BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sówka x Agrest. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sówka x Agrest. Pokaż wszystkie posty

29 lipca 2024

Od Sówki CD. Agresta

Zdziwiło ją bardzo pytanie dawnego lidera. Czyżby coś go łączyło z Kaczką? Albo się domyślił?! Jarząb coś powiedziała? Przez chwilę się nie odzywała, czując, jak znów się czerwieni. Dopiero po jakimś czasie zdała sobie sprawę z tego, że dalej nie udzieliła odpowiedzi.
- Ja z wielką chęcią będę jej towarzyszyć – mruknęła i wtedy zauważyła ten wzrok Agresta – Jako przyjaciółka! Postaram się być najlepszą przyjaciółką! – dodała pospiesznie, czując, jak uszy palą ją ze wstydu.
- Och, no to bardzo się z tego cieszę, dobrze to słyszeć — uśmiechnął się z ulgą bicolor — Pasujecie do siebie.
- Naprawdę tak sądzisz? – zapytała cicho Sówka, a Agrest pokiwał głową. Na jej pysku pojawił się uśmiech. Po chwili do legowiska weszła Jarząb.
 
***
 
Niedługo później Agrest umarł. Sówka nigdy nie sądziła, że zobaczy kiedyś jego grób. W końcu rządził Owocowym Lasem od samego początku jej życia! Nie wyobrażała sobie, że kiedykolwiek przyjdzie mu umrzeć. A jednak się stało. Cały Owocowy Las był pogrążony w żałobie, jednak najbardziej dotknęło to oczywiście rodzinę zmarłego. Dlatego idąc na grób, Sówka zastanawiała się, czy nie spotka tam kogoś z rodziny Agresta. Gdy doszła na miejsca, jednak nikogo nie spotkała. Udało jej się trafić na chwilę spokoju na cmentarzu, na którym ostatnio było wiele kotów. Rozejrzała się, starając się znaleźć miejsce, w którym pochowali bicolora. W końcu znalazła. Ruszyła w tamtą stronę, czując coraz większe zmęczenie. Usiadła na ziemi i spojrzała na grób.
- Witaj Agreście – przywitała się i na chwilę zamknęła oczy. Gdy znów je otworzyła, wypowiedziała kilka słów, oddając tym samym szacunek zmarłemu. Po jakimś czasie spojrzała na swój brzuch, przypominając sobie ostatnią rozmowę z Agrestem – Prosiłeś, bym o nią dbała i towarzyszyła jej – mruknęła i uśmiechnęła się – Postaram się jak najlepiej dbać o nią i o nasze kocięta – powiedziała i gdy chciała odezwać się po raz kolejny, usłyszała czyiś głos.
- Mężu! Miałaś się nie przemęczać wędrówkami! – krzyk Kaczki poniósł się po terenach Owocniaków, a już chwilę później zza krzaków wyskoczyła matka nienarodzonych jeszcze kociąt.
- Ale chyba to ona będzie bardziej dbać o mnie – zaśmiała się cicho czekoladowa i spojrzała na swoją partnerkę. Czarna kotka szybko ją znalazła i od razu do niej podbiegła.

[*] 
Żegnaj Agrest

13 lipca 2024

Od Agresta cd. Sówki

— Ją nazwałam mrowiskiem — Wskazała łapą na konstelację gwiazd. — Każda z jego części składowych także ma swoją osobną nazwę. Mam wrażenie zresztą, że to tam przybywa najwięcej gwiazd. Rozwijają się, budują coś większego — Uśmiechnęła się nieznacznie. — Czasem zastanawiam się, czy w ten sposób Wszechmatka nie próbuje nam czegoś przekazać, wiesz? — Zachwycona wpatrywała się w nocne niebo. — A może właśnie nas pochwalić za dokonane postępy cywilizacyjne? Kto wie. 
— Myślę, że to jest możliwe — mruknął z namysłem. Przyjemnie mu się siedziało tutaj z kotką. Może i była dość osobliwa, ale to mu nie przeszkadzało. Dzięki temu prowadzili interesujące konwersacje. — Jarząb, a czy ty myślisz, że… — zawahał się — albo nieważne, może to nie jest odpowiednie pytanie. 
Albinoska zerknęła na niego z ukosa. 
— Nie ma się czego wstydzić, Agreście — zapewniła, zrelaksowanym głosem. — Ja nie oceniam – jestem zresztą już na to za stara. 
Czekoladowy parsknął pod nosem. 
— Ja chyba z wiekiem też nabrałem coś takiego — stwierdził, następnie przenosząc swój wzrok na nieboskłon. — Skoro tak to… myślisz, że jakie to jest uczucie? Śmierć? Wiem, że samo zjednoczenie się z Wszechmatką jest podobno czymś radosnym, ale jeśli chodzi o proces umierania? Czasem się mnie to niepokoi. 
Biała wydała z siebie pomruk zrozumienia. 
— To normalne, że się nad tym zastanawiasz. Ja także nieraz miewałam dylematy w tej kwestii — przyznała. — Bo może będzie bolała, może nie poczuję nic, może ogarnie mną lęk, a może poczuję ulgę. Oscylowałam zawsze pomiędzy którąś z tych opcji, dopóki nie przyjęłam do wiadomości, że nawet jeśli będzie ona nieprzyjemna, to i tak nie mogę nic z tym zrobić. — Wzruszyła ramionami. — I tak będzie jak będzie, nie? 
— Racja, chyba nie ma sensu się nad tym zastanawiać — westchnął, czując, jak po raz kolejny drętwieje mu łapa. Jeju, czemu tak się działo! Miał ją przecież ustawioną w normalnej pozycji! — W końcu nawet gdybyśmy zgadnęli odpowiedź, to i tak nie mielibyśmy o tym najmniejszego pojęcia. 
Jarząb pokiwała głową. 
— Dokładnie. 
Pozostali resztę wieczoru w przyjemnej ciszy, wspólnie obserwując ruchy gwiazd. 

***

Znowu zrobiło mu się duszno. Nie miał pojęcia, o co chodziło jego organizmowi ostatnio. Wziął kilkanaście głębszych wdechów i tym razem na szczęście mu to pomogło. Po upłynięciu chwili nie czuł już nic nadzwyczajnego. 
Nie zaskoczył go widok Sówki, która często przychodziła do legowiska starszych w celu odwiedzenia mamy. 
— Jeśli to nie problem to poczekam na nią, dobrze? Powinna zaraz być — powiedziała zwiadowczyni, po tym jak poinformował ją o nieobecności albinoski. Położyła mysz na ziemi i przysunęła w jego stronę. – Proszę. 
— Ach, a czy to dla Jarząb nie miało być? — Uniósł brew. 
— Cóż, to prawda — przyznała, drapiąc się po szyi. — Ale jak wróci, to wezmę następną, starczy dla każdego. 
Staruszek skinął głową, przyjmując to do wiadomości i zatopił kły w gryzoniu. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jaki był głodny! Niestety coraz częściej mu się zdarzało zapominać o swoich podstawowych potrzebach. 
Cieszył się, że Sówka wybrała akurat mysz ze stosu zwierzyny. Zawsze się obawiał, że jakiegoś dnia ktoś przyniesie mu do zjedzenia ptaka i będzie musiał mu odmówić, niezręcznie się tłumacząc. 
— Dziękuję — wymruczał, po połknięciu ostatnich kawałków żyjątka. — Właśnie Sówko, ja muszę ci pogratulować! 
— Pogratulować? — zdziwiła się. — Czego? 
— Cały obóz szepcze o tym, jak zdolnego masz ucznia! — Posłał jej serdeczny uśmiech. — Mało kto pamięta natomiast, że nawet najbardziej utalentowany uczeń nie zaszedłby daleko bez świetnego mentora! 
— Och, dziękuję. — Odwzajemniła jego pogodny wyraz twarzy. — Myślę, że wcześniejsza praktyka podczas szkolenia Migotki mi dopomogła. 
— O, zapewne — odpowiedział. — Im więcej doświadczenia, tym lepsze metody możesz opracowywać w przyszłości. 
Zwiadowczyni przytaknęła na to, zaraz zerkając na wyjście z legowiska. Niewątpliwie już bardzo chciała porozmawiać ze swoją mamą. Agrest miał jednak jeszcze jedną rzecz do powiedzenia. 
— Nie wiem, jak to zacząć, ale widziałem, że ostatnio dużo spędzasz czasu z Kaczką. — Ku jego zaskoczeniu Sówka na jego słowa niemalże podskoczyła w miejscu. Jeju, czy on znowu jakoś dziwnie ujął, co chciał przekazać? — Nie martw się, nie mam pretensji czy coś! — wytłumaczył szybko, zaraz pragnąc zakopać się pod ziemię. To też nie brzmiało dobrze!
Chrząknął w końcu i podjął kolejną próbę:
— Bardziej mam po prostu prośbę. Dbaj o nią, dobrze? — Spojrzał jej prosto w oczy, po czym się zawahał. Powinien zdradzać zwiadowczyni prawdziwą tożsamość burej? Może lepiej nie, to wojowniczka miała prawo do decyzji w tej sprawie. Zresztą, może już nawet o tym wiedziała. — Widać, że nadal prześladują ją wspomnienia z dawnego domu. Chyba potrzebuje kogoś bliskiego, żeby dojść do siebie w pełni, wiesz? Więc… jakbyś mogła po prostu towarzyszyć jej na tej drodze.

<Sówko? Opiekuj się moją siostrzenicą>

29 czerwca 2024

Od Sówki CD. Agresta

*Dawno*

Zamknęła tylko oczy, chcąc by to wszystko było tylko głupim snem. Ale taka była rzeczywistość. Po chwili znów spojrzała na Agresta i tylko pokiwała głową, nie odzywając się. Mimo tego, że nie chciała przyznać, Agrest miał rację. A ona i tak nic nie mogła zrobić.
 
***
*Przed tragicznym patrolem*
 
Coraz częściej było słychać o tych borsukach. Te wielkie stworzenia częściej przekraczały granicę terenów Owocowego Lasu. Sówka była tym faktem lekko zaniepokojona, jednak trzymała się myśli, że coś uda się poradzić na te bestie.
Chodziła bez celu po obozowisku. Powoli wszystko układała sobie w głowie. W końcu nawet doszło do niej, że naprawdę może lubić bardziej Kaczkę. Tylko najgorsze było zebranie się w sobie i powiedzenie tego Kaczce. Choć Sówka była pewna, że tego nie zrobi, ta myśl również była gdzieś w jej głowie i powodowała, że czekoladowa starała się jakoś to przemyśleć. Zazwyczaj wszystkie te pomysły kończyły się tym, że Sówka coraz bardziej zniechęcała się do wyznania. Bała się, że wojowniczka ją wyśmieje, albo nie będzie chciała się chociaż przyjaźnić. Na tę myśl czekoladowa od razu posmutniała. Westchnęła cicho. Miała dwa wyjścia, ale obydwa nie podobały jej się. Albo powiedzieć Kaczce i zobaczyć co będzie, albo żyć z tym uczuciem, czekając aż przeminie. Zatrzymała się i spojrzała na legowisko starszyzny. Jarząb powinna być w środku. Ruszyła więc w tamtą stronę, łapiąc po drodze jakąś mysz. Powoli weszła do środka i rozejrzała się. Wewnątrz był tylko dawny lider Owocniaków - Agrest.
- O, witaj Agreście, wiesz może gdzie jest Jarząb? – zapytała Sówka, wchodząc do legowiska. Bicolor podniósł na nią swój wzrok i pokręcił głową.
- Niedawno wyszła, może jest u Witki – odparł Agrest. Córka Żbika pokiwała głową i usiadła na ziemi.
- Jeśli to nie problem to poczekam na nią, dobrze? Powinna zaraz być – powiedziała zwiadowczyni i spojrzała na niego. Położyła mysz na ziemi i przysunęła w stronę Agresta – Proszę – oznajmiła.

<Agrest?>

11 czerwca 2024

Od Agresta cd. Sówki

— Dlaczego to zrobiłeś? — zapytała. — Czemu ich wygnałeś? Mój ojciec przez to zginął, a po Mniszku zaginął ślad! Dlaczego?
Nastała chwila ciszy, przerywana tylko spadającymi kroplami deszczu.
Agrest westchnął z namysłem, owijając ogon wokół łap. Musiał jej wyjaśnić to w najbardziej zrozumiały i spokojny sposób. W końcu przez całą sytuację straciła dwoje bliskich, więc nie dziwił się, że była zła. Sam byłby na jej miejscu. Nauczony poprzez wszystkie doświadczenia w życiu miał jednak zupełnie odmienny pogląd na to, co się wydarzyło. 
— Rozumiem, że jesteś zła — zaczął ostrożnie — i przykro mi z powodu twojej straty. Ale zrobiłem to, co zrobiłem dla dobra nas wszystkich. 
— Jakoś tego nie widzę — odparła gorzko. 
— Przedstawię ci swoją perspektywę w takim razie. — Trzepnął uchem. — Jak byłem jeszcze młodszy niż ty teraz, Owocowego Lasu nie można było nazwać bezpiecznym miejscem. Wśród nas grasował morderca, zabijając coraz więcej członków klanu. Połowa mojej rodziny skończyła pod jego bezlitosnymi łapami. — Wbił pazury w ziemię, ponownie czując gniew i rozżalenie z tego powodu. — Ówczesna przywódczyni nie robiła nic z tym faktem. Zupełnie zignorowała sprawę. I wiesz, czym to skutkowało? — zadał pytanie, sycząc. — Jeszcze większą ilością zbrodni. A końcowo także morderstwami w zemście za te poprzednie. — Starał się nie myśleć o tym, jak to między innymi on zaliczał się do tej grupy. — Brak reakcji ze strony władzy powodował kontynuację tragedii. 
Sówka momentalnie się najeżyła. 
— Mój tata i Mniszek nie byli mordercami! 
Lider skrzywił się, zdając sobie sprawę, że niezbyt fortunnie dobrał wcześniejsze słowa. 
— Nic takiego nie mówię, spokojnie — sprostował jak najłagodniejszym głosem. — Miałem głównie na myśli, że akceptacja przemocy prowokuje jeszcze więcej przemocy — wyjaśnił. — Problem nie polegał na tym, iż nie zgadzali się z moimi decyzjami, bo do tego ma prawo każdy. Problem polegał na tym, że podnieśli łapy na swoich współklanowiczów. To jest coś, co nigdy, pod żadnym pozorem nie powinno miejsca. 
Sówka wpatrywała się w niego z nieodgadnionym wyrazem pyska, najprawdopodobniej myśląc. 
— Konsekwencji ich ataku także nie należy ignorować. Twoja ciężarna mentorka została ranna, babcia straciła oko, ja prawie tego nie przeżyłem, a Wanilia w męczarniach odszedł z tego świata. A jedyne co robiliśmy, to było bronienie się przed ich agresją — podkreślił, drgając ogonem. — Za moich rządów nie ma zezwolenia na takie zachowanie. Nigdy nie pozostanę bierny na krzywdę niewinnych osób. — Zagryzł zęby w determinacji. — To, co się stało z wygnańcami, jest konsekwencją ich własnych decyzji, do których nikt ich nie przymuszał. Nie życzę im źle, ale nie są to osoby, które powinny znajdować się w szanującej się nawzajem społeczności. 

<Sówko? Całą przemowę dostałaś>

05 września 2023

Od Sówki do Agresta

 Słońce powoli znikało z pola widzenia, przynajmniej tak można było pomyśleć, ponieważ chmury zasłaniały całe niebo. Deszcz przestawał powoli padać, tworząc na polanie wielkie błoto. Ta pora Zielonych Liści była wyjątkowo deszczowa, czego Sówka bardzo nie lubiła. Znaczy, lubiła deszcz, ale miała dość wciąż mokrego futra. 
- Robi się ciemno - powiedziała do siebie, bo dookoła nikogo już nie było. Opuściła głowę i spojrzała w ziemię. Tęskniła za Mniszkiem, po którym ślad zaginął, gdy tylko opuścił obóz. To był jej przyjaciel, można też powiedzieć, że jedyny w bardziej zbliżony do jej wieku. Jarząb powtarzała, że wróci, lecz Sówka każdego dnia traciła nadzieję, że kiedykolwiek jeszcze zobaczy kocura. A zawsze po tej tęsknocie przychodziła złość. Raz na Larwę, za ten atak, innym razem na tą ich Wszechmatkę, bo to ona wywołała atak, a jeszcze innym razem na Żbika i Mniszka, bo wzięli w tym udział i zostali wygnani... Tym razem celem gniewu Sówki był Agrest, za to, że ich wygnał. Mógł dać im drugą szansę, pozwolić zostać. Już chciała do niego pójść, zapytać czemu tak nie zrobił, ale przypomniało jej się, że jest już późno. Westchnęła więc tylko i poszła do legowiska.

***

Kolejny dzień przywitał ją patrolem, na który szła razem ze Ślimakiem i Łuską, która miała prowadzić. Gdy tylko wróciła, musiała iść na kolejny patrol, później coś innego i tak przez prawie cały dzień. To wyglądało, tak, jakby Agrest wiedział o tym, że chce do niego iść i skutecznie chciał jej to utrudnić. Sówka powoli miała tego dość. Kolejne zadania były tylko bardziej bezsensu. To był jej najtrudniejszy dzień, odkąd była zwiadowcą. W końcu dali jej spokój i zmęczona poszła do legowiska. Upadła na swoje posłanie i zakryła łapami pysk.
- Ciężki dzień? - zapytała Jarząb, zaglądając do legowiska.
- Straszny! - poskarżyła się czekoladowa i zaczęła opowiadać. Albinoska słuchała, siedząc obok córki i lekko kiwając głową. 
- Też czasem tak mam - przyznała - Więc teraz odpocznij, przyda ci się chwila oddechu - powiedziała i po cichu wyszła. Sówka została w legowisku całkiem sama. Cisza z każdą sekundą zadawała jej więcej bólu. Nie lubiła siedzieć sama. A zwłaszcza po ataku na Agresta. Wtedy zawsze myślała o Żbiku, o Mniszku i o całej reszcie. To ją dobijało, więc starała się zawsze z kimś rozmawiać. Teraz było tak samo. Więc postanowiła iść do lidera, nie obchodziło ją to, że jest strasznie zmęczona. Wstała chwiejnie i poszła do jego legowiska. Zajrzała do środka, lecz Bicolora tam nie było, więc usiadła przed jego legowiskiem i cierpliwe zaczęła czekanie.

***

Agrest pojawił się późnym popołudniem w swoim legowisku, więc Sówka od razu do niego poszła. Zajrzała do środka i zapytała, czy może wejść. Bicolor się zgodził. Sówka przekroczyła próg legowiska i spojrzała na siedzącego na posłaniu Agresta. 
- Czemu ich wygnałeś? - zapytała prosto z mostu. Agrest nie wyglądał na to, że zrozumiał, o co jej chodzi, więc postanowiła wyjaśnić.
- Larwa zrobił rewolucje... - zaczęła a wyraz twarzy lidera od razu się zmienił - Wygnałeś kilka kotów, w tym mojego ojca, Żbika i Mniszka, mojego przyjaciela. Teraz wiesz? - zapytała, ostrzej niż zamierzała. Kocur tylko pokiwał głową, nie odzywając się. 
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytała - Czemu ich wygnałeś? Mój ojciec przez to zginął, a po Mniszku zaginął ślad! Dlaczego?
Nastała chwila ciszy, przerywana tylko spadającymi kroplami deszczu.

<Agrest?>