BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
02 grudnia 2022
Od Ryjówki
30 listopada 2022
Od Ryjówki
Spędziła w Norze kolejne kilka dni, wciągając się w rutynę. Odpoczywała, ciesząc się samotnością, która zawsze była jej drogim przyjacielem. Polowała i obserwowała. Czasami moczyła łapy w przyjemnie chłodnym strumieniu. Dni mijały jeden za drugim, czas zdawał się przyspieszyć. Nora była dobrym miejscem do życia. Mogła się tutaj zestarzeć. Stanowiła również najlepsze schronienie do wychowania kociąt i przeżycia kilkunastu księżyców w stabilizacji. Ale Ryjówka znudziła się, wciąż mając duszę podróżnika i zamierzała poszukać nowych wrażeń. Przekroczyła "próg" jeszcze nie wiedząc, czy wróci do Nory, czy zostawi ją kolejnemu kotu, który zrobi z niej swój dom. Powolnym, starczym krokiem ruszyła w tylko sobie znanym kierunku.
Podniosła się na równe łapy jak poparzona, uderzając boleśnie głową w daszek klatki. Potarła łapą łebek, przysiadając i wbijając chłodne spojrzenie w przybyłą kocicę. Czarno-biała kotka o długiej puchatej sierści, wpatrywała się w nią lśniącymi z radośni ślepiami. Ryjówka skrzywiła się na takie przyjazne powitanie. Czy ta kotka była ślepa? Nie widziała w jakiej sytuacji znalazła się Ryjówka? Uważała niewolę za coś dobrego? W końcu była pieszczoszką, przyzwyczajoną do takiego więzienia! Splunęła obrzydzona. Nie mogła zrozumieć pieszczochów bardziej niż klanowych kotów. Droczyła się z nimi, wyzywała, pokazywała przed nimi swoją wyższość. Nieznajoma nie zraziła się jej lodowatym, wbijanym prosto w nią spojrzeniem, lecz jeszcze bardziej się przybliżyła. Usiadła, owijając ogon wokół łap w taki sposób, że wydawała się swobodna i wcale nieskrępowana okolicznościami.
— Czy ty upadłaś na głowę, lisie łajno? Czy urodziłaś się głupia? — syknęła, jeżąc sierść. — Tobie może się podobać bycie tłustym pieszczochem, ale nie mieszaj w to normalnych kotów! Myślisz, że podoba mi się tuuuutaj? — poruszyła głową wokół. — Śmierdzi, jest ciasno, nie ma żadnych drzew, żadnej zwierzyny, a czekaj, no tak, przecież jestem uwięziona w Siedlisku! Twoi Dwunożni mnie złapali, wronie strawy!
— Żeby ci dać nowy! To dla kocięcia Domowników, jesteś jego pieszczochem.
Ryjówka uśmiechnęła się szyderczo. Jej wyjście z klatki nie miało nastąpić tak szybko.
Od Ryjówki
stare terytorium
Nic nie mogło wiecznie trwać. Ryjówka westchnęła posępnie. Odwróciła pyszczek w stronę śpiących córek. Zwinięte w swoich posłaniach wędrowały po sennej krainie. Starsza kocica wiedziała, że zbyt długo pozwoliła im mieszkać w Norze. Początkowo miały zostać do szóstego księżyca. W trakcie dzieciństwa poznały potrzebne umiejętności jak polowanie i walka. Jednak czas mijał i chociaż wkroczyły w dorosłość, Ryjówka nie wypędziła ich z terytorium, pozwalając im myśleć, że należy również do nich. Nora i terytorium należały do Ryjówki, córki miały jedynie zostać dobrze wychowane, na odpowiednich samotników. Rosa i Mysz miały być niezależne i wolne. Rozwinąć swoją własną historię, przeżyć wiele pięknych wędrówek, polować i walczyć. Nauczyła je również pływać, łowić ryby, wspinać się i przedstawiła podstawowe zioła. Przekazała im wszystko to, co ona sama musiała zdobywać księżycami. Chciała jednak, żeby sobie poradziły i były gotowe przyjąć każde wyzwanie. Bycie samotnikiem oznaczało przetrwanie, samodzielność, wolność. Córki były gotowe, umiały to wszystko i jako dorosłe powinny znaleźć własny cel w życiu. Dlaczego tak ciężko było pogodzić się Ryjówce z ich odejściem? Przyzwyczaiła się do ich towarzystwa. Do hałaśliwych i ironicznych kłótni córek, ich sprawnego łapania zdobyczy, treningowej szarpaniny przed Norą, do ich pytań i ciekawości. Lubiła szacunek i uwagę jaką jej okazywały. Nadal je obserwowała i wciąż budziło to w nich niepokój. Mijały się, każda żyła własnym rytmem, ale zawsze na noc spotykały się w Norze, wzajemnie broniąc i dbając o siebie. Wychowała silne samotniczki. Tak jak tego pragnęła. Myśl, że musiała pozwolić im odejść była dziwna, wcześniej nieznana i wywoływała smutek u szylkretowej samotniczki.
Wraz ze wschodem słońca obudziła swoje córki. Wybrały się na wspólne polowanie, choć każde złapała zwierzynę dla siebie. Po zjedzonym posiłku, zatrzymała je i poleciła stanowczo za nią podążyć. Mysz i Rosa dotrzymywały jej kroku bez trudu. Już nie były małymi kociakami o krótkich, miękkich łapkach. Kiedy ten czas tak minął? Starsza kotka poruszyła koniuszkiem ogona. Oddaliły się znacząco od miejsca, gdzie leżała Nora. Zatrzymała się dopiero przy czystej wodzie. Pojawiły się tutaj we trójkę tylko raz, opowiedziała wtedy swoim kociakom o klanach, pokazując je. Znały to terytorium, ale nie tak dobrze jak ich matka, gdyż nie odkrywały go krok po kroku, same zdobywając całą wiedzę. One były przygotowane do pełnienia roli samotniczek. Wypuści je pewna, że sobie poradzą i że wykonała dobrą robotę. Mogła być z nich i siebie dumna.
— Po co nas tutaj przyprowadziłaś? — Rosa rozejrzała się obojętnie, ale w jej oczach dostrzegła iskrę zainteresowania. Nie były świadome tego, co miało się za chwile wydarzyć.
— Odejdźcie.
— Ale... dokąd? — Mysz przekrzywiła głowę, posyłając jej zdziwione spojrzenie.
Ryjówka utrzymała z nimi kontakt wzrokowy. Jej pysk pozostał beznamiętny, jakby sytuacja była wyrwaniem kleszcza. Ostatnio mówiła kotkom jak mają używać mysiej żółci.
— Dokąd chcecie. Jesteście wolnymi kotami. Nauczyłam was wszystkiego, co potrzebne, żebyście przetrwały i dobrze reprezentowały moją krew. Jesteście dorosłe i już nie powinnyście mieszkać w Norze.
— Chcesz żebyśmy odeszły? — upewniła się Rosa.
— Poradzisz sobie sama? Jesteś... stara. — mruknęła Mysz i natychmiast przycisnęła uszy, czując się winna narażeniu na niezadowolenie i zirytowanie Strażniczki.
Ryjówka syknęła na nią ostrzegawczo.
— Jestem samotniczką. Wędrowałam tymi terenami i uczyłam się więcej niż możesz pojąć. Sama zadbałam o swój los i jestem w tym miejscu, gdzie miałam się znaleźć. Nigdy nie potrzebowałam i nie będę potrzebować pomocy. — mruknęła, piorunując wzrokiem kremową kotkę. Odetchnęła, uspokajając się i znowu utkwiła wzrok w obu córkach. — Życzę wam tego samego, żebyście pozostały wolne, niezależne i żyły na własnych zasadach. Macie odejść i nigdy nie wracać. Zapomnieć o tym, gdzie leży Nora.
Chciała im podziękować. Powiedzieć, że dobrze je wychowała i że mogą być z siebie zadowolone. Nie chciała ich odwiedzin, ale czasami miło byłoby je spotkać przypadkowo na terenach. Żadne jednak słowa nie wydobyły się z jej pyska. Stały tak naprzeciwko siebie, nie spuszczając z siebie spojrzeń.
— No, na co czekacie? Jesteście samotniczkami czy mysimi bobkami? — prychnęła.
Dalej zależało od nich, czy będą chciały wędrować razem, czy każda wybierze inną ścieżkę. Ich historia mogła się różnie potoczyć, ale każdy miał prawo stworzyć swoją i tego była pewna.
— Żegnajcie. — odwróciła się, gotowa wrócić do siebie. Żyła sama wiele księżyców i teraz pora była do tego wrócić. Wiedziała, że sobie poradzą.
— Mamo?
Odwróciła się ostatni raz, posyłając im ostatnie spojrzenie.
— Ale czuję, że jestem z was dumna.
Od Ryjówki CD. Rosy
stare terytorium
Rosa lekko się wzdrygnęła, widząc wbite w nią spojrzenie oczu matki. Dobrze wiedziała, że nie oszuka tej kotki w żaden sposób. Po chwili mierzenia się spojrzeniami łezki ponownie pojawiły się w kącikach oczu rudej koteczki.
— Głofa mnie bolii — załkała cichutko, spuszczając wzrok na swoje łapki.
Ryjówka zmrużyła ślepia. Przyglądała się czujnie swojej córce, w której ślepkach gromadziło się coraz więcej łez. Samotniczka bez słowa odwróciła się i opuściła Norę. Samotnicy rzadko potrafili leczyć czy rozpoznać medykamenty. Wiedza ta była jednak bardzo potrzebna. Ryjówka to wiedziała i dlatego się nauczyła podstaw. Potrafiła dzięki temu wyleczyć swoje dolegliwości i zadrapania. Samotnicy zdani jedynie na siebie unikali chorób, bo ich wyleczenie zwykle było niemożliwe. Nie każdy kot bez klanu był w stanie prosić klanowego medyka o pomoc. Ryjówka miała swój honor i prędzej by jej skórę zdjęli, niż poprosiłaby o pomoc kogoś z klanu. Może dawniej była do tego zdolna, ale tylko dla osiągnięcia własnych korzyści. Skoro wiedziała jak wyleczyć ból głowy, to Rosa mogła być spokojna o swój stan zdrowia, poprawi jej się szybko i będzie mogła wrócić do zabaw z siostrą.
Zanim opuściła Norę zdążyła jeszcze usłyszeć niezadowolone miauknięcie kremowej koteczki.
— Jesfes beksa! Pses ciebie mama sniknęla.
Rosa poruszyła się na posłaniu, ale ból głowy nasilił się nieprzyjemnie, więc była w stanie jedynie odpowiedzieć siostrze, żeby sobie poszła. Mysz jednak nie zamierzała tak łatwo odpuścić, wciąż nie rozumiejąc jej powodu do płaczu.
Ryjówka wróciła do Nory po niezbyt długim czasie. W pysku niosła kwiat o czerwonych lekkich płatkach. Był bardzo delikatny i musiała uważać przy jego noszeniu. Gdy tylko przekroczyła próg ich domu, Mysz podbiegła do jej łap.
— Lose fciąs boli. Nie chce się bafić. — poskarżyła się kremowa koteczka.
Ryjówka strzepnęła uchem, nie odpowiadając. Podeszła pewnym krokiem do leżącej na posłaniu córki. Rosa przykryła wywinięte uszka łapkami. Miała zamknięte oczy, ale uchyliła jedno, słysząc zbliżające się kroki Strażniczki. Mysz również podbiegła do siostry, ale usiadła obok bez słowa. Ryjówka wytrzepała z przyniesionej rośliny czarne, malutkie ziarenka i zgarnęła je łapą w jednym miejscu. Widziała zainteresowanie u swoich kociąt. Podsunęła dokładnie jedno ziarenko Rosie.
— Masz.
— Co to? — zapytała Rosa, przyglądając się ziarenku leżącemu przy jej łapkach.
Ryjówka odpowiedziała stanowczym spojrzeniem, jasno dając kotce do zrozumienia, żeby zachowała pytania na później i zjadła ziarenko. Rosa pochyliła pyszczek i zjadła ziarenko maku.
— To ziarenko maku. Przestanie cię po nim boleć głowa. Prześpij się teraz. — poleciła. Zwróciła spojrzenie na Mysz. — Ty też. Roso, następnym razem zamiast płakać od razu przyjdź do mnie. Nie wychowuje mazgajów.
Ułożyła się obok kotek, otulając je swoim ogonem. Wpatrywała się w wyjście z Nory, wyostrzając wszystkie swoje zmysły. Gdy tylko córki będą starsze zwiększy liczbę patroli i oznaczeń. Obserwowała jak zasypiają, zanim sama sobie na to pozwoliła po dłuższym czasie.
***
Rosa po ziarenku maku wróciła szybko do odpowiedniej formy i znowu była energiczna. Ryjówka została zasypana nowymi pytaniami. Poleciła Rosie, żeby obserwowała i czuwała, a dostrzeże więcej szczegółów. Nie przeszkadzała jej ciekawość córki, w takich momentach najbardziej ją przypominała. Rosa jako samotnik powinna być nie tylko odważna oraz sprytna, ale również chętna do wędrówek i poznawania. Zastanawiała się czasami, czy Mysz i Rosa będą podróżować wspólnie, czy osiedlą się daleko od siebie. Nie znały innych kotów ani miejsc, ich przyszłość nie była jeszcze oczywista. Ryjówka była pewna jednego: zrobi wszystko, żeby je dobrze przygotować.
Koteczki robiły się coraz większe. Jeszcze nie były dorosłe, ale już samodzielne. Ryjówka wciąż je obserwowała, zawsze tym samym spojrzeniem. Zwracała się do nich różnymi tonami głosu, ale zawsze udawało jej się osiągnąć zamierzony efekt. Nigdy natomiast nie krzyczała, potrafiła dobrze nad sobą panować. W swoich córkach widziała coraz więcej cech samej siebie, a ubłocone wyglądały niemal identycznie jak ona. Ryjówka przyjęła ich wychowanie za najważniejszy cel. Był to kolejny etap. Kto by pomyślał, że po zakończeniu podróży i zmierzeniu z przeszłością, zostanie matką dwóch zdolnych koteczek. Przekazywała im stopniowo coraz większą wiedzę i uczyła różnych umiejętności. Skupiły się na polowaniu i trzymały się tego długo. Początki nie należały do prostych, ale z czasem kotki uczyły się coraz więcej. Wracały do Nory z pełnymi pyszczkami lub brzuszkami. Ryjówka wysyłała na początku Rosę na polowania, obserwując ją z ukrycia. Z czasem nie musiała się chować i dawać młodszej kotce rad. Rudo-biała radziła sobie dobrze. Nadal wracała na noc do Nory, ale coraz więcej czasu spędzała za nią na polowaniach lub zwiedzaniu, przynajmniej to drugie podejrzewała szylkretowa kotka. W końcu znała swoją córkę i jej ciekawość. Ryjówce podobało się to, że Rosa chciała wiedzieć więcej i wszystkiego doświadczyć. Widziała ich wolność, niezależność, umiejętności i wiedziała wtedy, że dobrze wychowała swoje córki. Czasami tylko Rosa upolowała śniadanie lub obiad, innym razem wracały w duecie lub we trójkę ze zwierzyną. Dobrze im się żyło w coraz ciaśniejszej, ale swojej Norze. Ryjówka jednak nie przystopowała na obecnym stanie polowań. Budziła swoje córki w środku nocy i kazała im polować. Również podczas deszczu wysyłała je po zwierzynę, argumentując, że mogą spotkać się z każdą pogodą lub warunkami. Nagrodziła jednak ich starania i gdy tylko upolowały ptactwo, pióra były odkładane na staranny stosik. Wkrótce Rosa i Mysz dostały polecenie stworzenia własnych posłań. Mogły być ze wszystkiego: trawy, piór, wełny, wszystkiego co im się spodoba. Ryjówka pozostała przy swoim posłaniu z piór i świeżej trawy. Teraz każda miała własne posłanie. To miał być dla nich kolejny krok.
Pora Nagich Drzew była najgorszym okresem dla samotników. Zwierzyny było o wiele mniej, więc należało o każdą szczególnie się zatroszczyć, nawet czasami walczyć. Powtarzała kociakom, że mają szanować zwierzynę i że teraz może być im ciężko, więc muszą się przyzwyczaić do pustych brzuchów. Las został pokryty gęstym śniegiem, gałęzie drzew pozbyły się liści (jesień była dobrym czasem dla kociąt, które chowały się w stercie liści i z niej wyskakiwały w niespodziewanym momencie), a zwierzyna pochowała. Ryjówka częściej patrolowała, wkręcając w to swoje córki. Było ich więcej więc oprócz patrolowania, mogły się rozglądać za zwierzyną. Pożywienie było żylaste i mało smaczne, ale to wystarczyło na jakiś czas. Zima nie mogła trwać wiecznie i należało ją przetrwać. Wykorzystała jednak Porę Nagich Drzew, żeby nauczyć Rosę i Mysz zwinnej wspinaczki na drzewa. Myszy szło dobrze, potrafiła sprawnie wspinać się coraz wyżej. Natomiast świetny słuch Rosy pomagał im w polowaniach. Obie córki były szybkie, mogły się tym pochwalić i podczas wyścigów szanse były takie same.
To nie był koniec nauk, które chciała im przekazać.
— Poznałyście już czym jest polowanie, dlaczego jest istotne, posmakowałyście waszej pierwszej samodzielnie złapanej zwierzyny, ale to nie koniec umiejętności, które musicie opanować, żeby móc przetrwać. — zwróciła się do kotek. Posłała im uważne spojrzenie. — Musicie wykorzystać wasze zalety do skutecznej obrony oraz ataku. Jesteście szybkie, zwinne i czujne. Uczyłam was, że zawsze macie mieć wiedzieć, co się dzieje w waszym otoczeniu, nawet jeśli zajmujecie się czymś zupełnie innym. Nauczę was walczyć.
Umiejętność walki była tak samo ważna jak polowanie. Oczywiście nie zapewniała pełnego brzucha, ale dzięki niej można się było obronić. Bez możliwości podjęcia walki lub obrony byłoby się zdanym na łaskę przeciwnika lub ucieczkę. W przypadku spotkania drapieżnika, wrogiego kota, psa, zawsze należało umieć się obronić i wykonać udany atak. Pokazała Myszy i Rosie, jak prawidłowo wykonać unik i opowiedziała w jakie miejsca najlepiej celować. Później przyszedł czas na pokaz.
— Najlepszą pozycją jest kopnięcie w brzuch, gdy zostaniecie powalone na grzbiet. Nie bójcie się używać pazurów i zębów. Jednak jeśli to wy znajdziecie się na górze, unieście brzuch jak najwyżej. Podcinajcie wrogowi łapy, atakujcie bok, chwytajcie za kark, uczepcie się grzbietu, zaorajcie pazurami jego brzuch, gryźcie.... — tłumaczyła, równocześnie pokazując wszystkie pozycje. Opowiedziała im wszystko, co wiedziała o walce, ale najlepiej uczyło się w praktyce, dlatego poleciła Rosie i Myszce zmierzyć się w pojedynku. Pozwoliła na wysunięte pazury i mocne ugryzienia, walka miała być jak najbardziej realistyczna. Przynajmniej do momentu aż jej nie przerwała. Przecież nie doprowadzi do rozlewu krwi i późniejszego marnowania medykamentów na zadrapania. Była zadowolona z postępów obu swoich córek.
— Teraz waszym zadaniem będzie mnie zaatakować. Samotnicy działają osobno, więc wy również nie możecie współpracować.
Wiedziała, że ani jej nie zaskoczą, ani nie pokonają w walce. Na to było za wcześnie. Ale odeszła sporą ilość kroków, odwrócona do nich tyłem. Mogły wykorzystać otoczenie i podjąć się zadania. Ryjówka nastawiła uszu. Nie pozwoli im wygrać, muszą mieć motywację, ale po skończonym ćwiczeniu będą ćwiczyć aż do skutku, nawet prze kilka księżyców.
***
Po pewnym czasie i nauka walki została opanowana. Musiało minąć sporo czasu, bo zwracała na nie szczególną uwagę, każdy ruch musiał być przemyślany. Czasami kazała Rosie wygrać, innym razem Myszce, wtedy kotki musiały postarać się jeszcze bardziej, żeby tego dotrzymać. Rosa i Mysz nauczyły się dobrze walczyć. Ćwiczyły najczęściej w dobrych warunkach, jeszcze w czasie dnia, ale zdarzało się im to robić podczas deszczu. Nocą pozwalała im się wysypiać, jeśli nie miała w planach wyprawy na nocne polowanie w ich towarzystwie. Plany wciąż się zmieniały, rozwijając wraz z ich relacją i przygotowaniem.
Nauczyła je także pływać, a przynajmniej poznały tego podstawę. Nigdy nie wiadomo, czy ta umiejętność im życia nie uratuje. Wybrała źródło niezbyt głębokie, tylko na potrzeby nauki. Woda była chłodna i przyjemna. Później musiały płynąć wraz z prądem. Ryjówka również weszła do wody, prezentując silne uderzenia łap o wodę, przecinając ją i poruszając się coraz dalej, z odpowiednią precyzją. Nie wychodziła z wody tak długo aż była pewna, że córki nie utoną. Po skończonej lekcji pływania, zabrała je bliżej terenów Klanu Nocy. Mieli tam większą wodę, właśnie tego potrzebowała. Usiadła na brzegu tak, żeby jej cień nie padał na taflę. Przyjrzała się czystej wodzie.
— Pokaże wam jak łowić ryby. To umiejętność lubiana przez rybojady. — wywróciła oczami. — Ale samotnicy mogą nauczyć się wszystkiego, jeśli tego pragną. Usiądźcie przy mnie, ale niech wasz cień nie pada na powierzchnię. Musicie wykazać się cierpliwością i pozostać w bezruchu.
Zdarzało jej się łowić ryby jeszcze kilka razy po tym, jak Wieczornikowe Wzgórze ją tego nauczył, także pamiętała każdy szczegół. Rosa i Mysz usiadły przy niej i również wpatrywały się wodę. W pewnym momencie łapa Ryjówki wystrzeliła, uderzając w taflę i wyrzucając srebrną rybę. Zabiła ją szybkim uderzeniem łapy.
— Musicie być szybkie. Jak podczas polowania. — mruknęła, zajadając się specjalnie rybą na ich oczach, żeby jeszcze lepiej wykonały polecenie. Przecież nie chciały jej zawieść i pragnęły coś zjeść, prawda?
***
— To są liście ogórecznika, obniżają gorączkę i gdybyście miały potomstwo zwiększa ilość mleka. Korzeń łopianu leczy i łagodzi ból infekcje po ugryzieniu przez szczura. Kocimiętka jest najlepszym lekarstwem na zielony kaszel, poznacie ją zawsze po zapachu. To jest trybula, zawsze na zainfekowane rany i bóle brzucha. Podbiał leczy spękane poduszki łap, ziarenka maku są dobre na uspokojenie i bóle głowy. Mniszek łagodzi użądlenia pszczół, pajęczyna jest najlepsza jeśli zaznacie obrażeń i musicie pozbyć się krwi. Jagody jałowca na problemy z oddychaniem i bóle brzucha, skrzyp zatrzymuje krwawienie, a szczaw dobry na zadrapania, spękane poduszki łap i ból ran. Zapamiętane?
Siedziały we trzy w sadzie. Ryjówka pokazała córkom, jak powinny przejść przez Ogrodzenie. Była pewna, że znajdzie tutaj przynajmniej kilka z ziół, które mogła pokazać kremowej i rudo-białej. Nie myliła się i przynajmniej kilka medykamentów wraz z właściwościami mogły zapamiętać. Pokazywała je ogonem, chodząc z miejsca na miejsce. Musiały jednak się streszczać, dopóki panowała noc. Rano na pewno patrol wyczuje ich zapach, ale wtedy będą już daleko. Najlepiej oddalić się nawet teraz, skoro wszystko zostało powiedziane. Te zioła z opisanych, których nie mogła znaleźć, dokładnie opisała swoim córkom, bez pomijania żadnych szczegółów. Znalazła w Owocowym Lesie jedynie liście ogórecznika, trybulę, podbiał i szczaw. Jednak przedstawiła kotkom podstawowe zioła. Dzięki nim w przyszłości będą mogły wyleczyć swoje dolegliwości. Opisała każdą roślinę bardzo dokładnie.
— To wam się przyda. — mruknęła z naciskiem. Spojrzała w stronę Rosy spokojnym wzrokiem. Była ciekawa, czy dorosła już kotka, pamięta jak w czasach dzieciństwa musiała zjeść ziarenko maku przez ból głowy. Wymieniły spojrzenia na uderzenie serca, a potem Ryjówka zdecydowała, że wracają do Nory. Ruszyła w stronę domu pewnym krokiem. Ukryła to, że czuła się zmęczona. Nie chciała pokazywać słabości przy kotkach ani tego, że się zestarzała. Rosa i Mysz szły za nią pewnymi, zwinnymi krokami. Były młode i miały przed sobą jeszcze wiele wędrówek.
Od Ryjówki
I tak sobie mieszkały we trójkę. Z czasem kociaki otworzyły ślepka, zaczęły stawiać pierwsze kroki, siłować się z jej ogonem. Ich zabawy były niezdarne, ale ich nie przerywała, jedynie obserwując. Czasami dawała znać o swoim niezadowoleniu, gdy były zbyt głośne i energiczne. Musiała ich nauczyć cierpliwości i opanowania. Czasami próbowały za nią iść, gdy wybierała się na polowanie i wtedy syknięciem dawała do zrozumienia, że ich ucieczka będzie karana. Szybko nauczyły się dbać o swoje futerka. Nauczyła je pielęgnacji i z zadowoleniem obserwowała efekty. Jej córki były mądre i szybko się uczyły nowych umiejętności. Wiedziała, że jest dla nich wzorem, że darzą ją szacunkiem i nie chcą zawieść. Ryjówka była z tego zadowolona. Jako ich matka i mentorka, zamierzała wypuścić z Nory jedynie silne, sprytne i pełne wiedzy samotniczki. Była najważniejsza w ich życiu i wiele zależało od wychowania. Robiła wszystko inaczej niż Melodyjka, stopniowo pozwalając im na coraz większą samodzielność i wolność. Ceniła przecież te wartości najbardziej. Nigdy nie podnosiła głosu na swoje kociaki - swoje niezadowolenie okazywała długim ruchem ogona, beznamiętnym spojrzeniem lub odpowiednim tonem głosu. Najczęściej stawiała na spojrzenie. Brązowe ślepia codziennie wpatrywały się intensywnie w koteczki, zawsze tym samym czujnym, wiercącym spojrzeniem. Wtedy się nie odzywała, kryjąc wszystkie swoje myśli i słowa. Koteczki były świadome jej wzroku. Miały go czuć na sobie, wiedzieć, że są obserwowane i czuć presje.
29 listopada 2022
Od Ryjówki
Szkarłat cieszył się z perspektywy zostania rodzicem. Oboje pragnęli silnych, zdrowych kociąt, które będą przedłużeniem ich krwi i przyszłością kotów bez klanu. Była to ogromna szansa i niezależność. Równocześnie z miotem wiązała się odpowiedzialność. Nie wiedzieli ile urodzi się kociąt, a przecież wszystkie trzeba wyżywić. Szkarłat przyjął rolę ojca bardzo dobrze, ku zaskoczeniu Ryjówki. Rudzielec polował dla niej, przynosząc świeże pożywienie, może nie zawsze tłuste, ale na pewno smaczne. Zawsze upewniał się, czy ma dobre samopoczucie, ale to kończyło się jej zirytowaniem. W końcu nie był jej partnerem. Szkarłat spał poza Norą lub w środku, pilnując bezpieczeństwa ciężarnej Ryjówki. Kotka sama nie byłaby w stanie skutecznie się obronić, także nie narzekała na jego towarzystwo. Dopóki nie urodzi mogła mu na to pozwolić. Później sama obroni, wyżywi siebie i kociaki. Czas mijał i poród zbliżał się ogromnymi krokami.
— Zamknij pysk!
Kocur cofnął się o krok, gdy wysunęła pazury, gotowa go podrapać. Zamiast tego wbiła je głęboko w legowisko. Napięła mięśnie. Kolejny krzyk wydobył się z jej pyska. Gdy zaraz po obudzeniu poczuła mocny skurcz wiedziała, że narodziny kociąt odbędą się dziś. Była przygotowana. Nigdy wcześniej nie rodziła kociąt, nie miała również kogo zapytać o radę ani o pomoc przy porodzie. Była zdana na siebie, jak zawsze.
Od Ryjówki CD. Bylicy
dawno temu; jeszcze przed narodzinami kociąt [stare terytorium]
Pora Nowych Liści wyglądała inaczej w Siedlisku Dwunożnych niż w lesie. W powietrzu nie unosiły się przyjemne wonie leśnej ściółki, nie rosły drzewa o pięknych bujnych koronach, nawet rośliny były inne i mniej pachnące. Ryjówka przywykła do życia w lesie, do swobodnego szybkiego biegania po odkrytych terenach. Cieszyła się upragnioną wolnością i nie mieszała w klanowe sprawy oraz konflikty. Uważała, że każdy miał swoje życie i był za nie odpowiedzialny, miał więc prawo spędzić je na własnych warunkach. Ona tak postąpiła i nigdy nie pożałowała podjętych przez siebie decyzji. Chyba miała szczęście. Nigdy nie dotknęły ją żadne widoczne blizny ani groźna choroba. Jedynie dokuczliwy był głód, ale on chodził za każdym samotnikiem. No właśnie, lubiła tą samotność i samodzielność. Uczucie, że cały świat należy tylko do niej i że może kierować swoje łapy tam, gdzie tylko postanowi swoją spontaniczną bądź zaplanowaną decyzją.
Ryjówka trafiła do Siedliska Dwunożnych. Było ogromne i dzielące się na kilkanaście mniejszych klanów, każdy z osobnym legowiskiem w różnych barwach, z własnym małym ogródkiem i pieszczochem do towarzystwa. Widziała wiele psów i domowych kotów. Miała okazję wąchać kwiaty w ogrodach Dwunożnych, ale wszystkie pachniały odpychająco. Czy oni nie wiedzieli, że najlepsza roślinność to ta leśna? Na bagnach było jej mało, ale gdy wymykała się na terytorium należące do danego klanu, zawsze mogła coś ciekawego znaleźć. Czasami w głowie przypominała sobie, czy to może być leczniczy medykament czy tylko zwykły chwast. Dalej rozciągały się inne klanowe tereny Dwunożnych, ruchliwa Droga Grzmotu i wysokie metalowe kubły. Droga Grzmotu wydzierała nieprzyjemny odór, ale również dźwięki pędzących przez nią Potworów potrafiły doprowadzić do bólu głowy. Ulicami chodzili Dwunożni ze swoimi młodymi lub starszyzną. Ryjówka unikała ich jak tylko umiała. Raz jedno młode Dwunożnych próbowało ją złapać. Samiczce udało się chwycić szylkretową kotkę za ogon i pociągnąć boleśnie. Ryjówka podrapała młode w rękę, najmocniej jak umiała, zirytowana taką postawą Dwunożnego. Samiczka szybko uciekła do swojej karmicielki, zalewając się brzydkimi łzami. Ryjówka prychnęła na samo wspomnienie. Oh, nie lubiła Dwunożnych!
Jeśli chciało się jeść, należało o ten posiłek zawalczyć. W mieście były organizowane walki kotów, również ciągle czuła na sobie ich wzrok i musiała uważać na każdy krok. Zasady życia w tej strefie były o wiele bardziej surowe niż te klanach. Rządziła Kukułka i tego należało się trzymać. Jeśli ona chciała, żeby ktoś zniknął, robiła to bez zająknięcia. Ryjówka schodziła jej z drogi, dbając jedynie o swoje przetrwanie. Musiała wdawać się w szarpaniny z przypadkowymi samotnymi kotami, lecz nie zawsze udawało jej się wyjść bez zadrapań lub zdobyć odpoczynek bądź posiłek. O spanie, jedzenie, czy nawet swobodne postawienie łapy na danym terenie, należało stoczyć walkę lub nieprzyjemną dyskusję z kotem, który wcześniej przywłaszczył sobie ten obszar. Zaczęła żywić się tym, co znalazła w metalowych kubłach, o ile miała szczęście i była wystarczająco szybka. Raz chwyciła kawałek starego ogona ryby, w ostatnim momencie uciekając przez rozłoszczonymi kotami, również mającymi ochotę na ten przysmak. Ogon ryby nie był świeży, ale smakował lepiej niż cokolwiek innego!
Teraz Ryjówka również udała się w poszukiwaniu jedzenia. Krążyła po opuszczonej Drodze Grzmotu, dochodząc do pierwszego z legowisk Dwunożnych. Wskoczyła zwinnie na ścieżkę, następnie na ogrodzenie. Rozejrzała się po ogrodzie. Szylkretowa kotka otworzyła szerzej ślepia na widok innego kota, bezkarnie chodzącego po terytorium jasnofutrej Dwunożnej. Nie, żeby było w tym coś złego, chociaż ona osobiście wolała unikać spotkań z Dwunożnymi. Przyglądała się przez chwilę niebieskiej pręgowanej kotce, zanim zeskoczyła z ogrodzenia prosto podest, wcześniej zajmowany przez nieznajomą kocicę. Spojrzała jej głęboko w zielone ślepia. Po wychudzonej sylwetce wnosiła, że również od dłuższego czasu włóczy się po mieście, ale nie mogła wywnioskować, czy dawniej była pieszczoszką, samotniczką, czy może kotem z klanów. Zjeżyła futro, gotowa do wdania się w wymianę zdań, ale wtedy wróciła Dwunożna. Ryjówka poczuła, jak wszystkie mięśnie jej się napinają. Dwunożna spojrzała w stronę obu kotek, ale zdążyły ukryć się, zanim zdążyła je dostrzec. Rośliny dawały im schronienie, ale chociaż były gęste i liczne, wciąż Dwunożna mogła ich dostrzec, jeśli podejdzie odpowiednio blisko. Zielonooka przeniosła wzrok w stronę czekoladowej szylkretki, starając się wymyślić rozwiązanie. Ryjówka wychwyciła wzrok nieznajomej i wypuściła powietrze ze świstem. Przypominało jej to sytuację, którą przeżyła z Mysim Krokiem, gdy oboje mieli bliskie spotkanie z Szalonym Dwunożnym. Ryjówka wiedziała, że musi szybko wymyślić jakiś plan, żeby uratować własną skórę. Obserwowała czujnie Dwunożną, każdy jej krok i gest łap.
— Na mój sygnał biegnij. — mruknęła szeptem do srebrnej kotki. Znalazły się razem w tej sytuacji i razem się szybko zwijać. Mogła zostawić nieznajomą, żeby sama sobie poradziła z zagrożeniem, ale gorzej jeśli Dwunożna i ją złapie. Dlatego Ryjówka wyjątkowo mogła być miła.
Obserwowała jeszcze dłuższy czas krzątającą się po wnętrzu Dwunożną. Gdy była pewna, że ta nie patrzy w ich kierunku i znajduje się odpowiednio daleko, dała znak ogonem swojej towarzyszce i wspólnie wybiegły zza roślin. Dwunożna krzyknęła z zaskoczenia, ale było za późno, Ryjówka i srebrna zdążyły znaleźć się po drugiej stronie ogrodzenia, na chodniku. Ryjówka rozejrzała się czujnie na wypadek, gdyby jeszcze ktoś miał niepokoić jej spokój.
— Było blisko. — miauknęła nieznajoma. Wyglądała na młodszą od Ryjówki, choć też księżyce młodości miała za sobą. Ryjówka wbiła w nią intensywne spojrzenie.
— Następnym razem nie pchaj pyska do spraw Dwunożnych, bo długo nie pożyjesz. Zgaduje, że nie pochodzisz z tych okolic. — mruknęła chłodno Ryjówka i zanim nieznajoma zdążyła odpowiedzieć, przebiegła na drugą stronę Drogi Grzmotu, znikając za najbliższym legowiskiem.
***
Pora Nagich Drzew nie niosła ze sobą nic, czego Ryjówka by wcześniej nie widziała. Zielone liście przestały pokrywać gałęzie drzew, tworząc bujny obraz przyrody. Krzewy i kwiaty uschły, kryjąc swój urok. Uwagi samotniczki nie przyciągała gruba warstwa śniegu, sople zwisające z gałęzi drzew ani nawet zimny, miękki biały puch pod łapami. Wyczuwała wyraźną, wręcz intensywną woń zdobyczy, pewnie grasującej w poszukiwaniu pożywienia. Ryjówka zatrzymała się, skuszona smakowitymi zapachami. Miała wrażenie, że im bardziej była starsza, tym więcej widziała w swoim życiu i już nic nie było w stanie jej zaskoczyć. Zbierała te wspomnienia, pielęgnowała doświadczenia i zdobyte umiejętności. Samotniczka uwielbiała wracać wspomnieniami do wszystkich przygód i wycieczek, podróży, które rządziły jej życiem od wielu sezonów. Pamiętała zwiedzenie wszystkich terenów klanowych, Owocowego Lasu, a nawet Siedliska Dwunożnych. To wszystko wiązało się ze zdobywaniem cennego doświadczenia i wiedzy, tak ważnej dla szylkretowej kotki. Lubiła odkrywać, a wrodzona ciekawość prowadziła ją przez życie, pozwalając działać odwadze i sprytowi. Umiała pływać, polować, wspinać na drzewa, znała podstawy leczenia i kilka słów z lisiej mowy. Ryjówka wiedziała, że się starzeje, ale dopóki nie odczuwała tego wyraźnie na swojej sylwetce, mogła jeszcze wiele zrobić.
Przystąpiła do polowania. Zawsze uważała, że umiejętność łowiecka jest niezwykle ważna i pomagała jej przetrwać te wszystkie księżyce spędzone w dzikim, niebezpiecznym lesie. Przybrała pozycję łowiecką, wysunęła pazury i zaczęła skradać się ku wytropionej nornicy. Zwierzątko nie zwróciło na nią uwagi, miała idealne pole do chwycenia swojego śniadania. Od ilu dni już nie jadła? Czuła jak żołądek domaga się posiłku. Teraz, natychmiast. Pora Nagich Drzew była surowa dla łowców i rzadko można było liczyć na dobry posiłek. Ryjówka w odpowiednim momencie wyskoczyła. Prędko odebrała życie nornicy. Była żylasta, ale to powinno jej wystarczyć na jakiś czas. Usiadła na śniegu, rozejrzała się dla upewnienia, że nikogo nie ma w pobliżu (już nie raz jakiś kot próbował jej ukraść posiłek) i najszybciej jak mogła zaczęła jeść. Oblizała pyszczek. Właśnie na taki posiłek warto było polować. Teraz miała resztę dnia dla siebie.
Ryjówka podniosła się na równe łapy i ruszyła przed siebie, właściwie bez konkretnego celu. Im dalej się zapuszczała, tym wyraźniej widziała dwie sylwetki na horyzoncie. Jedna niebiesko pręgowana pochylała się nad drugą czarno-białą, leżącą na śniegu w otoczeniu licznych zbiorów kamieni. Były ułożone w taki sposób, że przypominały krąg, ołtarzyk, stos. Ryjówka wyczuła w powietrzu zapach mięty, ale była jeszcze jedna woń, tylko zakryta. Niebieska kotka mogła ją z łatwością wyczuć, gdyż samotniczka nie dbała wyjątkowo o dyskrecje. Nie obserwowała z daleka ani nie oddaliła się w danym kierunku, szukając dla siebie cichego, samotnego kącika. Gwiazdy lśniły na nocnym niebie. Unosił się księżyc, dostarczając światła na pokryty w półmroku teren. Śnieg skrzypiał pod jej łapami. Z każdym kolejnym krokiem zbliżała się bardziej i więcej szczegółów mogła dostrzec. Brązowe ślepia Ryjówki wychwyciły najpierw stosy kamieni i niebieską samotniczkę. To była ta sama kotka, którą spotkała w Siedlisku Dwunożnych. Ryjówka spojrzała na sylwetkę Nocnego Pióra, koleżanki samotniczki. Nie widziały się wiele księżyców i mimo wszystko córka Słonika nie sądziła, że było to ich ostatnie spotkanie. Nastroszyła futro. Ryjówka nie wierzyła w życie po śmierci, także Nocne Pióro zniknęła na zawsze. Widocznie niebieska samotniczka musiała być dla niej kimś wyjątkowym, skoro żegnała ją w ostatniej wędrówce.
— Zmarła na czarny kaszel. — powiedziała głosem bez wyrazu błękitna. — Zrobiłam jej pogrzeb. Wiem, że chciałaby mieć dużo kamieni wokół siebie.
Kamieni? Czarny kaszel? Ah, straszna choroba i musiała wykończyć Nocne Pióro. Jeśli cierpiało się na jakąś chorobę, to trudno ją wyleczyć, jeszcze będąc samotnikiem. Musisz nie dość, że polować i walczyć o swoje przetrwanie, niezależność, to jeszcze się kurować? Na niektóre czynności brakuje miejsca. Nie znała dokładnie przebiegu choroby koleżanki-samotniczki, nie miała również pojęcia jak długo trwała. Mogła jedynie domyślać się, że śmierć przyniosła jej ulgę. Westchnęła i przez kilka uderzeń serca wpatrywała się w ciało Nocnego Pióra. Nic nie mogła zrobić, taka była decyzja losu. Przynajmniej zostanie dobrze pochowana.
— Każdy kiedyś umrze. — mruknęła w odpowiedzi Ryjówka, wpatrując się na chwilę w niebieską samotniczkę (nie miała okazji poznać jej imienia). Trzepnęła ogonem o ziemię, zanim odeszła.
01 października 2022
Od Ryjówki CD. Mysiego Kroku
Od ucieczki przed szalonym Dwunożnym minęło wiele sezonów. Kotka pielęgnowała to wspomnienie, bo upewniało ją w przekonaniu, że istoty na dwóch łapach potrafią być okrutne. To nie było jej ostatnie spotkanie z Mysim Krokiem. Kolejne spotkanie zakończyło się wspólną nocą w norze. Do niczego między nimi nie doszło, to była tylko przysługa. Właściwie nie wiedziała, dlaczego dba o tchórzliwego wojownika Klanu Klifu.
Szukała jedzenia. Od dwóch dni burczało jej w brzuchu, ale nie miała okazji wytropić czegoś porządnego na terenie, gdzie aktualnie nocowała. Była świadoma, że znacząco się oddaliła, ale dla samotnika lubiącego wycieczki, taka stanowiła przyjemność i okazję do przeszpiegów. Łapy szylkretowej samotniczki uderzały cicho o ziemię, zdradzając jej ostrożność. Zatrzymała się, dostrzegając w oddali znajomy kremowy kształt. Zamrugała. Musiała się upewnić, czy to nie był inny kot. Po zapachu ciężko poznać konkretnego kota, gdy wszyscy klifiacy pachną tak samo. Poznała go po sylwetce i ruchach, przecież była dobrą obserwatorką.
— Co ty tu robisz, mysi móżdżku?
Mysi Krok zatrzymał się. Odwrócił niepewnie za siebie. Poznała go tak samo dobrze, jak on ją zapamiętał. Ryjówka wyprostowała sylwetkę.
— Ryjówko... — miauknął żałośnie, zanosząc się ponownie płaczem.
Kotka spoglądała na niego zdezorientowana. Dlaczego znowu ryczał? Wyglądał na słabego. Niczym kociak, który właśnie zgubił ulubioną zabawkę.
— Znowu czegoś się przestraszyłeś? — zapytała zażenowana.
Kocur pokręcił łbem. Drżał nerwowo, a ona coraz bardziej była zirytowana. Traciła cierpliwość. Marnował jej czas, który mogła przeznaczyć na udane polowanie. Ale nie ruszyła się z miejsca, czekając aż Mysi Krok nabierze odwagi w jej towarzystwie.
— No więc? Nie mam całego dnia na ciebie. — mruknęła.
Myszek spojrzał niepewnie w jej ślipia.
— Za... za-zabiłem... k-kogoś...
W pierwszej chwili rzuciła mu zaskoczone spojrzenie. Mysi Krok kogoś zabił? Chyba nigdy nie była równie zdziwiona. Wojownik był niepewnym siebie, strachliwym kocurem, ale nie był typem kota, który morduje dla przyjemności. Odetchnęła chłodnym powietrzem. Cokolwiek go do tego skłoniło, to czuła, że gryzą go wyrzuty sumienia. Zastanowiła się, czy potrafiłaby zabić i nie przeraziła się swoją odpowiedzią - tak, zabiłaby każdego, kto na to zasłużył. Ale ona była inna. Musiała walczyć o przetrwanie. Trudne życie nie pozostawiło jej wyboru.
Podeszła do niego. Mysi Krok odwrócił pyszczek. Nie patrzył na nią. Ryjówka nie była najlepszym kotem do pocieszenia.
— Stało się. — mruknęła. — Nie będę cię oceniać ani powodu, dlaczego to zrobiłeś.
Zmusiła go, żeby spojrzał w jej ślepia.
— W klanach każe się zabójców. Nie poradzisz sobie na wygnaniu. Musisz to wszystko przetrawić i wrócić do normalnego funkcjonowania. Twoje zachowanie jest zbyt podejrzane.
Czy poradził sobie z wyrzutami sumienia?
Mogłaby zadać wiele pytań, ale z natury nie była ufna i rozgadana. Nawet go nie zapytała, czy miał problemy po późnym powrocie ze Zgromadzenia. Po prostu się rozstali, kolejny raz do swoich spraw. Wędrówka Ryjówki osiągnęła szybkie tempo. Wyprawa do miasta pozwoliła jej zaznać okrucieństwa innego świata. Powróciła do lasu, zatrzymując się w obozie Owocowego Lasu. Akurat mieszkańcy uciekli po krwawej tragedii.
— Musisz atakować mocniej. Co jest z tobą?! Masz niestabilną pozycję. Wróg by cię zabił od razu. Skoncentruj się! Zamachnij się!
Ryjówka dyszała ciężko. Kolejny trening ze Szkarłatem. Odkąd kocur zaczął ją trenować, samotniczka zauważyła poprawę swoich umiejętności. Stała się zwinniejsza, szybsza, czujniejsza. Musiała atakować zdecydowanie. Szkarłat nie był najlepszym wojownikiem na świecie, ale znał na tyle dobrze walkę, że okazał się dobrym nauczycielem. Lekcji nie miało być dużo, ale Ryjówka była gotowa podjąć ryzyko i pracować jeszcze intensywniej. Dni upływały im na treningach w starym obozie Owocowego Lasu. Skryci w cieniu drzew, pozostawali niewidoczni dla patroli, które raz na jakiś czas zaglądały w te strony, chcąc się upewnić, że można wrócić. Trenowali rano i popołudniu, czasami również w nocy, chociaż oboje musieli mieć też czas na polowanie. Szkarłat próbował ją zagadywać, wypytywać o jej samotnicze życie, ale pozostała nieufna. Niewiele mówiła, za to wykonywała polecenia, skutecznie ucząc się coraz więcej nowych ruchów. Od niego także się nie dowiedziała wielu faktów z życia. Na pewno oboje mieszkali w mieście. Ryjówka nie chciała bliżej poznawać kocura, gdyż dla niej był to jedynie tymczasowy mentor, jak tamten przyjazny członek Klanu Nocy, który nauczył ją pływać lub kotka mówiąca językiem lisów.
Zamachnęła się, z całej siły uderzając kocura w nos. Szkarłat cofnął się pod wpływem nagłego ruchu. Wykorzystała ten moment, żeby na niego skoczyć i powalić na ziemię. Szybko poczuła kopnięcie na swoim brzuchu. Skrzywiła się z bólu. Chwyciła kocura za łapę, wbijając się w nią niemal agresywnie.
— Wystarczy. — syknął rudzielec.
— Oh, naprawdę? A tak dobrze się bawię. — mruknęła drwiąco, schodząc z kocura.
Nie wiedziała, czy uważa ją za godnego rywala, ale jej to nie obchodziło. Wkrótce szkolenie miało dobiec końca. Umiała walczyć i to była dobra umiejętność.
Zerknęła na niebo. Pogoda wydawała się odpowiednia na daleką wędrówkę, którą miała tego dnia w planach. Odwróciła się, udając w stronę zniszczonego Ogrodzenia.
— A ty dokąd? — usłyszała za plecami głos Szkarłatu. — Jeśli idziesz na polowanie, to się przyłączę. Szybciej wrócimy do ćwiczeń.
— Każdy troszczy się o siebie, Szkarłacie. — odpowiedziała chłodno, zanim zniknęła w zaroślach.
Sprawnymi i pewnymi krokami kierowała się przed siebie, żeby w pewnym momencie puścić się biegiem przez bagna. Wiatr muskał szylkretową sierść i pyszczek. Dystans zmniejszał się coraz bardziej, a ona nie nabierała wątpliwości. Wiek robił swoje, starzała się, księżyce młodości miała za sobą i musiała mierzyć się z tym, że odejdzie z tego świata. Chciała pozostawić po sobie ślad. Wędrówki były dla niej sposobem na wyrażenie wolności, ciekawości, niezależności. Natomiast gdy ona zniknie, to również straci wspomnienia z nimi związane. Najlepszym rozwiązaniem było urodzić potomstwo. Silne, zdrowe kociaki. Z jej krwi. Wiecznych, niezależnych samotników. Ale sama nie mogła tego dokonać, więc szukała Jego.
Wkroczyła na terytorium Klanu Klifu, szybko chowając się w zaroślach. Czuła intensywny zapach klifiaków i nie chciała być złapana przez któregokolwiek z nich. To dziwne, ale doskonale wiedziała, co powie, gdy tylko spotka Mysi Krok.
Ale do spotkania nie doszło. Ani na terytorium Klanu Klifu, ani podczas obserwacji Zgromadzenia. Zupełnie tak, jakby Mysi Krok rozpłynął się w powietrzu. Zginął? Ta myśl wydała się dziwnie bolesna. Świadomość, że po raz pierwszy czuje przykrość po stracie innego kota.
— To koniec naszej współpracy, teraz będziesz umieć się bić. — Szkarłat obrzucił ją spojrzeniem swoich chłodnych ślepi, zaraz po jej powrocie do chwilowego obozowiska.
— Musisz jej nienawidzić.
— Dobrze wspominasz swoją matkę? — spojrzała na niego kątem oka. Zauważyła napięte mięśnie u swojego towarzysza. — Jeśli tchórzysz to powiedz od razu. Poradzę sobie bez żałosnych imitacji wojownika.
— Jeśli chcesz mojej "pomocy" musisz dać mi coś w zamian. — mruknął, mierząc kotkę spojrzeniem. — A to będzie trudne, niczego nie potrzebuje.
— Jest coś, czego potrzebujemy oboje. — zbliżyła swój pyszczek do jego ucha. — Mogę urodzić kocięta, silne i waleczne.
Szkarłat zgodził się od razu, również chciał przekazać swoją krew. Umowa została zawarta. Pozostało tylko czekać na odpowiedni moment, żeby zaatakować Melodyjkę. Ryjówka przyzwyczai się do myśli, że urodzi młode. Szkarłat był silnym kocurem i przynajmniej mogła mieć pewność, że potomstwo będzie wystarczająco silne, żeby ją zadowolić i przeżyć.