Przeszłość
Poziomkowa Łapa położyła drozda przed łapami Połyskliwego Koguta, spoglądając na niego niepewnie. Od Dzielnej Łapy usłyszała, że powinna uważać na minarów, a teraz zostało jej przydzielone zadanie przynieść im coś do jedzenia. Dlatego też nie zamierzała z tym zwlekać ani się wymigiwać, chciała mieć to z głowy dla własnego spokoju. Również nie musiała się obawiać, ponieważ strażnicy u wejścia czuwali nad tym, żeby jej się nie stała żadna krzywda. Odetchnęła, owijając ogon wokół jednej ze swoich kończyn w celu dodania sobie otuchy.
— Dzień dobry, Połyskliwy Kogucie. To dla ciebie — miauknęła, zastanawiając się, czy powinna powiedzieć coś jeszcze. Srebrny przez pierwsze paręnaście uderzeń serca się wahał, nie robiąc tak naprawdę nic z ptakiem. Koteczka nie analizowała jego zachowania zbyt długo, czując współczucie względem niego. Może i przyczynił się do czegoś strasznego, ale przecież nadal był kotem z własnymi myślami, uczuciami. Z pewnością żałował tego, czego się dopuścił. Przełknęła ślinę, już bardziej spokojna, chociaż nadal niezupełnie.
— W ciągu dnia moje jedyne interakcje z naszymi pobratymcami, nie licząc minarów, to tylko takie, gdy koty do nas zaglądają na uderzenie serca, żeby nam zrzucić jedzenie. Jeszcze żaden z nich nie pomyślał, żeby może ze mną pogadać — mruknął smutno, a jego mina wyraźnie spochmurniała. Koteczka poczuła ukłucie w sercu. Gdyby była na jego miejscu, nie wytrzymałaby z tęsknoty. Co by zrobiła bez możliwości porozmawiania ze swoimi siostrzyczkami? Z Dzielną Łapą?
— Współczuję ci, Połyskliwy Kogucie — odparła, łapą szurając lekko grunt pod sobą. Podniosła na niego wzrok. — Myślę, że jeśli będziesz dobrze się zachowywał, to może Zawodząca Gwiazda przyjrzy się twojej sprawie i pomyśli, czy może cię już wypuścić. Głowa do góry — próbowała go pocieszyć, chociaż wydawało jej się, że w jej wykonaniu wyszło to dość niezręcznie. W końcu nie była pewna, czy dymny rzeczywiście wybaczyłby minarowi, ale nikomu nie zakazano marzyć, a iskierka nadziei potrafiła działać cuda.
— Dziękuję, że chociaż ty mnie rozumiesz. Będziesz wspaniałą przewodniczką — podsumował, wreszcie pochylając się nad zwierzyną i biorąc pierwszy kęs. Poziomka skinęła mu głową na pożegnanie, nie chcąc przeszkadzać w posiłku, a potem wycofała się z legowiska, siląc się na spokojny chód.
***
Teraźniejszość
Nadeszła Pora Nowych Liści, a mimo to Poziomkowa Łapa nadal odczuwała nieprzyjemny chłód, gdy budziła się w legowisku uczniów. Mogło być to związane z faktem, iż Porzeczka ostatnio doczekała się mianowania na wojowniczkę jako pierwsza z ich trójki i już zdążyła przenieść się do jamy wojowników, a ona została sama z Malinką, no i Dzielną Łapą, ale on spał teraz na tyle daleko, że nie mógł jej ogrzewać... Futro siostrzyczki było półdługie, dlatego też szylkretka nie potrafiła zrozumieć, dlaczego reagowała w ten sposób. W końcu sama była okryta niezwykle długą, przypominającą chmurkę sierścią, więc nie powinno jej być zimno. Mimo wszystko było. Gdy wyprostowała łapki i wstała z legowiska, wzdrygnęła się z chłodu. Na zewnątrz z pewnością leżał jeszcze śnieg. Zmarznięta ziemia wszędzie wokół, częste poranne mgły i wilgotne, rześkie powietrze poza bezpiecznym, ciepłym azylem dalej podsuwało do głowy myśl, że panowała Pora Nagich Drzew. Nic nie zachęcało młódki do tego, żeby opuścić jego bezpieczne ramy. Szczególnie że odczuwała niepokój, ilekroć przebywała na otwartych wrzosowiskach, pod gołym niebem. Dużo bardziej służyły jej tunele, za które była każdego dnia niezwykle wdzięczna, ale co do których odczuwała również niepokój, biorący się z jej niedawnego wypadku. Zmarszczyła brwi, kręcąc głową. Chciała od siebie odgonić te nieprzyjemności. Teraz kiedy była starsza i wiedziała nieco więcej, nie zamierzała pozwolić na podobną sytuację. Już jej wystarczyło uwagi całego Klanu Burzy…
Kondycja Poziomkowej Łapy nadal nie była najlepsza, mimo ćwiczeń polepszających objętość płuc i umięśnienie łap. Przypominała sobie o tym, co jakiś czas, dlatego może nie widziała rezultatów głównie dlatego, iż jej ćwiczenia nie były regularne, a wykonywała je dopiero w momencie, w którym poczuła, że musi. Czyli wtedy, kiedy ją coś bolało, bo chciała to jak najszybciej naprawić, zamiast zapobiegawczo, kiedy wszystko było w porządku. Po każdym wysiłku w postaci biegów ciężko sapała i potrzebowała więcej czasu na nabranie oddechu niż inni Burzacy jakby stworzeni do tego typu aktywności. Szylkretka zaś mogła pochwalić się umięśnionymi barkami oraz byciem idealnym tragarzem. Nie męczyła się aż tak bardzo, gdy trzeba było wykopać kawałek odnogi czy przenieść coś ciężkiego, była przyzwyczajona do dźwigania ciężkich rzeczy. Również możliwe, że to właśnie dzięki temu była silniejsza i tamta walka z kuną, potoczyła się w ten, a nie w inny sposób. Całe szczęście, że Dzielna Łapa oraz Porzeczka nie musieli już nosić opatrunków i smucić się z powodu otrzymanych obrażeń. Ponadto – zdawało się, że siostrzyczka Poziomki cieszyła się z nowo nabytej blizny. W końcu mogła się nią chwalić teraz każdemu, a był to znak jej odwagi. Mimo wszystko Poziomka była bardzo wdzięczna Klanowi Gwiazdy i kotom, które jej pomogły za to, iż mogła teraz normalnie chodzić czy prostować łapy.
Przez umysł uczennicy przebiegało standardowo wiele myśli, jednak teraz sporo z nich krążyło wokół jeszcze ostatnio głośnego tematu, mianowicie Połyskliwego Koguta. Uczyli się na tę samą rolę, srebrny był od niej starszy. Gdy dowiedziała się, że był wraz z Łzawą Łapą zamieszany w śmierć Rudzikowego Skrzydełka, nie potrafiła zrozumieć, dlaczego ani co dokładnie zrobił, żeby otrzymać takie miano. Z drugiej jednak strony nie czuła obowiązku dowiedzenia się za wszelką cenę, skoro został już eskortowany do dziury więźniów, wraz z łaciatą i nie stanowił aż tak dużego zagrożenia. Myśl, że odeszła z powodu choroby zapewniała jej umysłowi spokój, współczucie morderczyni, która przez ostatnie księżyce swojego życia się męczyła. To była kwestia czasu, aż najnowsza plotka dotrze również do jej uszu, nawet jeśli nie chciała się dowiadywać. Dowiedziała się z niej, że srebrny okazywał skruchę związaną z tym, czego się dopuścił, więc ta część przyniosła jej ukojenie – może rzeczywiście była to kwestia czasu, aż kocur wróci na swoją posadę i przeprosi wszystkich należycie. Co prawda nie zwróci to życia jego matce, ale może mógłby jeszcze się poprawić? Nie była pewna, czy wolno jej było myśleć w ten sposób. W końcu minarka nie była spokrewniona jedynie ze swoimi dziećmi, bo przecież nadal w Klanie Burzy żyła reszta jej rodziny, w tym sama zastępczyni czy Oskrzydlony Ognik. Zaobserwowano również u więźnia zmianę zachowania, co było bardzo trudne do zrozumienia dla uczennicy. Ciężko jej było uwierzyć w to, iż kocur mógł ot tak zmienić całkowicie swój humor, w tym mimikę, robiąc to na tyle dobrze, że powstały takie głosy. Co prawda nie rozmawiała z nim nigdy za wiele, ale z obserwowania go wcześniej podczas treningów nie wywnioskowała niczego złego. Również nie zrobił jej nic, gdy przyszła mu dać zwierzynę i porozmawiać przez chwilę. Jednak nie bez powodu odsiadywał teraz swoją karę, tego nie zamierzała podważać.
Tańcujące Pierze stąpał po tych ziemiach, zanim ona się urodziła, mimo wszystko nawet i ona miała pojęcie o tragicznym pożarze, który swoimi jęzorami pochłonął obóz Klanu Burzy, a co teraz widziała, ilekroć wychodziła na wrzosowiska ze Śniącym Obserwatorem. Poziomkowa Łapa również dowiedziała się, że Łzawa Łapa opuściła dziurę więźniów, tym samym zasiewając małe ziarenko niepokoju w sercu szylkretki. Już słyszała, że czarno-biała była podejrzewana o otrucie minarki przez pobratymców. Młódka obawiała się, że z Łezką na wolności mogli być w niebezpieczeństwie, o ile nadal stąpała po ich terenach. W końcu, gdyby nie była winna, to by nie uciekła, prawda? Z drugiej strony, kobaltowooki nadal tkwił w dziurze, a nie zapowiadało się na to, że zdejmą go z roli minara, a przynajmniej tak jej się wydawało.
— Kto stał tamtej nocy na straży? Kto mógł pozwolić na coś takiego? — do jej uszu doleciało miauknięcie, chociaż niezbyt zadowolone. Łaciate uszy kotki zadrgały.
— Podobno Ruda Lisówka zmieniał wartę. Zanim poszedł po Zwisającą Perłówkę, musiał jeszcze obudzić Srebrzystą Równonoc, która zasnęła w Grocie. Łzawa Łapa wymknęła się wtedy, kiedy nikogo nie było.
Gdy nawiązała kontakt wzrokowy z jednym z kotów, przeniosła spojrzenie na swoje łapy. Nie powinna była ich podsłuchiwać. Odeszła więc parę kroków od nich, nadal wpatrując się w ziemię z uszami położonymi płasko przy głowie. Końcówka jej ogona podrygiwała nerwowo – dlaczego to wszystko musiało być takie skomplikowane? Ilekroć starała się uciec od tych tematów, zdawało się, że zawsze znajdowały sposób na wdarcie się do jej umysłu. Czy naprawdę Ruda Lisówka nie dopilnował czegoś tak ważnego? Już wystarczyło, że koty domagały się egzekucji na skazanych jeszcze nie tak dawno temu, a także liczyli na bardziej zaostrzone pilnowanie więźniów. Teraz kiedy czarno-biała uciekła, Poziomkowa Łapa nie wiedziała, co powinna ze sobą zrobić. Może odszukać Śniącego Obserwatora i udawać, że nic nie miało miejsca? Jednak kocur teraz również miał łapy pełne roboty. W końcu przyprowadził parę wschodów słońca temu ciężarną kotkę, Wierzbę, do ich obozu, która doczekała się dwóch rodzynków; Jętki oraz Jabłonki. Dryfujący Fluoryt pomagała jej jak mogła, a sama niebieskooka poczuła nieprzyjemne ukłucie w sercu. Przytuliłaby się teraz do niebieskich kłosów kocicy, potrzebowała od kogoś pocieszenia i zapewnienia, że wszystko od teraz będzie dobrze. Wiedziała jednak, że nikt nie był w stanie jej tego zapewnić. Mogła jedynie przygotowywać się na wszystko, co podsunie jej głowa.
Dlatego też zdziwiła się, gdy dziko pręgowany pojawił się przed nią. Oczywiście treningi były regularne, jednak sama Poziomka czuła się jakoś dziwnie… odsunięta od wszystkiego, co działo się obecnie w Klanie Burzy. Wierzyła w wersję, która jej przynosiła największy spokój, a z drugiej strony wydawało jej się, że wiedziała w rzeczywistości bardzo mało. Miała wrażenie, jakby jej dni stały się zupełnie inne, niż były do tej pory i ilekroć próbowała o tym rozmawiać z Malinką, już stojąc przed nią, zawsze się wycofywała, speszona takim otworzeniem się przed kimkolwiek. W końcu nie chciała ryzykować, że buraskę mogłyby zranić jej słowa. Dlatego też najzwyczajniej w świecie łatwiej było o tym nie rozmawiać i udawać, że wszystko było dobrze, niż komuś się z tego zwierzyć.
Kocur wyglądał na zmęczonego, od jakiegoś czasu nie udawał się już nawet na drzemki, a jedynie do legowiska medyków. Skinieniem głowy przywitała się z mentorem, a on ruchem ogona zachęcił ją do tego, żeby za nim poszła.
Przechodząc przez jedną z wielu odnóg, domyśliła się, dokąd ponownie zamierzał ją poprowadzić. Chłodny, ziemisty zapach dotarł do jej nozdrzy, a ona cieszyła się nim jak najdłużej. Mieli iść do starego obozu Klanu Burzy. Najprawdopodobniej w celu odszukania kolejnych rzeczy, które ewentualnie się ostały po pożarze.
Gdy jej łapy zetknęły się z trawą poza tunelem, zastrzygła wąsami, rozglądając się po wrzosowiskach. Momentalnie mroźny podmuch uderzył w jej pyszczek, zmuszając jej ślepia do przymrużenia się. Przewodnik ruszył pierwszy, chcąc mieć to najprawdopodobniej z głowy. Młódka w paru susach doskoczyła do niego, czując zadyszkę z powodu takiego zabiegu. Zrównała z nim kroku i starała się nie rozglądać nadto z nadzieją, że to zmniejszy jej niepokój związany z opuszczeniem azylu. Była z kotem, którego znała. Nie miała czego się bać, prawda?
W oddali zaczęła majaczyć sylwetka wysoko pnącego się Skruszonego Drzewa, a potem Kamiennych Strażników. Koteczka czuła swego rodzaju nostalgię, spoglądając na to miejsce, teraz już zniszczone i częściowo przejęte przez naturę.
— Jeśli cokolwiek znajdziesz, to mi powiedz. Ja będę szukał w legowisku wojowników, a ty poszperaj w żłobku. Może tym razem również los się do nas uśmiechnie — miauknął, a wibrysy szylkretki zadrgały, gdy mroźne szpony objęły jej gęste futerko ponownie. Zanurkowała do legowiska i zaczęła się rozglądać. Wiele z tych rzeczy, teraz zmrożone, były ciężko przymocowane do ziemi bez możliwości odczepienia ich tak, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Kotka próbowała kopać i drapać, aczkolwiek jej łowy tym razem zapowiadały się na bezowocne. Otworzyła pyszczek, pozwalając zapachom owiać siebie, aczkolwiek nic poza rześkim powietrzem nie docierało do jej płuc. Zakaszlała, kręcąc głową. Niestety, prawdopodobnie wróci dzisiaj o pustych łapach.
Gdy wróciła do mentora ze zwieszoną głową, on również nie wydawał się szczególnie zadowolony czy dumny z siebie, ponieważ również nie udało mu się pozyskać niczego. Dlatego też uznali, że nie warto było marnować tu więcej czasu, skoro równie dobrze mogli go przeznaczyć na trening koteczki.
[Event Klanu Burzy; niepowodzenie w znalezieniu skarbów]
<Kogucie? Czy zrobiłeś już coś, co mogłoby zmienić zdanie Burzaków o tobie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz