BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tygrysia Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tygrysia Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

20 sierpnia 2023

Od Tygrysiej Gwiazdy CD. Różanej Przełęczy

W pełni rozumiała postawę Różanej Przełęczy. Nie miała żadnych pretensji do jej prośby o przerwę od obowiązków, bowiem po ujrzeniu na środku obozu zmaltretowane ciało jednej z lepszych wojowniczek, i ją samą ścisnęła za żołądek.
A przecież Czajka była siostrą Róży, więc szylkretka tę stratę odczuła o wiele mocniej. Tym bardziej że jej rodzeństwo od dłuższego czasu miało nieciekawą historię. Węgielek zginął tragicznie zamordowany, Pasikonik zniknęła już jakiś czas temu, a teraz zadziało się... to.
— A więc zamieniam się w słuch, moja niezastąpiona zastępczyni — rzekła, uśmiechając się łagodnie, aby choć odrobinę zejść z tej ciężkiej atmosfery, jaka panowała w klanie od dłuższego czasu.
Szylkretka zaczerpnęła głębszego oddechu. Świst umykający z jej nozdrzy przerwał chwilową ciszę, zwiastując napływ kolejnych słów.
— Bezpieczeństwo — rzuciła. — To jest teraz nasz priorytet. Musimy zadbać o to, by nikt więcej nie doznał krzywdy. Zacznijmy od obozu. Mam wrażenie, że jesteśmy dosyć mocno na widoku. Plus pamiętajmy, że Klan Wilka wie, w którym punkcie naszych terenów śpimy — dodała.
— Dlatego mamy nocne straże. Przeniesienie się w inne miejsce byłoby trudne, aczkolwiek rozsądne. Rozpatrzymy ten problem później, kontynuuj swoją przewodnią myśl — poleciła.
Brązowe ślepia zniknęły na moment za ciemnymi powiekami, a potem, wypełnione powagą, zawiesiły swe spojrzenie na niej.
— Tu jest naprawdę wiele do zrobienia.

***

Przegadała z Różaną Przełęczą niemalże cały dzień. W życiu Tygrys nie usłyszała tyle możliwości na ogrodzenie obozu, byleby żaden wróg się do nich nie przedostał. I choć sprawa była poważna, uśmiech pchał jej się na pysk, słysząc determinację w głosie kotki.
Poniekąd pewnie kierowała nią gorycz po stracie siostry. Czajkowe Zaćmienie zasłużyła na spokojną emeryturę, a niewiadomego pochodzenia byt postanowił uniemożliwić jej osiągnięcia tego.
Ruda chciała jak najlepiej dla klanu, ale wiedziała, że nie ma już tak żwawo myślącego umysłu co kiedyś. Róża przerastała ją swoimi pomysłami, a ona po prostu się na wszystko godziła, ewentualnie wypominając kotce potencjalne wady jej planów, aby przy realizacji wzięła je pod uwagę.
Oddawała coraz więcej w jej łapy. Miała już pewność, że szylkretka jest na wszystko gotowa.

***

Ta noc była ostatnią, którą spędziła w fizycznej powłoce. Połowy nie przespała, rozmyślając nad tym, co ją czeka następnego dnia. Powinna odwiedzić syna, powinna porozmawiać trochę z córką. Bycie liderką to jedno, ale jako matka również musiała się wykazać.
Jej powieki były wyjątkowo ciężkie. Otwarcie oczu zajęło jej sporo czasu, a gdy to się stało, jasność wypełniła otaczającą ją przestrzeń. Nie czuła jednak bólu.
Dookoła niej mignęły kocie sylwetki. Niewyraźne, jakby przezroczyste.
Sama czuła się wyjątkowo lekka. Pierwszy raz od dawna wstała bez bólu w którejkolwiek z kości. Jakby znowu była młoda. To było wyjątkowo przyjemne.
W końcu obraz jej się wyostrzył. Rozpoznała stojące przed nią koty.
Topaz.
Topaz tu był, tak jak obiecał jej w dniu, w którym otrzymała życia.
Najpierw uznała to za sen, a dopiero dłuższa chwila uświadomiła ją, że wcale nie śpi.
Umarła. Zwyczajnie jej żywot skończył się, choć wcale nie czuła się taka stara. Najpewniej świat uznał, że już wystarczająco zdziałała dla klanu.
Pogodziła się z tym, że to koniec. Co prawda czuła, że na ziemi wciąż pozostawiła wiele niedokończonych spraw. Jej dzieci były dorosłe, jednak... Jelonek wciąż nie był sobą, a z Diament jej relacje ostatnimi czasy wydawały się pogorszyć.
Nie była usatysfakcjonowana z tego, jak spędziła swoje życie. Popełniła masę błędów, aczkolwiek czasu nie mogła cofnąć. Już tam nie wróci.

Od Tygrysiej Gwiazdy CD. Zwiędłego Hiacynta

Delikatnie strzepnęła uchem, rozważając dobór słów do swojej odpowiedzi. Była pewna, że żaden z jej argumentów nie usatysfakcjonuje rudego kocura, któremu zależało na dobru brata. Malwowa Łapa prosperował na porządnego wojownika, ale zdaniem Owczej Piersi czegoś mu jeszcze brakowało. Biały był niezwykle miły i z pewnością nie chciał udupić młodzieńca, a jedynie chciał, aby ten w pełni rozwinął swój potencjał.
— Nie uzyskałam aprobaty jego mentora co do mianowania — oświadczyła ze spokojem, nie spuszczając wzroku z tygrysio pręgowanego. Uważnie obserwowała, jak po jego pysku przebiega zmieszane z pogardą niedowierzanie.
— Ale sama przyznałaś przed chwilą, że jest już gotowy — napomniał.
Ponownie skinęła głową.
— Tak, z mojej perspektywy jest, ale to Owcza Pierś ma największy wgląd w jego umiejętności. Rozumiem twoje zaniepokojenie, jednak to tylko i wyłącznie dla dobra twojego brata. To ważne, aby wstąpił na ścieżkę wojownika w pełni przygotowany.
Czuła, że Hiacynt nie jest zadowolony z jej tłumaczenia. Jego spojrzenie, postawa, widoczne spięcie mięśni — to wszystko mówiło samo za siebie. Nie lubiła się kłócić, więc miała nadzieję, że za moment odpuści. Nie chciała dla nikogo źle, wierzyła w swoich wojowników i liczyła na sukces Malwy. Od jego mentora usłyszała ostatnim razem, że kremowy bywa zbyt naiwny, jednakże takowe cechy ciężej jest przepracować.
— Może Owcza Pierś się myli? Nie jest już młody, możliwe, że...
— Tak, wszystko jest możliwe — przerwała mu, woląc uniknąć usłyszenia zbędnych obelg. — Zróbmy tak, Zwiędły Hiacyncie. Przepraszam, że biorę się za to dopiero teraz, jednak jak wiesz, ostatnia wojna przysporzyła nam sporo problemów i nie miałam czasu na indywidualne podejście do czyjegokolwiek treningu. Pójdę jutro z nimi na patrol i sama ocenię, czy twój brat jest gotowy. Jeśli Owcza Pierś będzie uważał inaczej niż ja, przegadam z nim to i postaram się, by Malwowa Łapa jak najszybciej przeniósł się do legowiska wojowników.
Nie lubiła składać takich obiecanek. Nigdy nie była pewna, czy jej słowa nie skończą jako rzucone na wietrze, bo nie na wszystko miała przecież wpływ.
Rudy westchnął, zerkając na nią spod zmrużonych powiek.
— Dobrze. Poczekam do jutra.
Uśmiechnęła się krzywo. Próbował wywrzeć na niej presję? Nie zapomni o swoich słowach, jednak o tym, ile będzie w stanie zrobić, przekona się dnia następnego.

***

Minęło znacznie więcej dni, ale nadeszła w końcu chwila, aby z Malwowej Łapy powstał Malwowy Rozkwit. Przez dłuższy moment rozważała, czy nadanie rodzeństwu członów o odwrotnym znaczeniu nie brzmi jak jakaś uszczypliwość, ale ostatecznie rozwiała swoje wątpliwości.
Kremowy wyglądał na szczęśliwego, rudy również zdawał się podzielać radość brata. Tygrys miała swoje obiekcje, ale zdecydowała się nie mieszać na ten moment w te sprawy.
Poczekała do czasu, gdy emocje po mianowaniu opadły, aby zatrzymać Hiacynta na uboczu obozu.
— Potrwało to dłużej, niż planowałam, ale mam nadzieję, że mi to wybaczysz — mruknęła na powitanie. — Miałabym jednak jedną prośbę do ciebie. Na pewno znasz swojego brata najlepiej ze wszystkich. Wiem, że to miły i dobry kocur, jednak momentami jego dobroć może mu zaślepić rozsądek. Zasłużył na miano wojownika, ale z pewnością będzie cię wciąż potrzebował blisko siebie w życiu.

<Hiacynt?>

04 sierpnia 2023

Od Tygrysiej Gwiazdy CD. Jeleniego Puchu

Długo pochyła się w milczeniu nad dołem, w którym żył jej syn. Z chmur zaczęły spadać pierwsze krople deszczu. Tygrys pozwalała, by te spływały po jej futrze, dalej wpatrując się w zmizerniałą sylwetkę Jelonka. I tak odkąd wrócił do domu, nabrał jakichkolwiek kształtów, karmiony odpowiednio piszczkami ze stosu.
— Tak. Jesteś wolny — stwierdziła, choć nie brzmiała na przekonaną. Wciąż miał ograniczony ruch i możliwości. Wiedziała, że musi w końcu popracować nad odbudową relacji z nim, bo nie mógł całego życia spędzić w dziurze. Poza tym chciała dla swojej pociechy jak najlepiej. Szczególnie po tym, co przeszedł. — Kiedyś będziesz naprawdę wolny.
Wypełnione wieloma emocjami błękitne ślepia spojrzały na nią. Widziała w nich strach, radość i ulgę. Uśmiechnęła się lekko, kładąc się wzdłuż krawędzi rozkopu.
Tę noc spędziła w deszczu, ale przynajmniej była szczęśliwa. Klan odzyskał wolność, a ona swojego syna.

***

Miała w końcu czas, by odwiedzać częściej Jelonka. Nie wisiało już jej nad głową widmo wojny, ani żaden inny klan nie miał nad nimi władzy. Wolność była ciekawym pojęciem, ale była pewna, że to właśnie czuła. Spokój napawał nieustannie jej serce.
Przynajmniej do pewnego czasu.
Chociaż na powrót Leśnego Pożaru i przyjęcie rudej samotniczki zgodziła się od razu, tak długo gdybała nad tym, czy dobrze uczyniła. Widziała, jak kocur wielokrotnie odwiedzał jej syna i ile szczęścia sprawiało to rudemu, a jednak... Wciąż miała masę wątpliwości co do słuszności tej decyzji.
Teraz na dodatek miał kocięta. Rude, a jakby tego było mało, to jeden był kopią Piaskowej Gwiazdy i najwyraźniej najlepszym pomysłem dla rodziców była inspiracja imieniem tej tyranki.
Wzięła ze stosu pulchniejszą wiewiórkę, którą sama dorwała tego ranka na patrolu. Wyglądała dosyć smakowicie, więc liczyła, że jej synowi to podpasuje. Nie był wybredny, ale chciała zapewnić mu wszystko, co najlepsze.
Spał smacznie w swoim dole. Chociaż Tygrys nieustannie marzyła o dniu, w którym ten zamieszka pośród nich, nic nie wskazywało na to, by specjalnie się do tego zbliżali. Cętkowany dalej miewał momenty, w których "Burzak" był dla niego równoznaczny z posiłkiem. Na nią już się nie rzucał, ale wolałaby nie myśleć, co mogłoby się stać, gdyby wpadło do niego jakieś kocię.
— Jelonku, patrz, co dla ciebie mam — zamruczała na powitanie.
— Jeść? — zapytał, zerkając na nią z uśmiechem.
— Tak. Bardzo smaczne jeść — oświadczyła, podając mu posiłek.
W ciszy przyglądała się jego zachowaniu. Nie rzucał się już na danie niczym wygłodniały drapieżca, a w miarę spokojnie je konsumował. Nie rozglądał się co rusz, jakby bojąc się, że ktoś mu zaraz zabierze jedzenie. Wydawał się nie być pochłonięty żadnym stresem.
Oparła głowę o przednie łapy i przyglądała mu się w zamyśle.
— Pożar często cię odwiedza? — zagadnęła. — Dalej go lubisz?

<Jelonku?>

28 lipca 2023

Od Tygrysiej Gwiazdy CD. Różanej Przełęczy

Przez całą okupację odczuwała mocno brak posiadania przy sobie wyszkolonego medyka. Gepardzia Łapa wydawała się wiedzieć wiele, ale jej wiek i brak pochlebstwa na mianowanie ze strony mentorki mocno ją martwił. Tygrys nie mogła dłużej pozwalać swojej miłej stronie rządzić nad rozsądkiem. Musiała postawić szynszylowej sprawę jasno.
— Na razie niech wszyscy odpoczną, gdy będę mieć pewność, że Wiśniowa Iskra ma się lepiej, porozmawiam z nią na ten temat. Jest mądra, warto zaufać jej opinii, choć obawiam się, że dla Gepardziej Łapy na tym stanowisku nie ma już przyszłości — stwierdziła.
Na pewno kotce trudno będzie przejść trening na wojownika, ale w taki sposób ewentualnie przyda im się bardziej, aniżeli siedząc jako wieczny uczeń w legowisku medyka.
Różana Przełęcz po raz kolejny zgodziła się z nią kiwnięciem głowy, po czym pozwoliły sobie rozdzielić się, aby każda z osobna mogła przemyśleć to, co działo się w klanie ostatnimi czasy. Później najpewniej znowu się zetkną, aby podzielić się wnioskami, do jakich doszły.
Ruda lekko uśmiechnęła się, spoglądając na znikającą wśród tłumu futer kotkę. Była dobrym wyborem na zastępcę, a do tego każda rozmowa z nią była przyjemna, nawet jeśli dotyczyła czegoś budzącego niezbyt dobre odczucia. Szylkretka potrafiła się wysłowić i postawić sprawę jasno, co dla Tygrys było znakiem, że w przyszłości podoła roli liderki.

***
przed śmiercią Czajki i przed tym jak Szept pogryzł Lew

W skrócie obecną sytuację w klanie mogła podsumować jednym słowem.
Bagno.
Pamiętała, jak ledwo co robiła za dyplomatkę, gdy Powiew skarżył jej się na Różaną Przełęcz, a ta narzekała na niego. Tygrys zdecydowała się wtedy nie zmieniać kocurowi mentora. Poniekąd zrobiła swojej zastępczyni próbę przetrwania z tymi "bardziej irytującymi" członkami klanu.
Nie spodziewała się jednak, że zakończy się to ciążą kotki.
Wcześniej ruda była zdania, że po tym, jak sama się zakochała i doczekała dzieci, w pełni zrozumiała działanie relacji międzykocich. Teraz jednak jej wiedza zawracała do startowego punktu. To było nazbyt skomplikowane.
Ponadto w międzyczasie Róża zawitała do niej, dzieląc się zmartwieniem odnośnie postawy Lew. Zachowanie jednej z pociech samotniczki rzekomo budziło niepokój, jednak ilekroć Tygrys zaglądała do żłóbka, porozmawiać z młodymi bądź poprzyglądać im się w ciszy, nie widziała nic dziwnego.
Ciężko było jej kryć samej przed sobą uprzedzenie do nich. Wiedziała, że te maluchy w niczym nie zawiniły, ale... Jak Leśny Pożar śmiał kiedykolwiek mówić, że kochał jej syna, a potem iść w krzaki z pierwszą lepszą kotką? W dodatku dobór imienia "Piasek" dla kremowego kocięcia o wykręconych uszach budził w niej zmieszanie.
W końcu i Róża sprowadziła na świat aż piątkę kociąt. Fakt, że żadne z nich nie było w pełni rude, był pocieszający. Miło było widzieć różnorodność w kolorze futer.
Potem jednak zastępczyni ponownie do niej przyszła.
— Dalej uważam, że zachowanie Lew jest niepokojące — powtórzyła, po przekroczeniu progu jej legowiska. Dzieci najpewniej zostawiła z Powiewem, który dobrze radził sobie w roli ojca i Tygrys w najbliższym czasie chciała go w końcu przemianować. Udowodnił im, że nadaje się na wojownika.
— Wydaję się dosyć wyniosła, ale czy to coś złego? Wielu mamy takich i nie stanowią zagrożenia — odparła, choć miała na uwadze, że Róża, mieszkając w żłóbku, widzi znacznie więcej niż ona. — Jestem jednak w stanie uwierzyć, że to, co pochodzi od Leśnego Pożara, jest zł... — ucięła. Nie zdała sobie sprawy, że powiedziała to na głos. — To znaczy... Ich matka jest samotniczką. Nie wiemy, skąd przybyła i jakie metody wychowawcze zna. Na pewno warto mieć na nią oko, to fakt. Ale potrzebuję konkretnych przykładów i dowodów na to, że trzeba uważać na jej córkę.

<Różo?>

11 lipca 2023

Od Tygrysiej Gwiazdy CD. Rozżarzonego Płomienia

Przesunęła wzrokiem po swoim legowisku, zawieszając dopiero po pewnym czasie milczenia spojrzenie na rudej mordce. Widać było, że Żar lata witalności miał już dawno za sobą. Tak samo jak i zresztą ona.
— Ciężko stwierdzić — mruknęła. — Mroczna Gwiazda wydaje się świetnie bawić, podsycając jego nienawiść w moją stronę. Mimo wszystko widzę, że Jelonek coraz więcej się waha. Rozpoznaje mnie, ale czegoś mu zdecydowanie brakuje — stwierdziła, spoglądając na niego z wyrzutem. — Gdyby twój syn nie uciekł jak tchórz z klanu, na pewno by nam jego obecność pomogła — dodała.
Rudzielec trzepnął ogonem w ziemię.
— Pożar nie jest tchórzem. Na pewno miał coś ważnego do załatwienia.
Parsknęła, odwracając wzrok. A to na nią marudzili, gdy broniła buntowniczego zachowania Diament.
— W czasie wojny? Jestem wręcz ciekawa tych jego priorytetów — burknęła oschlej.
Kocur drgnął. Zerknęła na niego uważnie, dostrzegając, że na jego pysku zakwitło zawahanie. Sierść na karku z lekka mu zdębiała, a dolna szczęka bezwładnie opadła.
— No dobra, będę z tobą szczery — westchnął, prostując się. — Pożar odszedł do Klanu Wilka szukać Jeleniego Puchu. Powiedział, że jak go znajdzie, to zniszczy ich za to, co zrobili twojemu synowi.
Zastygła w bezruchu.
Nie bardzo wiedziała, co o tym myśleć. Leśny zrobił to samowolnie, jedynie najwyraźniej informując o swoich planach ojca. Poza tym nic więcej wiadome nie było.
— Ale Jeleń jest teraz tu. Nie sądzisz, że zadomowił się tam i nigdy do nas nie wróci? Skąd wiesz, że nie zdradzi im czegoś na nas temat? Już i tak jesteśmy w kryzysowej sytu...
— On nie zrobiłby czegoś takiego. To mój syn. Ufam mu — odparł, odwracając się do niej plecami. — Męczy mnie ta rozmowa. Jesteś do niego zwyczajnie uprzedzona, ale jeszcze się zdziwisz. Zgaduje, że realizuje drugą część swojego planu — dodał od niechcenia, nim nie pozostawił jej samej.

***

Nadeszła dla nich wolność. Dużo się zmieniło, jej syn dalej wariował, ale wydawało się, że jest coraz lepiej. Pożar wrócił, ale bardzo w poranionym stanie, a do tego nie sam. Zięba okociła się, zasilając ich klan o trzy materiały na przyszłych wojowników.
Przeciągnęła się. Czuła, że powinna porozmawiać o tym wszystkim z Leśnym Pożarem, ale z drugiej strony nie miała na to ochoty. Już jej wystarczyło, że wciąż zadawała się z jego ojcem.
— Jesteś stary — stwierdziła pewnego wieczoru, gdy przesiadywali na skraju obozu, wpatrując się w zaśnieżony krajobraz.
— Ty również.
— Póki pozostaje młodsza od ciebie, jakoś mnie to nie boli — mruknęła.

<Żar?>

12 czerwca 2023

Od Tygrysiej Gwiazdy CD. Różanej Przełęczy

Zastrzygła uszami, na dźwięk głosu swojej zastępczyni. Niespiesznie przechyliła głowę w jej kierunku, zawieszając wzrok na jej spokojnym wyrazie pyska, oczekującym na jakąkolwiek odpowiedź.
Wilczaki. Ich kondycja zdecydowanie się pogarszała, choć niektórzy wciąż zbyt śmiało stąpali po tych ziemiach. Księżyc na niebie bił tej nocy pełnym blaskiem, a gwiazdy tylko dopełniały piękno tego obrazu. Tygrys powtórzyła sobie w myślach wnioski, jakie wyciągnęła z tego, co zdążyła już zauważyć na przełomie ostatnich dni. Stopniowo zwiększano dawkę trucizny w ich pożywieniu, a skutki zaczynały być coraz bardziej widoczne i zaczynały sprawiać jej większą satysfakcję.
— Ciężko stwierdzić. Mroczna Gwiazda z jednej strony ma nas za bandę nieudolnych ofiar, a z drugiej może mieć na uwadze, że nasza bierność jest podejrzana i możemy coś po cichu knuć. Nie powinien nas lekceważyć, ale to, czy do tego doszedł, to już inna sprawa. Jak na razie jest to na naszą korzyść — zauważyła.
Czas był po ich stronie. Czekali na odpowiedni moment, kiedy wrogowie będą na tyle osłabione, że będą mogli uderzyć. Ale nie mogli sobie pozwolić na pochopne działania. Musieli być cierpliwi i obserwować, aż przeciwnicy zaczną padać sami z siebie, a skoro już potykali się o własne łapy, byli na dobrej drodze.
— Nie będziemy dłużej zwlekać, jeśli to cię trapi — zapewniła, choć długo wahała się nad wypowiedzeniem tych słów. — Następnego świtu po zgromadzeniu dokonamy ostatniego kroku. W pierwszej kolejności powiadomimy tych, którzy będą w naszym obozie, o dziwnych zamieszeniach w okolicy ich granicy. Poproszę jednego z uczniów by przybiegł zdyszany i oznajmił o zamęcie. Rozdzielą się najpewniej, część z nich pójdzie to sprawdzić, niektórzy zostaną, a ktoś inny może zapewne zawiadomić ich lidera. Trzeba wziąć pod uwagę każdy ruch, nawet to, że oleją tę sprawę i zostaną, w co jednak akurat wątpię — mruknęła. — Na granice poślemy odpowiednią ilość wojowników, jeszcze w nocy, by nikt tego nie zauważył. Zaatakują ich tam z ukrycia, a wtedy my zaczniemy nasze działanie. W międzyczasie przyda nam się jeszcze jedna grupa, która uderzy w samo serce obozu Wilczaków. Musimy odbić Wiśniową Iskrę i moją córkę. Potrzebujemy sprawnego medyka, bo Gepardziej Łapie trening idzie zdecydowanie za długo i zaczynam powątpiewać, czy w takim przypadku jej leczenie jest jakkolwiek skuteczne — rzekła, marszcząc nos. — Ale to akurat problem do rozwiązania po wojnie.
— Starczy nam wojowników? — spytała szylkretka, spoglądając na moment w dal. — Zakładasz rozdzielenie nas na 3 grupy.
Pokiwała w odpowiedzi głową.
— Przeanalizowałam już to. Później powiem ci, kogo chcę gdzie rozstawić i wezmę pod uwagę twoje spostrzeżenia, jednak starałam się uwzględnić jak najwięcej szczegółów, więc powinno być dobrze — przyznała, biorąc głęboki wdech.
Jej własny spokój ją martwił. Nie była pewna zwycięstwa, miała masę wątpliwości co do słuszności swoich decyzji, jednak nie chciała się negatywnie nastawiać. Jeśli ona zmieni podejście, to może zarazi tą wiarą w sukces innych.

***

Po całodniowym dopieszczaniu planu i poinformowaniu reszty Burzaków o kolejności działań nadszedł czas na atak. Tym razem — jak miała nadzieję — skuteczniejszy niż ten poprzedni. Teraz polegali tylko na sobie, nie było nikogo, kto miałby ich zostawić na pastwę losu, chociaż Tygrysia Gwiazda zdawała sobie sprawę, że często zdrajcy czają się pod nosem.
Zgodnie z planem, uczeń imieniem Gradowa Łapa, wraz z wyznaczoną grupą, w trakcie, gdy większość spała, ruszyli w kierunku granicy. Skryci pod osłoną nocy mieli szansę pozostać niezauważeni. Następnie, gdy nastał ranek, przyszło im czekać. Zadanie terminatora było kluczowe, ponieważ miało na celu wprowadzenie zamieszania i podzielenie sił wroga na mniejsze grupy.
Wilczaków nie było aż tak wielu na ich terenach. Może doszli do wniosku, że źródłem ich osłabień jest Klan Burzy? Tygrys nie narzekała, powinno łatwiej być ich pokonać. Rozglądała się w skupieniu po pałętających się wzdłuż obozu kotach i w duchu dziękowała, że Mrocznej Gwiazdy tu nie było. To zepsułoby znacznie jej wizję.
— Tygrysia Gwiazdo!
Gwałtownie obróciła głowę na dźwięk młodzieńczego głosu. Szylkret wbiegł do obozu, zdyszany, z całkiem dobrze odwzorowanym przerażeniem przyklejonym do pyska.
— Jakaś grupa samotników zaatakowała nasz patrol! — pisnął, skupiając na niej uwagę.
— Gdzie? — zapytała, powtarzając w głowie przygotowaną wcześniej rozmowę.
— Blisko granicy z Klanem Wilka — wymamrotał, co natychmiastowo zwróciło uwagę obecnych wśród nich Wilczaków. Z zainteresowaniem zbliżyli się do nich, nie spuszczając wzroku z ucznia.
Tygrys zerknęła ukradkiem na nich. Czarny kocur i bura kotka wydawali się mocno zdezorientowani. Stali jak dwa kołki, które nie wiedziały, co ze sobą zrobić.
— Powinnam pójść to sprawdzić — orzekła ruda, siląc się na skruchę w głosie.
— Nie kłopocz się. Skoro to blisko nas, sami to sprawdzimy — stwierdził pręgowany, szepcząc coś do swojej towarzyszki, po czym spojrzał na Gradową Łapę. — Gdzie konkretnie ma miejsce ten zamęt? Zaprowadź nas — zażądał, a zaraz to za nim zebrała się kilkuosobowa grupka.
Szylkret przytaknął głową, odwracając się i pomimo zmęczenia ruszył w kierunku, z którego przybył. Rudej pozostało błagać Gwiezdnych, aby ci, którzy tam czekali, bez problemu poradzili sobie z tą gromadą.
Obserwowała burą kotkę z szybko bijącym sercem. Podeszłą do innego wojownika ze swojego klanu, mruknęła coś do niego, a ten chwilę później opuścił ich obóz.
I wtedy rzeź zaczęła się na nowo.
Sama doskoczyła do stojącego w pobliżu kocura. Choć nie była zwolenniczką wojen, tak teraz musiała raz a porządnie zmusić się do zadania kilku mocniejszych ciosów, aby móc w późniejszym czasie choć przez moment zadowolić się spokojem. Była świadoma, że każdy ruch i decyzja miały znaczenie w osiągnięciu zwycięstwa dla jej klanu.
Pozwolili jednemu z Wilczaków uciec. Wiedziała, że zaraz zawiadomi resztę, a wojna przybierze jeszcze szybszego tempa. W tym czasie kolejna grupa, która miała udać się do wrogiego obozu, szykowała się do drogi. Różana Przełęcz miała im przewodzić, bowiem tylko jej Tygrys mogła na tyle zaufać, aby wierzyć, że wszyscy wrócą z tego cało.
Pieczę nad akcją graniczną przyjęła Czajkowe Zaćmienie, która jednak dobrze radziła sobie w walkach, a zastępczyni poleciła jej ją jako godną zaufania do powierzenia tak ważnego zadania.
W tym momencie wszyscy się rozdzielili. Zarówno oni jak i Wilczaki. Z jednej strony szansę wydawały się wyrównane, z drugiej to oni mieli przewagę z uwagi na wdrażany od pewnego czasu w życie plan.
Charknęła, gdy krew spłynęła po jej futrze. Jej własna, z okolic piersi. Cudem uniknęła oberwania w kark. Miała niby życia od Gwiezdnych, ale tak czy siak, każde uderzenie mogło być rychłą śmiercią. Zresztą, jeśli grupa na czele z Różaną Przełęczą nie przyprowadzi im całej i zdrowej Wiśniowej Iskry, to wszyscy skończą jako trupy.
Spojrzała w bok. Liliowe futro jednego z jej wojowników zjawiło się na horyzoncie, zatrzymując się dopiero przy niej. Rumiankowy Wschód przybył przekazać jej wieści odnośnie spraw przy granicy.
— Jak sytuacja u was? — Tygrysia Gwiazda liczyła na sprawną odpowiedź.
— Ci, którzy przybiegli z Gradową Łapą, zostali szybko powaleni i wrzuciliśmy ich do tej dziury co tam była, nie mają za bardzo jak stamtąd na razie wyjść. Potem przybiegło 3 z obozu, ale zaraz to udało nam się ich przegonić. Najpewniej wrócili do siebie, ale nie wiemy, czy nie poszli po większą grupę — westchnął Rumiankowy Wschód.
Ruda skinęła z wdzięczności głową. I do ich obozu wtargnęła kolejna liczba tych śmierdzących kundli.
— Dziękuję ci, jeśli cokolwiek się u was zmieni, wyślij tu kogoś jak najszybciej, by dał nam znać — mruknęła, obserwując, jak krew coraz to bardziej zalewa ich obóz. Już drugi raz karmili tę ziemię zwykłą nienawiścią.
Nie zostawiła swoich wojowników samych. Z ulgą zauważyła, że Wilczaki, które dotychczas ochoczo podjadały im ze stosu, niemalże same padały na ziemię od najlżejszych uderzeń. Trucizna działała.
Wstawali, chwiali się i próbowali uciekać.
Ani razu nie ujrzała Mrocznej Gwiazdy. Go obawiała się najbardziej, nie znosiła ich dziwnych taktyk, które z pewnością wypracowali przez te wszystkie księżyce. Sama, gdy cały ten chaos się skończy, zadba o sytuacje w klanie i rozwój niektórych wojowników.
Smak zwycięstwa zawitał na ich językach. Klan Wilka po prostu się wycofał. Ktoś zażądał odwrót, i posłusznie zbiegli z pola bitwy. To wszystko było dziwne, ale od połowy bitwy Tygrys odbierała wrażenie, że wrogowie sami nie wiedzą, co chcą zrobić. Zdawali się ospali i niezbyt skupieni, co zadziałało na ich korzyść.
Milczeli przez dłuższą chwilę. Nikt nie wiedział, czy to pora świętować, dopóki pozostałe grupy nie wpadły zakrwawione przez główne wejście.
Serce rudej zabiło mocniej na widok dwóch porwanych kotek. Wiśniowa Iskra wyglądała okropnie bez oka i Tygrys nawet nie chciała myśleć, jakie katusze ich medyczka musiała przeżywać w obozie. Przeklnęła w myślach, bowiem nie tak dawno Szakali Szał dała jej znać, że szylkretce nic nie jest. Diamentowa Grota pomimo kilku zadrapań, nie zdawała się być oszalała niczym jej brat po "odwiedzinach u wujka”. Wyglądała na wychudzoną i przerażoną, ale w jej oczach iskrzyło nadzieją, odkąd tylko postawiła łapę w obozie.
Liderka ledwo co powstrzymała się od łez. Nie mogła ukazywać tej słabości, ale i tak podeszła śmiało do córki i przytuliła ją do siebie.
— Wrzosowa Rzeka zginął, miał za dużo obrażeń i udało mu się tylko dojść do granicy, dwójka wojowników za niedługo go tu pewnie doniesie — oznajmiła zastępczyni, patrząc na nich w skupieniu.
Wśród nich poległym okazał się również Pochmurny Taniec. Odzyskali tak po prostu wolność, za cenę dwóch żyć. Brzmiało to okrutnie, ale porównując te bitwę do ostatniej walki, straty były mniejsze. Mieli na uwadze, że prędzej czy później Wilczakom może zechcieć się zemsty. Mimo to sporo wojowników wydawało się uradowanych obecnym stanem, pomimo straty pobratymców w boju.
Tygrys uśmiechnęła się niepewnie i choć z całego matczynego serca chciała spędzić chwilę z córką, musiała dopełnić formalności. Nie mogli spoczywać na laurach.
Poczekała, aż emocje opadną, i ukradła Różaną Przełęcz na bok.
— Trzeba obstawić na noc obóz z każdej strony i pożegnać godnie Wrzosową Rzekę i Pochmurnego — rzuciła, rozglądając się po pokaleczonych wojownikach. — Sama mogę stanąć na straży, mam jeszcze dużo sił. Powiedz mi jednak dokładnie, jak miała się walka na twojej stronie? Tutaj wszystko przebiegło szybko i podejrzanie bezproblemowo. Czy natknęłaś się na Mroczną Gwiazdę? — spytała, nie kryjąc zmartwienia. Z uwagą przyglądała się ciału kotki, której futro gdzieniegdzie pozlepiane było krwią.
Poza tym dziwił ją brak Klifiaków. Czy Klan Wilka w tej walce zrezygnował z ich pomocy? Nie zdążyli nikogo wysłać po pomoc, zbyt zajęci odparciem ich buntu? Nadmiar tych pytań ją niepokoił, jednak obiecała sobie pozostać czujną, przynajmniej do czasu następnego zgromadzenia.

<Różo?>


Przebieg wojny:
Pierwsza wyznaczona przez liderkę Burzaków grupa wyrusza nocą na granice z Klanem Wilka>>>Za dnia Gradowa Łapa przybiega zdyszany do obozu, informująć o rzekomym ataku grupy samotników w okolicy granicy. Wilczaki obecne w obozie dzielą się na dwie grupy, pierwsza z nich biegnie wraz z uczniem na granicę, ktoś inny wraca do obozu zawiadomić o ataku>>>Na granicy Wilczaki wpadają w pułapkę i zostają powaleni, kolejni, którzy przybyli, wycofują się z uwagi na przewagę liczebną wroga>>>Burzaki walczą zaciekle we własnym obozie>>>Kolejna grupa burzaków wyrusza na atak do obozu Wilczaków, odzyskują dwie pojmane na poprzedniej wojnie kotki>>>Nigdzie nie ma śladu po Mrocznej Gwieździe, Wilczaki są w rozsypce i wycofują się z obozu Burzaków>>>Klan Burzy odzyskuje wolność.

 
Klan Burzy
Grupa walcząca w obozie Burzaków: Tygrysia Gwiazda, Pochmurny Taniec, Długie Rzęsy, Narcyzowy Splot, Tropiący Szlak, Płonąca Pożoga, Koniczynowa Łąka, Malwowa Łapa, Słoneczna Łapa
Grupa walcząca na granicy: Czajkowe Zaćmienie, Rumiankowy Wschód, Kwiecisty Pocałunek, Makowa Furia, Sójczy Szczyt, Lisi Ogon, Gronostajowa Bryza, Kurza Pogoń, Gradowa Łapa
Grupa walcząca w obozie Wilczaków : Różana Przełęcz, Wrzosowa Rzeka, Końskie Kopyto, Mżyste Futro, Drozdowy Szept, Owcza Pierś, Wyrwana Dusza, Ostowy Pęd, Zwiędły Hiacynt
Zmarli: Wrzosowa Rzeka, Pochmurny Taniec
Uwolnieni: Wiśniowa Iskra, Diamentowa Grota


Klan Wilka
Grupa walcząca w obozie Burzaków: Rzeczny Wir, Frezjowy Płatek, Błękitny Ogień, Szeleszczący Wiąz, Jadowita Żmija, Jabłoniowa Łapa, Olszowa Kora, Pajęcza Łapa,
Grupa walcząca na granicy: Czerwona Róża, Wroni Trans, Koszmarny Omen, Wieczorna Mara, Ostra Łapa, Chłodny Omen
Grupa walcząca w obozie Wilczaków: Bielicze Pióro, Płonąca Dusza, Lwia Grzywa, Ważkowe Skrzydło, Chryzantemowa Krew, Gronostajowy Taniec, Mętna Łapa, Cedrowa Łapa, Kukułcza Łapa, Wilcza Łapa, Różana Łapa, Szakali Szał, Stokrotkowa Polana, Wiśniowy Świt, Irgowy Nektar, Sosnowa Igła, Różana Łapa, Gęsi Wrzask
Zmarli: Krzaczasty Szczyt, Drżący Liść, Bukowy Pień, Wiśniowy Świt

28 maja 2023

Od Tygrysiej Gwiazdy CD. Różanej Przełęczy

Wpierw dotarł do niej dźwięk jej głosu. Nie spojrzała na nią od razu, pozwalając sobie jeszcze przez chwilę na składanie chaotycznych myśli w spójną całość. Wiedziała, że to Różana Przełęcz, choć jej ciche, niemalże niesłyszalne kroki, wydawały się na ten moment obce. Odkąd wrogi jednostki zagościły na stale w ich obozie, każdy szmer zdawał się oznaką zagrożenia.
Tygrysia Gwiazda spojrzała na szylkretkę z powagą, świadoma ciężaru sytuacji, w jakiej się znaleźli. W jej oczach emanowało od sztucznego spokoju, jakim starała się przekazać zastępczyni, że jeszcze z tego cało wyjdą. Próbowała nie tracić nadziei pomimo swojego realistycznego spojrzenia na świat.
— Co teraz? — spytała wprost, jednocześnie spoglądając za siebie, jakby podsłuch miał kryć się za rokiem. — Jaki jest plan? — doprecyzowała, wpatrując się w nią wyczekująco.
Srebrna zawahała się, powoli przenoszą na nią swój wzrok. Paskudna rana na tylnej nodze czarniawej wywołała u niej lekkie wzdrygnięcie. Tak wielu niepotrzebnie ucierpiało.
— Chciałabym ci powiedzieć, że wiem, co trzeba zrobić, ale byłoby to kłamstwem — ujęła okrężną drogą, patrząc na własne zadrapania zdobiące w głównej mierze jej łapy. — Na razie jedyne co możemy, to uśpić ich czujność. Jesteśmy zbyt osłabieni i skrzywdzeni, by walczyć teraz o wolność — stwierdziła, choć sam fakt utraconej przez nich rzeczy wzbudzał w niej zawstydzenie. Nie warto było polegać na sojuszach, nawet wspólny wróg nie łączył na tyle blisko, by mogli liczyć na czyjekolwiek wsparcie.
Usiadła, a Róża przyłączyła się nieopodal niej, choć drżenie jej ogona zdradzało, że tkwienie w tych okolicznościach w jednym miejscu nie napawało jej radością.
— Najpierw musimy wzmocnić nasze szeregi. Część naszych wojowników jest ranna, a przy jednej niemianowanej medyczce ciężko zapewnić im odpowiednią opiekę. Jedyne co mogę im dać, to czas na wyzdrowienie — mruknęła. — Ja sama potrzebuję czasu, by to przemyśleć.
Różana Przełęcz wydawała się słuchać uważnie.
— A co z zakładnikami? — zapytała. — Brak nam swobody w łapach, dopóki oni są tam.
Tygrysia Gwiazda kiwnęła głową, zgadzając się z jej słowami.
— Owszem, ta kwestia stanowi spory problem, ale póki jesteśmy osaczone we własnym domu, sprawy poza nim są nierealne do załatwienia. Nie chcę, by moje drugie dziecko skończyło jak wygłodniałe zwierzę ze wścieklizną, a bez medyczki jesteśmy jak bez kończyn, ale chwilowo ich nie uratujemy.
Nie lubiła odpowiadać w ten sposób. Zdawała sobie sprawę, że brzmiało to jak puste obiecanki w stylu „Jeszcze będzie dobrze, ale nie teraz”. Czas niestety nigdy nie grał na ich korzyść.
— Chciałabym na razie, żebyś zorientowała się, komu możemy ufać — zaczęła. — Nie wątpię, że wielu jest dogłębnie oddanych klanowi, ale są i tacy, co w ostateczności wygadaliby o nas wszystko. To jedyne, o co na razie cię proszę — mruknęła, po raz kolejny spoglądając na jej ranę. — I odpocznij. To potraktuj jako swój obowiązek — zaleciła.

***

Wypatrzenie momentu, w którym okolice legowiska medyków były czyste, trochę jej zajęło. Przeciągnęła się, niespiesznie, próbując po raz ostatni poukładać w głowie swój plan działania. Ostrożnie stawiała kroki, starając poruszać się bezdźwięcznie.
Zajrzała do miejsca bytowania szynszylowej kotki i cicho odchrząknęła, skupiając jej uwagę na sobie.
— Mam do ciebie sprawę, Gepardzia Łapo — odezwała się cichym głosem, strzygąc uszami za siebie. Próbowała wyłapać każdy dźwięk w otoczeniu, aby przerwać mówienie w razie potencjalnego zagrożenia. — Czy wśród tych zbiorów znajdują się zioła, które zdołają osłabić kota?
Uczennica wytrzeszczyła z lekka oczy, niepewnie potakując głową.
— Doskonale. Przygotuj proszę kilka takich i skryj je gdzieś w kącie, aby nikt ich nie znalazł. Wrócę tu w nocy — oświadczyła, czekając, aż ta po raz kolejny bez żadnego dopytywania skinie jej głową.
Ruda wyszła po chwili milczenia, powtarzając sobie w głowie wszystko. To była ich jedyna nadzieja na to, że wróci im wolność. Musiała jeszcze odnaleźć tylko jedną istotę, której jak na razie najbardziej ufała. Nie żałowała, że to właśnie Różana Przełęcz została jej zastępcą i kiedyś obejmie rolę lidera.
Szylkretkę znalazła na uboczu, na jej szczęście całkowicie samą.
— Dzisiaj zaczynamy — rzekła, siadając przy niej.
Ta spojrzała na nią wyczekująco, ale nie odezwała się, dając jej kontynuować wypowiedź.
— Minęło już wystarczająco wiele czasu, by większość z nas odzyskała siły. Krnąbrność Wilczaków wkrótce ich zgubi, skoro coraz to śmielej podwędzają nasze jedzenie i zapasy medykamentów — mruknęła. — Poprosiłam Gepardzią Łapę o odstawienie kilku ziółek na bok. Musimy poinformować naszych, by nie tykali z rana niczego ze stosu, a jedzenie przez noc podtrujemy. Osłabimy ich na tyle, by pokonanie ich było tylko kwestią krótkiego ataku.

<Różo?>

27 maja 2023

Od Tygrysiej Smugi(Tygrysiej Gwiazdy) CD. Szakalego Szału

Uśmiechnęła się słabo.
Kotka wydawała się świeżo mianowana. Taka, która skorzystała z przywilejów bezkarnego opuszczania obozu i śmiało zwiedzała granicę klanu. Stąpała jednak ostrożnie, nie wydawała się skora do przekroczenia ich — takie przynajmniej wrażenie miała Tygrys, obserwując uważnie przemieszczającą się w zasięgu jej wzroku właścicielkę złotego futra.
— Bystra jesteś — stwierdziła, a w jej głosie nie było ani krzty kpiny. Powiedziała to ze zwyczajną grzecznością. — Nic dziwnego, że zostałaś wojowniczką. Na pewno daleko zajdziesz, choć nie powinnam ci tego życzyć jak członkowi wrogiego klanu — mruknęła i z westchnieniem zawiesiła wzrok w dal. — Wbrew pozorom na granicach bywa najspokojniej i najciszej. Łączysz przyjemne z pożytecznym, da się pomyśleć i sprawdzić, czy nic złego się nie dzieje — mruknęła.
Szakal pokiwała głową.
— Masz na swój sposób rację. Jest tutaj cicho, nawet za cicho... biorąc pod uwagę pewne okoliczności. — Złota wywijała uszami za siebie, zmieniając co szelest kąt ustawienia. — Niedługo zaczniemy ze sobą walczyć, a niewinne koty poginą w bitwie. Muszę przyznać, że dziwię się twojej postawie, którą ukazałaś wtedy na zgromadzeniu. Czemu wypowiedziałaś wojnę jako zastępczyni? Przecież nie ty rządzisz klanem.
Taka była prawda. Tygrys to wiedziała, Burzacy to wiedzieli i wszyscy z innych klanów. Przyczyniła się do tego, aby wizja bitwy przestała być już tylko zwykłą pogróżką, a przeobraziła się w prawdziwe czyny. Wkrótce każdemu, kto rzuci się w wir walki, przyjdzie zasmakować krwi.
Czy gdyby mogła cofnąć czas, powstrzymałaby się od wypowiedzenia tych słów?
Możliwe. Istniało na to jednak znacznie o wiele mniejsze szanse niż na to, iż znowu zrobiłaby to samo.
Tu nie było miejsca na usprawiedliwienia „Każdemu zdarza się popełnić błąd”.
Na pozycji, którą zajęła, to nie tylko ona ponosiła konsekwencje. Cały klan obrywał.
— Bo jak się stawia pierwszy krok, to trzeba i zrobić następny — westchnęła, mrużąc oczy.
Kamienna Gwiazda po dziś dzień nie skrytykowała tego, co się stało. Sama wcześniej wspominała, że Klan Wilka nie może sobie ot, tak z nimi pogrywać, więc w tamtym pamiętnym momencie Tygrys pozwoliła zadziałać presji i powiedziała o te dwa/trzy zdania za dużo.
Widziała, że dla Szakalego Szału i tak coś nie grało. Kotka skrzywiła się, a kącik jej nosa zadrżał. Najwyraźniej zamierzała odpowiedzieć na to jakkolwiek, ale nagły szelest w pobliskich krzakach i gwar rozmów spłoszył je obie. Każda wycofała się w kierunku własnego obozu, a ich spojrzenia po raz ostatni zetknęły się, nim stały się dla siebie odległymi punktami.

***

Pyski Wilczaków stały się dla niej znajome. Ich widok stał się elementem jej rutyny. Rozpoznawała tych, którzy najczęściej przybywali na ich terenach i najbardziej korzystali z uzyskanych przywilejów. Te same koty, szydzące z ich nieszczęścia i szczycące się zwycięstwem.
Poniekąd niepokoiła ją potęga, jaką uzyskali. Bez problemu zmietli ich pod ścianę, a teraz poprzez liczne zastraszania utrzymywali swoją pozycję. Tygrys długo zwlekała z wymyśleniem czegoś sensownego na poprawę ich sytuacji i utwierdziła się tego ranka w przekonaniu, że samym myśleniem nic nie zdziała.
Zakres kotów, którym ufała, był dosyć ograniczony. Mogłaby nawet stwierdzić, że na ten moment kończył się on na Różanej Przełęczy. Niektórzy, choć byli jej całkiem bliscy, stawiali swoje własne dobro ponad klan i w razie zagrożenia nie miała pewności, czy nie wygadaliby się z ważnych spraw wrogom.
Zastrzygła uszami, dostrzegając jej tak dobrze znaną złotą sylwetkę.
Szakali Szał była dla niej zagadką. W jakiś sposób wyróżniała się na tle swojego klanu, nie tylko przez specyficzny wygląd, ale zwyczajnie nie wprawiała Tygrys w irytację jak reszta.
Rozejrzała się niespiesznie, czy teren był względnie czysty. Nie potrzebowała, by zaraz to Mroczna Gwiazda rozpoczął swój nużący monolog za zaczepianie jego wojowników.
Do kotki podeszła okrężną drogą. Choć nikt nie stał na prostej linii, wolała w pierwszej chwili nie dać po sobie poznać, że to właśnie do niej zmierza. Im bliżej jednak była, tym bardziej czuła, że czyjś wzrok spoczywa na jej grzbiecie.
— Szakali Szale — odezwała się cicho, dyskretnie kierując na nią spojrzenie. Gdyby okoliczności były inne, mogłaby dodać, że miło ją jej widzieć. Gdy jednak stali na terenie jej klanu, a tym bardziej obozu, miała ochotę przepędzić ją na drugi koniec lasu. — Nie będę owijać w bawełnę. Mam jedno pytanie — oświadczyła, lekko się prostując. Zawsze wydawało jej się, że jest niska, lecz stojąc przy kotce, odkryła, że da się osiągnąć jeszcze mniejsze rozmiary. — Czy z Wiśniową Iskrą wszystko w porządku? Mam na myśli fizycznie — doprecyzowała. — Czy nikt jej nie skrzywdził? Proszę, udziel mi tylko tej jednej, szczerej odpowiedzi. 

 <Szakal?>

10 kwietnia 2023

Od Tygrysiej Smugi(Tygrysiej Gwiazdy) CD. Rozżarzonego Płomienia

Zastrzygła uchem, słysząc jego słowa. No tak, do młodych to on już nie należał. Ona zresztą też, ale wciąż miała przed sobą jeszcze trochę księżyców życia, nim rzeczywiście będzie można określić ją mianem niedołężnej staruszki. Miała jeszcze wiele rzeczy do zrobienia, więc wypadałoby wykorzystać ten czas jak najlepiej.
— Nie mam ci tego za złe, to w końcu czynnik niezależny od ciebie — zauważyła, spoglądając w zachmurzone niebo.
Brzydka pogoda była idealnym odzwierciedleniem tego, co miało nastąpić. Wojna, krew i sama rozpacz. Wolała bardziej pokojowe rozwiązania, ale w czasie zgromadzeń nie było na nie miejsca. Niestety, to zaszło za daleko i choć jej wnętrze cierpiało, a ona dalej stroniła od walki, to wiedziała, że dla klanu i dla syna trzeba się poświecić. Niby od czegoś miała pazury, ale czy ich funkcji nie można byłoby ograniczyć do samych polowań?
— Liczyłem na spokojną starość, a mam... to — sarknął, uśmiechając się słabo. — No proszę, pani "stwórzmy pokój na całym świecie" wywołuje wojnę — parsknął, a sierść na jej karku mimowolnie drgnęła.
— To nie jest śmieszne. Cud, że Kamień nie zrzuciła mnie z fuchy zastępcy za tak poważną samowolkę — mruknęła, wpatrując się we własne łapy. Już wkrótce przekona się, ile jest w stanie nimi zrobić.
— Nie zrobiłaby tego. A wojna była nieunikniona, to była jedynie kwestia czasu — stwierdził.
Westchnęła, zaciskając zęby. Może i miał rację, może i nie, ale ona nie mogła czasem znieść tego poczucia winy. Jeśli ktoś zginie, to przez nią.

***

Nie mieli Wiśniowej Iskry ani jej córki. Tygrys nie bardzo potrafiła zadecydować, co sądzi o Gepardziej Łapie. Kotka miała ponad 40 księżyców i dalej była uczennicą. Gdyby nie okoliczności, ruda próbowałaby zaingerować w to, jednak na razie potrzebowali kogokolwiek, kto znał się na medycynie w mniejszym bądź większym stopniu.
Potrzebowała porozmawiać. Na jakikolwiek temat, byleby na chwilę nie myśleć o tym chaosie. Ostatnie czasy zabrały jej wielu bliskich, ale wciąż miała pod łapą Rozżarzonego Płomienia. Kocur na szczęście przeżył napad na obóz, toteż do niego poszła na krótką pogawędkę.
— Masz chwilę czasu? — zagadnęła go.
Spojrzał na nią wymownie.
— A czy wyglądam, jakbym miał coś do roboty w aktualnym momencie i przy obecnych warunkach?
Rozejrzała się. Rzeczywiście, głupie pytanie z jej strony.
— Chodź gdzieś ze mną — poprosiła. — Gdziekolwiek, gdzie nie usłyszy ani nie dojrzy nas żaden Wilczak. Mam dosyć bycia liderką, przy której klan się wali. Mam dosyć Mrocznej Gwiazdy i tego, jak pewnie stąpa po naszych ziemiach — wyrzuciła, krzywiąc się na ton własnego głosu. Taka ekspresja nie pasowała dorosłej kotce, będącej przywódcą tak dużej grupy. — Dlatego chcę, czy też muszę nawet, z tobą porozmawiać — oświadczyła. — O czymkolwiek. Możesz nawet pomarudzić sobie na nierudych, przeżyję to. 

<Żar?>

Od Tygrysiej Smugi(Tygrysiej Gwiazdy) CD. Zwęglonego Kamienia

Porą Nagich Drzew
Powolnym krokiem przedzierała się przez zaśnieżone obozowisko, gapiąc się tępo we własne łapy, które ledwo co dostrzegła w grubej warstwie białego puchu. Rozmowy klanowiczów w temacie Jeleniego Puchu ograniczały się do "Pewno zdechł", a i to słyszała coraz rzadziej. Kładła nisko uszy, spoglądała na nich markotnie, ale nic nie mówiła.
Ona nadziei nie traciła. Musiał żyć.
— Przykro mi.
Zastygła, słysząc znajomy głos. Niespiesznie podniosła głowę i skierowała wzrok na sylwetkę kocura, który ze swoim czarnym futrem idealnie kontrastował z pokrytym bielą krajobrazem. 
— Czemu ci przykro? — spytała, choć jej podświadomość sugerowała jej, jakiej kwestii dotyczyły te słowa. — Albo zapytam inaczej. Za co ci przykro?
— Za twojego syna — odparł, wahając się. — Musi ci być ciężko, skoro tyle go już nie ma. 
Cichy świst opuścił jej nozdrza.  
On też zapewne stracił już wiarę. Wiedziała, że chciał okazać jej jak najwięcej wsparcia i bardzo to doceniała, choć nie czuła potrzeby, by okłamywał ją tylko dlatego, by jej było lepiej. Miał prawo myśleć to, co myślał, ale ona nie musiała się z tym zgadzać. 
— Owszem, jest. Ale jak wróci, to mi przejdzie — mruknęła, dokładnie podkreślając fakt, że na pewno go jeszcze kiedyś ujrzy. — Dzięki Węgiel za miłe słowa — rzekła mimowolnie z czystej grzeczności. 
Skrzywiła się, słysząc głos Czarnowroniego Lotu. Nawoływał swojego partnera, jakby samo to, że ten rozmawiał z nią przez krótką chwilę, było największą zbrodnią tego świata. 
Patrzyła w ślad za przyjacielem, a potem, jakby nigdy nic, ruszyła po raz kolejny na patrol, który pod przykrywką polowania miał przysłużyć się poszukiwaniom. Chociaż śnieg prószył coraz mocniej, a widok stawał się bardziej ograniczony, ona nie zamierzała siedzieć w obozie.
 
***

Spoglądała w uklepaną ziemię na wrzosowiskach. Miejsce pochówku Zwęglonego Kamienia, jej przyjaciela, którego problemów najwyraźniej nie zauważyła w momencie, w którym swoje całe skupienie przekierowała na szukaniu syna. 
A przecież od samego początku widać było, że z rudym partnerem kocura było coś nie tak. I jak zwykle mądrzy byli dopiero po tragedii. 
— Przepraszam cię, Zwęglony Kamieniu — wymruczała, mrużąc oczy i biorąc głęboki wdech. — Przepraszam, że nie zareagowałam. 
Pozwoliła sobie posiedzieć tu do późnej nocy. Skoro rodzina zdążyła się już z nim pożegnać, było tu wyjątkowo spokojnie. Rzekłaby, że siedzi w samotności, ale było to kłamstwem. Póki oskarżycielskie myśli krążyły w jej głowie, nie czuła się sama. 
 
Żegnaj przyjacielu :c

Od Tygrysiej Smugi(Tygrysiej Gwiazdy) CD. Jeleniego Puchu(Puszka)

Nie widziała go tyle czasu.
W szale bitwy zdążyła ujrzeć w przelocie srebrnorude futro, jednak cała postura nie do końca przypominała jej syna. A prędkość, z jaką poruszał się kot, nie ułatwiała jej identyfikacji. Widziała łapy, krótki ogon, a zarazem masę blizn, które jako jedyne nie pasowały jej do Jelonka. Poza tym mógł być to zwykły zbieg okoliczności, bądź jej urojenia.
Gdy było po walce, której finał nie okazał się dla nich korzystnych, nie otrzymała nawet chwili spokoju. Nie miała kiedy przystanąć, pomyśleć w ciszy co dalej, a przede wszystkim: jak wypędzić panoszące się po ich terenach Wilczaki? Wciąż przeżywała szok i ledwo co kontaktowała z rzeczywistością. Tyle śmierci, zupełnie niepotrzebnych. Tak wielu straciło życia, tak wiele razy krew złączyła się ze słonymi łzami i to zupełnie na nic.
Bo pomimo możliwość spotkania po księżycach rozłąki z synem, wcale go nie odzyskała. A przynajmniej tego nie czuła.
Musiała znosić obecność Mrocznej Gwiazdy, gdy sam zapewnił, że pokaże jej, w jakim stanie jest Jeleni Puch. W zadowoleniu, które gościło na jego pysku, kryło się wiele podstępu, ale zniszczone tęsknotą matczyne serce nie potrafiło wziąć tego pod uwagę. Jedynie biedny rozsądek, jak zwykle zagłuszony, starał się zachęcić ją do skrycia się w kącie obozu i przeanalizowania tego na spokojnie.
I to, że powinna tak zrobić, zrozumiała dopiero wtedy, gdy ujrzała swe dziecko w pełnej okazałości.
— Bardzo chciałaś odzyskać swojego syna, Tygrysia Gwiazdo — miauknął lider klanu Wilka. — Więc proszę, daję ci go. Ale radziłbym uważać, bo gryzie — zamruczał.
Sam jego ton głosu nie wskazywał jej na nic dobrego. A widok...
Nie mogła nazwać tego swoim synem. To znaczy, jej matczyne, czułe serce odżyło, ale na tym tak naprawdę był koniec. Ten wygłodniały, dziki wzrok. Wysunięte zębiska i pysk usmarowany krwią. Jelonek, to małe dziecko, które nigdy nikogo by nie skrzywdziło, nie mógł stać się tym, co stał przed nią.
Nie chciała się zresztą rozklejać przed Mroczną Gwiazdą. Utrzymała emocje na wodzy, hamując w sobie obrzydzenie.
— Nie w takim stanie go straciłam — zauważyła z lekką oschłością. — Mój syn był kotem, niewygłodniałym drapieżnikiem — dodała, a mimo to nie potrafiła oderwać od niego wzroku. Po tylu księżycach wrócił do niej. — Jeleni Puchu — powiedziała to imię, uważnie obserwując jego reakcje.
To błękitne ślepie... Tylko jedno, bo w miejscu drugiego pozostał pusty oczodół. Nie było w tej jasnej tęczówce słodyczy, czułości i zainteresowania światem. Nie chciała wiedzieć, ile krzywd przeszedł, żeby dojść do takiego stanu.
Ślina kapała mu z pyska, mieszając się z krwią. Zrobił kilka kroków naprzód, co natychmiastowo wzbudziło jej czujność. Nawet poruszał się inaczej, niż kiedyś. Zarazem pewnie, ale i ostrożnie.
A potem zasyczał wrogo na kocicę i rzucił się w jej stronę, ogarnięty pierwotnym szałem.
Uskoczyła w ostatniej chwili przed ostrymi zębami. Zębami jej własnego syna.
— Gdybyś tylko, Tygrysia Gwiazdo, miała trochę oleju w głowie, nie pozwoliłabyś, by do tego umysłu przesiąknęła dyskryminacja nierudych, z której jesteście tak znani. Bo gdyby nie ona, twój synuś dalej spałby sobie w bezpiecznym legowisku wojowników. Nie pozwoliłabyś też, żeby miał jakiekolwiek kontakty z Zakrzywioną Ością. Ale Jeleni Puch; nie, Puszek, z miłą przyjemnością zdradził mi, że jest w rzeczywistości twoim synem. I zarazem siostrzeńcem Rysiej Pogoni. To były tylko... Odwiedziny u własnego wujka. — Uśmiechnął się. — Widzę dobrze, co czujesz na jego widok. Możesz próbować to ukrywać, ale to nie umknie mojemu wzrokowi. Cóż to za matka, która wzgardza własnym synem? Pamiętasz, co ci zrobiła? Porzuciła cię. Skrzywdziła — napędzał go.
Brednie. Okropne brednie.
Nie na wszystko mogła mieć wpływ. Taki był niestety świat. Funkcjonował w nim ciąg przyczynowo-skutkowy. Ten jeszcze bezbronny i mały Jelonek swój pogląd nabył po zaznajomieniu się z Leśnym Pożarem (którego swoją drogą od dawien dawna w klanie nie było). O Zakrzywionej Ości prawdę i tak poznali późno, nie mogła mieć wcześniej pojęcia, co tak na prawdę kotka ma za uszami, choć sprawiała od początku wrażenie podejrzanej.
Zresztą, wszystko wydawało się proste dopiero wtedy, gdy nie było szansy tego naprawić.
Wciąż odczuwała zmęczenie wojną, ale przywykła do wykonywania uników nawet wtedy, gdy zaczynało jej brakować sił. Wyrobiła sobie wytrzymałość, która pozwalała jej długo uciekać, ale nigdy nie była w stanie porządnie zaatakować.
— Nic z tych rzeczy — wykrztusiła. — A tobie nic z tego co mówisz, nie dawało zezwolenia na zabranie go — te słowa skierowała do Mrocznej Gwiazdy, choć wzrok dalej miała utkwiony w potomku. — Jeleniu Puchu. Proszę cię, uspokój się. Ty taki nie jesteś — upomniała, ledwo co, bo znowu przyszło jej odsunąć się gwałtownie na bok. Jej głos mimo wszystko był spokojny. Nie unosił się ani gniewem, ani strachem, choć to właśnie te emocje buzowały we wnętrzu srebrnej.
Poniekąd przeklinała Ryś. Kiedyś miała ja za inteligentną, ale jej historia z liderem Wilczaków całkowicie zmieniła opinię Tygrys o siostrze. Gdyby nie to, ten tutaj nie byłby aż tak zdeterminowany, by doprowadzić do krzywdy nie tylko jej dzieci, ale i jej samej.

<Jelonku?>

06 kwietnia 2023

Od Tygrysiej Smugi(Tygrysiej Gwiazdy) CD. Różanej Przełęczy

Krok za krokiem, a cichy skrzyp wydobywał się spod jej łap. Okryte białym całunem Pory Nagich Drzew rośliny zlewały się w spójną całość, toteż czuła się, jakby wędrowała po bezkresnej krainie śniegu. Z początku sama, zgubiona we własnych myślach, nieustannie balansujących pomiędzy sprawami klanu a kwestią jej syna. Zaginionego już od tylu księżyców, że wielu dla świętego spokoju uznałoby go za martwego.
Głos Różanej Przełęczy wydawał się równie delikatny co płatek śniegu. Rozbrzmiał dźwięcznie w jej uszach, pozwalając jej dłuższą chwilę przetwarzać znaczenie tych słów.
— Niestety byłoby za proste, gdyby nie miały tych swoich nor — odparła, siłując się na wykazujący jakiekolwiek chęci do życia ton. — Nie sądzę jednak, by mi to miało przeszkadzać — dodała bez zastanowienia.
Nie stroniła od pracy, lecz wyjątkowo była na tyle zmęczona, by rzeczywiście mieć dosyć nawet tych najprostszych czynności. Coraz to dłuższe szukanie Jelenia wywoływało w niej wrażenie, iż nieustannie kręci się dookoła jednego miejsca i traci czas, zamiast poszerzyć swoje horyzonty.
Odbycie z Różą patrolu łowieckiego okazało się dobrą decyzją. Nie rozmawiały zbyt wiele, ale Tygrys odpowiadało towarzystwo szylkretki. Pozwoliło jej to wszystko na dłuższą chwilę odciągnąć myśli od spraw jej syna.

***

Na wiele była gotowa, jednak śmierć Kamień nie wpasowywała się w ten ściśle wyznaczony przez nią zakres. I to nie w momencie, gdy byli o krok przed wojną, która w takich okolicznościach wymagała większego zaangażowania od niej. To ona miała stanąć na czele klanu i poprowadzić go naprzeciw wrogom, ryzykując życia wielu ze swych pobratymców. Ryzykując nawet własnym bytem i licząc się z faktem, że nie zdąży nawet spotkać swojego dziecka, dla którego tak naprawdę działo się to wszystko. Starała się uświadomić siebie, że ktokolwiek by to nie był, to i tak musieliby stawić czoła Wilczakom. Ci pozwolili sobie na zbyt dużo, jawnie kpiąc z ich. Temu trzeba było położyć kres, a fakt, że zaszło to w jej kadencji, wcale nie należał do pocieszających.
Ciało Kamiennej Gwiazdy nie zostało pochowane na terenie klanu. Ruda dłuższą chwilę gdybała, co z nią zrobić, bo zdawała sobie sprawę, że niektórzy mocno stronili od czarnej i z chęcią wykorzystają okazję na zemstę.
Dlatego też zwłoki trafiły do rzeki, a gdy odpływały, Tygrys modliła się jedynie, by trafiły one jak najdalej.
Dosyć ważną kwestią był też wybór zastępcy. Gdybała niedługo, bo jako z natury obserwatorka zdążyła wyrobić sobie przeróżne opinie o poszczególnych kotach.
Z pewnością unikała całkowicie rudego koloru futra. Pomimo zakończenia ery rasizmu, wolała nie kusić losu i nie być posądzana o „spoufalanie” się ze swymi i powrotu do przeszłości. Z innej strony nie znała się aż tak z innymi wojownikami. Będąc zastępcą, nabyła wielu nowych znajomości, bo wyznaczanie patroli i załatwianie klanowych spraw zmusiło ją do dużej ilości interakcji.
I dlatego też wybrała Różaną Przełęcz.
Szylkretka wydawała się specyficzna, a zarazem była jedynym słusznym wyborem. Zdystansowana i spokojna, a jednocześnie potrafiła zaingerować, gdy sytuacja tego wymagała. To w końcu ona pomściła biednego, Zwęglonego Kamienia.
— Różana Przełęczo — wymknął się z jej pyska, gdy tylko dominujące w czarnej barwie futro przeszły przed jej pyskiem. — Pozwól, że przejdziemy się na patrol. Chciałabym omówić z tobą parę spraw — mruknęła zgrabnie, jakby z góry planowała tę rozmowę.
— A istnieje jakiś konkretny powód, dla którego nie możemy przeprowadzić tej rozmowy tutaj? — spytała na tyle spokojnie, iż ruda nie potraktowała tego w żadnym stopniu jako uszczypliwość, a jedynie wynik ciekawości nowej zastępczyni.
— Wolę nie mieć postronnych świadków. Do tego ostatnie sytuacje w klanie nauczyły mnie, że nie każdemu warto ufać, nawet jeśli żyje wśród nas wiele księżyców — stwierdziła. — Mamy wojnę na karku, potrzebuję usłyszeć twojej wizji i odczuć. Oczywiście opowiem ci najpierw, co ja widzę i co wiem po ustaleniach z Daliową Gwiazdą, żebyś mogła mieć punkt odniesienia — dodała.
Skinięcie głową potraktowała jako zgodę. Obie pokierowały swe łapy w kierunku północnych granic, gdzie nie sąsiadowali z żadnym klanem i ryzyko spotkania jakiegoś patrolu spadało do zera. Samotnicy byli inną kwestią, ale nią się na razie nie przejmowała.
— Wolałabym uniknąć tego wszystkiego, ale siedzimy już zbyt głęboko w tym bagnie — westchnęła, bo sama myśl o rozlewie krwi przywodziła jej do głowy okropne wspomnienia. Czy ten jeden raz, gdy akurat zsolidaryzowali się z Klanem Wilka, by dobić Nocniaków, niczego ich nie nauczył? — Nie wiem, na ile cierpliwa będzie Daliowa Gwiazda. Przez to, co stało się z Kamień… Kamienną Gwiazdą — poprawiła się w ramach formalności. — My zaatakujemy od jednej strony, oni od drugiej i walczymy choćby do ostatniego tchnienia. Oni chcą odzyskać swojego wojownika, my chcemy naszego — dodała, choć im dłużej to trwało, zaczynała odbierać wrażenie, że większość Jelenia miała już gdzieś. — Poza tym, jeśli przyjdzie mi nie przeżyć tej wojny, cieszę się, że klan trafi w odpowiednie łapy. 

<Różo?>

Od Tygrysiej Smugi(Tygrysiej Gwiazdy)

Bezwładnie spoczywające na ziemi ciało wyglądało niczym żywcem wyciągnięte z najokropniejszych koszmarów. Poharatane na tyle, że posądzać o taką zbrodnię można by było co najmniej jedną grupę kundli ze wścieklizną.
„Kamień, dlaczego teraz?” — rozbrzmiewało w jej głowie za każdym razem, gdy tylko na dłużej zawieszała wzrok na zwłokach liderki.
Może powinna rzec, byłej, bo w takim stanie nie mogła spełniać swojej funkcji. A to z automatu stawiało Tygrys na tym stanowisku. Rola przywódcy, którego głównym zadaniem było trzymać klan w jednej, spójnej całości. Prowadzić go, pchać do przodu, pomimo wszelkich przeciwności losu.
Nie była na to gotowa. Przywykła do monotonni, do prostych schematów, a takie incydenty sprawiały, że wychodziła ze swej strefy komfortu. Sądziła, że gdy przyjdzie jej pora kadencji, będzie na tyle dojrzała, by wiedzieć, co robić.
Czuła się jednak, jakby nic nie wiedziała.
— Okropieństwo — wykrztusiła z obrzydzeniem Diamentowa Grota, odwracając pysk w jej stronę. — Błagam, znajdź kogoś innego do taszczenia jej cielska do obozu, ja spasuję! — rzekła z gorliwością.
Ciche westchnięcie umknęło z pyska Tygrys. Gdzie popełniła błąd w wychowaniu corki? Ta i tak zdawała się uspokoić swojego młodzieńczego ducha, który rzucał się na wszystkich z opryskliwym językiem, co jednak nie zmieniało faktu, że dalej miała problem z wyczuciem, kiedy sytuacja pozwalała na niestosowne reakcje.
— Zawróć, proszę do obozu i przyślij mi kogokolwiek silnego. Najlepiej dwie sztuki — zaleciła, na co ku jej uldze, wojowniczka ochoczo pokiwała głowa i zaraz to umknęła z jej widoku.
Ruda pozostała sama, nawet jej myśli wydawały się ją opuścić, bo panująca cisza zaczęła zdawać się zbyt uciążliwa, by można było ją znieść.
— Mam nadzieję, że wyjaśnisz mi wszystko na Srebrnej Skórze — wymamrotała, spoglądając w niebo.
Życia. Kamień ledwo co po nie poszła, a teraz to ona sama będzie musiała zabrać ze sobą Wiśniową Iskrę i udać się na tę podróż. Stanąć przed obliczem przodków z myślą, że ci mogą wiedzieć o niej więcej, niż ona sama. To wydawało się stresujące, a zarazem wywoływało u niej lekkie zaciekawienie.
Gdyby Topaz, jej ukochany Topaz, wierzyłby w Klan Gwiazdy, mieliby tę drugą szansę.
Zduszony okrzyk rozległ się zza jej pleców. Niespiesznie odwróciła się, patrząc na przybyłych wojowników. Spoglądali z przestrachem na zwłoki, choć o losie przywódczyni wiedziano już od dłuższej chwili — w końcu to jeden z patroli poinformował ją o owym znalezisku.
Obserwowała, jak dwójka kotów ostrożnie podnosi czarną, a następnie kieruje się w stronę obozu. Choć wiedziała, że nie tam chciała iść, pomilczała chwilę, wahając się nad jedną sprawą.
— Nie tam. Pójdziemy w inną stronę — oświadczyła, ku zdziwieniu pobratymców. Nie protestowali pomimo goszczącej na pysku niepewności. Po prostu ruszyli tam, gdzie wskazała nowa liderka.

***

Nie zamierzała kusić losu. Opinię o Kamiennej Gwieździe były różne, a wskaźnik rudych futer na tyle wysoki, by mieć obawy co do zachowania czystości w miejscu jej pochówku.
Sama srebrna wiedziała, że co po niektórzy szeptali już między sobą o tym, jak będzie im dane wyżyć się na kotce za wszelkie „niesprawiedliwości”, którymi zostali dotknięci z winy czarnej. A ta z pewnością nie chciałaby dla siebie owego końca.
— Pozwólmy jej zaznać spokoju — oświadczyła donośnie, przelatując wzrokiem po zebranych. Nie było to typowe miejsce na spotkanie, bo podeszli pod samą granicę, gdzie od Klanu Nocy dzieliła ich tylko woda. — Tym, czego by chciała, byłby odpoczynek. Jej ciało wrzucimy do rzeki i niech Klan Gwiazdy zadecyduje, gdzie ma trafić — dopowiedziała, nasłuchując głosów sprzeciwu.
Były. Ale nie na tyle groźne, by powinna się nimi przejmować.
Z żalem spojrzała na sklejone zaschniętą krwią czarne futro. Winni wydawali się oczywiści, aczkolwiek nie miała co do tego stuprocentowej pewności. Wilczacy byli potworami, ale czy tuż przed wojną byliby zdolni do takich zagrywek?
Nie każdemu pozwoliła na ostatnie pożegnania z Kamień. Pomimo dobrych stosunków z Rozżarzonym Płomieniem, spodziewała się po nim wszystkiego, co najgorsze, więc go wraz z resztą rudej świty odsunęła od już wystarczająco zmasakrowanych zwłok.
Nie szło jednak zawsze po jej myśli, bo wspominany kocur znalazł się na moment o krok za blisko poprzedniej liderki, a z jego pyska celowo wyleciało kilka kropel śliny. Splunął, jak gdyby spoczywał przed nim prawdziwy potwór.
— Żar! — Tygrys momentalnie obruszyła się, na co ten leniwie przekrzywił głowę, spoglądając na nią z czystą satysfakcją w ślepiach. — Litości, co ty robisz? Prosiłam cię przecież, byś się nie zbliżał! — upomniała ostrzej.
— Ja? — spytał niewinnie. — Nic, deszczyk spadł.
Kotka była w stanie przysiąść, że wyjątkowo pierwszy raz była o krok od zastosowania na kimś przemocy i strzelenia mu w tę pustą część łba. Poza tym nie miałaby go nawet jak ukarać, bo i tak jedną łapą siedział już w starszyźnie, a póki co każdy, kto potrafił walczyć, był potrzebny w obliczu nadchodzącej wojny.
— To, że jej nie lubiłeś, nie oznacza, że nie masz okazywać wobec niej szacunku — fuknęła.
Lekceważące podejście kocura wcale jej się nie podobało.
— Oj tam marudzisz, mogłem nasikać, a tego nie zrobiłem, bo jestem kulturalny — stwierdził, ale skoro tylko srebrna usłyszała o takiej możliwości, odczuła ulgę, że ciało Kamień odpłynie jak najdalej od co niektórych dziwaków.
Nie zamierzała skomentować tego dziecinnego zachowania. Jeśli wyjdą cało z walki, to pomyśli o konsekwencjach. Póki co na głowie miała masę ważniejszych spraw.
Obserwowała w ciszy, jak dwójka wojowników spycha ciało do rzeki. Nie opadło na dno, jak to byłoby adekwatne do imienia, a ruszyło dalej, wzdłuż brzegu. Nikt nie raczył się już więcej odezwać.
Połowa żegnała się z liderką, reszta przeklinała ją po raz ostatni.

***

Obóz zostawiła pod opieką Różanej Przełęczy. W dodatku posłała dwójkę wojowników na granicę z Klanem Nocy, gdzie ci mieli przekazać informację Daliowej Gwieździe o opóźnieniach w zaatakowaniu Wilczaków. Ta nagła sytuacja wymagała dodatkowych przygotowań.
Poprosiła Wiśniową Iskrę o towarzystwo i wraz z nią ruszyły w stronę sadzawki. Tunele nie były najbezpieczniejszym miejscem do zwiedzania, a ruda odbierała po każdym kroku wrażenie, że zaraz to wszystko zawali jej się na łeb. Śmierć w takich okolicznościach byłaby żałosna.
Starała się nie kwestionować tego, gdzie zaszła. Los, fart czy też przeznaczenie – wytłumaczeń było wiele, ale rozmyślanie nad tym zabrałoby jej tylko niezwykle cenny na ten moment czas. Pochyliła się ku tafli i wysunęła język. Jeden łyk pozwolił jej całkowicie zmienić otoczenie.
Chłód, który spowił jej ciało, nie był niczym przyjemnym. Jasność uderzyła ją z zaskoczenia, a ona potrzebowała chwili, by przyzwyczaić wzrok do takiego stanu. Czuła się obserwowana, choć tak naprawdę prócz tych, którzy stali przed nią, nie widziała nikogo więcej.
To oni właśnie mieli podarować jej życia i ostatecznie uznać, czy nadaje się na liderkę.
Pierwszej, która wystąpiła, nigdy nie widziała na oczy, a mimo to świetnie zdawała sobie sprawę, kim ona jest. O Chabrowej Bryzie wiele słyszała, ale ta zmarła, nim Tygrys w ogóle się urodziła.
Ruda pochyliła z szacunkiem głowę. Starała się nie myśleć o tym, co tak naprawdę ma tu miejsce. Nie rozumiała tego, ale i nie odczuwała potrzeby gdybania nad tym. Tak po prostu miało być.
— Witaj, Tygrysia Smugo — spokojny głos zagłuszył panującą dotychczas ciszę. — Z tym życiem ofiaruję ci dar rozsądności. By podejmowane przez ciebie decyzje, zawsze były słuszne i prowadziły do jak najlepszych rozwiązań, nie tylko dla ciebie, ale przede wszystkim dla całego klanu — rzekła, a srebrna mimowolnie poczęła zastanawiać się, czy to samo usłyszała Kamień.
Kolejna była szylkretka, jej mentorka. Ta, która zmarła dosyć tragicznie, ale utknęła w pamięci kotki na zawsze. Pomimo tego, że stanowiły swoje przeciwieństwa, Tygrys wiele się od niej nauczyła.
— Z tym życiem daję ci dar cierpliwości. Mnie jej brakowało, a wiem, że niektóre sytuacje wymagały czasu, aniżeli pochopnego działania.
Trudno było się nie zgodzić. Borówkowa Mordka bywała niezwykle żywiołowa i od zawsze ciężko było jej usiedzieć na dłużej w jednym miejscu. Niebieskooka odprowadziła ją wzrokiem i skupiła się na kolejnym kocie.
Rude futro sprawiło, że jej serce na moment przystanęło. Wesoły uśmiech na pysku brata wcale nie poprawił jej nastroju. Uderzyło ją poczucie niesprawiedliwości — nigdy nie było im dane być szczęśliwą rodziną. Poczęci dla sojuszu, Ryś ostała się w Klanie Klifu, a ona wraz z Klonem trafiła w szeregi Burzaków. A z ich dwójki tylko jedno przeżyło okres młodości.
— Miło widzieć, że zaszłaś tak daleko — oświadczył. — Z tym życiem daję ci dar pewności siebie. Wierz we własne umiejętności i zawsze podążaj za głosem swojego serca, nawet jeśli rozum będzie się z nim kłócił. Czasem warto go posłuchać — polecił, a w zielonych ślepiach zaiskrzyło.
Nie była pewna, czy chciał coś jeszcze powiedzieć. Zresztą, czas wydawał się ograniczony, bo zaraz to odsunął się, by ustąpić miejsca następnemu.
Indyczy Jazgot. Nie rozmawiała z nim zbyt wiele, ale pamiętała go całkiem dobrze.
— Z tym życiem daję ci dar odwagi. Strach to największy wróg, ale najczęściej siedzi tylko w naszych głowach — stwierdził ciepło, uciekając zaraz to na bok.
Myślała, że po widoku brata nic jej już bardziej nie złamie.
Myliła się.
Zwęglony Kamień. Jej przyjaciel, ten, który stracił życie z łap potwora. Dlaczego, choć od początku nie czuła zaufania względem Czarnowroniego Lotu, nie zareagowała? Tyle zwlekała z wieloma rzeczami, a teraz dosadnie odczuwała tego skutki.
— Z tym życiem ofiaruję ci dar wytrzymałości — rzekł z wyczuwalną ulgą w głosie. — Byś zawsze miała silę walczyć do samego końca, do ostatniego tchu — mruknął, uśmiechając się. — Będziesz dobrą liderką, nie martw się tyle.
Odwzajemniła ten gest, tylko słabiej.
Następnej kotki w ogóle nie znała. Przyglądała jej się, ale nawet we wspomnieniach nie potrafiła, chociażby znaleźć jednej wzmianki o niej.
Niebieska szylkretka calico z cętkami o zielonych ślepiach, pełnych takiego ciepła, że Tygrys mimo wszystko lekko się rozluźniła.
— Z tym życiem daję ci dar dobroci. Niech serce też ma udział w twoim życiu, bądź wyrozumiała i życzliwa dla każdego, przede wszystkim dla tych, którzy na to zasłużyli — mruknęła łagodnie, co całkowicie pasowało do jej wizerunku. — Empatia to ważna rzecz, jednak pamiętaj, że niektórzy lubią wykorzystywać miękkość innych serc.
Tygrysiej Smudze głupio było pytać, kim ona jest, choć czuła, że przez najbliższe dni nie zaśnie, próbując odkryć tożsamość kotki.
Szybka Łania sprawnie wystąpiła przed nią, odciągając jej myśli od nieznajomej.
— Z tym życie daje ci dar ambicji. Nie ograniczaj się, nie poddawaj, tylko dąż uparcie do celu — zaleciła.
Tygrys odbierała wrażenie, że niektóre życia brzmiały dosyć podobnie. Czy to była sugestia, że tych cech jej brakowało?
Przedostatnim okazał się Narcyzowy Pył. Zapamiętała to jako spokojnego staruszka i taki też jej się teraz wydawał.
— Z tym życiem ofiaruję ci dar lojalności. Trwaj jak najdłużej przy klanie, słuchaj jego członków i nawet gdy nadejdą najgorsze czasy, nie wątp w niego.
Przełknęła ślinę. Czy to czas na ostatni żywot?
Uniosła dumnie głowę, gotowa przyjąć to, co przodkowie jej przygotowali, ale zaraz to poczuła, jak umyka z niej wszystko.
Wszelkie myśli, emocje i resztki zdrowego rozsądku.
Wypluła z siebie słowa, że widok Klona czy Węgla był najcięższym to przetrwania. Wynikało to najpewniej z tego, że go za nic by się tu nie spodziewała.
Topaz przecież nie wierzył. Opowiadała mu wiele o Gwiezdnych i choć zawsze jej słuchał, tak nigdy nie wydawał się tym specjalnie zainteresowany. Czy wzrok plątał jej figle? Może wcale nie przyszła po życia, a to był tylko sen, służący do złamania jej serca.
— Dlaczego... — wykrztusiła, ale nie potrafiła się wysłowić. To nie miało ani grama sensu.
— Tu jestem? — uzupełnił jej wypowiedź. — Pewnie dlatego, że tu właśnie trafiają dobre koty. Zwątpiłaś kiedykolwiek w ciepło mojego serca? — zaśmiał się, a jego głos sprawiał, że była bliska utraty przytomności. — Spokojnie Tygrysia Smugo. Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha i w sumie to słuszna reakcja — parsknął, spoglądając na siebie. — Z tym życiem daję ci dar miłości. Do samej siebie, do bliskich i do każdego, kto na to zasłuży. Nie martw się o mnie, będę na ciebie czekał — mruknął, puszczając jej oczko. — Przykro mi z powodu tego, co spotkało naszego syna. Może kiedyś będzie mi dane z nim porozmawiać.
Szczęka jej zadrżała. Całkowicie zapomniała jak się mówi. Chciała rzucić się w jego futro, pytać o więcej, ale nie potrafiła. Zatkało ją, a Topaz skinął jej głową i wycofał się. Nie dał jej nawet czasu na podjęcie decyzji.
Zawahała się. Przeliczyła w głowie ilość kotów i rozejrzała, zaskoczona tym, co się stało. Na moment zapomniała o ukochanym, zdając sobie sprawę z braku kogoś ważnego.
— A… A gdzie jest Kamienna Gwiazda? — spytała, spoglądając z lekkim zmartwieniem w stronę Chabrowej Bryzy. Kotka niespiesznie pochyliła głowę, wzdychając.
— Jej tu nie ma.
Odpowiedź była krótka. I niezrozumiała.
— To gdzie jest? — dopytywała. Nic jej się nie zgadzało. Dlaczego nie było tu czarnej, kiedy miała do niej tyle pytań? Czy według historii to nie poprzedni liderzy dawali życia swoim następcom?
Niebieska wydawała się niechętna do udzielenia odpowiedzi. Milczała, pozwalając rudej znosić coraz gorzej tę ciszę.
— Tam, gdzie nie sięga nasz blask.
Serce na moment stanęło jej w piersi. Chciała drążyć temat dalej, jednak język zaplątał jej się w gardle.
Chaber wystąpiła o krok bliżej, spoglądając na nią z beztroską.
— Witam cię nowym imieniem, Tygrysia Gwiazdo. Twoje stare życie minęło. Teraz otrzymałaś dziewięć żywotów przywódcy, a Klan Gwiazdy powierza ci przewodzenie Klanowi Burzy. Broń go, opiekuj się starszymi i młodszymi, czcij przodków i tradycję kodeksu wojownika, przeżyj każde kolejne życie z dumą i godnością.
Świst powietrza zgrał się z wypowiadanym równo przez przodków jej nowym imieniem. Jasne plamy zlały się na moment w jedność, a gdy szerzej otwarła oczy, znalazła się po raz drugi nad sadzawką.
Medyczka czekała cierpliwie. Nie pytała o nic, bo po minie Tygrys i tak nie szło nic wyczytać. Ruda nie mogła wybić sobie z głowy Kamień. Dlaczego nie zastała jej tam, u góry, wśród reszty? Czemu niejednoznaczne odpowiedzi Gwiezdnych musiały aż tak utrudniać jej życie?

12 marca 2023

Od Tygrysiej Smugi CD. Rozżarzonego Płomienia

 przed zgromadzeniem
W jej głowie wręcz zawirowało od nadmiaru myśli. Poczuła skurcz w żołądku, a poranny posiłek niemalże podszedł jej do gardła. Nie była w stanie na moment opanować tego stresu, którym całkowicie przesiąknęła. Nieraz powstrzymywała się od zakładania najgorszego, czyli śmierci jej syna. Gdy jednak poczęła teraz myśleć o jej młodym w objęciach Wilczaków, robiło jej się równie niedobrze.
— Na Klan Gwiazdy, to  byłoby za proste — wykrztusiła, nie lekceważąc jednak tej teorii. Odpowiedź od początku mieli pod nosem, w postaci każdej przybłędy stamtąd. Mroczna Gwiazda sprawiał wrażenie zarazem obrzydliwego i przerażającego, a po dawnych rozmowach z nim zdawało jej się, że za każdym razem próbuje ją podejść i wyciągnąć jak najwięcej informacji o sytuacji jej klanu. Nie chciała nawet myśleć o idei, jaka musiała zaistnieć w jego głowie, jeśli rzeczywiście to on stał za uprowadzeniem Jelonka. Jeśli taka była rzeczywistość, to była gotowa odsunąć swą pokojowość w kąt i odpłacić się za te wszystkie nieprzespane ze stresu noce. — I zarazem to... Tak oczywiste. Jeleń by nie uciekł. Nie opuściłby terenów klanu z własnej woli, a tu nic by go nie zabiło. A Wilczaki wydają się zdolne do wszelkich okrucieństw — stwierdziła, spoglądając uporczywie w dal. A potem, nagle, przeniosła na moment spojrzenie na Rozżarzonego Płomienia. Odchrząknęła, uśmiechając się słabo, bo choć w tej sytuacji nawiedzały ją tylko pesymistycznego myśli, tak musiała zaspokoić swoją potrzebę podziękowania mu. — Nie sądziłam, że kiedykolwiek przyjdzie mi stać przy tobie i czuć... Czuć taką wdzięczność. Za to, że jesteś szczery, dzielisz się ze mną swoimi przemyśleniami i wspierasz mnie samą swoją obecnością — wypaliła, bo choć nie przemyślała tych słów, pozwoliła im wyjść prosto z serca.
Kocur nie wyglądał na zakłopotanego. Z beztroskim wyrazem pyska wzruszył ramionami.
— To nic. Odwdzięczam się tylko za to, że mimo moich wad, dostrzegłaś we mnie coś pozytywnego. Tak naprawdę to ty pomogłaś mi uporać się z tą całą sytuacją, która była dla mnie trudna. Wiesz... degradacja i to dwukrotna — prychnął na to pod nosem. — Zaleczenie serca po zerwaniu oraz pomoc w okiełznaniu mojej burzliwej natury, która pewnie sprawiłaby, że żyłbym teraz na wygnaniu. Naprawdę jestem ci za to wdzięczny, bo pomimo tego, że nasze poglądy się różniły, ty we mnie wierzyłaś i dawałaś mi wsparcie nawet wtedy, gdy tego nie chciałem. Dlatego Tygrysia Smugo. — Spojrzał jej głęboko w oczy. — Pomogę ci znaleźć syna. Rozoramy Wilczakom te ich plugawe gęby i wyciśniemy z nich informację o Jelenim Puchu. Co ty na to? — Uśmiechnął się tak, jak zwykł to robić za swoich młodzieńczych lat, niczym zbój szykujący istną masakrę.
Przez dłuższą chwilę milczała. Nie umiała ubrać w słowa tego, co czuła. To było dosyć niesamowite, że pomimo tych wszystkich sprzeczek i różnicy zdań stali się sobie bliscy. Przełknęła ślinę, pozwalając narastającemu w sercu cieple rozejść się po całym jej ciele.
— W innych warunkach poprosiłbym cię o pohamowanie swoich krwiożerczych żądzy, ale  wyjątkowo w tym momencie mam tylko jedno zalecenie — westchnęła. — Nie ograniczaj się.  Mają mi go zwrócić żywego i zdrowego — westchnęła, wysuwając powoli pazury. Ona nie miała w zwyczaju wybierać przemocy. Przez myśl jednak ledwo co jej przechodziła opcja, by załatwić to dyplomatycznie. Bo co powie Mrocznej Gwieździe? Nie mieli dowodów, ale im dłużej o tym myślała, tym bardziej czuła, że to przez niego jej syn zaginął.
Kątem oka dostrzegła, jak uśmiech rudego rozszerza się.
— No... I tą Tygrys to ja lubię — zaśmiał się, przyśpieszając kroku. — Chodź. Granica jest w tę stronę. Zaraz im damy po tych parszywych, nierudych kuprach, że aż się zesrają!
Parsknęła na to stwierdzenie i ruszyła żwawo. Stawiała na tyle duże kroki, na ile pozwalała jej długość łap. Serce biło jej jak oszalałe. Jak jeden kot mógł uczynić drugiemu coś tak okropnego?
— A to jest jakaś Tygrys, której nie lubisz? — parsknęła. Nie próbowała rozluźnić atmosfery. Próbowała uspokoić siebie, bo to ona koszmarnie się stresowała tym, co mogłoby znaleźć. — Ale obiecaj mi, że jeśli znajdzie się ich za dużo, to się wycofamy. Mimo wszystko nie mogę jako zastępczyni narażać któregokolwiek wojownika na śmierć.
— Oczywiście. Zrobię co rozkażesz — mruknął.
I wtem ich oczom ukazał się niewielki patrol. Dwójka Wilczaków nie mogła stanowić zbyt dużego zagrożenia, jednak Tygrys do głowy przyszła w tym momencie myśl, że to raczej nierozsądne atakować ich i zwracać na siebie uwagę. Wolała dojść gdziekolwiek dalej i póki co zawalczyć tylko wtedy, gdy będzie to konieczne.
Rozżarzony Płomień najwyraźniej podjął jednak inną taktykę.
— Spójrz. — Wskazał na dwa kocury. — Bierz tego z prawej, ja z lewej — to powiedziawszy, zaczął się skradać, chowając w przydługiej trawie.
Na moment zawahała się. Zdrowy rozsądek kazał jej w końcu zareagować.
— Nie! — pisnęła cicho. — Nie atakujemy nikogo, wracaj tu — zażądała, mimowolnie padając do ziemi. — Mamy być niezauważalni, rozumiesz?
Zatrzymał się, kierując na nią wzrok.
— Ale musimy wyciągnąć z nich informację. No i wcześniej mówiłaś co innego — zauważył zdumiony. — Nie powiedzą nam po dobroci. To Wilczaki — prychnął.
To wiedziała. Ustalenie jednak przebiegu ich małej, samozwańczej akcji, nie było wcale takie proste.
— Ale jak ich zaatakujemy znienacka i to nieskutecznie, to jeszcze zdążą poinformować o naszym najściu swojego lidera i będziemy mieli wtedy problem — zauważyła, krzywiąc pysk. — Nie pomyślałam, że chcesz atakować od razu! Wolałabym go najpierw znaleźć, zobaczyć, czy.... — z trudem te słowa przeszły jej przez gardło — czy w ogóle żyje... I wtedy w razie wykrycia pozwolić na przelew krwi. Oczywiście tylko ich, my nie oberwiemy ani razu — dodała.

<Żar?>

15 stycznia 2023

Od Tygrysiej Smugi CD. Zwęglonego Kamienia

Od tamtego dnia jej życie zdawało się wybrakowane. Serce miała podziurawione niczym kora drzewa obstukana z każdej strony przez natrętnego dzięcioła. Nie była w stanie zasypiać spokojnie, bo nachodziła ją myśl, że jest zwyczajnie wyrodną matką, która zamiast poświęcać każdą wolną chwilę na znalezienie swojego dziecka, wolała skulić się w kłębek i odpocząć w swym legowisku. Owszem, potrzebowała zaoszczędzić siły na kolejny dzień poszukiwań, a jednak nie mogła się wyzbyć przekonania, że tylko to przedłuża. A może już było za późno? Jeśli znajdzie go ledwo żywego i okaże się, że gdyby zjawiła się o ułamek mysiego oddechu wcześniej, mogłaby uchronić go od najgorszego? Nie byłaby w stanie wybaczyć sobie takiego błędu.
Jeleń był dorosły, a zarazem nierozsądny. Nie powinna siedzieć mu ciągle na ogonie, jak to miała w zwyczaju, kiedy był kocięciem, ale może gdyby nie dała mu tyle luzu, to teraz kręciłby się po obozie, zamiast nosić status zaginionego. Nie znalazła nigdy złotego środka. Albo poświęcała mu za dużo uwagi, albo dawała jej za mało. Przez własną nieuwagę doprowadziła do pogłębienia jego relacji z Leśnym Pożarem, a samo wspomnienie imienia rudego wywoływało w niej nieprzyjemne drżenie, rozchodzące się wzdłuż grzbietu. To jego siostra była ostatnią, z którą przebywał jej syn. I zarazem była tą, która najmniej się odzywała w tym temacie, co prowadziło do tego, że ich sprawa stała w miejscu.
Spuściła wzrok na podarunek od czarnego. Martwa, drobna zwierzyna, przywołała jej na myśl kogoś nieporadnego. Takiego osobnika, który nie zwraca uwagi na swoje otoczenie i beztrosko pędzi przez życie, aż ostatecznie nie kończy martwy, w paszczy głodnego drapieżcy.
Z trudem przełknęła ślinę, delikatnie odpychając łapą posiłek w stronę kocura. Jego zmartwione spojrzenie dało jej znać, że zachowuje się zbyt podejrzanie jak na siebie. Owszem, każda matka w tej sytuacji by rozpaczała, jednak przeczuwała, że wykazuje na ten moment zbyt wiele emocji.
— Dziękuję Zwęglony Kamieniu, ale nie jestem głodna, ledwo co jadłam — skłamała wprost, kuląc lekko uszy, przytłoczona przez cały ten stres. Nawet równomierne wdechy i wydechy nie pomogły jej zebrać się w garść. — Nie wiem, czy chciałabym, aby został znaleziony przez Klan Klifu bądź Wilka. Ich liderzy są dziwni — stwierdziła, wytężając zmysły.
Istniała masa możliwości odnośnie tego, co mogło stać się z jej synem. Na pewno nie umarł, matczyny instynkt nie pozwalał jej brać takiej opcji pod uwagę. Zgubić się mógł, ale gdzie zaszedł? A porwanie… Nie znali jeszcze do końca tych terenów. Tak naprawdę nie wiedzieli, co kryją tutejsze lasy i rozległe polany, kto wie, czy nie kręcą się tu podejrzane osobniki, gotowe wybić ich co do jednego?
— To prawda, więc miejmy nadzieję, że po prostu go tam nie ma — rzucił pokrzepiająco, patrząc w skupieniu na przyniesionego przez niego zająca. — Klan Gwiazdy na pewno nad nim czuwa, gdziekolwiek nie jest. Jeszcze wróci tu cały i zdrowy — zapewnił ją, ale doza niepewności w głosie zdradzała jego prawdziwe myśli. Nie dziwiła mu się. Każdy był pewien, że ten nieporadny rudzielec padł gdzieś wśród traw.
— Tak. Niech… niech mają go w opiece — westchnęła, spuszczając głowę.

***

Zgromadzenia uznawała za nieudane, bo nie przynosiły jej żadnych nowych i pożytecznych wieści. Nie miała ochoty rozmawiać z liderami innych klanów o tym, czy nie przypałętał się do nich rudy kocur, więc wędrowała między wojownikami. Szakala Łapa okazała się mądrą i skorą do rozmowy kotką, ale z jej słów wynikało, że nie miała żadnego pojęcia o miejscu pobytu jej syna.
Owszem, mogła kłamać. Tygrys przez całą rozmowę miała to na uwadze, a mimo to starała się myśleć pozytywnie, że nie wszyscy są manipulacyjnymi potworami.
Wysunęła się z legowiska, spoglądając w sam środek górującego na niebie słońca. Czy Jelonek też je teraz widział? Czy patrząc na nie, pomyślał o niej? O Gwiezdni, dopomóżcie tej biednej i zmartwionej duszy.
— Dowiedziałaś się czegoś Tygrysia Smugo? — drgnęła na dźwięk głosu tuż przy uchu. Czarne futro połyskiwało w blasku promieni jasnej kuli, a jego właściciel uśmiechał się przyjaźnie. — Na temat twojego syna… — doprecyzował.
Zaprzeczyła ruchem głowy i odchrząknęła, przystawiając łapę do pyska, aby ukryć ziewnięcie. Całą noc nie spała, dręczona wyrzutami sumienia. Nie powinna nigdy zostawać matką, to przynosiło zbyt wiele stresu.
— Wiem tyle, że Klan Wilka nic nie wie. Myślę, że gdyby zaszedł do Owocowego Lasu bądź Klanu Nocy, ktoś by nam coś powiedział. Mimo wszystko nie tracę nadziei, może poszedł w zupełnie innym kierunku, niż są klany? — zasugerowała sama sobie, próbując się pocieszyć. — Może… Może kiedyś sam wróci — wymamrotała niepewnie, przełykając z trudem ślinę. Ciążące jej na sercu obawy tylko ją przytłaczały.


<Węgiel?>

30 grudnia 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Rozżarzonej Łapy(Rozżarzonego Płomienia)

Poniekąd było to dla niej upokarzające. Była dorosła, tak samo, jak i Leśny Pożar, a mimo to mając z nim problem, nie potrafiła załatwić tego w cztery oczy. Pamiętając wszelkie konflikty zza jego uczniowskich czasów, traciła wszelkie chęci na konfrontacje. I dlatego też jej łapy skierowały ją wprost do legowiska uczniów, gdzie przebywał obecnie wojownik, który jej zdaniem miał szansę zdziałać w tej sprawie najwięcej. Rudzielec zdawał się zaskoczony, iż w ogóle podjęła się takiego tematu. Tkwił tak przed nią, wpatrując się w nią wyczekująco.
— Gdzieś bym miała, gdyby mnie obrażał — burknęła, odchrząkując, bo dalsza część wypowiedzi utknęła jej w gardle i z trudem ją przepchnęła. — Nasi synowie się spotykają. Są razem. W związku — wymamrotała, kuląc uszy z zażenowania. Nie powinna oceniać decyzji swojego potomka, a mimo to skręcało jej żołądek na samą myśl, co ta dwójka może ze sobą wyrabiać. Była dorosła i w pełni świadoma tego, co siedziało w głowie zakochańców. Ona w końcu sama zasmakowała miłości, dzięki czemu poznała życie z innej perspektywy. Stało się to jednak dosyć późno, co tylko utwierdzało ją w przekonaniu, że srebrny był za młody na takie interakcje.
Brała ten temat na poważnie, więc niespodziewane parsknięcie śmiechem wryło ją w ziemię. Skrzywiła nieznacznie pysk, spoglądając na Rozżarzoną Łapą z niedowierzaniem. Niby był od niej starszy, ale po jego aktualnym przykładzie zachowania, trudno było jej w to uwierzyć.
— Czyli jesteśmy już rodziną. Nie spodziewałbym się tego. Skoro są razem szczęśliwi, to nie widzę co do tego przeciwwskazań — stwierdził ze spokojem. Całym sobą prezentował całkowite przeciwieństwo tego, co czuła teraz w środku. Panował w niej dotąd niespotykany chaos.
— Naprawdę? — wykrztusiła oburzona. Czy idąc dalej tym tokiem rozumowania, to ona była złym rodzicem? Nie spodziewała się akceptacji tego zdarzenia z jego strony. — To znaczy, bez urazy, ale bardzo mi się to nie podoba. On ma na niego zły wpływ — rzuciła hardo, kuląc mocniej uszy. Nie zniesie ani chwili dłużej z myślą, że ma mieć coś wspólnego z tym egoistycznym młodzieńcem.
— Przesadzasz. Wiem, co to miłość do kogoś z kim nie powinno się być — skrzywił się, a ona momentalnie zawiesiła na nim wzrok. Pamiętała dokładnie każdy problem, jaki wynikł z międzyklanowego związku zdegradowanego wojownika. — Ciesz się, że nie zakochał się we wrogu. Jak dla mnie Leśny Pożar wyprowadzi twojego syna na koty. Daj im szansę, skoro się kochają —  mruknął, a dopiero potem popadł w krótki zamysł. — Jednak skoro się obawiasz, to mogę pogadać na ten temat z synem. Mimo to sądzę, że nie skrzywdzi Jelenia. Wierzę, że nie jest taki — skwitował, przeciągając się beztrosko.
Uniosła zaskoczona spojrzenie. Nie znała go z tej strony i nie spodziewała się po nim takich słów. Może błędem było przychodzenie do niego z tym tematem? Spodziewała się całkowicie innej reakcji, zgody z jej zdaniem i próbą wywrócenia klanu do góry nogami, byleby cofnąć istnienie tego związku.
— A gdyby mój syn nie był rudy, miałbyś dalej takie podejście? — zapytała, analizując zbyt późno te słowa. To poszło samo, bez większej ingerencji ze strony jej rozsądku. Nie powinna mu tego wypominać, a jego reakcja jedynie to potwierdziła. Powieka mu drgnęła, po czym uśmiechnął się. Nie był to jednak szczery gest, wydawał się raczej wrzucony na siłę, byleby pokazać jej, że wcale się tym nie przejmuje.
— Skądże... Wyzbyłem się... rasizmu... — rzekł z wahaniem. — Nie wiem, o co ci się rozchodzi. Ich szczęście powinno być dla ciebie najważniejsze — dodał, odwracając wzrok. To był zły znak.
Przełknęła ślinę. Nie mogła powiedzieć tego, co chciała. Była za dobra na takie wyrażenia.
— Mojego syna owszem. Ale twój napsuł mi krwi i nie chcę, by zmienił mi Jelenia w kogoś podobnego sobie. Bez urazy — dodała po raz kolejny, choć w jej opinii ten zwrot zawsze służył za puste słowa. Jeśli coś brzmi, jakby miało sprawić przykrość, to ją sprawi. I mówienie czegokolwiek w stylu "Nie obraź się", nie miało jak tego zmienić. — Po prostu nie przepadam za Pożarem.
Kocur nie wyglądał na przejętego tym faktem. Po prostu zmrużył oczy i skinął bezradnie łbem.
— Dobrze... Pogadam z nim — westchnął cierpiętniczo. Tygrys czuła, że aż zanadto wykorzystuje jego cierpliwość. Poczuła lekkie ciepło w piersi, była wdzięczna za okazane przez niego chęci. — Jednak niczego nie mogę ci obiecać. Jeżeli kocha go szczerze, to nie będę stawał na ich drodze. Są już dorośli — przypomniał, ale to nie zmieniło jej zdania. W tym temacie była wyjątkowo uparta.
— Może i są, ale mój syn ma dosyć... — urwała. Nie powie wprost, że Jeleń bywa naiwny — ... zbyt pozytywne spojrzenie na świat. Za bardzo wierzy niektórym, a że ja nie ufam twojemu dziecku, to jestem pewna, że prędzej czy później go skrzywdzi — podsumowała, nie szczędząc szczerości.
Dopiero jego karcące spojrzenie ją lekko przygasiło.
— Mój syn nie jest kimś takim. Zapewniam cię, że jeżeli skrzywdzi twojego syna, przeoram mu grzbiet pazurem. Nie tak go wychowałem. Jestem pewny, że Jeleniowi nic nie będzie, a może nawet skorzysta i odnajdzie w sobie jakąś pewność siebie — zapewnił, prostując się dumnie. — Męczy mnie ten temat, masz coś jeszcze do powiedzenia, czy możemy uznać, że to wszystko? — zapytał bezpośrednio, a bijąca w tym momencie od niego pewność siebie, całkowicie pozbawiła ją chęci do dalszego prowadzenia tej rozmowy. Trochą pozwoliło jej się to opamiętać. W tym momencie to ona nie była obiektywna, a Żar zachował spokój, który był w teorii jedną z jej głównych cech. Przełknęła ślinę, nim z jej pyska nie uciekły słowa pożegnania.

***

Wpatrywała się niemrawo w Kamienną Gwiazdę. Liderka stała na miejscu wystąpień, znacznie górując nad klanem i skupiając na sobie jego uwagę. Czarne, krótkie futro zlewało się z zachmurzonym niebem. To, co mówiła, budziło wiele kontrowersji. I pomimo tego, że Tygrys była naprawdę zadowolona z obrotu sprawy związanej z Żarem, tak nie mogła zaprzeczyć temu, że werdykt odnośnie zniesienia kary Glinianego Ucha, był jej zdaniem nierozsądny.
Rudy kocur już dawno odpokutował swoje przewinienia i całym sobą wskazywał na to zmianę w postępowaniu. Za to o niebieskim nie była w stanie powiedzieć nic, a oburzenie ze strony sporej części klanu tylko potwierdzało słuszność jej myśli.
Nie potrafiła też stwierdzić, co sama czuła. Czy jako zastępczyni nie powinna wiedzieć o czymś takim wcześniej? Owszem, to Kamień miała pełną władzę i prawo do podjęcia każdej decyzji, jaką uzna za słuszną, a mimo to srebrna wiedziała, że gdyby mogła, to doradziłaby jej jakoś i  próbowała odwieść na jakiś czas od tej myśli. To nie była odpowiednia pora, aby decydować się na takie ruchy.
Gdy wojownicy się rozeszli, nie pomyślała o tym, by iść porozmawiać z czarną. Wręcz przeciwnie, zdjęcie kary z jej znajomego oznaczało dla niej co innego. Wierzyła w dobre intencje z patrolami szukającymi Jeleniego Puchu, ale wolała zadziałać też z boku na własną łapę, aby zwiększyć szansę na odkrycie prawdy.
— Rozżarzony Płomieniu? — zaczęła,  akcentując jego drugi człon. Bez problemu odnalazła go blisko legowiska wojowników. Najwyraźniej korzystał z tego, co mu dano. — Chodź, potrzebuję cię — poleciła. Nie zabrzmiało to jak prośba, choć powinno. Była jednak zbyt zawzięta na odnalezieniu swojego syna, aby przejmować się takimi kwestiami.
— Gdzie chcesz iść? — zdziwił się. — Nie zapomnij, że muszę mieć obstawę — dodał z wyczuwalną irytacją w głosie. Nie skomentowała tego, tylko machnęła ogonem.
— Trudno, idziemy sami, biorę to na swoją odpowiedzialność — zadeklarowała, spoglądając z utęsknieniem w stronę wyjścia z obozu. Odchrząknęła, nim na nowo zabrała głos. — Pomożesz mi go szukać.

<Żar?>

29 grudnia 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Jałowego Pyłu

Ciszę i względny spokój zakłócił jej jeden ze starszych wojowników. Przyszedł do niej z niczym niezwykłym, miał jedno, banalne pytanie, na które odpowiedź mogła udzielić bez większego problemu, jedynie w oparciu o własne obserwacje. Bo jedno się u niej nie zmieniło. Dalej była uważna, a jej wzrok stale błądził za przemieszczającymi się po obozie sylwetkami. Brakowało jej tego, by mieć wszystko pod kontrolą. Być świadomym tego, co robią inni i móc rozróżniać ich emocje na podstawie wykonywanych gestów.
— Ostatni patrol, który wyszedł z obozu, jeszcze nie wrócił — oznajmiła prosto, mrużąc ślepia, nim zaszczyciła starszego spojrzeniem. Coś musiało być na rzeczy, skoro niebieski, z którym w życiu wymieniła może kilka zdań, odezwał się tak nagle do niej. Pomimo tego, że była zastępczynią, mało kto zmienił swoje  podejście do niej.  — Jak mniemam, czekasz na kogoś konkretnego, prawda? — mruknęła, gryząc się w język o parę mysich oddechów za późno. Nie powinna się tym interesować, to nie była jej sprawa, a kocur mógł nie mieć nawet żadnego powodu, by kierować do niej takie pytania. Równie dobrze mógł liczyć, że grupa jeszcze nie wyruszyła, bo sam chciał zapolować w większym gronie.
Jałowy Pył zdawał się na moment utracić kontakt z rzeczywistością, bo gwałtownie wyprostował się i zamarł w bezruchu, nim jego powieki opadły bezwładnie i uniosły się. Zmęczony pysk i zgarbiona postura wskazywały na to, że na swoim karku miał już trochę księżyców.
Zresztą, z każdym dniem coraz bardziej uświadamiała się w tym, że połowę legowisk zasiedlają koty w podeszłym wieku. Ona sama tkwiła obecnie na półmetku i ciężko było jej uwierzyć, że ma już tyle życia za sobą. Rutyna sprawiła, że całkowicie utraciła poczucie czasu. Jej sposób egzystencji stał się już jedynie czystym schematem. Budziła się, chodziła na patrole, jadła posiłki i czasami gawędziła z niektórymi. Zawsze były to te same, nudne tematy, niewnoszące zbyt wiele do jej życia.  Dopadało ją na nowo to uczucie, które dręczyło ją, gdy była młoda.
Że to wszystko jest bez sensu. I nie dlatego, że świat jest zły. To ona się w nim nie odnajdywała. Nic nie było w stanie zainteresować ją na tyle, by mogło codziennie rozbudzać w sobie na nowo radość, której dotąd nie miała. Prócz Topaza i jej kociąt, nie miała nigdy nikogo, kto wywoływałby w niej tak wiele pozytywnych emocji.
Pod jakimś względem mogłaby również zaliczyć do tej gromady Rozżarzoną Łapę. Może i napsuł jej krwi i dalej nie zgadzała się z nim we wszystkim, ale to, ile z nim osiągnęła i w jakim stopniu się przed nią otworzył, było wręcz niezwykłe. Była w stanie nawet hardo stwierdzić, iż  fascynowała ją jego przemiana i to, ile prawdziwych emocji i szczerych uczuć kryło się pod tą grubą warstwą zarozumiałego fanatyka rudego futra i wielbiciela Piaskowej Gwiazdy.
— Może — wymamrotał w końcu w odpowiedzi, spuszczając wzrok na ziemię. — Chociaż nie jestem nawet pewien, czy ktoś, kogo, szukam, jest tam — dodał.
Srebrna wytężyła umysł, próbując zobrazować sobie przed głową idące w zwartym szeregu koty. Z pewnością była to trójka wojowników i dwóch uczniów. Raczej nie przyjrzała im się szczególnie, po prostu zapamiętała moment, w którym barwne futra umknęły między zielenią drzew.
 — Jeleni Puch i Ostowa Łapa — wykrztusiła, czując natłok myśli. Jej syn mentorem. Nie miała pojęcia, jak do tego doszło, ale skoro nie było żadnych skarg na niego, to na pewno sobie radził. — Zakrzywiona Ość i Koniczynowa Łapa, a na samym końcu szedł Koperkowy Powiew — sprecyzowała, hamując uśmiech satysfakcji, pchający się na jej pysk. Pamięć jej chociaż nie zawodziła. Zadarła w górę łeb i postawiła wysoko uszy. — Z tego, co słyszałam, szli w kierunku Przybrzeżnego Oka. Jeśli ci zależy, to masz wciąż szansę ich dogonić — dodała łagodnie, unosząc lekko łapę w kierunku wyjścia z obozu.

<Jałówku?>

27 grudnia 2022

Od Tygrysiej Smugi CD. Pszczółki(Leśnego Pożaru)

Skrzywiła się nieznacznie, wzmacniając nacisk swych łap na podłoże. Arogancka postawa młodego ucznia wzbudzała w niej to, od czego zawsze się broniła. Denerwowała się, a z tyłu głowy życzyła mu więcej wpadek, aby przez coraz to liczniejsze kary nabrał pokory. Jedyne co by jej w tym jednak nie pasowało to fakt, iż jego ciągła obecność w żłóbku utrudniałby jej odsunięcie go od Jelonka.
— To może powiesz, czego oczekujesz w tej sytuacji? Inteligentne dziecię jesteś, więc wiesz dobrze, że niezależnie od tego, jaka była prawda, jesteś uznawany za winnego.  —  Nie zabrzmiało to sprawiedliwe, ale realiów nie da się zmienić. To było pewne, że mając do wyboru typowego rozrabiakę i spokojnego kocura, uwierzy się prędzej w wersję wydarzeń tego drugiego.  — Ale co byś zrobił, żeby chociaż wrócić do roli ucznia? — spytała, znużona jego ciągłą zgryźliwością.  Nie była cudotwórcą, a tym bardziej, gdy dogadania się z liderką graniczyło z cudem.  Nawet jeśli w tej sprawie nie był głównym sprawcą, to miał już swoje za uszami i znany był bardziej jako negatywna osoba, aniżeli ktoś bezgranicznie dobry. Nie rozumiała więc jego bulwersu i próby zrobienia z siebie nagle złotego dziecka.
Chciała pokoju dla wszystkich, ale cierpliwość przy takich jak on, całkowicie z niej umykała.
— A co mogę zrobić? — odbił. Wiedziała, że pytanie dzieciaka o takie rzeczy nie świadczyło o niej najlepiej, ale zamierzała próbować wszystkiego, co pomoże zakończyć im tę nieszczęsną rozmowę. Wciąż był nierozsądny i zagubiony, jeszcze wiele życia przed nim, a ta sytuacja zmuszała go jedynie do podjęcia decyzji, do których jeszcze nie dorósł. — Przeprosiłem już Zwęglonego Kamienia, jego partner może to potwierdzić — rzucił, krzywiąc pysk. — Nie rozumiem, czego jeszcze możecie oczekiwać. Mam wyrzec się matki? Ojca? O to wam chodzi? A może mam się dać wykastrować, jak Węgiel, by poczuć jego ból, hm? — Uniósł brwi, odwracając się do kotki. — Co jeszcze przeżył ten biedak, o czym Kamień mi wspominała... niesprawiedliwość liderki już znam, więc to możemy sobie oszczędzić.
Ugryzła się w język. Zejdzie zaraz do niskiego poziomu, ale kusiło ją, aby nie oszczędzać na szczerości.
— Gadasz tak, jakbym miała się z tej "niesprawiedliwości" rozkleić po twoich słowach, pobiec do Kamień i błagać ją o przebaczenie dla ciebie — burknęła, odwracając się, by powstrzymać widoczną na jej pysku irytację. Pożar zdecydowanie był gorszą wersją swego ojca. — Nikogo nie musisz się wyrzekać. Na pewno lepiej by było, gdybyś spokojniej zniósł to wszystko, zamiast obrażać się na cały świat jak zbuntowany dzieciak w czasie dorastania — mruknęła. — Oh, przepraszam. Zapomniałam, że ty nim jesteś — palnęła, a potem zamknęła gwałtownie pysk, zastanawiając się, co ją skłoniło do tych słów. To nie było w jej stylu, powinna być w swym podejściu neutralna. Rudzielec ją psuł.
— A ty za to gadasz tak, jakbyś nie była zastępczynią. Myślałem, że możecie więcej robić niż siedzieć w kociarni i niańczyć dzieciaki — prychnął, wywracając oczami. Puściła tę uwagę mimo uszu. Robił to specjalnie. Gdyby zależało mu na powrocie do treningów, nie zaczepiałby jej w ten sposób. — Dziwne, od Kamień słyszałem zupełnie coś innego — miauknął jedynie, wbijając w nią pełne oskarżeń spojrzenie. — Owszem, jestem dorastającym dzieciakiem, którego zamknęłyście w żłobku z jeszcze młodszymi maluchami. Myślicie, że jak to wpłynie na mój rozwój? Brak kontaktu z rówieśnikami, brak treningów ruchowych... a może taki był wasz plan, co? Upośledzić mnie po cichu? Żeby matka się mnie wstydziła, a ojciec musiał patrzeć na moje porażki?
Westchnęła. Zaczynał dramatyzować i to na siłę. Nie mogła być pewna, co mu w głowie siedzi, ale podejrzewała, że on sam coraz bardziej ma gdzieś tę sprawę i tylko próbuje wmówić jej, jaka to ona nie jest okrutna, zgadzając się na to wszystko.
— Nie rób z nas tyranek, nikomu nic takiego nawet do głowy by nie przyszło — oświadczyła, ponownie wyciszając się. Była oazą spokoju. Nieskazitelnie czystym kwiatkiem na środku wielkiej i kolorowej łąki. — Nie martw się o swoje towarzystwo, jest odpowiednio dobrane do twojej mentalności.
Najeżył się. Tygrys wiedziała, że mogła darować sobie taką wstawkę, ale nie czuła się ostatecznie aż tak źle z faktem, że powiedziała to na głos.
— Miło, że dorosła postanowiła obrażać tego zbuntowanego dzieciaka tylko przez jego cięty język — zamruczał z kpiącym uśmiechem. Jego cała postura w jej mniemaniu była sprzeczna wobec tego, co mówił. Wyglądał na zbyt zadowolonego z siebie jak na kogoś, kto był w tak kiepskiej sytuacji.
— Nie obrażam cię, tylko stwierdzam fakty — odparła łagodnie, odwracając się do niego tyłem. Czas odejść, bo zaraz utraci pokłady spokoju, które kiedyś wydawały jej się nieskończone. — Jeśli sam tego nie dostrzegasz, to najwyraźniej dobrze, że tu trafiłeś — dodała, mając nadzieję, że to zakończy rozmowę. Jego głośny wdech uświadomił ją, że nie miała racji.
— Co nie zmienia faktu, że twój "fakt" nie powinien ci się wywinąć z pyska jako kotce o wyższej pozycji, większej władzy. — Nie musiała patrzeć na niego, by wiedzieć, jaki widok zastanie. Na pewno się uśmiechał. I to tak perfidnie. — Słuchaj, wiem, że mnie tu nie chcesz. Niszczę ci wspaniały obrazek tej jakże pięknej chwili młodych kociaków z matką, o którym być może marzyłaś, być może nie, nie moja sprawa. Pytasz się, jak mi się tu podoba, po czym denerwujesz się, że szczerze ci odpowiadam. Czego oczekiwałaś? A może chciałaś się popastwić nade mną, jak Węgiel, a potem zauważyłaś, że nie wyjdzie i się denerwujesz? Myślisz, że nie zauważyłem zmiany w twoim nastawieniu? — Z lekka ją to zaciekawiło. Nie starała się specjalnie kryć swojej niechęci, ale i nie próbowała być przesadnie miła. — Jesteś świadoma, że w każdej chwili możesz iść rozmawiać z Kamienną Gwiazdą o zmianie mojej kary. Jesteś zastępcą, dobry lider weźmie twoje zdanie pod wgląd. Rozwiązałoby to twój problem. Nie siedziałbym z twoimi dzieciakami, nie bawił się, nie rozmawiał, bo bym trenował poza obozem, a ty byś mogła w spokoju zajmować się swoimi pociechami — wytłumaczył. Gdyby tylko wiedział, że czarna wcale jej nie słucha, na pewno znalazłby na nią masę obraźliwych zwrotów. — Więc? Czemu tego nie robisz? Czemu upierasz się, że nie możesz nic zrobić? Boisz się Kamiennej Gwiazdy? Czy nie jesteś na tyle pewna swojej pozycji, że wolisz siedzieć cicho, z zaciśniętym pyskiem i denerwować się te dwa księżyce? Naprawdę wolisz, żeby moja kara przeszła w ten sposób też na ciebie? — mruczał.
Zaszczyciła go spojrzeniem. Im więcej mówił, a ona dokładniej analizowała jego słowa, tym więcej zaczynała rozumieć. Zdradził swoją metodę postępowanie. Łatwiej było jej się opanować, kiedy rozgryzła jego taktykę i zrozumiała sposób, w jaki myślał. Może i on przejrzał ją na samym początku, ale teraz i ona była pewna, co tak naprawdę skrywa się w jego wnętrzu.
Czyste zło.
— Powiedziałam ci już wszystko, co sądzę o tej sprawie, a ty uparcie powtarzasz jedno i to samo. Naprodukowałeś się, jakby nadmiar słów wyrzuconych z twojego pyska miał zrobić na mnie wrażenie i sprawić nie wiadomo co, bylebyś ty coś na tym ugrał. Rozumiem doskonale, o co ci chodzi i do czego zmierzasz, ale bardziej niż zmienić moje zdanie, to zachęcasz mnie do zaczęcia ignorowania ciebie. Moja pozycja nie zmienia faktu, że jestem też zwykłym kotem. Takim samym jak ty, który ma swój rozum i swoje uczucia. Próbujesz sprowokować mnie, zarzucasz mi celowe utrudnianie ci życia, gdzie moja ingerencja w twoją karę nie istniała. Mówiłam wcześniej, że gdyby ode mnie to zależało, skończyłbyś inaczej. I nawet, jeśli twoja obecność mi tu nie odpowiada, przeboleje ją. Bo dobry zastępca szanuję każdego kota z klanu, wykazuje się także cierpliwością i zrozumieniem. Jeśli najdzie mnie ochota, to porozmawiam z Kamień na twój temat. Teraz jednak liczy się i twoje wychowanie, więc jeśli trochę tu posiedzisz, nabawisz się, chociaż pokory i zrozumiesz, że twoje zachowanie bywa szczeniackie. Miłego dnia, Pożarze — skwitowała. Wiedziała, że to nie koniec. Nie miała gdzie wybyć, mając dwójkę kociąt do opieki. A i nie mogła dać po sobie poznać, że w jakimkolwiek stopniu przejmuje się tą sprawą. W jednym miał rację, była dorosła i powinna dawać dobry przykład. Zniesie jego towarzystwo, a potem wszystko powróci do normalności.
— Gdzie był twój szacunek, cierpliwość i zrozumienie podczas obrażania mnie swoimi faktami, hm? — mruknął. Wbiła w niego pełen powagi wzrok. Dalej drążył jeden i ten sam temat. — Ale cóż, Jelonek wygląda na samotnego. Skoro przebolejesz moją obecność, tobie również życzę miłego dnia — rzucił niespodziewanie, czym totalnie zbił ją z tropu. Poddał się?
Chciała go zignorować. Co prawda nie mogła wiecznie nie zwracać na niego uwagi, tym bardziej, gdy nabył niepokojącej więzi z jej synem, ale w tym momencie dla własnego dobra potrzebowała się od niego odsunąć.
W żadnym miejscu go nie obraziła, znowu zaczynał przeinaczać rzeczywistość.
Cofnęła się do swoich dzieciaków i spojrzała przelotnie na Pożara. Zdecydowanie był gorszy niż jego ojciec. Z Żarem łatwiej było rozmawiać przez wzgląd na jego stan emocjonalny. Wiedziała, jak do niego podejść, bo rozumiała ból, który czuł.
Za to ten tutaj to tylko zarozumiałość zbita w rudą kulę futra. Nieustannie zarzucał ją bredniami, jakby miała od tego zmienić swoje zdanie.
Nie chciała go tu i wiedziała, że prędzej czy później — choć możliwe chciała jak najszybciej — będzie musiała się go stąd pozbyć.

***

Jej łapy przekroczyły próg legowiska. Nie starała się o ciche stąpanie po ziemi, wręcz przeciwnie. Chciała być słyszalna, a już szczególnie potrzebowała przykuć uwagę jednego, konkretnego osobnika. Klan Burzy pomimo pozornego zażegnania rasizmu, wciąż charakteryzował się obecnością dużej ilości kotów o rudym futrze. I dlatego też znalezienie kogoś o ognistej barwie sierści, w morzu identycznie wyglądających wojowników, graniczyło momentami z cudem.
— Leśny Pożarze — odezwała się na tyle głośno, by każdy, kto tu był, mógł usłyszeć jej głos.
Niektórzy spojrzeli na nią z zainteresowaniem. Nic nie mówiąc, zmrużyli oczy i albo skinęli głowami, albo olali ją. Sama tylko w przelocie zwróciła na nich uwagę, a potem wypuściła ze świstem trzymane w płucach od dłużej chwili powietrze i zatrzymała swój wzrok na odwróconej do niej plecami sylwetce.
Tak. To był ten, którego szukała.
Obeszła go i zmusiła w pewien sposób, by nie miał szans na wymówki w stylu "Nie słyszałem cię, nie widziałem cię". Nawet jeśli głowę miał pochyloną w dół, to musiał ją dostrzec.
— Chodź za mną — poleciła, prostując uszy, na pomruki zainteresowania pozostałych. Wszyscy wiedzieli, że Jeleni Puch zaginął. Ale nikt nie miał odwagi o tym mówić, a przynajmniej nie przy niej. Zdążyła już zorientować się w opinii innych i podzieliła ich na parę grup. Cześć uważała, że sam uciekł, drudzy, że zabił go zdziczały pies, a jeszcze inni uznali, że coś go porwało. Z tych wszystkich opcji tylko pierwsza by ją uspokajała, choć i tak nie potrafiła znaleźć sensownego argumentu, dla którego miałby powód do opuszczenia ich terenów.
Pożar o dziwo nie wahał się. Pomimo przemilczenia jej słów, ruszył za nią. Gdyby był to ktokolwiek inny, niż on, spojrzałaby na niego z wdzięcznością. Biorąc jednak pod uwagę fakt, ile napsuł jej krwi, nie zaszczyciła go żadnym gestem. Zadarła wysoko pysk i skierowała się w stronę wyjścia poza obóz.
— Jeśli próbujesz zaprowadzić mnie na koniec świata i zabić, bo twój syn zaginął, to wiedz, że nie mam nic z tym wspólnego — rzucił, zatrzymując się.
Skuliła uszy i ugryzła własny język. Nie mogła się tak zachowywać, niezależnie od tego, jak bardzo za nim nie przepadała. Z tyłu głowy stale tkwiła jej jedna formułka.
Była zastępczynią. Ta funkcja wymagała od niej minimalnego szacunku do każdego kota w klanie.
— Ale to ty spędzałeś z nim najwięcej czasu — zauważył, przelotnie ogarniając wzrokiem okolice. Pora Zielonych Liści zagościła u nich na dobre i tylko nadmiar opadów przypominał o tym, że zaraz nastąpią chłodniejsze dni, a drzewa przybiorą barwy czerwieni, pomarańczy i żółci.
— Mimo to...
— Gdyby chciał uciec, to na pewno by ci coś powiedział. Nie cierpię tego mówić, ale ci ufał. Byłeś i może dalej jesteś jego wzorem do naśladowania i z pewnością zwierzał ci się ze wszystkiego. Mi nie — przyznała, kryjąc żal. — Mnie nie chciał martwić. A teraz jego nieobecność martwi mnie najbardziej. Leśny  Pożarze — wymówiła to imię po raz kolejny, wkładając w swój głos pełną powagę. Nie uśmiechnęła się. Czuła się słabo. — Proszę cię, zdradź mi, czy coś ci powiedział, nim odszedł?
Mimowolnie zadrżała na dźwięk własnych słów. "Odszedł" - brzmiała tak, jakby zakładała, że umarł. Bo gdzie miałby uciec? Do innego klanu? Wtedy mógłby się zjawić na zgromadzeniu, ale nigdzie go nie widziała. A żaden z liderów ani stojących blisko skały wojowników, nie rozmawiał o nowym kocie w ich szeregach.
Nikt nigdy nie mówił, że bycie rodzicem jest proste. Ale i nikt nie mógł jej ostrzec, że nic nie zrani matczynego serca bardziej, niż brak wiedzy o stanie swojego nawet dorosłego dziecka.

<Pożar?>