BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cisowe Tchnienie x Roztargniony Koperek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cisowe Tchnienie x Roztargniony Koperek. Pokaż wszystkie posty

12 marca 2026

Od Cisowego Tchnienia CD. Roztargnionego Koperku

Westchnęła. Nie miała siły na kolejne roztrząsanie spraw, które i tak nie podlegały jej jurysdykcji. Miała nadzieję, że kot przestanie już zadawać tak dużo pytań, ale to się nie zmieniało. Z drugiej strony nie miała powodu, żeby jeno winić.
– To, co robi Zalotna Gwiazda, nie jest naszą sprawą. – powiedziała, niczym wyuczoną formułkę. Widząc jednak, że liliowe nadal wyglądało na zasmucone, popatrzyła na nie z odrobiną współczucia.
– Hej, jesteśmy w tym razem, możesz na mnie liczyć.

***

Nie podobało jej się to. Nie wiedziała, co działo się z Wrotyczową Szramą w legowisku liderki, ale definitywnie nie było to nic dobrego. Powiodła wzrokiem za kotką wychodzącą z legowiska medyka. Kiedy ostatnio odwiedzała lecznicę, zachowywała się inaczej. Pomimo że nie mogła powiedzieć, że się martwiła, napawało ją to w jakimś sensie niepokojem. Przestała się już winić. Była na tyle inteligentna, że wiedziała, że nie da rady pozbyć się jakiegoś poczucia odpowiedzialności za Wrotycz na długo. To był jeden z tych momentów, kiedy lecznica była prawie całkowicie pusta. Oprócz niej przebywało tu tylko Koper. Właśnie. Asystent medyka podeszło do niej i usiadło obok. Nie odzywało się. Z nimi też był dziwny przypadek. Pomimo początkowej niechęci względem aroganckiego ucznia, teraz było ono dla niej najbliższym kotem z klanu. Prawdopodobnie ostatnim, z którym będzie jej dane nawiązać więź.
– Koper.
Niebieskookie zdziwiło się. Pewnie dlatego, że zazwyczaj używała jeno pełnoprawnego imienia.
– Obiecaj mi, że kiedy trafisz do ziemi bez gwiazd, znajdziesz mnie tam.

<Koper?>
Wyleczeni: Wrotyczowa Szrama

01 marca 2026

Od Roztargnionego Koperku CD. Cisowego Tchnienia

Jakiś czas temu

Koper zastrzygło lekko uchem zaintrygowane słowami medyczki.
— Jak to nie miała być medyczką? Co masz przez to na myśli? — zapytało, siadając nieopodal. — Była inteligentna. Takie koty zawsze są lepszymi medykami — mruknęło, cicho, a następnie pokręciło niemrawo głową. — Wiesz co? W sumie nieważne. Nie będę rozmyślać nad sprawą zdrajców — dodało, przymykając oczy, jakby usiłowało, nadać swojemu tonowi więcej spokoju niż w rzeczywistości akurat miało.

Kilka księżyców później

Roztargniony Koperek obejrzało się na śpiącą byłą mentorkę. Zmrużyło lekko oczy, słysząc, jak cicho miauczała coś przez sen. Wzruszyło ramionami, nie chcąc podsłuchiwać myśli szylkretowa. Wyszło z legowiska medyków, rozglądając się dookoła. Był świt, a większość Klanu Wilka nie była jeszcze na nogach. Ujrzało za to nieopodal srebrny ogon wystający zza legowiska wojowników. Podeszło nieco bliżej, aby przyjrzeć się kto to. Tym bardziej, że kot ten wydawał nieco przeraźliwe dźwięki, podobne do kasłania. Widząc Kwaśną Kocankę, uniosło lekko brwi.
— Witaj Kwaśna Kocanko… Ty dobrze się czujesz? — zapytało, unosząc lekko brwi.
Kotka odwróciła się gwałtownie, odrobinę jeżąc futro. Najwyraźniej chciała przegonić asystenta medyka, jednak jej głos akurat zamarł, sprawiając, że wydała z siebie tylko słaby pisk. Skrzywiła niebieski pyszczek i machnęła dosyć agresywnie ogonem.
— Wiesz, niezbyt — mruknęła słabo, a Koper mogło zauważyć, jak kotka przewraca oczami.
— Chodź, zajmę się tobą — westchnęło cicho, kierując się w stronę lecznicy.
— Wiesz, chyba wolałabym nie. Słyszałam różne rzeczy o tym miejscu — miauknęła z minimalną pogardą w głosie, a Koper tylko prychnęło, wchodząc do środka.
— Dzień dobry Cisowe Tchnienie. Mogłabyś zająć się Kocanką? Ja w tym czasie przyniosę zwierzynę. Tylko nie daj jej uciec, bo chyba ma takie plany — prychnęło rozbawione.
Gdy już wróciło Kocanka leżała w jednym z legowiska już po przyjęciu medykamentu. Położyło na ziemi średniej wielkości mysz i zaczęło ją przeżuwać, dzieląc się z szylkretką.
— Myślę, że Zalotna Gwiazda jest odrobinę przerażająca — zaczęło bardzo cicho. — Ale to nic. Jest silna, a to siła liczy się w naszym klanie. Nie rozumiem tylko jej wyboru co do dwóch zastępców… Nie wystarczyłby tylko jeden? Czy to nie skończy się kolejną bitwą o przywództwo…? — mruknęło, bardzo cicho uważając na chorych śpiących nieopodal. — Nie powinno poruszać tego tematu, prawda? — zapytało po chwili, jakby z nagłą skruchą w głosie.

<Cis?>

Wyleczeni: Kwaśna Kocanka

09 stycznia 2026

Od Cisowego Tchnienia CD. Roztargnionego Koperka

Nie zamierzała za dużo się odzywać. Bo po co? Już dawno zdążyli ustalić, że żyją w jednym legowisku tylko z powodu tej samej roli. Chętnie sama by poszła pozbierać zioła, ale jeżeli Roztargniony Koperek zostanie w obozie bez niej, na pewno znowu zrzuci wszystkie podejrzenia na nią. A nie uśmiechała jej się kolejna rozmowa z Mroczną Wizją. Z wiekiem coraz bardziej komplikowały się jej relacje z innymi kotami, które niegdyś darzyła sympatią lub podziwiała. Najczęściej działo się to z powodu śmierci owych kotów, ale nie zamierzała testować innych sposobów. Jej łapy szurały o piaszczystą glebę, kiedy przemierzała wraz z asystentem tereny klanu. Kiedy doszli do drogi grzmotu, zatrzymali się. Wszystko wyglądało normalnie. Drzewa szumiały, ptaki co jakiś czas ćwierkały gdzieś wysoko, a potwory okazjonalnie przejeżdżały po swojej ścieżce. Zupełnie jakby nic się nie wydarzyło. A może tak naprawdę nic się nie wydarzyło? Może tak naprawdę Rysi Trop i Miodowa Kora nie uciekli z klanu? Może dostali jakąś misję od Nikłej Gwiazdy, o której większość klanu nie może wiedzieć? A może po prostu postanowili bardzo długo polować gdzieś na terenach klanu? Próbowała w to wierzyć. Naprawdę próbowała. Tylko ona nie była głupia. Wiedziała, że to niemożliwe. Wiedziała, że przepadli na dobre. Nadal jednak nie do końca to do niej docierało. Nie rozumiała. I chyba nie chciała rozumieć. Miała dość odkrywania prawdy o swoich bliskich. Miała dość odkrywania prawdy o sobie. Koty, które były wychowywane na kłamstwie, zazwyczaj wolały w tym kłamstwie pozostać. Tak im było lepiej, spokojniej. Zaczęła zbierać gwiazdnicę.
– Czemu zbieramy zioło na zielony kaszel? Nie mamy epidemii – zapytało Koper.
– Będzie niedługo. Czuję to.
Szczęście nigdy nie dopisywało jej klanowi. Mysiomózgie koty z innych klanów obwiniały brak słońca. Prawdą było jednak to, że ich problemem jest inteligencja. Im bardziej kot jest inteligentny, tym więcej rozumie. Każdy wie, że wiedza to najczęściej przekleństwo.

***

Pszczeli Rój właśnie wyszedł z lecznicy. Dlatego medycy (a raczej asystent) mogli podjąć próbę rozmowy. Chociaż wojownik raczej i tak za dużo by nie usłyszał, przynajmniej na to ucho, które trzeba było wyleczyć.
– Czemu Jarzębinowy Żar uciekła? Przecież była medykiem. Miała dużo lepiej niż większość kotów w klanie. – zapytało Roztargniony Koperek.
– Jarzębinowy Żar nigdy nie powinna być medyczką. Nie miała nią być.
“Ja z resztą też” pomyślała sobie. Może nie różniła się wcale tak bardzo od swojej zdradzieckiej uczennicy? Może to Jarzębina podjęła właściwy wybór w ich sytuacji? Była na tyle silna, żeby wyrwać się z tego systemu. Cis nigdy nie miała tej siły. I nigdy nie będzie jej mieć. To właśnie je od siebie odróżniało.

<Koper?>

Wyleczeni: Pszczeli Rój

20 grudnia 2025

Od Roztargnionego Koperka CD. Cisowego Tchnienia

Liliowy przeciągnął się, otwierając leniwie oczy, by spojrzeć na lekko rozrzucone zioła. Wyjątkowo długo spało, co najpierw wydawało się dla jeno dziwne. Przypomniało sobie jednak, że wczoraj wzięło ziarenko maki na lepszy sen. Ostatnio, gdy tylko próbowało zasnąć, jeno legowisko wydawało się jak z kamieni, a gdy w końcu wpadało w objęcia Morfeusza, miewało koszmary. O śmierci ojca i Borsuczej Puszczy skręcającej mu kark. O początkach choroby matki. O starych czasach i jeno kontaktach z Brukselkową Zadrą. Czy nawet o głupich rozmowach z Kosaćcową Grzywą na wszystkich zgromadzeniach. Wszystkie kończyły się jakoś inaczej, niż je pamiętało. Dziwnie tragicznie. Poniekąd właśnie to sprawiało, że wróciło stare Koper. Pusta arogancja znowu dawała popalić jeno najbliższym, a futro jeżyło się od końca ogona aż do czubka głowy za każdym razem, gdy ktoś próbował z jeno porozmawiać. Co jakiś czas przychodziły momenty, w których nie wiedziało nawet, kim jest. Myślało wtedy, że to taki sezon, gdyż nigdy nie przepadało za Porą Zielonych Liści. Szybko jednak się okazało, że po prostu znowu zostało zabrane jeno coś, co kochało. W tym przypadku były to córeczki, które aktualnie wiodły nowe życia na ścieżce ku byciu najlepszymi wojowniczkami, o jakich słyszały klany. Koszmary przychodziły zawsze, gdy traciło coś lub kogoś bardzo ważnego. Otworzyło znowu oczy, mrugając kilka razy. Wstało i powoli rozejrzało się po legowisku medyków. Cisowe Tchnienie dalej spała. Zdawała się nieświadoma chaosu, który właśnie powstawał na zewnątrz. Podobno zniknęło kilka kotów. Pierwszą myślą Kopra było to, że może po prostu przedwcześnie wyszli na patrol. Po chwili jednak dotarła do jeno informacja, że tych kotów było co najmniej ośmiu. Zjeżyło futro, szukając wzrokiem Jarzębinowego Żaru, jednak kotki również nigdzie nie było. Wyszło z legowiska, rozglądając się za znajomymi pyszczkami. Zauważyło siedzącą z boku Cykoriową Łapę i odetchnęło z ulgą. Podeszło do kotki.
— Nie ma Stroczkowej Łapy! — miauknęła, oznajmiając w ten sposób, że to już dziewiąty kot, który zniknął.
— Czy wiesz już, kogo nie ma? — zapytało, ale po chwili potrząsnęło głową. — Kosaćcowa Grzywa jest? — mruknęło, bardziej konkretnie wypytując córkę. Miało szczerą nadzieję, że doprowadzi jeno to na trop młodszej medyczki.
— On chyba też zaginął. Przeszukiwali tereny, ale nikogo z nich nie znaleźli. Czemu pytasz? — odparła kotka, rzucając na końcu szybkie pytanie, choć wyraźnie widziała iskierkę przerażenia w jeno oku.
— Nieważne — mruknęło, nie chcąc odpowiadać. W końcu co jeśli bez powodu uznało koleżankę z legowiska za zdrajczynię? Postanowiło więc czekać z nadzieją, że jednak wyszła tylko po potrzebne zioła.
Południe
Roztargniony Koperek siedziało obok legowiska, przyglądając się wszystkim dookoła. Dla wszystkich sprawa była już jasna. Dziesięć wronich karm postanowiło uciec niczym tchórze z Klanu Wilka. W tym także koty w jakiś sposób dawniej ważne dla Kopra. Liliowy skrzywił się na myśl o Jarzębinie i Kosaćcu, jednak po chwili zupełnie wyrzucił ich ze swoich myśli, przypominając sobie, że to tylko bezużyteczni zdrajcy.
Spojrzało bokiem na Blade Lico, mrużąc oczy. Stał obok jeno, przyglądając się.
— Przekonaj jakiegoś ucznia, żeby przyniósł mi wiewiórkę, dobra? — zapytał byłego ucznia.
— Jasne — miauknęło, ponownie kierując się w stronę Cykoriowej Łapy.
— Coś się stało? — zapytała czekoladowa, a Koper tylko kiwnęło głową na nie.
— Mogłabyś może złapać wiewiórkę dla Bladego Lica? — mruknęło, a kotka kiwnęła głową. — Poszukaj niedaleko obozu w lesie — mruknęło jeszcze kotce na pożegnanie. Kotka wzięła ze sobą dwa inne koty i poszli na polowanie.
— Dzień dobry marudo — rzuciło w stronę przechodzącego obok Kruczego Pióra, który obrzucił go niechętnym spojrzeniem. — Ty chyba powinieneś mnie niedługo odwiedzić, wiesz… — mruknęło kąśliwie. — Albo teraz. Chodź, bo aż śmierdzisz na odległość, współczuję twoim towarzyszom z legowiska — prychnęło, wbijając wzrok w czarnego kocura.
— Ze wszystkich kotów na tym świecie… Dlaczego akurat ty? — przewrócił oczami i po nieco dłuższym namyśle zdecydował jednak, że pozwoli się wyleczyć.
— Podam ci wierzbę białą. Jeśli nie przejdzie, przyjdź ponownie. Tylko tym razem faktycznie przyjdź i nie każ mi siłą wyciągać cię z legowiska — burknęło prześmiewczo, obserwując wychodzącego kocura. — Do widzenia Krucze Pióro! — zawołało za nim jeszcze, choć nie usłyszało nic oprócz jakiegoś nieprzychylnego komentarza o myszojadach czy czymś w tym stylu.

***

Liliowy mył swoje łapy, gdy poczuł na sobie czyjś wzrok. Biorąc pod uwagę, że w legowisku znajdowały się w tej chwili tylko dwa koty, można było od razu stwierdzić, że oczy wpatrujące się w jeno grzbiet należały do Cisowego Tchnienia.
— Nie, nie mam zielonego pojęcia gdzie Jarzębinowy Żar — mruknęło, wyprzedzając pytanie kotki. — I tak niewykluczone, że poszła z Kosaćcową Grzywą — dodało, odwracając się w stronę szylkretki.
— Musisz coś wiedzieć. Przecież kręciłoś się nieraz przy Kosaćcowej Grzywie. Chyba się przyjaźniliście. Nic na ten temat nie wspominał? — zapytała, mrużąc oczy.
Roztargniony Koperek przygryzło lekko wargę w zastanowieniu. Czy coś jeno wspominał? Raczej nie. Musiało niechętnie stwierdzić, że ich relacja nie polegała na rozmowach, tylko głównie na przepychankach.
— Nie nazwałobym tego przyjaźnią — burknęło, układając kilka ziaren maku, które akurat nie były na swoim miejscu. — Nic mi nie wspominał. Samo chciałobym wiedzieć, gdzie wszyscy są — westchnęło cierpiętniczo. — Myślisz, że będą nas przesłuchiwać? — zapytało, wbijając niebieskie ślepia w oczy kotki.
— Myślę, że powinniśmy wyjść po zioła — odparła, ucinając rozmowę, tak jakby to nie było odpowiednie miejsce ani czas.
Wyjrzało na zewnątrz, widząc Blade Lico rozmawiającego z jeno córką i uśmiechnęło się lekko, widząc wiewiórkę pod łapami kocura.

<Cisowianko?>

Event: wiewiórka

Wyleczeni: Krucze Pióro

22 czerwca 2025

Od Cisowego Tchnienia CD. Roztargnionego Koperka

Tw: trochę krojenia zdobyczy

Ruda wiewiórka wylądowała przed nią na ziemi, a jej dawny uczeń poszło dalej. Fuknęła na jeno.
Po tym wszystkim chcesz przeprosić, nawet nie próbując? Czy po prostu nie widzisz nic złego w swoim postępowaniu? Tak czy siak, jesteś żałosny, Koperku” - pomyślała, specjalnie przekręcając zaimki. Nie wierzyła w ani jedno słowo, czy gest ze strony liliowego, ani jej drugiej pomocniczki. Takie podkopanie jej u reszty kultystów mogło kosztować ją życie. To nie mógł być zwykły błąd. Gdyby jeszcze jedno z nich to zrobiło, uznałaby je po prostu za mysi móżdżek, ale zrobili to oboje. Dwójka jej uczniów. Byli w zmowie. Musieli być. Chcieli jej krwi.
Jeżeli Nikła Gwiazda wyda rozkaz, to ja pozbawię ich życia.
Szczególnie liczyła na potknięcie się Jarzębiny. Kotka miała rodzinę w kulcie, więc była większym zagrożeniem. Do tego nie umiała ani trochę walczyć, w przeciwieństwie do Cis. Jedyny problem był taki, że Nikła Gwiazda był jej wujkiem. Niby kult jest najważniejszy, ale czy kocur nie zawahałby się przed wymierzeniem tak surowej kary krewnemu? Medyczka zaczęła uważnie obwąchiwać rude stworzenie. Jedno potknięcie i po posiłku mogłaby się już nie obudzić. Wszystko wyglądało dobrze. Żadnych śladów nacięć, żadnego soku jagód. Cis otworzyła pysk gryzonia i zajrzała do środka. Nic. Zamiast jednak przejść do posiłku, medyczka ułożyła stworzenie na plecach i sprawnym ruchem pazura przejechała po jego brzuchu, rozcinając go. Już kiedyś to robiła. Kiedy patrzyła na narządy zwierzęcia przypomniał jej się egzamin na uczennicę medyka. Była taka zawiedziona, że nie będzie mogła trenować z Topielcem. Właśnie, Topielec… Powinna z nim pogadać.
Może jutro…” - pomyślała, tak, jak codziennie. Odgoniła smutne myśli i wróciła znowu to zdobyczy. Czysta, tym razem. Zaczęła pochłaniać swój posiłek, nadal uważnie obserwując Kopra. Chciała jeno pokazać, że ona widzi wszystko.

Koniec sesji

16 czerwca 2025

Od Koperkowej Łapy (Roztargnionego Koperka) CD. Cisowego Tchnienia

Po wyrzuceniu Kopra i Jarzębiny z legowiska medyka

Liliowy uczeń odpoczywało akurat w legowisku po wymianie mchu w żłobku, gdy ujrzało wchodząca do środka Cisowe Tchnienie. Spojrzało na nią trochę spanikowane i wbiło nerwowo pazury w ziemię. Zdawać się nawet mogło, że pręgowany kot za wszelką cenę unikało wzroku kotki, tak jakby czuło się przez coś winne. Nawet jeśli nic nie zrobiło, pokora byłaby jeno zdaniem bardzo na miejscu w tej chwili. Bez witania się z nią zwinęło się w kulkę, pokazując tym samym, że nie ma ochoty ani siły na rozmowy. Wiedziało, że tortie musi jeno zbadać, ale bardzo szybko zapadło w sen.

Jakiś czas po mianowaniu

Cętkowany kot spojrzało na byłą mentorkę i kiwnęło głową. Roztargniony Koperek było bardzo ciekawe czy Cisowe Tchnienie jest z jeno dumna. Nie odezwała się do jeno ani słowem, ale zdawała się też nie ignorować jeno całkowicie, co sprawiło, że na pysku pręgowanego zaczął malować się niewielki uśmieszek. Było tak bardzo szczęśliwe, że jeno trening nareszcie się zakończył… To oznaczało, że kotka będzie mieć więcej spokoju, co dosyć cieszyło Kopra.

Jakiś czas po zgromadzeniu

Roztargniony Koperek myło swoje futro w ciszy nieopodal kotki, po tym, jak ledwo co podało wrotycz Rysiemu Tropowi. Epidemia, która dopiero co wydawała się wystygnąć, właśnie wróciła ze zdwojoną siłą, a w ziołach zaczęło brakować już wrotyczy, którą leczyło się właśnie łzawy kaszel. Liliowy kot zastanawiało się, co jest powodem nagłego powrotu epidemii. Znowu coś gdzieś złapali, czy raczej jakiś kot nie pozwolił na leczenie się już poprzednim razem? Pod tym względem cętkowany kot było niestety w kropce. Gdy już skończyło się myć, poczuło burczenie w brzuchu.
No tak. W końcu muszę coś jeść, bo inaczej padnę z wycieńczenia” — pomyślało i wzięło ze stosu zwierzyny mysz oraz wiewiórkę. Wiewiórkę dało swojej dawnej mentorce, a samo wzięło mysz. Cieszyło się swoim mianowaniem, jednak nie wiedziało, co sądziła o tym mentorka. Postanowiło to jednak perfidnie ignorować. Nie było opcji, żeby odezwał się do kotki. Widząc zaglądającą do środka Mroczną Wizję, szybko dojadło zwierzynę i nie chcąc kłopotać Cisowego Tchnienia, która była wyczerpana tą epidemią, zajęło się kolejną ofiarą łzawego kaszlu, podając jej wrotycz i przemywając jej pysk.

<Cisowe Tchnienie?>

Wyleczeni: Rysi Trop, Mroczna Wizja

24 maja 2025

Od Cisowego Tchnienia CD. Koperkowej Łapy

- Wiem, że ich nie znasz. Po to tu przyszliśmy. Nauka nie polega na wałkowaniu, tego co się wie. Polega na uczeniu się o rzeczach, o których się nie ma pojęcia. Nie wiem, kiedy wreszcie zaczniesz rozumieć moje lekcje. Ani kiedy zaczniesz odnosić się do mnie z szacunkiem. Lecz ja i tak muszę cię czegoś nauczyć. Taka moja rola.

*po całej akcji z wykopaniem Jarzębiny i Kopra*

Wreszcie. Wreszcie miała całe legowisko tylko dla siebie. No może jeszcze dla chorych, których w tym czasie było więcej niż zwykle. Przez tą całą epidemię ciągle słyszała tylko kaszlenie. Do tego kult stracił swoją matkę. Jej matkę. Nie mogła już w niej szukać wsparcia tak jak zawsze. Szeleszczący Wiąz też nie mógł jej za bardzo pomóc. Nie wiedział o kulcie, który był okropnie wielką częścią życia jej i jej rodziny. Z Topielcowym Lamentem było jak zawsze, od kiedy został mianowany na wojownika. Nie gadali ze sobą praktycznie. Dwójka zakochanych nie mogąca spędzać ze sobą czasu ze względu na przytłaczające obowiązki codziennego życia. Tragiczna historia. Rozmyślania przerwały jej bardziej intensywne kaszlnięcie Jaskółczego Ziela. Szybko pobiegła po odpowiednie zioła, by jej pomóc. Po interwencji jeszcze raz podeszła do drugiego chorego znajdującego się w tej chwili w lecznicy, by upewnić się, że i z nim wszystko w porządku. Sowi Zmierzch nie wykazywał żadnych objawów zaostrzenia choroby. Co prawda musiał u niej zostać i ktoś inny musiał go zastąpić w pilnowaniu Głupiej Łapy, ale szybko zdrowiał. Wyszła na chwilę z legowiska medyka, żeby znaleźć chwilowego pomocnika. Padło na Piołunowy Dym.
- Możesz popilnować na chwilę legowiska medyka? Nie wchodź do środka, żeby się nie zarazić. Stój przy wejściu i jak usłyszysz atak intensywnego kaszlu, pobiegnij do legowiska uczniów. Tam będę.
Wojownik niechętnie skinął głową i ustawił się przy wejściu podczas, gdy ona weszła na chwilę po zioła i udała się do legowiska uczniów. Musiała ich zbadać. W końcu to oni najczęściej chodzili do żłobka, by dać karmicielkom jedzenie. Wizyty zostały co prawda ograniczone, ale nadal ktoś z nich musiał tam chodzić. Weszła do legowiska i zastała kilku uczniów, którzy wrócili już ze swych treningów. Dojrzała tam między innymi swojego dawnego ucznia. Koperkową Łapę.

<Koper?>

Wyleczeni: Jaskółcze Ziele, Sowi Zmierzch

13 maja 2025

Od Koperkowej Łapy CD. Cisowego Tchnienia

Jakiś czas temu

Koperkowa Łapa w swoim kącie w ciszy obserwowało Cisowe Tchnienie. Medyczka była według kota bardzo inteligentna. Naprawdę chciałoby być takie jak jeno mentorka, jednak obawiało się, że nigdy nie będzie w stanie osiągnąć poziomu podobnego niebieskiej - choćby dlatego, że szylkretowa zdawała się nie przepadać za swoim uczniem.
— Blade Lico poczekaj tu chwilę. Okład musi mieć chwilę, by się wchłonąć. Zaraz pomogę ci to zmyć — miauknęła do wojownika, który aktualnie siedział w lecznicy z zieloną papką na oczach, machając ogonem. — Koperkowa Łapo! Gąsiorkowy Trzepot przyszła, ma wybity bark!
— Już się robi mentorko! — zawołało, kierując się w stronę ziół.
Przejrzało je dokładnie, aby po chwili stwierdzić, że czegoś jeno tu brakuje. Ściągnęło brwi i nagle westchnęło.
"Już wiem czego mi tutaj brakuje!"
— Wierzba już się skończyła — poinformowało kotkę uczeń.
— Jarzębinowy Żar ją przyniesie, jak wróci ze zbierania ziół. Możesz zastąpić ją liśćmi maliny, weź też patyk — odparła tortie, a Koperkowa Łapa kiwnęło głową.
Pręgus wydreptało z magazynku, niosąc w pysku potrzebne medykamenty.
— Teraz obserwuj mnie Koperkowa Łapo — poleciła Cisowe Tchnieniem i rozpoczęła wydawanie instrukcji swojej pacjentce. — Zjedz te liście. Pomogą z bólem. Teraz weź ten patyk i… — Kotce nie było jednak dane skończyć wyrazu, gdyż coś, a raczej ktoś przerwał jej wypowiedź.
— Możesz mi to zmyć Cisowe Tchnienie? — zapytał zniecierpliwiony Blade Lico. No cóż, naukę nastawiania barku trzeba przełożyć na kiedy indziej.
— Koperkowa Łapo zajmij się tym. Ja już nastawię bark Gąsiorkowemu Trzepotowi.
Liliowy kot kiwnęło ochoczo głową i podszedło do byłego mentora, zmywając jego okład. Uśmiechnęło się niewyraźnie w jego stronę, tak jakby po raz kolejny dziękując za to, że to dzięki niemu teraz tu jest. Kuracja pacjentów poszła gładko. Niedługo później wróciła asystentka Cisowego Tchnienia - Jarzębinowy Żar.
— Jarzębinowy Żarze, zajmij się lecznicą, ja idę z Koperkową Łapą do lasu na trening.

* * *

Szli blisko opuszczonego obozowiska, gdzie zasadziła trujące rośliny. Cisowe Tchnienie uznała, że to najlepsze miejsce, gdyż koty wolą się tam nie zapuszczać. Koperkowa Łapa za to widząc trochę trujących roślin, zdziwiło się. O co może chodzić kotce?
— Co my tu robimy? Przecież tu nic nie ma. Same… Dziwne rośliny. No i jakieś krzaki — stwierdziło pręgus. Cis rozgrzebała stertę gałęzi, ukazując uczniowi gniazdo jakiegoś ptaka z jajkiem w środku.
— Wszędzie coś jest Koperkowa Łapo. Po prostu tego nie widzisz — pouczyła jeno. — Zgadnij, co dzisiaj będziemy robić.
Uczeń spojrzało niezrozumiale na swoją mentorkę. Co można robić z…jajkiem?
— Coś z jajkiem…? Jajecznicę? — zapytało, usiłując głupio się nie śmiać. – Nie wiem. Te roślinki są jakieś dziwne. Czy to zioła mentorko? — zapytało zniecierpliwione. — Nie ma tu żadnych ziół, które już znam, ani kotów, które mógłbym wyleczyć. Co więc mam robić?
Cętkowany zastanawiało się, po co zostało tu przyprowadzone. Czy oprócz tego dziwnego jajka znajdowało się tutaj coś jeszcze, coś, na co powinno zwrócić uwagę?

[452 słowa]

[przyznano 9%]

24 kwietnia 2025

Od Cisowego Tchnienia CD. Koperkowej Łapy

Wiedziała, że ono udaje. Zupełnie nie obchodziło jeno jej opinia. Koperek zawsze było aroganckie. Nie przestając wwiercać się w jeno wzrokiem, przytaknęła tylko lekko głową.
— Jarzębinowa Łapo, zbierz miodunkę, potem wracamy do obozu.

* * *

— Blade Lico poczekaj tu chwilę. Okład musi mieć chwilę, by się wchłonąć. Zaraz pomogę ci to zmyć — miauknęła do wojownika, który aktualnie siedział w lecznicy z zieloną papką na oczach, machając ogonem. — Koperkowa Łapo! Gąsiorkowy Trzepot przyszła, ma wybity bark!
— Wierzba już się skończyła — poinformowało mentorkę Koperek.
— Jarzębinowy Żar ją przyniesie, jak wróci ze zbierania ziół. Możesz zastąpić ją liśćmi maliny, weź też patyk.
Dziecko Pokrzywowego Wąsa wydreptało z magazynku, niosąc w pysku potrzebne medykamenty.
— Teraz obserwuj mnie Koperkowa Łapo — poleciła i rozpoczęła wydawanie instrukcji pacjentce. — Zjedz te liście. Pomogą z bólem. Teraz weź ten patyk i…
— Możesz mi to zmyć Cisowe Tchnienie? — zapytał zniecierpliwiony Blade Lico. No cóż, naukę nastawiania barku trzeba przełożyć na kiedy indziej.
— Koperkowa Łapo zajmij się tym. Ja już nastawię bark Gąsiorkowemu Trzepotowi.
Kuracja pacjentów poszła gładko. Niedługo później wróciła jej asystentka.
— Jarzębinowy Żarze, zajmij się lecznicą, ja idę z Koperkową Łapą do lasu na trening.

* * *

Szli blisko opuszczonego obozowiska, gdzie zasadziła trujące rośliny. Uznała, że to najlepsze miejsce, gdyż koty wolą się tam nie zapuszczać.
— Co my tu robimy? Przecież tu nic nie ma? — Arogancko zapytało Koperek. Cis rozgrzebała stertę gałęzi, ukazując uczniowi gniazdo jakiegoś ptaka z jajkiem w środku.
— Wszędzie coś jest Koperkowa Łapo. Po prostu tego nie widzisz. — pouczyła jeno. — Zgadnij, co dzisiaj będziemy robić.

<Koperek?>
[246 słów]

Wyleczeni: Blade Lico, Gąsiorkowy Trzepot

26 marca 2025

Od Koperkowej Łapy CD. Cisowego Tchnienia

Liliowy kot wraz z mentorką oraz jej drugą uczennicą Jarzębinową Łapą wyruszyło z obozu, aby móc poszukać nowych, świeżych ziół. Nastroszyło futro i rozejrzało się ostrożnie po lesie.
— Koperkowa Łapo, przed zostaniem moim uczniem szkoliłoś się na wojownika. Wyczuwasz tu coś? — zapytała szylkretka, kierując swoje słowa w stronę bicolora.
Pręgowany kot uniosło lekko uszy, aby dokładniej słyszeć kotkę poprzez szumiący wiatr. Zirytowało się lekko i powąchało powietrze, jednak nie było w stanie nic wyczuć.
"Dlaczego to właśnie mi zawsze wydawane jest to polecenie? Przecież ja nawet nie mam węchu!" — fuknęło w myślach, ale już po chwili uspokoiło się.
— Nic — odmruknęło, a medyczka pokazała im niewielki krzaczek miodunki plamistej, który schował się przed światem pod innym krzakiem. Liliowy kot zjeżyło lekko swoje futro odrobinę zdenerwowane i kiwnęło przepraszająco.
— Medykom węch przydaje się tak samo, jak wojownikom. Zapamiętajcie to sobie — miauknęła kotka, a jej uczniowie zgodnie pokiwali głową, tak jakby chcąc potwierdzić to, że zrozumieli słowa mentorki.
Koperkowa Łapa czuło się jednak zmuszone, aby wyjaśnić swoją sytuację. Pręgowany kot nigdy nie chciało czuć się jakkolwiek niekompetentne i tak było również w tym przypadku. Machnęło lekko ogonem zdenerwowane i spojrzało na Cisowe Tchnienie.
— Oh. Przepraszam mentorko. Mam problemy z węchem, mogłom tego nie wyczuć… Następnym razem postaram się bardziej — kiwnęło głową, siląc się na bardzo niewyraźny, przepraszający uśmiech.
— Rozumiem — odparła krótko tortie, mierząc biało-liliowego kota chłodnym spojrzeniem. — A możesz chociaż powiedzieć mi jakie to zioło? — zapytała po chwili, tak jakby chcąc odzyskać nadzieję, choćby co do wiedzy swojego ucznia.
— To jest… Pokrzywa? Nie, nie. To nie może być pokrzywa. Chwila. To miodunka, prawda? — Koperkowa Łapa spojrzało niepewnie na medyczkę, czując, jak zżerają jeno nerwy.
Kot bowiem nienawidził bycia ocenianym. Nie lubiło również, gdy ktoś patrzył na jeno z góry, tak jak robiła to większość jeno towarzyszy z klanu. Może byłoby lepiej, gdyby jego matka siedziała u dwunożnych. Wtedy nie musiałoby zostać poddawane ocenie swoje mentorki ani także ocenie całego klanu. Wtedy…nie musiałoby się nawet urodzić, co wydawało się jeno całkiem atrakcyjną opcją.
Tym bardziej, że uczucie wyalienowania i odcięcia od reszty kociego społeczeństwa towarzyszyło niebieskookiemu już od kocięcia, a z dnia na dzień wydawało nasilać się coraz bardziej.

<Cisowe Tchnienie? Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zła???>
[353 słowa]

[przyznano 7%]

11 marca 2025

Od Cisowego Tchnienia do Koperkowej Łapy

— Koperkowa Łapo, podaj mi trochę rumianku.
Uczeń ze swoim klasycznym, nieodgadnionym wyrazem pyska odbiegł do magazynku ziół, po chwili wracając z jakimś zielem.
— To jest stokrotka. Trudno, też się nada. Potrzebuję tylko liści.
Wzięła fragmenty rośliny i wręczyła je chorej Zabielone Spojrzenie. Pacjentka niechętnie zjadła medykamenty, po czym wyszła. Medyczka popatrzyła za nią pogardliwym spojrzeniem. Ich niezbyt dobra relacja trwająca od czasów uczniowskich ani trochę się nie polepszyła. Strzepneła ogonem. Wtedy do legowiska weszła Jarzębinowa Łapa razem z Gronostajowym Tańcem. Nieśli jakieś rośliny w pyskach.
Dziękuję Gronostajowy Tańcu - zwróciła się do wojownika i odczekała, aż wyjdzie - Zjedzcie coś. Ja zostanę w lecznicy i posortuję zioła, które przyniosłaś. Potem pójdziemy do lasu na trening.
***
Medyczka Wilczaków razem z dwójką swoich adeptów przemierzała ciemny las, jaki był terytorium ich klanu. Dźwięki kroków dwunastu kocich łap, stukających rytmicznie o ziemię, rozchodziły się po borze. Drzewa szumiały. Zadaniem tego treningu było pokazanie uczniom miejsc, gdzie można było znaleźć różne zioła na terenach ich klanu. Wtedy wysyłanie Koperkowej Łapy czy Jarzębinowej Łapy na poszukiwania medykamentów byłoby skuteczniejsze. 
Zatrzymała się. Nie wydawało się, by wokół było cokolwiek ciekawego. Drzewa, krzaki, czyli to, co można było znaleźć na ich terytorium, jeżeli postawiłoby się łapę chociaż jeden krok poza obóz.
— Dlaczego stoimy? — zapytała najmłodsza z towarzystwa.
Tortie miała ochotę strzepnąć ogonem, by wyrazić swoją irytację. Nie dość, że musiała, w ogóle się tymi uczniami zajmować, to nikt nie nauczył ich szacunku do mentora. Zawsze musieli grać jej na nerwach. Jednak, zamiast dać upust swoim emocjom, uśmiechnęła się, odwracając się przodem do swoich adeptów.
— Koperkowa Łapo, przed zostaniem moim uczniem szkoliłoś się na wojownika. Wyczuwasz tu coś?
Bicolor najwyraźniej lekko się zirytowało, jednak zawęszyło, po czym powiedziało:
— Nic
Cis zatriumfowała w myślach, a uśmiech znikł jej z pyska. Odchyliła gałązkę krzaka obok nich, ukazując mały krzaczek miodunki plamistej.
— Medykom węch przydaje się tak samo, jak wojownikom. Zapamiętajcie to sobie.
<Koper?>
[307 słów]
Wyleczeni: Zabielone Spojrzenie