Mianowanie Ostowej Łapy
Mglisty Sen podniósł wyżej uszy, kiedy Jarzębinowy Żary wywołała go z tłumu. Mógł się spodziewać, że jako jeden z pierwszych kotów w Świetlikach dostanie ucznia. Był zaufanym wojownikiem dla Jarzębinowego Żaru i jeszcze nie zawiódł medyczki. Mógłby nawet pokusić się o powiedzenie, że był wyidealizowany przez większość tej oto grupy.
“Może i tak nawet będzie lepiej” — przyznał sobie w duchu.
Posłał uśmiech Ostowej Łapie, i właśnie miał podejść do kocura, żeby zetknąć się z nim nosem, kiedy z tłumu wyskoczyła najeżona Rysi Trop i bez wahania rzuciła się na młodszego. Następnie wszystko działo się tak szybko. Jarzębinowy Żar zareagowała praktycznie od razu, przez co agresorka wybiegła z prowizorycznego obozu, jednak medyczka nie zamierzała tego puścić płazem. Pobiegła zaraz za Rysim Tropem, znikając w gęstwinie.
“Tego to się za sam najświętszy Klan Gwiazdy nie spodziewałem…”
Wzrok przeniósł na Ostową Łapę i pomógł mu wstać.
— Nic ci nie jest? Nie masz żadnych skaleczeń? — spytał go, przy okazji oglądając jego futro. Na szczęście nie widział żadnych krwawiących miejsc. — Wybacz, proszę Rysiemu Tropu, nie wiem, co w nią wstąpiło — wyszeptał.
Nie miał bladego pojęcia, co się zadziało w umyśle byłej kultystki. Był zszokowany zaistniałą sytuacją, a na dodatek, że sam chciał wierzyć, że kotka miała powód to zaatakowania jego ucznia. Jednak na tę chwilę błękitna szylkretka zrobiła to bezpodstawnie, deklarując, że ów czarnofutry z bielą jest szpiegiem.
— Chyba jestem cały… — Ostowa Łapa otrzepał się ze ściółki i poprawił na swoim futrze pajęczyny. Natomiast na jego uwagę o przebaczeniu, młodszy tylko posłał mu powątpiewające spojrzenie.
Mglisty Sen rozumiał jego niechęć do Rysiego Tropu, sam też nie był do niej zbytnio pozytywnie nastawiony. Widział, jak błękitna szylkretka za nim nie przepada i to dość mocno. Miał okazję z nią współpracować przy budowie obozu, jednak praca z nią szła dość opornie.
Nie minęło dużo czasu, kiedy do obozu wróciły obie szylkretki. Rysi Trop ciągnęła po ziemi swój najeżony ogon, a Jarzębinowy Żar z powrotem skoczyła na podwyższenie. Ogłosiła, że wojowniczka będzie pod ścisłym nadzorem Miodowej Kory. Mglisty Sen nie wątpił, że liliowy wojownik spełni swoje zadanie i zadba o bezpieczeństwo wszystkich Świetlików. Znał dobrze kocura i w pełni mu ufał.
— W takim razie wszystko jest już ustalone. Możesz czuć się bezpiecznie. Rysi Trop jest pod nadzorem, a my za to powinniśmy zwiedzić nasz las. Musisz wiedzieć, gdzie powinniśmy się poruszać, pokaże ci nasz obóz, który jest w budowie oraz zaczniemy jakieś proste ćwiczenia, by pomóc ci zdobyć doświadczenie potrzebne każdemu wojownikowi — zamruczał.
Ostowa Łapa posłusznie kiwnął głową, jednak jego wzrok był zamglony, jakby był zatopiony w myślach. Mglisty Sen lekko otarł się o swojego ucznia, by ten się ocknął i wyszedł z prowizorycznego obozu, prowadząc ich do granic lasu.
***
Słońce było wysoko na niebie i przebijało się przez jeszcze puste gałęzie drzew. Niedługo powinny pojawiać się pierwsze zielone liście oraz pąki kwiatów. Natomiast oni przemierzali las, wracając z obchodu ich terytorium. Mglisty Sen zdążył pokazać nowemu Świetlikowi ich prace nad obozem, jak i opowiedzieć swojemu nowemu uczniu o zasadach kodeksu wojownika, zasadach, jakie panują u Świetlików oraz jakie powinni mieć nastawienie dla pozostałych społeczności, a także nieznajomych, którzy przemierzają te lasy. Nie był pewien, czy Ostowa Łapa będzie wierzył w Klan Gwiazdy, który jednak był fundamentem powstania Świetlików, jednak nie mu było go oceniać na podstawie wiary. Najważniejsze było przygotowanie czarnofutrego do zostania wojownikiem i poszanowania zasad, jakie wyznają. Było to zapewne dużo dla Ostowej Łapy i musiał mu umysł mocno parować, jednak ich trening się dopiero zaczynał.
— Przyszła pora na nauczenie ciebie podstaw polowania i walki, żebyś umiał na przyszłość umieć się obronić przed takimi kotami, jak Rysi Trop — zauważył, dochodząc do niewielkiej polanki wyłożonej mchem. Stąd zazwyczaj zbierali mech, który był potrzebny do budowy posłań i legowisk. Możliwe, że po treningu pozbierają go trochę. — Będę pokazywał ci pozycję obronną, naśladuj mnie, a ja najwyżej będę cię poprawiał.
Ostowa Łapa skupił się na nim, a w jego oczach błyszczała determinacja. Zadowolony ze skupienia ucznia, pokazywał mu pozycje, o której mówił. Co jakiś czas komentował jego ruchy oraz, jak powinien się ustawiać.
— Spróbuj w ten sposób. Rozstaw szerzej łapy, nie możesz mieć ich tak blisko siebie, bo łatwo cię będzie przewrócić. Jeszcze szerzej nogi, dobrze! Naśladuj mnie dalej, podstawowe ruchy bitewne są dość proste i później na pewno będziesz je ćwiczył na mnie, oczywiście bez wysuniętych pazurów.
— Będziemy je dzisiaj przerabiać? — Ostowa Łapa zawiesił na nim swoje wielkie zielone oczy.
Mglisty Sen spojrzał na niebo, na którym słońce zdążyło się już osunąć niżej. Mieli jeszcze trochę czasu, jednak czy chciał go przeznaczać tylko na naukę bitewnych ruchów? Nie. Może mu najwyżej pokazać kilka pozycji oraz ruchów, jednak nie na tyle, by zacząć sparing.
— Na tę chwilę pokażę ci podstawy, ale nie zaczniemy jeszcze sparingu. Mamy na to za mało czasu, a jeszcze chciałem ci pokazać, pozycje do polowania.
— No dobrze…
— Nie martw się, jutro też jest dzień, a przy dobrych wiatrach możliwe, że jutro już sam będziesz polował.
— Naprawdę?
Mglisty Sen przytaknął głową, na co Ostowa Łapa się lekko rozpromienił.
— Jednakże teraz ważniejsze jest, żebyś zobaczył i nauczył się kilka ruchów bojowych. Potem dopiero pokaże ci pozycję łowiecką oraz zbierzemy mech.
Uczeń pokiwał głową ze zrozumieniem, a on mógł kontynuować swoją lekcję. Pokazywał ruchy bitewne, które za nim powtarzał Ostowa Łapa. Poprawiał młodszemu błędy i zaczynali od początku. Każde powtórzenie miało być wykonane przez czarnofutrego z bielą z dokładnością. Nie tolerował szybkich i bezmyślnych wymachów. Mglisty Sen dobrze wiedział na swoim przykładzie, że precyzja często może przewyższać siłę, jak i szybkość drugiego przeciwnika. Dobrze pamiętał, jak to właśnie walczył z Zaćmionym Horyzontem, kiedy jeszcze znajdował się w Klanie Wilka, zanim ta jeszcze uciekła w nieznanym mu kierunku. Był bardzo ciekaw, gdzie obecnie znajdowała się jego siostra, czy tęskniła za nim? Czy dowiedziała się o jego zniknięciu z Klanu Wilka? Czy kotka w ogóle żyła?
W lesie robiło się powoli coraz to ciemniej, na co Mglisty Sen zwrócił dopiero uwagę, kiedy ogromny cień brzozy padł na ich dwójkę, a mała polanka otoczona drzewami wydawała się bardziej mroczna niż zwykle. Przyspieszył ich trening, pokazując Ostowej Łapie pozycję łowiecką. Tamten starał się ją powtórzyć i o dziwo mu się udało, jednak nie tak dobrze, jakby mógł to zrobić. Widział, jak tamtemu trzęsą się łapy ze zmęczenia, a ogon był położony na ziemi. Uczeń był zbyt zmęczony na dalszą naukę. Mglisty Sen westchnął i łapami poprawił jego postawę, jednak tamten nie utrzymał się długo na czterech łapach, tylko położył się na mchu.
— Jestem zmęczony… — jęknął Ostowa Łapa ze wstydem.
— Masz prawo być zmęczony, cały dzień ciężko się uczysz i jesteś na nogach — zauważył Mglisty Sen. — Będziemy powoli wracać do obozu, jednak zanim odejdziemy stąd, musimy zebrać trochę mchu na posłania.
Ostowa Łapa westchnął przeciągle, pewnie nie chciało mu się jeszcze schylać i ciągać mech do obozu, jednak była to drobna robótka, którą musieli mimo wszystko wykonać. Same posłania się nie zrobią, a mieli przed sobą jeszcze sporo do roboty. Mglisty Sen miał skrytą nadzieję, że pozostali wojownicy również coś zrobili przez dzień jego nieobecności. Nie miał dzisiaj okazji wyznaczyć żadnego patrolu ani nie zdążył rozdać obowiązków w obozie. No cóż, może Miodowa Kora, bądź Jarzębinowy Żar zdążyli to zrobić. Przynajmniej miał taką nadzieję.
***
Na ciemnym niebie zaczęli się pojawiać pierwsi gwiezdni, a leśne życie zapadało w sen, natomiast Mglisty Sen wraz z Ostową Łapą wrócili do miejsca, gdzie przebywały Świetliki. Koty siedziały na polanie, rozmawiając ze sobą w spokoju i co jakiś czas zerkając na Rysi Trop, która była nadal pod czujnym nadzorem Miodowej Kory.
— Ostowa Łapo, możesz zacząć robić sobie posłanie z mchu, którego przynieśliśmy i na dzisiaj masz już wolne. Możesz zjeść i odpocząć — powiedział do zmęczonego ucznia, który ledwo się trzymał na nogach. Tamten mając cały pysk zapchany mchem, poszedł posłusznie do legowiska.
— Nieźle go wymęczyłeś. — Usłyszał głos Zapomnianej Koniczyny, który podszedł do niego wraz z Kosaćcową Grzywą oraz Szczawiowym Sercem.
Koty wojownicy patrzyli się ukradkiem na Rysi Trop z nieukrywaną niechęcią. Jednak nie dziwiło go to wcale.
— To prawda, jednak musiałem go nauczyć podstaw walki oraz łowienia. W jeden dzień pewnie było to dla niego za dużo, jednak nie ma w tym nic złego. Jutro skupię się na uczeniu go polować i udoskonalenia jego pozycji łowieckiej. — Polizał się po piersi, rozplątując swojego kłaczka. — A wy? Co dzisiaj robiliście?
— Oprócz polowania, to poszliśmy do obozu i przygotowywaliśmy krzewy na legowiska — pochwalił się dumny z siebie Kosaćcowa Grzywa. — Zajęło nam to cały dzień, jednak zbliżamy się ku końcowi.
— Prawda, obóz z dnia na dzień wygląda coraz lepiej, a posłania i legowiska wyglądają na o wiele przytulniejsze, niż te, w których aktualnie śpimy. — Szczawiowe Serce przyznał Kosaćcowej Grzywie rację.
— Natomiast ja wraz z Jarzębinowym Żarem byliśmy na poszukiwaniu ziół — zamruczał Stroczkowa Nadzieja, który właśnie przechodził obok nich i również chciał zdać raport. — Przyroda zaczyna odżywać po Porze Nagich Drzew. Znaleźliśmy dużo ziół, które wyrastają z ziemi. Będziemy niedługo mieć obfite zbiory i pełną lecznicę!
Wiadomości były coraz lepsze, a wizja mieszkania w nowym obozie przyprawiała Mglisty Sen o motylki w brzuchu. Może wybryk Rysiego Tropu, był jednorazowy i kiedyś kotka przyniesie Świetlikom kocięta, by ich społeczność rosła w siłę. Czarnofutry nadal marzył, aby stworzyć nową przynależność, która by wzmocniła ich pozycje w lesie. Wtedy zamiast Świetlików, mógłby nazwać ich grupę klanem, Klanem Światła.
***
Noc zmusiła w końcu wszystkie Świetliki do pójścia spać. Mglisty Sen spał już od dłuższego czasu w cieple, które dawali wszyscy wojownicy. Jego ciało rozluźnione, nagle się spięło, kiedy poczuł, że wiatr zawiał i przeszedł przez prowizoryczne legowisko wojowników. Wybudził się ze snu, jednak nie otwierał oczu i zwinął się w jeszcze ciaśniejszy kłębek. W legowisku zrobiło się trochę chłodniej, jakby jeden z kotów wyszedł na nocny spacer. Było to dziwne, jednak nie przejął się tym na tyle, by przeszukiwać legowisko, bądź obóz.
***
Na drugi dzień
Mglisty Sen chodził niespokojnie od rana, kiedy w obozie znaleziono rozrzucone wnętrzności jakiegoś kota. Kto musiał być takim demonem bez serca, żeby po pierwsze zabić kogoś bez żadnego wyrzutu, a potem go wypatroszyć? Nawet lisy nie byłyby w stanie czegoś takiego zrobić! Koty zaniepokojone poruszały się po obozie, a on stał obok Jarzębinowego Żaru i uważnie słuchał kotki, która wprowadzała go plan śledztwa. Musieli coś z tym zrobić. Od razu podszedł do Ostowej Łapy, który wyglądał, jakby zobaczył ducha. Wcale mu się nie dziwił, nikt nie spodziewał się ujrzeć takiej masakry na drugi dzień.
— Co robiłeś w nocy? Widziałeś coś podejrzanego? — mruknął poważniej, niż rzeczywiście chciał brzmieć.
— W nocy nie umiałem zasnąć… Wydawało mi się, że ktoś krąży po obozie, ale nie dostrzegłem konkretów. Uważam, że sprawcą tego… musi być ktoś z nas.
Pokiwał głową, zapamiętując wersję ucznia.
— Trening jest dziś odwołany, ale gdy tylko to wszystko się wyjaśni, nie będzie litości — oznajmił jeszcze Mglisty Sen, półżartem, półserio.
Ostowa Łapa uśmiechnął się niezręcznie, a on nie miał pojęcia, czy powinien jeszcze o coś spytać się swojego ucznia. Wiedział dobrze, że kocur nie byłby w stanie dopuścić się tak poważnego czynu, jakim było zamordowanie kota oraz porozrzucanie jego wnętrzności po obozowisku. Skinął mu krótko głową i wrócił do Jarzębinowego Żaru. Dzisiaj będzie dla nich ciężki dzień dochodzenia.
<Mój uczniu?>
[1828 słów ]
[Przyznano 18%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz