Pora Opadających Liści, przed śmiercią Rudzikowego Skrzydełka
– Moja mała, głupiutka Krokus. Jesteś zbyt krucha na ten świat.
~~~
Tuż po degradacji Łzawej Łapy oraz zawieszeniu Połyskliwego Koguta
Krokusowa Kruchość była przygnębiona ostatnimi wydarzeniami, które miały miejsce w Klanie Burzy. Była wręcz pewna, że przodkowie na Srebrzystej Skórze po księżycach przelanej krwi współklanowiczów przestali mieć ich klan w opiece. Razem zarazem otrzymywała na to potwierdzenie. Zaledwie dwa wschody słońca temu członkowie dowiedzieli się, że śmierć Rudzikowego Skrzydełka nie odbyła się bez udziału osób trzecich. Nawet jeśli kocica była więźniem w związku z tym, że sama przelała krew bliźnich, to czy zasługiwała na śmierć? Krokus nie wiedziała, co myśleć na ten temat. Nie czuła do rudej kocicy sympatii, jednak również nie uważała, że decyzja podjęta przez niedoszłą asystentkę medyczki oraz rodzonego syna zmarłej była słuszna. Po prostu ta cała sytuacja ją przerastała i dołowała. W końcu to Klan Gwiazdy był od osądzania, a nie żywi i śmiertelni.
– N-nie rozumiem Połyskliwego Koguta... to była przecież jego własna mama – miauknęła Krokus, wtulając pysk w futro Słodkiej Dziewanny. Sama przenigdy nie byłaby w stanie podnieść, czy to głosu, czy łapy na rodzicielkę, nawet jeśli ich zdania na jakiś temat byłyby odmienne. Nawet ich kłótnię odnośnie swat ciężko było nazwać prawdziwą kłótnią.
– W ich rodzinie to norma. Brat pogardza siostrą, pasierbica zabija macochę, a syn własną matkę – Słodka Dziewanna westchnęła, gładząc córkę ogonem po grzbiecie. – Wszyscy pokładaliśmy nadzieję w Połyskliwym Kogucie, a już w szczególności w Łzawej Łapie, a tu proszę, coś takiego. Mimo dobrych intencji nie powinna decydować sama o życiu czy śmierci jednostki, tym bardziej będąc zwy... niezwykłą uczennicą. Jak dobrze, że to Wdzięczna Firletka się tobą zajmowała, a nie ona, gdy byłaś niedawno w lecznicy...
Krokusowa Kruchość wątpiła w to, aby Łzawa Łapa zamierzała ją kiedykolwiek skrzywdzić. Może i była słaba, jakby nie patrzeć, była również obciążeniem dla klanu, nawet większym niż Rudzikowe Skrzydełko, jednak dość łatwo zlewała się z tłem, gdy akurat nie doskwierały jej duszności czy bóle w klatce piersiowej. Łatwo było ją pominąć. Jej charakter, jak i umaszczenie nie pomagały w tym, aby zostać zauważoną. Chociaż nie, jeden jedyny raz udało jej się być zauważoną i nie czuła się wtedy przytłoczona spojrzeniami innych. Było to wówczas, gdy przez kilka dni z rzędu wiła posłania z traw dla współmieszkańców legowiska i jej praca została doceniona przez cętkowaną zastępczynię oraz błękitnookiego lidera. Nie chciała, aby jej współklanowicze sypiali na twardej chłodnej ziemi, jak i potrzebowała zająć czymś swoje łapy, oraz myśli.
– Klan Burzy się zmienił i ani trochę nie podobają mi się te zmiany. Ostatnie księżyce spędziliśmy na opłakiwaniu bliskich i próbach podniesienia się... by chwilę później miała miejsce kolejna tragedia. Klan Gwiazdy przestał nad nami czuwać, mamo. I Mroczna Puszcza mąci w sercach i umysłach naszych bliskich. P-powinniśmy w jakiś sposób udobruchać gwiezdnych... – Zacisnęła mokre od łez oczy.
🌷🌷🌷
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz