BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krokusowa Kruchość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krokusowa Kruchość. Pokaż wszystkie posty

26 sierpnia 2026

Od Krokusowej Kruchości CD. Dzikiego Berberysu

Przeszłość, końcówka Pory Nowych Liści

Krokusowa Kruchość złożyła wizytę Dryfującemu Fluorytowi, która po odchowaniu Kołysankowej Łapy i Jabłkowej Łapy zajmowała się teraz trójką malutkich kociąt. Aktualnie wieczna królowa tłumaczyła kociętom role, które istniały w Klanie Burzy. Kocięta jak zaklęte wsłuchiwały się w przyjemny dla ucha głos piastunki.
Wszystkie trzy sierotki były szylkretkami, a ponadto posiadały niebieski kolor oczu. Porzeczka i Poziomka były najbardziej do siebie podobne, wyglądając przy tym, jak swoje przeciwieństwa, a Malinka jako jedyna miała futerko poprzecinane pręgami. To właśnie ta mała kotka jako pierwsza zwróciła uwagę młodej wojowniczki.
Krokusowa Kruchość nie chcąc przerywać nauki o Klanie Burzy, usiadła cichutko przy wejściu do kociarni, decydując się wziąć w niej udział. Kiedyś na pewno przydałoby się jej wiedzieć na przyszłość, jak postępować z kociętami, lecz teraz mogła po prostu z czystej ciekawości poobserwować sobie, jak wieczna królowa się nimi zajmuje.
— Pani Krokus! Dzień dobry! — zawołała szylkretka, podchodząc do wojowniczki. — Przyniosła nam pani jedzenie?
— Dzień dobry — odmiauknęła, schylając się do kociaka. — Wam i waszej opiekunce. Dzień dobry, Dryfujący Fluorycie. Zmiana roli naprawdę ci służy — uśmiechnęła się do wiecznej królowej, która odwzajemniła uśmiech. Niebieska kocica nie miała własnych kociąt ani partnera, jednak z łatwością odnalazła się na nowym stanowisku. Z matczyną czułością doglądała kociąt, dbając o ich wychowanie.
— Zaczynam rozumieć, dlaczego Rozkwitająca Szanta oraz jej babcia, Brzęczkowy Trel, chodziły ciągle uśmiechnięte, nawet wtedy, gdy kocięta o mało co nie rozniosły w trakcie zabawy kociarni. Daj, pomogę ci. — Mówiąc to, sięgnęła po dużego królika, którego przytargała z grupowego polowania Krokusowa Kruchość. — Sama go upolowałaś?
— Nie. Pomógł mi Oskrzydlony Ognik i Żywiczna Łapa. Właściwie... ja nic nie zrobiłam. — Położyła po sobie uszy, wlepiając spojrzenie w kamienne podłoże. Jedyne co zrobiła, to pochwyciła trop uszaka i została w tyle, gdy rudy kocur wraz ze swoją uczennicą udał się w pogoń za zwierzyną. Nie była w stanie ich doścignąć, nie ważne, jak bardzo się starała. — To im należą się podziękowania — dodała, gdy kocięta uczepiły się jej łapy, dziękując za przyniesiony posiłek.
— Zostaniesz i zjesz z nami?
— W sumie... czemu nie.

~~~

Dzisiejszej nocy śniła o Dzikim Berberysie. Rudy kocur powrócił na tereny Klanu Burzy, prosząc Zawodzącą Gwiazdę o możliwość ponownego zostania członkiem klanu. I ku zaskoczeniu wszystkim, czarny kocur zgodził się, uznając, że każdy zasługuje na drugą szansę! Koty, które do niedawna pragnęły egzekucji rudego, witały go, jakby wrócił z polowania, a nie z wygnania. Przez większość snu Krokusowa Kruchość była przeszczęśliwa, mogąc mieć ponownie u swego boku kocura, którego kochała. Wtuliła się w jego biało-rudą sierść, wdychając jego zapach. A pachniał zbożem i słońcem. Tak, słońcem!
— Krokus... Krokus...
Ze snu została wybudzona przez Cyklonowe Oko, który poinformował ją o tym, że została wybrana do patrolu na miejsce Śnieżycowej Chmury.
Krokusowa Kruchość niechętnie podniosła się z posłania. Pragnęła powrócić do krainy snów.

~~~

Zamiast bólu serca, doskwierał jej ból głowy, ponieważ w takcie patrolu łowieckiego zderzyła się głową razem ze Śpiewającym Raniuszkiem. Z pyska dymnej szylkretki wydobyło się jęknięcie, gdy podniosła się z trawy po zderzeniu. Krokus na dłuższe dwa uderzenia serca zamroczyło, jednak również udało jej się o własnych siłach podnieść z trawy.
— Śpiewko... najmocniej przepraszam! — miauknęła Krokus, zauważając, że kocica obdarowała ją tego typu spojrzeniem, jakim obdarowuje się niesfornych uczniów. Było to nieco zabawne, zważywszy na to, że to właśnie Śpiewka, a nie Krokus, była młodsza.
— Jesteście całe? — spytał Dzwonkowy Świst, wyłaniając się spomiędzy średniej długości trawy. Po uzyskaniu zapewnienia, że żadna z jego towarzyszek nie potrzebuje opieki medycznej, zdecydowano kontynuować patrol.
Mimo to pod wieczór Krokusowa Kruchość zdecydowała się zajrzeć do legowiska medyków, w którym otrzymała potrzebne zioła mające pomóc na ból, a ponadto otrzymała okład. Nim opuściła legowisko, przeniosła spojrzenie na Jabłkową Łapę drzemiącą na jednym z posłań. Jej mentor, Gadożerowy Pysk, rozmawiał właśnie z Łzawą Łapą, najpewniej o długości rekonwalescencji terminatorki.

~~~

Obserwowała tereny Klanu Wilka, zastanawiając się, gdzie dokładnie rudy kocur został poniesiony przez własne łapy chwilę po tym, jak został wygnany i skazany na samotność. Może gdyby się przełamała i zdecydowała się ruszyć jego “śladem”, udałoby jej się urzeczywistnić swój sen? Piękny, nierealny sen.
“Och, Dziki Berberysie”.
Młoda wojowniczka obserwowała drzewa, jak i co jakiś czas przemykające w oddali sylwetki Wilczaków, gdy wtem dostrzegając rozmazany biało-rudy punkt i odgłos krzyków podniosła się gwałtownie z siadu.
“Nie, to nie możliwe... To wzrok i podświadomość płata mi figle!”.
Nie mogła mieć pewności, że ta rozmazana rudo-biała plama była dokładnie tym kocurem, którego pragnęła ponownie ujrzeć. A jednak coś z tyłu głowy mówiło mu, że tą plamą w oddali był nie kto inny, a Dziki Berberys.
Kot był w biegu, a po lesie roznosił się hałas. Czyżby uciekał przed czymś? Patrząc na tereny, na których się znajdował, mógł uciekać przed Wilczakami?
Krokusowa Kruchość nerwowo rozejrzała się dookoła, starając się zlokalizować członków swojego patrolu. Czy gdyby powiedziała im o swoich przypuszczeniach, wspólnie udaliby się na pomoc domniemanemu wygnańcowi? A może uznaliby to za część kary kocura.
“Co robić... co robić... Skrzydlata Płomykówka na pewno by mnie wysłuchała i może zdecydowała się spełnić moją samolubną prośbę…”.
W końcu to wcale nie musiał być Dziki Berberys. Mógł być to nawet sam Wilczak lub samotnik, jednak jeśli ten kot był w niebezpieczeństwie, trzeba było mu pomóc.
Gdy Krokusowa Kruchość walczyła z myślami, rozważając przekroczenie granicy z misją ruszenia na pomoc kotu lub poinformowanie współbratymców o swoich przypuszczeniach, brązowa postać wyłoniła się spomiędzy drzew po przeciwnej stronie granicy. Podobnie jak i ona sama, nieznajoma wpatrywała się w nią wielkimi oczami i nerwowo poruszała nosem.
— D-dzień dobry... — zaczęła łagodnie Krokus, nie spodziewając się, że zostanie nakryta przez jakiegoś Wilczaka. — N-nie jestem szpiegiem — uprzedziła, kojarząc, że kiedyś było jakieś nieporozumienie między ich klanami odnośnie do domniemanego szpiegostwa. — U-usłyszałam krzyki dochodzące z waszych terenów i po prostu zmartwiłam się... Wszystko u was w porządku? Jakiś samotnik wszedł na wasze tereny czy to po prostu młodzi uczniowie wygłupiają się na treningu?
— To drugie... — odpowiedziała Cykoriowy Cykor. Kocica skuliła się, gdy tuż za nią rozległ się trzask łamanych gałęzi.

<Dziki Berberysie? Czy to ty byłeś tą plamą w oddali i straszysz koleżankę z klanu? Jeśli tak, przywitasz się z Krokus?>

Wyleczeni: Krokusowa Kruchość, Jabłkowa Łapa

11 sierpnia 2026

Od Krokusowej Kruchości CD. Skrzydlatej Płomykówki

*parę dni później*

W biegu wręcz udało jej się złapać Skrzydlatą Płomykówkę, czy to właściwe zastępczyni udało się złapać Krokus i do niej podejść, odsuwając na parę uderzeń serca obowiązki, jak i otaczające ją koty, które czegoś od niej chciały. Początkowo bura kotka była pewna, że zastępczyni na dla niej jakieś zadanie, ponieważ w przeciągu kolejnych dni od ich rozmów wszyscy mieli łapy pełne roboty jak jeszcze nigdy w przeciągu dwóch kwadr, że jedynie na co znajdowali czas to na sen. Jednak, gdy z jej pyska padło zwykłe dziękuję, Krokusowa Kruchość z trudem była w stanie ukryć uśmiech. W odpowiedzi jedynie skinęła głową zastępczyni, ciesząc się, że kocica zdecydowała się przyjąć utkane specjalnie dla niej legowisko. Mogła je przecież oddać komuś innemu. Nie wiedzieć czemu lider oraz zastępca zawsze na pierwszym miejscu stawiał dobro klanu oraz wojowników za których był odpowiedzialny, jednak czy to byłoby przestępstwo pomyśleć raz o sobie? Przecież, aby móc dobrze przewodzić grupą przywódca czy zastępca musiał się w pełni wysypiać, aby mieć siłę i energię do nowych to zadań, które przynosił każdy nowy dzień.
– Skrzydlata Płomykówko, mam jeszcze do ciebie jedną sprawę – zagadnęła, nim kocica udała się do jednej z odnóg w towarzystwie Cyklonowego Oka, Śnieżycowej Burzy, Gadożerowego Pyska, Małej Bazi oraz Dzwonkowego Świstu. – Czy mogę wziąć udział w następnym patrolu, którym będziesz przewodzić?

~~~

Krokusowa Kruchość dzieliła języki wraz z Srebrzystą Równonocą i Słodką Dziewanną. A właściwie to Krokus była tą, której futerko było pielęgnowane. Matka czule lizała ją po łebku, dokładnie tak samo, gdy była malutkim kociakiem, natomiast Równonoc pilnowała, aby futro na ogonie siostry pozostało schludnie ułożone.
– Co wy knujecie... – miauknęła Krokus, wyślizgują się spomiędzy kocic. Strzepnęła ogonem, zastanawiając się, co mogło być powodem ich dziwnego zachowania.
– Czy to źle, że chcę zadbać o wygląd mojej córki? – Jako pierwsza odezwała się liliowa szylkretka, spoglądając z ukosa na drugą córkę. – Ostatnio zaniedbałaś pielęgnację swojego futra. Jeśli nie chcesz nabawić się wysypki czy innych chorób skóry powinnaś każdego dnia poświęcać więcej czasu na pielęgnację futra niż dwa liźnięcia przed pójściem spać. – Skrzyżowała łapy wzdychając. – W południe udasz się razem ze mną i Gadożerowym Pyskiem przeszukać stary obóz. Jeśli wierzyć na słowo Gradobijącemu Cierniowi, w starym legowisku medyków powinny znajdować się wciąż zioła zdatne do użycia.
– Ty z nami nie idziesz? – spytała, przenosząc spojrzenie na Równonoc.
– Poszłabym, gdybyś pozwoliła mi dokończyć rozplątywanie kołtuna na twoim ogonie. – Przeciągnęła się. – A oprócz tego mam jeszcze dzisiejszy trening do odchaczenia z Perłówkową Łapą. Będziemy patrolować granicę z Klanem Wilka wraz z Oskrzydlonym Ognikiem i Żywiczną Łapą.
Krokus nieznacznie poruszyła uchem na dźwięk "granica Klanu Wilka". Wątpiła, aby zapach Dzikiego Berberysa wciąż był wyczuwalny. Deszcz oraz zamiecie śnieżne na pewno zatarły jego zapach, jak i ślady łap. Zamyślona położyła łapę na sercu, wpatrując się w stronę tunelu prowadzącego do Kamiennych Strażników.
– Właściwie, będę się już zbierać. Udanych poszukiwań.

~~~

Była zła na siostrę, jak i matkę. Czuła się zdradzona przez kocice, którym ufała od urodzenia. Widziała, że chcą dla niej jak najlepiej, jednak naprawdę uważały, że starając się ją zeswatać z Gadożerowym Pyskiem wyświadczą jej przysługę? Czy ona naprawdę sądziły, że tym co potrzebowała był biały kocur u jej boku? Sam Gadożer wyglądał jakby za karę brał udział w spisku Słodkiej Dziewanny oraz Srebrzystej Równonocy. Rozmowa między nimi była niezręczna, nie kleiła się. Cały dobry entuzjazm wyparował z kocura, gdy tylko pojął w czym bierze udział, jednak starał się robić dobrą minę do złej gry.
– Krokusowa Kruchości... – Gadożerowy pysk starał nadążyć za wojowniczką, która dość sprawnie przedzierała się poprzez zaspy. – Naprawdę cię przepraszam... Słodka Dziewanna poprosiła mnie...
Gdy w zasięgu spojrzenia dostrzegła dobrze znane jej cętkowane futro, znacznie przyspieszyła. Nie miała ochoty słuchać tego, co miał jej do powodzenia Gadożerowy Pysk. Nie interesowało ją to.
– Skrzydlata Płomykówko! – zawołała, zwracając tym samym uwagę zastępczyni oraz pozostałych kotów biorących udział w patrolu. Gdy tylko udało jej się dotrzeć do nich, padła u łap cętkowanej, ciężko dysząc.
– Na Klan Gwiazdy, Krokusowa Kruchości! Jestem święcie przekonana, że Wdzięczna Firletka, jak i ja sama zabroniłam ci się przemęczać, a tym bardziej biegać! – skarciła wojowniczkę, pomagając jej podnieść się z ziemi razem z Cyklonowym Okiem. – Mam ci zabronić wychodzić poza obóz, jak to w zwyczaju kara się młodych niesfornych uczniów?
– Brzmisz tak, jakbyś miała zaraz wyzionąć ducha... – mruknął kremowy kocur, przytrzymując Krokus, aby ponownie nie wylądowała na brzuch. – Gadożerowy Pysku! Chodź no tutaj! Nie stój jak kołek!
Biały kocur niepewnie zbliżył się do patrolu, chowając ogon między tylnymi łapami. Zbliżył się do Cyklonowego Oka, który bez uprzedzenia zsunął Krokus na jego bark.
– Wszystko w porządku? Stało się coś? Biegliście tak, jakbyście przed czymś uciekali... – zastępczyni zwróciła się do białego kocura, taksując go spojrzeniem.
– Nie... przed chwilą byliśmy w starym obozie. Mieliśmy go przeszukiwać. Miała nam jeszcze towarzyszyć Słodka Dziewanna, ale źle się poczuła po zjedzeniu piszczki i została w obozie. J-ja nie wiem co się stało... Krokus nagle zerwała się do biegu, więc odruchowo za nią pobiegłem, aby mieć pewność, że nic jej się nie stanie... Biegi jej nie służą. Wiem o jej przypadłości – ściszył nieco głos, tak jakby chciał poinformować tylko o tym Skrzydlatą Płomykówkę. Przeniósł spojrzenie na Krokus, której udało się unormować oddech – Chcesz żebym zszedł na zawał? Gdyby coś ci się stało, Słodka Dziewanna obdarłaby mnie żywcem ze skóry... – Nerwowo poruszył uszami.
– I bardzo dobrze! – sapnęła, odsuwając się od kocura. Gadożer zaczął coś mamrotać o tym, że jest przeklęty lub też nieszczęścia, jak i nieporozumienia się go czepiają jak rzepy. – Wszystko jest w porządku Skrzydlata Płomykówko, jak w najlepszym porządku... Trochę ruchu mi się przyda, bo inaczej będę miała zastałe kości i na starość nie będę sprawna... – siliła się na żart, jednak sądząc po mimice pysków kotów nie wyszło jej to. – Nie udało nam się znaleźć ziół w obozie. Prawdopodobnie źle szukaliśmy lub po prostu wszystkie łatwo dostępne miejsca zostały przeszukane. – Zakasłała. – W-wiem, że jestem wątłego zdrowia i słaba jak nowonarodzone kocię, ale nie mogę bezczynnie siedzieć, widząc jak pozostałe koty dają z siebie wszystko, a nawet więcej. – Udało jej się wyprostować. – Dlatego jeśli pozwolisz, chce towarzyszyć wam podczas patrolu. Jeśli źle się poczuję, od razu cię o tym poinformuje, a Gadożerowy Pysk odprowadzi mnie do obozu. Proszę, Skrzydlata Płomykówko.


<Skrzydlata? Twardy zawodnik z krokus, a w dodatku ryzykant. ale ma dziewięć żyć cn>

15 lipca 2026

Od Krokusowej Kruchości

Pewnego kolejnego dnia, najprawdopodobniej tuż po rozmowie ze Skrzydlatą Płomykówką, podczas odbudowy obozu

Krokusowa Kruchość podziękowała za maleńki pęczek ziół, który otrzymała od Wdzięcznej Firletki, po czym udała się poprzez korytarze i wnęki w stronę legowiska wojowników. Po drodze minęła się z Żywiczną Łapą, Bursztynową Łapą, Kurzą Łapą oraz Perłówkową Łapą, a na samym końcu spostrzegła kroczącego powolnym krokiem Milknącą Łapę, najprawdopodobniej udających się na trening. Gdyby koteczka nie miała pojęcia o więzach między piątką uczniów, nigdy nie zgadłaby, że są ze sobą spokrewnieni. Krokusowa Kruchość obdarowała słabym uśmiechem najmłodszego z grupy. Podobno jako jedyny ze swojego rodzeństwa, licząc to, które pozostało w Owocowym Lesie, był podobny w takim stopniu do Zawodzącej Gwiazdy, a nawet do swojego zmarłego dziadka, Króliczej Gwiazdy.
Gdy zniknęli za zakrętem, Krokus ostrożnie zajrzała do legowiska wojowników, w którym znajdowało się już coraz więcej legowisk, jednak nadal zdarzało się, że kilka kotów wciąż drzemało na twardej, zimnej podłodze.
Jednym z tych kotów była Skrzydlata Płomykówka.
Krokusowa Kruchość zażyła zioła, decydując się na chwilowy odpoczynek, przed przystąpieniem do kolejnych zadań, które na nią czekały. Zwinąwszy się kłębek, przymknęła oczy. Słyszała swoje bicie serca. Nie było zbyt szybkie ani wolne. Jego rytm ukołysał ją do snu.

~~~

Trochę dziwnie się czuła podczas tworzenia posłania w sekrecie przed zastępczynią, jednak chęć zrobienia czegoś tylko dla niej zwyciężyła. Tym bardziej widząc to, jak Skrzydlata się poświęcała dla klanu.
Wykorzystując moment, w którym kocica opuściła podziemia, Krokusowa Kruchość przystąpiła do działania. Z ostałych już i tak kruchych zapasów traw, puchu oraz mchów, zaczęła wić posłanie godne zastępcy. Szpary między trawami mchem oraz puchem, jak i również jego dno, na którym kocica miała regenerować się po dniu pełnym zadań.
Dzięki temu, że spod jej łap wyszło już z ponad około pięciu legowisk, Krokusowa Kruchość uwiła legowisko zastępczyni szybciej, niż przypuszczała. Cętkowana wciąż znajdywała się poza głównym pomieszczeniem podziemi, co zarówno ucieszyło, jak również zmartwiło nieco Krokus.
Szalejące śnieżyce na zewnątrz w ostatnim czasie sprawiły, że Krokus zrezygnowała z wychylania swego nosa na zewnątrz. Nie tylko z powodu wygody, ale przez fakt, że ostatnim razem ledwo była w stanie się utrzymać na śniegu bez przewrócenia się. Złota Wydma, gdy tylko zauważyła, że poruszanie sprawia drobnej kotce problem, nakazała Poczciwemu Szakłakowi odprowadzić ją z powrotem do nowego obozu.
Z pomocą Dzwonkowego Świstu udało jej się przenieść posłanie do legowiska wojowników, kładąc je w tym samym miejscu, w którym do tej pory spała zastępczyni. Obawiała się jednak, czy jeśli zostawi posłanie samo sobie, jakiś inny wojownik przypadkowo go nie zabierze kocicy. Co prawda nie obwiniałaby kota, o zajęcie w teorii wolnego posłania, jednak specjalnie wiła je z myślą o Skrzydlatej Płomykówce. Jak mogła bez stania i oczekiwania na powrót kocicy poinformować innych o tym, że to legowisko już do kogoś należy?
Poprosiła starszego rudego wojownika, aby przypilnował przez chwilę posłania, dodatkowo informując go, że za parę uderzeń serca powróci. Może za trochę więcej. Jednak na pewno wróci.

~~~

Przeczesywała "basen pełen pierza" w poszuka charakterystycznych piór, należących do sów, a w szczególności pióra należącego do ptaka, po którym Sójczy Błękit zdecydowała się nazwać cętkowaną córkę. Minęły kolejne minuty, a Krokus udało się znaleźć dwadzieścia piór kruków, jeszcze więcej w kolorze brązu należące najprawdopodobniej do jakiegoś małego ptaszka z rodziny wróbli, gdy wreszcie jak oczom ukazało się sowie pióro. Jeśli dobrze pamiętała, zastępczyni zamiast kwiatami udekorowała swojego stare legowisko właśnie sowimi piórami.
"Może to nie jest to samo pióro, z którymi na pewno ma jakieś wspomnienia, ale lepsze to niż nic, prawda?"
Z tymi myślami powróciła do legowiska wojowników z piórem oraz z nornicą, którą w podziękowaniu za pomoc ofiarowała bratu Wdzięcznej Firletki.
Krokus ostrożnie położyła pióro na środku posłania, będąc pełna nadziei wobec tego, że zastępczyni ucieszy się z niespodzianki, która Krokus dla niej przyszykowała.

Event w Klanie Burzy:
Uwicie nowych posłań z zapasów traw, puchu i mchów

Od Krokusowej Kruchości CD. Skrzydlatej Płomykówki

Na pysku córki Słodkiej Dziewanny wykwitł delikatny uśmiech, gdy z pyska Śnieżycowej Chmury padła pochwała za wykonaną pracę. Nie sądziła, że będzie robić się jej cieplej na sercu, gdy będzie słyszeć od pobratymców zwykłe "Dobra robota!" lub "Spisałaś się, Krokusowa Kruchości". Jednak już po chwili oprzytomniała, a ciepło zostało zastąpione przez gorzkie chłód, na wspomnienie, że ci pobratymcy wydali wyrok na Dzikiego Berberysa.
Czuła się tak, jakby kroczyła nad przepaścią, starając się pochwycić jak najwięcej srok za ogon. Pragnęła pozostać wierna Dzikiemu Berberysowi i bronić go, gdy oczywiście sytuacja jej na to pozwala. Również starała się być w dobrych relacjach z pozostałymi kotami zamieszkującymi Klan Burzy, pomagając im w wykonywaniu zadań przy odbudowie obozu oraz codziennych obowiązkach. I im więcej dni mijało, tym bardziej zmęczona się czuła.
Idąc za radą starszej kocicy, miała zamiar poświęcić trochę czasu na regenerację oraz zjedzenie posiłku, gdy dostrzegła zmierzającą w jej stronę zastępczynię. Krokusowa Kruchość poczuła się jak małe kocię, które czeka reprymenda od matki lub starszego klanu, gdy zastępczyni zadała jej pytanie, po czym dodała, aby młodsza wzięła zwierzynę ze stosu i udała się za nią. Krokus nieco zakłopotana zastosowała się do jej słów, po czym z dozą niepewności zajęła miejsce tuż obok cętkowanej.
"Z Cyklonowym Okiem nie miała czasu porozmawiać, ale może Gadożerowy Pysk jej coś powiedział odnośnie naszej wcześniejszej rozmowy?"
— Martwiłam się — powiedziała wprost. — Przyszłam do zapasów traw i mchu, by znowu wić z tobą posłania, lecz ciebie nie było. W dodatku wczoraj mówiłaś o bólu serca, a teraz się dowiaduję, że wyszłaś z Cyklonowym Okiem aż pod samą granicę z Wilczakami. Chcę jedynie powiedzieć, byś uważała na siebie i brała pod uwagę swoje zdrowie przy pomocy w budowie obozu.
Speszona przeniosła spojrzenie na swój posiłek, który znajdował się tuż przed jej łapą. Miała nie dokładać nikomu zmartwień, lecz nawet coś tak prostego ją przerosło.
— Dobrze, Skrzydlata Płomykówko. Będę na siebie uważać — miauknęła łagodnie, chcąc zapewnić zastępczynię na temat tego, że będzie brała pod uwagę swoje zdrowie, które i tak już było wątłe. — Wybacz, że nie poinformowałam ani ciebie, ani Zawodzącej Gwiazdy o tym, że udajemy się z Cyklonowym Okiem na granicę. Nie zamierzałam nikogo martwić, a tym bardziej was unikać, po prostu... — zawahała się. Czy powinna wyznać zastępczyni prawdziwy powód jej udania się na granicę z Klanem Wilka? Jeśli skłamałaby, jej wersja mogłaby się nie pokrywać z tą kremowego kocura lub białego. — ...miałam nieco egoistyczną prośbę wobec Cyklonowego Oka.
Wyraz pyska Skrzydlatej Płomykówki się delikatnie zmienił. Kocica była mądra, więc na pewno pojęła, cóż takiego ma zamiar wyznać Krokus, nieumiejętnie plątając się we własnych słowach.
— Dowiedziałam się, że Dziki Berberys został zaprowadzony nie na granicę z Drogą Grzmotu, a na granicę sąsiadującą z terenami Klanu Wilka. Poprosiłam Cyklona o to, aby zaprowadził mnie dokładnie w to samo miejsce, gdzie ostatni raz go widział. S-sama nie wiem, co chciałam osiągnąć, udając się na granicę... Może po prostu uzyskać częściowy spokój ducha? Jego słaba woń prowadziła w głąb terenu Klanu Wilka, a po śladzie walki w okolicy pięciu lisich długości nie było ani śladu... jednak czym to się różni od egzekucji, której końcowo udało mu się uniknąć z naszych łap? Wilczacy to bezwzględne bestie, które nie przepuściłyby okazji zranienia kota z wrogiego klanu, który znalazłby się na ich terenach. Nawet jeśli byłby to wygnaniec. — Powtórzyła jeden z wielu stereotypów, które przekazywały jej starsze koty, gdy jako kocię pomieszkiwała w żłobku. Również kronikarze, opowiadając historię, na szczególności te o wojnie z Klanem Wilka umocniły obraz wilczaka jako bezwzględnego zabójcy w umyśle Krokus. — Ja go nadal kocham. Nie jestem w stanie zmienić swoich uczuć względem niego. — "Nie chcę. Lecz chcę, aby żył." — Nie teraz. Może kiedyś... — miauknęła gorzko, mając nadzieję, że to kiedyś nigdy nie nadejdzie. — Jednak teraz martwię się o niego. Pora nagich drzew jest sroga, a on całkowicie sam. I to na własne życzenie...
Położyła głowę na łapach, czując, że może za bardzo się uzewnętrzniła. Jednak wiedziała, że nie powinna tłumić swoich emocji — zalecenie Wdzięcznej Firletki, jeśli nie chciała na czas nieokreślony zamieszkać w legowisku medyków. Nawet jeśli nie zgadzała się z innymi, mimo strachu przed oceną, miała próbować podzielić się z innymi swoimi myślami oraz uczuciami. Raz już jej się to udało, podczas rozmowy z Cyklonowym Okiem oraz białym kocurem, gdy udało jej się postawić na swoim.

<Skrzydlata? Tym razem bez pomocy w odbudowie obozu>

14 lipca 2026

Od Krokusowej Kruchości

Wstrzymała oddech, kryjąc się w jednej z wnęk, gdy podsłuchała, jak Cyklonowe Oko wspomniał jednemu z wojowników o tym, że szansę na przeżycie Dzikiego Berberysy w dziczy są równe zero, zważywszy na porę nagich drzew, jak i fakt, że zaprowadzili go razem z Dryfującym Fluorytem na granicę z Klanem Wilka. Była pewna, że rudy kocur został puszczony wolno przy Drodze Grzmotu, aby miał jakiekolwiek szanse. Czym to się różniło od egzekucji, która spotkała Nieustraszonego Chomika oraz Tańcującego Pierza? Tylko tym, że kto inny miał wykonać wyrok na kocurze.
Cyklonowe Oko do tej pory pewny siebie, niepewnie zerknął przez ramię Gadożerowego Pyska na Krokusową Kruchość, która postanowiła ujawnić się kocurom. Jego mina zrzedła, więc było widoczne na nim zakłopotanie.
— Dziki Berberys miał zostać wygnany, a nie skazany na śmierć z łap Wilczaków... Zabiliście go. Oboje — rzuciła oskarżycielsko. — Nie taka była decyzja Zawodzącej Gwiazdy...
Nie widziała, czy kremowy kocur oraz niebieska kocica celowo wyprowadzili kocura na granicę z Klanem Wilka. Może to była z góry narzucona decyzja przez aktualnego lidera? Jednak przecież darowano mu życie, więc dlaczego...
— Krokusowa Kruchości... — Jako pierwszy odezwał się Gadożerowy Pysk, który zbliżył się do kotki. Widać było, że przez chwilę bije się z myślami, aż w końcu pozwolił sobie otrzeć ogonem łzy z policzka kotki. — Jestem pewien, że Dziki Berberys bezpiecznie przedostał się przez tereny należące do Wilczaków. Na pewno cały i zdrów dotarł na tereny niczyje. Prawda, Cyklonowe Oko?
— Co... Prawda — mruknął, nie rozumiejąc, dlaczego jego biały towarzyszy uważał, że wygnańcowi udało się ujść z życiem. Gadożerowy Pysk skinął głową na znak, aby starszy się z nim nie kłócił.
— Prawdą jest również to, że jeśli spotkał na swojej drodze patrol Klanu Wilka, to tak łatwo nie dał się pokonać. Na pewno po drodze obił nie jeden wilczy pysk i po zwycięstwie, z uśmiechem na pysku ruszył dalej. — Uśmiechnął się ciepło do buraski. — Zalotna Gwiazda może być wściekła, jeśli się wyda, że kiedyś był jednym z nas. Już widzę, jak się awanturuję z Zawodzącą Gwiazdą na zgromadzeniu... Ale to nieważne. Ważne jest to, że on żyje.
Słowa kocura, w przeciwieństwie do słów zastępczyni, nie podniosły na duchu Krokusowej Kruchości. Skąd mógł mieć pewność, że Dziki Berberys w jednym kawałku dotarł poza tereny klanów? Krokus wiedziała, że jej ukochany był silnym kocurem, jednak starała się myśleć realnie — jeśli kocur spotkał na swojej drodze patrol, składający się z samych kocurów podobnej budowy do niego, jak i umiejętnościami, to łaciaty nie mógłby mieć żadnych szans.
— Cyklonowe Oko... zabierz mnie na granicę z Klanem Wilka. Proszę.
Kremowy kocur zwlekał z odpowiedzią. Nie wyglądał na takiego, który miał zamiar spełnić prośbę szalonej kotki. W końcu jednak z głośnym westchnieniem przystał, decydując się zabrać ze sobą kocicę na granice.

~~~

Woń Dzikiego Berberysa była słaba, co oznaczało, że wygnaniec nie zdecydował się nocą powrócić na tereny Klanu Burzy. Gadożerowy Pysk musiał mieć rację, skoro nie wrócił, to znaczyło, że udało mu się dotrzeć poza tereny klanów. O ile żaden z sąsiadów nie postanowił go skrzywdzić.
— Zadowolona? To właśnie w tym miejscu widzieliśmy go po raz ostatni, nim zniknął pomiędzy drzewami. K-krokus! Czyś ty zwariowała?!
Krokusowa Kruchość przekroczyła granicę. Spojrzenie zielonych oczu błądziło po iglakach i ośnieżonym podszyciu. Woń kocura wciąż była wyczuwalna na ziemi, jednak Krokus wiedziała, że w ciągu kilku następnych dni całkowicie zniknie. To była jej ostatnia szansa, aby móc dowiedzieć się, czy kocur był bezpieczny. Póki trop nie zlał się z innymi zapachami, mogła ruszyć naprzód i spróbować go odszukać.
— Krokus... Krokus! — Cyklonowe Oko złapał buraskę za jej ogon i mimo pisku, który wydobył się z jej pyska, przyciągnął ją z powrotem do siebie. — Co ty wyprawia...
Krokus trzymała w pysku, jak i również obejmowała łapami parę gałęzi. Spojrzała na wojownika spod byka, nie kryjąc niezadowolenia, że ten wbił swoje zęby w jej ogon.
— Będą się nadawać do umocnienia przejść? — spytała.

~~~

Gałęzie, które przynieśli do obozu, różniły się zapachem od tych, które znajdowały się na terenach Klanu Burzy. Miała nadzieję, że nikt nie będzie miał pretensji o to, że użyczyła gałęzi z drzew, które rosły po wilczackiej stronie. Ostrożnie odłożyła gałęzie na kamienną posadzkę, przenosząc spojrzenie na Zawodzącą Gwiazdę. Kocur rozmawiał z Oskrzydlonym Ognikiem, Modliszkową Ciszą i Małą Bazią. Mimo to znalazł chwilę, aby spojrzeć na Krokusową Kruchość. Ich spojrzenia się spotkały, jednak żadne z nich nie zdecydowało się odezwać.
— Dobra robota, Cyklonowe Oko! Krokusowa Kruchość! — zamruczała Śnieżycowa Chmura, spoglądając na gałęzie, które zostały przyniesione przez dwójkę kotów. — Hm. Ale pięknie pachną... to gałęzie iglaków... udaliście się po nie, aż pod samą granicę z Klanem Wilka? No to, czym prędzej musicie coś zjeść i się ogrzać, bo na pewno przemarzliście, udając się tak daleko w teren!

Event w Klanie Burzy:
Zebranie gałęzi na umocnienie przejść pomiędzy jaskiniami

13 lipca 2026

Od Krokusowej Kruchości CD. Skrzydlatej Płomykówki

Krokusowa Kruchość zauważyła, że niektóre koty patrzą na nią nieco łagodniej. Czy to dzięki temu, że była przydatna? Najprawdopodobniej. Wciąż jednak widziała w spojrzeniu braci Wełnistej Mszycy dozę niechęci, ilekroć ich ścieżki się krzyżowały. Zazwyczaj posłusznie schodziła im z drogi, jednak gdy Skrzydlata Płomykówka została wezwana do Zawodzącej Gwiazdy, zostawiając samą sobie nieco zawstydzoną i skonfundowaną Krokus, zaledwie po paru minutach u jej boku znalazł się w zastępstwie za zastępczynię Lotosowy Pąk. Nie odezwał się ani słowem do kocicy. Zamiast tego przyciagnął do siebie trawy oraz mech. Albinosowi z łatwością przyszło tworzenie posłania, kocur musiał już nie pierwszy raz je tworzyć, jednak co jakiś czas ukradkiem zerkał w stronę legowiska, które uwiła buraska.
Kotka zastanawiała się, jak może zadośćuczynić Lotosowemu Pąkowi i jego bratu. Cóż mogła zrobić, aby pomóc im w przejściu żałoby po bliskich? Podobnie jak Skrzydlata Płomykówka, zdecydowała się na śmiały gest. Zamiast jednak dotknąć pyska kocura, delikatnie dotknęła jego białej łapy. Lotosowy Pąk jak się spodziewała, zmierzył ją spojrzeniem, jednak po chwili jego spojrzenie złagodniało.
Resztę czasu spędzili w ciszy, dopóki kocur nie uporał się z trawą, tworząc książkowy przykład legowiska. W dodatku bardzo dużego. Krokus nie przypominała sobie, aby w klanie mieli kogoś, kto mógłby potrzebować aż tyle miejsca do spania.
— To legowisko będzie dla wiecznej królowej i kociąt, które trafią pod jej opiekę — zamruczał, być może odgadując jakie myśli kłębiły się w umyśle szylkretki. — Klanowy głuptas... — mówiąc to, pstryknął końcówką ogona Krokus w czoło. — Chodź, pomożesz mi je przenieść do żłobka.
Krokus rozładowywała czoło, jednak już po chwili pomogła przenieść legowisko, na którym już chwilę później leżała Dryfujący Fluoryt z Jabłuszkiem i Kołysankiem wtulonymi w jej dymną sierść. Serce krajało jej się, ilekroć padały zapytania z małych pysków kociąt, dotyczące tego, kiedy będzie mogła do nich wrócić ich mama, Zwiewny Mak.

~~~

Zielona para oczu spoczęła na trzech skończonych posłaniach. Każdy kolejny wyglądał o wiele lepiej niż poprzedni, a na pewno niż pierwszy, które wyszedł spod łap Krokusowej Kruchości. Kocica kończyła właśnie czwarte posłanie, zastanawiając się, komu mogła je sprezentować. Nie chciała tylko dawać nowych posłań kotom, które były jej bliscy. Może mogła jedno z posłań ofiarować Zwiewnemu Makowi i za zgodą strażników, porozmawiać z czarną kocicą? Chyba nic by się nie stało, gdyby chwilę porozmawiamy i w trakcie rozmowy buraska zachęciłaby niedoszłą szwagierkę do tego, aby szybko uporała się z zadaniami, które wyznaczył dla niej lider oraz zastępczyni, i wróciła do pełnienia funkcji wojownika. Nie, poprawka. Wróciła do swoich dzieci, które z utęsknieniem wypatrywały jej z kociarni.
Gdy u jej boku pojawiła się Skrzydlata Płomykówka, Krokus nieco się zawstydziła na wspomnienie śmiałego gestu zastępczyni. Nie przepadała za obcym dotykiem kotów, nawet jeśli ten nieco ją pokrzepił w tamtym momencie. Co prawda Skrzydlata Płomykówka nie była przecież obca, lecz nie była jej bliska. A już na pewno nie tak jak siostra czy błękitnooki wygnaniec.
W odpowiedzi na uwagę, Krokus pokręciła przecząco łebkiem i gestem ogona wskazała na wolne miejsce u jej boku.
— Zaskoczyłaś mnie, Skrzydlata Płomykówko. Jednak nie mam ci tego za złe. — wyznała. — Twoje wczorajsze słowa mnie zainspirowały — mówiąc to, przeniosła spojrzenie na świetlik, przez które wpadały płatki śniegu, mieniąc się w promieniach słońca.
Postanowiła być silna. Dla Słodkiej Dziewanny. Dla Srebrzystej Równonocy. Dla Oświeconej, siostry, która zdecydowała się opuścić Klan Burzy. Dla Dzikiego Berberysu. Dla zmarłego taty, Poczciwego Dziwaczka oraz zmarłego wujka, Strzępotkowego Kokona. Dla przybranego taty, Burzowych Chmur. Dla zastępczyni, Skrzydlatej Płomykówki. I dla wielu, wielu innych kotów.
— Doprawdy? — Na pysk cętkowanej wkradło się niemałe zdziwinie. Zajęła miejsce obok Krokus, przenosząc spojrzenie na ukończone przez nią posłania.
— Tak. Będę silna. Muszę być. Mam dla kogo. — Uśmiechnęła się nieśmiało. Spojrzenie miała utkwione na mchu, którym miała właśnie uszczelnić związane trawy. Bura łapa zawisła nad rośliną, po czym została powoli przyciągnięta do burej piersi. Nieznacznie się skuliła. — W-wszystko jest w porządku — podjęła uspakająco, zauważając, że jej stan zaalarmował zastępczynię. Srebrzysta była wręcz gotów wystartować w poszukiwaniu głównej medyczki, a nawet jej młodej uczennicy. — Ostatnio częściej boli mnie serce, ale ból jak szybko i nagle się pojawia, tak również szybko i nagle mija — wyjaśniła. Na szczęście ból nie doskwierał jej z taką intensywnością jak podczas przebywania w Łapkowie. Mogła z łatwością czerpać powietrza. — Rozmawiałam już o tym z Wdzieczną Firletką. Dostałam od niej zioła i nakazała przyjść, jeśli ból będzie się nasilał i częściej mi dokuczał...
Mimo że tego nie powiedziała, nieco ją zaniepokoiła ta sytuacja. Przecież nie wykonywała żadnych siłowych czynności, a tym bardziej stresujących. Przemęczyć raczej również się nie przemęczyła, no bo jak. Może ten ból spowodowany był tęsknotą, za tym, co mogło być?

<Skrzydlata?>

Event w Klanie Burzy:
Uwicie nowych posłań z zapasów traw, puchu i mchów

Od Krokusowej Kruchości CD. Skrzydlatej Płomykówki

Krokusowa Kruchość tworzyła właśnie posłanie dla Srebrzystej Równonocy, która w przeciwieństwie do niej, wciąż spała na kamiennej posadzce. Widziała, jak szylkretka kręci się niespokojnie w nocy i usilnie próbuje wkraść się na posłanie Krokus. Zielonooka pomagała śpiącej siostrze ostrożnie zająć miejsce u jej boku, po czym wciskała pysk w jej futro na szyi i sama ponownie zapadała w sen.
Sięgnęła łapą po króliczy puch, gdy wtem spostrzegła zastępczynię lisią długość od siebie. Zamarła, jednak starała się po sobie nie poznać, że obecność zastępczyni ją zaniepokoiła.
— Witaj Krokusowa Kruchość — zagaiła srebrna, zasiadając obok młodszej. — Potrzebujesz może łap do pomocy? — zaproponowała.
— Witaj Skrzydlata Płomykówko — zamruczała w odpowiedzi. — Każda para łap się przyda — przyznała.
Zastępczyni zaczęła tworzyć posłanie z ostałych zapasów traw, puchu i mchu, uszczelniając szpary między gałęziami. Jednak mimo jej chęci, posłanie kształtem nie przypominało legowiska, które w międzyczasie Krokus udało się dokończyć. Jednak z pomocą buraski, zastępczyni w mig nabrała wprawę i ówczesne posłanie zaczynało nabierać wyglądu posłania z prawdziwego zdarzenia.
— W ogóle jak się trzymasz po ostatnich wydarzeniach? Jeśli nie chcesz mówić, to uszanuje twoją decyzję, jednak w razie czego pamiętaj, że masz oparcie i chętnie Cię wysłucham.
Krokusowa Kruchość nabrała wody w usta. Ostrożnie dotknęła wystającej gałęzi tworzącej podstawę nowego legowiska, nerwowo poruszając nosem.
Była żałosna. Jej matka, siostra, a nawet ukochany, mimo że został wygnany pozostali żywi. W przeciwieństwie do Skrzydlatej Płomykówki jej strata była niczym, jednak ból był podobny, a może i nawet większy. Jakim cudem zastępczyni miała siłę na to, aby już od samego początku wspierać ostałych członków Klanu Burzy, stając się kolejnym podtrzymujących filarem ich społeczności. Straciła miłość swego życia, matkę, a w dodatku jej ukochana siostra okazała się należeć do kotów, którzy pragnęli rychłej śmierci Króliczej Gwiazdy.
"Skrzydlata Płomykówka jest kimś, kim chciałabym się stać. Jednak wiem, że nigdy ten dzień nie nadejdzie. Jestem za słaba."
Krokusowa Kruchość podkręciła łebkiem, decydując się na rozmowę z zastępczynię. Była jej to winna.
— Jest mi ciężko, Skrzydlata Płomykówko. Nawet nie wiesz jak bardzo... — Odwróciła szklisty wzrok, skupiając się na trzymanym w łapach posłaniu. Mogła sobie tylko wyobrazić, co tak naprawdę czuję teraz cętkowana. — Wciąż ciężko mi jest przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości, jednak dzięki wykonywaniu tych drobnych zadań, jak plecenie posłań czy zamiatanie korytarzy udaje mi się jakoś funkcjonować i zajmować myśli. W-wiem, że nie mogę dokładać zmartwień pozostałym kotom, w szczególności swojej mamie i siostrze... skłamałabym, mówiąc, że nie pragnę skryć się w legowisku wojowników... — Jej pysk drgnął. Spojrzenie młodszej błądziło po pomieszczeniu, aż w końcu z powrotem spoczęło na błękitnookiej kocicy. Poczuła się jeszcze mniejsza i słabsza niż była. — Przepraszam cię. Z całego serca cię przepraszam, Skrzydlata Płomykówko... B-byłam tak blisko Dzikiego Berberysu i jego rodzeństwa, a mimo to... powinnam coś zauważyć... G-gdybym zareagowała, twoja matka... twój partner... — urwała, nie będąc w stanie zaakceptować śmierci burego kocura z łap jego mentorki. Gdyby to jednak za śmierć Skrzypiącego Skrzypu odpowiadałby Dziki Berberys, chyba do końca życia nie byłaby w stanie spojrzeć w oczy Skrzydlatej Płomykówce.
"Nie. Gdybym w porę zareagowała, nie była tak ślepa, jak jestem, mój przyszły partner nie popełniłby największego błędu w swoim życiu."
Mogła odwieść wszystkich spiskowców od popełnienia największego błędu w ich życiu. Wystarczyło poczekać, a nie moczyć łap w krwi. Widziała, że Królicza Gwiazda był starym kocurem, którego życie nie pieściło. Wystarczył poczekać i pozwolić mu odejść, w spokoju.
— To moja wina.
Już kilkukrotnie łapała się na tym, że powinna ponieść karę, jak chociażby siostra zastępczyni czy rodzeństwo Dzikiego Berberysu. Właśnie za to, że nie udało jej się ich w porę powstrzymać i być głosem rozsądku. Jedynie co jej pozostało, to opłakiwać zmarłych, dbać o żywych, jak i nie pozwolić, aby jej pamięć oraz uczucie, którym darzyła Dzikiego Berberysa, nie zgasło.
Bo kochała go w każdej wersji, zarówno za dnia, gdy kilka wschodów słońca udawał się na patrol łowiecki, jak i podczas wspólnych nocy, gdy spoglądali w gwieździste niebo. Nawet wtedy, gdy został wykryty spisek.

<Skrzydlata?>

Event w Klanie Burzy:
Uwicie nowych posłań z zapasów traw, puchu i mchów

Od Krokusowej Kruchości

Srebrzysta Równonoc miała rację. Obowiązki nieco pomogły jej uporządkować myśli, a już na pewno dzięki nim nie marnowała czasu na łzy. Przez kolejne najbliższe dni buraska nie opuszczała podziemi, biorąc sobie za cel zamiecenie wnęk i korytarzy, decydując się odpuścić tym razem oczyszczania wnęk z pajęczyn. Nie miała serca ich wyrzucać, nim Wdzięczna Firletka ich nie zaakceptuje lub oznajmi, że akurat te się nie nadają, lecz ilekroć spoglądała w kierunku Łzawej Łapy, zbierało jej się na płacz.
Ostatnio wręcz wybiegła z lecznicy, tuż po tym, jak przyniosła pierwszą i ostatnią partię pajęczyn, kryjąc się we wschodnim korytarzu. Dopiero Słodka Dziewanna ją wówczas znalazła i z powrotem zaprowadziła do legowiska wojowników.
Bury ogon wojowniczki poruszał się rytmicznie, zgarniając kurz, pył i grudki ziemi pozostałe po pracach przewodników oraz minerów. Na myśl o więźniach, poczuła uścisk w klatce. Szybko jednak pokręciła głową, starając się skupić na swoim zadaniu.
Nie mogła być ciężarem dla mamy oraz siostry. Nie mogła być ciężarem dla Klanu Burzy. Musiała pomóc w jego odbudowie, nawet jeśli najchętniej nie ruszałaby się z posłania, spędzając większość dni na opakowaniu ukochanego. Widziała, że rudy kocur pragnął, aby była szczęśliwa. Jednak skoro tak było, to czy wychodziło na to, że jego zdaniem pozbycie się Króliczej Gwiazdy, jak i sam udział w spisku miał ją jeszcze bardziej uszczęśliwić? Nie widziała co o tym myśleć. Wiedziała od mamy, że ich zmarły lider zaniedbał swoje obowiązki po śmierci swojego syna, Kruczego Tańca i partnerki, Margaretkowego Zmierzchu. Wiedziała również, że wojownicy powinni wypowiedzieć posłuszeństwo liderowi, który był słaby, nadużywał swoich praw lub był okrutny. Królicza Gwiazda nie był okrutny, lecz był słaby. Można było w inny sposób doprowadzić do zmiany władzy. Nikt nie musiał przecież ginąć ani odchodzić... wszyscy mogli żyć tak, jak dotychczas.
"W złudnym pokoju."
Buty ogon zatrzymał się i powoli opadł na posadzkę. Zielone oczy z uwagą obserwowały, jak mały paproch opada na jej nosie, chwilę później powodujące kichnięcie. Ostrożnie potarła łapka pysk, decydując się nieco zwolnić tempo sprzątania. Nie chciał przecież wznieść w górę całego pyłu, który zalegał na podłodze. Tym razem ostrożnie, wolno, pociągała ogonem po korytarzu, tworząc kilka mniejszych kupek, nim łączyła je w jedną całość.
— Dobra robota, Krokus! — usłyszała za sobą znajomy męski głos. — Oby tak dalej!

Event w Klanie Burzy:
Zamiecenie wnęk i korytarzy

Od Krokusowej Kruchości

Po egzekucji Tańcującego Pierza i Nieustraszonego Chomika oraz wygnaniu Dzikiego Berberysu

— Krokusowa Kruchości — miauknęła łagodnie Srebrzysta Równonoc, nachylając się do siostry, która kuliła się na jednym z posłań. — Proszę. Nie możesz spędzać dni na leżeniu w legowisku wojowników i wylewaniu łez...
— Powinnam razem z nim odejść... — szepnęła, wciskając pysk w suchy mech, który został jej przyniesiony przez jednego z uczniów. Miał jej posłużyć jako poduszka, w którą miały wsiąkać jej łzy. — Zawodząca Gwiazda... Skrzydlata Płomykówka... Lotosowy Pąk... i inni, których bliscy zginęli tamtego dnia... oni wszyscy mnie nienawidzą. Nie mówią tego głośno, ale widzę to w ich spojrzeniach... nienawiść, obrzydzenie oraz niekiedy współczucie... Tylko dlatego, że ich zdaniem pokochałam niewłaściwego kocura.
Srebrzysta Równonoc nie odezwała się ani słowem. Zamiast tego położyła się tuż obok Krokusowej Kruchości, opierając brodę na jej głowie.
— I mają rację. Pokochałaś niewłaściwego kocura. — Poczuła ostre ukłucie w sercu. Pamiętała, jak jeszcze niedawno siostra oraz matka kibicowały jej i Dzikiemu Berberysowi. — I wiem jedno. Ten niewłaściwy Krokus nie chciałby, żebyś roniła za nim łzy. Prawda? — Westchnęła, po czym szturchnęła buraskę pyskiem. Krokus zmrużyła oczy, roniąc kolejne łzy. Widziała, że Berberys nie chciał, aby go opłakiwała. Widziałaś, że chciał dla niej jak najlepiej. Chciał, żeby była szczęśliwa. Więc dlaczego wszystko spartolił! — Proszę cię, Krokus. Nie dokładaj zmartwień nam wszystkim, a w szczególności mnie i mamie. Nam również jest trudno. — Podniosła się z posłania. – Mam zadania do wykonania, nie mogę cię wiecznie niańczyć. Chodź, pomożesz mi pozbyć się pajęczyn w głębi legowisk. Zajmiesz czymś myśli i może ci to pomoże w przeżyciu rozstania...
Krokusowa Kruchość ignorowała wszelakie próby podniesienia jej z posłania. Nawet obecność w legowisku wojowników Gadożerowego Pyska, Śpiewającego Raniuszka oraz Modliszkowej Ciszy nie pomogła Równonocy w przepychance z siostrą.
— Nie to nie! — prychnęła, uderzając ogonem i posadzkę. Chwilę później opuściła wnękę, w której mieszkali pełnoprawni wojownicy.
Krokusowa Kruchość skuliła się bardziej, gdy jej spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Śpiewającego Raniuszka, kuzynki Dzikiego Berebrysa. Speszona Krokus pospiesznie odwróciła głowę i zamknęła oczy.
Dopiero pod wieczór buraska wyłoniła się z legowiska, gdy wszystkie koty po ciężkim dniu spędzonym na odbudowie udawały się na spoczynek. Niepewnie stawiała kroki wzdłuż korytarzy, kierując się do Groty Pamięci. Dostrzegając Słodką Dziewannę rozmawiającą z zastępczynią, nerwowo zastrzygła uszami. Odczekała dłuższą chwilę, aż matka skończy rozmowę, po czym wymijając szylkretową kocicę, znalazła się obok cętkowanej kocicy.
— Skrzydlata Płomykówko... — urwała, nie decydując się pogratulować awansu kocicy. W szczególności, że okupiony był śmiercią jej wuja, matki oraz partnera. — Czy mogę jakoś pomóc? — spytała.
Srebrzysta wpatrywała się przez dłuższą chwilę w Krokusową Kruchość, aż w końcu zdecydowała się przydzielić proste zadanie wojowniczce. Pozbycie się pajęczyn z kątów. Krokus posłusznie przyjęła powierzone zadanie przez zastępczynię, po czym skinąwszy głową, oddaliła się i ruszyła w kierunku odnogi prowadzącej do żłobka, legowiska medyków oraz kronikarzy. Ukradkiem zerknęła do lecznicy, obserwując Łzawą Łapę oraz Wdzięczną Firletkę.
Ruszyła dalej. Z boku, tuż przy wejściu do żłobka spostrzegła małą pajęczynę. Później jeszcze jedną. I jeszcze jedną, idąc wzdłuż korytarza. Ostrożnie ściągała pajęczyny ogonem, zgarniając je nim niczym miotełka.
Czy czuła się źle z tym, że pozbawia pająki domów i pułapek na pożywienie? Odrobinę. Jednak pajęczyny mogły przydać się medyczkom, które na pewno ucieszą się na ich widok. Prawda? Nerwowo poruszyła uszami. Zaraz się przekona.
Po skończeniu czyszczenia zachodnich wnęk zajrzała do lecznicy. Miała nadzieję, że zebrane pajęczyny będą się nadawać, chociaż przynajmniej jedna.
— Wdzięczna Firletko. Właśnie czyściłam wnęki przy żłobku z pajęczyn i pomyślałam, że zamiast ich wyrzucać, mogłabym je do was przynieść... — zaczęła nieśmiało, milknąc, gdy niebieska para oczu spoczęła na jej osobie. Odłożyła pajęczyny na posadzkę, po czym przesunęła ogon do twarzy, tłumiąc wydobywający się z jej pyska szloch.

Event w Klanie Burzy:
Pozbycie się pajęczyn z kątów

11 lipca 2026

Od Krokusowej Kruchości CD. Dzikiego Berberysu

Przeszłość, kontynuacja wydarzeń

Serce Krokusowej Kruchości zabiło szybciej, gdy rudy kocur wyznał, że upolował specjalnie dla niej zająca. A żeby tego było mało, już po chwili zaprosił ją na wieczorny spacer tylko we dwoje. Nieco zawstydzona, acz szczęśliwa, przystała na propozycję, delikatnie kiwając głową i posyłając uśmiech towarzyszowi, którego skrycie darzyła ogromnym uczuciem.
– Dziękuję, Dziki Berberysie. Dawno nie widziałam tak pięknej zdobyczy – zamruczała, przyglądając się szarakowi, który został jej sprezentowany. Ponownie przeniosła wzrok na Dzikiego Berberysa, a dokładniej jego błękitne oczy, wyglądające jak bezchmurne niebo. A może lepszym określeniem byłoby spokojny ocean? Nie potrafiła zliczyć, ile razy tonęła, wpatrując się w jego oczy. – To dla mnie dużo znaczy. Naprawdę... – urwała. Czy powinna tak dużo mówić? Do niedawna podczas rozmów z kocurem w odpowiedzi jedynie potakiwała głową lub kręciła nią. Może mogła mu ta zmiana nie odpowiadać?
Uśmiech na pysku kocura utwierdził ją w przekonaniu, że była w błędzie. Kocur ponownie pochwycił szaraka, którego wspólnie mieli zjeść, gdy znajdą dogodne miejsce na obserwację nocnego nieba. Delikatnie ujął swym ogonem szylkretowy ogon kotki, tak jak dżentelmen ma w zwyczaju delikatnie chwytać dłoń damy i wspólnie skierowali się w kierunku wyjścia. Gdy już nieco oddalili się od obozu, a na granatowym niebie pojawiały się pierwsze migoczące punkciki, Krokusowa Kruchość delikatnie oparła głowę o bark kocura.

~ ~ ~

Ich nocne schadzki, o których najprawdopodobniej wiedział każdy Burzak, stały się niemalże codziennością. Początkowo Krokusowa Kruchość obawiała się reakcji pobratymców, a jeszcze bardziej możliwych plotek dotyczącej ich dwójki, w końcu oficjalnie nie byli parą, jednak, gdy nastawała pora ich spotkania, a tuż przed nią pojawiał się rudo-biały kocur o błękitnych oczach, wszystkie jej troski w jednej chwili znikały, a świat pomimo otaczającego ich mroku nabierał koloru. Wiedziała, że mama oraz Srebrzysta Równonoc były im przychylne i nie miałyby nic przeciwko, gdyby ich wspólne nocne spacery zamieniły się w coś więcej. A mianowicie partnerstwo. Jednak Krokusowa Kruchość nie była pewna, czy rodzeństwo i dalsza rodzina kocura nie mają nic przeciwko ich spotkaniu i rozwojowi relacji.
– Dzięki tobie jestem szczęśliwa – zamruczała, obserwując gwieździste niebo. Oparła się o kocura i przymknęła oczy. Może wcale nie musieli być partnerami? Po prostu wystarczyło, że mogli razem spędzać czas, tak jak robili to dotychczas. Tylko tyle i aż tyle. – Jesteś moim słońcem, Dziki Berberysie.

~ ~ ~
Kilka dni przed pożarem

Krokusowa Kruchość ostatnio nie miała okazji złapać Dzikiego Berberysa w ciągu dnia, nie wspominając o zamienieniu z nim paru zdań. Zawodzące Echo rzadko wyznaczał ich do tego samego patrolu, być może uznając, że potrzebują od siebie przerwy, chociaż bura kotka wątpiła, aby zastępca chciał im zrobić na złość - wiedziała, że między nią a kocurem, którego szczerze kochała, była przeogromna przepaść, jeśli chodziło o umiejętności oraz predyspozycje do zadań. Krokus z niechęcią godziła się na te chwile rozłąki, znajdując pocieszenie w oczekiwaniu na nadejście zmierzchu.
Odprowadziła spojrzeniem do wyjścia Dzikiego Berberysa, Małą Bazię, Ostatni Pożar oraz Złotą Wydmę, życząc rudemu w myślach pomyślnych łowów.
– ...owa Kruchości. Krokusowa Kruchości. – Z zamyślenia została wyrwana przez głos Śniącego Obserwatora. Gdy zielone oczęta spoczęły na przewodniku, kocur cofnął łapę i odchrząknął. – Znasz się na kwiatach, jak mało który kot. Czy zechciałabyś mi pomóc w zebraniu ich i udekorowaniu nimi posłania?

~ ~ ~
Tymczasem w Łapkowie, podczas posiedzenia całego klanu w Grocie Pamięci

Krokusowa Kruchość leżała zwinięta w kłębek na prowizorycznym posłaniu. Ból w klatce piersiowej nie ustał, a wręcz wzmagał się z każdym kolejnym zaczerpnięciem powietrza przez kotkę. Była pewna, że ból jest tymczasowy i minie. Próbowała zrzucić odpowiedzialność za złe samopoczucie na dym, którego się nawdychała podczas ucieczki, jak i stres, którego doświadczyła w Grocie Pamięci. Jednak dobrze się stało, że matka zabrała ją do Łapkowa. Pomimo że stawiała opór, poczuła ulgę, gdy nie słyszała rozmów dochodzących z głównego pomieszczenia.
– Tato... Gwiezdni Przodkowie... Królicza Gwiazdo... proszę was... błagam...
Jeszcze nigdy z tak gorliwie nie modliła się do przodków znajdujących się na Srebrzystej Skórze, prosząc, żeby zmarli nie pozwolili ich rozdzielić. Nie chciała dopuścić, aby kolejny raz koty przelały krew, tym razem winnych śmierci pobratymców i spisku. Nie chciała, aby Dziki Berberys został wygnany. Jednak jej głos był zbyt cichy, a ona sama zbyt słaba, aby stanąć naprzeciw kotom, pragnących sprawiedliwości.
Wzdrygnęła się pod dotykiem matczynego ogona. Słodka Dziewanna starała się uspokoić córkę, lecz na próżno. Krokus skuliła się mocniej, odtrącając ogon matki, pozwalając, aby jej myśli zalał mrok.

~ ~ ~

Matka zabroniła jej udać się do dołów, w których przebywał Dziki Berberys wraz z oczekującymi na dzień egzekucji Nieustraszonym Chomikiem i Tańcującym Pierzem. Również zabroniła jej być obecną przy egzekucji dwójki z wymienionych. Krokusowa Kruchość bez słowa przytaknęła, ledwo trzymając się na łapach. Jakby jeszcze sama pragnęła widzieć, jak kolejne koty są mordowane z łap pobratymców. Srebrzysta Równonoc podtrzymywała swoją siostrę, cichutko mrucząc uspokajającą kołysankę.
– Tak mi przykro, Krokus – Polizała siostrę po łebku, po czym wróciła do kontynuowania nucenia melodii. – Dziki Berberys nie był ciebie wart.
– Ależ był... jest... on wciąż tu jest – rozpłakała się, chowając głowę w szyi siostry. – Żyje. Będzie żył...
"Będzie żył, ale nie będzie go w moim życiu"
Rudemu kocurowi darowano życie, podobnie jak jego bratu. Niestety, decyzją większości członków Klanu Burzy zadecydowano o jego wygnaniu. Krokusowa Kruchość była gotowa poręczyć za rudego, chcąc zapewnić wszystkich, że będzie pilnowała kocura, aby nie zmarnował danej mu szansy życia, aby mógł pozostać w Klanie Burzy. W końcu pokochał ją, spędzał z nią czas, a była kimś gorszym niż zdaniem spiskowców, leniwy Królicza Gwiazda, którego rządy uznawali za złe. Jednak jej głos był niczym wśród głosu tłumu.
Dlaczego Gradobijący Cierń mógł pozostać w klanie? To nie było sprawiedliwe. Skoro on mógł pozostać, to dlaczego nie Dziki Berberys. Dlaczego nie kocur, którego kochała i nie wyobrażała sobie życia bez jego obecności u jej boku.
– Będzie żył. I będzie daleko od Klanu Burzy. Już więcej nikogo nie skrzywdzi. A na pewno nie ciebie.
Krokusowa Kruchość przymknęła oczy. Ile by dała, aby ostatni raz spojrzeć w pysk kocurowi. Porozmawiać z nim, zapytać go na spokojnie, dlaczego zdecydował się zaprzepaścić swoją przyszłość. Ich przyszłość.
Matka miała rację. Dobrze się stało, że nie byli oficjalnymi partnerami i nie mieli potomstwa. Krokus nie miałaby serca skazywać niczego niewinnych kociąt na krzywe spojrzenia, tylko przez fakt pokrewieństwa z kotem, który został wygnany, nawet jeśli wciąż szczerze darzyła go uczuciem. Ona sama była w stanie znieść krzywe spojrzenia kotów, gdy wyznała przy wszystkich, że kocha Dzikiego Berberysa i chce znaleźć inne rozwiązanie sytuacji, niż egzekucja czy wygnanie. W ich oczach otrzymała już łatkę. Szalonej słabej kotki, która pokochała mordercę i była gotowa go bronić, nawet pomimo przyjęcia przez niego kary.
– Srebrzysta Równonocy... bardzo mnie boli, o tutaj – miauknęła, wskazując serce. – Pomożesz mi dotrzeć do Wdzięcznej Firletki?
– Nie. Ty tu zostań, a ja po nią pójdę.
Krokusowa Kruchość przytaknęła. Jednak nie miała zamiaru posłuchać siostry. Gdy kocica oddaliła się, w celu odszukania medyczki lub syna Zawodzącego Echo, buraska powoli skierowała się w stronę dołów. Widziała, że więźniowie są pod stałą obserwacją. Mimo to musiała zobaczyć kocura, chociażby ten ostatni raz, nim pobratymcy ich rozdzielą.
Gdy ktoś ją pytał, dokąd zmierza, kłamała, mówiąc, że pomaga medykom przy zbieraniu medykamentów. Pomimo bólu w klatce piersiowej, jak i gorzkiego uśmiechu na pysku, szła na spotkanie z ukochanym.


<Berberys? zamiast kochającej żonki i trójki dzieci wolałeś spiski :( >

09 czerwca 2026

Od Krokusowej Kruchości

*przeszłość odległa, niedługo po narodzinach Żywicy i Bursztynu*

Gdy do jej uszu dotarła informacja, że starsza ruda kocica spodziewa się kociąt, była pewna, że się przesłyszała. W końcu w jej wieku kotki zazwyczaj zostawały babciami, a nawet prababciami, a nie mamami. Była pewna, że jakiś z kotów przekręcił informacje i ciążę przypisał nie tej członkini klanu, co trzeba. Jednak brzuch Pożarowej Łapy faktycznie się zaokrąglił w przeciągu księżyca, a kocica przeniosła się do kociarni w oczekiwaniu na pojawienie się młodych.
I stało się. Pożarowa Łapa urodziła synka oraz córeczkę. Krokusowa Kruchość idąc za przykładem pozostałych wojowników, zdecydowała się odwiedzić już nie tak młodą matkę i jej nowonarodzone pociechy.
– Są piękne, Pożarowa Łapo – Ojciec kociąt nie mógł wyjść z zachwytu. Krokus spostrzegła, że kocur uronił łzę radości.
Krokus trzymała się nieco z tyłu, nie chcąc zbytnio przeszkadzać rodzinie i narzucać się jak co poniektóre starsze kocicę, które gdyby mogły, wycałowałyby każdego kociaka i zafundowały mu kąpiel. Przeniosła spojrzenie na Ognistą Piękność, która zbliżyła się do córki, aby móc powitać wnuczęta. Kilka pozostałych wojowników starało się dowiedzieć, jak para nazwała kociaki.
Krokus ostrożnie pochwyciła mysz, którą udało jej się upolować zaledwie chwilę temu. Początkowo miała zamiar zanieść ją jednej ze starszych, jednak, gdy usłyszała o narodzinach młodych zdecydowała się ofiarować ją Pożarowej Łapie i jej kociętom. A przynajmniej chciała im ją sprezentować, jednak nie wiedziała, czy uda jej się dostać do królowej otoczonej przez członków rodziny i starsze kocice.
– P-przepraszam... p-przepraszam... – miauczała, nieudolnie starając się przepchnąć na przód. Została popchnięta, ktoś nadepnął jej na łapę, aż w końcu zrezygnowała z próby dostania się do królowej. Wycofała się i nieco przygnębiona, że nie udało jej się przekazać myszy, usiadła w kąciku, wlepiając spojrzenie w swoje łapy. Po prostu poczeka i jak tłum się rozejdzie podejdzie i...
– Wszystko w porządku?
Dzwonkowy Świst zbliżył się do szylkretki.
– T-tak. Wszystko w porządku, Dzwonkowy Świście. – Podniosła się z siadu. – Gratulacje z okazji narodzin kociąt! – Posłała uśmiech kocurowi, po czym wskazała na myszkę. – P-przyniosłam zdobycz dla Pożarowej Łapy, jednak nie udało mi się do niej dostać... Mógłbyś jej ją przekazać?
– Oczywiście. A nie chcesz zrobić tego sama? Zaraz przywołam do porządku te starowinki i zrobią ci miejsce, abyś mogła poznać Żywicę i Bursztyna...
Początkowo zamierzała odmówić, nie chcąc zwracać na siebie uwagę, jednak Dzwonkowy Świst nalegał. Z jego pomocą udało jej się zbliżyć do królowej. Przywitała się z nią, przekazała mysz, by chwilę później skupić spojrzenie na dwójce małych kociąt znajdujących się u jej boku. Obojga z nich zdobiło rdzawe futerko, jednak to koteczki wydawało się jaśniejsze.
Rozczulona nachyliła się do kociąt, jednak po chwili się wycofała, gdy jej spojrzenie spotkał się ze spojrzeniem królowej. Głupio zrobiła! Nic dziwnego, że zdenerwowała ich matkę, na całe szczęście królowa nie zwróciła jej uwagi, ani nie przepędziła.
– Koniec odwiedzin! Dajcie odpocząć mojej córce i wnuczętom! – głos Ognistej Piękności rozniósł się po kociarni. Spojrzała na Krokus ponaglająco.
Wojowniczka skinęła w stronę Dzwonkowego Świstu, dziękując za pomoc. Gdyby nie on, pewnie nie udałoby jej się osobiście przekazać myszy, a tym bardziej przyjrzeć się z bliska kociętom. Wraz z pozostałymi starszymi opuściła kociarnie.

Od Krokusowej Kruchości

*nieco przeszłość*

Razem ze swoją siostrą, Srebrzystą Równonocą udała się nad Przybrzeżne Oko. Krokusowa Kruchość początkowo była nastawiona sceptycznie, co do pomysłu siostry, jednak ostatecznie przystanęła na jej propozycje. Jej obawy głównie wynikały z powodu strachu przed spotkaniem węży. Jako uczennica wojownika, a tym bardziej pełnoprawna wojowniczka nigdy na nie nie polowała. Brzydziły ją beznogie stworzenia, a oprócz tego obawiała się ich ugryzienia. Mentor był wyrozumiały i nigdy nie zmusił Krokus do zrobienia czegoś, czego ta nie chciała. Była za to wdzięczna Złocistej Pszenicy.
Na szczęście inni doświadczeni wojownicy musieli rozprawić się z wężami, bo nie było po nich ani jednego śladu przy stawie. Krokusowa Kruchość mogła odetchnąć z ulgą. Zbliżyła się do brzegu i po chwili zamoczyła w wodzie łapę. Najpierw jedną, potem drugą, by chwilę później stać i brodzić na płyciźnie. W pewnym momencie po prostu położyła się w wodzie, mocząc grzbiet.
– Tylko się nie utop! – zawołała szylkretka, zanurzając w wodzie przednie łapy.
Krokus zbliżyła swój pyszczek do wody, decydując się wypuścić pyskiem kilka bąbelków. Czuła się jak mały kociak, a przecież była wojowniczką!
Początkowo tylko ona i Równoc spędzały słoneczny dzień na relaksie nad jeziorem, jednak gdy tylko słońce było w zenicie, nad stawem pojawiło się więcej kotów. Wśród nich był Dzwonkowy Świst ze swoimi dziećmi oraz Wdzięczna Firletka. Wędrujące Niebo, Śniący Obserwator i Mała Bazia. Zwiewny Mak, Bąbelkowy Plusk i Tańcujace Pierze. Szafirkowy Wiatr oraz Czuwająca Salamandra. Nawet Zawodzące Echo zdecydował się na chwilę relaksu nad brzegiem. Młodzi członkowie brodzili na płyciźnie, turlając się po mokrym piasku, a starsi wylegiwali się na zielonej trawie.
Spędzili niemalże cały dzień na lenistwie. Wydawać by się mogło, że większość członków Klanu Burzy potrzebowała takiego beztroskiego dnia. Gdy zaczęło zmierzchać, a trójka białego rodzeństwa opuściła obóz i została dostrzeżona przez zebranych przy Przybrzeżnym Oku, zdecydowali się powrócić do obozu.

Od Krokusowej Kruchości

*nieco przeszłość*

Krokusowa Kruchość uwielbiała momenty, gdy wszyscy członkowie klanu wspólnie gromadzili się w Grocie Pamięci, aby wysłuchać opowieści kronikarzy. Lubiła ten moment, gdy większość kotów mogła sobie pozwolić na chwilę przerwy od codziennych zadań. Zawodzące Echo zajął miejsce na na kamiennym podwyższeniu tuż przed Króliczą Gwiazdą skrytym we wnęce. W przeciwieństwie do syna, starszy nie wyglądał na zainteresowanego opowieścią Wędrującego Nieba. Jego spojrzenie utkwione było na ścianie zdobionej przez odciski wojowników.
Krokus przez chwilę zaistniała się, cóż takiego zaprząta umysł lidera i dlaczego zamiast słuchać opowieści, która najpewniej już słyszał nie raz, woli wpatrywać się w różnokolorowe odciski współbratymców.
Jedno z kociąt Rudzikowego Skrzydła nadępnęło jej na ogon podczas zmiany miejsca. Biało-kremowa kotka za bardzo była pochłonięta opowieścią , jak i znalezieniem się jak najbliżej Wędrującego Nieba, dlatego też z jej pyszczka nie padły żadne przeprosiny.
Krokusowa Kruchość spostrzegła, że jej siostra, Srebrzysta Równonoc spogląda karcąco na kotkę, po czym przenosi spojrzenie na jej matkę, być może licząc na to, że srebrzysta przeprosi za zachowanie córki.
– Nic mi nie jest siostrzyczko – miauknęła łagodnie Krokus, starając się mówić cicho, aby nie przeszkodzić pozostałym w słuchaniu, a tym bardziej w opowieści Wędrującemu Niebu. Nie chciała, aby podczas wspólnego spędzania czasu doszło do jakiś kłótni między kotami.
Na potwierdzenie swoich słów delikatnie poruszyła ogonem. Zresztą łapa Perłówki była malutka, a kocie nie miało na tyle siły, aby wyrządzić krzywdę wojownicze oprócz chwilowego bólu.
– Czyli to ja będę tą, która będzie karcić twoje kocięta, bo ty pozwolisz im wchodzić sobie na głowę? – westchnęła niepocieszona wizją ciotki o twardej łapie, a może bardziej wizją Krokus, która jest ciągnięta za ogon czy ucho przez swoje pociechy.
– J-jakie kocięta... – pisnęła zawstydzona poruszonym tematem. Ogon, którym luźno poruszała momentalnie się naprężył, a spojrzenie utkiwła na swoich łapkach.
Zdała sobie sprawę, że nie ma pojęcia o czym w tym momencie mówi niebieski point, bo całkowicie przestała go słuchać. Jak dobrze, że kocur nie przepytywał swoich słuchaczy z tego, o czym mówił. Zawaliłaby odpowiedź, jak nic.
– No twoje. I Dzikiego Berberysa. – Srebrzysta Równonoc delikatnie szrutchnęła ramieniem siostrę. – Lubisz go, a on lubi ciebie. – Uśmiechnęła się. – Jest dobrym kocurem, więc nie mam powodu, aby go przegonić. No i odnoszę wrażenie, że sama jego obecność u twego boku cię uszczęśliwia.
Szara Skóra, który siedział za Krokus oraz Równonocą swoim chrząknięciem przerwał rozmowę sióstr. Krokus była za bardzo zawstydzona, aby coś powiedzieć, a tym bardziej obejrzeć się za siebie, więc jedynie skuliła się, pragnąc w tym momencie być niewidzialna.
Lubiła Dzikiego Berberysa, ale rozmowa z siostrą zafundowała jej niezły mętlik w głowie. Nigdy nie wyobrażała sobie, aby stworzyła oficjalną parę z rudym kocurem, a tym bardziej parę z gromadką kociąt. Wystarczyło jej, że od czasu do czasu mogli ze sobą porozmawiać, udać się na polowanie czy popatrzeć w gwiazdy nocą. Nie oczekiwała niczego więcej. Może dlatego też, że nie czuła się wystarczająco odpowiednia dla rudego kocura i wiedziała, że ten nie wybrałby jej. W końcu nie była ładna, jak pozostałe kotki w Klanie Burzy, a w dodatku była słaba i chorowita. Była marną kandydatką na partnerkę, a tym bardziej matkę.
Srebrzysta Równonoc cicho zachichotała, dostrzegając zakłopotanie na pyszczku Krokus. Delikatnie pogładziła burą po łebku swym ogonem, chcąc dodać jej otuchy. Krokus natomiast zamknęła oczy, próbując z całych sił skupić się jedynie na słowach, które opuszczały pysk Wędrującego Nieba.

Od Krokusowej Kruchości

*nieco przeszłość*

Krokusowa Kruchość zbierała kolorowe kwiecie z zamiarem przyozdobienia nie tyle co swego futerka, ale również swojego posłania, matki oraz siostry. Chciała im zrobić niespodziankę nim powrócą do obozu z polowania, na które wyszły niemal w tym samym czasie, co Krokus.
Zbieranie zakończyła wcześniej niż przypuszczała. W pysku trzymała pokaźnych rozmiarów bukiecik. Oprócz niego kilka dodatkowych kwiatów wplotła w dłuższe pasma sierści, aby pomóc sobie z ich transportem. W drodze powrotnej została zaczepiona przez Śniącego Obserwatora. Młody przewodnik zaoferowali jej pomoc, na którą Krokus końcowo przystała tuż po tym, gdy zapewniła, że da sobie radę. Zdążyła zauważyć, że srebrzysty kocur był do niej bardziej podobny niż początkowo zakładała.
Przed obozem spotkała Zwiewny Mam wraz z Dryfującym Fluorytem, które powracały właśnie z polowania. Obie kocice trzymały w swych pyskach dorosłe zajęczaki. Zauważyła, że obie przyglądają się jej oraz przewodnikowi, a dokładnie temu co nieśli.
– Ładna zdobycz – miauknęła czarna kocica. Nie wiedziała, czy komentarz siostry Dzikiego Berberysu był szczery, czy może jednak prześmiewczy. Starała się nie rozmyślać nad tym zbyt długo, dlatego też kiwnęła łebkiem wojowniczce, lekko zawstydzona.
– Co zamierzasz z nimi zrobić? – spytała brązowooka
– P-przyozdobię nimi posłania. Swoje, mamy oraz Srebrzystej Równonocy. Jeśli również chciałybyście udekorować swoje posłania, mogę wam parę odstąpić...
– Dziękuję, ale nie trzeba. Preferuję inne dekorację...
– Mnie natomiast zadowoli jeden kwiat maku – Zwiewny Mak nachyliła się nad bukietem, wpatrując się w czerwony kwiat, po którym nosiła imię.
Krokusowa Kruchość podzieliła się ze starszą kwiatem. Również w ramach podziękowania sprezentowała Śniącemu Obserwatorowi białe kwiecie, które ostrożnie wczepiła w jego kryzę. Resztę kwiatów zgodnie z pierwotnym planem wykorzystała do udekorowania posłań. Woń kwiatów wypełniła legowisko wojowników. Krokusowa Kruchość nie mogła się doczekać powrotu matki i siostry do obozu i odkrycia przygotowanej dla nich niespodzianki.

🌷

01 czerwca 2026

Od Krokusowej Kruchości Do Modliszkowej Ciszy

Krokusowa Kruchość starała się nie płakać po zniknięciu trójki kotów, którzy byli jej bliscy. Było to trudne, nie raz jej oczy się szkliły nim udała się na spoczynek, jednak nie chciała dodatkowo zasmucać mamy oraz siostry. Chciała być tak silna, jak one. Dlatego, gdy Zawodzące Echo dzielił zadania między wojowników, sama się zgłaszała do cięższych zadań, aby zająć czymś natrętne myśli o drugiej siostrze, która zdecydowała się je opuścić. Starała się być dla niej wyrozumiała, jednak ciężko jej to przychodziło. Mogła jedynie poprosić swojego zmarłego tatę, Poczciwego Dziwaczka, aby czuwał nad kotką ze Srebrzystej Skóry.
Opuściła obóz razem z Opadającym Rumiankiem, Śpiewającym Raniuszkiem, bedącą kuzynką Dzikiego Berberysa oraz starszym Modliszkowym Ciszą. Nie wiedzieć czemu, kremowy kocur o zielonych oczach przypominał jej zmarłego wuja, Strzępotkowy Kokon. Gdy tylko pomyślała o czekoladowym i nieszczęściu, jakie go spotkało, posmutniała.
Na szczęście na krótko. Szybko energicznie poruszyła głową, starając się myśleć pozytywnie. Przecież nie mogła płakać, tylko miała pomóc współbratymcom! Przyspieszyła kroku, zdając sobie sprawę, że została w tyle. Zwolniła dopiero, gdy zrównała krok ze starszym kocurem. Po jego mimice wiedziała, że kocur był zdeterminowany, aby powrócić do obozu z dużym łupem. Idąc za jego przykładem, utkwiła spojrzenie przed sobą i wypięła pierś do przodu, starając się w pełni skupić na polowaniu.
– Krokusowa Kruchość, zgadza się? – Zlękła się, gdy syn byłej liderki, Obserwującej Gwiazdy, odezwał się do niej pełnym imieniem. Jego ton brzmiał, tak jakby coś przeskrobała. – Wiesz, że to nieładnie przedrzeźniać starszych wojowników?
Zamarła. Minęła chwila, nim zrozumiała, jaką gafę popełniła. Chciała wyglądać jak doświadczona wojowniczka z prawdziwego zdarzenia, jednak końcowo zostało to odbierane, jakby starała się dokuczyć starszemu. Speszona położyła po sobie uszy. Cichy chichot dochodzący z przodu nie pomógł jej w uspokojeniu nerwów.
– B-bardzo cię przepraszam, Modliszkowa Ciszo. Nie chciałam cię przedrzeźnić.

<Modliszkowa Ciszo? Czy w drodze powrotnej z polowania opowiesz krokus dzieje kb? krokus z chęcią posłucha>

09 maja 2026

Od Krokusowej Kruchości CD. Dzikiego Berberysu

– L-lubię – miauknęła, walcząc z myślami, że właśnie okłamała kocura.
Tu nie chodziło o to, czy lubi oglądać Srebrzystą Skórę czy nie, nawet jeśli ruch nocnego nieba koił jej duszę i zabierał smutki. Po prostu w nocy mogła rozmawiać z tatą, który kroczył wśród Gwiazd. Cóż, właściwie prowadziła monolog w myślach, starając się odgadnąć, co zmarły wojownik mógłby jej odpowiedzieć i doradzić. Jednak nie miała na tyle odwagi, aby poinformować o tym świeżo mianowanego wojownika. Nie wyśmiałby jej raczej, jednak nie była z nim na tyle blisko, aby dzielić się z nim aż takimi prywatnymi rzeczami. Na razie wystarczyło, że została jego "partnerką w zbrodni" podczas czuwania. Przełknęła nerwowo ślinę, mając nadzieję, że nikt ich nie zauważył, a tym bardziej faktu, że kocur odezwał się do niej podczas czuwania. Sama również nie miała zamiaru o tym nikomu wspominać, nie chciała, aby kocur miał z tego powodu kłopoty.
– Obserwowanie gwiazd pomaga mi w odpoczynku... Działa na mnie kojąco? Podobnie jak moczenie łap w zimnej wodzie. – przechyliła łebek, doprecyzując odpowiedź. Nie była do końca pewna czy dobrze określiła towarzyszące jej odczucie. – Na ciebie chyba również to chyba działa. Wyglądałeś na zrelaksowanego podczas czuwania, Dziki Berberysie.
Podzieliła się z kocurem piszczką, pozwalając mu zjeść większą część, z którą od dłuższego czasu się męczyła. Gdyby nie Burzowe Chmury, który wręcz wcisnął jej piszczkę w łapy, gdy tylko wyszła z legowiska wojowników na środek obozu, zdecydowałaby się na mniejszy posiłek. I wtedy nie miałaby okazji porozmawiać z wojownikiem, przynajmniej nie od razu po przebudzeniu. Nerwowo uciekła spojeniem w bok, zastanawiać się jak powinna podtrzymać rozmowę. Nie chciała wyjść na nudną, ale przecież taka była. Co by powiedziała na jej miejsce Słodka Dziewanna?
– Krokus! – Po obozie rozległ się głos Równonocnej Łapy, która energicznym krokiem kierowała się w stronę dwójki kotów. – Ty wstrętna wiercipięto! O mało nie doprowadziłaś mamy do zawału, gdy zorientowała się, że twoje posłanie jest puste! – fuknęła na siostrę, która zestresowała się nie na żarty, po czym przeniosła spojrzenie na starszego kocura i się z nim przywitała. – Dzień dobry, Dziki Berberysie! Jeszcze raz gratuluję z okazji mianowania! Królicza Gwiazda wybrał dla ciebie idealny człon!
Krokusowa Kruchość wstrzymała oddech, gdy niebieska szylkretka rozmawiała z świeżo mianowanym wojownikiem. Nie powiedziała zarówno Słodkiej Dziewannie, jak i Burzowym Chmurom o tym, że zamierza obserwować gwiazdy. Zazwyczaj nikt nie robił o to zamieszania, a jednak w związku ostatnimi wydarzeniami mama musiała się wystraszyć, gdy odkryła jej puste posłanie. Miała nadzieję, że rodzicielka nie widziała jej u boku Dzikiego Berberysu... a tym bardziej tego, jak kocur się do niej odzywa! Bo co jeśli w złości na jej wybryk doniosłaby na niego i kocur miałby anulowaną ceremonię... czy to byłoby możliwe... Tata chyba jej nie nakrył poza obozem, bo na pewno podczas obdarowania ją piszczką zasypałby ją pytaniami. A mama? Skoro się zmartwiła, na pewno poszła jej szukać.
– M-mama – wyjąkała. – M-muszę porozmawiać z mamą... – Podniosła się pośpiesznie z miejsca.
Posłała przepraszające spojrzenie kocurowi, w związku z tym, że tak szybko zostawiła go samego tuż po tym, jak się do niej dosiadł. Cóż, właściwie nie samego. Zostawiła go z Równonocą.
Szybkim krokiem pokonała obóz, starając zlokalizować liliowo-kremowe futro matki. Spostrzegła je w legowisku starszyzny. Niczym małe kocię, które nic sobie nie robiło z obecności innych kotów, dopadła do boku matki, wtulając sierść w jej pysk.
– Przepraszam, że nie powiedziałem, że pójdę obserwować gwiazdy... – zahlipiała, ignorując komentarz Ognistej Piękności na temat tego, że przecież jej duża kotką, a w dodatku wojowniczką, a nie uczennicą czy kociakiem, aby tak się zachowywać. Później będzie się za to wstydzić. – Szukałaś mnie?
– Szukałam... – miauknęła kocica, mrużąc spojrzenie. – Wystraszyłam się, że może wyszłaś za potrzebą i zasłabłaś... albo ktoś lub coś cię zaatakowało – Polizała Krokus po głowie. – Jednak odetchnęłam z ulgą widząc, że nie jesteś sama. – Uśmiechnęła się do córki, nie racząc dodać nic więcej, aby Ognista Piękność miałam temat do plotek.
Krokus speszyła się, jednak również odetchnęła z ulgą, że to mama, a nie ojciec zobaczył, jak towarzyszy rudemu kocurowi podczas czuwania. Kocica była wyrozumiała, co ucieszyło młodą wojowniczkę. Pozostawało jej teraz jeszcze raz przeprosić kocura i obiecać mu, że nie zamierza nikomu wspomnieć o jego nocnym czuwaniu, którego przypadkowo stała się częścią. Tak jak i on nie miał zamiaru powiedzieć nikomu o jej nocnym wymknięciu się.

~~~

Nerwowo poruszyła nosem, nie odstępując boku Słodkiej Dziewanny. Spojrzenie miała utkwione w Świerszczowym Skoku. Podobno kocur dopuścił się zbrodni, a przynajmniej coś takiego zostało ogłoszone podczas zebrania. Kryjąc się za matką, położyła po sobie uszy. Bała się, że kocur zechce skrzywdzić jeszcze jakiegoś innego kota. Przylgnęła do boku Równonocy, która pozwoliła jej wtulić pysk w szylkretowe futro. Przepełnione smutkiem, jak i strachem o potomków kocura spojrzenie miała utkwione w Dzikim Berberysie, Zwiewnym Maku, Trzmielim Pyłku oraz Ciernistej Łapie.

~~~

Mimo, że ostatnio udało jej się zaprzyjaźnić w pewnym sensie z rudym kocurem, nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów, aby pocieszyć go. W ciągu krótkiego czasu stracił tak wielu członków rodziny. Każdy po takich wydarzeniach byłby przybity. Przez długi czas wahała się, czy powinna niepokoić kocura, który najprawdopodobniej nie chciał słyszeć kolejnych kondolencji z pyska współklanowicza. W końcu jednak podjęła decyzję. Pochwyciła ostrożnie jaskółkę ze stosu ze zwierzyną i zniknęła w legowisku wojowników, zatrzymując się tuż przed posłaniem kocura. Dziki Berberys zarejestrował jej obecność, jednak oprócz uniesienia wzroku, nie poruszył się. Odłożyła jaskółkę przed jego posłaniem i delikatnie popchnęła ją noskiem w jego kierunku, aby był w stanie sięgnąć po nią pyskiem, bez ruszania się z miejsca.
Być może gdyby była pewniejsza siebie i była z nim bliżej, przytuliłaby go, jednak sama wizja tego sprawiła, że się zestresowała. Ukradkiem zerknęła w kierunku wyjścia, które znajdowało się na wyciągnięcie łap. Nie miała jednak zamiaru zostawiać samego Berberysa, tym bardziej w tym momencie, dlatego zdecydowałam się spróbować pokonać towarzyszący jej stres. No chyba, że kocur zażyczy sobie, aby go zostawiła w spokoju. Wtedy czym prędzej się ulotni.


<Berberys?>

27 marca 2026

Od Krokusowej Kruchości

Krokusowa Kruchość wstrzymała oddech, widząc, jak jej siostra, świeżo mianowana wojowniczka Rybkowy Strumień, rozmazuje swój ślad pozostawiony na ścianie w Grocie Pamięci. Szylkretka położyła po sobie uszy i przeniosła spojrzenie na mamę oraz Równonocną Łapę, gdy vanka wyjawiła na głos, co myśli o mianowaniu i ceremonii. Obie kocice były zaskoczone zachowaniem brązowookiej. Lecz nie tylko one. Królicza Gwiazda, jak i reszta wojowników, w zupełnej ciszy słuchała ogłoszenia wojowniczki, która zrzekła się przynależności do Klanu Burzy i oznajmiła wszystkim swoje nowe imię, po czym opuściła podziemie.
– R-rybkowy Strumieniu. – Ciszę przerwał nieśmiały głos Krokusowej Kruchości, która wystąpiła naprzód, nie wiedząc, czy powinna pobiec za siostrą, czy zostać na miejscu. Wlepiła spojrzenie w Słodką Dziewannę; mimo że kotka zawsze emanowała pewnością siebie, tym razem spostrzegła, że kocica jest równie wstrząśnięta, co lider. Równonocna Łapa, jak i Zwiewny Mak, jako pierwsze zaczęły nawoływać niebieską, po czym dołączyły do nich sama Krokus i ich matka. – O-Oświecona! – Zdecydowała się zwrócić do niej imieniem, którego uciekinierka miała z dniem dzisiejszym używać.
Szepty zebranych kotów w Grocie przerodziły się w sporą dyskusję na temat tej sytuacji. Zauważyła, jak Burzowe Chmury podchodzi do lidera. Kocur pochylił głowę i przeprosił za zachowanie córki. Zrobiło jej się żal wojownika, widząc, jak ten się kaja przed czarnym. Niedługo po Burzowych Chmurach do lidera zbliżyła się Skrzydlata Płomykówka, która również przeprosiła za zachowanie swojej byłej uczennicy.

~ ~ ~

Wylądowała u medyków z okropnym kaszlem tuż po tym, jak nawdychała się dymu Potwora pędzącego przez Drogę Grzmotu. To właśnie tam trop jej siostrzyczki się urywał i mieszał się z innym, obcym zapachem.
"Czy ten potwór ją zjadł?"
Pociągnęła noskiem i przetarła łapką mokry policzek. Przeniosła spojrzenie na wujka, który towarzyszył jej podczas poszukiwań vanki i również skończył na leżance u medyków. Wdzięczna Firletka oprócz przyniesienia lekarstwa na kaszel oraz katar musiała dodatkowo przemyć czekoladowemu jedno z uszu, w które wdała się infekcja i o mało co nie doprowadziła do pełnej głuchoty. Bura obserwowała, jak z ulgą po skończeniu zabiegu wujek porusza uchem i oznajmia, że słyszy, jak dżdżownice poruszają się pod ziemią. Prawdopodobnie próbował tym nieudolnym żartem rozśmieszyć Krokusową Kruchość, dostrzegając, że jest przygnębiona. I udało mu się to.


Wyleczeni: Strzępotkowy Kokon x2 (katar oraz infekcja ucha)

18 marca 2026

Od Krokusowej Kruchości

*przeszłość, niedługo po mianowaniu na wojownika*

Krokusowa Kruchość została wytypowana przez Zawodzące Echo do patrolu łowieckiego razem z Burzowymi Chmurami, Strzępotkowym Kokonem, Modliszkową Ciszą oraz Rudą Lisówką. Buraska zajęła miejsce pomiędzy wujkiem i partnerem Chomik (Chomiczej Łapy).
– Jeśli będziemy musieli się rozdzielić na łące, trzymaj się mnie, dobrze? – miauknął Strzępotek, posyłając uśmiech siostrzenicy. Krokus w odpowiedzi jedynie skinęła łebkiem i przyspieszyła kroku, aby nadążyć za resztą wojowników.
Nim opuściła obóz, spojrzenie zatrzymała na swoich siostrach, Rybeczce i Równonocy. Kocice właśnie powróciły z treningu, na który jeszcze uczęszczały, jednak zielonooka wiedziała doskonale, że lada moment one również zostaną wojowniczkami.

"Przynajmniej zasłużą na miano wojownika, a nie zostaną mianowane z litości, jak ja."

Wiedziała, dlaczego Królicza Gwiazda zdecydował się ją mianować już teraz i dlaczego Zawodzące Echo również przystał na jej ceremonię dorosłości. Nie była stanie dać z siebie więcej tak jak jej siostry. Dalszy trening był bez sensu, w szczególności treningi skupiające się na biegach, po których zawsze lądowała i medyków z napadami kaszlu i bólem w klatce piersiowej.
Mimo wszystko cieszyła się, że lider i zastępca dali jej szansę. Może faktycznie nie dorównywała umiejętnością swoim siostrą, jak i pozostałym wojownikom, ale to właśnie tę, a nie inną ścieżką chciała podążać. Tak jak mama i tata chciała być wojowniczką.
Strzępotkowy Kokon miał rację. Gdy dotarli pod Drogę Grzmotu, mieli się podzielić na dwie mniejsze podgrupy, aby upolować więcej zwierzyny. Gdy miała oddalić się wraz z Strzępotkowym Kokonem oraz Rudą Lisówką w kierunku granicy z Klanem Wilka, została zawołana przez Burzowe Chmury.

"Tata. Nie. Ojciec. Ojczym. Kocur będący ojcem moich sióstr..."

Kotka nie bardzo widziała, jak powinna się zwracać do dymnego kocura. Wiedziała o umowie, której zawarła jej mama i tata z niebieskim od starzyzny, która nie potrafiła trzymać języka za zębami. Może czułaby się pewniej przy kocurze, gdyby była do niego podobna, jak Rybeczka i Równonoc? Obie miały brązowe oczy, a poza tym ich futerko było w kolorze niebieskim. Dlatego, gdy już coś od niego potrzebowała, a potrzebowała rzadko, zwracała się do niego po prostu Burzowe Chmury.
– Krokusowa Kruchość. Będziesz polować razem ze mną i Modliszkową Ciszą.
– D-dobrze... – wydukała, obawiając się, że jedynie się ośmieszy przed kocurem. Kotka zerknęła przez ramię na wujka, który posłał jej dodające otuchy spojrzenie, nim zniknął razem z drugim wojownikiem.
Polowanie można udać za udane. Oba kocury z jej grupy upolowały po króliku na głowę, natomiast ona sama wytropiła małą mysz.
– Dobra robota – miauknął Burzowe Chmury, co prawda niewyraźnie z powodu trzymanego w pysku królika, jednak Krokus była w stanie zrozumieć sens jego słów. – Zanieś ją Słodkiej Dziewannie.
– A-ale... – Odłożyła mysz na trawę. – najpierw powinnam nakarmić królowe oraz starszych.
Kocur zatrzymał się i również odłożył zdobycz na trawę.
– Spokojnie, zostaną nakarmione. O ile już nie zostały. – Uśmiechnął się. – Nikt nie powinien mieć za złe, że postanowiłaś zanieść zdobycz swojej matce. A jeśli ktoś będzie miał, to będzie miał do czynienia ze mną.
Krokusowa Kruchość nic nie odpowiedziała. Nigdy nie była z kocurem jakoś blisko, między nimi była niewidzialna ściana, którą ciężko było zbić. Nie była jego córką, widziała to, również on o tym musiał wiedzieć. Była zbyt chorowita i za bardzo podobna do Poczciwego Dziwaczka, o którym opowiadała jej i jej siostrom Słodka Dziewanna. Czasami miała wrażenie, że jej istnienie denerwowało niebieskiego i prawdopodobnie miała rację. Wiedziała, że kocur darzył kiedyś uczuciem jej mamę, dlatego zdecydował się pomóc parze w założeniu rodziny i rozumiała, że mógł być zły, zdając sobie sprawę, że jedno z jego kociąt wcale nie było podobne do niego, a do kogoś kogo Słodka Dziewanna pokochała.
Jednak jakoś jej się zrobiło cieplej na sercu, gdy Burza oznajmił, że stanie w jej obronie, gdyby ktoś miał do niej problem.


31 grudnia 2014

Krokusowa Kruchość

Autor grafiki: uzihazbin_29770
OGÓLNE
KROKUSOWA KRUCHOŚĆ
Poprzednie imiona: Krokus > Krokusowa Łapa
Płeć: Kotka
Orientacja: Nieokreślona
Przynależność: Klan Burzy
Ranga: Wojownik

- - - -

Właściciel: pikmi0004
Autor: moczalazofia4@gmail.com
CHARAKTERYSTYKA

APARYCJA
Opis ogólny - Krokus jest smukła i drobna, co nie trudno zauważyć przez fakt, iż posiada krótkie, bure, szylkretowe futro. Kotka czuje lekki wstyd przez to, że nie ma tyle sierści co jej mama, dlatego wplata w swoje futro kwiaty, głównie krokusy i tulipany, ale można też spotkać na niej inne rośliny. Głowę kotki zdobi fryzura podobna do tej, którą ma Słodka Dziewanna, i to w nią wplątywane są kwiaty. Kotka posiada ciemnozielone oczy po swoim ojcu, Poczciwym Dziwaczku.
Cechy szczególne - Kwiaty w futrze i fryzurze, fryzura podobna do tej posiadanej przez Słodką Dziewannę.
Kolor sierści - Bury szylkret pręgowany dziko z akcentami
Długość sierści - Krótka
Kolor oczu - Zielone
Problemy zdrowotne - Wrodzona wada serca po ojcu, trudność z oddychaniem

CHARAKTER

Krokus jest dość cichym typem kota i aby nawiązać z nią kontakt, trzeba wpierw samodzielnie podjąć rozmowę. Gdyby jednak miała jako pierwsza do kogoś zagadać, nie wiedziałaby jak, bałaby się, że powie coś nie tak lub nie będzie na tyle przekonująca, by utrzymać rozmówcę przy sobie. Z tego też powodu chce być jak jej matka, Słodka Dziewanna. Podziwia ją za jej pewność siebie i charyzmę, co też stara się naśladować. 
Inną rzeczą, z którą Krokus miewa problemy, jest podejmowanie decyzji. W tych kwestiach woli zdać się na innych, nie zważając na to, co by sama wybrała lub pomyślała. Manipulacja nią będzie dość łatwa, pod warunkiem, że kotka wpierw zaufa danemu kotu, a to nie będzie trudne. Wierzy w to, że skoro wszyscy są z jednego klanu, to raczej osoba, z którą się dogada, nie będzie mieć wobec niej złych intencji. Sprawa z samotnikami jest nieco trudniejsza, jednak jedna smutna historia wystarczy, by zmiękczyć serce Krokus.

MORALNOŚĆ

Jej wiara dopiero się kształtuje, mimo to nie byłaby w stanie kogokolwiek skrzywdzić.

CIEKAWOSTKI

– Ma niską samoocenę i nie jest zbyt pewna samej siebie
– Jej zwierzątkiem jest ślimak łąkowy, nazwała go Skrupek
– W Porze Nagich Drzew lubi moczyć łapy w zimnej wodzie, jest to dla niej relaksujące
UMIEJĘTNOŚCI

Poziom medyczny: ///
Poziom wojownika: III
Słabe strony: Kruche pazury, trudność z samodzielnością, naiwność, wrodzona wada serca, która sprawia, że trudno jej funkcjonować
Mocne strony: Doskonały wzrok, umie się wspinać

RELACJE

RODZINA

Ojciec - Poczciwy Dziwaczek (*) – nigdy go nie poznała, tylko słyszała o nim od Słodkiej Dziewanny. Tęskni za nim.
Matka - Słodka Dziewanna – bardzo kocha swoją matkę i chce być pod każdym względem jak ona, choć czuje, że za mało się stara i przenigdy jej nie dorówna. Zwykle, jeśli chodzi o podejmowanie decyzji, pyta się jej co zrobić, bo wie, że ona wybierze za nią najlepiej.
Partner - ///
Potomstwo - ///

INNE

///

SZKOLENIE

Uczniowie obecni - ///
Uczniowie dawni - ///
HISTORIA

Urodziła się w Klanie Burzy za rządów Króliczej Gwiazdy, w Porze Zielonych Liści.