BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieszczochy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieszczochy. Pokaż wszystkie posty

24 lipca 2026

Od Truskawki

Mróz zaczął ustępować. Truskawka z wielkimi oczami obserwowała, jak wszystko za przezroczystymi drzwiami topnieje i zamiast białego puchu pokrywającego podłoże odkąd koteczka pamiętała, zaczynają pojawiać się kałuże, a następnie wyłania się zielona trawa.W jej gnieździe zaszła pewna zmiana. Wczoraj odwiedził ich obcy dwunożny. Spędził prawie cały dzień w największym pomieszczeniu, a Truskawka na ten czas została zamknięta w pokoju młodej wyprostowanej. Nie, żeby jej to przeszkadzało. Majka też tam była i cały czas bawiła się z kocięciem. Tymczasem z dołu dobiegały dziwne odgłosy, które nie były przyjemne dla koteczki.
Gdy obcy dwunożny sobie poszedł, jasnowłosa otworzyła drzwi i zaniosła Truskawkę do największego pomieszczenia. Od tamtej chwili w drzwiach w pokoju wejściowym była mała dziura zakryta drewienkiem. Biała szybko odkryła, że drewienko można przesuwać i w ten sposób wychodzić na zewnątrz, kiedy tylko miała na to ochotę. Taka klapka.
Nadal na dworze było trochę zimno, ale największe mrozy już minęły, a zamiast śniegu w ogrodzie była tylko brązowo żółta papka.
Dziś Truskawka postanowiła, że wyjdzie na zewnątrz. Była ciekawa, jak wygląda świat poza jej ogródkiem, którego zresztą też nie zbadała jeszcze dokładnie.
Tęsknie spojrzała na płot. Niestety nie siedział na nim ani Monarcha, ani Promyk, ani Kobczyk.
Drzwi zaskrzypiały i z ciemności gniazda wyłoniła się złotowłosa. Na sobie miała dużo grubych kolorowych ubranek. W ręku trzymała pudełko, jak zwykle przyłożone do ucha i mówiła coś do niego. Truskawka wiedziała, że przedmiot potrafi jej odpowiadać. Słyszała kilka razy głos wydobywający się z niego, kiedy była blisko. To pewnie dlatego dwunożni trzymają je przy uszach. Są bardzo ciche.
Wtedy furtka otworzyła się, a do środka wszedł pewien chłopiec. Zaraz… Malutka go poznawała! To on przyszedł do kociąt, gdy te były jeszcze z hodowli!
W ręku trzymał kontenerek. Serce Truskawki zabiło szybciej. Nie mogło być…
– Nala? – zapiszczała biała, a w środku transporterka coś się poruszyło.
Niestety młody dwunożny wcale się nie śpieszył. Zamknął furtkę, przytulił złotowłosą i koteczce wydawało się, że minęły wieki, zanim samiec położył kontener na ziemi i go otworzył.
Ze środka wyszła najpiękniejsza kotka, jaką Truskawka kiedykolwiek widziała. Jej białe futro falowało na wietrze. Jej łapy były smukłe i zakończone ostrymi pazurami. Ciało było giętkie i umięśnione, a oczy… Były znajome…
– Malutka? – zamruczała Nala miękko.
Koteczka zerwała się z miejsca i podbiegła do siostry.
– Myślałam, że już cię więcej nie zobaczę! – zapiszczała.
– Mieszkam tam – Nala wskazała ogonem gniazdo. Było oddalone od domu Truskawki o dwie, może trzy długości drzewa.
– Wystarczy, że wyjdę z ogrodu, skręcę w lewo, minę dwa gniazda i będę u ciebie! – zauważyła szczęśliwa – w ogóle, łał, jak się zmieniłaś!
– Ty też, Malutka – miauknęła Nala.
– Teraz właściwie mam już imię – powiedziała koteczka z dumą – nazywam się Truskawka.
– Oh, jak ten owoc?
– Owoc?
– Mój dwunożny często go je – Siostra wzruszyła barkami – próbowałam, nawet niezły. Może następnym razem ci go przyniosę – zaproponowała.
– Bardzo chętnie! – zamruczała biała – słuchaj, mam ci tyle do opowiedzenia…
Truskawka promieniała. Znalazła siostrę! A właściwie to jej dwunożny przyniósł ją do jej ogródka! I okazuje się, że cały księżyc były bardzo blisko siebie i nawet nie zdawały sobie z tego sprawy. Musiały nadrobić wszelkie zaległości, dlatego miauczały jak najęte przez dobre pół dnia, zanim Nala musiała sobie iść. Całe szczęście wszystko wskazywało na to, że znów niedługo się spotkają. Jasnowłosa i młody dwunożny wydawali się najlepszymi przyjaciółmi, co bardzo cieszyło Truskawkę. Jeśli oni będą się często spotykać, to ona będzie często widywała Nalę.
Wizyta siostry bardzo ucieszyła kocię i jednocześnie je uspokoiła. Zapamiętała nowy wygląd Nali i nie zapomni, jak ta wygląda. Będą się teraz spotykać prawie codziennie, skoro Truskawka ma zamontowaną klamkę w drzwiach.
Zrobiło się późno, więc jasnowłosa zabrała koteczkę do dużego pokoju i nałożyła jej miękką karmę do miseczki, którą Truskawka zjadła ze smakiem. Następnie ułożyła się w swoim miękkim głazie i zamknęła oczka. Nie zdążyła nawet położyć główki na kocu, bo ta sama jej opadła a koteczka zapadła w sen.

23 lipca 2026

Od Malutkiej (Truskawki)

Chyba wreszcie zrozumiała swoje imię!
Ciągłe tus – ca – cia, które wymawiali dwunożni, kiedykolwiek tylko biała przechodziła obok, coraz częściej brzmiało jak tru – sca – cia! To z kolei przerodziło się w pełni zrozumiałe Malutkiej słowo: Truskawka.
Nie wiedziała jeszcze, co ono oznacza, ale przecież imiona jej rodzeństwa i mamy, Luna, Nala, Riko, nie oznaczały niczego szczególnego. Były to jedynie słowa, pewnie wymyślone przez wyprostowanych.
Biała koteczka dumnie siedziała na swoim miękkim głazie. Tuż przed jej łapkami leżała Małpka. Obserwowała swoich dwunożnych, krzątających się nerwowo w największym pomieszczeniu. Jak zwykle rano szykowali się do wyjścia. Miała nadzieję, że zostawią uchylone okno, aby Malutka mogłaby wyjść na zewnątrz.
Ciekawiło ją to, czy w gniazdach tuż obok nie mieszkają jakieś koty. Wtedy przedstawiłaby im się już jako Truskawka.
Postanowiła, że gdy tylko ponownie spotka koty, którymi przedtem rozmawiała, powie im, że ma już imię! Bardzo chciała też przekazać tę radosną nowinę mamie, siostrze i bratu. Nie mogła się doczekać, aż zobaczy zadowolone miny na ich pyskach.
Wstała ze swojego posłania i zaczęła radośnie miauczeć. Po kolei otarła się o nogi każdego dwunożnego. Niech wiedzą, że koteczka jest im wdzięczna.
Choć to imię było dłuższe od imion jej rodzeństwa, Malutka uważała, że było bardzo ładne. W końcu było jej.
Tfu, jaka Malutka.
Przecież teraz miała już na imię Truskawka!

Od Malutkiej

Ostatnie dwie noce nie były dla Malutkiej przyjemne. Koteczka nie mogła spać. Cichutko przekręcała się z boku na bok, nauczona przez mamę, aby nie hałasować. Nie wiedziała, co było przyczyną jej bezsenności. Choć chciało jej się spać, ziewała, a oczka jej się kleiły, to jednak coś nie pozwalało jej położyć główki.
Może to, że kilka razy z rzędu śniła jej się rodzina. Odkąd została wybrana, nie myślała zbytnio o mamie i rodzeństwie. Teraz, jednak gdy była w nowym gnieździe już od księżyca, trudno było jej myśleć o czymkolwiek innym niż o bliskich.
Miała wrażenie, że jeśli nie będzie o nich myśleć codziennie, powoli zacznie zapominać rysy ich pyska, barwy ich głosów, a na końcu staną się dla niej jedynie białymi puchatymi kulkami bez twarzy. Przerażała ją ta myśl. Nie chciała zapomnieć, wiedziała jednak, że proces ten, nieważne jak powolny, jest nieuchronny i pewnego dnia koty, które były dla niej tak bliskie, staną się obce. Będzie znała jedynie ich imiona i kolor futra. Ich zapachy, ciepło, obecność… Tego wszystkiego już nie będzie.
Może to właśnie było przyczyną tego, że nie mogła spać. Za bardzo bała się, że ujrzy w śnie rozmazane twarze, zamiast pysków jej rodziny. Zresztą, jak jej rodzeństwo mogło teraz wyglądać? W końcu małe kocięta szybko rosną i się zmieniają.
Gdy już nie była w stanie walczyć z sennością, położyła głowę na łapkach. Zanim usnęła, w jej głowie pojawiła się jedna zwariowana myśl. Gdy śniegi się roztopią, a powietrze stanie się cieplejsze, będzie eksplorować miasto i poznawać nowe koty, aż w końcu odnajdzie rodzeństwo.
Nie wiedziała, skąd w niej taka tęsknota. W końcu wcale nie była z nimi aż tak blisko.
Byli jednak połączeni więzami krwi, a to znaczyło dużo więcej, niż wszystko inne.

Od Malutkiej

Zostawili ją samą w gnieździe. SAMIUTKĄ!!! Była tym bardzo zasmucona. Nie słyszała żadnych dźwięków, oprócz tych generowanych przez siebie. Nie dane było jej nawet wyjść do ogrodu, gdyż wyprostowani szczelnie zamknęli wszystkie okna.
Nie miała co robić! Znaczy, zawsze mogła sobie wymyślić jakiś scenariusz, ale co to za frajda robić to w głowie? Wolała odgrywać swoje opowiadania na żywo! Poznawać innych, przeżywać niezapomniane przygody i wybierać się na wyprawy!
A tu nie. Nie dość, że nie mogła tego robić, to w dodatku nie było dwunożnych. Najwyraźniej była skazana sama na siebie.
Opuścili ją! Oni już zobaczą, że tak się nie robi. Niech no tylko wrócą. Ona będzie wtedy bardzo obrażona. Nie podbiegnie do drzwi się przywitać i będzie się dąsać cały dzień. Muszą zrozumieć, że jej nie wolno tak zostawiać!
Koteczka bardzo się bała. Nie chciała być sama w gnieździe. Z jakiegoś powodu zaczęły ją swędzieć łapy. Zerknęła ukradkiem na siedzisko dwunożnych. A gdyby tak rozszarpać jedną z poduszek? Wtedy może łapki nie świerzbiłyby tak mocno.
Nie, nie mogła. Mama powiedziała, że za to można trafić na ulicę. Malutka nie mogła aż tak ryzykować. Zamiast tego zaczęła iść w stronę swojego wiatraka.
Wtedy drzwi się otworzyły.
WRÓCILI!!!
Malutka natychmiast zapomniała o tym, że jest bardzo obrażona i podbiegła do dwunożnych. Zaczęła się o nich ocierać i mruczeć donośnie.
Miała tylko nadzieję, że to był ten jeden jedyny raz i że już jej nigdy więcej nie zostawią.

Od Malutkiej Do Promiennego Słońca

Wreszcie się doczekała! Znów na płocie jej gniazda siedział jakiś kot. A może kotka? Malutka nie wiedziała tego, będąc zamknięta w gnieździe.
Chyba inni upodobali sobie to miejsce, bo obcy znajdował się dokładnie tam, gdzie wcześniej byli Kobczyk i Monarch. Siedział tylko plecami do niej i wyglądał, jakby był bardzo zamyślony.
Tylko jak mogła się do niego dostać? Nie chciała znów się wygłupić jak przy Kobczyk, więc nie robiła scen przed przezroczystą ścianą. Zamiast tego podbiegła do młodej dwunożnej i zaczęła ocierać się o nogi złotowłosej, usiłując w jakiś sposób przekazać jej, że chce iść na zewnątrz.
Niestety Majka błędnie odczytała jej intencje, bo zamiast otworzyć przezroczyste drzwi, wsypała jej trochę granulek do miski, dolała wody, a jej tata zmienił koteczce piasek w kuwecie. Nikt jednak nie wpadł na pomysł, aby wypuścić białą na zewnątrz.
Malutka podbiegła do okna i wyjrzała przez nie. Obcy nadal tam był. Nie mogła stracić takiej okazji! Nie często widywała inne koty. Skoro już jakiś postanowił ją odwiedzić, to ona musiała go poznać!
Biała zaczęła delikatnie skrobać pazurkami w przezroczyste drzwi, choć według mamy miała tego nie robić nigdy, pod żadnym pozorem.
Wtedy dwunożni wreszcie zrozumieli, o co chodziło koteczce i je otworzyli.
Jupi!
Mała wystrzeliła i z prędkością błyskawicy podbiegła do płotu.
— CZEŚĆ!!! — zawołała w górę z szerokim uśmiechem. — Możemy pogadać? Zostaniemy przyjaciółmi?

<Promienne Słońce?>

22 lipca 2026

Od Malutkiej

Malutka teraz spędzała dużo czasu w ogrodzie. Zwiedziła już prawie cały. Z tyłu znajdowało się duże drzewo, pod którym korzeniami był mały dołek. Czy coś tu mieszkało? Przed domem była ścieżka z kamieni, po której biała mogła chodzić, gdy nie chciała zmoczyć sobie łapek od śniegu. Miała nadzieję, że spotka jeszcze inne koty, jednak na razie, nikt jej nie odwiedził.
Malutka miała już teraz dwa i pół księżyca. Postanowiła sobie, że przed trzecim znajdzie sobie mentora, który będzie ją szkolił. A później może wybierze się na wycieczkę po klanach?
Były jednak dwie przeszkody. Po pierwsze, wszystko pokrywał biały puch, a powietrze było bardzo zimne. Dwunożni nie pozwalali Malutkiej wychodzić z gniazda na długo w taką pogodę. Po drugie, musiałaby jakoś przedostać się przez płot. Nie umiała na niego wskakiwać, tak jak robiła to Kobczyk i ten drugi kot.
Uznała, że koniecznie musi się tego nauczyć, jeśli chce zaimponować innym. Nie dane było jej jednak tego dnia rozpocząć treningu, gdyż samiec dwunogi zabrał ją do środka.
Doszła do wniosku, że może trenować w środku. Do takich wyskoków i wspinaczki potrzebowała mięśni. Jak może je zbudować? Może będzie się podciągać albo podnosić różne rzeczy? Miała dużo energii do treningu, ale potrzebowała planu i mentora. Gdy tylko nastanie pora kwitnięcia, od razu skombinuje sobie i jedno, i drugie.

Od Malutkiej Do Monarcha Pierwszego

Dziś złotowłosa założyła Malutkiej dziwne różowe ubranko i sama również się ubrała. Następnie wzięła koteczkę na ręce i wyszły razem do ogrodu. Gdy przekroczyły próg, koteczka zaczęła wyrywać się dwunożnej. Chciała wyskoczyć na śnieg! Przestała jednak się szamotać, gdy wyprostowana zaczęła szeptać coś pośpiesznie.
Jedno słowo się ciągle powtarzało. Malutka przeczuwała, że to jej imię. Tylko dlaczego nie mogła go zrozumieć? Brzmiało mniej więcej tak: tus – ca – cia. Co to miało niby oznaczać? Przedstawianie się tak nowo poznanym kotom było chyba jeszcze gorsze. Zamiast „Cześć, jestem Malutka”, mówiłaby „Hej, nazywam się Tuscacia”. Tego się nawet nie dało wymówić!
Pochodziły chwilkę po ogrodzie, a raczej Majka pochodziła, bo Malutka wciąż była trzymana w jej ramionach. Po jakimś czasie dwunożna postawiła koteczkę na trawie.
— Mokre! Zimne! Zabrudzi mi łapki! — zapiszczała w stronę wyprostowanej, gdy tylko znalazła się na ziemi.
— Musisz nauczyć się chodzić po śniegu Maluchu — zakpił jakiś głos.
Koteczka podniosła głowę i dostrzegła kocura, siedzącego na płocie jej gniazda.
— Skąd wiesz, jak mam na imię? — zapytała zdziwiona biała. Kocur ryknął śmiechem.
— To twoje imię?! — Machnął ogonem z rozbawieniem — Pasuje — skwitował.
Malutka położyła uszka po sobie.
— Kim jesteś i co robisz w moim ogródku? — zapytała wyzywająco.
— Jestem Monarcha Pierwszy i teoretycznie nie jestem na twoim terytorium — zauważył.
Malutkiej zalśniły oczy.
— Terytorium?! Jesteś mistycznym kotem klanów? — zapytała zaciekawiona.
Majka podniosła koteczkę i zaczęła kierować się do domu, ale Malutka zamiauczała, protestując. Dwunożna pozwoliła jej wyskoczyć z jej ramion i podbiec w podskokach do kota, który siedział na płocie.

<Monarcho?>

Od Malutkiej

Malutka siedziała na kolanach u złotowłosej dwunożnej. Było to bardzo miłe. Było jej ciepło, a ubranie wyprostowanej było mięciutkie i przyjemne w dotyku. W dodatku jasnowłosa od czasu do czasu przerywała to coś, co robiła przy stole, aby pogłaskać białą koteczkę.
Lubiła ją najbardziej z całej rodziny. Poznała też jej imię. Wyprostowani mówili na nią Majka. Do koteczki też zwracali się jakimś imieniem, ale Malutka jeszcze nie mogła go zrozumieć. Może pozostanie maluchem do końca życia? Gdy będzie poznawać nowe koty, czy nadal będzie się przedstawiać „Malutka”, gdy będzie miała już sto księżyców?
Zatem postanowiła nauczyć się języka dwunożnych. A młoda wydawała się chętna do nauczania koteczki.
Często też się razem bawiły. Majka rzucała Malutkiej piłeczkę lub biegała ze sznurkiem z piórkiem, aby biała je złapała. Całkiem dobrze się dogadywały. Zaś dorośli mieli najwyraźniej koteczkę w nosie. Prędzej jeże zaczęłyby latać, niż oni zaczęliby się interesować kocięciem. Samiec jedynie opróżniał jej kuwetę.
Od dwóch dni Majka nie wychodziła z domu. Zwykle wszyscy znikali na pół dnia, a od niedawna jasnowłosa zostawała. Czy ona też chodzi na treningi do innych dwunożnych, skoro nie jest jeszcze dorosła? Może ma jakiś rodzaj wakacji od szkolenia? Nieważne, co to było, biała koteczka miała nadzieję, że potrwa to jak najdłużej. Dzięki temu dostawała dużo atencji.

Od Malutkiej

Malutka odkryła nowe pomieszczenie, do którego wcześniej drzwi były zamknięte. Był to pokój dorosłych wyprostowanych. Znajdowało tu się ogromne legowisko, stoły, szafy i duże okna, ale to nie to było wyjątkowe.
Na jednym z podwyższeń znajdowało się przezroczyste pudło z wodą. Wydawało dziwne dźwięki. W środku coś się poruszało. Malutka wskoczyła na posłanie dwunożnych i z niego dostała się na coś, na czym wyprostowani siedzieli, a z tego jednym susem udało jej się wpiąć na blat.
W środku przezroczystego pudła pływały… rybki! Malutka spędziła chwilę, obserwując te piękne majestatyczne istoty. Były różnych kolorów, miały falbaniaste płetwy i ogony i wpatrywały się w koteczkę dużymi oczami. W pewnej chwili pomarańczowa rybka podpłynęła do białej i dotknęła pyskiem przezroczystej ściany.
— Hej — przywitała się Malutka. — Nie udusisz się tam? Mama mówiła, że pod wodą nie można być za długo. Może ci pomogę? — zapytała przyjaźnie.
Rybka nie odpowiedziała, ale wszystko wskazywało na to, że chciała wyjść z tego pudła. Problemem było to, że biała nie mogła wyjąć pomarańczowej. Żeby to zrobić, musiałaby wskoczyć do wody.
Nagle do pokoju weszła dorosła dwunożna i zaczęła krzyczeć coś w stronę Malutkiej. Ta skuliła się. Nie zrobiła niczego złego! Nie chciała ich upolować, tylko pomóc!
Wyprostowana złapała koteczkę i wyniosła ją z pomieszczenia. Następnie zamknęła drzwi i pogłaskała białą. No to nieźle. Najwyraźniej do tego pokoju nie mogła wchodzić. Będzie musiała zapytać się o te rybki Kobczyk. Może ta wie coś na ich temat. Jak się nimi opiekować i tak dalej.

Od Malutkiej Do Kobczyk

Malutka najwięcej czasu spędzała przy przezroczystych drzwiach. Były one bardzo chłodne. Czasami wręcz mokre. Koteczka wyobrażała sobie, że właśnie taka jest temperatura w ogrodzie i to dlatego dwunożni nigdy jej tam nie wpuścili.
Świat wyglądał śmiesznie. Wszystko było takie białe… pokryte śniegiem.
Wtedy zauważyła jakąś sylwetkę. To była inna kotka! Siedziała na płocie ogrodu jej gniazda. Biała zaczęła skrobać w przezroczyste drzwi, choć mama zawsze mówiła, że nie wolno było jej tego robić. Wtedy spojrzenia kotek się spotkały. Obca przechyliła lekko głowę. Dopiero teraz odkryła, że ma sąsiadkę! A Malutka mieszkała tu już od wczoraj!
Skakała przy drzwiach jak szalona i dawała obcej znaki, żeby do niej podeszła. Widziała, że kotka się waha, a po chwili zeskakuje z płotu i podchodzi do koteczki.
Malutka wskoczyła na stół i wyjrzała przez uchylone okno.
— Cześć!!! — przywitała się. — Jak się nazywasz?
—Uh… Hej. Jestem Kobczyk. Wszystko w porządku? Skakałaś i drapałaś w przezroczystą ścianę, myślałam, że coś się dzieje.
— Nie, wszystko w porządku. Moi dwunożni są dla mnie bardzo mili. Chciałam tylko pogadać! Wyprostowani mnie nie wypuszczają, bo jest za zimno, a ja chcę do innych kotów! — wyjaśniła pośpiesznie koteczka.
—Um, okej. A jak się nazywasz?
— Ja… Eee… Jestem Malutka — westchnęła cicho.
— Malutka? Co to za imię? — zdziwiła się Kobczyk.
— Dopóki dwunożni mnie nie nazwą, inni muszą się do mnie zwracać kocię lub Malutka — wyjaśniła zasmucona.
— To jest głupie — stwierdziła kotka. — Możesz sobie sama wybrać imię.
Malutka spojrzała na starszą okrągłymi oczami.
— Ale masz fajne uszy! — zawołała zachwycona, zmieniając tym samym temat. Następnie zalała Kobczyk wieloma pytaniami. — Jak jest na dworze? Jaki jest śnieg w dotyku? Jesteś samotniczką, czy pieszczoszką? Ile masz księżyców? Masz rodzeństwo? Znasz tu jeszcze kogoś? Kiedy zostałaś wybrana? Oprowadzisz mnie po betonowym świecie? Znasz może Nalę albo Riko, albo Lunę? Znasz te waleczne koty z klanów, które są niepokonane? Umiesz walczyć abo leczyć? Nauczyłabyś mnie tego? — przerwała, bo musiała zaczerpnąć tchu, a Kobczyk przecisnęła łapę przez szparę i zakryła Malutkiej usta.
— Nie tyle pytań na raz, Młoda. Po kolei — zatrzymała jej słowotok.
Młoda… Podobało jej się to. Nie Malutka, nie Maleńka, nie Kocię, a Młoda. Zdecydowanie lepsze. Czuła się teraz jak nastolatka.
Czyżby znalazła pierwszą koleżankę w nowym otoczeniu i może przyszłą mentorkę?

<Kobczyk?>

Od Malutkiej

Tak więc była w swoim własnym gnieździe. Została wybrana.
Pomieszczeń było tu sporo. Wyprostowani dali jej jakieś zabawki, miski, kuwetę, nową obróżkę i inne różne rzeczy. Bawiła się jednak głównie Małpką z hodowli.
Zresztą, mało się bawiła. Było tu tyle do zwiedzenia!
Zaczęła iść długim korytarzem, gdzie było kilka zamkniętych drzwi. Uznała, że muszą być za nimi nowe pokoje, które jednak na razie pozostawały dla Malutkiej zamknięte.
Jeden z nich z pewnością należał do młodej dwunożnej. Drzwi do niego były inne niż reszta. Były pokryte różnymi różowymi świecącymi zwitkami i cały pachniał jasnowłosą.
W kolejnym musieli mieszkać rodzice młodej. Ich pokój wydawał się chłodniejszy i większy. Przynajmniej tyle zdołała wywnioskować, patrząc przez szparę pod drzwiami.
Dalej był pokój, z którego pachniało odchodami dwunożnych. Ciekawe, do czego służył.
Później znajdowały się małe drzwi, a koteczka nie była w stanie określić, co znajduje się za nimi.
Gdy skręciła korytarzem, dostrzegła schody wiodące na dół! Praktycznie się po nich sturlała i znalazła się w pokoju z miękką wykładziną na podłodze z miękkim czymś na nóżkach i gładkim czarnym kwadratem, na którym mogły wyświetlać się obrazy i wydawały się stamtąd dziwne odgłosy.
To właśnie w tym pomieszczeniu znajdowało się większość rzeczy Malutkiej. Była też tu przezroczysta ściana, którą dało się otwierać, aby wyjść do ogrodu. Tu także przez większość czasu przebywali dwunożni, o ile nie znikali w pomieszczeniach.
Była już w nowym gnieździe prawie cały wschód słońca i zwiedziła już z grubsza niemalże wszystkie otwarte pokoje. Tak powierzchownie, oczywiście. Będzie miała jeszcze dużo czasu, aby szczegółowo poznać każdy kąt i zaznajomić się z nowym miejscem. Zapowiadało się to bardzo ciekawie. Malutka dziś widziała wiele rzeczy, o których istnieniu wcześniej nie miała pojęcia! Niestety szybko się męczyła i musiała odpoczywać na swoim miękkim kamieniu.
Wyprostowanych nie było. Miała nadzieję, że pobawią się z nią, kiedy wrócą!

Od Malutkiej

Znów ten zapach. Ten, co wcześniej. Kojarzył się on Malutkiej z delikatnym przytuleniem i kolorem złota. Próbowała sobie przypomnieć, czemu był on jej znajomi.
— Dwunożni wrócili! — wykrzyknęła Nala. Wtedy do białej koteczki dotarło, skąd zna tę woń. Młoda żółtowłosa wyprostowana! Tak, to był jej zapach! To jej głos dobiegał zza siatki!
— Zawołaj mamę! — miauknęła Malutka podekscytowana, a sama podbiegła do drzwi.
Po chwili dwunożni weszli do środka. Młoda jasnowłosa była z nimi! Nigdzie jednak nie widziała drugiego młodego. Wyprostowanych było mniej niż poprzednio.
— Przyszła tylko rodzina Malutkiej — miauknęła zmartwiona Luna.
— Co? A ja? A co ze mną?! Mamo?!? — zaczęła panikować Nala.
— Miałam przeczucie, że coś jest nie tak. Wcześniej przyszło zbyt wielu dwunożnych na jedno gniazdo. To są dwa oddzielne rody — miauknęła mama.
— Jak to? — zdziwiła się Malutka. — Przecież młode ze sobą rozmawiały. Musiały się znać!
— A ty córeczko znałaś tego kota, do którego zagadałaś na badaniach? Nie trzeba się znać, aby ze sobą rozmawiać — westchnęła Luna.
Malutkiej zrobiło się bardzo nieprzyjemnie. Nie tak miało to wyglądać! I choć cieszyła się, że będzie wybrana, czuła nieznośny ucisk w żołądku. Wolała nie patrzeć na Nalę. Wiedziała, że siostra jest załamana.
Wzięła szybko małpkę, pożegnała się z mamą i z Nalą. Ta druga nie była jakoś bardzo smutna.
— Mnie też niedługo wezmą. Jestem już wybrana — zaznaczyła kotka. Malutka pokiwała głową. Oczywiście, że tak będzie!
Zrobiło jej się od razu trochę lżej na duchu i pozwoliła dwunożnym zapakować ją do transporteru. Przez kratki zajrzała jasnowłosa i uśmiechnęła się do białej koteczki. Malutka zamruczała i ziewnęła, bo podobno to było urocze. Później rzuciła szybkie spojrzenie na mamę i siostrę. Możliwe, że to był ostatni raz, kiedy je widziała.
Gdy leciała pudłem, zobaczyła drugiego młodego dwunożnego. Zatem Nala zostanie zabrana już za kilka uderzeń serca. Co za ulga, że jej siostra nie będzie musiała długo czekać.
Gdy przestała myśleć o rodzinie, dotarło do niej to, co właśnie się działo. Opuściła pomieszczenie! Tym razem na zawsze. Będzie poznawać świat! Wszystko będzie inne!
Na tę myśl na pysku Malutkiej zakwitł szeroki uśmiech. Już nie mogła się doczekać!

Od Malutkiej

Także nadszedł czas pożegnania. Malutka nie była jakoś szczególnie smutna z tego powodu. Wcześniej myślała, że nie będzie chciała odchodzić, że wizja rozstania będzie ją przerażała. Nie spodziewała się jednak, że będzie taka zadowolona i podekscytowana. Już nie mogła się doczekać.
Właściwie to wcale nie musiała się niczym martwić. Przecież została wybrana razem z Nalą. Bardzo ją to cieszyło. Perspektywa podróży do nowego miejsca wydawała się mniej niepokojąca, gdy Malutka miała świadomość, że jej siostra będzie przy niej. Dziś mama powiedziała koteczkom, że skończyły dwa księżyce i że skoro już zostały wybrane, to udadzą się do nowego gniazda w przeciągu kilku wschodów słońca.
Luna wyglądała na smutną, ale zadowoloną jednocześnie. Tak jakby cieszyła się z sukcesu córek, ale jednocześnie nie chciała, aby te ją opuszczały. Koteczki uzgodniły między sobą, że będą teraz spędzać jak najwięcej czasu z mamą. W końcu ze sobą będą się mogły bawić przez całe życie, a z mamą rozstaną się już za kilka wschodów słońca. Malutka nie chciała, aby Luna czuła smutek na myśl o swoich kociętach, choć przypuszczała, że każda rodzicielka tęskni za swoimi dziećmi, gdy te nie są obok.
Mama teraz zaczęła często wychodzić z pomieszczenia, przeskakując przez siatkę. Biała koteczka nie miała pojęcia, jak kocica wytrzymała tu bite dwa księżyce, skoro mogła w każdej chwili wyjść.
Malutka spędzała też bardzo dużo czasu z Nalą, gdy mama spała lub jej nie było. Przyciszonymi głosami z podnieceniem rozmawiały o gnieździe, dwunożnych i życiu, które chciałyby wieść. Jej siostra miauczała trochę o kocurach, a Malutka mówiła o poznawaniu świata.
— Chciałabym kiedyś odwiedzić wszystkie klany — zwierzyła się Nali.
— Co? Mama przecież ostrzegała, to niebezpieczne! — zapowietrzyła się siostra.
— Ale przecież jeśli będę czekać pod ich granicą i kulturalnie zapytam się, czy mogę poznać ich świat, to najwyżej odmówią — stwierdziła Malutka. — A któryś z tych “mniej brutalnych” może nawet pozwoli mi pozwiedzać ich terytorium i opowie mi co nieco o ich życiu.
Nala wzruszyła ramionami.
— I co, będziesz się uczyć tych wszystkich rzeczy?
— Mama mówiła, że jeśli chce być taka jak koty z klanów, to muszę sobie znaleźć wśród nich mentora wojownika i medyka.
— Naprawdę ci na tym zależy? — ziewnęła Nala.
Malutka potaknęła. Skoro i tak będą całe dnie spędzać w gnieździe, to przecież mogła się równie dobrze uczyć, a później być najszybsza i najpotężniejsza!
— Mama wróciła — zauważyła Malutka, zmieniając tym samym temat. — Chodźmy do niej.
Zastanawiała się, czy to jest ostatnia jej noc spędzona w tym pomieszczeniu.

Od Malutkiej

Ze snu Malutką wybudził dziwny zapach. Przez chwilę nie mogła go rozpoznać. Później stwierdziła, że musi to być woń dwunożnych.
Trąciła wciąż śpiącą Nalę. Ta ziewnęła i przetarła łapkami oczy.
— Masz kleszcze w posłaniu czy co… — jęknęła i przewróciła się na drugi bok.
— Nie czujesz tego?
— Nie czuję czego? — miauknęła zaspana i nagle otworzyła szeroko oczy — Co tak pachnie?!
— To dwunożni — potwierdziła mama przypuszczenia Malutkiej. — Nowi. Chyba któraś z was wybiera się do nowego domu! — stwierdziła kocica z ulgą. Następnie spoważniała i zaczęła wylizywać koteczki, myjąc córkom uszka i oczka.
— Maaamooo, będziemy całe mokre! — zaprotestowała Malutka.
— Jeszcze wyschniecie, a przynajmniej będziecie czyste — zaoponowała Luna. Po chwili pozwoliła kociętom wygramolić się z pudła.
— Czemu nie wchodzą? — zapytała Nala. — Widzę ich cienie za drzwiami.
— A ja słyszę ich głosy — potwierdziła Malutka. Słyszała też wyprostowaną Elę.
— Rozmawiają z moją dwunożną. Idźcie na siku, aby nie robić tego w ich obecności — poleciła Luna.
Koteczki pobiegły do kuwet, aby się załatwić, a następnie usiadły przed drzwiami, drapiąc podłogę z ekscytacji.
— Nie siedźcie tak. Weźcie sobie jakąś zabawkę. Wyglądajcie uroczo — rozkazała mama. Tym razem nawet to słowo nie zabrzmiało tak źle. Malutka miała nadzieję, że wezmą je obie i że nie zostanie w pomieszczeniu sama z mamą.
Luna chyba też na to liczyła. Wczoraj powiedziała córkom, że gdy te zostaną wybrane, ona będzie mogła opuścić pomieszczenie i będzie miała dostęp do całego domu, w tym ogrodu.
Wtedy drzwi się otworzyły.
Koteczki jak oparzone podskoczyły i z zapałem podbiegły do dwunożnych. Do pomieszczenia weszło ich dużo. Dwunożna Ela, dwie samice, dwóch samców i… coś bardzo dziwnego. Chyba jeszcze bardziej oryginalnego od siwych dwunożnych, którzy wybrali Riko.
— Młode dwunożnych — zamruczała mama, widząc skonsternowane miny córek. — Te są już podrośnięte, więc są w porządku. To one będą się opiekować wami. Gdyby jednak były mniejsze, musiałybyście o nie dbać.
Młode zaczęły rozmawiać ze sobą piskliwymi głosami. W zasadzie to tylko dziewczynka mówiła spokojnie. Chłopiec raz miauczał cienko, a raz bardzo grubo.
— Lećcie, przywitajcie się — miauknęła Luna.
Malutkiej nie trzeba było dwa razy powtarzać. Podeszła do ładnego zapachu młodej dwunożnej. To jej jasne włosy tak pachniały. Nie wiedziała, czym dokładnie, ale ta woń bardzo jej się podobała. Poczuła, jak serduszko bije jej szybciej.
— Weźmiesz mnie? — zamruczała. — Proszę, wybierz mnie!
Wtedy jasnowłosa przykucnęła przy Malutkiej i z szerokim uśmiechem pogłaskała ją po główce. Kątem oka zobaczyła, że drugie młode zajmuje się Nalą, a dorośli dwunożni tylko głośno ze sobą rozmawiali i się śmiali.
Malutka nie zwracała na nich uwagi. Skupiła się tylko na złotowłosej, opierając przednie łapki na jej nodze i ocierając się o jej dłoń, dokładnie tak, jak mówiła jej mama.
Wtedy młoda podniosła koteczkę, a ta znalazła się tuż obok jej pachnących włosów.
Przez chwilę zapomniała języka w pyszczku i tak jakby nie wiedziała, co ma robić, ale po chwili zaczęła donośnie mruczeć, tak jak powinna, co wywołało ciche westchnięcie zachwytu u złotowłosej.
Ona była inna niż reszta. Była cicha i delikatna. Malutka miała nadzieję, że to właśnie ona ją wybierze.
Wyprostowani po jakimś czasie odeszli, a koteczki skierowały się prosto do Luny. Zastały ją w pudle z zaszklonymi oczami.
— I co? — Nie wytrzymała Nala. — Kto został wybrany?
— Nie zauważyłyście? Obie zostałyście. Młode was pokochały. Dobra robota, córeczki — miauknęła mama i przytuliła kocięta.
Malutka dopiero teraz przypomniała sobie, że trzeba oddychać. Z przejęcia zrobiło jej się gorąco. Dopiero teraz ułożyła futerko. Wciąż czuła, że pieką ją uszy. To z ekscytacji. Zorientowała się, jak bardzo jej na tym zależało.
Została wybrana!
Miała ochotę tańczyć, śpiewać, biegać po całym pomieszczeniu, ale zmusiła swoje łapki, aby się nie ruszały.
Była tak bardzo ciekawa wszystkiego, co ją czeka. Wszystko miało się okazać za kilka wschodów słońca.

Od Malutkiej

Minęły już trzy wschody słońca od zniknięcia Riko, a nic nie zapowiadało, aby i one miały zostać wybrane w najbliższym czasie. Choć mama obiecała, że nastąpi to niedługo, Malutka nie była zbyt cierpliwa. Nie nudziła się, co prawda, ale po prostu była bardzo podekscytowana perspektywą całkiem nowego życia. Chciała już zobaczyć ogród, świat poza pomieszczeniem, który widziała jedynie przez chwilę podczas drogi do obcinacza.
Co innego Nala. Koteczka nie miała nic do roboty. Uważała, że bawienie się w polowanie we dwójkę nie jest takie dobre jak w trójkę. Powiedziała, że ona nie umie rozgrywać scenariuszy w głowie i poprosiła Malutką, aby ta jej coś opowiedziała.
Biała jednak nie sądziła, aby umiała opowiadać. Wymyślanie opowiadań to jedno, ale koteczka przeżywała je w głowie, jakby naprawdę tam była, a nie układała słów, które mogłaby przekazać siostrze.
Gdy marudzenie Nali, a później Malutkiej stało się nie do zniesienia, Luna podeszła do kociąt.
— Widzę, że się nudzicie — miauknęła.
Nieźle, jaka spostrzegawcza.
— Nala się nudzi — sprostowała Malutka.
— Chcecie czegoś posłuchać? — zapytała mama.
— Nie! — zaprzeczyły chórem. Uczenie się o wyprostowanych było ostatnią rzeczą, na którą aktualnie miały ochotę.
— Opowiem wam bajkę — zaproponowała mama. — O bohaterskich kotach.
Malutka przyczołgała się bliżej Luny. To brzmiało zachęcająco. Odwróciła się w stronę Nali i zobaczyła, że ślepia siostry błyszczą.
Gdy ułożyły się wygodnie w miękkim głazie, mama zaczęła mówić.
— Jak już wiecie, koty, które zostały wybrane, nazywamy wybranymi. Koty, które włóczą się po ulicach bez opiekunów, są samotnikami. Jest jednak jeszcze trzecia grupa. Są to koty z klanów.
— Koty z klanów? — powtórzyła Malutka.
Mama pokiwała głową.
— Legenda głosi, iż koty te mieszkają na dzikich terenach za miastem. Jest ich pięć. Klan Wilka, Klan Burzy, Klan Nocy, Klan Klifu i Owocowy Las. Każda z grup ma własne obyczaje i hierarchie. Zajmują określone terytorium, którego bronią nawet ceną życia. Mają swoje własne rangi, a uczniowie szkolą się, aby być wojownikami. Koty z klanów są bardzo szybkie, waleczne, zawsze wracają do swych obozów z łapami pełnymi zwierzyny, potrafią pokonać każdego, a ich medycy leczą niemalże tak dobrze, jak obcinacze.
— Czyli są bóstwami? — zapytała Nala.
— Nie, choć wiele z nich potrafi się komunikować z klanem bogiem, tak przynajmniej twierdzą.
— Jak się nazywa ten klan? — dopytała Malutka.
Mama wzruszyła ramionami.
— Wiele ich sekretów pozostaje wciąż nieujawnionych. O ich istnieniu dowiedziałam się od pewnej samotniczki, która miała z nimi styczność. Musicie omijać klany z daleka. Choć za siebie nawzajem oddaliby życie, nie lubią obcych i nie zawahają się brutalnie przypomnieć im, gdzie przebiegają granice ich terytorium.
— Mamo — przerwała Lunie Malutka. — Jak oni są niepokonani? Czy my też możemy takie być?
Kocica zamruczała.
— Możesz być, kim tylko zechcesz, Malutka. Jednak aby być tak potężna, jak koty z klanów, musisz znaleźć mentora. Najlepiej dawnego członka klanu, który będzie cię szkolił. Aczkolwiek ich umiejętności nie będą ci potrzebne. Wszystko, czego będziesz potrzebowała, otrzymasz od swoich dwunożnych — zapewniła mama.
— Ja tam bym chciała leczyć inne koty — wtrąciła Nala.
— A ja bym chciała umieć bezszelestnie się poruszać, skradać się, walczyć, polować, tropić i leczyć innych! — miauknęła Malutka z ekscytacją.
Mama zaśmiała się czule, jakby jej córeczka była bardzo malutka i głupiutka.
— No co? Przecież da się nauczyć i jednego, i drugiego!
— To są wyjątki, Malutka — powiedziała mama. — Jeśli to twoje marzenie, choć chęć zdobycia takich umiejętności jest zbędna, to możesz to osiągnąć, jeśli będziesz całe dnie trenować. Po co ci to? Właśnie dlatego jesteśmy wyższą klasą. To samotnicy muszą walczyć o każdy kęs zwierzyny. My mamy wszystko. W każdym razie cokolwiek postanowisz, jestem z tobą, o ile to bezpieczne!
Malutka zastanawiała się, jak walka i wspinanie się na wysokie drzewa mogłyby być bezpieczne, ale nie odzywała się.
Mama opowiedziała córkom jeszcze trochę o kotach z klanów. Ciekawiły ją te waleczne grupy. Luna mówiła, że lepiej się trzymać od nich z daleka, ale gdyby biała koteczka wyszkoliła się w mieście jak najszybciej i jak najlepiej, może jeden z mniej brutalnych klanów zgodziłby się oprowadzić ją po swoim terytorium i opowiedzieć co nieco o swoim życiu? Malutka była go bardzo ciekawa. Z drugiej strony, już nie mogła się doczekać swojej procedury wybrania i poznania nowego gniazda i nowych kotów.
Luna obiecała, że nastąpi to niedługo, ale ile można czekać?

Od Malutkiej

Od wybrania Riko minęły już dwa wschody słońca. Malutka powoli zaczynała się przyzwyczajać do życia bez niego. Mama jednak ostrzegała, że teraz one również zostaną wybrane i że stanie się to w przeciągu następnych kilka wschodów słońca. Że to tylko kwestia czasu, jeśli jedno kocię znalazło już swoje gniazdo, to reszcie miotu też prędko się uda to zrobić.
Jeszcze wczoraj Malutka ucieszyłaby się, słysząc tę informację, jednak teraz ta wieść jedynie pogorszyła jej humor. Nie zniosłaby kolejnego pożegnania.
Teraz dużo czasu spędzała z Nalą. Odejście Riko bardzo zbliżyło dwie koteczki do siebie. Miały teraz tylko siebie nawzajem.
— Jak myślisz, która z nas zostanie wybrana jako pierwsza? — zapytała Nala Malutką.
— To oczywiste, że ty — odparła zdziwiona koteczka.
— Czemu tak uważasz?
— Bo ja zawsze jestem na końcu — odpowiedziała zgodnie z prawdą i o dziwo nie czuła rozgoryczenia, wypowiadając te słowa.
Nala przechyliła łebek.
— Może to dlatego, że na to pozwalasz. Czy byłoby tak, gdybyś zawsze mnie nie przepuszczała? — zapytała.
— Mama mówi, że urodziłam się jako ostatnia. Jeszcze dwunożni nie nadali mi imienia. Ostatnia byłam badana i tak dalej. Teraz pewnie ostatnia zostanę wybrana.
— Tak, ale na to wszystko nie miałaś wpływu. Ta kolejność zależała od dwunożnych i od natury. Teraz też to wyprostowani zadecydują. Ale później, w przyszłości, nie musisz robić wszystkiego na końcu. Tak jak z miskami, nie byłaś ostatnia, bo to zależało od ciebie. Jesteś odważna i zasługujesz na bycie pierwszą. Jesteś moją siostrą.
W tym momencie Malutka nie miała już żadnych wątpliwości co do Nali. Była przekonana, że nie żywi do niej żadnych negatywnych uczuć. Siostra była teraz jej najlepszą przyjaciółką.
Riko powiedział, że to właśnie Malutka jest jego ulubioną siostrą. Czy trzeba było wybierać? Biała koteczka miała dwoje rodzeństwa i dwóch najlepszych przyjaciół, których kochała całym swoim malutkim serduszkiem.

Od Malutkiej

Bez Riko było pusto. Dosłownie. To on łączył siostry ze sobą, więc teraz Malutka trochę rozmawiała z mamą, ale na ogół spała z Małpką. Czasami zagadywała trochę Nalę, ale ta nie wyglądała, jakby miała ochotę na rozmowę czy zabawę, więc biała koteczka dała sobie spokój.
Skoro odejście Riko nie było smutne, dlaczego siostra i mama były w żałobie? Najwyraźniej dane jej to było zrozumieć dopiero później, “gdy trochę podrośnie”.
Po prostu było inaczej. Miseczki Riko zniknęły, to samo z kuwetą. Został przynajmniej jego kocyk, na którym Malutka spała od jego odejścia. Zastanawiała się, gdzie kocurek może zamieszkać. Czy daleko stąd?
Nawet gdyby żył gniazdo obok i tak nie wiadomo, gdzie wyprostowani zabiorą Malutką. Równie dobrze setki długości drzew dalej.
Westchnęła cicho. Nie było co liczyć, że się jeszcze spotkają.
Uznała, że to bardzo okrutne rozdzielać rodzeństwo i nie dać mu żadnej informacji, co się stanie z wybranym. Skąd mama mogła wiedzieć, że ci dwunożni się dobrze nim zaopiekują? Nie miała żadnej gwarancji. Podobno wyprostowana Ela w jakiś sposób ich testowała, ale żadna metoda nie jest idealna!
Pozostało jej tylko wierzyć, że u jej brata wszystko w porządku. I liczyć na własne wybranie. Nie zniosłaby ciągłego rodzenia kociąt i żegnania się z nimi po dwóch księżycach. Zastanawiała się, czy każdy tak ma. W końcu samotnicy są niezależni. Są włóczęgami. Nikt nie zabiera im kociąt.
Chociaż Riko odszedł dobrowolnie. Tak samo, jak odejdzie Nala i później ona. Luny również nikt nie zmuszał. Wszystko było “wielkim zaszczytem”, który przyprawiał Malutką o mdłości. Miała nadzieję, że dwunożni, którzy ją wybiorą, nie będą szarzy i starzy.

Od Malutkiej

Siwi dwunożni znów przyszli. Najpierw pojawili się, aby wybrać Riko, zatem tym razem… Zabiorą go na zawsze. Mama ostrzegała kocięta, że wyprostowani raczej szybko się uwiną i nie będzie czasu na długie pożegnania. Poradziła kotkom zrobić to już wcześniej.
Malutka jednak zwlekała. Nie miała pojęcia, co powiedzieć. Żadne słowa nie wydawały się odpowiednie, aż… czas się skończył.
— Riko — miauknęła, starając się, aby głos jej nie zadrżał.
— No, już myślałem, że nigdy nie przyjdziesz się pożegnać. — Brat uśmiechnął się słabo do koteczki i mocno ją przytulił.
Wtedy Malutka zrozumiała, że wcale nie musiała nic mówić. Kocurek rozumiał.
— Będę za tobą bardzo tęsknić i mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Życzę ci udanego wybrania i szczęśliwego życia w nowym gnieździe — miauczała bez ładu i składu. Wszystkie przemowy, które układała poprzedniej nocy, nagle wyparowały jej z głowy. Może to i lepiej. Było przynajmniej naturalnie.
— Kocham cię, siostrzyczko. Życzę ci, abyś również została wybrana i odkryła, jak brzmi twoje imię. To prawdziwe, nie Malutka — powiedział miękko.
— Myślisz, że jakieś mam?
— Nie wiem. Może tak, a może nowi dwunożni ci je nadadzą — wymruczał szczerze.
— Którą zabawkę wybierasz? — zapytała Malutka.
— Moją ulubioną piłeczkę — odparł. — Lepiej po nią pójdę.
Malutka żałowała, że nie poszła z nim, bo po drodze dopadły go mama i Nala. Dobrze, że koteczka nie miała więcej rodzeństwa. Wtedy porozmawianie z bratem w cztery oczy graniczyłoby z cudem.
Jak przez mgłę obserwowała, jak Riko bierze piłeczkę, a później szarzy wyprostowani podnoszą go i pakują do podróżnego pudła. Mama powiedziała, że to kontenerek i w nim bezpiecznie przewozi się koty. Riko siedział przez chwilę w transporterze. A Nala siedziała po drugiej stronie srebrnej kratki. Malutka nie mogła się przemóc i podejść do nich. Nie chciała już nigdy nie zobaczyć brata.
W końcu, gdy Nala odeszła do mamy, biała koteczka podeszła i zetknęła się nosem z kocurkiem.
— Powodzenia — szepnęła tylko, a Riko pokiwał głową.
— Jesteś moją ulubioną siostrą — szepnął jej do ucha. — Ale nie mów tego nikomu.
— A ty jesteś moim ulubionym bratem — odparła. Po chwili zdała sobie sprawę, że miała tylko jednego i otworzyła pyszczek, aby to wyjaśnić, ale Riko zamruczał.
Wtedy z jego oczu spłynęła jedna mała łza, którą kocurek szybko otarł. Wszystkie kotki zgromadziły się przy transporterze.
— Nie sądziłam, że to będzie takie smutne — westchnęła Malutka.
— Nie jest — zaprzeczyła stanowczo Nala. — Jesteśmy z ciebie dumni Riko.
— To wielki zaszczyt i okazja dla ciebie — dodała mama.
— Nie zmarnuję jej — obiecał Riko. — Kocham was.
— My ciebie też — odpowiedziały kotki chórem i zaśmiały się z tego powodu.
Siwi wyprostowani chwycili podróżne pudło i takim oto sposobem Riko odszedł. Malutka pobiegła do siatki i kątem oka zobaczyła go siedzącego w kontenerku. Nie wyglądał na szczęśliwego, a bardzo przestraszonego. Dostrzegł jednak Malutką i szeroko się uśmiechnął, a koteczka odpowiedziała mu tym samym. W tym momencie wiedziała, że wszystko się ułoży.
Siedziała przy siatce jeszcze długo, aż w końcu zawołała ją mama. Pora snu.

Od Malutkiej

Coraz częściej rozmawiała z siostrą. Głównie o Riko, ale też o dwunożnych. Było to trochę nie w porządku tak mówić o bracie, gdy go nie było obok. Kotkom jednak trudno się z nim rozmawiało. To tak jakby to miała być ich ostatnia rozmowa, choć wiedziały, że kocurek opuści pomieszczenie dopiero za kilka wschodów słońca. Malutka postanowiła zmienić temat, bo zrobiło się trochę nieprzyjemnie.
— Czemu Małpka? — zapytała. — Powiedziałaś, że powinnam tak nazwać mojego pluszaka. Co to znaczy?
Nala wzruszyła ramionami.
— Mama nam kiedyś opowiadała o zwierzętach poza kotami. Oprócz oczywistych, czyli psów, krów, lisów, borsuków, owiec, koni, chomików, królików i ptaków mówiła też o tych egzotycznych. Znała kota, którego właściciel miał małpę w domu. To taki śmieszny stworek, trochę podobny do wyprostowanego, ale normalniejszy, że tak powiem. No nie wiem, skojarzyło mi się z twoją zabawką, która też tak wygląda. Zwłaszcza że ma długi ogon i brązowe futerko — wyjaśniła.
— Mam wrażenie, że nigdy się nie nauczę wszystkiego! Nie mogę zapamiętać tego, co mówi nam mama. Wszystko mi się plącze — wyznała Malutka i cicho westchnęła.
— To normalne — uspokoiła siostrę Nala. — Nigdy nie dowiemy się wszystkiego, ale ważne jest, aby przyswoić przynajmniej część informacji, żeby być bezpiecznym i zachować dobrą relację z wyprostowanymi. Żeby nie wystawili nas na ulicę.
— Na ulicę?
— Tak, niechcianych kociąt nikt nie wrzuca do rzeki, to tylko taka bajka, którą opowiada się kociętom, aby te były grzeczne. — Siostra jeszcze raz rzuciła przepraszające spojrzenie na białą koteczkę. — Po prostu, jeśli jakiś kotek nie dogaduje się ze swoimi dwunożnymi, a oni przestają go lubić, to trafia na ulicę i tam walczy o życie. Życie bez wyprostowanego jest niezwykle trudne. Trzeba samemu się bronić przed dzikimi zwierzętami, innymi kotami…
— Skąd to wszystko wiesz? — zapytała zdziwiona Malutka.
Nala wzruszyła ramionami.
— Słucham czasami mamy, wiesz? — Trąciła siostrę przyjacielsko.
— Opowiesz mi o tym więcej?
— Niedługo. Teraz chodźmy do Riko.
Malutka pokiwała łebkiem i wstała. Poszły do pudła, splątując ogonki w drodze. To było bardzo przyjemne. Nigdy nie sądziła, że będzie miała w siostrze przyjaciółkę, a chyba to właśnie się stawało.

20 lipca 2026

Od Malutkiej

Zatem Riko został wybrany jako pierwszy z rodzeństwa. Mama zapowiedziała, że za kilka wschodów słońca zostanie zabrany do swojego nowego gniazda.
Malutka starała się teraz spędzać z nim jak najwięcej czasu. Na jakiś czas przestała rozgrywać w głowie scenariusze, żeby tylko móc być z bratem jak najdłużej.
Z Nalą też się bawiła. Jej siostra była dla niej miła. Malutka jednak wciąż zachowywała ostrożność, której przecież nigdy nie było za wiele.
— Czemu Riko dostaje prezenty, a my nie? — marudziła Nala, gdy były tylko we dwie. Mama bowiem rozkazała kotkom cieszyć się razem z Riko. Mimo że rozumiała, że jej córki wcale nie były zadowolone z jego odejścia, oznajmiła, że ich brat potrzebuje teraz wsparcia, bo dla niego to też nie było łatwe.
— Wiesz czemu — mruknęła Malutka. — Wyobraź sobie, że dla niego to jest jeszcze trudniejsze. Odchodzi sam do nieznanego gniazda, gdzie wszystko będzie dla niego nowe. Nie będzie znał nikogo. My będziemy miały mamę i siebie – próbowała pocieszyć siostrę.
— Mogliby wziąć całą trójkę — westchnęła Nala ciężko. — Ja po prostu będę za nim bardzo tęsknić. Był moim bratem… — Tu urwała, patrząc na Malutką przepraszająco. — Twoim też, wiem, przepraszam…
— On nadal JEST twoim bratem Nala. Nie był. On nadal jest naszym bratem — poprawiła ją stanowczo koteczka.
— Nawet jeśli już nigdy się nie spotkamy? — zapytała cicho siostra.
— Nie wiesz tego — zaprzeczyła Malutka. — Chodźmy lepiej do niego, zamiast obgadywać go za ogonem — zaproponowała. Siostra powstrzymała koteczkę, chwytając ją za łapkę.
— Jest teraz z mamą. Ona przeżywa to mocniej niż my. Dajmy jej się pożegnać.
— Przecież on jeszcze nie odszedł! — wybuchła Malutka. — Wszyscy zachowujecie się, jakby on umierał, a przecież spotkał go zaszczyt, został wybrany, tak jak mama mówiła! — Tu ściszyła głos. — Nie chcę, aby wychodził z tego pomieszczenie w takiej atmosferze. Powinniśmy się cieszyć razem z nim — powiedziała z przekonaniem.
— Racja… A cieszysz się?
— To chyba oczywiste, że nie?
—To, co robimy?
— Nic! — jęknęła Malutka. — Nic a nic nie możemy zrobić. Cały ten system jest niesprawiedliwy. Tak jakby wyprostowani byli jakimś bóstwem ponad nami.
— No bo są — miauknęła zaskoczona Nala. — Mają różne moce. Mogą przywracać koty do życia, poruszać się szybciej niż dźwięk swoimi potworami, mama mówiła, że potrafią nawet latać do gwiazd.
Malutka szczerze nie zdziwiłaby się, gdyby tak było. Wszyscy kręcili się wokół dwunożnych, jakby byli jakimiś bogami. Ciekawe, czy dałoby się przekonać Nalę, że wcale nie musi tak być.