BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mniszek x Skacząca Fala. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mniszek x Skacząca Fala. Pokaż wszystkie posty

30 grudnia 2023

Od Mniszka CD. Skaczącej Fali

 Te kilkanaście księżyców temu nie pozwoliłby nikomu się o siebie oprzeć. Teraz jednak było mu to obojętne, czy też po prostu mu to przestało przeszkadzać. Tyle razy był już trzymany na rękach przez ludzi, ciągnięty za ogon, głaskany pod bródką, nawet gdy mu się to ani trochę nie podobało, to czemu dotyk drugiego kota miałby mu wadzić? Do tej pory Skarb miał tę przyjemność przytulić się do jego boku, kiedy wspomniany kocur był jeszcze tylko białym puchatym kłębkiem sierści; małą, białą chmurką, a Fretka i treningi z nią była już tylko mglistym wspomnieniem. Miał nadzieję, że liliowa nie miała szczęśliwego życia w Owocowym Lesie po jego wygnaniu, chociażby przez fakt, jak traktowała go i jego rodzeństwo.
Lekko przechylił głowę, by móc przyjrzeć się śpiącej niebieskiej kotce, która sam nie wiedział nawet kiedy zasnęła. Nie miał zamiaru jej budzić. Westchnął spoglądając na niebo, znajdujące się za tym magicznym przezroczystym polem; co jakiś czas jeszcze samotna ludzka gwiazda błyskała na niebie w oddali.
Może i miał wszystko, wygodne życie w ciepełku, nie musząc zamartwiać się o pożywienie, to ciągle z tyłu głowy plątała się zapomniana myśl, jaką było zostanie samotnikiem. Tylko takim nie do końca, bo chciał mieć Skoczek i Skarba u swego boku w dziczy.

***

giga skip, do Pory Opadających Liści przed aktualną Porą Nagich Drzew, kilka dni przed

Nie wierzył własnym oczom, że wrócił na stare śmieci; dosłownie i w przenośni. Spoglądał na tereny Owocowego Lasu, będąc ciekaw co by się stało, jakby jednak zdecydował się przekroczyć granicę i zobaczyć jak tym przygłupom się żyje. Pewnie mieli się lepiej niż on, jednak nie zamierzał ryzykować spotkania z Agrestem. Po tym jak potraktował matkę jego dzieci to pewnie by się nie zakończyło zbyt miło ponowne ich spotkanie. Wątpił, czy by go powitał tak jak Krogulec, który przez długi czas naśmiewał się z obroży, która zdobiła szyję vana.
— Na co tak patrzysz? — podjął Skarb spoglądając na swojego przyjaciela, którego wzrok był utkwiony na teren za rzeką. Sam starał się dostrzec to co widział były pieszczoch.
— Na nic. Weź te liście i chodźmy — mruknął podnosząc się z ziemi. Ruszył w stronę schronienia Krogulca i jego kompanów, nie racząc poczekać na puchatego kocura
Miał nadzieję, że to zielsko było tym zielskiem, które mieli przynieść Wrzosowi. Wyglądało dokładnie jak kocur je opisał, więc chyba udało im się wykonać zadanie. A jeśli nie, to najwyżej Świetlik i jej syn wyruszą na poszukiwania zioła, na których zależało kocurowi.
Wślizgnął się do nory, w której z tego co się dowiedział kocury żyły tylko we dwójkę, potem odkąd wpadły na Krogulca żyli w trójkę, przez chwilę nawet żyli chyba w siódemkę, kiedy to przypałętała się do nich samotniczka z rodziną, a teraz przyszło im dawać schronienie kolejnym trzem kotom. 
— Wrzosie! Przynieśliśmy liście, o które nas poprosiłeś... Chyba...
Najmłodszy z byłych pieszczochów zbliżył się do uzdrowiciela i przekazał mu przedmiot, gdy w tym samym czasie van stał przy ścianie nory spoglądając na zajmującą jedno z legowisk łajzę, jego łajzę, która miała szczęście łapać przeróżne urazy; krótko mówiąc życie jej nie pieściło. Może i starał się sprawiać pozory, że się nie martwił, to i tak jego ogon chodził nerwowo, kiedy czekał na diagnozę Skoczek. Ostatnio kocica coś częściej marudziła i uskarżała się na ból łapek, na całe szczęście nie kręgosłupa, jak to powiedział znachor.
— Dziękuję ci bardzo Skarbie. Właśnie o te liście mi chodziło. Rozważałeś może rozpoczęcie nauki ziołolecznictwa? Przydałby mi się pomocnik... [...] Ach. Z twoją ukochaną jest wszystko w porządku, nie musisz się o nic martwić Mniszku! — podjął w końcu, dostrzegając poirytowany wyraz pyska vana, który nie był zaciekawiony próbami zrobienia ze Skarba medyka — Uśmiechnij się. Teraz to tylko uśmiech powinien zdobić twój pysk. Czy mogę powiedzieć czy wolisz sama? — zwrócił się do Skoczek, która tylko lekko skinęła głową na drugą opcję 
Kocur niezbyt chętnie zbliżył się, nie chcąc, aby kotka wydzierała się przez całą norę.
— O co chodzi? Zachowujecie się dziwnie...
— Spodziewam się kociąt Mniszku. — Mimo lekkiego uśmiechu na pysku kotki, w jej głosie mógł wyczuć obawę. 
— K-kociąt? — wydukał wpatrując się tępo na niebieską, po czym zerknął na medyka, który skinął łebkiem na potwierdzenie słów Skoczek 
— Kociąt?! — zawtórował mu biały kocur, który z większym entuzjazmem podszedł do wielkich wieści — Będę wujkiem!
W tle dało się słyszeć szepty reszty mieszkańców nory, ba, Mniszek niemalże był pewny, że Krogulec nawet pomimo paraliżu pyska właśnie rechotał. A van? Cóż, miał w tej chwili ochotę zapaść się pod ziemię. Może i się związał z byłą Klifiaczką, ale nie w głowie mu było zajmowanie się dziećmi, nie mówiąc o posiadaniu ich.
— T-to wspaniałe wieści... — mruknął, wyglądał tak jakby i również jego pysk doznał paraliżu jak pysk czekoladowego arlekina, a on po prostu się uśmiechał, tak jak polecił mu wcześniej Wrzos

<Skoczek?>

24 grudnia 2023

Od Skaczącej Fali CD. Mniszka

*dość dawno temu, przedostatnie lato chyba czy coś idk*
— Dlatego nie mów mu już nigdy więcej o żadnym Klanie Gwiazdy i jego darach. — Mniszek zerknął na rozwalonego Skarba leżącego brzuchem do góry, śniącego o czymś na pewno przyjemnym, zważywszy na jego optymistyczną naturę. — Jeszcze by mu się zachciało zostać liderem i dołączyłby do klanu. — mruknął van z odrazą. — Jest tak głupi, że na pewno by to zrobił, gdybyś mu o tym powiedziała. Na chwilę zapadła cisza, podczas której kocur położył sobie głowę na łapach — Dobranoc. — dodał sucho zamykając oczy.
— Dobranoc — odparła Skoczek, kładąc się tuż obok Skarbu, tak, że stykali się ze sobą bokami.
***
*też dość dawno temu*
Nie wiedziała, ile czasu minęło od jej porwania, ani od czasu, gdy zyskała towarzyszy niedoli. Straciła już rachubę. Czas przelewał jej się przez palce, a dni i noce zlewały w jedną całość, co jakiś czas przerywaną mniej typowymi wydarzeniami. Na przykład jakiś czas temu jedna z młodych dwunożnych, gdy siedzieli sobie spokojnie w salonie, przyniosła im coś nowego – jedno z tych ich ciekawych pudełek które przy pomocy światła pokazywały różne obrazy. Jedno takie, wiele razy większe od niej, stało w salonie. Wieczorami dwunogom zdarzało się oglądać obrazy ukazujące się na tym dziwnym obiekcie, do czego z czasem zaczęły przyłączać się zaciekawione koty. Musiała przyznać że ciekawie patrzyło się na przykład jak niewielkie figury wyprostowanych biegały po dużej, zielonej przestrzeni poprzecinanej gdzieniegdzie białymi liniami, kopiąc czarno-biały, kulisty przedmiot, który Skarb zwał piłką. Nawet mimo stosunkowo niedługiego czasu oglądania takich widowisk Skoczek, a może Kangurek, bo tak zwali ją dwunożni, zrozumiała że to jakiś rodzaj gry. Coś jak berek tyle że zespołowy, tyle że zamiast inny zawodnik, celem była piłka. Zauważyła także duże szczęście gdy dwunożni w konkretnym kolorze skór, tym samym, który czasem podczas takich seansów zdarzało się nosić jej domownikom, udawało się sprawić, by piłka dotarła do dziwnej, białej pajęczyny wspartej tak samo białą konstrukcją. Było to co najmniej ciekawe, a obserwowanie piłki latającej wte i we wtę po terenie absorbujące.
Ale wracając do owej rewelacji, która już tu była wspomniana, podobne urządzenie co to stojące w salonie zostało dane jej i jej kompanom.
Następnie młoda dwunożna włączyła je, a już po kilku dotknięciach jej palca na ekranie pojawiły się…
Myszy.
Jaka szybka reakcja starszej dwójki kotów wtedy nastąpiła… ona i Mniszek zaczęli się rzucać na myszy, a gdy udało im się w którąś trafić, ta znikała. I tak jakiś czas polowali, o ile polowaniem można było tę aktywność nazwać, aż w końcu zorientowali się iż nie prowadziło to do niczego poza traceniem czasu. Nie pojawiała się przed nimi martwa zwierzyna, którą mogliby zjeść, więc po co mieli to robić?
Przez jakiś czas ignorowali młodą dwunożną, która przez kilka kolejnych dni starała się znów podsunąć im obiekt pod pyszczki i sprawić by się nim zainteresowali.
Jednakże ów bojkot sztucznych myszy skończył się, gdy Skarb pewnego dnia postanowił się pobawić i dostał za to dodatkową porcję smakołyków. I to takich nowych. Podobno przypominających smakiem myszy, które dawał mu Mniszek.
Wtedy też Kangurek jak i niebieskogłowy wrócili do uporczywego łapania wirtualnych myszy, póki nie byli już tak zmęczeni i najedzeni, że musieli aż się położyć i walnąć w kimono.
Dziwom jednak nie było końca, bo jakiś czas później stało się coś, czego chyba nawet najinteligentniejszy kot nie przewidziałby, chyba, że znałby się na zwyczajach dwunogów. Bo wraz z ich znajomością przychodziło przewidywanie, iż przebranie się ich w jeszcze bardziej niż zwykle kuriozalne skóry, a także przebranie w nie samych kotów, było do przewidzenia podczas Pory Opadających Liści.
Na niebieską głowę naszego domowego gbura została założona przezroczyste, okrągłe naczynie oczywiście z otworem przez który zostało nałożone i kilkoma dodatkowymi w pobliżu pyska.. Trudno je było jednak zdjąć przez to, iż po jego nałożeniu vanowi dostał się jeszcze biało-niebieski strój który został przyczepiony do dziwnej kopuły tak, że nie dało się go zrzucić bez wcześniejszego pozbycia się ubranka, co było technicznie praktycznie niemożliwe, szczególnie, że to było odporne na wszelkie zadane pazurami przez Skarba na prośbę Mniszka ciosy. Jakby specjalnie było przygotowane na taką ewentualność…
Wspomniany biały, przygłuchy kot dostał za to poszarpaną skórę w kolorze czerni z czerwoną obwódką, która była de fakto dłuższym kawałkiem materiału przymocowanym co obroży kocura.
Zaś naszej drogiej Skoczek przypadł jakże niechciany przez nią zaszczyt zostania jej imiennikiem – kangurem, znaczy się. Jej strój składał się z brązowego, puszystego ubranka kończącego się przy szyi, które na brzuchu miało luźny kawałek skóry, który czytający kojarzą pewnie jako torbę kangura.
Tak oto skończyły nasze koty – upokorzone, zmęczone próbami zdjęcia strojów, a także sławne w sieci.
— Skoczek! Weź mi pomóż zdjąć to ustrojstwo. Ledwo w tym oddychać mogę — bąknął Mniszek, kiedy Skarbowi ponownie nie udało się mu ściągnąć tego czegoś z głowy.
— Wiesz, mi tym bardziej się nie uda — wskazała nosem na swą sztywną łapę — chociaż... — po chwili namysłu podeszła, po czym położyła się na grzbiecie tak, że jej tylne łapy uniesione w powietrzu znajdowały się tuż przed głową Mniszka — w sumie może tylnymi się uda. — po czym gdy tylko Skarb przytrzymał Mniszka do ziemi zaczęła napierać na plastikowe przezroczyste coś na niebieskiej głowie kocura.
Mimo kolejnych prób wykaraskania byłego Owocniaka z przebrania, ten dalej miał na głowie przezroczysty plastik z otworami, ku niezadowoleniu niebieskogłowego.
— Uh. Trzyma się jak pszczoła miodu — mruknęła, po czym obróciła się z grzbietu na bok, a następnie wstała przy pomocy swych dwóch tylnych łap i jedynej sprawnej przedniej. — Eh, te dwunogi jak już zniewalają to porządnie zdaje się.
Niezadowolone koty siedziały ta jeszcze chwilę, póki do pokoju nie wszedł dorosły dwunożny. Ten wziął w łapę to swoje prostokątne wyświetlające różne rzeczy coś, po czym wyprostował nieco rękę tak iż to było przed nim, a już po chwili dało się słyszeć „pstryk” wydobywające się z urządzenia.
— Uh. Znowu to robi — burknął Mniszek. Tymczasem Skarb stanął na tylnych łapach, uradowany że może sprawić radość dwunożnemu i przy okazji zdobyć może kilka smakołyków. Pozostała natomiast dwójka nie miała zamiaru brać w tym udziału, więc ruszyła w swoją stronę. A raczej miała, bo nie wiadomo skąd pojawiły się obok nich trojaczki, a każde wzięło w ręce po jednym kocie. Znudzona Skoczek przewróciła tylko oczyma. Tymczasem dorosły odłożył swoje ustrojstwo, na chwilę gdzieś wyszedł a potem przyniósł kolejne. To było większe, grubsze, i miało coś na kształt okrągłego, czarnego pyska. A po chwili jak się okazało, miało także coś na kształt trzech nóg. Zostało ustawione przed trzema trojaczkami, a potem dorosły zawołał psa dotąd odpoczywającego na kanapie, również w fikuśnym stroju. Potem dotknął swego czarnego ustrojstwa, następnie szybko ustawił się za swymi kociętami, a już po chwili coś kliknęło. Dwunożny podszedł ponownie do czarnego pudła, na coś na nim spojrzał, po czym wydał pomruk aprobaty.
Dwójka z młodych od razu odstawiła koty na ziemię i podbiegła do swego rodzica. Tylko jedno z nich zaczęło zdejmować z uradowanych tym faktem kotów ich przebrania.
Dopiero potem zorientowali się, iż ich podoblizny zostały na zawsze uwiecznione a następnie powieszone w ramce na ścianie.
***
*Pora Nagich Drzew co była zaraz po tamtej porze Opadających Liści*
Noi znowu założyli im te dziwne skóry. Tym razem jednak było nieco lepiej, bo nie były one aż tak, podkreślić należy że aż tak, złe – bowiem były one dość miękkie, mniej wyszukane i stanowczo wygodniejsze, szczególnie w porównaniu do poprzedniego stroju Mniszka. Były głównie w kolorach białym, czerwonym, zielonym, z domieszkami innych kolorów, które tworzyły różnobarwne zygzaki na ich powierzchni. Skoczek musiała przyznać, że dwunogom naprawdę musiało się nudzić, skoro tworzyli nowe rzeczy tak ot bez wyraźnego praktycznego powodu. Tym razem nie miała zamiaru jednak narzekać, bo najbardziej upierdliwe przebranie dostało się Skarbowi – mianowicie na jego głowie wylądowało coś co miało najpewniej imitować jelenie rogi, a do tego jego nos został pomalowany przez różowo-lubne kocię wyprostowanych czerwonym czymś, mimo protestów dorosłego osobnika. Ale skoro już mu pomalowała, to widocznie ten odpuścił, bo teraz biały miał czerwony nosek.
Na szczęście ani los przebarwienia nosa, ani przyprawienia rogów nie spotkał ani Skoczek, ani Mniszka, dzięki czemu oboje mogli odetchnąć z ulgą.
Właśnie leżeli na miękkim, długim meblu przed dużym ustrojstwem które tym razem wyświetlało języki ognia z nieznanych im powodów. No w sumie to tak częściowo znanych, bo wszystkie ostatnie dni różniły się mniej lub bardziej od poprzednich, co sprawiało iż różnorakie dziwa były do przewidzenia.
— Ciekawe czy cały dzień będzie ten ogień tam szalał, czy potem zmienią bo im się znudzi — parsknęła.
— Nie wiem... — zamruczał van, otwierając leniwie powiekę, aby przyjrzeć się temu ustrojstwu wyświetlającemu obrazy — Mam nadzieję, że poczęstują nas jedzeniem, które od samego rana szykują... — dostrzegła jego głodne spojrzenie i przełknięcie napływającej do pyska na samą myśl ślinki.
— Prawda — zgodziła się z nim — jak sądzisz, czy przygotowują coś specjalnie dla nas? Bo z tego co pamiętam to ostatnio dostaliśmy trochę takich innych smakołyków, może i tym razem coś wymyślili? — zaczęła się zastanawiać.
— Bardzo możliwe — dziko pręgowany przeciągnął się węsząc w powietrzu.
— Może sprawdzimy? — zaproponowała srebrna.
Współlokator przytaknął jej, a następnie zeskoczył z kanapy. Kocica również, nieco bardziej niezgrabnie ze względu na swoją niepełnosprawność również zeskoczyła. Dopiero wtedy razem ruszyli do kuchni.
Gdy tylko znaleźli się w środku zapachy pyszności przygotowywanych przez wyprostowanych uderzyły ich ze zdwojoną siłą, że aż ślinianki Skoczek także zaczęły pracować na pełnych obrotach. Podkicała do dorosłego wyprostowanego, aby następnie usiąść gdzieś niedaleko jego nóg i przyglądać się jego pracy z dołu, raz po raz oblizując pysk, czekając, aż dwunożny zauważy jej głodne spojrzenie. Dawny owocniak usiadł kawałek dalej od dwunożnego oraz kocicy, przyglądając się gotującemu osobnikowi i czekając, aż ten coś im zrzuci na ziemię. I tak czekali, ale jak długo można było, skoro ten wyraźnie nie zwracał na nich uwagi? W końcu, nie mogąc już znieść czekania Skoczek wydała z siebie głośne miauknięcie. Dopiero wtedy wyprostowany zauważył ich obecność, a widząc wielkie oczy swoich pieszczochów i ich oblizywanie pyszczków, w końcu zrzucił im kilka kawałków mięsa.
Gdy tylko te spadły na podłogę, ruszyła w ich stronę. Dostrzegła jednocześnie, że Mniszek z tym zwlekał, tak jakby dając jej pierwszej zakosztować przysmaku wyprostowanych. Tak też w zamian za ten miły gest postanowiła, iż sama zje za to mniej. Specjalnie jadła powoli dając mu przez to trochę dodatkowego czasu, by mógł zdążyć w nim więcej zjeść. W pewnym momencie kocur odezwał się:
— Powinni częściej nas karmić czymś takim... — zauważył — Wiesz, nim wpadłem na ciebie i Skarba, żyłem u ludzi, którzy karmić mnie chcieli tak ohydną karmą, że wolałem łapać ranne, ledwo dychające ptaki
— Współczuję. Może i niewola nie jest marzeniem, ale przynajmniej ci są nieco lepsi z tego co mówisz w porównaniu do twoich poprzednich — stwierdziła. — I w sumie... mimo, że dalej chce się stąd wydostać, to... widzę że życie poza klanem nie jest takie złe. Mimo wszystko nie boję się ciągle o swoją skórę bo morderca stoi u władzy. Żałuję tylko, że nie udało mi się uchronić mojej rodziny przed tym, co ich spotkało — położyła po sobie uszy.
— Tylko mi tu teraz nie płacz... — mruknął, gdy tylko skończyła swą wypowiedź — Może nie udało ci się ich uchronić, ale spójrz na to inaczej, przynajmniej miałaś rodzinę. Ja miałem matkę furiatkę, zaślepionego w nią brata i specyficzną siostrę, z którą dopiero przed wygnaniem w miarę potrafiłem się dogadać. Ojca nie poznałem, bo z tego co się dowiedziałem to był i się zmył. — zbliżył się do Dwunożnego i tym razem z pyska vana wydobyło się proszące miauknięcie, co zaskutkowało tym iż kolejny kawałek mięsa wylądował na podłodze. Kocur nie długo się zastanawiając, złapał go w zęby, by już po chwili przekazać go Skoczek — Masz. Zjedz jeszcze i będziesz szczęśliwa.
Słuchając tego co Mniszek musiał przeżyć zrobiło jej się nieco... wstyd? Tak, to chyba było to. W końcu on nawet nie zaznał prawdziwego rodzinnego ciepła, nawet od jednego rodzica i grupki niepowiązanych z nim krwią kotów...
— Możemy się nim podzielić — zaproponowała po chwili z dziwnym ciepłem w sercu, przysuwając jedzenie w stronę niebieskogłowego.
— Skoro tak uważasz... — kocur przystał na jej propozycje, a potem oboje zaczęli pałaszować fragment mięsa z dwóch różnych stron. Cóż, wynik tego był do przewidzenia, mimo, iż oni sami na to nie wpadli. Ostatecznie zetknęli się przez przypadek nosami, a Skoczek zalazła fala rumieńcu. Szybko odsunęli pyski od siebie udając, że nic nie było. Cóż, młode trojaczki uznały inaczej, tak samo jak Skarb.
***
*Ta sama Pora Nagich Drzew, ciut później*
Tego dnia znów stało się coś dziwnego. Minął zaledwie tydzień od poprzedniej anomalii w zachowaniu wyprostowanych, a teraz to.
Ona, Skarb i Mniszek jak zwykle przyszli wieczorem poobserwować gwiazdy. Ale okazało się iż dwunogi postanowiły, że one również z jakiegoś powodu będą siedziały w salonie, który został nieco mniej niż zwykle oświetlony. O co chodziło? Czyżby uznały że dotrzymają im nieproszonego towarzystwa? Niby już się przyzwyczaiła nieco że mieszkała z nimi w jednym miejscu, ale bez przesady, to było prywatne zgromadzenie a nie. Do tego jedna z bliźniaczek zaczęła coś do nich wyraźnie mówić, jakby chciała ich do siebie przywołać. Oczywiście nie działało to za dobrze, bo zamiast tego koty zbywały młodą póki ta nie wyszła do innego pomieszczenia, konkretniej do tego, w którym przygotowywali jedzenie. Może zgłodniała. Niestety reszta nie podążyła za nią, a postanowiła zostać w salonie z brązowymi napojami w tych przezroczystych pojemnikach.
Spojrzała w gwiazdy, a następnie przybliżyła się do siedzącego obok niej Mniszka.
— Jak sądzisz, po co tu przyszli? — spytała, zerkając na dwunogów ukradkiem.
— Chcieli nam pewnie znowu podokuczać. Taka natura tych Dwunożnych. — van odprowadził wzorkiem małą dwunożną — Ta najmniejsza z nich chyba kocha mi dokuczać. Dobrze, że nie założyli nam znowu tych dziwnych rzeczy na głowy jak ostatnim razem...
— Prawda. Nawet nie chcę myśleć jak duszno musiało ci być w tym... czymś — wzdrygnęła się.
— Gdybym dłużej w tym posiedział, to jak nic by mnie teraz tu nie było.
Szczerze nie wiedziała do końca co na to odpowiedzieć, ale nawet gdyby coś wymyśliła, przerwałby jej huk który już po chwili wdarł się w uszy obecnych. Oboje nastroszyli się, odskakując od oszklonej ściany domu. Na niebie pojawiło się coś dziwnego – coś jak gwiazda, ale taka… inna. Kolorowa. I do tego jeszcze rozpływająca się w kilka odrębnych linii od środka. Po chwili zaczęła zanikać, ale wtedy właśnie coś lśniącego wzleciało w niebo, a huk powtórzył się, rozbryzgując masę kolorów po nieboskłonie. Koty patrzyły na to skonsternowane. Tymczasem dwunożni podeszli bliżej przyglądając się dziwnemu zjawisku tak, jakby nie czuli żadnego strachu. Wręcz… ekscytację?
Wyprostowani zaczęli mówić coś do siebie, a już po chwili z kuchni wybiegło jedyne, które nie zobaczyło początku przedstawienia, i było wyraźnie zawiedzione.
Skoczek jednak nie mogła się otrząsnąć, więc po prostu zerkała to na dwunogi, to na niebo, póki Mniszek nie podszedł do niej i nie usiadł bliżej.
Dopiero po jakimś czasie uspokoiła emocje, a potem spokojnie usiadła tuż obok Mniszka, który również się do niej przybliżył, że aż ich futra się zetknęły.
— Nigdy nie widziałam czegoś takiego…
— Ja też nie. Gdyby nie ten huk, z przyjemnością bym co noc obserwował te dziwne gwiazdy — miauknął nie odwracając spojrzenia od nieba i nowo pojawiających się na nim obiektów.
Siedzieli tak jeszcze jakiś czas, nawet dłużej niż dwunodzy, mimo tego, iż ilość nowych rozbłysków kolorowego światła zmniejszała się z każdą minutą. A pod koniec widowiska, Skoczek nie patrzyła już na niebo, tylko spała opierając się o ciepły bok Mniszka.

<Mniszku?>

15 października 2023

Od Mniszka CD. Skaczącej Fali (Kangurka)

Dwunożni znowu go uprowadzili. 
Po wodnych torturach został odstawiony na ręcznik, którym ostrożnie zaczął być wycierany. Nie podobała mu się ani trochę sytuacja w jakiej się znalazł, jak i to, że nic nie mógł zrobić. Ręce wyprostowanego mocno go trzymały uniemożliwiając mu chociażby najmniejszych ruch. Nerwowo podrygiwał ogonem, starając się ugryźć oprawcę w paluch. Wreszcie jednak został puszczony i w tri miga znalazł się obok siedzących na pralce Skarba i Skaczącej Fali. Spoglądał to na jedno, to na drugie spod łba dostrzegając, że ci powstrzymywali śmiech. 
— Mogliście ich ugryźć, podrapać, odwrócić uwagę, cokolwiek! Ale nie, lepiej było się...
Nie dane było mu dokończyć, bo Skarb mrużąc oczka zbliżył się do niego i zatopił nosek w jego krótkiej sierści.
— Ale ładnie pachniesz. No w końcu! Jak kwiatuszek~
— Trzeba przyznać, że dwunogi znają się na myciu sierści. — miauknęła z uśmieszkiem na pysku, po czym zbliżyła się do Mniszka — faktycznie. Jak kwiatuszek.
Zniesmaczony ich reakcją zmarszczył pysk, gdy oboje zaczęli go obwąchiwać. Już sam fakt, że oboje znajdowali się tak blisko niego bardzo go denerwował. Nie wspominając o dwunożnych, którzy rozczuleni się przyglądali tej scenie, do czasu, aż zarówno Skarb i Skoczek nie dostała łapą po głowie od vana. Wtedy najstarszy z wyprostowanych ponownie wkroczył do akcji, starając się odgonić Mniszka od reszty. 
— Jesteście nienormalni! — skomentował ich zachowanie, po czym zeskoczył na podłogę, gdy został popchnięty przez rękę człowieka
Przyjrzał się każdemu ze swoich oprawców. Ludzkie kocięta przyglądały mu się zafascynowane, trajkocząc coś po swojemu. Kiedy to najmłodsze z nich wyciągnęło do niego ręce, on wybiegł z łazienki. Nie miał zamiaru z nimi się integrować czy znowu bawić się w bycie pieszczochem. Znajdzie wyjście z ich gniazda, zabierze ze sobą Skarba i tyle ich widziano. 

***

Nie wszystko potoczyło się według jego planu. Nastała pora nagich drzew, a on wciąż ślęczał w gnieździe dwunożnych. Ich dom różnił się od domu, w którym przyszło mu poznać Skarba. Tam nikt nie pilnował tego co wyrabiają na zewnątrz, poza domem. A ci dwunodzy mieli jakiegoś bzika na punkcie trzymania ich w domu, nawet do ogródka nie mogli wyjść! Mniszek nie mógł sobie polować kiedy chciał, zostając zmuszony do jedzenia tej obrzydliwej papki, którą dwójka pozostałych pieszczochów się zajadała. 
Musiał się pogodzić z tym, że nie uda mu się wrócić na rodzime tereny. Brakowało mu zbierania śmieci ze Śmietniska, czy wdrapywaniu się na drzewa. W gnieździe dwunogów jedynie gdzie mógł się wdrapać to była szafa. Tam sobie uwił coś w rodzaju bazy, chcąc odwzorować swoje legowisko na jednym z drzew w Owocowym Lesie. Niestety ze swojego lokum nie był w stanie obserwować gwiazd, jak to miał w zwyczaju. Jedynym miejscem, w którym mógł tego dokonać była ta wielka przeszklona ściana, wychodząca na ogródek. A ilekroć przyglądał się im, Skarb i Skoczek, zwana aktualnie przez dwunożnych Kangurkiem przez to jak dziwnie się poruszała, pojawiali się koło niego i prosili, aby im opowiadał o gwiazdach. Ilekroć to robił, przypominało mu się to jak jego pierwsza mentorka opowiada mu o nich.
Tak było i teraz, Skarb siedział wtulony w Mniszka, pomiędzy nim, a kotką, która zaciekawiona przysłuchiwała się temu co miał do powiedzenia van.
— A co jeśli te gwiazdy, to tak naprawdę koty z Klanu Gwiazdy, o którym opowiadała Kangurek? Każda jedna gwiazda to kot, który tam się teraz przyglądają... — ziewnął — Czy jak umrę to też pójdę do tego Klanu Gwiazdy?
— Jeśli będziesz wierzył w ich istnienie... to raczej tak... — miauknęła Skoczek, po czym ziewnęła potężnie
Niebieski strzepnął uchem, gdy jego towarzysze podjęli temat wiary. On nie wierzył w nic. Nawet jeśli zaczął wierzyć w to, że to co mu się przytrafia do sama kara od Wszechmatki za to, że w nią zwątpił i wziął udział w buncie, to nie nawrócił się na wiarę w nią.
— Nie słuchaj jej, to bzdury.  — odezwał się przyglądając się zmęczonym towarzyszą. Dostrzegł jak powieka Skoczek drgnęła, gdy zwątpił w jej wiarę. — Jak kot umiera to umiera, nic nie ma po tym. Gdyby ten cały Klan Gwiazdy istniał czy ta cała Wszechmatka w którą w Owocowym Lesie zaczęli wierzyć to tkwilibyśmy tutaj? Wątpię. Ty nie zostałabyś porwana, tak samo jak ja. A ty słyszałbyś na drugie ucho. — zwrócił się do Skarba, który sobie cicho pochrapywał, nie zaprzątając sobie głowy rozmową starszych 
— Klan Gwiazdy nie ma władzy absolutnej nad światem, Mniszku — stwierdziła, starając się zachować spokój, po czym ułożyła się w pozycji bochenkowej.
— Wielka szkoda. Gdyby nie to, to może zyskaliby kolejnego wyznawcę. — mruknął kładąc pysk na łapach — Co ci wiara w nich daję? 
— Nadzieję — stwierdziła, po czym znów wbiła spojrzenie w rozgwieżdżone niebo, milknąc.
Westchnął.
— Nie trzeba w nic wierzyć by mieć nadzieję — zauważył
Zacisnęła oczy, w myślach odliczając do dziesięciu.
— Poza tym, osobiście widziałam, jak lider spadł z głazu i rozwalił sobie czaszkę. A potem wrócił do życia. To zasługa daru dziewięciu żywotów od Klanu Gwiazdy. Ale pewnie i tak mi nie uwierzysz. — burknęła.
Długo milczał po usłyszeniu tej informacji. Ta cała Wszechmatka chyba nie była taka hojna, nie słyszał nic na temat żeby to Agrest czy inni przywódcy posiadali jakieś dodatkowe życia. 
— Naprawdę? — podjął będąc pewnym, że Klifiaczka robi sobie z niego żarty, ale na taką nie wyglądała — Czyli nie są aż tak beznadziejni jak przyszło mi słyszeć. Szkoda, że tylko lider może liczyć na taki dar. Jednak czy ten dar to nie tak naprawdę przekleństwo ? Umierać aż dziewięć razy nim faktycznie się odejdzie... Sama przyznaj, nie chciałabyś przez to przechodzić.
— W sumie jak tak to przedstawiasz... — wzdrygnęła się — chyba masz rację.
Uśmiechnął się z satysfakcją, że udało mu się uzmysłowić kotce, że ta cała jej wiara to jedna wielka głupota. Dar dziewięciu żyć? Przekleństwo, a nie żaden dar.
— Dlatego nie mów mu już nigdy więcej o żadnym Klanie Gwiazdy i jego darach. — Zerknął na rozwalonego Skarba leżącego brzuchem do góry, śniącym najpewniej o tym ile to udało mu się zjeść karmy. — Jeszcze by mu się zachciało zostać liderem i dołączyłby do klanu. — mruknął z odrazą. — Jest tak głupi, że na pewno by to zrobił, gdybyś mu o tym powiedziała.
Dlatego nie było mowy, że zostawi samego sobie tego przylepy. Wziął sobie za obowiązek dopilnowanie, by nic złego mu się nie stało. Już nigdy więcej. 
— Dobranoc. — dodał sucho zamykając oczy

<Skoczku aka Kangurku?>

30 września 2023

Od Skaczącej Fali (Kangurka) CD Mniszka

*końcówka ostatniego lata*

Zabrali ją daleko od domu, od Klanu Klifu. Do miejsca, w którym nigdy by jej przez myśl nie przeszło się znaleźć.
Do Gniazda Dwunożnych.
Została zamknięta w jakiejś mniejszej części całego miejsca tuż po przybyciu. Przerażało ją to co widziała w środku. Dziwne coś, przypominające potwora dwunożnych, tyle że znacznie mniejszych rozmiarów i z długą… trąbą? Ogonem? Wystającym z jednej strony… Kolorowe coś z dziurą w środku, w której wnętrzu znajdowała się zastała woda i… długi patyk z białymi, puszystymi, dżdżownico-podobnymi rzeczami na końcu.
W środku było ciemno, a ona przerażona schowała się gdzieś w kącie tego jaskiniopodobonego tworu, w którym się znajdowała, z dala od tych wszystkich stworów. Drżała na całym ciele, rozglądając się na boki.
Co ona tu robiła? Skoro nie dali jej psu na pożarcie, to co chcieli z nią zrobić? Chyba nie mieli zamiaru… nie… nie, na pewno nie przerobią jej na…
Nagle dziwna, ruchoma część ściany powoli zaczęła się poruszać, a ona jeszcze bardziej skuliła się w kącie. Nagle oślepiające światło wypełniło przestrzeń, a ona musiała aż zamknąć oczy od tego blasku. Przez oślepnięcie nie zdążyła uciec, nim nie została ponownie pochwycona przez wyprostowanego.
Gdy tylko zorientowała się, co miało miejsce, zaczęła się wyrywać, ale okazało się, iż na łapach łysolca znajdowały się dziwne, czarne otoczki, które nie pozwalały jej na dostanie się do jego wrażliwej skóry zębami.
Dwunożny zaczął wchodzić na górę, do wyższej części gniazda.
A już niedługo byli tam.
Została włożona do przestrzeni otoczonej białymi ściankami. Takiego jakby dołu, tylko bez stałej ziemi wokół. A potem…
Potem woda zaczęła wylewać się z srebrnego czegoś po jednej ze stron.
Chcieli ją utopić?!
Nie, ona już raz się prawie utopiła, nie chciała powtórki!
Przerażona zaczęła skakać po ścianach i mimo wyrobionych w tylnych łapach mięśni, nie była wstanie się wydostać, bo nawet, jak już dosięgała brzegu, dwunożni wpychali ją z powrotem do środka. Było ich czterech, jeden duży i te trzy mniejsze, wszyscy przyglądali się jej cierpieniu.
Jedno z tych mniejszych wzięło na do ręki dziwne, owalne coś, z czego potem wylała się kleista substancja. Największy z dwunożnych chwycił przerażoną, zdesperowaną Skoczek, aby przytrzymać ją w jednym miejscu, a mniejszy dwunóg nałożył na jej futro kleistą maź.
— Nie, zostawcie! ZOSTAWCIE MNIE! — wrzeszczała, jej nos drażniony był przez dziwny, ostry zapach. — PUSZCZAJCIE! — Cała została obklejona, a potem ten sam z trójki identycznych wyprostowanych, zaczął oblewać ją delikatnie ciepłą wodą. Skoczek łkała już ciszej, zaczynając godzić się ze swym losem. Gdy już była cała przemoczona, a klejąca substancja, która zaczęła się pienić, została zmyta z jej futra, wyjęli ją z białego czegoś. A srebrna po prostu dała się nieść, całkowicie poddana, nie mając już siły na walkę. Zginie, zginie tak samo jak jej matka i ojciec.
Ale zamiast tego wytarli ją dziwnym, jakby zdjętymi z innej istoty futrem, opatulając ją nim szczelnie. W tym kokonie została uniesiona przez jednego z dwunogów, który usiadł na dziwnym, miękkim miejscu, po czym zaczął nią delikatnie kołysać.
Skoczek nie wiedziała co robić, ale po wielu takich kołysaniu na zmianę przez trzy identyczne istoty, w końcu oddała się snu, nie mając już siły na dalsze utrzymywanie świadomości.
***
Następnego ranka obudziła się z dziwnym, jaskrawym czymś wokół szyi. Było to w kolorze czerwono-pomarańczowym i miało dziwne, lśniące, złote brzęczące coś przyczepione z przodu.
I nawet Skoczek wiedziała, co to było.
— Obroża?! — wrzasnęła przerażona. Jak na zawołanie z pomieszczenia obok wypadł jeden z małych dwunogów i podszedł bliżej.
Chcieli… Z NIEJ ZROBIĆ PIESZCZOCHA?!
Kocię wyprostowanych podeszło bliżej niej. Całe było w dziwnym, różowym czymś. Jakby… skórze? Imitacji skóry? Czy dwunodzy zrzucali ją jak węże, tylko że codziennie?! Nie myśląc wiele więcej, Skoczek syknęła, ale młode już po chwili znów ruszyło w jej stronę i wyciągnęło swe łapy, więc Skacząca Fala szybko umknęła na swych dwóch nóżkach najdalej, jak mogła, wywalając się przy tym parę razy.
Po chwili mogła usłyszeć dwa, identyczne głosy dwunogów, rozbrzmiewające jednocześnie. Coś pomiauczeli, a potem sobie poszli. Resztę dnia spędziła w tym samym kącie, nie dając się skusić dziwnym kulkom rzucanym w jej stronę.
***
*dalej końcówka ostatniego lata*
Minął już z tydzień. A ona dalej była zamknięta w jednej przestrzeni z tymi istotami i wielkim, czarno białym kundlem. O dziwo nie atakował jej, więc mimo przemożnego instynktu ucieczki i czerwonej lampki zapalającej się w umyśle niebieskiej na jego widok, ta nie uciekała od razu. Zwierzak był niegroźny, mimo że ogromny i strasznie wyglądający. Bardziej bała się tych trzech wyprostowanych kociąt.
Wychodziły na kilka godzin z gniazda, a potem wracały z tymi dziwnymi rzeczami na plecach. Skoczek zaczynała powoli dostrzegać pewne schematy w ich zachowaniach, ale dalej to były nieprzewidywalne monstra, wyciągające do niej swe łapska.
No, poza jednym.
Bowiem kocię, które często miało na sobie białe skóry, nie naprzykrzało się tak bardzo. Dlatego też, ulubionym miejscem do przesiadywania Skoczek stała się część tego miejsca, w której głównie to owe kocię przesiadywało.
A była to przestrzeń na wyższej kondygnacji, cała biała, z jakimiś szpargałami porozstawianymi gdzieniegdzie…
I roślinami.
Masą roślin.
Może i nie rosły w ziemi, a w dziwnych pojemnikach, ale Skoczek miała to gdzieś. Przypominały jej dom i dawały miejsce, gdzie mogła się skryć. Tak też korzystała z tego i siedziała tam przez większość czasu, jednocześnie zastanawiając się, jak zwiać z tego przedziwnego a zarazem strasznego miejsca.
Od jakiegoś czasu, zaczęła się także posilać. Bądź co bądź, musiała coś jeść. Tak więc jadła te dziwne kulki, które nie smakowały nawet tak źle. Raz na jakiś czas dostawała też bardziej normalne posiłki, bowiem złożone z mięsa otoczonego dziwną galaretą. Ale smakowało dobrze, więc nie mogła narzekać. Inaczej niż myszy, ptaki czy inne, ale dobrze.
Gdy tym razem podeszła do kolorowego pojemnika na jedzenie, stało się coś dziwnego.
Bowiem nie usłyszała, gdy do pokoju weszło jedno z pozostałych kociąt, a następnie podbiegło do niej i chwyciło ją w ramiona. Zasyczała, wściekła. Jakim cudem go nie usłyszała?! Prawda, ostatnio jej słuch w jednym uchu się pogorszył, ale to było jej najmniejsze zmartwienie w obliczu tej sytuacji. I tak nie miała dostępu do medyka, więc co mogła zrobić?
Kocię, do którego należała ta część gniazda, podeszło bliżej, po czym zaczęło coś miauczeć do drugiego. A potem została zniesiona na dół.
Po chwili dotarli do największego z dwunogów. Skoczek szczerze nie wiedziała, co o nim myśleć. Poza tym, że to on był chyba rodzicem trójki bliźniąt niewiele o nim wiedziała. Nie naprzykrzał się jej, czasem tylko rzucił kulkami w jej stronę, więc mało co zwracała na niego uwagę.
Jakie więc było jej zdziwienie, gdy po chwili rozmowy między istotami została załadowana do dziwnego czegoś ze srebrnymi patykami z jednej strony, a potem dwunogi zaczęły się ubierać w swe „skóry do wyjścia”, jak to je określała Skoczek.
Potem wynieśli miauczącą z przerażenia kotkę, a następnie władowali do potwora. Ten po chwili zamruczał i ruszył.
***
Po drodze kilka razy prawie zwymiotowała ze stresu i dziwnych ruchów monstrum, w którego trzewiach się znajdowała. Gdy zatrzymali się odetchnęła z ulgą. Może chcieli ją odstawić do domu – taka oto nadzieja zatliła się w jej umyśle, ale szybko została stłamszona, gdy dostrzegła, że dalej byli w Siedlisku Dwunogów. Gdyby tylko wiedziała, co miało nastąpić później…
***
Postawili ją w dziwnym miejscu, na białej, śliskiej powierzchni oświetlonej nienaturalnym światłem. Próbowała z niej zeskoczyć, ale gdy tylko podchodziła blisko krawędzi, dwunożny chwytał ją i wciągał na środek. To było bardzo irytujące, jak i stresujące. Dlaczego w końcu zależało im na tym, by siedziała w jednym miejscu?
Nagle usłyszała kroki, a do środka wszedł dwunożny w białej, długiej skórze. Podszedł do niej bliżej, po czym zaczął ją dotykać. Od razu szczęka poszła w ruch, a Skoczek w samoobronie ugryzła go. Jednakże znowu, ten był przygotowany. Miał na sobie podobną otoczkę, co wtedy, gdy mieli ją myć. O nie, czyżby znowu chcieli ją oblewać wodą?!
Ale nie chcieli.
Było znacznie, znacznie gorzej.
Niespodziewanie obcy dwunóg odszedł od stołu, a wrócił trzymając w łapie dziwny, srebrno-czarny patyk z wybulwieniem na końcu. Podszedł bliżej, a ona została mocniej pochwycona przez znajomego ojca trójki kociąt, który wziął ją w ramiona i nie chciał dać jej się ruszyć. Syczała i prychała w proteście, ale gdy do jej ucha została włożona końcówka patyka, a nieprzyjemne uczucie rozlało się po nim, wydarła się tak jak chyba nigdy dotąd.
Już po chwili dwunożny odsunął się, ale ona dalej była trzymana.
Czy to były jakieś tortury czy co?! Jak to, dlaczego wrzucili ją do wody trochę zrozumiała po czasie, pewnie chcieli ją wyczyścić, tak to?!
Po chwili dwunożny wrócił do nich z kolejną, dziwną mazią na ręce, po czym zaczął jej smarować nią ucho.
— PUSZCZAJCIE MNIE WY CHOLERNE, ŁYSE WĘŻE! — wydarła się miotając, i o dziwo, udało jej się wydostać. Tyle że od razu gruchnęła o podłogę. Szybko się jednak pozbierała, zaczynając szukać wyjścia z tej dziwnej białej jaskini. Wszystkie dwunogi chyba wpadły w panikę, bo zaczęły nieporadnie gonić Skaczącą Falę po całym gabinecie weterynaryjnym.
***
Ostatecznie została złapana i kilka razy ukłuta dziwną, srebrną igłą. Bolało jak diabli przez kilka dni po incydencie była do tego stopnia wściekła, że wywróciła miskę z wodą w pomieszczeniu od jedzenia, rozlewając całą jej zawartość na podłogę. To była zemsta za to, jakie tortury musiała znieść.
Tego dnia znów planowała swoją ucieczkę, bo jeśli znowu mieli zrobić taką akcję, to już wolała się pod potwora wpakować, niżeli to znosić.
Podeszła do ogromnej, przezroczystej ściany, wychodzącej na ogrodzony trawiasty teren. I wtedy właśnie dostrzegła białego kota, młodszego od niej, który łaził po owej przestrzeni. Wokół szyi też miał obrożę. Inny pieszczoch?
Zaraz…
Może będzie wiedział, jak ją uwolnić?!
Zaczęła desperacko walić łbem w ścianę, by ten ją zauważył. Niestety nie dawało to większego efektu, więc zaczęła łazić w te i we wtę rozedrgana. Dopiero wtedy została zauważona przez obcego.
Noi wszystko szlag trafił, bo niespodziewanie do ogrodu innym wejściem wbiegło jedno z kociąt wyprostowanych i pochwyciło białego w ramiona.
NO NIE! JEJ PLAN!
— AAAAAAAA — sfrustrowana zaczęła skakać po pokoju i przewracać wszelkie przedmioty na podłodze. Czemu, czemu, czemu! Czemu akurat ten różowy demon musiał wrócić! Wszystko wzięło w łeb!
***
Ostatecznie skończyło się na tym, że kocurek tak jak ona został wymyty i dostał nowy dzwoneczek. Nie wiedziała, czemu, ale mało co ją to obchodziło. Okazało się, iż kocur szukał swojego dawnego domu i tak oto trafił do nich i został przywłaszczony przez wyprostowanych. Był znacznie bardziej do nich przyjazny — łasił się o nogi i prosił o smakołyki. Skoczek jednak udało się go przekonać, by siedział z nią przez większość czasu w pokoju z roślinami, ukrywając się przed łysolcami. Nie chciała w końcu, by jej kompan też był torturowany. Wolała nie zostawać ponownie sama. Teraz przynajmniej miała do kogo pysk otworzyć i z kim zastanawiać się, jak zwiać… choć szybko dostrzegła, że jej kompan był przygłuchy.
Któryś już raz z kolei tego dnia wpatrywała się w świat za przezroczystą ścianą. Tak bardzo chciałaby stąd uciec… mimo że w Klanie Klifu rządził Srokoszowa Gwiazda, potencjalny morderca jej ojca i reszty starszych, to… to to był jej dom. I nie wyobrażała sobie pozostać w gnieździe dwunogów na zawsze. To nie był jej świat, to nie było jej życie.
Wtedy właśnie dostrzegła, że ktoś wszedł do ogrodu. Jakiś kot. I praktycznie od razu rozpoznała tę niebieską głowę.
Mniszek zaczął pić wodę z miski psa znajdującej się na zewnątrz, a ona w tym czasie na swych dwóch łapkach podeszła bliżej. Przycisnęła nos do szyby, obserwując kocura, który o dziwo miał na sobie różową obrożę. No ale nie tak jak ona czy Skarb, bo tak nazywał się jej współlokator, był cały brudny.
Parsknęła, gdy kocur nieomal nie zakrztusił się wodą dostrzegając jej obecność. Ha! Cóż za piękny widok.
Może i raz uratował jej życie, wyławiając z wody, ale i tak nie miała o nim dobrego zdania. A o tym, że go polizała na zgromadzeniu… wolała zapomnieć.
Kocur po dłużącej się chwili, w trakcie której Skoczek wgapiała się w niego zza szyby, zbliżył się do niej nie spuszczając z niej spojrzenia. Van pokręcił kolorowym łbem.
— Ze wszystkich kotów, które przyszło mi wcześniej poznać musiałem trafić właśnie na ciebie... Klan Klifu w końcu przejrzał na oczy i cię wygnał czy sama zrozumiałaś, że jesteś balastem i zdecydowałaś zostać pieszczochem? — zagadał, a ją od środka krew zalała — Mniejsza. Widziałaś w okolicy może...
Dawny owocniak od razu urwał, gdy u boku Skoczek stanął jej kompan. Na pysku Skarbu zaraz pojawił się ogromny uśmiech na widok syna Fretki. Przylgnął do boku Skoczek, a ona skojarzyła fakty i zrozumiała, że najwyraźniej… to był ten „brat” o którym przygłuchy jej opowiadał. Innej opcji nie widziała.
— Mówiłem ci, że braciszek po mnie przyjdzie!
Skoczek zerknęła ponownie na Mniszka, a na jej pysku zagościł drwiący uśmiech. A to się złożyło… Mniszunio musiał być bardzo niepocieszony…
— Oh, to twój starszy brat? Jak miło, że już się z nim znam. Co tam Mniszku, a ty, od kiedy nie jesteś już członkiem Owocowego Lasu? Stylowa obróżka. — miauknęła z wrednym uśmieszkiem na pysku.
— Tak, zawsze sądziłem, że bardzo ładnie na nim leży! — wykrzyczał Skarb, dalej stykając się z nią bokiem — Różowy mu pasuje — kocur uśmiechnął się promiennie, nie wyczuwając kompletnie napięcia między tą dwójką.
Zirytowany niebieski zerkał to na kotkę, to na kocura. Jego zdenerwowanie sprawiało jej mało co ukrywaną satysfakcję.
— Nie powinno cię to interesować. — prychnął kocur, siadając naprzeciw przezroczystej ściany — Dasz radę sam się prześlizgnąć przez ten otwór? — zwrócił się do białego wskazując pyskiem na uchyloną część szyby.
Skarb pokręcił głową przecząco.
— Już próbowałem. Wiele razy. Za wysoko.
Skoczek skinęła głową twierdząco. Jej też to się nie udało.
Mniszek wbił spojrzenie w szparę.
Kocur przygotował się do skoku, po czym odbił się od ziemi. Nie zdołał się jednak zaczepić łapami o nic, odbił się od przezroczystej ściany. Widocznie niezadowolony, że brakowało mu dosłownie parę długości ogona, aby wślizgnąć się do gniazda dwunożnych ponawiał raz za razem skok uderzając bokiem o szybę.
Skarb zakrywał łapkami swe oczy.
— Nie mogę na to patrzeć… — miauknął.
Skoczek przyglądała się tymczasem próbom niebieskiego z kamiennym wyrazem pyska. Bądź co bądź, chciała, by mu się udało, bo wtedy może uda jej się uciec.
— Co to u licha jest... — prychnął van.
Wtem do ogrodu wbiegło jedno z identycznych kociąt dwunożnych. — Uważaj! — zdążyła jedynie powiedzieć.
Sam niebieski niestety również zareagował za późno. Zdołał tylko syknąć na wyprostowaną, gdy wtem został nakryty plastikowym pojemnikiem otworami.
Z pyska Skoczek wydał się stłumiony okrzyk.
— Nie znowu! Mniszek walcz! — wrzasnęła.
— Nie mów mi co mam robić! — odkrzyknął van, a ona miała ochotę rozpocząć z nim kłótnie, jednak do tego nie doszło.
Dwunożna przez chwilę przyciskała pojemnik do ziemi, zastanawiając się, co robić dalej, gdy do ogrodu wbiegł również pies rodziny. Stworzenie od razu podeszło do więzienia potencjalnego wybawcy porwanych, po czym zaczęło je obwąchiwać.
— Nie bój się go, on ci nic nie zrobi. Ten akurat jest niegroźny, nie zjadł mnie przez czas jak tu jestem. Martw się bardziej o to różowe kocię dwunogów. — postanowiła od razu uspokoić obawy kocura — O, okej, ona chyba.... kładzie na tym coś? ONA CIĘ TAM CHCE UWIĘZIĆ! — wrzasnęła, widząc jak mała chce położyć swój plecak na koszu na pranie.
— Co się dzieje? Co ona robi?
— Położyła to coś na pudle. Za ciężkie. Nie dasz rady wyjść — rzekła zrezygnowanym głosem Skacząca Fala, po tym, jak młoda położyła różowy przedmiot na koszu na pranie. Zaczęła rozmasowywać sobie jedyną sprawną przednią łapą czoło — To nie tak miało być...
Dostrzegła przez wygięcie plastiku, że niebieskogłowy próbował się wydostać, ale na próżno. Po chwili zaprzestał, najwyraźniej widząc, że Skoczek miała rację.
Usłyszała otwierane drzwi frontowe domu, jednak nie pobiegła tam. W końcu drzwi do przedsionka były specjalnie zawsze zamknięte, gdy drzwi wyjściowe były otwarte i na odwrót. Nie było więc szans na ucieczkę, dwunożni o to zadbali.
Po chwili jakichś rozmów tych dziwnych stworzeń, dwa z nich wyszły na zewnątrz, a potem ojciec i córka zanieśli Mniszka do środka.
Następnie weszli na piętro, więc Skoczek podążyła za nimi, Skacząc po schodkach z pewną pomocą Skarbu.
Ostatecznie udało im się dotrzeć na górę, a potem skierowali się do białego pomieszczenia, w którym dwunodzy ostatnio myli Skarba.
Skoczek podeszła bliżej. Znów powstało zgromadzenie czwórki dwunogów nad biedną ofiarą tortury, zwanej myciem.
Gdy jedno z dwunogów zauważyło Skoczek i Skarba, postawili ich na pobliskiej pralce – pewnie by dodać Mniszkowi otuchy, że inne koty są obecne. To jednak raczej nie pomogło.
— Spokojnie, nie utopią cię… raczej — mruknęła, by się z nim trochę podroczyć.

<Mniszek?>

Wyleczeni: Skacząca Fala (Kangurek)

09 września 2023

Od Mniszka do Skaczącej Fali

 Spuścił z oczu na chwilę kociaka. I tyle wystarczyło, by został capnięty przez dwunożnego małego śmierdziela i wsadzony do potwora. 
Wypuścił z pyska upolowaną jaszczurkę, i bez zastanowienia zaczął pędzić za samochodem, który coraz to bardziej się oddalał. Sam Mniszek już po chwili zaczął dyszeć, przeklinając pod nosem, że brak mu kondycji. Zatrzymał się na środku Drogi Grzmotu, by już po chwili ostatniej sekundzie umknąć z drogi kolejnego potwora, który na niego zatrąbił. 
Już mieli opuścić siedlisko dwunożnych, kilkanaście długości ogona dzieliło ich od Złotych Kłosów i co?
Zerknął na otwarty teren, który był już na wyciągnięcie jego łap. Parę dni i byłby znów na rodzinnych terenach. Sam jednak nie miał po co na nie wracać. Truchtem ruszył wzdłuż drogi, mając nadzieję, że uda mu się odnaleźć białego kocurka.

***

Szukanie Skarba było jak szukanie igły w stogu siana. Nigdzie nie czuł jego zapachu, nie mówiąc o smrodzie tego konkretnego potwora. Każdy śmierdział tak samo. A mimo to kręcił się po terenach dwunożnych, w których przyszło mu być pierwszy raz. Dzielnica jak dzielnica, dla kota różnicy wielkiej nie robiła, jednak oko dwunożnego doceniło by architekturę. 
Wpadł na kilka samotników w trakcie swojej wędrówki, niektórzy chcieli mu pomóc, inni skopali mu tyłek, za to, że wszedł na ich teren. Spotkał też pieszczochy. Większość z nich przez jego obróżkę na szyi zakładała, że i van jest pieszczochem. Byli mili, chcieli mu pomóc, do czasu gdy kocur nie wyprowadził ich z błędu.  Jedna z kotek, ta ze spłaszczonym pyskiem, zacietrzewiła się wyzywając kocura od oszusta, śmierdziela i różnych tego typu wyzwisk, po czym obrażona zniknęła w gnieździe dwunożnych. 
Mniszek miał dość. Mimo tego drapał do drzwi wejściowych, mając nadzieję, że w końcu ktoś mu pomoże. 
Znużony stracił rachubę czasu. Dzień za dniem, wyglądał tak samo. Wciąż nie znalazł swojego małego przyjaciela, dla którego był bratem. 
Sam się dziwił, że z kimś całkowicie obcym udało mu się zbudować relacje, stał mu się bliższy niż jego prawdziwa rodzina. Może to dlatego, że Skarb nie był bierny? To on się go uczepił, chodził za nim. Był bardzo podobny do Sówki. Był pewny, że oboje się dogadają, gdy już dotrze z nim do Owocowego Lasu.
Brudny, wymęczony, a przede wszystkim spragniony skierował swe kroki do jednego z domów. Na werandzie znajdowała się miska, ten śmieszny przedmiot, z którego nie raz jadł Skarb. Miska jednak była wielka, zbyt duża dla kota. Mimo to nachylił się do niej i zaczął pić wodę. Pił tak w spokoju, dopóki nie dostrzegł ruchu za przeźroczystą ściana, której nienawidził z całego serca. Nie raz uderzył w nią pyskiem, gdy starał się wyskoczyć przez okno, myśląc, że to jest otwarte. Omal się do zakrztusił woda, gdy rozpoznał tego dziwnie pochylonego kota, który przyciskał nos do szyby uchylonego okna, wpatrującego się intensywnie w vana. Była ostatnim kotem, którego by się spodziewał odnaleźć w siedlisku dwunożnych. Chociaż czy to była na pewno Skoczek, ta łajza z Klanu Klifu, w która rzucał kamienie? Zbliżył się nie spuszczając wzroku z kota. Tak, to była ona. Pokręcił głową.
— Ze wszystkich kotów, które przyszło mi wcześniej poznać musiałem trafić właśnie na ciebie... Klan Klifu w końcu przejrzał na oczy i cię wygnał czy sama zrozumiałaś, że jesteś balastem i zdecydowałaś zostać pieszczochem? — zagadnął czując swego rodzaju satysfakcję, że jednemu z kotów, za którymi nie przepadał nie powodziło w życiu — Mniejsza. Widziałaś w okolicy może... — urwał
Tuż obok Skoczek pojawił się nie kto inny jak Skarb, który na widok niebieskiego zaczął się cieszyć jak głupi, przylegając do boku niebieskiej. Wyglądało na to, że przez ten czas, gdy byli rozdzieleni zyskał nową przyjaciółkę, co Mniszkowi się bardzo nie spodobało, ale nie był w stanie powiedzieć tego wprost.
— Mówiłem ci, że braciszek po mnie przyjdzie!
Skoczek zerknęła ponownie na Mniszka, kocur mógłby przysiąść, że na jej pysku zagościł drwiący uśmiech, gdy patrzyła się na jego szyję, czy też obrożę której wciąż się nie pozbył.

<Co tam krasnalu? Oddawaj kocię>