BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bielicze Pióro x Szakali Szał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bielicze Pióro x Szakali Szał. Pokaż wszystkie posty

22 września 2023

Od Bieliczego Pióra CD. Szakalej Gwiazdy

— Po prostu tęsknie za Irgowym Nektarem — odpowiedziała przyjaciółce, wzdychając głośno. — Wiedziałam, że kiedyś jej czas nadejdzie, ale... Ale ciężko mi żyć ze świadomością, że jej już po prostu nie ma. Nauczyła mnie wszystkiego o macierzyństwie. Szkoliła mnie w walce, polowaniu... Zadawała zagadki logiczne. I chociaż wiem, że jest w raju i nad nami czuwa, tak czuję się taka... osamotniona — wyznała. 
Prawdopodobnie złota kocica była nawet dla niej bliższa niż matka. Wiśniowy Świt starała się wychować córki na kultystki służące Mrocznej Puszczy, ale prawda była taka, że to Irgowy Nektar miała największy wkład w jej edukację. Wiedziała jak do niej podejść. Dostrzegała jej wady, które kazała przekuć w zalety. 
Jeden z maluchów pisnął, wyciągając swoje łapki przed siebie. Przysunęła go bliżej swojego boku, otulając go ogonem, aby nie zmarzł. To naprawdę cud, że Szakal urodziła tyle młodych, które posłużą Mrocznej Puszczy. Żałowała, że jej młode zginęły... Klątwa Klanu Gwiazdy je dopadła, odbierając im życie, ale te liderki wciąż oddychały. Liczyła na to, że uda im się dokonać w dorosłości wielkich czynów. 

***

Śmierć Zmierzchowej Łapy sprawiła jej olbrzymi ból. Może i nie była jej matką, ale pomagała w jej wychowywaniu. Odciążała tak przyjaciółkę w opiece, aby mogła rządzić w spokoju klanem i nie martwiła się tym, że jej dzieci włażą na głowę. Liczyła, że Klan Gwiazdy nie wziął Zmierzch w swoje objęcia. Nie zdążyła w końcu przejść inicjacji. Nie zabiła kota, co oznaczało, że mogła zostać im skradziona. Na samą myśl o tym, że Gwiezdni z nich zaszydzili i ukradli w swoje szeregi ich członka, powodowała w niej złość i tak palącą nienawiść, że nie była w stanie trzeźwo myśleć. 
Skierowała kroki w kierunku legowiska lidera, gdzie zastała Szakalą Gwiazdę. Od razu do niej podeszła, przytulając ją pokrzepiająco. Wiedziała w końcu jak nikt inny, co oznacza strata dziecka. 
— Tak bardzo mi przykro  — miauknęła i chociaż to złota powinna płakać, to z jej oczu pociekły łzy.  — Była taka mała. Oni znów nam to robią Szakal. Klan Gwiazdy próbuje ponownie zniszczyć naszą siłę. Odebrać nam bliskich za to, że im się sprzeciwiamy. 

<Szakal?>

20 sierpnia 2023

Od Szakalego Szału (Szakalej Gwiazdy) CD. Bieliczego Pióra

 Dzieci, dzieci... zaistniały jako męczący i niecodzienny sprawdzian na to, czy Szakal ma w sobie dość siły, by wytrzymać przy pięciu ryczących kociakach z wierzgającymi łapkami. Latały, biegały, psociły się na każdym możliwym kroku, a zastępczyni musiała uważać, żeby nie przewrócić się o jej małe, różnokolorowe smarkacze. Jak życie było przedtem męką, tak teraz stało się torem z przeszkodami, gdzie co lisi ogon widniały maszyny służące do najgorszych tortur. Złotawa przechodziła obok nich, próbując uniknąć kłód, i chociaż wychodziło to niezgrabnie, jakoś przystosowała się do nowych warunków; tła egzystencji, w którym każdy jej przeszkadzał oprócz Bieliczego Pióra - jedynej, co potrafiła się normalnie zachować w tym całym cyrku z przebitymi kołami. Tego samego nie mogła powiedzieć o np. Chłodnym Omenie, oszalałym na punkcie zmarłego lidera.
Mimo faktów oczywistych złotawa kotka, wnuczka szanowanej Irgowego Nektaru, zdążyła zauważyć, że coś w charakterze burej zmieniło się. Wydawała się być bardziej odległa, zawstydzona okolicznościami i opieką nad maluchami, nawet jeżeli postanowiła zająć stanowisko wiecznej królowej z własnej, nieprzymuszonej woli. Więc dlaczego? To pytanie nie dawało spokoju, zdzierając spokojny sen z młodych powiek karmicielki. Przecież kochała kocięta, sama jej tyle razy powtarzała historie dorastania Kukułki i Jadu. Nic się tu nie kleiło.
— Pomóc ci wymyć maluchy po karmieniu? Zawsze tak słodko brudzą swoje pyszczki mlekiem. Skleja im się przez to sierść i przyczepia do niej masa brudu, a wymyć to, to dopiero utrapienie, gdy zaschnie.
Szakali Szał przytaknęła głową i wraz z Bieliczym Piórem rozpoczęła kąpiel, zaczynając od niebieskich pociech z lekko żółtymi oczkami. W łapy zastępczyni trafiła Zmierzch, do córki Mrocznej Gwiazdy - Poranek. Siedziały cicho zajęte obowiązkami, pospolitą robotą znienawidzoną przez ceterinfanofobów. Dbały o to, ażeby malce miały jak najlepszy start; w czystości i otoczone pełnią miłości. Tak jak to powinno wyglądać w każdej pełnej rodzinie.
— Chciałam się o coś zapytać. — złotawa odezwała się po dłuższym milczeniu — Czy coś cię... trapi? Martwi? Możesz mi zdradzić wszelkie udręki duszy. Tyle razy to ty pomagałaś przy moich problemach - otulałaś ogonem, gdy zaszła taka potrzeba. Jestem w stanie się odwdzięczyć, Bieliku. Już nie masz przed sobą tego małego zagubionego kociaka, jakby nie spojrzeć; tylko zastępczynię, której obowiązkiem jest doglądanie członków klanów i zapewnienie komfortu, jeśli go brakuje.
Niebieskie oczy odziedziczone po ojcu-liderze uniosły szparki ku stropowi, unikając kontaktu wzrokowego; szukając niby chmur, co nie występowały w porze nagich drzew. Coś robiła nie tak? A może była zbyt wścibska? Szakale uszy skręciły na bok, by podsłuchać rozmów poza żłobkiem. Chyba tak, w końcu nie potrafiła w relacje międzykocie. 
— Nie naciskam, rzecz jasna. — dodała jeszcze, wzdychając cierpiętniczo — Jeśli wolisz zachować to dla siebie, zachowaj. Pamiętaj, że każdy klanowicz może mieć własne nieodkryte tajemnice. 

<Bielicze Pióro?>

19 lipca 2023

Od Bieliczego Pióra CD. Szakalego Szału

 Po części rozumiała panikę przyjaciółki. W końcu kiedyś, gdy była młoda, miała podobny pogląd odnośnie kociąt. Uważała, że zostanie przez nie ograniczona, zamknięta w czterech ścianach, kiedy to pragnęła wolności i poznawania świata. Jednak wraz z wiekiem jej myślenie uległo zmianie, a poród i odnalezienie młodych sprawiło, że doceniła dar jakim było powołanie na świat nowego życia. Przenigdy nie żałowała tego, że zajęła się znajdkami, tracąc sześć księżyców bycia wojownikiem. Opieka nad maluchami była wymagająca i z każdym młodym stanowiła wyzwanie jak i odrębną przygodę, w końcu każdy był inny. Właśnie to uwielbiała w macierzyństwie. Obserwować jak kulki, które były zdane tylko na nią, zyskują własny charakter, a także marzenia. Dlatego też wiedząc jak bardzo kocięta w tym wieku potrzebują matki i wzoru, za którym mogą podążać zdawała sobie sprawę, że Szakal z obowiązkami zastępcy mogła poczuć się tym wszystkim przytłoczona. 
— Pomożesz Bieliku... Bielicze Pióro? — wyszeptała złota, nie odrywając wzroku od klanu będącego pod jej władzą — Pomożesz wychować ze mną dzieci, aby wyrosły na najlepszych wojowników i wyznawców Mrocznej Puszczy? 
Czy pomoże? Przecież by nie odmówiła. Nawet nie miała tego w planach. 
— Oczywiście, że pomogę — zapewniła ją, trącając ją swoim łbem, by przestała się zamartwiać. — Jak wiesz dla mnie to przyjemność, a nie żadna kara. Uwielbiam kocięta. Obiecuję, że nie zabraknie im miłości, ani też nie odwrócą się od ciebie. Twoja rola w klanie jest ważna, a ich powstanie wzmocni kult. Z czasem to zrozumieją.
— Mam taką nadzieję... Dziękuję — szepnęła zastępczyni, chociaż wydawało się, że napięcie jej nie opuściło. 
— Martwisz się porodem? — zapytała na co dostała oczywiście twierdzącą odpowiedź. — Też się bałam... — wyznała szczerze, wracając do tamtego momentu. — To było ciężkie doświadczenie, ale jesteś silna. Wierzę, że sobie poradzisz. 
Szakali Szał może i była mniej doświadczona od niej w tych sprawach, lecz jej duch nie pozwoliłby się załamać podczas powołania życia na świat. Musiała tylko oddychać i napierać. To było w tym wszystkim najważniejsze. Ale lekcje o tym postanowiła przełożyć na inny moment. Teraz złota jej potrzebowała. Tego całego wsparcia, które pomoże jej się uspokoić. 

***

No i stało się. Szakali Szał została mamą i urodziła aż piątkę kociąt. Była w szoku, gdy to ujrzała. Zmęczona mama tym bardziej. Mroczna Puszcza naprawdę ich hojnie obdarowała. Chwyciła świeżą piszczkę ze stosu i skierowała kroki do żłobka, gdzie odpoczywała kocica z piątką maleństw ssących mleko. Ten widok ją bardzo rozczulił. Położyła posiłek pod łapami zastępczyni, witając się z nią i kierując wzrok na te małe berbecie. 
— Są piękne. Cztery córeczki i synek. Irgowy Nektar była dumna... — wspomnienie kocicy, która nie tak dawno od nich odeszła, zakuło ją w piersi. Była dla nich wszystkich niczym matka. To ona nauczyła ją wszystkiego o macierzyństwie i była przy niej, tak jak ona teraz przy Szakal, dając jej swoje wsparcie. Niechciana łezka zakręciła się w jej oku, którą szybko starła. Nie powinna jej opłakiwać. Wiedziała w końcu, że była w lepszym miejscu i miała na nich oko. Nigdy ich nie opuści, nigdy. 
— Pomóc ci wymyć maluchy po karmieniu? Zawsze tak słodko brudzą swoje pyszczki mlekiem. Skleja im się przez to sierść i przyczepia do niej masa brudu, a wymyć to, to dopiero utrapienie, gdy zaschnie. 

<Szakal?>

18 lipca 2023

Od Szakalego Szału CD. Bieliczego Pióra

*Przed śmiercią Mrocznej Gwiazdy*

 I zginęła. Tak szybko, w tak niespodziewanych okolicznościach, tak młodo. Szylkretowa kocica leżała we własnej krwi spowita dziwnymi, wręcz satanistycznymi znakami mającymi za zadanie przywołać głodne dusze. Szakali Szał odwróciła wzrok, gdy ofiara odchodziła ze świata ze łzami w oczach, błagając o ratunek, który nigdy nie nadszedł. Sytuacja była wręcz identyczna do tej, gdzie zabiła po raz pierwszy samotnika, by wstąpić do kultu. Z mijającymi księżycami nie pozbyła się współczucia, niepotrzebnych emocji przeszkadzających w brudnej robocie. Czy to się kiedyś zmieni? Miała wrażenie, że nie. Ból zawsze musiał jej towarzyszyć jako kara za grzechy.
— A ty? Masz kogoś kogo podziwiasz tam w Mrocznej Puszczy?
Zielone oczy zamrugały ze zdziwienia, oderwane nieco od rzeczywistości. Złotawa odleciała w przemyśleniach i dosłyszała tylko końcówkę wywodu, lecz całe szczęście to starczyło, by odczytać znaczenie pytania. Wyprostowała się, biorąc głęboki oddech pomiędzy zdaniem burej, a jej własnym i spojrzała poważnie w błękitne oczy jak lód, zastanawiając się nad odpowiedzią. Zapomnij, dopełniłaś swego, życie nie jest usłane różami - powtarzała sobie.
— Znam za mało kotów, by móc rzetelnie ocenić kogo najbardziej podziwiam w miejscu, gdzie brak gwiazd. — zamruczała smutnie — Aczkolwiek chyba na swój sposób miłuję Jastrzębią Gwiazdę, bo bez niego nigdy by nie powstał kult; nasz mały, cudowny dom. Kiedyś był słaby, raczkował. Teraz już chodzi niczym młode kocię, które rozpędza się z kolejnymi księżycami. — Zamknęła lekko oczy. Pozwoliła, by umysł wyprojektował dawne wspomnienia. — Pamiętasz czasy, gdy siedziałam przed tobą i słuchałam z rozdziawioną paszczą wyjaśnień o Mrocznej Puszczy? Porównań związanych z porą nowych liści? Ten maluch dziś przeobraził się w mistrzynię, a my wstąpiliśmy tam, gdzie zielone łodygi wiecznie zakwitają.  
Wstała z umoszczonego, ciepłego miejsca. Zębami wbiła się w kark zmarłej i odrzuciła zwłoki w dal, by nikt nie odkrył zbrodni - prosto w rzekę, gdzie nawet kości zostaną wykorzystane w procesach biologicznych. Czy calico zatonęła na dno? O dziwo nie. Zamiast tego, zostawiając za sobą smugę krwi, zabrnęła z falami, ażeby dopłynąć do niewiadomego celu. Być może do Owocowego Lasu, a może nadto dalej. 
— Wybacz, musiałam ukryć nasze działania. — wytłumaczyła Bieliczemu Piórowi, gdy ta na nią rzuciła pytający wzrok — I tak jestem pewna, że dusza trafiła do przodków. W sumie... myślisz że dożyjemy chwili, w której kult przestanie się ukrywać? Wiesz, gdy kult i klan połączą się w jedno?
Bura kultystka potaknęła głową. 
— Tak. Wierzę w to. Jesteśmy na dobrej drodze. Kiedyś było nas mniej, a teraz rośniemy w siłę. Jeszcze kilka pokoleń, edukacji kociąt i to będzie nasza pierwotna wiara.
Szakali Szał przywołała przyjaciółkę do siebie i powoli skierowała się na wydeptaną trasę prowadzącą do znajomego obozu. Kolejne generacje wiązały się z poświęceniem kolejnych kotek, które urodzą pociechy dla dobra wiary. Tylko kim one miały być? Mistrzyni ani przez chwilę nie myślała o potomstwie; nie posiadała ku temu smykałki. Z zerowym doświadczeniem nie nadawała się na karmicielkę. Wreszcie westchnęła zestresowana. Z poczuciem winy wtuliła pysk w miękkie futro, oddając się przyjemnemu zapachowi kultystki. Linia Irgowego Nektaru... miała się zakończyć właśnie na niej. To była prawdziwa strata i katastrofa dla świetlanej przyszłości - a wszystko wyłącznie dlatego, że siostra postanowiła kroczyć nieprawidłową ścieżką. 
— Niech ci, co zawiedli, zostaną przeklęci. — mruknęła nagle bez większego kontekstu. Od tak.

***

Siedziała w żłobku przykryta stosem mchu. Zamknięte oczy próbowały zasnąć pomimo hałasu noszonego przez kocięce łapki Nocki i Piórka; małych, rozbrykanych istot. Los wywrócił kończynami i życiem Szakalego Szału - nabyła dzieci, które rosły gdzieś w środku brzucha pomimo obietnicy, że pozostanie dziewicą. Nie była zadowolona ciążą w przeciwieństwie do Bieliczego Pióra. Nie potrafiła kochać i cieszyć się jak każda normalna matka. 
Martwiła się? Mało powiedziane - niemal srała ze strachu, myśląc o porodzie. Usłyszała wiele słów pocieszenia, gratulacje, lecz i co z tego? Nikt ani nic nie mogło powstrzymać bólu, który miał nadejść, a właśnie tego Szakal bała się najbardziej. Wolała cierpieć na polu bitwy niż walczyć o wyplucie szkrabów. Została stworzona do innych celów, tych bardziej szlachetnych i mniej odrażających. Niczym jakiś samiec alfa albo cholera wie co jeszcze. 
— Hej Szakal, słyszałam że postanowiłaś wzmocnić kult! 
Zielone ślepia otworzyły się, niemal pusto patrząc w podłogę. Tak, postanowiła, ale za jaką cenę? Przykryła łapami uszy, nie wiedząc co ze sobą robić. Czuła falę emocji przepływającą przez młodą pierś - od smutku, złości do zaskoczenia oraz radości związanej z przybyciem znajomego, mruczącego pyska. 
— Wszystko dobrze? Źle się czujesz? 
Biaława sierść otuliła się wokół złotej nastroszonej ze stresu. Potrzebowała pomocy. Od samego początku zdawała sobie sprawę, że sama nie da rady. Może to ten czas... aby nie iść w pojedynkę? Wyciągnąć do kogoś łapę? 
— Mam wrażenie, iż wszystko się rozpada. — Załkała cicho. — Ty jesteś... taka świetna i wychowałaś dzieci należycie! Jadowita Żmija wstąpiła do kultu, a Kukułcza Łapa wciąż brnie do przodu. Obie cię kochają, bo umiesz odpowiednio się nimi zająć. Ja nie... ja nie jestem w stanie... małe koty mnie przerażają. Nie wiem jak z nimi gadać, a na dodatek moja matka ciągle śpi i nie mogę od tak zostawić klanu na pastwę losu, rozumiesz? 
Poczuła na barku delikatną łapę córki Mrocznej Gwiazdy. Ten ruch spowodował, że rozkleiła się tylko bardziej. 
— Chcę na swój sposób, aby dzieci mnie kochały, ale jeżeli będę wciąż zajęta obowiązkami... to jak mam to zrobić? Młode porzucone to młode, które noszą urazę do rodzica, a to ostatnia rzecz, jakiej pragnę. Ojca zaś... nie poznają. Zostanie im tylko matka-wariatka! 
Zawyła, nawet nie wiedząc skąd ta napaść poruszenia. Wyrwała się Bieliczemu Piórowi, biegnąc poza zielone liście okalające żłobek, by zaczerpnąć świeżego powietrza i po chwili usiadła, oglądając mozolnie poruszających się wojowników. Czuła, że się udusi, czuła szał szarpiący za serce, który rozrywał klatkę piersiową. A wraz z tym domyślała się, iż buro-biała kotka idzie za nią, wlepiając zmartwione, błyszczące oczy. 
— Pomożesz Bieliku... Bielicze Pióro? — wyszeptała, nie odrywając wzroku od klanu będącego pod jej władzą — Pomożesz wychować ze mną dzieci, aby wyrosły na najlepszych wojowników i wyznawców Mrocznej Puszczy? 

<Bielicze Pióro?>

25 czerwca 2023

Od Bieliczego Pióra CD. Szakalego Szału

Oczekiwała aż Szakali Szał przyprowadzi ofiarę. Nieco się zasiedziała w żłobku, lecz nie żałowała tych wszystkich księżyców. Wychowała swoje młode tak jak potrafiła, a teraz, dalszą ich edukacją zajęli się mentorzy. Miała nadzieję, że córki spełnią swoją powinność i jej nie zawiodą. Jak mogłaby wtedy spojrzeć Mrocznej Gwieździe w pysk? Przecież właśnie po to żyła, aby wzmocnić ich kult świeżą krwią, aby nigdy nie wymarł. Doskonale to zobrazowała jej Irgowy Nektar, która jasno mówiła, że bez dobrej edukacji młodych, nie ma przyszłości. Widziała, że dobrze spełniła swoją powinność. Wzrok uznania matki i mentorki był tego dowodem. 
Nastawiła uszy, gdy usłyszała strzępki rozmowy, którą prowadziła złota z ich przyszłą ofiarą. Była młoda, ładna, co oznaczało, że na pewno i głupia. Takie były idealne, bowiem nie spodziewały się, że oto nadchodzi kres ich życia. 
Gdy szylkretka skupiała całą swoją uwagę na wojowniczce, zbliżyła się do niej od tyłu, a następnie zacisnęła swoje zęby na jej gardle. Samotniczka wydała z siebie zszokowany pisk. Próbowała się wyrwać, ale bura trzymała ją mocno do czasu, aż nie wyzionęła ducha z szokiem wymalowanym na pysku. Następnie Bielicze Pióro rzuciła ciało na ziemię, zaczynając tworzyć dookoła niego dziwne wzory, które nic nie mówiły jej towarzyszce. 
— To mój autorski projekt — wytłumaczyła przyjaciółce. — Te symbole mają zwrócić uwagę przodków i wskazać im miejsce, gdzie odbywa się żer — To mówiąc zamoczyła łapę w krwi ofiary, kreśląc na jej futrze podobne symbole co na ziemi, a następnie potarła łapą swój pysk, pozostawiając na nim podłuży, czerwonawy ślad. — Ojcowie, matki, pradziadowie, prababki, spójrzcie w naszą stronę. Oto ślemy wam dary dziękczynne, by wzmocnić was w Mrocznej Puszczy. Łaskę nam ześlijcie, pomóżcie pokonać wrogów. Nasyćcie swe spragnione krwi dusze. Niech ta moc doda wam sił. A Klan Gwiazdy niech zapłacze, gdy przyćmicie ich blask, zsyłając na wieczne katusze — zakończyła modlitwę, kładąc łapę na piersi i pochylając łeb w geście hołdu. 
Cisza... Była wręcz namacalna. Wierzyła, że oto mroczne duchy były wśród nich. Słuchały i przyglądały się ofierze oceniająco. Trwało to dłuższą chwilę, aż nie zaćwierkał pierwszy ptak. Wtedy też odetchnęła z ulgą, posyłając uśmiech w stronę Szakal.
— Udało się. Zaakceptowali nasz dar. Ah, jakie to wspaniałe — miauczała przejęta. — Cisza była taka jak nigdy dotąd. Zwykle wszystko mnie rozprasza, ale teraz? Teraz to była ulga... Nie wiesz jaka... Uwielbiam rozmawiać z Mroczną Puszczą. Czuję... czuję się wtedy obserwowana przez Jastrzębią Gwiazdę. Tak bardzo żałuje, że nie mogłam urodzić się w jego czasach i go poznać. Moja siostra, Łasiczy Skowyt, też bardzo go podziwiała — powiedziała kocicy. — Mam nadzieję, że będzie mi dane go kiedyś spotkać. Mam do niego tyle pytań... A ty? — Spojrzała na złotą widząc, że za bardzo odleciała w swoich marzeniach i nie zapytała przyjaciółki o zdanie. — Masz kogoś kogo podziwiasz tam w Mrocznej Puszczy?

<Szakal?>

24 maja 2023

Od Szakalego Szału CD. Bieliczego Pióra

— Szakal!
Nie dochodziły do niej słowa burej. W szumie szeleszczących liści każda odmienna tonacja ginęła, zbyt cicha dla wszechwładzy roślin. Również ważne zdania nie mogły dorwać się do pozwijanych uszu, gdy umysł zasnuty był przemyśleniami na temat ostatnich incydentów. Złotawa wcześniej specjalnie odeszła na bok, by nikt jej nie przeszkadzał. Czasami potrzebowała samotności dla naładowania baterii. 
— Szakal! — Bielicze Pióro powtórzyła.
Mistrzyni wzdrygnęła się. Nie zauważyła chwili, w której to przyjaciółka podkradła się zaraz koło niej. Na szczęście jednak towarzystwo kultystów nigdy nie było złe, a szczególnie tych, co potrafili patrzeć szerzej na świat. Na uśmiech niebieskookiej odpowiedziała uśmiechem i wsłuchała się w prośbę kotki.
— Chciałabyś wybrać się ze mną po ofiarę dla przodków? Chcę złożyć im podziękowanie za wygraną wojnę. Potrzebuję kogoś do towarzystwa. Tak się nasiedziałam w żłobku, że nieco wyszłam z formy i pewnie będę potrzebować pomocy. — zażartowała.
Złotawa kiwnęła głową. Kłamstwem byłoby stwierdzić, że Bielik leżała tam tylko chwilę. Pierworodni, przygarnięte malce oraz uratowany Gronostaj spowodowali sytuację, w której młody umysł został uwięziony pod krzakiem na prawie 9 księżyców. W tym czasie córka Mrocznej Gwiazdy nawet nie brała udziału w łowach na dusze. Nic dziwnego, że chciała nadrobić straty. 
— Jasne! — wymiałczała — Nie masz pojęcia jak mnie to cieszy, gdy widzę ciebie poza żłobkiem. Musisz wreszcie zapolować, mówię ci, bo inaczej twoje kości wykruszą się już kompletnie. 
Głośne chichranie obu kotek zabrzmiało w zielonym lesie. Szakal poczuła się jak zza dzieciństwa, gdzie radość stała na pierwszym miejscu, a gorycz istniała poza strefą rozumowania młodego kota. Przed oczami mignął jej obraz, gdy razem ciągały w pysku podłużne pióro. Na samą myśl zaczęła mruczeć.
— Zgaduję, że ofiara musi być spora, skoro to za opiekę podczas wojny, prawda? — dopytała — Zabijamy dziś samotnika?
— Jeszcze pytasz? Jasne, że idziemy po największe łupy! 
Stukot małych łap roznosił się w przestworzach, gdy oddalały się od obozu. Niczym niesforne szczeniaki przekroczyły znaną granicę, by móc zabić. Zabić dla kultu; biednych, mrocznych duchów. Kiedy znikły z oczu każdej żywej istocie, rozdzieliły się, ażeby łów poszedł sprawniej, a następnie z dala pomachały sobie na pożegnanie jak sojusznik sojusznikowi. 
Szakali Szał ruszyła w lewą stronę od punktu startu. Wchłonęła w nozdrza noszone zapachy pola, na którym się znalazła. Nic wartego poznania nie wyczuła - jedynie fetor niezakopanego kupska dotarł do wrażliwych receptorów nosa. Kultystka prychnęła niezadowolona, no bo kto nie chowa po sobie produktów całego systemu pokarmowego? 
Zaszumiało. Złotawa w mig skryła się pod pniem drzewa, gdzie znajdowała się dziura idealna do pomieszczenia kota. W oczekiwaniu machała kitą; być może nadchodził szczęśliwy dzień... chwila, w której znowu efektywnie zamorduje samotnika dla własnych przodków. Niezależnie od tego nie traciła czujności. Nie musiała trafić na kota. Zawsze to mógł być lis, borsuk, pies... mówiąc w skrócie: zagrożenie. 
Mimo negatywnych przewidywań poszukiwanie ofiary zakończyło się sukcesem. Oto był on - kot w czystej okazałości! Trzykolorowe pasma futra kontrastowały się na tle drzew, gdy nic nieświadoma istota postanowiła się ukazać. Idealna dusza była w zasięgu łapy. Śmierć, krew, karmiące szczęki mięso!
Teraz tylko została taktyka. Łatwiej byłoby ją zabić od razu czy mamić obietnicami? Szakal pokręciła głową - nie, ona miała tylko pomóc Bielikowi kogoś znaleźć. Wypełniła swoje zadanie, wychwyciła to, co trzeba. Reszta należała do burej. 
Wyskoczyła z kryjówki. Przybrała na pysk łagodny uśmiech i podeszła do zagubionej kotki. Nienawidziła kłamać, sprowadzać swoją własną rasę ku śmierci jak owcę, lecz jak inaczej miałaby przekonać tricolor, by przyszła z nią akurat w miejsce zbiórki? 
— Witaj, moja droga, czy jesteś zagubiona? Wszystko w porządku?
Zaczęła gadkę, lać z kłów słowa nieprawdy wprost do kubka przewinień. 
— O-oh — odezwała się nieznajoma — T-tak! Bardzo potrzebuję pomocy! Tak się składa, że niedawno zgubiłam drogę do własnego domu i nie wiem jak wrócić. W-wiesz gdzie mógłby znajdować się budynek ze śmiesznych, równych i czerwonych części? Ma wiele bluszczu na sobie! I-i sporo drzew wokoło, n-niemal co tutaj!
Szakal poruszyła uchem. Mała zwierzyna była naiwna, lecz to tylko ułatwiało sprawę. Nie próbowała uciec, a wręcz nawiązała szczerą rozmowę, w której napomknęła o prośbie. Zielonooka automatycznie owinęła ogonem bok kocicy; zaledwie gdy dokończyła podawanie informacji. Podstawą pozostawało ofiarowanie komfortu, lekkiego powiewu raju przed przerwaniem gardła. 
— Niestety nie jestem w stanie przytoczyć ci dokładnych danych. Wychowałam się pomiędzy liśćmi, w naturze. Tam, gdzie moje miejsce. — Szła powoli w stronę Bieliczego Pióra. Kotka podążała za jej krokami. — Ale nie martw się! Znam obóz, który z chęcią cię przyjmie; mój własny z resztą. Tutaj, w lesie, działamy grupami, by przetrwać. Ty też powinnaś trzymać się z drużyną. Takie życie jest co najmniej łatwiejsze niż jedzenie mysich bobków. 
— Naprawdę? Brzmi świetnie! Będę wdzięczna, jeśli mnie tam zaprowadzisz.
Wszystko szło zgodnie z planem. Córka Stokrotkowej Polany wypełniała powinność w stopniu wręcz perfekcyjnym, mistrzowskim, lecz... czemu wciąż czuła się z tym źle? Przecież stała po stronie dobra, nawet jeśli wymagało to poświęceń! Gęsi Wrzask powiadał, że wyrzuty sumienia przejdą, przeminą, przepadną, a jednak tak się nie działo. Gdzieś z tyłu głowy nadal czaiły się myśli "jesteś potworem, jesteś potworem, jesteś potworem"...
— Właśnie, zapomniałam powiedzieć. — kontynuowała szylkretka — Nie masz pojęcia, jak twoja dobroczynność może zmienić mi życie. J-ja... kiedyś miałam kocięta. — Zatrzymała się. — Takie drobniutkie, słodkie, kochane... nazwałam je Ważką, Skrzypem i Lilią. Niestety byłam nieporadna i-i... umarły z głodu. — Spuściła łeb. — Lecz jeśli naprawdę istnieją "drużyny", jeśli naprawdę są takie gościnne, to w-wzmocnię wasz ród, obiecuję! Dam wam kolejne młode, będą tym razem szczęśliwe. Tak jak to powinno być. — przerwała na chwilę — O-ogólnie zagadałam się. Chciałam podziękować... więc dziękuję. 
Ten uśmiech, blask nadziei w oczach był dla świeżej kultystki... nieznośny. Szybko odwróciła oczy od kotki, nie chcąc jej odstraszyć, wydać własnego planu. Robiąc to - ignorując już ofiarę - kątem zielonego zwierciadła duszy odnalazła w oddali Bielicze Pióro. Czy ona to usłyszała? Ich dłuższą rozmowę? Czy wie, że śmierć zawita w oczy komuś, kto jest tak podobny do własnego kata? 
Szakali Szał doznawała uczucia, że nie skazuje na cierpienie byle jakiego kota, 
ale najlepszą przyjaciółkę. 

<Bielicze Pióro?>

16 maja 2023

Od Bieliczego Pióra CD. Szakalego Szału

 Rzeczywiście... Na miejscu Szakal również by się niecierpliwiła i zastanawiała skąd to opóźnienie wynika. Może Mroczna Gwiazda był zbyt zajęty? Zapomniał? Ciężko było powiedzieć co siedziało mu w głowie. Po tym jak sama została mianowana i mogła już legalnie czcić Mroczną Puszczę, by składać jej krwawe dary, to stało się jej całym światem. No i oczywiście dzieci. Jej kochane córeczki. 
— Na pewno w końcu Mroczna Gwiazda cię zawoła i przejdziesz inicjacje — zapewniła wstając i ocierając łeb o ten należący do złotej, dając jej tym sposobem swoje wsparcie. — Już i tak nagrodził cię za twój trud. Zostałaś mistrzem! To niesamowita nowina. Teraz przynajmniej mój brat nie będzie się chełpić tym, że jest jedynym kotem na tym stanowisku. — Spojrzała na nią ciepło, dostrzegając co takiego wyprawiały jej młode. — Kukułko, Jad, Olszo, Gronostaju nie bawcie się na cioci — zwróciła się do kociąt, które dokazywały. Musiała je wszystkie pozdejmować i jakoś okiełznać. Taka gromadka w końcu oznaczała, że musiała cały czas zachowywać czujność.
— Może masz rację... — miauknęła niepewnie Szakal, wcale nie reagując na to co działo się na jej grzbiecie. Widać było po niej, że wciąż się tym wszystkim przejmowała. 
Ułożyła się obok przyjaciółki, otulając ją ogonem. Czuła się tak jakby wojowniczka na powrót była tym małym kociakiem, którego starała się uspokoić, gdy znalazła się w nieodpowiednim miejscu, będąc świadkiem krwawej jatki. 
— Zobaczysz, że do nas dołączysz. Mroczna Gwiazda pewnie ma pełne łapy roboty i nie ma na to czasu, ale na pewno to się zmieni — pocieszała ją.
Nie miała pojęcia czy poprawiła jej humor, ale miała nadzieję, że jakoś się ułoży i niedługo będą mogły obie cieszyć się tym co ich łączy. 

***

— Szakal! — zawołała do złotej, witając się z nią skinieniem łba. Wojowniczka została w końcu kultystką. Jej marzenie się spełniło, a Klan Wilka poszerzył swoje wpływy bardziej, zdobywając nowe tereny i niewoląc Klan Burzy. Wszystko szło tak jak zaplanował ich lider. Wierzyła w to, że Mroczna Puszcza była z wraz z nimi w tamtym pamiętnym dniu i pomogła im wygrać. 
— Szakal! — powtórzyła, uśmiechając się szeroko. — Chciałabyś wybrać się ze mną po ofiarę dla przodków? Chcę złożyć im podziękowanie za wygraną wojnę. Potrzebuje kogoś do towarzystwa. Tak się nasiedziałam w żłobku, że nieco wyszłam z formy i pewnie będę potrzebować pomocy — zażartowała. 

<Szakal?>

04 kwietnia 2023

Od Szakalego Szału CD. Bieliczego Pióra

Stała w wejściu nieco przerażona, gdy otoczyły ją małe pocieszne kupki szczęścia, kręcące się wokół własnej osi. Jad z wielką radością przytuliła się do złotawej kotki wiedząc, że ona również ubóstwia mrocznych przodków. Niesamowite było to, jak łatwo można zaszczepić wiarę w niewiniątka. Może rzeczywiście pochodziły z samej puszczy? Dzieci Bieliczego Pióra z dnia na dzień stawały się rażąco podobne do przybranej matki. Niby nie mieli wspólnych genów, DNA, a jednak… wrażenie prawdziwego pokrewieństwa nie mijało.
— Szakal, Szakal! — zapiszczała czarnawa — Co sądzisz o Mrocznej Puszczy? Chcę wiedzieć jak najwięcej! — Spojrzała błagalnymi oczkami. — Moja mama nam tyyyyle opowiada, ale muszę usłyszeć coś ciekawego od ciebie!
Dzieci zawsze zdawały się być dla złotawej straszne. Małe potworki - tak je nazywała. Najczęściej wyrastały z nich demony, świry i wszystko, co złe. Jednakże tutaj, w tym łagodnym miejscu otoczonym przez liście, czuła się bezpieczna. Uśmiechnęła się do malucha, mając już zamiar opowiedzieć historię.
— Chodź, usiądź sobie.
Ah, Bielicze Pióro! Pobiegła do burawej jak najszybciej, moszcząc się następnie przy niej i zapraszając jej malucha na lekcję historii.
— Zapytałaś mnie, co sądzę o Mrocznej Puszczy, prawda? — Jad skinęła głową. — Cóż, to temat dość skomplikowany. W miejscu, gdzie brak gwiazd, rzekomo koty nie mają nic do jedzenia. Są otoczene przez brud, cuchnącą siarkę i niekończącą się mgłę, cierpiąc często katusze za coś, czego nigdy nie zrobiły. Ja… im współczuję. Niestety niesprawiedliwość rządzi światem pośmiertelnym, nad naszymi duszami sąd wydaje Klan Gwiazdy, przymykając swe bezkompromisowe oko na biednych wojowników, uczniów, a nawet kocięta. — westchnęła — Tak zabite zostało twoje rodzeństwo, choć nic nie zdążyło wykonać swoimi łapkami. Gwiezdni są okropni i bestialcy, pamiętaj.
Taksowała wzrokiem przedstawicielkę kolejnego pokolenia kultystów. W zielonych ślepiach Jadu ujrzała determinację, zgrzyt nienawiści ku "dobrym" duchom. Tak miało być; ona wraz z innymi została wybrana, by wybić wiarę w gwiezdnych.
— I właśnie dlatego istnieje kult. Jesteśmy prawdziwą cnotą. Walczymy o prawa skrzywdzonych, karmiąc ich co księżyc duszami samotników. Modlimy się o to, aby trafić do Mrocznej Puszczy; lecz nie bezcelowo. Po śmierci zasilamy szeregi naszych przodków, żyjemy z wygnanymi, wspieramy sprawę, aby pewnego, pięknego dnia zrzucić zwyrodnialców z tronu. — Wyciągnęła łapę do malucha. Wystawiła pazur i wskazała nim lewe ucho, nadal różowiótkie jak u prawdziwego kociaka. — Gdy już dorośniesz, zostaniesz naznaczona. Jako symbol przynależności do kultu twoje ucho otrzyma nowy kształt. Zaistniejesz w charakterze członka wielkiej rodziny, tak jak twoja matka. — wymruczała — I nie martw się, względem pozorów nie jest to proces bolesny. Wiem, co mówię.
Szakal zazgrzytała zębami. Ona również powinna być przywitana w sekcie jak każda inna osoba, lecz ta szansa została jej odebrana przez Płonącą Łapę. Walcząca z nią niegdyś kotka nie dokonała krzywdy celowo; córka Stokrotki była całkowicie świadoma, jednakże ogień antypatii wciąż płonął w środku jej serca. Że też mroczne dusze nie potrafią cofać czasu! - pomyślała.
— Wszystko ok, Szakal?
Obudziła się, gdy zarejestrowała przyjacielskie mruczenie Bielika. Chyba nie powinna się tak martwić; czy tak czy siak zostanie przyjęta do kultu.
— Oczywiście, wybacz. — Polizała się nerwowo po piersi. — Wciąż myślę nad inicjacją. Czekam już cholernie długo na służbę mrocznym duszom; chyba powoli tracę swój stoicyzm.
Gdy wylała własne żale, zatopiła złoty pysk pomiędzy pręgowanymi łapami. Potrzebowała czyjegoś pocieszenia, wręcz pragnęła. Za mało pozytywnych rzeczy działo się w ostatnim czasie.
Przymknęła oczy, gdy wchłaniała słodką, kocięcą woń. W tym wszystkim nie pomagał fakt, że została właśnie żywą zjeżdżalnią - Gronostaj, Jad, Olsza i Kukułka weszli na jej grzbiet, by móc pofikać jak na placu zabaw.

<Bielicze Pióro? Potrzebuję terapeuty>

12 marca 2023

Od Bieliczego Pióra CD. Szakalego Szału

Jej maleństwa tak szybko dorastały. To było dla niej wręcz niepojęte. Nie przypominały już tych ślepych, zagubionych kulek, które uratowała przed wyziębieniem. Były większe, ich futerko lśniło zdrowym blaskiem, a charakter kształtował się dość prędko. Nic nie dało się ukryć przed jej czujnym spojrzeniem. Czasami Jad nękała Kukułkę, ale szybko odpuszczała, gdy jej wzrok na niej spoczął. Ile to razy miała z czarną rozmów na temat szanowania swojego rodzeństwa. Zielonooka była jednak dość krnąbrna, lecz potrafiła odpuścić i posłuchać się jej słów. Najbardziej jednak te dwa małe szkraby lubiły jej opowieści o Mrocznej Puszczy. Cieszyła się widząc, że wchłaniały wiedzę o przodkach, wręcz wykazując chęć, by kultywować dalej tą wiarę. To był kolejny znak na to, że były darem od przodków. Praktycznie powtarzała im to zawsze, gdy modliły się do złych duchów. Pochodziły od nich, a więc musiały wiele jeszcze nad sobą popracować, by nie przynieść im zawodu czy też hańby. Właśnie z tego powodu, chroniła je przed kotami z zewnątrz, nie pozwalając na zbytnie spoufalanie. Nie dotyczyło to oczywiście kotów z kultu. Jej matka, a ich babcia, odwiedzała ich często, tak samo jak Irgowy Nektar. Widziała, że były dumne z tego na kogo wyrosła i jak z wielką chęcią przyjęła nadaną przez kult role. Czuła się wspaniale. Tak spełniona. Na pewno Jastrzębia Gwiazda był z niej dumny. Wierzyła w to bardzo mocno. 
Obserwując zabawę córek, które walczyły ze zdradzieckim Klanem Gwiazdy, do środka nagle weszła Szakali Szał. Widziała jej mianowanie z oddali, ponieważ musiała pilnować dzieci, ale słyszała co wojowniczka zrobiła. Szkoda jej było Płonącej Łapy, która dostawała manto praktycznie od każdego, ale taka była cena bycia Wilczakiem. Ich klan musiał pozbywać się słabych jednostek. 
— Nieźle już wyrosły. — złota wymruczała do siebie, w nadziei na jakąś odpowiedź. — Mogę wejść? Nie będę przeszkadzać?
— Jasne, zapraszam. Wiesz, że jesteś u mnie zawsze mile widziana. — Uśmiechnęła się do przyjaciółki, zgarniając Kukułkę i poprawiając jej zabłąkany kosmyk sierści, który zaczął dziwnie odstawać po zabawie. 
— Mamo, mamo! To ciocia? — Jad spojrzała z ciekawością na wojowniczkę, przekręcając swój łebek. 
— To jest Szakali Szał. Moja przyjaciółka, wnuczka Irgowego Nektaru, naszej zastępczyni — wytłumaczyła maluchom. 
— O rany! To mogę mówić o przodkach? — Zielonooka skupiła na niej spojrzenie, na co pokiwała głową. 
— Oczywiście, skarbie. Szakali Szał zna naszych przodków i jest jedną z nas — miauknęła do córek, co spotkało się z okrzykiem radości czarnawej, która już podleciała szybko do wojowniczki, by móc pochwalić się jej, że była wybrana przez samą Mroczną Puszczę, a jej dziadkiem był Mroczna Gwiazda. 
Widziała jak złota stoi zaskoczona, nie wiedząc zapewne co zrobić ma z tym gadającym brzdącem. 
Bielicze Pióro zaśmiała się cicho pod nosem, przywołując Szakal ogonem.
— Chodź, usiądź sobie — zaproponowała, robiąc jej miejsce. 

<Szakal?>

03 marca 2023

Od Szakalej Łapy (Szakalego Szału) CD. Bieliczego Pióra

Szakala Łapa weszła do żłobka, gdzie siedziała już Bielicze Pióro oczekująca na swoje młode pływające w brzuchu. Jej wewnętrzne kulki znacząco rosły z dnia na dzień. Gdy odwiedzała swoją przyjaciółkę, czuła że poród zbliżał się wielkimi krokami; i choć nienawidziła tych małych pociech, musiała przyznać, iż była ciekawa ich przyszłego charakteru, wyglądu oraz liczby. Miała nadzieję, że z wojowniczki nie wyjdą rozwydrzone bachory.
Ze sobą przyniosła dużą porcję - dwie myszy i tłustego gołębia. Karmicielki zawsze jadły jak szalone, tak jakby nie miało być jutra. Złotawa podała pożywienie wygłodzonej kultystce i usiadła obok niej, nie odzywając się ani słowem. Poczekała spokojnie na to, aby Bielik najadła się bez pośpiechu, jednakże nie wszystko poszło zgodnie z jej założeniami. Ciężarna kotka pochłonęła własną porcję w ciągu minuty, ledwo smakując soczyste mięso.
— Dzięki. Nigdy w życiu tyle jeszcze nie jadłam co teraz, a wciąż czuję się głodna. — zażartowała — Będziesz chciała je poznać?
Puszysta, biała łapa wylądowała na okrągłym brzuchu, który zdawał się być najbardziej zadbaną częścią ciała. A może rzeczywiście tak było? Skonsternowana Szakal przyjrzała się całokształtowi leżącej przed nią osoby.
— Powinnaś wylizać dobrze nie tylko partię, w której znajdują się twoje dzieci. — zwróciła jej grzecznie uwagę — Całe ciało potrzebuje pielęgnacji.
Bielicze Pióro kichnęła z poirytowania.
— O mnie się nie martw. — Wlepiła w uczennicę błękit oczu. — Błagam, nie uciekaj od krępujących pytań. Wiem, że ciężko ci jest w obecności kociąt i częściowo to rozumiem, lecz obiecuję ci - spod moich łap wyjdą wyłącznie same pocieszne maluchy. Naprawdę je polubisz! Nie bój się, zobaczysz jaką radością są te małe, niewinne istotki!
Szakal z poważną miną stała przed arlekinką, nie mogąc wydobyć już z zasychającego gardła ani jednego słowa. Nie chciała ranić własnej znajomej, z którą dogadywała się jak z nikim innym, lecz prawda pozostawała taka, iż nie cierpiała drobnych kociaków, a dodatkowo… bała się ich. Tak, dokładnie. Nowonarodzone potomstwo zawsze miało inną mentalność i spojrzenie na świat, co blokowało możliwość dogadania się z nimi. Opowiadały głupoty, pytały o masę rzeczy, gdy Szakal nie znosiła długich rozmów i wolała spędzać czas sama w ciszy, spokoju, wśród niezmiennej natury.
Ona i kocięta były jak dwa przeciwne żywioły, które w najgorszym przypadku zniszczą się nazwajem.
— Eee… — zacięła się — Przybiegnę do ciebie, gdy już przyjdą na świat. — Zdobyła się na wymuszony uśmiech. — Dam z siebie wszystko, by być dla nich najlepszą osobą.
Bielicze Pióro zamruczała melodyjnie.
— Dziękuję. Teraz tylko przestaw swoją mózgownicę na pozytywne myślenie.
Z brązowawego pyska uciekł cichy śmiech, piękny i fantastyczny jak ona sama. Szakal odwzajemniła reakcję łagodnym pataniem po główce burej. Pozostało wyłącznie czekać na to, co przyszłość przyniesie.

***

W klanie… zapanował koszmar, klątwa. Złe wypadki zaczęły się od tragicznej śmierci kociąt Bieliczego Pióra, które zniekształcone od samego początku nie miały szans przeżyć bez bezpośredniego dokarmiania. Córka Mrocznej Gwiazdy od tamtego czasu diametralnie zmieniła się - zdziczała i po odnalezieniu dwójki kociąt nie pozwalała większości podejść do żłobka, bojąc się ponownej utraty. Szakali Szał widząc zachowanie kotki, nie odwiedzała jej, spodziewając się szaleńczej reakcji. Obiecała, że pozna maluchy; obiecała, że zmieni własne nastawienie, lecz złamała daną przysięgę. Gdy szła z pierwszego treningu ucznia, westchnęła przeciągle, próbując uspokoić własne poddenerwowanie.
Właśnie - tak prędko stała się mentorem. Zdążyła zaobserwować, iż nowi wojownicy niemal od razu dostają kociaki pod opiekę i szczerze liczyła na jedno z dzieci kultystki. Chciała szkoleniem, tym nietypowym zabiegiem, pokazać Bielikowi własne starania i żal, jaki trzymała w szakalim sercu, jednakże zamiast Kukułki bądź Jadu otrzymała Olszową Łapę, kotkę calico o brązowym oczach. Nie była zła - zachowywała się całkiem grzecznie i okazywała bezgraniczne posłuszeństwo, aczkolwiek złotawa wyczuwała w jej działaniach fałsz oraz dwulicowość, co ją do cna niepokoiło. Dziś słodka szylkretka - jutro mogła zamienić się w potwora. Wojowniczka zatrzęsła futrem na samą myśl; będzie musiała ją mieć na swoim bystrym oku.
Ciche kroki stawały się coraz wyraźniejsze, gdy wnuczka Irgowego Nektaru docierała do lokalnego krzewu. Wzięła głęboki oddech i weszła do środka, spotykając się z brykającymi kociakami. Ich masa na spokojnie dorównywała młodszym uczniom.
— Nieźle już wyrosły. — wymruczała do siebie i Bielika, w nadziei na jakąś odpowiedź. — Mogę wejść? Nie będę przeszkadzać?

<Bielicze Pióro?>

05 stycznia 2023

Od Bieliczego Pióra CD. Szakalej Łapy

 Usiadła przed Irgowym Nektarem, zabierając głos. Musiały dowiedzieć się więcej o mrocznych duchach. Przodkowie byli w stanie opętywać żywych, komunikować się i dawać znaki znacznie lepsze niż ten przebrzydły Klan Gwiazdy. Pragnęła posiąść wiedzę odnośnie życia pozagrobowego. Teraz, gdy należała do kultu, nic nie stało na przeszkodzie, by przed nią to wszystko otworzyć.
— Chciałyśmy dowiedzieć się w jakich sytuacjach przodkowie wstępują w ciała żywych i czy można to jakoś wywołać. 
Złota zmrużyła oczy, chwilę patrząc w ich stronę zamyślona.
— Spotkałam na zgromadzeniu kota, który twierdził, że ktoś z Mrocznej Puszczy go nęka kierując ciałem jego córki — dodała szybko Szakala Łapa, aby zastępczyni wzięła na poważnie ich pytania.
Jej wzrok spoczął na ich dwójce, nim ruchem ogona, nie zachęciła je do zbliżenia się. No tak. O takich rzeczach nie należało mówić głośno. Przysunęły się, oczekując słów, które spłyną z języka kocicy. Czuła w sercu ekscytacje. Zaraz pozna tajemne informację, którymi mogli się szczycić tylko wybrani! 
— Jeżeli ktoś z Mrocznej Puszczy istotnie wchodzi w czyjeś ciało, nie robi tego bezcelowo. Kimkolwiek jest twój kolega, musiał narozrabiać. Mściwość to ich zaleta. — powiedziała starsza, przenosząc wzrok z wnuczki na nią. — Nie da się tego wywołać, Bielik. To wola przodków, a nie twoja. Jeżeli uznają, że jest to potrzebne, tak się stanie. Nie należy ich nękać o zmartwychwstanie, jeżeli sobie tego nie życzą. 
Uh... Wiedziała... Spodziewała się takiej odpowiedzi, ale miała jeszcze w głębi siebie jakąś nadzieję na to, aby istniała jakaś szansa na dokonanie tego nadnaturalnego cudu. 
— Jak nazywa się ten duch? — Irgowy Nektar zwróciła się do uczennicy. 
— Zajęcza Gwiazda, znasz go? — padła z pyska małej odpowiedź. 
Na brzmienie tego imienia, kącik ust staruszki uniósł się ku górze. Skinęła łbem.
— Nie poznałam go osobiście, ale na zgromadzeniach nie dało się go nie dostrzec. Zabił Piaskową Gwiazdę, kradnąc jej miejsce. Nie było was na świecie, gdy Mroczna Puszcza rzuciła Klanowi Gwiazdy wyzwanie i zeszła na ziemię, walcząc w ciałach żywych. Widziałam potęgę naszych przodków. Sam Jastrzębia Gwiazda nawiedził te ziemie jako ktoś żywy. Wracając jednak do twojego towarzysza, pewnie chcesz mu pomóc, prawda? Niestety. Nie jest to możliwe. Musi się dogadać z duchem i przystać na jego warunki, jeżeli pragnie żyć w spokoju. Zapamiętajcie. Nie pogrywajcie z przodkami, bo skończy się to źle. 
— Ja bym chciała z nim porozmawiać. Myślisz, że istniałaby szansa... — rozkręciła się, ale ostry wzrok zastępczyni, przerwał jej w pół słowa.
— Nie, Bielik. To oni nas wybierają, a nie my ich. Cieszy mnie twój entuzjazm i zaangażowanie w te sprawy, lecz nie nękaj umarłych. 
Westchnęła ciężko, ale pokiwała głową, by kocica nie łajała jej ponownie. 
— Zapomnijcie o tym co było na zgromadzeniu. Skupcie się na obowiązkach — dodała jeszcze, odchodząc. 
Zostały same. Posłała Szakalej Łapie rozczarowane spojrzenie, po czym wzruszyła ramionami.
— Starałyśmy się. — miauknęła, a widząc zamyślenie młodszej, trąciła ją łapa w ramię. — Nie martw się o tego kota. Poradzi sobie. Chodź, wezmę cię na polowanie. Zobaczę co potrafisz. — zaproponowała, kierując się ku wyjściu z obozu. 
Na szczęście kotka skinęła głową i ruszyła za nią. Tyle dobrego... Nie zamierzała mimo wszystko odpuścić. Znajdzie sposób na skomunikowanie się z Mroczną Puszczą. 

*** 

Tak długo się starała, tyle wycierpiała i się udało. Była w ciąży! Przeniosła się do żłobka, każdego dnia obserwując swój brzuch, który rósł tak jak powinien. To było dziwne uczucie, mieć w sobie nowe życie. Czasami czuła jak maluchy się poruszały. Coś ją wtedy rozczulało. Nie mogła doczekać się aż przyjdą na świat. 
Słysząc, że ktoś wszedł, uniosła wzrok na Szakalą Łapę. Uczennica przyniosła dla niej i dla Frezjowego Płatka coś na ząb. Swoją porcję pochłonęła niemal natychmiast, oblizując pysk ze smakiem. 
— Dzięki. Nigdy w życiu tyle jeszcze nie jadłam co teraz, a wciąż czuję się głodna — zażartowała. — Będziesz chciała je poznać? — Wskazała łapą na swój brzuch, o który dbała lepiej niż o całą resztę swojego futerka. 

<Szakala Łapo?>

27 grudnia 2022

Od Szakalej Łapy CD Bieliczego Pióra

Stało się. Drugi raz była świadkiem wygonienia ucznia, który nie postarał się wystarczająco, by pozostać bezpiecznym w klanie. Połowicznie ślepy kocur z przestrachem cofał się do wyjścia, wyszukując wzrokiem swojego brata, Gęsiego Wrzasku. W pamięci świeżo wyryte pozostawało wspomnienie dotyczące pytania mentora w sprawie rodzeństwa. Przebiśniegowej Łapie nie udało się, tak jak Szakal przewidziała.
Po ostatnich rozmowach z przywódcą jej pewność siebie znacznie wzrosła, dzięki czemu niemal przestała bać się o wygnanie. Mroczna Gwiazda widział w niej dobrą uczennicę, godną zaufania i przystąpienia do spraw zatajonych przed szarym tłumem. Jednakże teraz jak wąż wiły się przed kotką wizje wygnania Ruiny. Mijały księżyce, a czarnawa nie zrobiła nic w kierunku poprawienia reputacji. Była? Była, i tyle w temacie. Gniła gdzieś w żłobku z Jaszczurzym Sykiem i Frezjowym Płatkiem, otoczona nieznośnymi pociechami. Bleh, dobrze że tam nie przebywała zbyt często. 
Właśnie - urodziły się kolejne pokraki. Obie z czarno-białymi umaszczeniami - przypadek? Coraz więcej kotów niepokojąco przypominało przywódcę Klanu Wilka. Czyżby Mroczna Puszcza faworyzowała lidera i chciała to pokazać, dając kolejne podobne wnuki? Istniała takoważ opcja, lecz co się dziwić. Kocur zapewniał ponadprzeciętnie wiele dobra dla kultu, zasługiwał na chodzące podobizny. 
— Hej... — Bielicze Pióro zwróciła się do młodszej. — W porządku?
— Oh, to ty! — uśmiechnęła się do burej. Przez zamyślenie nie zauważyła jej obecności. — Chodzi ci pewnie o wykopanie Przebiśniegowej Łapy, czyż nie? Myślę..., że będę jakoś żyć. Powoli przyzwyczajam się do panujących tu realiów. Jeżeli mam być szczera, to prędzej boję się o Ruinę, a nie siebie. 
— Ruina... zachowała się nieodpowiednio. Przyniosła wstyd rodzinie i kultowi. Ma szczęście, że Mroczna Gwiazda jej nie wygnał z klanu. Bójka z kimś z Klanu Nocy? Mogła wywołać tym wojnę — pokręciła łbem. — Szkoda o niej gadać. A jak tobie minęło zgromadzenie? — zapytała zaciekawiona.
— Bardzo nietypowo. — rzekła, przypominając sobie o kocurze z Klanu Nocy. — Poznałam osobnika noszącego imię Rybka, znasz go może? — zapytała, nie mając zamiaru zaprzestać rozmowy na tak krótkim raporciku. — Opowiadał o czymś, co jest nienaturalne jak na kogoś spoza Wilczaków. Mianowicie ma do czynienia z duszą Mrocznej Puszczy.
— Nie. Nie znam go. — Zmarszczyła czoło. — Naprawdę? Mroczne duchy mogą kontaktować się z żywymi. Moja matka została odwiedzona tak przez Jastrzębią Gwiazdę. Co takiego mówił? Kto z nim się kontaktował?
— Rzekomo Zajęcza Gwiazda opętuje jego córkę w ramach zemsty za odejście z Klanu Burzy. Był swego czasu niewolnikiem i od tamtej chwili zmarły nie daje mu spokoju, biedak. — zasmuciła się. Nadal pamiętała o marnej postawie, jaką sobą prezentował. — Chciał się go pozbyć, ale nie wie jak. 
— Och... To brzmi źle. Dusze z Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd podobno są dość mściwe, gdy nie rozwiążą spraw, które pozostawili za życia. Ale ciekawe... Z chęcią pogadałabym z tym Zajęczą Gwiazdą. W zasadzie... mogę zapytać lidera. On ma większe doświadczenie w tych sprawach. — zaproponowała. — Wtedy może dowiemy się czy istnieje szansa, by ktoś z Mrocznej Puszczy chodził wśród nas! Ale to by było ekscytujące!
— Myślisz, że Mroczna Gwiazda nie wkurzy się za zawracanie głowy? Również chciałabym poznać naszych przodków, ale chyba nie kosztem ścięcia wszystkich wibrysów. — odmruknęła nerwowo.
Przyjaciółka zastanowiła się chwilę.
— To możemy zapytać Irgowego Nektaru. Żyła przez wiele księżyców w kulcie Mrocznej Puszczy, nim dołączyła do Klanu Wilka. Jak ona nie wie, to już nikt.
— Moja babcia, no tak! — wykrzyczała. — Zgadzam się z tobą w stu procentach. Chodźmy więc do niej!
Obie kotki wyminęły rozchodzący się tłum. Szły pod zielonymi liśćmi drzew, ciesząc się naprzemiennie występującym cieniem i słońcem. Podczas drogi wpadły na Sarni Krok - młodą, rudawą wojowniczkę, która ostatnio zachowywała się nad wyraz nieprzyjaźnie wobec klanowiczów. Nic nie powiedziała, lecz zasyczała nienawistnie w ich stronę i znikła za krzewami, idąc na polowanie. 
— Dziwaczka. — iglaste źrenice Bielika pobiegły za uciekającą ex-pieszczoszką. — Przecież nic nie zrobiłyśmy.  
Szakala Łapa zgodziła się machnięciem ogona. Co w nią wstąpiło? 
— Być może pszczoły zjadły jej mózg. — fuknęła. — W taki sposób narobi sobie wrogów.
Nie zastanawiały się zbyt długo i ruszyły dalej ku zastępczyni. Złota, piękna kotka leżała na kamieniu z przymkniętymi oczami, poruszając tylko co jakiś czas charakterystycznymi uszami. Wiek odbierał starszej barwy oraz nadawał wrażenie, że słabnie, jednak każdy mądrzejszy widział, iż trzymała się wyjątkowo dobrze. 
— Co was do mnie sprowadza, moje kochane? — wymruczała Irgowy Nektar, podnosząc się z kojącego, acz twardego łoża. — Widzę biegającą ekscytację na waszych pyskach. 
Tak, były naprawdę ciekawe tego, co odpowie matka kultu w sprawie mrocznych dusz. Jeszcze nigdy nie miały z nimi do czynienia, chowali się w czerni niczym Gwiezdni i nie dawali żadnego znaku. Szakal chciała zanieść potrzebne informacje Rybce. Czy dzięki mądrości złotej babci rozwiąże problem zatroskanego kocura? 

<Bieliku?>

[przyznano 5%]

15 grudnia 2022

Od Bieliczego Pióra cd Szakalej Łapy

Szkolenia u jej brata? W zasadzie mogła z nią o tym porozmawiać. Na pewno niedługo zostanie wojowniczką i będzie zmuszona brać w nich udział. Ta wiedza mogłaby jej pomóc przygotować się do tego co ją czekało. Pamiętała jak to z nią było, gdy wkroczyła na głęboką wodę, nie za bardzo rozumiejąc, jak należało się tam zachować. A było ciężko. Teraz przywykła do codziennej rutyny, która nie robiła już na niej żadnego wrażenia. Ciało jej się wzmacniało i codzienne wyzwania, które stawiał przed nią brat, przestały sprawiać jej tyle problemów. 
— Jest ciężko, ale nie tak źle jak przypuszczałam. Ćwiczymy walkę, czasem różne sygnały, które przydadzą nam się, by komunikować się ze sobą niewerbalnie. To świetna zabawa. Na pewno jednak różni się to od twoich treningów tym, że wstajesz rano z bolącymi łapami i czasem masz dość — westchnęła przypominając sobie, gdy musiała brać w tym udział, pomimo obolałego ciała po laniu, które sprawił jej lider. — Chłodny Omen jednak zna się na swoim fachu. Jest bardzo zdolny. Sosnowa Igła na początku do niego podskakiwała, ale ustawił ją do pionu. Jestem z niego dumna. Kiedyś nie był taki władczy. — poinformowała kotkę, strzygąc uchem, bo dotarły do niej pomruki Tchórzliwego Upadku, który mijał ich w niewielkiej odległości. Skrzywiła pysk. Młody wojownik wyglądał jakby życie uciekało mu pomiędzy łapami. Dostawał w kość, lecz nie było jej go żal. Mocno naraził jej się za kocięctwa i dalej darzyła go olbrzymią niechęcią, chociaż przestał nareszcie rzucać w jej kierunku te swoje chore teksty. 
— Ciekawe czy ja sobie poradzę — odezwała się złota powodując, że lekko się uśmiechnęła. 
— Jeżeli nie będziesz dawała sobie w czymś rady, pomogę — odparła, kończąc zdobycz, po czym wstała. — Będę musiała już iść. Patrol czeka. Odwiedzę cię pod wieczór, dobrze? — pożegnała się z uczennicą, która skinęła głową na jej słowa. 
Bycie wojownikiem było trudne, ponieważ miało się ledwie chwilę na odpoczynek, przez czekające obowiązki. Ruszyła szybkim krokiem w stronę Trójokiej Wrony i Sosnowej Igły, po czym wyruszyli w las.

***

Donośny wrzask rozległ się po obozie. Zaciekawiona wyjrzała z legowiska wojowników, będąc świadkiem zadziwiającej sceny. Sosnowa Igła darła się na drżącego i łkającego pointa. Przebiśniegowa Łapa zdawał się coraz bardziej przestraszony, gdy jego mentorka pluła jadem, zwracając na siebie uwagę wszystkich obecnych. 
— Mam cię dość! Ile można trenować taką wronią strawę?! Jesteś niewdzięcznym bachorem! W dupie mam to, że masz wzrok jak starszy, nie nadajesz się najwidoczniej na wojownika! Twój brat już dawno został mianowany, a ty?! Nigdy nie trenowałam gorszej ofermy od ciebie! — warczała, po czym bezceremonialnie uderzyła kocura w pysk.  
Musiała chwilę pomyśleć nad tym co się działo. Rzeczywiście... Uczeń był już naprawdę stary, a kisił się dalej jako terminator. To już ona była wojowniczką! Dostrzegając czarno-biały kształt, położyła po sobie uszy. Mroczna Gwiazda nadchodził. Bała się jak to się skończy... 
Sosnowa Igła na moment przerwała się drzeć, widząc lidera. 
— Spokój! — rozkaz był krótki i dosadny. 
Jej zdegustowany wyraz pyska, skierował się od razu na niego, wskazując na Przebiśniegową Łapę ogonem. 
— Mroczna Gwiazdo, nie będę spokojna. Nie zamierzam go dalej szkolić! Niech inny dureń sobie go weźmie, ja straciłam cierpliwość! — syczała, machając gniewnie ogonem i tylko chyba cud sprawił, że nie rzuciła się jeszcze na pointa, by rozszarpać go na strzępy, jak to zrobiła z Ruiną. 
— Klanie Wilka! — zawołał czarnobiały przywódca, zasiadając na charakterystyczny pień, serce obozu, po tym jak ostro i krótko uciszył Sosnę po ambarasie, jaki wyrządziła. Widziała jak skarcona kocica, prycha pod nosem, ale posłuchała i przestała dalej się pruć. Van wypatrzył surowym, bezwzględnym i nieznoszącym sprzeciwu wzrokiem starego ucznia. — Przebiśniegowa Łapo, wystąp. — Gdy uczeń wyjawił się z tłumu, przywódca kontynuował. — Niedawno ukończyłeś dwadzieścia siedem księżyców, a mimo to, wciąż nie awansowałeś na wojownika. Dość długo czekałem. Dość długo czekał klan. Miałeś wiele okazji do zabłyśnięcia i zasłużenia sobie na awans. Tymczasem, mimo dużego już wieku, twoje umiejętności nie są nawet na poziomie podstawowym. Twoje fizyczne zdrowie już od dawna zauważalnie wpływało na twój trening i naukę, a to oznacza, że zabierasz nam zwierzynę i nie dajesz nic od siebie. Jesteś balastem, a nie Wilczakiem. Z tego też powodu jestem zmuszony pozbawić cię jakichkolwiek praw pozwalających na przebywanie na tym terytorium. Od dziś, jeśli zobaczymy cię wśród nas, zostaniesz potraktowany jak wróg — Skierował spojrzenie na Sosnę. — A ty, Sosnowa Igło, powinnaś była zgłosić mi to prywatnie, a nie zakłócać wszechobecny spokój. Rozejść się — rozkazał, a następnie ostrzegawczym warkotem pogonił Przebiśniega do opuszczenia ich grupy.
Point przez kilka chwil nie wierzył zapewne swoim uszom. Widziała jego łzy, jak szuka wzrokiem swojego brata. To zadziało się tak szybko, tak nagle. Współczuła mu. I to bardzo. Wiedziała jednak, że lider miał rację. Ich klan nie powinien karmić koty, które jedyne co robiły to im wadziły. Wątpiła jednak czy kocurowi ze swoimi marnymi umiejętnościami, jak i ślepotą, uda się przeżyć jako samotnik. To był wyrok śmierci. 
Wtem dojrzała jak Szczurzy Cień zagania wygnańca w stronę wyjścia, po czym znika poza obozem. To było... zaskakujące. Nie spodziewała się po kocurze takiego kroku. Zawsze uważała go za mięczaka. Wzrok Irgowego Nektaru również wypatrzył to dziwne zachowanie burego. Miała gdzieś na końcu umysłu dziwną myśl, że być może Szczurzy Cień chciał jakoś mu pomóc... Nie widziała jednak, by inni kultyści poszli jego śladem, wracając do swoich spraw. 
Sosnowa Igła zdawała się zadowolona, ale widziała ten jej skrzywiony pysk. Najwidoczniej jej duma dalej nie potrafiła znieść faktu, że została złajana przez lidera. 
Podeszła ostrożnie do Szakalej Łapy, która przyglądała się temu wszystkiemu równie zdziwiona co ona. Miała nadzieję, że uczennica nie miała myśli, że być może jak zawiedzie, to skończy jak Przebiśniegowa Łapa...
— Hej... — zwróciła się do młodszej, by zwrócić jej uwagę. — W porządku? 

<Szakal?>

09 grudnia 2022

Od Szakalej Łapy CD Bieliczego Pióra

– Jak tam twój trening? Gęsi Wrzask jest dobrym mentorem?
Bielicze Pióro pojawiła się niespodziewanie obok Szakala, przynosząc ze sobą parę tłustych mysz. Aż ślinka pociekła na ich widok - wyglądały wyjątkowo apetycznie. Koleżanka miała naprawdę doskonały gust do wybierania popołudniowych potraw. Obie kotki były akurat zmęczone ćwiczeniami, więc uczennica nie narzekała dzisiaj na zjadanie mięsa. Tak - nadal starała się spożywać zwierzęta w zmniejszonej ilości, lecz Gęsi Wrzask skutecznie to uniemożliwiał. Może i lepiej? Zaraz osiągnie 12 księżyców, a ona wciąż była małą kupą futra.
– Nie można mu odmówić wojowniczego talentu. – stwierdziła, delektując się zdobyczą. – Jednakże brak w nim pohamowania. Wkurzenie u niego równa się z falą nieestetycznych słów, które nigdy się nie kończą. Chłop bierze mnie na trening w niemal każdej wolnej chwili, jakby chciał możliwie najszybciej zamknąć rozdział szkolenia i przejść do własnych spraw. – zaśmiała się. – Wielkie było jego zdziwienie, gdy zauważył, jak bardzo nieudolna jestem. Wciąż stoję na etapie polowania, gdzie poprawia każdy błąd i aż piana z jego pyska leci, tak się przy tym wścieka. Lecz… są już jakieś postępy. – przyznała się, odgryzając kolejną kończynę. – Ostatnio ukończyłam pozytywnie pierwszy test, więc powoli zaczynamy dołączać ruchy bitewne. Powiem ci, że są one o wiele ciekawsze od tego, co dotąd robiłam.
– Ta… Gęsi Wrzask potrafi być specyficzny. – mruknęła. – Lecz jestem pewna, że wyszkoli cię na najlepszą wojowniczkę.
– Taki jest mój cel. Chcę prześcignąć nawet i jego.
– Wohoho, w takim razie powodzenia. Twoje ambicje są wysokie.
– Trzeba jakoś nadrabiać wzrost, czyż nie? – zaśmiała się. – Udowodnię sobą, że masa ciała nie ma znaczenia, lecz taktyka, siła i spryt.
– Dlaczego w ogóle zakładasz, że jesteś słaba? – zapytała ze zmartwieniem wypisanym na pysku. – Każdemu na początku idzie kiepsko. Zobaczysz, z czasem wszystko się ułoży.
– Prawda, lecz ja nie przebijam tej żenującej poprzeczki. Moje umiejętności wzrastają w zastraszająco niskim tempie, a przecież na koniec aby zostać wojownikiem, muszę pokonać przeciwnika poprzez walkę. Nie mogę sobie pozwolić na wygnanie jak Słowicza Łapa.
– Skąd o niej wiesz?
– Stokrotkowa Polana gnębi mnie jej przykładem. – parsknęła, aż krople śliny poleciały na bok. – Chyba to ma być motywacja, o ile to tak można nazywać.
– Nie, ona cię zastrasza. – zasyczała i położyła po sobie uszy. Rzadko widziała ją tak wściekłą jak teraz. – Porozmawiam z nią, kiedy będzie wolna, bo chyba nie ma pojęcia, w jaki sposób należy wychowywać własne dzieci.
Szakala Łapa spojrzała z nieukrywanym zaskoczeniem na Bielicze Pióro. Co w nią wstąpiło? Prawda prawdą - wciąż była młodziutka, ale nie potrzebowała czyjejś ochrony! Jeszcze Stokrotkowa Polana się wkurzy i odbije swoją złość na niej samej.
– Ehehe… nie ma nic zabójczo groźnego w jej sposobie bycia. – skłamała. – Słowa matki spływają po mnie jak po kaczce i się nimi nie przejmuję. – napuszyła się, by okazać swoją fałszywą odwagę. – Tak się zagadałyśmy, że nic nawet nie pisłaś o własnych szkoleniach u Chłodnego Omenu! Weź mi coś o nich opowiedz, a nie.
Wyszczerzyła zęby przy ostatnim zdaniu i szturchnęła ramieniem brązowo-biały bok wojowniczki. Szakal modliła się, aby kotka wykupiła jej przekręt związany ze zmianą tematu, którego nie powinna była wcześniej poruszać. Przypomniało jej się zgromadzenie - popełniła w tamten pamiętny dzień podobny błąd. Chyba powinna czasami zamknąć gębę na kłódkę.

<Bielicze Pióro?>

[przyznano 5%]

22 listopada 2022

Od Bieliczego Pióra cd Szakala (Szakalej Łapy)

 – Aha. Przyjmuję to do wiadomości. – spojrzała na swoje łapki. – Jak myślisz, kogo dostanę na mentora? – zapytała. – Oczywiście chodzi mi o wojownika.
Nie miała pojęcia kogo Mroczna Gwiazda mógłby dać kotce na mentora. Jeżeli nie zdecyduje się wspomóc kultu jako przyszły medyk, to ilość kotów, które mogły ją wziąć pod skrzydła, była ogromna. Sądząc jednak po tym co już zaobserwowała, kocur mógł dać jej kogoś z kultu. W końcu mama wiele razy jej powtarzała, że tacy jak oni, powinni trzymać się razem. 
— Nieważne kto. Ważne, abyś dobrze się z nim dogadywała. To podstawa. — Uśmiechnęła się do niej lekko. — Gdybyś jednak miała z czymś problem, zawsze możesz przyjść z tym do mnie. Postaram się ci to prosto wyjaśnić i pomóc. 
Złota kiwnęła łebkiem. Pewnie obawiała się całej inicjacji. Przypomniało jej się, jak to ona była w jej wieku i musiała spędzić samotnie noc w lesie. Nie za przyjemne doświadczenie, jednak rozumiała, dlaczego było to takie ważne. Mroczna Gwiazda selekcjonował koty na tych lepszych i gorszych. Na razie jednak żadne "wilczątko" nie oblało testu. Mogli się pochwalić prawdziwymi wojownikami. 
— Będę miała to na uwadzę, dzięki. 
Skinęła łbem, po czym zeszła na przyjemniejsze dla kocięcie tematy. Niech cieszy się tą chwilą póki może. Będzie jej później brakować tej słodkiej nieświadomości i chwili rozrywki, jaką umożliwiał żłobek. 

***
*przed ucieczką Łasiczego Skowytu* 

Szakal została mianowana. Udało jej się przeżyć noc w lesie, a jej mentorem został Gęsi Wrzask. Ciekawy wybór. Kocur dobrze radził sobie i w walce, jak i też w ziołolecznictwie. Miał w sobie obie cechy, które pewnie odpowiadały ambitnej uczennicy. Wierzyła, że sobie poradzi. Nie była już taka mała. Dojrzała, co z trudem mogła pojąć. Jak ten czas szybki leciał. 
Skierowała do niej swoje kroki, gdy ta tylko wróciła ze swojego treningu. Ciekawiło ją jak sobie radziła. No i oczywiście, co o tym wszystkim myślała. 
Sama również była nieco zmęczona, ponieważ brała udział w szkoleniach, prowadzonych przez jej brata. Widziała, że nowa rola jaką objął mu się podobała. Trudno było rozpoznać w nim tego dawnego kocura, który kręcił się po kątach. Ale... z nią było tak samo. Niegdyś jej wielki entuzjazm, opadł. Żyła w napięciu, zwłaszcza gdy widziała wzrok Irgowego Nektaru, który przewiercał ją na wskroś. Kocica w końcu wyznaczyła termin jej testu. Tak długo czekała na informacje o nim... Ale co się dziwić, jak zastępczyni była zajęta pilnowaniem, by przygotować jak najlepiej obóz. Teraz, gdy był skończony, jej wzrok coraz częściej zatrzymywał się na niej. 
Ale teraz nie czas było o tym myśleć. Podoła wszystkiemu co ją miało czekać. 
Wzięła po drodzę ze sobą dwie myszy. Pewnie uczennica była głodna. Z niej też trening wyciskał większość energii i sił. Zbliżyła się, siadając obok i odkładając posiłek przy jej łapach. 
— Jak tam twój trening? Gęsi Wrzask jest dobrym mentorem? — zapytała. 

<Szakala Łapo?>

04 listopada 2022

Od Szakala CD Bieliczego Pióra

 Astry… Tak, są piękne. Złotawa nie mogła temu zaprzeczyć w żadnym stopniu. Ich barwy były różnorodne - od fioletu, po czerwień i róż. Matka niedawno przyniosła je do legowiska i od tego czasu Szakal zachwycała się ich płatkami, podziwiając każdy szczegół kryjący przed nią jakąś tajemnicę. Topiła swój nos w słodkawych zapachu, delikatnie przewracała z boku na bok zebrany stos kolorów i dbała o niego jak o własne dzieci. Broniła kwiaty zażarcie, raz nawet raniąc w nos Błękit. Mały kocur zakwilił wtedy przeraźliwie, gdy stróżka krwi wypłynęła z rany. Czy poniosła za to konsekwencje? Ależ tak. Gawronia Łapa omal nie zamordowała ją z szału, a Stokrotkowa Polana nadała agresorce szlaban, przez który została wystawiona na kpiny nieznośnej siostry. Ku zdziwieniu młodej, po incydencie astry nie zostały wyrzucone na zewnątrz. Być może opiekująca się nią szylkretka miała do nich sentyment, kto wie. 
Żłobek dla nowo narodzonych ponownie się zapełniał. Kolejne kocięta wiły się przy brzuchu karmicielki, kłując w uszy nieznośnym piskiem wyrażającym głód wiecznie goszczący w brzuchach. Nienawidziła tych "słodkawych" dla innych istot. Zazwyczaj wyrastały z nich diabły, które następnie zamieszkiwały legowisko uczniów i rządziły się własnymi prawami. Z jednej strony cieszyła się, że niedługo nie będzie pod władzą mamy, otoczona dzieciorami, lecz z drugiej strony bała się tego, co nastąpi, gdy nie uraczy jej ochrony. Pośród uczących się nie miała żadnego sojusznika ani przyjaciela, a już słyszała o tym, jak niektórzy potrafią być nieznośni. Nie każdemu również było dane zakończyć trening - ostatnio Wścibski Nochal i Bezzębny Robal opłakiwały śmierć Świetlikowej Łapy, która nieszczęśliwie utonęła i już nigdy nie ujrzała dnia. 
Lecz nie to było najważniejsze. Patrzyła teraz na swoją przyjaciółkę z ogromną blizną na pysku. Jej rozmiar przerażał Szakal. Jak ona wytrzymała ten ból oraz co miała na myśli poprzez niewłaściwe postępowanie? Przeczuwała, że być może zaatakował ją ogromny przeciwnik, z którym nie mogła wyjść cało. Ale czy na pewno o to chodziło? Miała już nieraz okazję by ujrzeć, jak brutalni potrafią być wojownicy jej klanu. Równie dobrze mogła komuś podpaść. Ktokolwiek to był, wolała się od niego trzymać z daleka. 
– Piękne... Myślałaś może o tym, by zostać medyczką? Wiem, że to twoja pasja, a... Kunia Norka... Według lidera nie nadaję się na to stanowisko. Może byłabyś od niej lepsza, skoro twoja mama i babcia znają się na roślinach?
– Eee.. – nie tego pytania się spodziewała. Odwróciła niepewnie głowę w stronę Bieliczego Pióra, uciekając niekiedy wzrokiem przy wypowiedzi. – Nie mam bladego pojęcia. Wiem znakomicie, że Kunia Norka to zdrajczyni kultu, która postanowiła podążyć własną ścieżką. Codziennie widzę niezadowolone spojrzenia rzucane przez naszą rodzinę w jej stronę i oczywiście jest to zrozumiałe, ale tylko wyobraź sobie. Ona będzie jak nic mnie uczyć, bo przecież Deszczowa Chmura jest na to za stary. Myślisz, że nasi przyjmą ze spokojem informację, że moją mentorką będzie jedna z najgorszych kotek klanu? Bo ja jakoś szczerze w to wątpię. Jeszcze ta medyczka zatruje mnie kłamstwami i dopiero będzie się działo! Zostanę jak ona wyrzutkiem, a nie chcę tego, naprawdę bardzo nie chcę. 
– To może poproś Mroczną Gwiazdę, by szkolił cię Gęsi Wrzask? – zasugerowała. – Z tego co słyszałam pobierał nauki u Irgowego Nektaru i Deszczowej Chmury w ziołolecznictwie. Sądzę, że jeśli nawet trafi ci się Kunia Norka, to kto inny może ci pomóc z doszkalaniem się, gdyby ona nie sprawowała się w tym dobrze... Dziwne, że Mroczna Gwiazda nic jeszcze z nią nie zrobił.
– Ja też jestem tym zaskoczona. – stwierdziła. – Być może opuści kiedyś szeregi leczących? Bo zakładając, że przejdę naukę w stopniu zadowalającym, to raczej nie będzie potrzebna. – z zadowoleniem machnęła ogonkiem. Był to doskonały sposób, aby przypodobać się liderowi i zastępczyni. Tylko ukłucie żalu psuło całe szczęście. W ostateczności nie chciała wygnania Kuniej Norki. – Zastanowię się dłużej nad tym, kim chcę być. A tymczasem pozostaje jeszcze jeden problem. Mianowicie musiałabym wtedy porozmawiać z przywódcą, a on jest… straszny. 
– Tak, wiem o co ci chodzi. – liznęła nerwowo puszystą szyję, na której ciągła się czerwona bruzda. – Mroczna Gwiazda ma talent do wzbudzania respektu, jednak nie możesz się go bać - to nie wpłynie pozytywnie na twoją ocenę. Przy nim wręcz musisz się pokazać z jak najlepszej strony, ponieważ pierwsze wrażenie jest najważniejsze. – zerknęła na Szakal. – Oprócz odwagi zachowaj umiar. Udowodnij słowami i czynami, że go szanujesz oraz nie wyśmiewaj się z niego. 
– Ale dlaczego miałabym się śmiać w tak poważnej chwili? 
– Nasze reakcje na stres potrafią być różne. – rzekła z nutą powagi. – Jeden kot zemdleje, gdy inny z nerwów odwali największą głupotę, która doprowadzi lidera do białej gorączki. Myślę, że to się nie wydarzy, ale wolę dla pewności ostrzec. 
– Aha. Przyjmuję to do wiadomości. – spojrzała na swoje łapki. Dlaczego każdy kłopot stawał się raptownie tak wielki? Wszakże jest tchórzem, nie podoła zadaniu przed oczami Mrocznego! – Jak myślisz, kogo dostanę na mentora? – zapytała. – Oczywiście chodzi mi o wojownika.
Odpowiedź Bieliczego Pióra nic by nie zmieniła, to było jasne jak słońce świecące co dnia, lecz chciała i tak poznać opinię przyszłej kultystki. Być może przepowie jej przyszłość, spowoduje, że los się odmieni? Szakal wierzyła, że nawet najmniej znaczące słowa wraz z czasem zmieniają swoją wartość. 

 <Mój jasnowidzu :3?>

30 października 2022

Od Bieliczego Pióra cd Szakala

Nadal odczuwała ten ból w piersi. Chociaż Irgowy Nektar się nią zajęła, rany nie goiły się tak szybko jak przypuszczała. Jej ciało dalej nosiło w sobie ten ciężar tamtego dnia. Bała się odwiedzić medyka, po jakąkolwiek dawkę ziół, wiedząc że była bacznie obserwowana. Musiała być silna, a przynajmniej taką zgrywać, chociaż wewnętrznie umierała każdego dnia. Na dodatek po głowie wciąż chodziła jej myśl o teście, który szykowała dla niej zastępczyni. Czy naprawdę była niewystarczająca? Nie nadawała się, by wstąpić do kultu? Kiedyś uważała, że dostanie się tam z pazurem w nosie, a teraz to wszystko stało pod jednym, wielkim znakiem zapytania. 
- Zajmiesz się dzisiaj Szakalem i Cieniem - Głos złotej rozległ się tuż obok niej. 
Skinęła łbem, odprowadzając ją wzrokiem. Nie dopytywała po co i dlaczego. Udała się do żłobka, w którym już czekała Stokrotkowa Polana. 
- Wrócę za jakiś czas - powiedziała, po czym udała się w stronę swojej matki, która na nią czekała. 
Wzrok burej skierował się w kierunku kociąt, które zostały pod jej opieką. Weszła ciężko do środka, zaprowadzając maluchy na ubocze i tam kładąc się na mchu. Uśmiechnęła się do tej dwójki, chcąc pokazać, że wcale nie cierpiała, gdy stawiała każdy krok.
- Wyrosłyście. Niedługo pewnie będziecie mianowane - zwróciła się do nich, chrząkając nieco. 
Widziała na sobie uważny wzrok Szakala. Trudno było nie zauważyć dość świeżych ran na jej pysku i szyi, które dość mocno rzucały się w oczy. 
- Co ci się stało? - zadała to pytanie, na które nie za bardzo chciała odpowiadać. 
Wiedziała jednak, że padnie. Tak jak ból wewnętrzny można było skryć, tak zewnętrzne dowody na niego, było ciężej. 
- Postąpiłam niewłaściwie. Nie martw się o mnie. Nic mi nie będzie - zapewniła, chociaż miała co do tego wiele wątpliwości. 
Mrocznej Gwieździe mogło w końcu ponownie coś odbić. Musiała się naprawdę pilnować i skupić na tym, by nie zawieść kolejny raz jego oczekiwań. A to oznaczało... Że będzie musiała pójść z jakimś kocurem w krzaki, by zajść w ciążę. Westchnęła ciężko, bo życie zaczęło nabierać bardziej szarawych barw. 
- Na pewno wszystko jest ok? Ta blizna nie wygląda zbyt ciekawie. - miauknęła, przyglądając się jej pyskowi. 
Musiała być silna, zwłaszcza przy kociętach, dlatego zmusiła się do lekkiego uśmiechu. 
- Każde rany się goją, a blizny opowiadają o kocie historię. Tą jednak nie chcę się dzielić. Nie teraz. - powiedziała rozglądając się po żłobku, by odwrócić uwagę małej od tego tematu. - O, co to za kwiatki? - Wskazała je łapą. Najwidoczniej Stokrotkowa Polana dzieliła się swoją pasją z dziećmi i przyniosła im jakieś okazy. Wiedziała też, że Szakal lubiła rośliny, więc może udałoby się zmienić ten niekomfortowy dla niej temat na inny. 
- To są astry - Kociak ruszył po kolorowe płatki, przynosząc je bliżej. 
- Piękne... Myślałaś może o tym, by zostać medyczką? Wiem, że to twoja pasja, a... Kunia Norka... Według lidera nie nadaję się na to stanowisko. Może byłabyś od niej lepsza, skoro twoja mama i babcia znają się na roślinach?

<Szakalu?>

25 października 2022

Od Szakala cd Bieliczej Łapy (Bieliczego Pióra)

Słone łzy lały się po policzkach podobnie jak krople spływające z liści. Była niesiona przez Bieliczą Łapę gdzieś poza widowisko krwi i grozy. Nadal analizowała wydarzenia, które tak żywo zapadły w jej pamięci. Doskonale widziała, co wyprawiał jeden z kultystów. Rozszarpywanie zwłok i brak jakiegokolwiek poczucia winy, żalu, niepewności - tylko wyłącznie czysta żądza uśmiercenia. Zastanawiała się, czy czyny te miały w sobie jakąkolwiek moralność i czym zawiniła wojowniczka, żeby zostać na koniec krwistą papką. Czyżby kult tak naprawdę nie kierował się troską o innych? Nie, to nie mogła być prawda. Szakal natychmiast odrzuciła wątpliwości na bok. Z pewnością Spasiona Świnia dopuściła się surowo zakazanego czynu, a reszta po prostu zastosowała odpowiednią karę. Na dodatek do kultu niedługo miała zasiąść Bielicza Łapa - jak ta życzliwa dusza mogłaby należeć do bandy potworów? Wnioski wyłącznie utwierdziły ją w przekonaniu o nieskazitelności tajnego ugrupowania czczących zmarłych. Pozostało teraz tylko jedno pytanie - co było powodem egzekucji? 
Starsza kotka postawiła ją ponownie na bezpieczny grunt, a następnie złapała w zęby pióro nieznanego ptaka. Bielicza Łapa podeszła do niej i tym samym rozpoczęła smyranie po czułym nosie. Machanie delikatnym przedmiotem nie dość, że kilało, to również wywoływało dziwne, mrowiące uczucie, które z każdą sekundą narastało. Szakal lekko zachichotała, co wywołało uśmiech na pysku uczennicy. Ona sama również była uradowana na myśl, że ktoś inny jest zadowolony. 
– Apsik! – głośno kichnęła z rozbawieniem. – Już starczy, naprawdę starczy! 
– Na pewno? Bo ja coś czuję, że kogoś tu trzeba jeszcze pomęczyć. 
– Hej, to podchodzi pod znęcanie się! 
Wcale nie odczuwała złości z tego powodu, wręcz przeciwnie. Szybko chwyciła za kawałek narzędzia "zbrodni" i pociągnęła go w swoją stronę - nadaremnie. Buro-biała była nieporównywalnie silniejsza od Szakala, która miała w sobie moc co najwyżej wkurzającej muchy. Towarzyszka prędko skorzystała z nadarzającej się sytuacji i pociągła malucha wraz z piórkiem po ziemi. Trawa będąca pod brzuchem łagodnie głaskała po futerku, więc nie było to niekomfortowe. Świetnie się bawiła przy tym dziwnym pomyśle Bieliczej Łapy. 
– Cosz te piólko jeszt nadwyrasz wytrzymale. – stwierdziła ciągnąca, mając zajęty narząd mowy ptasim przyborem. 
– Zgadżam się. – odpowiedziała równie niewyraźne. – Może to nie przypadzek? 
Jak na złość zaraz po tych słowach pióro ułamało się w połowie, pozostawiając po jednej części w obu pyskach. Kotki wypluły z siebie drażniące resztki zabawki, by po chwili ponownie się zaśmiać. Szakal naprawdę uwielbiała szalone rozwiązania swojej nowej koleżanki. Zawdzięczała jej więcej, niż powinna. 
– Naprawdę wątpię, by zwykła zabawa była czymś więcej, ale kto wie? – mruknęła. – Czasami jestem ciekawa, co roi się w twoim umyśle, by wygadywać tego typu rzeczy. 
– Że niby w moim? - postanowiła udawać niewiniątko, choć doskonale wiedziała o co chodzi – Szczerze powiedziawszy myślę nad różnymi sprawami, mniej lub bardziej ważnymi. I... dziękuję za opiekę. – odwróciła wzrok. – Czasami mam wrażenie, że jesteś lepszą matką, niż moja biologiczna rodzicielka. Heh, wybacz za niezręczność, jaką ci zapewniam, bo pewnie nawet ci to do głowy nie przyszło - przecież wciąż się uczysz. Moja mama, rzecz jasna, jest cudowna, ale czasem odnoszę wrażenie, że siedzi gdzieś w innym świecie i zapomina o naszym istnieniu. No wiesz, moim i mojej siostry. – wystawiła język. – Ciężko mi aż uwierzyć, że dzielimy tą samą krew. Ale wracając, ty aktualnie się mną opiekujesz, gdy Stokrotkowa Polana głównie egzystuje… i to chyba zalicza się do tej głównej przyczyny, za którą cię podziwiam. 
– Ty naprawdę spostrzegasz mnie w tak pozytywnym świetle? – jej niebieskie oczy zdradzały wątpliwość. – Znaczy, cieszę się bardzo, ale jakoś trudno mi uwierzyć w swoje umiejętności. 
– W takim razie bądź pewna siebie, nawet jeżeli pada to z ust nic niewiedzącego kociaka. 
W ułamku sekundy przypomniały jej się wydarzenia, które miały miejsce jeszcze niedawno. Tak zatopiła się w przyjemnościach, że zapomniała o własnych pytaniach, które miała zadać. Pokręciła głową z niedowierzaniem, jakim cudem mogło się to stać? Bielicza Łapa była dobra w odwracaniu uwagi, aż za dobra. 
– W sumie za co Spasiona Świnia została ukarana? – szybko zmieniła temat. 
– Za egoizm, rzecz jasna. Zjadła wszelki prowiant, który zapewnia nam życie. Cała praca poszła w niwecz z powodu jednego nienażartego brzucha, a na dodatek wystawiła nas wszystkich na ryzyko głodu. Koty osłabiające klan nie powinny istnieć, więc i też została zlikwidowana w sposób, na jaki sobie zasłużyła. – spojrzała na małą. – Nie przejmuj się, taki los spotyka tylko najgorszych, a ty do nich nie należysz. Kultyści są najwyższymi w hierarchii. 
– Naprawdę tak jest? – wielkie oczka wpatrywały się w przemawiającą jak w posąg bożka. 
– Ależ tak. Tylko spójrz, jak doskonale sobie radzimy, odkąd kult istnieje w szeregach Klanu Wilka. Ty o tym nie wiesz, lecz podczas pory nagich drzew jako jedyni nie chodziliśmy z wystającymi żebrami i chudymi łapami. Byliśmy i jesteśmy silni, nic nie zmieni tego faktu. 
Cały nonsens nabrał nowego kształtu. Jej przeczucia okazały się być nieprawidłowe! Niepotrzebnie spanikowała podczas śmierci wojowniczki, gdy po prawdzie Spasiona Świnia mogła doprowadzić do zguby innych. Odetchnęła z ulgą. 
– Lepiej przeproś Irgowy Nektar za swoje zachowanie. Z pewnością nie jest zadowolona po tym, co zrobiłaś. 
Na Mroczną Puszczę, zapomniała o swojej babce! Będzie musiała jej się wytłumaczyć jak najszybciej jak to się dało. 
– Jeszcze raz dzięki za wszystko, co dla mnie robisz! – krzyknęła Szakal, biegnąc w stronę obozu. 
– Zaczekaj na mnie, bo się zgubisz! 
Huh, czyli to tak miało być? Nieraz wolała być sama, ale nie w tym przypadku. Rozumiała troskę Bieliczej Łapy i cieszyła się każdą chwilą spędzoną u jej łap. 

<Bielicze Pióro?>

19 października 2022

Od Bieliczej Łapy cd Szakala

Jej brat urządził istną masakrę. Patrzyła na to niewzruszona, raz po raz unikając krwawych resztek, które latały w powietrzu. Mógłby się opanować. Ona rozumiała, że miał problem, ale że aż taki? Dostrzegając Szakal, która gdzieś się wymykała, ruszyła szybko w jej stronę. Nie powinna na to patrzeć! Była tylko kocięciem! Skrzywi się jeszcze jej mózg, tak jak w przypadku Trucizny; chociaż nie miała pojęcia w jaki sposób został spaczony i zacznie siać sama postrach lub gorzej... Zapała niechęcią do praktyk jakie stosowali kultyści. Czemu matka jej nie pilnowała? Złota wsiąkła jakby w ziemię albo gdzieś siedziała, gapiąc się na to widowisko. Ugh! 
Szybko skróciła dystans pomiędzy nią a małą, po czym zasłoniła jej oczy łapami. Ta jednak zaczęła panikować i wrzeszczeć, co nie polepszyło sytuacji. 
— Spokojnie to ja — miauknęła uspokajająco. — To ja, Bielicza Łapa. — powtórzyła. — Już, już spokojnie.
Coś czuła, że kociak po tym nie tknie już w życiu mięsa, wracając do tej swojej pasji zajadania roślinek. Trzeba było to jakoś logicznie wytłumaczyć, wybić jej ten obraz z głowy... Tylko jak? Powinna umieć radzić sobie z dziećmi. Niedługo sama będzie zmuszona do ich posiadania. Wiele jednak rzeczy pozostawało dla niej zagadką. 
— Zostaw mnie! — kociak piszczał, a jej łapy wyczuły wypływające z oczu łzy. 
Przytuliła ją do siebie, by mogła wypłakać się w jej sierść i nie oglądać tego dalej. Jeżeli lider się dowie... To coś czuła, że mała kotka, będzie zmuszona częściej patrzeć na takie krwawe zabawy, by do nich przywyknąć.
— Spokojnie, oddychaj. Wiem, że to straszne co widziałaś, ale... Jesteś silna. Dasz radę wyrzucić to z głowy — zapewniała ją. 
Była zła na Stokrotkową Polane, że w ogóle pozwoliła jej na to patrzeć! Rozumiała, że Szakal w przyszłości zasili szeregi kultu, ale... Ale wtedy będzie już dorosłą kotką, taką jak ona! Inaczej postrzegała świat teraz, a inaczej, gdy była takim berbeciem. 
Maluch wtulił się w jej futerko, wybuchając głośniejszym płaczem. Otuliła ją ogonem, mrucząc uspokajające słowa. Nie wiedziała czy to działało, ale nie zamierzała się poddawać. Trzeba było jakoś zaradzić na te łzy. 
— No już, Szakal. Twoja mama i babcia na pewno nie chciałyby oglądać tego jak płaczesz — spróbowała wyciągnąć na wierzch dwie kotki, które stanowiły dla niej wzór. Zresztą... Nie myliła się co do tego. Coś czuła, że Irgowy Nektar nie będzie dumna z wnuczki i zabierze ją na rozmowę. Wątpiła, że dostanie się za ten pokaz jej bratu, czy też Mrocznej Gwieździe. Lider robił co chciał i każdy doskonale już zdawał sobie z tego sprawę. Szkoda tylko, że był nastawiony na dobro klanu niż jednostek. Chociaż... Czy ona byłaby zdolna dokonać egzekucji, gdyby jej rozkazał? Na razie wolała się o tym nie przekonywać. Teraz miała pod swoją opieką tego malucha, który potrzebował wsparcia i kojącego matczynego ciepła, którego... nie posiadała. 
— No już... Już... — dalej zastanawiała się nad tym co dalej, aż nie wpadła na pewien pomysł. 
Podniosła małą za kark na co ta się zdziwiła. Zawisła jednak pokornie w jej pysku, ocierając oczka. 
Rozglądała się na prawo i lewo, próbując wypatrzeć coś interesującego. Teraz jej doskonały wzrok i analiza otoczenia bardzo się przydały, bo znalazła to co chciała. Podeszła do leżącego niedaleko, zagubionego piórka jakiegoś ptaka, kładąc przy nim Szakal. 
— Spójrz. To dla ciebie — Chwyciła zabawkę w pysk, delikatnie muskając ją nim po nosku, by wydobyć z zapłakanych ślepi chociaż mały uśmiech. 

<Szakal?>

[przyznano 5%]

12 października 2022

Od Szakala CD. Bieliczej Łapy

– Czyli można jeść jeżyny? Doskonale, nie będę musiała zabijać zwierząt w przyszłości.
Wydawałoby się, że to głupie zdanie wypadające z ust nieświadomego kociaka. Być może i tak było, lecz Szakal już wiedziała, że polując, odbierasz komuś szczęście, sprawiasz ból, stajesz się sprawcą tragedii. Idealne wyjście stało otworem, a ona nie miała zamiaru z niego nie skorzystać. Jej podejście do sytuacji można było opisać jednym słowem - pacyfistka, i to bardzo naiwna. Chciała siać dobroć, a wręcz być sama dobrocią, jej najprawdziwszą postacią. Próbowała w swojej główce stworzyć świat idealny - nieważne, że każdy dorosły znał już gorzką prawdę; byt na Ziemi nigdy nie jest perfekcyjny i zawsze wypełnia się nieprzyjemnymi wydarzeniami, na które nikt nie ma wpływu.
– Nie rozumiem, dlaczego nie chcesz jeść upolowanej zwierzyny? - zapytała skonsternowana Bielicza Łapa. - Zapewniam cię, że być może nie wygląda zawsze apetycznie, ale w ostateczności smak bierze górę nad tym, co pokazuje wzrok.
– Tu nie chodzi o to, co jesz, ale o to, jakie są tego skutki. - Zapiszczała złotawa - Po prostu chcę, aby każdy mógł się cieszyć życiem, tak jak my.
– Ah, kapuję, lecz-
– To tak nie działa, moja droga. - Przerwała Irgowy Nektar, dając do zrozumienia uczennicy, że teraz kolej na jej przemowę. - Twoje plany są jak najbardziej zrozumiałe i nie mam zamiaru w nie ingerować, lecz najpierw mnie posłuchaj, zanim do nich rzeczywiście przystąpisz. - Lekki wdech dotarł do uszu przysłuchujących się - Koty żywią się mięsem od zarania dziejów, to nasz naturalny pokarm, do którego jesteśmy od dawna przystosowani. Posiadamy ostre kły i pazury, by móc rozrywać twarde mięśnie oraz wyczulony węch i ponadprzeciętny wzrok pozwalający na wypatrzenie ofiary wśród gęstych krzewów. Natura ukształtowała ciebie w taki sposób, byś mogła być łowcą, a nie zwierzyną. Można przeciwstawiać się jej prawom, ponieważ zazwyczaj to my jesteśmy stwórcami swojego losu, jednakże tutaj występuje wyjątek.
W oczach zastępczyni Szakal ujrzała zmartwienie, a może jej się wydawało? Kocię skuliło się, czując na swoich barkach ciężar zawodu, jaki sprawiła swojej babce. Znowu miała się za śmiecia, niewartego bycia na lekcjach. Irgowy Nektar pokładała w niej nadzieję, biorąc na pierwsze zajęcia w tak młodym wieku. A ona co? Zwaliła wszystko! Jedyne czego teraz pragnęła, to zapaść się pod ziemię i nigdy nie wyjść; ale co było, to było - musiała się pogodzić ze swoim błędem, dlatego też podniosła ponownie głowę i słuchała ze skupieniem pouczenia.
– Jeszcze przed rządami Mrocznej Gwiazdy spotkałam na drodze samotniczkę. Tak jak ty miała wstręt do zwierzyny, więc dieta kocicy składała się głównie z jadalnych owoców. Nie służyło jej to zbytnio - przez niedożywienie była tak mała jak uczeń, a kości rysowały się na bokach, wręcz kłując tych, co chcieli się do niej przytulić. Za wzrostem i osłabieniem szło utrudnienie w funkcjonowaniu. Często chorowała, aż pewnego dnia padła pod łapami pieszczocha, który nawet nie znał podstaw walki. Jej śmierć należała do godnego pożałowania odejścia z tego świata.
Opowieść uderzyła rzeczywistością, od której tak bardzo odwracała wzrok. To nie może być prawda! Czy naprawdę to tak wygląda? Czy naprawdę…
– Nie mam innego wyjścia?
– Nie chcę ci robić niepotrzebnych nadziei - nie ma na to innego sposobu. Czeka cię pełny brzuch wypełniony zwierzyną bądź głód spowodowany ich brakiem. Nie martw się jednak, masz jeszcze czas. Na razie twoim jedynym pokarmem pozostanie mleko matki. - Westchnęła - Wróćmy lepiej do ziół, bo za bardzo oddaliliśmy się od tematu. - Przesunęła łapą łodygę z fioletowymi kwiatami - Tutaj z kolei mamy Lawendę - idealna roślina maskująca zapach. Smarujemy nią głównie trupy…
Nie słuchała już dalej nauk babki. Czuła coraz to mocniej, jak głowa zaczyna zbliżać się do trawy. Walczyła z zamykającymi się powiekami i własnymi wątpliwościami. Nie starczyło jej jednak siły - opadła z hukiem, strasząc przy tym Bieliczą Łapę.

***
księżyc później, jeszcze podczas przeprowadzki 
TW: Brutalne opisy, gore
Mrożący krew w żyłach krzyk wybudził ją natychmiastowo i skutecznie ze snu. Ogłupiona wykręciła głowę, by ujrzeć TĘ scenę - scenę mordu, krwi i przerażenia ginącej. 
Oniemiała. Szał królował w każdej części Słodkiego Kwiatuszka - tego samego wojownika, który sługusował każdemu potrzebującemu pomocy. Ceniła go bardzo za ciężką pracę i znoszenie upokarzającego imienia. Teraz zachwyt znikł i zastąpiło go przerażenie. Łapy wściekle biły w zakrwawione futro Spasionej Świni, wyrywały kęsy czerwonego mięsa na wierzch wraz z pracującymi flakami, oszpecały gruby pysk kocicy. Chora radość biła z syna lidera, gdy kolejne organy leciały na prawo i lewo, jakby były zwykłymi, nic nieważącymi piórami. W całym tym zajściu osocze krwawiło polanę, zamieniając miejsce odpoczynku w koszmar. Winna zdążyła już zginąć podczas tortur, ale on nie przestawał - nienasycenie wypełniało jego duszę. Przed nią poleciało oko zmasakrowanej, trafiając niemal pod łapy. Siła rozbicia spowodowała, że z kulistego narządu wyleciał gęsty płyn przypominający łzy, mieszając się z krwią oderwanych naczyń. Szakal mogłaby przyrzec, że ta żółta tęczówka stanowiła osobny organizm. Rozszerzona źrenica znacząco wskazywała na rozpacz i strach, będące ostatnimi towarzyszami doli zmasakrowanej. To, co miała przed sobą, starczyło, by w piersi wybuchł krzyk. Czemu to się działo? Co takiego zrobiła Spasiona Świnia, by zasłużyć na tak makabryczną śmierć? Czy tak właśnie wyglądała natura - brutalna, nieznająca litości?
Nawet nie próbowała nad tym myśleć, teraz liczyła się wyłącznie ucieczka, dzięki której oddali się od mrocznego widowiska.
Zarazem za kotką ktoś szybko się zbliżał. Wystarczył wyłącznie jeden skok, by znalazł się zaraz koło niej - zasłonił szybko oczy, powodując w niej jeszcze większą panikę.
– Odejdź! Puszczaj mnie! - wykrzyczała z całej siły.

<Bielicza Łapo?>