BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryjówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryjówka. Pokaż wszystkie posty

02 grudnia 2022

Od Ryjówki

    Sen nie nadszedł, chociaż uparcie zamknęła ślepia. Czekoladowa szylkretka jęknęła pod nosem niezadowolona. Przyłożyła łapy do wywiniętych uszu. Odzwyczaiła się od spania pod gołym niebem i nawet najmniejszy szelest potrafił ją zirytować. Zauważyła, że na starość zrobiła się zrzędliwa. Dawniej obserwowałaby gwiazdy migoczące na nocnej skórze lub wybrała się na późne polowanie. Może zawędrowałaby na bagna do lisów. Odkąd klany opuściły swoje terytorium, las tylko prosił o pozwiedzanie. Cały obszar musiała dzielić jedynie z innymi samotnikami, ale praktycznie ich nie widywała, a jak już to przelotnie i bez zainteresowania. Niestety wiek stu dwudziestu jeden księżyców bardzo ją ograniczał. Uważała, że żyje za długo jak na samotnika, ale nie mogła przyspieszyć czasu, chociaż ten już nie był jej sojusznikiem. Kotka zestarzała się, czuła to w swoich mięśniach i samopoczuciu. Jej pyszczek pokryły siwe włoski, poruszała się wolniej i częściej musiała odpoczywać. Czasami nie miała nawet siły podnieść się z miejsca. Czasami spała dłużej, innym razem dręczyła ją bezsenność. Kotka odczuwała ból stawów i zmniejszoną aktywność, chociaż nadal była ciekawska i gdyby nie osłabienie, pewnie już dawno przywłaszczyłaby sobie większość opuszczonych terenów. Czuła się słaba i bez celu. Całe życie skupiła na zdobywaniu wiedzy i zaspokajaniu ciekawości, chciała być wolna i niezależna. Osiągnęła to, miała dobre życie i wszystko robiła na własnych zasadach. Wiedziała jednak, że długie życie wiążę się ze starością. Dlatego chciała szybciej odejść, chcąc pozostać silną i zwinną. Wiedziała, że młodość nie wróci, pozostawiła ten etap za sobą i mogła czekać jedynie na to, co miało nadejść. Tyle, że Ryjówka zaczynała się nudzić. Ciągła rutyna była koszmarem. Wiek nie pozwalał jej przerwać. Kotka głodowała, nie mogła poradzić sobie ze złapaniem zdobyczy. Zawsze lubiła polować i była w tym naprawdę dobra, natomiast teraz każdy krok sprawiał jej ból, nie wychodziła jej pozycja łowiecka, popełniała proste błędy i nie miała energii na pogoń za zwierzyną. Co się stało z jej szybkością i precyzją? Musiała zadowolić się padliną lub słabej jakości zdobyczą. Przestała wychodzić tak często na polowania, gdyż straciły one sens. Nie miała również ochoty wrócić do swojej Nory. Ciągle wydawała jej się pusta. Ryjówka potrafiła się szybko nudzić, wciąż potrzebując nowych wrażeń. Zastanawiała się nad wyprawą do lisów, pochodzeniem przy rzece, a nawet nad zwykłym spacerem. Jednak zawsze, gdy była gotowa zadziałać, stawy zaczynały się odzywać i tyle było z planów. Musiała więcej odpoczywać, skryta w najróżniejszych kryjówkach. Wyniosła wiele z samotniczego trybu życia, dlatego często zmieniała swoje legowiska, w żadnym nie zostając na dłużej. Wiedziała, że w tym wieku nie poradzi sobie z walką, była zbyt osłabiona na szarpaninę czy obronę. Musiała unikać towarzystwa innych samotników, ale to nie było trudne. Z natury samotnicy trzymali się osobno, rzadko łączyli się w kilka kotów. Ona miała towarzystwo tylko podczas dwóch etapów swojego życia - jako kociak pod opieką Melodyjki i Słonika, oraz jako matka Rosy i Myszy. 
    Westchnęła, wypuszczając głośno powietrze. Otworzyła brązowe ślepia. To była jedna z tych nocy, kiedy na pewno nie zaśnie. Zdążyła się z tym pogodzić. Większość starszych mogła liczyć na opiekę swoich bliskich i nie była zdana na siebie. Ona wciąż pozostała niezależna i uważała starszyznę klanu za słabeuszy, żałosne mysie bobki. Gardziła klanami i pieszczochami. Tylko prawdziwa wolność była naprawdę istotna. Każda cena była jej warta. Ryjówka uznała, że nie ma sensu podejmować kolejnych prób zapadnięcia do krainy snów. Wychyliła pyszczek z bujnych liści krzewu. Pora Nowych Liści zawitała do lasu, pozwalając drzewom, krzewom i kwiatom pokazać swoją dostojność. Las budził się do życia. Często słyszała ćwierkanie ptaków lub czuła wiele wspaniałych woni. Nikogo nie było w okolicy, cały las wydawał się pogrążony w śnie. Przeciągnęła się, zanim usiadła grzbietem do krzewu. Podniosła wzrok na nocne niebo, przekrzywiła lekko łebek. Po śmierci nic na nią nie będzie czekało. Nigdy nie wierzyła w Klan Gwiazdy ani inne nieba. Śmierć będzie dla niej oznaczała ostateczność, koniec wędrówki. Niczego nie mogła żałować. Przymknęła brązowe ślepia, pozwalając chłodnemu wiatrowi muskał jej pyszczek. W niektórych miejscach wciąż pozostały błotniste kałuże. Pogoda należała do tych zimniejszych, ale Ryjówce to odpowiadało. Postanowiła cofnąć się wspomnieniami do swojej przeszłości. 
    Ryjówka urodziła się w Norze. Wraz z nią na świecie pojawili się brat Melon i siostra Mucha. Opiekunami kociąt byli Wielka Pani i Pan Słonik. Wspomnienia z dzieciństwa wciąż były jak cierń wbity poduszeczkę łapy. Nie dało się go wyciągnąć, tkwił zbyt głęboko. Ryjówka miała złe dzieciństwo, żadnemu kociakowi tego nie życzyła. Odkąd sięgała pamięcią musiała radzić sobie sama. Początkowo Melodyjka ich karmiła, ale nigdy nie zapewniła uwagi i odpowiedniej troski. Była zimna jak lód i ostra niczym cierń. Terroryzowała swoje kociaki. Gdyby Ryjówka o siebie nie zadbała, pewnie zginęłaby jako maluch. Nauka polowania była najważniejszą częścią jej życia. To dzięki łapaniu zdobyczy nie musiała chodzić z pustym brzuchem. Nie zawsze wybierała się na polowania, czasami chłodziła głodna kilka dni. Umiała jednak polować i gdy to robiła rzadko wracała z pustym pyskiem. Uwielbiała tropienie i pogoń za leśną zwierzyną. Umiejętność łowiecka była więc dobra w całej swojej okazałości. Ryjówka ze swojego dzieciństwa pamiętała również motylki i wyprawy poza Norę. Zawsze wracała na czas, inaczej wiązałoby się to z okrutną karą od rodziców. Gdy miała okazję opuszczała swój na tamten czas dom i zwiedzała okolicę, często przychodząc nad strumień, szukając drobnej zwierzyny, włócząc się bez celu za ciekawymi atrakcjami lub woniami. W Norze było nudno, gdyż nigdy nie można było bawić się głośno ani okazywać zbyt dużej ciekawości. Wszystko musiało być tak, żeby nie zdenerwować Melodyjki i Słonika. Ona i rodzeństwo zdążyli się jednak przyzwyczaić, gdyż tylko taki model znali, chociaż czuli się nieszczęśliwi w tym schemacie. Ryjówka nauczyła się radzić sobie sama, pokochała wolność i niezależność. Przestała zabiegać o uwagę rodziców i jedynie schodziła im z drogi. Coraz dłużej przebywała poza Norą i snuła plany na bycie niezależną samotniczką, która zwiedzi wszystko i zdobędzie ogromną wiedzę. Jeśli miała jeszcze wspominać o rodzicach-opiekunach, to nienawidziła ich całym sercem. Zwłaszcza Melodyjki. Zabiła ją w zemście i z czystą satysfakcją. Nora należała do niej i chociaż wiązała się z dzieciństwem, stanowiła symbol zwycięstwa. Melodyjka przestała istnieć, odpowiedziała za te wszystkie księżyce z ciągłym poczuciem zagrożenia. Słonik był lepszy od Melodyjki, częściej milczał i wymierzał mniej kar, ale także nie był dobrym rodzicem. Ryjówka nie rozmawiała z nim często, zwykle po prostu siebie unikali. Życie w ich małej rodzinie nie należało do łatwych i przyjemnych, nawet nie znali określenia "rodzina". Ryjówka przestała czuć więź z rodzeństwem i sympatię do nich, ale było to o wiele później, musiała dalej cofnąć się pamięcią. 
    Trafili do Klanu Burzy, rozpoczynając zupełnie inny rozdział, różniący się bardzo od poprzedniego. Już nie było Nory, swobody w zwiedzaniu terenów, wściekłej Melodyjki i niezadowolonego Słonika. Zapomniała już o ostrym wzroku Wielkiej Pani i zawiedzionym spojrzeniu Pana Słonika. Przestała wspominać chłodne noce, groźne burze, pusty brzuszek i panowanie nad emocjami. W Norze musiała przetrwać, tutaj wystarczyło żyć. Klan Burzy miał własne zasady i szybko musiała do nich przywyknąć. Rozpoczęła szkolenie u Burzowego Mroza jako Ryjówcza Łapa. Nauczyła się być szybka i zwinna. Dawała o sobie znać w Klanie Burzy, nie szanowała jego członków i gardziła ich zasadami. Życie w klanie nie było dla niej, miała dość była uczennicą, chciała wrócić do bycia samotnikiem. Nigdy nie została wojowniczką, odeszła, rozpoczynając kolejny etap swojego życia, na nowo przyjmując imię Ryjówka. W Klanie Burzy została jej siostra i wróg Drżąca Ścieżka. Mucha wolała zostać kotem klanowym. Ale nie tylko ona. Melon, który zaginął w dzieciństwie, odnalazł się w Klanie Klifu, ale był innym kotem. Straciła do niego szacunek, uważała za żałosnego, była wściekła na to, że pozwolił im uwierzyć w swoją śmierć. Tego dnia straciła brata. Została sama i było jej z tym dobrze. Tak rozpoczęła się jej długa wędrówka, pełna przygód, niebezpieczeństw i nowych umiejętności. 
    Ryjówka uwielbiała bycie samotnikiem. Odnajdywała się w tej roli. Kochała liczne wędrówki, odkrywanie nowych miejsc, zdobywanie umiejętności, bycie niezależną, wolną. Obserwowała inne koty z ukrycia, nawet czasami podczas Zgromadzeń. Ryjówka swoje podróże planowała, ale co tam robiła, to było spontaniczne. Zaczęła od Klanu Burzy, przechodząc przez Klan Wilka, Klan Klifu, Klan Nocy, Owocowy Las, kończąc na Siedlisku Dwunożnych. Była na bagnach i odzyskała swoją Norę - schronienie na starsze księżyce. Zabicie Melodyjki było dla niej najwspanialszym uczuciem na świecie. Gardziła swoimi opiekunami i rodzeństwem, nigdy nie wytworzyła z nimi silnej, wyjątkowej więzi. Nie każdy kot może urodzić się w szczęśliwym domu. Dla niej dzieciństwo było najgorszym okresem i gdy wkroczyła w dorosłość, mogła wreszcie osiągnąć wszystko. Przez wiele księżyców stopniowo zwiedzała tereny klanów i Siedlisko. Uczyła się wielu umiejętności o których wiele kotów mogło zapomnieć lub ich nigdy nie połączyć. Nauczyła się podstaw leczenia i ziół, walki, pływania i łowienia ryb, podstaw lisiej mowy, lepszej wspinaczki, jak biegać szybko i zwinnie. Polowanie nadal uważała za ważną i tylko ją samodzielnie rozwijała. Pozostałych musiała się nauczyć i przez to w jej życiu pojawiło się kilka kotów, ale nie zapisali się w jej pamięci na zawsze. Zrobili to, czego chciała i tak kończyła się każda jej relacja. Nauczyła się lepiej słuchać i obserwować, używać wszystkich swoich zmysłów. Stawała się coraz silniejsza. Ze swoich wędrówek zrozumiała, że woli żyć w lesie niż w mieście, gdzie było o wiele trudniej przetrwać. Widziała Siedlisko z bliska, ale życie pieszczochów różniło się od tego bezdomnych kotów. Natomiast koty zamieszkujące Siedlisko różniły się od klanowych. Występowały inne zachowania i określenia. Swoje wędrówki, podczas których przeżyła wiele przygód, zdobyła wiedzę i umiejętności, musiała zakończyć po wielu sezonach, gdy już zrobiła wszystko, co miała w planach i mogła skupić się na czymś innym. Chciała zostawić po sobie ślad. Samotnicy mogli być zapomniani bardziej niż klanowi głupcy, bo ich ścieżka właśnie tego wymagała, musieli żyć samotnie, ale byli niezależni, wolni, swobodni, samodzielni. Bycie samotnikiem było warte każdego ryzyka. Ryjówka uwielbiała podejmować wyzwania. Podczas swoich wędrówek miała również okazję poznać różne spojrzenia na świat, wierzenia, rangi i zwyczaje. Bardzo dobrze wspominała swoje wyprawy po miejscach. 
    Ryjówka miała okazję poznać wiele kotów. O wielu z nich zdążyła zapomnieć, wyrzucając z pamięci ich imiona i to, jak wyglądali. Na moment przypomniała sobie Orlikowy Szept, Niebiański Kwiat, Drżącą Ścieżkę, Wieczornikowe Wzgórze, Bursztynowy Pył, Iskrę. Trwało to jednak krótko, bo dawno zakończyła relację z tymi kotami. Ale nie tylko ich poznała podczas wędrówki. Każda jej relacja zachowała jednak prosty schemat, że trzymała się jej tak długo, jak czegoś potrzebowała lub się nie znudziła. Tak było z Pleśniakiem. Prosta manipulacja i osiągnęła to, czego chciała. Ryjówka myślała, że nie potrafi się przywiązać, ale było to błędne. Pamiętała Mysi Krok i Nocne Pióro. Były to wyraźne wspomnienia. Ponownie poczuła ścisk w żołądku na myśl o Myszku. Nigdy nie rozumiała, dlaczego tak się czuje, gdy go wspomina. Ani czemu podobnie potrafi myśleć o Teresce. 
    Pieszczoszka pojawiła się w jej życiu na okres niewoli. Po ucieczce Ryjówka znowu pomieszkała w Norze, dowiedziała się o odejściu klanów i rozpoczęła zmianę legowisk. Jej życie znowu nabrało rozpędu. Uznała jednak, że warto odwiedzić pieszczoszkę i zobaczyć, czy wciąż uważa swoich Domowników za najlepszych na świecie. A może zaczęła polować na myszy i coraz częściej się buntować? Była jedynym pieszczochem, którego tolerowała. 
    Podniosła się ociężale na równe łapy i od razu poczuła, że jest słabsza niż zwykle. Prychnęła. Nie będzie to przeszkodą. Skierowała się w stronę Siedliska Dwunożnych, kryjąc się w blasku nocy, nie przyspieszając kroku. Gdyby była tutaj podczas odejścia klanów, może by zabrała się z nimi, chętnie zwiedzając nowe terytorium. Ciekawość nigdy jej nie opuściła. Ryjówka nie myślała o swojej słabości, czując wstyd i odrazę do samej siebie za taki stan. Pozostało jej tylko wspominać wszystkie wędrówki. Spełniła swój cel. Była zadowolona z tego, jak potoczyło się jej życie. 
    Dotarła do Siedliska i usiadła niedaleko granicy z lasem. Nawet podczas Pory Nowych Liści pieszczochy siedzą w legowiskach. Kotka przekrzywiła pyszczek z zainteresowaniem, gdy zobaczyła znajomą sylwetkę czarno-białej pieszczoszki. Siedziała na zrobionym z drewna Ogrodzeniu. Ryjówka zaczęła się do niej zbliżać i gdy Tereska to zauważyła, odwróciła się najpierw dla upewnienia za siebie, a potem ponownie przeniosła wzrok na szylkretową samotniczkę, zanim zeskoczyła na ziemię. Gdy jej łapy twardo dotknęły podłoża, niepewnie ruszyła w stronę Ryjówki. Specjalnie samotniczka się zatrzymała, wciąż będąc bardzo blisko lasu. Chciała zobaczyć na ile Tereska sobie pozwoli. W końcu widziała las jedynie z okna. Zaskoczyła ją odwaga pieszczoszki, kiedy ta znalazła się naprzeciwko niej, obdarzając Ryjówkę promiennym uśmiechem. 
    — Gdybym wiedziała, że przyjdziesz w odwiedziny, to bym coś upolowała. Ostatnio prawie dorwałam drozda. 
    Ryjówka wywróciła oczami.
    — Prawie robi dużą różnicę. 
    Tereska poruszyła wąsami z rozbawienia. 
    — Mogłam cię poprosić o lekcje polowania. Pewnie jesteś w tym doskonała. 
    Potwierdziła. Faktycznie uważała się za świetnego łowcę. W swoich umiejętnościach widziała zalety i siebie jako coraz silniejszą z każdą zdobytą wiedzą. Była również dobrą mentorką. Ta myśl przywołała kolejne wspomnienia. 
    Nie była sama całe życie. Odkąd zakończyła swoją wędrówkę i zemściła się na Melodyjce, mogła pomyśleć o przekazaniu swojej krwi. W ten sposób miała zostawić ślad. Jej krew przetrwa jeszcze długo po tym, jak Ryjówka odejdzie. Ponieważ miała stabilizację, jaką zapewniła Nora, mogła urodzić zdrowe i silne potomstwo. Ojcem kociąt został Szkarłat. Kocur wcześniej był jej mentorem od walki, ale ich współpraca dobiegła końca i wtedy zawarli ze sobą umowę. Zniknął z ich życia zaraz po narodzinach kociąt, przegoniony przez Ryjówkę. Nie potrzebowała nikogo pomocy w wychowaniu swoich kociąt. Została matką dwóch córek, ale była również ich mentorką, strażniczką, opiekunką. Chciała je nauczyć wszystkiego, co sama umiała, żeby potrafiły dać sobie w życiu radę. Od początku wiedziała, że pisane im będzie życie samotników. Musiały przetrwać. Nauczyła córki polować, walczyć, pływać, łowić ryby, wspinać się na drzewa (ćwiczyły to w Owocowym Lesie) i nauczyła ich podstawowych ziół, żeby nie potrzebowały łaski od medyka, a umiały same zadbać o swoje zdrowie. Opowiedziała i pokazała im klany, ich zwyczaje, podzieliła się z kotkami swoimi przygodami. Była dla nich wzorem, szanowały ją i musiały lubić. Inaczej by uciekły, a one zostały tak długo, aż musiała je wypędzić. Różniła się metodami wychowawczymi od Melodyjki i to znacząco. Na pewno kociaki nie zaznały od niej miłości, ale miały uwagę, szkolenie, swobodę i nigdy nie podniosła na nie głosu ani nie uderzyła. Dała im wolność w podejmowaniu decyzji. Zawsze czuły jednak na sobie jej wzrok. Obserwowała je i mało mówiła. Jej wzrok pozostawał znaczący, czujny, beznamiętny. Były świadome charakteru swojej matki i jej się nie sprzeciwiały. Cała trójka żyła spokojnie i bezpiecznie w Norze. Córki rosły i wiedziała, że musi pozwolić im odejść, żeby stworzyły własną historię, a nie żyły jej wędrówkami i planami. Wychowała je na silne, niezależne samotniczki i pożegnała się z nimi, widząc je wtedy ostatni raz. Nora zrobiła się wtedy pusta, bo przywykła do obecności córek. Kochała Rosę i Mysz, ale nie wiedziała, że to jest to uczucie. Nauczyła się wiele podczas swojego życia, ale nikt nie nauczył jej kochać i umieć to okazać w gestach, słowach, czynach. 
    — Ej, ziemia do Ryjówki! Słuchasz mnie? — Ryjówka zamrugała i wlepiła brązowe ślepia ponownie w Tereskę. Pieszczoszka westchnęła. — Oh, czyli muszę powtórzyć mój długi wykład o kotach z sąsiedztwa. 
    — Czyli nic ważnego nie straciłam. — uznała Ryjówka i zaczęła czyścić swoje futro.
    Tereska zachichotała. 
    — Nic się nie zmieniłaś. Chociaż dawniej zamiast się zamyślać wolałaś działać i obserwować. — dostrzegając spojrzenie Ryjówki, trochę się zmieszała. — Sprawiałaś takie wrażenie. 
    Ryjówka była prawdziwa i chociaż opanowała świetnie ukrywanie swoich emocji, wciąż pozostała czujnym obserwatorem i zawsze działała cierpliwie, każdy ruch mając przemyślany. Zrozumiała, że tęskniła za samotniczym życiem. Ale tęskniła również za córkami i Myszkiem. Odwróciła pyszczek w stronę pobliskich krzewów. 
    — Dziwnie się na ciebie patrzy bez przyczepionego Dwunożnego.
    — Teraz mogę częściej wychodzić do ogrodu. Tylko muszę wrócić przed śniadaniem, żeby się moi Domownicy nie martwili. Odkąd uciekłaś stali się bardziej swobodni. 
    Ryjówka uniosła kąciki pyska w coś na kształt uśmiechu. Była dla nich bardzo nieznośna, ale to oni odebrali jej wolność i najchętniej by potraktowała ich o wiele gorzej. Przynajmniej Tereska częściej mogła wychodzić na zewnątrz. 
    — Wypatrywałaś mnie? 
    — Tęskniłam za tobą. — odpowiedziała, odwracając pyszczek tak, żeby nie patrzeć w brązowe, uważne ślepia Ryjówki. Ona jednak wpatrywała się intensywnie w czarno-białą pieszczoszkę. 
    — To lepiej już wracaj, zaraz nastanie świt. — mruknęła, odwracając się i podchodząc do krzewu. Rósł blisko lasu, niemal stykając się z jednym drzewem. Położyła się, czując ból w mięśniach oraz nieznośne osłabienie. Chciała spać. Potrzebowała tego bardziej niż kiedykolwiek. Jakoś dziwnie się czuła. 
    — Mogę zostać dzisiaj z tobą?
    Spojrzała na Tereskę, nachylającą się nad jej pyszczkiem. Czuła na sobie jej proszące wielkie ślepia. Nawet nie poczekała na odpowiedź, tylko ułożyła się obok. Nie stykały się futrami, jedynie leżały obok siebie. Ryjówka ułożyła głowę na własnych łapach. Kątem oka zerknęła na zasypiającą pieszczoszkę.
    — Gdybym się nie obudziła, to tutaj mnie zakopiesz. 
    Tereska uniosła zdziwiona pyszczek, ale nie uzyskała wyjaśnienia. Ryjówka poczuła potrzebę, żeby komuś zwierzyć się ze swojego niepokoju. Czuła na sobie zapach śmierci. Odejdzie i już nigdy więcej nie ujrzy lasu. Przypomniała sobie pogrzeb Nocnego Pióra i również chciała znaleźć się w ziemi po śmierci. Wreszcie czarno-biała skinęła łebkiem. Szylkretowa samotniczka rzuciła jej wdzięczne spojrzenie. Zamknęła ślepia, pozwalając sobie wreszcie na sen. 
    Była wolna i to tylko miało znaczenie. Prowadziła dobrze swoje życie, na własnych warunkach i tak, że nie musiała niczego żałować. Gdy Tereska obudzi się o wschodzie słońca, samotniczka nie powita jej mrukliwym głosem i zmrużonymi oczami. Ryjówka zakończyła swoją wędrówkę przez życie, docierając do końca ścieżki. Bok samotniczki przestał się unosić po ostatnim oddechu. Później nastała ciemność. 


Żegnaj, Ryjówko [*]
Zmarła w wieku 121 księżyców

30 listopada 2022

Od Ryjówki

stare terytorium

    Odkąd Mysz i Rosa rozpoczęły wędrówkę na własną łapę, Ryjówka została sama w Norze. Córki posłuchały jej polecenia i nie wróciły do domu, który zamieszkiwały odkąd przyszły na świat. Nie wiedziała, co się z nimi dzieje, ale właśnie tak miało być, musiała skrócić więź utworzoną w ciągu tylu księżyców. Kotki na pewno sobie poradzą i będą wiodły szczęśliwe życie. Ryjówka przyłapała się jednak na tym, że w Norze było za cicho i za dużo miejsca. Wyrzuciła posłania należące do Rosy i Myszy, ale nie miała jak zapełnić pustej przestrzeni. Nora była teraz miejscem cichym i spokojnym. Nie zmieniła swoich nawyków i wciąż wybierała się na patrole, tylko o wiele krótsze. Czasami polowała, chociaż zauważyła, że szło jej to gorzej w porównaniu z ostatnimi księżycami. Może powinna przestać się oszukiwać, że starość nie była przeszkodą? 
    Spędziła w Norze kolejne kilka dni, wciągając się w rutynę. Odpoczywała, ciesząc się samotnością, która zawsze była jej drogim przyjacielem. Polowała i obserwowała. Czasami moczyła łapy w przyjemnie chłodnym strumieniu. Dni mijały jeden za drugim, czas zdawał się przyspieszyć. Nora była dobrym miejscem do życia. Mogła się tutaj zestarzeć. Stanowiła również najlepsze schronienie do wychowania kociąt i przeżycia kilkunastu księżyców w stabilizacji. Ale Ryjówka znudziła się, wciąż mając duszę podróżnika i zamierzała poszukać nowych wrażeń. Przekroczyła "próg" jeszcze nie wiedząc, czy wróci do Nory, czy zostawi ją kolejnemu kotu, który zrobi z niej swój dom. Powolnym, starczym krokiem ruszyła w tylko sobie znanym kierunku. 
    Las był dobrym miejscem do życia, pełnym zakamarków, zwierzyny, cienia rzucanego przez drzewa. Przeciskała się przez gęste krzewy i mijała znajome miejsca. Za jakiś czas będzie musiała odpocząć, ale odpychała tą myśl. W oddali powitały ją znajome widoki Siedliska Dwunożnych. Przyspieszyła, ale szybko tego pożałowała. Ból w łapach nieprzyjemnie dał o sobie znać. Syknęła pod nosem, zatrzymując się. Wbiła pazury w ziemię z rosnącej frustracji. Zamierzała się szybko uspokoić i ruszać dalej, teraz nie mogła robić sobie dłuższej przerwy. Nie miała żadnego celu podróży i jeszcze wtedy nie wiedziała, że ten sam ją odnajdzie. 
    Zmrużyła ślepia na widok czegoś metalowego i lśniącego na bliskim horyzoncie. Podeszła bliżej, przekrzywiając głowę z czujnością, pozwalając uwolnić się ciekawości. Następne, co pamięta, to nieprzyjemny zapach papki pieszczochów i zaciskająca się na jej przednich łapach pętla. Objęła ją zbyt mocno, żeby się mogła uwolnić. Dwunożny nadszedł szybko, musiał mieć w pobliżu obóz. Przeklinała to, że jej czujność nie odezwała się w porę, jakby była spóźniona. Pamiętała okropny zapach w metalowym pomieszczeniu, widok oddalającego się lasu, zanim nastała ciemność. 
    Syknęła, wściekła i rozczarowana. Znajdowała się w dziwnej metalowej klatce, położonej w samym środku legowiska Dwunożnych. Była ich trójka. Ten, który ją przyniósł nie miał żadnego futra na głowie, a jedyna sierść porastała pysk. Dwunożna nic nie miauczała, słuchając głośnych i nieprzyjemnych syknięć swojego partnera. Najmniejszym z Dwunożnych było kocię, zbyt ruchliwe i głośne, wyciągało swoje tłuste łapki w jej kierunku. Wysunęła pazury, cofając się o krok. Zjeżyła futro, wyraźnie zirytowana. Jeśli otworzy klatkę będzie miała okazję go podrapać. Nie rozumiała, dlaczego znalazła się w tym miejscu, ale cała sytuacja jej się nie podobała. Była mieszkańcem lasu, nie pieszczochem! Dwunożni złapali ją wbrew jej woli i tego pożałują! Nie powinni zadzierać z Ryjówką i zabierać jej to, co kochała najbardziej dla jakiś swoich chorych celów. W końcu po co im dziki kot? Myśleli, że zrobią z niej leniwego pieszczocha? Przestała analizować. Poruszyła ogonem zdradzając rosnące napięcie. Klatka była za mała, ograniczała ją i przeszkadzała w ucieczce. Właśnie, ucieczce! Będzie musiała coś wymyślić. Wątpiła, żeby Dwunożni pozwolili jej odejść. Ta sytuacja śmierdziała i była najgorszym koszmarem. 
    Dwunożni opuścili pomieszczenie, w którym ją zostawili. Ryjówka prychnęła pod nosem. Skuliła się, podwijając łapki pod siebie. Na ile mogła, na tyle obserwowała pomieszczenie. Znalazła się w samym sercu Siedliska. Widziała jedynie białe duże pudło, kilka mniejszych i dziwne światło dobiegające z okrągłego jabłka. Wokół unosiło się wiele woni, ale były obce i przyjmowała je niechętnie. Nie ruszała się ze swojego miejsca, napinając mięśnie, nie chowając pazurów i będąc gotową na wszystko. Zastrzygła uszami na dźwięk poruszenia. Czyżby było więcej Dwunożnych?
    — Cześć!
    Podniosła się na równe łapy jak poparzona, uderzając boleśnie głową w daszek klatki. Potarła łapą łebek, przysiadając i wbijając chłodne spojrzenie w przybyłą kocicę. Czarno-biała kotka o długiej puchatej sierści, wpatrywała się w nią lśniącymi z radośni ślepiami. Ryjówka skrzywiła się na takie przyjazne powitanie. Czy ta kotka była ślepa? Nie widziała w jakiej sytuacji znalazła się Ryjówka? Uważała niewolę za coś dobrego? W końcu była pieszczoszką, przyzwyczajoną do takiego więzienia! Splunęła obrzydzona. Nie mogła zrozumieć pieszczochów bardziej niż klanowych kotów. Droczyła się z nimi, wyzywała, pokazywała przed nimi swoją wyższość. Nieznajoma nie zraziła się jej lodowatym, wbijanym prosto w nią spojrzeniem, lecz jeszcze bardziej się przybliżyła. Usiadła, owijając ogon wokół łap w taki sposób, że wydawała się swobodna i wcale nieskrępowana okolicznościami. 
    — Ty musisz być moją nową przyjaciółką, ale super, będziemy się fajnie bawić. Pokaże ci wszystkie moje zabawki, moją miskę i będziesz mogła spać na moim posłaniu.
    — Czy ty upadłaś na głowę, lisie łajno? Czy urodziłaś się głupia? — syknęła, jeżąc sierść. — Tobie może się podobać bycie tłustym pieszczochem, ale nie mieszaj w to normalnych kotów! Myślisz, że podoba mi się tuuuutaj? — poruszyła głową wokół. — Śmierdzi, jest ciasno, nie ma żadnych drzew, żadnej zwierzyny, a czekaj, no tak, przecież jestem uwięziona w Siedlisku! Twoi Dwunożni mnie złapali, wronie strawy!
    Pieszczoszka zamrugała. 
    — Oh, pewnie jesteś głodna i samotna. Moi Domownicy wypuszczą cię jak tylko się przyzwyczaisz. Bo chodziło ci o Domowników, tak? Niezbyt rozumiem wasze dzikie słowa. Są naprawdę mili! Tylko bez sznurka nie pozwalają wychodzić do ogrodu. Ale się nie martw, przyzwyczaisz się. Myślę, że na początek- 
    — Zamknij się. — syknęła, mrużąc oczy z irytacji. Opanowała emocje. Daleko nie zajdzie syknięciami, skoro kotka i tak była za głupia, by zrozumieć powagę sytuacji. — Twoi Domownicy mnie porwali. Zabrali mi dom. 
    — Żeby ci dać nowy! To dla kocięcia Domowników, jesteś jego pieszczochem. 
    Pieszczochem. P i e s z c z o c h e m. To słowo uderzyło w nią mocno. Ryjówka podpełzła bliżej kotki, wpatrzona w nią gniewnie. Jej ogon poruszał się na boki. Rozumiałaby nazwanie wronią karmą, lisim łajnem, czy nawet borsuczym zadem, ale nic tak nie uwłaczało jak nazwanie samotnika pieszczochem. 
    — Ojej, wspomniałaś wcześniej o jakiś lisach. Tutaj ich nie ma, jesteś bezpieczna.
    — Pożałujesz tego. — mruknęła chłodno, odwracając się do niej tyłem i zakrywając wywinięte uszy przednimi łapami. Pieszczoszka próbowała jeszcze poruszać rozmowę, opowiadając jakie to ma cudowne życie i jacy jej Domownicy są kochani, że jedzenie jest świeże i dobre oraz powinna go spróbować. W końcu jednak usłyszała głos swojego Dwunożnego i popędziła w tamtym kierunku niemal błyskawicznie, zostawiając Ryjówkę samą w tym obcym, złym miejscu.

***

    Los z niej zakpił i to potężnie. Nie mogła jednak żałować opuszczenia Nory, bo to by oznaczało, że nie chciała wędrówki, a przecież to właśnie lubiła w życiu kota bez klanu, te ciągłe przemieszczanie i odkrywanie. Ceniła wolność i tęsknota za nią przyprawiała ją o ból głowy. Siedlisko Dwunożnych musiało być spore, bo rzadko tutaj przychodzili, chociaż dźwięki roznosiły się po wnętrzu i była pewna, że tutaj mieszkają. Czasami przychodziła Dwunożna i kręciła się po legowisku. Mały Dwunożny nie wpadał zbyt często, a jak już to darł się jej niemal do uszu i pragnął przytulić. Odpychała go syczeniem i wyraźnym oburzeniem. Gdy raz włożył łapkę do środka, podrapała go najmocniej jak potrafiła. Mały Dwunożny wpadł w histerię, rzucając się po ziemi i trzymając za zranioną łapkę, a Dwunożna klęczała przy nim i płakała równie mocno. Ryjówka zamrugała zaskoczona. Była zniesmaczona takim zachowaniem i nawet późniejszy krzyk Dwunożnego nie wyrwał jej z poczucia, że nie boi się tych istot. Były głupie i słabe, nawet żałosne. Ryjówka odpowiadała twardym spojrzeniem, nigdy się nie cofając. Dwunożny samiec przychodził najczęściej, wymieniał wodę i podtykał jej pod nos coś śmierdzącego i mokrego. Nie potrafiła tego ruszyć, brzydząc się samym widokiem i pewnie równie okropnym smakiem. Piła jedynie wodę, a gdy Dwunożny podczas tej czynności próbował ją pogłaskał, obrywał potężnie pazurami z towarzyszącym temu wściekłym syczeniem szylkretki. 
    Przychodziła również ona. Zawsze uśmiechnięta i gotowa do rozmowy, chociaż widziała niechęć u Ryjówki. Opowiadała jej dużo o swoim życiu i stąd samotniczka dowiedziała się, że czarno-biała przyjechała z innego Siedliska Dwunożnych, siedząc w środku Potwora. Mknęła po Drodze Grzmotu, aż Potwór zatrzymał się tutaj i została przekazana młodej wtedy parze Dwunożnych. Żyła z nimi wiele sezonów i była niewiele młodsza od Ryjówki. Później urodziło się im kocię i jej Domownicy zapragnęli powiększyć swoją zwierzęcą rodzinkę. Czarno-biała opowiedziała jej o nieznośnym psie Dwunożnych z Legowiska obok i o ciepłych nocach przy złapanym ogniu (kominku). Ryjówka z początku nie poświęcała jej wiele uwagi, ale znudzona ciągłym leżeniem, zaczęła po prostu słuchać i dopowiadać coś wrednie. Pieszczoszka nigdy nie odbijała piłeczki, nadal ją odwiedzając i wreszcie zapytała o życie w lesie. Ryjówka podzieliła się historią o klanach, swobodzie i niezależności, oraz w skrócie o swoich dokonaniach. Pieszczoszka także miała kocięta, ale zostały oddane do innych Legowisk i rzadko je widywała. Mówiła, że tęskni za całą trójką i szczerze je kochała. Ryjówka nie potrafiła tego zrozumieć. Kochała je dlatego, że je urodziła i wychowała? Co w ogóle oznaczało pojęcie miłości i jak można ją było odróżnić? Czy było równie dziwne jak przyjaźń, niby wierna i trwała, ale taka nieopłacalna zdaniem szylkretki?  Więc skończyła opowiadać o sobie i czekała na wyjaśnienie takich drobiazgów, przyjmując je z początku znużona, potem coraz bardziej zaciekawiona. 
    Ponieważ nie mogła jeść papki, dostawała słabej jakości mięso, ale zawsze było to lepsze. Poza tym była przyzwyczajona do małej ilości i nie przeszkadzało jej to specjalnie. Mijały kolejne dni i nic się nie zmieniało. Mały Dwunożny przestał się do niej zbliżać, bojąc się kolejnych zadrapań. Dwunożna nawet nie podejmowała prób, więc cały obowiązek utrzymania spoczywał na Dwunożnym. On się jej nie bał, tak jak ona nie czuła strachu w stosunku do niego. Nie dawała się pogłaskach i jadła dopiero wtedy, gdy naprawdę była głodna. Jedynie wodę piła, nie chciała być zbyt osłabiona, na pewno nie w tym wieku. Więc była zdziwiona, gdy łaciata pieszczoszka przyniosła jej mysz. Szare, martwe stworzonko. Pachniała inaczej niż te z lasu, ale gdy pieszczoszka wcisnęła ją ledwo przez pręty, Ryjówka przybliżyła ją do siebie i zachwyciła smakiem. Może nie był to znajomy smak ani woń, ale liczyło się to, że przynajmniej posiłek był porządny dla dzikiego mieszkańca. 
    — Ukradłaś ją? 
    — Nie, głuptasie, złapałam. Czasami mój Domownik daje mi wejść do takiego ciemnego legowiska i tam jest ich mnóstwo. Chcesz, to ci pokaże, jak tylko cię wypuszczą. 
    Ryjówka uśmiechnęła się szyderczo. Jej wyjście z klatki nie miało nastąpić tak szybko.
    Minęły dwa może trzy księżyce. Miała teraz większą klatkę. Nie wiedziała, co dzieje się w lesie ani jak szybko się stąd wydostanie. Nie traciła jednak nadziei na swój powrót do upragnionej wolności. Wszystko toczyło się wciąż rutyno i jedyną miłą odskocznią były rozmowy z czarno-białą kotką. Gdy przestały rozmawiać o swojej przeszłości (choć Ryjówka odpowiadała zdawkowo i nigdy o przykrych momentach jak dzieciństwo, strata Myszka, czy odejście córek) i porównywały życie w Siedlisku do tego w mieście, coraz bardziej czarno-biała zarażała ją swoją swobodą. Ryjówka miała jednak wrażenie, że ich relacja rozwinęła się w ten sposób, bo nie miała większego wyboru. Musiała siedzieć w zamknięciu, pozbawiona innego towarzystwa niż czarno-białej pieszczoszki. 
    — Więc nie lubicie pieszczochów, bo mamy Domowników i jesteśmy od nich uzależnieni? Oj, to gruba sprawa. My siebie wolimy określać ich przyjaciółmi. Poza tym naprawdę dobrze karmią. 
    — Nigdy nie jadłaś myszy?
    — Szczerze, to zawsze mi je zabierali. — pieszczoszka zaśmiała się. — Jakoś im się nie podobały podarunki na posłaniu! 
    Zanim się zorientowała upłynął kolejny księżyc i po raz pierwszy została wypuszczona z klatki, lecz w zamkniętym legowisku. Czarno-biała dziękowała Dwunożnym ocieraniami, jakby zrobili najwspanialszą rzecz na świecie a nie swój obowiązek. Ryjówka wywróciła oczami. 
    Wciąż nie integrowała się z Dwunożnymi, nie pozwoliła im zapinać na sobie tej dziwnej liny ani karmić. Odkryła, że z tego pomieszczenia jest widok na ogród. Daleko widziała las, piękny i dostojny w całej swojej odsłonie. Odtąd spędzała dni przy oknie, obserwując go i czekając na odpowiedni moment. Czarno-biała towarzyszyła jej, spragniona towarzystwa. O ile Ryjówka lubiła być samotna, tak kotka nie przepadała za brakiem znajomości. Dlatego tak dużo czasu spędzała ze swoimi Domownikami. Czas mijał, niewiele się zmieniało. Sądziła, że jeśli będzie miła dla Dwunożnych to mogliby dać jej większą swobodę jak czarno-białej, ale to trwałoby za długo i byłoby brakiem honoru. Z czasem musiała wrócić do jedzenia mięsa od Nich, gdyż kotka nie miała możliwości ciągle przynosić smacznych, pulchnych myszek. 
    — Gdy tak patrzę na ten twój las, to wydaje się przerażający. 
    Ryjówka spojrzała na nią spode łba.
    — Dlaczego tak uważasz?
    — Mówiłaś o lisach, borsukach, dziwnych klanach i trudnych warunkach przetrwania. Tutaj jedynym zmartwieniem jest to, kiedy Domownicy wrócą od swoich zajęć poza Domem. 
    — Nazywasz to miejsce domem?
    — Tak, nie znam innego i naprawdę lubię tutaj żyć. — odwróciła wzrok, nie patrząc na Ryjówkę. — Kiedyś bym cię przekonywała, żebyś tutaj została, ale tęsknisz. Znam to. Tęskniłam za mamą. Teraz już nawet nie pamiętam jak wyglądała. 
    Ryjówka drgnęła. Nie wyobrażała sobie zapomnieć o istnieniu lasu. Miałaby zrezygnować z bycia samotnikiem? Nigdy! 
    — Ja nie miałam dobrych kontaktów z moją matką. 
    — Ale ona cię pewnie kochała. Jesteś niezwykła, Ryjówko!
    Ryjówka parsknęła. 
    — Ona mnie nienawidziła. Z wzajemnością. — zaczęła dłubać pazurem w kawałku drewna. — Zabiłam ją. I nie żałuje. 
    Czarno-biała zachłysnęła się powietrzem. Ryjówka spojrzała pewnie w jej zaskoczone ślepia. Ale nie czuła od niej strachu. Przynajmniej jakaś nowość od tego wiecznego optymizmu. 
    — Mam pewien pomysł, ale będzie ryzykowny. — westchnęła czarno-biała. 
    — Ryzyko to moje drugie imię. Wszystko byle uciec z tego lisiego łajna. 

***

    Plan wydawał się prosty, ale jego realizacja trochę się przeciągnęła. Musiały zaczekać na odpowiedni moment. Czarno-biała była pewna planu, który wymyśliła i zachwycała się nim na każdym kroku, opowiadając nawet sąsiednim kotom, gdy wychodziła na zewnątrz na linie. Ryjówka obserwowała ją wtedy z okna. Pomyśleć, że to, gdzie się przyszło na świat mogło zdecydować o tak wielu rzeczach. Oczywiście można było kształtować swoją ścieżkę, ale wciąż gdzieś z tyłu głowy miało się przeszłość, często wbijającą pazury najmocniej i najtrudniej było się od nich wyrwać. Gdyby nie urodziła się w miocie Melodyjki i Słonika, jakim byłaby kotem? Takim jak pieszczoszka? Miejskim łobuzem? Klanowym kotem? Ryjówka ułożyła sobie dobre życie, pełne wyzwań i przygód, takie wymarzone przez wielu samotników. Sama myśl wywołała iskierki zadowolenia w jej brązowych ślepiach. 
    — Jesteś gotowa? 
    Odwróciła pyszczek ku koleżance i skinęła głową znacząco. Tak, była gotowa.
    Gdy tylko Dwunożna wyszła do ogrodu, a Dwunożny opuścił Siedlisko, czarno-biała miała okazję przyprowadzić do Ryjówki małego Dwunożnego. Już sama jego zbyt słodka woń odstraszała szylkretkę, ale trzymała negatywne emocje głęboko. Mały Dwunożny nadal się jej bał, ale w towarzystwie swojej kotki wydawał się pewniejszy. Ocierała się o jego łapy, mruczała czule, świadoma wzroku Ryjówki i swojej ważnej roli w tym zadaniu. Wreszcie wskoczyła na krzesło, potem stół i znalazła się przy oknie, drapiąc w nie pośpiesznie łapkami. Ryjówka westchnęła, zrobiła to samo i zerknęła wielkimi, brązowymi oczami na kocię. Plan może nie był idealny, ale mógł się udać o ile będą szybkie. Mały Dwunożny zaśmiał się wesoło i otworzył okno, wpuszczając do środka chłodne powietrze. Ryjówka otworzyła szerzej ślepia z satysfakcji. 
    — Nie wiem czy jestem gotowa na pożegnanie, Ryjówko. 
    Ryjówka wiedziała, że nie ma czasu na dłuższe wdawanie się w rozmowę z czarno-białą koleżanką. Żadna jej relacja nie trwała długo, więc i ta się zakończy. Pieszczoszka może nie była gotowa na pożegnanie, ale Ryjówka tak. 
    — Wpadnij kiedyś na prawdziwe pożywienie, Teresko. — odpowiedziała, używając imienia swojej koleżanki i zniknęła szybko w ogrodzie, wpadając w gęstą roślinność. Tereska obserwowała jak zbliża się do wyjścia, żeby ostatecznie przecisnąć się przez dziurę w płocie i zniknąć. 

Od Ryjówki

stare terytorium

     Nic nie mogło wiecznie trwać. Ryjówka westchnęła posępnie. Odwróciła pyszczek w stronę śpiących córek. Zwinięte w swoich posłaniach wędrowały po sennej krainie. Starsza kocica wiedziała, że zbyt długo pozwoliła im mieszkać w Norze. Początkowo miały zostać do szóstego księżyca. W trakcie dzieciństwa poznały potrzebne umiejętności jak polowanie i walka. Jednak czas mijał i chociaż wkroczyły w dorosłość, Ryjówka nie wypędziła ich z terytorium, pozwalając im myśleć, że należy również do nich. Nora i terytorium należały do Ryjówki, córki miały jedynie zostać dobrze wychowane, na odpowiednich samotników. Rosa i Mysz miały być niezależne i wolne. Rozwinąć swoją własną historię, przeżyć wiele pięknych wędrówek, polować i walczyć. Nauczyła je również pływać, łowić ryby, wspinać się i przedstawiła podstawowe zioła. Przekazała im wszystko to, co ona sama musiała zdobywać księżycami. Chciała jednak, żeby sobie poradziły i były gotowe przyjąć każde wyzwanie. Bycie samotnikiem oznaczało przetrwanie, samodzielność, wolność. Córki były gotowe, umiały to wszystko i jako dorosłe powinny znaleźć własny cel w życiu. Dlaczego tak ciężko było pogodzić się Ryjówce z ich odejściem? Przyzwyczaiła się do ich towarzystwa. Do hałaśliwych i ironicznych kłótni córek, ich sprawnego łapania zdobyczy, treningowej szarpaniny przed Norą, do ich pytań i ciekawości. Lubiła szacunek i uwagę jaką jej okazywały. Nadal je obserwowała i wciąż budziło to w nich niepokój. Mijały się, każda żyła własnym rytmem, ale zawsze na noc spotykały się w Norze, wzajemnie broniąc i dbając o siebie. Wychowała silne samotniczki. Tak jak tego pragnęła. Myśl, że musiała pozwolić im odejść była dziwna, wcześniej nieznana i wywoływała smutek u szylkretowej samotniczki. 
    Wraz ze wschodem słońca obudziła swoje córki. Wybrały się na wspólne polowanie, choć każde złapała zwierzynę dla siebie. Po zjedzonym posiłku, zatrzymała je i poleciła stanowczo za nią podążyć. Mysz i Rosa dotrzymywały jej kroku bez trudu. Już nie były małymi kociakami o krótkich, miękkich łapkach. Kiedy ten czas tak minął? Starsza kotka poruszyła koniuszkiem ogona. Oddaliły się znacząco od miejsca, gdzie leżała Nora. Zatrzymała się dopiero przy czystej wodzie. Pojawiły się tutaj we trójkę tylko raz, opowiedziała wtedy swoim kociakom o klanach, pokazując je. Znały to terytorium, ale nie tak dobrze jak ich matka, gdyż nie odkrywały go krok po kroku, same zdobywając całą wiedzę. One były przygotowane do pełnienia roli samotniczek. Wypuści je pewna, że sobie poradzą i że wykonała dobrą robotę. Mogła być z nich i siebie dumna.
    — Po co nas tutaj przyprowadziłaś? — Rosa rozejrzała się obojętnie, ale w jej oczach dostrzegła iskrę zainteresowania. Nie były świadome tego, co miało się za chwile wydarzyć.
    — Odejdźcie. 
    — Ale... dokąd? — Mysz przekrzywiła głowę, posyłając jej zdziwione spojrzenie. 
    Ryjówka utrzymała z nimi kontakt wzrokowy. Jej pysk pozostał beznamiętny, jakby sytuacja była wyrwaniem kleszcza. Ostatnio mówiła kotkom jak mają używać mysiej żółci. 
    — Dokąd chcecie. Jesteście wolnymi kotami. Nauczyłam was wszystkiego, co potrzebne, żebyście przetrwały i dobrze reprezentowały moją krew. Jesteście dorosłe i już nie powinnyście mieszkać w Norze. 
    — Chcesz żebyśmy odeszły? — upewniła się Rosa.
    — Poradzisz sobie sama? Jesteś... stara. — mruknęła Mysz i natychmiast przycisnęła uszy, czując się winna narażeniu na niezadowolenie i zirytowanie Strażniczki. 
    Ryjówka syknęła na nią ostrzegawczo. 
    — Jestem samotniczką. Wędrowałam tymi terenami i uczyłam się więcej niż możesz pojąć. Sama zadbałam o swój los i jestem w tym miejscu, gdzie miałam się znaleźć. Nigdy nie potrzebowałam i nie będę potrzebować pomocy. — mruknęła, piorunując wzrokiem kremową kotkę. Odetchnęła, uspokajając się i znowu utkwiła wzrok w obu córkach. — Życzę wam tego samego, żebyście pozostały wolne, niezależne i żyły na własnych zasadach. Macie odejść i nigdy nie wracać. Zapomnieć o tym, gdzie leży Nora. 
    Chciała im podziękować. Powiedzieć, że dobrze je wychowała i że mogą być z siebie zadowolone. Nie chciała ich odwiedzin, ale czasami miło byłoby je spotkać przypadkowo na terenach. Żadne jednak słowa nie wydobyły się z jej pyska. Stały tak naprzeciwko siebie, nie spuszczając z siebie spojrzeń. 
    — No, na co czekacie? Jesteście samotniczkami czy mysimi bobkami? — prychnęła. 
    Dalej zależało od nich, czy będą chciały wędrować razem, czy każda wybierze inną ścieżkę. Ich historia mogła się różnie potoczyć, ale każdy miał prawo stworzyć swoją i tego była pewna. 
    
— Żegnajcie. — odwróciła się, gotowa wrócić do siebie. Żyła sama wiele księżyców i teraz pora była do tego wrócić. Wiedziała, że sobie poradzą. 
    — Mamo?
    Odwróciła się ostatni raz, posyłając im ostatnie spojrzenie.
    — Ale czuję, że jestem z was dumna. 

Od Ryjówki CD. Rosy

stare terytorium

    Rosa lekko się wzdrygnęła, widząc wbite w nią spojrzenie oczu matki. Dobrze wiedziała, że nie oszuka tej kotki w żaden sposób. Po chwili mierzenia się spojrzeniami łezki ponownie pojawiły się w kącikach oczu rudej koteczki.
    — Głofa mnie bolii — załkała cichutko, spuszczając wzrok na swoje łapki.
    Ryjówka zmrużyła ślepia. Przyglądała się czujnie swojej córce, w której ślepkach gromadziło się coraz więcej łez. Samotniczka bez słowa odwróciła się i opuściła Norę. Samotnicy rzadko potrafili leczyć czy rozpoznać medykamenty. Wiedza ta była jednak bardzo potrzebna. Ryjówka to wiedziała i dlatego się nauczyła podstaw. Potrafiła dzięki temu wyleczyć swoje dolegliwości i zadrapania. Samotnicy zdani jedynie na siebie unikali chorób, bo ich wyleczenie zwykle było niemożliwe. Nie każdy kot bez klanu był w stanie prosić klanowego medyka o pomoc. Ryjówka miała swój honor i prędzej by jej skórę zdjęli, niż poprosiłaby o pomoc kogoś z klanu. Może dawniej była do tego zdolna, ale tylko dla osiągnięcia własnych korzyści. Skoro wiedziała jak wyleczyć ból głowy, to Rosa mogła być spokojna o swój stan zdrowia, poprawi jej się szybko i będzie mogła wrócić do zabaw z siostrą. 
    Zanim opuściła Norę zdążyła jeszcze usłyszeć niezadowolone miauknięcie kremowej koteczki.
    
— Jesfes beksa! Pses ciebie mama sniknęla. 
    Rosa poruszyła się na posłaniu, ale ból głowy nasilił się nieprzyjemnie, więc była w stanie jedynie odpowiedzieć siostrze, żeby sobie poszła. Mysz jednak nie zamierzała tak łatwo odpuścić, wciąż nie rozumiejąc jej powodu do płaczu. 
    Ryjówka wróciła do Nory po niezbyt długim czasie. W pysku niosła kwiat o czerwonych lekkich płatkach. Był bardzo delikatny i musiała uważać przy jego noszeniu. Gdy tylko przekroczyła próg ich domu, Mysz podbiegła do jej łap. 
    — Lose fciąs boli. Nie chce się bafić. — poskarżyła się kremowa koteczka. 
    Ryjówka strzepnęła uchem, nie odpowiadając. Podeszła pewnym krokiem do leżącej na posłaniu córki. Rosa przykryła wywinięte uszka łapkami. Miała zamknięte oczy, ale uchyliła jedno, słysząc zbliżające się kroki Strażniczki. Mysz również podbiegła do siostry, ale usiadła obok bez słowa. Ryjówka wytrzepała z przyniesionej rośliny czarne, malutkie ziarenka i zgarnęła je łapą w jednym miejscu. Widziała zainteresowanie u swoich kociąt. Podsunęła dokładnie jedno ziarenko Rosie. 
    
— Masz. 
    — Co to? — zapytała Rosa, przyglądając się ziarenku leżącemu przy jej łapkach. 
    Ryjówka odpowiedziała stanowczym spojrzeniem, jasno dając kotce do zrozumienia, żeby zachowała pytania na później i zjadła ziarenko. Rosa pochyliła pyszczek i zjadła ziarenko maku. 
    — To ziarenko maku. Przestanie cię po nim boleć głowa. Prześpij się teraz. — poleciła. Zwróciła spojrzenie na Mysz. — Ty też. Roso, następnym razem zamiast płakać od razu przyjdź do mnie. Nie wychowuje mazgajów. 
    Ułożyła się obok kotek, otulając je swoim ogonem. Wpatrywała się w wyjście z Nory, wyostrzając wszystkie swoje zmysły. Gdy tylko córki będą starsze zwiększy liczbę patroli i oznaczeń. Obserwowała jak zasypiają, zanim sama sobie na to pozwoliła po dłuższym czasie. 

***

    Rosa po ziarenku maku wróciła szybko do odpowiedniej formy i znowu była energiczna. Ryjówka została zasypana nowymi pytaniami. Poleciła Rosie, żeby obserwowała i czuwała, a dostrzeże więcej szczegółów. Nie przeszkadzała jej ciekawość córki, w takich momentach najbardziej ją przypominała. Rosa jako samotnik powinna być nie tylko odważna oraz sprytna, ale również chętna do wędrówek i poznawania. Zastanawiała się czasami, czy Mysz i Rosa będą podróżować wspólnie, czy osiedlą się daleko od siebie. Nie znały innych kotów ani miejsc, ich przyszłość nie była jeszcze oczywista. Ryjówka była pewna jednego: zrobi wszystko, żeby je dobrze przygotować. 
    Koteczki robiły się coraz większe. Jeszcze nie były dorosłe, ale już samodzielne. Ryjówka wciąż je obserwowała, zawsze tym samym spojrzeniem. Zwracała się do nich różnymi tonami głosu, ale zawsze udawało jej się osiągnąć zamierzony efekt. Nigdy natomiast nie krzyczała, potrafiła dobrze nad sobą panować. W swoich córkach widziała coraz więcej cech samej siebie, a ubłocone wyglądały niemal identycznie jak ona. Ryjówka przyjęła ich wychowanie za najważniejszy cel. Był to kolejny etap. Kto by pomyślał, że po zakończeniu podróży i zmierzeniu z przeszłością, zostanie matką dwóch zdolnych koteczek. Przekazywała im stopniowo coraz większą wiedzę i uczyła różnych umiejętności. Skupiły się na polowaniu i trzymały się tego długo. Początki nie należały do prostych, ale z czasem kotki uczyły się coraz więcej. Wracały do Nory z pełnymi pyszczkami lub brzuszkami. Ryjówka wysyłała na początku Rosę na polowania, obserwując ją z ukrycia. Z czasem nie musiała się chować i dawać młodszej kotce rad. Rudo-biała radziła sobie dobrze. Nadal wracała na noc do Nory, ale coraz więcej czasu spędzała za nią na polowaniach lub zwiedzaniu, przynajmniej to drugie podejrzewała szylkretowa kotka. W końcu znała swoją córkę i jej ciekawość. Ryjówce podobało się to, że Rosa chciała wiedzieć więcej i wszystkiego doświadczyć.  Widziała ich wolność, niezależność, umiejętności i wiedziała wtedy, że dobrze wychowała swoje córki. Czasami tylko Rosa upolowała śniadanie lub obiad, innym razem wracały w duecie lub we trójkę ze zwierzyną. Dobrze im się żyło w coraz ciaśniejszej, ale swojej Norze. Ryjówka jednak nie przystopowała na obecnym stanie polowań. Budziła swoje córki w środku nocy i kazała im polować. Również podczas deszczu wysyłała je po zwierzynę, argumentując, że mogą spotkać się z każdą pogodą lub warunkami. Nagrodziła jednak ich starania i gdy tylko upolowały ptactwo, pióra były odkładane na staranny stosik. Wkrótce Rosa i Mysz dostały polecenie stworzenia własnych posłań. Mogły być ze wszystkiego: trawy, piór, wełny, wszystkiego co im się spodoba. Ryjówka pozostała przy swoim posłaniu z piór i świeżej trawy. Teraz każda miała własne posłanie. To miał być dla nich kolejny krok. 
    Pora Nagich Drzew była najgorszym okresem dla samotników. Zwierzyny było o wiele mniej, więc należało o każdą szczególnie się zatroszczyć, nawet czasami walczyć. Powtarzała kociakom, że mają szanować zwierzynę i że teraz może być im ciężko, więc muszą się przyzwyczaić do pustych brzuchów. Las został pokryty gęstym śniegiem, gałęzie drzew pozbyły się liści (jesień była dobrym czasem dla kociąt, które chowały się w stercie liści i z niej wyskakiwały w niespodziewanym momencie), a zwierzyna pochowała. Ryjówka częściej patrolowała, wkręcając w to swoje córki. Było ich więcej więc oprócz patrolowania, mogły się rozglądać za zwierzyną. Pożywienie było żylaste i mało smaczne, ale to wystarczyło na jakiś czas. Zima nie mogła trwać wiecznie i należało ją przetrwać. Wykorzystała jednak Porę Nagich Drzew, żeby nauczyć Rosę i Mysz zwinnej wspinaczki na drzewa. Myszy szło dobrze, potrafiła sprawnie wspinać się coraz wyżej. Natomiast świetny słuch Rosy pomagał im w polowaniach. Obie córki były szybkie, mogły się tym pochwalić i podczas wyścigów szanse były takie same. 
    To nie był koniec nauk, które chciała im przekazać. 
    — Poznałyście już czym jest polowanie, dlaczego jest istotne, posmakowałyście waszej pierwszej samodzielnie złapanej zwierzyny, ale to nie koniec umiejętności, które musicie opanować, żeby móc przetrwać. — zwróciła się do kotek. Posłała im uważne spojrzenie. — Musicie wykorzystać wasze zalety do skutecznej obrony oraz ataku. Jesteście szybkie, zwinne i czujne. Uczyłam was, że zawsze macie mieć wiedzieć, co się dzieje w waszym otoczeniu, nawet jeśli zajmujecie się czymś zupełnie innym. Nauczę was walczyć. 
    Umiejętność walki była tak samo ważna jak polowanie. Oczywiście nie zapewniała pełnego brzucha, ale dzięki niej można się było obronić. Bez możliwości podjęcia walki lub obrony byłoby się zdanym na łaskę przeciwnika lub ucieczkę. W przypadku spotkania drapieżnika, wrogiego kota, psa, zawsze należało umieć się obronić i wykonać udany atak. Pokazała Myszy i Rosie, jak prawidłowo wykonać unik i opowiedziała w jakie miejsca najlepiej celować. Później przyszedł czas na pokaz.
    — Najlepszą pozycją jest kopnięcie w brzuch, gdy zostaniecie powalone na grzbiet. Nie bójcie się używać pazurów i zębów. Jednak jeśli to wy znajdziecie się na górze, unieście brzuch jak najwyżej. Podcinajcie wrogowi łapy, atakujcie bok, chwytajcie za kark, uczepcie się grzbietu, zaorajcie pazurami jego brzuch, gryźcie.... — tłumaczyła, równocześnie pokazując wszystkie pozycje. Opowiedziała im wszystko, co wiedziała o walce, ale najlepiej uczyło się w praktyce, dlatego poleciła Rosie i Myszce zmierzyć się w pojedynku. Pozwoliła na wysunięte pazury i mocne ugryzienia, walka miała być jak najbardziej realistyczna. Przynajmniej do momentu aż jej nie przerwała. Przecież nie doprowadzi do rozlewu krwi i późniejszego marnowania medykamentów na zadrapania. Była zadowolona z postępów obu swoich córek. 
    — Teraz waszym zadaniem będzie mnie zaatakować. Samotnicy działają osobno, więc wy również nie możecie współpracować. 
    Wiedziała, że ani jej nie zaskoczą, ani nie pokonają w walce. Na to było za wcześnie. Ale odeszła sporą ilość kroków, odwrócona do nich tyłem. Mogły wykorzystać otoczenie i podjąć się zadania. Ryjówka nastawiła uszu. Nie pozwoli im wygrać, muszą mieć motywację, ale po skończonym ćwiczeniu będą ćwiczyć aż do skutku, nawet prze kilka księżyców.

***

    Po pewnym czasie i nauka walki została opanowana. Musiało minąć sporo czasu, bo zwracała na nie szczególną uwagę, każdy ruch musiał być przemyślany. Czasami kazała Rosie wygrać, innym razem Myszce, wtedy kotki musiały postarać się jeszcze bardziej, żeby tego dotrzymać. Rosa i Mysz nauczyły się dobrze walczyć. Ćwiczyły najczęściej w dobrych warunkach, jeszcze w czasie dnia, ale zdarzało się im to robić podczas deszczu. Nocą pozwalała im się wysypiać, jeśli nie miała w planach wyprawy na nocne polowanie w ich towarzystwie. Plany wciąż się zmieniały, rozwijając wraz z ich relacją i przygotowaniem. 
    Nauczyła je także pływać, a przynajmniej poznały tego podstawę. Nigdy nie wiadomo, czy ta umiejętność im życia nie uratuje. Wybrała źródło niezbyt głębokie, tylko na potrzeby nauki. Woda była chłodna i przyjemna. Później musiały płynąć wraz z prądem. Ryjówka również weszła do wody, prezentując silne uderzenia łap o wodę, przecinając ją i poruszając się coraz dalej, z odpowiednią precyzją. Nie wychodziła z wody tak długo aż była pewna, że córki nie utoną. Po skończonej lekcji pływania, zabrała je bliżej terenów Klanu Nocy. Mieli tam większą wodę, właśnie tego potrzebowała. Usiadła na brzegu tak, żeby jej cień nie padał na taflę. Przyjrzała się czystej wodzie. 
    — Pokaże wam jak łowić ryby. To umiejętność lubiana przez rybojady. 
— wywróciła oczami. — Ale samotnicy mogą nauczyć się wszystkiego, jeśli tego pragną. Usiądźcie przy mnie, ale niech wasz cień nie pada na powierzchnię. Musicie wykazać się cierpliwością i pozostać w bezruchu. 
    Zdarzało jej się łowić ryby jeszcze kilka razy po tym, jak Wieczornikowe Wzgórze ją tego nauczył, także pamiętała każdy szczegół. Rosa i Mysz usiadły przy niej i również wpatrywały się wodę. W pewnym momencie łapa Ryjówki wystrzeliła, uderzając w taflę i wyrzucając srebrną rybę. Zabiła ją szybkim uderzeniem łapy. 
    — Musicie być szybkie. Jak podczas polowania. — mruknęła, zajadając się specjalnie rybą na ich oczach, żeby jeszcze lepiej wykonały polecenie. Przecież nie chciały jej zawieść i pragnęły coś zjeść, prawda? 

***

    — To są liście ogórecznika, obniżają gorączkę i gdybyście miały potomstwo zwiększa ilość mleka. Korzeń łopianu leczy i łagodzi ból infekcje po ugryzieniu przez szczura. Kocimiętka jest najlepszym lekarstwem na zielony kaszel, poznacie ją zawsze po zapachu. To jest trybula, zawsze na zainfekowane rany i bóle brzucha. Podbiał leczy spękane poduszki łap, ziarenka maku są dobre na uspokojenie i bóle głowy. Mniszek łagodzi użądlenia pszczół, pajęczyna jest najlepsza jeśli zaznacie obrażeń i musicie pozbyć się krwi. Jagody jałowca na problemy z oddychaniem i bóle brzucha, skrzyp zatrzymuje krwawienie, a szczaw dobry na zadrapania, spękane poduszki łap i ból ran. Zapamiętane? 
    Siedziały we trzy w sadzie. Ryjówka pokazała córkom, jak powinny przejść przez Ogrodzenie. Była pewna, że znajdzie tutaj przynajmniej kilka z ziół, które mogła pokazać kremowej i rudo-białej. Nie myliła się i przynajmniej kilka medykamentów wraz z właściwościami mogły zapamiętać. Pokazywała je ogonem, chodząc z miejsca na miejsce. Musiały jednak się streszczać, dopóki panowała noc. Rano na pewno patrol wyczuje ich zapach, ale wtedy będą już daleko. Najlepiej oddalić się nawet teraz, skoro wszystko zostało powiedziane. Te zioła z opisanych, których nie mogła znaleźć, dokładnie opisała swoim córkom, bez pomijania żadnych szczegółów. Znalazła w Owocowym Lesie jedynie liście ogórecznika, trybulę, podbiał i szczaw. Jednak przedstawiła kotkom podstawowe zioła. Dzięki nim w przyszłości będą mogły wyleczyć swoje dolegliwości. Opisała każdą roślinę bardzo dokładnie. 
    — To wam się przyda. — mruknęła z naciskiem. Spojrzała w stronę Rosy spokojnym wzrokiem. Była ciekawa, czy dorosła już kotka, pamięta jak w czasach dzieciństwa musiała zjeść ziarenko maku przez ból głowy. Wymieniły spojrzenia na uderzenie serca, a potem Ryjówka zdecydowała, że wracają do Nory. Ruszyła w stronę domu pewnym krokiem. Ukryła to, że czuła się zmęczona. Nie chciała pokazywać słabości przy kotkach ani tego, że się zestarzała. Rosa i Mysz szły za nią pewnymi, zwinnymi krokami. Były młode i miały przed sobą jeszcze wiele wędrówek. 

Od Ryjówki

dawno temu [stare terytorium]

    Ryjówka dotrzymała złożonej obietnicy. Samotnicze życie niosło ze sobą wiele trudności, należało walczyć o przetrwanie i wykazać się samodzielnością. Przyzwyczajona do samotności musiała przystosować się do towarzystwa swoich córek. W pierwszych dniach ich życia, Ryjówka musiała przyzwyczaić się do pisków, wiecznie głodnych pyszczków i przerywanego snu. Nikt nie mówił, że wychowanie kociąt będzie łatwe. W pewnym momencie musiała zapamiętać powtarzające się schematy jej pociech. Córki po mlecznym posiłku zawsze zasypiały i to wykorzystywała, wymykając się z Nory na polowanie. Zwierzyny szukała w okolicy, nie chciała się oddalać zbyt daleko. Wracała z odpowiednią ilością posiłku. Musiała jeść regularnie, do czego wcześniej nie była przyzwyczajona, ale w końcu czego nie robi się dla przetrwania kociąt jej krwi? Potomstwo oprócz podstawowych potrzeb nie wykazywało żadnych specjalnych cech, mających w przyszłości określić ich charakter. 
    I tak sobie mieszkały we trójkę. Z czasem kociaki otworzyły ślepka, zaczęły stawiać pierwsze kroki, siłować się z jej ogonem. Ich zabawy były niezdarne, ale ich nie przerywała, jedynie obserwując. Czasami dawała znać o swoim niezadowoleniu, gdy były zbyt głośne i energiczne. Musiała ich nauczyć cierpliwości i opanowania. Czasami próbowały za nią iść, gdy wybierała się na polowanie i wtedy syknięciem dawała do zrozumienia, że ich ucieczka będzie karana. Szybko nauczyły się dbać o swoje futerka. Nauczyła je pielęgnacji i z zadowoleniem obserwowała efekty. Jej córki były mądre i szybko się uczyły nowych umiejętności. Wiedziała, że jest dla nich wzorem, że darzą ją szacunkiem i nie chcą zawieść. Ryjówka była z tego zadowolona. Jako ich matka i mentorka, zamierzała wypuścić z Nory jedynie silne, sprytne i pełne wiedzy samotniczki. Była najważniejsza w ich życiu i wiele zależało od wychowania. Robiła wszystko inaczej niż Melodyjka, stopniowo pozwalając im na coraz większą samodzielność i wolność. Ceniła przecież te wartości najbardziej. Nigdy nie podnosiła głosu na swoje kociaki - swoje niezadowolenie okazywała długim ruchem ogona, beznamiętnym spojrzeniem lub odpowiednim tonem głosu. Najczęściej stawiała na spojrzenie. Brązowe ślepia codziennie wpatrywały się intensywnie w koteczki, zawsze tym samym czujnym, wiercącym spojrzeniem. Wtedy się nie odzywała, kryjąc wszystkie swoje myśli i słowa. Koteczki były świadome jej wzroku. Miały go czuć na sobie, wiedzieć, że są obserwowane i czuć presje.  
    Szkarłat nigdy nie zbliżył się więcej do Nory. Porzuciła pamięć o kocurze. Ponieważ rudzielec nie zbliżał się do ich kociąt, nie musiała robić mu krzywdy. Oczywiście córki pytały o swojego ojca.  Ryjówka nie zamierzała ukrywać, że był silnym i wyszkolonym w walce samotnikiem. Opisała im dokładnie ich pierwsze spotkanie, ukrywając to, że to on nauczył ją walczyć. Zdradziła jak wygląda i że nazywa się Szkarłat. Podzieliła się wiedzą, jak cieszył się z ich narodzin. Ale nie powiedziała, że to ona go przepędziła i zabroniła go szukać, gdyż miał nigdy do nich nie wrócić i musiały się z tym pogodzić.
    Ryjówka mogła zapuszczać się coraz dalej w terytorium, gdy jej córki miały już odpowiednią ilość księżyców i mogły wybierać się same na eksplorację. Przynosiła zwierzynę, ale wciąż karmiła je mlekiem. Była świadoma, że Rosa się wymyka, chętna na przeżywanie przygód i ciekawa świata. Ryjówka obserwowała ją z ukrycia, uważnie śledząc jej poczynania. Podobnie było z Myszą, ale ta była o wiele bardziej przywiązana do Nory. Ryjówka chciała, żeby same zwiedziły ich terytorium. Musiały nabrać pewności w krokach. Pilnowała jednak aby nie napotkały żadnego intruza, zdolnego wyrządzić im krzywdę lub zabić. Kiedyś wyczuła lisa w pobliżu Nory. Długo czuwała nad ich bezpieczeństwem. Opowiedziała im o niebezpieczeństwach kryjących się w lesie, ale nie zrobiła tego, żeby się bały. Wręcz przeciwnie, zapewniła, że powinny je znać po to, żeby móc wykazać się odwagą i znać swoje terytorium. Zdradziła córkom, że obserwacja jest najważniejsza, może z niej wiele wyciągnąć i że zawsze powinny panować nad swoimi emocjami, manipulować i wykorzystywać słowa przeciwników. Była z nich zadowolona, chociaż nigdy nie usłyszały otwartej pochwały. W jej ślepiach pojawiały się przebłyski dumy, a na pyszczku lekkie rozbawienie. Mogła przekazać kociakom całą swoją wiedzę, zostawić po sobie ślad. Ryjówka nigdy nie żałowała, że przyszły na świat. 
    Czasami wzrok Ryjówki stawał się upominający, głównie gdy hałasowały lub wdawały się w kocięce sprzeczki. Raz nawet pobiły się w błocie, ale przynajmniej później nie narzekały w drodze powrotnej. Ryjówka jako dobry obserwator i opiekun kotek, szybko dostrzegła ich mocne i słabe strony. To na ile były w stanie sobie pozwolić i jakie miały cechy charakteru było ważne. O ile wszystkiego mogły się nauczyć, musiały tego pragnąć i się nie poddawać. Zawsze była niezadowolona, jeśli któraś okazywała słabość i nie kryła tego. Poznała dobrze swoje kociaki. Mysz nie lubiła błota i wody. Potrafiła zachować powagę i wykorzystać swój wzrost oraz siłę. Była również zadziorna i odważna. Kremowa jednak rzadko brała udział w szkoleniu, zwykle wolała spędzać czas w Norze. Natomiast Rosa była pracowita, odważna, uparta i sprytna. Kotka była ciekawa świata i z czasem coraz lepiej panowała nad emocjami. Długo wpatrywała się w niebieskie i brązowe ślepia córek, rozmyślając o ich przyszłości. Gdy nadejdzie odpowiedni czas będą musiały poradzić sobie same. Czuła, że pozostaną wiecznymi samotnikami jak ich matka. Właśnie do tego były szkolone i przygotowywane jeszcze zanim pojawiły się na świecie. Ale wiedziała, że muszą zbudować swoją własną ścieżkę. Dostały tą wolność, niezależność i swobodę, nie musiały o nią walczyć jak Ryjówka. Sądziła, że zapewniła im najlepsze warunki do rozwoju. Dbała o to, żeby nie chodziły z pustymi brzuchami i się nie zgubiły w lesie. Jej córki w pewnym momencie zaczęły być świadome, że długo nie wraca do Nory i często się z niej wymyka. Zawsze wracała z czymś do jedzenia, a gdy po raz pierwszy pozwoliła im na stały posiłek, pozostawiła w pamięci zadowolone pyszczki Rosy i Myszy, zachwycające się smakiem mięsa. Rosły bardzo szybko i zadawały coraz więcej pytań, zwłaszcza Rosa. 
    — Skończyłyście zachowywać się jak mysie bobki? — mruknęła pewnego dnia, znowu widząc siłujące się kotki. Rosa i Mysz często sobie dogryzały i oczywiście zażarcie dyskutowały. Ryjówkę bolały uszy od ich sprzeczek. Poczekała z kamiennym wyrazem pyska, aż koteczki zwrócą na nią uwagę. Nie zamierzała się powtarzać. Rosa i Mysz uczyniły to błyskawicznie, czując respekt do matki. Uniosła wyżej pyszczek, wciąż im się przyglądając. — Musicie umieć poradzić sobie, gdy mnie przy was nie będzie i wyczuwać zagrożenie. Na każdy podejrzany dźwięk, zapach czy głos musicie być cicho i uciekać lub się schować.
    — Ja nie pozwolę siebie zaatakować. — stwierdziła wtedy Mysz, pusząc futerko. 
    Ryjówka zmrużyła ślepia.
    — I jak chcesz tego dokonać? Wasze pacnięcia słabymi łapkami to żadne obrażenia. 
    Zaczęła opowiadać im o wszystkich niebezpieczeństwach, ale nie tylko. Zabrała ich na poznanie klanów. Oczywiście nie z bliska, jak to miało miejsce na Zgromadzeniu. Ryjówka podzieliła się z nimi dokładnymi opisami wszystkich przynależności, łącznie z Owocowym Lasem, miejskimi kotami i pieszczochami. Opowiedziała im o Dwunożnych, Drodze Grzmotu, pokazała im z daleka klanowe terytorium. Ryjówka nigdy im nie powiedziała o swojej przeszłości w Klanie Burzy i nie zamierzała tego zmieniać. To była przeszłość nie warta samotnika. Ponieważ jej córki już znały wszystkie przynależności, mogła całkowicie skupić się na ich szkoleniu. Były na tyle duże, żeby jeść stały pokarm, a więc poradzą sobie z poszerzeniem umiejętności. Rosa wykazała zainteresowanie polowaniami, gdy podjęła próbę złapania swojej pierwszej myszy. Umiejętność łowiecka była najważniejsza i miała okazać się przydatna na całe ich życie. To był jej obowiązek ich tego nauczyć. Przynajmniej nie będą chodziły głodne. Tak rozpoczęły się treningi polowania. 
    Późną Porą Opadających Liści rozpoczęło się ich pierwsze polowanie. Szkolenie miało być długie i kotki musiały być zdeterminowane. Właściwie Ryjówka nie pozwalała im na lenistwo ani zbyt częste opuszczanie lekcji. Zależała od tego ich przyszłość, więc nie godziła się na żadne ustępstwa. Miały się nauczyć i nigdy nie pokazywać słabości przez rezygnację. Nauka polowania rozpoczęła się od tego, że Ryjówka pokazała właściwą pozycję, a koteczki musiały ją powtarzać. Później zadbała o to, żeby ich pozycja łowiecka była doskonała. Córki uczyły się skradać i poznały zasadę trzech podejść - do każdej zwierzyny należało zakraść się inaczej, ponieważ królik pierwszy usłyszy, ptak zobaczy, a mysz poczuje. Gdy już znały podstawy obserwowała ich pierwsze próby złapania czegoś. Później zaczęła robić to z ukrycia. Dzieliła się z nimi swoimi radami. Mysz w pewnym momencie opuściła się w treningach, natomiast Rosa zyskała w oczach opiekunki. Rosa była wyznaczona do złapania pożywienia. Początki oczywiście łatwe nie były i kotka popełniała błędy, a że cierpliwa to ona nie była, widziała rosnące zirytowanie w jej niebieskich ślepiach. Jednak ciężkie i pracowite treningi opłaciły się i Rosa opanowała sztukę łowiecką. Ryjówka była z niej naprawdę dumna. Teraz gdy się starzała coraz mniej miała ochotę zapuszczać się daleko poza Norę, ale to robiła, wciąż miała w sobie ciekawość i nie lubiła bezczynności. Teraz obie polowały, chociaż nie zawsze odbywało się to w tej samej okolicy. Gdy uznała, że Rosa już wszystko umie, większą uwagę poświęciła Myszce. Nie szczędziła ironicznych komentarzy. Mysz miała się nauczyć polować i koniec. Kremowa kotka także nauczyła się tej umiejętności i Nora stopniowo stawała się pusta na coraz dłużej, gdy cała trójka zajmowała się swoimi sprawami. Bo nie zawsze były to polowania, ale również patrolowanie terenu lub zwiedzanie. Zwierzyny nie brakowało i mogły sobie pozwolić na większe posiłki. Ryjówka pozostała przy drobnej zwierzynie i tylko jednym dziennym posiłku. Tak była przyzwyczajona. 
    W czasie bardziej swobodnym opowiadała Myszce i Rosie o swoich wyprawach i przygodach. Zebrało się tego sporo, w końcu zwiedziła całe terytorium, posiadła wiedzę od wszystkich klanów, widziała Siedlisko Dwunożnych bliżej niż jakikolwiek leśny kot. Nigdy również nie bała się nieznanego i zachęcała je do próbowania nowych rzeczy i zdobywania większej wiedzy. 
    — Jesteśmy wolni i prawdziwi. Sami stawiamy sobie granice i robimy to na co mamy ochotę. Przywiązanie i ta idiotyczna wierność, które cechują klany jest zgubna. Zasłuchani w przywódców i swoich zdechlaków nigdy nie zaznają prawdziwej wolności i niezależności. Musicie być dumne z tego, że jesteście samotnikami. Nigdy o tym nie zapominajcie. — i obdarzyła je swoim znanym spojrzeniem. 
    Córki słuchały uważnie i z zaciekawieniem jej licznych opowieści o wędrówkach. Wspomniała nawet o poznaniu podstaw lisiej mowy i wszystkich swoich umiejętnościach. O Klanie Gwiazdy nie wspominała. Skoro nie pytały, to nie zamierzała niszczyć ich umysłów tymi bzdurami, bajeczkami.
    — Nigdy więcej nie spotkałaś szamanki? — pytanie zadała Rosa, a Mysz jej zawtórowała. 
    Wpatrywała się w kotki zmrużonymi ślepiami, ale tylko przez drobną chwilę, zanim mruknęła pod nosem odpowiedź. Nigdy więcej nie spotkała czekoladowej kotki. Relacje Ryjówki dość szybko się kończyły i nigdy nie były niczym więcej niż znajomością. 

29 listopada 2022

Od Ryjówki

dawno temu [stare terytorium]

    Odkąd zakończyła trening u Szkarłatu i zabiła Melodyjkę, jej życie nabrało spokojniejszego tempa. Zwolniła. Zamiast częstych wędrówek na terytoria klanowe, Siedlisko Dwunożnych, lub może dalej niż zapuścił się inny kot, Ryjówka spędzała całe dnie na odpoczywaniu w Norze. To była jej Nora. Zdobyta przelewem krwi matki. Nora nie była już własnością jej okropnych opiekunów, czy głupiego rodzeństwa. To ona, Ryjówka, mogła uznać to miejsce za swój dom. Z Norą wiązały się przykre wspomnienia jej dzieciństwa, spędzonego w strachu i nauce samodzielności, żeby jakoś przetrwać w tym niebezpiecznym świecie. Szybko musiała dorosnąć. Teraz Nora nie kojarzyła jej się z przeszłością, z miejscem które musiała opuścić. Traktowała je jako swój początek i nagrodę. Zemściła się na Melodyjce, zdobyła odpowiednie miejsce na założenie legowiska. Była coraz starsza i chociaż wciąż miała energię potrzebną do polowania i obrony własnej, wolała znaleźć stabilizację w jakimś przytulnym miejscu, najlepiej oddalonym od klanów. Nora była idealna. Jako, że teraz należała do niej, Ryjówka urządziła legowisko po swojemu. Przygotowała świeże posłanie z trawy oraz piór, oczyściła wnętrze Nory z pozostałości posiłków i oznaczyła teren swoim zapachem. Miała okazję ponownie zawędrować nad strumień, napić się jego chłodnej wody, nacieszyć uszy łagodnym szumem. Miejsce wciąż było pełne zwierzyny i nikt nie zapuszczał się w te okolice. Nora pozostała tajną kryjówką. Ryjówka cieszyła się śmiercią Melodyjki i zdobyciem własnego miejsca w tym ogromnym lesie. Nie będzie już zmuszona do krótkiego snu i ucieczki przed samotnikami czy lisami. Wreszcie odpocznie, przynajmniej tak długo, jak jej dusza podróżnika na to pozwoli. Jednak wciąż była wolna i na własnych zasadach. 
    Dotrzymała umowy, którą zawarła ze Szkarłatem. Teraz, kiedy umiała walczyć, kocur nie był jej dłużej potrzebny, jednak rudzielec w zamian za drobną pomoc przy zemście na Melodyjce, miał zostać ojcem jej kociąt. Umiejętność walki zapamiętała i często ćwiczyła w wolnych chwilach. Zamierzała przekazać ją w przyszłości własnym młodym. Ryjówka nigdy nie pragnęła być matką, czując, że nie będzie potrafiła okazać im dość uwagi i ciepła. Nie chciała być jak jej opiekunowie i wywołać w swoich kociakach złych cech osobowości albo żeby ją znienawidziły i w przyszłości gotowe były zabić. Niestety las rządził się swoimi prawami. Może nie będzie dobrą i kochającą matką, ale zapewni im odpowiednie szkolenie i wolność. Dzięki takiej swobodzie będą niezależnymi samotnikami. Poradzą sobie. Obiecała sobie, że nie będzie ich biła, wyzywała ani głodziła. Zamierzała wychować je na silne, waleczne koty, ale równocześnie wierne. Koło więcej nie mogło zatoczyć błędów. Ryjówka będzie je uważnie obserwować i może czasami karcić za niewłaściwe zachowanie, takie niegodne samotnika, ale powinni się dogadać. To ona będzie ich matką, wzorem, mentorem. Gdy już ułożyła sobie w głowie wszystkie myśli i doszło do zapłodnienia, Ryjówka obserwowała swój stopniowo rosnący brzuch. Polowania stawały się coraz rzadsze, gdyż czuła się okropnie i większość czasu spała. 
    Szkarłat cieszył się z perspektywy zostania rodzicem. Oboje pragnęli silnych, zdrowych kociąt, które będą przedłużeniem ich krwi i przyszłością kotów bez klanu. Była to ogromna szansa i niezależność. Równocześnie z miotem wiązała się odpowiedzialność. Nie wiedzieli ile urodzi się kociąt, a przecież wszystkie trzeba wyżywić. Szkarłat przyjął rolę ojca bardzo dobrze, ku zaskoczeniu Ryjówki. Rudzielec polował dla niej, przynosząc świeże pożywienie, może nie zawsze tłuste, ale na pewno smaczne. Zawsze upewniał się, czy ma dobre samopoczucie, ale to kończyło się jej zirytowaniem. W końcu nie był jej partnerem. Szkarłat spał poza Norą lub w środku, pilnując bezpieczeństwa ciężarnej Ryjówki. Kotka sama nie byłaby w stanie skutecznie się obronić, także nie narzekała na jego towarzystwo. Dopóki nie urodzi mogła mu na to pozwolić. Później sama obroni, wyżywi siebie i kociaki. Czas mijał i poród zbliżał się ogromnymi krokami. 
❤ ❤
    — Przestań się drzeć! 
    
— Zamknij pysk! 
    Ryjówka trzepnęła ogonem z rosnącym zdenerwowaniem. Była coraz bardziej wściekła na Szkarłata, że zamiast opuścić Norę, siadał w środku jak nieznośny kleszcz na futrze. Ryjówka zacisnęła mocniej brązowe ślepia. Oh, ciekawe, czy będą do niej podobne wyglądem i charakterem. 
    — To nie może boleć bardziej niż zadrapanie. — wywrócił oczami rudzielec. 
    Spiorunowała go wzrokiem. 
    — Chcesz się zamienić, lisie łajno?! Najmądrzejszy się znalazł, mysi móżdżek z wroniej strawy! Niech ci ptak na łeb nasra, ty egoisto!
    Kocur cofnął się o krok, gdy wysunęła pazury, gotowa go podrapać. Zamiast tego wbiła je głęboko w legowisko. Napięła mięśnie. Kolejny krzyk wydobył się z jej pyska. Gdy zaraz po obudzeniu poczuła mocny skurcz wiedziała, że narodziny kociąt odbędą się dziś. Była przygotowana. Nigdy wcześniej nie rodziła kociąt, nie miała również kogo zapytać o radę ani o pomoc przy porodzie. Była zdana na siebie, jak zawsze. 
    Szkarłat wreszcie opuścił Norę. Ryjówka zacisnęła zęby na patyku. Mówiła sobie, że musi przeć i że będzie dobrze, byle urodzić kociaki. Jeśli nie spełnią jej wymagań i coś z nimi będzie nie tak, pozbędzie się ich od razu, żeby nie marnować mleka. Ale zakładała, że skoro mają silnych rodziców, to one będą idealne. Będą ją godnie reprezentować. Samotniczka cierpiała, czując napływające fale bólu, ucisk, ogromny stres i gorycz. Po długim czasie na świecie pojawił się pierwszy kociak, za nim drugi. Ryjówka umyła maluchy i pozwoliła im zbliżyć się do jej ciepłego brzucha. Obserwowała czujnie jak zaczynają pić mleko. Wyglądały na zdrowe.... i silne.... były doskonałe. Takie jakie sobie wymarzyła. Oczywiście to dopiero początek i zacznie je uczyć dopiero, jak będą widzieć, chodzić i mówić. Przyglądała się w ciszy, jak jej córki najpierw piją mleko, a potem wtulają się w jej brzuch, ciepłe futro, zasypiając. 
    Ryjówka nie spuszczała wzroku z kociąt. Brązowe ślepia dostrzegały coraz więcej szczegółów. Dwie kotki. Dwójka kociąt to ładna liczba, idealna dla samotników. Jedno z jej kociąt było biało-rude, puchate, o małym ceglastoczerwonym nosku, z odziedziczonymi po matce wywiniętymi w tył uszami. Ryjówka poruszyła uszami i odwróciła pyszczek na wyjście z Nory. Rzuciła niechętne spojrzenie Szkarłatowi. Rudy kocur pewnym krokiem podszedł bliżej i usiadł naprzeciwko, wpatrzony z dumą w dwie małe kuleczki zwinięte przy brzuchu Ryjówki. Jedna z ich córek miała krótką, kremowo pręgowaną sierść. Jej futerko było roztrzepane i samotniczka instynktownie polizała ją, żeby je chociaż trochę ułożyć. Zależało jej, żeby jej córki już od początki dumnie się prezentowały, jak przystało na kociaki z jej krwi. Żałowała, że nie może dowiedzieć się, jakie będzie kolor ich oczu.
    — Udały nam się te kocięta. Wyglądają na silne i zdrowe. 
    — Uroda nie jest najważniejsza dla samotnika, ale nie mogę zaprzeczyć, że są śliczne. Będą się dobrze rozwijać. Już teraz apetyt im dopisuje. — miauknęła, nie spuszczając wzroku z kocura. Szkarłat wyraźnie to wyczuł, to nie spojrzał w jej kierunku, ale wciąż wpatrywał się w kocięta. Żeby zrobił mu na złość, Ryjówka  okryła ogonem ich kociaki, przy okazji dając im dodatkowe ciepło. W okresie po narodzinach zwłaszcza musiała je chronić. 
    — Nasza umowa została spełniona. Nie jesteś tutaj mile widziany. — w jej głosie nie było wahania. Pozostała twarda i nieugięta. Dostali to, czego chcieli - kociaki mające być przedłużeniem ich krwi. 
    Szkarłat westchnął posępnie. Dopiero teraz ich spojrzenia się spotkały. Kocur poruszył koniuszkiem ogona. Czekała cierpliwie aż przemówi. 
    — Wiem, że mieliśmy umowę, ale pomyślałem, że zostanę z wami dopóki nie będą jeść stałego pokarmu. — uśmiechnął się złośliwie. — W tym stanie nic nie upolujesz. 
    Samotniczka syknęła ostrzegawczo. 
    — Posłuchaj, mysi móżdżku, od zawsze byłam niezależna i nie potrzebuje pomocy kogoś tak żałosnego jak ty, Szkarłacie. Wykorzystałam cię do nauczenia walki i przy dokonaniu mojej zemsty, oraz żeby one pojawiły się na świecie. Umowa była jasna - ja urodzę kocięta, ty odejdziesz i nigdy więcej nie wrócisz. — gromiła go wzrokiem. W jej oczach widoczna była niechęć. 
    — A jeśli cię nie posłucham? — syknął zaczepnie. 
    — Posłuchaj, bo nie będę wiecznie osłabiona po porodzie. Poradzę sobie z wykarmieniem i nauczaniem kociąt. Będą niezależne, wolne i silne. Wychowam je na godnych mojej krwi samotników. — urwała na chwilę, żeby podnieść się z miejsca. Obudziła kociaki, wyraźnie słyszała ich niezadowolone, smutne popiskiwania. Nadal czuła się osłabiona, ale nie zamierzała przed nim leżeć. Wyprostowała się i nie spuszczała piorunującego spojrzenia z kocura. — Powtórzę ostatni raz: wynoś się z mojego terenu. To moja Nora. Jeśli kiedykolwiek zobaczę cię w pobliżu lub że z nimi rozmawiasz, zabiję cię. Jeśli chociaż wyczuje twój zapach bądź spróbujesz nas zaczepić, zabije cię. Opowiem im, że miały za ojca silnego samotnika, ale nigdy cię nie poznają, z wzajemnością. 
    Wierzyła, że tak będzie lepiej dla nich wszystkich. Szkarłat długo wpatrywał się w jej ślepia. Czasami otwierał pysk, ale równie szybko go zamykał, jakby słowa nie mogły mu przejść przez pysk, wahał się lub szukał nowego rozwiązania. Była gotowa bronić kociąt, zdziwiła się, że nawet za cenę własnego życia. Dopóki nie osiągną odpowiedniego wieku, znajdowały się pod jej opieką i Szkarłat nie miał prawa o nich decydować. Należały do niej. 
    — Popełniasz błąd, Ryjówko. 
    — Ja się nigdy nie mylę, mysi móżdżku. — ponownie się ułożyła i przyciągnęła kociaki do siebie. 
    Między rodzicami dwóch koteczek zapanowała długa, ciężka cisza. Ryjówka uspokoiła kociaki, które ponownie mogły zapaść w sen. Szkarłat mruknął coś pod nosem, spojrzał ostatni raz na kocięta, a potem skierował się do wyjścia. Ryjówka zamierzała obserwować, czy nie szuka kontaktu z kociętami. Córki nie potrzebowały ojca, wystarczyło, że miały waleczną matkę. Będzie musiała wkrótce wybrać się na polowanie, ale to może poczekać, miała jeszcze resztki ptaka z rana.
    — Chce jeszcze wiedzieć jedną rzecz. — Szkarłat zatrzymał się u wyjścia z Nory. Odwrócił pysk w jej stronę. Ryjówka spojrzała na niego spode łba. — Jak je nazwiesz?
    Szylkretowa kotka zamyśliła się, ale trwało to krótko. Przy jednym kocięciu nie wahała się, wiedziała, jakie chciała imię dla swojej córki. Do tego jej kremowe futerko przypominało jego. 
    — Ona będzie miała na imię Mysz. — później spojrzała na rudą pointkę. — Rosa. Będzie się nazywać Rosa. Witajcie, kociaki. Wszystko jeszcze przed wami. 

Od Ryjówki CD. Bylicy

 dawno temu; jeszcze przed narodzinami kociąt [stare terytorium]

    Pora Nowych Liści wyglądała inaczej w Siedlisku Dwunożnych niż w lesie. W powietrzu nie unosiły się przyjemne wonie leśnej ściółki, nie rosły drzewa o pięknych bujnych koronach, nawet rośliny były inne i mniej pachnące. Ryjówka przywykła do życia w lesie, do swobodnego szybkiego biegania po odkrytych terenach. Cieszyła się upragnioną wolnością i nie mieszała w klanowe sprawy oraz konflikty. Uważała, że każdy miał swoje życie i był za nie odpowiedzialny, miał więc prawo spędzić je na własnych warunkach. Ona tak postąpiła i nigdy nie pożałowała podjętych przez siebie decyzji. Chyba miała szczęście. Nigdy nie dotknęły ją żadne widoczne blizny ani groźna choroba. Jedynie dokuczliwy był głód, ale on chodził za każdym samotnikiem. No właśnie, lubiła tą samotność i samodzielność. Uczucie, że cały świat należy tylko do niej i że może kierować swoje łapy tam, gdzie tylko postanowi swoją spontaniczną bądź zaplanowaną decyzją.
    Ryjówka trafiła do Siedliska Dwunożnych. Było ogromne i dzielące się na kilkanaście mniejszych klanów, każdy z osobnym legowiskiem w różnych barwach, z własnym małym ogródkiem i pieszczochem do towarzystwa. Widziała wiele psów i domowych kotów. Miała okazję wąchać kwiaty w ogrodach Dwunożnych, ale wszystkie pachniały odpychająco. Czy oni nie wiedzieli, że najlepsza roślinność to ta leśna? Na bagnach było jej mało, ale gdy wymykała się na terytorium należące do danego klanu, zawsze mogła coś ciekawego znaleźć. Czasami w głowie przypominała sobie, czy to może być leczniczy medykament czy tylko zwykły chwast. Dalej rozciągały się inne klanowe tereny Dwunożnych, ruchliwa Droga Grzmotu i wysokie metalowe kubły. Droga Grzmotu wydzierała nieprzyjemny odór, ale również dźwięki pędzących przez nią Potworów potrafiły doprowadzić do bólu głowy. Ulicami chodzili Dwunożni ze swoimi młodymi lub starszyzną. Ryjówka unikała ich jak tylko umiała. Raz jedno młode Dwunożnych próbowało ją złapać. Samiczce udało się chwycić szylkretową kotkę za ogon i pociągnąć boleśnie. Ryjówka podrapała młode w rękę, najmocniej jak umiała, zirytowana taką postawą Dwunożnego. Samiczka szybko uciekła do swojej karmicielki, zalewając się brzydkimi łzami. Ryjówka prychnęła na samo wspomnienie. Oh, nie lubiła Dwunożnych! 
    Jeśli chciało się jeść, należało o ten posiłek zawalczyć. W mieście były organizowane walki kotów, również ciągle czuła na sobie ich wzrok i musiała uważać na każdy krok. Zasady życia w tej strefie były o wiele bardziej surowe niż te klanach. Rządziła Kukułka i tego należało się trzymać. Jeśli ona chciała, żeby ktoś zniknął, robiła to bez zająknięcia. Ryjówka schodziła jej z drogi, dbając jedynie o swoje przetrwanie. Musiała wdawać się w szarpaniny z przypadkowymi samotnymi kotami, lecz nie zawsze udawało jej się wyjść bez zadrapań lub zdobyć odpoczynek bądź posiłek. O spanie, jedzenie, czy nawet swobodne postawienie łapy na danym terenie, należało stoczyć walkę lub nieprzyjemną dyskusję z kotem, który wcześniej przywłaszczył sobie ten obszar. Zaczęła żywić się tym, co znalazła w metalowych kubłach, o ile miała szczęście i była wystarczająco szybka. Raz chwyciła kawałek starego ogona ryby, w ostatnim momencie uciekając przez rozłoszczonymi kotami, również mającymi ochotę na ten przysmak. Ogon ryby nie był świeży, ale smakował lepiej niż cokolwiek innego! 
    Teraz Ryjówka również udała się w poszukiwaniu jedzenia. Krążyła po opuszczonej Drodze Grzmotu, dochodząc do pierwszego z legowisk Dwunożnych. Wskoczyła zwinnie na ścieżkę, następnie na ogrodzenie. Rozejrzała się po ogrodzie. Szylkretowa kotka otworzyła szerzej ślepia na widok innego kota, bezkarnie chodzącego po terytorium jasnofutrej Dwunożnej. Nie, żeby było w tym coś złego, chociaż ona osobiście wolała unikać spotkań z Dwunożnymi. Przyglądała się przez chwilę 
niebieskiej pręgowanej kotce, zanim zeskoczyła z ogrodzenia prosto podest, wcześniej zajmowany przez nieznajomą kocicę. Spojrzała jej głęboko w zielone ślepia. Po wychudzonej sylwetce wnosiła, że również od dłuższego czasu włóczy się po mieście, ale nie mogła wywnioskować, czy dawniej była pieszczoszką, samotniczką, czy może kotem z klanów. Zjeżyła futro, gotowa do wdania się w wymianę zdań, ale wtedy wróciła Dwunożna. Ryjówka poczuła, jak wszystkie mięśnie jej się napinają. Dwunożna spojrzała w stronę obu kotek, ale zdążyły ukryć się, zanim zdążyła je dostrzec. Rośliny dawały im schronienie, ale chociaż były gęste i liczne, wciąż Dwunożna mogła ich dostrzec, jeśli podejdzie odpowiednio blisko. Zielonooka przeniosła wzrok w stronę czekoladowej szylkretki, starając się wymyślić rozwiązanie. Ryjówka wychwyciła wzrok nieznajomej i wypuściła powietrze ze świstem. Przypominało jej to sytuację, którą przeżyła z Mysim Krokiem, gdy oboje mieli bliskie spotkanie z Szalonym Dwunożnym. Ryjówka wiedziała, że musi szybko wymyślić jakiś plan, żeby uratować własną skórę. Obserwowała czujnie Dwunożną, każdy jej krok i gest łap. 
     — Na mój sygnał biegnij. — mruknęła szeptem do srebrnej kotki. Znalazły się razem w tej sytuacji i razem się szybko zwijać. Mogła zostawić nieznajomą, żeby sama sobie poradziła z zagrożeniem, ale gorzej jeśli Dwunożna i ją złapie. Dlatego Ryjówka wyjątkowo mogła być miła. 
    Obserwowała jeszcze dłuższy czas krzątającą się po wnętrzu Dwunożną. Gdy była pewna, że ta nie patrzy w ich kierunku i znajduje się odpowiednio daleko, dała znak ogonem swojej towarzyszce i wspólnie wybiegły zza roślin. Dwunożna krzyknęła z zaskoczenia, ale było za późno, Ryjówka i srebrna zdążyły znaleźć się po drugiej stronie ogrodzenia, na chodniku. Ryjówka rozejrzała się czujnie na wypadek, gdyby jeszcze ktoś miał niepokoić jej spokój. 
    — Było blisko. — miauknęła nieznajoma. Wyglądała na młodszą od Ryjówki, choć też księżyce młodości miała za sobą. Ryjówka wbiła w nią intensywne spojrzenie. 
    — Następnym razem nie pchaj pyska do spraw Dwunożnych, bo długo nie pożyjesz. Zgaduje, że nie pochodzisz z tych okolic. — mruknęła chłodno Ryjówka i zanim nieznajoma zdążyła odpowiedzieć, przebiegła na drugą stronę Drogi Grzmotu, znikając za najbliższym legowiskiem. 

***

    Pora Nagich Drzew nie niosła ze sobą nic, czego Ryjówka by wcześniej nie widziała. Zielone liście przestały pokrywać gałęzie drzew, tworząc bujny obraz przyrody. Krzewy i kwiaty uschły, kryjąc swój urok. Uwagi samotniczki nie przyciągała gruba warstwa śniegu, sople zwisające z gałęzi drzew ani nawet zimny, miękki biały puch pod łapami. Wyczuwała wyraźną, wręcz intensywną woń zdobyczy, pewnie grasującej w poszukiwaniu pożywienia. Ryjówka zatrzymała się, skuszona smakowitymi zapachami. Miała wrażenie, że im bardziej była starsza, tym więcej widziała w swoim życiu i już nic nie było w stanie jej zaskoczyć. Zbierała te wspomnienia, pielęgnowała doświadczenia i zdobyte umiejętności. Samotniczka uwielbiała wracać wspomnieniami do wszystkich przygód i wycieczek, podróży, które rządziły jej życiem od wielu sezonów. Pamiętała zwiedzenie wszystkich terenów klanowych, Owocowego Lasu, a nawet Siedliska Dwunożnych. To wszystko wiązało się ze zdobywaniem cennego doświadczenia i wiedzy, tak ważnej dla szylkretowej kotki. Lubiła odkrywać, a wrodzona ciekawość prowadziła ją przez życie, pozwalając działać odwadze i sprytowi. Umiała pływać, polować, wspinać na drzewa, znała podstawy leczenia i kilka słów z lisiej mowy. Ryjówka wiedziała, że się starzeje, ale dopóki nie odczuwała tego wyraźnie na swojej sylwetce, mogła jeszcze wiele zrobić. 
    Przystąpiła do polowania. Zawsze uważała, że umiejętność łowiecka jest niezwykle ważna i pomagała jej przetrwać te wszystkie księżyce spędzone w dzikim, niebezpiecznym lesie. Przybrała pozycję łowiecką, wysunęła pazury i zaczęła skradać się ku wytropionej nornicy. Zwierzątko nie zwróciło na nią uwagi, miała idealne pole do chwycenia swojego śniadania. Od ilu dni już nie jadła? Czuła jak żołądek domaga się posiłku. Teraz, natychmiast. Pora Nagich Drzew była surowa dla łowców i rzadko można było liczyć na dobry posiłek. Ryjówka w odpowiednim momencie wyskoczyła. Prędko odebrała życie nornicy. Była żylasta, ale to powinno jej wystarczyć na jakiś czas. Usiadła na śniegu, rozejrzała się dla upewnienia, że nikogo nie ma w pobliżu (już nie raz jakiś kot próbował jej ukraść posiłek) i najszybciej jak mogła zaczęła jeść. Oblizała pyszczek. Właśnie na taki posiłek warto było polować. Teraz miała resztę dnia dla siebie. 
    Ryjówka podniosła się na równe łapy i ruszyła przed siebie, właściwie bez konkretnego celu. Im dalej się zapuszczała, tym wyraźniej widziała dwie sylwetki na horyzoncie. Jedna niebiesko pręgowana pochylała się nad drugą czarno-białą, leżącą na śniegu w otoczeniu licznych zbiorów kamieni. Były ułożone w taki sposób, że przypominały krąg, ołtarzyk, stos. Ryjówka wyczuła w powietrzu zapach mięty, ale była jeszcze jedna woń, tylko zakryta. Niebieska kotka mogła ją z łatwością wyczuć, gdyż samotniczka nie dbała wyjątkowo o dyskrecje. Nie obserwowała z daleka ani nie oddaliła się w danym kierunku, szukając dla siebie cichego, samotnego kącika. Gwiazdy lśniły na nocnym niebie. Unosił się księżyc, dostarczając światła na pokryty w półmroku teren. Śnieg skrzypiał pod jej łapami. Z każdym kolejnym krokiem zbliżała się bardziej i więcej szczegółów mogła dostrzec. Brązowe ślepia Ryjówki wychwyciły najpierw stosy kamieni i niebieską samotniczkę. To była ta sama kotka, którą spotkała w Siedlisku Dwunożnych. Ryjówka spojrzała na sylwetkę Nocnego Pióra, koleżanki samotniczki. Nie widziały się wiele księżyców i mimo wszystko córka Słonika nie sądziła, że było to ich ostatnie spotkanie. Nastroszyła futro. Ryjówka nie wierzyła w życie po śmierci, także Nocne Pióro zniknęła na zawsze. Widocznie niebieska samotniczka musiała być dla niej kimś wyjątkowym, skoro żegnała ją w ostatniej wędrówce. 
    — 
Zmarła na czarny kaszel. — powiedziała głosem bez wyrazu błękitna. — Zrobiłam jej pogrzeb. Wiem, że chciałaby mieć dużo kamieni wokół siebie.
    Kamieni? Czarny kaszel? Ah, straszna choroba i musiała wykończyć Nocne Pióro. Jeśli cierpiało się na jakąś chorobę, to trudno ją wyleczyć, jeszcze będąc samotnikiem. Musisz nie dość, że polować i walczyć o swoje przetrwanie, niezależność, to jeszcze się kurować? Na niektóre czynności brakuje miejsca. Nie znała dokładnie przebiegu choroby koleżanki-samotniczki, nie miała również pojęcia jak długo trwała. Mogła jedynie domyślać się, że śmierć przyniosła jej ulgę. Westchnęła i przez kilka uderzeń serca wpatrywała się w ciało Nocnego Pióra. Nic nie mogła zrobić, taka była decyzja losu. Przynajmniej zostanie dobrze pochowana. 
    — Każdy kiedyś umrze. — mruknęła w odpowiedzi Ryjówka, wpatrując się na chwilę w niebieską samotniczkę (nie miała okazji poznać jej imienia). Trzepnęła ogonem o ziemię, zanim odeszła. 

01 października 2022

Od Ryjówki CD. Mysiego Kroku

     Od ucieczki przed szalonym Dwunożnym minęło wiele sezonów. Kotka pielęgnowała to wspomnienie, bo upewniało ją w przekonaniu, że istoty na dwóch łapach potrafią być okrutne. To nie było jej ostatnie spotkanie z Mysim Krokiem. Kolejne spotkanie zakończyło się wspólną nocą w norze. Do niczego między nimi nie doszło, to była tylko przysługa. Właściwie nie wiedziała, dlaczego dba o tchórzliwego wojownika Klanu Klifu. 
    Szukała jedzenia. Od dwóch dni burczało jej w brzuchu, ale nie miała okazji wytropić czegoś porządnego na terenie, gdzie aktualnie nocowała. Była świadoma, że znacząco się oddaliła, ale dla samotnika lubiącego wycieczki, taka stanowiła przyjemność i okazję do przeszpiegów. Łapy szylkretowej samotniczki uderzały cicho o ziemię, zdradzając jej ostrożność. Zatrzymała się, dostrzegając w oddali znajomy kremowy kształt. Zamrugała. Musiała się upewnić, czy to nie był inny kot. Po zapachu ciężko poznać konkretnego kota, gdy wszyscy klifiacy pachną tak samo. Poznała go po sylwetce i ruchach, przecież była dobrą obserwatorką. 
    — Co ty tu robisz, mysi móżdżku?
    Mysi Krok zatrzymał się. Odwrócił niepewnie za siebie. Poznała go tak samo dobrze, jak on ją zapamiętał. Ryjówka wyprostowała sylwetkę.
    — Ryjówko... — miauknął żałośnie, zanosząc się ponownie płaczem.
    Kotka spoglądała na niego zdezorientowana. Dlaczego znowu ryczał? Wyglądał na słabego. Niczym kociak, który właśnie zgubił ulubioną zabawkę.
    — Znowu czegoś się przestraszyłeś? — zapytała zażenowana.
    Kocur pokręcił łbem. Drżał nerwowo, a ona coraz bardziej była zirytowana. Traciła cierpliwość. Marnował jej czas, który mogła przeznaczyć na udane polowanie. Ale nie ruszyła się z miejsca, czekając aż Mysi Krok nabierze odwagi w jej towarzystwie. 
    — No więc? Nie mam całego dnia na ciebie. — mruknęła.
    Myszek spojrzał niepewnie w jej ślipia.
    — Za... za-zabiłem... k-kogoś...
    W pierwszej chwili rzuciła mu zaskoczone spojrzenie. Mysi Krok kogoś zabił? Chyba nigdy nie była równie zdziwiona. Wojownik był niepewnym siebie, strachliwym kocurem, ale nie był typem kota, który morduje dla przyjemności. Odetchnęła chłodnym powietrzem. Cokolwiek go do tego skłoniło, to czuła, że gryzą go wyrzuty sumienia. Zastanowiła się, czy potrafiłaby zabić i nie przeraziła się swoją odpowiedzią - tak, zabiłaby każdego, kto na to zasłużył. Ale ona była inna. Musiała walczyć o przetrwanie. Trudne życie nie pozostawiło jej wyboru. 
    Podeszła do niego. Mysi Krok odwrócił pyszczek. Nie patrzył na nią. Ryjówka nie była najlepszym kotem do pocieszenia. 
    — Stało się. — mruknęła. — Nie będę cię oceniać ani powodu, dlaczego to zrobiłeś. 
    Zmusiła go, żeby spojrzał w jej ślepia. 
    — W klanach każe się zabójców. Nie poradzisz sobie na wygnaniu. Musisz to wszystko przetrawić i wrócić do normalnego funkcjonowania. Twoje zachowanie jest zbyt podejrzane. 

*

    Nie wiedziała, co wydarzyło się w następstwie. Czasami zastanawiała się, czy nie powinna pokazać mu brutalności życia. Żeby stał się silniejszy, przestał być tchórzliwym mysim bobkiem. Czy gdyby zaproponowała mu wspólną wędrówkę, to Mysi Krok poszedłby z nią, porzucając klanowe życie? Od zawsze wiedziała, że tylko samotnicy mogą naprawdę poczuć wolność, stać się niezależni i odporni. 
    Czy poradził sobie z wyrzutami sumienia?
    Mogłaby zadać wiele pytań, ale z natury nie była ufna i rozgadana. Nawet go nie zapytała, czy miał problemy po późnym powrocie ze Zgromadzenia. Po prostu się rozstali, kolejny raz do swoich spraw. Wędrówka Ryjówki osiągnęła szybkie tempo. Wyprawa do miasta pozwoliła jej zaznać okrucieństwa innego świata. Powróciła do lasu, zatrzymując się w obozie Owocowego Lasu. Akurat mieszkańcy uciekli po krwawej tragedii. 
    
— Musisz atakować mocniej. Co jest z tobą?! Masz niestabilną pozycję. Wróg by cię zabił od razu. Skoncentruj się! Zamachnij się!
    Ryjówka dyszała ciężko. Kolejny trening ze Szkarłatem. Odkąd kocur zaczął ją trenować, samotniczka zauważyła poprawę swoich umiejętności. Stała się zwinniejsza, szybsza, czujniejsza. Musiała atakować zdecydowanie. Szkarłat nie był najlepszym wojownikiem na świecie, ale znał na tyle dobrze walkę, że okazał się dobrym nauczycielem. Lekcji nie miało być dużo, ale Ryjówka była gotowa podjąć ryzyko i pracować jeszcze intensywniej. Dni upływały im na treningach w starym obozie Owocowego Lasu. Skryci w cieniu drzew, pozostawali niewidoczni dla patroli, które raz na jakiś czas zaglądały w te strony, chcąc się upewnić, że można wrócić. Trenowali rano i popołudniu, czasami również w nocy, chociaż oboje musieli mieć też czas na polowanie. Szkarłat próbował ją zagadywać, wypytywać o jej samotnicze życie, ale pozostała nieufna. Niewiele mówiła, za to wykonywała polecenia, skutecznie ucząc się coraz więcej nowych ruchów. Od niego także się nie dowiedziała wielu faktów z życia. Na pewno oboje mieszkali w mieście. Ryjówka nie chciała bliżej poznawać kocura, gdyż dla niej był to jedynie tymczasowy mentor, jak tamten przyjazny członek Klanu Nocy, który nauczył ją pływać lub kotka mówiąca językiem lisów. 
    Zamachnęła się, z całej siły uderzając kocura w nos. Szkarłat cofnął się pod wpływem nagłego ruchu. Wykorzystała ten moment, żeby na niego skoczyć i powalić na ziemię. Szybko poczuła kopnięcie na swoim brzuchu. Skrzywiła się z bólu. Chwyciła kocura za łapę, wbijając się w nią niemal agresywnie. 
    — Wystarczy. — syknął rudzielec. 
    — Oh, naprawdę? A tak dobrze się bawię. — mruknęła drwiąco, schodząc z kocura.
    Nie wiedziała, czy uważa ją za godnego rywala, ale jej to nie obchodziło. Wkrótce szkolenie miało dobiec końca. Umiała walczyć i to była dobra umiejętność. 
    Zerknęła na niebo. Pogoda wydawała się odpowiednia na daleką wędrówkę, którą miała tego dnia w planach. Odwróciła się, udając w stronę zniszczonego Ogrodzenia. 
    — A ty dokąd? — usłyszała za plecami głos Szkarłatu. — Jeśli idziesz na polowanie, to się przyłączę. Szybciej wrócimy do ćwiczeń. 
    — Każdy troszczy się o siebie, Szkarłacie. — odpowiedziała chłodno, zanim zniknęła w zaroślach. 
    Sprawnymi i pewnymi krokami kierowała się przed siebie, żeby w pewnym momencie puścić się biegiem przez bagna. Wiatr muskał szylkretową sierść i pyszczek. Dystans zmniejszał się coraz bardziej, a ona nie nabierała wątpliwości. Wiek robił swoje, starzała się, księżyce młodości miała za sobą i musiała mierzyć się z tym, że odejdzie z tego świata. Chciała pozostawić po sobie ślad. Wędrówki były dla niej sposobem na wyrażenie wolności, ciekawości, niezależności. Natomiast gdy ona zniknie, to również straci wspomnienia z nimi związane. Najlepszym rozwiązaniem było urodzić potomstwo. Silne, zdrowe kociaki. Z jej krwi. Wiecznych, niezależnych samotników. Ale sama nie mogła tego dokonać, więc szukała Jego.
    Wkroczyła na terytorium Klanu Klifu, szybko chowając się w zaroślach. Czuła intensywny zapach klifiaków i nie chciała być złapana przez któregokolwiek z nich. To dziwne, ale doskonale wiedziała, co powie, gdy tylko spotka Mysi Krok. 
    Ale do spotkania nie doszło. Ani na terytorium Klanu Klifu, ani podczas obserwacji Zgromadzenia. Zupełnie tak, jakby Mysi Krok rozpłynął się w powietrzu. Zginął? Ta myśl wydała się dziwnie bolesna. Świadomość, że po raz pierwszy czuje przykrość po stracie innego kota. 
    — To koniec naszej współpracy, teraz będziesz umieć się bić. — Szkarłat obrzucił ją spojrzeniem swoich chłodnych ślepi, zaraz po jej powrocie do chwilowego obozowiska. 
    Ryjówka spojrzała na niego z powagą. 
    — Zanim odejdziesz, mam kolejną propozycję. — jej ślepia nie zdradzały żadnych emocji, zupełnie jakby w środku była pusta. — Jakiś kawałek za Owocowym Lasem jest nora. Udasz się tam za mną i pomożesz zabić moją matkę. To ja odbiorę jej życie, ale chcę mieć pewność, że mi nie ucieknie.
    — Musisz jej nienawidzić. 
    — Dobrze wspominasz swoją matkę? — spojrzała na niego kątem oka. Zauważyła napięte mięśnie u swojego towarzysza. — Jeśli tchórzysz to powiedz od razu. Poradzę sobie bez żałosnych imitacji wojownika. 
    — Jeśli chcesz mojej "pomocy" musisz dać mi coś w zamian. — mruknął, mierząc kotkę spojrzeniem. — A to będzie trudne, niczego nie potrzebuje.
    — Jest coś, czego potrzebujemy oboje. — zbliżyła swój pyszczek do jego ucha. — Mogę urodzić kocięta, silne i waleczne. 
    Szkarłat zgodził się od razu, również chciał przekazać swoją krew. Umowa została zawarta. Pozostało tylko czekać na odpowiedni moment, żeby zaatakować Melodyjkę. Ryjówka przyzwyczai się do myśli, że urodzi młode. Szkarłat był silnym kocurem i przynajmniej mogła mieć pewność, że potomstwo będzie wystarczająco silne, żeby ją zadowolić i przeżyć.