Na pysku córki Słodkiej Dziewanny wykwitł delikatny uśmiech, gdy z pyska Śnieżycowej Chmury padła pochwała za wykonaną pracę. Nie sądziła, że będzie robić się jej cieplej na sercu, gdy będzie słyszeć od pobratymców zwykłe "Dobra robota!" lub "Spisałaś się, Krokusowa Kruchości". Jednak już po chwili oprzytomniała, a ciepło zostało zastąpione przez gorzkie chłód, na wspomnienie, że ci pobratymcy wydali wyrok na Dzikiego Berberysa.
Czuła się tak, jakby kroczyła nad przepaścią, starając się pochwycić jak najwięcej srok za ogon. Pragnęła pozostać wierna Dzikiemu Berberysowi i bronić go, gdy oczywiście sytuacja jej na to pozwala. Również starała się być w dobrych relacjach z pozostałymi kotami zamieszkującymi Klan Burzy, pomagając im w wykonywaniu zadań przy odbudowie obozu oraz codziennych obowiązkach. I im więcej dni mijało, tym bardziej zmęczona się czuła.
Idąc za radą starszej kocicy, miała zamiar poświęcić trochę czasu na regenerację oraz zjedzenie posiłku, gdy dostrzegła zmierzającą w jej stronę zastępczynię. Krokusowa Kruchość poczuła się jak małe kocię, które czeka reprymenda od matki lub starszego klanu, gdy zastępczyni zadała jej pytanie, po czym dodała, aby młodsza wzięła zwierzynę ze stosu i udała się za nią. Krokus nieco zakłopotana zastosowała się do jej słów, po czym z dozą niepewności zajęła miejsce tuż obok cętkowanej.
"Z Cyklonowym Okiem nie miała czasu porozmawiać, ale może Gadożerowy Pysk jej coś powiedział odnośnie naszej wcześniejszej rozmowy?"
— Martwiłam się — powiedziała wprost. — Przyszłam do zapasów traw i mchu, by znowu wić z tobą posłania, lecz ciebie nie było. W dodatku wczoraj mówiłaś o bólu serca, a teraz się dowiaduję, że wyszłaś z Cyklonowym Okiem aż pod samą granicę z Wilczakami. Chcę jedynie powiedzieć, byś uważała na siebie i brała pod uwagę swoje zdrowie przy pomocy w budowie obozu.
Speszona przeniosła spojrzenie na swój posiłek, który znajdował się tuż przed jej łapą. Miała nie dokładać nikomu zmartwień, lecz nawet coś tak prostego ją przerosło.
— Dobrze, Skrzydlata Płomykówko. Będę na siebie uważać — miauknęła łagodnie, chcąc zapewnić zastępczynię na temat tego, że będzie brała pod uwagę swoje zdrowie, które i tak już było wątłe. — Wybacz, że nie poinformowałam ani ciebie, ani Zawodzącej Gwiazdy o tym, że udajemy się z Cyklonowym Okiem na granicę. Nie zamierzałam nikogo martwić, a tym bardziej was unikać, po prostu... — zawahała się. Czy powinna wyznać zastępczyni prawdziwy powód jej udania się na granicę z Klanem Wilka? Jeśli skłamałaby, jej wersja mogłaby się nie pokrywać z tą kremowego kocura lub białego. — ...miałam nieco egoistyczną prośbę wobec Cyklonowego Oka.
Wyraz pyska Skrzydlatej Płomykówki się delikatnie zmienił. Kocica była mądra, więc na pewno pojęła, cóż takiego ma zamiar wyznać Krokus, nieumiejętnie plątając się we własnych słowach.
— Dowiedziałam się, że Dziki Berberys został zaprowadzony nie na granicę z Drogą Grzmotu, a na granicę sąsiadującą z terenami Klanu Wilka. Poprosiłam Cyklona o to, aby zaprowadził mnie dokładnie w to samo miejsce, gdzie ostatni raz go widział. S-sama nie wiem, co chciałam osiągnąć, udając się na granicę... Może po prostu uzyskać częściowy spokój ducha? Jego słaba woń prowadziła w głąb terenu Klanu Wilka, a po śladzie walki w okolicy pięciu lisich długości nie było ani śladu... jednak czym to się różni od egzekucji, której końcowo udało mu się uniknąć z naszych łap? Wilczacy to bezwzględne bestie, które nie przepuściłyby okazji zranienia kota z wrogiego klanu, który znalazłby się na ich terenach. Nawet jeśli byłby to wygnaniec. — Powtórzyła jeden z wielu stereotypów, które przekazywały jej starsze koty, gdy jako kocię pomieszkiwała w żłobku. Również kronikarze, opowiadając historię, na szczególności te o wojnie z Klanem Wilka umocniły obraz wilczaka jako bezwzględnego zabójcy w umyśle Krokus. — Ja go nadal kocham. Nie jestem w stanie zmienić swoich uczuć względem niego. — "Nie chcę. Lecz chcę, aby żył." — Nie teraz. Może kiedyś... — miauknęła gorzko, mając nadzieję, że to kiedyś nigdy nie nadejdzie. — Jednak teraz martwię się o niego. Pora nagich drzew jest sroga, a on całkowicie sam. I to na własne życzenie...
Położyła głowę na łapach, czując, że może za bardzo się uzewnętrzniła. Jednak wiedziała, że nie powinna tłumić swoich emocji — zalecenie Wdzięcznej Firletki, jeśli nie chciała na czas nieokreślony zamieszkać w legowisku medyków. Nawet jeśli nie zgadzała się z innymi, mimo strachu przed oceną, miała próbować podzielić się z innymi swoimi myślami oraz uczuciami. Raz już jej się to udało, podczas rozmowy z Cyklonowym Okiem oraz białym kocurem, gdy udało jej się postawić na swoim.
<Skrzydlata? Tym razem bez pomocy w odbudowie obozu>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz