BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przebiśnieg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przebiśnieg. Pokaż wszystkie posty

21 maja 2026

Od Przebiśnieg

Co się wydarzyło u Przebiśnieg ostatnio?
Właściwie to nic ciekawego, bo ciekawe to negatywy, prawda? Dalej wychodzi na dwór. Dobrze, że jej właściciel jej tego nie zabrania. Ciężko byłoby jej się przyzwyczaić do tego, aby tego nie robić. 
Chociaż nie czuję już potrzeby wychodzenia. Coraz częściej jest w siedlisku sieciarzy. Tak jednak od samego początku nie było. 

-*- 

Po śmierci Muszelki nic nie było takie samo. Jej przyszywana matka próbowała nauczyć ją zaufania do innych kotów, sama za bardzo się oddając. Nawet w betonowych królestwach dwunożnych były tak zwane klany, chociaż one bardziej nazywały się kompaniami. Sami kiedyś należeli do jednej — Kampanii Świeżych Ryb. Można się domyślić, że stąd Muszelka nauczyła się polować na ryby, a potem nauczyła tego swoją przybraną córkę. Kampania Świeżych Ryb szczyciła się tym, że jest w stanie ukraść sieciarzom każdą rybę! W rzeczywistości to w większości oni oddawali im te ryby albo sami na nie polowali. Dopiero teraz, mieszkając z jednym z nich, dowiedziała się tego. Ich tereny obejmowały prawie wszystkie bujance w Betonowym Królestwie. 
Oprócz Kampanii Świeżych Ryb były jeszcze inne — Kampania Wielkiej Zieleni i Kampania Wielkiej Budowli. Ta pierwsza znajdowała się wokół gniazd sieciarzy, gdzie była ogromna ilość małych lasów. Tam podobno kradli sieciarzom nie tylko jedzenie, ale również łapali ich szczury i myszy. Teraz jednak wie, że w rzeczywistości byli nagradzani za łapanie szkodników. Przynajmniej tak spostrzegła po tym, jak jej sieciarz patrzył na te małe stworzonka. Druga za to mieszkała wokół starej budowli sieciarzy. Za dnia była pusta, ale w nocy można było znaleźć tam wiele resztek po zwiedzających. Z perspektywy czasu Przebiśnieg uważa, że życie tej kampanii najbardziej przypominało życie kotów z lasu. Nawet jeśli oczywiście również dostawali pomoc od sieciarzy.
Zresztą nic dziwnego, bo jednak żyli w ich świecie. Polegali na nich, a równocześnie zachowywali się, jakby byli od nich niezależni. 
Mieszkanie z kampanią rzeczywiście dawało schronienie. Przebiśnieg jednak ciężko było zaufać reszcie kotów. Ciężko stwierdzić, dlaczego — może właśnie przez fakt, że została wrzucona do tego środowiska? 
Innym kotom jakoś nie było trudno się do niej przyzwyczaić. Wiedzieli jednak, jak to działa — sieciarz wyrzucał kota na śmietnik, był znajdowany przez kampanię i potem żyli razem. Kampanie były na tyle wielkie, że niektórzy nie nadążali za tym, czy ktoś jest nowy, czy nie, chociaż to zazwyczaj starsze koty miały z tym problem, jeśli już dożywały takiego wieku. 
Pomimo tego, że były trzy kampanie, różniły je tylko tereny zamieszkania, a reszta była po prostu ciężka do życia. Współpracowały nawet ze sobą, bo miały wspólny problem — „łapiarzy”, czyli sieciarzy wyłapujących samotne koty oraz psy. 
Potem pojawił się jednak również inny problem, czyli trucizna. Wybiła ona bardzo dużą część kampanii, a najbardziej oberwała Kampania Wielkiej Zieleni, gdzie w mięsie znajdowanym w małych lasach były metalowe części sieciarzy. Nieuważny kot nie dawał rady zwrócić takiego mięsa i umierał niedługo potem. Szczury tak samo — chodziły chore, a potem choroba przenosiła się na koty. To właśnie taka choroba przeniosła się na Muszelkę. 

-*- 

Przebiśnieg po przyjeździe do nowego miejsca jadła tylko ryby. Nie dotykała niczego innego w obawie przed trucizną. Gdy przyszła pierwsza pora lodu — lub Pora Nagich Drzew — sprawiła, że przesiedziała w siedlisku sieciarza większość tej pory roku. Tutaj było zimniej, a ona przyzwyczaiła się do ciepła. Dalej jednak nie dała się dotknąć sieciarzowi bez swojego pozwolenia. Pies przestał jej przeszkadzać, a ona zaczęła się do niego wręcz przekonywać. Poznała inne koty. Dalej nie ufała im jakoś mocno, ale dzięki doświadczeniom z przeszłości i faktowi, że nie musi dzielić z nimi miejsca zamieszkania, bardziej się do nich przekonała. Im dłużej jednak przebywała u sieciarza, tym bardziej zaczęła mu ufać. Aż do momentu, w którym zdołała nawet usiąść na nim, a on tylko delikatnie zaczął ją głaskać. Gdy gwałtownie się ruszył, od razu się przestraszyła i skoczyła do swojego kącika. Może niedługo znów zdobędzie się na tak duży krok? Ma nadzieję, że to będzie jej jedyny dom, jeśli w końcu zdobędzie się na nazwanie go domem. Gdy nie ma się tego, co się lubi, to się lubi to, co się ma. 

31 marca 2026

Od Przebiśniegu CD. Mewy

Przeanalizujmy, co się stało.
Mewa została zabrana przez sieciarza Przebiśniegu, bo je pomylił. Wiadomo, że były podobne, a on stary chyba wystarczająco, że stracił węch. Przebiśnieg jednak zaczęła się coraz bardziej męczyć. Nie pomagała pogoda, która tego dnia była średnia. Głowa zaczynała ją boleć, a coraz zimniej się robiło. To zdecydowanie czas, aby wrócić do ciepłego pomieszczenia. Ciężko jeszcze jej było nazwać to miejsce domem. Gdyby tylko jej nie pomylił, lisie łajno.
Na szczęście gniazdo jej sieciarza nie było jakoś w głębi domostw, więc oby Mewa nie miała problemów z powrotem, bo Przebiśnieg nie była w stanie jej odprowadzić.
Im bliżej była, tym bardziej się zastanawiała – jak miała tego dokonać, aby ją wydostać?
Zazwyczaj, gdy ją sieciarz zabierał, to zamykał gniazdo. Nie bez powodu ją zabierał w końcu, a Mewa wtedy bez problemu mogłaby wyjść. Trzeba będzie przeanalizować, gdy już tam dotrze.
"Chyba się rozchoruje" – pomyślała niezadowolona. Przez przebywanie w domu sieciarza przez Porę Nagich Drzew nie zbudowała odporności. Czyżby zamieniała się w rasowego pieszczocha? Ta myśl aż zaczęła ją dręczyć. Wstyd przeszedł jej aż do uszu.
Gdy dotarła na podwórko domostwa, zaczęła się rozglądać. Co trzeba tu zrobić… wszystkie wejścia raczej były zamknięte. Machnęła ogonem niezadowolona.
Musi być jakiś sposób, aby ją wyciągnąć stamtąd. Jakoś niezbyt widziało jej się mieć nowego towarzysza.
Aż wpadła na pomysł. Może i to prawda, że pies nie był często wyprowadzany głównym wejściem, ale za to na podwórko tak, wypuszczany. Wystarczy wtedy poczekać, aż sieciarz będzie chciał go wypuścić… albo przyspieszyć proces. Będzie musiała chyba aż się upokorzyć, ale przynajmniej wejdzie szybciej do ciepłego pomieszczenia, bo choroba zaczęła jej dawać większą motywację do tego.
Podeszła do okna i zaczęła się o nie łasić i przebierać łapkami, chcąc zwrócić uwagę kogokolwiek na siebie. Zobaczyła przy okazji, jak Mewa się chowa przed wszystkimi. Nie dziwiła jej się, ale jako dorosła kotka powinna mieć chyba więcej odwagi w sobie, co?
Przebierała tak łapami przez długi czas, aż w końcu mięśnie odpuściły. Musiała się położyć, ale na szczęście ktoś ją zauważył – sieciarz. Otworzył okno i wpuścił ją, a Mewa, gdy tylko to zobaczyła, to wystrzeliła przez nie.
"O to chodziło" pomyślała i zamknęła oczy.
Obudziła się dopiero później, a dokładniej w miejscu, które już znała – obcinacz.
Nie lubiła tu chodzić, a jasność świateł przeszkadzała jej otworzyć oczy do końca, nie miała jednak siły nawet narzekać. Obcinacz zaczął ją oglądać dokładnie, ale jak zwykle nie mogła zrozumieć mowy sieciarzy. Sama sobie jednak była zdziwiona, że aż tak nie miała siły na sprzeczanie się.
Dostała jakieś rzeczy do jedzenia, które sieciarz wkładał jej do pyska. Po czasie poczuła się lepiej, powoli dochodziła do siebie. Szkoda tylko, że wcześniej nie reagowała na swoje objawy.
Długo siedziała w gnieździe. Aż w końcu, gdy wyszła, czuła się jak nowo narodzona. Za oknem zaczęły pojawiać się złote liście.
Dawno nie widziała Mewy, a miała wrażenie, że zapach z rzeczy tutaj już dawno opadł.
Postanowiła tam się przejść do nich, zanim zimna pora nadejdzie. Oby Mewa miała się dobrze po ich ostatnim spotkaniu, bo jakoś zawsze, gdy widziała Przebiśnieg, to coś się działo.

<Mewo?>
wyleczeni: Przebiśnieg

22 lutego 2026

Od Przebiśniegu do Mewy

W końcu Pora Lodu zniknęła. Z tego, co się dowiedziała, to u Kobczyka i Mewy inaczej się ta pora nazywa — Pora Nagich Drzew.
Jak o tym rozmyślała, to miało to w sumie sens. W Porze Lodu drzewa były nagie z liści.
Pamiętała, jak kiedyś przemierzała drogi betonowego królestwa o tej porze roku. Lód pod jej łapami zamieniał się w błoto przez ciepło potworów, a fale znad morza były dalej zimne. Gdy próbowała upolować coś na brzegu, obrywała mroźnymi bryzami, więc to był czas, w którym nie mogła jeść ryb.
Nie opłacało się czekać przy sieciarzach, aby oni ulitowali ich rybką. Sami wszystko zabierali. Najlepszym sposobem wtedy było zapolowanie na zwierzynę pieszczochów lub pójście do domostw, z których zawsze pachniało jedzeniem. Sieciarze wchodzili głodni, a wychodzili najedzeni. Nie można jednak było przychodzić wejściem, którym wchodzili oni, tylko naokoło. Tam co jakiś czas siedział, ubrany na biało, wyprostowany sieciarz, który gdy tylko widział głodne koty w porę lodową, coś sypał. Czasami było to przerobione przez nich mięso, czasami ryba… chociaż rzadko. Głównie dostawała rośliny, które wydawały się dziwnie jadalne, jednak wtedy to mogłaby zjeść nawet pokrzywę, aby tylko coś zjeść.
Przez wspomnienia nie chciała wychodzić od swojego starego sieciarza w tę porę. Gdy silne podmuchy zimy dotknęły las, ona chyba tylko raz czy dwa wyszła z domostwa. Teraz doceniała to ciepło, które jest jej w stanie zaoferować. Nauczyła się unikać wszystkich domowników najbardziej jak umie, a oni chyba się nauczyli, że dopóki ona nie podejdzie, to nie można jej dotknąć. Piesek się tego zdecydowanie nauczył, gdy oberwał jej pazurami! Trochę teraz jej go szkoda, gdy się do niego przyzwyczaiła, ale przynajmniej nie skacze wokół niej niepotrzebnie.
Teraz Pora Lodu minęła i wyszła na dwór. Od razu oberwała zimnym powietrzem, jednak to było to, czego potrzebowała! Teraz czuła, że żyje.
Opuszczając domostwa sieciarzy, ruszyła dalej, aby zobaczyć, co się zmieniło w lesie. Od razu zauważyła jak tu mokro! Jak w jej starym domu, jednak różnica jest taka, że śnieg na ziemi mieszał się z deszczem. Plusem było to, że śnieg był dobrym kamuflażem dla niej, złym. Minusem było to, że pobrudziła sobie łapy. To dało się jednak naprawić później, to lepsze niż bycie zaatakowanym.
Spotkała Mewę, która polowała pewnie dla swoich dzieci. Nie chciała jej przeszkadzać, póki ona nie skoczyła na wygłodzoną mysz, ale niestety jej uciekła!
— Aj, no cóż. Następnym razem może dźwięk błota cię nie zdradzi — rzuciła do niej Przebiśnieg, ujawniając swoją pozycję. Uśmiechnęła się trochę złośliwie.
Mewa spojrzała lekko zawstydzona na nią.
— Ciebie też dobrze widzieć, Przebiśniegu.
Dalej Przebiśnieg była w szoku, że ona i Mewa są takie podobne do siebie. Czarne plamy w tych samych miejscach, jedynie plama na jej głowie jest mniejsza niż Mewy, a ogon odwrotnie — ona miała większą łatę na swoim ogonie niż tamta. Mewa wyhodowała też większą sierść, ale Przebiśnieg się śmiała, że to przez to, że jest większa, a plamy na pysku sama sobie zrobiła. Tak czy siak… było to dosyć imponujące, że wyglądały jak siostry, mimo tego, że wiedziała, że jest to niemożliwe, aby były spokrewnione.
Wtedy jej przenikający wzrok żółtych oczu spotkał się z jej brązowymi, które ukrywały w sobie lekkie zawiedzenie sobą, że nie złapała tej myszy.
Kolejna ich różnica — ich sposób podchodzenia do ludzi. Brązowooka wydawała się wycofana, ale z innego powodu niż żółtooka. Zachowywała się, jakby była mgłą, która ma zaraz zniknąć, za to Przebiśnieg była prędzej ostrym cieniem mgły, który gdy się pojawi, to zostawi po sobie znak.
Łatwo można stwierdzić, że uważała matkę Kobczyka za niegroźną.
— Złapałaś coś dzisiaj, czy ta mysz miała być pierwsza? — dodała, podchodząc bliżej.
— Nornicę.
— To dlatego jesteś cała brązowa? Skubana, nie sądziłam, że po nornice trzeba kopać!
Mewa sprzedała jej pełne wyrzutów spojrzenie.
— Teraz zwierzyna jest wychudzona, ledwo co wychodzi na powierzchnię, ale nie kopałam!
Przebiśnieg przewróciła oczami.
— A jednak wyglądasz, jakbyś zrobiła sobie kąpiel błotną.
Mewa dopiero teraz spojrzała na siebie. No rzeczywiście chyba dopiero zauważyła, jak się ubrudziła.
Przebiśnieg wtedy już chciała wstać i zacząć mówić. Ba! Nawet otworzyła buzię, ale Mewa podstawiła jej nogę i sama się przewróciła w to błoto. Teraz obie były brudne… a już myślała, że będzie miała tylko łapy brązowe.
— To za te żarty — powiedziała Mewa, próbując dorównać jej zadziornością. Nawet jak jej nie wychodziło, to Przebiśnieg szanowała ją za staranie się.
— A kto powiedział, że to żarty? — prychnęła teraz niezadowolona.
— Ty przynajmniej głodna nie jesteś — powiedziała Mewa, przyglądając jej się.
Rzeczywiście, w Porze Lodowej trochę jej się przytyło przez to, że jadła cały czas karmę sieciarzy i nie ruszała się zbyt dużo.
— To jak nie chcesz być głodna, to zapoluj! Nie wiedziałam, że przywołuję zwierzynę do łap.
Teraz to już było widać, że Przebiśnieg specjalnie ją prowokuje. Mewa jednak wydawała się mądrzejsza i ruszyła dalej polować. Co o niej może sądzić? Są w podobnym wieku, więc Przebiśnieg nie ogranicza języka. Pewnie jest denerwująca, ale to nie powinno być jej zmartwieniem. Może to i lepiej? Odstraszy ją od siebie i będzie mogła być sama.
Poszła więc dalej, obserwując, co jeszcze się zmieniło. Deszcz powoli zmywał jej błoto z sierści, więc była przekonana, że Mewę też umyje. Deszcz jednak się nasilał, a gdy tylko to poczuła, to zawróciła gwałtownie.
To nie tak, że się bała deszczu, ale wiedziała, że w silne deszcze sieciarz po nią przychodzi. Wolała sama wrócić, zanim on ją złapie i podniesie wysoko, gdzie nie będzie miała kontroli nad tym, co jest pod jej nogami.
Idąc tak, znów spotkała Mewę.
— Złapałaś coś?
Ta kiwnęła głową, po czym upuściła dwie małe zdobycze, które miała w buzi.
— Coś jest, ale…
Nim zdążyła dokończyć, usłyszały, że ktoś idzie.
Od razu się schowały, w dwóch różnych miejscach. Mewa schowała się między kamieniami, które akurat były obok niej, a Przebiśnieg przeszła trochę dalej i schowała się za leżącą kłodą.
Dopiero wtedy, gdy ich "przeciwnik" był wystarczająco blisko, aby deszcz nie zmywał jego zapachu — go poczuła. Jej sieciarz! Gdy jednak wyjrzała, to zobaczyła, że zabrał Mewę! Pomylił się!
Ruszyła, aby skoczyć na niego, myśląc: "Patrz, złego kota wziąłeś!", ale nie zdążyła. Sieciarz zabrał kotkę w tym swoim antypazurowym futrze, które już wiele razy nie umożliwiało Przebiśnieg wyrwania się. Miał również na sobie te antywodne łapy, które umożliwiały mu chodzenie w błocie szybciej… Czemu on tak prędko po nią przyszedł?!
Potem zobaczy, że zabrał złego kota, a do tego czasu dziecko Mewy może być głodne. Rozejrzała się, aby znaleźć zwierzynę, którą pozostawiła Mewa.
Musi je zanieść do Kobczyka, zanim deszcz zniszczy mięso. Nakarmić tego głodomora, a potem ruszyć w stronę domu, aby pomóc Mewie się wydostać. Będzie w całkiem nowym środowisku dla niej… a co najgorsze… z psem!
Potrząsnęła głową, chwyciła zwierzynę i ruszyła drogą, którą pamiętała, aby dojść do ich gniazda.

<Mewo?>

16 lutego 2026

Od Przebiśnieg Do Kobczyk

Teraz końcówka pory opadających liści sprawiała, że Przebiśnieg coraz rzadziej chciała wychodzić z domu sieciarza. Sytuacja w betonowym królestwie jednak nie pozwalała Przebiśniegowi chodzić samej po nim, dlatego wolała wyruszyć w stronę lasu.
Polubiła go, był o wiele lepszy niż siedliska sieciarzy. Nawet jeśli tutaj te ich gniazda nie były tak gęsto postawione, tak jak w miejscu, gdzie się urodziła. Las jednak miał inne niebezpieczeństwo niż miasto, klany. Te koty wszystkie są takie terytorialne, nieważne gdzie się znajdziesz, chociaż Świetliki były najbardziej przyjazne.
Opadłe liście teraz zamarzały tak mocno, że jak się na nie nadepnie, to wydają głośny dźwięk. Spowalniało to jej krok, bo nie chciała, aby ktoś ją usłyszał. Nigdy nie wiadomo co się może stać.
Nad jej głową zaczęły pojawiać się ciemne chmury, a to oznacza, że długo nie może być poza domem swojego sieciarza. Przy okazji po deszczu jej trop zniknie, a to dla niej dobra wiadomość.
Nawet jeśli kotka nie chce zmoknąć, to nie przeszkadzała jej nigdy woda. Gdyby przypadkiem deszcz spadł szybciej, to jej by to nie przeszkodziło w chodzeniu, bardziej jednak zależy jej na bezpieczeństwie. Nigdy nie wiadomo jak mocny deszcz będzie. W betonowym królestwie — na logikę — beton się tak łatwo nie obmyje spod jej łap, jednak tutaj? Nigdy nie wiadomo.
Postanowiła iść przy wodzie w kierunku pól. Zawsze czuła się bezpieczniej blisko wody.
Przez jakiś czas szła w ciszy, ale gdy wiatr zmienił kierunek, od razu poczuła zapach kota za sobą! Ktoś ją śledził! Od razu się odwróciła, aby znaleźć tego kogoś. Zobaczyła mały ogonek uciekający w krzaki, ze stresu ten ktoś również zrobił hałas. Podeszła do tych krzaków i wyciągnęła młodą kotkę z krzaków. Jej brązowe futro. Przebiśnieg nie była może dużo większa od niej, ale udało złapać jej się złapać tego malucha za ogon, aby nie uciekła.
— Śledzisz mnie? — syknęła niezadowolona.
— Puść mnie! — wrzasnęła młodsza i zaczęła się wiercić.
Udało się jej wywiercić, ale Przebiśnieg szybko skoczyła na nią, aby lepiej ją trzymać przy ziemi. Młoda skubana nie dawała za wygraną.
— Jesteś z klanów?
— Nie! Przysięgam nie!
Na tę wiadomość rozluźniła bardziej mięśnie. Dopóki nie jest z klanu — będzie dobrze.
— To mnie nie strasz — parsknęła, puszczając ją. — Wybacz młoda.
— Rzuciłaś się na mnie! — oburzyła się młodsza, na co Przebiśnieg przewróciła oczami.
— Nie popłacz się. Jeszcze mamie powiesz?
— Abyś wiedziała!
— A skąd miałam wiedzieć, czy zaraz całej swojej drużyny nie zwołasz? Wybacz, nie czytam w myślach. — Już miała coś niemiłego dodać, ale gdy jej się przyjrzała, to stwierdziła, że ona jest za młoda. Dziecka się nie wyzywa… poza tym chyba lepiej nie mieć zgrzytu z kogokolwiek matką, wie, jakie mogą być emocjonalne i agresywne, jeśli chodzi o ich dzieci. — Wybacz — burknęła w końcu. — Nazywam się Przebiśnieg, a skoro nie jesteś z klanu to gdzie Twoi rodzice, którym miałaś się poskarżyć? Zaraz może zacząć padać!
Młoda kotka chwilę się zastanawiała, rozglądając się.
— Chciałam pójść na polowanie, ale usłyszałam, jak idziesz.
— Ta, okazuje się, że nie umiem aż tak dobrze ukrywać się przed młodszymi — odparła żartem, aby rozluźnić atmosferę. — Polowałaś? Złapałaś coś?
— Jeszcze nie… miałam nadzieję, że złapię rybę, ale nie da się ich złapać — powiedziała niezadowolona kotka. — Nazywam się Kobczyk.
— Nauczę Cię, Kobczyku — Spokojnym tonem przetestowała jej imię.
— Umiesz polować na ryby?
— Z moich okolic je się tylko ryby… tylko są bardziej słone. Najpierw trzeba znaleźć miejsce ze słabszym nurtem.
Muszelka nauczyła Przebiśnieg, że dzieci nie można porzucać ani atakować. Nawet jeśli młodej trochę brakowało do kociaka, ale widać, że dojrzewa, a młodych, póki chcą się uczyć, należy uczyć. Samej jej się przypomniało, jak pierwszą rybę złapała.
Szły tak razem blisko wody, aż w końcu znalazły płytszy brzeg. Przykucnęła nad wodą i zaczęła tłumaczyć.
— Najważniejsze w polowanie na ryby jest cisza, dlatego, gdy skończę Ci tłumaczyć, musisz być cichutko, aby nie spłoszyć ryb.
Kobczyk kiwnęła głową.
— Musisz przybrać pozycję taką, jak ja mam… blisko ziemi, a oczy blisko wody. Trochę jakbyś polowała na inne zwierzęta, ale w tym przypadku oczekujesz po prostu, nie poruszasz się. Dzięki temu będziesz mogła zobaczyć ruch w wodzie. Rybki nie są kolorowe! Pomimo tego, że gdy je wyciągniesz z wody to łatwo je zauważyć, to w wodzie idealnie wpasują się do dna. Rozumiesz? — Gdy znów dostała sygnał głową, że rozumie to ogonem ją uciszyła, dając znak, że teraz polują.
Teraz była dobra okazja — najlepiej polować na ryby rano, wieczorem lub w nocy. Ryby wtedy były zazwyczaj blisko brzegu. Teraz jednak plusem było to, że chmury zasłaniały słońce, więc też powinny być.
Przesiedzieli jakiś czas tak w ciszy, oglądając wodę, aż w końcu Przebiśnieg zobaczyła już i szybko skoczyła na nią z pazurami i wyciągnęła z wody.
Kobczyk aż zamrugała oczami zadziwiona.
— Nawet jej nie widziałam!
— Ha! Mówiłam, że musisz się wpatrywać dobrze! Inaczej jej nie zobaczysz!
To też nie była duża ryba, taka trochę większa od jej łapy, ale zawsze coś! Mogła się nią najeść.
— Dawaj, próbuj. Nie jesteś myszką, dasz radę ją złapać. — To jak bardzo Przebiśnieg hamowała swoje odzywki, jest niepojęte, ale chyba warto.
Teraz ryby były trochę spłoszone, w końcu ich kolegę złapała. Odłożyła rybę na bok i usiadła, oczekując.
Długo minęło, zanim młoda coś wypatrzyła, rzuciła się do wody, ale nic nie złapała! Przebiśnieg aż się skrzywiła.
— Ajaj… tak blisko, a tak daleko.
Kobczyk spojrzała na Przebiśnieg niezadowolona.
— Była tak blisko!
— No cóż, trzeba dużo polować na nie, aby wyczuć, kiedy wyskoczyć.
Po czym poczuła jak na jej nos spadła kropla deszczu. Tak długo się zasiedziały?
— Musimy iść, Twoja mama nie będzie zadowolona, że szlajasz się w deszczu sama! — powiedziała, po czym podała jej łapą tę rybę, którą złowiła. — Weź, może Ty zjesz.
— Razem zjemy!
Kobczyk wzięła w pysk rybę i dała znak ogonem, że ma za nią iść. Deszcz się nasilał, a Przebiśnieg miała wrażenie, że się zgubiła. Czemu ma iść za dzieckiem?
Jednak w końcu rzeczywiście gdzieś doszli, a dokładniej do kogoś, bo kotka trochę wyższa od Przebiśnieg wystąpiła na Kobczyk z zdenerwowanym ogonem.
— Gdzie byłaś?! — zaczęła mówić do swojej córki.
Przebiśnieg domyśliła się, że to była jej matka, ale bardziej zszokowało ją to, że była bardzo podobna do niej samej. W tym samym miejscu plamy tylko mniej na ogonie i trochę więcej na głowie. Stanęła za Kobczykiem.
— Jest bezpieczna, ale zaraz może być też chora, jak się nie schowamy.
Martwiła się o swoją córkę, to oczywiste, ale wypadałoby się schować.

<Kobczyk?>

09 stycznia 2026

Od Przebiśniegu CD. Mglistego Snu

Jak mogła go ona nie usłyszeć? Nie wyczuć? 
Trzepnęła ogonem o ziemię. Poczuła, w którą stronę wieje wiatr. Miało to sens, szedł pod wiatr.
Klan Nocy… to są jakieś grupy kotów tutaj? Możliwe. W jej stronach też tworzyły się grupki kotów, sama przez chwilę w jakiejś była z Muszelką. Nic dziwnego w takim razie, że na takich dużych terenach też powstały takie zgromadzenia.
Jeśli powie, że jest z Klanu Nocy, to nie wiadomo jak zareaguje. Chociaż nie miał zjeżonej sierści ani agresywnego tonu głosu. Nie wydawało się, żeby był na tyle negatywnie do niej nastawiony, aby nie powiedzieć prawdy. Wyprostowała powoli grzbiet, ale jej uszy dalej pozostały położone i wyzywająco patrzyła na kocura.
— Nie jestem z Klanu Nocy — starała się powiedzieć to stanowczo na tyle, aby pokazać, że pomimo tego, że jest sama, to da radę sama się obronić, tak na wszelki wypadek.
Wzrokiem przebiegła teren ponownie. Gdzie najlepiej byłoby odbiec, jakby musiała? Czuła na nim zapach innych kotów, co inni mogliby pomyśleć o niej? Chociaż po tym, co powiedział, to nie brzmiało to, jakby on był kotem, którego powinna się bać, jego przyjaciele już tak. Mógłby tu przyjść cały klan, nawet jego, jeśli do jakiegoś należy.
Rzeczywiście jak szła terenami tutejszymi, to czuła oznakowania zapachów kotów na drzewach, ale czy on pachniał jakoś inaczej niż one? Według niej bardzo podobnie.
Czyli przez tereny, przez które przechodziła, to musiały być tereny Klanu Nocy, rzeczywiście pachnieli rybami, ale trochę inaczej niż ona — w jej opinii — w końcu, oni pachnieli jakoś słodziej niż ona. Kocur przed nią też, ale czuć, że inny zapach zaczyna dominować.
— Najwyraźniej ten Klan Nocy zapomniał uszu — dodała, krótko.
Spojrzała na niego, jakby dając mu wyzwanie. Wtedy dopiero spojrzała na niego. Jednak gdy spojrzała mu w oczy, temu większemu od niej o wiele wojownikowi, który jeszcze widać, że ma mięśnie dobrze zbudowane, to stwierdziła, że nie może aż tak przeceniać swoich możliwości. Nie pokonałaby go w walce.
— Na szczęście nie jestem z Klanu Nocy — odpowiedział jej, lekko podchodząc do niej. Ta zrobiła krok do tyłu, ale pozwoliła mu podejść.
— A skoro ja zakradłem się do Ciebie to… — kontynuował spokojnym tonem. On zawsze był taki? — Chyba jestem lepszy od nich, co? — powiedział półżartem, ale kotka tylko lekko kiwnęła głową. —Nazywam się Mglisty Sen.
— Mhm. — Co za dziwne imie… — Przebiśnieg. — Po czym już była gotowa, by pójść dalej swoją drogą.
— Jak dalej pójdziesz, to spotkasz tym inny klan.
Miała już postąpić krok dalej, ale gdy to usłyszała, to się zatrzymała. Czy była gotowa, aby zmierzyć się z kilkoma kotami naraz? Spojrzała przez ramię na Mglisty Sen, a ten mógł na jej twarzy wyczytać znów zastanowienie. Czy on próbuje ją okłamać?
— Ile niby może być tych klanów? — Odpowiedziała ironią.
Od stresu ze zmiany miejsca nic nie jadła. Jej sieciarz dawał jej jakąś dziwną karmę, która pachniała jak psie żarcie! Przez co schudła i już ledwo co tutaj doszła. Obeszła te wszystkie mosty, aby coś złapać i gdy w końcu weszła na tereny, gdzie nie wyczuwała obecności innych klanów, musiał się znaleźć jakiś kot… który, chociaż nie miał ochoty jej jeszcze zaatakować.
— Idę na ryby — dodała, jakby było to postanowione. Wymyśliła to teraz, aby nie wyszło, że przyszła tu bezpodstawnie. — Może pójdziesz za mną i sprawdzisz, czy przypadkiem nie spotkam żadnego klanu? — prawie parsknęła.
— Obronisz mnie, co?
Kocur chyba nie wierzył, co usłyszał, bo aż musiał nastawić uszy.
— Czekaj — powiedział szybko i sam się zamyślił. Spojrzał w niebo. Czyżby się zastanawiał, czy jej nie wydać? Na szczęście jednak po chwili dodał — Pokażę Ci, gdzie będzie bezpiecznie.
Aż zatrzęsły jej się wąsy, gdy to usłyszała.
Ciemny, puszysty kocur ruszył przed siebie, a ona ruszyła za nim. Ciężko jednak było jej za nim nadążyć. Czemu ona sobie pozwoliła za nim pójść? Dalej trzymała się odległości kilku ogonów. Nie mogła mu aż tak zaufać! Jak pomyślała o rybie, to od razu zaburczało jej w brzuchu. 
Szli tak w ciszy, bo gdy Mglisty Sen chciał coś powiedzieć, bo czuł, jak kotka za
nim nie nadąża.
— Dajesz radę? — zapytał z troską.
— Nie jestem kociakiem, aby tak się o mnie martwić — odpowiedziała,
przewracając oczami.
Gdy kocur to usłyszał, aż się uciszył. Może nie chciał powiedzieć niczego niemiłego?
W końcu kocur zwolnił, dając jej znak, że to miejsce. Ta się rozejrzała i znalazła kamień, który był lekko zanurzony w wodzie. Przykucnęła na nim, jednak jeszcze szybko spojrzała na swojego towarzysza.
— Będziesz się tak gapił? — parsknęła, już coraz milej, zmęczenie zaczęło uderzać jej do głowy, ale było widać, że jest zadowolona z tego, że mogła w końcu spróbować zapolować na rybę. Zanim zdążyła usłyszeć odpowiedź kocura, już odwróciła głowę i zaczęła wpatrywać się w wodę.
— Zastanawiam się, czy dasz radę złapać rybę w ciemności — oddał, ale pomimo tego, jak ona się do niego odezwała, pozostał spokojny, niczym morze podczas odpływu. — Powinnaś już wracać.
Nic dziwnego, że miał wątpliwości, rzeczywiście słońce zdążyło już zajść, a ona zaczynała czuć chłód. Pomimo tego, że w ciągu dnia słońce jeszcze grzało, bez niego było czuć, że za niedługo złote liście zaczną spadać. 
Ona za to swoje żółte oczy wtopiła w wodę, która razem z prądem niosła pożywanie. Mglisty Sen zaczął nawet coś do niej mówić, ale ta była zbyt skupiona na tym, aby coś wypatrzeć. Nie szukała ryb, tylko ruchu. Ruchu wody, który byłby nienaturalny. Ryby zajmują miejsce w wodzie, nawet jeśli przy
dużych nurtach tego nie widać, to gdy ryba płynie wystarczająco blisko powierzchni, od razu można ją rozpoznać.
Spięła mięśnie i wbiła pazury w wodę i to właśnie na nim balansowała rybą, która właśnie się o nie zaczepiła. Prawie sama wpadła przy tym do wody, ale udało się na szczęście nie zamoczyć tylko przednie łapy. Woda była lodowata, a oprócz pogody utrudniało łowienie liście, które już spadły do wody — na szczęście nie było ich dużo.
Gdy rzuciła rybę, na brzeg zauważyła, że kocur zaczął się coraz bardziej od niej oddalać, jakby bił się z myślami, czy powinien ją zostawić już, czy dalej pilnować, dalej jednak ją obserwował, a teraz w ciemności widziała już głównie jego złote oczy, które już ze zmęczenia mieszały jej się z liśćmi. Z wrażenia aż potrzebowała dłuższej chwili, aby zapamiętać ten widok na dłużej.
— Już uciekasz? Myślałam, że to ja powinnam się Ciebie bać — powiedziała w końcu do niego, pozostawiając swój uśmieszek chytry na sobie. — Zjedź tamtą — poleciła z bólem, bo poczuła znów ból w brzuchu z głodu. — No chyba nic się nie stanie, jak chwilę jeszcze ze mną zostaniesz, co?
Nie wydawał się niebezpieczny, nawet jeśli dalej mu nie ufała, chciała się odwdzięczyć mu. Był trochę jak Muszelka, skoro nie chciał jej wygonić czy nic jej zrobić. Aż się zaczęła zastanawiać, czy to ona jest naiwna i gra w jego grę, czy on.
Nawet jeśli, miała wrażenie, że ma to wszystko pod kontrolą. Powinna przeżyć, a to najważniejsze.
Po kilku skokach zająca złapała kolejną rybkę, tym razem mniejszą i gdy już miała zamiar usiąść obok ryby poprzednio złapanej, stres nie pozwalał jej usiąść tak blisko miejsca, gdzie kocur miałby usiąść. Mięśnie ani na trochę jej się nie rozluźniały. Nawet jeśli chciałaby usiąść obok ciemnego, dużego, złotookiego wojownika, to sama sobie nie pozwalała.
Ugryzła pożywienie, poczuła jednak, że ta jest inna niż te, które kiedyś łapała, jakby słodsza. Aż się lekko skrzywiła, ale była zbyt zmęczona, aby pozwolić sobie nie zjeść tego. Jej oczy coraz bardziej same się zamykały, przez to, jak długa podróż przeszła. Spojrzała skrawkiem na Mglisty Sen, czy podchodzi do jedzenia, które mu zaoferowała, ale jej wzrok nie pozostał spokojny, bo już szukała kątem oka miejsca, gdzie miałaby spędzić noc. Most, który dostrzegła, nie wydawał się złą opcją.

< Will you be a gentlemen or a warrior?>