BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płomienna Łapa x Gołębia Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płomienna Łapa x Gołębia Łapa. Pokaż wszystkie posty

23 sierpnia 2025

Od Płomiennej Łapy (Płomiennego Serca) CD. Gołębiej Łapy

— Jasne, tylko w co? Masz na coś ochotę? — zgodziła się towarzyszka, na co ruda szeroko się uśmiechnęła
— Jestem otwarta na propozycje — przyznała po chwili namyślenia.
— To może... może pozbieramy skarby? — zapytała ostrożnie.
Skarby? Nie miała pojęcia, że jakiekolwiek tu są! Na samą myśl jej oczy zaświeciły się wesoło.
— Skarby? Jasne. Tylko szkoda, że nie możemy wyjść same na zewnątrz.
— Możemy tu poszukać... — miauknęła cicho. — Moja siostra kiedyś mówiła, że znalazła w skalnej szczelinie dziwne przedmioty. Mój mentor stwierdził, że musiało to należeć do kota, który już nie żyje…
Oh, tajemnice! Jak bardzo je lubiła. Dwunożni rodzice często coś gdzieś ukrywali, a potem kazali jej tego szukać. Sama nie rozumiała czemu, ale zawsze, gdy przez przypadek coś znajdowała, dostawała przysmak. Chociaż w sumie nie zawsze… Ale kto ją tu skarci!
— O, nawet nie wiedziałam, że nasze obozowisko skrywa takie tajemnice.
Obie kotki wesoło udały się ku skalnym ścianom. Ściany były zimne, gdy badała je łapami, ale starała się to ignorować. Rozglądała się i próbowała doskoczyć wyżej, jeśli czegoś nie widziała. Zerknęła w stronę legowiska uczniów,
''Drzemlik robił tak samo w kuchni'' —  pomyślała. I nagle poczuła coś pod łapami, więc krzyknęła:
— Mam coś!
Czarno-biała kotka podbiegła do Płomykówki. Zipała cicho, co troszkę rozbawiło uczennicę, ale zaraz poczuła się z tym głupio. Nie mogła się śmiać…
— Co znalazłaś? 
Ruda wyciągnęła łapką małe zawiniątko ze szczeliny. Oprócz kurzu i starych liścik, w zawiniątku było kilka ładnych, gładkich kamieni i coś jak wysuszona kora. Właściwie… Nie tego się spodziewała, ale nadal jej się to podobało. Przyglądając się znalezisku, zapytała:
— Jak myślisz, do kogo to mogło należeć?
— Może do kogoś, kto kochał kamienie?
— To na pewno. — Młodsza się zaśmiała. — Sądzisz, że możemy je zachować?
Nie wiele z nich podobało się uczennicy, wiele wyglądało jak wszystkie kamienie, które widziała na treningach, lecz jeden szczególny… Miał coś z domu, chociaż jeszcze nie wiedziała co.
— Chyba tak… — starsza brzmiała niepewnie, lecz kotka szybko odłożyła ten jeden kamień na bok, a resztę podsunęła towarzyszce.
— Więc reszta jest twoja. — uśmiechnęła się i zaraz rozejrzała. — Myślisz, że pozwolą nam wyjść? Tam będzie więcej skarbów!
— Chodźmy się zapytać.
— Jasne! — Płomykówka nie czekała chwili, tylko ruszyła do swojej mentorki.

<Gołębia Łapo?>

15 sierpnia 2025

Od Gołębiej Łapy CD. Płomiennej Łapy (Płomiennego Serca)

Na szczęście przy pomocy Płomień dostała się do medyka i otrzymała odpowiedni zestaw ziół, by zawirowania w jej brzuchu się uspokoiły. Niepewnie zerkała na swoją drugą matkę. Od czasu wojny zdawała się jakaś inna. Taka nieswoja. A mimo to na jej pysiu wciąż widniał uśmiech. Czarna nie potrafiła uwolnić się od myśli, że coś jest nie tak. I z takim głębokim zamyśleniem wyszła od medyka. Nie zdążyła zaczerpnąć powietrza, a ruda pojawiła się koło niej zupełnie znikąd. Krzyknęła wewnętrznie, by nie wyjść na mysi-dudka przy młodszej.
— Już lepiej? — zapytała ze szczerą troską.
Gołębia Łapa nieco zakłopotana powędrowała wzrokiem ku swoim łapą. Nie chciała zmartwić Płomiennej Łapy. Tym bardziej, że jej "złe samopoczucie" było spowodowane taką głupotą. 
— Tak 
— Cieszę się.
Uczennica uśmiechnęła się i otarła przyjacielsko, chociaż niepewnie, o towarzyszkę. Czarna zaskoczona tą interakcją znieruchomiała na uderzenie serca. Niebieskie ślepka jednak wpatrywały się w nią z taką życzliwością, że sama nieświadomie uśmiechnęła się lekko.  
— Chciałabyś może się w coś pobawić? — padła propozycja. 
Czarna zmarszczyła brwi. Niezbyt umiała w te klocki. Zwykle to jej siostry wymyślały dzikie zabawy, których zasad nigdy nie potrafiła spamiętać, a ona brała w nich udział lub nie. Czuła jednak, że jeśli odmówi zakończy to tą świeżą i delikatną znajomość. A Płomienna Łapa zdawała się takim szczerym i dobrym kotem. 
— Jasne, tylko w co? Masz na coś ochotę? — próbowała wybrnąć z tego zawirowania społecznego w sprawny sposób. 
Ruda uśmiechnęła się. 
— Jestem otwarta na propozycje. — oznajmiła młodsza. 
Gołębia Łapa zaczęła prosić Przodków o wsparcie. I co ona miała teraz poczynić? Naciskanie by ruda wybrała wydawało się nie na miejscu. A nie chciała też wyjść na nudną... 
— To może... może pozbieramy skarby? — zapytała ostrożnie.
Na całe szczęście niebieskie ślepka odpowiedziały jej wesołym blaskiem. 
— Skarby? Jasne. Tylko szkoda, że nie możemy wyjść same na zewnątrz. 
Czarna pokręciła ogonem. Faktycznie. Zapomniała o tak ważnej rzeczy. Była takim mysim móżdżkiem. Powinna tak się nazywać. Nerwowo krążyła wzrokiem po obozowisku. Tak szybko zdążyła zaproponować coś niewykonalnego. Nie mogła po raz kolejny ośmieszyć się przed Płomienną Łapą. Jeszcze trochę i nie będzie chciała się z nią zadawać. Musiała wymyśleć coś dobrego... Coś emocjonujące...
— Możemy tu poszukać... — miauknęła cicho w końcu, nie będąc wstanie wpaść na żaden inny pomysł. — Moja siostra kiedyś mówiła, że znalazła w skalnej szczelinie dziwne przedmioty. Mój mentor stwierdził, że musiało to należeć do kota, który już nie żyje... — urwała zdając sobie sprawę co właśnie plecie. 
Proponowała nowej koleżance rabowanie pozostałości po zmarłych. Zaraz uzna ją za kryminalistę i Judaszowa Gwiazda wygna ją z Klanu Klifu! Wpadnie w łapy Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd i zaprzeda im swoją duszę. A tego mama na pewno jej nie wybaczy.
— O, nawet nie wiedziałam, że nasze obozowisko skrywa takie tajemnice. — miauknęła ruda. 
Gołębia Łapa odetchnęła z ulgą. Obie kotki wesoło udały się ku skalnym ścianom. Badały łapkami zimne podłoże, rozglądały się wokół, a czasem nawet próbowały podskakując dojrzeć co było poza ich zasięgiem wzroku. 
— Mam coś!
Podbiegła szybko do rudej. Zatrzymała się zdyszana, zipiąc niezręcznie. Ruda zaśmiała się cicho. Zawstydzona czarna położyła uszy. 
— Co znalazłaś? — próbowała zmienić temat. 
Młodsza kotka wyciągnęła łapką małe zawiniątko ze szczeliny. Pod warstwą pyłu i ususzonych liści znajdowało się kilka ładnych gładkich kamyczków i coś co wyglądało jak kora drzewa. Gołębia Łapa lekko zawiodła się w duchu. Liczyła, że zmarli ukryli coś ciekawszego w kątach ich obozowiska niż coś co znajdowało się niemal na całym ich terenie. 
— Jak myślisz do kogo to mogło należeć? — zapytała Płomienna Łapa. 
Gołąbek zmarszczyła nos. Nie miała bladego pojęcia. Mogło należeć do każdego przypadkowego kota. Nic szczególnego w tym nie było. Kora była zbyt wyschnięta by poczuć na niej jakikolwiek zapach, a kamyki jak kamyki. Takie same jak każde inne. Próbowała mimo wszystko nie dać po sobie poznać rozczarowania tym znaleziskiem. 
— Może do kogoś kto kochał kamienie? — mruknęła niepewnie.

<Płomienna Łapo?>

[ilość słow 624]

[przyznano 12%]

03 sierpnia 2025

Od Płomiennej Łapy CD. Gołębiej Łapy

— Tajemnica — wydukała cicho kotka.
Uniosła brew zaskoczona. Też miała swoje tajemnice, jednak i tak wyjawiała je braciom. Ciężko tak coś wiecznie trzymać w sobie. Przybliżyła się lekko do czarno-białej i przyjrzała się jej.
— Jaka to tajemnica? — zapytała szczerze zaciekawiona.
Nowa towarzyszka jednak nie odpowiedziała, stworzyła między nimi dystans, a Płomykówka poczuła się źle z myślą, że zraziła kotkę swoją ciekawością. Nim zdążyła jednak przeprosić, Gołębia Łapa wymruczała:
— N-nie chcę o tym mówić.
— Jasne, nie ma sprawy — odpowiedziała spokojnie ruda, chociaż nie spuściła z niej swojego wzroku.
Zaciśnięte ślepia kotki i jej postawa dawały Płomykówce znać, że coś jest nie w porządku i chociaż nie wiedziała co, chciała jej pomóc.
— Coś cię boli? Wyglądasz niemrawo — mruknęła po chwili. Zerknęła w stronę obozu i dodała: — Zaprowadzić cię do medyczki?
Czarna kotka spojrzała na nią, jakby zastanawiając się, czemu sama na to nie wpadła. Po chwili jednak uśmiechnęła się słabo.
— Poproszę — miauknęła. — I dziękuję, Płomienna Łapo.
Ruda wstała i zaprowadziła towarzyszkę do jaskini medyków, oczywiście nie chcąc wtrącać się w sprawy prywatne kotki. Gdy medyczki ją przyjęły, wyszła przeczekać procedurę leczenia na zewnątrz. Kręciła się niecierpliwie, póki towarzyszka wciąż siedziała w lecznicy. Cofnęła się nawet, aby pokazać mentorce, że już wróciła. Bawiła się meszkiem, dopóki nie zauważyła, aż czarna kotka nie wychodzi z jaskini. Od razu do niej doskoczyła.
— Już lepiej? — zapytała ze szczerą troską.
— Tak — zapewniła czarna.
— Cieszę się. — Uczennica uśmiechnęła się i otarła przyjacielsko, chociaż niepewnie, o towarzyszkę. — Chciałabyś może się w coś pobawić?

<Gołębia Łapo?>

[244 słów]

[przyznano 5%]

02 sierpnia 2025

Od Gołębiej Łapy CD. Płomiennej Łapy

Siedziała przed wodospadem czując, jak od środka ją skręca. Nieznośne uczucie towarzyszyło jej odkąd wróciła z treningu. Dziwne bulgotanie w brzuchu. Gazy. Ciągle coś się jej odbijało lub jeździło po kiszkach. Ktoś musiał zrobić jej głupi kawał albo czymś się zatruła. Nie chcąc zanieczyszczać powietrza obozowiczom, ani by ktokolwiek słyszał wydobywające się z niej dźwięki, usiadła przed ścianą wody. 
Ku jej zmartwieniu ktoś jednak postanowił jej towarzyszyć. Dosiadła się do niej ruda uczennica. Jedna z trójki rudzielców. Odetchnęła z ulgą, gdy ta się przedstawiła, głupio by było zwrócić się do niej imieniem któregoś z jej braci. 
Ledwo wysapała z siebie swe imię, by przypadkowo nie omsknął z niej żaden bąk. Tylko po to by poczuć, jak robi się jej zbyt gorąco. Pytanie o to co tutaj robiła, wydawało się normalną częścią rozmowy. Gołębia Łapa wolałaby go jednak uniknąć. Prawda była zbyt... zawstydzająca. Musiała skłamać, choć to nigdy nie było dobrym rozwiązaniem. Przynajmniej tak twierdziła będąca już z Klanem Gwiazd Melodyjny Trel. Nieprzyjemne uczucie piekło ją od środka - czyżby Przodkowie już teraz wymierzali jej karę? 
— Tajemnica... — wydukała w końcu. 
Ruda uniosła brwi zaskoczona. Zaciekawiona zbliżyła się lekko. Gołąbek poczuła większą motywację, by powstrzymać chcący wydostać się z niej gaz. 
— Jak to tajemnica? — zapytała ostrożnie. 
Czarna przełknęła nerwowo ślinę. Ah niech to kocią ciekawość. Mogła przewidzieć to pytanie. 
— N-nie chce o tym mówić... — miauknęła cicho, zamykając ślepia na samą myśl, jak obrzydzona byłaby nią nowa znajomość. 
— Okay, nie ma sprawy. — miauknęła kotka, choć jej czujny wzrok pozostał.
Gołąbek czuła go na sobie mimo zaciśniętych ślepi. 
— Coś cię boli? Wyglądasz niemrawo... — urwała na uderzenie serca. — Zaprowadzić cię do medyczek? 
Czarna miała wiele myśli w swoim głupim łebku. Lecz na tak rozsądną sama nie wpadła. Poczuła w środeczku wdzięczność za podpowiedzenie tak mądrego rozwiązania. 
— Poproszę. — miauknęła cichutko. — I dziękuję, Płomienna Łapo. — uśmiechnęła się słabo do koteczki. 

<Płomykówko?>

[ilość słów 303]

[przyznano 6%]

28 lipca 2025

Od Płomiennej Łapy Do Gołębiej Łapy

Płomienna Łapa zaczęła być bardzo ponura, po wszystkim, co zaszło. Chociaż nigdy nie była takim kłębkiem szczęścia jak Świergotek, tak jednak coraz rzadziej próbowała nawiązać jakiekolwiek relacje. Gdy tu trafiła, była przerażona, nie ufała nikomu, oprócz trójki braci, z którymi spędzała cały czas, później jednak inne koty zaczęły przychodzić i ciekawska strona Płomykówki wygrała, więc nawet z nimi zaczęła rozmawiać. Och, jeszcze kilka tygodni temu, jaka była podekscytowana, że będzie mogła zostać wojownikiem! Że będzie mogła strzec swojej nowej rodziny, dbać o bezpieczeństwo braci! Teraz jednak… Chciała tylko zapaść się pod ziemię. Wiedziała, że można być też medykiem, ale w ich klanie nie było takiej możliwości. Od Astrowej Łapy, z którą rozmawiała jeszcze przed mianowaniem, dowiedziała się, że można pobierać naukę w obu tych dziedzinach… I to coraz bardziej kusiło rudą kotkę. Potajemnie przyglądała się medykom, tym jak ratują życia kotom. Tego właśnie chciała, ratować innym życie, nie je zabierać… Nawet jeśli ktoś by ich atakował, nie chciała, by jakikolwiek inny kot przeżywał to samo, co ona przeżyła po stracie Trójki. Na razie jednak była tylko przyszłą wojowniczką. Dlatego, gdy usłyszała, jak ktoś wchodzi, podniosła głowę i zeskoczyła, witając się z mentorką. Zielone Wzgórze była bardzo wyrozumiała, dawała Płomykówce tyle czasu, ile potrzebowała, jednak nie mogla całkowicie rezygnować z treningów, nawet jeśli uczennica bardzo szybko się uczyła.
— Już niedługo będziesz mogła zostać wojowniczką — powiedziała, a to sprawiło, że kotka się najeżyła. Już niedługo będzie zmuszona do walki z innymi kotami… Do krzywdzenia ich i ich rodzin… — Chyba że wolisz jeszcze potrenować… — dodała mentorka, widząc strach Płomiennej Łapy.
— Tak… Nie czuję się jeszcze gotowa… — burknęła, chociaż tylko w połowie była to prawda.
Potrafiła naprawdę wiele rzeczy, już teraz często polowała na zwierzaki, czy wraz z braćmi, gdy ich mentorzy ich wypuszczali, robili zawody, kto szybciej się wespnie na drzewo. I nawet jeśli kotka nie zawsze wygrywała, a jej dużo mniejsza postura nie pomogła, tak jednak przestała się tym przejmować. Zaczęła zauważać plusy, była cichsza, łatwiej się chowała, tym samym łatwiej mogła na coś z zaskoczenia zapolować. Ale nie chciała jeszcze być pełnoprawnym wojownikiem, bo wiedziała, że wtedy… Czasem będzie musiała robić rzeczy wbrew sobie samej…
— No dobrze. Chodźmy więc. — Zielone Wzgórze ruszyła do wyjścia, a Płomienna Łapa tuż za nią.
Razem ruszyli do tuneli. Tego Płomykówka najbardziej nie lubiła. Było strasznie ciemno i wilgotno. Musiała polegać na innych zmysłach… Świergotek akurat zachwalał tunele, ba! Czasem chciał się w nich bawić w chowanego, ale na szczęście, mentorzy im nie pozwalali. Płomykówka wsunęła się do dziury tuż za swoją mentorką i od razu zaczęła nasłuchiwać kroków kotki. Ruszyli dalej bez słowa, kroki odbijały się echem od ścian. Zielone Wzgórze stanęło przy rozwidleniu tuneli.
— No dobrze. Zostań tu, ja pójdę przodem. Musisz się stąd wydostać sama — powiedziała, a kotka pokiwała głową. — Idź za moim zapachem, nasłuchuj moich kroków. Jeśli nie wyjdziesz do godziny, wrócę po ciebie, więc się nie martw. Ale jeśli się zgubisz, musisz mnie nawoływać, żebym cię znalazła…
— W porządku. Dam radę — zapewniła uczennica.
— Dobrze, zamknij oczy.
— I tak nic nie widzę!
— Wiem, ale tak dla pewności. I odlicz do 10.
Kotka nie kłóciła się więcej, zamknęła oczy i w głowie zaczęła odliczać. Słyszała, jak jej mentorka odchodzi, a gdy doliczyła do dziesiątki, otworzyła oczy i ruszyła za szmerem. Nasłuchiwała, skręcała w milion dziwnych zakrętów, uważając na łapy. Jeden zły krok i zgubi trop… Gdy nie wiedziała gdzie iść, używała nosa. Znała zapach mentorki, chociaż mieszał się on z zapachem innych kotów, które niedawno musiały tu ćwiczyć. W pewnym momencie skręciła źle, bo nastała cisza, a zapachy były słabsze. Płomykówka rozejrzała się, chociaż otaczała ją czerń.
— Zielone Wzgórze? — zawołała, a jej głos odbił się echem. Tam! Nie odbił się tak mocno od jednej ściany, była w ślepym zaułku. Delikatnie zawróciła i znów użyła nosa.
Była coraz bliżej wyjścia, czuła to. Zapach morskiej bryzy łaskotał ją w nozdrza, a zapach mentorki stawał się coraz silniejszy. Wreszcie wyszła na światło i zmrużyła przyzwyczajone już do ciemności oczy.
— Już chciałam wracać. — Zielone Wzgórze westchnęło z ulgą. — Wydawało mi się, czy mnie nawoływałaś?
— Zgubiłam się tylko na chwilę — przyznała. — Ale stwierdziłam, że echo nie odbije się tak dobrze, jeśli ściana ma przejście.
— To… Bardzo mądre Płomienna Łapo. — Mentorka polizała kotkę. — Wracajmy.
Wrócili do obozu już normalną drogą, chociaż kotka zauważyła inną uczennicę przed wejściem do obozu, wpatrywała się w fale.
— Mogłabym zostać tutaj? Nie będę się oddalać… — zapytała szeptem.
— Jasne, ale jak wejdziesz, to mi się pokaż.
— Jasne.
Płomykówka pożegnała mentorkę i podeszła do czarno-białej kotki. Usiadła tuż obok i również spojrzała w morze. Widoki tu były naprawdę piękne…
— Ładnie tu — zagadała niepewnie. Chociaż starała się trzymać z dala od innych kotów, tak czuła, że potrzebuję kogoś oprócz jej braci. Może dlatego ta żałosna próba… — Jestem Płomienna Łapa — przedstawiła się.
— Gołębia Łapa… — odpowiedziała cicho kotka.
— Miło poznać. — Płomykówka zamruczała zadowolona. — Co tu robisz?

<Gołębia Łapo?>

[798 słów + nawigacja w tunelach]

[przyznano 16% + 5%]