “Zaraz zemdleję”, uświadomiła sobie. Zdążyła wyjść z obozu i zrobić kilka kroków, kiedy się przewróciła.
****
“Znowu to”, pomyślała po przebudzeniu. Jakby nie miała dość problemów. Ataki zdarzały się coraz dalej, ale wciąż były, najwyraźniej. Czas najwyższy zacząć przesłuchanie. Stwierdziła, że najlogiczniej będzie zacząć od Zalotnej Krasopani, która trzymała tej nocy wartę. Zawsze miała z nią dobry kontakt, wychowywała ją, kiedy była maleńkim kocięciem. Jednak to było przesłuchanie i musiała każdego traktować tak samo: zimno i podejrzliwie.
Mroczna Wizja wyprostowała się, patrząc się zimnymi oczami na córkę Zarannej Zjawy
— Proste pytanie do ciebie — miauknęła chłodno. — Czy to byłaś ty?
— Nie — miauknęła twardo. — Przecież wiesz, jak cenię sobie kult i Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd. Nie po to opowiadałam swoim dzieciom o świetności wszystkich przywódców czczących naszych mrocznych przodków, aby potem robić takie rzeczy. Brzydzi mnie morderca Sosnowej Gwiazdy i Jadowitej Żmii — przyznała bez zawahania. — Tamtej nocy zostałam wybrana na wartę. Widziałam, jak Sosnowa Gwiazda, Jadowita Żmija i Jaskółcze Ziele wraz z Głupią Łapą wychodzą z obozu. Wiedziałam, co się święci. Nie protestowałam, nie próbowałam nic robić, wiedziałam, że to, co robi przywódczyni jest słuszne — zaczęła. — Potem u wyjścia zjawił się Zabłąkana Łapa. Poprosił mnie, abym pokazała mu wyjście, ponieważ chciał... się wysikać — westchnęła, a następnie odchrząknęła. — Wracając... On poszedł gdzieś w krzaki, a ja stałam niedaleko. Potem wrócił, odprowadziłam go do obozu — mruknęła. — Przez resztę warty nic się nie działo, dopóki spanikowana Jaskółcze Ziele nie przybiegła do mnie i nie opowiedziała mi o tym, co dostrzegła. Może to ona? Nie wiem, nie wydaje mi się, aby ktokolwiek inny opuszczał tej nocy obóz na dłużej niż kilka minut — przyznała.
— Zabłąkana Łapa... — Mroczna Wizja zmrużyła oczy. Coś w tej wypowiedzi się nie zgadzało. Sosnowa Gwiazda miała poświęcić Głupią Łapę w ofierze, ale czy Zalotka wiedziała coś więcej? — Dziękuję ci, Zalotko. Mówiąc "wiedziałam co się święci" co miałaś dokładnie na myśli? — miauknęła.
— A ty nie wiesz? Jesteś przecież kultystką. Sosnowa Gwiazda wraz z Jadowitą Żmiją miały poświęcić Głupią Łapę na cześć Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd. Mówiły o tym — imię "Głupia Łapa" wypowiedziała z wręcz pogardą w głosie, jakby uważała liliową uczennicę za najgorsze zło tego świata.
— Czyli nie miałaś na myśli tego, że wiedziałaś, że dojdzie do zamachu? Na ile czasu dokładnie wyszedł Zabłąkana Łapa? — miauczała szybko zadając dwa pytania naraz.
— Gdybym tylko wiedziała, że tego dnia Sosnowa Gwiazda i Jadowita Żmija nie wrócą do obozu, zrobiłabym wszystko, aby zatrzymać je w azylu... — mruknęła ponuro, a potem spojrzała na Mroczną Wizję. — Nie wiem, jeśli mam być szczera — miauknęła.
— Dobrze, dziękuję ci, jesteś już wolna — odparła.
Teraz wiedziała, gdzie skierować dalsze poszukiwania. Legowisko uczniów.
— Rysia Łapo! — zawołała. — Podejdź do mnie.
— Tak, Mroczna Wizjo? — spytała.
— Rysia Łapo, co robiłaś tej nocy, kiedy zamordowano Sosnową Gwiazdę?
— Cały dzień ciężko trenowałam z Lodowym Omenem, więc byłam zmęczona. Po polowaniu, kiedy już zachodziło słońce, udałam się odłożyć zwierzynę. Potem udałam się do legowiska uczniów, jednak przed legowiskiem medyków usłyszałam... Cichy szmer? Jakby ktoś coś zrobił. Później położyłam się na legowisku i zasnęłam — odparła.
— Opowiedz mi, gdzie była reszta uczniów — zażądała, a w jej głowie powstał już zarys podejrzanego.
— Spali w legowiskach. Tak jak i ja po chwili.
— Czy jesteś tego pewna? Wiesz może, z której strony legowiska dobiegał ten dziwny odgłos?
— Jestem pewna! Dobiegało to od części legowiska medyków — powiedziała.
— Myślisz, że to mógł być ktoś z uczniów?
— Chyba nie... Kroki były zbyt ciężkie, może to medyczka? — odpowiedziała.
— Wezmę to pod uwagę, dziękuję ci. Czy inni uczniowie potwierdzą to, że byłaś całą noc w legowisku?
— Tak — wymruczała.
— Zatem jesteś wolna.
Po rozmowie z Rysią Łapą przeprowadziła krótką rozmowę z Topielcowym Lamentem, jednak z jego zeznań nic nie wynikało. Nie był zbyt pomocny.
Jaskółcze Ziele wydawała się być przestraszona, ale Mroczna Wizja była pewna, że to nie ona była mordercą. Olszową Korę również przesłuchała. Stwierdziła ona tylko, że z legowiska uczniów dobiegał dziwny szmer. Twierdziła, że była cały czas w obozie, a inne koty to potwierdziły. “Uczniowie” pomyślała Mroczna Wizja. “Ufam moim kultystom i wiem, że to nie oni. To musi być ktoś spoza kultu. Na przykład Zabłąkana Łapa, który wyszedł w środku nocy”. Nagle zobaczyła Lodowy Omen.
— Musimy siebie przesłuchać — miauknęła Mroczna Wizja do Lodowego Omenu. — Wiem, że to jest jakiś absurd, jestem pewna, że tego nie zrobiłaś, ale na chwilę obecną każdy jest potencjalnym mordercą. Zatem, kto może potwierdzić, że spałaś całą noc?
— Cóż, trudno znaleźć bezpośredniego świadka, gdy wszyscy spali, ale jestem przekonana, że Nikły Brzask, któremu niewątpliwie również ufasz, mógłby potwierdzić, że nie wychodziłam w nocy z obozu — powiedziała bez zająknięcia. — W ciągu dnia nie wychodziłam z obozu, nie licząc szkolenia wojowników i mojego treningu z Rysią Łapą, która może zaręczyć taką wersję wydarzeń, podobnie jak wszyscy starsi, którzy, jak mniemam, nie wychodzili z obozu. Muszę ci zadać to samo pytanie, Mroczna Wizjo, choć również nie mam szczególnych podejrzeń. Co robiłaś między popołudniem, a nocą, i kto może potwierdzić, że było tak, jak twierdzisz?
— Byłam na patrolu granicznym razem z Sowim Zmierzchem, a wieczorem spałam obok moich kociąt — miauknęła tylko.
Po rozstaniu się z Lodowym Omenem przeszła do kolejnego ucznia. Odszukała wzrokiem Zabłąkaną Łapę. Odpoczywał przed legowiskiem uczniów. Spojrzał się na nią, a ona zaczęła iść w jego stronę. W stronę jej podejrzanego.
— Zabłąkana Łapo, gdzie byłeś wieczorem i w nocy, kiedy zginęła Sosnowa Gwiazda?
— A na cholerę ci wiedzieć, co ja robiłem i gdzie byłem, był to zwyczajny dzień... — prychnął kocur, marszcząc nos. — Nie robiłem nic wielkiego, pół dnia polowałem, drugie pół patrolowałem, później jeszcze byłem po zioła z Jarzębinowym Żarem i Kwitnącym Kalafiorem, a gdy słońce zaczęło zachodzić, to pozwoliłem sobie zabrać coś ze stosu... Jak już słońce zaszło, to poszedłem do legowiska, aby trochę odpocząć. Nie pamiętam, kto w nim był. Tak tam śmierdziało, że ciężko było mi określić po zapachu, swoją drogą wypada zapędzić innych uczniów do mycia się, strasznie cuchną — rzucił. Mrocznej Wizji zdawało się, że ten nie traktuje jej z należytym szacunkiem. — Ach, jeszcze jedno. W nocy musiałem wyjść z obozu za potrzebą, a podczas wychodzenia chyba kogoś zadeptałem... Ciężko określić kogo, ale nie moja wina, że ten ktoś się rozwalił jak żaba na liściu. Gdyby leżał ładnie na swoim legowisku, to by nie ucierpiał. Był to Kosaciec, tak mi się wydaje. Gdy wygrzebałem się z legowiska, strażnikiem wejścia była Zalotna Krasopani, jeśli pamięć mnie nie myli. Poprosiłem ją, aby zaprowadziła mnie gdzieś w krzaki. Nie oddalałem się od niej zbytnio, głównie przez ostatnie wydarzenia na naszych terenach. Nasze wyjście nie trwało długo, gdy zrobiłem swoje, to wróciłem razem z Zalotną Krasopani do obozu, ona może potwierdzić, że wróciłem do legowiska. Gdy wróciłem do środka, to chyba nikogo nie brakowało w legowisku uczniów. Słyszałem jak Kosaciec chrapie i się wierci... — odpowiedział.
Mroczna Wizja patrzyła na młodego bez wyrazu. Widziała zastanowienie kocura. Czy to możliwe, że ten chciał wspomnieć o czymś jeszcze? Podejrzewał kogoś? A może chciał kogoś oczernić! Mroczna Wizja miała nieodparte przeczucie, że on odgrywał ważną rolę w tej kwestii. Czuła, że był on zamieszany w tą sprawę. I jeszcze to wyjście na dłuższą chwilę... Mroczna Wizja nie wiedziała, po której stronie stoi Omen. Odkąd przygarnęła go jako małe kocię wydawał jej się... Inny.
— W porządku — powiedziała łagodniej. Miała nadzieję, że to, co powie Omen przekona ją, że się myliła.
— Czy jest coś jeszcze o czym chcesz mi powiedzieć?
— Gdy wracałem do legowiska, coś usłyszałem — zaczął mówić, spuszczając wzrok na łapy. — Usłyszałem jakiś szelest, wydobywający się z lecznicy — powiedział ściszonym tonem. — Widziałem kątem oka, jak ktoś ukrywał się w cieniu — dodał.
Mroczna Wizja kiwnęła głową
— Dziękuję ci za tą informację — powiedziała. Zastanowiło ją jednak, że kilkoro uczniów ukazuje medyczkę, jako winną. Ona wiedziała, że Cis nie byłaby do tego zdolna.
— Czy podejrzewasz medyczkę?
— Czy ją podejrzewam? Być może. Jest ona dziwna, zawsze tak nerwowo się kręci, a jeszcze ta wiedza o ziołach? Zawsze mogłaby kogoś otruć — prychnął kocur.
— Co jeszcze dziwnego widziałeś lub słyszałeś tamtej nocy?
— Nic więcej, byłem zmęczony — odpowiedział.
— Zastanawia mnie jedna rzecz. Wszyscy uczniowie wskazali medyczkę jako potencjalną podejrzaną. Jednak to nie była ona. Próbujecie kogoś oczernić, ukryć prawdziwego sprawcę, który jest pośród was? Wiem, że to raczej nie byłeś ty, ale muszę być podejrzliwa dla wszystkich.
— A co by uczniowie zyskali z kłamania? Mówię co słyszałem i widziałem. Jeśli inni też to słyszeli lub widzieli, to może ma to coś na rzeczy. Reszta i tak nic by nie zyskała z kłamania, a ja kłamcą nie jestem — odpowiedział kocur.
— Może jesteście w zmowie — Mroczna Wizja zjeżyła się. Kocur zmarszczył brwi, a po krótkiej chwili prychnął.
— Co jeszcze, unikam tych dziwadeł jak czarnego kaszlu — rzucił, nie żałując pogardy w swoim głosie. — Jeśli wyglądam ci na kogoś, kto by starał się nawiązać z nimi jakiś kontakt, to się mylisz. Ostatnie czego chcę, to szukać 'znajomych' w Klanie Wilka, a ty dobrze o tym wiesz — odpowiedział.
— Zatem jak inaczej wyjaśnisz to, że wszyscy wskazujecie medyczkę? I w zasadzie tylko wy, mimo, że Cis nie opuszczała legowiska?
— Bo może je opuszczała? — prychnął. — Albo jej uczeń, on też jest jakiś dziwny, szczególnie, że przebywa on w legowisku medyków, a nie z innymi uczniami — dodał. — Jeśli każdy tak mówi, to może jest coś na rzeczy. Pamiętaj, że i ona może kłamać, aby uchronić swój zad. Jeśli Sosnowa Gwiazda zrobiła coś, co mogło jej zaszkodzić, to może to było tym pchnięciem do zbrodni. Macie jakąś pewność, że to nie ona? — zapytał, zerkając na kocice.
— Będę cię obserwować, oraz innych uczniów również — odparła tylko. — Możesz już iść — miauknęła. Czy nie była zbyt ostra dla Zabłąkanej Łapy? Nie. Musi być taka, jeśli chce pomścić matkę.
Po rozmowie z Zabłąkaną Łapą czuła, że coś jest nie tak. Skoro ten ktoś wiedział o poświęceniu Głupiej Łapy, a nie był z kultu? Może chciano odbić kotkę? Podeszła zatem do jej przyjaciela, mistrza, któremu ufała.
— Nikły Brzasku, wydaje mi się, że wiem, kto jest sprawcą. Nie dowiedziałam się wiele, dostałam kilka wskazówek, które wskazują na tego samego kota. Choć nie sądzę, aby działał w samotności. Jednakże najpierw muszę przesłuchać wszystkich. Co robiłeś tej nocy?
— Spałem, tak jak i większość kotów — rzucił, chcąc bezpośrednio przejść do tematu sprawcy — Ja również mam podejrzanego, jednak wciąż potrzebuję ostatniego dowodu. Mów szybko, kto przykuł twoją uwagę? Wyraz twarzy Mrocznej Wizji stał się chłodniejszy.
— Nie tak prędko. Rozumiem, że pragniesz szybko przejść do sedna, ale muszę się jeszcze dowiedzieć, gdzie byłeś po południu. Oczywiście nie podejrzewam cię, ale zostało nam postawione zadanie — przesłuchać każdego. Niezależnie od stopnia zaufania — powiedziała Mroczna Wizja. Zdziwił ją ten pośpiech Nikłego Brzasku. Oczywiście nie podejrzewała go, ale także zachowanie nie było akceptowane.
— Patrolowałem granicę od strony Drogi Grzmotu — odpowiedział krótko.
— Nikły Brzasku, wiem, że się spieszysz, ale muszę wiedzieć, kto może to potwierdzić.
— Pokrzywowy Wąs i Kwitnący Kalafior to potwierdzą — stwierdził — Moją obecność w legowisku wojowników może natomiast udowodnić Lodowy Omen.
Mroczna Wizja westchnęła z ulgą.
— Dziękuję ci. Ja byłam na patrolu między innymi z Sowim Zmierzchem. Moją obecność w nocy możesz potwierdzić i ty. Też tam byłeś
— W takim razie powinniśmy przejść do sedna sprawy — odrzekł, owijając ogon wokół łap.
— Uczniowie wskazali mi Cisowe Tchnienie, ale to nie ona. Ufam wszystkim moim kultystom — powiedziała otwarcie. — To nie mógł być nikt z nich.
— Wątpię, by Cisowe Tchnienie miała tyle siły w łapach, by powalić dwie mocne kocice — stwierdził — Gdyby była to ona, to skończyłyby jak Jabłoniowy Sad — szepnął cicho, ostrożnie, by nikt go nie usłyszał — Mój podejrzany jest... O wiele bardziej prawdopodobny.
— Dlatego mówię, że to nie ona. Więcej, to nie jest podejrzany. Są to podejrzani — miauknęła podkreślając liczbę mnogą
— Zgadzam się — odparł, spoglądając głęboko w oczy kocicy — Pamiętasz incydent z Gronostajowym Tańcem? Sowi Zmierzch doniósł, że pod pazurami i w pysku Sosnowej Gwiazdy i Jadowitej Żmii odnaleziono skrawki futra Głupiej Łapy, podobnie jak wtedy. Wyglądały na włożone celowo, wyrwane podczas walki byłyby o wiele bardziej chaotyczne, natomiast te... — urwał — Czuję, że w klanie mamy kreta, który współpracuje z czymkolwiek co zabiło Gronostajowy Taniec.
— Spójrz na to logicznie. Nie jest to nikt z kultystów, tego jestem pewna. Musimy oczywiście wykluczyć kocięta. Wykluczyć także tych, co mają słabe i wadliwe dusze, niezdolne do zadawania ran. To wskazuje na przestępców.
— Cóż, Mroczna Wizjo — zaczął, wstając i powoli okrążając kotkę — Ta sprawa może nie być taka prosta, jak może się zdawać. Słabi często posuwają się do tak brudnych zagrywek, kryjąc gorycz przez księżyce życia — Kiedy znalazł się za plecami kotki, złapał jej pysk i skierował dyskretnie w stronę stojącego pod ścianą legowiska wojowników Śnieżnego Wichra — Pamiętasz naszego kolegę, który niegdyś bratał się aż nazbyt z samotnikami? — dodał zagadkowo.
— Zaszedłem go podczas przesłuchania i zgadnij co — prychnął z nienawiścią — Przyznał się, że nocą opuszcza obóz. Jestem niemal pewien, że to on. Jego historia, umiejętności, podejście do samotników i to wyznanie... Potrzebuję jedynie potwierdzenia, że również tamtej nocy go zabrakło. Popytam wojowników, rozejrzę się. Choć sam temu zaprzeczył, nie wierzę w żadne słowa tego zdrajcy.
— I twierdzisz, że to on zabił moją matkę?
— On i jego samotnicze rzezimieszki. Jak nic pomaga się im mścić za składane przez nas dary. Głupcy! Nie doceniają, że dzięki nam ich bezwartościowe ciała w końcu się na coś przydają!
Mroczna Wizja pokręciła powoli głową.
— Czy jesteś tego pewien?. Atak wyglądał na zaplanowany według mnie — powiedziała ostrożnie. — To chyba był ktoś, kto wiedział o poświęceniu Głupiej Łapy, ale jednocześnie nikt z kultu.
— Musimy wprowadzić nowy zakaz. Skoro uważasz, że to on, to jego koty wciąż są na wolności. Żaden kultysta nie może wychodzić z obozu w pojedynkę — miauknęła. — Jesteśmy w rozsypce. Nie możemy sobie pozwolić na utratę innych kotów — wyjaśniła.
— Masz rację — odparł Nikły Brzask.
Zostawiona z przemyśleniami Mroczna Wizja nie wiedziała co robić dalej. To nie on był mordercą... Nie mógł być. Był taki... Niepodejrzany. Ale czy w końcu nie tacy są najgroźniejsi? Przynajmniej teraz, świadoma zagrożenia, dopilnuje, aby kult był bezpieczny. Miała niejasną świadomość, że zło z Klanu Wilka nie zostało jeszcze wyeliminowane Jeśli tylko dorwie sukinsyna, zabije go. Czy tylko aby na pewno był to Śnieżny Wicher?

15 kwietnia 2025

Od Mrocznej Wizji CD. Pustułki

– Kim jest potężny wojownik? – zapytał Pustułka, któregoś dnia, gdy Warkotek drzemał, a Kruk bawił się kulką mchu.
– Wojownik, to kot, który walczy o siebie i o swoją rodzinę. Jest odważny i jej lojalny. Waleczny w obronie rodziny. Potrafi zdobywać jedzenie i bronić swych granic oraz modlić się do przodków, którzy także byli kiedyś z nami – wytłumaczyła z lekkim uśmiechem, widząc jak jeden z jej synów jest ciekaw świata. Mroczną Wizję cieszyła chęć odkrywania świata, którą zaobserwowała u swoich dzieci.
– Zostanę najlepszym wojownikiem! Będę walczył o nas wszystkich i nigdy się nie poddam! – powiedział hardo.
– Widzę, że już jesteś wojownikiem – wymiauczała w odpowiedzi.
***
Dni mijały, a jej kocięta dorastały. Mroczna Wizja uczyła ich nazw klanów (nie wspominając o Klanie Gwiazdy i oczerniając Klan Burzy), oraz zachęcała ich do lojalności wobec “rodziny” i przodków. Wkrótce kocięta potrafiły wyrecytować nazwy piszczek i klanów. Jednak Pustułka zrobił coś więcej. Nauczył się nazw podstawowych miejsc na ich terytorium i częściowo znał ich historię. Jak na małego kociaka było to dużo, jednak wciąż niewystarczająco. Jednak kociakowi nie przeszkadzała nauka, wręcz chłonął wiedzę starając się pojąć coraz więcej i więcej.
– Jak nazywała się wcześniej Spalona Zatoczka? – spytała Pustułki.
– Wierzbowa Zatoczka – odpowiedział zgodnie z prawdą.
– A czemu zmieniła nazwę? – Kontynuowała.
– Bo została spalona, logiczne.
– A jak doszło do pożaru?
– Od takich odbijających światło rzeczy dwunożnych.
– A gdzie my się schroniliśmy w czasie pożaru?
– My… – Malec zająkał się. Mroczna Wizja uniosła jedną brew wyczekując odpowiedzi.
<Pustułko? Nie pomyl się!>

Od Mrocznej Wizji CD. Kruka

— Na trening jeszcze przyjdzie czas — skwitował kocurek. Mroczna Wizja zmrużyła oczy. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Posłała kocurkowi spojrzenie pełne dezaprobaty. Nie dała się jednak wyprowadzić z równowagi.
— Skoro tak sądzisz.. Może chcesz, żebym opowiedziała ci o swoim uczniostwie? Jest wiele rzeczy, które powinieneś wiedzieć, zanim przejdziesz mianowanie — Ostrożnie dobierała słowa
— Chętnie wysłucham. Jak najbardziej chcę być gotów na wszystko — Kocurek ułożył się wygodnie i spojrzał na Mroczną Wizję naglącym wzrokiem. Mrocznej Wizji nie podobał się ten wyraz twarzy. To spojrzenie, że wszystko musi być tak jak on chce, kiedy chce. To były bardzo dobre rzeczy, ale istniała hierarchia. Najpierw lider, zastępca, wielki kapłan, kapłan, rodzic, wszyscy kultyści wyżej w hierarchii i dopiero ty. Kruk musiał się tego nauczyć nim będzie za późno. Mroczna Wizja postanowiła jeszcze trochę pozwlekać udając, że się namyśla, w rzeczywistości testując cierpliwość malucha.
— Zawołałaś mnie, aby coś ze mną zrobić, czy kazać mi siedzieć przed tobą? — zapytał rozdrażniony.
Mroczna Wizja podniosła się i nachyliła nad nim. Kocię skuliło się, kiedy wpatrywała się w nie lodowatym wzrokiem.
— Jeśli rodzic, lub ktoś starszy z rodziny, a w szczególności lider, każe ci coś zrobić, to to robisz. Bez ŻADNYCH pytań. Wykonujesz posłusznie rozkaz czy ci on się podoba, czy nie. Inaczej zawiedziesz nas wszystkich. Nigdy nie zostaniesz wielkim wojownikiem. Staniesz się wyrzutkiem, więc na przyszłość nie komentuj decyzji kogoś wyżej w hierarchii, bo to się źle skończy, dopilnuję tego — wycedziła szczerząc kły. Po chwili usiadła i zaczęła uczyć Kruka o uczniostwie. Dopilnuje, aby zachowywał się grzecznie i był wyedukowany.
<Kruku?>

03 kwietnia 2025

Od Mrocznej Wizji do Pustułki

Tw: poród (nieszczegółowy)

Mroczna Wizja siedziała na skraju obozu przy kociarni. Musiała już opuścić legowisko wojowników. Była zbyt duża na polowanie. Dlaczego to Makowy Nów nie mogła urodzić? Mrok była w beznadziejnym stanie. Od razu po jedzeniu znów była głodna i męczyła się po kilku krokach. Dlatego większość dnia spędzała właśnie tutaj. Nie podobało jej się to, że nie mogła polować, ale Cisowe Tchnienie stwierdziła, że kociętom lepiej będzie, jeśli ona, Mroczna Wizja, będzie bezczynnie odpoczywać nie przysługując się nijak klanowi. Tak więc całymi dniami się nudziła, a jej brzuch robił się coraz większy, jakby za chwilę miał pęknąć. Ile to już księżyców minęło? Traciła rachubę. Nie chciała wcześniaków, jednak miała wrażenie, że zwariuje siedząc dalej przy żłobku.
Nagle coś poczuła. Skurcz w brzuchu. Pewnie maluchy się przemieszczały. Wtedy drugi. Zgięła się wpół z bólu. Po chwili wyprostowała się, przyjmując ponownie nieruchomy wyraz pyska, jakby nic się nie działo. Pewnym ruchem przemieściła się ku legowisku medyka. Nikogo oprócz medyczki nie było w środku, całe szczęście.
- Coś się stało, Mroczna Wizjo? - zapytała medyczka. Mroczna Wizja odsłoniła na chwilę prawdziwą siebie, kiedy zgarbiła się, a jej twarz wykrzywił grymas bólu.
- Sama nie wiem - westchnęła. - Skurcze są częstsze - wyjaśniła.
- Podejdź tutaj - miauknęła Cis i zmrużyła oczy. - Wody ci odeszły. Zaczynasz rodzić. Połóż się tutaj - poleciła i przygotowała jakieś zioła i patyk, który wepchnęła czarnej kotce do pyska. 
Na Mroczną Gwiazdę, jak ona chciałaby to już mieć za sobą. Wypluła patyk i miauknęła coś o zawołaniu Makowego Nowiu. Potem wszystko potoczyło się tak szybko. Zaczęła jęczeć z bólu, jednocześnie czuła się… inaczej. W porządku. To była jej powinność. Wiedziała, że jej przodkowie patrzą na nią w tej chwili i są dumni z tego, co zaraz zrobi. Wyda na świat potomstwo dla kultu.
- Przyj, Mroczna Wizjo - miauknęła Cisowe Tchnienie, nagle pojawiając się obok z Makowym Nowem. Zielonooka jęknęła i zagryzła patyk.
- Jest pierwszy - miauknęła Makowy Nów jakimś nienaturalnym głosem, ale Mroczna Wizja nie miała czasu, aby to interpretować.
- To kocurek - ogłosiła Cis. - Drugi też. To jeszcze nie wszystko, Mroczna Wizjo. Dobrze sobie radzisz.
Czy miała szansę na cztery kociaki? Nie wiedziała, co się dzieje. Nagle poczuła, że to już koniec.
- Są trzy - oznajmiła Makowy Nów z dumą, ale też mieszanką lęku.

***

- Jak je nazwiemy? - zapytała Makowy Nów.
- Szczerze, to nie mam pojęcia - wyznała Mroczna Wizja, szturchając kociaka obok siebie. Były już wylizane, a Mroczna Wizja pozbyła się łożysk. Teraz maluchy piły mleko.
- Wyglądają na silne, zwłaszcza on. - Makowy Nów wskazała nosem jednego z kociąt.
- Nazwijmy go Kruk - zaproponowała nagle Mroczna Wizja. Jej partnerka z uznaniem kiwnęła głową.
- A on może się nazywać Pustułka - zamruczała pokazując kocurka.
- A trzecie kocię? - spytała czarna.
- Warkotek? - zasugerowała.

***

Kocięta na razie miały zamknięte oczy. Mroczna Wizja z bólem serca patrzyła, jak Pustułka przewrócił się i nie może dojść do mleka. Kapłanka jednak mu nie pomogła. Obserwowała, jak kocię piszczy. Nieważne, ile mu to zajmie, musi to zrobić sam. Tylko tak może być silnym wojownikiem w przyszłości. Nie mogła mu pomóc, choć chciała. Nie mogła być nadopiekuńcza, ponieważ młode same muszą przezwyciężać trudności, aby być niepokonanym. Po chwili Pustułka przestał się szamotać i zaczął się czołgać w stronę Mrocznej Wizji. Udało mu się. Mroczna Wizja uśmiechnęła się pod nosem. Miała nadzieję, że po Dziczu odziedziczą siłę i brutalność, a po niej rozsądek, inteligencję i taktykę.
Nagle Pustułka otworzył jedno oko.
- Witaj na tym świecie, Pustułko - powiedziała, a z pyszczka kociaka wydobył się jedynie pisk. Zaczął mrugać. Mroczna Wizja nachyliła się. - Widzisz teraz świat.
Mroczna Wizja odruchowo nakryła kocię ogonem podarowywując mu odrobinę ciepła. Miała ochptę mruczeć, jak na nie patrzyła. To było dziwne. Zrobiła to dla kultu, nie dla siebie. A miała jakieś odruchy macierzyńskie, które będą teraz utrudniały jej życie.
- Potrzebujesz czegoś, Pustułko? - zapytała mimo woli. Była ich matką, kochała swoje kocięta. Musiała jednak uważać, zeby tej miłości nie było zbyt dużo. Musiała być konsekwentna i wychować kocięta na przyszłych kultystów.

<Pustułko?>

19 marca 2025

Od Mrocznej Wizji CD. Makowego Nowiu

Mroczna Wizja spojrzała na Makowy Nów i skinęła głową. 
– Jesteś gotowa? – zapytała cicho. W jej słowach kryło się coś więcej niż tylko pytanie o patrol. Wiedziała, że Makowy Nów to rozumie. Pora Nowych Liści była idealnym czasem na kocięta. Makowy Nów westchnęła, ale po chwili skinęła głową. Mroczna Wizja uśmiechnęła się lekko. To był już czas. Po patrolu usiadła obok partnerki, jak gdyby nigdy nic i oblizała łapę. 
– Musimy złapać jakiegoś samotnika – powiedziała spokojnie, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
– Wiem – westchnęła Makowy Nów. – I jestem gotowa.
Mroczna Wizja była w ciąży. Tak stwierdziła Cisowe Tchnienie. Ale ona niczego nie czuła. Najdrobniejszego muśnięcia w brzuchu, który rosnął każdego dnia. Jeszcze nikomu nie powiedziała, choć wiedziała, że to już pora.
– Makowy Nowiu – przywitała przechodzącą obok partnerkę.
– Coś nie tak? – zapytała zaniepokojona.
– Z nami wszystko w porządku – zamruczała ciepło. – A jak ty się czujesz?
Makowy Nów kiwnęła głową. 
– Jest dobrze. Trochę się stresuję, ale postaram się je dobrze wychować.
– Musimy powiedzieć reszcie. Na razie wiemy tylko my i Cisowe Tchnienie. No i Dzicz – dodała mimochodem. Makowy Nów kiwnęła ponownie głową.
–  Nie wiem, czy dam radę – wyznała.
– Za to ja wiem, że będziesz lepsza ode mnie – obiecała. Mroczna Wizja spojrzała w górę i zamknęła na chwilę oczy.
– Musisz uwierzyć w siebie – wyszeptała cicho. – Powiem reszcie, że jestem w ciąży i będziesz mi pomagać wychowywać dzieci. Będziesz drugim rodzicem, oczywiście jeśli tego chcesz.
<Makowy Nowiu?>

03 lutego 2025

Od Mrocznej Wizji

- Cisowe Tchnienie, mam do ciebie prośbę – westchnęła Mroczna Wizja wchodząc do legowiska medyka. Kotka uniosła głowę.
- Jasne Mroczna Wizjo. Czego potrzebujesz? – spytała. Mroczną Wizję nie zdziwiła chęć pomocy młodszej. W końcu obie należały do kultu, a w dodatku Wielka Kapłanka niedawno odwiedziła Sosnową Gwiazdę dla Cisowego Tchnienia. I choć Mroczna Wizja mówiła, że nie trzeba, bo kultyści sobie pomagają, medyczka chciała się jej w jakiś sposób odwdzięczyć.
- Chodzi o Sowi Zmierzch – wymamrotała, czując lekkie upokorzenie.
- Dlaczego wciąż się nim opiekujesz? Przecież nie jest już twoim uczniem – zdziwiła się.
- Tak, ale wciąż jest bardzo młody. To ja go przyniosłam do klanu i to ja go wyszkoliłam. Jest teraz najlepszym wojownikiem; ma wiedzę i umiejętności, a do tego jest młody.
- Lepszy nawet od ciebie? – zapytała zdumiona.
- Dorównuje mi umiejętnościami. Nie doświadczeniem – odparła ciężko. Cisowe Tchnienie kiwnęła głową.
- Potrafisz przyznać, że jest lepszy od ciebie. Pokazujesz siłę., nie słabość. Wracając do tematu, co z nim nie tak? – spytała.
- Nie jestem pewna… Coś nie tak z jego barkiem. Mam nadzieję, że nie jest złamany – miauknęła.
- Zerknę na niego – obiecała.
- Zerkniesz jeszcze na oczy Omena? Wydaje mi się, że nie jest in ślepy, aczkolwiek też nie całkowicie zdrowy.
- Jego również obejrzę – powiedziała.
- Tylko zrób to dyskretnie. Przyprowadzę ci zaraz Sowi Zmierzch – miauknęła i wyszła z legowiska

***

- To nic strasznego, zaledwie wybicie barku. Nie musisz się tym przejmować, zagoi się za kilka wschodów słońca. Teraz zajmę się Zabłąkaną Łapą – miauknęła.
- A co jest nie tak z Omenem? To coś poważnego? – zapytał Sowi Zmierzch zaniepokojony.
Cisowe Tchnienie otworzyła pysk, aby coś powiedzieć, Mroczna Wizja jednak powstrzymała ją.
- Nie – uspokoiła młodszego. – To nic, czym musisz się przejmować.

30 stycznia 2025

Od Mrocznej Wizji CD. Makowego Nowiu

Mroczna Wizja czule otarła się o Makowy Nów.
- Cii, spokojnie… - Czuła, jak serce starszej kotki szybko bije. Słyszała jej urywany oddech. - Nie będziemy nic robić, póki nie będziesz na to gotowa - obiecała. - I nie, nie będziesz złą matką. Ty nie jesteś taka, jak oni wszyscy. Będziesz się o nie troszczyć, Makowy Nowie, czuję to.
Kapłanka wyglądała, jakby się miała zaraz rozpłakać. Finalnie nie powiedziała nic, tylko wtuliła pyszczek w czarne futro Mrocznej Wizji.
- Mam dla ciebie prezent - przerwała ciszę czarna kotka. Splątała swój ogon z ogonem Makowego Nowiu i zaczęła ją prowadzić leśną ścieżką do miejsca, które chciała jej pokazać.
Po krótkim czasie wędrówki znalazły się na terenach niczyich. Makowy Nów zignorowała ten fakt. Wtedy ich oczom ukazała się polana pełna kwiatów. Makowy Nów wydała z siebie zaskoczony, cichy okrzyk.
- Patrz tam - szepnęła z napięciem Mroczna Wizja.
- Maki… - miauknęła starsza kotka. Czarna zerwała jeden kwiat z ziemi i podała partnerce.
- To dla ciebie. Możesz wybrać sobie jeszcze jakieś - zachęciła.

*****

- Chyba jestem gotowa - szepnęła Makowy Nów podczas drogi powrotnej.
- Na wszystko przyjdzie czas, a ja dam ci go tyle, ile potrzebujesz - te słowa były rzadkością dla Mrocznej Wizji. Naprawdę rzadko mówiła coś w tym stylu.
- Ja po prostu… Przestraszyłam się, że zrobię coś nie tak - westchnęła.
- Musisz być pewniejsza siebie - miauknęła. - Na pewno nic nie zrobisz naszym kociakom, a jeśli nie dasz rady, będę przy tobie - powiedzenie takich słów wymagało od niej wiele wysiłku, ale wiedziała, że musi być cierpliwa. „Dla Makowego Nowiu”, pomyślała, a następnie weszły do obozu.

<Makowy Nowiu?>

28 stycznia 2025

Od Mrocznej Wizji CD. Sowiego Zmierzchu

Sowi Zmierzch był wojownikiem, a w dodatku kultystą. Mroczna Wizja nie wierzyła w to, co się właśnie wydarzyło. Jeszcze niedawno byli do tyłu, Sowia Łapa się ociągał, trening nie przychodził mu łatwo. A teraz? Wyprzedził wszystkich, zostając wojownikiem w wieku zaledwie dziesięciu księżyców, a w dodatku najmłodszym kultystą w historii. Sowi Zmierzch dorównywał jej umiejętnościami.Oczywiście, wciąż będzie musiała go nauczyć tradycji, historii kultu. Znał on ją powierzchownie, a ona pragnęła, aby Sowa był najlepszy ze wszystkich, oczywiście po niej. I po jej dzieciach…
Tak bardzo pragnęła mieć dzieci z Makowym Nowiem, ale ta nie wydawała się chętna. Biedna, pewnie się bała, że zrobi coś nie tak.Jednak Mroczna Wizja była pewna, że uda ją się jeszcze przekonać.
Może nawet Sosnowa Gwiazda zgodzi się, aby pierworodne kocię dostało człon omen?
Jej oczom ukazał się Sowi Zmierzch wracający z polowania.
- Hej, Mroczna Wizjo! - zawołał szczęśliwy. Tak, Sowi Zmierzch robił furorę. Był tak młody, że niektóre sześciomiesięczne kociaki były jego wzrostu. A on już był wojownikiem. Nie tylko nim, był kimś dużo więcej. Był wyznawcą Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd. A kultystów Mroczna Wizja szanowała. Pomagała im bezinteresownie, jeśli oczywiście nie byli wyrzutkami.
- Hej Sowia Ła… Sowi Zmierzchu - miauknęła ciepło, natychmiast się poprawiając. - Co poradzić, ze dla mnie wciąż jesteś małym kociakiem? Odkąd przyprowadziłam cię do obozu minęła tylko chwila… - Mroczna Wizja zawahała się - Czyli Zabłąkana Łapa nic ci nie powiedział? - ściszyła głos.
- Nie… - usłyszała w głosie Sowy niepewność. Kiedy ostatnio się go o to spytała, oburzył się. przekonany, że brat nigdy by go nie okłamał. Teraz najwyraźniej stał się ostrożniejszy, a jego zaufanie do brata spadło. Dlaczego? Nie miała pojęcia.
- W porządku… Ufam ci. Nie okłamałbyś mnie nigdy - miauknęła z udawaną pewnością i uważnie przyjrzała się pyskowi Sowiego Zmierzchu. Kłamał, niewątpliwie. Jednak mówienie nieprawdy nie było niczym złym. O ile nie dotyczyło to bezpośrednio kultu…Tylko, że Zabłąkana Łapa nie radził sobie w treningu. Skoro nie był ślepy, to co go powstrzymywało od cięższej pracy? Najwyżej zostanie wygnany… Mroczna Wizja przyprowadziła Sowę, silnego kultystę. Czy Omen nie okaże się darmozjadem? To się jeszcze zobaczy. Czyżby historia się powtarzała?
- Słuchaj… Kiedyś miałam ucznia, Syczkowego Szepta. Jego siostra, Polanka, była pod opieką Topielcowego Lamentu. To była córka mojej najlepszej przyjaciółki, kotki, która zaopiekowała się mną, kiedy byłam bardzo mała. Nie radziła sobie w treningu i została wygnana. Zabłąkanej Łapie zostało jeszcze piętnaście księżyców. W tym czasie musi ukończyć szkolenie. Pewnie jestem przewrażliwiona… Ale to, jak ktoś z rodziny zostaje wygnany z klanu, jest straszne… Zabłąkana Łapa ma jeszcze czas, ale upływa on nieubłaganie - miauknęła z nutą groźby, ostrzeżenia.


<Sowi Zmierzchu?>

25 stycznia 2025

Od Mrocznej Wizji CD. Sowiej Łapy

Kolejny dzień treningu z Sowią Łapą zapowiadał się wyjątkowo. Był to jeden z ostatnich etapów jego szkolenia, choć Mroczna Wizja jeszcze mu tego nie zdradziła. Wiedziała, że młody uczeń niemal opanował całą sztukę, ale wolała zachować tę wiedzę dla siebie – obawiała się, że zbyt wczesna pochwała mogłaby wzbudzić w nim pychę. Choć Sowia Łapa już teraz przewyższał niektórych wojowników, Mroczna Wizja miała wyższe ambicje. Pragnęła, by stał się najlepszym z najlepszych. Chciała, by cały Klan Wilka dostrzegł, że ten niepozorny, mały kociak, którego przyprowadziła, był przeznaczony do wielkości – by stać się jednym z najpotężniejszych wojowników w historii.
Przeciągnęła się leniwie, obserwując, jak światło dnia przenika przez gęste korony drzew. W obozie panowała cisza, przerywana jedynie delikatnym szelestem liści, poruszanych wiatrem i odległym śpiewem ptaków. Mroczna Wizja lubiła te poranki, kiedy mogła przez chwilę odetchnąć i pozwolić sobie na refleksję.
Sowia Łapa wciąż spał w swoim legowisku, zwinięty w ciasną kulkę. Był młody, ale jego potencjał był niezaprzeczalny. Mroczna Wizja widziała w nim coś, czego inni jeszcze nie dostrzegli – siłę, determinację i niezwykłą bystrość. Dziś zamierzała poprowadzić go na nowy szlak, wymagający zarówno fizycznej wytrzymałości, jak i umysłowej precyzji.
W końcu podeszła bliżej jego legowiska i delikatnie szturchnęła go łapą.
– Sowia Łapo, pora wstać – powiedziała cicho, ale stanowczo. – Dziś czeka nas wiele do zrobienia.
Młody kocur zamrugał oczami, wyciągając się ospale.
– Już wstaję, Mroczna Wizjo – odpowiedział zaspanym głosem, po czym podniósł się, przeciągając.
– Dobrze. Zjedz coś szybko i spotkaj mnie przy wejściu do obozu – rzuciła, odwracając się i ruszając w stronę wyjścia. Jej smukła sylwetka zniknęła między cieniami drzew.
– Gotowy? – zapytała, badając go wzrokiem, kiedy już do niej dotarł.
– Tak, gotowy – odpowiedział z determinacją.
– W takim razie ruszamy. – Wskazała kierunek łapą i bez słowa wyjaśnienia zanurzyła się w leśnym gąszczu, prowadząc go ku nowemu wyzwaniu.

*****

Mimo tej niesprzyjającej pogody, Sowia Łapa złapał dość dużą nornicę.
- Brawo, jestem pod wrażeniem - pochwaliła go. Sowia Łapa przestąpił z łapy na łapę, wyraźnie zażenowany, choć szczęśliwy. „Dobrze, że jest skromny”, pomyślała Mroczna Wizja. To pożądana cecha, zwłaszcza że niedługo wstąpi do kultystów. Będzie musiał zdać testy, ale Mroczna Wizja wierzyła, iż kocur sobie poradzi. Był zdolny, inteligentny, a przede wszystkim młody. W dodatku złożył obietnicę, kiedy jeszcze był kocięciem.
- Wracajmy do obozu, wojownikom przyda się jedzenie - poleciła i wzięła swoją zwierzynę. Sowa uczynił to samo z nornicą. Mroczna Wizja od kilku wschodów słońca miała lepszy humor. Odkąd zauważyła, że umiejętności Sowiej Łapy znacznie się polepszyły, nie mogła się doczekać dnia pojedynku i mianowania go na wojownika. To oznaczałoby, że może już wstąpić do kultu. Będzie prawdopodobnie najmłodszym kultystą. Jeśli odpowiednio zorganizuje czas, to Sowia Łapa w dzień swojego pojedynku dołączy równocześnie do kultu.
- Ile masz księżyców, Sowia Łapo? Aby zostać wojownikiem musisz ich mieć co najmniej dziesięć - oznajmiła.
- Mam dziewięć… - miauknął. Mroczna Wizja uśmiechnęła się lekko.
- Idealnie. W tym księżycu będziemy intensywnie ćwiczyć, a następnie zostaniesz wojownikiem - poinformowała go. Sowiej Łapie wypadła nornica z pyska.
- Już?! - miauknął szczerze zaskoczony.
- Już teraz jesteś lepszy od niektórych wojowników. Jednak ja zadbam, abyś był najlepszy. Jesteś już gotowy na moją prośbę… - zaczęła. Sowia Łapa z zainteresowaniem i szczęściem patrzył się na swoją mentorkę. Jego wzrok był tak pełny energii… Mroczna Wizja miała wrażenie, ze kocur zapomniał o swojej nornicy. Wpatrywał się w czarną kotkę jak w jakiś autorytet. Patrzyło na nią, w ten sposób, którego ona nigdy nie zapomni.
- Znalazłam coś dziwnego obok naszego terytorium. Jutro pójdziemy razem to sprawdzić - miauknęła. „Nie powinnam tak go okłamywać… Ale muszę. Obiecałam to Błękitnej Gwieździe.”.
- Jutro? A dlaczego nie dzisiaj? - zapytał Sowia Łapa.
„Bo muszę najpierw zabić samotnika” pomyślała smutno.
- Musimy dokończyć trening.
- A czy bezpieczeństwo klanu nie jest ważniejsze? - zapytał.
- Wytłumaczę ci to potem… Raz dwa, do nauki. Jeśli masz wygrać pojedynek, musisz ćwiczyć - odparła z ripostą.

*****

Mroczna Wizja prowadziła Sowią Łapę do miejsca, gdzie ukryła zabitego samotnika, a także poskładała kości innych zwierząt. Razem weszli do tunelu.
- Co to jest, Mroczna Wizjo? - zapytał zdziwiony, ale nie przestraszony.
- Wygląda mi na rytuał… Jednak to twój trening. Co o tym sądzisz?
- Nie jest na naszym terytorium. Nie powinniśmy się tym zbytnio przejmować. Niech samotnicy robią swoje rytuały, o ile nie zagraża to klanowi - odparł.
- Bardzo dobrze. To właśnie chciałam usłyszeć - rzekła uszczęśliwiona.

*****

Od tamtego wydarzenia minęło kilka wschodów słońca. Treningi nie były już tak intensywne. Sowia Łapa wiedział coraz więcej. Teraz ważniejszy był kult Mrocznej Puszczy.
Razem z Makowym Nowiem i Syczkowym Szeptem, no i oczywiście Sowią Łapą szła w stronę kolejnego zabitego samotnika.
Gdy dotarli na miejsce, towarzyszący jej kultyści zaczęli udawać zaskoczenie, ale nie strach. Sowa nie był szczególnie poruszony tym widokiem. Zdał test. Można było mu powiedzieć o kulcie. Wreszcie nadeszła chwila, której wyczekiwała od wielu księżyców.

*****

- Czy wreszcie opowiesz mi, o co ci chodziło? - zapytał Sowia Łapa z lekkim rozdrażnieniem.
- Nie tutaj - odparła. - Chodź ze mną do lasu.
Sowa kiwnął głową i wyszli z obozu. Kiedy tylko oddalili się na bezpieczną odległość, Mroczna Wizja zaczęła mówić.
- Klan Gwiazdy wykorzystuje koty. To wiesz - miauknęła, a kiedy Sowia Łapa pokiwał głową, kontynuowała. - To co teraz usłyszysz jest wielką tajemnicą. Tego, kto ją wyjawi, czeka kara śmierci. Ale ja ci ufam, dlatego ci to mówię. W Klanie Wilka powstał kult przeciwko Klanowi Gwiazdy. Wyznajemy inną wiarę - Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd. Mroczną Puszczę. Czarny Las, jakkolwiek to nazywają. Moją prośbą jest, abyś do nas dołączył - powiedziała.
- W porządku - odparł Sowia Łapa. - I tak nie wyznaję Klanu Gwiazdy - dodał. - A może opowiesz coś więcej o kulcie?
- To jest tajemnica. Poznasz kultystów po rozerwanym, lewym uchu. Ma taki znak Cisowe Tchnienie i wszystkie wielkie koty, oprócz Sosnowej Gwiazdy. Stało się tak, ponieważ Sosnowa Gwiazda jest duchem z Mrocznej Puszczy, który opętał ciało Wilczej Tajgi. W Klanie Wilka nie można osiągnąć nic wielkiego nie będąc członkiem kultu. Raz w księżycu spotykamy się, aby złożyć ofiarę Mrocznej Puszczy. Następne spotkanie obędzie się w noc twojego mianowania na wojownika. Dołączysz wtedy do kultu - oznajmiła. Sowia Łapa zamrugał.
- Chyba nie do końca rozumiem…
- Tu nie ma czego rozumieć - odparła szorstko. - Jesteś bardzo zdolny i wiele potrafisz. Niedługo zostaniesz wojownikiem. W nocy dołączysz do kultu. To jest moja prośba, a twoja obietnica, Tylko tak pokażesz innym, że jesteś ważny. Aby dołączyć do kultu, musisz samodzielnie złożyć ofiarę Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd. Nie ma już odwrotu.
- Czy ofiarą ma być zwierzyna? - spytał.
- Ma nią być inny kot. Samotnik - Mroczna Wizja przeszyła go wzrokiem.
- Nie jestem pewien, czy chcę to robić… - zawahał się.
- Ja też nie byłam pewna. Ale przemogłam strach i teraz jestem mistrzynią. Poza tym, my nie dajemy wyboru. Musisz to zrobić, ponieważ obiecałeś - powiedziała. Sowia Łapa pokiwał głową.
- Masz rację. Zrobię to.
Mroczna Wizja podeszła do Sowiej Łapy i pierwszy raz w życiu go przytuliła.
- Może to być ciężkie, ale dasz radę. Wierzę w ciebie.

*****

Dzień mianowania Sowiej Łapy na wojownika i kultystę zbliżał się wielkimi krokami. Uczeń prawie dorównywał jej umiejętnościami. Mroczna Wizja była pewna, że niedługo Sosnowa Gwiazda wyznaczy mu przeciwnika do walki, zwłaszcza że poinformowała ją już, że gdy tylko zostanie wojownikiem dołączy do kultu. Mroczna Wizja zadba o Sowią Łapę. Będzie on najmłodszym kultystą w historii oraz jednym z najbardziej utalentowanych. „A to wszystko dzięki mnie”, pomyślała. Potem będzie musiała się jeszcze zająć Zabłąkaną Łapą.

[1184 słów]

<Sowia Łapo?>