BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srebrna Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srebrna Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

05 marca 2017

Od Srebrnej Gwiazdy cd. Białej Mgły

Księżyce mojego życia płynęły nieubłaganie. Miałam ich trochę powyżej stu. Przestałam liczyć. Wiedziałam, że mój czas się zbliża.Z każdym dniem byłam słabsza. Traciłam pamięć. Zapominałam o najważniejszych rzeczach. Czy tego chciał Gwiezdny Klan? Żebym długo żyła, ale przy tym cierpiała? Nie. Nie mogło tak być. Gwiezdny Klan zesłał na Burzę wiele zła i cierpienia, ale nie robił tego tylko dlatego, żeby mnie karać za moje słabości. Na pewno nie.
Przeciągnęłam się, czując, jak każda z moich starych kości strzyka, przypominając mi, że nie jestem już taka młoda i zdrowa. Że nie jestem już w formie. Że niedługo odejdę z tego świata. Wiedziałam o tym. Ale nie chciałam zostawiać Klanu Burzy bez dobrego przywódcy. Dawałam z siebie wszystko, byle tylko nie umrzeć zbyt wcześnie. Wiedziałam, że moje życie trwa bardzo długo, zbyt długo. Wdech. Wydech. Wstałam, czując, jak drżą mi łapy. Przed oczami mignął mi obraz Klanu Gwiazd. Wyszłam powoli z legowiska, patrząc na nasłonecznioną polanę. Moje zimne, zmęczone oczy dojrzały Białą Mgłę. Kotka radziła sobie bardzo dobrze z rangą zastępczyni. Byłam pewna, że to sam Gwiezdny Klan zesłał mi ją, gdy Waleczne Serce znikał w oczach. Była idealna do roli przywódcy, choć pewnie nadal nie była tego taka pewna.

***

Sprawa Malinowej Gwiazdy była przynajmniej denerwująca. Jak można przychodzić do obozu obcego klanu tylko po to, żeby rozpowiadać kłamstwa? Ufałam mojemu klanowi i raczej zauważyłabym, jakby działo się coś, co zmusiłoby ich do przekraczania granic. A skoro nic takiego się nie działo, to chyba oczywistym jest, że Burzowce nie przekroczą granicy! Proste? Chyba, że jakiś uczeń, ale to nie od razu powód do odkrywania obozu innego klanu. Skandal! Wysłuchałam kolejnych słów Białej Mgły. Skinęłam głową i zamknęłam na chwilę oczy, żeby wszystko jeszcze raz przemyśleć.
- Zwiększ liczbę patroli na granicy z Klanem Nocy. Musimy wiedzieć wcześniej, jeśli mamy być zaatakowani. Ustaw też nocnych obrońców przy wejściu. Niech stoją i pilnują, jakby Malinowej Gwieździe znowu przyszło do głowy zaatakować w nocy, jak niegdyś Czarnej Gwieździe. - spojrzałam na środek obozu, patrząc, jak część wojowników i uczniów rozchodzi się do legowisk, a część wychodzi, czy to na polowanie, czy to po to, żeby przypilnować delegacji Nocnych. - I pamiętaj, żeby zawsze w obozie było przynajmniej trzech wojowników, lub czterech uczniów. Lub jakkolwiek. Nie możemy dać się zaatakować. A na to się zapowiada. - wstałam i ruszyłam do legowiska. - Biała Mgło, jutro o świcie ruszamy do Księżycowej Zatoczki. Weź jednego wojownika, lub ucznia. Wyruszymy przed wschodem słońca. - skończyłam i weszłam do legowiska. Miałam zamiar odpocząć po tym wszystkim. Już jutro ja i moja zastępczyni skonsultujemy się z Gwiezdnym Klanem. Tylko tak możemy mieć pewność, czy mamy rację.

***

Zbudziłam się przed świtem, gdy dopiero się rozjaśniało. Medyczka dała mi medykamenty na podróż, zjadłam coś szybko i czekałam przed wyjściem, napawając się chłodnym wiatrem. Biała Mgła parę chwil później wyszła wraz z Lamparcim Krokiem. No oczywiście. Zauważyłam, że wraz ze swoim uczniem stworzyła specyficzną więź. To nie było zwykłe uczeń-mentor, to była taka prawdziwa przyjaźń. To dobrze. Bardzo dobrze. Jeśli moja zastępczyni będzie miała oddanego sobie wojownika, to cały klan ją polubi. Mam taką nadzieję.
- Gotowi? - spytałam na wszelki wypadek. Czułam się o wiele lepiej, niż zazwyczaj. Niebieskooka skinęła głową i wyruszyliśmy w stronę Zwalonego Drzewa. Lampart i Biała trzymali się z tyłu i rozmawiali. Nie dziwiłam się im. W końcu mieliśmy masę drogi przed sobą, musieli jakoś spożytkować czas. Ja miałam tylko jeden cel - dojść do Księżycowej Zatoczki.

***

Wreszcie dotarliśmy. Słońce prawie zaszło, a księżyc już był wysoko na niebie. Zrobiliśmy krótką przerwę. Czekaliśmy teraz tylko na zajście słońca. Spojrzałam na Białą Mgłę, rozmawiającą z Lamparcim Krokiem. Byli tacy młodzi. W przeciwieństwie do mnie. Mój czas się zbliżał. Bardzo szybko. Miałam nawet pewność, że nie dożyję pory szczytowania księżyca. Nie miałam już sił. W dodatku ufałam zastępczyni. Na pewno zajmie się klanem. 
Księżyc wreszcie był najwyżej na niebie. Nadeszła ta chwila. Podeszłam do wody i zamoczyłam przednie łapy. Nagle zobaczyłam Gwiezdny Klan. Rozejrzałam się. Było tu tak cicho i spokojnie, choć wokół było sporo kotów. Pierwszym, który wyszedł z tłumu był Bury Grzbiet. Tak za nim tęskniłam. Wiedziałam, że mając z nim kocięta ryzykowałam jego pozycją w oczach Gwiezdnych, ale wyszło dobrze. Przywitałam się z nim, ocierając się policzkiem o jego pysk.
- Widziałeś, co się działo, prawda? - spytałam i spojrzałam mu w oczy. Najbardziej interesowały mnie teraz sprawy klanu. Medyk skinął głową, a zza niego wyłoniły się dwa znajome koty - Waleczne Serce i Uschnięty Liść, pierwsza medyczka Klanu Burzy.
- Wszyscy widzieliśmy. - odparł mój pierwszy zastępca. Niespodziewanie spostrzegłam, że siedzi za nim jego partnerka - Beżowa Dusza, wraz ze swoją córką, Beżową Łapą. Dalej od całej grupy siedzieli dawni wojownicy i inni członkowie klanu. Z boku, przyglądając się wszystkiemu ze stoickim spokojem siedziały inne klany.
- Doradzicie mi? Co... Co ja mam zrobić? Nie chcę znów ryzykować wojną z Klanem Nocy... Oni... mieli być sojusznikami... - spuściłam wzrok. Nie miałam pojęcia, czemu tak się wszystko potoczyło. Najpierw wojownik Klanu Nocy oddał nam swoje kocięta, potem pierwsza wojna, którą wygraliśmy. Następnie zagrożenie drugą. Miałam dość. Klan Burzy miał być ostoją spokoju od wojen, klanem neutralnym, niewtrącającym się w kłótnie. Tymczasem został wplątany w jedną z większych walk. 
- Rób co uważasz za słuszne. - odpowiedziała pierwsza medyczka. Spojrzałam na nią.
- Właśnie o to chodzi, że nie mam pojęcia, co uważam za słuszne! - zawołałam na wpół z wyrzutem. Od dawna nie byłam pewna swoich decyzji, ale starałam się robić to, co wydawało mi się najlepsze. Czasem było to kompletnie nietrafione, ale klan jakoś żył. Nastała chwila ciszy. Bury Grzbiet zamknął oczy.
- W takim razie już nigdy więcej nie będziesz musiała decydować, pomiędzy złem, a złem. - powiedział w końcu. Nie wiedziałam, co to miało znaczyć, ale nagle znów byłam w Księżycowej Zatoczce, a Klan Gwiazd zniknął. Rozejrzałam się niespokojnie i powoli wyszłam z wody.
- Biała Mgło? Lamparci Kroku? - spytałam, jeszcze nie do końca świadoma, że jestem znowu w rzeczywistości.
- Tutaj jesteśmy. - usłyszałam głos zastępczyni i podeszłam do niej lżejszym, niż podczas podróży krokiem.
- Ruszamy do obozu. - zdecydowałam i ruszyłam. Młodsi szli za mną. Czułam się... inaczej. Lepiej.
Jednak w połowie drogi, w wąwozie pomiędzy Klanem Nocy a Klanem Klifu nagle wszystko zaczęło wirować. Upadłam, a wszystkie zmysły powoli zaczęły znikać. Najpierw węch, czułam coraz mniej. Potem i dotyk, czułam tylko, jak ktoś mnie podnosi, a potem już nic. Następny był smak, a potem powoli zaczął odchodzić wzrok.
- Biała Mgło... opiekuj się... moim klanem... - zdążyłam jeszcze powiedzieć, zanim przed oczami zrobiło mi się kompletnie ciemno, a słyszane, zdenerwowane głosy zaczęły się powoli oddalać i znikać...
I nagle rozbłysło światło.
Zobaczyłam Białą Mgłę i Lamparci Krok, jak zdenerwowani nie wiedzą, co robić, a pomiędzy nimi leży moje ciało. To wszystko zaczęło się oddalać, aż znów zobaczyłam Gwiezdny Klan.
- Czy... czy to miałeś na myśli? - spytałam Burego Grzbietu, który wciąż siedział na przedzie. Skinął głową. I wtedy wiedziałam.
Umarłam.

<Biała Mgło? :UUU>

27 grudnia 2016

Od Srebrnej Gwiazdy

Księżyce mijały. Starzałam się. Prawdopodobnie byłam już najstarszą kotką w lesie. Rzadko zdarzało się, żeby jakiś kot dożywał tak starego wieku, a już na pewno nie lider z pełnym zestawem żyć, danym mu przez Gwiezdnych. Czy to jakiś znak? Czy nie zajmuję się klanem tak, jak powinnam? Czy kogoś zawiodłam? Zawiodłam w walce. W walce, w której poległa wojowniczka. To ja powinnam walczyć zamiast niej, to ja powinnam stracić życie. Nikt by wtedy nie ucierpiał. A tak... Tamta kotka musiała za wcześnie spotkać Gwiezdny Klan. Już nawet nie myślę o Smutnym Śpiewie - jest zdrajcą, ale przynajmniej znalazł swoje miejsce.* Klan Wilka jest dobrym miejscem. Mieli w przeszłości parę wojen, ale nie zapowiadało się na kolejną. Może i Wodna Gwiazda zapowiedział jakąś... Bitwę? Ale to nie wpływało na to, że podziwiałam Klan Wilka. A Klan Burzy... To pomyłka. Marnuję życia kotów, które mogłyby przydać się w lepszym klanie. Ale nie mogę się wycofać. Oni wszyscy we mnie wierzą. Nie chcą, żebym się poddała. I tego nie zrobię.
- Srebrna Gwiazdo? - usłyszałam głos Białej Mgły. Weszła do mojego legowiska, a ja poprawiłam się na miękkim mchu.
- Tak, Biała Mgło? Coś się stało? - spytałam spokojnym głosem, choć był... Inny niż parę księżyców wcześniej. Bardziej wyprany z emocji. Zmęczony.
- Na granicy z Klanem Wilka napotkaliśmy zapach samotników. Dwójka ich była. Nawet mieli wyłożone legowiska i zdobycze, ale zabraliśmy je i oznaczyliśmy, żeby nie wrócili. - powiedziała prawie na jednym wydechu. Przytaknęłam.
- Zwiększ patrole w tamtej okolicy. Samotnicy zawsze byli problemem... - zamknęłam oczy i delikatnym machnięciem ogona zasygnalizowałam, że może iść. Moja zastępczyni była jeszcze młoda, nie zawsze wiedziała, co robi. Na szczęście bardzo szybko się uczyła i nie było z nią problemów. Może wybrałam ją za szybko? Może faktycznie robiłam to pod wpływem presji? Możliwe. Nie zmienia to jednak faktu, że była dobrą zastępczynią i wojowniczką.
Wyszła, a ja zostałam sama ze swymi myślami. To wszystko zaczęło mnie męczyć i przytłaczać. Nic dziwnego - w końcu służyłam Klanowi Burzy prawie całe życie. W końcu ze zmęczenia po prostu odpłynęłam i usnęłam.

<Cho no tu, mój ukochany medyku, nawiedzaj, Bury Grzbiecie! :V>

18 grudnia 2016

Od Srebrnej Gwiazdy cd. Kwiecistej Łapy (Wiatru)

Chciała zmienić stanowisko. Tak po prostu chciała zmienić stanowisko, gdy tak na prawdę potrzebujemy każdego medycznie wytrenowanego kota. Bo co by było, jakby Królicza Skórka była na zbieraniu ziół, a ktoś by umierał? Ale cóż, nie można jej zabronić.
- Kwiecista Łapo, przemyśl tą decyzję. Za pięć wschodów słońca przyjdź do mnie z decyzją. Nie chcę, żebyś decydowała zbyt pochopnie. - powiedziałam w końcu. Nie mogę dać jej tak po prostu zmienić stanowiska. A co, jeśli znowu się rozmyśli? Nie mogę pozwolić na coś takiego. Kotka skinęła głową z zawodem w oczach. No cóż, czasem tak trzeba. Nawet, jeśli chciała, to może to było chwilowe? Nie wiem. Może się nie dowiem.

~*~Pięć wschodów słońca później~*~

Dzień zapowiadał się pięknie. Słońce świeciło, ptaki śpiewały. Nie było o co się martwić. Jednak wtedy przypomniałam sobie rozmowę z Kwiecistą Łapą. Zmartwiłam się. Dotrzymywała słowa i do tego czasu nie przyszła o tym rozmawiać. Jednak dzisiaj nadszedł dzień, gdy to wszystko miało się wyjaśnić. Gdy wszystkie wątpliwości miały zostać rozwiane. Siedziałam jak zwykle w swoim legowisku, odpoczywając i zastanawiając się nad sensem życia. Nad sensem istnienia. Nad wszystkim, co związane z Klanem Burzy. Nad moimi przeszłymi decyzjami, które spowodowały cierpienie, lub wręcz przeciwnie - tymi, które sprawiły, że Burza rosła w siłę. Szkoda tylko, że szybciej rosły inne klany. Klan Nocy był już pewnie dwa razy taki, jak jeszcze jakieś dwadzieścia księżyców temu. A my? W klanie nie rodziły się prawie żadne kocięta. Wojownicy to w większości byłe pieszczoszki. Co począć? Gwiezdni, pomóżcie...
- Srebrna Gwiazdo? - usłyszałam głos z wejścia do mego legowiska. Poprawiłam się, aby leżeć z łapami podwiniętymi pod siebie i spojrzałam w tamtą stronę.
- Wejdź, proszę. - odparłam, czekając na źródło tego głosu. Byłam pewna, że była to Kwiecista Łapa i nie pomyliłam się. Młoda kotka weszła do jaskini i stanęła przede mną.
- Srebrna Gwiazdo, chciałam porozmawiać z tobą o naszej wcześniejszej rozmowie... - zawahała się na chwilę. Temat ten widocznie nie podchodził jej łatwo. - I o mojej decyzji...
- Proszę, mów, Kwiecista Łapo. - skinęłam jej głową powoli. Mój wiek odzywał się do mnie z każdym gwałtowniejszym ruchem.
- No więc... - ponownie załamał jej się głos. Wiedziałam, że nie była to dla niej łatwa decyzja, więc nie miałam zamiaru jej przerywać. Jedynie patrzyłam na nią wyczekująco.

<Kwiecista? Kończmy to szybko>

14 listopada 2016

Od Srebrnej Gwiazdy cd. Białej Mgły

Czy ona w siebie wierzyła? Nie miałam tej pewności. Była młoda i mogła się obawiać piastowania wysokiego stanowiska, ale koniec końców każdy kot marzył o byciu przywódcą.
- Jak nie dasz rady, to najwyżej klan popanie w ruinę, co zrobić? - westchnęłam. - Ale spokojnie, dopóki żyję, będę cię wspierać. Po mojej śmierci może też... - wymruczałam spokojnie i obeszłam kotkę dookoła. Pamiętam czasy, gdy sama taka byłam. Też byłam młoda i zagubiona, nie wiedziałam, gdzie moje miejsce.
- Jesteś młoda, ale mądra. Dasz radę.

~Tajm skip again~

Teraz przyszedł czas na największą próbę dla Białej Mgły. Byłam w ciąży i niedługo miałam rodzić, więc nie mogłam całego czasu poświęcać klanowi. Serce mnie bolało, ale cóż mogę zrobić?
Szlam w stronę stosu z żywnością, aby wybrać coś dla siebie. Wzięłam chudego królika i poszukałem wzrokiem kogoś do rozmowy. Znalazłam w końcu Waleczne Serce i podeszłam do niego. Położyłam się obok i zaczęłam jeść i dzielić z nim języki.

<Biała Mgło, podejdziesz, czy kończymy?> <I na litość Gwiezdnego Klanu, pisz z kimś jeszcze XD>

01 listopada 2016

Od Srebrnej Gwiazdy

Obserwowałam ich od jakiegoś czasu. Gdy trenowali, siedziałam blisko w krzakach, aby ich obserwować. Lamparcia Łapa i Mysia Łapa byli silni, mimo, że nie ukończyli treningu. Słyszałam pewnego dnia ich rozmowę. Mówili o wojowniczkę Klanu Nocy, która była młodsza od nich, a już była rangę wyżej. Leżałam w swoim legowisku i patrzyłam na wracających uczniów. Czarny kocurek miał spuszczoną głowę. Do mojego legowiska weszła Biała Mgła.
- Jak idą treningi? - spytałam. Skierowałam swój wzrok w stronę legowiska uczniów, przed którym siedziało rodzeństwo i dzieliło się świeżo upolowanym królikiem.
- Nie jest źle, Lamparcia Łapa ostatnio zaatakował intruza, ale był z nim inny kot. Musieliśmy uciekać. Zwiększę patrole w tamtych okolicach. - odparła zastępczyni. Przytaknęłam z zamkniętymi oczami.
- Czy wiesz, jak idzie trening Mysiej Łapy? - spytałam po chwili.
- Rozmyty Pył mówił, że dobrze. Chyba są na tym samym poziomie, co my. - stwierdziła, a jej wzrok na chwilę powędrował w stronę wojownika, wchodzącego do legowiska.
- Dobrze, dziękuję Biała Mgło. - powiedziałam i dźwignęłam się na łapy. Wyszłam z legowiska i wskoczyłam na wysoką skałę.
- Niech wszystkie koty zbiorą się pod Wysoką Skałą! - zawołałam i chwilę poczekałam. Zostałam powitana zdziwionymi spojrzeniami.
- Lamparcia Łapo, Mysia Łapo, wystąpcie. - powiedziałam głośno. Uczniowie wyszli z tłumu z uśmiechami na pyszczkach.
- Ja, przywódczyni Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, by spojrzeli na tych dwóch uczniów. Trenowali pilnie, by poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam wam ich jako kolejnych wojowników. Lamparcia Łapo, Mysia Łapo, czy obiecujecie przestrzegać kodeksu wojownika i bronić klanu nawet ceną życia? - spytałam.
- Obiecuję! - zawołali jednocześnie. Zmrużyłam oczy.
- Lamparcia Łapo, od dziś będziesz znany jako Lamparci Krok. Klan Burzy uznaje twoją odwagę, witamy cię jako pełnoprawnego wojownika. - powiedziałam. - Mysia Łapo, od dziś będziesz znana jako Mysi Nos. Klan Burzy uznaje twoją siłę, witamy cię jako pełnoprawnego wojownika. - zakończyłam. Wokoło brzmiały imiona młodych wojowników. Zeszkoczyłam ze skały i wróciłam do legowiska.

<Ktoś albo nikt :v>

09 października 2016

Od Srebrnej Gwiazdy cd. Białej Mgły

Młoda kotka na pewno będzie przydatna w klanie. W końcu każdy się przyda.
- Teraz możesz iść na polowanie. W Porę Opadających Liści zawsze przyda się zwierzyna. - powiedziałam i zerknęłam na stos świeżej zdobyczy. Był dość mały, pół klanu by się nie najadło. Na szczęście nie wszyscy jeszcze wrócili z polowań i patroli, może stos się powiększy.
- Biała Mgło, może wybrałabyś się ze mną na polowanie? Nie ma po co iść oddzielnie, a i tak miałam zamiar iść zapolować. Przy okazji zobaczysz tereny. - posłałam jej spokojny uśmiech. Od jakiegoś czasu czułam się... słabsza. Wypompowana z energii. Mój czas się kończył. Musiałam też myśleć o nowym zastępcy, bo widziałam, jak z każdym dniem Waleczne Serce przygasał. Służył Klanowi Burzy przez wiele księżyców, niedługo będę musiała go odesłać do legowiska starszyzny...
Spojrzałam jeszcze raz na kotkę, wyczekując jej odpowiedzi.

<Biała Mgło?>

10 września 2016

Od Srebrnej Gwiazdy cd. Białej Mgły

- Byłaś wcześniej w jakimś klanie? - spytałam kotkę. Prezentowała się obiecująco, spokojna i bezkonfliktowa. Przypominała mi siebie w młodości, ale ja miałam inny kolor futra. Praktycznie tylko to nas różniło. Przynajmniej z tego, co zauważyłam.
- Byłam, ale niestety się rozpadł. Dlatego tu jestem. - odparła spokojnie. Albo udawała, albo aż tak mnie przypominała... Łał. Nigdy nie widziałam kota, który miałby tak spokojny charakter, jak ja.
- No dobrze. Umiesz polować, prawda? - to pytanie było wręcz pewne, bo wiadomo, że wojownicy muszą umieć polować. Zgodnie z moimi oczekiwaniami, kotka kiwnęła głową. Ruszyłam więc w stronę obozu, pokazując kotce, aby szła za mną. Jest jeszcze młoda, szkoda, że jej klan się rozpadł. Mogłaby się wiele tam nauczyć. Cóż... Jest jak na razie najmłodszym wojownikiem w klanie, trzeba będzie ją przetestować... Może jak będzie jakiś wolny uczeń, to jej go przydzielę? Wydaje mi się dobrym wyborem na mentora...

<Biała? :v>

06 września 2016

Od Srebrnej Gwiazdy cd. Czarnej Gwiazdy

No więc wojna... Jak ja nie chciałam, aby do tego doszło... Jednak nie mamy wyboru. Kocięta NIE NALEŻĄ się Klanowi Nocy, bo z tego, co wiem, to Czarna Gwiazda najpierw wygnał Błękitną Burzę, potem zabił jego partnerkę, czyli matkę kociąt. Wtedy Błękit był już samotnikiem, więc skoro kocięta nie idą z matką, to idą z ojcem. Nie z żadnym dziadkiem. Nie z klanem, którego krew w nich płynie. Z ojcem. A ten oddał kocięta pod opiekę Klanu Burzy, więc wojna jest wbrew kodeksowi. Ale nikomu krzywda się nie stanie...
Wróciłam do obozu i opowiedziałam o wszystkim Walecznemu Sercu, Buremu Grzbietowi i Błękitnej Burzy. Musi o tym wiedzieć...
- Błękitna Burzo, nie martw się o kocięta. Waleczne Serce zaraz zorganizuje patrole z najszybszych kotów w klanie. W razie wyczucia zagrożenia patrol przybiegnie, poinformuje nas, a wtedy ty, wraz z kociętami, Srebrną Sadzawką i Króliczą Łapą uciekniecie z obozu. My będziemy walczyć, jeśli zajdzie taka potrzeba... - westchnęłam i spojrzałam na zastępcę oraz medyka. Skinęli głowami, choć nie do końca byli pewni tej decyzji. W końcu siła obu wojowników mogła się przydać. Co z tego, że Błękit był więźniem? Widać, że dla swoich kociąt jest w stanie zrobić wszystko. - Nie martwcie się, jeszcze przed zachodem słońca będziemy gotowi...

<Błękitna Burzo? Czarna Gwiazdo?>

05 września 2016

Od Srebrnej Gwiazdy cd. Czarnej Gwiazdy

Warunki narzucone przez Czarną Gwiazdę były nie do zaakceptowania. To Błękitna Burza jest ich ojcem i to ON zadecydował. Niestety, ale lider Klanu Nocy nie ma nic do gadania.
- Czarna Gwiazdo, Błękitna Burza chciał, żeby jego kociaki były w Klanie Burzy. - usiadłam i odparłam spokojnie. Nie chciałam, aby między naszymi klanami wybuchła wojna przez jakieś kociaki. Jednak nie mam zamiaru oddawać kociąt, które zostały naszemu klanowi podarowane. Mam być na każde zawołanie Czarnej Gwiazdy? O nie, tak to nie działa.
- Powtórzę jeszcze raz, te kocięta mają krew Klanu Nocy, więc należą do niego! - warknął znowu. Widać było, że nie jest do końca wściekły, ale też zwyczajnie się martwi. Siedziałam w milczeniu. Po chwili jednak znów się odezwałam:
- Z tego, co wiem, to Błękitna Burza jest ojcem kociąt, dlatego to on decyduje, gdzie będą te kocięta należeć. Uważam, że najlepiej będzie, jeśli zostaną w Klanie Burzy, zgodnie z wolą ich ojca. - mój głos był spokojny, jednak przez wszystko byłam o krok od zwyczajnego odejścia i zostawienia lidera Klanu Nocy samego. Jednak nie mogłam, mogłoby to wywołać niepotrzebną wojnę...

<Czarny?>

Od Srebrnej Gwiazdy [ZE]

Spory. Koty zaczęły syczeć na siebie i na zastępcę Czarnej Gwiazdy. Nie rozumiałam, o co im chodzi.
- CISZA! - mój głos zabrzmiał niczym błyskawica uderzająca w ziemię. Machnęłam nerwowo ogonem i uderzyłam nim w skałę. Koty na szczęście się uspokoiły.
- Nawet, jeśli ojciec Wodnego Ogona jest mordercą, to nie oznacza, że jego syn musi taki być! Czarna Gwiazda chyba nie bez powodu go wybrał, prawda? - syknęłam, przelatując wzrokiem po zgromadzonych wojownikach, uczniach i medykach. Nadal były spięte i gotowe, aby w każdej chwili móc rozszarpać zastępcę Czarnej Gwiazdy, który posłał mi wdzięczne spojrzenie. W końcu nie ważne, kto jest jego ojcem. Jeśli będzie dobrze służyć klanowi, to mógłby nim być nawet najgorszy kot z Miejsca Gdzie Brak Gwiazd.
- Jeśli pozwolicie, teraz ja się wypowiem. Klan Burzy ostatnio się rozrósł. Niestety straciliśmy świetną wojowniczkę, jednak dała ona życie dwóm, silnym uczniom! Dodatkowo do klanu dołączyło paru wojowników. Jednak przez zbliżającą się Porę Nagich Drzew i od niedawna psy, które kręcą się w okolicach naszych terytoriów, zwierzyny jest mniej. - ostatnie zdanie wypowiedziałam ze zmartwieniem. Jeśli dalej tak pójdzie, to gdy będzie Pora Nagich Drzew, połowa wojowników będzie chodzić głodna. Albo gorzej...
- Onyksowa Gwiazdo, może ty chciałbyś teraz zabrać głos?

03 września 2016

Od Srebrnej Gwiazdy [ZE]

*opo Błękita*
- Dlatego chciałabym, aby poza mną, Walecznym Sercem i Burym Grzbietem na zebranie udali się Smutny Śpiew, Srebrna Sadzawka, Rozżarzony Ogon, Burzowe Gardło, Rozmyta Łapa i Błękitna Burza. - powiedziałam, unosząc głowę do góry.
- Ja? Srebrna Gwiazdo, tam będzie Czarna Gwiazda i cały mój klan! - zdziwił się Błękitna Burza, jednak ja tylko kiwnęłam głową potwierdzająco.
- Popieram Błękitną Burzę. Srebrna Gwiazdo, nie sądzisz, że byłoby to zbyt wyzywające? - tym razem głos zabrał mój zastępca.
- Nie martw się Waleczne Serce, wiem co robić.

*tajm skip*

Grupa kotów z Klanu Burzy szła za mną. Podążałam w stronę Drogi Grzmotu, która jako jedyna dzieliła nas od Matczynego Pyszczka. Mieliśmy teren najbliżej, a tylko Klan Nocy przekraczał nasze tereny, więc było w porządku. Jednak mimo wszystko martwiłam się, co będzie, jeśli nasz sojusznik dowie się, że przetrzymujemy Błękitną Burzę. W końcu według nich jest zdrajcą, prawda? W końcu przekroczyliśmy Grzmiącą Ścieżkę bez strat i ran. Jedynie mieliśmy lekko obolałe łapy.
Usiadłam na najwyższej ze skał przed jaskinią, a wybrani przeze mnie usiedli na dole. Jedynie Waleczne Serce i Bury Grzbiet usiedli trochę bliżej, ale nie wyżej niż reszta. Czekałam już tylko na resztę klanów.

17 sierpnia 2016

Od Srebrnej Gwiazdy cd. Burego Grzbietu

Gwiezdny Klanie, czemu medycy nie mogą wieść normalnego życia? Czy to może dlatego, żeby mogli całe swoje życie poświęcić leczeniu kotów? Ale przecież miłość jest cały czas i nie przeszkadza w pracy! Gdybym tylko mogła, dałabym Buremu Grzbietowi możliwość... Moment! Słowo przywódcy jest prawem. Tak! Może Gwiezdni mnie za to znienawidzą, może trafię do Miejsca Gdzie Brak Gwiazd, ale przynajmniej będę szczęśliwa.
- Bury Grzbiecie... - nie wiedziała, jak na to odpowiedzieć, choć nadal zachowała spokój. - Uważam, że Gwiezdni wybaczą... Przecież to nic złego... Jeśli nikt się nie dowie... Przeproszę Klan Gwiazd... - wymruczałam. Słowo przywódcy jest prawem. Zawsze mogę dać mu prawo do tego jednego ( ͡° ͜ʖ ͡°).
- To jest złamanie Kodeksu... - powiedział smutno. W jego głosie było coś, co dawało mi pewność, że też czuł się podobnie do mnie.
Nadal nie byłam pewna tego, co robię. Wytrwam, ale muszę to zrobić bez nerwów. Mimo wszystko mój głos drżał, podobnie jak prawie każda część mojego ciała. Machnęłam ogonem.
- Słowo przywódcy jest prawem. - odparłam spokojnie. - Więc daję ci prawo do jednorazowego złamania kodeksu.

<Bury? ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)>

15 sierpnia 2016

Od Srebrnej Gwiazdy cd. Burego Grzbietu

Gwiezdny Klanie, pomóż... Proszę, wybacz... To wszystko było takie... Skomplikowane... Odwróciłam głowę. Kocur podszedł bliżej, a wtedy położyłam głowę na jego grzbiecie i zacisnęłam powieki. Czemu Gwiezdny Klan nie pozwala medykom na normalne życie? Jeszcze nie rozumiałam, czy to na pewno jest miłość, ale... Czułam, że powoli się do tego zbliżam. W sumie nie byłoby problemu, gdyby nie to, że będąc ze mną Bury Grzbiet złamałby kodeks. A łamania kodeksu tolerować nie powinnam... Czemu to musi być tak skomplikowane?
Leżałam z głową wtuloną w bark medyka. Chciałam, aby ten moment mógł trwać, bez ryzyka, że ktoś to zauważy. Bury Grzbiet był tym, na którym mi zależało. I pomyśleć, że niedawno dołączył...
Prawdopodobnie kocur był teraz zdziwiony, może nawet przestraszony. Zamruczałam uspokajająco i otworzyłam oczy. Spojrzałam, czy nikt nie idzie, ale - na szczęście - było pusto. Obóz o tej porze dnia zazwyczaj był pusty, wszyscy mieli zajęcia. Gdzie jest Królicza Łapa? Pewnie poszła nazbierać jakiś ziół, może Bury specjalnie ją wysłał... Może chciał mi o tym powiedzieć? A może wolał to zataić? Mimo wszystko poczułam ulgę, gdy dowiedziałam się, że moje uczucia nie spotkają się z wyśmianiem.
- Bury Grzbiecie... Mało czasu spędzamy razem... Wykorzystajmy go jak najlepiej. - wymruczałam i zamknęłam oczy.

<Bury? ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)>

13 sierpnia 2016

Od Srebrnej Gwiazdy cd. Burego Grzbietu

Pomaganie medykowi nie byłoby problemem. Problemem było to, jak żałośnie się przewróciłam. I gdzie jest ta silna, wytrzymała Srebrna Gwiazda? A może to buras powoduje, że tracę siły? Może wręcz manipuluje mną, żebym osłabła? Żebym się tak czuła? Chociaż... Po co? Co to za teorie w mojej głowie?
Słowa dotyczące tego, jak długo mam tu zostać, lekko mnie zmieszały. On mi czytał w myślach? Czy tak dobrze było mu się w moim towarzystwie? Czy czuł się tak samo? W mojej głowie kotłowały się myśli. Po raz pierwszy moje zachowanie było tak... inne. Ta poważna, silna Srebrna Gwiazda ustąpiła miejsca wątłej, uczuciowej, wiecznie pytającej Srebrnej Łapie! Nie chcę, aby ktokolwiek, poza Burym Grzbietem wiedział, jak się przy nim zachowuję.
- Nie musisz mi pomagać, lepiej wróć odpoczywać. - zdołał powiedzieć, gdy pomógł mi wstać. W jego głosie brzmiała troska. Zaprowadził do legowiska.
- A tak w ogóle, to uroczo się przewracasz - zaśmiał się. Nie było w tym lekceważenia, czy drwiny. O nie, on mówił poważnie. Ochrzań go! Nie tak się zwraca do liderki! Krzyczał jakiś głos w mojej głowie, ale stłumiłam go. Zawstydzona położyłam uszy po sobie i gdyby nie futro, to prawdopodobnie mogłabym być teraz nazywana Czerwoną Gwiazdą. Czy on czuje to samo, co ja? Położyłam się w legowisku i spojrzałam na kocura.
- Bury Grzbiecie, możemy porozmawiać? - mój głos nie był taki neutralny, czy zimny, jak zwykle. Brzmiała w nim nadzieja. Chciałam, aby kocur mógł porozmawiać. - Od jakiegoś czasu czuję się... Inaczej w twoim towarzystwie... Czy mi się tak tylko wydaje? - spojrzałam na niego swoimi błękitnymi oczami, które wręcz zdradzały wszystkie uczucia. Strach, niepewność, no i oczywiście wielkie uczucie do medyka.

<Bury? ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)>

Od Srebrnej Gwiazdy cd. Burego Grzbietu

Cieszyło mnie, że Bury Grzbiet odnalazł się w klanie. Chyba pierwszy raz tak polubiłam jakiegoś kota. Wyjątkiem był Waleczne Serce, któremu zaufałam, dając mu stanowisko zastępcy. Praktycznie go nie znałam, ale jakoś... On miał w sobie coś takiego, co powiedziało "jestem godny zaufania". Może to jego charakter?
- Jak się czujesz? - spytał medyk z uśmiechem. Ten uśmiech... Niecodzienny. Wzbudził we mnie takie przyjemne uczucie.
- Już lepiej, choć rany nadal bolą i raczej nie dam rady polować przez jakiś czas... - uśmiech zszedł mi z pyszczka, po czym powrócił. - Ale trudno. Ile jeszcze będę musiała tutaj zostać? - przekręciłam lekko łepek. Jak najdłużej! Usłyszałam cichutki głos w głowie. Był... dziwny. Choć... Trochę się z nim zgadzałam. Zostać mogłabym tu nawet przez parę księżyców. Bury Grzbiet był świetnym towarzystwem. Myślę, że w sprawach klanowych raczej będę się najpierw radzić u niego, a dopiero potem u Walecznego Serca. Zastępca miał ważniejsze rzeczy na głowie. Może i ochłonął po stracie swojej ukochanej, ale nadal ma potomka do wytrenowania. Wracając...
Nie znałam kocura długo, ale poczułam, że darzyłam go sporym uczuciem. Może nie powiedziałabym, że go kocham, bo medyk nie może, a poza tym nie wiem, jak to jest, ale na pewno jest on bardzo dobrym przyjacielem. Gdyby nie jego stanowisko, prawdopodobnie chciałabym zacieśnić z nim więzy, jednak... Jest medykiem... Tak nie można... Kodeks, Gwiezdny Klan...
Wstałam na ociężałych łapach i podeszłam do niego.
- Pomóc ci w czymś? - spytałam, widząc, jak przegląda i przekłada zioła. Nagle moje łapy się zatrzęsły i upadłam wprost na Burego.

<Buraseu? ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)>

12 sierpnia 2016

Od Srebrnej Gwiazdy cd. Burego Grzbietu

Walka z psem nie była prosta. Żaden kot sam by sobie nie poradził. Wiedziałam, że muszę uciec, ale nie dawałam sobie rady. Nagle coś mocno przywaliło w kundla. Tym czymś był Bury Grzbiet. No proszę, nasze drogi znów się skrzyżowały. Przeznaczenie? Pies po chwili zrezygnował z walki i uciekł. Kocur pomógł mi dojść do obozu.
Doczłapałam do legowiska medyka, gdzie Bury Grzbiet podał mi trochę ziarenek maku i owinął moje rany pajęczynami. Był bardzo utalentowany, to trzeba przyznać. Podeszłam do niego, gdy szukał jakiegoś ziela.
- Dziękuję ci. Gdyby nie to, że przyszedłeś, prawdopodobnie już by mnie nie było. - dotknęłam nosem jego policzka i przymknęłam oczy. Chyba poczułam się... Inaczej. Może ziarenka maku zaczęły działać? Medyk był pierwszym kotem, z którym mogłam tak normalnie porozmawiać. Ufała mu. Czułam się przy nim swobodnie, nie musiałam mówić tak poważnie, jak do klanu. Nawet Waleczne Serce nie był mi tak bliski. A przecież był tu o wiele dłużej. Odsunęłam się i zawróciłam do legowiska, w którym kazał mi leżeć bury kocur. Rany bardzo bolały, ale dało się wytrzymać. Dla klanu muszę wytrzymać wszystko.

<Bury? ( ͡° ͜ʖ ͡°)>

11 sierpnia 2016

Od Srebrnej Gwiazdy cd. Burego Grzbietu

Skinęłam mu głową ze zrozumieniem i wdzięcznością. W końcu wiem, że uczenie kotów nie jest łatwym zajęciem. Może nie miałam nigdy ucznia, ale uczyłam niektóre koty o tym, jak się żyje w klanie. Wiem, że proste to nie jest.
- Oby ten Trzmiela Gwiazda cierpiał w Miejscu Gdzie Brak Gwiazd, medycy to bardzo ważne koty. - zmrużyłam oczy. Jak taki lider w ogóle mógł zostać wybrany? Gwiezdny Klanie, czemu poświęciłeś tyle kotów?
Uśmiechnęłam się. I gdyby nie to, że Bury Grzbiet jest medykiem, to pewnie bym się zarumieniła. Hej, nie codziennie jakiś kocur mówi ci, że cię lubi! Nikt mi jeszcze nie powiedział tak miłej rzeczy. Zazwyczaj to było "dziękuję". I tyle. No cóż...
- Nie musisz być wdzięczny. Klan Burzy bardzo potrzebował medyka. To bardziej ja powinnam być ci wdzięczna. - przymknęłam na chwilę oczy, wyobrażając sobie Uschły Liść, wpatrzoną w nas z Gwiezdnego Klanu. Tak... Bardzo potrzebowaliśmy kogoś, kto nam ją zastąpi... Otworzyłam oczy i przyjacielsko Ta, jasne ( ͡° ͜ʖ ͡°) dotknęłam delikatnie nosem policzka medyka, po czym ruszyłam w stronę wyjścia z obozu.
- Miło się rozmawiało, Bury Grzbiecie, ale idę na patrol. Jeszcze zajrzę do ciebie. - uśmiechnęłam się lekko w stronę medyka i wyszłam z obozu.

~*~

Idąc wzdłuż granicy natknęłam się na dziwny smród. To była woń... Psa! Musiał być gdzieś blisko, bo zapach był bardzo wyraźny. Nagle... Skoczył na mnie średniej wielkości pies. Nie był wiele większy ode mnie, ale musiałam szybko coś wymyślić. Odwróciłam się na grzbiet i drapnęłam go tylnymi łapami w brzuch. Ugryzłam kundla w łapę i wyturlałam się spod wroga. Ten skoczył na mnie z zębami, parę razy gryząc w łapy i raz w kark. Drapnęłam go w pysk i to podziałało. Zwierzę miało wielką szramę na oku, strasznie krwawiła. Wycofał się. Na ociężałych łapach wróciłam do obozu.

<Bury? Ocal mnie ( ͡° ͜ʖ ͡°)>

Od Srebrnej Gwiazdy cd. Burego Grzbietu

Królicza Łapa serio miała trudny charakter. Rozumiem ją, straciła matkę, a w dodatku nie mogłaby zostać wojownikiem, ale to nie powód, aby zachowywać się, jakby bycie medykiem to największa hańba świata. Przecież jestem pewna, że córka mojego zastępcy będzie świetnym medykiem, może nawet lepszym, niż Sowa medycy z innych klanów. Jednak ufam Buremu Grzbietowi, skoro mówi, że da sobie radę.
- Mam nadzieję, że będzie wdzięczna Gwiezdnemu Klanowi za to, że mogła nim zostać. Jednak ufam ci, Bury Grzbiecie, że nauczysz ją wszystkiego, co wiesz. - mówiła głosem spokojnym, ale radosnym. Kocur był godny bycia w klanie i posiadania tak ważnej funkcji.
- Każdy klan, który jest obecnie w lesie doceniłby medyka. Tutaj nie ma klanów, które uważają medyków za gorszych, za kaleki. A przecież część medyków idzie tą drogą z własnej woli. I za to ci dziękuję, Bury Grzbiecie. Za to, że poszedłeś tą drogą i trafiłeś do Klanu Burzy. Gdyby nie ty, prawdopodobnie Królicza Łapa nie miałaby co robić. A tak, to nie dość, że możesz uratować kogoś, to jeszcze i ona coś robi. - skończyła swoją długą wypowiedź lekkim uśmiechem.

<Bury Grzbiecie? ( ͡° ͜ʖ ͡°)>

10 sierpnia 2016

Od Srebrnej Gwiazdy cd. Burego Grzbietu

Cieszyła się, że kocurowi się tu podoba. W końcu gdyby mu się nie podobało, to by nie dołączył, czyż nie? Uważała, że pokój jest lepszy, niż wieczna wojna i mordobicie. Tym bardziej, jeśli łączy się to ze śmiercią. I żaden kot Sowa nie powie, że Klan Burzy robi źle. Gdyby nie on, to i tak wydarzyłoby się wszystko, a tak, to spokojne schronienie znalazło parę kotów.
- Cieszę się. - uśmiechnęła się lekko. Wysłuchała do końca kocura. Był praktycznie medykiem idealnym. Chce być w klanie, chce uczyć ucznia, nie jest oschły. Czego chcieć więcej? I tak złamie kodeks, huehue ( ͡° ͜ʖ ͡°)  Jest WIERNY klanowi. Najlepsza informacja, jakiej się dowiedziała.
- Jak myślisz, jak przebiegnie trening z Króliczą Łapą? Wydaje mi się, że nie za bardzo ciągnie ją do nauki... - stwierdziłam z lekkim smutkiem w oczach. Nie chcę, aby jakikolwiek kot był do czegoś zmuszany.
- Pomożesz. Na pewno pomożesz. Medyk zawsze jest potrzebny. - i znów lekki uśmiech. No bo co? Jak nie medyk, to kto uratuje wykrwawiającego się kota?

<Bury? BD>

Od Srebrnej Gwiazdy

Dziś był ten dzień. Mój klan będzie miał pierwszych uczniów. Bardzo się z tego cieszę, bo widać, że klan prawidłowo żyje. Wyszłam z legowiska i wskoczyłam na Wielki Głaz.
- Niech każdy kot dostatecznie dorosły, aby samodzielnie polować, zbierze się pod Wielkim Głazem! - zawołałam. Już po chwili stanął obok mnie Waleczne Serce. Klan zebrał się powoli wokół skały. Dwoje przyszłych uczniów patrzyło radosnym wzrokiem na mnie i wojowników. Pewnie już by chcieli siedzieć wśród nich...
- Zebraliśmy się tu na ceremonii pasowania na uczniów. Rozmytku, Beżcio, wystąpcie. - powiedziałam dość głośno i spojrzałam na kociaki. - Od dziś, Rozmytku, aż do czasu, gdy otrzymasz imię wojownika, będziesz znany jako Rozmyta Łapa. Twoim treningiem zajmie się Smutny Śpiew. - spojrzałam na wspomnianego wojownika, a ten przytaknął i ruszył w stronę ucznia. - Beżcio, od dziś, aż do momentu, w którym otrzymasz imię wojownika, będziesz się zwać Beżową Łapą, a twoim treningiem zajmie się Waleczne Serce. - kiwnęłam lekko ogonem, aby dać znać zastępcy, że ma podejść do nowej uczennicy. - Króliczku, od dziś, do dnia, w którym otrzymasz imię medyka, będziesz znany jako Królicza Łapa, a twoim treningiem zajmie się Bury Grzbiet. - medyk podszedł do swojego ucznia. Spojrzałam jeszcze w niebo i machnęłam ogonem na znak, że skończyłam. Klan zaczął wołać imiona nowych uczniów, a ja zeskoczyłam ze skały.

<Rozmyta Łapo? Beżowa Łapo? Królicza Łapo? Możecie po swoim odpisie opowiadanie skierować do kogoś innego, jeśli chcecie ^^>