Bardzo się zdziwił, gdy Strzyżykowa Łapa pochwaliła jego nieukończony wynalazek. Sam nie był zadowolony z efektu końcowego, miał zamiar nawet jeszcze nad nim popracować, ale najwyraźniej kotce pasował w obecnej formie.
- Ja też coś dla ciebie mam - miauknęła cicho i podała mu listek. - Pamiętasz może gdy mówiłam ci o kocimiętce? Proszę, to jest właśnie liść kocimiętki.
Ten listek...pachniał... bardzo ładnie. Nie czuł czegoś takiego chyba u żadnych okazów, które do tej pory znalazł. Postanowił mu się bliżej przyjrzeć, kiedy nadarzy się okazja. Widząc jak Strzyżykowa Łapa odnosi swój prezent, postanowił uczynić to samo. Złapał listek w zęby i zniósł do swojej kolekcji. Musiał przyznać, że na języku czuł miły i przyjemny aromat. Musiał jednak poczekać z badaniami, ponieważ mama zawołała go do siebie.
Resztę dnia spędził szukając spokojnego miejsca, które znajdowało się z dala od sióstr. Kto normalny miał tyle energii? Czasami nie rozumiał dziewczyn. Zwłaszcza swojej przyjaciółki, która wydawała się zestresowana w jego towarzystwie. Nie miał pojęcia, co takiego robił źle. Będzie musiał się o to jej zapytać.
Wieczorem obserwował jak klan wyrusza na zgromadzenie. Był ciekaw co takiego tam się odbywa, dlatego cieszył się, że Strzyżykowa Łapa obiecała mu opowiedzieć o tym, gdy tylko wróci. Gdy o tym myślał czuł lekką ekscytację.
- Trójko, chodź do środka, bo zmarzniesz - Mama chwyciła go za luźną skórę i zaciągnęła do żłobka.
Nie pozostało mu nic innego niż zapaść w sen. Obudziło go dziwne przeczucie. Otworzył zaspane oko i dojrzał znaną mu sylwetkę. Strzyżykowa Łapa wróciła! Wstał na swoje trzy łapki i podszedł do kotki. Siedziała z głową opuszczoną w dół. Czyżby spała? Ale dlaczego tutaj? Nie jest przecież kocięciem.
- Strzyżykowa Łapo - szepnął, aby nie obudzić mamy i rodzeństwa.
Kotka ani drgnęła. Chwilę zastanowił się, co mógłby w tej sytuacji zrobić. Może ma w swoim zbiorze jakieś zioło, które wybudza ze snu? Podbiegł nieporadnie do swojego stosiku z roślinkami i przejrzał je, próbując przypomnieć sobie, co byłoby najlepsze. Jego wzrok padł na liść kocimiętki. Hm... Strzyżykowa Łapa coś mu kiedyś o nim opowiadała, ale większość informacji wyparowała z jego główki. Skupił swój umysł do wysiłku. Ładny zapach listka sprawiał, że zbyt trzeźwo nie myślał, a o skupienie było trudno.
- Chyba jednak to jest na wybudzenie ze snu... - mruknął pod nosem i chwycił listek w pyszczek.
Mmm... ten smak... nie. Musiał go dać w końcu kotce! On nie spał! Szybko wrócił do śpiącej. Teraz leżała na ziemi. Czyżby upadła? Jej pierś unosiła się i opadała. Czyli żyła. Wsadził jej powoli kocimiętkę do pyska, jak najdalej potrafił. Z zadowoleniem obserwował, gdy ta obudziła się nagle, przełykając liść. Jej! Zadziałało! I to błyskawicznie!
- Cześć, Strzyżykowa Łapo! - zawołał do niej z uśmiechem.
<Strzyżykowa Łapo? >
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)
Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Potrójny Krok x Strzyżkowa Pręga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Potrójny Krok x Strzyżkowa Pręga. Pokaż wszystkie posty
11 marca 2020
07 marca 2020
Od Trójki cd Strzyżykowej Łapy
Nie ukrywał tego, że bardzo interesował się zniknięciem Strzyżykowej Łapy. Codziennie wystawiał łepek ze żłobka i szukał kotki wzrokiem. Mama tłumaczyła mu, że pewnie jest bardzo zajęta, w końcu uczennica musiała dużo się nauczyć, aby zostać medyczką. Mimo to bardzo nie podobało mu się, że ta nie miała czasu, aby go odwiedzić. W końcu Trójka uważał się za niesamowicie ważną osobę. Co z tego, że nikt nie podzielał jego opinii. On wierzył, że jest wyjątkowym kociakiem i należy mu się uwaga.
Wspomnieniami wrócił do ich poprzedniej rozmowy. Był tylko ciekawy, co znajduję się za drzewami. Kotka bardzo go zaskoczyła swoim zachowaniem. Jakby bała się czegoś. Czyżby było tam tak niebezpiecznie, dlatego ta nie chciała mu nic o tym powiedzieć? W takim razie cieszył się, że nie zostanie wojownikiem. Stronił od niebezpieczeństwa równie mocno, jak od śmierdzących myszy.
- Widziałeś Strzyżykową Łapę? - zapytał przechodzącego obok wujka.
- Powinna być w legowisku medyczek.
- A gdzie to?
Słoneczny Zmierzch wskazał kierunek ogonem i zaproponował, że go zaprowadzi. Zgodził się i zaczął iść z kocurem przez obóz. Dość szybko zauważył kotke, która pochylała się nad stosem ziół. Podszedł do niej i dokładnie jej się przyjrzał. Mama miała rację. Wyglądała na zmęczoną. Widząc go, zaczęła ze znudzeniem wskazywać poszczególne roślinki. Jednak bardziej był zainteresowany w tym momencie Strzyżyk.
- Strzyżykowa Łapo? Dobrze się czujesz? - zwrócił się do niej.
- Ja... tak, tak... tylko... zmęczona jestem.
- Widzę właśnie. Nie chciałabyś nieco odpocząć?
- Nie mogę. Musze nauczyć się tego - Wskazała łapą na roślinki - bo Sosnowy Zagajnik będzie mnie przepytywała.
- To źle?
Nie rozumiał braku chęci kotki do pogłębiania swojej wiedzy. To dawało dużo korzyści. Już sam nie mógł się doczekać aż zacznie termin.
- Nie... znaczy... eh... Przepraszam, że cię nie odwiedzałam. Nauka.
- Mama mi wszystko wyjaśniła. Jednak mimo to musiałem przyjść i zobaczyć czy jeszcze żyjesz.
Chciał wspomnieć jej nagłą ucieczkę, ale ugryzł się w porę w język. A co jeśli znów ucieknie?
- Słyszałem, że idziesz na zgromadzenie! Jak wrócisz opowiesz jak tam było?
- Jasne! - uśmiechnęła się.
Nagle wpadł na pewien pomysł.
- To nie przeszkadzam. Wrócę za chwilę! - powiedział i odbiegł w kierunku żłobka.
Od jakiegoś czasu rozmyślał nad pewną rzeczą. Jeśli to będzie możliwe, sprawi Strzyżykowej Łapie wspaniały prezent! Miał nadzieję, że pomysł się powiedzie. Zebrał małe, giętkie gałązki i ułożył w stosik. Spojrzał w górę na drzewo, gdzie gniazdo wił jakiś pyszny ptaszek. Skoro zwierzę bez łap, samym dziobem umie zrobić sobie legowisko, to powinna być dla niego łatwizna. Wziął się do pracy. Każdą gałązke przeplatał z drugą. Było to jednak trudniejsze niż myślał. Czasami jego wynalazek się rozplatał, a kociak się irytował. W końcu usiadł przed okręgiem, który wcale, a wcale nie przypominał gniazda. Dlaczego tak głupie istotki jak ptaki, robią takie cuda? Może trzeba było ukraść je z drzewa? Spojrzał w góre na wzorzec i pokręcił głową. Pewnie by je zniszczył.
- Co tu robisz? - Odwrócił się i zobaczył nieco mniej zmęczoną Strzyżyk. Najwidoczniej poszła odpocząć i już jej się poprawiło.
- Chciałem zrobić dla ciebie prezent, ale nie wyszedł - Zrobił smutną minkę.
- Prezent?
Pokiwał głową, wskazując ogonem niewielki okrąg z gałązek.
- Chciałem zrobić legowisko ptaszka. Mogłabyś dzięki niemu przenosić większą ilość roślinek i się bardzo nie męczyć, wracając po nie kilka razy.
<Strzyżykowa Łapo?>
Wspomnieniami wrócił do ich poprzedniej rozmowy. Był tylko ciekawy, co znajduję się za drzewami. Kotka bardzo go zaskoczyła swoim zachowaniem. Jakby bała się czegoś. Czyżby było tam tak niebezpiecznie, dlatego ta nie chciała mu nic o tym powiedzieć? W takim razie cieszył się, że nie zostanie wojownikiem. Stronił od niebezpieczeństwa równie mocno, jak od śmierdzących myszy.
- Widziałeś Strzyżykową Łapę? - zapytał przechodzącego obok wujka.
- Powinna być w legowisku medyczek.
- A gdzie to?
Słoneczny Zmierzch wskazał kierunek ogonem i zaproponował, że go zaprowadzi. Zgodził się i zaczął iść z kocurem przez obóz. Dość szybko zauważył kotke, która pochylała się nad stosem ziół. Podszedł do niej i dokładnie jej się przyjrzał. Mama miała rację. Wyglądała na zmęczoną. Widząc go, zaczęła ze znudzeniem wskazywać poszczególne roślinki. Jednak bardziej był zainteresowany w tym momencie Strzyżyk.
- Strzyżykowa Łapo? Dobrze się czujesz? - zwrócił się do niej.
- Ja... tak, tak... tylko... zmęczona jestem.
- Widzę właśnie. Nie chciałabyś nieco odpocząć?
- Nie mogę. Musze nauczyć się tego - Wskazała łapą na roślinki - bo Sosnowy Zagajnik będzie mnie przepytywała.
- To źle?
Nie rozumiał braku chęci kotki do pogłębiania swojej wiedzy. To dawało dużo korzyści. Już sam nie mógł się doczekać aż zacznie termin.
- Nie... znaczy... eh... Przepraszam, że cię nie odwiedzałam. Nauka.
- Mama mi wszystko wyjaśniła. Jednak mimo to musiałem przyjść i zobaczyć czy jeszcze żyjesz.
Chciał wspomnieć jej nagłą ucieczkę, ale ugryzł się w porę w język. A co jeśli znów ucieknie?
- Słyszałem, że idziesz na zgromadzenie! Jak wrócisz opowiesz jak tam było?
- Jasne! - uśmiechnęła się.
Nagle wpadł na pewien pomysł.
- To nie przeszkadzam. Wrócę za chwilę! - powiedział i odbiegł w kierunku żłobka.
Od jakiegoś czasu rozmyślał nad pewną rzeczą. Jeśli to będzie możliwe, sprawi Strzyżykowej Łapie wspaniały prezent! Miał nadzieję, że pomysł się powiedzie. Zebrał małe, giętkie gałązki i ułożył w stosik. Spojrzał w górę na drzewo, gdzie gniazdo wił jakiś pyszny ptaszek. Skoro zwierzę bez łap, samym dziobem umie zrobić sobie legowisko, to powinna być dla niego łatwizna. Wziął się do pracy. Każdą gałązke przeplatał z drugą. Było to jednak trudniejsze niż myślał. Czasami jego wynalazek się rozplatał, a kociak się irytował. W końcu usiadł przed okręgiem, który wcale, a wcale nie przypominał gniazda. Dlaczego tak głupie istotki jak ptaki, robią takie cuda? Może trzeba było ukraść je z drzewa? Spojrzał w góre na wzorzec i pokręcił głową. Pewnie by je zniszczył.
- Co tu robisz? - Odwrócił się i zobaczył nieco mniej zmęczoną Strzyżyk. Najwidoczniej poszła odpocząć i już jej się poprawiło.
- Chciałem zrobić dla ciebie prezent, ale nie wyszedł - Zrobił smutną minkę.
- Prezent?
Pokiwał głową, wskazując ogonem niewielki okrąg z gałązek.
- Chciałem zrobić legowisko ptaszka. Mogłabyś dzięki niemu przenosić większą ilość roślinek i się bardzo nie męczyć, wracając po nie kilka razy.
<Strzyżykowa Łapo?>
21 lutego 2020
Od Trójki CD Strzyżykowej Łapy
Był bardzo zadowolony ze słów Strzyżykowej Łapy. Dzięki niej, świat roślin stawał się mniej tajemniczy, a bardziej ciekawy. Kiedy zapytała go o jego samopoczucie i jak się miewa rodzeństwo, szybko odpowiedział, że dobrze. No bo żadnych nowości nie było. Nic ciekawego nie zaistniało w jego życiu, prócz oczywiście Strzyżyk. Spędzanie dnia z kotką, było naprawdę fajne.
- Może powiem ci coś o liściach dębu - zaproponowała.
- Tak! - zawołał ochoczo Trójka, czekając na nową dawkę wiedzy.
- A więc... liście dębu zapobiegają infekcją. Trzeba je najpierw znaleźć. Może to być nieco trudne, ponieważ są czasami mylone z liściami bluszczu. Te pierwsze można rozpoznać po ich kształcie. Są podobne do ptasich piórek, które rozgałęziają się na końcach i te końce mogą mieć ostre lub zaokrąglone brzegi. Zazwyczaj spadają z drzew i zbiera się te uschnięte. Liście bluszczu mają za to dziwny kształt, a ich końce są zaostrzone. Musiałabym ci je pokazać, bo sama nie wiem jak wytłumaczyć ci ich wygląd.
- Możemy zaraz ich poszukać! - zaproponował kociak.
- Możemy - kotka uśmiechnęła się do niego.
- W takim razie chodźmy! Czy widzisz tu jakieś? - zaczął rozglądać się po ziemi w poszukiwaniu wyżej wspomnianych.
Niestety pora zielonych liści nie sprzyjała poszukiwaniom. Większość liści była twardo doczepiona do gałęzi drzew i nie była zachęcona odpadnięciem dla zaspokojenia ciekawości kotów. Znaleźli kilka suchych, lecz były to nieznane jeszcze Strzyżykowej Łapie odmiany.
- Cóż próbowaliśmy... - westchnął rozczarowany.
Usiadł pod drzewkiem i zaczął wylizywać swoje futerko. Słońce powoli zachodziło.
- Strzyżykowa Łapo? Wiesz może co jest poza obozem? Tam gdzie zachodzi słońce? - zapytał wpatrując się w znikającą za drzewami żółtą kulę.
Musiało tam być coś więcej niż drzewa. W końcu ptaki gdzieś leciały. Nie mogły sobie od tak zniknąć. Na dodatek Strzyżykowa Łapa też skądś przyszła. Nie urodziła się w końcu w klanie. Nie było jej tu przedtem, więc gdzie była? Skąd przybyła? Może wie co kryję ten tajemniczy świat? Może spotkała jakieś dziwne istoty? Czy jest coś poza kotami, myszami i ptakami? Jego zielone oczka, zwróciły się w jej stronę.
- Co tam jest?
<Strzyżykowa Łapo?>
- Może powiem ci coś o liściach dębu - zaproponowała.
- Tak! - zawołał ochoczo Trójka, czekając na nową dawkę wiedzy.
- A więc... liście dębu zapobiegają infekcją. Trzeba je najpierw znaleźć. Może to być nieco trudne, ponieważ są czasami mylone z liściami bluszczu. Te pierwsze można rozpoznać po ich kształcie. Są podobne do ptasich piórek, które rozgałęziają się na końcach i te końce mogą mieć ostre lub zaokrąglone brzegi. Zazwyczaj spadają z drzew i zbiera się te uschnięte. Liście bluszczu mają za to dziwny kształt, a ich końce są zaostrzone. Musiałabym ci je pokazać, bo sama nie wiem jak wytłumaczyć ci ich wygląd.
- Możemy zaraz ich poszukać! - zaproponował kociak.
- Możemy - kotka uśmiechnęła się do niego.
- W takim razie chodźmy! Czy widzisz tu jakieś? - zaczął rozglądać się po ziemi w poszukiwaniu wyżej wspomnianych.
Niestety pora zielonych liści nie sprzyjała poszukiwaniom. Większość liści była twardo doczepiona do gałęzi drzew i nie była zachęcona odpadnięciem dla zaspokojenia ciekawości kotów. Znaleźli kilka suchych, lecz były to nieznane jeszcze Strzyżykowej Łapie odmiany.
- Cóż próbowaliśmy... - westchnął rozczarowany.
Usiadł pod drzewkiem i zaczął wylizywać swoje futerko. Słońce powoli zachodziło.
- Strzyżykowa Łapo? Wiesz może co jest poza obozem? Tam gdzie zachodzi słońce? - zapytał wpatrując się w znikającą za drzewami żółtą kulę.
Musiało tam być coś więcej niż drzewa. W końcu ptaki gdzieś leciały. Nie mogły sobie od tak zniknąć. Na dodatek Strzyżykowa Łapa też skądś przyszła. Nie urodziła się w końcu w klanie. Nie było jej tu przedtem, więc gdzie była? Skąd przybyła? Może wie co kryję ten tajemniczy świat? Może spotkała jakieś dziwne istoty? Czy jest coś poza kotami, myszami i ptakami? Jego zielone oczka, zwróciły się w jej stronę.
- Co tam jest?
<Strzyżykowa Łapo?>
18 lutego 2020
Od Trójki CD Strzyżykowej Łapy
Przeglądał swoją kolekcję roślin, gdy nagle zobaczył przeszczęśliwą Strzyżyk. Nie wiedział, co się stało, że ta aż tak promienieje, ale nie musiał długo czekać, aby się tego dowiedzieć. Kotka szybko wytłumaczyła mu swoje obecne zachowanie. Ona uczennicą Sosnowego Zagajnika? Oczka mu zalśniły. Ekstra! A było jeszcze ciekawiej, gdy ta zaczęła opowiadać o kwiatku, którego poznała i który miał magiczne właściwości! Entuzjazm nowo mianowanej uczennicy i jemu się udzielił.
- Chce zobaczyć tego kwiatka! Nie mam go u siebie. Jest ładny?
- Jest czerwony i tak. Bardzo ładny. Mogę ci go przynieść jeśli chcesz.
- Tak! - Zakrzyknął uradowany. Pozna nową roślinkę! I to taką, która pomaga spać!
Strzyżykowa Łapa kazała mu zostać i oddaliła się w nieznanym dla niego kierunku. Jego małe serduszko biło szybciej z rosnącej ekscytacji. Gdzie ona jest? Wyglądał jej jakąś chwilę, gdy nagle się pojawiła. Niosła w pysku jakąś czerwoną roślinkę.
- To jest mak - Położyła przed nim kwiatka. - Nie ma jednak w sobie czarnych kulek, które łagodzą ból i zsyłają sen, ponieważ Sosnowy Zagajnik zabrała je, aby pomogły w stosownym czasie, jakiemuś potrzebującemu.
Mimo tej niedogodności, Trójka i tak był pod wrażeniem. Ogladał płatki, nawet je powąchał, co skończyło się cichym apsik.
- Dziękuję, Strzyżykowa Łapo! - Zamruczał zadowolony, tytułując już kotkę jej nowym imieniem. - Kiedyś też będę uczniem i będę się nazywać Potrójną Łapą, wiesz? - Uniósł dumnie głowę.
Już w wyobraźni widział siebie. Wielkiego, wspaniałego kota, przed którym płaszczą się wojownicy, aby prosić go o radę. Nie mógł się już doczekać tego całego mianowania! Bo wojownikiem to on nie zamierzał być. Cała ta walka o klan, zabijanie śmierdzących myszy, patrole po brudnym błocie niezależnie od pogody. Może Migotce i Brzoskwince to się podoba, ale jemu nie. On aspirował wyżej. I nie chodziło o zostanie liderem tych śmierdzieli. Tylko o bycie kimś takim jak Świetlikowe Skrzydło.
- Tak właściwie... kim jest Świetlikowe Skrzydło i Sosnowy Zagajnik?
Strzyżykowa Łapa spojrzała na niego zdziwiona.
- No jak to kim? Są medykami!
Wow. Więc tak nazywają się osoby, które zbierają roślinki i odkrywają ich magiczne zdolności. Na dodatek, jego przyjaciółka będzie się teraz uczyła tych tajemnic!
- Ja... ale czad! Jesteś już prawie medykiem! Jak to jest? Jakie to uczucie?
<Strzyżykowa Łapo?>
- Chce zobaczyć tego kwiatka! Nie mam go u siebie. Jest ładny?
- Jest czerwony i tak. Bardzo ładny. Mogę ci go przynieść jeśli chcesz.
- Tak! - Zakrzyknął uradowany. Pozna nową roślinkę! I to taką, która pomaga spać!
Strzyżykowa Łapa kazała mu zostać i oddaliła się w nieznanym dla niego kierunku. Jego małe serduszko biło szybciej z rosnącej ekscytacji. Gdzie ona jest? Wyglądał jej jakąś chwilę, gdy nagle się pojawiła. Niosła w pysku jakąś czerwoną roślinkę.
- To jest mak - Położyła przed nim kwiatka. - Nie ma jednak w sobie czarnych kulek, które łagodzą ból i zsyłają sen, ponieważ Sosnowy Zagajnik zabrała je, aby pomogły w stosownym czasie, jakiemuś potrzebującemu.
Mimo tej niedogodności, Trójka i tak był pod wrażeniem. Ogladał płatki, nawet je powąchał, co skończyło się cichym apsik.
- Dziękuję, Strzyżykowa Łapo! - Zamruczał zadowolony, tytułując już kotkę jej nowym imieniem. - Kiedyś też będę uczniem i będę się nazywać Potrójną Łapą, wiesz? - Uniósł dumnie głowę.
Już w wyobraźni widział siebie. Wielkiego, wspaniałego kota, przed którym płaszczą się wojownicy, aby prosić go o radę. Nie mógł się już doczekać tego całego mianowania! Bo wojownikiem to on nie zamierzał być. Cała ta walka o klan, zabijanie śmierdzących myszy, patrole po brudnym błocie niezależnie od pogody. Może Migotce i Brzoskwince to się podoba, ale jemu nie. On aspirował wyżej. I nie chodziło o zostanie liderem tych śmierdzieli. Tylko o bycie kimś takim jak Świetlikowe Skrzydło.
- Tak właściwie... kim jest Świetlikowe Skrzydło i Sosnowy Zagajnik?
Strzyżykowa Łapa spojrzała na niego zdziwiona.
- No jak to kim? Są medykami!
Wow. Więc tak nazywają się osoby, które zbierają roślinki i odkrywają ich magiczne zdolności. Na dodatek, jego przyjaciółka będzie się teraz uczyła tych tajemnic!
- Ja... ale czad! Jesteś już prawie medykiem! Jak to jest? Jakie to uczucie?
<Strzyżykowa Łapo?>
Od Trójki CD Strzyżyk (Strzyżykowej Łapy)
Spojrzał na ptaka, którego wskazała mu Strzyżyk. Rzeczywiście ładne miał piórka, ale co go to obchodziło? Interesował się głownie roślinami, a nie jakimiś zwierzętami. Ptaki jednak tolerował, ponieważ jako jedyne bardzo o siebie dbały. Jadły roślinki i czyściły piórka. Nie były skażone. Oblizał pyszczek. Takiego ptaszka chyba nawet by przekąsił. Musiał być tłuściutki.
- Złapiesz go dla mnie?
Strzyżyk zrobiła wielkie oczy. Chyba nie spodziewała się takiej odpowiedzi od młodszsgo.
- Ja-jak to?
- Ptaki to jedzenie. Chciałbym zobaczyć jak smakują, bo jedyne co jadam to mleko mamusi. A tych brudnych myszy nie tknę! Fuj! Wiesz, że to bardzo niehigieniczne stworzenia? Jedzą własne bobki i... i mają łysy ogon, jak Wilcze Serce. No ten taki wyłysiały. Odraża mnie to jak się zapuścił. No bo z jakiego innego powodu sierść mu wypadła? Musiał jeść te łyse myszy! Coś takiego nie powinno być w ogóle w diecie! - pożalił się kotce.
Strzyżyk wyglądała jakby nie wiedziała, co powiedzieć. Uśmiechnął się do niej.
- Czy koty mogą jeść roślinki?
- Chyba nie - odpowiedziała mu Strzyżyk. - Gdybyś zjadł taką, co nazwałeś parzącymi listkami to chyba byś umarł...
Zrobił wielkie oczka.
- Czyli roślinki są trujące?
- Wydaję mi się, że nie... zapytam Świetlikowe Skrzydło.
Nastała chwila ciszy, w której obserwowali jak ptaszek odfruwa, a wiatr porusza koronami drzew. Miał tyle pytań, ale ani on ani Strzyżyk, nie znali na nie odpowiedzi. Frustrowało go to, ponieważ bardzo chciał poznać sekrety tych zielonych istot. Podobno niektóre leczyły z poważnych chorób! Coś niezwykłego! Z tą wiedzą mógł decydować o zdrowiu, a nawet życiu schorowanych. Wtedy byłby podziwiany... Ta wizja mu się jak najbardziej podobała. Spojrzał na Strzyżyk, która przyglądała się chmurą na niebie. Była jak na razie jednym kotem, który bardzo podzielał jego zainteresowanie roślinkami. Gdyby tak połączyli siły...
- Em... - spojrzał na swoje łapki. Dasz radę. Powiedz jej to. Pewnie się zgodzi. W końcu świetnie się dogadywali.
- Wiesz, Strzyżyk... może... zostaniemy przyjaciółmi? Jesteś pierwszą osobą, która jest mega fajna i ma podobne marzenia jak ja. I... no... wiesz... bardzo cię lubię.
Co z tego, że dopiero ją poznał? Liczyło się to, że kotka była niczym jego bratnia dusza. Było miło spędzać czas z kimś innym niż siostry i mama. Zwłaszcza, że tam był zamęczany przez napady agresji Migotki. A tutaj, wśród kwiatków czuł się wolny. I najważniejsze - miał święty spokój.
<Strzyżyk?>
- Złapiesz go dla mnie?
Strzyżyk zrobiła wielkie oczy. Chyba nie spodziewała się takiej odpowiedzi od młodszsgo.
- Ja-jak to?
- Ptaki to jedzenie. Chciałbym zobaczyć jak smakują, bo jedyne co jadam to mleko mamusi. A tych brudnych myszy nie tknę! Fuj! Wiesz, że to bardzo niehigieniczne stworzenia? Jedzą własne bobki i... i mają łysy ogon, jak Wilcze Serce. No ten taki wyłysiały. Odraża mnie to jak się zapuścił. No bo z jakiego innego powodu sierść mu wypadła? Musiał jeść te łyse myszy! Coś takiego nie powinno być w ogóle w diecie! - pożalił się kotce.
Strzyżyk wyglądała jakby nie wiedziała, co powiedzieć. Uśmiechnął się do niej.
- Czy koty mogą jeść roślinki?
- Chyba nie - odpowiedziała mu Strzyżyk. - Gdybyś zjadł taką, co nazwałeś parzącymi listkami to chyba byś umarł...
Zrobił wielkie oczka.
- Czyli roślinki są trujące?
- Wydaję mi się, że nie... zapytam Świetlikowe Skrzydło.
Nastała chwila ciszy, w której obserwowali jak ptaszek odfruwa, a wiatr porusza koronami drzew. Miał tyle pytań, ale ani on ani Strzyżyk, nie znali na nie odpowiedzi. Frustrowało go to, ponieważ bardzo chciał poznać sekrety tych zielonych istot. Podobno niektóre leczyły z poważnych chorób! Coś niezwykłego! Z tą wiedzą mógł decydować o zdrowiu, a nawet życiu schorowanych. Wtedy byłby podziwiany... Ta wizja mu się jak najbardziej podobała. Spojrzał na Strzyżyk, która przyglądała się chmurą na niebie. Była jak na razie jednym kotem, który bardzo podzielał jego zainteresowanie roślinkami. Gdyby tak połączyli siły...
- Em... - spojrzał na swoje łapki. Dasz radę. Powiedz jej to. Pewnie się zgodzi. W końcu świetnie się dogadywali.
- Wiesz, Strzyżyk... może... zostaniemy przyjaciółmi? Jesteś pierwszą osobą, która jest mega fajna i ma podobne marzenia jak ja. I... no... wiesz... bardzo cię lubię.
Co z tego, że dopiero ją poznał? Liczyło się to, że kotka była niczym jego bratnia dusza. Było miło spędzać czas z kimś innym niż siostry i mama. Zwłaszcza, że tam był zamęczany przez napady agresji Migotki. A tutaj, wśród kwiatków czuł się wolny. I najważniejsze - miał święty spokój.
<Strzyżyk?>
17 lutego 2020
Od Trójki cd. Strzyżyk
Przyglądał się Strzyżyk z zaciekawieniem. Może trochę przecenił swoją wiarę w nią i to, że pewnie wie coś więcej. Był nieco nawet zawiedziony. Jednak widząc jej wyraz pyska, gdy opowiadała o roślince, którą znała, nie skreślił jej z obiektów zainteresowań. Z uwagą zapamiętał wszystko, co mu powiedziała o kocimiętce. Chociaż nie miał pojęcia o tym jak ona działa, jej wygląd bardzo go zaciekawił.
- Ja znam podobną roślinkę, która kłuję! Pokazać ci?
Strzyżyk kiwnęła głową, najwyraźniej ucieszona z możliwości zobaczenia odkrytego przez niego okazu. Uniósł dumnie ogon i zaprowadził kotkę pod pewien krzew.
- Nie dotykaj tylko. Bo ona robi ała.
Wskazał na roślinę o ząbkowanych, zielonych listkach, które wyglądały jakby miały na swojej powierzchni meszek. Miała charakterystyczny zapach. Dość intensywny. Była to pokrzywa.
- Nazwałem ją parzące listki. Jeśli ją dotkniesz to boli przez jakiś czas. Ale nie zabija. Troszkę łapka puchnie, ale to znika po jakimś czasie.
Mówił dumnie, że mógł podzielić się swoją wiedzą ze starszą kotką.
- Nie mam jej w zbiorze, ponieważ sprawia problemy swoimi właściwościami. Ale idealnie sie nadaję dla nędznych istot, którym chcesz dać nauczkę.
Uśmiechnął się przy tym promiennie.
- Znasz może kogoś kto wie więcej o roślinach? - zapytała go Strzyżyk.
- No ja! - Machnął ogonem. W końcu on był tym najmądrzejszym! On wiedział najwięcej o roślinkach! Co ona sobie myślała?
- Ale mowiłeś, że chciałbyś się dowiedzieć o nich więcej, więc nie znasz ich wszystkich.
Zmarszczył pyszczek. Cóż miała rację.
- Jest ktoś jeszcze... kto wie dużo. Ale ja nie moge tam chodzić, bo jestem za mały. To taka pani. Przychodzi czasami do żłobka, aby sprawdzić jak się mam. To miłe. - Zamruczał. - Nazywa się Świetlikowe Skrzydło. - wskazał ogonem kierunek, gdzie przebywa zazwyczaj medyczka.
- Jak ci coś opowie to mi powiesz? Proszeeee - Zrobił wielkie oczka, przeciągając ostatnią literkę.
<Strzyżyk?>
- Ja znam podobną roślinkę, która kłuję! Pokazać ci?
Strzyżyk kiwnęła głową, najwyraźniej ucieszona z możliwości zobaczenia odkrytego przez niego okazu. Uniósł dumnie ogon i zaprowadził kotkę pod pewien krzew.
- Nie dotykaj tylko. Bo ona robi ała.
Wskazał na roślinę o ząbkowanych, zielonych listkach, które wyglądały jakby miały na swojej powierzchni meszek. Miała charakterystyczny zapach. Dość intensywny. Była to pokrzywa.
- Nazwałem ją parzące listki. Jeśli ją dotkniesz to boli przez jakiś czas. Ale nie zabija. Troszkę łapka puchnie, ale to znika po jakimś czasie.
Mówił dumnie, że mógł podzielić się swoją wiedzą ze starszą kotką.
- Nie mam jej w zbiorze, ponieważ sprawia problemy swoimi właściwościami. Ale idealnie sie nadaję dla nędznych istot, którym chcesz dać nauczkę.
Uśmiechnął się przy tym promiennie.
- Znasz może kogoś kto wie więcej o roślinach? - zapytała go Strzyżyk.
- No ja! - Machnął ogonem. W końcu on był tym najmądrzejszym! On wiedział najwięcej o roślinkach! Co ona sobie myślała?
- Ale mowiłeś, że chciałbyś się dowiedzieć o nich więcej, więc nie znasz ich wszystkich.
Zmarszczył pyszczek. Cóż miała rację.
- Jest ktoś jeszcze... kto wie dużo. Ale ja nie moge tam chodzić, bo jestem za mały. To taka pani. Przychodzi czasami do żłobka, aby sprawdzić jak się mam. To miłe. - Zamruczał. - Nazywa się Świetlikowe Skrzydło. - wskazał ogonem kierunek, gdzie przebywa zazwyczaj medyczka.
- Jak ci coś opowie to mi powiesz? Proszeeee - Zrobił wielkie oczka, przeciągając ostatnią literkę.
<Strzyżyk?>
16 lutego 2020
Od Trójki
*to jest ten moment, gdy już widzi i w miarę się porusza*
Odkąd otworzył oczy, świat zadziwiał go na każdym kroku. Najpierw ujrzał siostry, a później mamę. Bardzo lubił się przyglądać jej liliowej szylkret pręgowanej cętkowanie sierści. Gdyby nie te jaśniejsze odcienie, mógłby zlać się z jej futerkiem, ponieważ odziedziczył po niej śliczny liliowy kolor i cętki. Był z tego bardzo zadowolony. Tak bardzo, że co jakiś czas mył się dokładnie, aby zetrzeć kurz i pył, sprowadzony na niego przez bawiące się siostry. One to powinny zachować umiar. Krzywił pyszczek za każdym razem, gdy te dwie kulki tarzały się w ziemi. No jak tak można? To bardzo niehigieniczne! Kiedy odkrył cały żłobek i istoty, które tam urzędowały, w tym kociaki Gęsiego Pióra oraz jednego takiego Zawilca, który miał własną mamę, zaczął wyglądać poza ten teren. Wyjście ze żłobka kusiło go z dnia na dzień zwłaszcza, że tam było tak zielono! Codziennie wstawał na łapki i stawiał niepewne kroki. Miał trudniejsze zadanie od sióstr, ponieważ urodził się ze zdeformowaną łapką i musiał nauczyć się innego poruszania. Pierwsze dni były trudne. Ciągle się wywracał, ale nie tracił wiary i coraz lepiej poznawał swoje ciało. W końcu nauczył się nie iść, a kicać. Było to dość proste zagranie. Odbijał się tylną łapką, a przód swojego ciała opierał na przednich kończynach. W taki sposób dostosował swoje chodzenie, chociaż jeszcze brakowało mu do perfekcji. Szczerze to nawet nie dostrzegał tego, że jest inny. Tego dnia, gdy opuścił żłobek, by poznać otoczenie, zetknął się z roślinnami. Były to tak różnorodne okazy, że aż zaczął składować je na swoim posłaniu. Każda trawa, listek lub kwiatek, którego nie widział, a ich wygląd był odmienny od tych co zrywał, kończyła na sporym stosie. Były to jego skarby. Najbardziej jednak z tych wszystkich roślinek, podobały mu się kwiatki. Zachwycały go ich kolory. Takie intensywne. Co najpiękniejsze okazy dawał swojej mamusi. Widział jak bardzo sprawia jej to przyjemność. Był z siebie bardzo dumny!
Pewnego dnia dostrzegł cos innego niż rośliny. Była to nieznana mu kotka. Obserwował jak wkracza do obozu. Zapytał się mamusi kto to, ale ona sama nie wiedziała. Zdziwiło go to. Widząc jak czekoladowa somali (ticked) siada na polance i przygląda się z zafascynowaniem jego roślinką; No, bo to były jego roślinki. Sam tam chodził je zrywać, nikt inny, postanowił poznać koteczkę bliżej. Szybko urwał przed żłobkiem stokrotkę; w końcu mamusi się podobało jak dawał jej kwiatki, może i ta pani również się ucieszy? I niosąc ją w pysku, zbliżył się do nieznajomej.
- To dla ciebie psze pani - Położył kwiatek przed jej łapkami.- Jestem Trójka i pytam się ciebie, co robisz przy moich kwiatkach? - zrobił zacięty wyraz pyska, ale szybko się zmienił w kocią ciekawość - Wiesz jak się nazywają? Ja nazywam je kwiatkami, ale mają różne kolory i... i... muszą chyba mieć inne nazwy?
Wielkimi zielonymi oczkami przyglądał się kotce. Skoro tu była, musiała wiedzieć. Inaczej nikt, by tu nie przyszedł. Dla innych to tylko roślinki. I tylko pod ta nazwą je znają. A on... chciał poznać tą tajemnicę. Nie chciał czuć się tak jak te inne koty, obarczony niewiedzą. Chciał im pokazać, że wie coś, czego nie wiedzą. Czyli po prostu... Chciał być lepszy od tych wszystkich brudasów. No bo jaki szanujący się kot, nie myje się przynajmniej trzy razy dziennie?
- Jeżeli pani nie wie... to proszę odejść. I nie deptać po nich. Nie wolno tego robić.
<Strzyżyk?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)