BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Głóg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Głóg. Pokaż wszystkie posty

12 grudnia 2020

Od Głogu

 — Głóg, proszę cię, skup się. — westchnęła Nostalgia, widząc, jak syn królowej jabłek niemalże potyka się o własne łapy, próbując ustawić się w pozycji obronnej.
— Przepraszam! — zawołał, stając nieco pewniej i już na czterech, a nie trzech nogach. Wziął głęboki wdech, próbując ukoić nerwy. Przetrzymał wilgotne powietrze w płucach przez jeszcze jakiś czas, aż w końcu wypuścił je nosem ze świstem. Powinno pomóc. Na chwilę. Kocur w końcu uzyskał chwilę skupienia i nareszcie, po długich próbach w końcu wyszła mu ta pozycja. Głóg szybko odwrócił łeb w kierunku Nostalgii, szukając u niej jakiejś pochwały. Ta jednak jedynie westchnęła, po czym wstała i ustawiła się obok niego. Z jej futra z każdym ruchem spadały jasne krople wody, które gromadziły się na jej grzbiecie przez lejący na nich z góry deszcz. Pogoda ostatnio nie była najlepsza. Najpierw było gorąco przez całą porę zielonych liści, a teraz codziennie padało, nie zostawiając kotom ani chwili na przeschnięcie.
— Teraz słuchaj, lisi bobku. — z przemyśleń wyrwał go głos szylkretowej kotki. — Uważnie. — dodała, widząc rozproszony wzrok swojego ucznia. Młody nastawił uszu w kierunku kotki, przekładając całe swoje skupienie na nią. Dokładnie przyglądał się jej pyskowi, czekając, aż coś powie. Oglądał jej oczy wpatrzone w przestrzeń przed nią, spięte i przygotowane na wszystko mięśnie i mokrą, biało-czarno-rudą sierść.
— Musisz być przygotowany na atak. Czyli stój stabilnie, obserwuj ruchy przeciwnika, lisi bobku. —tłumaczyła Nostalgia. Po czym uniosła się z miejsca i powędrowała przed niego. Głóg wykonał jej polecenia, cały czas utrzymując skupienie. Próbował nie zwracać uwagi na szelesty między liściami czy krople deszczu roztrzaskujące się na gruncie. W końcu, żeby poprawić umiejętności musiał ćwiczyć, prawda? Ale z drugiej strony... co to da? Został pokonany przez wiewiórkę, jak miałby się niby obronić przed kotem? Głóg westchnął, jednak po chwili potrząsnął głową, próbując pozbyć się uporczywych myśli z łba. Zgubił jednak wątek i nie wiedział, co mówiła jego mentorka. Próbował znów skupić na niej uwagę, jednak ta, zamiast dalej coś mówić, skoczyła na niego! Jego pierwszym odruchem było cofnięcie się, jednak błoto pod łapami nie pomagało i zamiast skutecznie zrobić unik, czarny stracił równowagę, a Nostalgia łatwo na nim wylądowała, przygniatając do mokrej ziemi.
— Nie żyjesz, lisi bobku. — westchnęła, już widocznie zmęczona kolejną nieudaną próbą. Gdy tylko zeszła, Głóg powstał z błota i otrzepał się, próbując pozbyć się mazi z futra. Był beznadziejny... ale to się poprawi, prawda? Musi się poprawić...

Od Głogu

 Powoli zakradła się od wiewiórki od tyłu. Z każdym krokiem jednak, słyszał coraz dziwniejsze dźwięki dochodzące od zwierzątka. Ta wiewiórka coś... charczała? Nie wiedział, że wiewiórki tak robią... i nagle, gryzoń się do niego odwrócił. Jej przednie zęby wydawały się dla czarnego ogromne, a zaczerwienione oczy wbiły w niego swe złowrogie spojrzenie. Wiewiórka syknęła na niego, na co ten przestraszony odskoczył od przeklętego zwierzęcia. Ta jednak zamiast uciec na drzewo, jak każda normalna wiewiórka by zrobiła, zaczęła go gonić. Przerażony Głóg puścił się biegiem w kierunku obozu, mając nadzieję, że zgubi wściekłego gryzonia po drodze. Może jak wespnie się na drzewo to uda mu się szybciej uciec? Kocur niewiele myśląc wskoczył na najbliższy pień i podciągnął się parę gałęzi w górę. Ku swojemu przerażaniu, gdy spojrzał w dół, wiewiórka wciąż się za nim wspinała! Gdy znalazła się na tyle blisko, że już prawie dobierała się do jego ogona, czarny zamachnął się i ciosem zrzucił wiewiórkę z drzewa. Ta spadła na ziemię, jednak nie widział, czy już nie żyje. Wolał zostać na drzewie. Bo co jeśli przeżyła i tylko udaje, żeby ten zszedł na dół i ta mogła go pożerać? Nie ma mowy, że wraca na ziemię. Głóg ułożył się wygodnie na gałęzi, próbując uspokoić zszargane nerwy. Czemu Nostalgia nigdy mu nie powiedziała, że w nocy można spotkać wściekłe wiewiórki?! Jeśli by wiedział to by nigdy sam nie poszedł!

Od Głogu

Wybrał się na polowanie. Może w nocy nie było to najlepszym pomysłem, ale jego mentorka tylko wtedy spała, a on chciał iść sam! Wykazać się w końcu, dowieść, że umie zrobić cokolwiek dobrze i to samodzielnie. Głóg zostawił w legowisku spokojnie śpiącego Orzełka, Płomykówkę, Daglezję i Bielik, więc przynajmniej miał pewność, że nic się im nie stanie. Nareszcie, wyjdzie sam z obozu, bez stresu o rodzinę. Młody prędko zeskoczył z gałęzi uczniów, trafił na pień i gładko wylądował na ziemi. Tyle razy zjeżdżał po tym drzewie, że chociaż to miał wyćwiczone. Czarny kocur gładko wymknął się na zewnątrz, zawdzięczając to głownie swojemu ciemnemu kolorowi futra, które dawało mu idealny kamuflaż w czasie nocy. Kocur maszerował przez sad, węsząc w skupieniu, próbując wyłapać najdelikatniejszy ślad zwierzyny. Po chwili, do jego nozdrzy wpadła woń wiewiórki, drażniąc przyjemnie ścianki jego nosa. Tak, wiewiórka byłaby dobrą zdobyczą. Może nawet Nostalgii by się spodobała! Kocurek uśmiechnął się do siebie, po czym ruszył za tropem gryzonia. Zapach nasilał się coraz bardziej i bardziej, aż w końcu natrafił na świeże ślady na suchej ziemi i nieduże rysy na drzewach naokoło. Bingo! Zwierzak siedział na gałęzi niedaleko, skubiąc jakąś łupinę orzecha. Idealnie! Była do niego odwrócona tyłem i miała własne zajęcie. Może nie wróci do obozu z pustymi łapami! Głóg przyjął pozycję łowiecką i uważnie stawiał każdy krok. Powoli zbliżał się do wiewiórki, jednak im bliżej gryzonia się znajdował, tym słyszał dziwniejsze dźwięki. Dziwne. Bardzo dziwne. 

Od Głogu CD. Nostalgii

Uważnie słuchał swojej mentorki, próbując zapamiętać jak najwięcej i przy okazji odwrócić swoją uwagę od tego, że źle się czuł bez otaczającego go rodzeństwa. Na pewno wszystko u nich dobrze. I nic im nie jest. Głóg powtarzał sobie te słowa jak mantrę, za każdym razem, gdy wychodził z Nostalgią na trening. Szli akurat przez sad, a kocica pokazywała mu, a raczej rzuciła w niego informacjami, gdzie jest legowisko medyków i leże starszych, po czym zabrała nad strumień. Kocur zaciekawił się tym miejscem. W końcu jeszcze nigdy nie był tak daleko. Może to fajne miejsca? I będzie mógł przychodzić tam częściej z bratem i siostrami jeśli im się tam spodoba. Jednak wyschnięte koryto strumienia, było niemal niezauważalne. Spodziewał się... czegoś innego, a przecież jeszcze trochę i trawa całkowicie go zarośnie! Gdzie była woda? Młodzik lustrując spojrzeniem pozostałości po strumieniu, zauważył coś siedzącego na kamieniu. Miało dziwną, guzkowatą nawierzchnię w kolorze trawy i błota. Niby siedziało normalnie, a jednak łapy tego czegoś były dziwnie wygięte i jakby  jedne krótsze od drugich. Za to wyłupiaste, okrągłe i ciemne ślepia obserwowały bacznie otoczenie. To coś było... trochę straszne, to Głóg musiał przyznać. Nie przypominało myszy ani żadnych ptaszków co zjadał, ba, nie wyglądało jak nic, co kiedykolwiek wcześniej widział. A co jeśli jest niebezpieczne? 
— Co to? — zapytał niepewnie, wciąż nie odrywając wzroku od stworzenia. Nagle, to coś nadęło swoje gardło, a wydawszy dziwny dźwięk wyskoczyło i zanurkowało w trawie. Młodzik otworzył szerzej oczy.
— Żaba. Sokół nigdy wam nie przyniósł? — zapytała. Kocurek pokręcił łbem.
— Wiedziałam, że będzie z niego beznadziejny ojciec. — mruknęła pod nosem. — Jakieś pytania, czy idziemy dalej?
"Beznadziejny ojciec"? Sokół? Przecież jego tatuś był bardzo dobry! Przychodził do nich często, opowiadał bajki i bawił się. A co jeśli... co jeśli rzeczywiście przynoszenie żab było wyznacznikiem dobrego ojcostwa? 
— Czy żaby naprawdę są takie ważne w ojcostwie? — miauknął bez głębszego zastanowienia kocurek.

<Nostalgia? Sry że krótkie i gniot;;;>

26 listopada 2020

Od Głogu CD. Szyszki

— Mamoooo! On mnie nie slucha. Pofiec mu se go fidac. 
— Nie fidac! — sprzeciwił się syn Sokoła.
Przyszedł czas żeby interweniować, zanim dwójka jej kociąt zacznie się przekrzykiwać, żeby dowieść swoje racje. Szyszka przysunęła do siebie bliżej Głóg, natomiast czarnulce i dymnemu posłała uśmiech i troskliwe spojrzenie.
— Poszukajcie Bielik i Daglezji.
Orzełek skinął łebkiem. Spojrzał oczekująco na Płomykówkę i dopiero gdy siostra dała znać, ruszyli w pierwszym lepszym kierunku, węsząc za znajomym zapachem. Karmicielka liznęła czarnego kocurka w czubek głowy.
— Chce fyglac. — miauknął Głóg. Młodzik wbił wzrok w podłogę, robiąc niezadowoloną minę. 
— Przykro mi, skarbie, ale twoja siostra ma rację. Zamknięcie oczu nie sprawia, że stajemy się niewidzialni. To, że ty nie będziesz widział nie sprawi, że ktoś inny nie dojrzy ciebie. — miauknęła spokojnie. — Może po prostu zrobicie jeszcze jedną rundę? Albo inną zabawę? Wymyślasz coraz lepsze kryjówki.
Starała się pocieszyć synka, widząc rozczarowanie na jego pyszczku. Głóg zmarszczył brwi, próbując powstrzymać falę łez cisnącą się na jego ślepia. Chciał być chociaż w czymś dobry! Każdy z jego rodzeństwa był w czymś najlepszy. A jak on próbował, to nigdy mu nie wychodziło. Płomykówka zawsze z nim wygrywała w walkach, dlatego szybko z tego zrezygnował. Orzełek lepiej skakał na szyszki. Bielik zawsze najszybciej rozwiązywała zagadki które mama od czasu do czasu im rzucała. A Daglezja była dużo szybsza od niego. Czemu on nie mógł znaleźć chociaż jednej rzeczy? Głóg westchnął smutno, po czym niechętnie pokiwał główką i zamiast wrócić do kolejnej zabawy z rodzeństwem położył się przy brzuchu Szyszki, chowając się w jej futrze. Zamknąwszy oczy poczuł kolejne liźnięcie po czole, po czym Szyszka okryła go swoim ogonem.

***

I tak, dzieci Szyszki wyfrunęły z gniazdka i zostały uczniami. Po długich 6 księżycach w żłobku w końcu Daglezja, Bielik, Orzełek, Płomykówka i Głóg przeprowadzili się do legowiska termiantorów. Każdy z nich był zajęty własnym treningiem, co niestety napawało młodego kocura strachem o ich dobro i niemalże ciągłym stresem, dopóki nie pojawili się pod wieczór obok niego na gałęzi uczniów. Na zaczynających się częstszych treningach kocur nie mógł się skupić, wciąż myśląc o tym, co robi jego rodzeństwo, przez co nauka nie szła mu tak płynnie, jak powinna. Głóg po długiem treningu, podczas którego pod okiem Nostalgii próbował opanować pozycję łowiecką, wrócił zmęczony do obozu. Złoty krąg na niebie powoli chował się za horyzontem, jednak wspiąwszy się do legowiska dla terminatorów nie znalazł żadnej ze swoich sióstr czy Orzełka, przez co uderzył go nagły napad paniki. Co jeśli coś im się stało? Co jeśli spadli z jakiegoś drzewa? Albo dostali jabłkiem w głowę? Albo przewrócili się i...
Głóg przeskakiwał niezgrabnie między gałęziami, szukając rodzeństwa bądź rodziców. Może oni będą coś wiedzieli? A co jeśli ich też nie znajdzie? Kątem oka dostrzegł Szyszkę, odpoczywającą w swojej dziupli. I chociaż nie chciał jej budzić, sytuacja stała się dla niego nie do zniesienia.
— M-mamo? Wiesz gdzie mogą być Orzełek, Daglezja, Bielik i Płomykówka? Nigdzie nie moge ich znaleźć...— wymamrotał nerwowo na jednym wydechu. 

< Szyszko? >

Od Głogu

 I tak, ten okropny, okropny wschód słońca nadszedł. Głóg widział, że jego brat - Orzełek, też jest niekoniecznie podekscytowany na wieść, że to właśnie dzisiaj dostaną mentorów. Czarny ze stresu chował i wysuwał pazury, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Dlaczego jego siostry wydawały się tak podekscytowane na tą wieść? Przecież z tego co słyszał trening był trudny i bywał niebezpieczny! Poza tym, jak miał ich teraz pilnować, skoro będą rozdzieleni?
— Gotowi? — zamruczała łagodnie czarna kotka, posyłając im lśniące z dumy spojrzenie. Szyszka wydawała się taka szczęśliwa... może uczniostwo nie będzie takie złe? Skoro ona wygląda na zadowoloną, nie może być tak źle. Głóg jedynie niepewnie skinął głową, nieco ośmielony widokiem Szyszki.
— N-nie. Mamo, nie mogę zostać w żłobku? — usłyszał głos braciszka. Orzełek zrobił wielkie oczka, wzrokiem błagając o to rodzicielkę, na co czarna kotka liznęła go w czubek głowy.
— Będzie dobrze, Orzełku. Na pewno dogadasz się ze swoim mentorem. — zamruczała. "Będzie dobrze." chociaż słowa nie były skierowane do niego, też tego potrzebował. Powtarzał je w myślach niczym mantrę, próbując uspokoić zdecydowanie za szybko bijące serduszko.
Szyszka pierwsza wyszła ze żłobka, kierując się do Jabłoni. Orzełek wyszedł jako drugi, zaraz za Płomykówką. Głóg opuścił kociarnię ostatni, drżącym krokiem. Przy wejściu czekał na nich Sokół. Na widok dzieci uśmiechnął się. Pewnie czuł to samo co Szyszka.
— Członkowie Owocowego Lasu! — w obozie rozległ się głos czarnej liderki. Szyszka dostojnie stała na wysokiej gałęzi, utrzymując na niej z łatwością równowagę. Czarnulek z zachwytem oglądał jej lekkość i równowagę, mając nadzieję, że jego przyszły mentor też go tego nauczy. Miał nadzieję, że trafi mu się ktoś dobry. Szyszka byłaby idealnym wyborem, ale młodzik nawet nie łudził się, że zostanie jego mentorką. W końcu nie zasługiwał na to, żeby być jej uczniem. Ba, gdyby nie to, że odziedziczył po niej kolor sierści nawet by jej dziecka nie przypominał, na pewno nie z charakteru.
— Moje dzieci wraz z osiągnieciem szóstego księżyca, są gotowe zostać uczniami. Pilnie się uczcie, poznawajcie i słuchajcie waszych mentorów. — zwróciła się do niego i pozostałej czwórki kociaków. Pomimo całego stresu, pomarańczowe ślepia zalśniły Głogowi z dziwnej mieszanki emocji krążącej po jego głowie.
— Gąsko! Zajmiesz się szkoleniem Daglezji. Przekaż jej wszystko co sama umiesz. — miauknęła spokojnym głosem liderka. Po chwili ciotka podeszła do jego siostry i zetknęła się z nią nosami, szepcząc coś do niej, czego Głóg nie mógł usłyszeć. Przynajmniej tu miał pewność, że Daglezja będzie miała dobry trening.
— Jabłko! Twoim obowiązkiem będzie wyszkolenie Orzełka. Wierzę, że sobie poradzisz. — sytuacja tu się powtórzyła, tylko że z wymienionymi przez Szyszkę kotami. I tak, następnie Szyszka przeszła do Bielik, która dostała za mentora Trzmiel, Płomykówka otrzymała Błysk i teraz, nadeszła pora na niego. Głóg wbił pusty wzrok w ziemię, czekając na słowa przywódczyni. Zacisnął powieki, modląc się w duchu. 
— Głogu, wystąp. Twoim mentorem zostanie Nostalgia. Nostalgio, mam nadzieję, że wyszkolisz mojego syna jak najlepiej. — zamruczała Szyszka, a z tłumu wyłoniła się szylkretowa mentorka. Młody nie wierzył, w to co usłyszał. Ma być uczniem zastępczyni? Zastępczyni przywódcy Owocowego Lasu? Jakim cudem matka wybrała akurat jego, żeby uczył się u kotki z taką rangą?! Czarny wyrwał głowę do góry i spojrzenie jego zestresowanych oczu potkało się z złotymi ślepiami Nostalgii. Głóg przełknął ślinę, stykając się nosem z mentorką.
— O-obiecuję, że z siebie wszystko. — wypluł po chwili, obniżając łeb.

< Nostalgio? >

Od Głogu

Leżał przy brzuchu Szyszki, słuchając jej opowieści o miejscu, w jakim się znajdowali. Oczami wyobraźni widział ogromne drzewa z koronami obwieszonymi czerwonymi owocami, pnie z których gdzieniegdzie wyciekał złoty, lepki płyn o mocnym, słodkim zapachu. Widział nawet siebie, powoli wędrującego przez morze traw, ukrytego przed słońcem i niebem pod gałęziami jabłoni i grusz. Obok niego wędrowała jego cała rodzina, poznając okolice Owocowego Lasu. Szyszka i Sokół na przodach, a za nimi piątka ich potomstwa - Bielik, Daglezja, Płomykówka, Orzełek i Głóg. Miał wszystkich w zasięgu wzroku gdziekolwiek by nie spojrzał, a wyobrażona sceneria nie kryła nigdzie żadnych zagrożeń. 
Było mu dobrze. Nie musiał wychodzić przecież ze żłobka, żeby zaznać tych uciech. Wystarczyły mu słowa matki i historie z polowań taty. Miał tu wszystko pod kontrolą i nie musiał się o nic martwić. Jego rodzina była na wyciągnięcie łapy i miał pewność, że są bezpieczni. Niestety, dzień mianowania na uczniów zbliżał się nieubłaganie wielkimi krokami, podnosząc młodemu kocurowi ciśnienie z każdym dniem. Naprawdę musieli wyprowadzić się z żłobka? Może i zaczynało tu się robić ciasno, ale przecież to nie problem! Zawsze mogli odrobinę powiększyć to miejsce, by wszyscy nadal mogli się tu pomieścić. Nie wyobrażał sobie życia gdziekolwiek indziej, z dala od nich. Może udałoby się jakoś przeciągnąć czas przed mianowaniem? Niestety, nie znał żadnych sposobów na zwolnienie czasu, więc jedynym sposobem było wykorzystanie każdej minuty która mu pozostała. I tak, Głóg parę dni przed mianowaniem nie mógł spać po nocach.

08 października 2020

Od Głogu CD. Szyszki

 Był z siebie taki zadowolony! Miał cudowną kryjówkę i nie ma szans, że ktokolwiek go znajdzie! Jest niewidzialny! A jednak, gdy tak się ukrywał, do jego uszu dopłynął troskliwy głos mamy.
— Głóg? Synku, co robisz? — zapytała czarna kotka. No nie! Jak mogła go zobaczyć? Może mama ma jakiś wyszukiwacz kociaków w oczach? Czy to w ogóle możliwe? A jak tak, to czemu on go nie miał? Na pewno byłoby łatwiej ogarnąć rodzeństwo. Może jak zostanie karmicielką to też będzie miał takie zdolności? No nic, jak na razie musiał przynajmniej wytłumaczyć mamusi, dlaczego tak cudownie chowa się pod mchem. Czarny kocurek na chwilę opuścił swoją kryjówkę, i rozejrzawszy się na około, upewniając się, że nikogo nie ma, Głóg wbił swoje pomarańczowe ślepia w Szyszkę.
— Bafimy sie w chofanego. — miauknął. — Nie muf se mnie fidialas.
I tak, znów zaraz zanurkował pod posłanie. Potem czekał, wciąż nasłuchując dźwięków wskazujących na to, że ktoś się niedaleko pojawił. Miał nadzieję, że Płomykówka znajdzie wszystkich i on w końcu wygra, zostając mistrzem chowanego. 
— Mamo, fidialas Glug? — z rozmyślań nad smakiem wygranej wyrwał młodego cichy, piskliwy głosik Orzełka. NIE! Już byli tak blisko? Głóg nastawił uszu. Może tylko on został do znalezienia? A co jeśli mama zdradzi jego kryjówkę?
— A czy zabawa w chowanego nie polega na tym, że się nie podpowiada? — zamruczała rozbawiona Szyszka, na co Głóg odetchnął z ulgą. Mamusia by go nigdy nie zdradziła. Czarnulek delikatnie poruszył się pod mchem, chcąc sprawdzić, czy na pewno cały jest przykryty. Ku jego przerażeniu, okazało się, że nie ma ogonka! Młodzik zaczął panikować. Gdzie on jest? Dlaczego nie ma go pod mchem? Odpadł gdzieś po drodze? Da się go znowu przyczepić? Zaraz. Jak próbował go użyć to czuł, jak majta nim po ziemi. Więc nadal go ma? To czemu go nie widzi pod mchem? 
O nie.
Został na zewnątrz. JEGO OGONEK ZOSTAŁ NA ZAWENĄTRZ. I teraz zdradzi jego pozycję! Głóg nie wiedział, co ma robić. W myślach próbował szukać kolejnych pomysłów, jak się zamaskować żeby go nie znaleźli, jednak nic nie chciało wpaść do jego główki. Aż w końcu - olśniło go. Jeśli zamknie oczy, to już nikt go nie zobaczy, prawda? W końcu skoro on nie będzie widział siebie, to znaczy że zniknął! Cudowny plan. Teraz tylko wcielić go w życie i... nagle, coś pociągnęło go za ogonek. Głóg chciał pisnąć, jednak zamiast tego szybko zamknął oczy, żeby nie zdradzić swojej pozycji. Nie ma go! Ale Płomykówka i Orzełek musieli się zdziwić gdy jego czarny ogonek zniknął nagle! Głóg zachichotał w myślach. Maluch jednak czuł, że coś go nadal powoli wyciąga spod mchu, aż nie czuł nad sobą ani kawałeczka tej roślinki.
—Gug, snalazlam ce! — pisnęła zadowolona z siebie Płomykówka. 
— Nie plawda! — oburzył się najmłodszy z miotu, wciąż mając zamknięte oczki. — Przecies mnie nie fidać!
— Fidać!
— Nie fidać! 
— Gug, fidać ce! — miauknęła w końcu Płomykówka, mając nadzieję, że to koniec sprzeczki z bratem. Głóg nie miał jednak zamiaru tak łatwo się poddawać. Przecież już sobie ustalił, że zostanie mistrzem chowanego! A jego plan przecież musiał wypalić! 
— Mamoooooo! — krzyknął, na ślepo próbując odnaleźć rodzicielkę.
— Co się stało? — zamruczała spokojnie Szyszka, podstawiając łapę bliżej kociaka, żeby ten mógł w końcu ją znaleźć.
— Nie fidać mnie, plawda? Plomykufka mówi, ze mnie fidać, ale mam zamkniete ocy, wiec to klamstwo! 

< Szyszko? >

02 października 2020

Od Głogu

Mech pod jego niewielkim, lekkim ciałkiem niemalże niewidocznie się gniótł, gdy maluch próbował się niezdarnie przemieścić w dogodniejsze miejsce do spożywania ciepłego, słodko pachnącego mleka. Cóż, konkurencję miał sporą. Zawsze, o każdej porze dnia czy nocy, gdziekolwiek by się nie ułożył lub został przełożony to obok niego coś żywego musiało leżeć. Kocurek słyszał ich oddechy i ciche popiskiwania. Czasem nawet czuł, jak wgramalają się na niego czy odsuwają go od wypustki na dużym cieple. Chociaż dzieci Szyszki wciąż miały zamknięte oczy, czarnulek mógł określić, z iloma małymi kuleczkami przyszło mu egzystować. Oprócz jego samego, przy brzuchu rodzicielki była jeszcze czwórka kociąt, co dawało w sumie aż piątkę dzieciaków, a co za tym idzie - coraz mniej najlepszych, łatwo dostępnych miejsc przy kotce. Szczególnie, gdy z każdym dniem młodziki stawały się coraz większe i cięższe.
Z czasem maluchy zaczęły otwierać oczy i stawiać pierwsze, niepewne kroki. Z pyszczków co niektórych można było nawet dosłyszeć pierwsze słowa. Gdy wizja Głogu zaczęła w końcu przypominać coś innego niż kolorowe plamy, a jego mózg zaczął rozpoznawać dane pyszczki i obrazy, kocurek szybko nauczył się imion otaczających go kotów. Ich rodzicielką była Szyszka - to ona się nimi opiekowała i karmiła. Kulki leżące obok niego okazały się być jego rodzeństwem. Wśród czwórki maluchów kocurek miał trzy siostry - Deglazję, Bielik i Płomykówkę, oraz brata - Orzełka. Młodzik ubolewał nad tym, że ich imiona są tak trudne do wymówienia. Jak miał przywołać do ich do siebie, jak nie potrafił powiedzieć porządnie, jak zostali nazwani?

29 września 2020

Od Głogu

Każde życie młodego ssaka rozpoczyna się w ten sam sposób. Od niewielkiej zygoty, przez szybko rozwijający się zarodek, do płodu, wciąż bezpiecznie skrywanego w łonie matki. Życie Głogu zaczęło się dokładnie tak samo. Powstał z dwóch komórek, rozwijał się przez dwa księżyce i niedługo miał przyjść czas na pierwszą wędrówkę w życiu jeszcze nienarodzonego kocięcia. W miejscu, w którym przebywał było ciepło, bezpiecznie i ciasno. Często czuł ruchy innych płodów przebywających wtedy w ty miejscu. Ich kopnięcia były dla niego normalnością. W końcu nie był jeszcze na tyle świadomy, żeby cokolwiek o nich myśleć. Powoli jednak, wcześniej przyciśnięty do ciepłej ściany, miał coraz więcej miejsca. Aż ostatecznie, nie czuł obok siebie żadnego innego istnienia, a mięśnie otaczające go zaczęły wypychać młodego do przodu. I tak, w jednym momencie znalazł się w zupełnie obcym, zimnym miejscu, nie wiedząc, co się dzieje. Jego płuca nagle zażądały powietrza, a z piersi kociaka wydarł się głośny pisk, z którym pozbył się ze środka części płynów. Jego nos się odblokował i pierwsze wdechy w końcu napełniły jego narząd oddechowy. Wciąż był otoczony resztkami błony i gęstą mazią, jednak zaraz począł na swoim niewielkim, drżącym z chłodu ciałku w końcu coś ciepłego. Powoli dosyć szorstka powierzchnia pocierała jego pyszczek, brzuch i grzbiet, nie tylko ogrzewając młodego. Również pobudzając jego krążenie i pomagając pozbyć się mazi z futerka oraz resztek płynów z organizmu. Niedługo wylizywanie się skończyło, a noworodek niezadowolony kolejną falą zimna piszczał, mając nadzieję, że wróci do ciepłego miejsca. Zamiast tego, został przystawiony do innego, włochatego ciała, od którego momentalnie wyczuł słodką, kuszącą woń. Instynktownie zaczął przesuwać się w stronę, gdzie zapach był coraz mocniejszy, usilnie szukając jego źródła. Gdy w kolejnych uderzeniach serca go nie znalazł, pisnął niezadowolony. Zaraz jednak jego krótkie, słabe łapki oderwały się od ziemi i coś położyło go dokładnie przy miejscu, jakiego poszukiwał. Kocurek w końcu dopadł wyczekiwanej wypustki na ciepełku i po chwili jego kubki smakowe po raz pierwszy posmakowały pożywienia, którym będzie się żywił przez następne parę tygodni. Okryty czyimś ogonem, ssąc ciepłe mleko, czuł się bezpiecznie, szczęśliwie. Nic więcej mu nie brakowało. Jego życie zaczęło się idealnie i młodzik miał nadzieję, że już tak zostanie.