Gdy wreszcie była gotowa, wzięła mysz ponownie i kierowała się w stronę miejsca zbiórki patrolu łowieckiego. Gdy przechodziła z dumnie podniesioną głową przez miejsce, w którym przesiadywali Dwunożni, poczuła nagły, kłujący ból w prawej, przedniej łapie. Wydarła się, a z jej pyska wypadła zdobycz i wylądowała na trawie. Porzeczka usiadła i przyjrzała się bolącej łapie. Z poduszeczki wystawał kawałek ostrego, półprzezroczystego, zielonego i twardego materiału otoczonego czerwonym osoczem. Kotka się zniesmaczyła. “Paskudni Dwunożni” pomyślała, od razu łącząc wyprostowanych z pozostawionymi w tym miejscu śmieciami. Próbowała wyciągnąć ciało obce z łapy, lecz po prostu za bardzo bolało. Świetnie, teraz musiała się udać do medyka. Prychnęła zirytowana i wstała, wzięła zdobycz ponownie i kulejąc, ostrożnie poczłapała w stronę zbiórki.
Po dłuższej chwili wreszcie dotarła, a na miejscu zastała Małą Bazię, Jabłkową Łapę oraz Gadożerowy Pysk. Mentorka kotki, zauważając ją, od razu do niej podeszła.
— Coś ty zrobiła? — spytała się z niepokojem. Wtedy uczennica pokazała jej ranną łapę i poszła odstawić swoją mysz na stosik świeżo upolowanych zdobyczy.
— Paskudni Dwunożni nie umieją nie śmiecić — odparła i usiadła, wylizując swoją ranę i ponownie próbowała wyciągnąć szkło, lecz bez skutku.
— Pokaż — rzekła Bazia i przyjrzała się fragmentowi. Nagle, bez ostrzeżenia zagryzła go i wyszarpnęła z łapy. Porzeczka wydarła się głośno i syknęła na mentorkę, po czym zaczęła wylizywać zranioną poduszeczkę.
— Mogłaś, chociaż ostrzec! — warknęła wściekle, a kątem oka dostrzegła, jak pozostała dwójka kotów się zaśmiała pod nosem z Porzeczki. Zagryzła zęby i odwróciła się w przeciwnym kierunku.
— No już, uspokój się. — zaśmiała się Bazia. — Teraz, gdzie by to wyrzucić… — zastanowiła się ze szkłem w pysku. — A ty idź prosto do medyka. Zawołaj Poziomkę, to pomoże poznosić do obozu te zdobycze — dodała i odwróciła się, by porzucić gdzieś fragment.
Uczennica westchnęła wściekle i wstała, po czym kuśtykając, poszła w stronę tuneli.
Po dosyć długim czasie wędrówki do tunelu wreszcie do niego dotarła. Teraz już opierając się o ścianę, mogła odrobinę przyspieszyć i dosyć sprawnie dostała się do jamy medyka.
— Hej! Pomoże mi ktoś? — miauknęła zirytowana i usiadła nieopodal wyjścia z legowiska.
Po chwili podeszła do niej Łzawa Łapa. To ta córeczka Zawodzącej Gwiazdy. Pewnie tylko dzięki temu faktowi jest na tej pozycji, którą sprawuje.
— Co się stało? — spytała, a Porzeczka podstawiła łapę pod nos kotki.
— To się stało. Jakiś śmieć Dwunożnych mi się wbił w poduszkę. Bazia to wyciągnęła i teraz tu jestem — wytłumaczyła zwięźle, a uczennica medyczki obejrzała szybko ranę, odwróciła się gdzieś tam i wróciła z jakimś tam ziołem w pysku. Przeżuła je na papkę i wypluła na poduszkę kotki. Porzeczka z niesmakiem przyglądała się, jak Łzawa Łapa zaklejała jej wszystko pajęczyną.
— To wszystko. Noś to przez jakiś czas i będziesz mogła już niedługo normalnie chodzić — wyjaśniła, po czym po prostu oddaliła się w głąb legowiska. Porzeczka niezwłocznie wykuśtykała z jamy i tunelem zawędrowała do Groty Pamięci, szukając siostry. Zamiast Poziomki znalazła jednak Malinkę. Wyglądało na to, że Lotosowy Pąk właśnie skończył z nią jakiś tam ich trening. Te kronikarzowe sprawy i tak dalej.
Podeszła do burej i odchrząknęła.
— Masz chwilę? — Zanim kotka odpowiedziała, Porzeczka szybko kontynuowała: — Tak? Jak super! Leć po zdobycze, bo ja nie mogę.
Nieboskłonna Łapa zamrugała dwa razy.
— Co?
— To, że mi się coś wbiło w łapę i nie mogę szybko chodzić, a zdobyczy jest bardzo dużo do zebrania. Idź na to tamto wzgórze, a miniesz Gadożera i Jabłko, a oni wskażą ci drogę — wytłumaczyła na szybko. Malinka zająknęła się.
— No dobra… — mruknęła i przeszła obok siostry.
Porzeczka nie była głodna, więc nie czekała na jedzenie. W takim razie od razu udała się do legowiska uczniów, znalazła swoje posłanie i się tam położyła.
Wyleczeni: Chyża Łapa
[900 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz