BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaskrowy Pył. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaskrowy Pył. Pokaż wszystkie posty

30 września 2020

Od Jaskrowego Pyłu CD. Jesionowego Wichru

Na dźwięk głosu starszego wojownika kocur odwrócił się nagląco w jego stronę. Niepewnie przesunął łapą po ziemi, formując delikatne wgłębienie.
 — Wszystko jest w porządku, wszystko toczy się po staremu. Nie… nie narzekam. 
 Właściwie Jaskrowy Pył nie powiedział nic, co jakoś mijałoby się z prawdą. Od wielu księżyców jego życie przebiegało według stałej, niezmiennej rutyny. Podczas gdy jego znajomi od kołyski przeżywali przygody, podpadali liderce czy zaczynali zakładać rodziny, on tkwił niezmiennie w tym samym miejscu. Całkiem mu to odpowiadało, nie znosił zmian. Ale mimo to na dłuższą metę odczuwał coś porównywalnego do pustki. Może jednak spróbowałby ruszyć swoje życie do przodu i zmienić w nim cokolwiek?
 — Rozumiem. Na pewno nikt ani nic ci się nie naprzykrza? — Łagodny ton głosu Jesionowego Wichru i wyjątkowo spokojne jak na niego ruchy zachęcały do dalszej rozmowy. 
 — Nie, na pewno. Nie musisz się tak o mnie troszczyć, Jesionowy Wichrze. — Pochylił łebek i poczuł, że zapiekły go uszy. 
 — Wolę mieć pewność, że u ciebie wszystko jest w porządku. — Kocur lekko się uśmiechnął. — Ale skoro tak, to się cieszę.
 Jaskrowy Pył podniósł głowę, wbijając wzrok w niebieskie ślepia byłego mentora. Nerwowo się uśmiechnął. Och, ile by dał za tyle optymizmu i pewności siebie!

 ***

 Gwiazdy jaśniały na niebie, oślepiając swoim majestatem. Jaskier wbijał w nie wzrok, wręcz onieśmielony ich potęgą. Ciekawe, które z nich były mamusią, siostrą i jej synem, Pluskającym Ogonem… może tatuś też był wśród nich? Wojownik przełknął, na moment schylając wzrok, lecz niebawem znowu przeniósł go na gwiazdy. Ostatnio coraz częściej myślał o swojej ostatniej rozmowie z Jesionowym Wichrem. Czy rzeczywiście powinien wreszcie ruszyć do przodu? Zrobić coś wielkiego, zamiast wiecznie ukrywać się w cieniu innych i płakać? Nigdy nie chciał być ciężarem dla innych! Pragnął jedynie zrozumienia i akceptacji, mimo, że momentami sam wątpił, czy aby na pewno na nie zasługuje. Ale gdyby jednak… wreszcie zdecydował się na ruch do przodu? Tak, muszę w końcu coś zrobić. Muszę pokonać swoje własne ograniczenia. 
Zastygł. Albo tylko mu się wydawało, albo jedna z gwiazd przecięła niebo, szybując w nieznane. Słyszał o tym, że czasami tak się dzieje. Ale co działo się z wojownikiem Klanu Gwiazdy sMuszę pokonać swoje własne ograniczenia. padającym w niewiadomym kierunku? Oddalał się od wszystkiego co mu znane czy może ginął już na zawsze? Czy on… pokonał własne ograniczenia? Kocur westchnął cichutko. Robiło się coraz zimniej, powinien już wracać do legowiska, by być wypoczętym na rano. Wstał i odwrócił się na pięcie, kierując w stronę legowiska wojowników. Wkrótce otoczyło go jego ciepło, które zaczął z satysfakcją wdychać, a potem cichutko, aby nikogo nie zbudzić, ułożył się na swoim posłaniu. Ale aż do zaśnięcia dręczyła go ta jedna myśl: Muszę pokonać swoje własne ograniczenia. 

 ***

 Kocur wzdrygnął się i zmrużył oczy pod napływem mocniejszego podmuchu wiatru. Gdy ten przeminął, zatrząsł się lekko, by następnie ruszyć dalej chwiejnym krokiem. Nastały bardzo niepewne czasy, na które strachliwa dusza Jaskra zdecydowanie nie była przygotowana. Tej pory nagich drzew opady śniegu i zmniejszona ilość zwierzyny, a co za tym idzie pusty brzuch, były małą szpilką w morzu problemów Klanu Nocy. Na świat przyszły dwa kocięta Zbożowego Kłosu, przyjaciółki wojownika, co samo w sobie oczywiście było świetną wiadomością, ale wrzaski rodzącej kotki niejednego przyprawiły o ból głowy. Do tego wykarmienie młodych może być utrudnione podczas najtrudniejszej pory roku… czy to mogło wpłynąć jakoś na stan biedaczków? 
 Natychmiast przystanął na szelest gdzieś w pobliskich krzakach, ale szybko ruszył dalej zrezygnowany po zorientowaniu się, że to tylko wiatr poruszał gnijącymi wśród śniegu liśćmi.
 Ile jednak znaczyły nowo narodzone kocięta przy odnalezionym bezwładnym ciele Słodkiego Języka i nagłej śmierci Pstrągowej Gwiazdy? Cały klan był w szoku. Najpierw dostali w prezencie truchło swojej byłej medyczki, która ich zdradziła, a na dokładkę Klan Gwiazdy zaserwował im zgon bądź co bądź najważniejszego kota w klanowej społeczności. Co będzie deserem? Aktualnie wszystkimi rybojadami zawładnęły chaos, przesłuchania i dochodzenie w sprawie sprawcy, jak obstawiono, zatrucia starej kotki. Co prawda Jaskrowy Pył sam okropnie nie lubił ich przywódczyni, lecz nie mógł pojąć, jak ktoś śmiał umyślnie podać jej truciznę. 
 Śnieg skrzypił pod jego krótkimi łapami, gdy kocur zapuszczał się coraz głębiej w las. Brak jakiejkolwiek zwierzyny zaczął go coraz bardziej martwić. Przecież klan musi jeść, w szczególności w tak niepewnym okresie jak ten!  I jeszcze ta jedna rzecz nie dająca mu spokoju od kilkunastu zachodów i wschodów słońca. Muszę pokonać swoje własne ograniczenia. Zatrzymawszy się, rozejrzał się niepewnie z nadzieją ujrzenia futra Jesionowego Wichru między drzewami. Wyszli razem z obozu, by chociaż na chwilę odetchnąć od jego gęstej atmosfery i przy okazji upolować co nieco. Po chwili wojownik dostrzegł czekoladową plamę przesuwającą się ostrożnie przy podłożu. Jego uszy były chyba postawione na sztorc, Jaskier nie był w stanie dostrzec tego z takiej odległości. Czyżby starszemu wojownikowi bardziej się poszczęściło i złapał trop? Kocurek zastrzygł uchem, ale po chwili odwrócił się w swoją stronę. Skoro jemu się tak udało, to mu też powinno. Nie mógł zostać w tyle! Zaczął ponownie brnąć przed siebie, mimo, że wiatr stawał się coraz bardziej dokuczliwy. Szkoda tylko, że wraz ze swoim nasileniem nie przynosił żadnych zapachów zwierzyny.
 Jaskrowy Pył na tyle skupił się na próbie wywęszenia potencjalnej zdobyczy, że nie wyczuł zbliżającego się Jesionowego Wichru. Kocur zaszedł go od tyłu z cichym, bezemocjonalnym "bu" niesionym na ustach, przez które wojownik o mało co nie podskoczył z piskiem.
 — Wystraszyłeś mnie! — Obrócił się w jego stronę z wyrzutem w ślepiach.
 — Ups, przepraszam. Upolowałeś coś? Ja mam dwie żylaste ryjówki.
Jaskier ze wstydem pokręcił przecząco głową. Ponownie przygniótł go potencjał byłego mentora. Dwie żylaste ryjówki to już było coś.
 — Bardzo się starałem, ale nic nie wyczu-— przerwał w pół słowa z niedowierzaniem.
 Przepełniła go naiwna nadzieja, że jego modły zostały wysłuchane. Wyczuł królika.
 — To znaczy, nic nie słyszałeś. — Zerwał się z miejsca, nawet nie oglądając się za Jesionkiem.
Co królik robił na terytorium Klanu Nocy? Zwykle nie były tutaj widywane, a polowanie na nie było odwieczną domeną Klanu Burzy. Czyżby zwierzę zapuściło się tak daleko w poszukiwaniu jedzenia? Jaskrowy Pył musiał przyznać, że nie miał zielonego pojęcia, jak poluje się na króliki. Jeszcze nigdy w życiu żadnego nie podchodził. A więc to będzie pierwszy raz! 
 Muszę pokonać swoje własne ograniczenia!
 Szybko namierzył swój cel. Zajęcowaty beztrosko kicał wśród drzew, rozkopując śnieg, jakby poszukiwał świeżych roślin. Kocur napiął wszystkie mięśnie i skupił się jak tylko umiał. W ogóle nie zwrócił uwagi na to, że jego towarzysz podążał za nim. Jaskier zmrużył ślepia, odczekał jeszcze kawałek i ruszył pędem przed siebie. Niestety, królik zauważył go wcześniej, niż wojownik mógłby się tego spodziewać. Stworzenie natychmiast rzuciło się biegiem w panicznej ucieczce. Oj nie, nie może uciec tylko z powodu beznadziejnych, krótkich łap jego niedoszłego zabójcy. Jaskrowy Pył zmusił swe ciało do przyspieszenia, starając się nie zważać na to, że już teraz wypluwał sobie płuca. W końcu musi pokonać swoje własne ograniczenia. Do reszty zaabsorbowany królikiem nie patrzył, dokąd biegnie.
 — JASKIER, STÓJ!
 Niestety, Jesionowy Wicher odezwał się już za późno. Młodociany wojownik wleciał prosto w sidła znienacka zaciskujące mu się na gardle. Przez ułamek sekundy był niewyobrażalny ból, a potem pojawiła się już tylko ciemność.
 Hej mamusiu, hej siostro i hej… t-t-ta-tata? T-to n-naprawdę t-ty? N-n-nie w-w-wierzę! Och… j-jejku. Tak bardzo za wami tęskniłem… i mam wam tyle do opowiedzenia.
 Bo, wiecie, chyba udało mi się pokonać swoje własne ograniczenia. 

24 sierpnia 2020

Od Jaskrowego Pyłu CD. Zbożowego Kłosa

Spojrzał na przyjaciółkę, wzdychając z rezygnacją. Cóż, chyba nie pozostawiła mu wyboru. Z wolna dźwignął się na łapy, jednak jego opadnięty nisko ogon wciąż zamiatał podłogę.
— No okej, ale proszę, nie róbmy nic głupiego. Nawet Truskawkowa Łamaga nie zasługuje na najgorsze traktowanie. — Podszedł do niej, posyłając błagalne spojrzenie.
— Ależ oczywiście, że zasługuje. Przestań być taką miękką bułą Jaskier, dalej, przecież on sam się prosi o lanie.
Westchnął cichutko i ruszył mozolnym krokiem za wojowniczką. Nie chciał krzywdzić innych w żaden sposób, a już na pewno nie prosił się o kłopoty. Może i w Klanie Nocy rzeczywiście nie było ani jednego kota, który lubiłby zaskakująco młodego jak na ten status członka starszyzny i byłby gotowy stanąć w jego obronie, ale pewnie bez opieprzu za znęcanie się nad słabszymi się nie obędzie.
— Heej Truskawku, mój ukochany idioto! — Zbożowy Kłos wesoło obeszła kocura wokół, szczerząc się w paskudnie jadowitym uśmiechu.
Truskawkowa Łamaga syknął i zacisnął szczęki. Jaskrowy Pył przewrócił oczami. Nigdy nie przepadał za marudnym kocurem, ale musiał przyznać, że było mu go trochę szkoda. Zdecydowanie nie popierał skłonności młodszej wojowniczki do uprzykrzania życia innym.
— Jak tam życie mija? Może jeszcze coś ci podać, znowu? — Nim odpowiedział choćby warknięciem, rzeczywiście mu podała. Soczystą lepę na ryj.
W tym właśnie momencie obudziła bestię. Starszy podniósł się, podtrzymując przednimi sprawnymi łapami i najeżył sierść, sycząc wściekle. Z jego pyska poleciała seria obelg o bezużytecznych babach, które powinny nie mieć własnej woli i jedynie posłusznie rodzić dzieci prawdziwych, mężnych kocurów.
— Jesteś tak obrzydliwa, że nikt cię nie chce i nikt nigdy nie zechce, więc zdechnij już może, bo na nic się nie przydasz! — Gdy duma kocura została urażona, furia zagościła w jego pomarańczowych ślepiach.
Jaskrowy Pył przełknął, lekko tupiąc łapą.
— H-hej, może bez przesa-
— Jak zapewne zdążyłeś zauważyć, jestem wojowniczką, karmię mój klan i dbam o jego bezpieczeństwo, mam predyspozycje do zostania kimś, a ty grzejesz dupę czekając, aż ktoś odwali za ciebie całą robotę. Twoje zdechnięcie będzie czymś absolutnie wspaniałym dla całego klanu, spójrz ile korzyści!
— Ale za to jestem piękny, mądry i wybrany. Klan mnie potrzebuje.
— Chciałbyś.
— Czy moglibyście się pohamo-
— Ale ty oczywiście nic nie rozumiesz! Czego miałbym spodziewać się po kimś takim?
— No cóż, po debiliźmie nie można się spodziewać zrozumienia czegokolwiek.
— Weź mnie już po prostu zostaw, idź zaopiekować się kociakami debilko!
Łapa kocicy ponownie wylądowała na pysku Truskawkowej Łamagi, lekko acz stanowczo przyciskając go do podłoża. Jaskrowy Pył obserwował wszystko z niewielkiej odległości, jeżąc się. Właściwie nawet nie wiedział, jak zareagować. A może lepiej nie reagować wcale?
— Kociakami to ty byś mógł się zająć, chociaż zapewne gówniarze wystraszyłyby się twojej mordy. — Uniosła łapę, wyzwalając spod niej pysk starszego wprost pieniący się od złości.
 Dwójka wciąż kontynuowała zażyłą dyskusję o tym, jak to wzajemnie są bezużyteczni i nikt by nie nie płakał, gdyby ich rozmówca zniknął w tajemniczych okolicznościach. Wojownik usiadł, kładąc uszy po sobie. Czuł, że już i tak nie jest w stanie przerwać tej fascynującej dyskusji, więc zostało mu tylko czekanie, aż im się znudzi.
— A te niewydarzone szczeniaki w co znowu pogrywają? — Wstanął jak oparzony na głos dochodzący gdzieś zza pleców.
Nie dał rady wychwycić kto to, a na obracanie się nie było czasu. Błyskawicznie znalazł się przy Zbożowym Kłosie i Truskawkowej Łamadze.
— Nie chcę wam przeszkadzać, ale chyba ktoś chce spuścić wam łomot za "szczeniackie kłótnie". 

<Zboże?>

23 sierpnia 2020

Od Jaskrowego Pyłu CD. Jesionowego Wichru

Jeszcze przed odbiciem Lisiaków

— A ja mówię, że zrobiłam to dobrze!
— Ale, Nornicowa Łapo, spokojn…
— Zamknij się brzydalu, lepiej wiem co mi wolno a czego nie wolno!
Jaskrowy Pył położył uszy po sobie, a jego ogon zamiatał ziemię. Nie miał już siły na małą psotnicę z dawnego Klanu Lisa, którą przydzielono mu na ucznia. Nornicowa Łapa była opryskliwa, bezczelna, marudna i wywyższała się ponad miarę. Czy Jesionowy Wicher też miał tak samo dość, kiedy go szkolił?
Kotka otworzyła pysk, jakby chciała dodać coś jeszcze, ale przerwał jej głos dobiegający z tyłu.
— Cześć, Jaskrowy Pyle. Jak tam? Widzę, że wracacie z treningu. Radzisz sobie? — Gdy młody wojownik się odwrócił, ujrzał, ku swojej uldze, swojego byłego mentora.
Dzięki ci Jesionowy Wichrze, wyzwoliłeś mnie od tego potwora, przeszło kocurowi przez myśli, gdy niepewnie podszedł do starszego kota.
— Hej Jesionowy Wichrze! Radzę… tak tak, radzę sobie… Nornicowa Łapo, możesz zostawić nas samych?
Uczennica parsknęła pod nosem coś o idiotycznych Nocniakach, ale opuściła dwójkę kocurów, na pożegnanie plując mentorowi pod łapy. Jaskrowy Pył westchnął ciężko, wbijając w przyjaciela zrozpaczone spojrzenie. Następnie usiadł, owijając ogon wokół łap.
— Jednak nie jest radzisz sobie tak dobrze jakbyś chciał? — W głosie wojownika pojawiła się mieszanka powagi i łagodności.
— Mhm… jest wprost beznadziejnie. Ona mnie w ogóle nie słucha! I nie szanuje… ale nie chcę się jej stawiać. Na pewno ma powody, przecież straciła dom i pewnie też rodzinę… — Pochylił łeb.
— Pamiętałeś o rytuale wrzucenia do wody dla uzyskania szacunku u mentora?
— Jesionowy Wichrze…
— No tak. Pamiętaj, jeśli nie będziesz umiał dodać wiary samemu siebie, nie dodasz tego jej. Wierzę w ciebie, na pewno nad nią zapanujesz. Tylko więcej odwagi. — Wyprostował się, otrzepując sierść.
— Tak. Dzięki. — Tym razem odważył się spojrzeć byłemu mentorowi w oczy i zdobył się na wymuszony uśmiech.
Zaraz po tym otrzymał kuksańca w bok. Uśmiech stał się szczerszy, a z pyska wydobył się cichutki chichot. 

 ***

Jaskrowy Pył odnosił wrażenie, że życie w Klanie Nocy biegło w nieubłaganym tempie. Tyle się działo… od tamtej rozmowy z Jesionowym Wichrem wystarczył zaledwie księżyc, żeby ocalałe Lisiaki napadły obóz rybojadów i odbiły swoich. Znaczyło to tyle, że wojownik nigdy nie dokończył szkolenia Nornicowej Łapy. Może to i lepiej? Ani trochę się nie dogadywali, a ona zdawała się być u nich nieszczęśliwa. On też był spokojniejszy bez ciążącej świadomości, że musi co poranek ją zbudzać i wysłuchiwać jej obelg oraz narzekania.
Właśnie wrócił po porannym patrolu. Obóz dopiero teraz zaczynał tętnić życiem, koty opuszczały swoje legowiska, przysiadały do wspólnych posiłków lub wybierały się na polowania. Kocur poczuł, jak ślina zbiera mu się w pysku na kuszący zapach pstrąga, ale odwrócił się zaciskając zęby. Jadł już dzisiaj śniadanie. Dostanie opieprz, że zabiera się za porcje nieprzeznaczone dla niego.  Gdy reszta kotów uczestniczących w patrolu rozeszła się na różne strony, wzrok Jaskrowego Pyłu powędrował w stronę żłobka. Niedawno na świat przyszła trójka maluchów, ponoć przeuroczych bąbli, będących dziećmi Brzoskwiniowej Bryzy i Jesionowego Wichru. Jego przyjaciel został ojcem, a on jeszcze nie miał okazji przywitać się w jego potomstwem! Chyba najwyższy czas je odwiedzić.
Ostrożnie włożył łeb do środka legowiska, nie chcąc czasem przeszkadzać. Gdy na cichutkie "Mogę wejść?" otrzymał potwierdzające mruczenie, wślizgnął się do środka. Zamrugał parokrotnie, żeby przyzwyczaić oczy do panującego wewnątrz mroku. Następnie powoli podszedł do legowiska zajmowanego przez młodą karmicielkę i trzy puchate kuleczki, akurat smacznie śpiące. Ojej. Jaskrowy Pył nigdy nie umiał w kontakt z dziećmi, ale nie mógł zaprzeczyć temu, że wyglądały uroczo.
— O, Jaskrowy Pył! Na znajome brzmienie głosu kocur odwrócił się, by w mroku dostrzec zarys czekoladowej sylwetki.
— Hej! N-no wiesz, tak jakoś wyszło, że jeszcze nie odwiedziłem twojego potomstwa, więc postanowiłem teraz wpaść. 


<Jesionku?>

20 sierpnia 2020

Od Jaskrowego Pyłu CD. Króliczka (Króliczej Łapy)

Dawno dawno temu, bo jakże by inaczej 

 Na pyszczek wojownika mimowolnie wkradł się uśmiech na widok dziecięco naiwnej taktyki Króliczka. Ale jednak, nie mógł powiedzieć, że maluch nie sprostał zadaniu. Zrobił to. Na swój sposób.
— Można tak powiedzieć. — Wyprostował się, delikatnie potrząsając przednią łapą, żeby odgonić od niej kocurka. — Ale wątpię, żeby w prawdziwej walce z prawdziwym wrogiem to zadziałało. Czasem… czasem udawanie zkontuzjowanego może pomóc, ale w inny sposób, wiesz?
— W i-inny? — Króliczek przekrzywił łebek i owinął łapki ogonem.
— No… przeciwnik nie podbiegnie do ciebie zaniepokojony jak ja, żeby zobaczyć co się stało, tylko z satysfakcją… zrobi jeszcze większą krzywdę. Ale w trakcie samej walki możesz przez chwilę udawać słabego, żeby zmylić wroga i zaatakować go, kiedy nie będzie się spodziewał. Dokładnie tak, jak teraz zaskoczyłeś mnie.
Kociak ochoczo pokiwał głową, na znak, że rozumie. Jaskrowy Pył zastrzygł uchem, uśmiechając się. Może nie był aż tak beznadziejnym nauczycielem, jak mu się z początku wydawało?
— Chcesz spróbować jeszcze raz? — Zachęcająco musnął ogonem bok kocurka.
— T-tak! — Chociaż niestabilnie, żwawo stanął na łapach, spoglądając wojownikowi prosto w oczy. 
Kocur odsunął się kawałek, nie spuszczając oczu z malca i przygotowując się na jego atak. Jaką taktykę obierze tym razem? Ustawił się dwa lisie ogony od niego, unikając pytającego spojrzenia Biegnącego Potoku, która właśnie wychodziła z legowiska.
— Śmiało.
Wzrok Króliczka skakał jak szalony, jakby szukał dobrego punktu zaczepienia. Jaskrowy Pył cierpliwie czekał, aż młodzik zdecyduje się go zaatakować. Chyba wciąż starał się wymyślić, jak może go efektywnie zaskoczyć.
 — Motylek! — Na wesoły pisk malucha wojownik odwrócił się, żeby po chwili poczuć łapki z wyciągniętymi pazurkami starające się wdrapać na jego grzbiet. 
Z pyska kocura wydobył się stłumiony chichot. Przekrzywił łeb w drugą stronę i bardzo delikatnie chwycił małego cwaniaka za skórę na karku, żeby go z siebie ściągnąć. Natychmiast jednak zluźnił chwyt, gdy Króliczek wydobył z siebie wystraszony, protestancki pisk. Wzdrygnął się. Nie chciał nic robić wobec jego woli.
— No dobrze, wdrap się do końca.
Kociak odetchnął, uspokojony i ponownie wbił pazury w biało-rude futro, by po chwili znaleźć się na barkach. Jaskrowy Pył stęknął cicho pod ciężarem. Młodzik ważył więcej, niż kocur mógłby się tego spodziewać.
 — Ciekawie to rozegrałeś. — Ledwo widocznie napiął mięśnie, by lepiej go utrzymać. — Ale… hm. Może na przyszłość w prawdziwej walce w ogóle nie używaj słów? Skupiaj się na słabościach przeciwnika. Patrz na lewo, ale zaatakuj na prawo. Wychwyć słabe punkty kota, z którym walczysz.
— Dobrze, b-będę p-pamiętał! — Kociak najwyraźniej zadowolony ze swojego sukcesu zamruczał, po czym łagodnie ssunął się z grzbietu kocura.
Uff, o ciężar mniej.
— Dobrze sobie radzisz, szybko wszystko łapiesz — stwierdził, bardziej do siebie niż do Króliczka.
— Tak? M-myślisz, że może b-być ze m-mnie do-dobry wojownik? — Nieśmiałe żółte ślepka wbiły się w kocura wyczekująco.
Ten mlasnął nerwowo, nie spodziewając się wcześniej takiego osobliwego pytania. Zamilkł na dłuższą chwilę
— Tak, myślę, że tak. — Skulił się na chłodny podmuch wiatru przechodzący mu przez futro. Pogoda dzisiaj niekoniecznie rozpieszczała. — Robi się coraz zimniej, nie przemarzłeś czasem? Może lepiej wrócisz już do mamusi? Musi się o ciebie martwić.
Jaskrowy Pył doskonale jednak wiedział, że jeśli malec zaprzeczy i zechce jeszcze z nim trochę zostać, ten nie będzie miał serca, żeby mu odmówić. 

<Króliczku? Przepraszam, że tak długo>

15 sierpnia 2020

Od Jaskrowego Pyłu CD. Wieczornikowego Wzgórza

Wieki kurde temu


Jaskrowy Pył siedział w milczeniu, z łapami owiniętymi ogonem, nie kontaktując ze światem. Śmierć Oszronionego Płatka doszczętnie nim wstrząsnęła. Przecież co dopiero z nią rozmawiał, przynosił kolację… jak on sobie bez niej poradzi? Bez najukochańszej mamusi?
— J-jak się trzymasz? — Dopiero łagodny głos Wieczornikowego Wzgórza zdołał wybudzić kocura z transu.
Zamrugał ślepiami i niepewnie odwrócił się w jego stronę, czując, że oczy mu się szklą. Trzymał się naprawdę beznadziejnie. Przecież on nie poradzi sobie bez matki. Co z tego, że był już dorosły i przecież powinien samemu o siebie zadbać? Potrzebował jej. Nie zebrał się na odpowiedź, jedynie mocniej przycisnął się do boku brata. Właściwie to miał już tylko jego. Z siostrą nigdy nie utrzymywał dobrych kontaktów, a skoro już zarówno mamy, jak i taty, brakowało…
— Mam nadzieję, że chociaż spotkała tatę — kontynuował Wieczornikowe Wzgórze.
— Mhm… może wreszcie… będą razem szczęśliwi. — Zamrugał intensywnie, by odgonić napływające do oczu łzy.
Cisza znowu nadciągnęła nad braci, otulając ich niczym poranna mgła. Jaskrowy Pył przełknął ciężko, wbijając martwy wzrok w przestrzeń. Nie był w stanie sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz był tak bardzo roztrzęsiony.
— Wieczorniku, ja… ja tak bardzo za nią tęsknię! — W końcu samotna łza spłynęła smętnie po policzku.
— Ja też. — Kocur położył uszy po sobie. — A-ale… wiesz, myślę, że ona by nie chciała, żebyśmy przez długi czas za nią rozpaczali i nie funkcjonowali normalnie. Teraz jest pewnie szczęśliwa i wolałaby, żebyśmy my też byli szczęśliwi.
Wojownik smętnie pokiwał głową w odpowiedzi, samemu nie wiedząc, czy zgadza się z tymi słowami. Kolejne łzy moczyły mu futro na pysku.

***

Wraz ze zmianą pogody, spadkiem liści i ich wzrostem na nowo, życie w Klanie Nocy trwało. Jaskier momentami odnosił wrażenie, że trwa aż za szybko, że nie nadąża za tempem pobratymców. Tyle rzeczy ważnych i ważniejszych się przewijało, że nie był w stanie zliczył ich wszystkich.
Od śmierci Oszronionego Płatka kocur zdążył jednak ruszyć na swoją pierwszą bitwę — z Klanem Klifu. Zdążył przeżyć przerażające zgromadzenie zapowiadające dalsze oznaki gniewu Klanu Gwiazdy. Zdążył zacząć szkolić swojego pierwszego w życiu ucznia, więźnia z dawnego Klanu Lisa, który niedługo później został odbity wraz z resztą swoich pobratymców, w wyniku odwetu zabijając między innymi Zawilcowy Deszcz. Dopiero wtedy kocur zaczął żałować, że nigdy nie poznał bliżej swojej siostry. Niestety lub stety, niedługo przed swoim odejściem kotka zostawiła w klanie wdzięcznych potomków — Zwinkę, Jaszczurka i Murówkę. Jaskrowy Pył został wujkiem! A dzieci zostały sierotami jeszcze przed opuszczeniem żłobka. Dotknęło to wojownika, ale mimo wszystko cieszył się, że Lisiaki wreszcie były wolne. Nigdy niczym nie zasłużyły sobie na to, co zgotowała im Pstrągowa Gwiazda. Kocur otwarcie liczył, że teraz będą mogli ułożyć sobie wszystko od nowa i zaczną szczęśliwe życie, może i z dala od klanów?
Widząc pysk Wieczornikowego Wzgórza wyłaniający się z legowiska wojowników, kocur natychmiast podniósł się z miejsca i ruszył w jego stronę. Teraz rzeczywiście tylko braciszek mu został.
— Hej. — Stanął przed nim, unosząc wysoko głowę, by zrównać się z nim linią wzroku.
— Hej Jaskier! — Na jego widok kocur gwałtownie zamachnął się ogonem, szturchając nim brata w bok.
Na pyszczku Jaskrowego Pyłu wymalował się lekki uśmiech. Tak bardzo się cieszył, że miał tak wspaniałego członka rodziny. I tak właściwie dopiero teraz, mimo, że kocur przez całe życie był dla niego bardzo ważny, zaczął doceniać go całym swoim sercem.
— Tak sobie myślałem, może byśmy przeszli się na polowanie? — Przebierał łapami, dukając nieśmiało.
Przez myśl mu przeszło, że po drodze mogą zahaczyć o groby mamy i siostry, ale już nie wypowiedział tego na głos.

<Wieczornik?>

28 lipca 2020

Od Jaskrowego Pyłu CD. Jesionowego Wichru

Dawno, dawno temu

Po czasie zrezygnowany wojownik przestał się szarpać, teraz już tylko bezwładnie zwisał w łapach młodego Dwunożnego. Nieśli go w stronę farmy. Po co? Nie wiedział i chyba nie chciał wiedzieć. W myślach zdążył już pożegnać się ze wszystkimi bliskimi mu kotami, przeprosić za to, że był taki beznadziejny oraz posłać modlitwę do Klanu Gwiazdy, żeby jak już miał umierać, niech przynajmniej dokonał tego szybko i bezboleśnie. Potwornie bał się tych dziwnych stworzeń, które jak gdyby nigdy nic go porwały. Jaką to miało siłę! Nieważne jakby próbował, nie mógł wyrwać się z uścisku tych łysych łap. A podrapać Dwunożnego nie był w stanie, za bardzo sparaliżował go strach. No cóż, a więc wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że to koniec Jaskrowego Pyłu, niemądrego i słabego  wojownika Klanu Nocy.
Trójka wrogich postaci, które go uprowadziły, radośnie gawędziły, a właściwie to wykrzykiwały coś między sobą, jednakże on nie rozumiał ich dziwnego języka. Bardziej skupił się na tym, że byli już kilkanaście lisich ogonów od farmy. Nerwowo przełknął ślinę. Wtem, kocię Dwunożnych, które go trzymało, niespodziewanie przyspieszyło, sprawiając, że kocur podskakujący w jego rękach przeraził się jeszcze bardziej. A więc chcą go najpierw wymęczyć, a dopiero po tym zabić? Przecież on nie zniesie tych tortur.
— Po-pomocy… — Położył uszy po sobie, a ku jego zdziwieniu, paskudne osobniki zaśmiały się na wypowiedziane przez niego słowa.
Tak, takie to było zabawne?! Chyba, że oni nie rozumieli jego wypowiedzi, tak samo, jak on nie rozumiał ich… nie, to wszystko było zbyt skomplikowane. Jedyne, czego Jaskrowy Pył teraz naprawdę pragnął, to zakończenia swojego cierpienia. Jeśli i tak ma zginąć, to teraz! A może… może te istoty zamierzały go zjeść?! Nie, ta myśl była jeszcze bardziej przerażająca. Nie chciał skończyć jako ich posiłek.
— Wieczorniku, Zboże, Jesionku, mamo… będę tęsknić. Wszyscy… wszyscy byliście dla mnie bardzo ważni, ale lepiej, żebyście się w ogóle nie przejmowali moim tragicznym końcem. Chyba beze mnie nawet będzie wam lepiej. — Wtem Dwunożni zatrzymali się, a kocur uniósł łebek z rosnącym w oczach przerażeniem.
Dotarli na farmę.
Osobnik, który przez cały ten czas mocno ściskał go w swych łapach, teraz podał go jednemu ze swoich towarzyszy, znowu mówiąc coś podniesionym głosem. Następnie podszedł do dziwacznej konstrukcji, którą wcześniej Jaskier widział jedynie z daleka. Kocur obserwował wystraszonymi ślepiami, jak ten nadusza podejrzanie wystające coś, a ściana jak gdyby nigdy nic się otwiera. Pozostałe dwa kocięta Dwunożnych podążyły za nim. W przerażonym wojowniku pojawiła się nowa nadzieja i ponownie spróbował się wyrwać, ale i tym razem okazało się to bezskuteczne. Weszli do środka, a ściana zamknęła się za nimi. Pisnął, tylną łapą lekko kopiąc swojego oprawcę w brzuch. To koniec. Zabrali go do swojego strasznego, pachnącego kurzem i przedziwnymi przedmiotami obozu, żeby się z nim rozprawić.
Przed nimi był tylko długi i wąski korytarz. Dziwnie oraz niepraktycznie urządzili tą swoją bazę. Jaskrowy Pył jednak szybko zorientował się, że na ścianach znajdują się odstające powierzchnie, podobne do tej, za pomocą której tutaj weszli. A więc to musiały być przejścia do legowisk… czy Dwunożnych było tutaj więcej? Kocięta raczej nie mogą mieszkać same, a te osobniki ewidentnie nie wyglądały na dorosłe.
Istota odłożyła go na podłoże, by tak jak pozostali, zdjąć z siebie swoje futro, pod którym mieli... kolejne futro? Wojownik teoretycznie dostał teraz szansę na ucieczkę, ale był zbyt sparaliżowany i jednocześnie zdumiony, by w ogóle się ruszyć. Gdy oprawcy odłożyli swoją zrzuconą sierść, ponownie wzięli biedaka na ręce i skierowali się do jednego z przejść. Spodziewając się, że przed nim ukaże się przerażające miejsce egzekucji lub spożywania posiłków, zamknął oczy, ponownie posyłając modłę do przodków. Jednak, ku jego zdziwieniu, zamiast wylądować w błocie czy czymś innym, równie nieprzyjemnym, poczuł pod łapami bardzo mięciutką powierzchnię. Wydawała się nieporównywalnie przyjemniejsza od posłań, z jakich korzystali w Klanie Nocy. Czy to podstęp? Niepewnie uchylił powieki i odkrył, że siedział, przytulany przez Dwunogów, na dużym, miękkim prostokącie wybijającym się nieco ponad podłoże. Powoli rozejrzał się wokół. Legowisko było przejrzyste, jasne i przytulne, przepełnione masą nieznanych kocurowi przedmiotów. Dziwnie tu pachniało, tak sztucznie. Ale… ale tak chyba nie wyglądałoby miejsce do egzekucji, tortur, czy nawet więzienie? Coś tutaj mocno nie grało. Te osobniki knuły chyba coś znacznie bardziej przebiegłego i brutalnego, niż Jaskrowy Pył mógł się z początku spodziewać. Skończy marnie, czuł to.
Niespodziewanie nawierzchnia na ścianie znowu się otworzyła. Tam stanął iście przerażający Dwunożny, na którego widok kocur o mało co się nie zachłysnął. Ten przedstawiciel gatunku był wyraźnie starszy od porywaczy — wyższy, bardziej barczysty, grubszy w pasie, z pomarszczoną skórą. Do tego miał znacznie więcej futra na pysku, nie okalało ono tylko czubka głowy, ale i podbródek. Sierść była dziwnie siwa. To musiał być prawdziwy oprawca wojownika! Jego kocięta tylko złowiły bezbronnego kota na jego rozkaz! Zapiszczał i zgarbił się jeszcze bardziej. Wtem został zauważony przez ów osobnika. Osobnik spojrzał na niego z obrzydzeniem i zaczął coś wykrzykiwać, wymachując przy tym swoimi dziwnymi łapami. Jaskier schował pyszczek między przednimi kończynami, przerażony. Młode Dwunożne też zaczęły mówić, a choć ich nie rozumiał, ich głosy były przepełnione żalem i sprzeciwem. Nie wiedział, czemu chcieli się sprzeciwiać oraz nawet nie miał kiedy o tym myśleć, bo potężna łapa zacisnęła się na jego karku. Istota podniosła go do góry, machając przed pyskiem palcem i jeszcze grożąc. Kocurek, czując, że zaraz wyjdzie z siebie, zamknął oczy.
Wyczuł, że Dwunożny zaczął go gdzieś nieść, ale bał się już nawet pisnąć. Ocknął się dopiero w chwili, gdy został brutalnie upuszczony na ziemię, a ściana za nim zamknęła się z głośnym hukiem. Huh, w tym legowisku było dziwnie zimno. Do tego zdawał się wiać wiatr, a w środku go nie było, cały obóz był zabudowany i nie dopuszczał do siebie świeżego powietrza… ale Jaskrowy Pył wciąż nie odważył się otworzyć ślepi.
— Jaskier! Żyjesz, dzięki Klanowi Gwiazdy! — dopiero znajomy głos sprawił, że kocur podniósł się z ziemi jak oparzony.
Przed nim stał Jesionowy Wicher, a obydwoje znajdowali się na zewnątrz, zaraz przed wejściem na farmę. Wojownik był wciąż w ogromnym szoku. Porwali go i narobili mu tyle stresu tylko po to, żeby zaraz przywrócić mu wolność? Nic z tego nie rozumiał.
— Żyję… chyba. Jesionowy Wichrze, nawet nie wiesz, jak cieszę się, że cię widzę. Ci Dwunożni to najbardziej przerażające istoty na tej ziemi!

<Jesionku? Przepraszam, że tyle to trwało ;;>

15 lipca 2020

Od Jaskrowego Pyłu CD. Króliczka

Dalej jesień

— P-przepraszam, m-mamusia m-mówi, ż-że je-jestem n-nieśmiały. — Kocurek skulił się. — C-czekam n-na w-wujka, b-bo o-on m-mógłby m-mnie na-nauczyć w-walczyć. C-chce ż-żeby Klonek z-zobaczył, że ja też umiem się b-bawić.
Wojownik pokiwał powoli łbem. Nie rozumiał zapału kociąt do zabawy w walkę, nigdy. Nawet, gdy sam miał mleko pod nosem, uważał to za prostackie, ale i straszne. Zawsze unikał takowych zabaw, ba, unikał jakichkolwiek zabaw. Nagle Króliczek rzucił mu zaciekawione spojrzenie, na co kocur schylił lekko łeb, zmieszany. Nie wiedział, co młodzikowi chodzi po głowie ani czy czegoś od niego czasem nie oczekuje. Nieznacznie położył uszy po sobie i znowu spojrzał malcowi w jego oczy. Wtem na pyszczek Króliczka wpłynął podejrzany uśmiech.
— A może pan m-mnie n-nauczy?
Na słowa malucha Jaskrowy Pył uniósł gwałtownie łeb i spojrzał na towarzysza z niemałym zaskoczeniem. Uczyć walki? On? Tego małego kociaka, którego łatwo byłoby skrzywdzić? Wojownik strzepnął uchem i zadrżał nerwowo, przez dłuższą chwilę zastanawiając się, co powinien odpowiedzieć. Trzepnął ogonem o ziemię, wznosząc w górę trochę pyłu, który niefortunnie osiadł na szarej sierści małego kocurka. Jaskier drgnął, lecz Króliczek zdawał się nią przykładać do tego większej uwagi.
— H-halo? — Kociak dalej oczekiwał na odpowiedź, przebierając łapkami w miejscu.
— Um… nie wiem, czy to dobry pomysł. Jesteś… jesteś jeszcze młody, a ja nie chcę, żeby coś ci się stało. Ale już wkrótce zostaniesz uczniem! Wtedy na pewno twój mentor nauczy cię wszystkiego o walce. Wystarczy trochę poczekać.
Króliczek przekrzywił łebek i zamrugał, nie wyglądając na zbytnio przekonanego. Wojownik westchnął nieznacznie. Nie umiał zajmować się dziećmi jeszcze bardziej, niż myślał. Może faktycznie powinien odprowadzić go do jego matki?
— No… no dobrze… mogę ci pokazać, jak się walczy. Ale tylko tak dla zabawy.
To zdanie najwyraźniej usatysfakcjonowało kocurka, bo lekko się uśmiechnął i podniósł z miejsca, by po chwili wygramolić się z uścisku, jaki dawał mu ogon Jaskrowego Pyłu. Starszy kocur również powoli dźwignął się na łapy, wciąż niepewny tego, co właśnie robi. Rozejrzał się nerwowo na boki, by upewnić się, czy nikt nie patrzy na ich dwójkę z podejrzeniem. Wojownik nie miał zamiaru wyprowadzić Króliczka na otwarty teren, ale też nie chciał, by w obozie ktoś krzywo się na nich spojrzał. W końcu Jaskier bawiąc się z kociakiem w walkę, taką bez ukazywania kłów i pazurów, nie robi nic złego… prawda? Stanęli w niedużej odległości od siebie, zaraz obok legowiska wojowników. Jaskrowy Pył wbił lekko pazury w ziemię, zastanawiając się, w co też właśnie się wpakował. Z cichym pomrukiem schował pazury z powrotem i posłał młodzikowi łagodne spojrzenie. Podszedł do niego jeszcze mały kawałek.
— W walce… w walce ważne jest zmylenie przeciwnika. Musisz wiedzieć, jak go zaskoczyć. Ale… ale pamiętaj też, że to wciąż tylko zabawa, co nie? Nie możesz zrobić Klonkowi krzywdy. — Ogon wojownika nerwowo chodził na boki, obijając się o pięty.
— N-no wieeeem
Nie był taki przekonany, czy Króliczek wiedział, ale bał się już skomentować. Zamiast tego wziął głęboki wdech i pokręcił lekko łbem. Nie chciał jakkolwiek skrzywdzić malca, a do tego nad głową miał ciągle widmo rodziców kociaka, którzy ich odnajdą i zgotują Jaskrowemu Pyłowi potężny opieprz. Od razu pogorszył by swoją i tak nędzną reputację.
— No to… chcesz spróbować mnie zaskoczyć? — zwrócił się do kociaka.

<Króliczku?>

06 lipca 2020

Od Jaskrowego Pyłu CD. Jesionowego Wichru

Jesień, przed śmiercią Oszronionego Płatka, przed bitwą z kk itd.

Nie do końca podobał mu się pomysł na kontynuację polowania. Czuł się zbyt skrępowany i zniechęcony swoją wcześniejszą porażką, więc na słowa byłego mentora pokiwał łbem bez większego przekonania. W odpowiedzi zaś otrzymał kuksańca w bark, na co niepewnie podniósł głowę. Jesionowy Wicher mu tak nie odpuści, hm? Cały on.
— Co to za mina? Uśmiechnij się. Co ty na to, aby się pościgać? — rzucił wesoło starszy z kocurów, starając się tym samym zagrzać Jaskrowy Pył do walki.
Młodzik jednak jedynie położył uszy po sobie. Pościgać? Po to, żeby tylko jeszcze bardziej się skompromitować? Chociaż, mimo wszystko nie powinien odmawiać…
— No nie wiem… — miauknął ostrożnie, z wahaniem.
— Będzie fajnie. Zdrowa rywalizacja, zmusza umysł do najwyższego skupienia. Wierzę, że dzięki temu, obaj wrócimy do obozu z wieloma piszczkami. Bo pamiętaj... Tu nie chodzi o wygraną, a o zrobienie zapasów na ten trudny okres — przypomniał mu niezmordowany Jesionowy Wicher starał się go dalej zachęcić.
— Masz rację — stwierdził kocur po dłuższej chwili ciszy. Nieznacznie uniósł ogon w geście zastanawiania się. — No dobrze… możemy spróbować w ten sposób.
— Świetnie! W takim razie dajmy sobie czas, aż słońce będzie w najwyższym punkcie na niebie, zgoda? Wtedy widzimy się w tym samym miejscu, co stoimy teraz.
Jaskrowy Pył kiwnął łebkiem, wciąż jednak niezbyt przekonany do tego pomysłu. Absolutnie nie wierzył w siebie ani w swoje umiejętności, jak więc miał dać radę sam mając nad głową widmo rywalizacji z byłym mentorem, doświadczonym wojownikiem, nawet jeśli była to czysto zdrowa i przyjacielska rywalizacja? Uśmiechnął się lekko i wymuszenie, gdy starszy życzył mu powodzenia, by następnie oddalić się w głąb lasu. Kocurek musiał przez chwilę odetchnąć i zebrać się w sobie, a dopiero po dłuższej chwili również ruszył, w przeciwnym co do przyjaciela kierunku. Węsząc i rozglądając się uważnie niezmiernie liczył, że szybko trafi na jakąś łatwą zdobycz. Nie musiał też specjalnie długo czekać. Wkrótce do nozdrzy dostała się delikatna woń myszy rozdzielająca szlaki wśród reszty leśnych zapachów. W wojowniku automatycznie zebrał się stres i niepokój. Starając się nie denerwować za bardzo i skupić na swoim zadaniu, przywarł do ziemi i obrał kierunek, w którym powinien się kierować, by znaleźć żyjątko. Tak też błyskawicznie natrafił na niewielką, wątłą mysz. Skupił na niej całą swoją uwagę, zaczekał do odpowiedniego momentu… i haps! Ku jego ogromnej dumie bez żadnego problemu zaskoczył swoją ofiarę i zacisnął zęby na jej drobnym ciałku. Chyba nie szło mu aż tak źle, jak mógł się spodziewać! Ostrożnie odłożył zdobycz na ziemię, odetchnął z ulgą i zabrał się za jej zakopanie, by móc wkrótce po nią wrócić. Teraz już nie mógł zepsuć reszty.
Im dalej się oddalał, tym więcej woni mąciło mu w głowie, momentami były wręcz ciężkie do odróżnienia od siebie. Zdołał jednak wychwycić sikorkę i od razu ruszyć w jej kierunku. Ptaszyna beztrosko podskakiwała po leśnym runie, jeszcze nie zdając sobie sprawy z obecności drapieżnika. Jaskrowy Pył wiedział, że szanse miał marne i sam nie wierzył, że może mu się udać, ale jednak postanowił się zmusić do spróbowania. Napiął mięśnie i zmrużył oczy, gotowy do ataku. Nim jednak zdążył wykonać jakikolwiek ruch, potencjalna zdobycz wyczuła albo jego, albo coś innego, co wprawiło ją w niepokój. Szybko wzbiła się w niebo i kocur tyle ją widział. Westchnął z zawodem. Wiedziałem, że tak będzie, przeszło lekko przez myśli.
Ku uciesze, nim słońce faktycznie objawiło się w najwyższym swoim punkcie, Jaskrowy Pył złapał jeszcze jedną, już większą od poprzedniej mysz oraz jedną nornicę. Nie był z siebie zbyt dumny, od razu przepełniał się przekonaniem, że Jesionowy Wicher na pewno poradził sobie o stokroć lepiej. Mimo to, powoli ruszył w drogę powrotną do wyznaczonego punktu, by spotkać się tam z kocurem i pokazać, co też przez ten czas upolował.

<Jesionku?>

05 lipca 2020

Od Jaskrowego Pyłu CD. Pluskającej Łapy

Jesień, przed śmiercią Oszronionego Płatka 

Kocura naprawdę zdziwiła prośba uczennicy, a raczej jej matki, ale przystanął na nią, mimo, że naprawdę nie chciał. Po feralnym polowaniu z Biegnącym Potokiem i niekomfortowymi pogaduszkami z mamą nauka gadatliwej uczennicy była naprawdę ostatnim, czego teraz potrzebował. Ale przecież wstyd by było odmówić i sprawić komuś przykrość czy wprowadzić w złość. Jednakże troszkę mu to wszystko śmierdziało… ale po co Pluskająca Łapa miałaby go okłamywać? Raczej nie miała powodu, więc nie miała po co kłamać. Chyba. Tylko czemu akurat on? Był beznadziejnym wojownikiem oraz nie umiał w kontakty z dziećmi, a już tym bardziej w uczenie ich. Chociaż z drugiej strony kotka nie była aż tak mocno młodsza od niego... pokręcił łbem, żwawo przebierając krótkimi łapami. Liście szeleściły pod stopami, a słońce przyjemnie przygrzewało futerko. Och, jak przyjemnie.
— To… jak to jest być wojownikiem, dobrze? — zapytała niespodziewanie.
— Jak to jest być wojownikiem? Hm… no no chyba dobrze — miauknął niepewnie. — Na pewno inaczej niż uczniem… ale da się przyzwyczaić do zmian.
— Jak bardzo inaczej? — Oho, zaczęło się wypytywanie.
— No… nie wstajesz już z rana na treningi, nie zajmujesz się starszymi i karmicielkami… jest znacznie więcej polowań i patrolów no i szkolenie własnych uczniów — wyjaśnił z zakłopotaniem, nie wiedząc do końca, jak to sensownie przedstawić.
— Masz własnego ucznia?
— Nie… nie nie, nie mam — zaoponował, energicznie kręcąc łebkiem. Właściwie to w ogóle nie widział siebie w roli mentora. Nie umiałby przekazać wiedzy!
Pluskająca Łapa otworzyła pyszczek, jakby chciała zapytać o coś jeszcze, ale akurat w tym momencie dotarli do rzeki. Obejrzał się za uczennicą i przystanął na brzegu, wlepiając spojrzenie w taflę. Po chwili na niej obok jego odbicia pojawiło się również odbicie ciekawskiego szylkretowego pyska. Jaskrowy Pył przełknął ślinę,zastanawiając się od czego by zacząć. Bo w zasadzie… to trochę jak szkolenie własnego ucznia.
— No to… chyba znasz już podstawy? Musisz usiąść tak, żeby twój cień nie padał na wodę i odpowiednio się przygotować… — zaczął, a gdy otrzymał odpowiedź w postaci kiwnięcia łbem na tak, ostrożnie kontynuował. — No i jak ryba już będzie przepływać… musisz się wymachnąć i wyrzucić ją na brzeg, no a potem dobić. Nie wiem… mam ci pokazać? — zapytał, przebierając łapami w miejscu. Oddech trochę mu przyspieszył ze stresu.
— Mhm… mógłbyś — stwierdziła, nie odrywając wzroku od wartkiego nurtu.
— Dobrze, odsuń się — poprosił łagodnie, a gdy Pluskająca Łapa usunęła się na odpowiednią odległość, nie spuszczając jednak z niego wzroku, ułożył się w odpowiedniej pozycji i nerwowo oczekując,  aż jakaś ryba łaskawie przetnie taflę.
Spoczywające na nim pomarańczowe ślepia tylko odbierały mu resztki pewności siebie. Na pewno to zepsuje, nie ma szans, że nie. Skompromituje się przed młodą uczennicą. Skoro nawet zdobyczy nie umiał ponieść do obozu bez przewrócenia się po drodze… odetchnął i skupił cały swój umysł na obserwowaniu rzeki.
 Minęło trochę czasu, aż zaobserwował rybią sylwetkę. Tyle czasu, że kotka siedząca za nim zdawała się zacząć denerwować. Zmrużył ślepia i wykonał gwałtowny ruch łapą. Zdobycz wyskoczyła, jednak razem z nią na kocura spadła niemała ilość wody skutecznie zasłaniająca pole widzenia. Ciecz dostała się do oczu. Zdezorientowany wojownik cofnął się i tak właściwie fartem nadepnął łapą na złapaną rybę, przyciskając ją do podłoża. Chwilę mu zajęło, aż zdołał się otrząsnąć i dobić wijącą się jeszcze ofiarę. Odetchnął głęboko. Miał rację, zepsuł. Czując, że łapią go wstyd i zażenowanie, niechętnie odwrócił się w stronę Pluskającej Łapy. Wiotkie ciałko zwierzyny zwisało mu z pyska. Zamrugał kilka razy i upuścił je po uświadomieniu sobie, że jeśli będzie je wciąż trzymał, uczennica nic a nic nie zrozumie.
— Mniej więcej tak. No… z naciskiem mniej więcej — wydukał z zakłopotaniem.

<Pluskająca Łapo?>

20 czerwca 2020

Od Jaskrowego Pyłu

— Uh, padam z łap, możemy już wracać. Pomożesz mi zabrać te ryby? Może nie będziemy musieli łazić z nimi na raty — stwierdziła Biegnący Potok. Odwróciła się ku malutkiego stosiku złowionych przez nich ofiar i napchała pysk dwiema z nich.
— Jasne. — Jaskrowy Pył pokiwał łbem i wziął trzecią.
Dwójka wojowników odsunęła się od brzegu rzeki i ruszyła spacerowym krokiem w stronę obozu. Rybi ogon zwisał z pyska kocura, co jakiś czas łaskotając go po futerku na piersi. Wykonał gwałtowny ruch łbem, chcąc wysunąć go nieco do przodu, by nie musieć znosić tego uczucia po raz kolejny, jednak zamiast tego jedynie potknął się o wystający korzeń przez nieuważne stawianie kroków i padł jak długi na ziemię. Ryba, którą przypadkiem wypuścił przy zdezorientowanym miauknięciu leżała, opiaszczona, kawałek dalej.
— Żyjesz? — zapytała nieco poddenerwowana kotka upuszczając zwierzynę, gdy przybity szokiem wojownik nie poruszył się. Podeszła do niego.
— Żyję — wydukał, unosząc łebek, a następnie całym ciałem podnosząc się z ziemi.
Wybornie, jego niezdarność znowu zrobiła z niego skończonego idiotę. Ganiąc się w myślach, niezgrabnym ruchem przysunął się do wcześniej upuszczonej, nieszczęsnej płotki. Jej łuski były całe okurzone, a gdy brał ją do pyska, poczuł w zębach chrzęszczący piasek. Westchnął cicho, posyłając Biegnącemu Potokowi przepraszające spojrzenie. Wojowniczka uśmiechnęła się jedynie, machnięciem koniuszka ogona sugerując, że nic się nie stało i sama wróciła po swoje zdobycze. Tym razem Jaskrowy Pył nawet nie próbował wykonywać jakichkolwiek gwałtownych ruchów, jedynie szedł przed siebie niepewnym krokiem, co chwila patrząc pod łapy, żeby przypadkiem znowu nie nadepnąć na coś niepożądanego. Ogon ryby znowu smyrał go, powodując nieprzyjemne łaskotki, ale starał się to zignorować.
Weszli do obozu, kierując się od razu to stosu ze świeżą zdobyczą, żeby zostawić tam swoje łupy. Zanim jednak kocur to zrobił, jeszcze raz spróbował otrzepać płotkę z piasku niezgrabnymi ruchami tłustej łapki. Następnie ostrożnie ją odłożył, nie chcąc zepsuć czegoś jeszcze.
— Dzięki za wspólne polowanie — zwrócił się do towarzyszki.
— Nie ma sprawy! Chociaż w sumie to ja muszę się już zbierać, zaraz idę na patrol, no, miło było — miauknęła naprędce i nie czekając na odpowiedź, ruszyła szybko ku grupce kotów zbierających się przy wyjściu, które, jak Jaskier się domyślił, zapewne zbierały się na wspomniany przed chwilą przez kotkę patrol.
Jeszcze przez chwilę odprowadzał ją wzrokiem, po czym zerknął łakomie na stosik, przy którym wciąż stał. Jadł już śniadanie, ale chyba nikt na niego nie nakrzyczy, gdy weźmie dla siebie coś jeszcze… już prawie sięgał apetycznie wyglądającą nornicę, gdy niespodziewanie poczuł na sobie czyiś dotyk. Odwrócił się gwałtownie, jednak uspokoił się, gdy zobaczył, że to Oszroniony Płatek. Zaskoczyło go to trochę, kotka rzadko kiedy opuszczała legowisko starszyzny. W szczególności teraz, gdy Słodki Język nagle zniknęła, a klan został sam z nieumiejętnym Truskawkową Łapą, starsza nie chciała nic załapać. Wojownik odsunął się od stosu lekko zawstydzony, w myślach szukając wymówki na podjadanie.
— Ooo, hej mamo! Ja właśnie chciałem ci zanieść posiłek — miauknął przygłupawo, lekko ocierając się o jej szylkretowe futro w geście powitania.
— T-to mi-miło z two-twojej stro-strony sy-synku, a-ale n-nie je-jestem gło-głodna — odpowiedziała. Po chwili zamyślenia i milczenia usiadła obok niego, garbiąc się. — Chcia-chciałam za-zapytać, j-jak ra-radzisz s-sobie ja-jako wo-wojownik. Kie-kiedy m-mnie o-odwiedzasz, w o-ogóle o so-sobie n-nie o-opowiadasz.
— Uhm, ja? No, dobrze. Naprawdę dobrze, cieszę się, że Jesionowy Wicher mi zaufał i mianował tak młodo — stwierdził, nie do końca zgodnie z prawdą. Ale czy Oszroniony Płatek koniecznie musiała wiedzieć o wszystkich jego niepowodzeniach i lękach? Nie miał po co jeszcze bardziej dobijać już i tak smutnej, zmęczonej życiem matki.
— Cie-cieszę się. W-wiesz, chcia-chciałabym do-dożyć mo-momentu, w któ-którym do-dostaniesz swo-swojego pie-pierwszego u-ucznia. A-albo chwi-chwili, w któ-której zo-zobaczę swo-swoje wła-własne wnu-wnuki — zamruczała.
Jaskrowy Pył speszył się jeszcze bardziej. Nie lubił rozmów na tematy miłości i dzieci, zawstydzały go i wprawiały w jeszcze większe użalanie się nad sobą. Przecież nigdy nie byłby dobrym partnerem dla kogokolwiek, nie mówiąc już o byciu ojcem.
— Taaak… mamo, może już będziesz wracać do legowiska? Nie chcę, żebyś się przeziębiła, a ja akurat mam coś jeszcze do zrobienia — skłamał, czule pacnął ją ogonem i szybciutko ruszył w przeciwnym kierunku.
Pech chciał, że na jego drodze musiała wyrosnąć jak grzyb szylkretowa uczennica

<Pluskająca Łapo?>

18 czerwca 2020

Od Jaskrowego Pyłu CD. Króliczka

Jaskrowy Pył leniwym krokiem opuścił legowisko wojowników, ziewając przeciągle. Ledwie co się obudził, ślepka wciąż miał zaspane, to też na początku nawet nie zauważył małego, niebieskiego cętkowanego kociaka siedzącego w przykucu przy wejściu do legowiska. Dopiero, gdy ten wykonał zwiewny ruch ogonem, wprawiając tym samym w szelest pobliską kupkę liści, wojownik odwrócił się w jego stronę. Ah, kojarzył tego osobnika. Jedyny syn Żółwiego Brzasku i Szałwiowej Chmury. Kocur był odwiedzić jego matkę w żłobku, gdy młodzik, imieniem Króliczek zresztą, był jeszcze taki malutki i ślepy. Zdecydowanie wyrósł od tamtego czasu. Ale czy wciąż nie był za mały, żeby samotnie opuszczać żłobek, jeszcze z rana, gdy w obozie panował niemały ruch? A może wszystkie kociaki tak robiły, a to Oszroniony Płatek była jeszcze bardziej przewrażliwiona niż Jaskier myślał? Wcześniej niespecjalnie zwracał na to uwagę. Przystanął więc na chwilę, obserwując małego przybysza. Ten wlepiał w niego swoje żółte oczka, chyba nie mając zamiaru się odezwać. Wojownik zamyślił się na moment. Może powinien odprowadzić go do żłobka, tak dla pewności? Zanim jednak to zrobi, wypadałoby się chociaż przedstawić, prawda?
— Hej mały, jestem Jaskrowy Pył — przywitał się łagodnie. Jedną z niewielu zalet bycia karzełkiem był fakt, że przynajmniej w rozmowie z kociętami nie musiał specjalnie dostosowywać wysokości pozycji swojej głowy do głowy swojego rozmówcy.
— D-dzień d-dobry — wydukał nieśmiało Króliczek.
Wojownik stropił się na chwilę, jeszcze raz rozglądając się po obozie. Nigdzie jednak nie dostrzegł ani śladu czekoladowego futra karmicielki, która raczej powinna teraz sprawować pieczę nad swym jedynakiem.
— Rodzice wiedzą, że tu jesteś? —  zapytał z wolna. Kociak w odpowiedzi pokiwał łbem. No cóż, skoro tak, to tak musiało być. —  No dobra, to co tu robisz? Szukasz kogoś? — zapytał, nerwowo przestępując z łapy na łapę. Zdecydowanie nie potrafił w konwersacje z osobnikami znacząco młodszymi od siebie. Jak się z takim powinno rozmawiać?
— Sz-szukam Szakłakowego C-Cienia — miauknął, rozglądając się uważnie.
—  Ach, chyba nie ma go tutaj. Wydaje mi się, że wychodził z kimś na polowanie. Albo i na patrol — wyjaśnił maluchowi, w międzyczasie starając się ukryć lekkie drżenie ogona. Nie czuł się komfortowo i najlepszym wyjściem z sytuacji rzeczywiście wydawało się mu odniesienie kocurka z powrotem do jego matki.
Na pyszczku Króliczka wymalował się lekki zawód, co jeszcze tylko bardziej wprowadziło wojownika w panikę. Czemu dzieci były takie trudne w obsłudze. To z nimi było coś nie w porządku czy z nim? Chociaż… przecież wszyscy kochali dzieci i byli tacy dumni ze swoich własnych. Więc tak, to ewidentnie z nim było coś nie tak. Cóż, zdążył się do tego przyzwyczaić, uważał całego siebie za mocno wybrakowanego.
— No to… mam cię odprowadzić do żłobka? Wiesz, Szałwiowa Chmura chyba nie będzie zadowolona, kiedy długo nie będziesz wracał do niej. A z Szakłakowym Cieniem możesz zawsze spotkać się po południu — zaproponował, w sumie samemu nie wierząc w to, co mówi. Chyba powinien był od razu zabrać go do karmicielki, a nie jeszcze pytać, czego młodzik chce? Jeszcze wyjdzie na niego, że to on był z kocurkiem i go nie przypilnował należycie, gdy mu niespodziewanie stanie się jakaś krzywda.
— P-poczekam — stwierdził, owijając łapki ogonem.
Jaskrowemu Pyłowi nie zostało chyba nic innego, niż poczekanie z nim. W co też znowu się wpakował? Kiwając bezradnie głową, usiadł koło Króliczka i po chwili namysłu delikatnie przysunął go kitą do siebie. Tak się chyba robi, nie?

<Króliczku?>

Od Jaskrowego Pyłu CD. Jesionowego Wichru

Odwrócił łebek na dźwięk głosu mentora i nieśmiało spojrzał mu w oczy. Lekko zdziwiła go ta propozycja. Czy Jesionowy Wicher wciąż czuł obowiązek opiekowania się z nim, czy jednak była to czysto przyjacielska sugestia? Kocur niezmiernie wierzył, że to drugie. Tak jakoś lepiej było mu z myślą, że tak utalentowany wojownik jak jego były mentor chce bezinteresownie spędzić z nim trochę czasu, mimo skończenia już wspólnego treningu. Jak więc miałby odmówić?
— Jasne! — miauknął z wdzięcznością Jaskrowy Pył i skinął kocurowi łbem.
— W takim razie chodźmy w stronę iglastego lasu. Ryby możemy zostawić sobie na koniec — zasugerował, na co młodszy odpowiedział mruknięciem aprobaty. Pamiętał, że Jesionowy Wicher nudził i męczył się strasznie podczas oczekiwania, aż jakaś zdobycz łaskawie do niego podpłynie. — Jak czujesz się jako wojownik? — kontynuował, gdy ruszyli już w drogę i opuścili obóz, spacerowym krokiem obierając wcześniej wyznaczony kierunek.
— Nie jest źle. Właściwie to lepiej, niż myślałem — przyznał całkiem szczerze. — Trochę brakuje mi przyjaciół z legowiska uczniów… ale daję sobie radę. Przynajmniej tak myślę — dodał, nieco speszony.
— Bo tak jest, widzę, że sobie radzisz. Naprawdę jestem z ciebie dumny, Jaskrowy Pyle. Po prostu musisz spróbować wydobyć z siebie więcej pewności siebie — stwierdził.
— Wiem — mruknął z cichutkim westchnieniem. Wojownik często mu to powtarzał i z każdym tym powtórzeniem kocurek coraz bardziej powątpiewał, że ma w sobie chociaż jakieś nikłe resztki tej tak ponoć istotnej w życiu odwagi i wiary w siebie.
Przeszli przez kłodę będącą niejakim łącznikiem między wyspą a stałym lądem. Następnie ruszyli wzdłuż rzeki, ku lesie rosnącym kawałek drogi za obozem. Chłodny wiatr przedzierał się przez krótkie futro, przypominając o zbliżającej się coraz większymi krokami Porze Nagich Drzew. Przy nagłym silniejszym podmuchu Jaskrowy Pył przymknął na chwilę oczy i zaparł się łapami, jakby bał się, że go porwie. Nie uszło to uwadze starszego z Nocniaków, który nie skomentował, lecz na jego pyszczku na chwilę zawitał lekki uśmiech. Karzełek położył uszy po sobie ze wstydu, po czym spojrzał przed siebie. Byli już praktycznie na miejscu. Zapach świeżego igliwia uderzył nozdrza kocura. Już zaraz obydwoje przeciskali się między agresywnie sterczącymi gałęziami półnagich krzewów. Wojownik rozglądał się co i raz, sam nie do końca wiedząc, czy w obawie przed jakimś zagrożeniem, czy w poszukiwaniu zwierzyny. Otuchy dodawał mu jednak fakt, że w Jesionowy Wicher był przy nim. Przecież z nim nic strasznego mu nie groziło, mógł się czuć chroniony i bezpieczny.
Zatrzymał się i zastrzygł uchem, gdy na tle leśnych zapachów niespodziewanie wyczuł woń ryjówki. Małe żyjątko skrywało się gdzieś nieopodal. Instynktownie przypadł do pozycji łowieckiej, rozglądając się uważnie. Jego towarzysz widząc to, sam zamarł, chyba nie chcąc mu przeszkadzać i wypłoszyć potencjalnej zdobyczy, choć Jaskier czuł, jak ciężkie jest dla niego wytrzymanie w bezruchu. Gdy wypatrzył już żyjątko, spożywające jakieś ziarno wśród leśnego runa, skupił na nim całą swoją uwagę. Poczekał jeszcze chwilę, aż ryjówka odpowiednio się ułożyła… i skoczył, nie wyczuwszy jednak zbyt dobrego momentu. Ofiara wyczuła go i natychmiast rzuciła się do ucieczki. Nim zdążył zareagować, ta znalazła się już w swojej norce. Zacisnął zęby, klnąc siebie w myślach. Zrobił z siebie idiotę na oczach byłego mentora, kiedy miał mu pokazać, że całkiem radzi sobie jako wojownik. Jego podświadomość wiedziała, że to nic złego, że nawet najlepszemu łowcy zwierzyna raz na jakiś czas się wymknie, ale on już czuł się jak największy przegryw. Taki już urok potężnie zaniżonej samooceny kocura.
— Zepsułem — wymamrotał jedynie z niesmakiem.

<Jesionowy Wichrze?>

16 czerwca 2020

Od Jaskrowej Łapy (Jaskrowego Pyłu) CD. Wieczornikowej Łapy

Kocur pokiwał łbem jako znak zgody, ale przed udzieleniem słownej odpowiedzi rozejrzał się nerwowo. Tutaj czuł się znacznie pewniej niż w obozie, ale wciąż w powietrzu unosił się strach, że zaraz skądś wyłoni się niepożądany osobnik i podsłucha ich rozmowę. Jeszcze gorzej, gdyby ten ktoś był zapalonym zwolennikiem Pstrągowej Gwiazdy i naniósł jej na nastawienie oraz knucia dwójki niezadowolonych, zbuntowanych młodzików.
— Ja też nie. To, co robi Pstrągowa Gwiazda, to bezsensowne mordowanie niewinnych. A my się do tego przyczyniliśmy…— miauknął, kładąc uszy po sobie z lekkim zawstydzeniem. — Myślisz, że Klan Gwiazdy kiedyś ją za to ukara? — zapytał po chwili namysłu.
— Hmm, może możliwe. Ale w końcu dali jej życia, a jeśli to ona zabiła tatę… to oni musieliby o tym wiedzieć. Może oni się z nią sprzymierzają? — mruknął.
Jaskrowy Pył chciał zaoponować, że nie mają dowodów na to, żeby kotka rzeczywiście otrzymała dziewięć żywotów, ale potem przypomniał sobie walkę z lisem podczas sprowadzania więźniów do obozu. Wieczornikowa Łapa miał rację. Ale… może przodkowie nie mieli na to wpływu, musieli mianować przywódcą byłego zastępcę nie patrząc na jego czyny i zamiary? Przecież Lisia Gwiazda też musiał jakoś dojść do władzy. Tak samo ci wszyscy straszni liderzy ze żłobkowych opowieści matki i ojca, jak zły i okropny Jagodowa Gwiazda…
— Może i tak — stwierdził. — Ale… nieważne, jak jest, ja nie godzę się z jej działaniami i… i jeśli będzie trzeba, sprzeciwię się im — dodał, już znacznie mniej pewnie siebie. Sam nie do końca wierzył w swoje słowa, bo owszem, nie znosił ich aktualnej liderki całym sercem, ale jeśli dojdzie co do czego, faktycznie zbierze w sobie tyle odwagi, by otwarcie się sprzeciwić?
— Tak — mruknął potwierdzająco. — Nie damy się Pstrągowej Gwieździe.

***

Jaskrowy Pył ziewnął szeroko, leniwie wychylając niewielki łebek z legowiska wojowników. Na zewnątrz od razu przywitała go przyjemna, jesienna aura. Pozwalając się samemu sobie nią nacieszyć, wziął głęboki oddech świeżego powietrza, po czym przecisnął się przez wejście do legowiska i wyczłapał na zewnętrzną część obozu. Słońce już wstało, raźno świtając na niebie i obrzucając polankę pod rozłożystym drzewem swoimi promieniami. Część kotów zdążyła już wstać, ciesząc się tą wyjątkowo przystępną pogodą. Kocur rozejrzał się naprędce po wojownikach jedzących, rozmawiających czy szykujących się do wyjścia z obozu. Jako, że sam nie był przydzielony do żadnego patrolu czy polowania, bez pośpiechu podszedł do stosu ze świeżą zdobyczą i wybrał dla siebie dorodną rybę. Nie ukrywał, że nie wyobrażał sobie poranka bez jakiegoś sycącego śniadania. Przecież tak na pusty żołądek po prostu nie da się normalnie funkcjonować. Niosąc swój posiłek w pysku, usadowił się na uboczu i upewniwszy się, że nikt nie patrzy na niego tak, jakby chciał podejść i wspólnie zjeść, z satysfakcją rozpoczął konsumpcję. Mimowolnie zamruczał, gdy przyjemny smak załaskotał podniebienie, a zaraz potem wypełnił cały pyszczek. Kocur przełknął kęs, instynktownie się po nim oblizując, tak dla pewności, że na wibrysach czy samym pysku nie zostawił ani kawałka. Nie potrafił ukryć się z faktem, że jego dziecięca miłość do jedzenia wcale nie przeszła. Tak właściwie, gdyby nie odpowiedni trening z zaangażowanym mentorem i samozaparcie Jaskrowego Pyłu, wojownik zapewne byłby już nazywany drugim Bobrzą Kłodą. Choć jednak starał się nad sobą panować jak tylko mógł, po prostu nie był w stanie odmówić dodatkowej lub większej niż zazwyczaj porcji, jeśli już nadarzyła się do tego okazja. No bo przecież nie mogło się zmarnować!
Deletkowanie się rybą przerwało mu jednak niespodziewane szturchnięcie łapą. O mało co się nie dławiąc, obrócił się na pięcie, żeby zobaczyć, kto był takim haniebnym żartownisiem i odmówił mu przyjemności płynącej z niezmąconego posiłku. Uspokoił się jednak od razu, gdy okazało się, że tym haniebnym żartownisiem jest nikt inny, jak Wieczornikowa Łapa.
— Heej Jaskier, nie chciałem cię przestraszyć — miauknął na przywitanie ze słyszalną nutą wyrzutu w głosie. — Aaale w sumie nie mam dziś od rana treningu, więc tak sobie pomyślałem, czy moglibyśmy razem wyjść na polowanie albo po prostu się przejść? — zasugerował.
Wojownik przełknął utknięty w gardle kawałek zwierzyny, a na jego pyszczku zagościł uśmiech. Odkąd otrzymał nową rangę i imię, strasznie brakowało mu tego, że nie sypia już z bratem w jednym miejscu oraz nie mają dla siebie tyle czasu, co dawniej, kiedy jeszcze obydwoje trenowali. Z utęsknieniem oczekiwał dnia jego mianowania. Przecież uczeń zasługiwał na to nawet bardziej od nieudolnego Jaskra. Jakby więc mógł odmówić takiej okazji? Teraz był w stanie bez problemu wybaczyć kocurowi nawet przerwanie jedzenia.
— Jasne! — zamruczał z aprobatą. — Ruszamy od razu? To znaczy… jak to zjem, tak,  chciałbym jeszcze zjeść.

<Wieczorniku?>

14 czerwca 2020

Od Jaskrowej Łapy (Jaskrowego Pyłu) CD. Zbożowej Łapy


Z narastającym przerażeniem obserwował Zbożową Łapę, która potraktowała jego siostrę jak zwierzynę łowną. Bezlitośnie rzuciła kotką, wyrywając jej futro i szarpiąc za ucho. Jaskrowa Łapa podniósł się z miejsca, zastanawiając się, czy może by nie interweniować. Nim jednak strach pozwolił mu się spiąć do jakiegokolwiek działania, na bójkę uczennic zwrócił uwagę Poziomkowy Blask i sprawnie je rozdzielił. Kocur odetchnął z ulgą, lecz na miejsce lęku zaraz pojawiła się złość skierowana do młodszej kotki. Co ona sobie wyobrażała? Co dopiero wrócili z bitwy, niesłusznej bo niesłusznej, ale byli zmęczeni i poranieni, a ta jeszcze prowokowała bójki? Gdy Zbożowa Łapa podeszła do nich, po drodze wypluwając z niesmakiem kępki szylkretowego futra, nie odezwał się jednak ani słowem. Czy to strach przed tym, co może sobie pomyśleć i odpyskować przyjaciółka? A może niechęć do wywołania dalszych ewentualnych potyczek, które były teraz najmniej potrzebną Klanowi Nocy rzeczą? Nie wiedział.
— Idiotka — sarknęła, gdy zjawiła się wystarczająco blisko dwójki braci.
Jaskrowa Łapa omiótł łapy ogonem i wbił w nie wzrok, nie mając ochoty na rozmowę, jaka to Zawilcowa Łapa jest beznadziejna. Owszem, sam nie przepadał za siostrą, ale… czy Zbożowa Łapa nie potrafiła nigdy chować języka za zębami? Pokręcił łbem.
— Chyba powinniśmy iść do medyków, żeby opatrzyć rany — zasugerował nieśmiało Wieczornikowa Łapa. Rany całej trójki nie były jednak wcale takie okropne, a Jaskier odniósł wrażenie, że bratu bardziej chodzi o zmianę tematu, niż żeby faktycznie tak bardzo zależało mu na szybkim zajęciu się otrzymanymi w walce obrażeniami.
— Racja — poparł go szybko kocur, unosząc wzrok znad swoich łap. — Chodźmy już, Słodki Język i Truskawkowa Łapa pewnie mają łapy pełne roboty i nieprędko się nami zajmą.— Kątem oka zauważył, jak uczennicy nadymają się policzki na dźwięk drugiego z imion. Miał tylko nadzieję, że znowu nie zacznie tematu. Nie potrzebowali teraz rozwydrzonej i wyzywającej każdego, kto jej się podwinie Zbożowej Łapy, ta sprzed chwili, rozżalona i współczująca była wystarczająca, a wręcz lepsza od tego, co kotka prezentowała sobą na co dzień.
— Tylko Słodki Język może do mnie podejść — burknęła, ale nie zaczęła drążyć tematu.
Cała trójka więc wstała i skierowała niemrawe kroki w stronę legowiska medyków, pod którym zebrał się już niemały tłum. Teraz zdawało się, że cały obóz jest przepełniony masą kotów,  znanych i nieznanych. Kocur westchnął ciężko i skrzywiając się lekko, gdy kolejna rana przypomniała o swoim istnieniu, przystanął bliżej tej całej zbieraniny. Widać było, że medycy nie wyrabiają. Co się dziwić? Jakby tak pomyśleć to i tak mieli tylko jednego, pomocnik Słodkiego Języka nie dość, że niesprawny, zdawał się nic nie umieć i wręcz marnować stanowisko, na którym grzał się już niemal kilkanaście ładnych księżyców.
— Nie czuję łap — odezwał się z nutką żalu w głosie Wieczornikowa Łapa, od razu zwracając na to uwagę brata. Emocje tak szargały uczniem, że żal wylewający się z pyska braciszka zdenerwował go znacznie bardziej, niż powinien.
— Żyjesz? Na pewno? — zapytał, próbując dopchać się jak najbliżej brata, gdy kolejne poranione koty wczłapywały się do legowiska.
W końcu i uczniowie wepchali się do środka. Jaskrowa Łapa odetchnął głęboko drążącym nozdrza zapachem ziół i innych medycznych specyfików. Te niestety mieszały się w wonią krwi, która była tu wszechobecna. Kocur rozejrzał się naprędce wokół siebie.
 — Ej — wyszeptała nagle Zbożowa Łapa. — Jest tutaj. — Zdezorientowany uczeń spojrzał na nią ze zdziwieniem i dopiero po chwili zrozumiał, o co, a właściwie o kogo chodzi.
Nieznacznie machnął ogonem. Czy ona nawet teraz nie mogła przestać myśleć o tym, jak bardzo nie znosi Truskawkowej Łapy i jak bardzo chce mu dopiec?
— Planujesz coś? — zapytał, również szeptem, przy okazji gryząc się w język. Tym pytaniem pewnie tylko ją nakręcił.

<Zboże?>

03 czerwca 2020

Od Jaskrowej Łapy (Jaskrowego Pyłu) CD. Jesionowego Wichru

— Jaskrowa Łapo, możesz podejść? — zawołał go niespodziewanie Jesionowy Wicher.
Uczeń obrócił się na pięcie, wstając nagląco z wygodnego posłania. Czyżby jego mentor właśnie wrócił z rozmowy z liderką? Jaskier przełknął nerwowo ślinę i ruszył w jego stronę.
— Co… Co powiedziała? — zapytał, czując, jak cały drży z nerwów.
— Przygotuj się na mianowanie. Gratulacje — ogłosił wojownik z pomrukiem zadowolenia i uśmiechem wymalowanym na pysku. — Rany... Jestem taki z ciebie dumny! — Delikatnie przytulił swojego ucznia, na co ten zareagował cichym piskiem. Wciąż był tak zszokowany usłyszanymi właśnie wieściami, że nie był w stanie trzeźwo reagować. — Będziesz wspaniałym wojownikiem Jaskrowa Łapo, tylko zapamiętaj. Więcej odwagi.
Nastąpiła dłuższa chwila ciszy, podczas której Jaskrowa Łapa starał się uspokoić przyspieszony oddech i szalejące myśli. Wojownikiem… on wojownikiem? Jeszcze przed bratem, który był przecież od niego zdolniejszy i sprawniejszy?
— Ja… dziękuję. Dziękuję za wszystko, Jesionowy Wichrze — miauknął w końcu, nerwowo przestępując z łapy na łapę. — Mianowanie będzie jeszcze dzisiaj, tak?
Mentor, a raczej już były mentor kocura uśmiechnął się serdecznie.
— Tak, na pewno już niedługo. Przygotuj się też mentalnie na nocne czuwanie, jest to dosyć męczący rytuał, ale dasz sobie z nim radę — ostrzegł.
— Tak, przygotuję się. — Pokiwał łbem i jeszcze raz nieznacznie przytulił się do niego. — Dziękuję, naprawdę dziękuję za to, czego mnie nauczyłeś!
— Ależ nie ma za co — odpowiedział z cichym pomrukiem rozbawienia.
Jaskrowa Łapa odsunął się od wojownika, skinął mu łbem i odszedł na trzęsących się łapach. Przygotuj się? Jestem z ciebie dumny? Kocur oddałby wszystko, żeby posiadać teraz chociaż w połowie tyle pewności, co Jesionowy Wicher. Czuł, że nie jest na to ani trochę gotowy. Przecież szkolił się tylko 4 księżyce… co prawda bez problemu opanował już cały "materiał", ale wszystko działo się tak szybko… nie czuł się na siłach, by zostać przyodziany w tytuł wojownika. To przecież znaczyło nowe imię, nowe legowisko, nowe obowiązki… nowe wszystko. Czy on w ogóle sobie poradzi bez mentora u boku, który w razie czego mu pomoże? Czy poradzi sobie bez tej lekkiej wyrozumiałości, którą wojownicy obdarzali uczniów? Czy poradzi sobie bez bliskości Wieczornikowej Łapy? Po raz pierwszy w całym ich życiu będą spali oddzielnie! Liczył, że jego brat jak najszybciej otrzyma nowy tytuł, przecież na niego w pełni zasługiwał.
— O, Jaskier! Tu jesteś! Szukałem cię wszędzie!
O, o wilku mowa.
Jaskrowa Łapa błyskawicznie obrócił się w stronę dobiegającego do niego brata. Kocur przystanął przy nim, łapiąc oddech. Jak szybko i jak długo biegł?
— Oh, hej — przywitał się karzełek, starając się ukryć drżenie głosu, które wciąż nie ustało. — Tak?
— Poszedłbyś ze mną i Zbożową Łapą na polowanie?
Otworzył pyszczek zaskoczony i zaraz go zamknął. No nie. Chciałby pójść.
— Um, naprawdę bym chciał, ale chyba powinienem zostać w obozie… bo… Wieczorniku, ja będę dzisiaj mianowany na wojownika. Sam w to nie wierzę! — wydukał.
Oczy Wieczornikowej Łapy momentalnie się rozszerzyły, a kocur zamruczał z aprobatą. Chyba cieszył się szczęściem swojego brata.
— Wow, to super! Gratulacje — zawołał z nieukrywanym entuzjazmem, przyjacielasko trzepiąc go ogonem o bok. — Kiedy dokładnie? Bo może nie opłaca nam się już wychodzić na to polowanie ze Zbożem… chcę przy tym być!
— Właściwie to sam nie wiem — przyznał. — Jesionowy Wicher powiedział jedynie, że mam się przygotować, aż Pstrągowa Gwiazda zwoła klan.
— To poczekam z tobą! — Zaoferował się, co Jaskier przyjął z wielką wdzięcznością.
Nie pozostało mu więc innego, jak ukojenie nerwów, wylizanie krótkiego futra do perfekcyjnej czystości, a to wszystko w akompaniamencie pogaduszek z bratem.
— Niech wszystkie koty wystarczające dorosłe, by samodzielnie polować, zbiorą się tu na spotkanie klanu! — Rozległo się tak nagle i niespodziewanie, że Jaskrowa Łapa aż podskoczył.
Cały stres i niepokój, których udało mu się już wyzbyć, teraz wróciły ze zdwojoną siłą. Z trudem stanął na łapy, czując, jak się pod nim uginają. Da radę tam podejść? Da radę w ogóle się odezwać? Wtedy Wieczornikowa Łapa popchnął go delikatnie i zachęcająco, z tym swoim przyjaznym uśmiechem na pyszczku. Uczeń złapał głęboki wdech i podszedł w stronę Pstrągowej Gwiazdy z bratem u boku. Dopiero przy samej przywódczyni Wieczornik odstąpił go i szybko wtopił gdzieś w tłum.
— Ja, Pstrągowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. — Przez ciało kocurka przeszedł kolejny dreszcz. Gdzieś zaraz za sobą usłyszał zachęcający okrzyk Jesionowego Wichru. — Jaskrowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przy...przysięgam —  wydukał, z trudem łapiąc powietrze.
Liderka skinęła nieznacznie łbem.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Jaskrowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Jaskrowy Pył. Klan Gwiazdy cieni twoją lojalność i poświęcenie, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Nocy.
Wtem tłum zaczął skandować imię świeżo upieczonego, skrajnie przerażonego wojownika. Nie będąc w stanie odnaleźć się w sytuacji przez to wszystko dookoła, zaczął jedynie niemrawo rozglądać się za Wieczornikową Łapą lub Jesionowym Wichrem, licząc, że ci mu jakkolwiek pomogą.

<Jesionku?>

30 maja 2020

Od Jaskrowej Łapy CD. Wieczornikowej Łapy

— Ja… chyba też — mruknął, opuszczając łeb i podchodząc bliżej brata.
Wieczornikowa Łapa wyglądał, jakby był w naprawdę opłakanym stanie psychicznym. Jego ubłocone i zmoczone futro tylko potęgowały wrażenie, że z kocurem nie jest dobrze. Jaskier zrobił powoli jeszcze kilka kroków w jego stronę, aż jego łapki nieszczęśnie zanurzyły się w błocie. Ostrożnie przysunął się do brata, lekko obawiając się, że może zostać od niego odtrącony. Gdy jednak się tak nie stało, po prostu mocno go przytulił. Czuł, że obydwoje potrzebują teraz siebie nawzajem bardziej, niż kiedykolwiek. Zaginięcie ojca i utrata wiary w jego odnalezienie całkowicie przybiła Jaskrową Łapę, a z Wieczornikiem wyraźnie nie było wcale lepiej. A teraz, gdy jeszcze zrozpaczona matka odeszła do starszyzny a Zawilcowa Łapa, z którą Jaskier tak czy tak nie miał nigdy dobrych kontaktów, wydawała się prawie w ogóle nie opuszczać swego legowiska w rozpaczy, mieli tylko siebie.
— Wracajmy. Zamarzniemy tu… a w deszczu i tak nic już nie znajdziemy — rzucił nieśmiało uczeń, a przez myśli przebiegło "Jeśli w ogóle kiedykolwiek znajdziemy".
— Ta… masz rację. — Brat odwrócił się w jego stronę i mozolnie pokiwał łbem.
Jaskrowa Łapa powoli odsunął się od niego i wstał na cztery łapy, które po drodze nieudolnie próbował oczyścić z błota. Ruszyli przyspieszonym krokiem, bo deszcz nie ustawał, a wręcz przeciwnie, ciął coraz bardziej. Do tego skutecznie ograniczał widoczność i rozeznanie w terenie, do tego stopnia, że w pewnym momentach kocur już nie wiedział, gdzie tak właściwie się znajdują. Czy to w ogóle jeszcze ich terytorium? A może w którymś momencie przypadkiem i nieświadomie przeszli na ziemie wroga?
W końcu, po jakimś czasie mordującej tułaczki gdzieś na horyzoncie uczeń dojrzał niewyraźne kocie sylwetki. Niestety nie miał pojęcia kto to i czy w ogóle należy do Klanu Nocy, co lekko go zniechęciło. Jeśli to wrogi patrol, a oni serio są na nie tym terenie co powinni? Kocur chciał ich ominąć, ale wtem Wieczornik również ujrzał te sylwetki. Delikatnie popchnął brata i ruszył w tamtą stronę, nie pozostawiając wciąż niepewnemu wyboru. Nie zajęło im to dużo, wkrótce postacie stały się bardziej wyraźne i na ich ogromne szczęście okazali się to ich sprzymierzeńcy, współklanowicze. Do tego nie byle jacy, a ci, z którymi wyruszyli na poszukiwania.
— Oh, tu jesteście młodzi. Już, wracamy do obozu. — Na ich widok odezwał się uniesiony głos, który krzykiem próbował przekrzyczeć szalejący wiatr i ulewę.
Jaskrowa Łapa jednak zdołał go usłyszeć i trzymając się kurczowo boku Wieczornikowej Łapy, obydwoje ruszyli za nimi.

***

Dni po bitwie stały się jeszcze bardziej schematyczne i męczące, niż wcześniej. Wstanie, śniadanie, trening, po południu prawdopodobnie patrol lub polowanie i oczywiście wszechobecny stres i plotki związane z nowymi więźniami klanu. Jaskrowa Łapa ani trochę nie popierał działań Pstrągowej Gwiazdy, czuł do niej ogromny żal, a wręcz… nienawiść? W końcu pozbawiła niewinne koty ich domu, rodzin, wszystkiego, co miały tak o, z własnego kaprysu. A on jeszcze w tym uczestniczył i nieco nieświadomie kogoś zabił. Przecież tatuś był znacznie lepszym przywódcą, takim szlachetnym, pokojowym, wyrozumiałym… nie pakował ich w niepotrzebne walki, a kto wie, czy ich obecna liderka zaraz nie wpadnie na iście genialny pomysł podboju kolejnego klanu, tym razem takiego w pełni oficjalnego?
Było popołudnie, jedno z naprawdę niewielu, które uczeń miał okazję spędzić w obozie. Aroniowy Podmuch nie wyznaczył go do udziału w patrolu, nikt nie zaprosił na polowanie czy coś, nie dostał nawet obowiązku zajęcia się starszyzną, karmicielkami lub więźniami. Jaskier sprzed kilku księżyców byłby przeszczęśliwy z takiego stanu rzeczy i wykorzystałby ten czas na spanie, ale nie ten Jaskier. Ten Jaskier wolałby już morderczy wysiłek fizyczny niż zostanie sam na sam ze swoimi mrocznymi, drążącymi w mózgu jak kret w ziemi myślami. Bo w tych właśnie momentach jak ten do jego głowy przychodziły naprawdę zwariowane pomysły i teorie. Jak ta, że może Deszczowa Gwiazda wcale nie został porwany, a z premedytacją zabity i ukryty przez Pstrągową Gwiazdę. Przecież kocica była żądna władzy, nieprzewidywalna, nie lubiła ich poprzedniego przywódcy a do tego już dawno zaprzestała poszukiwań. Po takim czasie bezowocności owych poszukiwań było to logiczne działanie, ale w oczach zagubionego ucznia świadczyło jedynie o świadomości, że i tak nigdy go nie znajdą. Co gorsza Jaskrowa Łapa dusił te myśli w sobie, sprawiając, że tylko bezsensownie rosły.
— Hej, Jaskier. — Uniósł łeb, ku niewyobrażalnej uldze widząc, że to tylko jego braciszek.
 — Oh, hej — miauknął rozluźnionym tonem. I wtedy w głowie kocurka pojawił się niezwykle ryzykowny pomysł podzielenia się z Wieczornikiem drażniącymi go myślami. — Jak już tu jesteś, to… bo ja ostatnio tak myślałem, ale nie miałem z kim się podzielić — zaczął, zniżając ton głosu do szeptu. — Wiem, że już tyle czasu minęło i nie powinniśmy tego odkopywać, ale… co, jeśli Deszczowa Gwiazda wcale nie został porwany? Jeśli… jeśli to Pstrągowa Gwiazda zabiła go dla władzy?

<Wieczorniku?>

28 maja 2020

Od Jaskrowej Łapy CD. Jesionowego Wichru

Jaskrowa Łapa stanął nad brzegiem, czekając na instrukcje od mentora. Szczerze wolał mieć ten trening już za sobą, popływa i będzie miał spokój. Wciąż był zmęczony i obolały, a okropne obrazy zakrwawionych i martwych ciał ciągle wracały, nie chcąc mu odpuścić.
— Nie. Dziś nie będzie pływania. Udowodniłeś już, że umiesz chodzić w wodzie. Teraz czas na łowienie ryb! — Oznajmił Jesionowy Wicher. — To wymaga dużo cierpliwości. Ja przed połowem, dużo biegam, aby się zmęczyć, bo inaczej nie mogę usiedzieć w miejscu. — Uśmiechnął się lekko. — Łapanie ryb! — Wojownik przysiadł na brzegu wpatrując się w taflę i zachęcił ucznia do tego samego. — Zasada jest taka, że musisz usiąść tak, aby cień nie padał na wodę — wyjaśnił, siadając we wspomniany sposób. — Widzisz? Cień nie jest na wodzie, dzięki czemu ryba nie wie, że ktoś na nią poluję. Musisz siedzieć nieruchomo i obserwować tafle. Kiedy zobaczysz rybę, należy szybkim ruchem łapy, wyrzucić ją na brzeg. Uważaj, bo są śliskie i strasznie skaczą. Kiedy ci się to uda, skaczesz na nią, przygniatając całym ciałem i wgryzasz się... no... wiadomo.
Pokiwał łbem. Przez cały ten czas starał się jak najbardziej skupić na słowach Jesionowego Wichru, ale nie szło mu to najlepiej przez roztargnienie. Jedna myśl goniła drugą, popychała ją w głąb umysłu, ale zaraz nadchodziła kolejna. I tak bez końca. Uczeń był zszargany bólem, wspomnieniami, poczuciem winy i przerażeniem, które zdawało się zaciskać mu swoje szczęki na gardle. Nie był w stanie trzeźwo myśleć o treningu, ale cóż, chciał się chociaż starać. To, że to staranie się miało marny skutek, to już inna sprawa.
Usadowił się we wskazanej pozycji, tak, by jego cień ominął wodę i go nie zdradził. Mentor nie spuszczał z niego wzroku z delikatnym uśmiechem malującym się na pysku, co zamiast dodać uczniowi odwagi i otuchy, bo pewnie to miało na celu, tylko bardziej go zestresowało. Nie skomentował jednak, tylko pół świadomy wciąż obserwował taflę, oczekując ryb. Czuł, że i tak dzisiaj nic nie złowi, był w zbyt beznadziejnym stanie psychicznym. Fizycznie właściwie również nie było z nim najlepiej, rany zadane przez niebieskiego wojownika niemiłosiernie go piekły. Od samego początku nie uważał tego treningu za pomysł, który miałby być dobry z którejkolwiek strony, ale nie chciał sprzeciwiać się autorytetowi wojownika.
— Ekhem, Jaskrowa Łapo, jesteś tam?
Kocur gwałtownie pokiwał łbem. Fakt faktem, zamyślił się aż za bardzo.
— No jestem — wydukał. — Po prostu ciągle obserwuję rzekę, żeby wypatrzeć te ryby.
— Tak? No to jedna właśnie ci uciekła — stwierdził Jesionowy Wicher.
— Przepraszam… skupię się bardziej i naprawdę coś upoluję — mruknął niemrawo, prawdopodobnie chcąc bardziej przekonać do tego samego siebie, niż mentora.
Tym razem postarał się przenieść całe skupienie na rzekę i jej wartki nurt. Wytężył wzrok, licząc, że nagle pojawi się cień ryby i na spokojnie ją złowi. Jak na złość, nic się nie zjawiło. A może to on był na tyle nieprzytomny, że nie potrafił dostrzec zwinnego cienia przecinającego taflę? W końcu jednak coś mu mignęło. W końcu! Nie myśląc zbyt wiele, zamachnął się energicznie łapą, mając nadzieję, że trafi w szybko przemieszczający się punkt. Tu jednak od razu pojawił się problem. Przykrótka łapa nie była w stanie dosięgnąć ofiary z tej pozycji, więc Jaskrowa Łapa naprędce się przysunął. Za szybko i zbyt nieuważnie. Kocur potknął się o własne łapy, z bolesnym krzykiem i donośnym pluskiem lądując w rzecznej toni. Szybko wybił się na powierzchnię, ale przez gigantyczny strach nie był w stanie należycie machać łapami.
— M-me-mentorze?!

<Jesion?>

25 maja 2020

Od Jaskrowej Łapy

Jaskrowa Łapa siedział po brodę w wodzie, czując, jak całe jego ciała drga z nerwów. Nie wierzył, w jakiej sytuacji właśnie się znajdował. Nie, nie chciał dopuścić tego do świadomości. Że niby on ma rzucić się do obozu nieznanych, raczej niegroźnych kotów i z nimi walczyć? To było poza możliwościami jego wyobraźni. A zaraz miało wydarzyć się naprawdę. Rzeka, na treningach przyjemna, teraz wydawała się wrogiem i nagląco zachęcała do wyskoczenia z niej. Jak bardzo by jednak nie chciał, tchórz nie był w stanie uciec. Bał się gniewu Pstrągowej Gwiazdy. Gdyby tatuś tu był… on nigdy by do czegoś takiego nie dopuścił, prawda? Nie zaatakowałby neutralnie nastawionych, nie zagrażających im istot.
Umysł ucznia został wyrwany z otępienia przez nagłe zamieszanie, które zapanowało w mieszczącym się przed nimi obozie. Grupa będąca haczykiem najwyraźniej została zauważona. Wojownicy Klanu Nocy już zaczęli zbierać się ze swoich miejsc. Jaskrowa Łapa stanął niemrawo na trzęsących się jak galareta krótkich łapach, wiedząc, że i tak za nimi nie nadąży.
— Klanie Nocy, do ataku — warknęła liderka, rzucając dumne spojrzenie co najmniej zaskoczonym członkom Klanu Lisa.
Gdy kocur niezdarnie dalej właził po dziwnej drewnianej konstrukcji, pierwsi napastnicy z jego klanu już naparli na wroga. Uczeń złapał głęboki wdech. Chyba jeszcze nigdy w życiu tak bardzo się nie bał. Zmusił się, by wejść wyżej i udało mu się przedrzeć do obozu. Od razu, zbity z tropu, wpadł w wir walki. Było głośno, bardzo głośno. Pierwsze plamy krwi już zdążyły splamić ziemię. Zamrugał intensywnie, aby powstrzymać spływające łzy napędzane przez przerażenie. Nie powinno go tutaj być, nie nadawał się do tego. Stał tak na dygoczących kończynach, nie wiedząc, co ze sobą zrobić, aż do momentu, gdy nagle wpadła na niego sfrustrowana Zbożowa Łapa. Jaskrowa Łapa odwrócił się w jej stronę zaskoczony.
— Jaskier! Ty też. Chodź, chodź — oznajmiła, a wtedy zza jej grzbietu wyłonił się Wieczornikowa Łapa. Kocur wydawał się być tak samo przerażony i niechętny do walki, jak jego brat.
Jaskier z wolna pokiwał łbem. Nie chciał z nikim walczyć, ale chyba nie pozostawiono mu wyboru. Gdyby tak Zboże postanowiła komuś szepnąć słówko, że zamiast walczyć za "dobro klanu" skrywał się na uboczu... był tutaj, by walczyć. Powinien wykonać swoje zadanie, niezależnie od tego, jak bardzo nie zgadzał się z planem Pstrągowej Gwiazdy.
Podążył za kotką i bratem, dość ślamazarnie omijając kręcących się wszędzie wokół wojowników. Przy okazji o mało co nie został zmiażdżony przez toczącą się wściekłą kulę futra, zębów i pazurów. Odskoczył na bok w ostatniej chwili. Po drodze kocica naprędce pokazała mu ich ofiarę i wyjaśniła prowizoryczny plan. Każdy z uczniów obszedł więc niebieskiego kocura z innej strony. Pierwszy ruszył Wieczornikowa Łapa. Uczeń zdeterminowany postawą najdroższego brata również rzucił się na "wrogiego" osobnika. Przeorał jego bok swymi niezbyt ostrymi pazurami, korzystając z chwili, gdy ten odwrócił się, by dosięgnąć Wieczornika. Po dłuższej chwili do braci dołączyła Zbożowa Łapa. Kocur rzucał się pod naporem młodych uczniów, starając się obronić siebie ze wszystkich sił. Jaskier jednak nie opuszczał. Owszem, przez cały ten czas czuł się paskudnie z myślą, że robi coś takiego, ale jak już się w to wplątał, to nie powinien zawieść i dać zachęcającej go do walki kotce powodów do szyderstwa. Wtedy kot z Klanu Lisa zdołał zrzucić z siebie Wieczornikową Łapę. Jaskier powstrzymał się od krzyku. Miał nadzieję, że temu nic się nie stało i tylko mocniej wgryzł się w skórę pod niebieskim futrem. Ofiara jednak w miarę zapanowała nad sytuacją, tym razem boleśnie raniąc Zboże. Zdezorientowany kocur w tym momencie starał się tylko zachować równowagę i nie zostać zrzuconym. Został niespodziewanie kąśnięty w ucho, a potem pazury zahaczyły o lewe udo. Syknął z rozpaczą, czując rosnącą chęć do odwrotu. W tym jednak momencie Wieczornik podniósł się i ponownie rzucił na wroga od tyłu. Jaskra jednak jeszcze bardziej zaskoczyła Zbożowa Łapa, która wybiła się zwinnie i skoczyła niespodziewanie na łeb kocura. Trzymała się mocno, zaciekle gryząc go po uszach i najwyraźniej drapiąc po wrażliwych oczach. Muszący znosić ten widok uczeń na moment zamknął powieki, zbyt przerażony obrazami toczącymi się przed nim. Dopiero teraz pewna myśl powoli pełza do świadomości. Przecież właśnie od tak rzucił się na kota, który nic mu nie zrobił, a co więcej przyczynił się do jego poważnego okaleczenia. Zrobili mu już wystarczająco dużo… może czas przestać?
Ku jego rozpaczy uczennica jednak nie zamierzała odpuszczać. Tylnymi łapami zaczęła orać szyję wroga. Wtedy brat posłał Jaskrowi znaczące spojrzenie. Kocur kiwnął łbem i na znak obydwoje odskoczyli. Wtedy poraniony kocur już całkowicie stracił równowagę, zaczął się niemrawo zataczać, po chwili upadł na ziemię z ciężkim, chrapliwym oddechem. Wieczornikowa Łapa wszedł na niego i tylko mocniej przywarł do podłoża, Jaskrowa Łapa zrobił to samo. Cisza. Długa, niepokojąca cisza. Mimo otaczających ich prychnięć i wrzasków tu było po prostu za cicho. Zboże lekko zmieniła pozycję, by teraz móc zacisnąć szczęki na karku ofiary. Z czasem wbijała kły głębiej. Potem zluzowała ucisk. Jaskier odetchnął. Hej, to już koniec. Pokazali mu, że są silniejsi, więc mogą sobie od niego iść… uczeń nie chciał nawet patrzeć na swoje pazury ubabrane krwią obcego, niewinnego kota. Ale… mijały chwile, a ten wciąż się nie poruszał. Jego ciało przestało się unosić w rytm płytkich oddechów. Czy...
— My… — zaczął z przerażeniem Wieczornik.
— Zabiliśmy go...? — dokończył Jaskrowa Łapa, czując, jak drgawki atakujące jego ciało przed napaścią na obóz gwałtownie wracają.
On naprawdę to zrobił. Przez niego ktoś zginął. Stracił życie. Nie będzie już budzić się każdego dnia, spędzać czas z rodziną czy przyjaciółmi, nikt nigdy nie będzie mógł z nim już porozmawiać ani się spotkać… nawet w Klanie Gwiazdy? Te koty chyba nie wierzyły… uczeń odwrócił się gwałtownie od ciała, starając się powstrzymać łzy. Nie może się teraz mazać, musi wytrzymać.  Przynajmniej do czasu, aż wrócą do obozu i gęsta atmosfera opadnie. Tak, wtedy wtuli się w matkę i cały mokry od łez opowie jej wszystko, wyżali się oraz przeprosi. Bo przecież nie chciał nikogo zabijać… w końcu cała trójka odsunęła się od bezwładnego ciała. Jaskrowa Łapa starał się nie odwracać za siebie. Chciał już do domu, chciał o tym wszystkim zapomnieć albo chociaż uznać za przykry sen. Tak, to nigdy się tak naprawdę nie wydarzyło. Niestety uczeń nie miał pojęcia, że ta bitwa była tak właściwie tylko początkiem wielkiego konfliktu.

19 maja 2020

Od Jaskrowej Łapy CD. Jesionowego Wichru

Przed bitwą

Dziś Jaskrowej Łapie udało się wstać przed mentorem, z czego czuł się naprawdę dumny i usatysfakcjonowany. Mimo to był nieźle zestresowany tym, co dzisiaj go czeka. Chciał pokazać, że potrafi, ale czy naprawdę potrafił? Usiadł w wyznaczonym miejscu w oczekiwaniu na czekoladowego wojownika. Czekanie nie potrwało jednak długo, Jesionowy Wicher wkrótce się przed nim zjawił, zwinnym ruchem wyłaniając się z legowiska wojowników.
— No to idziemy — miauknął na przywitanie, nie zatrzymując się przy uczniu, a od razu prowadząc go w miejsce treningu. Rudzielec natychmiast ruszył, starając się za nim nadążyć na swoich krótkich łapkach. Jednak z dnia na dzień, dzięki treningom był coraz bardziej wytrzymały i pokonywanie większych dystansów z kotem o normalnych łapach nadającym tempa nie było już dla niego takim wyzwaniem.
Szybko dotarli do tego samego odcinka rzeki, co wczoraj. Wojownik wszedł na płyciznę, a Jaskier zaraz za nim. Powoli oswajał się z okalającą go zimną cieczą. Dziś nie wydawała się taka straszna, jak ostatnio. Ba, była nawet przyjemna. Mentor zachęcił go ruchem ogona do wejścia głębiej. Uczeń przełknął i zaczął brnąć. Łapa za łapą. Wkrótce stracił oparcie i zaczął przebierać kończynami, tak jak wczoraj uczył go Jesionowy Wicher. Płynnie unosił się na powierzchni, będąc w stanie utrzymać się dłuższą chwilę. Wtedy jednak jedna z łap mu się osunęła i panika znowu złowiła go w swoje sidła. Przerażenie zasnuło na chwilę umysł. Nic nie umie i nigdy się nie nauczy! Utonie jak ostatni nieszczęśnik! 
— Tak, tak trzymaj. Jestem obok siebie — usłyszał nad uchem i od razu poczuł, jak siła i determinacja wracają. Z zażartością skupił się na sile i ruchach łap, starając się je z powrotem unormować. Udało się. Łapiąc oddech, znów lekko unosił się na powierzchni.
Rzucił mentorowi wdzięczne spojrzenie, a następnie powoli zatoczył wokół niego koło. Czując, że kończyny nie dają już rady, wrócił na płyciznę. Stanął tam, miarowo oddychając. Zrobił to. Udało mu się przepłynąć płynnie jakiś dystans!
— Brawo — zamruczał Jesionowy Wicher, który właśnie do niego podpłynął. — Spróbuj jeszcze raz, dobrze ci idzie — zachęcił.
Rudzielec kiwnął łbem. Tak, spróbuje jeszcze raz. Czując, że nerwowy oddech już się unormował, a serce przestało tak walić, ponownie wkroczył na głębszy tor rzeki. Żwawo poderwał krótkie łapki od dna i wprawił je w odpowiedni ruch. Czuł się dużo pewniej niż ostatnio no i chyba szło mu znacznie lepiej. Czuł, że musi jeszcze ćwiczyć, bo co jakiś czas nadal wpadał w lekką panikę lub źle stawiał łapy. Ale hej, było coraz lepiej! Chyba jeszcze nigdy duma z własnych czynów tak go nie wypełniała. A wypełniała do tego stopnia, że w pewnym momencie przez nieuwagę o mało co nie poszedł na dno. Jedynie szybka interwencja czekoladowego wyprowadziła go bezpiecznie z tej opresji.
— A było prawie dobrze — mruknął z żalem Jaskier, wypluwając przy tym resztki wody, która dostała się do pyska przy niespodziewanym i spowodowanym nieuwagą zanurzeniu. — Ale następnym razem będzie lepiej, dam z siebie wszystko — dodał.
Wiedział, że mentor w niego nie wątpi.
— No to płyń jeszcze raz. Teraz z pełnym skupieniem.
Pokiwał posłusznie łbem i ruszył już po raz trzeci. Tym razem da radę. Przecież wiedział, jak to zrobić oraz umiał to zrobić. Pokaże Jesionowemu Wichrowi oraz samemu sobie, że potrafi.
Łapa za łapą, machnięcie po machnięciu. Powoli, zgrabnie, by tylko być w stanie utrzymać się dłużej na powierzchni. Tak, jest dobrze. Jeszcze kawałek.

<Jesionku?>

17 maja 2020

Od Jaskrowej Łapy CD. Jesionowego Wichru

Wciąż nie rozumiał tego całego rytuału. Przecież gdyby coś takiego faktycznie miało się odbyć, mama wspomniała by mu o tym jeszcze w żłobku. Czy Jesionowy Wicher coś knuł?
— Teraz jak widzisz, że woda cię nie zje, możemy poćwiczyć ruchy łap — kontynuował wojownik, w tym czasie wchodząc do rzeki. — Patrz na mnie, a później wejdź na głębszą wodę i zrób to samo, co ja. Jakbyś tonął to cię uratuję. I radzę się do tego przyłożyć. Ta umiejętność może w przyszłości, uratować ci życie.
Umiejętność, od której odpowiedniego lub nieodpowiedniego opanowania mogło zależeć jego życie? Brzmiało groźnie. Pokiwał jedynie łebkiem i całą swoją uwagę skupił na ruchach czekoladowego, który bez najmniejszych problemów, niezwykle płynnie przemierzał rzekę. Po prostu tak, jak gdyby już od kociaka uczył się pływania i woda nie miała przed nim żadnych tajemnic. Jaskier ciągle patrzył z niedowierzaniem. Czy on naprawdę kiedyś też się tego nauczy? Jakoś nie był sobie w stanie wyobrazić samego siebie spokojnie sunącego przez wodę i jeszcze może wypatrującego ryb w tym samym czasie.
— No dobra, teraz ty spróbuj. Bez pośpiechu, bez stresu, skup się na odpowiednich ruchach — oznajmił, wracając na płyciznę, na której wciąż stał jego uczeń.
Kocurek złapał głęboki wdech. Jak mógł się nie stresować w takiej sytuacji?! Z jednej strony nie chciał zawieść Jesionowego Wichru, który może być zły i jeszcze raz przeprowadzić ten dziwny rytuał, ale z drugiej wizja przemierzania rzeki w miejscu, gdzie nie może swobodnie dotknąć dna… nawet zapewnienie starszego kocura, że w razie czego go uratuje, niezbyt pomagały rudzielcowi. Wiedział jednak, że musi chociaż spróbować, inaczej zawiedzie wszystkich wokół… a co Pstrągowa Gwiazda mogłaby zrobić kotu, który nie dość, że jest synem jej znienawidzonego Deszczowej Gwiazdy, to nie umie pływać i na nic się nie zda klanowi?
Ruszył przez wodę, której zaczynało się robić coraz więcej. Szybko przykryła mu pyszczek aż do nosa. Kocur przed oczami ciągle miał dokładnie zarysowane ruchy, które wykonał Jesionowy Wicher. Jeszcze jeden głęboki wdech, żeby się uspokoić… i oderwał się od dna, nieco mozolnie machając krótkimi łapkami. Zdołał się jednak utrzymać jedynie przez chwilę, szybko stracił panowanie, a strach ścisnął gardło i Jaskrowa Łapa poleciał w dół. Czekoladowy jednak zdążył już do niego dopaść, złapał za kark i wyciągnął z powrotem na płyciznę.
— Dobrze jak na pierwszy raz, ważne, że w ogóle byłeś w stanie poruszyć łapami — stwierdził, podczas gdy lekko oszołomiony Jaskier wykasływał resztki wody, która dostały mu się do pyska. — Musisz próbować do upadłego, aż pojawią się efekty pracy.
Czyli ma do końca dnia nieudolnie młócić wodę łapami? O nie. Nie ukazał jednak swego zniechęcenia, a przytaknął mentorowi. Odpoczął jeszcze chwilę, oddychając głęboko, a potem podszedł z powrotem w stronę przerażającej otchłani. Tak jeszcze raz, drugi, trzeci, czwarty. Czas mijał, a każda kolejna próba nadal kończyła się niepowodzeniem i ratunkiem ze strony Jesionowego Wichru. Arlekin przestawał w siebie wierzyć.
— Ja nie wiem, czy kiedykolwiek dam radę — wydukał, gapiąc się w taflę.
— Na pewno dasz, musisz się tylko bardziej skupić i próbować jeszcze więcej.
— Ale ja jestem bardzo skupiony — mruknął z wyrzutem. — Jesionowy Wichrze… czy tym razem mógłbyś… płynąć obok mnie? Chyba byłbym pewniejszy, niż gdy wiem, że jesteś blisko, ale mam taką świadomość, że możesz nie zdążyć dopłynąć.

<Jesionku?>