BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nocka x Kunia Norka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nocka x Kunia Norka. Pokaż wszystkie posty

25 sierpnia 2023

Od Kuniej Norki CD. Nocnej Łapy (Rozwydrzonej Łapy)

Patrzyła na odchodzącą wraz z Gronostajowym Tańcem Nockę. Łagodny uśmiech nie schodził jej z pyska dopóki koty nie wyszły z obozu i dopiero wtedy głęboko westchnęła. Wilczaki były okrutne, odmawiając jej spełnienia własnego powołania. Myślała jeszcze o gwieździe, o której powiedziała jej uczennica. Czy to możliwe, że Nocna Łapa miała kontakt z Klanem Gwiazdy?
Westchnęła i wróciła do siebie.

***

po zgromadzeniu
Nie była w stanie uwierzyć w to, co się stało. Jej słodka, bezbronna kulka zaatakowała... wojowniczkę jej własnego Klanu? Nie. Nie wydawało jej się to być w ogóle możliwe. Nocna Łapa by czegoś takiego nie zrobiła... prawda?
Patrzyła, jak prowadzą ją po powrocie do legowiska, jak więźnia. Dobra dusza wytłumaczyła jej, co się stało. Kunia Norka nie wiedziała co o tym myśleć, szalało nią tyle różnych, niezrozumiałych emocji, którym sama nie potrafiła nadać dobrej łatki. Wróciła do siebie, by ułożyć się do snu. 

***

Nawiedzały ją koszmary.
Niemal każdej nocy zamiast spokoju spotykał ją sen, po którym wstawała z krzykiem, oblana zimnym potem. Nie rozumiała, co się stało. Co odebrało jej możliwość odpoczynku?
Drapieżne ptaki krążyły wysoko nad jej głową, łupiąc groźnie okiem, obserwując kulawiącą, burą kotkę, w środku niczego. Ciągnęła za sobą ranną łapę, szukając miejsca, by się skryć przed sokołami, jastrzębiami i kaniami, które tylko czekały na odpowiedni moment. Odwróciła głowę, by spojrzeć na nogę, już nie podkuloną, a z braku sił opadłą na ziemię. Wyglądała, jakby wgryzło się w nią jakieś wielkie stworzenie, którego szczęki wcale nie delikatnie zerwały skórę z łydki i stopy, pozostawiając ślady zębów i poszarpane kawałki mięśni. Przez nie prześwitywały żółte kości, a krew zostawiała ślad z każdym ruchem. Ból obezwładniał Kunę; pytała z każdym krokiem siebie jakim cudem ma jeszcze siłę postawić kolejny. Pieczenie, jakby przypalone ogniem, i poczucie każdej najmniejszej drobinki piasku wywoływały falę bolesnych jęków i dreszczy. Widziała przed sobą w oddali las, odcinający się od suchej ziemi i rzadkich kępek martwej trawy. Wyglądał na ukojenie, miejsce, w którym nareszcie zazna odpoczynku, jednak nieważne jaki dystans przebyła, ile czasu spędziła na tułaczce, tak puszcza zdawała się być nadal w tym samym miejscu. Z wyschniętego gardła ledwo wychodziły bezkształtne dźwięki, a co dopiero słowa. Fale bólu coraz bardziej pozbawiały jej sił. Powieki opadały, cięższe bardziej niż kiedykolwiek, a łapy drżały z każdym stąpnięciem po kruchej ziemi. W końcu i kotka potknęła się, ciężko dysząc i sycząc z bólu na zgniecionej ciałem tylnej kończynie. W miejsce drapieżnych, łowczych ptaków pojawiły się leniwe sępy, które tylko czekały na łatwą ofiarę. Leżała bezwładnie, czując pierwsze, niepewne dotknięcia przez szpony ptaków. Ostatki jej sił uciekły płucami, gdy chmara rzuciła się na nią, wbijając dziesiątki dziobów ostrych jak kły w jej skórę. Wybawiono ją od dalszego cierpienia. Nie dano jej poczuć, jak zostaje zjadana i rozszarpana żywcem, jak padlina.
Zdusiła wrzask, jaki chciała z siebie wydać, gdy tylko wróciła do rzeczywistości. Jedyny ból, jaki pozostał to ten z zupełnego wyczerpania. Czuła się jeszcze bardziej zmęczona niż wcześniej, a przez parę ostatnich księżyców sen był jej jedynym ukojeniem. Jedyną ucieczką od świata, w którym prawie każdy jej nienawidził.
Nie myślała dużo. Kunia Norka ospałym krokiem, podobnym do tego z koszmaru, podeszła do składu z ziołami. Wyciągnęła z niego parę ziaren maku – na oko, z resztą w ciemności niewiele widziała i czuła. Musiało być to jednak więcej niż zazwyczaj, ponieważ po kilku uderzeniach serca od ich przełknięcia rzuciła się z powrotem w mech. Zapadła w ciężki sen po paru dłuższych chwilach. Nie pamiętała już z niego nic.

***

Nie wierzyła, że ograniczyli jej kontakt z Nocną Łapą. Nocną, bo nigdy w życiu nie zamierzała użyć jej nowego, ośmieszającego imienia. Miała skupić się całkowicie na treningu wojownika. Nie odbyła ani jednej dłuższej rozmowy z kotką od czasu tamtego zgromadzenia. Jej serce powoli pękało, gdy tylko widziała pustkę w oczach prabratanicy. Każdy dzień bez tego małego promyczka szczęścia zdawał się być tylko bardziej ciemny i smutny.
Mówiła sobie, by nie zaprzątać tym głowy. Robiła to jednak cały czas, pogrążała się we własnych smutkach. Przestała już płakać. Próbowała to zaakceptować, jakoś wygrzebać się z tego bagna, ale tylko zatapiała się w nim bardziej i bardziej. Szukała ziół, na które nadszedł sezon na zbieranie, by zająć czymś myśli, czymkolwiek. W pysku miała już parę liści ogórecznika, które zdecydowanie przydadzą się błogosławionej Ważce. Czuła gorąc i żar z nieba, jednak zaletą gęstych lasów był cień drzew, w którym mogła się skryć. Miała poszukać jeszcze więcej młodych, ogórecznikowych pędów, ale zaskoczył ją skrywający się między drzewami cień. Był o wiele ciemniejszy i bardziej odcinający się od innych... Nocka? Rozpoznała ją. Ale co tu robiła, sama? Czyżby jej nie zakazano?
Uczennica rzuciła się jej w ramiona, ale Kunia Norka pozostała zatroskana.
— Nocko? Co ty tu robisz? — zapytała, wypuszczając zbiory z pyska. 
— Odłączyłam się od patrolu, gdy zobaczyłam, że ty też tu jesteś. Musiałam z tobą porozmawiać! — Kotka zdawała się być zdeterminowana. To jednak tylko bardziej przygnębiło starszą medyczkę.
— Nie możemy. Jak ktoś cię zobaczy będziesz mieć kłopoty — odpowiedziała, uśmiechając się po tym słabo. — Wiem, że bardzo chcesz dalej kontynuować nauczanie, lub chociaż pomoc mi, ale teraz to zbyt niebezpieczne, słoneczko. Wiem, że cię to boli, ale niewiele mogę z tym zrobić. Nie chcę, abyś miała jeszcze gorzej, niż teraz — mówiła wolno i z bólem w żółtych oczach, patrząc prosto na koteczkę. Chciała, by ta została jej uczennicą bardziej niż kiedykolwiek. Rozumiała także jej okropny błąd, jaki popełniła na zgromadzeniu, lecz... nie potrafiła się złościć. Nie potrafiła sądzić jej za to w momencie, gdy sama przez to przeszła. Czy to możliwe, że to przez ich pokrewieństwo? Czy to wina dzielonej przez nie krwi?

<Nocko?>

27 lipca 2023

Od Nocnej Łapy CD. Kuniej Norki

- Też kiedyś musiałam robić to, czego wcale nie chciałam robić. Też niegdyś szkoliłam się na wojownika i mimo że może się tak nie wydawać, to bardzo specjalna i ważna jak żadna inna rola. Daj sobie trochę czasu. A jak coś, to moje legowisko nadal stoi otworem. Nikt nie może ci zakazać pomocy mi, nieważne jak bardzo by chciał. - stwierdziła Kunia Norka.
- A-a-ale to nie będzie to saaamo. - Nocna Łapa powstrzymywała łzy.
- Gwiazdko moja… - zaczęła jeszcze raz ciocia.
- Boję się… boję się ostatecznej walki na koniec treningu. Tej na śmierć i życie. Bo przegram i zostanę wygnana z klanu. - popatrzyła na Kunią Norkę z szeroko otwartymi oczami. - Co ja wtedy zrobię? - pisnęła.
- Do tego momentu jeszcze dużo czasu. Do tej pory może się wiele zmienić. Mogą się zmienić zasady, albo możesz znaleźć swój własny sposób na walkę. - pocieszyła ją. Nocna Łapa pokiwała głową mimo, że nie była do końca przekonana.
- Mówiłam ci, że mam gwiazdę? - zapytała Nocna Łapa. Kunia Norka znieruchomiała.
- Gwiazdę? Jaką gwiazdę? - zapytała sztywno. Nocna Łapa wskazała na nią łapą.
- Tam. Pomogła mi podczas nocy samej w lesie. Kiedy byłam w legowisku lisa, była jedyną gwiazdą jaką widziałam. Potem, kiedy chciałam wydostać się z kotliny świeciła jasno nad kamienistą ścieżką. Mogłabyś się dowiedzieć, jaki to kot mi pomógł? - spytała Tak naprawdę to, że widziała gwiazdę nie oznaczało zupełnie nic. Ale jakoś czuła, że ta jej pomogła.
- Zobaczę… - zaczęła.
- Pójdziemy teraz po zioła? - Nocnej Łapie wracał entuzjazm. Zapomniała już o treningu i teraz mogła się po prostu cieszyć życiem. Miała już ćwiczenia, teraz Gronostajowy Taniec da mi święty spokój. Kiedy to pomyślała, kocur podszedł do niej.
- Nocna Łapo, odpoczęłaś po polowaniu? - nie czekając na odpowiedź mówił dalej. - Teraz możemy poćwiczyć walkę, a potem do końca dnia będziesz wypoczywać. - powiedział. Walka?! Nie! Posłusznie podniosła się i podeszła do mentora. Kunia Norka poprawiła jej humor, który teraz gdzieś się ulotnił. Znowu czuła się tylko Nocną Łapą. Wojowniczką. Czyli tak naprawdę nikim. Popatrzyła przestraszona w oczy Kuniej Norce, jednak szybko odwróciła wzrok. Każdy dzień był walką o przetrwanie. Była już tym zmęczona. Im szybciej wywalą mnie z klanu tym lepiej.
<Kunia Norko?>
[394 słów]
[Przyznano 15%]

26 lipca 2023

Od Kuniej Norki CD. Nocki (Nocnej Łapy)

— Chcę zostać medyczką. Chcę leczyć. Chcę ci pomagać — oznajmiła Nocka, patrząc burej prosto w oczy. Nogi Kuniej Norki zaczęły drżeć, jednak nie ze strachu czy niepokoju. Kocica uśmiechnęła się szeroko, czego dawno nie robiła; otworzyła pysk, lecz nie była w stanie wydusić z siebie żadnego słowa. Błądziła wzrokiem po czarnej kotce, próbując ułożyć w głowie jakiekolwiek sensowne zdanie, by wyrazić swoją ogromną radość inaczej niż niekontrolowanym piskiem, jak nastolatka.
— T-To... wspaniała wiadomość — bąknęła, mrucząc, by uspokoić i wyrazić swoje emocje. — Obawiałam się już, że się nie zgodzisz, choć nie miałabym ci tego za złe, oczywiście... — urwała, nie wiedząc co dalej powiedzieć. Po paru uderzeniach serca parsknęła tylko śmiechem i już z łzami w oczach wymruczała drżącym, płaczliwym głosem: — Nie mogłam być już szczęśliwsza. 
Nocka rzuciła się w jej objęcia, w które medyczka natychmiast je przyjęła. Kociak nawet nie zauważył, jak podczas mówienia Kuny o jej bezkresnej radości kotka wypluwała resztki ziół, których nie zdążyła przełknąć. Kunia Norka tuliła swoją prabratanicę mocno, skrywając przed nią łzy szczęścia. W końcu jednak się opanowała i puściła Nockę, otrzepując się z ziemi w trakcie wstawania. Usiadła obok niej, a nadal uśmiech nie schodził jej z pyska.
— Będziesz cudowną medyczką, Nocko — miauknęła jeszcze, oddychając głęboko po napadzie silnych emocji. Czarna kotka również lekko dyszała, w końcu Kuna prawie ją udusiła, przytulając. 
— Tak uważasz?
— Nie mówiłabym tego, gdybym sądziła, że jest inaczej. — Kunia Norka owinęła ogon wokół swoich łap. — Masz to, czego potrzebuje każdy medyk. Chęć pomocy, ambicję, zainteresowanie, głęboką wiarę, gorliwość do przestrzegania zasad świętego kodeksu... — urwała, czując się speszona. Po chwili jednak na powrót się rozchmurzyła. Być może ona popełniła błędy, ale nie pozwoli, by z Nocką stało się to samo. Była dobrym ziarnem, które wystarczyło rzucić na żyzną glebę i pozwolić kiełkować, by zamieniła się w cudowny kwiat. — Było wielu, których los rzucił na ścieżkę medyków, ale nie każdy ma do tego łapę. Gęsi Wrzask ma nawet większą wiedzę niż ja, lecz musisz wiedzieć, że to nie jest dobry uzdrowiciel. — Ściszyła głos, w obawie że któryś z jego bliskich, bądź nawet on sam, ją usłyszy. — Wiele kotów ma serce z kamienia. Liczy się dla nich tylko to, by wyleczyć choroby, opatrzeć rany, odebrać porody, pożegnać odchodzących. Bycie medykiem to coś więcej. A widzę w tobie to coś. Twoje złote serce.
Nocka przez chwilę stała w milczeniu, jednak z oczami lśniącymi się jasno, jak gwiazdy. Prędko pojęły jednak, że nie potrzebują słów, żeby się zrozumieć. Obie robiły to nawet, gdy jedyne co były w stanie wymienić, to spojrzenia.

***

Nocka poszła ścieżką wojownika. Kuna nie była w stanie opisać obejmującego jej żalu, gdy co świt widziała ją, wychodzącą z obozu na trening. Nie była samolubna, zaakceptowałaby decyzję swojej ukochanej bratanicy jakakolwiek by ona nie była, ale zbyt dobrze ją znała. Nie czuła radości z nauki walki, polowania, wspinaczki. Nie widziała u Nocki uśmiechu, który pojawiał się przedtem, gdy tylko uczyła się o ziołach bądź przyglądała się leczeniu chorych. Nie czuła się wojownikiem w sercu. 
Widząc to Kuna chciała jedynie płakać. Ona mogła tyrać po zioła, leczyć koty, męczyć się, jednak nie mogła patrzeć na osowiałą, widocznie nieszczęśliwą Nocną Łapę. Obserwowała, jak czarna skubała małą nornicę, zmęczona leżąc niedaleko sterty ze zwierzyną. Śnieg prószył delikatnie, jak gdyby nie stworzył już gigantycznych zasp, przez które wojownicy już bali się przechodzić pod gałęziami drzew, z których śnieg mógłby w mniej niż uderzenie serca spaść i przygnieść każdego nieszczęśnika, któremu przyszłoby przejść pod jednym z nich. Kuna podeszła i położyła się obok Nocnej Łapy, przyglądając się jej smutnemu wyrazowi pyska, który jednak rozpromienił się delikatnie, widząc bliską jej medyczkę.
— I jak się czujesz dzisiaj, słonko? — zapytała cętkowana. — Co dzisiaj ćwiczyłaś?
— Dobrze — mruknęła Nocka, przechylając lekko głowę i wbijając wzrok w ziemię. — Polowałam z Gronostajowym Krokiem, w lesie. Chciał mi pokazać spaloną część lasu, ale się rozmyślił przez ten cały śnieg.
— Oo, czyli złapałaś tego nornika? — Starała się mówić z radością, by podnieść czarną na duchu, wskazując na leżącego przy niej nadjedzonego gryzonia. 
— Nie — mruknęła. — Ale udało nam się złapać mysz. Ktoś ją zabrał. — Sprostowała, gdy Kunia Norka zaczęła się rozglądać po stercie, szukając jej zdobyczy. 
— Zuch dziewczyna! — poklepała kotkę po plecach z uśmiechem, jednak jej entuzjazm jednak nie miał odbicia w uczennicy. Kotka tylko się pojedynczo zaśmiała i ponownie zamilkła, wracając do bezwiednego wpatrywania się w dół. Kunia Norka spoważniała i odsunęła się lekko od Nocnej Łapy. Pomiędzy nimi nastała długa cisza, przerywana tylko mlaskaniem, gdy młoda kotka kończyła swój posiłek.
— Nie chcę być wojownikiem. — Nocna Łapa szepnęła, nadal wpatrując się apatycznie w ziemię. Kunia Norka spojrzała prosto na nią, już chciała odpowiedzieć, lecz kotka kontynuowała: — Nie lubię polować. Nie chcę walczyć. Pierzasta Łapa co rusz chwali się czego nie złapał, gdzie się nie wspiął, czego nie pokonał, z taką dumą i radością. A ja... nie wiem. Nie wiem, co ja tu robię... Po prostu nie pasuję.
— Oh, Nocko... — zaczęła Kuna, szukając słów, by w jakiś sposób pocieszyć kotkę. Przybliżyła się do niej tak, że stykały się bokami. — Kochanie, wiem, że to dla ciebie trudne. Też mnie smuci ten osowiały pyszczek, który widzę co rano. Niestety trudno będzie zmienić decyzję Szakalej Gwiazdy, więc musisz to zaakceptować, nawet jeśli to ciężkie.
— Nie chcę — miauknęła Nocna Łapa przez napływające do jej oczy łzy. Oparła głowę na łapach Kuny, która wzięła głęboki wdech.
— Też kiedyś musiałam robić to, czego wcale nie chciałam robić. Też niegdyś szkoliłam się na wojownika i mimo że może się tak nie wydawać, to bardzo specjalna i ważna jak żadna inna rola. Daj sobie trochę czasu. A jak coś, to moje legowisko nadal stoi otworem. Nikt nie może ci zakazać pomocy mi, nieważne jak bardzo by chciał.

<Nocna Łapo?>

Wyleczeni: Kunia Norka

15 lipca 2023

Od Nocki CD. Kuniej Norki

Wrotycz do wrotyczu, szczaw do szczawiu, ten jest zwiędnięty. Nocka popędziła po ziarenko maku i ułożyła je przy innych. Kiedy skończyła, sprawdziła, czy na pewno się w niczym nie pomyliła, ale wszystko wydawało się być w porządku. Kunia Norka i tak zawsze sprawdzała, czy wszystko było dobrze, więc czarne kocię nie musiało się przejmować, że coś zrobi źle. Uwielbiała pomagać leczyć koty, a jako że była inteligentna łatwo zapamiętywała wszystkie zioła. Jednak nie leczyła dla przyjemności, leczyła dla Kuniej Norki. Podczas spędzonych wspólnie księżycy, Nocka przywiązała się do niej bardziej niż do matki. Spędzanie z nią czasu było dla niej przyjemnością. Kończyła powoli sortować zioła. Wtedy do legowiska wszedł Gęsi Wrzask. Kaszlał. Nocka podniosła się, żeby mu pomóc, ale nie ruszyła się z miejsca. Co prawda nie wiedziała co się z nim działo, ale po prostu chciała być przy nim i w razie potrzeby pójść po jakieś zioła dla Kuniej Norki. Ten jednak wziął jakieś zioła i wyszedł. Nocka słyszała, jak mówi.
— Wykorzystujesz bachora do brudnej roboty? Mądre — warknął do Kuniej Norki opuszczając legowisko. Nocka spojrzała na Kunią Norkę. Kotka nic nie odpowiedziała, tylko wbiła wzrok w ziemię, opuszczając ogon do ziemi.
— Czy coś się – zaczęła zmartwiona Nocka.
— Nie przejmuj się tym, słonko — miauknęła, słabo uśmiechając się w jej stronę. Kocię wiedziało, że Kunia Norka potrzebuje teraz pocieszenia, ale nie miała pojęcia, co mogłaby zrobić. Dlaczego Gęsi Wrzask to powiedział? Sprawił cioci przykrość. Dużo przychodzących tu osób nią pogardzało. Kicia nie rozumiała, dlaczego. Kunia Norka zaraz po Piórku była najlepszą osobą, jaką znała i zamierzała jej bronić, mimo, że była jeszcze tylko kociakiem. Wróciła do pracy. Pozostała kocimiętka tu, trochę trybuli tam. Nie minęła dłuższa chwila, kiedy Kunia Norka zadała jej kolejne pytanie:
— Nocko, mam do ciebie ważne pytanie — miauknęła, przestając na chwilę odstawiać ususzone liście czegoś-tam na kupkę.
— Tak? Jakie? — zapytała.
— Dużo czasu tu spędzasz ze mną. Bardzo to doceniam, tak samo jak twoją pomoc. Wiele razy przychodziłaś i uważnie słuchałaś o ziołach, zauważyłam, że to jest dla ciebie interesujące i sprawia ci przyjemność. – zaczęła. Jaka pochwała! Nocka się rozpromieniła, a Kunia Norka mówiła dalej: - Mam już swoje księżyce, dobrze wiesz. Nie chcę zostawić Klanu Wilka bez mojego następcy, więc... Nocko, czy chciałabyś zostać moją uczennicą? — zapytała. Nocka stała na prostych łapach, a dźwięki dookoła jakby przestały ją otaczać. Słyszała tylko tętno w uszach i walące serce. Nie miała pojęcia co robić. Zawsze wyobrażała sobie, że zostanie wojowniczką. Będzie polować i bronić Klanu Wilka, a kiedyś może nawet zostanie przywódczynią? Miała ambicje, jak każdy kociak. Nadawałaby się na wojowniczkę. Była szybsza, zwinniejsza i bardziej spostrzegawcza od przeciętnego kociaka – tak jej się przynajmniej wydawało. Jednak kompletnie nie radziła sobie w walce. Piórko powalał ją po dosłownie chwilce na ziemię, więc zwyczajnie przestała się z nim bawić i spędzała jeszcze więcej czasu w legowisku medyka. Tak więc czy już była medyczką? Czy miała jakiekolwiek szanse w zostaniu wojowniczką? Nocka nigdy nie była tak bardzo zdezorientowana. Co ma robić? Wiedziała kim chce być. Pragnęła zostać wojowniczką. Polować, wspinać się po drzewach i biegać. Jeszcze musiała to jakoś powiedzieć Kuniej Norce. Czy zrani przy tym jej uczucia? Czy ją zasmuci? Nagle doszły do niej jej słowa. ,,Mam już swoje księżyce, dobrze wiesz. Nie chcę zostawiać Klanu Wilka bez swojego zastępcy” Nocka otrzeźwiała.
- Co to znaczy? – pisnęła przerażona. – Zostawiać? Dużo księżycy? – piszczała. To nie mogła być prawda. Kunia Norka miała już dużo księżycy? Nocka podbiegła i przytuliła Kunią Norkę. Przez chwilę tak razem stały, wtulone w siebie.
- Spokojnie, jeszcze trochę mi zostało. – uspokoiła ją ciocia. – Mówię tak na wszelki wypadek. – powiedziała łagodnie.
- To nie mów. – pisnęła. Nie odpowiedziała jej na pytanie czy chce zostać medyczką, bo musiała się zastanowić. Porządnie zastanowić.

***

- Szczaw tu, wrotycz tam. A to co jest? -  zapytała Kuniej Norki.
- Żywokost. – odpowiedziała. Nocka pokiwała głową delikatnie kładąc go na odpowiednią kupkę. Musiała być ostrożna. Jeszcze wciąż się nie zdecydowała. Czas najwyższy.

***

- A ty jak sądzisz? – zapytała Piórka.
- Zostań wojowniczką! Poco komu ziółka? Rozumiem, że medyk jest potrzebny, ale to jest nuuudne! Bawimy się? – zapytał. Z nim się nie dało dogadać w takich kwestiach.

***

Gotowe. Postanowiła podążać za głosem serca. Jeszcze tylko musiała kulturalnie powiedzieć Kuniej Norce, że bardzo podobają jej się zajęcia medyczki, ale pragnie zostać wojowniczką. Ruszyła w stronę legowiska medyczki. Widziała Gęsi Wrzask syczącego na jej ciocię. Kunia Norka spuściła ogon i wróciła do legowiska. Nie pozwolę, żeby ją tak traktowali! Gdy weszła do legowiska, Kunia Norka pociągała nosem. Najwyraźniej miała katar. Nocka rzuciła się po zioła na katar.
- Masz katar? Chcesz? – zapytała z ziołami w pysku. Wtedy zrozumiała, że rannych kotów jest dużo i medyk jest potrzebny. Równie dobrze coś mogło się stać Piórku. Albo mamie i tacie. Zdecydowała. Kiedy Kunia Norka przeżuwała zioła ta powiedziała:
- Chcę zostać medyczką. Chcę leczyć. Chcę ci pomagać. – powiedziała z powagą.

<Kunia Norko?>

09 lipca 2023

Od Kuniej Norki CD. Nocki

zaraz po pożarze

— Jeśli chcesz to mogę ci pomóc. Mogę przynieść wodę. Cokolwiek — miauknęła niewielka, czarna kotka, co natychmiast rozpuściło Kunie serce. Takie małe, a takie skore do pomocy... Jakby widziała małą siebie...
— Jesteś jeszcze kocięciem, nie musisz mi pomagać w pracy. Poradzę sobie — zapewniła ją medyczka, jednak widząc ten proszący błysk w oku nie mogła się dłużej opierać. Dodała po chwili: — Jeżeli bardzo chcesz pomóc... Hmm... Poczekaj tutaj chwilę — mruknęła i spojrzała w stronę zbiorowiska kotów. Musieli osiąść nad jeziorem, gdzie dym nie docierał. Nie zdążyła zabrać ze sobą wszystkich zapasów, co było problematyczne... Ale przecież nie wyśle na zbieranie ziół nieznającego się na nich kota, a co dopiero kociaka, prawda? Bardzo doskwierał jej brak asystenta. Potrzebowała go w tym momencie... — Wiem, że to nie jest najbardziej ekscytujące zajęcie, ale jakbyś mogła przesortować zioła... Ułatwiłoby mi to pracę.
Nocka zamrugała, lekko zdezorientowana. Kunia Norka spostrzegła, że mała nie wie o czym ona mówi. Prędko sprostowała:
— Rozdziel zioła tak, aby takie same były z takimi samymi. Rozumiesz? — zapytała, po czym czarna wolno przytaknęła. Bura czuła jednak, że nadal do końca nie wie o co jej chodzi. Podeszła do miejsca, gdzie leżało parę ziół. Z kupki wyciągnęła wszystkie znalezione liście jastrzębca, odstawiając na bok. — W ten sposób. Z każdym ziołem, jakie tu leży. Tylko delikatnie. Teraz, po pożarze, każde ziele jest na wagę złota.
— Dobrze — odpowiedziała jej czarna, przysiadając się do ziół obok Kuny, która szybko wstała, widząc liliowego kocura. Gęsi Wrzask wszedł do prowizorycznego legowiska medyka, jakie musiała sobie zorganizować. Wojownik kaszlal, widocznie nie mogąc wziąć odpowiedniego oddechu. Zanim zdążyła się nim zająć kocur tylko rzucił szybkie "Sam się tym zajmę" i podszedł do Nocki, która widocznie zdziwiła się obecnością wojownika, który odprawiał samowolę. Odnalazł prędko w stosach świeżo zebrane jałowcowe jagody, przegryzł, połknął i zmierzał w stronę wyjścia, tak szybko jak się tu znalazł.
— Wykorzystujesz bachora do brudnej roboty? Mądre — warknął sarkastycznie, opuszczając legowisko. Kunia Norka nic nie odpowiedziała, tylko wbiła wzrok w ziemię, opuszczając ogon do ziemi. Spotkała się z lekko zmartwionym wzrokiem Nocki, która wszystko słyszała.
— Czy coś się –
— Nie przejmuj się tym, słonko — miauknęła, słabo się uśmiechając w jej stronę. — Świetnie ci idzie — zmieniła temat. Widziała, jak czarna strzepuje uchem i wraca do pracy, przynosząc Kunie ulgę. Wolała, by nie myślała o tym, jak potrafili traktować ją inni w klanie.
Kotka kilka uderzeń serca po tym usłyszała kroki Olszowej Kory. 
— Mogę w czymś pomóc? — zapytała Kunia Norka, patrząc na kotkę. Wyglądała całkiem zwyczajnie, dopóki nie odwróciła i nie pokazała swojego drugiego boku. Na jej prawej nodze żarzyła się ropiejąca rana. Bura od razu zrozumiała, że to ugryzienie szczura.
— Szczur mnie dziabnął. Kiedyś — mruknęła. Nie musiała mówić więcej medyczce, która podeszła do kociaka i z jednej z zorganizowanych już przez nią kupek zabrała łopianowy korzeń, który już zaczęła przeżuwać na maść. Poklepała ją po głowie, widząc jak bardzo się stara i powróciła do swojej pacjentki. Zaczęła na jej ranę nakładać leczniczą maść.
— Postaraj się z czymś takim przychodzić do mnie tak szybko jak się stanie, dobrze? 
— Tak — wymruczała, a w jej głosie można było wyczuć natychmiast ukojenie.

***

Nocka okazała się być bardzo pomocna. W trakcie ostatnich kilku dni pomagała jej sortować rośliny, czy też podawać zioła, jak kocimiętkę, gdy Szczurzy Cień zachorował na biały kaszel. Albo gdy Kukułczą Łapę rozbolały stawy to sama zrobiła i podała jej maść na nie. Odkąd Deszczowa Chmura odszedł, nie miała zbyt wiele pomocy w legowisku medyka. Wprawdzie tak, Omen zawsze znalazł sposób na wepchnięcie na stanowisko głównego medyka innego kota, ale ani Gęś, ani Wiśnia nie byli dla niej oparciem. Nie mogła powiedzieć, że któreś z nich jej pomagało, w końcu to ona była ich asystentem, a nie oni. Lwia Grzywa czasami poszedł z nią zbierać zioła, bądź zrobił to, o co go poprosiła, ale wiedziała, że to zupełnie nie jego powołanie, a robił to z dobroci serca. Jego córka natomiast? Wydawało jej się, że tak jak ona złapała bakcyla. Kochała nauczać ją nazw i zastosowań różnych ziół, co chłonęła jak gąbka. Myślała o tym dużo, ale po tym jak koteczka zaczęła naprawdę dużo czasu przebywać w legowisku medyka, poczuła, że być może znalazła swojego ucznia. Dlatego, gdy po raz kolejny czarna spędzała czas w jej legowisku, obserwując jak bura kotka robi ostatnie wyrzucanie i segregowanie ziół przed nadejściem srogiej pory nagich drzew, zebrała myśli w głowie i odetchnęła głęboko, po czym spojrzała prosto w jej żółte oczy. Jeszcze został księżyc do jej mianowania na uczennicę. To był czas.
— Nocko, mam do ciebie ważne pytanie — miauknęła, przestając na chwilę odstawiać ususzone liście macierzanki na kupkę. Kotka nadstawiła uszu, wpatrując się ciekawsko w medyczkę.
— Tak? Jakie? — zapytała. Kunia Norka uśmiechnęła się w jej stronę ciepło.
— Dużo czasu tu spędzasz ze mną. Bardzo to doceniam, tak samo jak twoją pomoc. Wiele razy przychodziłaś i uważnie słuchałaś o ziołach, zauważyłam, że to jest dla ciebie interesujące i sprawia ci przyjemność. Mam już swoje księżyce, dobrze wiesz. Nie chcę zostawić Klanu Wilka bez mojego następcy, więc... Nocko, czy chciałabyś zostać moją uczennicą? — Zestresowana, ale również i podekscytowana wypowiedziała te słowa. Uczenie tak posłusznej i przyjemnej kotki byłoby dla niej zaszczytem – wiedziałaby, że klan po jej śmierci będzie w najlepszych łapach.

<Nocko?>

Wyleczeni: Gęsi Wrzask, Olszowa Kora, Szczurzy Cień. Kukułcza Łapa

26 czerwca 2023

Od Nocki CD. Kuniej Norki

Ogórecznik. Nigdy jeszcze go nie widziała. Istnieje coś takiego, co daje mamie mleko? Nie była jakoś szczególnie blisko ze swoją mamą, ale Kunia Norka nie mogła o tym wiedzieć. Dużo bardziej wolała tatę, Lwią Grzywę. Swoją pra ciocię też lubiła! W końcu nawet wywodziła się od strony taty… chyba. Powinnam dać to Piórku. Pomyślała i pożegnała się z kotką.

*****

Dym. Dusił ją. Potrzebowała powietrza! Widziała płomienie, łzawiły jej oczy. Zgubiła już rodziców i Piórko, jedyną osobą którą widziała, była Kunia Norka. Pobiegła w jej stronę.
– Ja  potrzebuję… powietrza! – pisnęła.
– Spokojnie. – zamruczała uspokajająco. Stokrotkowa Gwiazda zarządziła ewakuację klanu do jeziora. Kunia Norka wzięła ją i razem z innymi kotami podążyła za liderką. Nocka zwisała bezwładnie z jej pysku modląc się do Klanu Gwiazdy o zachowanie jej domu w jednym kawałku. Przed nimi upadło jakieś drzewo, ale biegli dalej. Kiedy dotarli do jeziora czarna kicia wzięła głęboki wdech. Świeże powietrze! Od razu przestała się nim cieszyć, kiedy zobaczyła płonący las. Ogień  był daleko, ale tam też był obóz. Jej dom. Odszukała wzrokiem rodzinę. Była bezpieczna. Przynajmniej tyle dobrego. Podeszła do Kuniej Norki.
– Dzięki. – powiedziała.
– Nie ma sprawy, maluchu. – uśmiechnęła się. W końcu Nocka nie wytrzymała.
– Ktoś został poparzony? Potrzebuje pomocy? – pisnęła z przejęciem. Ją samą paliło gardło od dymu. Co było na gardło? Chyba miód? Nie, na pewno nie miód. A może jednak?
– Jeśli chcesz to mogę ci pomóc. Mogę przynieść wodę. Cokolwiek. – zapewniła. Nie mogła patrzeć na kaszlących pobratymców.

<Kunia Norko?>

23 czerwca 2023

Od Nocki CD. Kuniej Norki

Ogórecznik. Nigdy jeszcze go nie widziała. Istnieje coś takiego, co daje mamie mleko? Nie była jakoś szczególnie blisko ze swoją mamą, ale Kunia Norka nie mogła o tym wiedzieć. Dużo bardziej wolała tatę, Lwią Grzywę. Swoją pra ciocię też lubiła! W końcu nawet wywodziła się od strony taty… chyba. Powinnam dać to Piórku. Pomyślała i pożegnała się z kotką.

***

Dym. Dusił ją. Potrzebowała powietrza! Widziała płomienie, łzawiły jej oczy. Zgubiła już rodziców i Piórko, jedyną osobą którą widziała, była Kunia Norka. Pobiegła w jej stronę.
- Ja  potrzebuję… powietrza! – pisnęła.
- Spokojnie. – zamruczała uspokajająco. Stokrotkowa Gwiazda zarządziła ewakuację klanu do jeziora. Kunia Norka wzięła ją i razem z innymi kotami podążyła za liderką. Nocka zwisała bezwładnie z jej pysku modląc się do Klanu Gwiazdy o zachowanie jej domu w jednym kawałku. Przed nimi upadło jakieś drzewo, ale biegli dalej. Kiedy dotarli do jeziora czarna kicia wzięła głęboki wdech. Świeże powietrze! Od razu przestała się nim cieszyć, kiedy zobaczyła płonący las. Ogień  był daleko, ale tam też był obóz. Jej dom. Odszukała wzrokiem rodzinę. Była bezpieczna. Przynajmniej tyle dobrego. Podeszłą do Kuniej Norki.
- Dzięki. – powiedziała.
- Nie ma sprawy, maluchu. – uśmiechnęła się. W końcu Nocka nie wytrzymała.
- Ktoś został poparzony? Potrzebuje pomocy? – pisnęła z przejęciem. Ją samą paliło gardło od dymu. Co było na gardło? Chyba miód? Nie, na pewno nie miód. A może jednak?
- Jeśli chcesz to mogę ci pomóc. Mogę przynieść wodę. Cokolwiek. – zapewniła. Nie mogła patrzeć na kaszlących pobratymców.

<Kunia Norko?>

19 czerwca 2023

Od Kuniej Norki CD. Nocki

przed śmiercią Mrocznej Gwiazdy
Pożegnali kolejnych dwóch wojowników. Trójoka Wrona był kotem, do którego miała szacunek, nawet jeżeli należał do grupy tych, przez których była znienawidzona. Swą tajemniczością jednak przypominał jej o Oszronionym Słońcu i nie mogła go winić za niechęć w jej stronę. Był dobrym wojownikiem. Gradowa Burza jednak... To było dla Kuny ogromne zmieszanie. Podobnie jak Malinowy Kolec, kotka nienawidziła jej, swej ciotki, z powodu rangi medyka. Wszystko przez Jaszczurzy Syk... Ale nadal, bura była jej bratanicą, jednym z nielicznych ostatków po Mysikróliku. Jej odejście sprawiało tylko, że tych "pamiątek" było tylko coraz mniej.
Zamiast niej jednak pojawił się promyk, a nawet dwa. Dwa małe, kruczoczarne zawiniątka u boku Płonącej Duszy. Kuna wiedziała, że ta rodzina nie była szczęśliwa tak, jak by tego pragnęła, lecz nadal dzieci jej bratanka nadal były dla niej darem. Wiedziała, że Lwia Grzywa będzie dobrym ojcem. 
— Kunia Norko? Mogę wejść? — rozbudził ją z kolejnego napływu rozmyślań wysoki, kocięcy głosik. Natychmiast wiedziała, kto się za nim krył – Nocka. Nowa członkini jej rodziny, która od pewnego czasu zdawała się być zainteresowana ziołami, z każdym dniem coraz bardziej. Uśmiechnęła się w jej stronę, gdy tylko ją zobaczyła przy wejściu, ruchem ogona zapraszając do siebie. Nie mogła nikogo okłamywać, to był odpowiedni czas na ucznia. Wiśniowa Iskra była starym więźniem, a jej samej również księżyce mijały. Nie zamierzała pozostawić Klanu Wilka bez następcy, a z drugiej strony bała się, że gdy Mroczna Gwiazda weźmie sprawy w swoje łapy to nie wyjdzie z nich nic dobrego. Nie chciała na miejscu ucznia medyka któregoś ze zdemoralizowanych, rządnych krwi kociąt z wypranym mózgiem. To musiało być powołanie.
— Oczywiście. Coś cię sprowadza? Wszystko w porządku? — zapytała, choć była pewna, że mała przyszła tu tylko, by spędzić z nią czas i dowiedzieć się czegoś o ziołach.
— Tak — odpowiedziała bez wahania czarna. — Czy jest teraz ktoś chory? 
— Obecnie nikt do mnie nie przychodzi, więc zdaje mi się, że nie. Choć koty lubią bagatelizować swoje choroby, co później prowadzi do tragedii — westchnęła, szybko się jednak rozchmurzając. — To dobrze, że klan jest zdrowy. Nie mam się o co martwić.
— Co robisz, gdy nie masz kogo leczyć? — spytała ciekawsko Nocka. Kunia Norka polizała swoją łapę i się delikatnie zaśmiała.
— Jest dużo rzeczy, które mogę robić. Zbieram zioła, przecież same się nie pozbierają, prawda? Teraz, gdy jest lato muszę ich nazbierać jak najwięcej, zanim spotka mnie mróz. Jak będziesz już uczennicą czasami będziesz chodzić ze mną na patrole ziołowe. Wiesz, często przydaje mi się pomoc w niesieniu czy znajdywaniu ziół. — Kotka urwała i spojrzała się z powrotem na kocię, by mieć pewność, że nie zanudza. Czarna jednak siedziała w ciszy, przytakując główką, zachęcając by mówiła dalej. — Starszyzna i karmicielki również często potrzebują mojej pomocy. A jak już o wilku mowa, twojej mamie mogłaby się ona przydać. 
— Czy moja mama jest chora? — miauknęła zaskoczona Nocka, która położyła po sobie uszy.
— Nie, nie — zapewniła ją Kuna, kręcąc ogonem. — Karmicielki robią mleko na kociąt, ale często mają go za mało. Jest takie zioło, ogórecznik, które pomaga im robić go więcej. Popatrz — miauknęła, wyciągając z kupki włochaty liść, który podsunęła pod łapy kociaka. — Gdy rośnie i kwitnie ma dodatkowo niebieski lub różowy kwiatek, ale nie jest on potrzebny. Możesz zanieść go mamie i powiedzieć, aby to zjadła. Na pewno się ucieszy.

<Nocko?>

10 czerwca 2023

Od Nocki do Kuniej Norki

Nocka spokojnie siedziała przed żłobkiem. Obok niej kręcił się gdzieś Piórko dotrzymując jej towarzystwa. Zapewniła go, że może już sobie pójść, ale ten upierał się, że zostanie. Lubiła go. Obserwowała Mroczną Gwiazdę. Kocur zawsze wydawał się… ciekawy. Płonąca Dusza mówiła, że jest zły, ale wcale tak nie wyglądał!
– Piórko, idziesz ze mną do medyczki? – zapytała się brata. Miała zamiar pooglądać sobie zioła i kto wie, może się czegoś nauczyć?
– Stało ci się coś? – pisnął przestraszony.
– Nie, spokojnie – zamruczała uspokajająco. Czasami troska brata ją irytowała. Podniosła się i ruszyła ku legowisku uzdrowicielki. Zatrzymała się i usłyszała kroki Piórka. Czyli idzie za mną. Weszła do borsuczej nory. Doszedł ją aromat ziół. Nie była pewna, czy może tu być, ale chyba tak. Zresztą, mama mówiła, że Kunia Norka jest miła. A Wiśniowa Iskra… więzień. We wnętrzu zobaczyła asystentkę medyczki. Przywitała się.
– Witaj kwiatuszku, co cię tutaj sprowadziło? – zapytała się czarnej kici.
– Tak sobie przyszłam. Mogę zostać? – zapytała niepewnie. Obejrzała się. Nigdzie nie widziała Piórka. Czyli jednak za mną nie poszedł.
– Jasne! Chcesz zobaczyć zioła? – Nocka energicznie pokiwała główką, słysząc te słowa. Poszła za Kunią Norką w stronę składzika.
– Co to? – zapytała kicia, trącając łapką małe czarne ziarenka.
– To takie magiczne ziółka, które sprawiają, że uśniesz! – Kunia Norka się uśmiechnęła. Nagle usłyszały głos:
– Niech wszystkie koty potrafiące samodzielnie polować zbiorą się przy pniu drzewa na spotkanie klanu! – zawołał Mroczna Gwiazda. Mimo, że nie potrafiła samodzielnie polować wychyliła się z legowiska medyczki. Na środku obozu rozłożone były dwa ciała. Trójoka Wrona i Gradowa Burza leżeli przed liderem nieruchomo. Spojrzała pełnymi strachu oczami na Kunią Norkę.
– Czy oni…? – zapytała.
– Tak.

***

Wciąż nie mogła się otrząsnąć po śmierci dwojga wojowników. Wprawdzie wcale ich nie znała, ale byli jej pobratymcami. Patrzenie, jak leżą nieruchomo, bez życia, było… straszne. Potrafiła o tym zapomnieć tylko wtedy, kiedy chodziła do Kuniej Norki. Kotka działała na nią uspokajająco. Dzisiaj, jak prawie codziennie, znowu do niej przyszła. Może to było dziwne, ale ciekawiły ją zioła. Nie to, że chciała zostać medyczką. Po prostu chyba nie chciała, aby jeszcze ktoś umarł. Zamierzała się trochę nauczyć. Albo chociaż znać podstawy.

<Kunia Norko?>