BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błękitna Burza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błękitna Burza. Pokaż wszystkie posty

17 września 2016

Od Błękitnej Burzy

Wyczołgałem się spod gałęzi, które służyły mi za ochronę przed deszczem. Srebrna Gwiazda nie musiała się tak trudzić, żebym nie zachorował. Jestem twardy. Sam bym się wyleczył... Zdrajca. Sumienie jest męczące, drąży myśli. Nie daje mi spać.
- Błękitna Burzo? - usłyszałem głos Srebrnej Sadzawki. Odwróciłem się w jej kierunku. Kotka wyglądała na przygnębioną. Spuściłem wzrok. Usłyszałem, jak brodzi w kałuży, która nas dzieliła. Po chwili znalazła się obok mnie. - Wszystko w porządku?
- W jak najlepszym - odparłem.
- Nie kłam. Dlaczego śpisz tutaj? Czemu nie przeniesiesz się do legowiska wojowników? - spytała. 
- Nie jestem wojownikiem Klanu Burzy - prychnąłem. - Nie jestem już w ogóle wojownikiem. Wojownik musi być lojalny wobec klanu. A ja jestem lojalny tylko swoim dzieciom.
- Twoje dzieci są członkami Klanu Burzy - zauważyła.
- Ale Klan Burzy nie jest ich - syknąłem. - Nie jestem winien lojalność liderowi, a kociętom. A one nie mają tu nic do gadania.
- Nie musisz spać w błocie i jeść naszych resztek - westchnęła Srebrna Sadzawka. - Możesz przecież...
- Dlaczego nie chcesz zrozumieć? Nie potrzebuję waszej łaski! Jestem zdrajcą. Skąd możecie wiedzieć, że nie zabiję jednego z was?
- Nie jesteś taki...
- Taki? Zabiłem własnego ojca! Jedynego kota, który był w moim życiu kimś naprawdę ważnym. Zostaw mnie! Możesz powtórzyć to Srebrnej Gwieździe, nie potrzebuję łaski.
- To dlaczego nie odejdziesz? Dlaczego ty nas nie zostawisz?
- Nie martw się. Ulotnię się kiedy tylko dorosną.
Kotka zwiesiła głowę i odeszła. Pochyliłem się do kałuży, przez którą przebrnęła. Zacząłem pić brudną wodę, wymieszaną z mułem i piachem. Była obrzydliwa. Pij. Tylko na taką wodę zasługują zdrajcy.
Podniosłem głowę i dostrzegłem, jak Srebrna Sadzawka rozmawia ze Spadającym Piórem. Kocur zerknął na mnie ze współczuciem. Niech się nim wypchają! Machnąłem ogonem i wróciłem do swojego legowiska. Nic nie poprawi mi humoru. No... Może poza jednym...
Znów wróciłem do obozu. Udałem się w kierunku legowiska lidera. Srebrna Gwiazda opiekuje się moimi dziećmi, nie chciała, żeby samotnie spały w legowisku królowych, przeszkadzały wojownikom bądź uczniom, lub kręciły się u medyka. Nie chciała też, żeby spały ze mną.
- Srebrna Gwiazdo? - szepnąłem. Nie odpowiedziała, ale słyszałem, że się porusza. Po chwili wybiegły do mnie moje dzieci. Poczułem jeszcze większą satysfakcję. Nie potrzebowała słuchać moich słów, żeby wiedzieć o co mi chodzi. Polizałem Myszkę po głowie.
- Tata... - szepnęła kotka. - Czemu jesteś brudny? 
Zaśmiałem się.
- Zosiu, Myszko, córeczko... - zamruczałem. Chwilę później Lampartek skoczył na mój pyszczek. Zaśmiałem się i pacnąłem go delikatnie ogonem. Po chwili oboje go zaatakowali.
- Chciałabym mieć takiego ojca jak ty - odezwała się nagle Srebrna Gwiazda. - Który by kochał, opiekował się, bawił się i pilnował... Jesteś niezwykły Błękitna Burzo. Z zewnątrz wyglądasz jak twój ojciec, ale w głębi serca...
- To nie Czarna Gwiazda mnie wychował, a moja matka. Dlaczego wszyscy o tym zapominacie?
- Wiem, że masz dwóch braci. Miałeś więcej rodzeństwa, ale umarło. Twoja matka też.
- Miała błękitne oczy. Kiedy to się stało... Moja mentorka zawsze próbowała mnie tym pocieszać...
- Młodzieńcze, nie rozpamiętuj przeszłości - szepnęła. - Oglądając się wstecz... Widzimy najczęściej to, o czym chcieliśmy zapomnieć.
Poczułem, jak Srebrna Gwiazda zadrżała. Na pewno ma wiele takich wspomnień, jest przecież stara...
- Patrząc ciągle w przyszłość stajemy się tacy, jak Czarna Gwiazda - zauważyłem. - Myślimy o tym, o czym nie powinniśmy myśleć. O zemście, władzy... Jak tu nie oglądać się za siebie?
- Jesteś bardzo mądry - zaśmiała się. - Może powinniśmy żyć chwilą? Nie martwić się tym co było, ani tym co będzie? Co o tym myślisz?
- Myślę, że to mądra uwaga - odparłem.

<Srebrna?>

08 września 2016

Od Błękitnej Burzy C.D. Czarnej Gwiazdy

- Oddaj mi swoje kocięta - powiedział nie udzielając odpowiedzi na moje pytanie. Bałem się. Czułem jego zapach, widziałem jego sierść. Ten sam kocur, który jeszcze kilka księżyców temu był ze mnie dumny, teraz stał obok mnie, ale już nie przepełniała go duma. Wiedziałem, że w każdej chwili może na mnie skoczyć i rozszarpać na kawałki. Czy przyszedł tu walczyć? Wyrwać Klanowi Burzy moje młode i mnie zabić?
- Nie - odparłem stanowczo. 
- Płynie w nich krew... - zaczął, ale mu przerwałem.
- Nie jestem już członkiem Klanu Nocy - syknąłem.
- Właśnie! Jesteś zdrajcą, a te kocięta to moje wnuki. Nie pozwolę, by wychowywał je ktoś taki, jak ty - prychnął Czarna Gwiazda. Uderzyłem ze złością ogonem.
- Dlatego oddałem je Klanowi Burzy. Moje dzieci zasługują na to, żeby wychował je przyzwoity klan.
- Takie same warunki oferuje Klan Nocy - powiedział. Miałem już tego dosyć.
- Przestań mi chmurzyć oczy! - warknąłem nieco głośniej. - Doskonale wiem, że zabiłeś Sreberko, i że chcesz moje dzieci tylko po to, by zrobić z nimi to samo! Wiec, że nie jestem już lojalny żadnemu klanowi, jestem lojalny mojej krwi, która płynie w moich kociętach! W ich obronie jestem gotów zabić cię nie raz, nie dziewięć, a dziewięćdziesiąt dziewięć razy!
- Głupcze! - syknął lider Klanu Nocy. - Twoja córka żyje!
Miałem już tego serdecznie dosyć.
- Kłamca! - warknąłem na cały obóz i rzuciłem się Czarnej Gwieździe do gardła. Lider szybko mnie od siebie odrzucił, ale ja ponownie go zaatakowałem. Mój alarm obudził Klan Burzy, ale też nakłonił Klan Nocy do ataku. Nie skupiałem się na walkach innych kotów, ważne było tylko to, by odeprzeć lidera. Atakowałem go zacięcie, kąsałem. Byłem znacznie szybszy,a le musiałem unikać jego ciosów. Gdyby mnie chwycił z pewnością dałby radę mnie zabić.
W końcu odepchnąłem go dość daleko. Uderzył głową w kamień, nie wiem, czy umarł, czy też był w zwykłym szoku, ale usłyszałem wołanie Srebrnej Sadzawki. Kotka broniła wejścia do jednego z legowisk, do żłobka. Ale moje dzieci nie mieszkają w żłobku. Szybko zrozumiałem, że to prowokacja. Srebrna Gwiazda wpadła zapewne na ten pomysł! Musimy udawać, że kocięta są w żłobku, żeby opanować sytuację.
Pobiegłem do szarej wojowniczki i rzuciłem się na atakującą ją wojowniczkę. Nie znałem jej, dlatego łatwiej było mi z nią walczyć. Wysunąłem pazury i machnąłem tuż przed jej pyskiem. Poczułem, jak zaczepiam o jej nos. Kotka lekko się wystraszyła. Skoczyłem na nią i uderzyłem pazurami w jej grzbiet, rozcinając bark. Zacząłem ją zawzięcie kąsać w kark, aż w końcu udało jej się wyrwać. Wojowniczka uciekła z obozu. Wtedy potężna siła uderzyła mnie w bok. Upadłem na ziemię i dostrzegłem rozmazany w ciemnościach pysk Wodnego Ogona. Atakował z niezwykłą szybkością i precyzją, bałem się jego siły. Od zawsze był większy, silniejszy i sprawniejszy. Płynęła w nim krew Kamiennego Pazura, kota który zabił samodzielnie Wilczą Gwiazdę. Za każdym uderzeniem, czułem jak opuszczają mnie siły.
- Nie ma ich tu! - usłyszałem głos Szczurzej Skóry. Srebrna Sadzawka nie dała rady, Klan Nocy poznał prawdę.
Nagle usłyszałem krzyk, pisk, dźwięk, którego się obawiałem. To był głos Myszki. Nagle dostałem nowych sił, wyrwałem się spod pazurów Wodnego Ogona i pobiegłem na ratunek córce. Szybkim ciosem, podobnym do tego, jakiego użył Wodny Ogon powaliłem Malinową Łapę. Uczennica zadrżała, a puszysta kuleczka, moja córka przeturlała się kawałek dalej. Na szczęście nic jej nie było.
- NIE DOTYKAJ ICH! - warknąłem wściekle. W oczach uczennicy malował się strach. Wypuściłem ją, a ta od razu rzuciła się do ucieczki. Po chwili obok mnie pojawił się Spadające Pióro. - Broń Myszkę!
Wtedy zaatakowałem drugiego kota, białego, o spłaszczonym pyszczku. Kotka próbowała bronić się trzymając Lampartka, ale gdy zrozumiała, że nic w ten sposób nie osiągnie odłożyła go. Zaatakowałem ją wściekle. Jej białe futro pokryte było plamami mojej krwi, która ciekła na nią z mych ran. Kotka bała się. Byłem gotów ją zabić. Już podniosłem łapę, by zadać jej śmiertelny cios, kiedy usłyszałem głos.
- Zostaw ją!
To była Srebrna Gwiazda. Była ranna, mrużyła lewe oko. Wypuściłem wojowniczkę i pozwoliłem jej uciec. Wtedy rozejrzałem się po polanie. Wszędzie leżały kawałki wyrwanego futra, skóry i rozlana była krew. Po Klanie Nocy nie było już śladu. Zaśmiałem się.
- Srebrna Gwiazdo, to wszytko...
- Nie! - przerwała mi natychmiast. - Obiecałam ci, że będę o nie walczyć. Nie bierz tego do siebie, ale nie sądziłam, że nocni są aż tak tchórzliwi... Zaatakowali Klan Burzy w środku nocy! Na szczęście nie spałeś. Dziękuję, że zaalarmowałeś klan, kiedy wyczułeś zagrożenie.
Nie było to do końca prawdą, ale wolałem się nie chwalić swoją rozmową z Czarna Gwiazdą. Nadal byłem przerażony jego słowami na temat moich dzieci. Nigdy ich nie dostanie. Nie zrobi im tego, co zrobił Sreberku.
Moje kocięta podbiegły do mnie i zaczęły się do mnie przytulać. Polizałem je czule po główkach. Cały czas widziałem Pysię w Sreberku, ale teraz widzę, że Myszka jest równie piękna, co jej matka. Każdy kto widział Pysię nie zaprzeczy jej pięknu, z Myszką będzie tak samo.

<Klanie Burzy? Czarna Gwiazdo?>

06 września 2016

Od Błękitnej Burzy C.D. Srebrnej Gwiazdy

Czarna Gwiazda chce moich dzieci? I ma czelność prosić o nie Srebrną Gwiazdę? Choć nie nazwałbym tego prośbą, a bardziej groźbą... Nigdy nie podejrzewałbym, że mój ojciec mimo wszystko zechce kocięta do Klanu Nocy, nawet pomimo ich złej krwi.
A może to podstęp? Może chce oszukać Klan Burzy, zabrać moje dzieci i je zabić? Tak, to bardziej prawdopodobne. Znam swojego ojca - on nigdy nie wybacza zdrady. Zwłaszcza tak nie do usprawiedliwienia, jak moja. Z pewnością rozszarpie Stef... Lampartka i Myszkę na strzępy!
- Nie b-będę uciekał przed Czarną G-gwiazdą! - powiedziałem. - Niech Srebrna Sadzawka i Królicza Łapa zbiorą kocięta same. 
- Powinieneś być z dziećmi... Poza tym to Klan Nocy, naprawdę chcesz walczyć z przyjaciółmi? - nalegała Srebrna Gwiazda.
- Klan Gwiazdy chciał, abym oddał swoje młode Klanowi Burzy - wyjaśniłem. - Uwierz mi, jeżeli mógłbym wychować je w Klanie Nocy zrobiłbym to. Czarna Gwiazda nie pozwoli mi jednak nawet zbliżyć się do granicy z jego terytorium. Nie chcę rozdzielać się z młodymi, ale wiem, że czasem to jedyne wyjście. Od teraz wyrzekam się do nich prawa.
Medyk Klanu Burzy zrobił wielkie oczy. Podobnie liderka i jej zastępca. Waleczne serce oparł delikatnie łapę na moim barku.
- Jesteś tego pewien młodzieńcze? - spytał. Wiedziałem, że sam jest ojcem, zna mój ból.
- Tak Waleczne Serce - oznajmiłem. - Od dziś moje kocięta są członkami Klanu Burzy i to Srebrna Gwiazda decyduje o ich losie.
Kiwnąłem liderce. Ta posłała mi wdzięczne spojrzenie.
- Dziękuję, Klan Burzy docenia ten gest - powiedziała. - Wiec, że będziemy ich bronić nawet za cenę własnego życia. To w końcu i tak byli już członkowie mojego klanu.
- Srebrna Gwiazdo, chcę tylko by moje dzieci przeżyły - powiedziałem już nieco chłodniejszym tonem. - Nie dziękuj, to ja dziękuję. Ich matka bała się naszych wojen i głodu. Chciała, aby jej dzieci wychowali dwunożni. Jednak ich waleczni przodkowie sprawili, że mogą teraz obrać drogę wojowników, o czym zawsze marzyłem. Czarna Gwiazda niemal na pewno zabił ich siostrę, nie może dostać tych kociąt. Nigdy nie oddałbym ich Klanowi Klifu, ponieważ ich lider to szaleniec, który zabił moją matkę i chciał zniszczyć Klan Wilka. Nigdy nie otrzymałby ich Klan Wilka, ponieważ żyją w nim wojownicy, którym Kodeks Wojownika jest obcy, a w ich sercach gości strach i nienawiść. Mogę ufać tylko tobie i twojemu Klanowi. Srebrna Gwiazdo, tylko twój Klan może wychować moje kocięta na takich wojowników, o jakich zawsze marzyłem.

<Srebrna Gwiazdo?>

BłagamkotyklanówwilkaiOnyksa,niebijcie.ToniemojepoglądytylkoBłękitnejBurzy.

04 września 2016

Od Błękitnej Burzy [ZE]

Kiedy Jelenia Gwiazda się przedstawiła dostrzegłem niepewność, która odbijała się w oczach pozostałych liderów. W końcu Onyksowa Gwiazda spytał:
- Co się stało z Wojenną Gwiazdą?
Wojownicy zaczęli mruczeć różne okrzyki, takie jak "No właśnie!", "Racja!" i "Onyksowa Gwiazda dobrze mówi!"... Uciszyło je warknięcie Wodnego Ogona, który odwrócił wzrok ponownie w kierunku liderów.
- W-wojenna G-gwiazda zmarła kilka księżyców temu - oznajmiła kotka. - Podobnie jak Onyksową G-gwiazdę przodkowie wybrali mnie na lidera.
Byłem lekko zaskoczony tym, jak słabe informacje mają klany. Kilka księżyców? Wojenna Gwiazda mogła umrzeć zanim nawet poznałem Pysię! 
- Niech Klan Gwiazdy prowadzi cię drogą Kodeksu Wojownika i wesprze cię w prowadzeniu klanu - powiedziała Srebrna Gwiazda. - Widzę jednak, że nie tylko Klan Wilka stracił ostatnio kogoś ważnego...
Jej wzrok powędrował na Wodnego Ogona. No tak! Nie powiedziałem jej przecież o śmierci Szarego Kła! Czarna Gwiazda śledząc jej spojrzenie uniósł dumnie głowę.
- Mój zastępca zginął podczas trenowania ucznia. Nowym zastępcą mianowałem Wodnego Ogona, syna Kamiennego Pazura.
Kilkoro starszych wojowników wydało z siebie pomruki oburzenia i pogardy. Medyczka Klanu Wilka odważyła się nawet zbliżyć do liderów.
- W tym kocie płynie krew mordercy mojego ojca?! - spytała z niedowierzaniem. 
Nagle przypomniałem sobie wszelkie przewinienia przeszłości. Matka zdradziła Czarną Gwiazdę z Kamiennym Pazurem, skądś wiedziała, że Wodny Ogon nie jest synem jej partnera, Kamienny Pazur zabił Wilczą Gwiazdę, który był jego bratem. Teraz wszystko stało się jasne. Jelenia Gwiazda i jej rodzeństwo... Ta medyczka to pewnie Sowie Skrzydło... One i mój brat mają jednego przodka!

03 września 2016

Od Błękitnej Burzy [ZE]

- Klanie Burzy - odezwała się Srebrna Gwiazda. - Dzisiejszej nocy przybył do nas Błękitna Burza, syn Czarnej Gwiazdy i jego dwójka kociąt.
Wszyscy wojownicy Klanu Burzy zaczęli się przyglądać mnie i moim dzieciom. Zadrżałem.
- Co tu robią kocięta Klanu Nocy?! - syknął jeden z kotów, czarny z białym brzuchem. Był bardzo podobny do mnie i do mojego taty. Miał jednak żółte oczy.
- Błękitna Burza zapragnął oddać się woli Klanu Burzy i zostać naszym więźniem. W zamian oczekuje od nas opieki nad jego dziećmi - wyjaśniła jego liderka.
- Skandal! - syknął inny kot, ciemnoszary. - I ty się na to zgadzasz?
- Tak Smutny Śpiewie! - warknęła kotka. - I te kocięta dołączą do Klanu Burzy!
- Jak się nazywają? - spytała jakaś wojowniczka.
- Zosia i Stefan - odparłem nieco niepewnie.
- Mają imiona jak pieszczoszki - mruknął biały kocur.
- Kiedyś należeli do dwunożnych, ale teraz chcę je oddać wam, na wojowników. Możecie im nawet zmienić imiona, jeżeli się wam nie podobają! - zaprotestowałem.
Koty patrzyły na mnie z kwaśnymi minami. W końcu dwójka z nich podeszła do mnie i zabrała moje kocięta.
- Jest jeszcze jedna sprawa - kontynuowała spotkanie Srebrna Gwiazda. - Tej nocy jest pełnia. Od wielu księżyców Klan Gwiazdy nie dawał nam żadnych znaków, ale tej nocy wezwał cztery klany do Matczynego Pyszczka, na zebranie.
- To prawda! - zawołał pręgowany kocur. - Mnie też przekazano taką wiadomość.
- Dlatego chciałabym, aby poza mną, Walecznym Sercem i Burym Grzbietem na zebranie udali się Smutny Śpiew, Srebrna Sadzawka, Burzowe Gardło, Rozżarzony Ogon, Rozmyta Łapa i Błękitna Burza.
- Ja? - zdziwiłem się. Liderka kiwnęła głową. - Srebrna Gwiazdo, tam będzie Czarna Gwiazda i cały mój klan!
- Popieram Błękitną Burzę - odezwał się czarnobiały kocur. - Srebrna Gwiazdo, nie sądzisz, że byłoby to zbyt wyzywające?
- Nie martw się Waleczne Serce, wiem co robić - zapewniła kotka.

01 września 2016

Od Błękitnej Burzy C.D. Rozmytej Łapy

Moje kocięta skończyły jeść i zaczęły głośno ziewać. Spojrzałem na Srebrną Gwiazdę. Kotka zrobiła minę pełną współczucia.
- Zabierz je do mojego legowiska, możecie tam doczekać rana - powiedziała.
- A co potem? - spytałem.
- Klan Burzy potrzebuje wojowników. Byłabym uradowana, gdybyś zgodził się dołączyć do mojego klanu - oznajmiła liderka z uśmiechem. 
- Nie mogę - odparłem odwracając głowę. - Ale jeżeli jesteście w stanie zająć się Stefkiem i Zosią będę szczęśliwy, jeżeli przyjmiecie ich do Klanu Burzy.
- Przyjmiemy - oznajmiła od razu. - Ale co ty chcesz zrobić?
- To już zależy od ciebie. Poddaję się - powiedziałem kłaniając się kotce. Była lekko zaskoczona. 
- Ale... Co ja mam zrobić? - spytała niepewnie.
- Mogę być dla Klanu Burzy więźniem, możesz też mnie wygnać... - zaproponowałem. - Ale proszę, wolę być więziony niż stracić kontakt z dziećmi.
- Błękitna Burzo, no co ty... - jęknął Rozmyta Łapa. Ale to nie jego decyzja.
- Dobrze więc, bądź więźniem - prychnęła liderka. - Powinniście się przespać. Ty też Rozmyta Łapo, wracaj do legowiska uczniów.
- Ale... - kocurek chciał protestować, jednak posłuszeństwo wojownikom zmusiło go do szybkiego udania się do legowiska. Srebrna Gwiazda chwyciła Stefka, a ja Zosię i zanieśliśmy ich do jej legowiska. Kiedy ułożyliśmy maluchy na miękkim posłaniu wróciłem do obozu i położyłem się w wejściu do legowiska. Znów zaczął padać deszcz, ale tym razem był inny. Był ciepły.
To dopiero początek waszej drogi - usłyszałem głos Długiego Futra, a chwilę później zasnąłem.

<Ktoś z Klanu Burzy?>

30 sierpnia 2016

Od Błękitnej Burzy C.D. Rozmytej Łapy

Uczeń zaprowadził nas do obozu Klanu Burzy. Lekko zdenerwowany usiadłem po środku obozu i zacząłem lizać po głowach swoje kocięta. Piszczały niezadowolone, zmęczone podróżą i głodem. Moje maleństwa...
- Czarna Gwiazdo? - usłyszałem niepewny głos kotki. Podniosłem wzrok i spojrzałem na nią. Srebrna Gwiazda była naprawdę taka, jaką opisywał ją klan. Miała Srebrzystą sierść pozbawioną pręg, która migotała w świetle księżyca, a jej duże niebieskie oczy świeciły w ciemności.
- Nie jestem Czarną Gwiazdą - odparłem cicho. - Nazywam się Błękitna Burza.
- Och, wybacz. Wyglądasz zupełnie jak on. Teraz widzę twoje niebieskie oczy... - szepnęła. - Co cię sprowadza do Klanu Burzy?
- Moje kocięta potrzebują pomocy. Są przemoknięte i głodne - wyjaśniłem.
- W naszym klanie nie ma królowych - powiedziała Srebrna Gwiazda. - Przykro mi...
- Mają ząbki, mogą jeść - powiedziałem szybko. - Tylko dajcie nam jakąś zdobycz.
Srebrna Gwiazda spojrzała na mnie krzywo, ale kiwnęła Rozmytej łapie, aby przyniósł coś dla kociaków.
- Dobrze Błękitna Burzo, chciałabym usłyszeć wszystko od początku - zaczęła Srebrna Gwiazda. - Kim jesteś i dlaczego przybyłeś do Klanu Burzy?
- Jestem synem Czarnej Gwiazdy i Porannej Rosy - zacząłem. Kotka kiwnęła głową.
- Tak myślałam. Wyglądasz jak ojciec.
- Kilka księżyców temu poznałem i pokochałem samotniczkę, częściowo pieszczoszkę dwunogów. Zaszła w ciążę i urodziła trójkę kociąt.
- Widzę tylko dwójkę.
- Najstarszego kociaka zabrałem do klanu i skłamałem, że znalazłem go osieroconego nad rzeką. Nasza królowa się nim zajęła. Ta dwójka miała zostać z matką. Niestety, Czarna Gwiazda przyłapał mnie z ukochaną i ją zabił. Chciał też odebrać życie moim młodym, ale go uprzedziłem.
- Zabiłeś Czarną Gwiazdę? - zdziwiła się liderka. Odwróciłem wzrok.
- Gdybym tego nie zrobił zabiłby moje dzieci, zabrał mnie do obozu, zabiłby moją pierworodną, a potem prawie na pewno mnie.
- A potem przyszedłeś do Klanu Burzy szukać pomocy? - dokończyła kotka.
- Nie do końca - przyznałem. - Skryliśmy się pod Sowim Drzewem, kiedy odwiedził mnie duch członka Klanu Gwiazdy.
Źrenice liderki się zwęziły na tą wiadomość. Podeszła bliżej.
- Co ci powiedział ten duch? - spytała.
- Powiedziała, że jestem Wybrańcem, jednym z czterech i kazała mi udać się do Klanu Burzy, na spotkanie z innym naznaczonym.
Srebrna Gwiazda kiwnęła głową. Wtedy Rozmyta Łapa przybiegł z małym królikiem. Ostrożnie zerwałem z niego skórę, aby kociaki mogły łatwo dobrać się do mięsa i dałem go im. Trochę niepewnie obwąchały mięso. Zachęciłem je do jedzenia. W końcu Stefek ugryzł pierwszy kęs.
- Wiele księżyców temu - odezwała się nagle Srebrna Gwiazda. - Klan Gwiazdy wezwał mnie i innych liderów do Księżycowego Kamienia. Otrzymaliśmy wtedy przepowiednię, że w każdym klanie narodzi się kociak, który uratuje je przed zagładą. Wiesz jaką, Błękitna Burzo?
- Niestety nie - powiedziałem. - Ale inni Wybrańcy mogą wiedzieć. 
- W Klanie Burzy też jest jeden z was. Niestety mam trzech kandydatów - szepnęła kotka.
- Już go znalazłem - oznajmiłem z uśmiechem. - Waszym Wybrańcem jest Rozmyta Łapa.

<Srebrna Gwiazdo? Rozmyta Łapo?>

Od Błękitnej Burzy

Czasem gubiłem się w tym co robiłem. Musiałem polować dla siebie i dla Złotej Łuski. Na dodatek spotkania z Pysią i kolejne patrole... Czarna Gwiazda i Wodny Ogon wydawali mi co chwila nowe polecenia, w których szybko się gubiłem. Szczęśliwie jakoś udawało mi się to układać.
Mysz, którą niosłem do żłobka była jeszcze ciepła, świeżo złapana. Złota Łuska się ucieszy. Wbiegłem do obozu i od razu udałem się w kierunku legowiska królowych. Srebrzysta kotka leżała na boku i karmiła jednego z kotków. Po czarnej sierści poznałem Gepardzika.
- Świeża zdobycz! - zawołałem rzucając mysz przed Złotą Łuską.
- Dziękuję Błękitna Burzo - powiedziała kotka.
- Gdzie Sreberko? - spytałem. Kotka wzięła mysz i zaczęła już jeść, dlatego kiwnęła głową w kierunku srebrzystej kulki. Powoli podszedłem do niej i złapałem ją delikatnie za ogon. Koteczka syknęła i złapała ostrymi pazurkami mój nos.
- Hej maleńka, wiesz, że codziennie robisz się co raz większa? - spytałem. Sreberko mrugnęła swoimi czarnymi oczkami. - I co raz ładniejsza...
Koteczka wpatrywała się we mnie zdziwiona. Miała to samo spojrzenie co jej matka.
- Sreberko! Co się mówi? - prychnęła Złota Łuska. Koteczka jakby się obudziła z transu.
- Kuję - mruknęła nieśmiało kotka. Och, jest taka urocza...
- Muszę już iść, do zobaczenia potem - zaśmiałem się i opuściłem żłobek. Z każdym dniem Sreberko zmieniała się w swoją matkę... Chyba już pora odwiedzić resztę dzieci. I moją piękną królową.
Wyszedłem z obozu w miarę szybko, aby nikt nie zdążył mnie złapać i dać jakiegoś zadania. Byłem już w wyjściu, kiedy usłyszałem wołanie Czarnej Gwiazdy. Zawsze mogę udać, że nie słyszałem... Przyspieszyłem i uciekłam z obozu.
Szedłem tą samą drogą, co zawsze - prosto na spotkanie z rodziną. Nie schodzimy się już obok farmy, a tuż nad rzeką. Musimy tak robić ze względu na bezpieczeństwo. Zbyt dużo czasu spędzałem obok domu Pysii, muszę odsunąć od siebie jakiekolwiek podejrzenia.
Kotka już czekała. Przyniosła oba nasze kociaki, co lekko mnie zaskoczyło. Zazwyczaj przynosi tylko jedno z nich.
- Coś się stało? - spytałem pokazując parę maluchów.
- Nie, cała nasza trójka pragnęła się z tobą zobaczyć, nic więcej - zaśmiała się kotka i otarła się o moją szyję.
- Tata! - usłyszałem pisk Stefka. Kociak niezgrabnie podszedł do mnie i położył się na mojej łapie.
- Synku, Stefciu... - szepnąłem i polizałem kociaka po głowie. Chwilę później Zosia napadła moją drugą łapę. Ją też polizałem.
- Jak tam Sreberko? - spytała Pysia. Uśmiechnąłem się do niej.
- Jest piękna, będzie świetną wojowniczką - oznajmiłem. - Nikt nawet się nie domyśla, że jestem jej ojcem.
Przytuliłem swoją ukochaną. To wspaniałe uczucie, być blisko rodziny. Rodziny, która cię kocha.
- Ty wstrętny zdrajco! Uważałem cię za syna!
Gwałtownie oderwałem się od Pysii odwróciłem w kierunku głosu. Myślałem, że zaraz przestanę oddychać. Oto stał przede mną mój ojciec, Czarna Gwiazda, lider Klanu Nocy!
- Cz-czarna Gwiazdo! - zawołałem zaskoczony. Kocur podszedł bliżej jeżąc sierść.
- Sądziłem, że mój pierworodny syn... Agh! Jesteś gorszy niż Wodny Ogon! Jemu w przeciwieństwie do ciebie mogę ufać! Zdradziłeś mnie, swój klan! Zdradziłeś nawet własną matkę! - warknął lider. Poczułem jak opuszczają mnie siły.
- Nieprawda! - próbowałem się postawić. Ale jego wzrok... 
- Sądzisz, że Poranna Rosa byłaby dumna widząc, jak zdradzasz swoją krew?! Dosyć tego! Wracasz ze mną, do obozu. Od dziś jesteś więźniem - oznajmił stanowczo. Pochyliłem pokornie głowę.
- Zostaw go! - usłyszałem głos Pysii. Nie! Coś ty zrobiła?!
- A co do ciebie i twoich bachorów...
Widziałem złość ojca, widziałem nienawiść w jego oczach. Był wściekły, bardziej niż kiedykolwiek. Błysnęły pazury, a przed ochami zamigotała mi czerwona plama. Usłyszałem zduszony pisk partnerki.
- Pysia! - zawołałem, ale nie mogłem jej już pomóc, kotka wykrwawiała się przez szyję. Czarna Gwiazda spojrzał na moje kocięta. Nie! Im tego nie zrobisz!
Kłapnąłem zębami i zacisnąłem je na szyi ojca. Potężnym uderzeniem przydusiłem go do ziemi. Zbiłeś ją! Zamordowałeś kotkę, którą kochałem! I chciałeś zabić moje kocięta... Zdusiłem jeszcze mocniej i szybko poczułem, że Czarna Gwiazda już nie oddycha. 
- Tato... - usłyszałem głos Zosi. Moje dzieci! Mój ojciec! Pysia! Co ja zrobiłem? Ona zaraz się obudzi!
- Idziemy stąd dzieci. Już! - zawołałem i chwyciłem Zosię za kark. Trzeba stad uciekać, szybko!
Stefek próbował biec za nami. Postawiłem córkę i złapałem go mocno. Położyłem go sobie na grzbiecie.
- Trzymaj się! - zawołałem i truchtem zbliżyłem się do córki. Złapałem ją w pyszczek i ruszyłem w kierunku rzeki. Musimy uciec z tego przeklętego terytorium!
Byłem już nad rzeką. Kamienny brud nie był może najbezpieczniejszym miejscem na przeprawę, ale lepszego nie znajdę. Przeszedłem kilka kamieni, ale wtedy Stefek mi się ześlizgnął. Upadł na kamień. Nie było czasu. Szybko przebiegłem na drugi brzeg. Zostawiłem tam Zosię i wróciłem po syna. Już chwyciłem go w pyszczek, kiedy... Zobaczyłem Czarną Gwiazdę. Był jeszcze daleko, ale dość blisko, bym widział go wyraźnie. Był smutny. Odwrócił głowę i odszedł.
To nie był akt wybaczenia. Zawiódł się. Muszę stąd prędko odejść, zanim wróci z resztą klanu. Albo zanim dojdzie do nas patrol. Przeniosłem synka na brzeg.
- Idziemy - powiedziałem do kotków i ruszyłem powoli w kierunku lasu, na terytorium Klanu Wilka.
Cały czas w głowie kotłowały mi się myśli. Zdradziłem klan, Pysia nie żyje, odebrałem ojcu jedno z żyć, zostałem wygnańcem. Moja córka nadal jest w klanie. Co z nią będzie? Czy Czarna Gwiazda ją skrzywdzi? Czy w ogóle domyśla się, że skłamałem w jej sprawie? Pewnie tak. Chyba już  nigdy nie zobaczę swojej pierworodnej. Co ja zrobiłem?

Zbliżała się noc. Jakimś cudem udało nam się uniknąć wszystkich paroli i znaleźliśmy się pod Sowim Drzewem. Już nikt dzisiaj tu nie przyjdzie, do rana będziemy bezpieczni. Położyłem się i przytuliłem do siebie swoje dzieci. Kiedy pytały mnie o mamę, o to co się stało - milczałem. Nie umiałem znaleźć odpowiednich słów, żeby im to powiedzieć. Są zbyt młodzi by to zrozumieć.
- Tato, jeść! - usłyszałem pisk córki. 
- Jutro kochanie, juto coś znajdę... - szepnąłem tuląc ją mocniej. No tak, jeszcze trzeba ich nakarmić! Sam sobie nie poradzę... Z tego co słyszałem Klan Burzy i Klan Wilka nie mają obecnie kociąt. Klan Klifu? Szkoda ryzykować! Może nie muszą już pić mleka? Może mogą już jeść? Tylko kiedy coś dla nich złapię? Męczony myślami w końcu zasnąłem.
Obudził mnie deszcz. Zaczęło padać, a moja sierść powoli mokła. Musiałem chronić dzieci, więc przykryłem je ogonem. Było bardzo zimno, w końcu zbliża się pora nagich drzew. Wtem poczułem dziwne ciepło. Odwróciłem głowę, by odszukać jego źródło i zobaczyłem wojowniczkę z moich snów.
- To ty - szepnąłem. Kotka się uśmiechnęła.
- Już czas - szepnęła.
- Już czas? - zdziwiłem się. - Czas na co? Kim jesteś Czego chcesz?
- Błękitna Burzo, wiesz że należę do Klanu Gwiazdy i że w młodości należałam do tego samego klanu, co twoja matka - odezwała się. - Nazywam się Długie Futro i jestem siostrą twojej matki.
- Więc to tak... - szepnąłem. - Dlaczego mówisz mi to dopiero teraz?
- Ponieważ dopiero teraz jesteś gotów. Błękitna Burzo, zanim się narodziłeś liderzy otrzymali proroctwo. W każdym klanie miał narodzić się Wybraniec, ty jesteś jednym z nich.
- Ale... Wybraniec?
- Nie oczekuję że to zrozumiesz, ani że to zaakceptujesz - szepnęła Długie Futro. - Ale Klany cię potrzebują, to sprawa życia i śmierci.
- Życia i śmierci? Dlaczego?
- Zło zamieszkało w lesie, zło większe niż jakiekolwiek inne. Musicie je powstrzymać. Udaj się do Klanu Burzy, tam spotkasz innego Wybrańca. Idź teraz, oni zajmą się twoimi dziećmi.
- Długie Futro, chciałby jeszcze o coś spytać...
- Słucham? - spytała szylkretka.
- Dlaczego ty przekazałaś mi tą wiadomość, a nie moja matka?
- Poranna Rosa czuje się winna. Zostawiła was - szepnęła kotka. - Ona cię bardzo kocha Błękitna Burzo, niezależnie od tego gdzie jesteś i co robisz.
Uśmiechnąłem się sam do siebie. Kiedy mrugnąłem kotka zniknęła. Muszę iść do Klanu Burzy. W sumie lepsze to niż czekać na patrol Klanu Nocy. Wstałem budząc w ten sposób kocięta. Zaczęły płakać.
- Cicho moje malutkie... Musimy iść w bezpieczne miejsce.
Szturchnąłem kociaki nosem, aby się ruszyły. Ospałym krokiem zaczęły iść przed siebie, a ja starałem się je prowadzić.

Kiedy byliśmy blisko Czterech Drzew deszcz powoli ustawał. Chwilę później zza chmur wyłonił się księżyc w całej swojej okazałości. To znak od Klanu Gwiazdy. Nie musimy się bać, jesteśmy bezpieczni. Wtedy zobaczyłem innego kota.
Jego długa sierść falowała na wietrze. Szedł w dół zbocza, do Czterech Drzew. Zatrzymałem się i kazałem kociętom przestać się ruszać. Niestety kot już nas zauważył. Zaczął biec w naszym kierunku, ucieczka nie wchodziła w grę. Będę musiał z nim walczyć.
Nastroszyłem sierść i przybrałem bojową pozę, ale kiedy napastnik się zbliżył zauważyłem, że jest niezwykle mały i młody. To chyba uczeń!
- Kim jesteś? - spytał młodzieniec. Nie widziałem powodu by mu to mówić.
- Najpierw ty! - syknąłem. Kociak położył po sobie uszy.
- Jestem Rozmyta Łapa z Klanu Burzy, a ty pachniesz Klanem Nocy - powiedział kot. - Co robisz z dwójką młodych, w środku nocy, na terytorium samotników?
- Jestem Błękitna Burza, ale nie należę już do Klanu Nocy - szepnąłem spokojniejszym tonem.
- Błękitna Burza? Jesteś Wybrańcem! - ucieszył się kociak. 
- Skąd o tym wiesz? - spytałem zdziwiony.
- Ja też jestem! - zawołał. - Rany! Nie sądziłem, że tak szybko cie znajdę!
- Rozmyta Łapo, nie mam na razie ochoty ani siły o tym rozmawiać. Moje kocięta są głodne, a Klan Nocy jest gotów rozszarpać nas na strzępy. Proszę, zabierz nas do Srebrnej Gwiazdy.

<Rozmyta Łapo?>

26 sierpnia 2016

Od Błękitnej Burzy C.D. Czarnej Gwiazdy

- I jak? Wzięła go? - spytał Wieczorny Blask z nutką ekscytacji w głosie.
- Tak, Sreberko jest teraz członkiem Klanu Nocy - odparłem z dumą. Wieczorny Blask się zaśmiał.
- Rany... Dzięki Gwiezdnym! Żeby tylko nic jej się nie stało w Porze Nagich Drzew... Po tych wszystkich incydentach... Przyda się w Klanie jakaś iskierka nadziei - zamruczał. - A co mówił Czarna Gwiazda? Wygląda na lekko wkurzonego.
- Znasz ojca, za jego kamiennym wyrazem pyska zawsze kryło się dobre serce - uśmiechnąłem się. - Wyraźnie cieszy się z powodu kociaka. Złota Łuska też jest szczęśliwa. Mimo krwi pieszczoszka, pod naszym okiem na pewno zostanie najlepszym wojownikiem w klanie!
- Hej! Nie ubliżaj mi! - zażartował kocur.
- Do tego czasu wylądujesz w legowisku starszyzny - odparłem, a Wieczorny Blask się zaśmiał. 
Życie znowu nabrało barw. Byłem tego pewien - Sreberko zmieniła mój świat. Znów mogę być szczęśliwy!
- Widzieliście gdzieś Pustynną Duszę? - usłyszałem nagle głos Wodnego Ogona. Odwróciliśmy się w jego kierunku.
- Nie, od wczoraj nie ma po niej śladu - szepnął Wieczorny Blask.
- Hm, dziwne. Coś musiało się stać - mruknął nasz szary brat. - Błękitna Burzo?
Co mam mu powiedzieć? Powinienem od razu zameldować o śmierci Pustynnej Duszy... Ach, a było tak pięknie...
- A co, jeśli nie żyje? - spytałem. Zastępca odwrócił głowę. 
- Nie wykluczam tej możliwości, ale wolałem być dobrej myśli - prychnął. - Jeżeli nie pojawi się w ciągu najbliższych dni, będziemy musieli uznać ją za zmarłą.
Poczułem się winny. Racja, zdenerwowałbym ojca tą wiadomością, ale na pewno nie bardziej, niż gdyby się teraz dowiedział o jej śmierci.
- Jak kociak? - spytał nagle Wodny Ogon.
- Ym, Złota Łuska się nią zajmie. Od teraz ma na imię Sreberko.
- Sreberko? Fajnie brzmi, lepiej niż twoje.
- Dzięki.
- A teraz ruszcie tłuste tyłki i zapolujcie. Nasz Klan nie ma głodować!
Wodny Ogon odszedł zostawiając mnie z Wieczornym Blaskiem.
- Idziemy? - spytałem. - Będziesz miał okazję do treningu Jastrzębiej Łapy.

<Wieczorny Blasku?>

23 sierpnia 2016

Od Błękitnej Burzy C.D.

Usiadłem nad rzeką, w miejscu, gdzie byłem dobrze widoczny. To wszystko było... Beznadziejne. Szary Kieł umarł, nasz klan nie ma zastępcy. Kto nim zostanie? Nikt nie jest tak wierny Czarnej Gwieździe jak Nakrapiany Kwiat, ale ona lada dzień zamieszka w żłobku. Pustynna Dusza? W kawałkach. Znowu. Tylko moi bracia mogą zostać zastępcami, ale Wieczorny Blask zdradza Kodeks, jak ja. Czy klan byłby dumny z takiego zastępcy? Ojca kociąt medyczki? Mam nadzieję, ze nie wpakują się w takie bagno jak ja... Kto jeszcze... Wodny Ogon? Nie mam pojęcia, czy ojciec mu ufa. Bez sensu.
Nagle usłyszałem szelest. Odwróciłem się w tamtym kierunku i dostrzegłem kremową sierść Pustynnej Duszy. Po chwili kotka wskoczyła do wody i zaczęła płynąć. Chwilę później porwał ją nurt. Nie!
Pobiegłem wzdłuż brzegu goniąc ciało kotki. Dlaczego nie próbuje się ratować? Czemu ona tonie? Przecież potrafi pływać! Wskoczyłem do wody i popłynąłem jak najszybciej do kotki. Chwyciłem ją za skórę na karku i zacząłem ciągnąć do brzegu. Kiedy byliśmy już na suchym lądzie odkryłem, że jej klatka piersiowa się nie porusza.
- Pustynna Duszo! - zawołałem i uderzyłem ją łapą. Nie reagowała. - Pustynna Duszo!
Ona odeszła Błękitna Burzo.
Nie! Ona żyje! Musi żyć!
Smutek i żal ja przygnębiały. Zrobiła coś strasznego. Nikt tego nie cofnie.
Oddaj mi ją, Klan Nocy jej potrzebuje!
Klan Gwiazdy brzydzi się kotami, które zabijają bez powodu.
Słowa Głosu z mojej głowy miały sens. Ona... Ale jak mogła? Jeżeli Klan Gwiazdy się jej brzydzi... O nie! Pustynna Duszo... Dlaczego to zrobiłaś?
- Nawet taki kot zasłużył na pochowanie - usłyszałem nagle głos. Odwróciłem się i dostrzegłem Lodową Łapę.
- Skąd wiesz?...
- Wszystko widziałam. A medycy zawsze wiedzą, jaki los trzyma się członków ich klanów. Przykro mi... Była bardzo sympatyczna.
- Trzy trupy jednego dnia, coś mi to przypomina - mruknąłem. Wiele księżyców temu było podobnie. - Zakopmy ją, ale nic nie mów Czarnej Gwieździe.
- Dlaczego mam mu nic nie mówić? - prychnęła kotka. - Ma prawo wiedzieć, że Pustynna Dusza nie żyje.
- Wolę, aby sam doszedł do takiego wniosku. Jeśli pozna prawdę od razu może się załamać.
Lodowa Łapa skinęła głową i zaczęła kopać w miękkim mule, jaki znajdował się na tym brzegu rzeki. Pomogłem jej, a gdy dół był gotowy wciągnęliśmy tam Pustynną Duszę i zakopaliśmy. Lodowa Łapa zaczęła coś szeptać. Nie chciałem jej za bardzo przerywać, ale...
- Co mówisz?
- Formułkę pogrzebową... Tajemniczy Kwiat mnie jej nauczyła. W starych klanach robią to starsi, ale my musimy sobie radzić inaczej.
Zamilkłem i poczekałem, aż kotka skończy. Wtedy wstaliśmy i wróciliśmy do obozu.
Gdy tylko wkroczyłem na polanę ziewnąłem i chwyciłem ze stosu mysz. Sierść aż mi się zjeżyła na dźwięk głosu Wodnego Ogona.
- A gdzież to nasz pieszczoszek się podziewał? - zakpił.
- Cicho bądź, nie twój interes - prychnąłem.
- Od dzisiaj mój. I zachowaj szacunek rozmawiając z zastępcą przywódcy Klanu Nocy!
- Czarna Gwiazda mianował cię zastępcą? - myślałem, że zaraz zwrócę wczorajszy posiłek. Rany! Nie sądziłem, że decyzja zapadnie tak szybko! Wodny Ogon wyglądał na dumnego z siebie. I dobrze, ma z czego. Zastępca? Uau! 
- A mianował. I jako zastępca wyznaczam cie na jutrzejszy patrol. Weź dwa koty i rano macie już patrolować granice.
- Rozkaz! - zawołałem z uśmiechem i ponownie złapałem swoja mysz. Udałem się na swoje ubocze, ale zauważyłem tam coś nowego. Wieczorny Blask?
- Bracie? - spytałem upuszczając mysz obok kocura. Ten odwrócił się do mnie na chwilę, ale szybko ponownie spojrzał w innym kierunku. - Wszystko w porządku?
- Wodny Ogon został zastępcą - mruknął.
- Słyszałem, to chyba dobrze, nie?
- Dlaczego ojciec wybrał jego, a nie mnie? Jestem jego synem!
- Mógłbym spytać o to samo, ale uważam, że lepiej kiedy Wodny jest zastępcą, a nie ja.
- Nic dziwnego, ty nie nadajesz się na lidera. Sorki...
Pokręciłem głową. To było niemiłe, ale go rozumiem. I ma rację.
- Nie możesz się wściekać na tatę o coś takiego. Wodny Ogon to nasz brat, powinieneś się cieszyć. Myślisz, że on by się nie cieszył, że zostałeś zastępcą?
- Ty nic nie rozumiesz... A powinieneś! On... nie jest synem Czarnej Gwiazdy! To tylko kociak, który nie powinien nigdy przyjść na świat! Efekt zdrady naszej matki*...
Nie miałem ochoty tego dłużej słuchać. Zabrałem mysz ze sobą, do legowiska wojowników. Ułożyłem się na swoim posłaniu i zjadłem mysz. Potem zasnąłem, rano czeka mnie patrol.

Szedłem leśną ścieżką, byłem daleko od obozu. Miałem wrażenie, ze idę cały czas pod górę. Wtedy usłyszałem szelest. Odwróciłem się w tamtym kierunku.
- Jest tam ktoś? - spytałem, ale nikt nie odpowiedział. I znów dźwięk, tym razem tupot łap. Nawet się nie odwróciłem, kiedy przebiegł obok mnie srebrzysty wojownik. Był szybki, bardzo. Chwilę później zobaczyłem drugiego kota, bardzo podobnego. Biegł prosto na mnie.
Odskoczyłem mu z drogi.
- Hej! Zaczekajcie!
Odwróciłem się w kierunku, z którego dobiegło wołanie. Za kotami biegły jeszcze dwa inne. Jeden w czarne łaty, jak Grzybek, a drugi srebrzysty w rude. Wszystkie cztery koty biegły w dół zbocza. Kiedy te dwa, które widziałem na górze przebiegały obok mnie doznałem olśnienia. Znałem jednego z nich. To ta kotka, którą kiedyś spotkałem we śnie!
Popędziłem śladem wojowników starając się ich nie zgubić. Byli naprawdę okropnie szybcy. Zdołałem ich jednak złapać, kiedy się zatrzymali.
- Srebrna Łąko, wygrałeś! - zaśmiał się łaciaty kocur. - Od dziś jesteś oficjalnie najszybszym wojownikiem Klanu Strumienia!
- Och przestań! - Szary kocurek, który biegł na czele machnął łapą. - Jakiego Klanu Strumienia? Poranna Rosa nie jest wcale szybka!
Poranna?... Co? Spojrzałem na kotkę, która biegła za nim. Rzeczywiście, wyglądała jak moja matka. Miała nawet te same błękitne oczy.
- Ja powolna? - prychnęła. Tak, to był jej głos. - Coś ci się przyśniło! Jak chcesz możemy zrobić rewanż pod górkę!
- Tylko się droczę... To miał być patrol, nie? To chodźmy.
- Chyba zapomniałeś, że Lwi Ogon wyznaczył Poranną Rosę na przywódcę tego patrolu - zauważyła szylkretka.
- Nie, Srebrna Łąka ma rację. Powinniśmy patrolować granicę z Klanem Lasu, a nie bawić się jak małe kociaki! Idziemy.
Nawet nie zauważyłem, że znajdujemy się nad rzeką. Ruszyłem powoli za patrolem, który z jakichś przyczyn mnie nie widział. Uważnie przyglądałem się mamie, która razem z kocurem nazywanym Srebrną Łąką prowadziła patrol. Pozostałe koty szły nieco z tyłu. Widziałem, że mama i jej przyjaciel o czymś rozmawiają. Podbiegłem do nich, by się przysłuchać.
- ... nic nie wiesz o Płonącym Ogonie - syknął Srebrna Łąka. - Jest bardzo miła i mądra...
- W naszym Klanie też są takie kotki, nie musisz nas zdradzać - prychnęła mama. O czym oni rozmawiają?
- Ty nic nie rozumiesz! A chciałem ci się pochwalić! - prychnął kocur.
- Niby czym?
- Będziemy mieli kocięta.
- Na mózgi wam padło!
- O czym rozmawiacie? - przerwał głos łaciatego kocura.
- O kociętach, przydałyby się w klanie - odpowiedział natychmiast srebrny.
- Też tak uważam. Ale chcemy to zmienić. Rozmawiamy o tym co wieczór.
- I nic mi nie powiedzieliście? - prychnęła Poranna Rosa. - Kiedy przenosisz się do żłóbka?
- To tylko palny... Mysia Paproć i ja jesteśmy ze sobą długo... Pora zastanowić się nad dziećmi.
- Będziesz świetna królową - powiedział Srebrna Łąka.
- Ale nią nie byłam. - Szybko odwróciłem się i zobaczyłem tą samą kotkę, która przed chwilą stała nad rzeką. Była jednak jedna różnica. Tamta nie miała blizny na szyi i nie widziała mnie.
- Czemu mi to pokazujesz? - spytałem.
- Srebrna Łąka był ojcem trojga kociąt Płonącego Ogona. Należeli do różnych klanów.
- I co z tego? - prychnąłem podchodząc do kotki. Jej sobowtór i reszta patrolu już odeszli.
- Chcę ci pokazać konsekwencje romansowania z wrogiem - oznajmiła kotka. - Srebrna Łąka i Płonący Ogon mieli dwóch powierników. Dla niego była to Poranna Rosa, a dla niej jej uczennica. Jedna okazała się być wierna, ale za to druga... Zamordowała bezdusznie maluchy...
- Co chcesz mi przez to powiedzieć?
- Uważaj na swoje dzieci Błękitna Burzo. Bo na pewno znajdą się koty gotowe je zabić, tak jak Poranna Rosa.

Obudziłem się. Niech to! Nadal nie znam imienia tej kotki! Ale wiem o niej coś więcej... Była przyjaciółką mojej matki. 
Przeciągnąłem się i wyszedłem z legowiska. Słońce już wzeszło, pora na patrol. Kogo by tu wziąć?
- Nakrapiany Kwiecie - szepnąłem kotce do ucha. Obudziła się.
- Tak? - jęknęła zaspanym głosem.
- Chodź na patrol - odparłem i podszedłem do Szczurzej Skóry. Obudziłem ją i w trójkę wyszliśmy z obozu. Patrol przebiegał powoli. Szliśmy wzdłuż brzegu obserwując drugą stronę. Poranny patrol nie musi przepływać rzeki. Naszym zadaniem jest wypatrywanie zagrożeń, a nie odstraszanie wrogów. Przeszliśmy do kładki, starej, spróchniałej i gnijącej. Po drugiej stronie są tereny samotników. Ohyda. Ruszyliśmy dalej, wzdłuż granicy z Klanem Burzy. W kilku miejscach zaznaczyłem świeży trop, żeby nasi sąsiedzi wiedzieli, że tu nadal jesteśmy.
Kiedy skończyliśmy przeszliśmy jeszcze przez siedlisko koni szukając zapachów kotów ze stodoły. Ostatnie tropy zostawiono w nocy. 
- Znowu polowali - westchnęła Szczurza Skóra. 
- Nic na to nie poradzimy - pokręciłem głową i ruszyłem dalej. W obozie byliśmy jeszcze przed szczytowaniem słońca.
Podszedłem do Wodnego Ogona, który czekał już na mój raport.
- Nie wykryliśmy żadnych zagrożeń poza tym, że pieszczochy znów u nas polują - oznajmiłem. - Dzienny patrol może zaraz wyjść i obejrzeć Słoneczne Skały i Sowie Drzewo z bliska.
- Dziękuję - powiedział kocur.
- Dobrze się bawisz? - spytałem. Wodny Ogon uśmiechnął się szeroko.
- Jak nigdy - odparł i odszedł. Zobaczyłem Lodową Łapę, biegającą od żłobka, do legowiska medyka. Co się dzieje?
- Lodowa Łapo! - zawołałem.
- Nie teraz! - rzuciła w odpowiedzi. Co się dzieje? Ach! Złota Łuska! Zapewne rodzi!

Minęło trochę czasu. Czekałem i obserwowałem żłobek. W końcu Tajemniczy Kwiat wyszła razem z Lodową Łapą. Podszedłem do nich.
- Nasz klan powiększył się o dwa kociaki - powiedziała medyczka. Jednak nie wyglądała na wesołą.
- Ale?... - spytałem.
- Robiłyśmy wszystko, co mogłyśmy - szepnęła Lodowa Łapa. - Dwa inne umarły.
To była przykra wiadomość. Nasz klan mógł powiększyć się o cztery kocięta, udało się tylko o dwa. To przykra sytuacja.
- Jak Złota Łuska? - spytałem.
- Ma się dobrze. Jest silna. Synka nazwała po ojcu, Gepardzim Sercu. Nie chce, by ją odwiedzano.
- To zrozumiałe. Pójdę zapolować, postaram się coś dla niej przynieść.
Medyczki kiwnęły mi głowami, a ja udałem się do wyjścia z obozu. Teraz wszystko jest możliwe! Sylwiu, córeczko, jeszcze przed zachodem słońca dołączysz do Klanu Nocy.
Pobiegłem do gospodarstwa, przebiegłem przez podwórko i wbiegłem do legowiska koni. Szybko znalazłem się obok moich kociąt, ale ich matki nie było. Był za to ktoś inny.
- Witaj Błękitna Burzo - powiedziała Luna, matka Pysii. Lekko zaskoczyłem się jej widokiem.
- Hej... - szepnąłem. - Jest Pysia?
- Poszła na spacer, lada moment wróci. Macie takie piękne dzieci...
- Też tak uważam.
- Zabierasz je do Klanu? - spytała kotka.
- Tak. Właśnie przyszedłem w tej sprawie. Jedna z naszych królowych będzie w stanie zaopiekować się kociakiem. Chciałem zabrać ze sobą Sylwię, to ta...
- Rozróżniam je, wiem o którą chodzi - mruknęła staruszka. - Weź ją, powiem córce, że ją zabrałeś.
- Naprawdę?
- Tak. Weź. Nie są głodne, niedawno jadły.
Kocięta spały skulone obok swojej babci. Chwyciłem Sylwię za skórę na karku. Maleńka obudziła się i pisnęła. Chwyciłem ją nieco pewniej i podniosłem. Kiwnąłem Lunie na pożegnanie i udałem się z córką do wyjścia. Teraz wszystko zależy od tego, czy ktoś mnie przyłapie.
Pokonałem ostrożnie ogrodzenie i udałem się w kierunku rzeki. To przykre, ale będę musiał zamoczyć ją w wodzie przed zaniesieniem jej do obozu. Trzeba z niej zmyć zapach matki, siana i koni. Wszystko musi pójść zgodnie z planem.
Łatwo dotarłem do wody idąc wzdłuż drogi dwunożnych. Sylwia piszczała co chwila cicho, a mnie bolało serce. W końcu dotarłem nad rzekę. Zamoczyłem koteczkę w wodzie i ja wyciągnąłem, potem znów zamoczyłem i wyciągnąłem. Zacząłem ją wylizywać, żeby nie nosiła żadnego zapachu koni. Nie można jej kojarzyć z tamtym miejscem. Kiedy ją obwąchałem i wyczułem tylko delikatną woń mleka mogłem odetchnąć z ulgą.
- Teraz zabiorę cie do obozu - szepnąłem i ponownie chwyciłem małą w pyszczek. Musi być bardzo głodna. Przynajmniej będę bardziej wiarygodny.
Wkroczyłem do obozu z dumnie uniesionym ogonem. Na moje szczęście Czarna Gwiazda był w obozie. Usiadłem po środku obozu i położyłem Sylwię przed sobą. Lider wskoczył na swój kopczyk.
- Co ma znaczyć ten kociak? Skąd go wziąłeś? - syknął kocur. Przełknąłem ślinę.
- Polowałem nad rzeką dla Złotej Łuski, kiedy usłyszałem wołanie kociąt. Znalazłem ją i kilka innych maluchów, ale tylko ona żyła. Jej rodzeństwo zakopałem w piasku - opowiedziałem wymyśloną historię. Nakrapiany Kwiat podeszła bliżej i obwąchała małą.
- Pachnie dwunożnymi - zauważyła.
- Możliwe, że dwunożni chcieli utopić kocięta, słyszałam, że tak robią - oznajmiła z powagą Szczurza Skóra.
- Czarna Gwiazdo, nie możemy zostawić tego malucha losowi - poprosiłem. - Złota Łuska straciła dwójkę kociąt, może przyjmie to?
Lider kiwnął głową. Chwyciłem Sylwię w pyszczek i udałem się w kierunku żłobka, Czarna Gwiazda ruszył moim śladem. Złota Łuska leżała zwinięta w kłębek, tuląc do brzucha dwa kociaki. Jeden był jak ona pręgowany, a drugi biały. 
- Złota Łusko? - szepnąłem. Królowa odwróciła pyszczek w moim kierunku.
- Co się stało? - spytała.
- Wiem, że straciłaś kocięta, ale znalazłem tego malucha nad rzeką - wyjaśniłem przysuwają c kotkę w jej kierunku. - Proszę wykarm go.
- Co takie maleństwo robiło nad rzeką, gdzie jego matka? - jęknęła kotka rozpaczliwie.
- Chyba Klan Gwiazdy przysłał go specjalnie dla ciebie - mruknąłem. - Zajmiesz się nim?
Kotka pokręciła głową. Jak ona mogła? Nie przyjmie tego kociaka?
- No.. dobrze - powiedziała jednak po chwili. - Daj go.
Chwyciłem kotka w pyszczek i zaniosłem królowej. Ona polizała moją córkę i przysunęła ją do piersi. Sylwia szybko znalazła sutka i zaczęła ssać.
- Jak ją nazwiesz? - spytał Czarna Gwiazda.
- Ja? Mam ją nazwać? - zdziwiłem się.
- Tyś mi ją przyniósł to ty za nią odpowiadasz! - prychnął kocur.
Chciałem powiedzieć Sylwia, ale nie mogłem. Co to za imię? Ach... Sylwia, Sylwia... A może...
- Sreberko - szepnąłem. - Tak, Sreberko. 
Lider kiwnął głową.
- Ładnie brzmi - powiedział. - Bardzo ładnie.

<Czarna Gwiazdo?>

* - nie czepiać się, w sprawie Porannej można se pomyśleć wszystko

21 sierpnia 2016

Od Błękitnej Burzy

Zrobiłem sobie małą przerwę w odwiedzaniu Pysii. Musiałem być ostrożny i nie wzbudzać podejrzeń, ona to rozumiała. Zawsze była dla mnie taka miła i wyrozumiała, wiedziała, że nie chcę dla niej źle. Teraz nadeszła pora na spotkanie. Nie widziałem się z nią bardzo długo, mam wrażenie, że minęło wiele księżyców!
Przekraść się na tereny dwunożnych nie było trudno. Wszyscy mnie ignorowali, ale miało to też plusy - nikt nie zwracał uwagi na to, gdzie chodzę i co robię. Mogłem swobodnie udać się do partnerki i nie obawiać się konsekwencji. Kiedy w końcu przeskoczyłem ogrodzenie i znalazłem się na podwórku od razu dostrzegłem Jaskra. Niósł w pysku mysz.
- Hej! - zawołałem. Kot położył zdobycz i podszedł do mnie.
- Nareszcie jesteś! Pysia nie mogła się już doczekać! - zaśmiał się kocur. - Właśnie niosłem mysz dla naszych państwa.
- Polowałeś dla dwunożnych? - zdziwiłem się. Rudy kocur zaśmiał się serdecznie. 
- Dwunożni są jak część naszego klanu. Pamiętasz, jak mówiłeś mi o kotach, które nie polują, a inni polują dla nich? To podobna sytuacja. Nasi dwunożni wcale nie ruszają się z domu! Musimy też polować dla nich, żeby nie umarli z głodu!
- Aha, rozumiem - mruknąłem. - Postaram się też coś dla nich przynieść następnym razem. Gdzie znajdę Pysię?
- W stajni, karmi swoje kocięta - wyjaśnił Jaskier.
- Kocięta? Już urodziła?! - Byłem bardzo zaskoczony nową wiadomością. W sumie... Minęły już dwa księżyce, a tyle mniej więcej trwa ciąża królowych... Rany! Zaraz spotkam się z moimi dziećmi!
Od razu pobiegłem w kierunku dziury w budynku, w którym mieszkały konie. Znałem to miejsce doskonale, tak często tu bywam... Szybko dotarłem do sterty siana, wdrapałem się na nią i ujrzałem najpiękniejszy widok w moim życiu. Pysia spała owinięta wokół trzech małych kłębuszków. Podszedłem do niej powoli, a ona otworzyła swoje złote oczy.
- Błękitna Burzo... - szepnęła na mój widok. Uśmiechnąłem się do niej.
- Są prześliczne - mruknąłem z dumą.
- Dwie córki i syn - powiedziała liżąc czarnego kociaka skulonego najbliżej jej pyszczka. - On przypomina mi ciebie najbardziej...
Zbliżyłem się do kotki i polizałem ja między uszami, a potem obwąchałem jej dzieci, moje dzieci, nasze dzieci. Kocurek był całkowicie czarny, a jego dwie siostry miały srebrzyste pręgi jak matka. 
- Jak je nazwałaś? - spytałem cicho.
- Synek to Stefan, ta ciemniejsza to Zosia, a ta jaśniejsza to Sylwia, nasza pierworodna - uśmiechnęła się kotka.
- Sylwia... Szkoda, że będzie musiała mieć inne imię - mruknąłem. Pysia przechyliła głowę.
- Nie musisz jej zabierać. Wiem jak bardzo zależało ci na zabraniu syna...
- Nie! Miałem wziąć naszego pierworodnego kociaka, prawda? To nawet lepiej, że ma taką maść. Nikt nie będzie w stanie zarzucić mi ojcostwa. A będzie mi za to przypominała moją piękną królową,
Otarłem się z Pysią pyszczkiem. 
- Musisz zabrać ją teraz, dwunożni nie wiedzą jeszcze ile mam kociąt, nie chcę, żeby martwili się zniknięciem jednego z nich.
- Ale... Nasza królowa jeszcze nie urodziła... Nie mamy dla niej pokarmu. Chciałbym ją zabrać, ale musi tu jeszcze trochę zostać, wybacz.
Kotka zwiesiła głowę. Podzielała mój żal. Bardzo chciałem zabrać moją pierworodną do klanu, kiedy tylko się urodzi... Ale Złota Łuska też rodzi lada dzień. 
- Przyjdź po nią, kiedy jej karmicielka będzie gotowa - powiedziała Pysia i zetknęła się ze mną nosem.

Kiedy wróciłem do obozu czekała mnie nieprzyjemna wiadomość. Oto po środku obozu leżały dwa zakrwawione ciała. Słyszałem lament wojowników, a gdy podszedłem bliżej rozpoznałem zmarłych. To Szary Kieł, zastępca lidera Klanu Nocy i jego uczeń - Osmolona Łapa.
Są z nami - usłyszałem głos w swojej głowie. Wystraszyłem się z początku, ale od razu zrozumiałem, że to ten sam głos, który nawiedza moje myśli od wielu księżyców. To dobrze, że trafili do Klanu Gwiazdy. Miło to wiedzieć. 
Zobaczyłem naszych uczniów, opłakujących śmierć brata i Wieczorny Blask, który daremnie próbował pocieszyć Pustynną Duszę. Biedaczka. Był jej partnerem, a teraz nie zostało jej po nim nic, nawet kocięta.
Nie mogłem na to patrzeć. Po prostu opuściłem obóz.

<Ktoś?>

16 sierpnia 2016

Od Błękitnej Burzy C.D. Nakrapianego Kwiatu

Myślałem, ze nigdy nie spotkam się z tym tematem. Spotkania z Pysią prawie zawsze były pod znakiem polowania, a teraz? Może za mało jedzenia przynosiłem z tamtych terenów...
- To... - zacząłem niepewnie. Skłamać, czy powiedzieć prawdę? Mogę jej zaufać? Nie powie Czarnej Gwiździe? - ...pewien rodzaj... odpowiedzialności?
- Odpowiedzialności? - zdziwiła się kotka.
- Ta.. tak. Nie powinienem, ale sam wyznaczyłem sobie ważną misję, proszę nie mów liderowi i jego zastępcy - mruknąłem błagalnym tonem. Kotka się uśmiechnęła.
- A co to za misja?
- To przeze mnie polowania na siedlisku koni stały się niebezpieczne. Dlatego staram się pilnować innych terenów i w imieniu Klanu Nocy znakuję tereny tuż pod ich ogrodzeniem.
- To nic złego - zaśmiała się kotka. - Gdyby Czarna Gwiazda się dowiedział udzieliłby ci pochwały za próbę naprawienia swoich błędów.
- Tak, ale to naprawdę niebezpieczne miejsce. Nie chcę, żeby ktoś ryzykował... 
- Rozumiem, a jaka jest prawda? - mruknęła kotka. Byłem zaskoczony. Prawda jest taka... Agh! - Błękitna Burzo, ty chyba nie myślałeś, że mnie oszukasz? 
Na pewno nie zakochałem się w tamtejszej samotniczce i nie jest teraz w ciąży. Co mam jej powiedzieć? Wie, że kłamię! 
- Próbowałem to naprawić - westchnąłem odwracając głowę. Nakrapiany Kwiat uśmiechnęła się tryumfalnie. - Od księżyca negocjujemy warunki polowania na Siedlisku Koni. Wiedzą, kiedy przechodzą tam patrole i ile liczą kotów...
- Błękitna Burzo, zdajesz sobie sprawę, co zrobiłeś? - syknęła moja była mentorka z zawodem. - Znowu zdradziłeś klan!
- Przepraszam! Nie chciałem więcej kłopotów... Dzięki mnie przynajmniej nigdy się z nimi nie spotykamy...
Nie okłamałem Nakrapianego Kwiatu. Pysia wiedziała, kiedy mogą polować na naszym terytorium, a kiedy jest to zbyt niebezpieczne. Nigdy nie chciałem aż tak zdradzić klanu... Już lepiej było mówić o romansie...
- Nie powiem im, ale lepiej już do tego nie wracajmy. Lepiej się nie kręć w tamtej okolicy...

~Jakiś księżyc później~

Wciągnąłem w nozdrza zapach deszczu. W nocy padało, a nasz obóz zmienił się w wielką kałużę. Widzę to już trzeci raz... Uschnięta wodna trawa szeleści w wejściu do obozu, a ciszę w nim panującą przerywa zabawa Smołka, Malinki, Perełki i Jastrząbka. To przykre, przez tego lisa niemal w jedną noc straciliśmy trzy kocięta. Zrozpaczona Leśna Maska uciekła z obozu, jej ciało znaleźliśmy potem nad rzeką, znaczone licznymi śladami walki. Biedaczka... Woda z rzeki zmyła wszystkie zapachy, ale rany wyglądały jak atak wojownika. Możliwe, że nigdy nie poznamy imienia mordercy... 
Życie w Klanie Nocy toczyło się dalej. Kociaki wyglądały, jakby miały lada dzień zostać wojownikami. To źle, zwłaszcza, że nie są nawet uczniami. A może zaraz się to zmieni?
Zobaczyłem Czarną Gwiazdę na kopczyku lidera. Wezwał klan, który powoli zebrał się w centrum obozu. 
- Dzisiaj nadszedł wreszcie dzień, którego nie powinienem tak długo odkładać - zaczął. - Nasz Klan był w ciężkiej żałobie po śmierci Leśnej Maski, ale to zdarzenie na pewno dało siły nowemu pokoleniu, które teraz może walczyć, by ich matka mogła być dumna. Podejdźcie.
Kociaki, całe obłocone podeszły do lidera. 
- Od tej chwili, aż do otrzymania imienia wojownika uczennica ta będzie nosiła imię Malinowa Łapa - oznajmił lider unosząc z dumą głowę. - Jej mentorką zostanie Nakrapiany Kwiat, świetnie wyszkoliła Błękitną Burzę, zasługuje na kolejnego ucznia.
Moja mentorka wstała i podeszła do nowej uczennicy. Ach... Mam wrażenie, że ledwie dwa wschody słońca temu to ja tam stałem. A dziś jest już trzydzieści księżyców od tamtej chwili.
- Temu uczniowi nadaję imię Osmolonej Łapy. Jego nauką zajmie się Szary Kieł. Szary Kle, mm nadzieję, że wyszkolisz go tak, jak wyszkoliłeś mojego syna.
Zastępca skinął głową i podszedł bliżej. Znałem imiona pozostałych mentorów. Ja, Pustynna Dusza, Szczurza Skóra i Paskudny Upadek. Żadne z nas nie chciało ich szkolić. Ja powiedziałem, ze nie jestem jeszcze gotowy na taką odpowiedzialność. Choć w rzeczywistości chodziło mi o inną rzecz. W przyszłości chciałbym być mentorem kociaka, którego przyniosę, mojego pierworodnego. Pustynna Dusza nie chciała po prostu ucznia, a Szczurza Skóra oznajmiła, że nie chciałaby nagłej zmiany mentora dla ucznia, miała oczywiście na myśli kocięta, które ona i Paskudny Upadek planują od dawna. Co do niego, mówił coś o Liściastej Łapie... Jedyne co zrozumiałem z jego bełkotu to to, że nie chce ucznia. Tak więc...
- Mentorem Perłowej Łapy zostanie Wieczorny Blask - oznajmił lider. - Ostatnim kotkie, od dziś Jastrzębią Łapą zajmie się Wodny Ogon.
Wszyscy mentorzy zetknęli się z uczniami nosami, a pozostali wojownicy wykrzykiwali kolejno imiona nowych uczniów.

<Ktoś z Klanu Nocy?>

15 sierpnia 2016

Od Błękitnej Burzy C.D. Nakrapianego Kwiatu

Z jednej strony jej brak zaufania był przykry, a z drugiej ją rozumiałem. To musi być trudne. Jeżeli Wodny Ogon ma rację, Nakrapiany Kwiat może lada dzień dać Klanowi Nocy kocięta, moje rodzeństwo. Z drugiej strony przeczy wszystkim uczuciom do mojego taty. Cóż mogę zrobić? Nie ma sensu jej dalej naciskać... Widzę, że to nie tylko chodzi o to, że pytam ją o uczucie do mojego ojca. Możliwe, że czuje się jak zdrajczyni. Ona i moja mama były przyjaciółkami, nie umiem sobie wyobrazić, jak potworni czułbym się, gdybym był zakochany w Lodowej Łapie. Z jednej strony uczucie, a z drugiej lojalność wobec brata...
- Jeżeli myślisz o Porannej Rosie - mruknąłem odwracając wzrok. - To pomyśl o jej dzieciach. O Długoszce i Cichej Łapie... O moim rodzeństwie. Nie chcę ci nic sugerować, ale oboje wiemy, że jestem najstarszy. Moi młodsi bracia się ode mnie odwracają, a własny ojciec już mi nie ufa. Nie mam już swojej rodziny, ale ty zawsze byłaś jej częścią. Jako moja mentorka, a poniekąd też matka.
- Nie do końca rozumiem, co masz na myśli?
- Będę szczery, nie jesteś już młoda. Nigdy nie miałaś kociąt, może już nigdy nie będziesz ich mieć... Nie powstrzymuj się. Oboje się nie powstrzymujcie. Wszyscy zaakceptujemy ten wybór. I uwierz mi, ja będę najbardziej szczęśliwy.
Kiedy to powiedziałem odszedłem zanim kotka zdążyła coś dodać. Wziąłem małą rybkę i udałem się na swoje miejsce do jedzenia. Obok było też stare miejsce Wieczornego Blasku, ale tym razem siedział z Wodnym Ogonem. Nieco zawiedziony zacząłem jeść w samotności obserwując kocięta Leśnej Maski. Powinny być już uczniami. Czemu Czarna Gwiazda tyle czeka?
Nagle podeszła do mnie Nakrapiany Kwiat. Położyła się obok i zamruczała. Odwróciłem się od niej, ale po chwili znów na nią spojrzałem. Kotka uśmiechnęła się do mnie lekko.

<Nakrapiany Kwiecie?>

Od Błękitnej Burzy

- Mam wrażenie, że lada dzień się urodzą - zamruczała Pysia. - A to wcale nie prawda...
- Znalazłem im już matkę - powiedziałem liżąc ja za uchem. - W sensie... Jemu... 
- Naprawdę? - spytała z lekkim pomrukiem. - Jaka ona jest?
- Urodzi trochę wcześniej niż ty. Na pewno przyjmie kociaka. Powiem jej, że znalazłem go nad rzeką razem z martwą matką i rodzeństwem. Klan na pewno to przyjmie.
- Obiecaj, że pewnego dnia wyjawisz mu prawdę, i przyniesiesz go do mnie - zamruczała kotka.
- Kiedy nas syn będzie na tyle duży, by się nie wygadać spotka się ze swoją matką. 
- A jeżeli to będzie kotka? - mruknęła Pysia. - Twoja pierworodna?
- To w przyszłości pokaże ci swoje kocięta, trzecie pokolenie Klanu Nocy. 

Wróciłem do obozu z tłustą myszą w pyszczku i zderzyłem się z Nakrapianym Kwiatem w wejściu do obozu. Mysz upadła na ziemię, a kotka się zaśmiała.
- Zaniosę ją! - zaproponowała serdecznie i wzięła myszkę. Wniosła ją za mnie do obozu. - Błękitna Burzo, przynosisz mało zwierzyny, ale jej waga to nadrabia. Musisz mi powiedzieć, gdzie łapiesz takie tłuste kąski!
- To żadna tajemnica, blisko farmy - mruknąłem w odpowiedzi. - Ale czasem można tam się spotkać z psem.
Kotka zjeżyła sierść. Racja, niedawno ratowaliśmy ją i mojego tatę z psich kłów...
- Sorki, chcesz o tym porozmawiać?
- Nie. Świetnie walczyłeś, mogę być z ciebie dumna - powiedziała kotka z uśmiechem. Ja też mimowolnie się uśmiechnąłem.
- Mogę cię o coś spytać? - odezwałem się nagle. Była pewna sprawa, która chciałem omówić z nią już dawno...
- Jasne, o co chodzi? - spytała szylkretka. Wziąłem głęboki wdech.
- Co łączy cię z Czarną Gwiazdą? - wydusiłem.

<Nakrapiany Kwiat?>

10 sierpnia 2016

Od Błękitnej Burzy C.D. Lodowej Łapy

- Błękitna Burzo? - syknęła cicho Lodowa Łapa. Było jeszcze ciemno, wszyscy spali, choć lada moment miało zacząć świtać. 
- Proszę, nie mów Czarnej Gwieździe - mruknąłem. - Ledwo co mu przeszło poakcji z polowaniami. Chcesz go znowu niepokoić?
- Stało się coś ważnego, muszę powiadomić Czarna Gwiazdę - oznajmiła stanowczo kotka i ruszyła dalej w kierunku legowiska lidera. Nie mogłem jej na to pozwolić!
- W czym ci szkodzą moje kocięta? Przecież nawet nie urodzą się w klanie! - prychnąłem. Kotka zatrzymała się i spojrzała mi w oczy przenikliwym wzrokiem.
- Ona się nimi zajmie?
- Tak, ona. Nie musisz tego mówić - mruknąłem. Kotka kiwnęła głową, ale nadal szła do legowiska lidera. Była już w wejściu, nie miałem jak jej powstrzymać.
Mysi móżdżek! Mogłem jej nie mówić, że Pysia urodzi moje dzieci! Czarna Gwiazda mnie teraz zabije!
Usiadłem w wejściu do obozu, gotów uciekać, kiedy tylko usłyszę alarmujący głos lidera, ale do niczego takiego nie dochodziło. W końcu Lodowa Łapa wyszła, za nią Czarna Gwiazda. Sierść zjeżyła mi się na jego widok. On już wie! Ale nawet nie odwrócił się w moim kierunku tylko poszedł za uczennicą do legowiska medyka. Nie miałem pojęcia o co chodzi. Wtedy zobaczyłem Szarego Kłą opuszczającego legowisko wojowników.
- O! Błękitna Burza! Wybierasz się na patrol? 
Lekko się zmieszałem.
- Jasne! Ktoś jeszcze idzie?
- Wodny Ogon.
Szary wojownik wynurzył się z legowiska rozciągając grzbiet. Spojrzał na mnie obojętnym wzrokiem. 
Wyszliśmy z obozu i udaliśmy się w kierunku siedliska koni. Szary Kieł szedł na przedzie. Z początku szedłem z nim, ale z czasem zacząłem zwalniać myśląc o ojcu i Lodowej Łapie.
- Hej! Nie śpij kociaczku! - syknął Wodny Ogon.
- Wcale nie śpię! Daj mi spokój! - warknąłem.

<Wodny Ogonie?>

07 sierpnia 2016

Od Błękitnej Burzy

Od kiedy skończyła się moja kara mogę robić co zechcę. No... nie do końca. Muszę przestrzegać Kodeksu Wojownika, ale on nie zabrania mi spotykać się z Pysią. Od kiedy wyzdrowiała robię to prawie codziennie. Muszę oczywiście po każdym spotkaniu dokładnie wylizywać sierść lub tarzać się w czymś śmierdzącym. Oczywiście, za każdym razem kiedy wracam słyszę pogróżki Tajemniczego Kwiatu, że w końcu powie Czarnej Gwieździe o mojej sekretnej miłości, ale jakoś jeszcze tego nie zrobiła.
Był środek dnia. Widziałem, jak Wodny Ogon i Wieczorny Blask z czegoś się śmieją. Wskoczyłem w tunel prowadzący na zewnątrz obozu i udałem się w kierunku gospodarstwa. Gdy tylko znalazłem się w okolicy dostrzegłem srebrny błysk. Pysia podbiegła do mnie od razu.
- Tęskniłam - szepnęła liżąc mój polik. - Każda chwila na farmie bez ciebie ciągnie się księżycami...
- W lesie bywa podobnie - zaśmiałem się odwzajemniając gest.
- Mam nadzieję, że nie masz tam żadnej koteczki? - mruknęła podejrzliwie.
- Skąd! - zaprzeczyłem natychmiast. - Żadna kotka z Klanu Nocy nie dorównuje urodą mojej Pysii. 
Kotka zamruczała i otarła się o mój bok. Przeszył mnie dreszcz podniecenia. 
- Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość - szepnęła. - Spodziewam się kociąt...
- Naprawdę? - spytałem z zachwytem. - Będę ojcem?
- Tak! - pisnęła szczęśliwa. - Och! Błękitna Burzo! Nasze dzieci wyrosną na wspaniałe koty!
- Zabiorę je do Klanu, będą wojownikami jak moi przodkowie i twój ojciec - powiedziałem liżąc jej bark. - Klany będą opowiadać o nich przez wiele pokoleń!
No, chyba, że rozszarpie je Złota. Albo umrą z głodu. Albo zostaną wygnane z klanu. Albo zje je borsuk. Albo otruje je Sowa jakiś psychiczny medyk. Albo wybiorą życie samotnika. Albo przejdą na stronę Czystki. Dodatkowo Gęś dla pań jako darmowy zapładniacz.
Będą opowiadani jako bajki dla kociąt.
- Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł - mruknęła kotka. - Byłyby bezpieczniejsze u jakiś dwunożnych.
- Ale... Pysiu... Przecież klany...
- Sam mi kiedyś mówiłeś, że kocięta różnych klanów zazwyczaj wychowuje kotka. Z resztą... Komu byś chciał je oddać na wykarmienie?
- Wziąłbym je, kiedy będą duże...
- Nie. Wtedy byłoby zbyt późno. Błękitna Burzo, nie upieraj się.
Zrobiło mi się bardzo przykro. Chciałem wychować swoje dzieci w klanie. Może tata pozwoliłby Pysii do nas dołączyć? Ale ona mówiła mi, ze nie chce mieszkać w lesie... O Poranna Roso! Pomogłabyś mi?
Klan Gwiazdy zawsze znajdzie drogę - zamruczał mi w głowie głos tamtej kotki ze snu. Nikt nie pytał jej o zdanie! MILCZ SZMATO!
- No to chociaż jednego... Najstarszego... Zobaczysz, będziesz z niego dumna! Sam go wyszkolę! Powiem, że znalazłem go nad rzeką, dwunożni go wyrzucili i może...
- No to może tego jednego ci oddam - zaśmiała się kotka.

Spędziłem z Pysią wspaniały dzień. Wracając wylizałem się dokładnie i złapałem w rzece dwie ryby, żeby nikt nic mi nie mówił. I udałem się do obozu.
Na moje nieszczęście wchodząc wpadłem na Wodnego Ogona.
- Gdzie łazisz całe dnie? - syknął.
- Polowałem nad rzeką - wyjaśniłem.
- I przynosisz tylko dwie ryby? Lepiej nie pokazuj się Nakrapianemu Kwiatowi, bo zrobi jej się przykro.
- Rządzisz się, jakbyś był zastępcą! - mruknąłem. Wodny Ogon położył po sobie uszy.
- Błękitna Burzo! - usłyszałem głos Lodowej Łapy. Uff! Uratowała mnie od kłótni! Podbiegłem do uczennicy medyka.
- Mam niezwykłą wiadomość! - powiedziałem z zachwytem.
- Jaką?
Pochyliłem się kotce do ucha i wyszeptałem:
- Niedługa na świat przyjdą moje kocięta!

<Lodowa Łapo?>

25 lipca 2016

Od Błękitnej Burzy C.D. Wieczornego Blasku

Nie! Tylko nie to! Muszę ostrzec mieszkańców farmy! Czarna Gwiazda stanowi dla nich wielkie niebezpieczeństwo. Nie chcę, by Pysia cierpiała jeszcze bardziej. Może uda mi się dogadać z ojcem?
Gdy klan się rozszedł podbiegłem do niego.
- Ojcze, wiem, jesteś na mnie zły za ta obietnicę, ale ja wcale nie chciałem cię zawieść - mruknąłem.
- Pozwoliłeś samotnikom okradać nasz klan. To prawie jak zdrada - warknął kocur z niezadowoleniem.
- Ja wiem. Po prostu... Spanikowałem - wydusiłem. - Jestem tchórzem. Przestraszyłem się czwórki słabych, domowych kotów...
- Błękitna Burzo - zaczął nieco łagodniejszym tonem. - Po swoim pierworodnym oczekiwałem większej odwagi. Nie myśl jednak, że tak łatwo ci odpuszczę.
- Chciałbym się jakoś odkupić - powiedziałem. - Proszę, pozwól mi iść do walki.
Kocur uniósł głowę. Po co ja to w ogóle powiedziałem? Miałem ich ostrzec, a nie walczyć przeciwko nim!
- Nie uważasz, że sześciu wojowników, na cztery domowe koty to za dużo? - mruknął niepewnie. Milczałem przez chwilę nie miałem odwagi się z nim zgodzić. - Dobrze... Pójdziesz zamiast Nakrapianego Kwiatu. Przekaż jej to. 
- Dziękuję! - zawołałem pospiesznie.
- Szary Kieł cię sprawdzi. Oceni twoją lojalność wobec klanu. Jeżeli się wykażesz, zwolnię cię z kary.
A może ta rozmowa miała jednak pozytywy? Wystarczyłoby tylko trzymać wszystkich daleko od Pysii i udawać, że zaciekle się walczy w imię klanu. To będzie proste jak połkniecie płotki! 
Nagle podbiegła do mnie Tajemniczy Kwiat.
- Wysłałam Lodową Łapę po zioła - oznajmiła, a potem nachyliła się mi do ucha. - Ostrzeże koty przed klanem. 
- To dobrze - odparłem. Może jednak nikogo nie zastaniemy? - Przekażę, jak ktoś o nią spyta.
Odszedłem do legowiska wojowników. Wyłem wykończony, jednak świadomość, że być może nie będę musiał krzywdzić przyjaciół dawała mi sił. Nakrapiany Kwiat leżała już w legowisku, ale nie spała.
- Nakrapiany Kwiecie. Czarna Gwiazda pozwolił mi zająć twoje miejsce w ataku na koty dwunożnych - powiedziałem. - Nie będziesz miała nic przeciwko?
- Pójdę ze Szczurzą Skórą na polowanie - powiedziała.

- Pobudka śpiochu! - zawołał mnie Wieczorny Blask. Otworzyłem zmęczone oczy. - Podobno idziesz z nami?
- Tak - ziewnąłem. Przeciągnąłem się i wylizałem sierść. - Chodźmy. Pewnie reszta już czeka.
Wychodząc z legowiska i zbliżając się do grupy usłyszałem głos Tajemniczego Kwiatu.
- Chodź Lodowa Łapo! Musimy nazbierać pajęczyn, aby móc opatrywać rany wojowników, po ich powrocie.
Uśmiechnąłem się sam do siebie. Świetnie ukrywają prawdę, zachowują się, jakby o niczym nie wiedziały.
- Wszyscy gotowi? - spytał Szary Kieł.

<SzaryKlePustynnaDuszoWieczornyBlaskuWodnyOgonie?>

20 lipca 2016

Od Błekitnej Burzy C.D. Tajemniczego Kwiatu

- I jak tam? - spytałem lekko poddenerwowany.
- Nie tutaj - rzuciła Tajemniczy Kwiat w odpowiedzi. Poszedłem za nią i Lodową Łapą do legowiska medyka.
Gdy weszliśmy usiedliśmy w jego najgłębszym kącie i zaczęliśmy rozmawiać półgłosem. Lodowa łapa miała stać na czatach.
- Nie wygląda to za dobrze, ale robię co w mojej mocy, żeby wyzdrowiała - powiedziała. 
- To dobrze - westchnąłem. 
- Uważaj, dobrze - odezwała się Tajemniczy Kwiat. - Nie powinieneś aż tak przejmować się jej losem. Odpuść ją sobie.
- To wykluczone, w Klanie Nocy nie ma żadnej kotki, którą mógłbym w przyszłości potraktować jako swoją partnerkę - powiedziałem. Tajemniczy Kwiat przewróciła oczami.
- A ta nowa, ta co dołączyła kilka dni temu? Kotka, która straciła partnera? - nalegała. - Lada dzień urodzi jego kocięta. Przydałby się jej ktoś, komu będzie się mogła wypłakać, kto pomoże jej się pozbierać...
- Nie chcę jakiejś starej, ciężarnej kocicy. Nie rozumiesz tego?
- Martwię się o ciebie Błękitna Burzo. Obawiam się, że twój ojciec nie zniesie tego tak spokojnie, jak przypuszczasz. To byłaby w końcu zdrada.
Odwróciłem się i wstałem.
- Dziękuję Tajemniczy Kwiecie - powiedziałem chłodnym tonem i wyszedłem z legowiska rzucając Lodowej Łapie w wyjściu nieznaczne "Pa!". Byłem zły. Nie mogłem nawet pomyśleć o tym, że mógłbym wybrać sobie inną partnerkę. Widziałem ja ledwie kilka uderzeń serca, ale wiem, że ją kocham. Pysia ma w sobie coś niezwykłego, coś co sprawia, ze nie potrafię przestać o niej myśleć.
W idąc w zamyśleniu nie zwróciłem nawet uwagi na to, gdzie idę. Zderzyłem się z jakimś kotem. 
- Błękitna Burzo! Uważaj, gdzie chodzisz! - syknął Wieczorny Blask. Dziwne, czasami prawie zapominam, ze jest moim najlepszym przyjacielem z rodzeństwa.
- Wybacz bracie. Jestem wykończony tym wszystkim - mruknąłem.
- Chodzi o szlaban i zawalenie misji? - spytał.
- Kto ci powiedział?
- Wodny Ogon. Wczoraj - mruknął brat. 

<Wieczorny Blasku?>

18 lipca 2016

Od Błękitnej Burzy C.D. Czarnej Gwiazdy

Czarna Gwiazda i Wodny Ogon weszli do obozu. Ojciec wyglądał na nieźle wkurzonego! Wystraszyłem się nieco. Co oni zrobili tamtym kotom?
- Coś się stało Czarnej Gwieździe?
- Na osty i ciernie! - syknąłem ze strachem. - Tajemniczy Kwiecie! Nie skradaj się tak!
- Wybacz. Gdybyś nie był taki spięty nie wystraszyłbyś się - oznajmiła z powagą. - Wyjaśnisz mi, co się dziś stało? Wszyscy są dzisiaj kłębkami nerwów.
- Zawiodłem ojca - przyznałem się. 
- Co się stało?
Nie miałem najmniejszej ochoty na żalenie się. Tajemniczy Kwiat była jednak zawsze taka miła...
- Wysłał mnie na gospodarstwo, abym ostrzegł tamtejsze koty przed wchodzeniem na nasze terytorium. A ja zamiast tego pozwoliłem im tu polować... - Westchnąłem głęboko. 
- To... Ciężka sprawa... - Tajemniczy Kwiat przysunęła się bliżej i ściszyła głos. - Ale ty byś tak nie zrobił.
Najbardziej irytujące w tym zdaniu jest to, że ona ma rację. Wyszkolono mnie na wiernego i lojalnego wojownika, jakim prawem złamałem Kodeks? Prawem przeklętego serca.
- Tam była kotka. Była bardzo ciężko ranna - odpowiedziałem. - Jej matka zrobiła dużo, ale to nie profesjonalny medyk. 
- Mógłbyś mnie do niej zabrać? - spytała Tajemniczy Kwiat.
- Jasne, ale dostałem karę. Nie wolno mi opuszczać obozu - wyjaśniłem.
- Powiedz mi, jak tam trafić. Sama dojdę. Tylko musisz mnie kryć. I dopilnuj, żeby Lodowa Łapa sie nie dowiedziała.
- Nie dowiedziała się o czym? - Oboje podskoczyliśmy słysząc głos Lodowej Łapy. Ta mała... 
- Będę musiała wyjść z obozu - wyjaśniła Tajemniczy Kwiat. - Mogę zostawić ci Leśną Maskę i jej kocięta?
- Chcę iść z tobą. Po co idziesz?

<Lodowa Łapo? Tajemniczy Kwiecie?>

Od Błękitnej Burzy



Biegłem ile sił w łapach. Mój niezawodny węch złapał trop, trop znaczony krwią. Musiałem za wszelką cenę dowiedzieć się, do kogo ona należała, gdyż kimkolwiek była ta osoba – przyjacielem czy wrogiem, potrzebowała pomocy. Szybko dostrzegłem plamki krwi na liściach i wypatrując kolejnych pobiegłem ich śladem.
Byłem bardzo blisko gospodarstwa dwunożnych, z którego pochodziły konie. Miałem teraz niemal stuprocentową pewność, że idę śladem domowego kota. Zatrzymałem się i usiadłem. Delikatnie wygładziłem językiem sierść na swoim boku. Ratowanie domowych pieszczochów to głupota.
Już miałem zawrócić, kiedy usłyszałem syk. Spasiony czarnobiały kociak w bojowej pozie czaił się kilka lisich długości ode mnie. Był wręcz uroczy. Te jego wielkie, żółte oczka i błyszcząca sierść. Bleh!
– Kim jesteś? – syknął kociak. Przewróciłem oczami. Co cię to obchodzi szurnięty pieszczochu? Nie miałem najmniejszego zamiaru odpowiadać na jego pytanie. – To ty zraniłeś Pysię?
Pysia? Tata nie żartował mówiąc, że niektóre pieszczochy mają obrzydliwe imiona. To brzmi, jakby ktoś krztusił się sierścią.
– Nigdy bym nie podszedł do takiego pieszczocha jak ty nawet na króliczy skok – prychnąłem. – A już tym bardziej nie marnowałbym na niego swoich pazurów.
Widząc moje opanowanie grubasek rozluźnił mięśnie.
– Jesteś jednym z tych dzikich kotów – mruknął nieufnie. – Wynoś się stąd.
– Jestem jednym z TYCH dzikich kotów i mogę siedzieć i robić co chcę, oraz gdzie chcę – parsknąłem. Kociak zbliżył się, a ja natychmiastowo nastroszyłem sierść i zasyczałem wrogo. Kot wycofał się.
– Posłuchaj dzikusie, nie chcemy problemów. Ktoś poważnie poranił Pysię, okej? I jeżeli to jeden z twoich to wiec, że zemsta będzie ostra!
Ten kotek był uroczy, kiedy mi groził. Co on i jego banda domowych pieszczoszków mogą zrobić Klanowi Nocy? Miałem ochotę turlać się po ziemi i śmiać.
– Dobrze. – Uśmiechnąłem się do niego. – Przekażę twoje ostrzeżenie Czarnej Gwieździe.
Wstałem, odwróciłem się i odszedłem.

Zanim wróciłem do obozu złapałem nornika. Mały gryzoń nawet nie zorientował się, kiedy zatopiłem w nim swoje kły. Teraz zaniosłem swoją ofiarę na stertę świeżych zdobyczy w naszym obozie. Kiedy wychodziłem ponownie z obozu minąłem się z Wodnym Ogonem, którego wąsy zadrżały, kiedy mnie mijał.
– Dlaczego pachniesz dwunożnymi Błękitna Burzo? – spytał nieufnie. Zatrzymałem się i odwróciłem głowę w jego kierunku.
– Załatwiłem dzisiaj jednego pieszczocha – mruknąłem. Było to niezgodne z prawdą, ale mój brat chyba to łyknął.
– Te bezwstydne kiciusie zbyt się panoszą! – prychnął. – Ja też musiałem dzisiaj przegnać jedną kocicę. Tak ją załatwiłem, że pewnie już nigdy nie wróci do lasu!
I już wszystko jasne. Wodny Ogon poranił Pysię. Poczułem lekkie ukłucie wstydu i współczucia. Ciekawe, czego szukała na naszym terytorium? Może chciała dołączyć do Klanu? W końcu Szary Kieł i Tajemniczy Kwiat byli wcześniej pupilkami dwunożnych.
– Nie myślałeś o przyjęciu jej do klanu? – spytałem. – Ja nie mogłem, tamten kocur był u obcinacza.
– Wojownicy nie powinni zajmować się takimi sprawami, to obowiązek lidera przyjmować nowych członków. Poza tym nasz klan będzie słaby, jeżeli będziemy przyjmować kolejne pupilki dwunożnych. Racja, Szary Kieł to w miarę dobry wojownik, ale ja nadal się dziwię, że jest zastępcą. Wiesz co Błękitna Burzo? Lepiej wracajmy na polowanie. Ktoś musi wykarmić klan, a ja nie mam zamiaru robić tego samodzielnie.

Łowy nad rzeką mogłem uznać za udane. Nie minęło dużo czasu, kiedy miałem bezpiecznie schowane pięć sporych ryb. Zmęczony polowaniem położyłem się nad brzegiem rzeki niedaleko dużej kładki, na granicy naszego terytorium. Zasnąłem na chwilę, ale szybko zbudził mnie szelest liści. Rozejrzałem się wokół. Nigdzie nie dostrzegłem żadnych dwunożnych, ani psów. Zobaczyłem jednak wznoszącą się ponad trawę białą końcówkę kociego ogona. Natychmiastowo naprężyłem mięśnie i rzuciłem się na kota. Zdezorientowany przeciwnik wściekle uderzając mnie pazurami odskoczył i zaczął uciekać. Co tu się na Klan Gwiazdy wyprawia? Kolejny kot dwunożnych?
Odszedłem po zakopane zdobycze i zacząłem nosić je do obozu. Musiałem za wszelką cenę powiedzieć Czarnej Gwieździe o naruszeniu naszego terytorium!
Szczęśliwie, kiedy zaniosłem ostatnią rybę w obozie byli już wszyscy członkowie klanu. Wziąłem więc jedną z mniejszych ryb i udałem się do Wodnego Ogona. Kocur obgryzał właśnie inną, jednak większą rybkę.
– Smacznego Wodny Ogonie – powiedziałem kładąc się obok brata. Kocur kiwnął swoją trójkątną głową.
– Tylko my dziś polowaliśmy – mruknął z niezadowoleniem. – Większość wojowników obijała się.
– Szary Kieł i Wieczorny Blask byli na patrolu – zauważyłem.
– Ale cały dzień? A co w takim wypadku robiła reszta wojowników? Wiesz, że ostatnio często przyłapuję Czarną Gwiazdę z Nakrapianym Kwiatem? Może będziecie mieć z Wieczornym macochę!
– Mam gdzieś to, z kim mój ojciec chce mieć kocięta – mruknąłem oburzony. – Przybrane rodzeństwo nie jest niczym złym. Ale wiec, że kota z którym łączy mnie krew Porannej Rosy zawsze będę nazywał SWOIM bratem.
Wodny Ogon zaśmiał się nieśmiało i uderzył mnie swoim długim, zwinnym ogonem. Czasami poruszał nim, jak rzeka swoimi wodami. To imię doskonale do niego pasuje.
– Wiesz, że Kamienny Pazur był bratem Wilczej Gwiazdy – odezwał się po chwili ciszy. Chwilę błądziłem w myślach zastanawiając się, kim był Wilcza Gwiazda. To pierwszy lider Klanu Wilka, który zmarł na dwa księżyce przed naszymi narodzinami.
– I co z tego? – prychnąłem.
– Tata powiedział mi, jeszcze zanim mu powiedziałem, że po jego śmierci odeszła też jego partnerka. Rozumiesz, odeszła tylko dlatego, że jej ukochany umarł?
– Nadal nie mam pojęcia, o czym ty do mnie mówisz – zaśmiałem się. Wodny Ogon przewrócił oczami.
– Skoro Wilcza Gwiazda miał partnerkę, to możliwe, że miał też kocięta. A to oznacza, że mam rodzinę w Klanie Wilka!
– Nie rozumiem twojej ekscytacji. Co z tego, że kocięta brata twojego ojca są w Klanie Wilka, jeżeli twoi BRACIA są w Klanie Nocy? Chcesz nas zostawić?
– Nie! – zaprzeczył natychmiastowo. – Ja tylko zastanawiam  się, kim są moi krewni…
– Tata na pewno ci powie. Wiesz, mam do niego pewną sprawę. Spotkałem kolejnego pieszczocha.
– Przeklęte lisie bobki rodem z Mrocznego Lasu! Niech trzymają się bliżej siedlisk dwunożnych!
Gdy tylko zjadłem swoją porcję oboje wstaliśmy i podeszliśmy do Czarnej Gwiazdy i Szarego Kła. Lider przymrużył oczy patrząc na nas.
– Błękitna Burzo, Wodny Ogonie. – Skinęliśmy głowami. – Coś się stało?
– Koty z pobliskiego gospodarstwa wchodzą na nasze terytorium – oznajmiłem z powagą. Lider mrugnął powoli. Nigdy nie widziałem u niego takiego spokoju.
– Przepędziliście je?
– Tak, ale były aż trzy! To nie podobne do domowych pupili. Obawiamy się, że zechcą zaatakować Klan Nocy! – mruknął Wodny Ogon. Lider i jego zastępca wymienili rozbawione spojrzenia.
– Co banda niewyszkolonych tłuściochów może zrobić Klanowi Nocy? – zadrwił Szary Kieł. Poczułem się lekko urażony.
– Może zabrać ryby.
Wtedy kocurom nie było już tak do śmiechu. Czarna Gwiazda wstał. Był ode mnie nieco wyższy. Gdybym nie wrodził się w matkę może byłbym od niego wyższy?
– W takim razie wyznaczam ciebie do udania się do gospodarstwa dwunożnych i ostrzeżenia tych darmozjadów – powiedział z powagą. – Jeżeli się boisz Szary Kieł może iść z tobą.
– Nie boję się – oznajmiłem. Lider uśmiechnął się lekko.
– Moja krew.

Następnego ranka wstałem dość wcześnie. Dostałem zadanie – mam iść do siedliska dwunożnych i ostrzec tamtejsze koty przed gniewem Klanu Nocy. Wolałbym, żeby Szary Kieł jednak ze mną poszedł, w końcu mieszkają tam co najmniej trzy koty. Nie chciałem jednak wyjść na tchórza w oczach ojca. Czarna Gwiazda zawiódł się już tyle razy… Nie chcę być kolejnym powodem jego smutku.
Najpierw Długosza, potem mama, Cicha Łapa i wiadomość, że Wodny Ogon nie jest jego synem. Zostaliśmy mu tylko ja i Wieczory Blask. Nie chcemy łamać mu serca po raz kolejny.
Kiedy wyszedłem z legowiska wojowników zobaczyłem Lodową Łapę. Lada dzień zakończy swój trening i zostanie medyczką Klanu Nocy. Uśmiechnąłem się do niej.
– Hej Lodowa Łapo! – Kotka odwróciła się w moim kierunku i podbiegła.
– Błękitna Burzo – skinęła głową. – Witaj.
– Idę do siedliska dwunożnych. Ty i Tajemniczy Kwiat nie potrzebujecie niczego z tamtej okolicy?
Kotka pokręciła głową. Była taka urocza. I taka pociągająca… Ah! Nie mogę! Ona jest medykiem. Nie będzie mogła mieć kociąt ani ze mną, ani z nikim innym… Dlaczego los medyka taki jest? Czemu nie mogą mieć kociąt?
Kotka odeszła z powrotem do legowiska medyka, a ja wyszedłem z obozu. Skoro to misja, nie muszę przejmować się głodem. Mam w końcu prawo do polowania na swoją korzyść. Udałem się w kierunku gospodarstwa, gdzie wczoraj spotkałem czarnobiałego kota. Znów przeszył mnie strach. Czekają na mnie trzy porządnie wkurzone na wojowników koty.
„Jesteś dorosły, umiesz poradzić sobie z trzema kiciusiami” – odezwał się w mojej głowie Głos. Czasami coś do mnie mówił. Należał do szylkretowej kotki, którą już kiedyś spotkałem. We śnie. Od tamtej nocy jeszcze nigdy jej nie zobaczyłem. Jedyne co zapamiętałem to jej głos. Głos, który przemawia do mnie każdego dnia.
Byłem już naprawdę blisko legowiska dwunożnych. Nakrapiany Kwiat mówiła mi, że to takie duże kamienie, z jaskinią w środku, gdzie dwunożni każdego wieczora chodzą spać. Ona nazwała je jakoś inaczej, ale ja lubiłem nazywać je legowiskami.
Zrobiłem kilka nieśmiałych kroków na przód. Tutaj pupilki dwunożnych mają swoje terytorium. Tutaj ja jestem obcym wrogiem, którego należy przepędzić.
Nagle coś uderzyło mnie w grzbiet. Przeturlałem się kilka razy. Szybko wstałem i nastroszyłem sierść. Nie musiałem znać tego zwierzęcia, by je poznać. To był pies! Wielka istota o szczęce wypełnionej lśniącymi, białymi kłami. Położył przednia część tułowia na ziemi unosząc swój zad do góry. Machał ogonem na wszystkie strony i dyszał głośno. Czeka na mój atak?! Nie miałem najmniejszego zamiaru walczyć z tą wstrętną istotą. Nagle stwór wydał z siebie głośny dźwięk. Zadrżałem ze strachu. Zrobił to po raz kolejny, i kolejny. W końcu nie wytrzymałem i zacząłem uciekać w kierunku gospodarstwa. Wbiegłem na ogrodzenie, przeskoczyłem na podwórko i schowałem się w dziurze w jednym z legowisk dwunożnych. Ciężko dysząc rozejrzałem się wokół. Było tu ciemno. Skulony przeszedłem kilka kroków rozglądając się na boki. Nagle usłyszałem kolejny dziwny dźwięk, jednak nieco bardziej znany. To koń! Czyli to nie jest legowisko dwunożnych, a legowisko koni! Wróciłem do dziury, przez którą prześwitywało słońce. Nigdzie nie widziałem psa, więc wyszedłem na zewnątrz.
Przeszedłem kilka kroków i usiadłem. Wziąłem głęboki wdech. Wszędzie czułem zapach dwunożnych i koni. Nadeszła pora, by przekazać wiadomość od lidera.
– Koty dwunożnych! – zawołałem głośno. – Koty dwunożnych!
Usłyszałem kolejny dziwny dźwięk i zobaczyłem dziwną, białą istotę. Krzyknęła coś i znów się schowała. Po chwili znów się pojawiła. Nagle zobaczyłem lecącą w moim kierunku rzecz. Uderzyła mnie mocno w grzbiet. Atakuje! Znów dałem nura do legowiska koni. Na zewnątrz nie jest bezpiecznie.
Ale wewnątrz też…
Tym razem otoczyły mnie kocie ślepia. Jeden z pieszczochów, czarnobiały kociak o żółtych oczach podszedł bliżej i mnie powąchał.
– To dzikus – syknął informując towarzyszy. Były tu ze mną co najmniej cztery koty. Wszystkie się odsunęły.
– Czego tu chcesz, dziki kocie? – spytała bura kotka.
Przełknąłem ślinę i spróbowałem coś powiedzieć.
– Przysyła mnie tutaj Czarna Gwiazda, lider Klanu Nocy – oznajmiłem z powagą.
– Czarna Gwiazda? Klan Nocy? Co to za brednie? – syknął rudy kocur.
– Jaskrze – odezwała się srebrna kotka. Wyglądała na starszą od innych kotów. – Zachowaj szacunek należny wojownikowi.
Nie miałem nawet ochoty zastanawiać się, skąd ta kocica wie, że jestem wojownikiem. Poczułem lekką ulgę wiedząc, że ktoś ma tu jednak do mnie szacunek.
– Wojowniku, czego chce twój lider? – spytała kotka z przyjacielskim uśmiechem.
– W imieniu Czarnej Gwiazdy, jego zastępcy i całego Klanu Nocy mam ostrzec was przed wchodzeniem na nasze terytorium i kradnięciem ryb, danych nam przez Klan Gwiazdy.
Starsza kocica kiwnęła głową.
– Nie kradniemy waszych ryb – powiedziała. – Ale wy kradniecie nasze myszy.
– Jak śmiesz?! – syknąłem. – Nikt nigdy nie wchodzi na wasze tereny!
– Pastwisko należy do naszych państwa i tamtejsze myszy są nasze. Z nieznanych przyczyn członkowie Klanu Nocy wchodzą na nie i polują.
– Jeżeli masz na myśli siedlisko koni to zalicza się ono do terenów Klanu Nocy.
– Dopóki Pustułce Skrzydło żył tolerowaliśmy to, że jego były klan polował na naszych terenach. Ja jednak nie mam zamiaru tego akceptować.
– Pustułce Skrzydło?
– Ojciec Jaskra, Róży, Grzybka i Pysii, mój partner. Przez wiele księżyców polowaliśmy razem na pastwisku i żaden wojownik nas nie zaatakował. Jednak wczoraj moja najmłodsza córeczka została brutalnie poraniona przez jednego z waszych!
– Wodny Ogon wziął ją za zagrożenie. Musicie mu wybaczyć…
– Ten brutal mógł zabić moją córkę! – zasyczała kocica. Rozumiałem jej ból. Wodny Ogon potrafił porządnie skopać mój tyłek, kiedy mieliśmy kilka księżyców, aż nie chcę myśleć co mógł zrobić wrogiej kotce bez doświadczenia, będąc wojownikiem.
– Przepraszam! – krzyknąłem w końcu. – Nie jego wina, że okazał się być synem najohydniejszego pomiotu zdrady i Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd! Ale to mój brat i wiem, że nigdy nie odważyłby się zamordować innego kota! Wziął ją za zagrożenie – zaatakował. Ty byś tak nie zrobiła?
– Nie zrobiłam – powiedziała spokojnie. – Wybacz, chcę ci coś pokazać.
Powoli udałem się za kotką. Po mojej prawej i lewej stronie ustawili się jej spasieni synowie, a za mną szła jej córka. Kotka prowadziła mnie w kierunku jakiejś sterty czegoś, co pachniało trawą, jednak było żółte i suche.
Kiedy weszliśmy na tą stertę poczułem, że jest miękka, jak posłania z mchu. Cała pachniała też zapachem dwunożnych i pięciu kotów. Nagle dostrzegłem małe, szare ciało. Kotka była głęboko ranna. Miała na brzuchu głębokie obdarcie. Oddychała jednak.
– Robię wszystko, co w mojej mocy by dalej żyła – powiedziała kotka. – Dawałam jej już kocie ziele i przykładałam liście babki. Mało to jednak pomaga.
– Mądrze postąpiłaś – mruknąłem. – Ale to nie wystarczy na długo.
– Próbowałem poinformować naszych państwa, ale mnie nie słuchają – mruknął Jaskier. – Ale oni na pewno poradzą sobie z jej raną.
Spojrzałem na kotkę. Miała szerokie, ciemne pręgi. Spała ciężko dysząc. Było mi jej żal, bardzo żal.
– Możecie polować na siedlisku koni od Pory Nowych Liści, do Pory Opadających Liści. Przeżyjemy do tego czasu na rybach z rzeki. – Sam nie wiem, czemu złożyłem im taką obietnicę. Ojciec mnie przecież zabije, kiedy się o tym dowie!
– Niech Gwiezdny Klan ci to wynagrodzi! – zawołała uradowana kotka. – Jak ci na imię?
– Błękitna Burza.
– Błękitna Burzo! Dziękuję ci w imieniu mojej rodziny!

Zanim doszedłem do obozu zatrzymałem się tysiąc razy. Czułem się jak zdrajca! Sprzedałem tereny swojego ojca za… Właściwie za nic! Ale tamta kotka… Wodny Ogon jest takim idiotą! Jak można tak okrutnie potraktować tak piękną i delikatną istotę? Olać jej okropne imię! Zawsze można nazwać ją inaczej, jakoś ładniej… Może Wierzbowa Sadzawka? Albo Tygrysia Skóra? Ach! Ile ja bym dał, by została moją partnerką? Urodziłaby moje kocięta, one zostałyby potem wojownikami… Tata byłby taki dumny! Z pewnością pokochałby moje dzieci!
Byłem już naprawdę blisko obozu. Powoli wszedłem do środka.
– Błękitna Burzo? – To była Nakrapiany Kwiat. Właśnie wychodziła.
– Wracam z misji – wyjaśniłem.
– Wiem, Szary Kieł kazał poinformować cię, że możesz zjeść teraz i nie musisz wykonywać swoich obowiązków do końca dnia.
– To dobrze, padam z głodu – powiedziałem z ulgą. Podszedłem do sterty ze świeżą zdobyczą i wziąłem jedną rybę.
– Kiedy Czarna Gwiazda wróci z patrolu złożysz mu raport. Wyszedł w porze górowania słońca.
Czyli przed chwilą. Mam czas na dokładne wymyślenie wymówki. Jak powiedzieć liderowi Klanu Nocy, że pozwoliło się grupie mieszkających w siedlisku dwunożnych samotników polować na jego terytorium? On wygna mnie z Klanu zanim nawet zacznę się tłumaczyć! Co ja zrobiłem?
– Dzień dobry Błękitna Burzo. – Usłyszałem cichy, piskliwy głosik. Odwróciłem się w jego kierunku i zobaczyłem małą, białą kulkę z czarnym noskiem. To jeden z kociaków tej nowej kotki – Leśnej Maski. Nie miałem ochoty na bawienie dzieci, ale skoro już tu jest, to się od niego nie odczepię.
– Witaj, jak ci na imię maluchu?
– Smołek – powiedział kociak. – Co robisz?
– Jem rybę.
– Mama też czasami je ryby. Po co to robicie? Nie możecie pić mleka?
– Kiedy będziesz większy zrozumiesz, że mleko twojej mamy nie jest nieskończone. W końcu będziesz musiał jeść ryby jak ja, twoja mama i inni dorośli.
– Mogę spróbować? – spytał kociak. Zaśmiałem się cicho.
– Jasne, ale nie sądzę, że ci zasmakuje.
Kotek szarpnął lekko mój posiłek i przełknął.
– Fuj! Jest obrzydliwa! – syknął próbując wykaszlać połknięty kawałek.
– A nie mówiłem? Też kiedyś dałem się złapać. Ale jak dorosłem polubiłem ryby.
Kotek chciał coś powiedzieć, kiedy zawołała go mama. Pobiegł do niej pokracznym krokiem i zetknął się z nią nosem. Królowa zabrała szóstkę maluchów do legowiska. Kiedyś mieszkała tam Poranna Rosa i piątka jej kociąt. Piątka, z której została już tylko trójka.
„Tęsknisz za matką?” – to znów głos szylkretki.
Bardzo.
„Ona też tęskni. Ona i twoje zmarłe rodzeństwo”
Kim jesteś?
Ale żadna myśl już mi nie odpowiedziała. Ona jest w Klanie Gwiazdy, na pewno. Tylko czego ode mnie chce? Nie miałem już czasu, aby męczyć tym głowę. Do obozu wrócił Czarna Gwiazda.
Wstałem i podszedłem do ojca. Kocur uśmiechnął się do mnie.
– Byłeś w gospodarstwie? – spytał przyjacielskim tonem. Oj, był w dobrym nastroju.
– Tak. Przekazałem twoją wiadomość.
– Doskonale. Cieszę się, że mogę na tobie polegać. Klan Nocy potrzebuje takich wojowników jak moi synowie. I Wodny Ogon oczywiście. Poranna Rosa dała nam takie wspaniałe koty!
– Właściwie to nie było łatwo ich przekonać – mruknąłem. Nie potrafiłem jednak przyznać się do obietnicy. – Kim jest Pustułce Skrzydło?
Lider zrobił się nieco zakłopotany tym pytaniem. Właściwie to nie wiem, czemu go o to spytałem. Tak jakoś przyszło mi do głowy…
– Był kiedyś wojownikiem naszego klanu. Ale pewnego dnia zaginął. Zostawił nas – wyjaśnił. – Czasami spotykałem jego zapach w siedlisku koni, ale mogło mi się wydawać…
– Pustułce Skrzydło został samotnikiem i zamieszkał razem z tamtymi kotami.
– To dużo wyjaśnia – mruknął ojciec.
– On i tamtejsza kotka polowali na naszym terytorium od bardzo dawna. Zażądali, byśmy przestali polować w siedlisku koni.
– Ten wstrętny zdrajca śmiał okradać swój klan?
– Jego partnerka i dzieci zgodzili się jednak na ugodę. Proszę, nie bądź zły.
Czarna Gwiazda miał kamienny wzrok. Umiał patrzeć na mnie bez uczuć. Pamiętam ten wzrok nawet ze wczesnego dzieciństwa…
– Co im obiecałeś? – wysyczał. Przeszły mnie ciarki. Miałem ochotę uciekać z obozu, zanim rozszarpie mnie na kawałki.
– Pozwoliłem im tam polować przez czas liści na drzewach.
Myślałem, że uderzy mnie pazurami. Czekałem na jego warczenie, na jego złość. On jednak milczał i nadal obserwował mnie swoim przerażającym, pozbawionym uczuć wzrokiem.
– Co im obiecałeś? – powtórzył z większym naciskiem.
– Pozwoliłem im polować na naszym terytorium! – Byłem cały spanikowany. On mnie zaraz zamorduje. Już nie żyję. – Ojcze, ja…
– Milcz! – syknął lider. – Zawiodłem się na tobie. Sądziłem, ze kto jak kto, ale mój syn nie zawali tak prostej misji. Mój Klan ma cierpieć głód, bo grupa pieprzonych kiciusi może sobie kraść jego zdobycze?! Wodny Ogonie! – Odwróciłem głowę i zobaczyłem swojego brata wchodzącego do obozu. – Jutro razem ze mną pójdziesz do gospodarstwa dwunożnych i wykonamy misję, którą zaprzepaścił twój brat!
Kocur odłożył zdobycz na stertę i podszedł do nas.
– Błękitna Burzo? Nie wykonałeś tak prostej misji? – zakpił.
– Nie, wykonał! – warknął ojciec. – Ale zdradził przy tym swój klan! Skoro nie mogę polegać na swoim rodzonym synu, to może syn Kamiennego Pazura okaże się być godnym swojego imienia. Błękitna Burza dostaje karę. Nie ma prawa opuścić obozu do czasu, aż księżyc przybierze kształt szpona!

<Czarna Gwiazdo?>

3219!!! MÓJ REKORD!!!