BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jałowcowy Świt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jałowcowy Świt. Pokaż wszystkie posty

03 listopada 2021

Od Jałowcowego Świtu Cd Jałowej Łapy (Jałowego Pyłu)

 Jałowa Łapa nie przypominał Miodowego Obłoku. Był bardziej… Neutralnie nastawiony. Nie potrafił go rozgryźć. Był dość tajemniczy, bo nie wiedział czy on mówi prawdę czy nie. Jego odpowiedzi były dość normalne. Zbyt normalne. Uczniowie zazwyczaj byli inni i niby zważając na to, że stracił mentorkę i musiał się uczyć teraz u niego, to i tak zachowywał się dziwnie. Bardzo dziwnie. Nie wiedział co mogli robić, jeszcze nie poznał jego umiejętności oraz charakteru. Bez poznania go, trudno mu było cokolwiek teraz robić. 
- Hm?- szary spytał go (bądź mruknął), gdy Jałowiec przez chwilę nie odpowiadał przez chwilę. Spojrzał na kocurka. 
- Może będziemy polować? Przy okazji zobaczę jak ci idzie. Możesz mi też powiedzieć czego się już nauczyłeś, bo nie chcę wałkować jednego i tego samego- powiedział mu swoje obawy. Zastrzygł lekko uszami.- Pójdźmy trochę dalej i spróbujmy czegoś poszukać- powiedział mu szybko, po czym ruszył przed siebie. Zobaczył jeszcze tylko, czy Jałowek za nim idzie. Gdy zyskał pewność, znowu zagłębił się w myśli. 
Miodowy Obłok nie żyła. 
Czy powinien się cieszyć? 
Byli wrogami, każdy to chyba wiedział. Ta go nie polubiła, on chciał na początku być miły, lecz się nie udało. Ogółem dzieciństwo było całkiem zakręcone. Teraz… Teraz wszystko było inne. Nastąpiły nowe pokolenia. Pokolenia lepszych lub gorszych kotów. Ile jeszcze nowych twarzy dane mu będzie zobaczyć? Mało czy dużo? 
Pamiętał to jak pierwszy raz zobaczył Biedronkę. Czuł się wtedy wniebowzięty, a obecnie nawet nie wiedział czy żyje. Czy jak on umrze, to ona jakkolwiek o tym się dowie. Wszystko się skomplikowało. 
Nic nie było już takie same. Każdy cal obozu stał się inny niż kiedyś. Koty nabrały dobrych bądź złych cech.
A on nie potrafił z tym nadążyć.
- Jałowcowy Świcie?- nagle usłyszał głos Jałowej Łapy obok siebie. Zaskoczony spojrzał na szarego.- Chciałem tylko powiedzieć, że złapałem mysz- uczeń spojrzał na niego. Spuścił lekko łeb zawstydzony.
- To… To fajnie- wydukał tylko i spróbował się skupić. Było to dość trudne, ale kto wie, może w końcu się ogarnie? nie

***

Dzień był piękny. Nie narzekał. Śnieg lekko spadł na ziemię tej nocy, przez co podłoże było lekko przyprószone białą powłoką. Podobała mu się taka pogoda. Nie za zimno, nie za ciepło, ponieważ wyszło jeszcze słońce. Ah słońce. Było najważniejszym punktem na niebie, nie było zależne od nikogo. Czasem pomagało czasem nie. I tak pięknie się świeciło. Przygrzewało wszystko wokół. 
Wszystko było piękne.
Od dawna patrzył się na to samo słońce. Na to samo podłoże. Na to samo sklepienie. Na te same drzewa, te same skały. Wiele rzeczy nie przemijało, ale życie tak. Ile rzeczy dobrych, a ile złych go spotkało? Dało się policzyć to jakkolwiek? Nikt nie miał tak dobrej pamięci. 
Bał się końca, bo był pewien, że myślałby o tym czego nie zrobił a powinien. Nie potrafił naprawiać błędów sprzed lat, więc już dał sobie dawno spokój i teraz po prostu  chciał być jak najlepszy dla innych. Starał się spędzać czas z dziećmi Splotki, nie zważając na gadanie Falki, dość nieciekawe nastawienie Cisu oraz wrodzoną ciekawość i pyskowanie Zachód. 
Oni wszyscy byli wspaniali. Czy mógł przyznać, że traktował ich jak rodzinę? Tak. Traktował, bo to była jego przybrana rodzina. O prawdziwej musiał zapomnieć, bo już i tak wiedział, że nigdy ich nie zobaczy. Ten fakt łamał mu serce. Chciał tak bardzo spotkać się ze wszystkimi których kochał. Niestety, już dał sobie spokój. 
Nie uda mu się już nigdy wrócić do tego co było. 
Nie wiedział, że to co sobie z rana myślał, miało się na serio zdarzyć. Że to pęknie. 
Nawet kiedy w pogoni za nornicą wpadł do jednego z tuneli, wykonanych przez jego własne łapy. Zachowywał stoicki spokój. Wiedział, że gdzieś z tyłu jest Jałowy Pył. A on brnął w czerń, szukając tego czegoś, aż się zatrzymał. Jedyne co zrobił, to spojrzał na sufit. I nagle… Nie, jeszcze nic się nie stało poważnego. Po prostu dostał mocnej nostalgii, tak jak to często mu się zdarzało. Po prostu przypominał sobie dawne czasy. 

- Zostali otruci - rzekła pusto i skierowała się w stronę któregoś z tuneli.
- Czekaj! - zawołał za nią i przy wejściu zastąpił jej drogę.
- A przez kogo? - zapytał.
- Nie wiadomo 

Tak bardzo ją kochał. Jego Bluszczyk, kiedyś tak jasny punkt w jego życiu. Po jej śmierci dalej odwiedzał grób zmarłej, choć mógł sobie niby odpuścić. Jego uczucie dalej tętniło. Przynosił kwiaty. Czasem czuwał. I tyle.  

– No to co?
– No to to.
– Mysi móżdżek.
– Wronia karma.
– Lisi bobek.
– Rozlazły ślimak.
– Mysia strawa.
– Popielica.
– Ja?
– Tak. Pieszczoszko.
– Ej!
– Kupa futra.
– Kleszcz.
– Co?
– Kleszcz.


— O czym myślisz? — zapytał asystent medyka liżąc łapę.
    — O... Bluszczowej Poświacie. Skoro jestem już wojownikiem... To może mam jakieś... szanse. Ty pewnie się nie znasz na tych sprawach... Ale chciałeś, bym ci to powiedział, skoro się pytałeś.

Wtedy to się dopiero stało. Mocny chrzęst, pęknięcie. Próbował przez chwilę biec, lecz jego łapa ugrzęzła w wystającym korzeniu. Nie krzyczał, krzyki należały do jego dawnego ucznia, który usłyszał hałas. To wszystko zaczęło się sypać. Krztusił się mocno, połykając coraz więcej piachu, czując jak ziemia zapełnia mu płuca. Nie potrafił już się wydostać z tej pułapki. 

- A klan... Czy on nie będzie... Ten... Dla ciebie niemiły? Przecież wiesz co sądzą o kotach domowych...- teraz ona zaczęła się jąkać. Nie miała pojęcia o dzikich kotach, ale tyle mogła wiedzieć...
- Powinni się cieszyć, że przyniosę im nowego kociaka. Wyrośnie na świetną wojowniczkę.- powiedział. Sam zdziwił się swojej pewności w głosie.
- Jeżeli ty ją będziesz uczyć to na pewno.- zamruczała kotka ocierając się o niego.

- Ja nie chcę z nim iść! Tu mi jest dobrze!- jęknęła i wbiła zdenerwowany wzrok w swojego ojca. Kocur nerwowo przełknął ślinę. Z zakłopotaniem spojrzał na partnerkę, ale ona tylko kręciła głową.
- Tata zadba, żeby tam ci było dobrze. I będziesz mieć nowe imię, nowe miejsce do spania... Czasem może nawet pójdziesz mnie odwiedzić...
- Ale ja chcę to życie!- buntowniczo krzyknęła Pysia, lecz Babeczka już szeptała słowa pożegnania.


- Już nie mogę.- miauknęła i się położyła jakby nigdy nic. Miał ochotę warknąć, by przywrócić kotkę do porządku, lecz nie mógł. Po prostu nie mógł. Z westchnieniem opadł na ziemię oraz pokazał ogonem, by weszła na niego grzbiet.
- Trzymaj się mojego futra!- miauknął zaciskając zęby, gdy malutkie pazurki zaczepiały o jego sierść. 

- Dasz sobie radę. Jesteś silna, mądra, zabawna, pomysłowa…- wyliczał. Dalej zero reakcji.- Jesteś kimś wyjątkowym! Dla mnie zawsze będziesz! Kocham cię jak przybraną córkę! Staram się ciebie wspierać, co robię źle? Zawsze możesz mi powiedzieć. Nie bój się! Tylko o to chodzi! Dalej masz do mnie pretensje o to Zgromadzenie? Ja… Rozumiem. Zachowywałem się jak skończony debil, jestem do bani! Ale ty nie! Jesteś wspaniała! Cokolwiek się stało, wiedz, że cię wspieram! Może to dla ciebie nic, lecz ktoś obok zawsze powinien pomagać. Wtedy masz kota, któremu możesz się wygadać z trudnych spraw. Dasz mi szansę? Ja… Naprawdę cię kocham. Chciałbym, żebyś była moją przybraną córką. Pewnie ci się ta możliwość nie spodoba, ale… Uh, wiedz, że ci zawsze pomogę! Porozmawiam! Zrezygnuję z czegokolwiek, nawet gdybym musiał potem oberwać, by po prostu dać ci wsparcie. Jeżeli nie chcesz… To przynajmniej daj mi szansę i opowiedz co się stało. Pomogę ci z całych sił. Poświęcę się dla ciebie. Zależy mi na tobie!- skończył, wtulając się w kotkę. Czuł nagły przypływ specjalnej troski. Chciał dla niej jak najlepiej… Na tym polegała miłość? To samo czuł, gdy niósł w swoim pysku małą Biedronkę. Jak chciał być dla niej jak najlepszy, a się nie udało.

Jego ostatnie słowa wyharczane cicho w prawie zasypanym tunelu to było:
- Kocham was, nie płaczcie. 
Po czym nastąpił ten koniec. 

***

To nie był Klan Gwiazd, lecz coś nie do opisania. Ale kto wie, może znajdzie tam rodzinę i po raz pierwszy zobaczy matkę? Spotka z rodziną? 
Był szczęśliwy, nawet jeśli okazało się, że to koniec. 
do widzenia kochany, byłeś wspaniałą postacią i zawsze w ciebie wierzyłam

Od Jałowcowego Świtu Cd Kamiennej Łapy (Kamiennej Agonii)

No cóż, co się stało to się nie odstanie. Musieli posprzątać obóz i to spadło na nich- koty, bez rudych plam. Takie zachowanie było całkowicie rasistowskie, lecz nie chciał się kłócić. Wystarczyło zanieść mech do kociarni. Szczerze, dawno tam nie był. Ale jaki zbieg okoliczności! Pani czarna akurat tam była. Istny wzór do naśladowania, choć tak mówił tylko w ironii. Ciekawe czy to odzwierciedlenie agresji, złości i innych złych cech, znowu będzie miało kolca w dupie z byle powodu? Szczerze, po reakcji kotki wywnioskował, że tak.
- Możesz się tu tak nie pałętać? - Warknęła w jego stronę. - Weź to zanieś do kociarni i się wynoś, denerwujesz mnie.
Nie lubił jej. 
Bardzo. 
Po prostu zawsze kiedy o niej myślał, przypominał sobie tą scenę. Kiedy był zdany tylko na nią, bo zawsze mogła nakablować komuś wyżej postawionemu. Raczej nie powiedziałaby tego Piaskowej Gwieździe, ale Orlikowy Szept... Znali się, lecz zastępca musi mówić wszystko przywódczyni. Bał się wtedy tylko i wyłącznie tego, nie samej jej tylko słów które wystarczyłoby wypowiedzieć raz, a jego życie mogło pęknąć. Kiedy on ostatnio widział rodzinę? Wiele księżyców temu. Wiele sezonów temu. Zawiódł ich tak mocno, że mogli o nim zapomnieć. Mogli wyrzucić z pamięci jakiekolwiek wspomnienia o nim. Chwile razem, choć było ich mało, mogły przepaść. 
A ona to zepsuła. Miała rację, może już zdechli, ale wolał mieć pewność. Stracił ją wraz z tamtym wydarzeniem, a na kolejne próby nie miał sił. 
Po prostu to zepsuła. 
Dlatego w sercu miał złość, miał ochotę wykrzyczeć jej to wszystko w pysk, lecz nie potrafił. Był spokojny. Do chwili, teraz jedynie próbował nie zacząć podnosić głosu. 
- Posłuchaj... Nie będziesz mi mówiła co mam robić. Istnieje takie coś jak szacunek do starszych. Nie będę słychać takiego gnojka jak ty, jeszcze zważając na to, że obecnie jedynie wykonuję swoją pracę- zaczął, jednak po prostu odpuścił sobie dalszy ciąg tego gadania. Westchnął cicho, spoglądając spod zmęczonych powiek na czarny kształt przed nim. 
- Po prostu się odczep od mojego życia i tyle.  Nie masz nic do tego, nawet jeśli cię irytuję. Zajmij się sobą. Koniec kropka.


***


Wszystko tak się zmieniało, ale najgorszą zmianą było wygnanie Drżącego. Starał się uspokoić, lecz trudno było się otrząsnąć po stracie kogoś tak bliskiego. Był dla niego kimś naprawdę ważnym.
Dzieci Splotki już tak wyrosły. Cała trójka była uczniami i miał nadzieję, że dojdą do czegoś w życiu. No i, że matka była z nich dumna. Byli wspaniali, kochał każdą tą bubę z całego serca. Jednak i tak czuł się tak potwornie sam, kiedy uświadomił sobie, jak mało ma przy sobie kotów. Wszyscy nagle musieli odchodzić akurat wtedy, kiedy wydawało mu się, że nie spędzał z nimi dostatecznie czasu. 
Czy dawał wszystkim wokoło za mało uwagi? 
Mówią, że o relacje trzeba dbać, ale w jaki sposób? Jak to działało? W jaki sposób miał wiedzieć kiedy podejść, zapytać jak humor czy pocieszyć? 
Nie potrafił dbać o bliskich i tyle. Był totalnym przegrywem. 
Jego markotny nastrój zdradzały brwi, zmarszczone mocno, tkwiące tak w zamyśleniu. Jakim cudem już miał na pysku białe, siwe włoski? Czy za chwilę będzie cały poszarzały? Starość przerażała, bo nie chciał widzieć siebie jako schorowanego, zmęczonego życiem dziadka. Starszyzna to nie było miejsce dla niego. Po prostu nie. Całe szczęście, jeszcze dużo przed nim. 
Irytował go fakt, że Kamienna Agonia została zastępcą. Teraz rozkazywała wszystkim, ale nie, że coś, po prostu jej nie lubił. No dobra, można to było powiedzieć inaczej. 
Nienawidził. Dalej. Co z tego, że to działo się tak dawno. Dawny ból był niby zaschnięty, lecz jak rozdrapuje się stare rany, to też czujesz. Czasem nawet bardziej. Mówią, by tego nie robić, by zapominać i przestać się przejmować, lecz on nie potrafił. Pamiętał. Czuł ból. Przeklinał kotkę w myślach. Tyle. Nic więcej. Nie chciał jej zabić, nie chciał zemsty. Po prostu nabrał innego nastawienia. 
Widział ją tam. Siedziała sobie najspokojniej w świecie. Ten spokój go irytował. Wiedział, że i tak była pełna jakiejś emocji a ona próbowała to zakryć. Cóż, nie wychodziło jej to. Każdy wiedział o obowiązkach zastępcy, a skoro obrała ten stołek to nikt nie mógł zaprzeczyć- mogła się stresować, irytować jeszcze mocniej niż ktokolwiek. Nie wiedział o problemach prywatnych Kamień, ale już coś mówiło, że może nie mieć w życiu tak kolorowo.
Lecz po co roztrząsać tą sprawę? Po co się tym interesował? Skoro już i tak została tą prawą łapą przywódcy, nie powinien się przejmować. Miała teraz inne rzeczy na głowie, może już nie zważała na niego uwagi. Może… Nie miał pewności, czy dalej jaśnie pani przeszkadzał, ale jedno było pewne- pewien respekt miał tylko do jej funkcji a nie całokształtu tej nieczułej i wrednej istoty. 
Nie chciał mieć z nią nic wspólnego. 
Po prostu chciał by zajęła się całkowicie sobą i tyle.


<jeśli chcesz, możesz odpisać>

02 listopada 2021

Od Jałowcowego Świtu Cd Drżącej Ścieżki

 Zastrzygł lekko uszami. Coś nieodpowiedniego? Czemu miałby w takim razie się tym przejmować? Jakby, interesował się trochę sprawą morderstw, lecz… Po co mu była wiedza na temat tego wszystkiego? Jego nikt nie próbował zabić, nikomu również nie chciał podpaść. Nie wyrażał się w ogóle na ten temat. Nie widział po prostu powodu by to robić. Mógł źle skończyć, Piaskowa Gwiazda mogła zawsze w jakiś sposób wychwycić sytuację i mogła go wygnać, zabić za jakieś niby złe czyny, gdyby zaczął się inaczej zachowywać. W końcu, było tyle mend w tym klanie, że mogli zwalić na niego winę. No i nie mógł się uaktywnić na złe działanie. Słyszał o opętaniach, ale to może raczej koty straciły rozum niż jakieś złe duchy w nich wstąpiły? Sam już nie wiedział. Jedno było pewne- bał się w jakikolwiek sposób w to mieszać. 
- Nie, nie słyszałem plotek, nie mam żadnych podejrzeń. Gdybym mógł, to bym ci pomógł, ale… Po co ingerować w takie sprawy? Ja już sam nie wiem jak to będzie, lecz coraz mniej mnie to wszystko obchodzi. Ma się słabsze nerwy niż kiedyś- mrugnął lekko oczami, próbując zaostrzyć zamazany horyzont. - Teraz to nawet powoli wzrok mi wysiada. Jak ja bym mógł zaradzić? Do niczego się nie nadaję. 
- Miejmy nadzieję, że morderca nie będzie chciał atakować po raz drugi. 
- Raczej miejmy nadzieję, że nie będzie chciał cię zabić. To byłoby straszne. Gdybym miał się gapić na twoje martwe ciało… uh… Byłoby niefajnie. 
Jałowiec lekko się uśmiechnął do kolegi. Bardzo mu na nim zależało. Znał go od najmłodszych lat, jak jeszcze bawił się z nim jako ze strachliwym kociakiem. To było tak dawno, a wydawało się, jakby się działo tak niedawno. 


- Czekaj! - Zatrzymał go, kiedy już miał zamiar opuścić żłobek. - Też chcę być taki duży jak ty! Powiedz mi co trzeba zrobić, by urosnąć i być większym nawet od taty! I na co polują koty? Masz rodzeństwo? Jesteś silny i niezwyciężony? Dlaczego masz oczy jak ja, wujek i tata? Jesteśmy rodziną?


Kiedyś może był malutki, lecz teraz… Teraz był dorosły. I dalej lubił Dreszcza. Przynajmniej nie był taki ciągle przerażony. 

- Muszę już chyba iść- wymigał się od trochę krępującej sytuacji, gdy nie wiedział czy coś jeszcze powiedzieć. Skinął głową do Drżącego i skierował się w stronę legowiska wojowników. Tuż przed wejściem usiadł jeszcze na chwilę. Czas płynął zdecydowanie za szybko.


***

chwilę po wygnaniu Drżącej Ścieżki


Jego wzrok wlepiony w kremowego, mówił jedno.
“Co tu się właściwie stało”
Nie wiedział. Patrzył jak on wychodził. Po prostu musiał sobie iść, a Zajęcza Gwiazda nic sobie z tego nie robił. Pękł, gdy zniknął jego ogon za wyjściem od obozu. Był po prostu zdziwiony.
Nic więcej.
Nie potrafił płakać, choć przez jego głowę walały się myśli ile wspólnie przeżyli. Kiedy razem spędzali czas, kiedy polowali, kiedy oboje dostali karę. Kiedy byli razem. Nie wyobrażał sobie świata bez przyjaciela, a dopiero od niedawna zdał sobie sprawę, że Drżący mógł nim być. Chciał, żeby on tu dalej mógł być, ale nie, bo ten pacan go wygnał przez własne poglądy. Dreszcz, jego Dreszcz był niewinny. 
A i tak doszło do tego. Bez słów odwrócił się od nowego lidera, jak tylko on skończył mówić. 
Nie chciał go widzieć na oczy.
Po prostu nie chciał znowu płakać.

***

następny dzień


Musiał go znaleźć, musiał. Musiał szukać po śladach zapachowych. Chciał nawet w desperacji znaleźć Drżącego. Chciał mieć pewność, że jest zdrowy.
Że żyje.
Już z rana zmył się z legowiska, jak na niebie jeszcze było ciemno. Był przygotowany, wiedział gdzie ma zacząć szukać. Chciał podążyć tą samą drogą co kremowy wczoraj z bratem. Próbował wyczuć zapach, jednak trudno to było mu robić. Próbował złapać trop, tak jak poluje się na zwierzynę. Wypatrywał nawet śladu łap, lecz jak na złość niczego nie było.

- N-następnym razem na pewno będzie lepiej - odezwał się Drżący, na chwilę odkładając nornicę pod łapy. Wojownik pokiwał głową zgadzając się z jego stwierdzeniem.
- Te głupie gałęzie. A jak myślisz, co jest tam dalej?- Wskazał łapą dalszą część bagna. - W końcu, gdzieś to się w końcu kończy…
- Nie wiem... Podobno świat jest duży. Skąd inaczej byłoby tyle zwierząt? Słyszałem opowieści, że kiedyś nie mieszkaliśmy na tych terenach, tylko na innych. Bardzo daleko stąd. Klany wędrowały kilka księżyców, aż osiedliły się tutaj. Czyli... pewnie tam jest... dalsza część bagien? A może Siedlisko Dwunożnych? Nie wiem... Ty byłeś samotnikiem. Powinieneś orientować się jaki jest duży świat.

I w końcu zobaczył go. Był już trochę za granicą.
Zobaczył te oczy, niebieskie jak niebo, wpatrywały się w punkt przed siebie. Mieli bardzo podobny odcień ślepi. 
Chyba nigdy nie cieszył się na widok jakiegoś kota. Uśmiech pojawił się tak szybko, że nawet nie wyłapał tego momentu. Spojrzał szybko na niebo. Minął cały dzień, ale nie stracił.
Zaczął biec ile sił w łapach. Raz czy drugi prawie się wywalił, lecz to nie miało znaczenia. Zatrzymał się dopiero przed kremowym, gdzie jedyne co zrobił, to przytulił się na tyle mocno, na ile koty umieją.
- Tęskniłem, wiesz?- wyszeptał jedynie w łzach, patrząc jak słońce spowija sklepienie ciepłymi kolorami.

rozryczałam się nawet jeśli jest w tym mało emocji


09 października 2021

Od Jałowcowego Świtu Cd Wilczej Łapy (Wilczej Zamieci)

 Spojrzał niepewnie na Wilczą Łapę. Nie potrafił poradzić. Nie potrafił pomóc. Naprawdę chciałby, ale im dalej w to brnął, czuł się coraz bardziej zestresowany. Co jeżeli powie coś złego? Nie chciał skrzywdzić czarnej, jeszcze zważając na to co się stało. 
Piaskowa Gwiazda zapłaci za to. 
Jeszcze oberwie za krzywdzenie niewinnych.
Świat był taki niesprawiedliwy. Mówili, że istnieją dobre koty i to była prawda, ale dlaczego te złe przejmowały władzę? Manipulowały tak skutecznie? Jak pogodzić się z tym, że zranionych zostało tak dużo kotów? Tak dużo ofiar tej bezczelnej gry?
Łezka zakręciła mu się w oku, patrząc na grób kociąt Wilczej Łapy. Gawronek i Bluszczyk. Może by pasowało. Nie widział jej dzieci, ale pewnie były śliczne. W końcu, urodę raczej odziedziczyły po matce. Przytulił się lekko do kotki, by jej nie wystraszyć. Ta jednak zajęta była płakaniem.
- Cii… Wszystko będzie dobrze…- zaczął ją uspokajać, lecz wiedział, że bez skutku. Westchnął cicho.
Jeszcze przez chwilę tak siedzieli. On myślał nad Bluszczową Poświatą, ona pewnie o swoich kociętach.
To nie była jej wina.
Czemu poniosła karę?
Nie chciał, by tak stało się znowu. Nie chciał, by kotka ponosiła konsekwencję za czyny od niej niezależne. To wszystko było takie straszne.
Wstał cicho i pomagając czarnej, doszli do obozu. 

***


Słyszał o tym, co się ostatnio działo. 
Same morderstwa.
Ah, same tragedie.
Coraz to bardziej się bał. 
Niby zabójca był na razie spokojny, ale…
Nigdy nic nie wiadomo.
Wilcza została wojowniczką! Niestety zauważył, że zaczęła siwieć. Było to dość dziwne, ale nie mówił tego na głos. Próbował nawiązywać jakiś kontakt, lecz to było trudne. Dlatego dzisiaj, jak zauważył ją samą gdzieś na boku, postanowił podejść. Może potrzebowała pomocy? Chciał pomagać. To oczywiście mu się nie udawało… Czuł się zawsze winny, że komuś nie dał takiej troski jakiej powinien. W szczególności tak było z Wilczą Zamiecią. 
- Hej…- podszedł cicho, kładąc przed nią mysz.- Zjedz coś, okej?

<Wilczek?>


05 września 2021

Od Jałowcowego Świtu Cd Pyskatki (Kamiennej Łapy)

 Przełknął ślinę. Naprawdę nie podsłuchiwał! Mu tylko się o uszy obiło i było mu szczerze trochę żal kotki… On po prostu nie chciał no! Czemu od razu wyciągała wnioski takie czy nie inne? To było bardzo niesprawiedliwe. Chciał jej wytłumaczyć, ale jak przemówić do rozumu tak kłopotliwej kotce! Myśli huczały mu w głowie, a on cofnął się jeden krok do tyłu. Wdech, wydech, wdech, wydech… Nie chciał być o coś oskarżany! A do tego niesprawiedliwie. Może kotka w końcu odpuści. 
-P-przepraszam, ja naprawdę nie chciałem… To wyszło przez przypadek! - zająkał się. Kotka spiorunowała go lekko wzrokiem, ale tylko się ostentacyjnie odwróciła. Nie powiedziała niczego niemiłego, więc coś było nie tak. Zadziwiające. Pochylił lekko głowę z zażenowaniem i poszedł w swoją stronę. 

***

Zaczął machać ogonem, gdyż zauważył szylkretowe futro. Babeczka sprawiała wrażenie szczęśliwej, więc pół biedy. Teraz musiała go zobaczyć. Kotka nie zdawała sobie sprawy z obecności Jałowcowego Świtu na zewnątrz. Powoli wstała i podeszła do miejsca, gdzie pewnie jadła, ponieważ zaczęła chłeptać wodę z dziwnego pojemnika. Miauknął cicho oraz puknął łapą w szkło. Przyklaszczył uszy z rozdrażnieniem wpatrując się w Dwunoga który wszedł i zaczął głaskać koteczkę. Zniknął jednak po chwili. Znów miauknął, teraz donośniej. Babeczka ze zdziwieniem odwróciła głowę oraz uśmiechnęła się szybko tuptając do drzwi. Wyślizgnęła się szybko z kocich drzwiczek. Na widok kocura zaczęła mruczeć. Wojownik podszedł do niej, ciesząc się, że ją widzi. Jałowcowy Świt liznął kotkę w ucho. 
- Co ty tu robisz?- spytała zdziwiona, ale szczęśliwa pieszczoszka. Zresztą, arlekin to przewidział. 
- Powiedziałem, że jeszcze się z tobą spotkam.- szepnął cicho kładąc pysk na jej głowie.- Ale może chodźmy stąd na razie... Nie przyzwyczaiłem się do przebywania koło Gniazda Dwunożnych.- zakłopotany spojrzał na kotkę. W jej oczach było widać rozbawienie, lecz poszła za nim do płotu. 
- Podobno urodziłeś się jako pieszczoch!- miauknęła unosząc wysoko ogon. 
- Ale teraz jestem wojownikiem!- zaprotestował przechylając głowę, która wciąż go trochę bolała.
- Och, wiem ty głupi futrzaku.- kotka westchnęła.

Trzask, ciemność oraz chwila obawy. Potem znowu. Uśmiechnięta mordka Babeczki, szczęśliwej, że w końcu ją odwiedził. Ale to było tak dawno. 

- Wszystko dobrze?- zapytała podnosząc brew. 
- Nie, nic... A u ciebie?
- Dobrze. Masz córeczkę.
- Naprawdę?- kocur aż zachłysnął się na to wiadomość. On... Miał... Córkę.
- A myślisz, że kłamię?- zaśmiała się.- Może chciałbyś ją zobaczyć?

Biedroneczka. Jego kochana Biedroneczka.
 
- A klan... Czy on nie będzie... Ten... Dla ciebie niemiły? Przecież wiesz co sądzą o kotach domowych...- teraz ona zaczęła się jąkać. Nie miała pojęcia o dzikich kotach, ale tyle mogła wiedzieć...
- Powinni się cieszyć, że przyniosę im nowego kociaka. Wyrośnie na świetną wojowniczkę.- powiedział. Sam zdziwił się swojej pewności w głosie.
- Jeżeli ty ją będziesz uczyć to na pewno.- zamruczała kotka ocierając się o niego.

A jednak nie wykonał zadania. Babeczka mu zaufała a on… Zrobił coś tak strasznego. Przewrócił się na drugi bok, dalej śniąc. 

- Ty śmierdzisz.- po chwili miauknęła koteczka. Babeczka lekko trzepnęła ją w ucho.
- Nie bądź niemiła Pysiu. On nie mieszka z Dwunożnymi, on...- zaczęła tłumaczyć, lecz malutka wyrwała jej się z objęć i podeszła do kocura, wyzywająco podnosząc łebek.
- Jak to nie mieszkasz z Domownikami? No to gdzie niby śpisz? Ale pewnie tak śmierdzi.
- Ja mieszkam o wiele dalej. I tam nie śmierdzi, tylko wręcz przeciwnie. Wszędzie są nowe zapachy, pewnie o wiele lepsze niż w tym zamknięciu.- krzywo się uśmiechnął. Ale kotka mogła mieć naprawdę wrażenie, że śmierdzi. Może naprawdę koty z Klanu Burzy pachną królikami?- Zabiorę cię tam i wszystko pokażę.
 - Ale później wrócimy tutaj?  Bo w nocy będzie pewnie zimno na dworze...- miauknęła Pysia. Wojownikowi zrobiło się żal małej. Nie wiedziała, że ona pójdzie z nim na... zawsze.
- Kochanie, jeszcze się zobaczymy...- pokrzepiająco powiedziała Babeczka, lecz mała chyba zrozumiała o co chodzi.
- Ja nie chcę z nim iść! Tu mi jest dobrze!- jęknęła i wbiła zdenerwowany wzrok w swojego ojca. Kocur nerwowo przełknął ślinę. Z zakłopotaniem spojrzał na partnerkę, ale ona tylko kręciła głową.
- Tata zadba, żeby tam ci było dobrze. I będziesz mieć nowe imię, nowe miejsce do spania... Czasem może nawet pójdziesz mnie odwiedzić...
- Ale ja chcę to życie!- buntowniczo krzyknęła Pysia, lecz Babeczka już szeptała słowa pożegnania.
- Do zobaczenia...- miauknęła przez łzy, wtulając się w kupkę futra, która szybko odsunęła się od rodzicielki.

Przęłknął ślinę. 
Był takim debilem, co on zrobił? 
- Jak ty w ogóle masz na imię?- nagle burknęła Pysia, której głos wydawał się być jeszcze bardziej znudzony niż inne członki. 
- Jałowcowy Świt.- miauknął pełen dumy z imienia wojownika, nadanego mu przez Mokrą Gwiazdę podczas ceremonii mianowania na pełnoprawnego członka klanu.
- Dziwne. Czemu się normalnie nie nazywasz?
- Bo to imię klanowe.
- Co to klan?
Teraz pewnie odpowiedziałby jej inaczej niż w tym momencie. Choć teraz to w ogóle by nie chciała z nim rozmawiać. 
- Co to za kociak?- rozległ się pojedynczy głos. Nie miał czasu, by zidentyfikować, kto to powiedział. Delikatnie ściągnął kotkę na dół. Była chyba ciekawa co to za miejsce, bo jej główka chodziła to w jedną stronę, to w drugą. Przełknął cicho ślinę.
- Moja córka.
Jego córka, którą się źle zajął. 
Obudził się z niemym krzykiem na pysku. Czemu mu się to śniło? Był jakiś powód? Pewnie ze sto. Zadrżał lekko. Co on najlepszego zrobił? Czemu był taki głupi… Wszystko się teraz waliło. Skąd mógł wiedzieć, że ta decyzja będzie zła? Obrócił głowę. Już na pewno nie zaśnie. Wstawało słońce, świeciło lekko i zabarwiło niebo na pomarańczowe kolory. Wstał. Postawił jedną łapę do przodu. Potem drugą. Coś go pchało. 
On musiał odwiedzić swoją rodzinę. Był takim złym ojcem. Przeklinał siebie tak mocno. Wyskoczył delikatnie z Toma. Dopiero co padało, może akurat na chwilę przestanie. Chciał się z nimi spotkać. 
Dreptał powoli po zamarzniętej ziemi, patrzył na krajobraz obok. Było tak pięknie. Zachwycał się tymi kolorami oraz całą wspaniałością przyrody, ale w gardle miał gulę. Nie potrafił nic wykrztusić, był zbyt zestresowany. 
Nagle szelest. 
Przecież nawet nie odszedł daleko! 
Przerażony spojrzał za siebie. Jeszcze ktoś naskarży Piaskowej Gwieździe. 
Te czarne futro. 
Te zielone ślepia. 
Kamień. Oczywiście akurat ona. 
-J-j-ja… - zaczął cicho. 
- Co ty tu niby robisz, stalkerze?
- Sorka, ale teraz ty mnie śledziłaś- mruknął naburmuszony, jednak po chwili westchnął. - Muszę po prostu… Iść… D-do rodziny. Chcę odwiedzić partnerkę. I dziecko. Nie widziałem ich od kilkudziesięciu księżycy. P-proszę, daj mi iść… - jęknął, jednak automatycznie sobie pomyślał. Co ty robisz debilu? Ona i tak naskarży Piaskowej czy innemu gównu, że chciał spieprzyć z traktora. Spłaszczył lekko uszy i nawet jeżeli nie chciał, łzy wypłynęły mu z oczu. Tęsknił. Cholernie tęsknił. 

<Kamień? >

21 sierpnia 2021

Od Kocięcego Móżdżku (Jałowcowego Świtu) Cd Drżącego Zadu (Drżącej Ścieżki)

tak jak to amare napisała, w kij dawno temu


Wzrok Drżącego przeszył go na wylot. Odwrócił głowę w drugą stronę, pozwalając uszom lekko opaść, pokazując jego zakłopotanie oraz smutek. Te wyrzuty sumienia… Trzymały go uparcie i nie chciały puścić. Pana Skorupki coraz częściej nie było, coś się sypało. Wymamrotał coś cicho pod nosem. Nie miał im za złe tej sytuacji, choć zatykanie pyska trawą było niezbyt fajne. Rana na głowie również się zagoiła. To nie była jednak wina Splotki czy Drżącej Ścieżki. Gdyby tak było, to odpowiedź sama by się nasuwała. Obecnie… Jakoś musiał się najpierw chwilę nad tym zastanowić, ale miał na razie dość główkowania. Po prostu, to nie przez jego (chyba) przyjaciół. To by było niemożliwe.
- Nie przepraszaj- mruknął cicho.- Cała ta sprawa, to moja wina. Gdybym… Zresztą, nieważne. Teraz już i tak po fakcie- przyznał z przekąsem i dalej kopał. Łapy brudziły mu się od błota, lecz nie zwracał na to uwagi. 
Odpowiedziało mu westchnięcie kremowego.

***


jeszcze przed powodzią czyli zrobieniem z obozu basenu


Jeden szelest, a zwierzyna mogła uciec.
Jedno zagapienie się, a pożywienie znika. 
Z nieba lało jak z cebra, jednak musieli polować. Na razie chwilę przestało. Miał szczęście, nie musiał wracać w akompaniamencie bębniących kropli deszczu. Byłoby to dość irytujące. A do tego, nie lubił mieć niesamowicie mokrego futra, teraz ono niby wisiało na nim bezwładnie, ale mógł się wyczyścić. Jak tylko w końcu pozwolą mu coś zjeść…
Był zmęczony. Tachał ze sobą upolowane z trudem mysz oraz wróbla. Jałowa Łapa przyniósł nornicę. Dalej nie mógł uwierzyć w to, że dostał znowu ucznia. Piaskowa Gwiazda powinna chyba teraz przydzielać ich tylko i wyłącznie rudym skoro ich tak uwielbia. Da dyskryminacja była okrutna. Mógł być pewien, że morderca jest z tym związany. W końcu, gadanie, że jest się gorszym, mogło doprowadzić do niezbyt fajnego stanu, zwanego złością. Oh, ile razy miał ochotę przywalić tym wszystkim rudzielcom! Niektórzy się tak wywyższali, jakby rzeczywiście kolor futra coś wnosił. 
Postawił na stercie zdobyczy mysz, jednak wróbla wziął ze sobą. Skierował krok w stronę Drżącej Ścieżki. Dawno z nim nie rozmawiał. Powinien? Chyba tak, kotu zawsze potrzeba towarzystwa. Bez czyjegoś dobrego słowa, dzień był zawsze gorszy. Jeżeli ktoś ci powie “fajnie dziś wyglądasz”, od razu można się lepiej poczuć! Był to nieodłączny element tego świata, każdy wolał być komplementowany niż krytykowany. Uśmiechnął się do kremowego, a tamten spojrzał na niego, widząc jak się zbliża.
- Hej! Jak tam u ciebie?- zapytał, kładąc truchło zwierzątka pomiędzy nimi. Spojrzał do góry.- Pogoda średnia, ale przynajmniej nie pada! Natura się zlitowała- pokiwał lekko głową, spoglądając na szare chmury. 

<Drżący? uwu>

 

Od Kocięcego Móżdżku (Jałowcowego Świtu) Cd Jałowka (Jałowej Łapy)

 Jak widzicie po nazwie opka, dawno temu
Spojrzał na wyłaniającego się z legowiska medyka kociaka. "Biedny" pomyślał. W końcu, nie móc zasnąć przez chorobę, to jest na pewno coś niefajnego. Sen był czymś bardzo ważnym. Dzięki niemu, można było mieć energię na następny dzień. A maluchy z pewnością jej potrzebowały. Niby Jałowek nie był taki mały, ale dalej pozostawał kociakiem. 
Syknął, czując pulsujący ból w łapie. Był pewien, że przejdzie. W końcu dostał zioła, a Jeżowej Ścieżce ufał. Uratował go po pożarze, a wcześniej wiele razy pomagał. I jeszcze nie wspominając jak ostatnio rozwalił sobie głowę o kamień. Wtedy to w ogóle. Mógł być pewien, że wyzdrowieje. Mieli wspaniałego medyka, a Sierpówkowa Łapa dobrze cię uczył. 
-Hmm? - mruknął szary, spoglądając pytająco na starszego. Jałowiec tylko westchnął.
- Trafisz do żłobka? - mruknął cicho, już chcąc pójść na swoje posłanie. 
- Tak… - trochę naburmuszony młody, strzepnął ogonem. 
- Na pewno? No to dobra. Idź już spać. Dobranoc- miauknął do niego. Wpatrywał się w znikającą w nocy sylwetkę. 
"Biedronka też taka była. Samodzielna. Szkoda, że jej tu nie ma. Tęsknię za nią. No i za Babeczką."

***

Nie tak dawno temu
Dostał znowu ucznia. A do tego takiego, którego wcześniej uczyła Miodowy Obłok. Nie narzekał, ale wiedział, że się nie dogadają. 
"Dwaj wrogowie uczą tego samego kota. Wspaniale"
Niby współczuł Jałowej Łapie, ale dla niego strata mentora, nigdy nie wydawała się straszna. Straszna, to była Krowia Łata. Wymagająca a strasznie leniwa. Oczekiwała od niego za wiele w niektórych momentach, a on chciał pokazać, że na coś go stać. 
Że będzie dobrym klanowym kotem. 
Był w końcu zwykłą przybłędą, zaaklimatyzowanie się w innym środowisku było trudne. Nie chciał być odrzucony, a mianowanie na ucznia stało się przepustką, do stania się kimś ważniejszym. Kimś znaczącym. 
Bycie uczniem było najważniejszym momentem w życiu. Wtedy się kształtowało własne życie. 
-Jałowa Łapo?... - powiedział cicho, patrząc do legowiska uczniów. Cętkowany wyglądał, jakby już dawno wstał. - Chodźmy na trening, dobrze? 
Trochę był stres, bo w końcu, wszystkich swoich uczniów źle wyszkolił, takie odnosił wrażenie. Biedronka uciekła, Pszczeli Pyłek stała się przydupasem Piaskowej Gwiazdy oraz zabrała dzieci Króliczego Susu. Jakoś nie był przekonany, czy tym razem dobrze mu pójdzie. 

<Jałowek? Zaczynamy trening huhu>

10 sierpnia 2021

Od Kocięcego Móżdżku (Jałowcowego Świtu) Cd Pyskatego Kamienia (Pyskatki)

 Dawno temu

Przełknął ślinę. Coraz to bardziej czuł się niepewnie przy kotce, która wydawała się być w ogóle nie zrażona tym, że została złapana na ucieczce z obozu. W środku cały się trząsł, nie mogąc już powoli się uspokoić. Wstyd był taki niefajny. Przez niego czuł się taki słaby. Jakby był po prostu nikim. Kamień pokazywała swoje całkowite opanowanie, mierząc go ostro wzrokiem. Chciał całkowicie zapaść się pod ziemię. To go zbyt przytłaczało. 
-J-ja chciałem, z-zob-baczyć c-co t-tu r-rob-b-bisz… - szepnął cicho. Skulił się nerwowo. 
- Weź nie irytuj. Zachowujesz się żałośnie- syknęła do niego, dalej wprowadzając go w coraz gorszy nastrój. 
- J-ja t-t-tylko… 
- Idź sobie i nie zawracaj mi głowy durniu. Nie szpieguj mnie. Ty też powinieneś być w obozie. 
Kiwnął niepewnie głową. Odwrócił się w stronę obozu. Nic nie mógł poradzić na to, jak zachowywała się kotka. I miała rację, to była jego wina. Całkowicie. To on zachowywał się jak zwykły debil. 
Gdyby wszystko było prostsze… 

***
Obecne czasy

Publiczna egzekucja była straszna. Krew, śmierć. Nie był zły na Króliczy Sus. Zabiła kogoś, kogo nie cierpiał. Rozumiał, łeee zabójstwo ale szczerze? Może miała powód. Teraz tylko pozostawał strach, bo morderca pozostałej dwójki pozostał anonimowy. Co chwilę patrzył się za siebie, bojąc się, że gdzieś tam ktoś go może zabić. Nikomu się nie naraził chyba, lecz i tak niepewność trochę powoli go zżerała. Wiedział, że szukają zabójcy, ale znaleźli tylko jednego! To było mało, bo nawet gdyby było 5 zabójców, znaleziono czterech, to dalej był piąty. Trzeba było znaleźć wszystkich bo inaczej dalej było niebezpieczeństwo. 
Piaskowa Gwiazda w ogóle była okrutna. Oskarżyła Wilczą Łapę o zamordowanie swoich kociąt, a teraz dzieci zmarłej Królik, dała kotce, której na pewno nie mógł zaufać. Był mentorem Pszczelego Pyłku, ale wiedział, że nie zostaną dobrze potraktowane. Nie były rude. Na pewno będą poniżane przez to, co zrobiła ich matka, przez kolor futra oraz pewnie Pyskatkę. Kotka upadła nisko, mógł przyznać. Dalej niby miała swój honor, lecz bycie kociakiem w takim wieku było dość dziwne. Źle skończyła. To w pewien sposób też będzie miało wpływ na jej młodsze rodzeństwo. 
Spojrzał na żłobek obok. Słyszał głos Pszczelego Pyłku, która mówiła coś do kociaków. Niepewnie wychylił głowę, by spojrzeć do środka, lecz napotkał się z rozwścieczonym wzrokiem czarnej. Machnęła wściekle ogonem, a on szybko się wycofał. 
-Co tu robisz? - warknęła na niego. Uspokoił się nieco. Nie mógł dać upustu emocjom. Czuł się przy niej bardzo niepewnie.
- Patrzyłem sobie. Nikt mi nie zabroni. Po prostu usłyszałem głos i tyle… 

<Pyskatko?>

06 sierpnia 2021

Od Jałowcowego Świtu Cd Wilczej Łapy

 Spojrzał smutnym wzrokiem na kotkę. Z tego co przed chwilą usłyszał, naprawdę potrzebowała pomocy. Jak jej ją dać? On nie mógł niczego zrobić. Wsparciem powinna być dla niej rodzina, czyli najpewniej brat, mentor również mógł coś zdziałać. A on? Nieznajomy kot, który zjawił się bez powodu? Nie powinien się wtrącać. Tak byłoby lepiej? Kto to wie? 
-Wilcza Łapo… -zaczął. Kotka jeszcze mocniej wbiła wzrok a łapy. Westchnął cicho. - Pamiętaj, zawsze gdy coś jest nie tak, powiedz o tym bliskim. Możesz nawet porozmawiać ze mną… Zresztą, nieważne. Do zobaczenia- pożegnał się, widząc, że kotka szybko zniknęła w legowisku uczniów. Potrafił to zrozumieć, czasem… Czuło się potrzebę ucieczki. To właśnie czuła jego córka? Chęć wrócenia do swojego świata? A gdzie był jego świat? Był w swoim domu? Czy może całe jego życie… To jakiś żart? 

***

tuż po śmierci Miodowego Obłoku
Umarła droga pani Miodek. Jego wróg numer 1, najgorsza towarzyszka treningów. Pewnie już grzała tyłek w tym swoim Klanie Gwiazdy, choć on bardziej wierzył, że po śmierci nie ma niczego. Ciało zrównuje się z ziemią, ona cię pochłania i pyk. Do widzenia, fajnie było? Gdyby miał odpowiedzieć na to pytanie… Musiałby się mocno zastanowić. Może i czasem było całkiem spoko, ale… Uh… Trudno powiedzieć. A co jeżeli po śmierci zdejmą mu coś z oczu i powiedzą "Ej, to jeszcze nie koniec!"? No właśnie. Nikt nie wie co jest po tym niby końcu. Każdy mógł sobie wymyślać, ale ma tylko odrobinę racji. 
   Ciało zostało znalezione przez ucznia tej nieszczęsnej kotki i obecnie to wyglądało na atak na rudych (do których kremowe koty również się zaliczały). On myślał tylko o jednym. W końcu sobie poszła!!! W końcu zniknęła! Jej ciało jest teraz w grobie, niech se tam zdycha! Widział same plusy w tej sytuacji, a najlepszym był brak docinek. Teraz miał od niej spokój. Mógł się cieszyć z braku kogoś takiego jak ona. Zważając jednak na to, że rodzaj śmierci to było morderstwo, musiał uspokoić się na chwilę, by nie zaczęto go podejrzewać. Jakkolwiek jej nie cierpiał, nie zrobiłby tego. Taki straszliwy czyn? Całe szczęście, jego już chyba wykluczono na początku, ale sam chodź poniekąd pragnął dowiedzieć się o tym, kto mógł maczać pal- znaczy się łapy w sprawie. Jakby, najpierw chciał się zapytać Byczą Szarżę, bo o dziwo, stał się jednym z przydupasów Piaskowej Gwiazdy. Było to… zadziwiające? Bo sam nie był rudy ani odrobinę. 
-Hej! - krzyknął do zamyślonego kocura. - Em… Dlaczego angażujesz się w sprawę, wiesz… Taką rudą? Przecież ty nie jesteś, wiesz… A i jak to się stało, że Piaskowa Gwiazda akurat z tobą robi śledztwo a nie z innym rudym? - zapytał delikatnie. Zamknął na chwilę oczy. Udało mu się powiedzieć bez większego zająknięcia. Było… Dobrze. Przynajmniej do czasu. 
- Dlaczego miałbym się nie angażować? Z powodu koloru futra? Mamy w klanie mordercę, którego należy ukarać. Ukrywasz coś, że tak cię to dziwi?...
- Nie… - zaprotestował, ale tamten puścił to mimo uszu.
- … A Piaskowa Gwiazda jest moją liderką i wybrała mnie, bo docenia moją lojalność i oddanie. Dlatego też ja z nią pracuję. Doceniam jej siłę i wizję potężnego Klanu Burzy. Nareszcie nadszedł czas, by nasz klan zablysnął, a nie chował się w cieniu. Jeśli tego nie rozumiesz, Piaskowa Gwiazda rzeczywiście ma racje tylko rude, oraz nieliczne jednostki jak ja nadają się do budowania potęgi. Morderca pewnie to zrozumiał i nie pogodził się z tym faktem. Gdy go znajdziemy Piaskowa Gwiazda na pewno go surowo ukarze, więc jeśli chcesz poprawić swój wizerunek to się ogarnij i chociaż trochę pomóż. Może zostaniesz nagrodzony. Ostatecznie wszyscy chcemy, by nas dobrze traktowano. Może to popchneło sprawcę do zamordowania Miodowego Obłoku. To mi coś podsunęło na myśl. Idę do liderki.
- No… To… E… Do widzenia - miauknął za nim, wbijając wzrok w ziemię. Potężny Klan Burzy? To jaki niby był teraz? O co im mogło chodzić z tą całą ideą? A do tego sam nie wiedział czy już będzie kogokolwiek wypytywał o takie sprawy. Jeszcze wysuną jakieś podejrzenia i w ogóle. Zastrzygł uchem. Nie spodziewał się aż takiej siły w przemówieniu czarno-białego. A do tego zwrotu akcji, że ten pójdzie sobie ot tak do przywódcy. Ciekawe o czym teraz rozmawiali. Potrząsnął głową. Nie, nie fajnie. Nie powinien angażować się w sprawę. Za chwilę musiał znowu iść na polowanie, by złapać coś dla tych rudych nieudaczników. Takie wywyższanie jednego koloru futra było głupie. Ale pomijając, miał przecież chwilę czasu. Skierował swój wzrok na żłobek i znowu powrócił jego denny nastrój sprzed śmierci Miodowej. Wilcza Łapa była w tak słaby stanie, że… Nawet nie mógł tego określić. Bo kto sra pod siebie i daje sobą szamotać? Co się stało, że z nią aż tak źle? Nie chciał się wtrącać. On miał własne sprawy, inni własne a co?! A on oczywiście zawsze musiał się wtrynić! Czemu? Sam nie wiedział. Podszedł powoli do kotki. Wyglądała jak zwykły trup. Prawie się nie ruszała, gdyby jeszcze zaliczyć do tego lekkie poruszanie się klatki piersiowej. W szybkim, nawet bardzo rytmie. 
- Wilcza Łapo? - zwrócił się do niej delikatnie. 

<Wilcza? 👀>

31 lipca 2021

Od Jałowcowego Świtu Cd Splątanego Futra

    Płacząca Splotka. Widział to po raz pierwszy. Instynkt mu powiedział, by ją przytulić. Stworzyć kokon i chronić przed światem, który czasem był taki okrutny. Nie wiedział o co jej chodziło, jednak chciał ją otoczyć troską . Przed czymkolwiek czym to było. Momentalnie zbliżył się tak, że czuł jej ciepło. Polizał ją kilka razy po uszach. Jak on miał ją pocieszyć? W jaki sposób? Nie wychował dobrze córki. Wyrosła na kogoś, kto chyba nie poczuł prawdziwej przynależności i może nawet miłości? Chciałby naprawić swoje błędy, ale to było niemożliwe. Westchnął cicho. Nie nadawał się do niczego. Nawet do pocieszania. Sam siebie ostatnio nie potrafił a teraz? Problem miała Splotka. Była dla niego bardzo ważna, lecz ostatnio czuł jakby się oddalali. Rzadko rozmawiali, a często kotka potrafiła być w złym nastroju. Teraz stało się coś poważnego. A on nie potrafił niczego zdziałać? Po prostu? Był do bani. Nic mu się w życiu nie udało.
- Już… Ciii...Wszystko będzie dobrze…- zaczął przemawiać kojącym głosem tuląc się dalej do szylkretowej kotki. Raz poczuł jak chciała go odepchnąć, ale jednak potem przyjęła jego zachowanie. Łkała dalej.
- N-nie musisz mi mówić co się stało kochana… Postaram się pomóc… Jest coś, co bym mógł dla ciebie zrobić?- zapytał cicho. Pociągnięcie nosem niestety nie pomogło mu w odszyfrowaniu odpowiedzi. Westchnął po raz drugi. Biedna mała. Nie wiedział jak pomóc, starał się zachować spokój, chociaż  czuł narastającą panikę. Co jeżeli powie coś źle?
- Skoro tak… Mogę tutaj dalej być? Jak ochłoniesz, możemy postarać się porozmawiać. Zrozumieć. Przy kryzysie zawsze jest potrzebny drugi kot…- mówił dalej aż zaschło mu w gardle. Właśnie, ktoś zawsze był potrzebny. A jeżeli za mało spędzał czasu ze Splotką? Przez to mogła zostać narażona na odczucie samotności, złej samooceny i tak dalej…
- M-możesz…- wyszeptała kotka, starając się opanować,. Wyobraził sobie, że te wszystkie łzy były gromadzone przez całe jej życie. Rozumiał to. On płakał często, a jej w takim stanie nie widział. Spojrzał na nią. Przestała. Teraz wystarczyło poczekać.
- Dasz radę się gdzieś przejść? Tu… Jest za dużo kotów. Jeszcze oberwiemy jeżeli obudzimy kogoś. A szczególnie Piaskową Gwiazdę- zastrzygł uchem. Kotka skinęła głową. Widział pewne ociąganie, ale jednak się nie dziwił. To co się działo, mogło być straszne. Ból wewnętrzny mógł ją bardzo pochłonąć. Nie wiedział jeszcze w jakim stopniu. Po prostu nie wiedział…
Ruszyli w stronę wyjścia, wcześniej patrząc czy akurat wartownicy nie zechcieli podejść bliżej oraz przyjrzeć się z zaciekawieniem temu jednemu miejscu. Nikt. Cisza. Przemknął delikatnie poza obóz, tam nikt nie mógł ich podsłuchać czy zepsuć atmosfery. Spojrzał się w tył. Szła. Trwała dalej pomimo problemu. Cieszył się z tego powodu, bo zrozumiała, że to nie będzie zwykła strata czasu. Nie wychodzili na spacer, tylko poważną rozmowę. Nie wiedział co się stanie. Znowu powtórzył te słowa. Nie był pewien. Nie wiedział. Najgorsze co mogło mu się przytrafić, to właśnie taka sytuacja, gdzie nie wiedział czy robił coś dobrze i będą jakieś owoce. Drżał na samą myśli, że pogorszy sytuację. Że… Właśnie co będzie? Splotka się w czymś pogrąży? Nie chciał, by sięgnęła po kocimiętkę, zatopiła w czymś strasznym. Chciał pomóc.
- Wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć. Ja nie rozpowiadam. Umiem zachować tajemnicę. Zbyt dużo miałem ich na sercu i dalej mam. Już spokojnie. Będzie dobrze- starał się ją uspokoić. Splotka siedziała cicho, jakby nie chciała wyjawić niczego. Rozumiał. Potrafił zrozumieć. 

- Dasz sobie radę. Jesteś silna, mądra, zabawna, pomysłowa…- wyliczał. Dalej zero reakcji.- Jesteś kimś wyjątkowym! Dla mnie zawsze będziesz! Kocham cię jak przybraną córkę! Staram się ciebie wspierać, co robię źle? Zawsze możesz mi powiedzieć. Nie bój się! Tylko o to chodzi! Dalej masz do mnie pretensje o to Zgromadzenie? Ja… Rozumiem. Zachowywałem się jak skończony debil, jestem do bani! Ale ty nie! Jesteś wspaniała! Cokolwiek się stało, wiedz, że cię wspieram! Może to dla ciebie nic, lecz ktoś obok zawsze powinien pomagać. Wtedy masz kota, któremu możesz się wygadać z trudnych spraw. Dasz mi szansę? Ja… Naprawdę cię kocham. Chciałbym, żebyś była moją przybraną córką. Pewnie ci się ta możliwość nie spodoba, ale… Uh, wiedz, że ci zawsze pomogę! Porozmawiam! Zrezygnuję z czegokolwiek, nawet gdybym musiał potem oberwać, by po prostu dać ci wsparcie. Jeżeli nie chcesz… To przynajmniej daj mi szansę i opowiedz co się stało. Pomogę ci z całych sił. Poświęcę się dla ciebie. Zależy mi na tobie!- skończył, wtulając się w kotkę. Czuł nagły przypływ specjalnej troski. Chciał dla niej jak najlepiej… Na tym polegała miłość? To samo czuł, gdy niósł w swoim pysku małą Biedronkę. Jak chciał być dla niej jak najlepszy, a się nie udało.


<Splotka? <<3>


27 czerwca 2021

Od Kocięcego Móżdżku

 dwa księżyce temu

   W życiu było jak w grze. Po prostu, byłeś zdany na los. Raz pod górkę, raz z górki. Nie będzie ci zawsze na rękę, ale przynajmniej jesteś. Potrafisz chyba się wspiąć, nawet jeśli potrwa to dłużej. Nabierzesz siły, doczołgasz na szczyt. Będziesz mógł odpocząć, a potem dalej. Na dół, później do góry. Aż w końcu to się przerywa. Nie dajesz rady wspiąć się na następny szczyt. Podstawiają ci przed nosem przepaść, w którą wpadasz. Zazwyczaj przez przypadek. On raczej do tego jeszcze nie zmierzał. Ostatnio nie czuł się źle, ale zawsze mogło to się zdarzyć niespodziewanie. Musiał być przygotowany na opuszczenie świata i znalezienie się po drugiej stronie, czymkolwiek to było. Smutek w niczym mu nie pomagał, choć wolałby najpierw zrobić to, na co miał plany. Westchnął cicho. No czysta loteria. Przeczucie nic nie da. A teraz sam siebie skarcił. Powinien wziąć się za robotę, a nie ledwo co przebierać łapami, gdy inni starają się opanować sytuację. Miał jedynie nadzieję, że to się skończy. Było zimniej niż we wcześniejszych porach. Nie zdążył się po prostu przyzwyczaić. Piaskowa Gwiazda raczej nie będzie jakoś długo jeszcze przeciągała kary. Najwyżej z 4 księżyce, ale zawsze to lepsze niż dożywocie. Była niestety taka możliwość, bo w końcu oni byli nierudzi, może z wyjątkiem Drżącego. Ale za nim matka nie przepadała. Mogła to ciągnąć w nieskończoność. Tak serio wolałby wcześniej dostać hipotermii. Nie spieszno mu to śmierci, lecz także taka praca była już coraz to bardziej do bani. Przytłaczająca. Taka bardzo głupia. Po co jej do życia tunele? Niby coś to powiększało, ale mało jak na jego oko. A może to tylko dlatego, bo zbyt wolno pracowali? Sądził, że to niemożliwe. Zawsze wracał z takimi brudnymi łapami przecież. Tak cholernie brudnymi
    Nadchodził koniec dnia. Wybawienie dla każdego zmęczonego, czyli teraz mógłby się nawet podłapać do tej grupy. Jednym słowem mówiąc, albo kilkoma, czasem miał wszystkiego dość. Totalnie dość. Musiał jednak trzymać się swoich przekonań. Nie miał źle, mógł umrzeć przy porodzie. Znalazł partnerkę, kochał się w dwóch kotkach. Miał dziecko. Jego przyjaciel raczej nie jest aż daleko, pan Skorupka w końcu kiedyś wróci. Starał się częściej uśmiechać. Nie sprawiało mu to problemu, mega często zdarzało mu się w takich kwestiach kłamać. Całkiem zgrabnie, bo każdy potrafił się nabrać na szczęśliwego kota. No cóż, nie ma co zasiewać złego nastroju również w innych. Teraz robił to z poczucia spełnienia. Mógł odpocząć! Nareszcie! Prawie podskakiwał z radości. Najbardziej zbierało go, jak tylko okazało się, że to na pewno koniec. Mógł odetchnąć z ulgą, strząsnąć drobinki ziemi. Było mu dobrze z poczuciem wolności. Przez ten krótki okres czasu chyba ją miał. Mógł zjeść, pójść spać. Cudownie! Bo w końcu tego chciał, a nie miał narzuconych obowiązków. Choć tak serio, niby pięknie ładnie, ale pana Skorupki dalej nie ma. Zniknął. A to niemiły.
    Jego oczom ukazało się małe poruszenie z boku obozu. Momentalnie obrócił głowę, wpatrując się w krzaki, gdzie tuż przed chwilą mignął czarny ogon. Zmrużył lekko oczy. Był zaciekawiony kto to mógł być. Zamyślił się. Z czarnych kotów było kilka. Wilcza Łapa i… Eeee… Pyskaty Kamień! Właśnie, to pewnie ona. Ruszył powoli w tamtą stronę. Za każdym razem gdy jego łapy dotykały podłoża strząsały się grudki ziemi. W nocy nie było dobrze widać ciemnych kolorów. Musiał wytężyć wzrok by cokolwiek zobaczyć. Nie mylił się. Zwinna, czarna sylwetka przemykała między źdźbłami trawy. Skoczył w jej stronę, zatrzymując tuż przed nosem. 
-Co tu robisz? Ten, ee… Nie miałaś być w obozie?- miauknął cicho, mimo woli mrużąc oczy ze wstydu. No ta, jeszcze go kotka wyśmieje. Wyglądał dość głupio cały w błocie. Nie zdążył się odpowiednio umyć, a może powinien? Teraz był umazany piachem oraz ziemią. A uczennica nie ukrywała zaskoczenia oraz irytacji. 

<Kamień? >