– Lilio! Weź mnie nie strasz, bo bym ci kości połamał!
Kotka się zaśmiała i usiadła przed nim.
– Co u mojego braciszka?
– Otóż myślałem o niedawnym spotkaniu z Ulewnym Szkwałem, nie przepada za mym kolorem futra, ale spoko gość. Kiedy kocięta? Poznają wujka?
– Mroku! – zganiła go. – Jeszcze ślubu nie było!
– A po co ślub? Inne koty jakoś bez tego żyją.
Kotka westchnęła z uśmiechem.
– Taka jest tradycja w Klanie Nocy.
– A no właśnie, siostrzyczko, co tam w klanie? Nie pytam o sekrety, gdyż wiem, że nie chcesz ich zdradzać, ale co u ciebie?
– Och, Mroku, ostatnio niezbyt dobrze…
– Zdradził cię? Zawiódł? Kiedy będzie na patrolu?
– Nie, nie! Nie chodzi o Ulewnego Szkwała, jeśli już to ja go zawiodłam… ale chodzi o to, że moja najlepsza przyjaciółka, Szafir, obraziła księcia, Rogatego Flaminga. Stałam obok niej, potem on nagadał na mnie przywódczyni i teraz nie dość, że przywódczyni mi nie ufa, to nie dostanę ucznia, jak już dostanę, to czekoladowego i inni zauważą, że to oznacza, że przywódczyni mi nie ufa! I wtedy wszyscy inni będą na mnie patrzeć okoniem! Mroku to straszne…
– Hej, będzie dobrze. Zawsze mogę go zatłuc.
– Och, ty zawsze wybierasz język przemocy! – zaśmiała się.
– Bo jest najskuteczniejszy? Robisz bach, bach i po sprawie.
– Ech, ty mały barbarzyńco – zaśmiała się.
– W ogóle, jak ta cała Mandi Bandi ci nie wierzy a jemu tak, to widać wiek pada jej na mózg…
– Na Klan Gwiazdy, Mroku! To przywódczyni i księżniczka!
– Przywódczyni sryni, ona, jak i reszta są siebie warci, nieważne, że ktoś cierpi, najważniejsze jest to, że mają lśniące pazurki i gładki nosek…
Kotka trzepnęła brata po uchu.
– Bracie, wcale tak nie jest. Wiem, że się o mnie martwisz i w ogóle, ale to, o czym mówisz, jest okropną obelgą dla rodu, najważniejszej rodziny w klanie, a więc i obelgą dla mnie.
Mrok przekręcił oczami, lecz liliowa mogła w jego oczach zobaczyć żal.
– No dobrze, ale jeśli znowu ten cały Rogacz… znaczy, książę Rogaty Flaming przyczepi się do ciebie, jak kleszcz do zadu i nie będziesz się czuła dobrze w klanie, pamiętaj, że tu jestem.
Lilia się wzruszyła.
– Dziękuję, Mroku! Jesteś najlepszym bratem na świecie! – kotka się do niego przytuliła.
Kocur nie wiedział co zrobić, od dwudziestu czterech księżyców nikt go nie przytulał, to było takie dziwne, niecodzienne.
– No, dobrze. Może trochę się rozerwiemy? Znam nieopodal piękne miejsce, z małym strumyczkiem i dziwnym łukiem zbudowanym przez Bezfutrzastych, czyli jak się mówi u was, Dwunożnych. Możemy tam popolować i chwilę odpocząć.
Liliowa Pieśń kiwnęła głową i ruszyła za bratem.
***
Bawili się przednie, żartowali, ochlapywali się, kąpali, polowali. Przy bracie czuła się nie jak Liliowa Pieśń, wojowniczka Klanu Nocy, lojalna, choć niektórzy w to wątpili, tylko jak Lilia – samotniczka urodzona przy rzece.
Słońce już powoli zachodziło. Brat odprowadzał wojowniczkę z powrotem na tereny klanu. Nagle usłyszeli niespodziewany głos:
– Mroku? Mroku, gdzie ty!
Kocur popatrzył się z przerażeniem. Gdy widział lub słyszał ojca, tylko wtedy się bał, jakby ciągle był niewystarczający.
Popatrzył na kotkę, z miną mówiącą “przepraszam”.
– Grr… odejdź stąd! Nikt nam nie zabierze terytorium!
– No, no, no, kolejna wojowniczka “Klanu Nocy”? – zaśmiał się Sosna. – Jeśli myślisz, że ty i twoi kumple nas stąd wygonią, to się mylisz. Już raz to zrobiliście, drugiego nie będzie.
Kotka oniemiała. Czy on mówił prawdę, czy kolejny raz manipulował synem?
– Idź stąd, kupo futra, albo będę musiał użyć siły!
Kotka nie miała odwagi ani siły, by coś odpowiedzieć, Sosna ją przerażał. Nie jako samotnik, ale jako nieodpowiedzialny ojciec i partner, który nie kochał partnerki, nie kochał syna, kochał władzę, sługę i kogoś, kto mu tę sługę dawał. Obróciła się, spojrzała przez ramię i pobiegła w kierunku obozu. Kotka miała już dość tego wszystkiego. Tej zależności, tej fałszywości, tego strachu, tego, że trzeba było kłamać, by przetrwać. Jakby tego wszystkiego było mało, spotkała przy rzece Błękitną Lagunę oraz Łabędzią Łapę.
– Witaj, drogi zastępco, Błękitna Laguno, witaj, droga mała namiestniczko, Łabędzia Łapo.
Biało-czarna kotka zmrużyła oczy w szparki i poprawiła grzywkę.
– Co robiłaś tak długo poza obozem, Liliowa Pieśni?
Kotka pomyślała przez chwilę.
– Patrolowałam granicę przy Brzozowym Zagajniku, pomyślałam, że skoro samotnicy tak nas zaatakowali, to popatrzenie na granicę, czy nie mają jakichś szpiegów, będzie przydatne, przy okazji coś złowić dla klanu i cieszyć się początkiem Pory Nowych Liści.
<Łabędzia Łapo, co odpowiesz?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz