BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żabi Skok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żabi Skok. Pokaż wszystkie posty

24 września 2021

Od Żabiego Skoku

 Każda kolejna śmierć przyczyniała się do tego, że traciła coraz więcej sił, stopniowo stając się słabą, starszą kocicą, której jedynym zajęciem było leżenie na mchowym posłaniu. Jedynie dzięki Różanej Słodyczy nie siedziała samotnie. Dawna uczennica była też jedynym kotem, którego dopuszczała do siebie starsza. To ona namawiała ją, żeby cokolwiek jadła, piła i zapadała w sen, mimo licznych sprzeciwów arlekinki. W takich chwilach kocica była naprawdę wdzięczna losowi, że przynajmniej nie odebrał jej Różyczki. Jednak świadomość, że to nastąpi prędzej czy później, wywoływała ciarki na całym jej ciele i jeżenie ogona. NIE, nie mogła być świadkiem kolejnej śmierci. Nie chciała patrzeć, jak ciało jej uczennicy zostaje zakopane na cmentarzu, jako jedno z wielu tamtejszych. Widok jej martwych ślepi był ostatnim, czego chciała doświadczyć za życia. 
Dni upływały w swoim zwyczajnym rytmie. Żabka nasłuchiwała krzątaniny panującej w obozie. Podekscytowanych uczniów, mentorów spieszących się na trening, wojowników zmierzających na patrol, narzekającego Potrójnego Kroku i płaczliwego Deszczowej Chmury, odgłosów zabaw kociąt. Promienie słońca Pory Nowych Liści wpadały do legowiska, zachęcając do wyjścia na zewnątrz, jednak im nie ulegała. Wraz z tą porą świat zdawał się odżywać, żeby następnie ponownie ją opuścić. 
Kotka położyła głowę na łapach, czując napływające do jej zmęczonych ślepi kolejne łzy. Odkąd zmarł Leszczynowa Bryza, jej serce całkowicie pękło i już nic nie było w stanie go posklejać. Ukochany był od niej młodszy, a jednak czerwony kaszel odebrał mu życie. Żabka była świadkiem jego ostatnich słów i wydanego oddechu. Na pogrzebie milczała, bolało ją serce tak mocno, że nie mogła złapać tchu. Nie miała już dla kogo żyć. Czuła się ciężarem dla klanu, nie mogła przecież polować i patrolować. Zabierała miejsce komuś, kto mógłby się przydać. Dlaczego czerwony kaszel nie mógł zabrać jej a zostawić Leszczynka? Dlaczego los musiał odebrać jej kolejnego kota, którego kochała? Arlekinka wiedziała, że Leszczynek ją obserwuje, wciąż trwając przy niej, tylko polując na Srebrnej Skórze. Pewnie niechciałby widzieć jej smutku, jednak jak mogła go nie odczuwać? Rozpacz odbierała jej zmysły, oddech, energię. Czuła się znacznie starsza, choć młodzieńcze księżyce z pewnością miała dawno za sobą.
Najgorsze były jednak noce, gdy śniły jej się koszmary, z których nikt nie mógł ją uwolnić. Budziła się z krzykiem, rozglądając po pustym legowisku, dawniej zamieszkiwanym przez jej bliskich. Teraz pozostała tylko ona, sama, jak ostatni liść zdobiący gałąź przed nadejściem Pory Nagich Drzew. Podczas dnia z kolei żyła wspomnieniami. Czasami zdawało jej się, że widzi Wróblową Gwiazdą, uśmiechającego się do niej szeroko. Widziała Miedzianą Iskrę, tulącą się do futra Iglastego Krzewu. Słyszała głosy Łasiczego Skowytu, Migoczącej Tafli, Ciężkiego Kroku i Słonecznej Myśli, wzywających ją na kolejny trening. Niekiedy Żabka wyobrażała sobie braci, z którymi ścieżka przeznaczenia ją rozdzieliła. Nigdy nie żałowała, że uciekła przed tyranią matki i trafiła do Klanu Wilka. Mimo wielu ciężkich momentów w swoim długim życiu, zaznała również wiele nadziei i satysfakcji. Klan Wilka był jej domem, za który kocica potrafiłaby oddać życie.
Wspominając młodzieńcze księżyce, zawsze natrafiała na widok zmasakrowanego ciała Chuderlawego Skowytu i wiele bezsennych nocy, które przeznaczyła na czuwanie nad jego grobem. Wspominała kocięce zabawy, a gdy jakiś świetlik wleciał do jej legowiska, Żabka podnosiła głowę i pozwalała mu usiąść na jej nosie. 
Miała 103 księżyce i pragnęła połączyć się z przodkami. Każdy znający Żabi Skok spodziewał się zapewne tej myśli. Kotka nie miała już siły żyć. Nie znajdywała żadnych radości na ostatnie księżyce swojego życia, dni upływały jej ponuro. Jedynie Różana Słodycz stanowiła przerwanie rutyny. Żabka była stara i tak się również czuła. Jej pyszczek pokryły siwe włoski, natomiast oczy zgasły, wiecznie pokrywał je smutek. Starsza wyobrażała sobie, jakie uczucie towarzyszy śmierci. Nie ukrywała, że bała się podążyć ku nieznanemu, ale z innej strony pragnęła ponownie ujrzeć swoich przyjaciół. 
I tak podczas nocy Zgromadzenia, kotka poczuła dziwny ucisk na całym ciele, który wybudził ją ze snu. Otworzyła jasnoniebieskie ślepia, spoglądając na okryte światłem księżyca legowisko. Wiatr wepchał do niego liść, który delikatnie opadł na podłoże. Chciała wstać i go zabrać, niestety ciało odmawiało jej posłuszeństwa. Nie czuła czucia w łapach. Jej oddech stał się cięższy. Żabka przerażona pragnęła uciec od tego uczucia. Czując, że nie ma szans wyrwać się z uścisku śmierci, pozwoliła sobie na uspokojenie. Właśnie tak miała skończyć - samotnie w legowisku. Jutro znajdzie ją jakiś uczeń, który przyjdzie z potrzebą wymiany mchu. Odbędzie się pogrzeb i spocznie zakopana pod ziemią, jak wiele kotów przed nią i po niej. Z jakiegoś jednak powodu, nie wywołało to niepokoju u kotki. Było rutyną, czymś znajomym. Starsza zamknęła oczy, łapiąc ostatnie chwile oddechu. Jej bok unosił się spokojnie, choć z każdym kolejnym uderzeniem serca, było jej coraz ciężar. Umierała ze starości, nie każdy mógł doczekać takiej śmierci.
Żabka nabrała ostatnie powietrze do płuc, wypuszczając je równie szybko. Czuła się jak ryba pozbawiona wody. Tak właśnie musiała czuć się zwierzyna na którą polowała przez czas wojowniczego żywota. Widocznie właśnie taka była wola przeznaczenia, pogodziła się z nią. Leżała na boku, świadoma każdego bicia serca. Zobaczyła przed sobą światło, usłyszała nawołujące ją głosy. Na pysku Żabki pierwszy raz od wielu księżyców pojawił się uśmiech, gdy opuściła swoje ciało i podążyła ścieżką Klanu Gwiazdy. 


Żegnaj, Żabko [*]
Zmarła w wieku 103 księżyców 

Od Żabiego Skoku CD. Potrójnego Kroku

 Wlokła się za medykiem Klanu Wilka, lecz w miarę im bardziej zbliżali się do cmentarzyska, tym jej wzrok przenosił się z łap na drogę, którą zmierzali w całkowitej ciszy, każdy pogrążony we własnych myślach. Kocur wskazał Żabiemu Skokowi ogonem świeżą mogiłę, a sam usiadł nieopodal, obserwując. Kotka nie zwróciła większej uwagi na jego spojrzenie, od razu przysiadując przy kopcu, pod którym leżała jej martwa przyjaciółka. Miedziana Iskra. Więc to nie był sen i kocica naprawdę odeszła polować z przodkami. Już więcej się nie zobaczą, nie porozmawiają. Ile Żabka oddałaby za wspólne polowanie, czy oglądanie gwiazd. Pozwoliłaby nawet przyjaciółce wtulić się w jej futro, choć nienawidziła dotyku. W jej oczach zebrały się łzy, więc pozwoliła im spaść na ziemię.
- Jak chcesz możesz z nią porozmawiać. Jestem pewien, że słucha - dał jej radę. 
Nie odwracała się do niego, jednak drobny gest jej uszu zdradził, że go słuchała. Skinęła lekko głową, wciąż pogrążona w żałobie. Spuściła głowę, pozwalając na chwilę ciszy. 
- Miedziana Iskro, dołączę do ciebie, obiecuję. Nigdy o tobie nie zapomnę. Jesteś dla mnie przyjaciółką, wyciągnęłaś mnie z wielu złych sytuacji. Jesteś tam szczęśliwa? 
Czy w Klanie Gwiazdy odnalazła spokój? Na pewno, w końcu złączyła się ponownie z rodziną. Żabka nie miała tam rodziny, jednak wiele bliskich kotów jej oczekiwało. Może Srebrna Skóra pozwoli jej zaznać szczęśliwa, które ciągle uciekało z jej łap, gdy udało jej się poczuć je dłużej. A może ponownie czeka ją tragiczny los?
Jeszcze kilkanaście uderzeń serca siedziała nad grobem Miedzianej Iskry, nim podniosła się na cztery łapy, podchodząc wolno do medyka, wciąż czekającego na nią. Zapewne chciał jej przypilnować, jednak Żabka nie była kociakiem i umiała o siebie zadbać. Była tchórzem, więc nie odbierze sobie życia, choć bardzo pragnęła tego w tej chwili. 
- Dziękuję za wszystko. - spojrzała w oczy kocura. - Dobry z ciebie kot. 
Nic więcej nie dodała. Ominęła medyka, żeby skierować się do obozu. Musiała odpocząć, mięśnie odmawiały jej posłuszeństwa, a dusza cierpiała piekielnie. Docierając do legowiska, od razu udała się na spoczynek. Niedługo później do legowiska wszedł Leszczynowa Bryza i mogła wtulić się w sierść ukochanego. Tej nocy nie miała snów. 

Od Żabiego Skoku CD. Wróblowej Gwiazdy (Brzasku)

 - Wróbelku, na pewno wszystko się dobrze ułoży. Pamiętasz przez ile ciężkich sytuacji przeszedł Klan Wilka? Jesteśmy niezniszczalni.
Trafiła. Ślepia lidera zaszkliły się.
- Chciałbym, żeby tak było - miauknął cicho. - Czasami mam wrażenie, że wszystko rozsypuje mi się w łapach. - Wysunął pazury i spojrzał na swoje łapy. - Od kiedy Świtająca Maska rzucił się na Leszczynka jest tylko gorzej. - Spojrzał w jej jasne ślepia. - Tak jakby… jakbyśmy już nie byli jednym klanem.
 

Stara kotka odłożyła stokrotkę na usypisko, jedno z wielu znajdująyh się na terytorium Klanu Wilka.  Często odwiedzała groby, żeby zostawić świeże kwiaty oraz modlitwę. Choć nie dane jej było pożegnać Wróblowej Gwiazdy, czuła przy sobie jego obecność i była pewna, że przyjaciel chciałby ją pocieszyć. Ale nie mógł. Zostawił ją. Kolejne nieszczęście zawisło nad Klanem Wilka.
Starsza odsunęła się od grobu, ostatni raz spoglądając na trzy leżące blisko siebie i należące do najbliższych jej kotów. Odwróciła się i pognała do obozu, czując słone łzy spływające po jej policzkach. Straciła widzenie, gnając znajomą ścieżką, z zamkniętymi oczami. Wpadła do obozu, od razu zamykając się w legowisku starszych, które zamieszkiwała sama. Cisza i ciemność nie były jej przyjaciółmi. Arlekinka zwinęła się w ciasną kulkę na swoim posłaniu, mocząc je w łzach. 
- Żabi Skoku, potrzebujesz czegoś?
Nie rozpoznała głosu, zbyt zajęta popadaniem w kolejną rozpacz. Ile jeszcze przejdzie jej nosić w sercu żałob? Czy Klan Gwiazdy musiał ją karać długim życiem? Żabka nie była najmłodsza i naprawdę pragnęła odejść z tego świata, żeby znowu znaleźć się u boku przyjaciół, rozpocząć łowy na Srebrnej Skórze. 
Zignorowała gościa. Usłyszała jedynie głośne westchnięcie, a potem dźwięk oddalających się kroków. Została sama. Nikt nie zwracał na nią uwagi, pozwolili jej pogrążyć się w rozpaczy. Naprawdę była za to wdzięczna. Zbyt wiele słyszała już słów pocieszenia. Świat był okrutny, Żabka chciała go opuścić, jednak była zbyt wielkim tchórzem, by targnąć się na własne życie. 

08 sierpnia 2021

Od Żabiego Skoku

 — Opofies cos, glupia stalucho? — Sosenka zmarszczyła nos, wpatrując się gniewnie w Żabi Skok. 
Kocica westchnęła niezadowolona. Kocięta wpadły do niej przed porą górowania słońca. Różana Słodycz musiała odpocząć, więc Żabka zgodziła się, żeby kociaki posiedziały trochę u niej. Jednak szybko jej stare łapy tego pożałowały. Najpierw berek, potem zabawa w chowanego, doszło do tego pilnowanie, żeby Sosenka nie uciekła z obozu. Mała była niezłym ziółkiem i trzeba było mieć oczy wokół głowy, żeby przejrzeć jej wszystkie zamiary. Zupełne przeciwieństwo cichego i grzecznego Chaberka. 
— Sosenko, są takie słowa jak "proszę", "dziękuję" i na pewno do grzecznych zwrotów nie należy wypominanie komuś wieku. — westchnęła arlekinka. 
Sosenka wystawiła język. 
— Glupi lisi bobek. Mas opofiedsieds bajke! 
Żabi Skok zmrużyła oczy. Szkoda, że nie była surowa. Mogłaby syknąć na młodą i wysłać do kąta. Jednakże takie zachowanie nie należało do charakteru Żabki. Ciekawe, jak Różana Słodycz radzi sobie z koteczką. Musi mieć naprawdę dużo cierpliwości. 
— Mogę ci opowiedzieć o tym, jak ptaszek wypadł z gniazda i rozbił sobie główkę. — miauknęła takim tonem, jakby była to była najlepsza opowieść na świecie. Żabi Skok nie umiała opowiadać bajek i nawet matka kociąt ją prosiła, żeby tego nie robiła, skończyłyby jeszcze z depresją. 
— Żabi Skoku, były grzeczne? 
Do legowiska weszła Różana Słodycz. Chaberek od razu do niej podbiegł, wtulając się w łapy kocicy. Sosenka prychnęła pod nosem. 
— Ona jest nudna! 
Żabka zerknęła kątem oka na małą. Nie miała siły do takich łobuzów. Wstała na równe łapy, ogonem popychając koteczkę do matki. Różana Słodycz podziękowała, po czym zabrała swoje dzieci. Mała rodzinka powróciła do żłobka. 
Żabi Skok westchnęła z ulgi. Dzień zmierzał ku końcowi. Wyjdzie po jakąś zwierzynę i będzie mogła położyć się spać. Miała dziwną ochotę na nornicę. Z tą myślą ostrożnie wychyliła się z legowiska starszych. 

Od Żabiego Skoku

 Starsza kotka powoli pokonała dystans dzielący legowisko starszych od kociarni. Bolały ją strasznie mięśnie i pewnie będzie musiała udać się do Potrójnego Kroku po jakieś lekarstwo, żeby mogła spokojnie zmrużyć oczy w nocy. Choć znając jej sny, pewnie znowu będzie miała spotkanie z koszmarem. 
Żabi Skok wsunęła głowę do żłobka. Oblał ją zapach mleka, oraz przyjemne ciepło, o które łatwo było podczas Pory Zielonych Liści. Kocica od razu dostrzegła swoją dawną uczennicę, zwiniętą na posłaniu z mchu i wełny. Różana Słodycz i Puszczykowy Krzyk, doczekali nareszcie dwójki kociąt. Wcześniejszą ciążę kotka straciła. Oboje po dłuższym czasie, gdy uznali, że są gotowi, postarali się o potomstwo. Tym razem udało się i Różyczka urodziła podczas burzliwej nocy.
Żabi Skok położyła uszy na łbie, gdy uświadomiła sobie, że jej uczennica płacze, wtulona w swoje posłanie. Puszczykowy Krzyk złapał czerwony kaszel. Odszedł do szeregów Klanu Gwiazdy. Podobnie jak Słoneczna Myśl i wielu innych pobratymców. A to nie był koniec epidemii, ofiar mogło być jeszcze więcej. Kotka wypuściła ze świstem powietrze. Ruszyła do młodej matki, siadając obok niej i ostrożnie dotykając ogonem. Różana Słodycz pociągnęła nosem, a następnie uniosła wzrok i wbiła zapłakane oczy w dawną mentorkę. 
— Chciałabym umieć cię pocieszyć. — szepnęła arlekinka. Wzięła głęboki wdech i pochyliła głowę, rozpoczynając mycie uszu karmicielki. Nienawidziła dotyku, rzadko się na niego zdobywała, a tym bardziej na taki gest. Jednak Różana Słodycz jej potrzebowała - tylko to miało znaczenie. Żabi Skok pozostanie przy niej. — Puszczykowy Krzyk obserwuje was z Klanu Gwiazdy. Nie chciałby, żebyś była w rozpaczy. 
— N-nie rozumiesz. Nie masz kociąt. Co mam im powiedzieć, gdy będą pytać o ojca? Puszczyk powinien być z nami, móc obserwować jak dorastają. Co ja bez niego zrobię? — kotka wtuliła się w pierś starszej. 
Mięśnie Żabki na moment się napięły, ale zmusiła się, żeby je rozluźnić. Położyła pysk na głowie czekoladowej szylkretki. 
— On również chciałby tego doczekać. Potrójny Krok mówił, że walczył z chorobą, jak prawdziwy wojownik. Wiesz, że nic nie można było zrobić. — miauknęła łagodnie. — Musisz być teraz silna dla swoich kociąt i dla niego. 
Różana Słodycz wciąż miała skąpane w łzach oczy, ale odsunęła się od starszej, spoglądając na nią chwilę, a potem przeniosła wzrok na własne potomstwo, wtulające się w jej brzuch. Ugniatały go miękkimi łapkami w poszukiwaniu mleka. 
— Jak się nazywają?
— To jest Sosenka. — wskazała na czarną bicolorkę. Następnie językiem przejechała po futerku kremowego z bielą kocięcia. — A to Chaberek. 
— Są piękne. — miauknęła Żabka, obserwując popiskujące maluchy. 
Później przyniesie zwierzynę dla Różanej Słodyczy. Nie mogła zastąpić Puszczykowego Krzyku, ale zrobi wszystko, co w jej mocy, żeby kocięta nie zaznały jego braku. 

Od Żabiego Skoku

 Czy Klan Wilka czymś zawinił? 
Dlaczego najgorsze zawsze spotyka nas? 
Żabi Skok wsunęła głowę z powrotem do legowiska starszych. Do środka wpadały promienie słońca, jedna żaden wiatr nie zdołał się przebić. Arlekinka spojrzała na kilka uderzeń serca na swoje łapy. Kiedyś pomyślałaby, że to ona przynosi nieszczęście swojemu klanowi. Może tak było, może nie, ale przynajmniej przestała dopuszczać to siebie taką możliwość. Byłaby zbyt bolesna, gdyż kocica bardzo kochała swój klan. 
Położyła się na grzbiecie, pyskiem do "sufitu". Leżąc tak, starała sobie odpowiedzieć na wcześniej zadan pytania. Odkąd nie chodziła na Zgromadzenia z uwagi na swoją rangę, nie wiedziała, co słychać w Klanie Burzy, Klanie Klifu i Klanie Nocy. Była jednak przekonana, że ich nie dopadła epidemia czerwonego kaszlu. Klan Wilka dużo wycierpiał, przez wiele musiał przejść, pokazując determinację, siłę i wolę walki, a jednak znowu los postanowił rzucić im kłodę pod łapy.
Lodowata Łapo, dlaczego nie uważałaś? 
Klan Gwiazdy skazał uczennicę na spalenie za to, że nie wyleczyła swojej poważnej choroby i tym samym spowodowała epidemię w klanie. Lodowata Łapa zachowała się lekkomyślnie, ale czy Klan Gwiazdy byłby w stosunku do niej okrutny? Wymierzanie kary powinno leżeć po stronie lidera. Zacisnęła mocno ślepia przypominając sobie śmierć Fasolowej Łodygi. A jednak nie zawsze. 
Słoneczna Myśl wkrótce umrze, a ja nic nie mogę zrobić. Znowu jestem słaba i bezsilna. 
Wszyscy uczniowie ją opuszczali. Łasiczy Skowyt, Migocząca Tafla, Ciężki Krok, a teraz Słoneczna Myśl. Wszystkich uczniów lubiła i o nich dbała. Cieszyła się z ich sukcesów. Śmierć każdego ją bolała. Nie umiała ich ochronić. 
Wbiła pazury w ziemię, gdy kolejne pokasływanie dobiegło gdzieś z zewnątrz. Kolejny zarażony kot. Kiedy to się skończy i Klan Wilka zazna wreszcie spokoju?  

Od Żabiego Skoku CD. Pierzastej Mordki

Żabi Skok leniwie bawiła się małym kamyczkiem. Turlała go raz w lewo, innym razem prawo, nie mając nic lepszego do roboty. Strasznie jej się nudziło. Codzienna rutyna starszego członka klanu, nie była dynamiczna jak wojowniczy tryb życia. Jednakże zapewniała spokój Żabce, którego ta potrzebowała po tylu ciężkich przeżyciach. 
Kotka nie spodziewała się dzisiaj odwiedzin. Klan Wilka zmagał się z czerwonym kaszlem, więc Wróblowa Gwiazda był straszliwie zajęty, natomiast Leszczynowa Bryza pewnie był na polowaniu. Starsza westchnęła. Wolałaby mieć kocura przy sobie. Obawiała się, że wkrótce się zarazi, a kolejnej straty bliskiego by po prostu nie przeżyła. Była słaba. 
Przymknęła oczy. Żabka była najstarszym kotem w klanie. Jej czas mógł w każdej chwili nadejść, czego pewnie każdy pobratymiec był świadomy. Kotka czuła dumę, że dane jej było żyć tak długo i poczekać spokojnej starości. Wiedziała, że gdy jej czas nastąpi, będzie na niego gotowa. Jednak nie łatwo zostawić ukochany dom i rodzinę,  nawet jeśli nie była biologiczna. Klan Wilka nią był i wszyscy przyjaciele - ci żywi i ci, których ścieżka dawno pokryta jest gwiazdami. 
Dźwięk kroków przy wejściu sprawił, że Żabcia zwróciła pyszczek w tamtym kierunku. Córka Miedzianej Iskry stała w "progu", jakby się wahała.  
— Ciociu? - miauknęła, podchodząc nieco bliżej znajomej kotki. — Wiesz.... jak... no wiesz.... radzisz sobie po Miedzianej Iskrze? Ja.... okropnie. Nie mogę spać. W dzień mam ochotę na takie wspaniałe spanko. Śnię o rodzinie niemal codziennie, szybciej się męczę. Czy to już starość? Jak się zachowuje starszyzna? Nie chcę już teraz rezygnować z polowań i patroli. To daje mi... nadzieję.
Doskonale rozumiała wojowniczkę. Strata Miedzianej Iskry dotknęła wiele kotów, jednak każdy inaczej sobie radził w obliczu tej tragedii. Najgorzej byłoby trwać w niej samej.  Pierzasta Mordka straciła rodziców, na świecie pozostało jej jedynie starsze rodzeństwo i klan. Starsza nie mogła się postawić na jej miejscu, jedynie współczuć, gdyż rozumiała okropne emocje towarzyszące młodszej. Nie umiała pocieszać, ale zapewnić obecność mogła.
Poklepała ogonem miejsce obok siebie i zaczekała, aż Piórko na nim usiądzie. 
— Czuję się tak, jakby ktoś chwycił moje serce i je rozerwał, podeptał, rozbił. Okropne uczucie i mogę cię zapewnić, że nie raz poczujesz taki ból. Twoja mama była mi bliską przyjaciółką i nigdy o niej nie zapomnę. Tak jak ty. Pamiętaj, że ona i twój tata, obserwują cię ze Srebrnej Skóry. Możesz wyczuć ich obecność w snach. — miauknęła najdelikatniej jak umiała. — Piórko, masz jeszcze przed sobą wiele momentów w życiu. Nie pakuj się tak szybko do starszyzny. Jeśli poczujesz się samotna, to możesz mnie odwiedzać. Tak bardzo urosłaś. 
Pamiętała, jak Piórko obdarowała ją kwiatami, gdy była jeszcze maluchem, przebywającym pod opieką Miedzianej Iskry. Żabi Skok przyszła wtedy powitać kociaki. Wspomnienie troskliwej przyjaciółki wywołało znowu rozpacz z norki. Kotka zamrugała, żeby odpędzić łzy. Wytarła nos. Musiała zmienić jak najszybciej temat. 
— Dalej masz swoją hodowlę kwiatków? — zapytała wojowniczki. 


<Pierzasta Mordko? Jeśli chcesz, to możesz odpisać i zakończyć> 

Od Żabiego Skoku CD. Wróblowej Gwiazdy

 Minęło już kilka księżyców, odkąd Żabi Skok przeniosła się do starszyzny. Starsza spędzała wszystkie dni w legowisku, skryta w najciemniejszym kącie, na swoim miękkim posłaniu. Czasami przyłapywała się na tym, że spogląda w stronę posłania Miedzianej Iskry i Iglastego Krzewu. Strata przyjaciółki wciąż pozostała dla niej ciosem, wymierzonym głęboko w serce. Jednak z upływem dni, kotka zdołała się z tym pogodzić i żyć celem, że pewnego dnia spotkają się na Srebrnej Skórze. Wtedy znowu będzie mogła usłyszeć głos i wyczuć słodki zapach swojej przyjaciółki. 
Spędzała dni samotnie. Jedyną przerwą od tego, było przynoszenie jej zdobyczy, czy ciekawskie kociaki zaglądające do środka, żeby usłyszeć jakąś opowieść. Żabi Skok była w tym naprawdę kiepska. Przecież nie opowie maluchom o beznadziejności życia, prawda? Zdecydowanie najlepszymi momentami były te, gdy Leszczowa Bryza i Wróblowa Gwiazda wpadali ją odwiedzić.
Akurat dzisiaj to bury przyszedł z wizytą. Żabi Skok uniosła pyszczek znad śniadania, dostrzegając ruch w wejściu do legowiska. Przywódca wsunął się do środka i posłał jej uśmiech. Odpowiedziała mu wdzięcznym spojrzeniem i ruchem ogona zaprosiła kocura do środka. 
— Cześć, Żabko. Jak się czujesz?
— Zdrowie mi dopisuje. Jak widzisz, właśnie jem posiłek. — miauknęła arlekinka, tęsknie kątem oka zerkając na niedojedzonego szpaka. — Cieszę się, że mnie odwiedziłeś. 
Podniosła się do siadu, otulając łapy ogonem i wpatrując się w swojego przyjaciela. Znała to spojrzenie. Wiedziała, że czymś się martwi i dlatego przyszedł. Może nawet, żeby się wyrwać od tego wszystkiego. Kotka westchnęła. W Klanie Wilka nie działo się najlepiej. Czerwony kaszel rozprzestrzeniał się coraz bardziej. Epidemia przyniosła już śmierć kilku pobratymcom. Należało uważać na każdym kroku. Wilczaki przeżywały mocno całą sytuację. Żabka również.
— Wróbelku, na pewno wszystko się dobrze ułoży. Pamiętasz przez ile ciężkich sytuacji przeszedł Klan Wilka? Jesteśmy niezniszczalni. — położyła swoją łapę na tej należącej do Wróblowej Gwiazdy.
Wierzyła, że kocur zostanie zapamiętany przez historię jako wielki przywódca. Wiele pokoleń Klanu Wilka będzie go wspominać i wszystkie tragedie, przez jakie walecznie przeszli. Co ich nie zabije, to na pewno wzmocni. 


<Wróbelku?> 

Od Żabiego Skoku CD. Potrójnego Kroku

 Kotka z piskiem rzuciła się na medyka Klanu Wilka.
— Co ty wyrabiasz? Złaź ze mnie!
Kocur widocznie zaczął panikować, że zrobi mu jakąś krzywdę, będąc pod wpływem kocimiętki. Jednak Żabka nie miała takiego zamiaru. Zaśmiała się wesoło, wyciągając ubłoconą łapę. Potrójny Krok był zdecydowanie zbyt czysty! Zaczęła smarować ciało medyka w błocie, nie dając mu się wyrwać, co nie było specjalnie trudne. Wreszcie, gdy zdobiły go śliczne szlaczki, kółka i wzory, mogła z zadowoleniem z niego zejść. Obserwowała, jak próbuje zmazać z siebie błoto, a jego pysk wykrzywia się we wściekłości. Zaśmiała się. Ten widok był komiczny. 
— Dość tego! Natychmiast się uspokój! 
— Dooobrze tato, a opowiesz mi bajkę do snu? — zrobiła słodkie oczy, nie zważając na rosnące zdenerwowanie i popsuty humor wnuka Iglastego Krzewu. Jeny, ten dopiero nie umiał w dobrą zabawę. 
— Bajkę? Przez ciebie moje piękne futro jest brudne! — skrzywił się. 
Kotka wywróciła oczami. Oj zdarzyło się, ale od początku mógł dołączyć do zabawy, a nie wycofywać się do legowiska jak smutas. Może on również powinien zażyć kocimiętkę? Wojowniczka ułożyła się na posłaniu, zamykając oczy i chowając nos pod ogonem. 
— Jutro powtórka, Trójeczko! 
Dość szybko zasnęła. Może nawet tak było lepiej. 

***

Nie pamiętała, co się wydarzyło tamtego dnia. Od razu po obudzeniu, Potrójny Krok kazał jej wracać do własnego legowiska. Wydawał się zdenerwowany, pewnie trafił mu się jakiś trudny pacjent. Kotka czuła się znacznie lepiej, jakby spadł jej na moment kamień z serca i zajęła się swoimi obowiązkami.

***

Miedziana Iskra nie żyła. Jej przyjaciółka naprawdę odeszła, zostawiając po sobie wspomnienia i ból straty. Żabi Skok nie pamiętała, jak długo płakała nad jej ciałem podczas ceremonii pogrzebowej. Jedynie wiedziała, że musiała zemdleć, bo zamiast obudzić się w legowisku wojowników, po otworzeniu oczu rozpoznała legowisko medyka. Żabka zamrugała kilka razy. Strasznie piekły ją oczu, w uszach szumiało, natomiast ciało bolało od wielu uderzeń serca stania. Kotka dostrzegła krzątającego się medyka. Jego pysk mówił sam za siebie. Również musiał przeżywać stratę Miedzianej Iskry. Arlekinka zwiesiła głowę, spoglądając na własne łapy i czując kolejne napływające do oczu łzy. Skuliła się, mocno otulając ogonem. 
— Skoro się lepiej czujesz, to wyjdź. Jestem zajęty. — chrapliwy głos medyka dotarł z trudem do uszu wojowniczki, która jedynie mocniej się skuliła. Jak miała się czuć lepiej?? No jak?? Kolejny raz straciła bliskiego kota. Kto miał być następny? Leszczynek? Wróbelek? 
— Zaprowadź mnie na jej grób. Chce zostawić kwiaty. — miauknęła bardzo cicho i chociaż nie brzmiało to jak prośba, w rzeczywistości nią było, a kotka ponownie się rozryczała. 


<Potrójny Kroku?>

Od Żabiego Skoku CD. Miedzianej Iskry

 Słuchała swojej przyjaciółki bardzo uważnie. Każde słowo Miedzianej Iskry, docierało prosto do uszu Żabiego Skoku, która musiała oddać się zadumie. Kocica miała rację. Z resztą zawsze tak było i dlatego arlekinka mogła zasięgnąć u niej porady, ufając jej bezgranicznie. Miłość Miedzianej Iskry i Iglastego Krzewu, również była owiana przeszłością, a jednak dwójka kotów kochała się mocno. 
Czy Pszenica chciałby, żeby Żabka ułożyła sobie życie z innym kocurem? Wojowniczka odbiegła wzrokiem. Nigdy jej nie odwiedził we śnie, mimo że wiele razy go wołała, a potem budziła się w nocy z krzykiem, bez widoku znajomej sierści. Pewnie chciał, żeby żyła dalej, nie bacząc na pamięć o nim. Poruszyła nerwowo ogonem. Nie umiała zapomnieć, ale mogła poszerzyć pamięć o nowe wspomnienia. 
— Myślisz, że Leszczynek mi wybaczy? — głos Żabki był cichy jak zawsze, ale biła z niego determinacja. 
Miedziana Iskra przybliżyła się do niej bliżej, posyłając jej delikatny uśmiech. Objęła przyjaciółkę ogonem. Żabi Skok spojrzała na nią oczekująco. Musiała zmrużyć oczy przez pierwsze promiennie wschodzącego słońca. 
— Już to zrobił. Wyjaśnij mu wszystko. Oboje zasługujecie na szczęście. 
Żabka podziękowała lekkim skinieniem głowy. Oparła głowę o miękką pierś swojej przyjaciółki. Obie wpatrywały się w słońce, którego promiennie wsuwały się coraz głębiej do obozu Klanu Wilka, witając nowym dniem budzących się pobratymców. 

***

Tej nocy nie przyśnił jej się żaden koszmar. Chłodny powiew wiatru i kusz na nosie, obudziło pogrążoną w krainie snów kotkę. Żabka ziewnęła szeroko, odsłaniając różowy języczek, przeciągając na szybko rozbudzone mięśnie. Przysiadła, przyglądając się budzącym wojownikom. Wkrótce w legowisku znowu zaczną rozbrzmiewać głosy. 
— Wyspałeś się, Leszczynku? — kotka zwróciła pyszczek na rudego wojownika. 
Obserwowała, jak się przeciąga. Wyglądał wtedy uroczo. Leszczynowa Bryza ponownie zajął miejsce na swoim posłaniu i uśmiechnął się do wojowniczki i odpowiedział na jej pytanie. Kotka przymknęła delikatnie oczy, rozkoszując się stukotem łap o ziemię. Z dziwnego powodu, dzisiaj jej to nie przeszkadzało. 
Zmarszczyła nos. Dziwne uczucie wciąż ją dręczyło. Mimo przespanej całej nocy i napełnionego brzucha, kotka miała ochotę zwinąć się w kłębek. Rozejrzała się po legowisku, jednak nie była przez nikogo obserwowana. O co więc mogło chodzić? 
W obozie zapanowało poruszenie. Coś jednak było nie tak. Kotka podniosła się ciężko na łapy. Z pewnością to jej ostatnie dni jako wojowniczki. Mięśnie i łapy odmawiały jej coraz częściej posłuszeństwa. Poza tym mogłaby wtedy więcej czasu spędzać z Miedzianą Iskrą. 
Kotka opuściła legowisko wojowników. Jej wzrok przesunął się na polanie. Widziała Wróblową Gwiazdę i chciała mu pomachać ogonem na powitanie, ale wtedy zobaczyła jago przybity wyraz pyska. Przesunęła wzrokiem dalej, dostrzegając dopiero w tym momencie tłum zgromadzony przed legowiskiem starszych. Mając złe przeczucia, Żabi Skok od razu pośpieszyła w tamtym kierunku.
Kilka kotów płakało głośno, inne w ciszy wpatrywały się w jakiś leżący kształt, dosłyszała także rozpacz Iglastego Krzewu. Przyspieszyła. Przecisnęła się przez tłum, przepraszając ich cicho, jednak głos uwiązł jej w gardle, gdy dostrzegła przyczynę stanu wszystkich zgromadzonych. Miedziana Iskra leżała na ziemi, z zamkniętymi oczami i uśmiechem na pysku, zupełnie jakby spała. Promienie słońca opadały na jej bok. Nie poruszał się. Żabka otworzyła szerzej oczy z nagłym strachem. 
— M-miedz? 
Przybliżyła się bliżej, trącając nosem policzek przyjaciółki. Był zimny. Ponowiła swój gest.
— M-miedz? N-nie wygłupiaj się, to n-nie jest ś-śmieszne. — nerwowo poruszyła ogonem.
Wpatrywała się intensywnie w przyjaciółkę, trącając ją co jakiś czas nosem, potem łapą, ale nie dało to żadnego efektu. Miedziana Iskra nie poruszyła się. W jasnoniebieskich oczach Żabiego Skoku, pojawiły się łzy, które hurtem zaczęły cieknąć po jej policzkach. Rozpacz kolejny raz zawładnęła ciałem kruchej kotki. 
— MIEDZIANA ISKRO! — wydarła się głośno, pierwszy raz od naprawdę dawna. Wtuliła pysk w sierść przyjaciółki, mocząc ją słonymi łzami. — MIEDZ! OTWÓRZ OCZY! MIEDZIANA ISKRO!
Ktoś próbował ją odciągnąć, jednak odwróciła się do niego i warknęła ostrzegawczo. Potem znowu wtuliła się w kocicę. Nie mogła uwierzyć, że Miedziana Iskra, jej najbliższa przyjaciółka, zostawiła ją. Teraz miała przemierzać gwiezdne ścieżki, obserwując bliskich z góry. Ale... ale ona powinna żyć! Móc porozmawiać z rodziną, klanem, przyjaciółmi... z Żabką! Wojowniczka nie mogła przestać płakać. Co ona zrobi bez Miedzianej Iskry? Nie wyobrażała sobie, że kiedykolwiek bliska jej kotka odejdzie. Owszem, miała swoje księżyce, ale Żabka miała nadzieję, że to ona pierwsza umrze i nie będzie musiała doznawać takiej straty. Bez Miedzianej Iskry życie znowu straciło kolory. 
Poczuła, że kolejny raz jej serce rozbiło się na kawałki. 
Żegnaj, Miedziana Iskro. Nigdy cię nie zapomnę. 

Od Żabiego Skoku CD. Leszczynowej Bryzy

 Wybranie się na samotne polowanie, okazało się naprawdę dobrym pomysłem. Arlekinkę zawsze ciągnęło do cichych miejsc. Pośród tłumów czuła się niepewnie i obco, wolała utrzymywać znajomości z małą grupą kotów, wówczas przynajmniej nie obawiała się, że palnie jakąś głupotę. Przez głowę kotki przebiegała setka niespokojnych myśli, każda złakniona uzyskania odpowiedzi. Tylko, że Żabce szło to strasznie opornie. Wojowniczka przedzierała się przez gęste krzewy, wysoką trawę, mknęła między drzewami zdobiącymi terytorium Klanu Wilka, uciekając od wszystkich zmartwień i wątpliwości.
Traf chciał, że będąc przy strumieniu, wyczuła znajomy zapach piszczki. Wojowniczka przystanęła. Wszystkie jej zmysły zaczęły pracować, marząc o upolowaniu stworzonka. Nornica wysunęła pyszczek zza zarośli, szukając widocznie pożywienia. Żabi Skok przypadła do odpowiedniej łowieckiej pozycji. Jej uszy drgnęły lekko, zaś skupienie idealnie wymalowało się na pyszczku, wzroku i w umyśle kotki. Czujność. To akurat umiała dobrze. Skupiła się na obserwacji stworzonka, mrużąc lekko jasnoniebieskie ślepia. Woń zdobyczy zachęcała do podjęcia szybkiej akcji, ale kotka wiedziała, że musi być cierpliwa. To przypomniało jej o ciężkich treningach z mentorem, gdy jeszcze była Żabią Łapą. 
Kotka podjęła się skradania. Ostrożnie, łapa za łapą, sunęła do swojego celu. Będąc blisko zdobyczy, wybiła się z tylnych łap. Prędko przycisnęła ją do ziemi, odbierając jej życie. Żabi Skok odetchnęła cicho, kierując wzrok na strumień. Szum wody odrobinę ją uspokoił. Obserwowała, jak obija się o niewielkie kamyczki. Zaczęła pragnąć wejść do strumienia i utopić się w jego chłodzie. Gdyby nie wynurzyła się na powierzchnie, wszystkie problemy mogłyby zniknąć raz na zawsze. Oderwała się od tego pomysłu, żeby zakopać złapaną piszczkę.
— Żabko!
Kotka uniosła uszy. Doskonale znała ten głos. Spojrzała momentalnie na truchtającą w jej stronę kocią sylwetkę. Rudzielec był ostatnim kotem, którego chciała widzieć. Znowu poczuła te same emocje, towarzyszące jej tamtego dnia, gdy kocur wyznał jej miłość. A ona pod naciskiem przeszłości uciekła. Spięła mięśnie, instynktownie pragnąć ucieczki. Nerwowo unikała go wzrokiem. 
— Wszędzie cię szukałem! — miauknął z uśmiechem, kiwając jej głową na powitanie — Chciałem tylko porozmawiać.
Spuściła głowę, wpatrując się we własne łapy. Miedziana Iskra mówiła, że powinna porozmawiać z rudaskiem. Wyjaśnić mu, co skrywa w serduszku. Westchnęła. Rozmawianie z kotami było takie trudne, a jeszcze gorzej, gdy czuło się coś więcej i nie umiało się tego opisać. Nigdy nie była dobra w słowach.
— Konkretniej to przeprosić. Nie chciałem tak wypalić z tym wszystkim... N-no... s-sama wiesz... — machnął łapą, próbując dobrać odpowiednie słowa — W-w każdym razie. Chciałem po prostu przeprosić, za całą tą niezręczną sytuację. Wiesz, j-jeśli c-ci wygodniej będzie, m-możemy o tym zajściu zapomnieć — zaproponował nieśmiało.
— T-to ja powinnam cię przeprosić. — miauknęła cicho, niemal piskliwie, podnosząc na niego jasnoniebieskie, pełne nieśmiałości spojrzenie. — N-nie powinnam uciekać. Ale nie wiedziałam, co o tym myśleć. Przeszłość jest dla mnie bolesna i nigdy nie sądziłam, że mogę ułożyć sobie piękną przyszłość. — zaszurała łapą po ziemi, próbując jakoś ubrać odpowiednio słowa. Wiedziała, że Leszczynowa Bryza słucha jej uważnie, jak zawsze, ale nie mogła poznać jego myśli. — Miedziana Iskra uświadomiła mi, że nie jesteś mi obojętny. I... i jeśli nadal chcesz, to chciałabym spróbować i zostać twoją partnerką. 
Posłała mu lekki uśmiech, chociaż od razu odbiegła wzrokiem na strumień. Serce biło jej jak oszalałe, a łapy mrowiły z oczekiwania i uczuć. Co postanowi Leszczynowa Bryza? Czy pisane im będzie szczęśliwe zakończenie? 


<Leszczynku? 💙>

21 czerwca 2021

Od Żabiego Skoku CD. Wróblowej Gwiazdy

 - Klanie Wilka! Niech wszystkie zdolne do samodzielnego polowania koty zbiorą się przede mną!
Żabka usiadła na tyłach grupy pobratymców, żeby nie rzucać się specjalnie w oczy i nie zająć komuś wygodnego miejsca. Swój wzrok wbiła w przywódcę. Wróbelek wyglądał tak dumnie na kamieniu przemówień. Idealnie.
- Dwa księżyce temu pożegnaliśmy troje wojowników, Wężowy Wrzask, Górski Szczyt i Śnieżny Puch - zamilkł. Wciąż tęsknił za swoim przyjacielem i uczniem, i wiedział, że tak już zostanie. - Wtedy też zabroniłem pojedynczo opuszczać obóz i polować na zające. O ile swój drugi zakaz podtrzymuję pod groźbą wygnania, tak uważam, że środki bezpieczeństwa podjęte po ucieczce Śnieżnego Puchu nie są już dłużej potrzebne. Wojownicy znów mogą samotnie opuszczać obóz. Oczywiście z rozsądkiem. - uśmiechnął się lekko. - To wszystko.
Zeskoczył z kamienia. Wśród wojowników rozniosły się szepty. Żabka nie przyglądała się wyrazom ich pysków. Sama jednak czuła ogromną ulgę. Złe czasy opuściły Klan Wilka. Będą mogli cieszyć się spokojem. Pytanie tylko brzmiało, jak długo on potrwa?
Wyczuła na sobie spojrzenie Wróblowej Gwiazdy. Skinął jej głową na powitanie i uśmiechnął się smutno.
- Myślisz, że to już koniec?
- Koniec wścieklizny. To powód do świętowania. - miauknęła spokojnie Żabka. Zmrużyła lekko oczęta. - Może również odejdą kłopoty. Przynajmniej na pewien czas. 
W tamtym momencie dwójce wilczaków wystarczyła taka odpowiedz. 

***

Żabi Skok poprosiła Wróblową Gwiazdę o rozmowę. Kotka nerwowo przebierała łapami w ziemi. Zrobiła kilka małych dołków w piasku. Nie mogła jednak przestać się stresować. Nigdy nie była zbyt dobra w mówieniu, a teraz to ona miała rozpocząć i poprosić przywódcę o przysługę. Wciąż również nie była pewna, czy postępuje właściwie. Klan Wilka potrzebował wojowników i chociaż kociaków nie brakowało, a uczniowie powinni wkrótce odbyć mianowanie, miała wyrzuty sumienia, że zostawia swoją rangę na rzecz spędzenia reszty swoich dni w starszyźnie. 
Długo myślała nad tą decyzją. Stawy coraz bardziej jej doskwierały, a pyszczek pokryły pierwsze siwe włoski. Była coraz bardziej zmęczona, mniej sprawna niż za młodu. Nie miała również ucznia, więc nic jej nie trzymało, żeby wraz z wiekiem dziewięćdziesięciu księżyców dołączyć do starszyzny. Stać się starszą.... to radość i ulga, że Klan Gwiazdy zapewnił jej długie życie i mimo wielu tragedii pozwolił dotrzeć do tego momentu. Spędziła w Klanie Wilka praktycznie całe życie i chociaż nie miała krwi swojego klanu, to właśnie tutaj był jej dom. I właśnie w tym miejscu zamierzała odejść polować z przodkami. Oczywiście gdy nadejdzie czas. Jeszcze chciała służyć swojemu klanowi. Ze smutkiem uświadomiła sobie, że nie opowie żadnych bajek kociakom, bo była w tym kiepska. 
Weszła do środka. W chłodnym legowisku czekała na pojawienie się lidera. Czyżby zatrzymał go śnieg w obozowisku? Kolejna Pora Nagich Drzew niosła ze sobą pewien trud, ale chyba już każdy był przyzwyczajony i jakoś ją znosił. 
- Cześć, Żabko. - odwróciła pyszczek w stronę burego. - Długo musiałaś czekać? 
Obdarzył ją uśmiechem. Żabka pochyliła głowę w szacunku. Owinęła ogon wokół łap, obserwując jak Wróblowa Gwiazda siada naprzeciwko niej. 
- Nie, dopiero weszłam. Dziękuję, że zgodziłeś się ze mną porozmawiać. Mam do ciebie ogromną prośbę, Wróbelku. - pozwoliła sobie zwrócić się do niego zdrobnieniem. Wróblowa Gwiazda nastawił uszu, więc kontynuowała. Wzięła głęboki wdech i szybki wydech. Teraz nie było odwrotu. - Chciałabym odejść do starszyzny. Dobrze się czułam służąc naszemu klanowi, trenując uczniów, wychodząc na polowania i Zgromadzenia. - urwała.
Na niektórych nawet zastępowała zastępczynię. To były te wspomnienia, które będzie miło wspominać. Wiele się wydarzyło dobrego, ale często o tym zapominała, pochłonięta we wszystkim, co złe. 
- Ale niestety mam już dziewięćdziesiąt księżyców. Łapy coraz częściej odmawiają mi posłuszeństwa. Starość nie radość. - westchnęła. - Nie masz nic przeciwko, jeśli udam się na odpoczynek? 


<Wróblowa Gwiazdo?>

07 kwietnia 2021

Od Żabiego Skoku CD. Potrójnego Kroku

- Żabi Skoku, powiedz mi... Ile to już trwa? - zadał pytanie.
Wojowniczka zdziwiona spojrzała na niego pytająco. Szybko naprostował, że miał na myśli jej smutek i poczucie beznadziei. Żabka skurczyła się. Już kilka sezonów, Potrójny Kroku miauknęła do niego w myślach. Nie odważyła się jednak wymówić tego na głos w obawie, że kocur wrzuci ją do dołu. A przecież Żabce nic nie mogła pomóc! Przyjaciele próbowali interweniować, jednak pełne bólu i rozpaczy życie miało swoje plany i arlekinka dawno przegrała walkę o spokój i szczęście. Skupiła się po prostu na obowiązkach wobec klanu, to pozwalało jej chociaż na chwilę skupić na czymś innym myśli, niż tułaczka pośród miliona z nich. Milczała zatopiona w własnych myślach.
Potrójny Krok westchnął. Ruszył do składziku. Kotka odprowadziła medyka wzrokiem. Co on kombinował? Wrócił dość szybko z kocimiętką, którą położył przed jej łapami. Zioło rozpoznała od razu, chociaż nie miała okazji go spróbować. Słyszała jednak o tęczowym stanie do jakiego doprowadzała. Ogon wojowniczki drgnął nerwowo.
- Może pomoże. - miauknął.
Chciał ją naćpać? Żabka zdziwiona otworzyła szerzej oczy. Kocimiętka nie mogła jej pomóc. Była o tym przekonana. Nic nie mogło. Kotka pokręciła głową nieprzekonana.
- No dalej. Spróbuj.
Potrójny Krok naciskał. Chyba jej nie wypuści, jeśli nie zje kocimiętki. Taką przynajmniej miała myśl wojowniczka. Westchnęła ciężko i niepewnie zjadła przyniesioną porcję. Nie spodziewała się właściwie niczego szczególnego. Z ulgą przyjęła dobry smak zioła. Aromat dotarł do jej nosa i wprawił w mruczenie, natomiast smak osiadł na języku. Kotka poczuła się jakoś… dziwnie. Odprężyła się.
- I jak? - dopytał trójłapy kocur.
Ciekawe, jak to było mieć tylko trzy łapy. Pewnie strasznie utrudniało to poruszanie. Żabi Skok spojrzała na własne łapy. Były całkiem śliczne. Poczuła na sobie spojrzenie medyka. Wbiła w niego jasnoniebieskie oczy.
- Dziwnie. - stwierdziła, mrużąc ślepia. Położyła uszy na łbie i wydała z siebie przeciągłe westchnienie. - Jestem dziwak. Ty też. Wszyscy są dziwni w tym zasranym świecie. - zaśmiała się nerwowo. 
Położyła się na ziemi, wbijając wzrok w “sufit”. Kręcił się, wirował… od kiedy był zielony? Zmarszczyła nos.
- Lubisz świetliki? Są takie piękne. Moi uczniowie nie chcieli ich oglądać. Tak jakoś wyszło. A teraz większość wącha kwiatki od spodu. - mruknęła, przechylając głowę tak, żeby kątem oka widzieć syna Nagietkowego Serca. - Wilcze Serce przyniósł zwierzynę. Tygrysek i Borsuczek nie były przekonane. Liście są dobre, wiesz? Smakują prawie jak nornica. Jadłeś kiedyś liście? - przeniosła się do siadu i postawiła uszy. - Przygasająca też cię kochała. Miałeś szczęście. Mnie matka nienawidziła.
Mamrotała już właściwie, co jej ślina na język przyniosła. Kotce kręciło się w głowie, ale było to całkiem odprężające i przyjemne. Kojące.
- Czasami chciałabym się przekonać, co czeka po drugiej stronie. - mruknęła. - Ale jeszcze nie nadszedł mój czas. Ej, wow,  Potrójny Kroku, chodź pobawić się w błocie. 


<Trójka?> 

Od Żabiego Skoku CD. Miedzianej Iskry

 Poznała ból straty i nosiła cierpienie na swoich barkach. Uważała, że każdy kot musi kiedyś kogoś stracić i że nie czyniło to wcale silnym. Kotka rozejrzała się smutnymi oczami po miejscu pochówków. Właśnie tutaj grzebali zmarłe koty. Wzrokiem szybko odnalazła Miedzianą Iskrę. Właśnie o znalezienie przyjaciółki jej chodziło. Żabi Skok musiała z nią porozmawiać albo jakoś podeprzeć na duchu. Wojowniczka straciła córkę, Kaczy Trzepot. Strata dziecka była dla niej ogromnym ciosem. Żabka wiedziała, że nie może pozostawić Miedzi samej sobie. Wzięłaby jej cierpienie i rozpacz na siebie. Żabi Skok nie chciała widzieć w takim stanie kotki, która dla niej była najlepszą przyjaciółką i czystym przykładem, że można z uśmiechem kroczyć przez życie, mimo częstych przeszkód na drodze. Był to jeden z powodów za które Żabka ją podziwiała. Ona sama nigdy tak nie będzie umieć.
Żabi Skok bez wahania ruszyła w kierunku wojowniczki. Kroki głucho odbijały się od ziemi. W miarę im zbliżała się bliżej, tym jej zapach stawał się bardziej wyraźny. Może to właśnie on zwrócił uwagę Miedzianej Iskry. Kotka odwróciła uszy do tyłu, ale nie odwróciła się.
- Oh, Żabko, to ty - westchnęła - szukałaś mnie?
W końcu jednak wstała i skierowała się w jej stronę, mocno wtulając się w jej sierść na szyi. Żabi Skok lekko napięła mięśnie. Nie przepadała za dotykiem. Powstrzymała się jednak od cofnięcia i łagodnie przejechała językiem za uchem przyjaciółki, pozwalając jej wtulić się w futro. Miedziana Iskra pociągnęła nosem. Żabka dostrzegła lśniące na jej policzku łzy. Mogła udawać, że nie płakała, ale arlekinki nie oszuka. Młodsza doskonale świadoma sytuacji, przycisnęła do siebie mocniej partnerkę Iglastej Gwiazdy, mrucząc przy tym uspokajająco.
- Pytanie jak się trzymasz, będzie nie na miejscu. Po prostu zostańmy w ciszy. - zaproponowała nieśmiało Żabka. Nie była dobra w pocieszaniu, ale musiała chociaż spróbować. - Ona obserwuje cię teraz ze Srebrnej Skóry i na pewno by nie chciała, żebyś długo za nią rozpaczała. - wyszeptała do ucha wojowniczki. 

***

Wróciła do obozu wraz ze wschodem słońca. Wraz z jaśniejącym niebem przekroczyła próg obozu i rozejrzała się czujnie. Pobratymcy jeszcze spali, więc nikt nie zauważył jej nieobecności. Po wyznaniu Leszczynowej Bryzy długo szwendała się po terenach Klanu Wilka. Na razie nie potrafiła spojrzeć rudemu kocurowi w oczy. Musiała się z tym wszystkim przejść, spróbować zebrać myśli i uspokoić tak wiele emocji.
Zdała sobie jednak z trudem sprawę, że sama nie da rady podjąć decyzji. Miała zbyt wiele “za” i “przeciw”. Nie jest łatwo posklejać złamane serce i pozwolić mu na nowo zabić szybciej z miłości. Nie była nawet pewna, czy jest to możliwe. Potrzebowała rozmowy z Miedzianą Iskrą. Przyjaciółka była zakochana, miała rodzinę, musiała umieć doradzić Żabce. Miedź dobrze znała Żabkę, były praktycznie nierozłączne. Tyle razy przyjaciółka jej pomogła, że pewnie nie odmówi zrobienia tego ponownie.
Z tą myślą wojowniczka skierowała swoje kroki do legowiska starszyzny. Włożyła głowę do środka. Starszyzna i Fasolowa Łodyga jeszcze smacznie spali. Żabka ostrożnie weszła do legowiska. Każdy jej krok był ostrożny i cichy. Nie chciała się tłumaczyć tak wczesną wizytą. Podeszła powoli do Miedzianej Iskry. Trąciła przyjaciółkę kilka razy nosem. Starsza zamrugała kilkukrotnie, żeby odpędzić resztki snu. Przeniosła zdziwione i zaniepokojone spojrzenie na Żabkę.
- Muszę z tobą porozmawiać. - szepnęła arlekinka. Głową wskazała na wyjście. Rozumiała, że Miedziana Iskra musi się dobudzić. Zamierzała przeczekać na zewnątrz.
Usiadła przed legowiskiem starszyzny. Chłodny wiatr muskał jej pyszczek, zmuszając kotkę do przymknięcia oczu. Nie musiała długo czekać na Miedzianą Iskrę. Kotka wynurzyła się kilkanaście uderzeń serca później.
- Co się stało? - spytała zmartwiona.
Żabka posłała jej skrępowane spojrzenie. Zaszurała łapą po ziemi tworząc małe kółka w piasku. Ogonem wskazała na wyjście z obozu. Nie chciała tutaj mówić, ściany miały uszy. Płowa bicolorka nie protestowała. Uszanowała prośbę Żabki. Obie ruszyły do wyjścia, a teraz skierowały się głębiej w terytorium Klanu Wilka. Szły ramię w ramię, żadna się nie spieszyła. Siostra Lwiej Gwiazdy zrównała oddech i otworzyła pyszczek, przy okazji podchwytując zapachy zwierzyny. Nie wybrały się jednak na polowanie. Gdy uznała, że znalazły się dość daleko od obozu i nikt ich nie usłyszy, przysiadła w cieniu jednego z większych drzew. Wbiła jasnoniebieskie oczy w przyjaciółkę, która usiadła naprzeciwko niej, otaczając ogon wokół łap.
- Leszczynowa Bryza wyznał, że mnie kocha. - zaczęła, lekko się przy tym rumieniąc. Po chwili do jej oczu napłynęły łzy. - Nie wiem, co robić. 


<Miedziana Iskro? Ktoś tutaj potrzebuje porady>

Od Żabiego Skoku CD. Leszczynowej Bryzy

 Ból straty jest zbyt potężny, żeby łatwo było go odpędzić, a serce pokryte żałobą zdaje się pękać na milion kawałeczków. Żabi Skok doskonale znała tą rozpacz. Wraz z upływem sezonów dała radę wstać na równe łapy i wykonywać swoje obowiązki z determinacją i wiernością. Smutek w jej oczach jednak nigdy nie przeminął. To była wyróżniająca się cecha wojowniczki Klanu Wilka. Niemal wszyscy pobratymcy zdołali ją taką poznać. W swoim sercu niosła wiele zmartwień. Jedne były większe od drugich, ale wszystkie tak samo miały znaczenie w kształtowaniu jej charakteru i utrzymaniu nastroju kotki.
Co teraz czuła? Ulgę. Ogromną ulgą przechodzącą przez każdy skrawek jej ciała. Kroki kotki lekko stąpały po ziemi, gdy zmierzała w umówione miejsce. Dopiero w miarę im zbliżała się bliżej, tym stawały się ciężkie pod natłokiem wspomnień. Wojowniczka zatrzymała się w umówionym miejscu. Czekała cierpliwie na pojawienie się przyjaciela.
Leszczyna Bryza wrócił do klanu. Tamtego dnia Żabi Skok nie mogła wyjść z szoku i zadowolenia. Wrócił. Obawiała się w pewnym momencie, że zginął z łap grupy Stwórcy. Nie odwiedził jej nigdy w snach ani nie dał znaku życia, odnalazł jednak swój dom i na nowo stał się częścią Klanu Wilka. Powitała go z tęsknotą. Jedno zmartwienie całkowicie zniknęło. Leszczynek był zdrowy, dobrze odżywiony i szczęśliwy. To wywołało u niej swego rodzaju wzruszenie. Tym razem nie pozwoli mu zniknąć.
Leszczynowa Bryza pojawił się na miejscu. Ogon Żabiego Skoku poruszył się lekko po ziemi. Zwróciła jasnoniebieskie oczy w jego stronę.
— Cieszę się, że jesteś… — miauknął cicho, siadając obok. Przymknął ślepia, gdy zaszczycił go szeroki, jednak nieśmiały uśmiech. — Dla ciebie — dodał zaraz pospiesznie, kładąc u łap bukiet kwiatów. Wydobył z nich zaraz biały kwiatek o żółtym środku, po czym ułożył go za uchem, wplatając w futerko.
— Chciałeś o czymś porozmawiać, prawda? — spytała nieśmiało.
Cierpliwie czekała na odpowiedź wojownika. Nie poganiała go. Pozwoliła rudemu kocurowi na zastanowienie, zebranie myśli, uspokojenie. Wydawał się zestresowany. Czyżby wydarzyło się coś złego? Niepokój uderzył w arlekinkę.
— J-ja po prostu… — zrobił łapką kółko na trawie, kontynuując — Jesteś dla mnie bardzo ważnym kotem. Przez cały czas jak byłem d-daleko o-od domu… Myślałem o-o tobie. Twój uśmiech, miękkie futerko, piękne oczy…
Zatrzymał się na moment. Żabi Skok poruszyła się nerwowo w miejscu. Gdyby nie futro zapewne widać byłoby rumieńce. Chyba nigdy nie przyzwyczai się do komplementów, chociaż były bardzo miłe.
— To wszystko dawało mi motywację, by wrócić… Dopiero będąc tak daleko od ciebie, od klanu wilka… z-zrozumiałem, ile dla mnie znaczysz… Gdy Gęsie Pióro przyszła do mnie we śnie, mówiąc, że nic wam nie jest… czułem niewyobrażalną radość. Szczęście aż ze mnie kipiało, łapy paliły żywym ogniem. Ja… ja chciałem znaleźć się już przy tobie. Znowu zobaczyć twój uśmiech, chcę wywoływać u ciebie jedynie radość i szczęście — zamruczał cicho, uśmiechając się do siebie. Widząc jednak zdziwienie na mordce, kontynuował. — Kocham cię, tak zupełnie szczerze. Nie oczekuję, że odwzajemnisz moje uczucia, chcę po prostu, żebyś wiedziała jak dla mnie ważna jesteś. Po prostu cię kocham, Żabko — zakończył, czując nieprzyjemne mrowienie. Stres powoli zaczął brać górę.
Zdębiała. Leszczynowa Bryza… wyznał jej miłość?  Nie mogła się przesłyszeć. Dla pewności wpatrywała się jednak w kocura szukając odpowiedzi w jego oczach. Kochał ją. Nigdy by nie pomyślała, że Leszczynek może czuć do niej coś więcej niż przyjaźń. Wspomnieniami uciekła do wszystkich chwil spędzonych razem, do tylu kwiatów ofiarowych w prezencie - dalej trzymała je w swoim legowisku.
Była świadoma każdego uderzenia serca. Czas nie mógł zatrzymać się w miejscu i pozwolić jej zebrać myśli, które z szaleńczą siłą zmieniały co jakiś czas swój rytm. Żabi Skok spuściła wzrok, spoglądając teraz na własne łapy.
Czy Leszczynowa Bryza mógłby stać się dla niej partnerem?
Nie mogła odczytać myśli kocura, ani jego pragnień. Czekał jednak cierpliwie na odpowiedź kotki, nie kładąc na nią nacisku, za co była mu wdzięczna. Znali się z Leszczynkiem kilkanaście księżyców. Nie było wątpliwości, że stanowili duet przyjaciół. Nadal pamiętała jak kocur ją pocieszył… i jak ona uratowała mu życie. Oh, zdecydowanie wiele mogłaby wymienić! Ciche westchnięcie wydobyło się z jej pyszczka. Może wcale nie różnili się tak bardzo od siebie? Oboje stracili bliskie koty, a nadal trzymali się na łapach i wykonywali swoje obowiązki z należytą precyzją.
Serce zabiło jej szybciej. Od wielu sezonów nie usłyszała, że ktoś ją kocha. W ogóle to słowo było w jej przypadku rzadkością. Kojarzyło się Żabce z czułą, bezpieczną przystanią. Szkoda tylko, że tak rzadko można było je  usłyszeć, gdyż takie wypowiedziane szczerze i z uczuciem, dawało największą siłę.
Więc dlaczego się wahała, zamiast rzucić się w ramiona wojownika i podziękować, że na nowo rozbudzić w niej tak zapomniane i skrywane emocje? Widok zakrwawionego ciała znowu stanął przed jej oczami,  a w uszach rozległ się złośliwy śmiech matki. Nie zasługiwała na miłość. Straciła Chudzielca, przynosiła nieszczęście, nie mogła pozwolić zginąć również Leszczynkowi. Mimo upływu sezonów tęsknota, rozpacz i wyrzuty sumienia, wywołane śmiercią Chuderlawego Skowytu, wciąż pozostały silne. Czy mogła pokochać drugiego kocura równie mocno?
Postanowiła przemyśleć to wszystko, przespać się z tym. Nie mogła podjąć decyzji zbyt szybko, ani nie mogła jej żałować. Po prostu niektóre sprawy wymagały dokładniejszego przemyślenia. Musiała poradzić się Miedzianej Iskry. Żabka powoli uniosła pyszczek, wbijając ponownie spojrzenie w Leszczynka.
— Przepraszam, ale ja… ja muszę to przemyśleć. — miauknęła wojowniczka.
Odwróciła się i zaczęła odchodzić. W miarę im się oddalała, tym więcej łez zbierało się w jej oczach. Ciekły po policzkach wraz z rytmem kroków. Wreszcie znalazła się dość daleko, żeby puścić się biegiem. Na razie nie mogła wrócić do obozu. 


<Leszczynowa Bryzo? możesz zrobić skip jeśli chcesz>

25 marca 2021

Od Żabiego Skoku CD. Wróblowej Gwiazdy

 - ...Wróbelku? 
Żabi Skok przekroczyła próg legowiska lidera. Zawahała się dostrzegając, że kocur dopiero się obudził ze snu. Cofnęła się o krok, zastanawiając, czy powinna mu przerywać. Może miał inne sprawy na głowie? Mimo wszystko arlekinka wolała mieć pewność, że przywódca dobrze się czuję. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby coś mu się stało. Żabka dobrze wiedziała, że łatwo jest pogrążyć się w swoich problemach. Zwłaszcza wtedy, gdy nosiło się na swoich barkach ciężar i obowiązki.
Jasnoniebieskie ślepia spoglądały na niego z troską.
- Lepiej się czujesz?
Uśmiechnął się, widząc zmartwiony pyszczek wojowniczki. Skinął głową.
- Tak, już w porządku. Dużo lepiej niż wcześniej.
Odetchnęła z ulgą. Czyli niepotrzebnie się martwiła. Z tej niepewności nie mogła zmrużyć oka. Przynajmniej o tyle dobrze, że od wielu księżyców nie bała się ciemności. Przestały ją dręczyć koszmary, więc mogła spokojnie przesypiać noce. Czasami tylko się budziła i nasłuchiwała oddechów wojowników. Wtedy czuła się mniej samotna.
- Dziękuję, Żabko - miauknął, patrząc w wiecznie smutne ślepia wojowniczki. - Że jesteś.
Kotka zastrzygła uszami. Takiego wyznania się nie spodziewała. Zrobiło jej się  miło na sercu.  Ktoś się cieszył, że była obok. Uśmiechnęła się lekko. Trwało to chwilę, ale zawsze coś, prawda? Uważniej przyjrzała się kocurowi. Wydawał się spokojny i wyspany. To była dobra wiadomość. 
- Od tego są przyjaciele. - miauknęła nieśmiało, szurając przednią łapą po ziemi. - Martwiłam się o ciebie, ale teraz mogę być spokojniejsza. 
Pochyliła głowę przed Wróblową Gwiazdą na pożegnanie. 

***

Wścieklizna. Tego jeszcze w Klanie Wilka nie było. Śmiertelna choroba wywołała strach wśród wilczaków. Ich częstym posiłkiem nie były może króliki, ale śmierć dwójki pobratymców już była powodem do niepokoju i unikania tych piszczek. Do tego Śnieżny Puch wciąż przebywała na wolności, poza obozem, a niosła zagrożenie dla swoich pobratymców. Choroba musiała odbierać logiczne myślenie. 
Żabi Skok drgnęła na samą myśl, że mogłaby takową chorobą się zarazić. Na razie jednak wszystko było dobrze i wojowniczka cieszyła się zdrowiem, mimo swojego wieku. Do najmłodszych nie należała, ale wciąż miała siły służyć klanowi. Sama nie mogła opuszczać obozu przez zakaz Wróblowej Gwiazdy, ale również własną obawę przed agresywną kotką. Zgłosiła się do patrolu i o dziwo, udział w nim brał również przywódca. Widocznie bury kocur musiał rozprostować łapy. Ileż to można przebywać w obozie! 
Żabi Skok przysiadła przy wyjściu z obozu, wpatrując się w idącego w jej kierunku Wróblową Gwiazdę. Towarzyszył mu jego uczeń, Pokrzywowa Łapa. Ślepy na jedno oko kocurek paplał coś wesoło do swojego mentora. Z tej odległości nie mogła jednak usłyszeć, o co chodziło. W skład patrolu wchodziła również Różana Słodycz, dawna uczennica Żabiego Skoku. Mentorka postanowiła do niej zagadać. 
- Między tobą a Puszczykowym Krzykiem dobrze się układa? 
Różana Słodycz wyrwała się z obserwacji żłobka i przeniosła radosne spojrzenie na Żabkę. Wąsy lekko jej drgnęły, pysk rozchylił się w uśmiechu. Żabi Skok lubiła entuzjazm swojej wychowanki. Potrafił pocieszyć niejednego ponuraka. 
- Jest cudownie. Puszczyk bardzo się stara - miauknęła Różyczka. 
Żabka przekrzywiła na chwilę łebek. Różana Słodycz i Puszczykowy Krzyk byli partnerami już od kilku księżyców. Arlekinka pamiętała początek ich znajomości oraz tragiczny dzień, gdy ich potomstwo musiało zostać usunięte, żeby uratować Różaną Słodycz. Oczywiście Żabka była ciekawa, czy po tej tragedii będą się starać o miot, czy może odpuszczą starań. Ugryzła się w język. Nie chciała ranić Różyczki. Taka delikatna istota nie powinna zostać naznaczona żadną skazą. 
- A co u ciebie, Żabi Skoku?
Siostra Lwiej Gwiazdy poruszyła lekko koniuszkiem ogona. 
- Całkiem całkiem. 
Odgłos kroków stał się głośniejszy. Do obu kotek napłynęły wonie Wróblowej Gwiazdy i Pokrzywowej Łapy. Żabi Skok kiwnęła głową ich dwójce na powitanie. Właściwie patrol mogli uznać za rozpoczęty. 
- Przepraszamy za spóźnienie. - Wróblowa Gwiazda posłał im uśmiech. 
- Nic się nie stało! Dokąd najpierw? - Różana Słodycz wstała na równe łapy. 
Patrol miał poprowadzić Wróblowa Gwiazda, jako najwyższy rangą. Żabi Skok ruszyła spokojnym krokiem za synem Wilczego Serca. Od razu po przekroczeniu progu obozu, wszystkie jej zmysły zrobiły się czujniejsze. Rozejrzała się wokół, nasłuchując i węsząc, podczas gdy Różana Słodycz, Pokrzywowa Łapa i Wróblowa Gwiazda coraz bardziej się oddalali. Żabka w pewnym momencie dostrzegła, że znalazła się dość mocno w tyle. Westchnęła cicho i przyspieszyła kroku. 
Niespodziewanie ostry zapach śmierci dotarł do jej nosa. Zatrzymała się. Otworzyła pysk, żeby się upewnić i tym samym lepiej podchwycić woń. Tak, to na pewno był zapach śmierci. Znała go bardzo dobrze. Nie był przyjemny, ale przynajmniej mocny. Ruszyła tropem. Nie musiała odchodzić daleko. Po ominięciu kilku drzew stanęła jak wryta. Oczy Żabki otworzyły się szerzej z przerażenia i szoku. Ogon lisa przed nią leżało bezwładne ciało. Rozpoznała od razu Śnieżny Puch. Kotka leżała z szeroko otwartymi oczami. Jej bok nie unosił się w rytmie oddechu, natomiast z pyska ciekła piana. Żabi Skok przełknęła głośno ślinę. Teraz matka Deszczowej Łapy polowała z Klanem Gwiazdy i będzie obserwowała swoich pobratymców ze Srebrnej Skóry. Zginęła przez chorobę. 
- Żabi Skoku? 
Usłyszała głos Wróblowej Gwiazdy. Zauważyli jej zniknięcie. Kotka wycofała się do tyłu, żeby znaleźć swoich towarzyszy i zaprowadzić ich do ciała zmarłej wojowniczki. Musieli ją godnie pochować. 
- Znalazłam Śnieżny Puch. Nie żyje. - mruknęła, zatrzymując się przed Wróblową Gwiazdą, z zaniepokojonym wyrazem pyszczka. Ogonem wskazała mu kierunek. 


<Wróblowa Gwiazdo?> 

5 pkt

18 lutego 2021

Od Żabiego Skoku

 Kotka zatrzymała się o kilka lisich skoków od granicy z Klanem Klifu. Westchnęła cicho, zanim otworzyła pyszczek, chłonąć zapachy unoszące się w powietrzu. Poza zwierzyną wyczuła również mocną woń klifiaków. Żabka rozejrzała się czujnie dla pewności, że żaden intruz nie przekroczył granicy i nie próbuje swoich sztuczek. Nie widziało jej się obserwowanie, jak członkowie klanu Berberysowej Gwiazdy kradną zwierzynę Klanu Wilka. Wróblowa Gwiazda zapewne również nie byłby zadowolony. Na szczęście do takiej sytuacji nie doszło. 
Żabka miała już zawracać. Zostawiła Słoneczną Myśl, Bystrą Wodę i Raniuszkowy Dziób z tyłu. Oni mieli rozejrzeć się jeszcze dla upewnienia po terenie i dopiero wtedy do niej dość. To nie tak, że musieli się rozdzielać, ale Żabka uznała, że to będzie szybszy sposób i nie ukrywając niósł też sporą zaletę - trochę czasu dla siebie, czyli samotność. Arlekinka po wyleczeniu wyczerpania, czuła się pełna siły do działania i często prosiła Borsuczy Krok o wypuszczenie jej na patrol. Bez ucznia miała o wiele więcej czasu, który zwykle spędzała na narzekaniu, filozofowaniu o różnych problematycznych sprawach, na patrolu łowieckim bądź granicznym, albo po prostu na rozmowie z przyjaciółmi. Nie czuła już takiego strachu przed nocą i czasami zdarzyło jej się u boku Miedzianej Iskry obserwować gwiazdy, bezpiecznie dotykając bokiem jej futra. Ciekawe jak długo potrwa ten stan. 
Do nosa kotki nieoczekiwanie doleciał smród dymu. Wszystkie mięśnie kotki instynktownie się napięły. Wbiła pazury w ziemię. Jej wzrok wyłapał dym, dochodzący z terytorium Klanu Klifu. Musiał wybuchnąć pożar. Wojowniczka zjeżyła futro na samą myśl o płomieniach. Biedny Klan Klifu. Podobną sytuację miał przecież Klan Burzy i stracili przez to dom na kilkanaście wschodów słońca. A co jeśli czeka to również Klan Wilka? Pokręciła głową, odwróciła się i odbiegła poszukać patrolu. Raczej lepiej nie zapuszczać się w tą okolicę oraz zdać raport zastępczyni. Na następnym Zgromadzeniu, które zbliżało się ogromnymi krokami, zapewne dowiedzą się więcej. 

Od Żabiego Skoku CD. Potrójnego Kroku

 Sen przyniósł ukojenie. Zmęczone ciało wojowniczki mogło zaznać długo oczekiwanego  odpoczynku. Zregenerować się. Pierwszy raz od dawna dłużej spała, upojona ziarenkami maku. Nie śniły jej się żadne koszmary, więc nie wyrywała się z sennej krainy. Czuła cudowny spokój. Bok kotki unosił się w rytm oddechu. Ten stan w pewnym momencie został przerwany. Żabka zamrugała kilka razy ślepiami, wyrywając się ze snu. Kotka ziewnęła, odsłaniając różowy języczek. Chyba będzie musiała poprosić medyka, żeby dał jej kilka tych ziarenek na zapas. Będzie mogła przesypiać spokojnie noce i nie budzić innych wojowników swoimi chaotycznymi ruchami. 
Kotka kątem oka dostrzegła, że słońce prawie zaszło. Musiała długo spać. Zmrużyła oczy i lekko się skrzywiła. Będzie musiała to następnego dnia odrobić. Uh, była taka bezczynna! Dostrzegła Potrójny Krok, pochylonego nad ziołami, które oddzielał od siebie.
- Obudziłaś się - miauknął do wojowniczki, widząc wbity w niego wzrok.
- Tak. Dziękuję. Czuję się lepiej. - miauknęła rozciągając się. 
Usłyszała cichy trzask własnych kości, gdy tylko się przeciągnęła. Starość zbliżała się ogromnymi krokami. Jeszcze sporo czasu upłynie zanim trafi do starszyzny, a jej pyszczek pokryją siwe włoski. Ta myśl była tak dziwna, że mięśnie kotki instynktownie się napięły.
Miała już spytać wnuka Iglastego Krzewu (dalej nie mogła się przyzwyczaić do nazywania go inaczej niż Gwiazdą) czy może już iść. Nie chciała być dla niego zbyt dużym problemem. Już i tak zajęła mu dużo czasu.
- Słyszałem, że też miałaś problemy z umysłem. W sensie... ten cały smutek, który ciąży ci jak kłaczek w gardle. To poczucie beznadziejności, brak chęci do życia... Nadal to odczuwasz?
Tego się nie spodziewała. Otworzyła szerzej oczy. Czy cały klan wiedział o jej problemach? Do widoku smutnej Żabki już raczej każdy przywykł, kotka praktycznie się nie uśmiechała. Nie można jednak było jej zarzucić, że była cieniem w klanie, gdyż swoje obowiązki wykonywała i chętnie trenowała uczniów. Przy przyjaciołach była bardziej otwarta. Ból raczej nigdy nie minie. Ale.... Żabka naprawdę nie spodziewała się takiej bezpośredniości ze strony Potrójnego Kroku. Kocur raczej nie wiedział co przeszła i co uczyniło ją taką nerwową kulką. I lepiej żeby nie wiedział.
Żabi Skok położyła uszy na łbie i skuliła się lekko. 

- Ja.... no.... życie jest po prostu beznadziejne. Często rani i doprowadza do rozpaczy. Raz jest lepiej, żeby w pewnym momencie wszystko się popsuło. Smutek.... już tak do niego przywykłam. Nie ma lekarska, które jest w stanie zwyciężyć ból. - miauknęła kotka. Przyjrzała się uważnie kocurowi. - Widzę po tobie, że również zaznałeś cierpienia. Podobno to czyni silnym.... ale ciężko w to uwierzyć. 


<Potrójny Kroku?>

Od Żabiego Skoku CD. Skrzącej Łapy (Skrzącej Nadziei)

 Skrząca Łapa spostrzegła prześlicznego niebieskiego kwiatka. Bez zastanowienia zerwała go i podeszła do Żabiego Skoku. Niepewnie włożyła kwiatek w sierść kotki a uchem. Uczennica uśmiechnęła się do wojowniczki i spojrzała na nią nieśmiało. W oczach arlekinki odbiło się zdziwienie, gdy Skierka się skuliła. Żabka musnęła jej bok koniuszkiem swojego ogona. 
- Dziękuję za podarunek. 
Kwiatek naprawdę był śliczny i pasował do starszej kotki. Wczepiony za uchem dobrze się prezentował i dodawał uroku wojowniczce. Zamierzała go zachować. Lubiła przechowywać pamiątki. Wtedy, oglądając je i pilnując, czuła się po prostu lepiej. Jakoś tak. Taki cień radości, że ktoś o niej pamięta. Z wdzięcznością skinęła głową Skrzącej Łapie, a potem dała młodszej znać i obie z powrotem ruszyły w dalszą drogę. Ich kroki rytmicznie odbijały się o podłoże, zrównały ze sobą tempo. 

***

Cisza odbijała się w uszach Żabki. Kotka westchnęła ciężko. Myśli - zbyt wiele wirowało ich w głowie arlekinki. Podczas tak spokojnych poranków, zwykle dawała im upust i później tego żałowała. Nie mogła jednak tego zatrzymać. Dlatego wolała ruszyć się na jakiś patrol, zrobić coś pożytecznego, niż czuć wyrzuty sumienia. Zacisnęła zęby, jakoś powstrzymując się od emocji. Szkoda, że Borsuczy Krok nie wybrała jej na patrol. Żabka musiała oderwać się od spokoju, ale w obozie nic ciekawego się obecnie nie działo, czym mogłaby się zająć. A może należało po prostu lepiej poszukać? 
Jasno niebieskie oczy przeczesały obóz. Poza znajomymi zapachami i sylwetkami pobratymców, dojrzała Skrzącą Nadzieję. Córka Leśnego Świtu wydawała się zamyślona. Młodsza usiadła w cieniu rzucanym przez jedno z drzew i otuliła łapy ogonem. Żabi Skok pomyślała natychmiast, że może do niej podejść i coś zaproponować. Kłopot polegał na tym, że nie była pewna, co mogą zrobić. Wyjść na polowanie? Spacer? Opcji było dużo, ale wybranie właściwej nie było takie proste. Gdyby wszystko było równie łatwe, co postawienie łapy na ziemi, zdecydowanie wiodłoby się lepiej. Gorzka myśl zakuła umysł Żabki. Potrząsnęła głową, wstając na równe łapy i kierując swoje kroki niepewnie w stronę córki zmarłego przyjaciela. 
Kotka bardzo urosła. Nie była już tą samą małą Skierką ani Skrzącą Łapą. Żabi Skok czuła się w obowiązku, żeby dalej mieć na nią oko, mimo iż kotka została wojowniczką. Nie to, że była to winna Leśnemu, ale po prostu polubiła Skierkę i nie chciała jej krzywdy. Szkoda, że nie mogła jej jakoś doradzić, to jednak nie była mocna strona arlekinki. 
Żabi Skok usiadła obok Skrzącej, kryjąc się również w cieniu. Spojrzała na chwilę na niebo. Chmury wolno po nim sunęły, zakrywając słońce i wręcz zapraszając kolejną falę deszczu. Poruszyła wąsami. Będzie trzeba się skryć, jeśli faktycznie spadnie ulewa. Poczuła na sobie wzrok Skrzącej Nadziei, jednak gdy zerknęła w jej stronę, kotka pośpiesznie odwróciła łebek i udawała, że ogląda oddalony żłobek. 
- Hej, Skrząca Nadziejo. - miauknęła. Pamiętała mianowanie wojowniczki. Od tego czasu tyle minęło, że nawet córka Sennego Świtu zdążyła otrzymać ucznia. Na tę myśl Żabka posmutniała. Złota Łapa, córka zmarłych tragicznie Wiśniowej Pestki i Skowronkowego Trzepotu. Trzeci ich potomek, którego stracił Klan Wilka. Jednak tym razem nie przez śmierć. - Przykro mi z powodu Złotej Łapy. Byłaś na pewno dobrą mentorką. Nie wiem, dlaczego opuściła klan. 


<Skrząca?> 

Od Żabiego Skoku

 Od pewnego czasu dręczyła ją bezsenność. Przywykła do koszmarów, lecz o dziwo te z każdym księżycem zdawały się być większą rzadkością. Nie była przyzwyczajona do braku obrazu matki i zmasakrowanego ciała Chudzielca. To była pewna ulga, ale również zbyt duże zdziwienie dla Żabki. Zignorowała jednak swoje problemy, udając, że wszystko dobrze, a jej zmęczenie to przez częste patrole. Wyczerpanie wojowniczki zdołała dostrzec Miedziana Iskra. Przyjaciółka ze względu na wiek, musiała się przenieść do legowiska starszych. Żabce jej obecności bardzo brakowało. 
Miedziana Iskra zmusiła Żabi Skok do udania się do medyka. Arlekinka została wręcz wykopana w tamtym kierunku. Żabka westchnęła. Chyba nigdy nie była u medyka i jeśli miała być szczera, wolała dalej się męczyć niż udać na leczenie. Niechętnie powlokła się w tamtą stronę, odwracając jeszcze na chwilę pyszczek, żeby wychwycić nieznoszące sprzeciwu spojrzenie przyjaciółki. Czyli chyba nie miała zbyt dużego wyboru. 
Łapa za łapą, bardzo powoli, Żabka znalazła się ostatecznie przed legowiskiem medyka. Koniuszek jej ogona poruszył się nerwowo. Kotka chętnie by się wycofała, ale łapy odmówiły jej po takim dystansie posłuszeństwa. Ledwo dała radę na nich ustać! Czy to starość tak bardzo dawała jej się we znaki?
Postanowiła przekroczyć próg legowiska, ale w ostatniej chwili się zatrzymała. Pamiętała, że było kiedyś coś takiego, że nie można wejść do środka bez wcześniejszego zawołania. Czy było aktualne? Tego nie mogła być pewna, ale nie chciała oberwać kością. Poruszyła wąsami na tą myśl. Dziwne były te metody medyka. Przecież Fasolowa Łodyga nie jest tak zdesperowana, żeby włazić mu do leża. 
- Potrójny Kroku! - zawołała i odczekała. Mógł się wybrać się na zbieranie ziół, a wtedy ona z czystym sumieniem będzie mogła zająć się swoimi obowiązkami. Zastrzygła uszami na poruszenie w środku. Czyli jednak był. - To ja, Żabi Skok! Mam.... problem. Znaczy jestem osłabiona i zmęczona od pewnego czasu. Nie mogę spać i.... To głupie gadać do ściany. - zmarszczyła nos.
No to pozostało jej czekać na wezwanie do środka, a potem dowiedzieć się diagnozy. Może nawet uzyskać pomoc i leczenie. W końcu od tego są medycy.


<Potrójny Kroku?>