Przeszłość, kontynuacja wydarzeń
– Dziękuję, Dziki Berberysie. Dawno nie widziałam tak pięknej zdobyczy – zamruczała, przyglądając się szarakowi, który został jej sprezentowany. Ponownie przeniosła wzrok na Dzikiego Berberysa, a dokładniej jego błękitne oczy, wyglądające jak bezchmurne niebo. A może lepszym określeniem byłoby spokojny ocean? Nie potrafiła zliczyć, ile razy tonęła, wpatrując się w jego oczy. – To dla mnie dużo znaczy. Naprawdę... – urwała. Czy powinna tak dużo mówić? Do niedawna podczas rozmów z kocurem w odpowiedzi jedynie potakiwała głową lub kręciła nią. Może mogła mu ta zmiana nie odpowiadać?
Uśmiech na pysku kocura utwierdził ją w przekonaniu, że była w błędzie. Kocur ponownie pochwycił szaraka, którego wspólnie mieli zjeść, gdy znajdą dogodne miejsce na obserwację nocnego nieba. Delikatnie ujął swym ogonem szylkretowy ogon kotki, tak jak dżentelmen ma w zwyczaju delikatnie chwytać dłoń damy i wspólnie skierowali się w kierunku wyjścia. Gdy już nieco oddalili się od obozu, a na granatowym niebie pojawiały się pierwsze migoczące punkciki, Krokusowa Kruchość delikatnie oparła głowę o bark kocura.
~ ~ ~
Ich nocne schadzki, o których najprawdopodobniej wiedział każdy Burzak, stały się niemalże codziennością. Początkowo Krokusowa Kruchość obawiała się reakcji pobratymców, a jeszcze bardziej możliwych plotek dotyczącej ich dwójki, w końcu oficjalnie nie byli parą, jednak, gdy nastawała pora ich spotkania, a tuż przed nią pojawiał się rudo-biały kocur o błękitnych oczach, wszystkie jej troski w jednej chwili znikały, a świat pomimo otaczającego ich mroku nabierał koloru. Wiedziała, że mama oraz Srebrzysta Równonoc były im przychylne i nie miałyby nic przeciwko, gdyby ich wspólne nocne spacery zamieniły się w coś więcej. A mianowicie partnerstwo. Jednak Krokusowa Kruchość nie była pewna, czy rodzeństwo i dalsza rodzina kocura nie mają nic przeciwko ich spotkaniu i rozwojowi relacji.
– Dzięki tobie jestem szczęśliwa – zamruczała, obserwując gwieździste niebo. Oparła się o kocura i przymknęła oczy. Może wcale nie musieli być partnerami? Po prostu wystarczyło, że mogli razem spędzać czas, tak jak robili to dotychczas. Tylko tyle i aż tyle. – Jesteś moim słońcem, Dziki Berberysie.
Krokusowa Kruchość ostatnio nie miała okazji złapać Dzikiego Berberysa w ciągu dnia, nie wspominając o zamienieniu z nim paru zdań. Zawodzące Echo rzadko wyznaczał ich do tego samego patrolu, być może uznając, że potrzebują od siebie przerwy, chociaż bura kotka wątpiła, aby zastępca chciał im zrobić na złość - wiedziała, że między nią a kocurem, którego szczerze kochała, była przeogromna przepaść, jeśli chodziło o umiejętności oraz predyspozycje do zadań. Krokus z niechęcią godziła się na te chwile rozłąki, znajdując pocieszenie w oczekiwaniu na nadejście zmierzchu.
Odprowadziła spojrzeniem do wyjścia Dzikiego Berberysa, Małą Bazię, Ostatni Pożar oraz Złotą Wydmę, życząc rudemu w myślach pomyślnych łowów.
– ...owa Kruchości. Krokusowa Kruchości. – Z zamyślenia została wyrwana przez głos Śniącego Obserwatora. Gdy zielone oczęta spoczęły na przewodniku, kocur cofnął łapę i odchrząknął. – Znasz się na kwiatach, jak mało który kot. Czy zechciałabyś mi pomóc w zebraniu ich i udekorowaniu nimi posłania?
Krokusowa Kruchość leżała zwinięta w kłębek na prowizorycznym posłaniu. Ból w klatce piersiowej nie ustał, a wręcz wzmagał się z każdym kolejnym zaczerpnięciem powietrza przez kotkę. Była pewna, że ból jest tymczasowy i minie. Próbowała zrzucić odpowiedzialność za złe samopoczucie na dym, którego się nawdychała podczas ucieczki, jak i stres, którego doświadczyła w Grocie Pamięci. Jednak dobrze się stało, że matka zabrała ją do Łapkowa. Pomimo że stawiała opór, poczuła ulgę, gdy nie słyszała rozmów dochodzących z głównego pomieszczenia.
– Tato... Gwiezdni Przodkowie... Królicza Gwiazdo... proszę was... błagam...
Jeszcze nigdy z tak gorliwie nie modliła się do przodków znajdujących się na Srebrzystej Skórze, prosząc, żeby zmarli nie pozwolili ich rozdzielić. Nie chciała dopuścić, aby kolejny raz koty przelały krew, tym razem winnych śmierci pobratymców i spisku. Nie chciała, aby Dziki Berberys został wygnany. Jednak jej głos był zbyt cichy, a ona sama zbyt słaba, aby stanąć naprzeciw kotom, pragnących sprawiedliwości.
Wzdrygnęła się pod dotykiem matczynego ogona. Słodka Dziewanna starała się uspokoić córkę, lecz na próżno. Krokus skuliła się mocniej, odtrącając ogon matki, pozwalając, aby jej myśli zalał mrok.
Matka zabroniła jej udać się do dołów, w których przebywał Dziki Berberys wraz z oczekującymi na dzień egzekucji Nieustraszonym Chomikiem i Tańcującym Pierzem. Również zabroniła jej być obecną przy egzekucji dwójki z wymienionych. Krokusowa Kruchość bez słowa przytaknęła, ledwo trzymając się na łapach. Jakby jeszcze sama pragnęła widzieć, jak kolejne koty są mordowane z łap pobratymców. Srebrzysta Równonoc podtrzymywała swoją siostrę, cichutko mrucząc uspokajającą kołysankę.
– Tak mi przykro, Krokus – Polizała siostrę po łebku, po czym wróciła do kontynuowania nucenia melodii. – Dziki Berberys nie był ciebie wart.
– Ależ był... jest... on wciąż tu jest – rozpłakała się, chowając głowę w szyi siostry. – Żyje. Będzie żył...
"Będzie żył, ale nie będzie go w moim życiu"
Rudemu kocurowi darowano życie, podobnie jak jego bratu. Niestety, decyzją większości członków Klanu Burzy zadecydowano o jego wygnaniu. Krokusowa Kruchość była gotowa poręczyć za rudego, chcąc zapewnić wszystkich, że będzie pilnowała kocura, aby nie zmarnował danej mu szansy życia, aby mógł pozostać w Klanie Burzy. W końcu pokochał ją, spędzał z nią czas, a była kimś gorszym niż zdaniem spiskowców, leniwy Królicza Gwiazda, którego rządy uznawali za złe. Jednak jej głos był niczym wśród głosu tłumu.
Dlaczego Gradobijący Cierń mógł pozostać w klanie? To nie było sprawiedliwe. Skoro on mógł pozostać, to dlaczego nie Dziki Berberys. Dlaczego nie kocur, którego kochała i nie wyobrażała sobie życia bez jego obecności u jej boku.
– Będzie żył. I będzie daleko od Klanu Burzy. Już więcej nikogo nie skrzywdzi. A na pewno nie ciebie.
Krokusowa Kruchość przymknęła oczy. Ile by dała, aby ostatni raz spojrzeć w pysk kocurowi. Porozmawiać z nim, zapytać go na spokojnie, dlaczego zdecydował się zaprzepaścić swoją przyszłość. Ich przyszłość.
Matka miała rację. Dobrze się stało, że nie byli oficjalnymi partnerami i nie mieli potomstwa. Krokus nie miałaby serca skazywać niczego niewinnych kociąt na krzywe spojrzenia, tylko przez fakt pokrewieństwa z kotem, który został wygnany, nawet jeśli wciąż szczerze darzyła go uczuciem. Ona sama była w stanie znieść krzywe spojrzenia kotów, gdy wyznała przy wszystkich, że kocha Dzikiego Berberysa i chce znaleźć inne rozwiązanie sytuacji, niż egzekucja czy wygnanie. W ich oczach otrzymała już łatkę. Szalonej słabej kotki, która pokochała mordercę i była gotowa go bronić, nawet pomimo przyjęcia przez niego kary.
– Srebrzysta Równonocy... bardzo mnie boli, o tutaj – miauknęła, wskazując serce. – Pomożesz mi dotrzeć do Wdzięcznej Firletki?
– Nie. Ty tu zostań, a ja po nią pójdę.
Krokusowa Kruchość przytaknęła. Jednak nie miała zamiaru posłuchać siostry. Gdy kocica oddaliła się, w celu odszukania medyczki lub syna Zawodzącego Echo, buraska powoli skierowała się w stronę dołów. Widziała, że więźniowie są pod stałą obserwacją. Mimo to musiała zobaczyć kocura, chociażby ten ostatni raz, nim pobratymcy ich rozdzielą.
Gdy ktoś ją pytał, dokąd zmierza, kłamała, mówiąc, że pomaga medykom przy zbieraniu medykamentów. Pomimo bólu w klatce piersiowej, jak i gorzkiego uśmiechu na pysku, szła na spotkanie z ukochanym.
<Berberys? zamiast kochającej żonki i trójki dzieci wolałeś spiski :( >
– Dzięki tobie jestem szczęśliwa – zamruczała, obserwując gwieździste niebo. Oparła się o kocura i przymknęła oczy. Może wcale nie musieli być partnerami? Po prostu wystarczyło, że mogli razem spędzać czas, tak jak robili to dotychczas. Tylko tyle i aż tyle. – Jesteś moim słońcem, Dziki Berberysie.
~ ~ ~
Kilka dni przed pożarem
Krokusowa Kruchość ostatnio nie miała okazji złapać Dzikiego Berberysa w ciągu dnia, nie wspominając o zamienieniu z nim paru zdań. Zawodzące Echo rzadko wyznaczał ich do tego samego patrolu, być może uznając, że potrzebują od siebie przerwy, chociaż bura kotka wątpiła, aby zastępca chciał im zrobić na złość - wiedziała, że między nią a kocurem, którego szczerze kochała, była przeogromna przepaść, jeśli chodziło o umiejętności oraz predyspozycje do zadań. Krokus z niechęcią godziła się na te chwile rozłąki, znajdując pocieszenie w oczekiwaniu na nadejście zmierzchu.
Odprowadziła spojrzeniem do wyjścia Dzikiego Berberysa, Małą Bazię, Ostatni Pożar oraz Złotą Wydmę, życząc rudemu w myślach pomyślnych łowów.
– ...owa Kruchości. Krokusowa Kruchości. – Z zamyślenia została wyrwana przez głos Śniącego Obserwatora. Gdy zielone oczęta spoczęły na przewodniku, kocur cofnął łapę i odchrząknął. – Znasz się na kwiatach, jak mało który kot. Czy zechciałabyś mi pomóc w zebraniu ich i udekorowaniu nimi posłania?
~ ~ ~
Tymczasem w Łapkowie, podczas posiedzenia całego klanu w Grocie Pamięci
Krokusowa Kruchość leżała zwinięta w kłębek na prowizorycznym posłaniu. Ból w klatce piersiowej nie ustał, a wręcz wzmagał się z każdym kolejnym zaczerpnięciem powietrza przez kotkę. Była pewna, że ból jest tymczasowy i minie. Próbowała zrzucić odpowiedzialność za złe samopoczucie na dym, którego się nawdychała podczas ucieczki, jak i stres, którego doświadczyła w Grocie Pamięci. Jednak dobrze się stało, że matka zabrała ją do Łapkowa. Pomimo że stawiała opór, poczuła ulgę, gdy nie słyszała rozmów dochodzących z głównego pomieszczenia.
– Tato... Gwiezdni Przodkowie... Królicza Gwiazdo... proszę was... błagam...
Jeszcze nigdy z tak gorliwie nie modliła się do przodków znajdujących się na Srebrzystej Skórze, prosząc, żeby zmarli nie pozwolili ich rozdzielić. Nie chciała dopuścić, aby kolejny raz koty przelały krew, tym razem winnych śmierci pobratymców i spisku. Nie chciała, aby Dziki Berberys został wygnany. Jednak jej głos był zbyt cichy, a ona sama zbyt słaba, aby stanąć naprzeciw kotom, pragnących sprawiedliwości.
Wzdrygnęła się pod dotykiem matczynego ogona. Słodka Dziewanna starała się uspokoić córkę, lecz na próżno. Krokus skuliła się mocniej, odtrącając ogon matki, pozwalając, aby jej myśli zalał mrok.
~ ~ ~
– Tak mi przykro, Krokus – Polizała siostrę po łebku, po czym wróciła do kontynuowania nucenia melodii. – Dziki Berberys nie był ciebie wart.
– Ależ był... jest... on wciąż tu jest – rozpłakała się, chowając głowę w szyi siostry. – Żyje. Będzie żył...
"Będzie żył, ale nie będzie go w moim życiu"
Rudemu kocurowi darowano życie, podobnie jak jego bratu. Niestety, decyzją większości członków Klanu Burzy zadecydowano o jego wygnaniu. Krokusowa Kruchość była gotowa poręczyć za rudego, chcąc zapewnić wszystkich, że będzie pilnowała kocura, aby nie zmarnował danej mu szansy życia, aby mógł pozostać w Klanie Burzy. W końcu pokochał ją, spędzał z nią czas, a była kimś gorszym niż zdaniem spiskowców, leniwy Królicza Gwiazda, którego rządy uznawali za złe. Jednak jej głos był niczym wśród głosu tłumu.
Dlaczego Gradobijący Cierń mógł pozostać w klanie? To nie było sprawiedliwe. Skoro on mógł pozostać, to dlaczego nie Dziki Berberys. Dlaczego nie kocur, którego kochała i nie wyobrażała sobie życia bez jego obecności u jej boku.
– Będzie żył. I będzie daleko od Klanu Burzy. Już więcej nikogo nie skrzywdzi. A na pewno nie ciebie.
Krokusowa Kruchość przymknęła oczy. Ile by dała, aby ostatni raz spojrzeć w pysk kocurowi. Porozmawiać z nim, zapytać go na spokojnie, dlaczego zdecydował się zaprzepaścić swoją przyszłość. Ich przyszłość.
Matka miała rację. Dobrze się stało, że nie byli oficjalnymi partnerami i nie mieli potomstwa. Krokus nie miałaby serca skazywać niczego niewinnych kociąt na krzywe spojrzenia, tylko przez fakt pokrewieństwa z kotem, który został wygnany, nawet jeśli wciąż szczerze darzyła go uczuciem. Ona sama była w stanie znieść krzywe spojrzenia kotów, gdy wyznała przy wszystkich, że kocha Dzikiego Berberysa i chce znaleźć inne rozwiązanie sytuacji, niż egzekucja czy wygnanie. W ich oczach otrzymała już łatkę. Szalonej słabej kotki, która pokochała mordercę i była gotowa go bronić, nawet pomimo przyjęcia przez niego kary.
– Srebrzysta Równonocy... bardzo mnie boli, o tutaj – miauknęła, wskazując serce. – Pomożesz mi dotrzeć do Wdzięcznej Firletki?
– Nie. Ty tu zostań, a ja po nią pójdę.
Krokusowa Kruchość przytaknęła. Jednak nie miała zamiaru posłuchać siostry. Gdy kocica oddaliła się, w celu odszukania medyczki lub syna Zawodzącego Echo, buraska powoli skierowała się w stronę dołów. Widziała, że więźniowie są pod stałą obserwacją. Mimo to musiała zobaczyć kocura, chociażby ten ostatni raz, nim pobratymcy ich rozdzielą.
Gdy ktoś ją pytał, dokąd zmierza, kłamała, mówiąc, że pomaga medykom przy zbieraniu medykamentów. Pomimo bólu w klatce piersiowej, jak i gorzkiego uśmiechu na pysku, szła na spotkanie z ukochanym.
<Berberys? zamiast kochającej żonki i trójki dzieci wolałeś spiski :( >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz