BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jałowcowy Świt x Wilcza Zamieć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jałowcowy Świt x Wilcza Zamieć. Pokaż wszystkie posty

09 sierpnia 2021

Od Wilczej Łapy CD. Jałowcowego Świtu

 — Wilcza Łapo?
Kotka nie zareagowała. Nadal wpatrzona we własne łapy cicho płakała. Nie rozumiała czemu tyle kotów próbowało do niej dotrzeć. Jedyne czego pragnęła to zapaść się pod ziemię. Głęboko. 
— Co się stało? — znienawidzone przez Wilczą pytanie ponownie padło. 
Zajęczy Nos też nią o to pytał. Wiele razy. Kotka nie potrafiła tego zliczyć nawet jeśli by chciała. Lecz ona i tak nie umiała odpowiedzieć na to pytanie. Za każdym razem żołądek podchodził jej do gardła, a płacz się nasilał. Nerwowo drgawki opanowywały jej ciało. Przełknęła ciężko ślinę, czując jak potok łez się zwiększa. Nie mogła. Nie chciała. Chciała wyrzuć to z pamięci. Zapomnieć. 
— Możesz mi powiedzieć, wiesz? Nikomu nie powiem, obiecuję. Będzie ci lżej na sercu... — miauczał do niej spokojnie kocur. 
Wilcza Łapa zacisnęła mokre od łez ślipia i pokręciła łbem. Nie mogła. 

* * * 

Zmrok opanował świat. Skulona kłębek Wilcza Łapa i tak się tym nie przejęła. Kolejny dzień spędzony na tkwieniu w przeszłości minął jak każdy poprzedni. Słowa Piaskowej Gwiazdy wbite mocno w łeb kotki nie chciały jej opuścić. Nie chciały zostawić. Okrutnie powtarzały się w myślach Wilczej powodując kolejne salwy płaczu. Była wyczerpana. Wykończona. Półmartwa. Ledwie żywa. 
Jej dalsze istnienie nie miało sensu. 
Nie po tym co zrobiła. 
— Wilcza Łapo. Twoja kara dobiegła końca. — surowy głos sprawił, że całe futro kotki się zjeżyło. — Bycza Szarżo wyciągnij tą wronią strawę. 
Czarny kocur fuknął. Nie był zadowolony. Znów musiał dotykać jej odrażającego ciała. Brutalnie złapał kotkę za kark i wyciągnął z dołu. Upuścił ją niezgrabnie na ziemię. Tak i pozostała. Zbyt słaba by wstać. Zbyt słaba by mieć jeszcze jakiś honor. 
— Mam nadzieję, że przemyślałaś sobie już wszystko. — syknęła Piaskowa Gwiazda. — Za drugim razem uwierz mi nie będę taka miła. — dodała, mordując czarną wzrokiem. 
Wilcza Łapa nie zareagowała. Nie miała siły. Wykończone ciało i umysł nie do końca rozumiały co się działo. 
— Wrzuć ją do legowiska uczniów. Jutro masz trening. Z samego rana. 

* * *

Każdy wschód słońca wyglądał tak samo. Pobudka, trening, krzyki, czas z Zajęczym Nosem, spanie. Rutyna stała się tym co trzymało Wilczą Łapę przy życiu. Niezgrabnie wlokła się do przodu, nie rozumiejąc co się dzieje. Nie czując, że żyje. Jej ciało słabe i wyczerpane wszystkim co się stało nie raz odmawiało kotce posłuszeństwa. Upadała na pysk. Zataczała się. Traciła przytomność. Łykała zioła od Jeżowej Ścieżki. 
Widziała zmartwienie w zielonych ślipiach Zajęczego Nosa. Spędzali razem czas po każdym treningu. Kocur zmuszał ją do zjedzenia czegokolwiek. Opowiadał o swoim dniu. Mierzył każdego kto ośmielił się z niej zaśmiać. Obiecywał, że Piaskową Gwiazdę dosięgnie sprawiedliwość. Wilcza Łapa nie wierzyła sprawiedliwość. Gdyby ona istniała już dawno byłaby w Klanie Gwiazd. Doceniała czas z bratem. Był jedynym powodem, dla którego jeszcze istniała. Jedynym co trzymało ją w tym okropnym świecie. 
— Wilcza Łapo...? Wilcza Łapo. — czyjś głos uporczywie upominał ją o uwagę. 
Niepewnie skierowała wzrok na łapy właściciela. Białe. Inne niż Zajączka. Znała je. 
— Wilcza Łapo, chciałabyś się ze mną przejść? — zaproponował Jałowcowy Świt. 
Kotka pokręciła łbem. Nie miała na nic siły. Chciała jedynie zasnąć i nigdy się nie obudzić. 
— Proszę. To dla mnie ważne. — wojownik nie ustępował. — To niedaleko.
Zrobił parę kroków do przodu i spojrzał czy Wilcza Łapa idzie za nim. Kotka niechętnie podążyła. Nie chciała tam iść, ale nie potrafiła odmówić. Po paru krokach do jej nozdrzy uderzył zapach śmierci. I kwiatów. Czarna zadrżała. Nigdy nie była w tym miejscu. Nigdy nie chciała tu przyjść. Poczuła jak dreszcz przechodzi przez jej ciało. Przerażone ślipię spojrzały na łapy wojownika. 
— To grób Bluszczowej Poświaty. Kochałem ją z całego serca, ale Klan Gwiazd zabrał ją z tego świata. Nim zdążyłem powiedzieć jej jak bardzo ją kocham. — zaczął Jałowcowy Świt. 
Wilcza Łapa spuściła wzrok. Nie wiedziała co powiedzieć. Chciała jedynie uciec stąd jak najszybciej. Nieprzyjemne wspomnienia bombardowały jej umysł, zalewając kotkę rozpaczą. 
— A to... to grób... grób twoich kociąt, Wilcza Łapo. S-spójrz... Zajęczy Nos urwał im... świeżych kwiatów. — miauknął cicho kocur. 
Czarna kotka zalała się płaczem. Pokręciła łbem. Nie. Nie ona nie miała kociąt. Ona ich nie zabiła. 
— Ja też straciłem swojego kociaka... — niepewnie rozpoczął Jałowiec. — Nie tak jak ty. Biedronka uciekła, ale wierzę, że jest cała i zdrowa. Muszę w to wierzyć... Współczuję ci twojej straty. Nawet nie wyobrażam sobie bólu jaki teraz odczuwasz. Ja... ja bym chyba tego nie przeżył.
Wilcza Łapa tonąc we własnych łzach, kręciła jedynie łbem. 
Nie. Ona... ona nie miała kociąt. One... one nigdy nie istniały. Nie mogły. Nie miały jak. Ona nigdy ich nie chciała. Ona ich nie zabiła.
— Nadałaś im jakieś imiona? — zapytał delikatnie wojownik. 
Kotka przełknęła ciężko ślinę. Wbiła wzrok nieprzytomnie w ogon kocura.
Imiona. Jej kocięta zmarły bezimienne. Nienazwane. Niekochane. Niechciane. 
— Patrzą na ciebie z Klanu Gwiazd. Nie mają ci tego za złe, Wilcza Łapo. My wszyscy wiemy, że to nie była twoja wina.
Cisza. 
Jałowcowy Świt nie odezwał się już ani jednym słowem. Kotka niepewnie wstała na drżących łapach. Zrobiła krok. Niechętny. Przepełniony bólem. Uniosła pysk. Mniszki. Jej ulubione kwiaty. Krople łez uderzyły o uschnięte płatki. 
Imiona. 
Musiała nadać im imiona. 
Chociaż na tyle zasługiwały jej martwe kocięta. Chociaż tyle mogła dla nich zrobić.
— B... B-b-b-b... B-b-b... B-blu... B-blusz... B-b-bluszczyk... B-blusz... B-bluszczyk i G-g-g... G-g... G-gaw... G-g... G-g-gawro... G-gawronek... — wydusiła z siebie. 
Jałowcowy Świt podszedł do niej i usiadł koło kotki, która zanosiła się coraz silniejszym płaczem.
— Bluszczyk i Gawronek. — powtórzył. — Piękne imiona. 

<Jałowiec?>

18 czerwca 2021

Od Wilczej Łapy CD. Jałowcowego Świtu

Kotka przerażona ledwo rozumiała co mówił do niej wojownik. Ciężko dyszała, próbując uspokoić szalejące serce. Stres był silniejszy. Cała dygotała niezdolna do jakiegokolwiek ruchu. Wdech i wydech. To jedyne co była wstanie zrobić. 
— ...mogło... stać… iść razem... medyka... I bardzo... zależy… boję... zrobiłem. — wyłapała z trudem niektóre słowa wojownika. 
Nic z tego nie rozumiała. Przerażona wpatrywała się jedynie we własne łapy. Nastała cisza. Niepokojąca cisza. Przerażająca cisza. 
Dotyk. 
Odskoczyła jak poparzona. Niebieskie ślipia. Niepokój w nich. Obawa. Zmartwienie.
Chaos buzował w jej głowie. Pokręciła łbem. Zbyt szybko. Zakręciło jej się w głowie. Czarne plamki wkradły się na miejsce trawy. Obraz stał się niewyraźny. Łapczywie łapała powietrze. Musiała uciec stąd zanim zjawi się jeszcze więcej kotów. Albo co gorsza Piaskowa Gwiazda. Na samą myśl o kremowej dreszcz przeszedł przez drobne ciało kotki.
— ...ją... medyka... — znów do jej uszu dotarły słowa. 
Skuliła się bardziej. Zamknęła oczy. Tak bardzo pragnęła, by ziemia wciągnęła ją do środka. Coś złapało ją za kark. Pisnęła cicho. Śmierć? Nie bolało. Ktoś uniósł ją. Straciła grunt pod łapami. Była niesiona. Niechętnie uchyliła jedno ślipie. Biała sierść. Orlikowy Szept? Nie, pachniał inaczej. Nie kwiatami.
Dotarli do miejsca wypełnionego zapachem kwiatów. Położono ją na legowisku. Dobrze znała to posłanie. Legowisko medyków. Skuliła się bardziej przerażona wizją rozmowy z medykiem. Ktoś rozmawiał. Wilcza Łapa nie potrafiła wyłapać słów. Może nawet nie chciała. Pragnienie walki już dawno w niej umarło. Ktoś podszedł do niej. Jego kroki były ciężkie. Jeżowa Ścieżka. Skuliła się jeszcze bardziej. Nie odszedł. Położył coś przed jej posłaniem i wyszedł z drugim kotem na zewnątrz. Odczekała parę uderzeń serca. Cisza. Zdjęła powoli łapę z pyska i zerknęła na legowisko medyków. Nikogo nie było. Niepewnie i bardzo ostrożnie rozejrzała się. Intensywny zapach. Jakieś ziele leżało przed jej posłaniem. Kotka spojrzała na nie. Nie znała się na roślinach. 
Trucizna?
Możliwe. I tak nie miała wyboru. I tak nie miała gdzie uciec. Powoli schyliła się po zioło i wzięła je do pyska. Nie smakowało dobrze. Nic dziwnego. Może właśnie dobrowolnie zjadała swój wyrok śmierci. Przełknęła ciężko zawartość pyska. Położyła łeb na łapach. Czekała na to aż zaśnie i już nigdy się nie obudzi. 

* * *

Otworzyła ślipia. Przywitały ją szare ściany. Nie tak wyglądał Klan Gwiazd. Zapach ziół szybko poinformował ją gdzie jest. Legowisko medyków. Nie umarła. 
— Wilcza Łapo. — zawołał ją ktoś. 
Szybko spuściła łeb i wzbiła się w kulkę. 
— Całe szczęście. Już nią lepiej. — miauknął inny głos. 
— Co jej było? — zapytał mentor kotki. 
— Stres ją zjadł. — stwierdził medyk. — Podałem jej ziarna maku i jagody jałowca na uspokojenie.
— Jałowca...? Jednak się do czegoś przydałem. Już z nią wszystko będzie dobrze? Może wrócić do legowiska uczniów? 
— Będzie musiała je brać codziennie? — dopytywał mentor. 
— Nie wiem, czas pokaże. — mruknął medyk. — Wilcza Łapo, wiem, że nas słyszysz. Możesz już wracać do siebie. 
Kotce nie trzeba było dwa razy mówić. Źle czuła się, będąc tematem rozmowy. Niepewnie podniosła się i nie oglądając za siebie szybko skierowała w stronę legowiska uczniów. Liczyła, że Orlikowy Szept odpuści jej trening związku z wcześniejszym zajściem. 
— Wilcza Łapo, czekaj! — usłyszała głos za sobą. 
Niechętnie zatrzymała się. Wbiła wzrok w łapy, mając nadzieję, że nieznajomy wojownik szybko sobie pójdzie. 

<Jałowiec?>

19 maja 2021

Od Wilczej Łapy

Szelest.
Wilcza Łapa skuliła się bardziej. Dźwięk się nasilił. To oznaczało tylko jedno. Otuliła się czarnym ogonem. Znów to samo. Nienawidziła tego odwiecznego cyklu. Uczniowie zaczęli powoli opuszczać legowiska. Rozmawiali. Śmiali się. Niektóre koty nadal przeciągały się leniwie w swoich posłaniach, marudząc na trening. Przechodzili koło niej, ale prócz paru litościwych spojrzeń nikt nie zwrócił na nią większej uwagi. I dobrze. Kotka nie wiedziała, jakby sobie z tym poradziła.
Ktoś zatrzymał się koło niej. Przełknęła ciężko ślinę, kuląc bardziej. Zapach słońca i traw unosił się koło niej. Koperkowa Łapa. Nigdy nie rozumiała kocura. Był taki... społeczny. Miły. Uczynny. Pozytywny. 
Ogon Wilczej Łapy mimowolnie się zjeżył. W myślach błagałaby w końcu sobie poszedł. Zostawił ją w spokoju inni. Nie próbował jej naprawić. Nie chciała jego pomocy. Nie chciała jego uwagi.
— Zostaw tą czarną wariatkę. — syknęła do brata Szczypiorkowa Łapa. — Nie jest warta naszej uwagi. — prychnęła z wyższością kotka.
Wilcza Łapa zamknęła ślipia, czekając aż rudy wypełni polecenie siostry. Szczypiorkowa Łapa miała rację. Była nikim. Czarna i paskudna nie dorównywała niczym rodzeństwu. Mieli wszystko czego ona nie miała. Mamę, tatę, przyjaciół. Piękne rude futro.
— Ale... — zaczął Koperkowa Łapa, ale siostra zatkała mu pysk.
— Chcesz, żeby Piaskowa Gwiazda się o tym dowiedziała? Że zadajesz się z plebsem? Ja jakoś nie. Już. Idziemy. — prychnęła na niego.
Koperkowa Łapa zrezygnowany powędrował za siostrą. Wilcza Łapa odetchnęła cicho z ulgą. Niepewnie uniosła łebek. Legowisko uczniów opustoszone było takie spokojne. Kotka przez ułamek uderzenia serca mogła poczuć się lepiej. Trochę rozluźnić wiecznie spięte mięśnie.
— Wilcza Łapo? — usłyszała.
Zaskoczona niemal podskoczyła. Futro na grzbiecie poszybowało do góry. Spojrzała przerażona w stronę wyjścia z legowiska. Białe łapy. Orlikowy Szept. Zadrżała. To oznaczało tylko jedno. Trening. Znieruchomiała. Nie chciała. Tak bardzo nie chciała. Na zewnątrz był tłum kotów. Czuła to. I ich spojrzenia. Fakt, że jej mentorem był sam zastępca klanu nie pomagał. Nie mogła dostać kogoś mniej wyróżniającego się.
Dlaczego Piaskowa Gwiazda postanowiła ją tak torturować?
— Halooo? Wilcza Łapo? Wszystko w porządku?  — zaczął dopytywać kocur.
Z każdym pytaniem kocura robiło jej się coraz gorzej. Wizja wycieczki do medyka nawiedziła jej łebek.
"Uczennica Orlikowego Szeptu znów chora?" zapytał Miodowy Obłok, wywracając oczami, "Pewnie tylko udaje, żeby nie pracować! Wstrętna mysia strawa!" krzyknął Wiewiórczy Pazur, "Może podam jej truciznę? Chociaż wyzwolę nasz klan od kolejnego nieroba" zastanawiał się cicho Jeżowa Ścieżka mieszając zioła i uśmiechając się wrednie w jej stronę.
Wilcza Łapa pisnęła przerażona. Nie, nie, nie. Nie mogła iść do medyka. Nie mogła narobić więcej problemów. Piaskowa Gwiazda w końcu wyhaczy jej bezużyteczność i wygna. Skończy w paszczy Dwunoga, umierając powoli w męczarniach.
— Coś się stało? Gorzej się czujesz?
Kocur skierował się do wejścia legowiska uczniów. Na uderzenie serca ich spojrzenia się spotkały. Wilcza Łapa szybko spuściła wzrok. 
— Wilcza Łapo...? Może powinnaś wybrać się do medyka? — zaproponował Orlikowy Szept zmartwionym głosem.
Oddychanie stało się wyzwaniem. Serce kotki waliło jak szalone. Myśli gnały. Nie wiedziała co zrobić. Nie miała pojęcia. Panika wzięła górę nad jakimikolwiek szczątkami rozsądku. Śmierć. Śmierć czekała ją nieważne co by zrobiła. Wybiegła. Ile sił w łapach biegła przed siebie. Mentor wołał ją. Nie odważyła się spojrzeć za siebie. Ze wzrokiem wbitym w łapy kierowała się do najbardziej opustoszałego legowiska w Klanie Burzy. Legowiska starszyzny. Czując na sobie spojrzenia kotów jeszcze bardziej chciała zapaść się pod ziemie. Wbiec w któryś króliczy tunel i już nigdy z niego nie wyjść. Nim zdążyła się zorientować wpadła na kogoś. Przeturlali się kawałek. Sucha ziemia wzbiła się w powietrze. 
— Nic wam nie jest? — ktoś za nimi krzyknął.
Białe futro w brązowe łapy. Nie znała go. Chciała jak najszybciej zejść z kocura, uciec i chować się gdzie tylko się da. Lecz tłumek gapiów sprawił, że nie mogła się ruszyć. Była skończona. Dzisiejszego dnia zostanie stracona. Nic ją już nie uratuje. Tyle zepsuła. Tyle namieszała. Czuła te nienawistne spojrzenia za sobą. Czuła jak ją przeszywają na wylot. Wyśmiewają ją cicho. Niektórzy litują się nad jej nieudolnością do życia. Jak Jeżowa Ścieżka już szykuje trutkę na nią. Przerażona własnymi myślami nie była zdolna do ruchu. 

<Jałowiec?>