Przeszłość
Ułożyła głowę na łapach i wpatrywała się nieruchomo w głąb lasu, gdzie między pniami drzew zalegał chłodny półmrok. Czuła, jak żołądek ściska jej się boleśnie, a myśli wirują w głowie w sposób chaotyczny i niespokojny zawsze wtedy, gdy tylko przypominała sobie o Klanie Wilka. Kłamcy. Obrzydliwi, bezwstydni kłamcy. Wiedziała, że nawet powieka im nie drgnie, gdy będą oczerniać ich przed pozostałymi klanami. Bez wahania nazwą ich mordercami, zdrajcami i uciekinierami, przypisując im winy, których nigdy nie popełnili. Jarzębinowy Żar już teraz miała świadomość, że aby inne klany w ogóle rozważyły ich akceptację, najpierw muszą zostać uznani przez Klan Gwiazdy. Niepokoiła się coraz bardziej na myśl o spotkaniu medyków. A co, jeśli się na nim nie zjawi? Co wtedy? Czy przodkowie odwrócą się do niej plecami, uznając ją za niegodną? Czy utraci ich łaskę i wsparcie? Może… może powinna zaryzykować. Może mimo wszystko powinna wyruszyć do sadzawki. Była przecież medyczką, inne klany nie powinny móc jej tknąć. A jednak jeszcze przed tym miało odbyć się zgromadzenie, a to oznaczało jedno: każdy klan mógł już mieć wyrobione, niekoniecznie przychylne zdanie o ich grupie. Rozejrzała się po prowizorycznej polanie, na której się zatrzymali. Teren był nierówny, miejscami porośnięty niską trawą i krzakami, a pomiędzy nimi leżały porozrzucane kamienie i połamane gałęzie. Grupa była wyraźnie podzielona na kilka mniejszych grupek, jakby niewidzialne granice oddzielały ich od siebie. Zauważyła, jak Miodowa Kora spogląda w stronę Kosaćcowej Grzywy. Ten widok wcale jej nie dziwił, napięcie między nimi było niemal namacalne. Jednak zaraz potem przyłapała samą siebie na tym, że obrzuca Rysi Trop gorzkim, nieufnym spojrzeniem. Nie powinna tak robić. Wiedziała o tym. A jednak świadomość, że tamta kotka należała do kultu, nie pozwalała jej zaufać. Spośród nich wszystkich Rysi Trop była najbliżej Mrocznej Puszczy, a ta myśl nie dawała jej spokoju. Liczyła, że kocica zrobi coś więcej dla grupy, że udowodni swoje intencje i przyczyni się do ich przetrwania. Chciała wierzyć, że wszystko jeszcze może się ułożyć, że z czasem zdołają się zjednoczyć. Miała nadzieję, że w końcu staną się jednością. Jednocześnie jednak wiedziała, że z pewnymi jednostkami nigdy się to nie uda. Jej wzrok mimowolnie powędrował w stronę brata. Serce zabiło jej szybciej, lecz niemal natychmiast odwróciła spojrzenie, jakby bała się, że ktoś zauważy tę chwilę słabości.
≪ ◦ ❖ ◦ ≫
— Witaj, Mglisty Śnie — przywitała się, lekko dysząc i przerywając pracę.
Kocur zerknął na nią z wyraźnym zaskoczeniem.
— Dzień dobry, Jarzębinowy Żarze. Gdy wychodziłem na polowanie, już zaczynałaś kopać… i robisz to do teraz? — zapytał, nie kryjąc zdumienia.
— Oczywiście! To ma być nasz nowy dom, a jeśli ktoś nie przykłada do tego łapy, to co to za dom? — uniosła brew i na moment spojrzała w stronę chorych.
Nie obwiniała ich. Ani trochę. Porywisty Dąb i Poziomkowa Polana może nie polowali i nie budowali obozu, ale każdego dnia robili wszystko, by wrócić do dawnej sprawności. Walczyli, by pewnego dnia znów móc walczyć za ten obóz.
— Masz rację, ale ty i tak robisz już bardzo dużo. Może ci pomogę? — mruknął kocur, przesuwając łapą po jej grzbiecie.
— Właśnie że robię za mało. Dawniej miałam więcej zajęć, a teraz nie mam ich aż tak dużo, więc mogę sobie pokopać. Poza tym mam Stroczkową Łapę do pomocy — wyjaśniła, potrząsając łapą, by pozbyć się ziemi, która utknęła jej pod pazurami.
— Rozumiem, jednak chwila odpoczynku nie zaszkodzi. Może przejdziemy się do rzeki, a przy okazji poszukamy czegoś na posłania? — zaproponował, kierując się w stronę wyjścia z lecznicy.
Jarzębinowy Żar wahała się przez kilka uderzeń serca, lecz w końcu ruszyła za nim. W tym wszystkim Mglisty Sen i Stroczkowa Łapa trzymali ją na łapach. Byli dla niej jak rodzina, bliżsi niż ta, z której pochodziła. Tak naprawdę tylko ich dwoje mogła nazwać prawdziwą rodziną. Rodziną, której nigdy nie miała i jak sądziła, już na zawsze straciła możliwość jej posiadania. A jednak życie miało wobec niej inne plany. Wiedziała jedno: zrobi wszystko, by chronić tę rodzinę. Nawet jeśli oznaczałoby to jej własną śmierć.
<Mglisty Śnie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz