BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)
Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)
Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)
22 września 2023
Od Bieliczego Pióra CD. Szakalej Gwiazdy
20 sierpnia 2023
Od Szakalego Szału (Szakalej Gwiazdy) CD. Bieliczego Pióra
Dzieci, dzieci... zaistniały jako męczący i niecodzienny sprawdzian na to, czy Szakal ma w sobie dość siły, by wytrzymać przy pięciu ryczących kociakach z wierzgającymi łapkami. Latały, biegały, psociły się na każdym możliwym kroku, a zastępczyni musiała uważać, żeby nie przewrócić się o jej małe, różnokolorowe smarkacze. Jak życie było przedtem męką, tak teraz stało się torem z przeszkodami, gdzie co lisi ogon widniały maszyny służące do najgorszych tortur. Złotawa przechodziła obok nich, próbując uniknąć kłód, i chociaż wychodziło to niezgrabnie, jakoś przystosowała się do nowych warunków; tła egzystencji, w którym każdy jej przeszkadzał oprócz Bieliczego Pióra - jedynej, co potrafiła się normalnie zachować w tym całym cyrku z przebitymi kołami. Tego samego nie mogła powiedzieć o np. Chłodnym Omenie, oszalałym na punkcie zmarłego lidera.
Mimo faktów oczywistych złotawa kotka, wnuczka szanowanej Irgowego Nektaru, zdążyła zauważyć, że coś w charakterze burej zmieniło się. Wydawała się być bardziej odległa, zawstydzona okolicznościami i opieką nad maluchami, nawet jeżeli postanowiła zająć stanowisko wiecznej królowej z własnej, nieprzymuszonej woli. Więc dlaczego? To pytanie nie dawało spokoju, zdzierając spokojny sen z młodych powiek karmicielki. Przecież kochała kocięta, sama jej tyle razy powtarzała historie dorastania Kukułki i Jadu. Nic się tu nie kleiło.
— Pomóc ci wymyć maluchy po karmieniu? Zawsze tak słodko brudzą swoje pyszczki mlekiem. Skleja im się przez to sierść i przyczepia do niej masa brudu, a wymyć to, to dopiero utrapienie, gdy zaschnie.
Szakali Szał przytaknęła głową i wraz z Bieliczym Piórem rozpoczęła kąpiel, zaczynając od niebieskich pociech z lekko żółtymi oczkami. W łapy zastępczyni trafiła Zmierzch, do córki Mrocznej Gwiazdy - Poranek. Siedziały cicho zajęte obowiązkami, pospolitą robotą znienawidzoną przez ceterinfanofobów. Dbały o to, ażeby malce miały jak najlepszy start; w czystości i otoczone pełnią miłości. Tak jak to powinno wyglądać w każdej pełnej rodzinie.
— Chciałam się o coś zapytać. — złotawa odezwała się po dłuższym milczeniu — Czy coś cię... trapi? Martwi? Możesz mi zdradzić wszelkie udręki duszy. Tyle razy to ty pomagałaś przy moich problemach - otulałaś ogonem, gdy zaszła taka potrzeba. Jestem w stanie się odwdzięczyć, Bieliku. Już nie masz przed sobą tego małego zagubionego kociaka, jakby nie spojrzeć; tylko zastępczynię, której obowiązkiem jest doglądanie członków klanów i zapewnienie komfortu, jeśli go brakuje.
Niebieskie oczy odziedziczone po ojcu-liderze uniosły szparki ku stropowi, unikając kontaktu wzrokowego; szukając niby chmur, co nie występowały w porze nagich drzew. Coś robiła nie tak? A może była zbyt wścibska? Szakale uszy skręciły na bok, by podsłuchać rozmów poza żłobkiem. Chyba tak, w końcu nie potrafiła w relacje międzykocie.
— Nie naciskam, rzecz jasna. — dodała jeszcze, wzdychając cierpiętniczo — Jeśli wolisz zachować to dla siebie, zachowaj. Pamiętaj, że każdy klanowicz może mieć własne nieodkryte tajemnice.
19 lipca 2023
Od Bieliczego Pióra CD. Szakalego Szału
18 lipca 2023
Od Szakalego Szału CD. Bieliczego Pióra
I zginęła. Tak szybko, w tak niespodziewanych okolicznościach, tak młodo. Szylkretowa kocica leżała we własnej krwi spowita dziwnymi, wręcz satanistycznymi znakami mającymi za zadanie przywołać głodne dusze. Szakali Szał odwróciła wzrok, gdy ofiara odchodziła ze świata ze łzami w oczach, błagając o ratunek, który nigdy nie nadszedł. Sytuacja była wręcz identyczna do tej, gdzie zabiła po raz pierwszy samotnika, by wstąpić do kultu. Z mijającymi księżycami nie pozbyła się współczucia, niepotrzebnych emocji przeszkadzających w brudnej robocie. Czy to się kiedyś zmieni? Miała wrażenie, że nie. Ból zawsze musiał jej towarzyszyć jako kara za grzechy.
— A ty? Masz kogoś kogo podziwiasz tam w Mrocznej Puszczy?
Zielone oczy zamrugały ze zdziwienia, oderwane nieco od rzeczywistości. Złotawa odleciała w przemyśleniach i dosłyszała tylko końcówkę wywodu, lecz całe szczęście to starczyło, by odczytać znaczenie pytania. Wyprostowała się, biorąc głęboki oddech pomiędzy zdaniem burej, a jej własnym i spojrzała poważnie w błękitne oczy jak lód, zastanawiając się nad odpowiedzią. Zapomnij, dopełniłaś swego, życie nie jest usłane różami - powtarzała sobie.
— Znam za mało kotów, by móc rzetelnie ocenić kogo najbardziej podziwiam w miejscu, gdzie brak gwiazd. — zamruczała smutnie — Aczkolwiek chyba na swój sposób miłuję Jastrzębią Gwiazdę, bo bez niego nigdy by nie powstał kult; nasz mały, cudowny dom. Kiedyś był słaby, raczkował. Teraz już chodzi niczym młode kocię, które rozpędza się z kolejnymi księżycami. — Zamknęła lekko oczy. Pozwoliła, by umysł wyprojektował dawne wspomnienia. — Pamiętasz czasy, gdy siedziałam przed tobą i słuchałam z rozdziawioną paszczą wyjaśnień o Mrocznej Puszczy? Porównań związanych z porą nowych liści? Ten maluch dziś przeobraził się w mistrzynię, a my wstąpiliśmy tam, gdzie zielone łodygi wiecznie zakwitają.
Wstała z umoszczonego, ciepłego miejsca. Zębami wbiła się w kark zmarłej i odrzuciła zwłoki w dal, by nikt nie odkrył zbrodni - prosto w rzekę, gdzie nawet kości zostaną wykorzystane w procesach biologicznych. Czy calico zatonęła na dno? O dziwo nie. Zamiast tego, zostawiając za sobą smugę krwi, zabrnęła z falami, ażeby dopłynąć do niewiadomego celu. Być może do Owocowego Lasu, a może nadto dalej.
— Wybacz, musiałam ukryć nasze działania. — wytłumaczyła Bieliczemu Piórowi, gdy ta na nią rzuciła pytający wzrok — I tak jestem pewna, że dusza trafiła do przodków. W sumie... myślisz że dożyjemy chwili, w której kult przestanie się ukrywać? Wiesz, gdy kult i klan połączą się w jedno?
Bura kultystka potaknęła głową.
— Tak. Wierzę w to. Jesteśmy na dobrej drodze. Kiedyś było nas mniej, a teraz rośniemy w siłę. Jeszcze kilka pokoleń, edukacji kociąt i to będzie nasza pierwotna wiara.
Szakali Szał przywołała przyjaciółkę do siebie i powoli skierowała się na wydeptaną trasę prowadzącą do znajomego obozu. Kolejne generacje wiązały się z poświęceniem kolejnych kotek, które urodzą pociechy dla dobra wiary. Tylko kim one miały być? Mistrzyni ani przez chwilę nie myślała o potomstwie; nie posiadała ku temu smykałki. Z zerowym doświadczeniem nie nadawała się na karmicielkę. Wreszcie westchnęła zestresowana. Z poczuciem winy wtuliła pysk w miękkie futro, oddając się przyjemnemu zapachowi kultystki. Linia Irgowego Nektaru... miała się zakończyć właśnie na niej. To była prawdziwa strata i katastrofa dla świetlanej przyszłości - a wszystko wyłącznie dlatego, że siostra postanowiła kroczyć nieprawidłową ścieżką.
— Niech ci, co zawiedli, zostaną przeklęci. — mruknęła nagle bez większego kontekstu. Od tak.
Siedziała w żłobku przykryta stosem mchu. Zamknięte oczy próbowały zasnąć pomimo hałasu noszonego przez kocięce łapki Nocki i Piórka; małych, rozbrykanych istot. Los wywrócił kończynami i życiem Szakalego Szału - nabyła dzieci, które rosły gdzieś w środku brzucha pomimo obietnicy, że pozostanie dziewicą. Nie była zadowolona ciążą w przeciwieństwie do Bieliczego Pióra. Nie potrafiła kochać i cieszyć się jak każda normalna matka.
Martwiła się? Mało powiedziane - niemal srała ze strachu, myśląc o porodzie. Usłyszała wiele słów pocieszenia, gratulacje, lecz i co z tego? Nikt ani nic nie mogło powstrzymać bólu, który miał nadejść, a właśnie tego Szakal bała się najbardziej. Wolała cierpieć na polu bitwy niż walczyć o wyplucie szkrabów. Została stworzona do innych celów, tych bardziej szlachetnych i mniej odrażających. Niczym jakiś samiec alfa albo cholera wie co jeszcze.
— Hej Szakal, słyszałam że postanowiłaś wzmocnić kult!
Zielone ślepia otworzyły się, niemal pusto patrząc w podłogę. Tak, postanowiła, ale za jaką cenę? Przykryła łapami uszy, nie wiedząc co ze sobą robić. Czuła falę emocji przepływającą przez młodą pierś - od smutku, złości do zaskoczenia oraz radości związanej z przybyciem znajomego, mruczącego pyska.
— Wszystko dobrze? Źle się czujesz?
Biaława sierść otuliła się wokół złotej nastroszonej ze stresu. Potrzebowała pomocy. Od samego początku zdawała sobie sprawę, że sama nie da rady. Może to ten czas... aby nie iść w pojedynkę? Wyciągnąć do kogoś łapę?
— Mam wrażenie, iż wszystko się rozpada. — Załkała cicho. — Ty jesteś... taka świetna i wychowałaś dzieci należycie! Jadowita Żmija wstąpiła do kultu, a Kukułcza Łapa wciąż brnie do przodu. Obie cię kochają, bo umiesz odpowiednio się nimi zająć. Ja nie... ja nie jestem w stanie... małe koty mnie przerażają. Nie wiem jak z nimi gadać, a na dodatek moja matka ciągle śpi i nie mogę od tak zostawić klanu na pastwę losu, rozumiesz?
Poczuła na barku delikatną łapę córki Mrocznej Gwiazdy. Ten ruch spowodował, że rozkleiła się tylko bardziej.
— Chcę na swój sposób, aby dzieci mnie kochały, ale jeżeli będę wciąż zajęta obowiązkami... to jak mam to zrobić? Młode porzucone to młode, które noszą urazę do rodzica, a to ostatnia rzecz, jakiej pragnę. Ojca zaś... nie poznają. Zostanie im tylko matka-wariatka!
Zawyła, nawet nie wiedząc skąd ta napaść poruszenia. Wyrwała się Bieliczemu Piórowi, biegnąc poza zielone liście okalające żłobek, by zaczerpnąć świeżego powietrza i po chwili usiadła, oglądając mozolnie poruszających się wojowników. Czuła, że się udusi, czuła szał szarpiący za serce, który rozrywał klatkę piersiową. A wraz z tym domyślała się, iż buro-biała kotka idzie za nią, wlepiając zmartwione, błyszczące oczy.
— Pomożesz Bieliku... Bielicze Pióro? — wyszeptała, nie odrywając wzroku od klanu będącego pod jej władzą — Pomożesz wychować ze mną dzieci, aby wyrosły na najlepszych wojowników i wyznawców Mrocznej Puszczy?
25 czerwca 2023
Od Bieliczego Pióra CD. Szakalego Szału
24 maja 2023
Od Szakalego Szału CD. Bieliczego Pióra
Nie dochodziły do niej słowa burej. W szumie szeleszczących liści każda odmienna tonacja ginęła, zbyt cicha dla wszechwładzy roślin. Również ważne zdania nie mogły dorwać się do pozwijanych uszu, gdy umysł zasnuty był przemyśleniami na temat ostatnich incydentów. Złotawa wcześniej specjalnie odeszła na bok, by nikt jej nie przeszkadzał. Czasami potrzebowała samotności dla naładowania baterii.
— Szakal! — Bielicze Pióro powtórzyła.
Mistrzyni wzdrygnęła się. Nie zauważyła chwili, w której to przyjaciółka podkradła się zaraz koło niej. Na szczęście jednak towarzystwo kultystów nigdy nie było złe, a szczególnie tych, co potrafili patrzeć szerzej na świat. Na uśmiech niebieskookiej odpowiedziała uśmiechem i wsłuchała się w prośbę kotki.
— Chciałabyś wybrać się ze mną po ofiarę dla przodków? Chcę złożyć im podziękowanie za wygraną wojnę. Potrzebuję kogoś do towarzystwa. Tak się nasiedziałam w żłobku, że nieco wyszłam z formy i pewnie będę potrzebować pomocy. — zażartowała.
Złotawa kiwnęła głową. Kłamstwem byłoby stwierdzić, że Bielik leżała tam tylko chwilę. Pierworodni, przygarnięte malce oraz uratowany Gronostaj spowodowali sytuację, w której młody umysł został uwięziony pod krzakiem na prawie 9 księżyców. W tym czasie córka Mrocznej Gwiazdy nawet nie brała udziału w łowach na dusze. Nic dziwnego, że chciała nadrobić straty.
— Jasne! — wymiałczała — Nie masz pojęcia jak mnie to cieszy, gdy widzę ciebie poza żłobkiem. Musisz wreszcie zapolować, mówię ci, bo inaczej twoje kości wykruszą się już kompletnie.
Głośne chichranie obu kotek zabrzmiało w zielonym lesie. Szakal poczuła się jak zza dzieciństwa, gdzie radość stała na pierwszym miejscu, a gorycz istniała poza strefą rozumowania młodego kota. Przed oczami mignął jej obraz, gdy razem ciągały w pysku podłużne pióro. Na samą myśl zaczęła mruczeć.
— Zgaduję, że ofiara musi być spora, skoro to za opiekę podczas wojny, prawda? — dopytała — Zabijamy dziś samotnika?
— Jeszcze pytasz? Jasne, że idziemy po największe łupy!
Stukot małych łap roznosił się w przestworzach, gdy oddalały się od obozu. Niczym niesforne szczeniaki przekroczyły znaną granicę, by móc zabić. Zabić dla kultu; biednych, mrocznych duchów. Kiedy znikły z oczu każdej żywej istocie, rozdzieliły się, ażeby łów poszedł sprawniej, a następnie z dala pomachały sobie na pożegnanie jak sojusznik sojusznikowi.
Szakali Szał ruszyła w lewą stronę od punktu startu. Wchłonęła w nozdrza noszone zapachy pola, na którym się znalazła. Nic wartego poznania nie wyczuła - jedynie fetor niezakopanego kupska dotarł do wrażliwych receptorów nosa. Kultystka prychnęła niezadowolona, no bo kto nie chowa po sobie produktów całego systemu pokarmowego?
Zaszumiało. Złotawa w mig skryła się pod pniem drzewa, gdzie znajdowała się dziura idealna do pomieszczenia kota. W oczekiwaniu machała kitą; być może nadchodził szczęśliwy dzień... chwila, w której znowu efektywnie zamorduje samotnika dla własnych przodków. Niezależnie od tego nie traciła czujności. Nie musiała trafić na kota. Zawsze to mógł być lis, borsuk, pies... mówiąc w skrócie: zagrożenie.
Mimo negatywnych przewidywań poszukiwanie ofiary zakończyło się sukcesem. Oto był on - kot w czystej okazałości! Trzykolorowe pasma futra kontrastowały się na tle drzew, gdy nic nieświadoma istota postanowiła się ukazać. Idealna dusza była w zasięgu łapy. Śmierć, krew, karmiące szczęki mięso!
Teraz tylko została taktyka. Łatwiej byłoby ją zabić od razu czy mamić obietnicami? Szakal pokręciła głową - nie, ona miała tylko pomóc Bielikowi kogoś znaleźć. Wypełniła swoje zadanie, wychwyciła to, co trzeba. Reszta należała do burej.
Wyskoczyła z kryjówki. Przybrała na pysk łagodny uśmiech i podeszła do zagubionej kotki. Nienawidziła kłamać, sprowadzać swoją własną rasę ku śmierci jak owcę, lecz jak inaczej miałaby przekonać tricolor, by przyszła z nią akurat w miejsce zbiórki?
— Witaj, moja droga, czy jesteś zagubiona? Wszystko w porządku?
Zaczęła gadkę, lać z kłów słowa nieprawdy wprost do kubka przewinień.
— O-oh — odezwała się nieznajoma — T-tak! Bardzo potrzebuję pomocy! Tak się składa, że niedawno zgubiłam drogę do własnego domu i nie wiem jak wrócić. W-wiesz gdzie mógłby znajdować się budynek ze śmiesznych, równych i czerwonych części? Ma wiele bluszczu na sobie! I-i sporo drzew wokoło, n-niemal co tutaj!
Szakal poruszyła uchem. Mała zwierzyna była naiwna, lecz to tylko ułatwiało sprawę. Nie próbowała uciec, a wręcz nawiązała szczerą rozmowę, w której napomknęła o prośbie. Zielonooka automatycznie owinęła ogonem bok kocicy; zaledwie gdy dokończyła podawanie informacji. Podstawą pozostawało ofiarowanie komfortu, lekkiego powiewu raju przed przerwaniem gardła.
— Niestety nie jestem w stanie przytoczyć ci dokładnych danych. Wychowałam się pomiędzy liśćmi, w naturze. Tam, gdzie moje miejsce. — Szła powoli w stronę Bieliczego Pióra. Kotka podążała za jej krokami. — Ale nie martw się! Znam obóz, który z chęcią cię przyjmie; mój własny z resztą. Tutaj, w lesie, działamy grupami, by przetrwać. Ty też powinnaś trzymać się z drużyną. Takie życie jest co najmniej łatwiejsze niż jedzenie mysich bobków.
— Naprawdę? Brzmi świetnie! Będę wdzięczna, jeśli mnie tam zaprowadzisz.
Wszystko szło zgodnie z planem. Córka Stokrotkowej Polany wypełniała powinność w stopniu wręcz perfekcyjnym, mistrzowskim, lecz... czemu wciąż czuła się z tym źle? Przecież stała po stronie dobra, nawet jeśli wymagało to poświęceń! Gęsi Wrzask powiadał, że wyrzuty sumienia przejdą, przeminą, przepadną, a jednak tak się nie działo. Gdzieś z tyłu głowy nadal czaiły się myśli "jesteś potworem, jesteś potworem, jesteś potworem"...
— Właśnie, zapomniałam powiedzieć. — kontynuowała szylkretka — Nie masz pojęcia, jak twoja dobroczynność może zmienić mi życie. J-ja... kiedyś miałam kocięta. — Zatrzymała się. — Takie drobniutkie, słodkie, kochane... nazwałam je Ważką, Skrzypem i Lilią. Niestety byłam nieporadna i-i... umarły z głodu. — Spuściła łeb. — Lecz jeśli naprawdę istnieją "drużyny", jeśli naprawdę są takie gościnne, to w-wzmocnię wasz ród, obiecuję! Dam wam kolejne młode, będą tym razem szczęśliwe. Tak jak to powinno być. — przerwała na chwilę — O-ogólnie zagadałam się. Chciałam podziękować... więc dziękuję.
Ten uśmiech, blask nadziei w oczach był dla świeżej kultystki... nieznośny. Szybko odwróciła oczy od kotki, nie chcąc jej odstraszyć, wydać własnego planu. Robiąc to - ignorując już ofiarę - kątem zielonego zwierciadła duszy odnalazła w oddali Bielicze Pióro. Czy ona to usłyszała? Ich dłuższą rozmowę? Czy wie, że śmierć zawita w oczy komuś, kto jest tak podobny do własnego kata?
Szakali Szał doznawała uczucia, że nie skazuje na cierpienie byle jakiego kota,
ale najlepszą przyjaciółkę.
16 maja 2023
Od Bieliczego Pióra CD. Szakalego Szału
Nie miała pojęcia czy poprawiła jej humor, ale miała nadzieję, że jakoś się ułoży i niedługo będą mogły obie cieszyć się tym co ich łączy.
04 kwietnia 2023
Od Szakalego Szału CD. Bieliczego Pióra
— Szakal, Szakal! — zapiszczała czarnawa — Co sądzisz o Mrocznej Puszczy? Chcę wiedzieć jak najwięcej! — Spojrzała błagalnymi oczkami. — Moja mama nam tyyyyle opowiada, ale muszę usłyszeć coś ciekawego od ciebie!
Dzieci zawsze zdawały się być dla złotawej straszne. Małe potworki - tak je nazywała. Najczęściej wyrastały z nich demony, świry i wszystko, co złe. Jednakże tutaj, w tym łagodnym miejscu otoczonym przez liście, czuła się bezpieczna. Uśmiechnęła się do malucha, mając już zamiar opowiedzieć historię.
— Chodź, usiądź sobie.
Ah, Bielicze Pióro! Pobiegła do burawej jak najszybciej, moszcząc się następnie przy niej i zapraszając jej malucha na lekcję historii.
— Zapytałaś mnie, co sądzę o Mrocznej Puszczy, prawda? — Jad skinęła głową. — Cóż, to temat dość skomplikowany. W miejscu, gdzie brak gwiazd, rzekomo koty nie mają nic do jedzenia. Są otoczene przez brud, cuchnącą siarkę i niekończącą się mgłę, cierpiąc często katusze za coś, czego nigdy nie zrobiły. Ja… im współczuję. Niestety niesprawiedliwość rządzi światem pośmiertelnym, nad naszymi duszami sąd wydaje Klan Gwiazdy, przymykając swe bezkompromisowe oko na biednych wojowników, uczniów, a nawet kocięta. — westchnęła — Tak zabite zostało twoje rodzeństwo, choć nic nie zdążyło wykonać swoimi łapkami. Gwiezdni są okropni i bestialcy, pamiętaj.
Taksowała wzrokiem przedstawicielkę kolejnego pokolenia kultystów. W zielonych ślepiach Jadu ujrzała determinację, zgrzyt nienawiści ku "dobrym" duchom. Tak miało być; ona wraz z innymi została wybrana, by wybić wiarę w gwiezdnych.
— I właśnie dlatego istnieje kult. Jesteśmy prawdziwą cnotą. Walczymy o prawa skrzywdzonych, karmiąc ich co księżyc duszami samotników. Modlimy się o to, aby trafić do Mrocznej Puszczy; lecz nie bezcelowo. Po śmierci zasilamy szeregi naszych przodków, żyjemy z wygnanymi, wspieramy sprawę, aby pewnego, pięknego dnia zrzucić zwyrodnialców z tronu. — Wyciągnęła łapę do malucha. Wystawiła pazur i wskazała nim lewe ucho, nadal różowiótkie jak u prawdziwego kociaka. — Gdy już dorośniesz, zostaniesz naznaczona. Jako symbol przynależności do kultu twoje ucho otrzyma nowy kształt. Zaistniejesz w charakterze członka wielkiej rodziny, tak jak twoja matka. — wymruczała — I nie martw się, względem pozorów nie jest to proces bolesny. Wiem, co mówię.
Szakal zazgrzytała zębami. Ona również powinna być przywitana w sekcie jak każda inna osoba, lecz ta szansa została jej odebrana przez Płonącą Łapę. Walcząca z nią niegdyś kotka nie dokonała krzywdy celowo; córka Stokrotki była całkowicie świadoma, jednakże ogień antypatii wciąż płonął w środku jej serca. Że też mroczne dusze nie potrafią cofać czasu! - pomyślała.
— Wszystko ok, Szakal?
Obudziła się, gdy zarejestrowała przyjacielskie mruczenie Bielika. Chyba nie powinna się tak martwić; czy tak czy siak zostanie przyjęta do kultu.
— Oczywiście, wybacz. — Polizała się nerwowo po piersi. — Wciąż myślę nad inicjacją. Czekam już cholernie długo na służbę mrocznym duszom; chyba powoli tracę swój stoicyzm.
Gdy wylała własne żale, zatopiła złoty pysk pomiędzy pręgowanymi łapami. Potrzebowała czyjegoś pocieszenia, wręcz pragnęła. Za mało pozytywnych rzeczy działo się w ostatnim czasie.
Przymknęła oczy, gdy wchłaniała słodką, kocięcą woń. W tym wszystkim nie pomagał fakt, że została właśnie żywą zjeżdżalnią - Gronostaj, Jad, Olsza i Kukułka weszli na jej grzbiet, by móc pofikać jak na placu zabaw.
12 marca 2023
Od Bieliczego Pióra CD. Szakalego Szału
03 marca 2023
Od Szakalej Łapy (Szakalego Szału) CD. Bieliczego Pióra
Ze sobą przyniosła dużą porcję - dwie myszy i tłustego gołębia. Karmicielki zawsze jadły jak szalone, tak jakby nie miało być jutra. Złotawa podała pożywienie wygłodzonej kultystce i usiadła obok niej, nie odzywając się ani słowem. Poczekała spokojnie na to, aby Bielik najadła się bez pośpiechu, jednakże nie wszystko poszło zgodnie z jej założeniami. Ciężarna kotka pochłonęła własną porcję w ciągu minuty, ledwo smakując soczyste mięso.
— Dzięki. Nigdy w życiu tyle jeszcze nie jadłam co teraz, a wciąż czuję się głodna. — zażartowała — Będziesz chciała je poznać?
Puszysta, biała łapa wylądowała na okrągłym brzuchu, który zdawał się być najbardziej zadbaną częścią ciała. A może rzeczywiście tak było? Skonsternowana Szakal przyjrzała się całokształtowi leżącej przed nią osoby.
— Powinnaś wylizać dobrze nie tylko partię, w której znajdują się twoje dzieci. — zwróciła jej grzecznie uwagę — Całe ciało potrzebuje pielęgnacji.
Bielicze Pióro kichnęła z poirytowania.
— O mnie się nie martw. — Wlepiła w uczennicę błękit oczu. — Błagam, nie uciekaj od krępujących pytań. Wiem, że ciężko ci jest w obecności kociąt i częściowo to rozumiem, lecz obiecuję ci - spod moich łap wyjdą wyłącznie same pocieszne maluchy. Naprawdę je polubisz! Nie bój się, zobaczysz jaką radością są te małe, niewinne istotki!
Szakal z poważną miną stała przed arlekinką, nie mogąc wydobyć już z zasychającego gardła ani jednego słowa. Nie chciała ranić własnej znajomej, z którą dogadywała się jak z nikim innym, lecz prawda pozostawała taka, iż nie cierpiała drobnych kociaków, a dodatkowo… bała się ich. Tak, dokładnie. Nowonarodzone potomstwo zawsze miało inną mentalność i spojrzenie na świat, co blokowało możliwość dogadania się z nimi. Opowiadały głupoty, pytały o masę rzeczy, gdy Szakal nie znosiła długich rozmów i wolała spędzać czas sama w ciszy, spokoju, wśród niezmiennej natury.
Ona i kocięta były jak dwa przeciwne żywioły, które w najgorszym przypadku zniszczą się nazwajem.
— Eee… — zacięła się — Przybiegnę do ciebie, gdy już przyjdą na świat. — Zdobyła się na wymuszony uśmiech. — Dam z siebie wszystko, by być dla nich najlepszą osobą.
Bielicze Pióro zamruczała melodyjnie.
— Dziękuję. Teraz tylko przestaw swoją mózgownicę na pozytywne myślenie.
Z brązowawego pyska uciekł cichy śmiech, piękny i fantastyczny jak ona sama. Szakal odwzajemniła reakcję łagodnym pataniem po główce burej. Pozostało wyłącznie czekać na to, co przyszłość przyniesie.
W klanie… zapanował koszmar, klątwa. Złe wypadki zaczęły się od tragicznej śmierci kociąt Bieliczego Pióra, które zniekształcone od samego początku nie miały szans przeżyć bez bezpośredniego dokarmiania. Córka Mrocznej Gwiazdy od tamtego czasu diametralnie zmieniła się - zdziczała i po odnalezieniu dwójki kociąt nie pozwalała większości podejść do żłobka, bojąc się ponownej utraty. Szakali Szał widząc zachowanie kotki, nie odwiedzała jej, spodziewając się szaleńczej reakcji. Obiecała, że pozna maluchy; obiecała, że zmieni własne nastawienie, lecz złamała daną przysięgę. Gdy szła z pierwszego treningu ucznia, westchnęła przeciągle, próbując uspokoić własne poddenerwowanie.
Właśnie - tak prędko stała się mentorem. Zdążyła zaobserwować, iż nowi wojownicy niemal od razu dostają kociaki pod opiekę i szczerze liczyła na jedno z dzieci kultystki. Chciała szkoleniem, tym nietypowym zabiegiem, pokazać Bielikowi własne starania i żal, jaki trzymała w szakalim sercu, jednakże zamiast Kukułki bądź Jadu otrzymała Olszową Łapę, kotkę calico o brązowym oczach. Nie była zła - zachowywała się całkiem grzecznie i okazywała bezgraniczne posłuszeństwo, aczkolwiek złotawa wyczuwała w jej działaniach fałsz oraz dwulicowość, co ją do cna niepokoiło. Dziś słodka szylkretka - jutro mogła zamienić się w potwora. Wojowniczka zatrzęsła futrem na samą myśl; będzie musiała ją mieć na swoim bystrym oku.
Ciche kroki stawały się coraz wyraźniejsze, gdy wnuczka Irgowego Nektaru docierała do lokalnego krzewu. Wzięła głęboki oddech i weszła do środka, spotykając się z brykającymi kociakami. Ich masa na spokojnie dorównywała młodszym uczniom.
— Nieźle już wyrosły. — wymruczała do siebie i Bielika, w nadziei na jakąś odpowiedź. — Mogę wejść? Nie będę przeszkadzać?
05 stycznia 2023
Od Bieliczego Pióra CD. Szakalej Łapy
27 grudnia 2022
Od Szakalej Łapy CD Bieliczego Pióra
Stało się. Drugi raz była świadkiem wygonienia ucznia, który nie postarał się wystarczająco, by pozostać bezpiecznym w klanie. Połowicznie ślepy kocur z przestrachem cofał się do wyjścia, wyszukując wzrokiem swojego brata, Gęsiego Wrzasku. W pamięci świeżo wyryte pozostawało wspomnienie dotyczące pytania mentora w sprawie rodzeństwa. Przebiśniegowej Łapie nie udało się, tak jak Szakal przewidziała.
Po ostatnich rozmowach z przywódcą jej pewność siebie znacznie wzrosła, dzięki czemu niemal przestała bać się o wygnanie. Mroczna Gwiazda widział w niej dobrą uczennicę, godną zaufania i przystąpienia do spraw zatajonych przed szarym tłumem. Jednakże teraz jak wąż wiły się przed kotką wizje wygnania Ruiny. Mijały księżyce, a czarnawa nie zrobiła nic w kierunku poprawienia reputacji. Była? Była, i tyle w temacie. Gniła gdzieś w żłobku z Jaszczurzym Sykiem i Frezjowym Płatkiem, otoczona nieznośnymi pociechami. Bleh, dobrze że tam nie przebywała zbyt często.
Właśnie - urodziły się kolejne pokraki. Obie z czarno-białymi umaszczeniami - przypadek? Coraz więcej kotów niepokojąco przypominało przywódcę Klanu Wilka. Czyżby Mroczna Puszcza faworyzowała lidera i chciała to pokazać, dając kolejne podobne wnuki? Istniała takoważ opcja, lecz co się dziwić. Kocur zapewniał ponadprzeciętnie wiele dobra dla kultu, zasługiwał na chodzące podobizny.
— Hej... — Bielicze Pióro zwróciła się do młodszej. — W porządku?
— Oh, to ty! — uśmiechnęła się do burej. Przez zamyślenie nie zauważyła jej obecności. — Chodzi ci pewnie o wykopanie Przebiśniegowej Łapy, czyż nie? Myślę..., że będę jakoś żyć. Powoli przyzwyczajam się do panujących tu realiów. Jeżeli mam być szczera, to prędzej boję się o Ruinę, a nie siebie.
— Ruina... zachowała się nieodpowiednio. Przyniosła wstyd rodzinie i kultowi. Ma szczęście, że Mroczna Gwiazda jej nie wygnał z klanu. Bójka z kimś z Klanu Nocy? Mogła wywołać tym wojnę — pokręciła łbem. — Szkoda o niej gadać. A jak tobie minęło zgromadzenie? — zapytała zaciekawiona.
— Bardzo nietypowo. — rzekła, przypominając sobie o kocurze z Klanu Nocy. — Poznałam osobnika noszącego imię Rybka, znasz go może? — zapytała, nie mając zamiaru zaprzestać rozmowy na tak krótkim raporciku. — Opowiadał o czymś, co jest nienaturalne jak na kogoś spoza Wilczaków. Mianowicie ma do czynienia z duszą Mrocznej Puszczy.
— Nie. Nie znam go. — Zmarszczyła czoło. — Naprawdę? Mroczne duchy mogą kontaktować się z żywymi. Moja matka została odwiedzona tak przez Jastrzębią Gwiazdę. Co takiego mówił? Kto z nim się kontaktował?
— Rzekomo Zajęcza Gwiazda opętuje jego córkę w ramach zemsty za odejście z Klanu Burzy. Był swego czasu niewolnikiem i od tamtej chwili zmarły nie daje mu spokoju, biedak. — zasmuciła się. Nadal pamiętała o marnej postawie, jaką sobą prezentował. — Chciał się go pozbyć, ale nie wie jak.
— Och... To brzmi źle. Dusze z Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd podobno są dość mściwe, gdy nie rozwiążą spraw, które pozostawili za życia. Ale ciekawe... Z chęcią pogadałabym z tym Zajęczą Gwiazdą. W zasadzie... mogę zapytać lidera. On ma większe doświadczenie w tych sprawach. — zaproponowała. — Wtedy może dowiemy się czy istnieje szansa, by ktoś z Mrocznej Puszczy chodził wśród nas! Ale to by było ekscytujące!
— Myślisz, że Mroczna Gwiazda nie wkurzy się za zawracanie głowy? Również chciałabym poznać naszych przodków, ale chyba nie kosztem ścięcia wszystkich wibrysów. — odmruknęła nerwowo.
Przyjaciółka zastanowiła się chwilę.
— To możemy zapytać Irgowego Nektaru. Żyła przez wiele księżyców w kulcie Mrocznej Puszczy, nim dołączyła do Klanu Wilka. Jak ona nie wie, to już nikt.
— Moja babcia, no tak! — wykrzyczała. — Zgadzam się z tobą w stu procentach. Chodźmy więc do niej!
Obie kotki wyminęły rozchodzący się tłum. Szły pod zielonymi liśćmi drzew, ciesząc się naprzemiennie występującym cieniem i słońcem. Podczas drogi wpadły na Sarni Krok - młodą, rudawą wojowniczkę, która ostatnio zachowywała się nad wyraz nieprzyjaźnie wobec klanowiczów. Nic nie powiedziała, lecz zasyczała nienawistnie w ich stronę i znikła za krzewami, idąc na polowanie.
— Dziwaczka. — iglaste źrenice Bielika pobiegły za uciekającą ex-pieszczoszką. — Przecież nic nie zrobiłyśmy.
Szakala Łapa zgodziła się machnięciem ogona. Co w nią wstąpiło?
— Być może pszczoły zjadły jej mózg. — fuknęła. — W taki sposób narobi sobie wrogów.
Nie zastanawiały się zbyt długo i ruszyły dalej ku zastępczyni. Złota, piękna kotka leżała na kamieniu z przymkniętymi oczami, poruszając tylko co jakiś czas charakterystycznymi uszami. Wiek odbierał starszej barwy oraz nadawał wrażenie, że słabnie, jednak każdy mądrzejszy widział, iż trzymała się wyjątkowo dobrze.
— Co was do mnie sprowadza, moje kochane? — wymruczała Irgowy Nektar, podnosząc się z kojącego, acz twardego łoża. — Widzę biegającą ekscytację na waszych pyskach.
Tak, były naprawdę ciekawe tego, co odpowie matka kultu w sprawie mrocznych dusz. Jeszcze nigdy nie miały z nimi do czynienia, chowali się w czerni niczym Gwiezdni i nie dawali żadnego znaku. Szakal chciała zanieść potrzebne informacje Rybce. Czy dzięki mądrości złotej babci rozwiąże problem zatroskanego kocura?
15 grudnia 2022
Od Bieliczego Pióra cd Szakalej Łapy
Sosnowa Igła na moment przerwała się drzeć, widząc lidera.
09 grudnia 2022
Od Szakalej Łapy CD Bieliczego Pióra
Bielicze Pióro pojawiła się niespodziewanie obok Szakala, przynosząc ze sobą parę tłustych mysz. Aż ślinka pociekła na ich widok - wyglądały wyjątkowo apetycznie. Koleżanka miała naprawdę doskonały gust do wybierania popołudniowych potraw. Obie kotki były akurat zmęczone ćwiczeniami, więc uczennica nie narzekała dzisiaj na zjadanie mięsa. Tak - nadal starała się spożywać zwierzęta w zmniejszonej ilości, lecz Gęsi Wrzask skutecznie to uniemożliwiał. Może i lepiej? Zaraz osiągnie 12 księżyców, a ona wciąż była małą kupą futra.
– Nie można mu odmówić wojowniczego talentu. – stwierdziła, delektując się zdobyczą. – Jednakże brak w nim pohamowania. Wkurzenie u niego równa się z falą nieestetycznych słów, które nigdy się nie kończą. Chłop bierze mnie na trening w niemal każdej wolnej chwili, jakby chciał możliwie najszybciej zamknąć rozdział szkolenia i przejść do własnych spraw. – zaśmiała się. – Wielkie było jego zdziwienie, gdy zauważył, jak bardzo nieudolna jestem. Wciąż stoję na etapie polowania, gdzie poprawia każdy błąd i aż piana z jego pyska leci, tak się przy tym wścieka. Lecz… są już jakieś postępy. – przyznała się, odgryzając kolejną kończynę. – Ostatnio ukończyłam pozytywnie pierwszy test, więc powoli zaczynamy dołączać ruchy bitewne. Powiem ci, że są one o wiele ciekawsze od tego, co dotąd robiłam.
– Ta… Gęsi Wrzask potrafi być specyficzny. – mruknęła. – Lecz jestem pewna, że wyszkoli cię na najlepszą wojowniczkę.
– Taki jest mój cel. Chcę prześcignąć nawet i jego.
– Wohoho, w takim razie powodzenia. Twoje ambicje są wysokie.
– Trzeba jakoś nadrabiać wzrost, czyż nie? – zaśmiała się. – Udowodnię sobą, że masa ciała nie ma znaczenia, lecz taktyka, siła i spryt.
– Dlaczego w ogóle zakładasz, że jesteś słaba? – zapytała ze zmartwieniem wypisanym na pysku. – Każdemu na początku idzie kiepsko. Zobaczysz, z czasem wszystko się ułoży.
– Prawda, lecz ja nie przebijam tej żenującej poprzeczki. Moje umiejętności wzrastają w zastraszająco niskim tempie, a przecież na koniec aby zostać wojownikiem, muszę pokonać przeciwnika poprzez walkę. Nie mogę sobie pozwolić na wygnanie jak Słowicza Łapa.
– Skąd o niej wiesz?
– Stokrotkowa Polana gnębi mnie jej przykładem. – parsknęła, aż krople śliny poleciały na bok. – Chyba to ma być motywacja, o ile to tak można nazywać.
– Nie, ona cię zastrasza. – zasyczała i położyła po sobie uszy. Rzadko widziała ją tak wściekłą jak teraz. – Porozmawiam z nią, kiedy będzie wolna, bo chyba nie ma pojęcia, w jaki sposób należy wychowywać własne dzieci.
Szakala Łapa spojrzała z nieukrywanym zaskoczeniem na Bielicze Pióro. Co w nią wstąpiło? Prawda prawdą - wciąż była młodziutka, ale nie potrzebowała czyjejś ochrony! Jeszcze Stokrotkowa Polana się wkurzy i odbije swoją złość na niej samej.
– Ehehe… nie ma nic zabójczo groźnego w jej sposobie bycia. – skłamała. – Słowa matki spływają po mnie jak po kaczce i się nimi nie przejmuję. – napuszyła się, by okazać swoją fałszywą odwagę. – Tak się zagadałyśmy, że nic nawet nie pisłaś o własnych szkoleniach u Chłodnego Omenu! Weź mi coś o nich opowiedz, a nie.
Wyszczerzyła zęby przy ostatnim zdaniu i szturchnęła ramieniem brązowo-biały bok wojowniczki. Szakal modliła się, aby kotka wykupiła jej przekręt związany ze zmianą tematu, którego nie powinna była wcześniej poruszać. Przypomniało jej się zgromadzenie - popełniła w tamten pamiętny dzień podobny błąd. Chyba powinna czasami zamknąć gębę na kłódkę.
22 listopada 2022
Od Bieliczego Pióra cd Szakala (Szakalej Łapy)
04 listopada 2022
Od Szakala CD Bieliczego Pióra
30 października 2022
Od Bieliczego Pióra cd Szakala
25 października 2022
Od Szakala cd Bieliczej Łapy (Bieliczego Pióra)
19 października 2022
Od Bieliczej Łapy cd Szakala
12 października 2022
Od Szakala CD. Bieliczej Łapy
Wydawałoby się, że to głupie zdanie wypadające z ust nieświadomego kociaka. Być może i tak było, lecz Szakal już wiedziała, że polując, odbierasz komuś szczęście, sprawiasz ból, stajesz się sprawcą tragedii. Idealne wyjście stało otworem, a ona nie miała zamiaru z niego nie skorzystać. Jej podejście do sytuacji można było opisać jednym słowem - pacyfistka, i to bardzo naiwna. Chciała siać dobroć, a wręcz być sama dobrocią, jej najprawdziwszą postacią. Próbowała w swojej główce stworzyć świat idealny - nieważne, że każdy dorosły znał już gorzką prawdę; byt na Ziemi nigdy nie jest perfekcyjny i zawsze wypełnia się nieprzyjemnymi wydarzeniami, na które nikt nie ma wpływu.
– Nie rozumiem, dlaczego nie chcesz jeść upolowanej zwierzyny? - zapytała skonsternowana Bielicza Łapa. - Zapewniam cię, że być może nie wygląda zawsze apetycznie, ale w ostateczności smak bierze górę nad tym, co pokazuje wzrok.
– Tu nie chodzi o to, co jesz, ale o to, jakie są tego skutki. - Zapiszczała złotawa - Po prostu chcę, aby każdy mógł się cieszyć życiem, tak jak my.
– Ah, kapuję, lecz-
– To tak nie działa, moja droga. - Przerwała Irgowy Nektar, dając do zrozumienia uczennicy, że teraz kolej na jej przemowę. - Twoje plany są jak najbardziej zrozumiałe i nie mam zamiaru w nie ingerować, lecz najpierw mnie posłuchaj, zanim do nich rzeczywiście przystąpisz. - Lekki wdech dotarł do uszu przysłuchujących się - Koty żywią się mięsem od zarania dziejów, to nasz naturalny pokarm, do którego jesteśmy od dawna przystosowani. Posiadamy ostre kły i pazury, by móc rozrywać twarde mięśnie oraz wyczulony węch i ponadprzeciętny wzrok pozwalający na wypatrzenie ofiary wśród gęstych krzewów. Natura ukształtowała ciebie w taki sposób, byś mogła być łowcą, a nie zwierzyną. Można przeciwstawiać się jej prawom, ponieważ zazwyczaj to my jesteśmy stwórcami swojego losu, jednakże tutaj występuje wyjątek.
W oczach zastępczyni Szakal ujrzała zmartwienie, a może jej się wydawało? Kocię skuliło się, czując na swoich barkach ciężar zawodu, jaki sprawiła swojej babce. Znowu miała się za śmiecia, niewartego bycia na lekcjach. Irgowy Nektar pokładała w niej nadzieję, biorąc na pierwsze zajęcia w tak młodym wieku. A ona co? Zwaliła wszystko! Jedyne czego teraz pragnęła, to zapaść się pod ziemię i nigdy nie wyjść; ale co było, to było - musiała się pogodzić ze swoim błędem, dlatego też podniosła ponownie głowę i słuchała ze skupieniem pouczenia.
– Jeszcze przed rządami Mrocznej Gwiazdy spotkałam na drodze samotniczkę. Tak jak ty miała wstręt do zwierzyny, więc dieta kocicy składała się głównie z jadalnych owoców. Nie służyło jej to zbytnio - przez niedożywienie była tak mała jak uczeń, a kości rysowały się na bokach, wręcz kłując tych, co chcieli się do niej przytulić. Za wzrostem i osłabieniem szło utrudnienie w funkcjonowaniu. Często chorowała, aż pewnego dnia padła pod łapami pieszczocha, który nawet nie znał podstaw walki. Jej śmierć należała do godnego pożałowania odejścia z tego świata.
Opowieść uderzyła rzeczywistością, od której tak bardzo odwracała wzrok. To nie może być prawda! Czy naprawdę to tak wygląda? Czy naprawdę…
– Nie mam innego wyjścia?
– Nie chcę ci robić niepotrzebnych nadziei - nie ma na to innego sposobu. Czeka cię pełny brzuch wypełniony zwierzyną bądź głód spowodowany ich brakiem. Nie martw się jednak, masz jeszcze czas. Na razie twoim jedynym pokarmem pozostanie mleko matki. - Westchnęła - Wróćmy lepiej do ziół, bo za bardzo oddaliliśmy się od tematu. - Przesunęła łapą łodygę z fioletowymi kwiatami - Tutaj z kolei mamy Lawendę - idealna roślina maskująca zapach. Smarujemy nią głównie trupy…
Nie słuchała już dalej nauk babki. Czuła coraz to mocniej, jak głowa zaczyna zbliżać się do trawy. Walczyła z zamykającymi się powiekami i własnymi wątpliwościami. Nie starczyło jej jednak siły - opadła z hukiem, strasząc przy tym Bieliczą Łapę.
Nawet nie próbowała nad tym myśleć, teraz liczyła się wyłącznie ucieczka, dzięki której oddali się od mrocznego widowiska.
Zarazem za kotką ktoś szybko się zbliżał. Wystarczył wyłącznie jeden skok, by znalazł się zaraz koło niej - zasłonił szybko oczy, powodując w niej jeszcze większą panikę.
– Odejdź! Puszczaj mnie! - wykrzyczała z całej siły.