Teraz końcówka pory opadających liści sprawiała, że Przebiśnieg coraz rzadziej chciała wychodzić z domu sieciarza. Sytuacja w betonowym królestwie jednak nie pozwalała Przebiśniegowi chodzić samej po nim, dlatego wolała wyruszyć w stronę lasu.
Polubiła go, był o wiele lepszy niż siedliska sieciarzy. Nawet jeśli tutaj te ich gniazda nie były tak gęsto postawione, tak jak w miejscu, gdzie się urodziła. Las jednak miał inne niebezpieczeństwo niż miasto, klany. Te koty wszystkie są takie terytorialne, nieważne gdzie się znajdziesz, chociaż Świetliki były najbardziej przyjazne.
Opadłe liście teraz zamarzały tak mocno, że jak się na nie nadepnie, to wydają głośny dźwięk. Spowalniało to jej krok, bo nie chciała, aby ktoś ją usłyszał. Nigdy nie wiadomo co się może stać.
Nad jej głową zaczęły pojawiać się ciemne chmury, a to oznacza, że długo nie może być poza domem swojego sieciarza. Przy okazji po deszczu jej trop zniknie, a to dla niej dobra wiadomość.
Nawet jeśli kotka nie chce zmoknąć, to nie przeszkadzała jej nigdy woda. Gdyby przypadkiem deszcz spadł szybciej, to jej by to nie przeszkodziło w chodzeniu, bardziej jednak zależy jej na bezpieczeństwie. Nigdy nie wiadomo jak mocny deszcz będzie. W betonowym królestwie — na logikę — beton się tak łatwo nie obmyje spod jej łap, jednak tutaj? Nigdy nie wiadomo.
Postanowiła iść przy wodzie w kierunku pól. Zawsze czuła się bezpieczniej blisko wody.
Przez jakiś czas szła w ciszy, ale gdy wiatr zmienił kierunek, od razu poczuła zapach kota za sobą! Ktoś ją śledził! Od razu się odwróciła, aby znaleźć tego kogoś. Zobaczyła mały ogonek uciekający w krzaki, ze stresu ten ktoś również zrobił hałas. Podeszła do tych krzaków i wyciągnęła młodą kotkę z krzaków. Jej brązowe futro. Przebiśnieg nie była może dużo większa od niej, ale udało złapać jej się złapać tego malucha za ogon, aby nie uciekła.
— Śledzisz mnie? — syknęła niezadowolona.
— Puść mnie! — wrzasnęła młodsza i zaczęła się wiercić.
Udało się jej wywiercić, ale Przebiśnieg szybko skoczyła na nią, aby lepiej ją trzymać przy ziemi. Młoda skubana nie dawała za wygraną.
— Jesteś z klanów?
— Nie! Przysięgam nie!
Na tę wiadomość rozluźniła bardziej mięśnie. Dopóki nie jest z klanu — będzie dobrze.
— To mnie nie strasz — parsknęła, puszczając ją. — Wybacz młoda.
— Rzuciłaś się na mnie! — oburzyła się młodsza, na co Przebiśnieg przewróciła oczami.
— Nie popłacz się. Jeszcze mamie powiesz?
— Abyś wiedziała!
— A skąd miałam wiedzieć, czy zaraz całej swojej drużyny nie zwołasz? Wybacz, nie czytam w myślach. — Już miała coś niemiłego dodać, ale gdy jej się przyjrzała, to stwierdziła, że ona jest za młoda. Dziecka się nie wyzywa… poza tym chyba lepiej nie mieć zgrzytu z kogokolwiek matką, wie, jakie mogą być emocjonalne i agresywne, jeśli chodzi o ich dzieci. — Wybacz — burknęła w końcu. — Nazywam się Przebiśnieg, a skoro nie jesteś z klanu to gdzie Twoi rodzice, którym miałaś się poskarżyć? Zaraz może zacząć padać!
Młoda kotka chwilę się zastanawiała, rozglądając się.
— Chciałam pójść na polowanie, ale usłyszałam, jak idziesz.
— Ta, okazuje się, że nie umiem aż tak dobrze ukrywać się przed młodszymi — odparła żartem, aby rozluźnić atmosferę. — Polowałaś? Złapałaś coś?
— Jeszcze nie… miałam nadzieję, że złapię rybę, ale nie da się ich złapać — powiedziała niezadowolona kotka. — Nazywam się Kobczyk.
— Nauczę Cię, Kobczyku — Spokojnym tonem przetestowała jej imię.
— Umiesz polować na ryby?
— Z moich okolic je się tylko ryby… tylko są bardziej słone. Najpierw trzeba znaleźć miejsce ze słabszym nurtem.
Muszelka nauczyła Przebiśnieg, że dzieci nie można porzucać ani atakować. Nawet jeśli młodej trochę brakowało do kociaka, ale widać, że dojrzewa, a młodych, póki chcą się uczyć, należy uczyć. Samej jej się przypomniało, jak pierwszą rybę złapała.
Szły tak razem blisko wody, aż w końcu znalazły płytszy brzeg. Przykucnęła nad wodą i zaczęła tłumaczyć.
— Najważniejsze w polowanie na ryby jest cisza, dlatego, gdy skończę Ci tłumaczyć, musisz być cichutko, aby nie spłoszyć ryb.
Kobczyk kiwnęła głową.
— Musisz przybrać pozycję taką, jak ja mam… blisko ziemi, a oczy blisko wody. Trochę jakbyś polowała na inne zwierzęta, ale w tym przypadku oczekujesz po prostu, nie poruszasz się. Dzięki temu będziesz mogła zobaczyć ruch w wodzie. Rybki nie są kolorowe! Pomimo tego, że gdy je wyciągniesz z wody to łatwo je zauważyć, to w wodzie idealnie wpasują się do dna. Rozumiesz? — Gdy znów dostała sygnał głową, że rozumie to ogonem ją uciszyła, dając znak, że teraz polują.
Teraz była dobra okazja — najlepiej polować na ryby rano, wieczorem lub w nocy. Ryby wtedy były zazwyczaj blisko brzegu. Teraz jednak plusem było to, że chmury zasłaniały słońce, więc też powinny być.
Przesiedzieli jakiś czas tak w ciszy, oglądając wodę, aż w końcu Przebiśnieg zobaczyła już i szybko skoczyła na nią z pazurami i wyciągnęła z wody.
Kobczyk aż zamrugała oczami zadziwiona.
— Nawet jej nie widziałam!
— Ha! Mówiłam, że musisz się wpatrywać dobrze! Inaczej jej nie zobaczysz!
To też nie była duża ryba, taka trochę większa od jej łapy, ale zawsze coś! Mogła się nią najeść.
— Dawaj, próbuj. Nie jesteś myszką, dasz radę ją złapać. — To jak bardzo Przebiśnieg hamowała swoje odzywki, jest niepojęte, ale chyba warto.
Teraz ryby były trochę spłoszone, w końcu ich kolegę złapała. Odłożyła rybę na bok i usiadła, oczekując.
Długo minęło, zanim młoda coś wypatrzyła, rzuciła się do wody, ale nic nie złapała! Przebiśnieg aż się skrzywiła.
— Ajaj… tak blisko, a tak daleko.
Kobczyk spojrzała na Przebiśnieg niezadowolona.
— Była tak blisko!
— No cóż, trzeba dużo polować na nie, aby wyczuć, kiedy wyskoczyć.
Po czym poczuła jak na jej nos spadła kropla deszczu. Tak długo się zasiedziały?
— Musimy iść, Twoja mama nie będzie zadowolona, że szlajasz się w deszczu sama! — powiedziała, po czym podała jej łapą tę rybę, którą złowiła. — Weź, może Ty zjesz.
— Razem zjemy!
Kobczyk wzięła w pysk rybę i dała znak ogonem, że ma za nią iść. Deszcz się nasilał, a Przebiśnieg miała wrażenie, że się zgubiła. Czemu ma iść za dzieckiem?
Jednak w końcu rzeczywiście gdzieś doszli, a dokładniej do kogoś, bo kotka trochę wyższa od Przebiśnieg wystąpiła na Kobczyk z zdenerwowanym ogonem.
— Gdzie byłaś?! — zaczęła mówić do swojej córki.
Przebiśnieg domyśliła się, że to była jej matka, ale bardziej zszokowało ją to, że była bardzo podobna do niej samej. W tym samym miejscu plamy tylko mniej na ogonie i trochę więcej na głowie. Stanęła za Kobczykiem.
— Jest bezpieczna, ale zaraz może być też chora, jak się nie schowamy.
Martwiła się o swoją córkę, to oczywiste, ale wypadałoby się schować.
<Kobczyk?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz