Jasna głowa zaglądnęła do żłobka. Co prawda z Zawilcem nie chciał utrzymywać kontaktu, jednak nie był to jedyny kot który dzielił krew z Rozkwitającą Szantą. Był jeszcze Rumianek i Kminek... oraz dzieci Kminka, które okazały się może nie być zainfekowane ''moja wiara jest lepsza" tematem, niemniej zdawało się, że nie miało to znaczenia przy wyborze durnych decyzji. No i jeszcze był czas, by je zainfekować prawda? No, ale starał się myśleć pozytywnie! Zdążył już co prawda ocenić oba kociaki, kierując się myśleniem ,,czemu miałbym oceniać kogoś jeśli sam miałbym być w takiej sytuacji ale prędzej bym umarł niż odwalił taką głupotę" niemniej miał jeszcze resztki nadziei. Trzeba dać było młodszym szansę!
– Halo...? – Zawołał czekając, aż się ktoś odezwie. Brzozy nie znał. I chyba nie chciał poznać, ale miło by było "zobaczyć" resztę rodziny. Nawet, jeśli mogło się to potem źle skończyć. Brzozy zdawało się, że nie było, jednak do uszu kocurka doszedł jakiś cichy, człapiący odgłos małych stóp.
– Dzień... dobry? – niemal bezdźwięczny szept doszedł go gdzieś z dołu – Co tu robisz? Chcesz mi dokopać, bo wygarnąłem temu królikowi jego własne lenistwo? – dodał głos z dołu już zirytowany, bardziej pewnym głosem.
– Uh, czemu miałbym – Księżyc nie bardzo rozumiał myślenie tego typu i zaraz na jego pysku, po chwilowym zdziwieniu zawitał grymas jakiegoś zmęczenia. No i trafił na kuzyna! Wspaniałe pojednanie rodzinne... czy nie? Niby kocurek powiedział, że to on wywołał problemy na zgromadzeniu, od razu się chwaląc tym niezbyt pochlebnym czynem, jednak srebrny wciąż wolał się upewnić – Um... jesteś... jesteś synem Brzozy... tak? Znaczy, Kminkowego Szumu... ?
– Oczywiście, że jestem! Wyglądam przecież jak mój tata, prawda? Prawda...?
,,Mordko, skąd ja mam to wiedzieć"
No, musiał przyznać, że już dawno nie spotkał się ze zdziwieniem albo niewiedzą na temat swoich ślepych oczu, dlatego teraz nie wiedział czy sytuacja jest męcząca czy ironicznie zabawna. Jak zareagować?
– Znaczy... nie wiem...? – nieco zmieszany poszukał uszami jakiegoś zaufanego, odpowiedzialnego dorosłego (Sam nim był. Jeśli wyciąć to o odpowiedzialności i zaufaniu.) – Skąd mam.... skąd mam wiedzieć, nie wiem. Jeśli tak twierdzisz to pewnie tak jest.
– Ale skąd nie wiesz? – zaciekawił się malec – Przecież wyglądam jak Kminkowy Szum, prawda? W końcu nie jesteś ślepy... – zmierzył go podejrzliwym wzrokiem – Prawda?
Na komentarz ,,nie jesteś ślepy" mina Księżyca przybrała całkiem ciekawy wyraz. ,,Nie jestem?" jakby pytała. Chwila ciszy minęła, podczas, gdy Księżyc stał niezręcznie w miejscu czując się intensywnie obserwowany.
,,Uhhh.... wgapia się..." przeszło mu przez głowę, a łapa automatycznie zaczęła bawić się ziemią. Czuł się jak dorodna kaczka na targu która udawała piękny i zdrowy okaz, czekając, aż jakiś klient wytknie i zauważy błędy w jej jakości, wykrzykując do sprzedawcy, że próbował go oszukać.
– Ahaaa! Bo ty nie widzisz? – powiedział zdziwiony. – Ale jak to? Czemu tak wyglądasz? – zaczął zalewać go pytaniami. – Jesteś chory?
– Hmmm kto wie? – z zamyśleniem, mechanicznie zaczął bawić się swoim futrem policzkowym – Nie czuję się chory, przynajmniej nie w sposób w jaki kojarzy się z normalną chorobą – spróbował wyjaśnić.
– Ahaaa... – wymamrotał trochę znudzony Paskudek. – A tak po drodze, czemu akurat teraz przyszedłeś? Szukałeś kogoś konkretnego? – zapytał kociak. – Moja mama jest bardzo zajęta, wiesz? Ciągle gdzieś wychodzi. Nie wiem dokąd, ale myślę, że wtedy... że wtedy robi coś wielkiego! Że walczy z tymi ohydnymi pająkami lub szczurami! – powiedział z kocięcą ekscytacją i ekspresywnym pyskiem. – A może ty wiesz, dokąd chodzi? Nie, żebym się szwędał... ale chciałbym mamę poznać. Mama mało mówi o sobie i mało mówi o sobie, ale nie jestem zły na mamę. Ona po prostu stara się nas chronić! Co... nie? – ucichł.
Srebrny szybko zdał sobie sprawę z tego, że jednak rozmowa z kociętami to nie jest to. Nie był Kołysankową Łapą ani mamą, a na język siłą rzeczy cisnęło się ,,Wątpię żeby wychodziła z czymś walczyć, po prostu chce odpocząć". A potem by się wylało ,,A od czego?". Od was.
Skwasił się nieco i strzepnął uchem. Może jako kocię by podłapał temat o tych wielkich szczurach i może nawet by w to uwierzył w odpowiednich okolicznościach, ale w tej chwili nie miał na to siły. Zbyt wiele na raz się wydarzyło i wykrzesanie z siebie szczęścia do rozmowy z kociakiem nie było na szczycie listy ,,rzeczy na które muszę wykorzystać energię".
– Niektórzy po prostu nie widzą potrzeby w mówieniu o sobie. – mruknął. Nie brzmiał teraz jak umoralniacz? Nie chciał, by kociak go znielubił czy coś. Nawet, jeśli sam nie miał o młodszym jakiegoś bardzo pozytywnego zdania. – Jakby się mówiło tylko o tym, to inni uznać by cię mogli za skończonego egoistę i pępek świata... czy jakoś tak, że wiesz, że się tak postrzegasz, nie, że inni cię widzą w ten-znaczy, widzą, ale... – zaplątał się, przygryzł język, zaklął w duchu i postanowił przerwać temat – A przyszedłem bo byłem ciekawy jak rozwinęła się nasza rodzina pod moją nieobecność – I chciał zobaczyć co mają kociaki w głowach, że są na równi głupoty z Zawilcową Koroną.
– Ale to moja mama! – oburzył się najpierw młody. – Powinienem o niej wiedzieć więcej niż jej imię! – potem umilkł, znudził się i najwyraźniej postanowił przeanalizować resztę słów Księżyca.
– Ahaaa... – wymamrotał po raz trzeci. Położył się na brzuchu. Wsparł podróbek łapkami i znudzony zaczął się wpatrywać w kuzyna. – To ty jesteś moją rodziną... to znaczy, że ten Kołysankowa Łapa też? Ten, co zdechł? – zapytał i przechylił główkę.
,,Zdechł...?"
... Co?
Ah, tak. To był ten moment. Moment w którym Księżycowa Łapa już wszystko wiedział co potrzebował. Przede wszystkim odkrył, że jego umysł nie ma filtru w stosunku do dzieci. Ani cierpliwości. Ani wyrozumiałości. Gdy więc została wspomniana świeża dość sprawa z Kołysankową Łapą, na mordce srebrnego na chwilę pojawił się szok, a zaraz potem coś nieprzyjemnego, jakby zdążył w ciągu sekundy postawić między sobą a malcem kolczaste ogrodzenie pod napięciem. Tak, brak wyczucia, zupełnie jak Zawilcowa Korona, a nawet nie był jego synem. Kminkowy Szum wydawał się bardziej ogarnięty w tej kwestii, ale widocznie nie przeszło to na jego dzieci, a przynajmniej jedno z nich.
– Ta, uważaj, żeby two – przerwał, gdy słowa mimowolnie opuściły jego pysk, ugryzł się w język i obrócił na pięcie w stronę wyjścia. Powinien porozmawiać o tym z Kminkowym Szumem? To w końcu jego dzieci. Z drugiej jednak strony, czy drama to było to czego teraz potrzebował i co chciał wywoływać zaraz po wyjściu z mentalnej dziury? Kiedy sypie mu się rodzina i relacje? Przygryzł policzek, postanawiając, że najpierw musi się wygadać Wróżce, potem przespać z decyzją i dopiero wtedy zdecydować, czy udupić mlekojada jeszcze bardziej, na przykład mimowolnie wspominając o zajściu Zawodzącemu Echu... albo Króliczej Gwieździe. Tak żeby wiedzieli, że jak na razie Pierze wciąż ma pszczoły zamiast mózgu.
<Pierze? Nie będziemy się łamać opłatkiem na kolacji wigilijnej...>
[1079 słów]
[Przyznano 22%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz