BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamienny Pazur. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamienny Pazur. Pokaż wszystkie posty

03 maja 2016

Od Kamiennego Pazura - Żałobny śmiech (CD Pomarańczowej Stopy)

- Dobra... - fuknąłem. - Możesz sobie nawet być królową, byle nie zawracaj mi łba.
Z tymi słowami odszedłem od kotki, w celu polowania.
***
- Argh! - wyplułem futerko królika z pyska. Małe ciałko zwisało bezwładnie z mojego pyska, a ja bez przedłużania przykucnąłem i zacząłem jeść. Samotnicze życie dawało się we znaki. Przykładowo zapadnięte boki, zanik mięśni i matowa sierść. Ojej. Oblizałem krew z pyska i już chciałem ruszyć gdy coś mnie zatrzymało. Polana wyglądała znajomo. Było to na ziemiach niczyich, przy granicy z Klanem Wilka.
Wilcza Gwiazda, Klanuilka
Ostatnio w kocich klanach źle się działo. W Klanie Nocy padło kilka kotów. W Klanie Wilka też. Może pomogę trochę Klanowi Burzy? Najbardziej bawiło mnie to, że te wszystkie klany, nawet razem połączone, nie dorastają do pięt Klanowi Łąki. Nasz klan był potężny. Miodowa Skórka była wielką wojowniczką. Rybi Liść krótko przed śmiercią nauczyła mnie o ziołach. Zastępcą był mój brat.
Zabiłeś go, zabiłeś brata.
Otrząsnąłem się. Jeszcze tego mi brakowało - wspominania tego wypierdka. Ziewnąłem po chwili. Spać się chce - nie dobrze. Wstałem od resztek mojego obiadu. Nastroszyłem sierść i ruszyłem do mojego legowiska, które było akurat niedaleko.
***
- Halo? Jest tu kto? - krzyknąłem.
Ni stąd ni z d*py przeniosłem się z mięciutkiego mchu do tajemniczej nicości, której jedna strona zionęła jasnym błękitem a druga - kolorem krwi.
Co.
Tu.
Się.
DZIEJE?!
Wstałem (bo mimo sytuacji leżałem zwinięty w kłębek zanim tu mnie przeniosło) i rozejrzałem się. Przypomniały mi się opowieści mamy o duchach zmarłych kotów. Po śmierci idą do Gwiezdnego Klanu albo do Miejsca Gdzie Brak Gwiazd. Samotnicy i koty niezdecydowane po prostu uwalniają ducha, który błądzi sobie po lesie bez celu. Fajnie. Będę hasał bo łąkach i przyglądał się bawiącym kociakom. Do tego stopnia się na tym skupiłem, że nie zauważyłem, jak dwie mgły ukształtowane na kota podchodzą do mnie. Czekajcie - jedna, błękitna mgła ze świecącymi oczami, i jeden kot, otoczony czerwoną aurą. Wracając, obudziło mnie kilka, nic nie znaczących słów:
- Cześć, braciszku.
Podskoczyłem jak oparzony odwracając się przy okazji. Dwa zielone ślepia wpatrywały się we mnie łagodnie, ale gdzieś w głębi, była uraza i smutek. Mgła ukształtowała się, i teraz siedział przede mną Wilcza Gwiazda, otoczony delikatną biało-niebieską poświatą. Jedyna różnica była w oczach - świecące niczym oczy Potwora, tylko dziwnie łagodnie i spokojnie. I bez źrenic - oczy byłego lidera były dwiema, limonowymi plamami, emanującymi światłem. Na jego jasnym brzuchu sierść była nienaturalnie potargana, a w niektórych miejscach skóra sprawiała wrażenie przeciętej. Moje dzieło.
- Co... Czego ode mnie chcesz?! - wybuchnąłem nagle. Wilczy skulił się i nastroszył sierść, jednak nie wyciągnął pazurów, nie pokazał zębów, żadnego śladu agresji.
- Nie denerwuj się tak, Kamienny Pazurze - drugi głos odezwał się za mną. Odwróciłem się natychmiast i ujrzałem rudego kota. Miał biały brzuch i pysk, zaś puchaty ogon pozostawiał za sobą dziwny czerwony ślad. I oczywiście, oczy! Białka były czarne, zaś źrenice w kolorze tęczówek, blablabla. Wilcza Gwiazda miał szpanerskie niebieskie światełko, Dziwny-Nieznany-Mi-Kot miał nędzną, bordową mgiełkę.
- Chcesz pierniczka? - nagle odezwał się rudy. - Takie jedzenie Dwunogów. Jest całkiem smaczny, ale boli po nim brzuch.
- Lisie Futro, zamknij się. Ciebie boli brzuch. Kamienngo mogłoby to zabić.
- Nagle się o mnie martwisz? - syknąłem na brata. Zarazaraz. Lisi też był moim bratem (przyrodnim, ale był!). Więc syknąłem na Wilczą Gwiazdę. Okay.
Miałem ochotę ponownie zabić mojego brata. Wyciągnąłem pazury, gdy nagle coś we mnie uderzyło. Spojrzałem na czarną nicość, a obok mnie leżał tajemniczy brązowy przedmiot w białe wzroki. Lisie Futro usiadł obok mnie.
- Zjedz pierniczka.
Lider zaczął machać swoim małym ogonkiem.
- Lisi, z łaski swojej, zabierz to pożywienie Dwunożnych. JAK NAJDALEJ ODE MNIE - warknął były lider, a  rudy kocur posłusznie wziął "pierniczka" i rzucił go gdzieś daleko. Biedne jedzenie Dwunożnych. Brązowy kot odetchnął z ulgą.
- Wracając do pytania - czemu mnie tu przywlekliście?
Nagle duchy zaczęly rozglądać się nerwowo. Pierwszy odezwał się Wilczy:
- Bo widzisz Kamienny, robisz źle. Nigdy nie byłeś wzorem do naśladowania, ale teraz? Znęcanie się nad królikami, poważne poranienie medyczki, czy nawet nie wspominając gw...
- Dobrze, rozumiem! Co to ma do rzeczy? - jęknąłem.
- Bo chodzi o to - tym razem przemówił Lisie Futro - że jak będziesz dalej tak żył, trafisz do nas. I będziesz jadł pierniczki. A jak się zmienisz na dobre to trafisz do nudnego, Gwiezdnego Klanu braciszka, będziesz chodził wyczyszczony na glanc i tak dalej. Nie sądzisz, że takie poszarpane, sklejone i brudne futro do ciebie nie pasuje? I przy okazji, mamy tu Wróble Piór...
Fox urwał w połowie słowa, bo lider nagle rzucił się na niego i podrapał w policzek. Przeklęty wstał z sykiem i odrzucił Wilczego od siebie.
- Hej, bracie, nie irytuj się tak! Doskonale wiesz, że Wróblą można określić "taka niewiasta co dupą szasta"!
I zapewne Wilcza Gwiazda teraz odebrał mu te drugie życie, gdyby nie to, że wizja zaczęła blednąć. Lider westchnął.
- Odebrałem ci prawdziwy wzrok, żebyś zaczął widzieć duszą. To nic nie dało, ale czy te spotkanie przyniesie efekt?
Duchy rozpłynęły, tak samo jak wszystko inne, a ja zacząłem spadać w czarną, apokaliptyczną nicość. Szepty...
Zabiłeś go.
Co to w ogóle miała być za gadka? Zabrałem ci prawdziwy wzrok...
Żyjący przeklęty.
Zostawcie mnie.
Nigdy nie zaznasz spokoju, prześladowany do końca życia - i jeszcze dalej.
Zamachnąłem się jedną z łap w pustkę i poczułem dotkliwy ból. Ciemność opadła mi na oczy, a ja nagle znów usłyszałem szum wiatru, śpiew ptaków i coś nowego, co raczej było kroplami deszczu uderzającymi w ziemię nade mną. Chciałem otworzyć oczy - no tak, jestem ślepy. Jedyny plus tego spotkania to to, że widziałem, na krótką chwilę. Poruszyłem łapą i zorientowałem się, że uderzyłem w ścianę norki, bo między palcami miałem ziemię. Nie lubię ziemi. Wolę miękką trawę, nawet mokrą, więc zgodnie z oczekiwaniami wstałem i chyba zacząłem iść w stronę wyjścia. Skończyło się na tym, że poślizgnąłem się nagle na trawie i wywaliłem. Wejście smoka lvl. -1.
***
Wilcza Gwiazda z niepokojem wpatrywał się w brata, który wkraczał właśnie na tereny Klanu Nocy. To było niepokojące. Kamienny Pazur był ślepy, a przez ostatnie wydarzenia patrole kotów jeszcze się zaostrzyły.
- Jego los jest przesądzony - odezwał się za nim rudy kocur, Lisie Futro.
- Tak bardzo żałuję, żałuję, że wcześniej nie zwróciłem na niego uwagi... - westchnął Wilczy.
- Nic teraz nie zmienisz, bracie. Mógłby teraz odśpiewać pieśń dla was, goniąc agresywne łabędzie na uszach, trzymając w ogonie latającego jeża, i tak nic by to nie dało! - warknął rudy.
Brązowy kocur położył się tylko , wtulił łeb w łapy i załkał cicho.
***
Byłem na terenach Klanu Nocy, a dokładniej nad rzeką. Leżałem ukryty w trzcinach, kiedy do moich uszu dobiegł dźwięk... Poranna Rosa i... Wodna Łapa? A co to za mały wypierdek? Miał głos zadziwiająco podobny do mojego. Czyżby? Wstałem i skierowałem łeb w jego stronę. Ostry smród Porannej Rosy mieszał się z łagodnym zapachem terminatora. Problem w tym, że nikt nie ma łagodnego zapachu, nie w Klanie Nocy. Zapominając o wszelkich środkach ostrożności skierowałem się już w jego stronę, a wtedy plusk wody i zapach dały mi znać, że srel zbliża się w moją stronę. Skąd ja mogłem wiedzieć, że to ostatnie chwile mojego życia?

12 lutego 2016

Od Stoneclaw'a

Wspaniale. I źle. Udało mi się zabić Wolfstar'a. Uroczo, nieprawdaż? Źle - nie widzę. Ten sku*wiel wydrapał mi oczy. Rozejrzałem się dookoła. Irytujący świergot ptaków dawał mi się we znaki. Ale... udało mi się! Mogę teraz powiedzieć, że zrobił to ktokolwiek, a moje oczy mogłyby być dowodem. Wyjąłem łapę ze strumienia. Wciąż były na niej resztki zaschniętej krwi, ale równie dobrze mogłem polować. Zlizałem wodę z pazurów i pokierowałem się w kierunku Klanu Wilka. Nie bałem się. Zabiłem lidera, więc inne koty też mogę zabić.
***
- Czego tutaj szukasz? - warknęła Warstar. Udało mi jej się wmówić, że znam informacje na temat śmierci lidera. Otaczał mnie (chyba) krąg innych kotów. Uniosłem ogon na znak, że chcę mówić.
- Widziałem kawałek jego śmierci... Widziałem, jak Blackstar drapie go w kark. Wolf przerwócił się, a wtedy skoczyłem, żeby go obronić. Jednak lider Klanu Nocy wydrapał mi oczy, a potem zabił Wolfstar'a.
Zapadła cisza. Nikt nic nie mówił, nie wydał nawet żadnego szeptu. Do pewnego momentu. Usłyszałem głos, łudząco podobny do głosu zmarłego lidera. A wypowiedział on słowa, które w tej chwili przyprawiły mnie o dreszcze:
- Kłamiesz.
Zjeżyłem sierść, a on kontynuował.
- Nie masz ucha, a o tym nie wspomniałeś, i zresztą widzieliśmy dzisiaj Blackstar'a. Nie miał żadnych obrażeń. A mój ojciec nie był aż taki słaby!
Rozległy się złowrogie pomruki, poczułem zapach wściekłości.
- Od Wolfstar'a nie było czuć Klanu Nocy. Ten zapach należał do... do samotnego kota... - jęknął ten sam kot. - On... TO TY GO ZABIŁEŚ! - wrzasnął.
Zanim się zorientowałem, coś rzuciło się na mnie. Czyjeś szczęki zacisnęły się na moim karku. Pisnąłem i zacząłem się rzucać na wszystkie strony, byleby tylko zrzucić z siebie młodziaka. On tylko nasilił moc ugryzienia. Poturlałem się po ziemi. Kot puścił, a ja boleśnie rozciąłem mu bok pazurami. Jęknął.
- Badgerpaw! Odejdź od tego samotnika! - krzyknął jakiś kot.
Wykorzystałem nieuwagę kociaka i ponownie zaatakowałem. Miauknął, ale widać było, że dopiero teraz naprawdę się rozzłościł. Syknął i poczułem potężne uderzenie. Powoli zaczęło mi brakować tchu. Szarpnąłem się, i... umarłem. A może tylko zemdlałem? Chyba tak. Wciąż słyszałem. Czyli jednak żyłem. Udało mi się usłyszeć rozmowę.
- Badgerpaw! Co ty mu zrobiłeś?!
- Owlpaw ja...
Cięższe kroki.
- Badger, odejdź.
- Ale ja...
- Nie jestem na ciebie zła. Idź do legowiska uczniów.
Wszystko ucichło. Coś złapało mnie za kark, a ja dla własnego dobra postanowiłem udawać martwego.
***
Obudziłem się. Byłem gdzieś w lesie, bo zapachy Klanu Wilka ustąpiły. Klan Nocy. Usłyszałem kroki i uśmiechnąłem się pod nosem. To ta rozwydrzona paniusia, Morningdew. Była najwyraźniej nieco osłabiona. Rana na gardle dawała się we znaki, ale może pora dokończyć to, co się zaczęło. Wywęszyłem krzak, który dawał mocny zapach. Jagody? Uwielbiam jagody. Są smaczne. Kucnąłem pomiędzy gałęziami, a w momencie, kiedy Morning przeszła obok mnie, skoczyłem na nią. Postawiłem jej łapę na karku i wysyczałem do ucha.
- Pamiętasz mnie? Raczej tak. Postanowiłem, że zdradzę ci tajemnicę... Ja go zabiłem... - z tymi słowami uśmiechnąłem się mściwie i złapałem ją za kark.
***
Wiem, czemu Klan Nocy ma taką nazwę. Po pierwsze: Na jego terenach śpi się długo jak trwa noc. Po drugie: Mają tam panie jak z klubu nocnego. Hehe. Nawet nie wiem, co to jest. No... Na pewno nie trafię do Gwiezdnych. A z resztą, po co mi? Nie zamierzam się spotykać z tymi frajerami. Rozciągnąłem się, i odruchowo rozejrzałem się. Ale co widziałem? Oczywiście nic! Coś poruszyło się w krzakach, a ja instynktownie skoczyłem na cztery łapy.
<Ktoś? >u<  >

02 lutego 2016

Od Stoneclaw'a CD Morningdew

- Dobrze! - powiedziałem przymilnie, i drapnąłem kotkę w mordkę.
Zdziwiona łatwo dała się zwalić z nóg, ale szybko zorientowała się, o co chodzi, podniosła się i spojrzała na mnie z nienawiścią.
- Powiedziałaś żebym stulił pysk. Więcej informacji nie otrzymałem. W tym czyj pysk - mówiąc to, uśmiechnąłem się niewinnie.
Wojowniczka mruknęła coś pod nosem. Była całkiem ładna... Wstałem i podszedłem do niej. Zareagowała uroczym skokiem w tył.
- Znasz może Wolfstar'a? - zapytałem się.
- Kojarzę... - fuknęła wojowniczka Klanu Nocy, napinając każdy mięsień ciała.
Zacząłem ją okrążać.
- Wiesz... to mój brat. Różnimy się jak ogień i woda. Jeden nienawidzi drugiego. Wiesz jaki jest ogień? Niszczy wszystko, co stanie mu na drodze. Pozbawia życia wszelkie stworzenie. Jak myślisz, który z nas jest wodą? - syknąłem ze złośliwym uśmiechem.
- GWIE-ZDNY KLA-NIE! - jęknęła kotka zwracając głowę ku chmurom. - A może teraz sobie już pójdziesz?!
Wybuchnąłem śmiechem takim głośnym, że wojowniczka cofnęła się patrząc na mnie dziwnie.
- Traktujesz Gwiezdny Klan jak ostatnią mysz w lesie! - parsknąłem. - Mysi móżdżku, może myślisz, że nagle setki kotów zejdzie ci z góry i mnie zaatakuje?
I tu cierpliwość kotki się skończyła. Skoczyła na mnie, zatopiła zęby w moim karku i rzuciła mną w stronę rzeki. Wstałem nieco zaskoczony, ale nie zamierzałem ustąpić. Szczególnie JEJ!
- Walczysz jak Pieszczoszek! Czemu nie leżysz sobie teraz na miękkim głazie, rozpieszczana przez Dwunożnych i zajadająca szczurze bobki? Wyglądałabyś idealnie w tej roli!
- Kot nie może zmienić swoich pręg, samotniku - warknęła Nocna z krwią kapiącą z pyszczka.
- Zrozumiałaś, że jednak życie wojownika nie jest dla ciebie? - uśmiechnąłem się złośliwie.
- Jesteś przydatny jak zdechły lis.
- Wzajemnie!
- Masz pszczoły w mózgu.
- Ktoś tutaj się denerwuje...!
- Zamknij się...
- Pyci pyci! - podszedłem do kotki i pacnąłem ją w łebek kilka razy - Panno Pieszczoch! Pora spać!
<Morningdew? Proszęniezabijaj x"D>

13 grudnia 2015

Od Stoneclaw'a CD Warstripe

Uśmiechnąłem się.
- Jestem teraz samotnikiem, nikt mną nie włada, nawet ty ślicznotko. A z resztą, jesteś całkiem wygodna. Gdyby ostrożnie cię rozszarpać, byłabyś niezłym legowiskiem!
Kotka jęknęła. Najwyraźniej nie przypadło jej do gustu bycie moim kincykiem, czy coś podobnego... Dwunożni często tego używają, o ile się nie mylę. Kocyk!
- Co ty jesz?! Jesteś cięższy od spasionej sarny! - syknęła.
Roześmiałem się. Może i była mądrzejsza o jakąś mała część, ale nie ulegnę jej, jak pies Dwunożnemu!
- Widać, nie cieszysz się na mój widok - pisnąłem z udawanym smutkiem.
Warstripe nie wytrzymała (ciężaru czy mnie, nie ważne!) i zerwała się. Zdziwiony spadłem z jej grzbietu, a ona syknęła i nastroszyła sierść.
- No, wojownicza księżniczko, uspokój się! - rzekłem.
Kotka usiadła i zmarszczyła nos.
- Z dnia na dzień robisz się coraz głupszy.
- Uznać to za komplement?
- W twoim wypadku - owszem - syknęła Warstripe.
Roześmiałem się ostro. Ta zabawa przestała mnie interesować. Znudzony odwróciłem się.
- Idę polować na terenach TWOJEGO klanu, w którym, o ile się nie mylę, to jesteś kimś ważnym...
Wyszczerzyłem zęby w szerokim uśmiechu i zmrużyłem oczy. Kotka odpowiedziała mi prychnięciem.
<Warstripe? Wenus wypierdzielus do lasus ;_;>

04 grudnia 2015

Od Stoneclaw'a CD Blackstar, Amethystcloud

Tak zrobiłam małe cfele, że do obu dałam CD! ;^;
Spojrzałem najpierw na kota, potem na jego gwiazdkę na czole... i wybuchnąłem śmiechem.
- S-stary, to, że nienawidzę mojego bra-bra-brata, nie znaczy, że będę walczył po stronie wroga! - wykrztusiłem.
- Więc co tu jeszcze robisz? - wysyczał kot.
- Mogę być gdzie chcę, kiedy chcę, i jak chcę, rysi bobku. Nikt mi nie zabroni... - z tymi słowami uśmiechnąłem się złośliwie, jednak jego klan nie należał do najmniejszych. Trochę kotów miał, co ja poradzę. Nawet ktoś taki super jak ja nie może ich pokonać! Z dumnym uśmiechem odwróciłem się i odszedłem. Tak, Klan Nocy. Ich dowódca to ostatni idiota, czego nie mogę powiedzieć nawet o moim bracie! No... ale Wildstar też nie była mądra. Włazić na górę, całą posypaną śniegiem! Chrząknąłem. No tak. Musiała poleźć za tą nornicą. Fuknąłem cicho i ruszyłem przed siebie, w ciszy, otoczony przez własne myśli.
***
Zaczęło się ściemniać, więc przyspieszyłem. Klan Wilka, tylko tam mogłem liczyć na wsparcie. Mój brat miał dziwną słabość pomagania. Może nie zabije mnie, jak zobaczy, że śpię sobie na granicach jego klanu... W końcu jestem jego bratem, należy mi się! W końcu do moich nozdrzy dobiegł znajomy zapach. W innych wypadkach wywołałby pewnie pogardę i nienawiść, ale teraz wręcz przeciwnie, czułem ulgę i szczęście. Ruszyłem biegiem i nawet nie zauważyłem trójki kotów z Klanu Wilka. Wpadłem na pierwszego z nich - puszysta kotka z licznymi czarnymi cętkami. Wrzasnęła tak głośno, że w tej chwili zacząłem żałować, że mam uszy. Potężnym kopniakiem w brzuch zrzuciła mnie z siebie, a pozostałe dwa koty - czarna kotka z białym plamkami w niektórych miejscach i biały kot z czarnym podbrzuszem rzucili się na mnie. Starałem im się wyrwać, ale byli silniejsi niż na to wyglądali. Z dzikim sykiem drapnąłem kotkę w pysk i skoczyłem na grzbiet kota. Wbiłem się pazurami w gęstą zimową sierść i ugryzłem w kocura w kark. Zawył z bólu, a ja pognałem przed siebie z taką prędkością, jakiej nigdy jeszcze nie osiągnąłem. Znalazłem sosnę, która została pozbawiona życia przez jednego z potworów Dwunożnych. Wtuliłem się po nią i zasnąłem pod kłującymi igłami.
***
Promyki słońca zaczęły świecić mi w oczy. Z trudem je otworzyłem i przeciągnąłem się. W całej mojej sierści były igły, a ona sama była poznaczona licznymi czerwonymi pręgami. Cholerny Klan Wilka! Miejsce, na którym spałem, było czerwone od krwi. Zmarszczyłem nos i rozejrzałem się. Mógłbym przysiąc, że tego dębu, który był zaledwie parę długości lisa ode mnie nie było tu wczoraj w nocy. Jeszcze raz się przeciągnąłem i wdrapałem się na nie. Na szczycie ujrzałem najdziwniejszy widok, jaki kiedykolwiek widziałem w swoim kocim życiu. Wśród gałęzi, zwinięty w kłębek i pochrapujący sobie cicho leżał Pieszczoszek. Otworzyłem pysk z zdumienia. Żółtawe futro poruszyło się i Pieszczoch nagle spojrzał na mnie zdziwiony. Po długiej ciszy przemówił.
- Em...- wstała i ziewnęła.- Dzięki za pokazanie mi zębów - kotka prychnęła i usiadła - Może się przedstawię. Mam na imię Jugra.
Po tych słowach podniosła z gracją łapkę i poczęła dokładnie ją wylizywać.
- Jugra? Serio? Pieszczochy nie są tu mile widziane... - syknąłem, a Jugra nastroszyła futro.
- Co rozumiesz przez słowo "Pieszczoch?" - starała nadać swojemu głosowi wojowniczą barwę, ale skończyło się nie przerażonym piśnięciu.
- Na przykład tę twoją szmatkę, smród Dwunożnych i wiele innych! - prychnąłem.
Patrzyła mi prosto w oczy. Chrząknąłem i wypiąłem dumnie klatkę piersiową.
- Jestem Stoneclaw.
<Amethystcloud? WENUS WYPIERDALUS DO LASUS ;___;>

26 października 2015

Od Stoneclaw'a

Przechadzałem się ścieżką, włócząc po terenach klanów. Wciąż mnie bolało, ale nie żadna rana, tylko serce, kiedy zobaczyłem jak moja matka, Honeypelt leży zakrwawiona. Byłem wtedy mały, miałem może z 8 księżyców. Wolfheart, po prostu zwiał. Nasz stary klan został zniszczony przez inny, olbrzymi. Rosestar na próżno walczyła, i tak została zabita. Mój kochany braciszek, Wolfheart zwiał, zanim ktokolwiek padł na ziemię. W każdym razie, okazał się być zwykłym tchórzem! Nagle coś uderzyło mnie w bok z całym impetem, przewróciło, i poczułem jak żelazne szczęki zaciskają mi się na karku. Uświadomiłem sobie, co się dzieje, odwróciłem się i kopnąłem napastnika w brzuch. Usłyszałem jęk, i w tym czasie wyślizgnąłem się z pazurów. Kotem, który mnie zaatakował, była samica, z szarym futrem i ciemniejszymi pręgami. Czuć od niej było zapach jakiegoś klanu. Natychmiast wygięła się w łuk, nastroszyła sierść i pokazała ostre jak igły ząbki.
- Nie tak ostro, maleńka... - mruknąłem, i po prostu zacząłem lizać zadrapania.
- Chciałbyś! - warknęła i uniosła jedną łapę.
Zaśmiałem się, wstałem, i zrobiłem to samo co nieznajoma.
- Widzisz? Też tak potrafię.
Kotka rzuciła się na mnie, ale jakimś cudem zrobiłem unik. Nie była jednak taka głupia, bo odwróciła się z prędkością światła i z wyciągniętymi pazurami skoczyła na mnie.
- Mów kim jesteś, w tempie natychmiastowym! - wysyczała mi do ucha.
- Kimś, a teraz moja kolej! - rzuciłem, szybko wstałem i tak mocno uderzyłem ją w pysk, że poleciała z niego krew.
<Warstripe? OvO>